Męski punkt widzenia

14.01.10, 17:18
A teraz coś niestandardowego, nie mam kochanki w ciąży, do której
chcę się wynieść. Może szkoda...

Jestem 7 lat po ślubie (10 lat razem), mamy 3,5 roczne dziecko. Czyli
trzydzieści parę lat chodzę po świecie.

Przez cały czas trwania związku ustępowałem żonie we wszystkim,
począwszy od rezygnacji ze znajomych, znacznego ochłodzenia więzi z
moją rodziną, rezygnacji z własnego życia, przywyczajeń, wszystkiego.
Żona bez skrupułów to wykorzystywała, co najmniej 4 razy rzuciła się
na mnie z pięściami. Byłem ofiarą agresji fizycznej.

Lżyła mnie, zamieniła w automat do przynoszenia pieniędzy,
zaspokajania potrzeb seksualnych i niańczenia dziecka, opcjonalnie
wynoszenia śmieci. A ja, w jakimś transie, godziłem się na wszystko,
co najwyżej mówiłem sobie, że się uspokoi, przejdzie jej i na powrót
staniemy sie dwoma gołąbkami.

Jej mamusia cały czas dyskretnie, z tylnego siedzenia dawała córeczce
matczyne rady, jak mnie wychować i tresować. Cóż, miłość jest ślepa i
nie widziałem tego. Hormony znieczulają umysł.

Jest to oczywiście moja subiektywna wizja i moja żona zapewne widzi
to zupełnie inaczej.

Coś we mnie pękło tuż przed ostatnimi świętami bożego narodzenia
(również rzuciła się na mnie z pazurami w dzień bożego narodzenia).
Tym razem ja przejąłem "inicjatywę strategiczną". Zabroniłem dalszego
podnoszenia na mnie ręki, z teściową w żołnierskich słowach się
rozmówiłem i zniknęła z horyzontu, a na koniec zakomunikowałem, że
chcę się rozwieść. To był efekt długotrwałego procesu jaki we mnie
zachodził. Od poczatku roku w naszym domu jest lodowata atmosfera
(zła była od 3 lat), szron na ścianach.

Pytanie do facetów, którzy osobiście przeszli taką drogę: czy po
rozwodzie, fizycznym zamieszkaniu w innych mieszkaniach i rozpoczęciu
niezależnych żyć, czy udaje się wam zbudować dobre relacje z dziećmi,
które żyją ze swoimi matkami. Wiem, że takiemu maluszkowi, kiedy
rodzice się rozejdą, świat zawali się na głowę. Ja uważam, że mógłbym
doskonale wychowywać synka, lepiej od matki prawdopodobnie,
przypuszczam jednak, że sąd prawa do opieki da matce. Nie chcę
wieloletnich rozpraw i nawalanki, chcę polubownie i bez stresów dla
malucha się rozstać. To jest jedyna kwestia, która mnie nurtuje. Nie
pojawia się (przynajmniej z mojej strony) kwestia posiadania kogoś na
boku.

Chcę zachować dobre stosunki z synkiem.

Nie widzę możliwości utrzymania tego związku, choć żona się
wystraszyła i nagle zaczęła się starać. Aż dziw, nawet po latach
zaczęła mi obiady robić w weekendy i być dla mnie miła i mówić że się
zmieni. Jak to przekonująco brzmi ha ha ha !

Wiem, że to jest chwilowe, i na pozór, a gdy tylko stracę czujność,
natychmiast powróci stare.

Myślę, że nie jest za późno dla mnie aby sobie ułożyć zycie od nowa.

Chętnie poznam wasze doświadczenia.
    • drambui Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 18:38
      W Twoim i synka interesie jest abyście jak najdłużej byli razem. jeśli poprawa ze strony żony jest chwilowa, bądź z nią przez tę chwilę. Jeśli się zmieni, zawsze zdążysz też się zmienić.
      Wpierw umocnij swoją pozycję w rodzinie, żebyś nie musiał uciekać w razie czego, a po prostu odejść.
      Nie licz na to, że się znowu staniecie gołąbkami. jak ktoś raz zawiódł, już mu wierzyć nie można, co nie wyklucza trwania związku. Co zyskasz w zamian? Syna, który będzie na Twoich oczach rósł, który będzie coraz bardziej związany z Tobą. Naprawdę warto.
      Możesz liczyć na to, że tego porzucisz, znajdziesz sobie nową partnerkę i zrobisz sobie nowego syna. Wielu mężczyzn tak robi. Jednak, jeśli kochasz syna, nie porzucaj go. Zaczekaj, aż ona narobi błędów i potem je zdyskontuj. Nie jest prawdą, że mężczyzna podczas rozwodu jest na straconej pozycji, przeciwnie, jak podziałasz z głową możesz dużo osiągnąć.
      Nie myśl, że stracisz czas. Że rozwód czym prędzej tym lepiej. przeciwnie. Nową partnerkę bez trudu kiedyś znajdziesz, czym jesteś starszy, tym łatwiej.
      Nie jest to łatwe, gdybym mógł cofnąć czas, sam bym tak zrobił. Jednak mądry Polak po szkodzie.
      • styloplume Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:09
        Dziękuję za słowa wsparcia i ostudzenia umysłu smile

        Jest to skomplikowane dla mnie. Szkoda jest mi zmarnowanych lat i
        tych, które mogę potencjalnie zmarnować w tym związku. Tylko syn mnie
        trzyma.

        Życie jest jedno. Nie wierzę w reinkarnację. Mam do wyboru albo dalej
        siebie poświęcać, a syn wkrótce podrośnie i zacznie się orientować,
        że żyjemy jak pies z kotem (delikatnie mówiąc), że dom to jest jakiś
        burdel gdzie wszyscy się wydzierają na siebie, a rodzina to fikcja.
        Drugim rozwiązaniem jakie widzę jest, niestety, przejść przez bolesny
        etap rozstania póki jest mały i nic nie kuma, a później mieć normalne
        układy z nim. Kiedyś powinien zrozumieć. Nie wiem. To jest wszystko
        świeże, wymaga refleksji.



      • sbelatka Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:18
        sorry stylosmile; nie jestem kobietą i może powinnam siedziec cicho..
        ale to co napisał drambui.. może mieć krótkie nózki .. i to bardzo..

        załóżmy...
        jestes dzisiaj gotów się rozwieźć..
        pod wpływem dorad - zostajesz...
        domniemywam, że malo szczęśliwy.. za to coraz bardziej sfrustrowany...

        w takich okolicznościach - kochanka w ciązy to tylko kwestia czasu
        i wtedy - odejdziesz
        wszak - z zoną NIC Cie nie łączy..
        wszak byłes z nia tylko dla syna..
        a wtedy - TY będziesz facetem, ktory odszedl do innej kobiety...
        i wtedy - Twoj za parę lat więcej rozumiejący synek dostanie przekaz -
        tatuś NAS zostawił DLA INNEJ kobiety...

        chce żebyś mnie dobrze zrozumial - ja ABSOLUTNIE nie nawołuję Cie do
        rozwodzenia sie
        - jeśli jest wg., Ciebie bodaj CIEŃ szansy na to, ze sie odnajdziecie
        ku obopólnemu zadowoleniu - to JA próbowałabym ratować moje
        małżenstwo=rodzinę..

        ale bycie DLA dziecka jedynie - skazane jest - wcześniej czy później -
        na porażkę

        jest tu na forum nie taki dawny wątek faceta, ktory sie zaparł zadnimi
        łapami i nie rozwodzi się mimo, ze z żoną łączy go tylko i wyłącznie
        ostatni mieszakjący z nimi syn (jakoś tak smile )

        mysle, ze możesz to poczytać
        spodziewam sie, ze to będzie bardzo dla Ciebie pouczająca lektura

        niestetysmile nie pamiętam nicka tego faceta - bo ja mam klopocik z
        nickamismile

        odpowiem Ci tez (nie pytanasmile ) na pytanie o możliwe relacje z Twoim
        synem - jesli uda Ci sie zawrzeć pakt o nieagresji z żoną - masz
        nieograniczone mozliwości bycia blisko z synem
        gorzej - jesli zona zechce Ci rzucac klody pod nogi; co bywa niestety
        często
        więc zalezy czy ona W ZASADZIE rozsądna jest.. czy pojdzie na wojne z
        Toba

        bo na wojnie - straty musza być.. albo w ludziach albo w sprzęcie..

        inna sprawa, ze jesli jawnie zostaniesz z żoną tylko ze względu na syna -
        to może Ci skutecznie w parze z mamusią także zarówno baaardzo w tych
        relacjach mieszać
        choc jest to trudniejsze -ale nie niemozliwe

        odejście od matki dziecka NIE JEST równoznaczne z jego porzuceniem!!!!!

        moje dzieci mają z ojcem świetne kontakty, uwielbiają go, spotykają sie
        z nim często i z entuzjazmem
        nie sa porzucone - bo on ich nie porzucił
        MIMO, ze odszedł ode mnie do mlodocianej kochanki bez ciązysmile

        • styloplume Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:35
          Wkrótce się odezwę, muszę przemyśleć to co napisałaś. Cenne
          przemyślenia
    • sinsi Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 18:58

      > Przez cały czas trwania związku ustępowałem żonie we wszystkim,
      > począwszy od rezygnacji ze znajomych, znacznego ochłodzenia więzi
      >z moją rodziną, rezygnacji z własnego życia, przywyczajeń,
      >wszystkiego.
      > A ja, w jakimś transie, godziłem się na wszystko,

      Myślisz, że wystarczy gdy odejdziesz, zmienisz kobietę kiedyś na
      inną i automatycznie nie powielisz tych samych błędów w życiu?


      > Tym razem ja przejąłem "inicjatywę strategiczną".

      dlaczego nie 10 lat wcześniej? wiesz, że wtedy miałbyś wtedy inne
      życie...

      Warto żebyś poszedł na terapię, albo razem z żoną idźcie. Bo układ
      między wami jest chory, macie dziecko, po rozwodzie nie będzie
      lepiej jeśli oboje nie zrozumiecie gdzie w kontaktach między sobą
      popełniliście błąd i co napędzało toksycznośc tych relacji.
      Wykorzystaj to, że żona zaczęła się starać, idzcie na terapię.
      Potem zadecydujesz czy chcesz rozwodu.
    • maheda Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:22
      Wg mnie dobrze byłoby skorzystać z poradni pomocy rodzinie, jakiegoś terapeuty
      rodzinnego.
      Wydaje mi się, że na odejście zawsze jest czas i warto powiedzieć sobie, jeśli
      do rozwodu jednak dojdzie, że chwyciło się każdej deski, o której się usłyszało.

      A może wszystko jakoś się poukłada? Któż to może wiedzieć?
      • sbelatka Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:26
        w sprawie deski bardzo się zgadzamsmile

        byle by tą deską nie było kolejne dzieciątko.. ktore ma (czasem tylko w
        umysle jednej ze stron) przydzieloną misję scalania związku...
        • maheda Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 08:40
          Nie, nie. Chodzi mi o układy między dorosłymi - dziecko nie ma w ratowaniu
          małżeństwa nic do rzeczy.
    • styloplume Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:30
      Dziękuję Wam,

      Widzę, że trafiłem w dobre miejsce. Wasze rady są bardzo cenne.

      Trudno jest znaleźć rozmówców w realu, którzy mieliby coś do
      powiedzenia. Byliśmy na terapii parę miesięcy temu, poza
      fakturowaniem 120 PLN za godzinę, niewiele wniosła.

      Może trafiliśmy na niewłaściwą terapeutkę. Widziałem tylko jak oczy
      jej błyszczały i się ożywiała na słowo pieniądze smile

      Tylko samemu można znaleźć rozwiązanie. Fakt, że się stara jest
      niewątpliwie na plus.

      Że późno się biorę za sprawę ? Lepiej późno niż wcale i całe życie
      przewegetować.
      • zmeczona100 Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:35
        Stylo, nie chcę snuć tu czarnowidztwa, ale z małżeństwem ponoć jest
        tak, jak z plastrem przyklejonym na skórę- jak oderwiesz, to już nie
        przykleisz.
        Jeśli jest źle od 3 lat, to wybacz, wg mnie nie ma już co sklejać,
        tylko należy się zastanowić, jak to rozegrać, aby dziecko nie
        straciło.
        • styloplume Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:45
          Jest źle od 3 lat i ostatnie wydarzenia były kroplą, która przepełniła
          czarę. Po raz pierwszy rok temu o rozwodzie rozmawialiśmy
      • sinsi Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 22:52
        Czyli coś robiliście już z problemem między wami? Kto zaproponował
        terapię? czy szukałeś innej, lepszej, jesli tę uznałeś za
        nieodpowiednią?
    • sbelatka Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:42
      forum.gazeta.pl/forum/w,24087,105152003,105152003,Czy_brak_milosci_to_podstawa_do_rozwodu_.html

      cos mi się kiepsko udało to wklejanie, ale jesli to skopiujesz i wkleisz
      to może smile się uda
      to ejst ten wątek, o ktorym pisałam wcześniej

      w każdym razie autor wątku to scriptus

      poczytajsmile
      • zmeczona100 Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:44
        Jenyyyyyyyy, Sbelatko, toż to nie dla świeżynek forumowych tongue_out
        Jeszcze pójdzie w ślady Scri i dopiero będzie się działo wink))
        • sbelatka Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:57
          eee, duży jestsmile
          da sobie radę..
    • zatracony72 Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 19:46
      Wiesz, część Twojej historii pokrywa się z moją lecz to żona odeszla.
      Moge napisać co ja bym zrobił gdyby się zmieniła i chciała jednak kontynuować
      związek. Mimo zdrad i poniżania dałbym jej szansę na powrót, może faktycznie
      jakaś terapia nie byłaby głupim pomysłem. Na pewno nie wyobrażam sobie powrotu
      do związku w relacjach poprzednich, wiem co mógłbym zmienić w sobie i czego
      oczekuję od partnerki.
      Tak gdybam bo szans na powrót nie widzę, ale w Twoim przypadku jeśli już widzisz
      poprawę to warto próbować! Ryzykujesz być może kolejnym kawałkiem czasu, który
      uznasz za stracony ale zyskać możesz rodzinę, a jeśli Twoja przejrzy na oczy to
      być może i będzie dużo lepiej.
    • kicia031 Posluchaj 14.01.10, 20:03
      Ty sam jestes czescia problemu. Jesli pozwoliles sie ubezwlasnowolnic, nie
      reagowales, rezygnowales ze wszystkiego. Wiesz dlaczego twoja zona sie
      awanturuje - byc moze dlatego, zebys wreszcie okazal sie mezczyzna. Nie macho,
      tylko mezczyzna, ktory szanuje siebie i powie, ze na to czy na tamto nie pozwoli.

      Ktory wymaga od siebie, ale tez i od innych. Jak na razie szedles po
      najmniejszej lini oporu, nie szanowales sam siebie, wiec i zona cie nie szaniwal.

      Ale to wciaz mozna zmienic.

      Pisze zawsze kobietow ze mezczyzna potraktuje je tak, jak na to pozwola. Ale to
      dziala w obie strony.
      Zamiast terapii moze wystarczy kurs asertywnosci dla ciebie?

      W ptrzypadku zwiazkow takich twoj uwazam, ze nie wszystko jest stracone. moze
      dlatego, ze z rownie ciezkiego kryzysu udalo sie nam wyjsc.

      PS Latwiej bedzie ci poradzic, jesli choc sprobujesz opisywac swoja sytuacje
      obiektywnie. Kiedy piszesz, ze zona rzucila sie na ciebie z pazurami, to ja
      widze jak ty spokojnie stoisz, albo siedzisz z nia przy kolacji, i nagle zona z
      dzikim rykiem rusza do ataku.
      A przeciez tak nie bylo, prawda? Nie zeby cokolwiek usprawiedliwialo przemoc,
      ale cos ci opowiem. Exia mojego partnera dzgnela go nozem w ramie. Kiedys
      myslalam, ze jest p[otworrem, Ale po 9 latach razem, po 2-letnim kryzysie - ja
      ja rozumiem. Nie usprawiedliwiam, ale rozumiem - choc kocham tego faceta, jestem
      z nim - ale ja rozumiem.
      • styloplume Re: Posluchaj 14.01.10, 21:02
        Związek powinien polegać na partnerstwie, nie na wrogim przejęciu.
        Przynajmniej dla mnie.

        Nie akceptuję formy bycia razem związanej z próbami dominacji.
        Otworzyłem się i wszystko przyjmowałem, frajer, za dobrą monetę.

        Dobrze, że się obudziłem.

        No nic, mnóstwo ciekawych padło tu myśli. Mam nad czym się
        zastanowić.

        Więcej szczegółów później podeślę wink
        • kicia031 Re: Posluchaj 14.01.10, 21:31
          Związek powinien polegać na partnerstwie, nie na wrogim przejęciu.
          > Przynajmniej dla mnie.
          >
          > Nie akceptuję formy bycia razem związanej z próbami dominacji.

          A moze zona nie chce cie zdominowac, tylko chce, zebys ty dominowal nad nia?
          Stad eskalacja agresji - w nadzieji, ze ty sie postawisz.
          Chore, wiem. Ale to, ze ty pozwalasz sobie jezdzic po glowie, zamiast stawiac
          granice, tez jest chore.


          Nie lubie podejscia pod tytulem najpierw pozwalam sobie jezdzic po glowie, a po
          X latach milczenia robie wielka rozpierduche. To niedojrzale. i najbardziej
          oczywiscie cierpia na tym dzieci, ktore najpierw widza zwiazek oparty na
          dominacji i podporzadkowaniu, a potem widza wielkie bum - obie rzeczy chore.
          • ekscytujacemaleliterki Re: Posluchaj 14.01.10, 21:47
            A może trzeba rozmawiać i powiedzieć czego się chce a nie pokazywać rękoczynami?!
            • kicia031 Re: Posluchaj 14.01.10, 21:55
              A kto mowi o rekoczynach? Pisalam wczesniej o asertywnosci, ktora jest
              przeciwienstwem agresji.

              Nie uwazam, by rozmowa mogla zdzialac cuda. Cuda dziala robienie, a nie
              mowienie, doswiadczylam tego na samej sobie.

              Wspolmalzonek atakuje - mowimy ze sobie nie zyczymy i wychodzimy z
              pomieszczenia. Po kilku razach dziala cuda - czasami juz za pierwszym razem.
              Wiem ze trudne - dla mnie bylo trudne, przeawie 40 lat sie uczylam.
              • scarlet.secret.sky Re: Posluchaj 14.01.10, 22:04
                A ja już na zaś chrzanię związek z facetem, któremu będę musiała
                wytłumaczyć, że nie może mnie "atakować". Dzieciem można tłumaczyć,
                że się innych nie bije, a od takiego mężą/żony trzeba zwiewać gdzie
                pieprz rośnie najlepiej od razu, ew. gdy tylko znajdzie się na to
                siłę.
                • kicia031 Re: Posluchaj 15.01.10, 10:01
                  Mialam na mysli ataki werbalne. Na ogol gdy od razu przeciwstawimy
                  sie agresji werbalnej, to do fizycznej nigdy nie dojdzie.
                  • scarlet.secret.sky Re: Posluchaj 15.01.10, 12:08
                    Z tym się zgodzę smile, bo jedno może (choć nie musi) prowadzić do drugiego.
                    Inna sprawa, że odrzuca mnie też facet, który dopuszcza się agresji werbalnej
                    (nie wiem czy mamy to samo na myśli). Kiedyś po drugiej randce urwałam kontakt z
                    chłopakiem, który swoją ex nazwał szmatą. Może kiedyś życie zweryfikuje moje
                    poglądy, ale na dzień dzisiejszy nie chcę być z mężczyzną, któremu muszę
                    tłumaczyć i stawiać jasne granicę nawet jeśli miałoby chodzić "tylko" o wyzwanie
                    mnie od dziwek albo w lżejszej formie bezmózgich idiotek, czy coś w ten deseń.
                    • kicia031 Re: Posluchaj 15.01.10, 12:41
                      scarlet, nie do konca o to mi chodzilo. =dam przyklad - moj chlop
                      celuje w doprowadzeniu mnie do szalu twierdzeniami, ze ja nic nie
                      robie w domu. zamiast klocic sie o to i udowadniac, jak ja duzo
                      pracuje, co robilam kiedys teraz stwierdzam, ze nie bede dyskutowac
                      na takim poziomie ( bo ty... ty zawsze..., ty nigdy... wszystko...
                      nic) i jak bedzie mial cos kokretnego do pwoiedzenie, to chetnie
                      porozmawiam.
                      I ide do innego pokoju.

                      kiedy po jakims czasie rozmawiamy normalnie, zwykle okazuje sie, ze
                      mimo deklarowanego rownouprawnienia gdzies tam w glowie majaczy mu
                      model wyniesiony z domu, gdzie jego matka robi wszystko. I choc wie,
                      ze to nie fair, i ze obowiazki powinno sie dzielic, to jednak jak ma
                      zly humor to zaczyna czuc sie ucisniony, bo dzis to on ma ugotowac
                      obiad.
                      • scarlet.secret.sky Re: Posluchaj 15.01.10, 13:02
                        Mam to samo smile Ale to o czym piszesz wydaje mi się po prostu wspólnym normalnym
                        życiem, gdzie pewne sprawy trzeba sobie wypracować. Autor wątku przedstawia
                        sytuacje cięższego kalibru. Nie jestem pewna czy to można porównywać.
                        Ok, muszę czasami 5 razy powtarzać swojemu facetowi, że ma sprzątnąć ubrania z
                        podłogi, ale nie muszę mu tłumaczyć, że żaden ze mnie worek treningowy wink Jakoś
                        nie wyobrażam sobie, że każe mi zrezygnować ze znajomych, pracy i w przyszłości
                        manipuluje naszymi dziećmi.
                        Ze strony żony autora wątku rzeczywiście może to wyglądać inaczej, ostatecznie
                        każdy ma swoją wersję, normalka. Wydaje mi się jednak, że to jak daleko się
                        posuniemy (nawet jeśli ktoś swoją biernością wydaje na te posunięcia cichą
                        zgodę) zależy od tego jakimi jesteśmy ludźmi.
                        Ale możesz mieć rację Kiciu, bo masz więcej doświadczenia ode mnie.
                        • kicia031 Re: Posluchaj 15.01.10, 13:07
                          Mi sie wydaje, ze to jest rownia pochyla. najpier codzienne klotnie,
                          w ktorych uzywa sie coraz ostrzejszej amunicji, potem wyzwiska, az w
                          koncu ktos kogos trzasnie.
                          Wiem tez, ze wiele kobiet reaguje agresywnie na brak wsparcia,
                          ciepla, uczucia i zainteresowania ze strony swoich partnerow.
                          Mezczyzni z kolei reaguja agresja ze strachu, ze straca partnerke.
                          To wszystko oczywiscie nie usprawiedliwia przemocy, ale mysle, ze
                          warto zrozumiec, co sie dzieje, bo nawet jesli nie uda sie uratowac
                          obecnego zwiazku, to w nastepnym beda te same problemy, nie ma cudow.
              • ekscytujacemaleliterki Re: Posluchaj 14.01.10, 22:08
                Rzucanie się z pazurami to rękoczyny. Sugerujesz, że w ten sposób żona Stylo
                pokazuję mu, żeby to on dominował. A ja twierdzę, ze jeśli się czegoś chce to
                należy partnera poinformować słownie a nie wydrapując mu oczy.

                > Wspolmalzonek atakuje - mowimy ze sobie nie zyczymy i wychodzimy z
                > pomieszczenia. Po kilku razach dziala cuda - czasami juz za pierwszym razem.
                > Wiem ze trudne - dla mnie bylo trudne, przeawie 40 lat sie uczylam.
                >

                Współmałżonek to nie dziecko, które wychowujemy. Tylko partner który nie ma
                prawa atakować, który z założenia ma nas chronić i wspierać.
                Współmałżonek atakuje to się z nim rozwodzimy. W żadnej przysiędze małżeńskiej
                nie ma mowy o tym, że mąż czy żona ma prawo nas w mordę lać!
                • sinsi Re: Posluchaj 14.01.10, 23:00
                  Hmm.. a tak z ciekawości: jak długo byłas w małżeństwie?
                  • ekscytujacemaleliterki Re: Posluchaj 14.01.10, 23:09
                    Ja?
                  • kicia031 Re: Posluchaj 15.01.10, 09:57
                    o ile kojarze, to do malzenstwa w ogole nie doszlo
          • sbelatka Re: Posluchaj 14.01.10, 21:48
            zauważam na naszym forum tendencję do dowalaia facetom, ktorzy
            deklarują, ze zostawiali "pole" żonom...

            że ciaptaki i że ostatecznie sami są sobie winni..

            bo mąz to powinien walnąc tą pięścią w stół..

            i coś mi tu nie pasuje...
            bo w zasadzie nie ma powodu żeby ktoś w ogole musiał tą pięścią w stól
            walić.. jesli wszyscy są w porządku

            na tym polega zabawa - że ja uważam, ze mój partner chce byc ok - bo ja
            go postrzegam według siebiewink
            a ja chce byc ok..

            i dowalanie komukoliwek za to, ze nie próbował doprowadzać partnera do
            porządku - uważam za błędne; oparte na elementarnie błędnych zalożeniach
            i w konsekwencji prowadzące do wypaczeń

            choć czasem oczywiście udaje sie spacyfikować męża/żonę - i komus może
            sie wydawać, ze jest ok..
            z akcentem na "wydawać się"

            małżeństwo to nie jest gra w "wychowanie" partnera..
            ani kobiety.. ani mężczyzny


            rzekłamsmile



            • sinsi Re: Posluchaj 14.01.10, 22:41
              Jakie dowalanie? Między wskazaniem możliwej przyczyny błędu,
              sugestią zmiany własnych zachowań by w efekcie doświadczyć zmiany w
              partnerze i zmiany realcji w związku a osławionym dowalaniem jest
              przepaść. Jeśli mąż albo żona nie zaznaczyli swoich granic, nie
              potrafią powiedzieć partnerowi "nie" , choć się z czymś nie
              zgadzają, pozwalają nisko jeźdxić komuś po sobie, to oboje mają to
              samo zadanie, przestać być tym ciaptakiem po którym partner
              bezkarnie może walcem przejechać.... Związek trwa od wielu lat i
              obecny kryzys to nie przypadek tylko wynik tych długoletnich
              nieprawidłowych wzajemnych relacji, błędów w komunikacji lub jej
              braku. Kiedyś ten stan odpowiadał jakimś emocjonalnym potrzebom,
              zaspakajał. Bo jesli nie odpowiadał to by związku nie było wcale.
              Trzeba sobie ospowiedzieć na pytanie czy partner zawsze miał
              agresywne zapędy a my niskie poczucie wartośi i chęć bycia
              podporządkowanym, czy coś się wydarzyło w związku, że narosła
              frustracja a wraz z nią kłótnie. Jeśli to pierwsze to lepiej
              uciekać jaśli to drugie to warto szczerze to wyjaśnić.
              I zonę i męża można sobie w pewnym sensie wychować, bo nasza własna
              postawa zyciowa niejako wychowuje osobę która przy nas jest, swoimi
              zachowaniami możemy wydobyć z kogoś dobre lub złe cechy. Jeśli z
              własnej woli, milcząc, oddaliśmy komus władzę nad swoim życiem i
              decydowanie za nas o wszystkich jego aspektach, nie sprzeciwiamy się
              gdy czujemy że coś się dzieje wbrew nam, to nie bądźmy zdziwieni,
              że po latach budzimy się bez życia osobistego i z mężem/żoną która
              autorytarnie za nas decyduje nie tak jak nam się podoba. My sami
              kształtujemy związek, co dzień. Po latach mamy efekt codziennych
              wysiłków dwojga ludzi.
            • kicia031 Re: Posluchaj 15.01.10, 10:27
              asertywnosc i stawianie granic, to nie walenie piescia w stol.
          • styloplume Re: Posluchaj 14.01.10, 21:55
            Ja również nie lubię takiego podejścia. Siebie i swoje reakcje poznaję
            "w boju", taki mam związek. Wiem że jest to niedojrzałe. Dopiero
            praktyka pokazuje prawdziwą naturę.
            • sbelatka Re: Posluchaj 14.01.10, 22:44
              siebie i swoje reakcje najczęsciej poznajemy wszyscy w bojusmile
              wcześniej - to raczej zalożenia.. wiara, ze będzie tak a nie inaczej..

              na szczęscie wiara w siebie - sie czasem potwierdza..
              a czasem nie...

              i nie ma sie co tam zaraz samobiczować .. dojrzałe.. niedojrzałe...

              ot, rozwijamy sie po prostu... a to właściwie chyba jedynie w drodze
              doświadczenia... niestety



    • paxus_estin Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 23:02
      styloplume napisał:

      > A teraz coś niestandardowego

      Zamiana ról?

      www.youtube.com/watch?v=fxqhRrje43I
    • dziad47 Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 23:04
      Nie czytałem jeszcze odpowiedzi na twój post innych Formowiczów.
      Odpisze ci dość emocjonalnie. W moim związku, taka sytuacja trwała 25 lat (można
      dać robić z siebie barana i nawet być z tego dumnym). Ja też po paru awanturach,
      rzucaniu się do oczu, tyranizowaniu. Odkryłem że, wyrachowane zachowanie,
      oziębłość rani bardzo za bardzo. Po roku od wyprowadzki, bo zostałem nakłoniony
      do wyprowadzenia się rzekomo dla dobra dziecka. Wiem że zrobiłem dobrze dla
      siebie. Jestem spojony, cierpię rozłąkę z córka. Ale wiem że kiedyś, odtworzę
      relacje z nią. Jeżeli poczytasz, więcej postów to znajdziesz dużo bólu, łez, i
      roszczeń. Na pewno nie ufaj do końca bo będzie ci potem przykro, na pewno twoje
      relacje z synem ucierpią. Musisz być wyrozumiałym, spokojnym, akceptującym tatą.
      Okazywać akceptacje, miłość, nie kupować uczuć lecz je okazywać i kochać. Nie
      oczekiwać lecz dawać. A twoja żona, raczej posłuch a na osobności teściowej. I
      jeżeli coś ustalasz, lepiej na piśmie. Przez papier mniej boli. Postaraj się
      walczyć o rodzinę do końca, bo lepiej jest mieć świadomość że zrobiłeś wszystko
      dla ratowania rodziny niż żałować że czegoś się nie zrobiło. Jak chcesz to pisz
      do mnie coś ci poradzę.
    • pan-kowalski Re: Męski punkt widzenia 14.01.10, 23:46
      Synek jest stanowczo za mały żebyś mógł ułożyć sobie z nim relacje
      z pominięciem matki, a z opisu przypuszczam, że matka po rozstaniu
      pozostanie z Tobą silnie skonfliktowana - moim zdaniem masz bardzo
      niewielkie szanse na zachowanie bliskiej więzi z dzieckiem po
      ewentualnym rozwodzie.
      • jarkoni Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 09:20
        Stylo. poczekałbym jeszcze trochę na rozwój sytuacji.
        A nuż ona naprawdę zaczyna się zmieniać i zrozumiała sytuację i cały układ, mało
        prawdopodobne z tego co piszesz, ale może warto trochę zaryzykowac..
        Znasz ją najlepiej, potrafisz to wyczuć,
        czy obłuda czy szczerość
      • kicia031 Nieprawda 15.01.10, 10:00
        Synek jest stanowczo za mały żebyś mógł ułożyć sobie z nim relacje
        > z pominięciem matki,

        Moj partner od 13 lat podtrzymuje bliskie wiezi z corka - rozstali
        sie gdy Mala miala 2 lata i Exia do dzis jest wrogo nastawiona. Byly
        sprawy sadowe o kontakty i poszukiwania przez policje wywiezionej na
        drugi koniec Polski corki. A jednak udalo sie podtrzymac wiez - tyle
        ze ta wiez byla wypracowywana od dnia narodzin malej przez opieke,
        karmienie, przewijanie, kapiele, noszenie godzinami w dzien i w nocy
        gdy miala kolki...
      • scriptus Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 14:42
        pan-kowalski napisał:

        > Synek jest stanowczo za mały żebyś mógł ułożyć sobie z nim relacje
        > z pominięciem matki, ......

        Bzdura, jeśli ma dobre relacje z synkiem, to może je utrzymać i rozwinąć, jeśli
        dotąd nie dbał o te relacje, to będzie musiał włozyć sporo pracy i wysiłku w ich
        utworzenie, bowiem to co w rodzinie dzieje sie na pewnym etapie niejako
        automatycznie, w rodzinie rozbitej wymaga odpowiednich działań, albo nie
        nastąpi. Matka może tu próbowac przeszkodzić, ale godzina czasu pozytywnie
        spędzonego z synkiem znaczy więcej, niż tydzień babskiego psucia krwi. Pod tym
        względem pozycja mężczyzny nie jest taka zła, dzieci naprawdę chcą mieć ojców,
        no chyba, że sa to jacyś zwyrodnialcy, to wtedy nie.
      • michszyb Re: Męski punkt widzenia 17.01.10, 21:19
        Bzzzzzzzzzzzzdura do kwadratu. Człowieku, przyznaj się że nie masz dziecka, albo
        jestes Panią Kowalską.
        • pan-kowalski Re: Męski punkt widzenia 18.01.10, 10:16
          Z moich doświadczeń wynika, że relacje ojców z dziećmi po rozwodzie
          ulegają znacznemu pogorszeniu (czy to permamentnie czy też
          przejściowo), szczególnie jeśli dzieci te są małe, a matki
          konfliktowe / negatywnie nastawione do dalszej obecności byłego
          partnera w ich życiu.
          Nie zamierzam niczego przyznawać, a pytający ma prawo zapoznać się
          także z takim punktem widzenia, zanim podejmie swoje decyzje.
          • michszyb Re: Męski punkt widzenia 18.01.10, 11:51
            pan-kowalski napisał:

            > Z moich doświadczeń wynika, że...

            Z jakich doświadczeń? Jestes psychologiem dziecięcym, rozwodziłeś się
            kilkanaście razy, czy może słyszałeś jak jest u znajomych? Sprecyzuj proszę.

            > Nie zamierzam niczego przyznawać, a pytający ma prawo zapoznać się
            > także z takim punktem widzenia, zanim podejmie swoje decyzje.

            Twój punkt widzenia, oparty jest na mętnych jakichś obserwacjach i nie jest
            podparty żadnymi argumentami.

            To tak jakbym napisał,że moim zdaniem ziemia jest płaska i oparta na czterech
            żółwiach ninja. Czy to ma jakieś znaczenie że tak uważam w jakiejkolwiek
            rozsądnej dyskusji?

            A tak z innej beczki. Mylisz dwie rzeczy. Pogorszeniu moze ulec kontakt w
            rozumieniu częstotliwości i czasu spędzonego z dzieckiem, szczególnie gdy
            kochająca mamusia się do tego przyczyni. Ale nie musi się wcale pogarszać więź
            między ojcem a dzieckim.
            • pan-kowalski Re: Męski punkt widzenia 18.01.10, 13:40
              michszyb napisał:

              > To tak jakbym napisał,że moim zdaniem ziemia jest płaska i oparta
              > na czterech
              > żółwiach ninja. Czy to ma jakieś znaczenie że tak uważam w
              >jakiejkolwiek
              > rozsądnej dyskusji?

              Weź pod uwagę, że autor nie pyta o kształt ziemi, tylko o możliwy
              kształt jego przyszłych relacji z dzieckiem. Tu nie chodzi o całkę z
              iksa kwadrata, ani o aktualny kurs jena - zadanie nie ma
              jednoznacznego rozwiązania.


              > A tak z innej beczki. Mylisz dwie rzeczy. Pogorszeniu moze ulec
              >kontakt w rozumieniu częstotliwości i czasu spędzonego z dzieckiem,
              >szczególnie gdy
              > kochająca mamusia się do tego przyczyni. Ale nie musi się wcale
              >pogarszać więź
              > między ojcem a dzieckim.

              Może ja mylę, a może to Ty nie zauważasz, że przy braku kontaktów /
              ich niewielkiej częstotliwości - więzi zaczynają ulegać powolnej
              erozji.
    • beata-12345 Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 11:54
      Jakie to klasyczne - jak pisze facet, to żona jawi się jako wredna zołza, w
      dodatku agresorka. Jak pisze kobieta - to facet jest ostatnim draniem. Trochę
      więcej samokrytycyzmu by się nam przydało
      • styloplume Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 12:03
        1. Po 10 latach razem obie strony poruszają się w odcieniach
        szarości i obydwie dą winne
        2. Nie chcę pisac w duchu politycznej poprawności, że jestem winiem
        tego, że partnerka rzuciłą się z pazurami na mnie. I że wybaczam, bo
        może miała ciężkie dzieciństwo, a w ogóle to moja wina.
        • beata-12345 Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 12:17
          Nie wierzę, że żona wyżywa się na mężu tylko dlatego, że tak lubi. Oczywiście,
          bywają psychopatki, ale najczęściej to jest tak, że Ty przestajesz ją zauważać,
          albo za mało jej pomagasz w domu, a ona odreagowuje swoje stresy np. rzucając
          się z pazurami na Ciebie (inna przestaje się kochać ze swoim mężem, a jeszcze
          inna robi mu awantury o byle co). Chodzi mi tylko o to, żeby potrafić dostrzec
          też własne błędy i się do nich przyznać, bo inaczej w kolejnym związku będzie
          się te błędy nadal popełniało.
          • ania1ooo Re: Męski punkt widzenia 17.01.10, 22:43
            A to dobre, mąż biedaczki nie zauważał, albo za mało pomagał w domu,
            więc ona ma prawo startować do niego z pazurami? Ciekawe, czy w taki
            sam sposób tłumaczysz facetów bijących swoje żony? A może kobiety
            mają prawo do takiego odreagowywania, a faceci nie?
            • kicia031 Re: Męski punkt widzenia 18.01.10, 14:08
              Prowadzilam kiedys dyskusje na forum i na privie z osoba ktora
              zdecydowala sie naprawiac malzenstwo w sytuacji przemocy. Nie
              twierdze, ze jej argumenty mnie przekonaly, ale warto wyjsc poza
              stereotypy i pomyslec troche samodzielnie:

              forum.gazeta.pl/forum/w,898,96585084,96778408,Re_co_myslec_o_moim_mezu_.html

              wypowiedzi kati1973
              • ania1ooo Re: Męski punkt widzenia 18.01.10, 22:30
                To nie kwestia stereotypów, a już na pewno nie braku samodzielnego myślenia.
                Każdy z nas ma prawo do nietykalności cielesnej. I jeśli to prawo łamie nasz
                partner, małżonek, to nie ma na to usprawiedliwienia.
                • kicia031 Re: Męski punkt widzenia 19.01.10, 08:16
                  Zgadzam sie calkowicie. Zawsze uwazalam, ze przemoc rowna sie kopa i czesc.
                  mamy jednak przyklad osoby, ktora mimo przemocy zdecydowala sie zostac w zwiazku
                  i udalo sie jej go naprawic. Trudno ja za to potepiac.
          • rarely jasne co za relatywizm 22.01.10, 17:33
            Nie wierzę, że żona wyżywa się na mężu tylko dlatego, że tak lubi.
            Oczywiście,
            > bywają psychopatki, ale najczęściej to jest tak, że Ty przestajesz
            ją zauważać,
            > albo za mało jej pomagasz w domu, a ona odreagowuje swoje stresy
            np. rzucając
            > się z pazurami na Ciebie

            który zreszta przejawiał sie juz we wczesniejszych watkach jak facet
            uderzy do bydlak cham damski bokser jak kobieta bije to jest to
            usprawiedliwione stresem albo pomoca w domu

            • kicia031 Re: jasne co za relatywizm 22.01.10, 19:00
              jestem przeciw przemocy i swojego chlopa nie tluke, on mnie zreszta
              tez nie.
              Ale jak czasami dla zartow sie mocujemy, to jego sila, szybkosc
              reakcji, umiejetnosci zapasnicze sprawiaja, ze nie jestem w stanie
              go nawet przesunac o centymetr. podejrzewam, ze gdyby mnie walnal
              raz, to skonczylabym na pogotowiu ze wstrzasem mozgu i polamanymi
              koscmi, taka jest dysproporcja miedzy nami.

              Kiedy moj 17latek tlucze 4 latka, to traktuje to powazniej, niz
              kiedy 4 latek tlucze 17latka.

              Zgadnij dlaczego.
        • kicia031 Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 12:34
          Nie lubie rozpatrywania kryzysow malzenskich w kategoriach winy, bo
          nie sadze, ze to pomaga rozwiazywac problem.

          Wiem natomiast, ze gdybym w pierwszym malzenstwie od poczatku
          stawiala jasno granice, to pewnie nie skonczyloby sie skrzywdzeniem
          tylu osob. sadze, ze i tyak bysmy sie rozstali, ale bardziej
          kulturalnie i na poziomie.
        • michszyb Re: Męski punkt widzenia 17.01.10, 22:07
          Tak kolego to twoja wina. Wiesz ja słyszę to samo od dawna.

          - No wiesz jak dałeś sobie włazic na głowę to się nie dziw że jest jak jest.

          Najśmieszniejsze jest to że mam wielu kolegów, którzy nadal tak mają. To jest
          okropne jak słyszę jak koleżanka lży publicznie swojego męża a on się tylko
          głupio uśmiecha. To straszne jak od roku nie mogę wyciągnąć kolegi na godzinę na
          piwo, bo mu żona nie pozwala. Ja to akurat doskonale rozumiem bo też to miałem.

          Pytanie jest jak to możliwe że mężczyźni tak "zniewieścieli". A może zawsze tacy
          byliśmy tylko teraz kobiety już mogą sobie pozwolić na zauważanie i
          wykorzystywanie.
          • kicia031 Re: Męski punkt widzenia 18.01.10, 13:56
            To straszne jak od roku nie mogę wyciągnąć kolegi na godzinę n
            > a
            > piwo, bo mu żona nie pozwala.

            A pomyslales o tym, ze kolega wcale nie ma ochoty isc z toba na
            piwo? Moj chlop w porozumieniu ze mna czesto uzywa twierdzenia, ze
            ja nie pozwalam, jako wykretu od spotkan z nielubianymi znajomymi.
    • esteraj Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 12:26
      Mogę tylko powiedzieć, że bardzo źle zrobiłeś dając się zdominować. Ja zrobiłam
      to samo. Nie poszłam do pracy, bo mąż tego nie chciał, nie spotykałam się ze
      znajomymi, bo jemu nie odpowiadali itp. Kiedy nastąpił już wielki konflikt,
      decyzja o rozstaniu, mąż powiedział, że niczego mi nie zabraniał. Spieprzyłam
      swoje najlepsze lata.

      Pytałam siebie, dlaczego bałam się żyć po swojemu? Proste - bałam się
      samotności, odpowiedzialności za rozpad małżeństwa, nie chciałam nikogo krzywdzić.
      Efekt był taki, że ciągle nosiłam żal do męża, do świata, że życie jest takie
      okrutne. Teraz zrozumiałam, że żal mogę mieć do siebie i własnej głupoty.
      W pewien sposób odzyskałam wolność emocjonalną. Relacje się polepszyły.

      Naukę z tego mam taką, że nigdy nie pozwolę żyć wbrew sobie. Albo druga osoba to
      zaakceptuje, albo nie. Ja nie będę nikogo do niczego zmuszać. Uwolniłam się
      również od uzależnienia od męża. Mam świadomość, że z samotnością sobie poradzę,
      mogę brać na siebie odpowiedzialność, a osoby, które mogą czuć się przeze mnie
      pokrzywdzone, jakoś to przeżyją.
    • julka1800 Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 14:52
      hmm... myślę, ze człowiek rozwodzi się, gdy wyczerpie WSZYSTKIE
      możliwe sposoby bycia razem. Czy Wy wyczerpaliście te sposoby?
      Jednym z (wydaje mi sie) dobrych sposobow jest chwilowe - na jak
      dlugo, sami ocencie - pomieszkanie oddzielnie. Pod warunkiem,
      oczywiscie, ze zadne z Was nie bedzie rozgrzewac tylnego siedzenia
      auta do czerwonosci z przygodnie poznaną osobą.

      Jeszcze jedno.. gdzies w okolicach 40stki czlowiek robi sobie
      podsumowanie zycia. Oglada sie w tyl, i patrzy co go milego w zyciu
      moze spotkac. Jednym slowem jest to taka niebezpieczna chwila, ze
      wydaje nam sie, ze jeszcze mozemy wiele osiagnac w zyciu, zawojować
      świat, zakochać sie na nowo, a tu pod reką taka stagnacja, by nie
      rzec marazm, ledwie +3 st C.
      • sbelatka Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 15:11
        rozstania na próbę?
        osobiście uważam, ze to marny pomysł..

        ALBO wiem, ze chce z kims być.. ALBO wiem, ze nie chce..

        czego sie moge dowiedziec mieszakjąc osobno? Ano, ze źle mi samej..
        ale czy z tego wynika, ze chce byc z tym facetem? czy, ze po prostu nie
        umiem sobie radzić z samotnością

        a co do wieku..
        Stylo jest za mlody na krzyzys wieku średniegosmile bo to "chyta" po 40smile

        albo, ze dobrze mi samej - i to także niekoniecznie ma coś wspolnego z
        konkretnym facetem - a z moim stosubkiem do.. wolności na pzrykład..

        • styloplume Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 17:28
          Nie wiem,

          Wszystkie znane mi związki, któe rozstawały się na próbę, definitywnie
          się rozpadały.
    • styloplume Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 17:36
      Hej,

      Dziękuję wszystkim za wymianę myśli smile

      Mam teraz o czym myśleć, wasze doświadczenia są nieocenione.

      Nie jestem aż takim bezkręgowym mięczakiem, jak mnie odebraliście,
      szybko nadrabiam zaległości, może aż za szybko.

      Pomyślałem i podzieliłem się z żoną refleksją, że nie musimy być
      razem, naszym obowiązkiem jest wychowywać dziecko, co wcale nie
      znaczy, że musimy do grobowej deski być razem.

      Mając odpowiednią determinację łatwo jest się rozstać, detonując co
      najwyżej jakieś ładunki po drodze.

      Muszę się zastanowić czego chcę,wiem, że każdą opcję mogę
      zrealizować, tylko czy warto ? Nikt, poza mną samym nie będzie w
      stanie odpowiedzieć.


      • sbelatka Re: Męski punkt widzenia 15.01.10, 22:11
        i to jest Stylo bardzo - moim zdaniem - dobre podsumowanie

        powodzenia życzęsmile
      • styloplume Re: Męski punkt widzenia 16.01.10, 00:48
        Wasz wkład jest nieoceniony smile

        Dziękuję

        Sprawy postępują
        • sinsi Re: Męski punkt widzenia 16.01.10, 09:52
          Jeśli mogę coś radzić, to próbowac się dogadać.
          Mimo pretensji do żony próbuj zachować spokój i życzliwość do niej,
          jednocześnie stanowczo(ale nie agresywnie!) mówiąc "nie" jej
          zachowaniom których nie chcesz akceptować.
          Żeby nie było tak, że próbujesz się odegrać na żonie, za poprzednie
          podporządkowanie się jej. Bo wtedy się nie uda, żona za chwilę
          poczuje się skrzywdzona przez Ciebie i zaczniecie wojować ze sobą.
          Jeśli oboje znajdziecie teraz w sobie chęci, oparte na DOBREJ WOLI
          porozumienia, a nie na zadawnionych żalach i skumulowanej niechęci
          której chcecie teraz dać upust, to się dogadacie na lepszy związek
          lub na spokojne rozstanie i współpracę po nim.
    • rarely fajnie ze przejrzałes na oczy 22.01.10, 17:49
      szkoda ze tak poźno

      fakt gdybys wczesniej stawial granice to byscie albo razem nie byli
      albo byli ale na innych zasadach wyniesione z domu zachowania i
      "madrosci" matki nie znikna ani ona nie przezyje iluminacji czy
      metamorfozy jest tak jaka jest i inna nie bedzie wiec albo zaciskasz
      zeby i dajesz rade albo odchodzisz mozna zrobic sobie jakis bilans co
      mam w zwiazku in plus a co na minus i tyle

      mysle ze jescze mozesz sobie wszystko poukladac rozwod to ryzyko:

      kontakty z dzieckiem to wielka niewiadoma nikt na tym forum Ci nie
      powie ze uloza sie tak czy inaczej nie ma regul nie ma recept nie ma
      schematow co para to inna bajka ludzie relacje sa skomplikowane a po
      rozwodzie i z dzieckiem sa nacechowane silnymi emocjami które
      powoduja takie a nie inne zachowania

      na pewno wiele stracisz nie mieszkajac z dzieckiem ale tez duzo
      zyskasz nie bedac z ta kobieta

      wszystko jest kwestia decyzji
Inne wątki na temat:
Pełna wersja