styloplume
14.01.10, 17:18
A teraz coś niestandardowego, nie mam kochanki w ciąży, do której
chcę się wynieść. Może szkoda...
Jestem 7 lat po ślubie (10 lat razem), mamy 3,5 roczne dziecko. Czyli
trzydzieści parę lat chodzę po świecie.
Przez cały czas trwania związku ustępowałem żonie we wszystkim,
począwszy od rezygnacji ze znajomych, znacznego ochłodzenia więzi z
moją rodziną, rezygnacji z własnego życia, przywyczajeń, wszystkiego.
Żona bez skrupułów to wykorzystywała, co najmniej 4 razy rzuciła się
na mnie z pięściami. Byłem ofiarą agresji fizycznej.
Lżyła mnie, zamieniła w automat do przynoszenia pieniędzy,
zaspokajania potrzeb seksualnych i niańczenia dziecka, opcjonalnie
wynoszenia śmieci. A ja, w jakimś transie, godziłem się na wszystko,
co najwyżej mówiłem sobie, że się uspokoi, przejdzie jej i na powrót
staniemy sie dwoma gołąbkami.
Jej mamusia cały czas dyskretnie, z tylnego siedzenia dawała córeczce
matczyne rady, jak mnie wychować i tresować. Cóż, miłość jest ślepa i
nie widziałem tego. Hormony znieczulają umysł.
Jest to oczywiście moja subiektywna wizja i moja żona zapewne widzi
to zupełnie inaczej.
Coś we mnie pękło tuż przed ostatnimi świętami bożego narodzenia
(również rzuciła się na mnie z pazurami w dzień bożego narodzenia).
Tym razem ja przejąłem "inicjatywę strategiczną". Zabroniłem dalszego
podnoszenia na mnie ręki, z teściową w żołnierskich słowach się
rozmówiłem i zniknęła z horyzontu, a na koniec zakomunikowałem, że
chcę się rozwieść. To był efekt długotrwałego procesu jaki we mnie
zachodził. Od poczatku roku w naszym domu jest lodowata atmosfera
(zła była od 3 lat), szron na ścianach.
Pytanie do facetów, którzy osobiście przeszli taką drogę: czy po
rozwodzie, fizycznym zamieszkaniu w innych mieszkaniach i rozpoczęciu
niezależnych żyć, czy udaje się wam zbudować dobre relacje z dziećmi,
które żyją ze swoimi matkami. Wiem, że takiemu maluszkowi, kiedy
rodzice się rozejdą, świat zawali się na głowę. Ja uważam, że mógłbym
doskonale wychowywać synka, lepiej od matki prawdopodobnie,
przypuszczam jednak, że sąd prawa do opieki da matce. Nie chcę
wieloletnich rozpraw i nawalanki, chcę polubownie i bez stresów dla
malucha się rozstać. To jest jedyna kwestia, która mnie nurtuje. Nie
pojawia się (przynajmniej z mojej strony) kwestia posiadania kogoś na
boku.
Chcę zachować dobre stosunki z synkiem.
Nie widzę możliwości utrzymania tego związku, choć żona się
wystraszyła i nagle zaczęła się starać. Aż dziw, nawet po latach
zaczęła mi obiady robić w weekendy i być dla mnie miła i mówić że się
zmieni. Jak to przekonująco brzmi ha ha ha !
Wiem, że to jest chwilowe, i na pozór, a gdy tylko stracę czujność,
natychmiast powróci stare.
Myślę, że nie jest za późno dla mnie aby sobie ułożyć zycie od nowa.
Chętnie poznam wasze doświadczenia.