scriptus
04.01.10, 10:22
Skończył się okres świąteczny i noworoczny, dla mnie w znacznej części samotny
i pełen rozmyślań.
Jednym z wątków moich myśli był związek między miłością a małżeństwem. Do
rozmyślań sprowokowała mnie wieloletnia przyjaciółka, która przy okazji
składania życzeń rozpłakała się i oświadczyła, że złożyła pozew o rozwód.
Stwierdziła, że kocha męża, ale ponieważ pije i jest nieodpowiedzialny, musi
się rozejść. Czyli powód - w znacznej części ekonomiczny. Czyli dla niej
miłość nie jest podstawą małżeństwa. Tu na forum jest wątek - Kocham, nie chcę
rozwodu. Dla niego miłość jest w małżeństwie najważniejsza, dla swojej rodziny
poświęcił wszystko, budował dom, itd.
Co to jest miłość? To uczucie, nad którym tak naprawdę nie do końca panujemy.
Nie mozna się zakochać i odkochac na rozkaz, albo, bo tak postanowilismy,
patrz, moja przyjaciółka, kocha, ale chce rozwodu. łatwiej by jej było, gdyby
przestała kochać, ale nie potrafi. Wiele osób chce rozwodu, bo nie kocha i nie
potrafi zacząć kochać.
Co to jest małżeństwo? To ju bardziej skomplikowane pytanie, ale myślę, że
ogólnie to związek dwóch osób, które zawarły umowę o założeniu rodziny. Myślę,
że nie ma miejsca w definicji małżeństwa na określenie, czy przy zawieraniu,
albo w trakcie jego trwania osoby te się kochają, bowiem miłość jest zbyt
zwiewną podstawą dla trwania rodziny. dzis jest, jutro jej moze nie być.
Dlatego bliższy jestem rozumienia motywacji mojej przyjaciółki, że chce
rozwodu, pomimo że kocha, dlatego, że jej mąż jest nieodpowiedzilny i godzi w
podstawy bytu rodziny, niż osób, które chcą się rozwodzić, bo się "odkochały",
albo ich partner zakochał sie w innej osobie.
I tu również mój dylemat. Moja żona się odkochała. Smutne, ale w tym stanie
rodzina funkcjonowała ze 3 lata. Jednak w pewnym momencie złożyła pozew
rozwodowy. Dodatkowo, oddaliła się ode mnie, nie współżyjemy, jednak
prowadzimy wspólne gospodarstwo i moja żona wypełnia przynajmnie zasadnicze
obowiązki wychowawcze wobec dziecka. Składając pozew ugodziła w podstawy bytu
rodziny. Demontując życie rodzinne znów ugodziła w podstawy bytu rodziny.
Jednak nie zniknął ostatni fundament rodziny, prowadzimy wspólne gospodarstwo
w zakresie opieki nad dzieckiem. Pozew rozwodowy jest próbą obalenia tego
ostatnbiego fundamentu rodziny. Powodem jej postępowania, jak stwierdziła,
jest, że już mnie nie kocha.
Kocha, nie kocha, to jej problem. Ja widzę w próbie rozbijania rodziny brak
odpowiedzialności.
Większość osób pobiera się z miłości. Zakladają rodzinę, mają dzieci, kochają
je, a następnie w bezmyslny i okrutny sposób krzywdzą je rozbijając im rodzinę
i rozwodząc się, bo się "odkochały" w patnerze.
Tyle moich rozmyślań. Pytanie, jak w temacie.
Moje zdanie - miłość nie jest wystarczającym powodem do zawarcia małżeństwa,
brak miłości nie jest sensowną podstawą do rozwodu.
Pytanie pomocnicze, jaki własciwie jest, a raczej powinien być powód zawarcia
małżeństwa?