potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031)

24.01.10, 12:49
W poprzednim wątku pisałem że deklaruję 50 godzin tyg które moge i chcę
poświecić moim chłopaków.

Przestałem pisać w tym wątku bo górę wzięły osoby pokroju tri, czy kici, które
ochoczo wzięły się do kamienowania i bezczeszczenia zwłok. Nie będę się do
tego odnosił, bo juz mi czytanie obelg na tym forum przestało podnosić
ciśnienie i8 tylko mi zal osób, które przygryzają swoje zęby jadowe aż do krwi.

Jestem w trakcie składania pozwu. W pozwie odnoszę się oczywiście do opieki
nad dziećmi.
Występuję z wnioskiem o przyznanie mi opieki w wymiarze:
- 2 dni w tygodniu od 9.00 do 20.00 dnia następnego.
- co drugi weekend od piątku 17.00 do niedzieli 20.00
- wakacje - lipiec i sierpień po 2 tyg
- święta po połowie.

Uwzględniam tu pełna opiekę, z karmieniem, przedszkolem, kapaniem, uczeniem,
bawieniem się i wszystkim co potrzeba.

Na początku lutego udajemy się z żoną dodatkowo na mediacje.


    • majkel01 Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 24.01.10, 13:27
      a ferie zimowe ? No i takie dni jak urodziny i imieniny dzieci ?
      • michszyb Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 09:50
        Zapomniałem , ferie podzielone na pół.

        Co do uroczystości związanych z dziećmi to wierzę że uda się dojść do
        porozumienia i spędzać je wspólnie.
    • tricolour Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 13:32
      ... i proszę byś rozpisał jak będzie wyglądało to dwa dni w tygodniu
      + co drugi weekend.

      Bo widziesz dwa dni w tygodniu po dwa dni (od 9 do 20 dnia
      kolejnego), to są cztery w sumie dni w tygodniu. No i po co
      przywozić niemowlaka o 20 skoro o tej porze ma już spać? I po co
      zabierać dzieci o 9 jeśli jedziesz zaraz potem do pracy?

      O to i tak zapyta sąd.
      • eutherpe Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 13:37
        wow-będziesz zabierał dziatki na dyżur do szpitala?Czy Twoja Pani będzie się
        nimi zajmowała?tak ZAPYTUJĘ.....Przecież to maluchy!
        • nanai11 Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 13:41
          Maluchy powinny być przede wszystkim duuużo w domu z mamą. Należy czasem
          pomyśleć o ich dobru, nie tylko o robieniu sobie na żłość.
          • eutherpe Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 13:45
            chyba Michszyb nie rozumie...Michu?Liznąłeś odrobinę psychologii na studiach??Może lepiej dla takich maluchów, kiedy tato je odwiedza na znajomym gruncie?
          • sbelatka Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 13:47
            a mama jest pracująca czy nie?

            i czy bycie duuużo czasu w domu z mamą jest z definicji lepsze od bycia
            w domu duuużo czasu z tatą?

            o ile mama jest ok i tata jest ok.
            albo porównywalnie nie-ok...
            • lampka_witoszowska Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 00:48
              tak, z psychologicznego punktu widzenia dla 2letniego dziecka bycie
              z mamą jest lepsze niż bycie z tatą
              nie z definicji, ale z prostego powodu, że maluchowi do 4-5 roku
              życia głównie obecność mamy zapewnia poczucie bezpieczeństwa i
              rozbijanie tego może łatwo skutkować niemożnością zaufania w
              bliskich relacjach w dorosłości
              poza tym w tym czasie najwazniejsze dla maluchów są częste i krótkie
              spotkania z ojcem i ustalony rytm dnia, kąpieli, utulania do snu,
              jeden dom

              i to są podstawy psychologii, dla jednych teoria, dla innych pomoc w
              stwarzaniu jak najlepszych warunków rozwoju dziecka

              ps. ja już nawet nie wiem, czy nei jest zabawne moje ciągle
              powtarzanie, że nawet prawo pracy respektuje potrzebę bliskości mamy
              i nie wolno mamy małego dziecka wysyłać w delegacje kilkudniowe poza
              miejsce zamieszkania, póki dziekco nei skończy 4.rż
              • sbelatka Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 08:49
                mozliwe, ze masz rację;
                nie jestem tego w stanie ani potwierdzić ani temu zaprzeczyć - bo nie
                wiem
              • michszyb Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 09:58
                Wiesz co to zapisz sięr do PiSiorów i postuluj wprowadzenie urlopów
                wychowawczych dla matek do 4 roku życia. Bo niestety w realnym świecie matki
                pracują a ja oferuje zajęcie się dziećmi głównie w czasie gdy matka jest w pracy.
                • lampka_witoszowska Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 11:34
                  zgadnij, człowieczku nastawiony na dialog big_grin, dlaczego Ci nie
                  odpowiem

                  jeśli jeszcze będziesz miał ochotę coś mi polecić, nie krępuj się
                  • michszyb Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 12:21
                    Ok zgaduje.

                    Bo zabrakło ci argumentów? Bo jedyne co pozostało to nazwanie mnie
                    człowieczkiem, co wszem i wobec sugeruje że uważasz się za osobę lepszą i
                    mądrzejsza i uprawniona do ferowania wyroków i dawania rad takim gorszym i
                    pośledniejszym istotom jak ja? Bo masz kompleksy? Bo w sytuacji zagrożenia
                    własnej samooceny reagujesz agresją ubraną w poniżanie interlokutora? Bo masz
                    urojenia wielkościowe, które objawiają się przeświadczeniem własnej
                    nieomylności? Bo pochodzisz z biednej mentalnie małomieszczańskiej rodziny i
                    wstydzisz się swojego rodowodu?

                    Zgadywać dalej?
                    • to.ja.kas Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 13:44
                      Mich, ona te "dziewczynki" i "człowieczek" to z dobrego serca i
                      empatii...łagodnie jak do baranków. Coby nie zdenerwować smile
                      Wszak w końcu ona niesie kaganek oświaty big_grin
                      • lampka_witoszowska Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 19:55
                        jakie masz proste skojarzenia, Kasiu smile jak dziecko smile

                        czasem chcę powkurzać smile
                        i nie zawsze odczuwam empatię
                        wszak - dzięki Bogu - nei należę do grona doskonałości, które nei
                        moga się zdradzić z żadną niedoskonałością na forum smile))))
                        ale stawiaj diagnozy dalej, stawiaj - no, dobrze mieć jakies luźne
                        hobby smile
                      • sbelatka Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 21:12
                        to.ja.kas napisała:

                        > Mich, ona te "dziewczynki" i "człowieczek" to z dobrego serca i
                        > empatii...łagodnie jak do baranków. Coby nie zdenerwować smile
                        > Wszak w końcu ona niesie kaganek oświaty big_grin

                        a to widzę, ze dla lampki-co-to-nie-zawsze-jest-ematyczna to klasyka...

                        mi się dostało "niezwykłą osóbką" między oczysmile

                        pewnie mówi też pieniążki..
                        a może i penisek
                        • lampka_witoszowska Re: Mam pytanie praktyczne... 26.01.10, 02:44
                          nie, ja mówię kasiunia zamiast kasa i siusiaczek zamiast penisek

                          jeśli masz jeszcze jakieś podejrzenia albo domysły, chętnie rozwieję
                          wątpliwości

                          ps. taaaak, Sbelatko... co to ja chciałam... aaa! ładna
                          sygnaturka smile)))))))))
                    • lampka_witoszowska Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 19:52
                      michszyb napisał:

                      > Ok zgaduje.
                      >
                      > Bo zabrakło ci argumentów? Bo jedyne co pozostało to nazwanie mnie
                      > człowieczkiem, co wszem i wobec sugeruje że uważasz się za osobę
                      lepszą i
                      > mądrzejsza i uprawniona do ferowania wyroków i dawania rad takim
                      gorszym i
                      > pośledniejszym istotom jak ja?


                      przeczytaj swój post do mnie
                      i nie stosuj juz tak otwarcie przeniesienia na mnie swoich zachowań,
                      proszę cię smile


                      Bo masz kompleksy?


                      jak każdy


                      Bo w sytuacji zagrożenia
                      > własnej samooceny reagujesz agresją ubraną w poniżanie
                      interlokutora?

                      moja samoocena nei jest zalezna od rozmów forumowych, inaczej jako
                      człowiek posiadający instynkt samozachowawczy odpuściłabym sobie
                      wizyty tutaj smile))))))


                      Bo masz
                      > urojenia wielkościowe, które objawiają się przeświadczeniem własnej
                      > nieomylności?


                      wow, pełen szacunek do ludzi wyłazi, jak z niemal każdego twojego
                      wpisu - i tu własnie masz odpowiedź, dlaczego ludzie czasem nei
                      zniżają się do pewnego poziomu "rozmowy"

                      Bo pochodzisz z biednej mentalnie małomieszczańskiej rodziny i
                      > wstydzisz się swojego rodowodu?

                      nie mam się czego wstydzić, ale rozmiar twoich wyobrażeń w celu
                      samozadowolenia jest niezły smile wydrukuj i leć z tym do terapeuty,
                      naprawdę jak zwykle serdecznie ci radzę...
                      >
                      > Zgadywać dalej?

                      wedle potrzeb smile


                      ps. nie odpowiedziałam, bo ci paskudnie poziom rozmów opadł... ale
                      baw się dalej - wszak to twoja zabawa
                      nie dasz rady mnei obrazić, za to rewelacyjnie się podkładasz
                • chalsia Re: Mam pytanie praktyczne... 26.01.10, 12:15
                  > Wiesz co to zapisz sięr do PiSiorów i postuluj wprowadzenie urlopów
                  > wychowawczych dla matek do 4 roku życia

                  he he he, a to Ty nie wiesz , że TAK WŁASNIE JEST od daaawna w kodeksie pracy?
                  Nota bene urlop wychowawczy przysługuje RODZICOWI, niekoniecznie matce, ojciec
                  też może wziąć.
                  A DOKŁADNIE - 3-letni urlop wychowawczy można wykorzystać w całości lub w
                  częściach, przez ojca lub matkę, lub na zmianę, do moment gdy dziecko ukończy 4
                  rok życia.
                • chalsia Re: Mam pytanie praktyczne... 26.01.10, 12:26
                  > Wiesz co to zapisz sięr do PiSiorów i postuluj wprowadzenie urlopów
                  > wychowawczych dla matek do 4 roku życia. Bo niestety w realnym świecie matki
                  > pracują a ja oferuje zajęcie się dziećmi głównie w czasie gdy matka jest w prac
                  > y.

                  w realnym świecie MNÓSTWO matek korzysta z urlopu wychowawczego - połowa
                  uprawnionych.

                  Dane z raportu z połowy 2006:
                  Tylko połowa kobiet uprawnionych do urlopu wychowawczego korzysta z tego
                  rozwiązania. 15% rezygnuje z urlopu ze względów finansowych (brak zasiłku lub
                  zbyt niski zasiłek), 10% ze względu na obawy dotyczące przyszłej kariery (w tym
                  niechęć pracodawcy) – dane z badań realizowanych w ramach projektu: „Aktywność
                  zawodowa i edukacyjna a obowiązki rodzinne” przez Instytut Badań nad Gospodarką
                  Rynkową, finansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego.

                  Zródło danych:
                  www.google.pl/url?sa=t&source=web&ct=res&cd=8&ved=0CCMQFjAH&url=http%3A%2F%2Fwww.kobieta.gov.pl%2F%3F1%2C26%2C209%2C&ei=7c9eS6_3FtyN_Aal57H5Cw&usg=AFQjCNFmpe7I_lmMn3bn59Qmfekp45sjeQ
          • handra Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 17:51

            nanai11 napisała:

            > Maluchy powinny być przede wszystkim duuużo w domu z mamą. Należy czasem
            > pomyśleć o ich dobru, nie tylko o robieniu sobie na żłość.

            Maluchom tez jest potrzebny ojciec. Ma do tego prawo i jego dzieci tez maja
            prawo do ojca.

            A tak na marginesie, czy Wy drogie Panie zabieracie dzieci do pracy?
            • kasiapfk Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 10:22
              Dzieciom jest potrzebny tata. Bardzo jest.
              Nowa Pani taty - nie jest potrzebna. Wcale.
              Zabieram dzieci czasem do pracy, bo mam taką możliwośc, ale wiem, ze
              to absolutny wyjątek i tu zupełnie nie dziwię się Michowi, że dzieci
              do pracy nie zabierze.
              Ale może ma możliwość wymigać się od dyżurów własnie w te dni.
          • michszyb Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 09:56
            Piękny truizm. A co powiesz na to? Dorastający chłopcy powinni być z tatą.
        • michszyb Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 09:54
          zastanów się zanim się doczepisz. Umiem docenić trafne wbicie szpili, ale to nie
          wyszło.
      • mamaadama4 Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 13:44
        Twojej propozycji w tygodniu nie rozumiem. Wychodzą 4 dni. To, że
        zabierasz je rano jest ok, zawozisz do przedszkola, co jest jak
        najbardziej wskazane. Odwożenie o 20 też rozumiem, chcesz zjeść z
        nimi kolację. W końcu opieka ojca to nie tylko atrakcje, ale
        uczestniczenie w normalnym życiu. Tylko ustal konkretne dni - np
        zawsze będzie to od środy rano do czwartku wieczorem.
        Co do wakacji - naprawdę uda Ci się w wakacyjnych miesiącach mieć
        tyle urlopu? Jako ex macocha całodobowa i będąc w sytuacji obecnej
        (zarówno pasierbowie jak i moje dziecko to chłopcy) wiem, że dla
        niech ważniejsze jest aby ojciec - nawet krócej ale sprawował opiekę
        osobiście. Jeżeli masz możliwość tak długiego urlopu to ok. Nie
        zapominaj też o feriach. Co do świąt. Tu przeszłam wszelkie
        konfiguracje i uważam, że najtrudniej ustalić jest własnie święta.
        • to.ja.kas Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 14:21
          Pojęcia nie mam o co bicie piany. Dzieci Michszyba są jego dziećmi w takim samym
          wymiarze jak są dziećmi jego żony. Michszyb ma prawo do tego by jego dzeci były
          z nim w jego domu. Jego dom nie oznacza chyba terytorium wrogiego i
          naszpikowanego niebezpieczeństwami? Co z tego, że maluchy są maluchami? To
          Michszyb nie będzie umiał się nimi zająć? Michszyb ma prawo do takiego samego
          czasu ze swoimi synami jak i ich mama. I dobrze, że ida na mediacje, może się
          dogadają a to będzie tylko z korzyścią dla dzieci.

          Jak mama jest w pracy lub wychodzi to z kim zostawia chłopców? A jak zwiąże się
          z kimś czy to automatycznie ma oznaczac, że Michszyb ma zabraniać partnerowi eks
          do spotkań z jego synami?

          Nie uważam by sposób Michszyba na komunikację z eks był najlepszy. Widzę wiele
          błedó w tym jak rozmawia z żonąw, ale rozumiem czego oczekuje. Błędy i małpią
          złośliwość bez refleksji jak to wpływa na synów widzę też u matki chłopców.
          Michszyb oczekuje tego by mieć z dziecmi kontakt nie tylko raz na dwa tygodnie
          przez dwie godziny by sie pobawic i pojsc na lody ale on chce uczestniczyc w
          zyciu swoich synów. I to jest bardzo godne pochwały. Oby każdy z ojców rozstajac
          sie z żoną tak bardzo dbał o kontakty z dziećmi i tak bardzo chciało mu się te
          relacje i codzienność swoją w życiu dzieci podtrzymywać.
          Skoro Michszyb twierdzi, że jest w stanie poświęcić dzieciom po 2 tygodnie w
          wakacje to znaczy, że to sprawdził i ma taka mozliwość. Co Wy sie tym martwicie?
          A może jak pojdzie do pracy dzieckiem zajma sie drudzy dziadkowie (tak jak
          rodzice żony)?, a moze wynajmie opiekunkę? A może zajmie się jakaś ciocia? radza
          sobie tak samotne matki poradzi sobie i ojciec. W końcu matka dzieci Michszyba
          też chyba ma jakieś zycie poza dziećmi?

          Ja sie Michszybowi dziwie ze mu sie chce pisac, bo co niektórzy wyładowuja swoje
          frustracje na nim i traktują go jak worek do bicia za winy swoich eksów.

          A niechyby sie z żoną w końcu dogadali i w imie korzyści własnych dzieci każde z
          nich spędzało z synami jak najwięcej czasu zamiast się żreć, kłócić i używać
          dzieci do odegrania się na partnerze.
          • sbelatka Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 14:49
            bardzo mi się - Kas - podoba to co napisałŚsmile
          • mola1971 Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 15:03
            Zgadzam się z tym co Kas napisałaś. I podziwiam, że Ci się chciało bo mi to już
            się nie chce w wątkach Michszyba pisać. I to bynajmniej nie z powodu Michszyba.
            • to.ja.kas Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 15:10
              Dokładnie z tego samego powodu w Jego wątkach nie piszę. Teraz napisałam bo
              jeszcze mało wpisów jest. Mam wrażenie, że coby nie napisał to zaraz
              napierd....nka się zacznie. Ot tak dla zasady.

              Ale póki co chciałam napisac swoją opinię.
            • sbelatka Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 15:48
              osmile, to jest nas więcej..
              • mamaadama4 Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 15:55
                jest więcej. Też jestem za uczestnictwem ojca w codziennym życiu
                dziecka, a nie tylko wychodzeniu do kina w weekendy. Cały czas
                żałuję, że mój ex nie ma czasu odwozić małego do szkoły ale
                przynajmniej raz na dwa tygodnie jedzie z nim na angielski. Teraz
                też dałam Małego na tydzień ferii. Wiem, że planów wyjazdowych nie
                mają, ale niech pobędą na codzień. Ex chciał skrócić ten tydzień do
                4 dni, ale się nie zgodziłam. Dla mnie to też jedyna okazja do
                wolnego czasu. A jak się razem ponudzą to też im się nic nie stanie.
                Kwestionowałam tylko możliwośc wzięcia przez michszyba 2 tygodni
                urlopu zarówno w lipcu jak i w sierpniu.
              • scarlet.secret.sky Re: Mam pytanie praktyczne... 24.01.10, 16:43
                a to niespodzianka...
                • handra Ja trzymam kciuki 24.01.10, 17:11

          • michszyb Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 10:03
            Dzięki
        • michszyb Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 10:01
          Dni ustaliłem konkretne, wtedy kiedy matka jest praktycznie cały dzień w pracy.
          Co do wakacji to mam taką możliwość, (wolny zawód).

          Terminy zaproponowałem tak, żebym to ja osobiście mógł wtedy zajmować się synami.
        • morekac Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 10:58
          > Co do wakacji - naprawdę uda Ci się w wakacyjnych miesiącach mieć
          > tyle urlopu?
          A dlaczego nie? W słuzbie zdrowia to się udaje w wielu
          przypadkach...
          To brzmi jak plan opieki naprzemiennej - tyle tylko, ze przy tym
          planie jest zalecenie, żeby dzieci miały minimum 4 lata. Tu możesz
          mieć problem. Przy starszych dzieciach jest jeszcze problem z
          kolegami/zajęciami dodatkowymi - rodzice muszą mieszkać naprawdę
          blisko siebie (ale to jeszcze sporo czasu jest...). Przy świętach
          najlepiej sprawdza się model: wigilia x 2 (może być trudno przy
          takich maluchach), pierwszy dzień świąt u jednego rodzica, drugi u
          drugiego - w następnym roku zamiana.
      • michszyb Re: Mam pytanie praktyczne... 25.01.10, 09:53
        Nie bardzo rozumiem. Dwa dni to dwa dni a nie cztery. Kiedy wypada mój weekend
        to robi się 4 i pół dnia a w kolejnym tygogniu tylko 22 dni.

        Niemowklak to dziecko do 1 roku życia. Po co zabierać o 9, czy może nawet
        wcześniej? By wspólnie pojechać do szkoły, lub przedszkola.
    • kicia031 Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 24.01.10, 19:01
      Jesli jeszcze wskazales, o ktore dni w tygodniu chodzi, to masz moje
      pelne poparcie. jesli nie wskazales, to jazda, ktora mas w tej
      chwili bedzie kontynuowana - i slusznie, bo dzieic potrzebuja
      stalosci.

      ja jestem i zawsze bede za kontaktem dzieci z obojgiem rodzicow.
    • dorata351 Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 24.01.10, 21:07
      A jak to się ma dla dobra dzieci? Połowę czasu będą spędzać w jednym domu a
      drugą w kolejnym. Ja się na tym nie znam, bo nie mam dzieci, ale wydawało mi
      się, że taki stan nie jest dla dzieci korzystny. A chyba cały czas o to chodzi,
      żeby dzieci nie ucierpiały bardziej?
      • kicia031 Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 24.01.10, 21:38
        50 godzin ledwo ponad 2 doby, trudno tu mowic o mieszkaniu w 2
        domach...
        • tricolour Praca zawodowa rodzica... 24.01.10, 21:39
          ... wlicza się do czasu opieki nad dzieckiem? Sen też?

          smile
          • to.ja.kas Re: Praca zawodowa rodzica... 24.01.10, 22:58
            Skoro wlicza się w gdy dzieci są w domu z mamą to wlicza się i u taty.
          • lampka_witoszowska Re: Praca zawodowa rodzica... 25.01.10, 01:09
            Tri smile podziwiam, że Ci się jeszcze chce nakłaniać do myślenia smile
            • tricolour Owszem - chce mi się. 25.01.10, 08:59
              I to tym bardziej, że kilka Pań tylko za samo zainteresowanie
              Michaszyba dziećmi ma ochotę zrobić mu dobrze. Nie jest przy tym
              ważne, że to zainteresowanie pozbawione jest elementarnej logiki,
              ale - uwaga - JEST!

              Jest więc tak, że facet chce opieki przez dwa dni w tygodniu +
              weekend (czyli 4 dni) i nikt (poza mną) nie zadaje pytania jak to ma
              wyglądać: czy w kratkę, czy ciągiem od czwartu do niedzieli wieczór.
              Nikogo nie intersuje, czy dom kochanki ma pokój dla dwójki dzieci na
              cztery dni itp. Po prostu Michszyb chce dzieci, a Panie już się na
              samą taką myśl rozbierają.

              smile
              • kicia031 o przepraszam 25.01.10, 09:04
                ja pytalam, czy michszyb wyznaczyl konkretne dni.
                Bo jesli nie, to jestesmy back to square 1.
                • tricolour Nie zauważyłem - przepraszam. 25.01.10, 09:08
                  smile
              • sbelatka Re: Owszem - chce mi się. 25.01.10, 09:11
                tricolour napisał:

                > I to tym bardziej, że kilka Pań tylko za samo zainteresowanie
                > Michaszyba dziećmi ma ochotę zrobić mu dobrze. >
                >
                Po prostu Michszyb chce dzieci, a Panie już się na
                > samą taką myśl rozbierają.
                >
                Tri,
                moj znawco kobiecej psychiki
                klękam przed Tobą..

                rozpracowałes mnie!!
                skąd wiedziałeś, ze chce Michowi zrobic dobrze.. i ze jak mysle o tym,
                ze chce wziąc dzieci na weekend to sie rozbieram???/

                nie sądziłam są jeszcze tak ...wrazliwi mężczyźni.. i jednoczesnie tak
                logiczni...

                ślę Ci wyrazy uwielbienia znad śniadankasmile

                i że ci sie tak chce...no naprawde...
                • tricolour Przecież to oczywiste... 25.01.10, 09:27
                  ... że Michszyb, który chce interesować się dziecmi jest dla wielu
                  samotnie wychowujących matek kompensacją braku zainteresowania ojców
                  ich własnych dzieci.
                  • to.ja.kas Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 09:34
                    Dostałeś orgazmu Tri? A Ty co sobie kompensujesz? Bo jak widzę Twoje
                    pozycie musi Ci dostarczac na tyle małego "kopa", że poprawiasz
                    sobie nastrój pisząc farmazony na forum....w domu kobita nie chce
                    tego słuchac? big_grin
                    • tricolour Ja stwierdzam fakt... 25.01.10, 09:37
                      ... a sądząc po Twojej reakcji - nie mylę sie.
                      • to.ja.kas Re: Ja stwierdzam fakt... 25.01.10, 09:49
                        Ty stwierdzasz fakt, ja stwierdzam fakt, czymże się nasze fakty
                        różnią? A sądząc po tym jak reagujesz mam rację big_grin
                        • tricolour Różnią się... 25.01.10, 09:59
                          ... bo ja o Tobie literalnie nie pisałem. Napisałem ogólną hipotezę
                          biorąc pod uwagę kto broni Michaszyba. Mogłas ogólnie odpowiedzieć,
                          że nie mam racji choć już sam ten fakt miał by o tyle znaczenie, że
                          byłaś na "liście" tych, które pewnie sie odezwą. Nie myliłem sie.

                          Ty jednak straciłaś zdolnośc asertywnej odpowiedzi i czepiłas się
                          mojej żony i pożycia dokładnie na tej samej zasadzie: nie masz męża
                          ani pożycia.
                          • to.ja.kas Tri 25.01.10, 10:04
                            Ja jeszcze nie umiem wyprowadzać teorii szerokiego zasięgu z trzech
                            zdań kilku osób.
                            Ty zrobiłes diagnozę rzem osobom od razu, ja póki co skupiłam się na
                            sobie.
                            Ale popatrzr na takiego miszcza jak Ty jestes i sie naucze
                            generalizować...daj mi szanse big_grin
                            • tricolour Na naukę nigdy za późno... 25.01.10, 10:15
                              smile)
                              • to.ja.kas Re: Na naukę nigdy za późno... 25.01.10, 10:19
                                To prawda tri, dobrze ze pozwalasz nam maluczkim sie tu kształcić big_grin
                          • michszyb Uwaga Tri ma listę... 25.01.10, 10:17
                            ... i tropi Układ.

                            Ale to już było..........i nie wróci (oby) więcej.........
                      • sbelatka Re: Ja stwierdzam fakt... 25.01.10, 09:53
                        Tri, królu logiki..

                        ja tam nie wiem - ale może sprawdź najpierw definicję słowa "fakt"

                        to co Ty serwujesz publisi jako "fakty" - w moim ODCZUCIU z faktami sie
                        nawet nie macało (zostańmy juz przy metaforach okołoseksulnych... to se
                        chociaż pogadam o seksiesmile i se coś załatwie przy okajzi...
                        • to.ja.kas :D 25.01.10, 09:57
                          Tri wygłasza ino fakty, dogmaty i prawdy objawione.
                          Jak mówi, że majtki spadły to spadły i TO JEST FAKT ! big_grin

                          A ja dostałam kolki...pewnie kompensuje sobie tym porankiem
                          pracowity weekend big_grin
                          • mola1971 Re: :D 25.01.10, 10:00
                            Szukaj Kas swoich majtek pod biurkiem, ja swoich już szukam big_grin
                            • to.ja.kas Re: :D 25.01.10, 10:05
                              Chyba mi ta zgaga z naprzeciwka zabrała. A takie ładne były z
                              Triumpha big_grin

                              Błagam, moj makijaz ciezko robiony rano który miał złapac jakiegoś
                              misia coby mnie skompensował popłynął ...kolke mam słowo honoru.
                              Tri dziekuję big_grin
                              • mola1971 Re: :D 25.01.10, 10:19
                                Jak z Triumpha to walcz o nie, nie odpuszczaj big_grin
                                A makijaż biegiem do łazienki poprawiać bo stracisz jeden cenny
                                dzień możliwości kompensacji sobie braków big_grin

                                O matko, ale się z samego rana w poniedziałek ubawiłam smile))
                                Aż mi się nie chce za robotę brać a muszę niestety sad
                                A to też z braku chłopa wynika bo sama braki w budżecie własną pracą
                                sobie muszę kompensować wink))
                                • to.ja.kas Re: :D 25.01.10, 10:23
                                  Powalczę. Ty myślisz, że przy -20 bez nibymajtek z Triumpha fajnie
                                  tak siedzieć?
                                  Ale teraz Michszyb przyszedł i pisze i co założe to one znów spadają.
                                  Nijak na robocie nie mogę sie skupic big_grin
                                  • mola1971 Re: :D 25.01.10, 10:28
                                    No rzeczywiście, jak już Michszyb tu jest to nie walcz ze swoją
                                    słabością do niego big_grin
                                    Tylko ten mróz uncertain Przeziębisz się bidulo, w łóżku bedziesz musiała
                                    leżeć i znów stracisz cenny czas i niczego sobie nie będziesz mogła
                                    kompensować uncertain
                                    • to.ja.kas Re: :D 25.01.10, 10:30
                                      Żadnych przeziębień. W majtkach czy nie, w sobotę na tydzień na
                                      narty jadę. Może się ociepli ?big_grin
                                      • mola1971 Re: :D 25.01.10, 10:49
                                        A co na tych nartach będziesz sobie kompensowała? Jaki brak? big_grin
                                        • to.ja.kas Re: :D 25.01.10, 10:52
                                          My rozwódki kompensujemy sobie ZAWSZE ino jedno...brak chłopa !!!
                                          Że Ty jeszcze tej lekcji nie odrobiłaś. A Tri tyle razy powtórkę
                                          robił big_grin
                                          • mola1971 Re: :D 25.01.10, 10:54
                                            Widać nieuk jestem uncertain
                                            Ale obiecuję poprawę i od dzisiaj pilnie będę się uczyła od miszcza
                                            i sumiennie będę lekcje odrabiała big_grin
                  • mola1971 Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 09:36
                    Wiesz co Tri? Twoja "znajomość" psychiki kobiecej czasem mnie
                    powala big_grin
                    Ty wiesz najlepiej kto, co i czym sobie kompensuje smile))
                    • to.ja.kas Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 09:53
                      Bo pisanie w watku Michszyba teorie niepopularne nam kompensuja
                      chłopa w domu big_grin Majtki nam spadają big_grin big_grin big_grin
                      Oj, Tri obawiam się, że jak tyle wiesz o kompensacji to którego dnia
                      możesz sie bardzio zdziwić jak zajrzysz do szuflady swojej żony w
                      sypialni ...big_grin

                      Jak juz sobie tak piszemy ad personam, to szkoda, ze nie zajmiesz
                      się swoimi majtkami, bo obawiam się, że jakbyś raz pozwolił im spaść
                      humor by Ci sie poprawił big_grin
                      • mola1971 Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 09:59
                        Proponuję załóżmy sobie fan club Michszyba i będziemy sobie te braki
                        wynikające z braku chłopa kompensowały w szerszym gronie big_grin
                        • to.ja.kas Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 10:06
                          Tylko czy Michszyb da radę nam tak grupowo kompensować?
                          Poza tri nikt nie umie tak hurtem big_grin
                          • michszyb Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 10:19
                            Ja z góry przepraszam , ale już zajęty jestem smile)))
                            • to.ja.kas Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 10:24
                              Zajęty nie zajęty tri mówi o FAKTACH, a FAKTY sa takie że Ty się
                              pojawiasz i majtki w dół...i co zamierzasz z tym zrobić chłopie? big_grin
                              • michszyb Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 11:05
                                No co ja biedny miś poradzę że kobitom majtki opadają w mojej obecności ?smile))))))
                                • to.ja.kas Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 11:09
                                  Jaką Ty masz specjalizację? Bo jak stomatolog to się zdziwię big_grin
                        • scarlet.secret.sky Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 10:15
                          Wiecie dziewczyny po raz pierwszy chyba tak wyraźnie się z Wami nie zgadzam smile
                          Prawda jest taka, że dopóki nie miałabym rozwodu, nie chciałabym żeby dzieci
                          spotykały się z kochanką mojego jeszcze męża. To moja wersja gdybym faktycznie
                          była w takiej sytuacji jak żona Michszyba. Gdybym sama była ich matką, do czasu
                          rozwodu i uregulowanej sytuacji uczuciowej "męża" nie chciałabym by kochanka w
                          tak bezpośredni sposób miała wpływ na moje dzieci. Ojciec może się z nimi
                          spotykać - tego bym nie zabroniła, ale gdyby był tka bezczelny że chciałby
                          spotykać się z nimi w towarzystwie kochanki, z którą miał romans jak ja byłam w
                          ciąży z naszym dzieckiem chyba bym go wyśmiała. Przynajmniej mam taką nadzieję,
                          bo wydaje mi się to bardzo niesmaczne.
                          • to.ja.kas Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 10:20
                            Ależ...masz prawo się nie zgadzać. Serio. Świete prawo. I sądzę, że
                            to prawdziwy FAKT i NIC SOBIE NIE KOMPENSUJESZ w ten sposób wink

                            My niestety mamy inne zdanie ale to tylko dlatego, ze nam majtki
                            spadły big_grin
                            • scarlet.secret.sky Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 10:27
                              Tak... hmm... cóż... to trochę może zakłócić sposób myślenia ;D
                            • ulkar Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 12:21
                              Hmmm.. jakoś przykro mi sie zrobiło po poczytaniu tego watku.
                              Kompletnie nie zgadzam się z Kaś i z molą. Chciałam pisac cos dalej,
                              ale po co. Nikogo nie chcę przekonywac do swoich racji. warto jednak
                              czasem stanć w butach słabszego... a najsłabsza w tym maglu jest
                              żona michszyba. sad
                              • ulkar Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 12:27
                                Oprócz dzieci oczywiście, ale one niestety o niczym nie decydują i
                                każdy wie lepiej co jest dla nich najlepsze.
                              • to.ja.kas Ulkar ale konkretnie 25.01.10, 12:39
                                Z CZYM się nie zgadzasz Ulkar?
                                Czy z tym, że i mąż i zona mają takie samo prawo do swoich dzieci?
                                Że dobrze ze idą na mediacje (w końcu)?
                                Że robią sobie na złość a dzieci na tym cierpią?
                                Ze ojciec jest ważną postacią w zyciu dzieci?
                                Że dobrze jeśli tata w zyciu dzieci chce istnieć więcej niż tylko
                                jako dostarczyciel rozrywek?

                                Z czym konkretnie? Bo tylko o tym pisałam w swoim poście, potem z
                                Molka probiłysmy sobie jaja.

                                Bo tak na poważnie...w nosie mam Michszyba jakby mi nie sugerowano
                                ze mi odzież z tyłka spada jak go widzę i TAK SAMO w nosie mam jego
                                zonę. Nie staję po ŻADNEJ ze stron.
                                Powiedziałam tylko, ze dla dzieci NAJLEPIEJ jak mają TAKI sam
                                kontakt z matką jak i z ojcem. BO MAJĄ do tego prawo.

                                POlecam przeczytanie mojego pierwszego i jedynego napisanego NA TEN
                                temat postu w tym watku. Reszta to już interpretacja pań, a za to
                                co im wyszło po przeczytaniu z ich umiejetnością czytania ze
                                zrozumieniem to ja odpowiedzialności nie biorę.

                                Ale może jeszcze raz wielkimi literami to dotrze: DLA MNIE MICHSZYB
                                I JEGO ZONA JEDNAKOŻ mogą się nienawidzić jak psy i mieć do siebie
                                pretensje o co sobie chcą (kochanki, kochanków, brak obiadu, seksu,
                                bycie niedobrym itd itp) NIC MNIE TO NIE OBCHODZI.
                                JEDYNE co rozpatrywałam to fakt iż KOCHAJĄCY OJCIEC I KOCHAJĄCA
                                MATKA (NIE MĄŻ I ZONA BO MAŁZEŃSTWA JUŻ NIE MA) maja takie samo
                                prawo do tego by uczestniczyc w wychowywaniu własnych dzieci. I do
                                spędzania z nimi czasu!
                                Jakby zamiast Michszyba pisała jego żona moje sugestie byłyby
                                IDENTYCZNE!
                                NIECH SIĘ SZARPIĄ jak im to przyjemnośc sprawia ale w kwestii dzieci
                                zamiast się szarpać powinni się cieszyć iż mają ojca i matkę które
                                je kochaja i chcą z nimi być!

                                A teraz prosze o wytknięcie mi z czym się Ulkar nie zgadzasz i
                                prosze o konkretny cytat z mojego pierwszego postu w tym wątku. Póki
                                co nie wiem o co Ci chodzi konkretnie. A Tobie chętnie wytłumaczę.
                                • tricolour Nie mnie - co prawda - pytasz... 25.01.10, 17:43
                                  ... ale się wypowiem.

                                  Jeśli Michszyb chce dobra dzieci, to robi plan spotkań. Plan musi
                                  być realny, bo inaczej nie jest planem i w tym miejescu jest de
                                  facto jedyny problem: Michszyb robi nierelane "plany".

                                  Wymyślił, że będzie opiekował się dziećmi 50 godzin tygodniowo, co
                                  nawet jego zwolenniczkę, Sbelatkę, zastanowiło, bo twierdzi ona, że
                                  sama nie poświęca swoim pociechom 50 godzin tygodniowo, a jest z
                                  nimi cały czas. Więc te 50 godzin nie jest realne, no chyba, że
                                  wlicza sen i pracę zawodową rodziców.

                                  Teraz wymyślił wtorek i środę + co drugi weekend. Nie zauważa (może
                                  nie umie, może nie chce), że co drugi tydzień przywiezie dzieci do
                                  matki tylko na poniedziałek. Po co? Jakie dobro dziecka (nadrzędny
                                  cel Micha) jest realizowane przez jedno poniedziałkowe popołudnie z
                                  matką, podczas którego trzeba się szykować do wtorkowo-środowej
                                  wizyty? Czy na tym polega wychowywanie dzieci? "Dobro dziecka" po
                                  raz kolejny jest frazesem, bo dzieci to nie wór, który się podrzuca
                                  matce na poniedziałek. Poza tym jest to sytuacja rodząca konflikty,
                                  co przecież jaskrawo widać.

                                  Sprawa kochanki jest integralnie związana z dziećmi poprzez swoją
                                  tandetną tymczasowość i prowizoryczność. Facet ma być ostoją: dla
                                  żony, którą zostawia (alimenty, podział majątku), dla dzieci
                                  (alimenty, uczestniczenie w wychowaniu) oraz dla nowej wybranki w
                                  sposób szczególny: ma umieć ogarnąć byłą i przyszłą rodzinę. Sposób,
                                  w jaki facet rozstaje się z żoną jest początkiem życia z nową
                                  kobietą. Nazwanie żony suką rodzi podejrzenie, że i nowa zostanie
                                  kiedyś suką.

                                  Mnie generalnie nie obchodzi ani Mich, ani jego żona, ani dzieci.
                                  Mogą sczeznąć i nie wywrze to mnie większego wrażenia, bo nawet o
                                  tym nie będę wiedział. Jednak gdy ktoś przychodzi na forum i
                                  przedstawia sprawę, która jest wewnętrznie sprzeczna, to mu o tym
                                  piszę.
                          • mola1971 Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 10:24
                            Wybacz Skarlet, ale Tri tak od samego rana mnie rozbawił, że chyba
                            dzisiaj długo jeszcze nie będę w stanie nic na poważnie napisać smile
                            Atak śmiechu mnie złapał i nie może puścić big_grin
                            • scarlet.secret.sky Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 10:38
                              Spoko, w sumie nie ma o czym tu dyskutować, po prostu mamy inne zdanie smile, więc
                              bawcie się dobrze - doceniam dobry humor i porządny śmiech smile
                              • mola1971 Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 10:52
                                No ze zdaniem tak już jest, że każdy ma swoje i jego racja jest
                                najprawdziwsza bo jego wink
                                I w sumie dobrze bo życie byłoby cholernie nudne gdyby wszyscy ze
                                wsztystkimi się zgadzali smile
                      • sbelatka Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 10:08
                        to.ja.kas napisała:

                        >> Jak juz sobie tak piszemy ad personam, to szkoda, ze nie zajmiesz
                        > się swoimi majtkami, bo obawiam się, że jakbyś raz pozwolił im spaść
                        > humor by Ci sie poprawił big_grin
                        >
                        Kas, prosze mnie nie rośmieszać bo mi sie makijaż rozplynie...
                  • wiosenka.pl Re: Przecież to oczywiste... 25.01.10, 09:42
                    tricolour napisał:

                    > ... że Michszyb, który chce interesować się dziecmi jest dla wielu
                    > samotnie wychowujących matek kompensacją braku zainteresowania ojców
                    > ich własnych dzieci.

                    Tri, to ja się w schemat nie wpisujęsad Podziwiam Cię, że wałkujesz temat od
                    strony logicznej i też tych, którzy patrzą na aspekty psychologiczne. Bo ja nie
                    chcę nic rekompensować, choć mój ex nawet jak o 15 pracę skończy to nie ma czasu
                    (jak twierdzi) z dziećmi się zobaczyć w tygodniu, a na zajęcia dodatkowe
                    dowieźć, lekcjami się zainteresować - toż to tortura po pracywink A tak w ogóle
                    teoretycznie to jak najbardziej na kontaktach z dziećmi mu zależy ...
              • michszyb Re: Owszem - chce mi się. 25.01.10, 10:11
                A tak swoją drogą drogie urażone EGO TRI, czy ty masz dzieci? i jak się nimi
                opiekujesz?

                Doczytaj dokładnie. weekend jest co drugi tydzień. Dwa dni to wtorek i środa. Po
                drodze jest czwartek i większość piątku.

                Nie mieszkam w domu kochanki. Wynajołem mieszkani i tak urządziłem pokój dla
                dzieci w którym zawsze się znimi bawie jak u mnie są. Jak zawołam "kolorowanki
                są w waszym pokoju!" to obydwaj wiedzą gdzie pobiec.

                Coś jeszcze talibie drog?

                A z tym rozbieraniem Pań to rozumiem zazdrość, ale myślę że przesadzasz.
                • to.ja.kas Mich 25.01.10, 10:15
                  tri zazdrosny? Nooo coooo Tyyyy big_grin

                  Tri jest tak szczęśliwy, spełniony, zajęty planowaniem swojej
                  świetlanej przyszłości, radosny i zaspokojony, że jego obecnośc na
                  forum to ino wynik jego empatii i chęci niesienia pomocy nam
                  nieszczęsliwym i niewyzytym.

                  Mich, po co Ty się chłopie tłunmaczysz? Że Ci się chce to ja się
                  Tobie dziwię big_grin
                  • lampka_witoszowska Re: Mich 25.01.10, 11:30
                    zapomniałaś tym razem dodać, że jesteś moderatorką na innym forum smile
                • tricolour Mam córkę - dorosłą. 25.01.10, 10:24
                  Ma już 20 lat więc raczej na narty z nią jeżdżę niż opiekuję.
                  Moje ego ma się dobrze głównie ze względu na uporządkowaną
                  przestrzeń wokół siebie wedle mojego pomysłu.
                  Nie zazdroszę rozebranych Pań nikomu ze względu na moją młodą żonę.

                  Wracając do meritum: czytając bardzo dokładnie nie mogłem wyczytać,
                  że chodzi o wtorek i środę, bo o nich nie pisałeś, a to ważna
                  informacja. Zrób grafik i zobacz, że dzieci kończąc wizytę u Ciebie
                  w niedzielę wieczorem, na poniedziałek wracają do matki, a potem
                  wtorek i środa znów u Ciebie. Ja w tym sensu nie widzę i - moim
                  zdaniem - zrobiłeś mocno konfrontacynjy, bo kolizyjny grafik.
                  • kicia031 a tak przy okazji 25.01.10, 10:34
                    Moje ego ma się dobrze głównie ze względu na uporządkowaną
                    > przestrzeń wokół siebie wedle mojego pomysłu.

                    Wiesz tri, ze masz bardzo rozwinieta potrzebe kontroli, stad tez
                    tataki na tych, ktorzy kwestionuja zastane normy...
                    • tricolour Oczywiście, mam potrzebę kontroli.... 25.01.10, 10:41
                      ... czy jej efektem są te "ataki" o których piszesz?

                      Dla mnie to nie jest atak tylko klarowne wyrażenie opinii, które nie
                      pozostawia pola do interpretacji. Może być odebrane jako atak -
                      przyznaję.
                      • to.ja.kas Re: Oczywiście, mam potrzebę kontroli.... 25.01.10, 10:45
                        tricolour napisał:
                        > Dla mnie to nie jest atak tylko klarowne wyrażenie opinii, które
                        >nie pozostawia pola do interpretacji. Może być odebrane jako atak -
                        > przyznaję.

                        Liiitościiiii, zlituj się błagam tri, bo juz zadyszki dostałam.
                        "klarowne wyrażenie opinii, które nie pozostawia pola do
                        interpretacji"
                        Buahahahahahahahaha przepraszam, skopiowałam i muszę te definicje
                        faktu i klarownego wyrażania opinii które NIE POZOSTAWIAJĄ pola do
                        interpretacji pokazać kilku smutasom. W poniedziałek im się przyda.
                        I niech się wstydzą leniuchy ze ze swoimi tytułami doktorskimi na
                        takie teorie nie wpadli!!!!!

                        Chapeau bas Mr Tri big_grin
                        • tricolour Jescze bardziej Cię oświecę... 25.01.10, 10:51
                          ... to nie śmiech - to zaśmiewanie.
                          • to.ja.kas Re: Jescze bardziej Cię oświecę... 25.01.10, 10:56
                            Aaaaa, o dziękuję wielkoduszny Tri...o ilez uboższa byłay moja
                            wiedza o sobie samej gdybyś nie Ty big_grin
                  • michszyb Re: Mam córkę - dorosłą. 25.01.10, 11:06
                    Ale ona we wtorek i środę pracuje to gdzie tu kolizja?
    • aiwlysji Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 10:45
      czytam i rowniez sie dziwie. facet odchodzi od zony dla kochanki, jest dwojka dzieci i to malych, wiec byl czas na "robienie" dzieci i czas na rozgladanie sie za kochanka.
      i tutaj ja chyba snie, bo wiekszosc pan uwaza, ze "zlosc" zony jest nie uzasadniona!!!
      kochane kobietki ile z was pragnie by wasze male dziecie nabylo jak najszybciej macoche?
      moze ze mna jest cos nietak....ale ja bym nie chciala. facet chce odejsc, to niech odchodzi ale: to ja wynosilam, to ja urodzilam, to ja wykarmilam etc. i teraz jakas kobieta ma byc macocha bo mezowi odechialo sie bawic w malzenstwo???????
      mam nadzieje, ze sad go oswieci.
      kobieta nie jest inkubatorem!
      • michszyb Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 11:10
        A facet nie jest dawcą nasienia.

        A co do macochy, to wytłumaczę ci tak jak dzieciom tłumaczyłem po pogadankach z
        mamą i babcią:

        Mamusia cię kocha i nie ma żadnej macochy. Macocha jest wtedy gdy mamusia umiera
        a tatuś ma nową żonę. A wasza mamusia ma się dobrze jest zdrowa i nie umiera i
        bardzo was kocha.
        • aiwlysji Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 11:22
          twoja jeszcze zona utracila malzenstwo, utracila poczucie bezpieczenstwa, byc moze za chwile utraci miejsce zycia i jeszcze ma przymknac oko na to, ze jej malutkie dzieci beda "indoktrynowane" przez nowa pania jej wciaz nie ex meza. to wszystko ma byc norma???

          cokolwiek powiesz ma prawo ci nie wierzyc, nie jestes wiarygodny!
          wiem, wiem...ty wszystko robisz z milosci do dzieci i tylko dla nich.
          • scarlet.secret.sky Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 11:47
            Już pisałam, ale też wyśmiałabym męża, który bez prawomocnego rozwodu ze mną
            chciałby bawić się w dom z malutkimi dziećmi i swoją kochanką. Tzn niech robi co
            chce, ale dzieci w to nie miesza - do czasu aż ureguluje swoją sytuację
            uczuciowo-rodzinną.
      • lampka_witoszowska Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 11:38
        spokojnie, tu już tylko zastęp tych lepsiejszych dziewczynek sobie
        kadzi smile
        do Michszyba w kilkunastu innych jego wątkach nic nie dotarło, więc
        sobie ludzie odpuścili

        i tak sukces, że już nie odbiera matce dzieci, co planował na
        wstępie swojej przygody z rozwodem
        • eutherpe Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:01
          A ja chciałabym aby panie tak solidarnie popierające Micha znalazły się chociaż
          na chwilkę w sytuacji żony Pana i wtedy wyraziły swoje opinie.I naprawdę, powiem
          szczerze-SZOK!
          • mamaadama4 Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:08
            Nie wiem, czy to w tym czy w drugim wątku michszyb napisał, że
            wynajął mieszkanie i ma tam pokój dla dzieci. To już coś. Tym
            bardziej nie rozumiem, że w tak drobnej w końcu sprawie, jak żądanie
            żony aby dzieci nie miały kontaktu z jego nową panią nie jest w
            stanie ustapić. Chłopie, złóż pozew o ustalenie kontaktów, wykaż
            dobrą wolę i bądź w te dni sam z dziećmi i wtedy na pewno ruszy do
            przodu. Bo tak to błędne koło. Naprawdę nie rozumiem oslego uporu w
            sprawie uczestniczenia tej pani - już i natychmiast - w życiu twoich
            dzieci. Twoja zona uzywa dzieci w walce z tobą, bo emocje (co
            zrozumiałe) buzują w niej. Ty też masz na sztandarze "dobro dzieci"
            a tak naprawdę chcesz zacząć zabawę pod tytułem "nowa rodzina".
            • donabate Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 20:41
              a co nie może ... zapoznać z Panią swoich dzieci i nie może chcieć aby tworzyli
              rodzinę, nie rozumiem, możesz mi to jakoś wyjaśnić.
      • lima Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:13
        słuszne spostrzeżenie smile Takie czasy, że ludzie się traktują jak dawcę plemników
        lub inkubatory. Zapłodnione, urodzone, odchowałaś- to ja dziecko biorę a ty
        spadaj bo mam już plany na życie z kim innym.

        Michszyb uczestniczył w zapłodnieniu, gdy żona była w ciąży z młodszym to on
        siedział z kochanką i "intensywnie pracował", gdy żona wychowywała dzieci i
        czekała aż porządny mąż wróci z pracy -on z kochanką w objęciach planował sobie
        nowe życie, gdy sprawa się sypnęła i żona się dowiedziała o zdradach to
        "troskliwy ojciec" zaczął intensywnie się nagle dziećmi zajmować, to się
        wprowadzał do kochanki to z powrotem do żony, w trakcie wreszcie wykalkulował,
        że najlepiej by było gdyby żona poszła sobie gdziekolwiek z domu, a on z
        dziećmi, które ta żona urodziła i z wspaniałą kochanką założą sobie nową piękną
        rodzinę i nawet żonie pozwolą te dzieci widywać kiedy będzie chciała. Ma chłopak
        gest. Dlatego szybko teraz zmienił pracę by zdobyć argument sądowy, że "ma dużo
        czasu dla dzieci a żona nie ma"(bo musiała wrócić do pracy, gdyż małżonek plany
        życiowe i finanse skierował na inną kobietę), dlatego kompletnie nie licząc
        się z dziećmi(a tym bardziej z żoną) od razu poznał je z kochanką, dlatego ze
        łzami wzruszenia opowiadał tu ,że dzieci już mówią "mama" do jego nowej
        ukochanej... itd, itp.
        Potraktował żoną jak zużyty sprzęt i jeszcze zaczął wymagać by się
        podporządkowała jego zachciankom z oburzeniem opowiadając tu, że ona nie chce...
        W obliczu jego beznadziejnych zachowań, kłamstw, zdrad, kombinacji,
        niedotrzymywania ustaleń np w stosunku do godzin odbioru dzieci by "pokazać
        wreszcie żonie kto rządzi", chojrakowania i agresji w stosunku do zony, gdy
        cokolwiek szło nie po jego myśli - to cud, że kobieta się jako-tako spokojnie
        zachowuje i stara się jakąś stabilizację dzieciom zapewnić.
        Michszyb już wie, że sąd to jedyna droga stabilizacji, bo nawet z kochanką za
        plecami jest na żoną "za cienki", czyli po kilku miesiacach dotarło do niego to
        co mu tutaj mówiono od początku -żeby w przypadku braku porozumienia nie
        kontynuować kłótni tylko ustalic jasno zasady w sądzie. Czas był mu potrzebny
        by sobie "teraz" ugrać jak najwięcej czasu dla dzieci zakładając, że jest tak
        wspaniałym ojcem, że mu się te dzieci należą bezspornie - choć już wspomina, że
        tylko do wakacji będzie dysponował luźnym czasem bo nie musi chodzić do pracy.
        co dalej będzie- nie interesuje go za bardzo... czy da dzieci w prezencie
        kochance do opieki? a ona chętnie zrezygnuje z posiadania swoich dzieci by się
        zająć jego? czy zatrudni obcą opiekunką byle tylko dzieci nie były z matką lub
        babcią? Obawiam się, że za kilka miesięcy po rozwodzie dzieci zaczną mu
        przeszkadzać, albo kochanka tupnie nogą, albo jemu się skończy faza wylewu
        ojcowskich uczuć gdy już "żonie pokaże" albo trzeba będzie do roboty co dzień
        iść i jeszcze problemami dzieci się zajmować...
        Ja się martwię o te biedne dzieci, bo żona michszyba sobie poradzi, wygląda na
        silną kobietę która nie da sobie w kaszę dmuchać, michszyb robi sobie burdel w
        życiu na własne życzenie więc będzie tego sam spijał smaki i też zawsze się
        znajdzie jakaś kolejna młoda naiwna co go "pocieszy", wszak obrazek ojca
        opiekującego się dziećmi to ciagle powód do zachwytu u pań, a matka z dziećmi to
        codzienność-takie oczywiste. Gdzieś w innym wątku stereotypowo matka, która
        zostawiła dziecko do opieki ojcu- przyzwoitemu spokojnemu człowiekowi, a sama
        odeszła do kochanka, została przez większość nazwana złą matką.. bo ciągle różna
        jest ocena tego samego działania w wykonaniu męskim i damskim.
        Ja bym chciała, żeby ojcowie którzy walczą przed i w trakcie sprawy rozwodowej z
        zonami o otrzymanie dużego wymiaru czasu dla dzieci - realizowali
        odpowiedzialnie ten wymiar zaangażowania w sprawy dzieci także PO rozwodzie.
        Znam co najmniej kilku ojców którzy walczyli o dzieci tylko do rozwodu,
        deklarowali miłość, nawet chęć przejęcia całkowitej opieki. A kilka miesięcy po
        rozwodzie stopniowo zapominali o dzieciach o alimentach nawet o telefonie do
        dziecka na urodziny. Bo mniej chodziło o dzieci a więcej o walkę z żoną i
        pokazanie kto tu rządzi. Za to pod publikę np na naszej-klasie wklejali zdjęcia
        "swoich wspaniałych dzieci"..w ktorych wychowaniu od dawna udziału nie biorą..
        Ja trzymam kciuki za spokój i stabilizację dla dzieci, kto jest w stanie im ją
        zapewnić ten jest godny opiekę sprawować, jeśli oboje rodzice zmądrzeją i
        potrafią ->to tylko się cieszyć. Bo dobro dzieci to nie "robienie sobie dobrze
        obecnością dzieci przy mnie" , ale często rezygnacja z swoich przyjemnosci dla
        potrzeb wychowania tych dzieci.
        • zmeczona100 Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 18:52
          Lima, nic dodać, nic ująć.

          Rozpisał tak te swoje dni, że od razu widać, iż chodzi mu o opiekę
          naprzemienną. Nie nazwie tego po imieniu, bo dziecko za małe, więc
          kluczy i kombinuje.
          Mam nadzieję, że sąd dopatrzy się, gdzie Michał był, kiedy dzieci
          rosły, wychodziły z niemowlęctwa i jak teraz, nagle obudził się w nim
          ojciec.
          • z_mazur Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 19:02
            > i jak teraz, nagle obudził się w nim ojciec.

            Nawet jeśli tak jest, chociaż jak dla mnie to z postów Michszyba nie wynika, to rzeczywiście dramat, bo ojciec jednak chce być ojcem. No tak, to najgorsza rzecz, która mogła te dzieci spotkać.

            Po raz kolejny w tej całej dyskusji opadły mi ręce.
    • eutherpe Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:10
      I proponuję zakończyć jałową dyskusję, która do niczego nie zmierza.Utwierdziła
      jedynie Micha o słuszności jego działań i pomysłów. A Ty Panie biegnij do sądu,
      dowal żonie, zabieraj dzieci i stwórz w ich umysłach wzorzec wspaniałego związku
      jaki tworzysz z kochanicą.
      • mamaadama4 Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:23
        eutherpe napisała:

        > I proponuję zakończyć jałową dyskusję, która do niczego nie
        zmierza.Utwierdziła
        > jedynie Micha o słuszności jego działań i pomysłów. A Ty Panie
        biegnij do sądu,
        > dowal żonie, zabieraj dzieci i stwórz w ich umysłach wzorzec
        wspaniałego związk
        > u
        > jaki tworzysz z kochanicą.
        eutherpe, dyskusja jest jałowa, bo jest tak naprawdę o niczym -
        czyli o kolejnych pomysłach michszyba. Ok, ma następny, zakres
        własnej opieki nad dziećmi. Jest jaki jest, ale jest. Możemy, biorąc
        pod uwagę własne doświadczenia pisać epistoły. Dawać dobre rady,
        walić go po głowie. Ale chyba w tym wypadku najlepiej będzie jak sąd
        to rozstrzygnie. Pozew o rozwód, ustalenie kontaktów i alimenty
        powinien być już dawno złożony.
        • eutherpe Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:30
          Ja nie wiem czy Jego "kręci" pisanie 500 razy o tym samym, czy też może Pan
          pragnie dowartościowania a i owszem zdobył je tutaj.Typ narcystyczny.Michszyb,
          czas zakończyć i udać się do sądu.Zabierz Panią swoją do sądu, niech trzyma
          mocno łapki za Twoje mentorstwo i walczcie o szczęście dzieci.O TWOJE PRAWO!amen,
          • mamaadama4 Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:39
            Pewnie kręci. Sama przeszłam przez okres genialnych pomysłów, tylko
            zamiast pisania na forum, rozważałam je w głowie w czasie bezsennych
            nocy. W jego przypadku irytujące jest to, że wyskakuje co jakiś czas
            z kolejnym pomysłem, opisuje kolejne jazdy i dalej kręcą się w
            kółko. Bo tak naprawdę to on chyba sam nie wie czego chce, poza tym,
            że ma wizje. A tu nie chodzi o wizje, tylko o codzienne życie. I
            wymyslanie wariantów rozbieranych na tym forum na czynniki pierwsze
            życia mu nie ułoży. W swej naiwnej wierze w człowieka mam tylko
            nadzieję, że za jakiś czas wpadnie na to forum i opowie jak, pomimo
            wrzenia w pierwszym okresie, udało mu się to wszystko ułożyć. Że nie
            stanie się kolejnym frustratem, który będzie tupał nogami krzycząc,
            że on tak dobrze chciał, tylko świat był niedobry. Ale do tego
            trzeba konsekwentie dążyć mając jasny cel, a nie wizję.
            • lima Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:48
              Mnie się też wydaje, że Michszyb cały czas nie bardzo wie czego chce. Coś mu
              zaswita w głowie więc leci i robi nie myśląc o konsekwencjach, za chwilę mu faza
              minie i wraca do starego. I ciągle źle i ciągle ustawia się w pozycji ofiary.
              Nawet mając zdradę, kochankę i rozbicie rodziny na koncie uważa się za ofiarę
              złej żony.
              I jego zona zna go z tej strony az za dobrze i możliwe, że usiłuje dzieci przed
              takim nieodpowiedzialnym zachowaniem zabezpieczyć.
              Ale w sumie to ich problem i mnie coraz mniej chce się przelewać z pustego w
              próżne w ich temacie smile
              • eutherpe Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 13:23
                Niech zabiera do kochanicy!Najlepsze wyjście dla dzieci.To moje ostatnie zdanie,
                ponieważ nie pozwolę sobie,żeby Pan obrażał mnie jako osobę i kobietę.Ale
                widocznie tutaj można. ZEGNAM!
            • michszyb Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:52
              Ale co jest złego w posiadaniu wizji. A co do konkretów to pozew, z podziałem
              obowiązków rodzicielskich wyszedł właśnie do sądu.
              • mamaadama4 Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 13:00
                michszyb napisał:

                > Ale co jest złego w posiadaniu wizji. A co do konkretów to pozew,
                z podziałem
                > obowiązków rodzicielskich wyszedł właśnie do sądu.
                Bo wizje to się snuje sącząc napój podczas bujania na hamakusmile I
                sama wizja cieszy bez konieczności jej realizacji. A cel to
                rzeczywistość do której się dąży mając plan.
                No i chwała ci za to, że pozew złożony. Teraz tylko staraj się nie
                podgrzewać atmosfery. Twojej żonie, gdyby tu zawitała poradziłabym
                dokładnie to samo.
            • ulkar Re: do mamyadam4 25.01.10, 13:12
              Danko sorry, że tutaj.Ale widzę, że odwiedzasz ten watek. Chciałam
              tylko ciepłości przesłac i pozdrowienia. (mama Tomka)
              • mamaadama4 Re: do mamyadam4 25.01.10, 13:14
                Pamiętam Cięsmile
        • lima Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:33
          > Ale chyba w tym wypadku najlepiej będzie jak sąd
          > to rozstrzygnie. Pozew o rozwód, ustalenie kontaktów i alimenty
          > powinien być już dawno złożony.

          dawno złożony- poległ by z kretesem każdy jego "genialny" pomysł tak jak
          wszystkie wcześniejsze poległy na forum -i by wyszedł w sądzie na idiotę.
          prosta sprawa. osoba winna nie pcha się do sadu póki argumentów "kontrwiny" nie
          zgromadzi. babcia wyszarpuje ojcu dzieci na polecenie żony? to dobry argument. A
          dzieci? e tam, małe to se zapomną.
          • eutherpe Re: potrzeby- zachcianki - ojca (by kicia031) 25.01.10, 12:39
            Może jego argumentem będzie działanie żony i babci na niekorzyść jego
            "przyszłościowej rodziny"smile. Bo On dobrze chce a te wredne babska tak utrudniają....
    • z_mazur Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań 25.01.10, 12:38
      I nie rozumiem tego doszukiwania się w postach michszyba czegoś
      czego on tam wcale nie zapisał.

      Facet ma dwoje małych dzieci i nawiązanie dobrych relacji z takimi
      dziećmi wymaga sporo zaangażowania. Nie da się tego zrobić
      zabierając je raz w tygodniu na 2 godzinny spacer.

      Gdzie panie doszukały się chęci zrobienia przez Michszyba dzieciom
      nowej rodziny?

      Skoro Michszyb ma nowe życie którego częścią jest nowa kobieta, to
      chcąc rzeczywiście opiekować się dziećmi i nawiązywać z nimi dobre
      relacje, siłą rzeczy ta kobieta pojawi się w ich życiu.

      A większość tekstów o zastępowaniu mamy, to chyba projekcje jakichś
      lęków piszących tu pań, bo z postów Michszyba nic takiego nie wynika.

      Moja była żona miała romans i po mojej wyprowadzce zamieszkała z
      kochankiem w parę miesiecy po naszym rozstaniu, a już wcześniej
      zdarzało jej się aktywnie spędzać z nim czas w trójkę z moją córką.
      Rozwiedliśmy się dopiero ponad pół roku później. Jakoś nikomu się z
      tego powodu krzywda nie stała.
      • zuza145 Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań 25.01.10, 12:44
        Mazur- a napisz-

        Zaakceptowałeś obecnośc tego nexa w zyciu twojego potomstwa tak
        płynnie?
        Jeśli tak- to ty święty facet/ człowiek jesteś.

        Może nie miałeś wyboru i szansy dogadania się z ex- że sobie nie
        winszujesz kochanka w zyciu dzieci?
        tu ja jestem święta- bo się dogadalismy odnosnie kochanki- która nią
        juz nie jest chyba.
        • to.ja.kas Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 12:50
          A miał wyjście? Mógł zreć się z żoną, żona z nim i tylko ze szkodą
          dla dziecka. Jak się ambicje własne odłoży na bok, a skupi się
          człowiek NA WŁASNEJ I TYLKO WŁASNEJ relacji z dzieckiem to tak się
          ma.

          Ja ciagle mam wrażenie, ze Panie nie potrafia odróznic dwóch ról -
          roli zony (której juz nie piastują) oraz roli matki. To co dobre
          jest dla zony NIE ZAWSZE musi dobre być dla matki, a juz napewno nie
          musi być najlepsze dla jej dzieci.
          • z_mazur Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 12:57
            No właśnie o to mi chodzi, o umiejętność wzniesienia się ponad
            własne schizy.

            Panie zamiast doradzać w tym kierunku, kwitują "odpuść,
            narozrabiałeś, to teraz masz", tylko czy odpuszczenie na pewno jest
            najlepsze dla dzieci.

            Za pół roku pojawi się tu na forum była żona michszyba, narzekając
            że jej były mąż zniknął z życia dzieci i jeszcze z alimentami się
            spóźnia.

            Matka najczęściej jest silnie związana z małym dzieckiem, ojciec
            żeby nawiązać taką relację musi włożyć w to sporo wysiłku, nie wiem
            na ile jeszcze Michszybowi starczy tej energii.
            • to.ja.kas Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:01
              Nie starczy to za chwilę pojawi się jakaś biedna mamusia która
              napisze "mój chłop bywa u dzieci raz na parę tygodni, co najwyzej
              zabiera je do kina i daje prezenty, czuje ze on je kupuje, a na
              mojej głowie cała codziennosc. Czy to sprawiedliwe?!?!"
              I panie podniosą wtedy lament i napiszą "oczywiscie, ze to
              niesprawiedliwe, ale chłopy takie som, ze on to tylko rozrywki a my
              musimy martwic sie o lekarza, szkołe i zwolnienia jak dziecko
              zachowuje"

              I wspólnie poklepią się po pleckach, solidarnie ponarzekają mająć
              poczucie dobrze spełnionego obowiązku big_grin
            • mamaadama4 Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:04
              z-mazur, jak wrze, to ktoś musi odpuścić. Pisze on, więc to jemu się
              mówi. Nikt mu nie każe pani wyrzucać z życia, ale choćby na jakiś
              czas odsunąć ją z kontaktów z dziećmi. Lepiej żeby dalej walczyli?
              Po co? Dla zasady?
            • lima Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:07
              > Za pół roku pojawi się tu na forum była żona michszyba, narzekając
              > że jej były mąż zniknął z życia dzieci i jeszcze z alimentami się
              > spóźnia.


              Też przewidują że tak może być, z prostej przyczyny:
              Michszyb ma ogromny przypływ ojcowskich uczuć NA OKOLICZNOŚC ROZWODU.
              Wcześniej zostawił dzieci zonie a sam siedział w pracy i u kochanki w domu
              bywając gościem.
              Dostanie rozwód= to mu faza ojcowania minie. I wtedy powie "ciągle ex żona mi
              robi trudności to nie będę płacił alimentów tej...suce!".

              Tak jak pisała bodajże Kicia, ten kto chce być ojcem i ma szczere uczucia, jest
              nim pomimo przeszkód. Kto tylko chojrakuje "na okoliczność", to po rozwodzie
              pierwszy z brzegu powód wykorzysta do wytłumaczenia olania dzieci i zrzucenia
              winy za to na drugiego rodzica. Więc z łaski swojej zMazur nie usprawiedliwiaj
              go już teraz.
              • to.ja.kas Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:11
                Lima podaj mi prosze numery na najblizsze losowanie lotto. Dobrze
                mieć znajomą wróżke big_grin
              • z_mazur Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:12
                Ale Michszyb nie szarpie sie w sądzie dla dobrego wrażenia.

                Z tego co pisze działa. Chce zabierać dzieci, korzystać z tego, że
                ma pełnię praw ojcowskich.

                Nie chciał iść na początku do sądu, bo się bał uzyskania mniejszej
                ilości przyznanego czasu niż mógłby poświęcić w rzeczywistości, czym
                dałby żonie dopiero atuty do ręki.

                O tym jak kształtował swoje relacje z dziećmi wiemy niewiele.

                > Też przewidują że tak może być, z prostej przyczyny:
                > Michszyb ma ogromny przypływ ojcowskich uczuć NA OKOLICZNOŚC
                ROZWODU.
                > Wcześniej zostawił dzieci zonie a sam siedział w pracy i u
                kochanki w domu
                > bywając gościem.

                To Twoja projekcja. Mogłoby równie dobrze tak, że każdą wolną od
                kochanki chwilę spędzał z dziećmi i nadal chce to robić, co żona w
                tej chwili mu skutecznie utrudnia.
                • lima Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:15
                  To wyciąg z tego co michszyb NAPISAŁ do tej pory na forum o sobie. Może
                  przeczytaj archiwum.
              • michszyb Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:15
                Najfajniesze jest to że pisząc to jako osoba tak dbająca o dobro dzieci byłabyś
                szczęśliwa gdyby tak faktycznie się skończyło.

                Ach ci obrońcy moralności.

                No cóż o znająca przyszłość. Na złość tobie będę sie zajmował dziećmi też po
                rozwodzie.

                Kanał, no nie? Cham i prostak ze mnie że upaść nie umiem i na kolanach się
                ciągle odgrażam.
                • lima Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:27
                  michszyb napisał:



                  > Na złość tobie będę sie zajmował dziećmi też po
                  > rozwodzie.


                  Wzruszające. To zgłoszę się za 10 lat do ciebie, abyś mi dzieci przedstawił i
                  im wtedy powiem, że tatusia dlatego jeszcze macie że mu na ambicję wjechałam na
                  internetowym forum. Zgoda? Czy 10 lat to za długo na taką małą mnie i muszę cię
                  jeszcze kilka razy porządnie wkurzyć żebyś tyle wytrwał a nie pobiegł za kolejną
                  wizja gwiazdki z nieba?

                  Teraz zajmujesz się intensywnie dziećmi "na złość" żonie, potem "na złość"
                  mnie... Ciekawa jestem kiedy dorośniesz do tego, żeby zajmowac się nimi tak
                  normalnie systematycznie nie "na złośc" komukolwiek.

                  Poleżą, popatrzę. Bo nie wątpię, że z każdą "na złość" sprawą tu się pojawisz wink
                  • mamaadama4 Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:33
                    lima, no chłop o tym opiekowaniu się na złośc tobie to przecież na
                    poważnie nie napisał. (czy trzeba naprawdę takie oczywiste rzeczy
                    tłumaczyć)
                    • lima Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:36
                      A myślisz, że ja traktuję poważnie "chłopa" co tak napisał?
                      Nie wszystkie motywacje życiowe biorą się z dobrych pobudek, czasem wynik
                      takowych okazuje się paradoksalnie obiektywnie dobry. A czasem nie.
                    • to.ja.kas Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:37
                      Trzeba jak widac big_grin
                • lima Acha - i jeszcze tutaj Mich 25.01.10, 13:45
                  michszyb napisał:

                  > Najfajniesze jest to że pisząc to jako osoba tak dbająca o dobro dzieci byłabyś
                  > szczęśliwa gdyby tak faktycznie się skończyło.


                  Dlaczego tak uważasz?
                  Czy o żonie też masz takie zdanie,
                  i w taki sposób interpretujesz wszystko co ona do ciebie mówi.
                  Bo to może być istotna sprawa w waszym braku porozumienia.

            • sonia_30 Re: Napiszę jak ja to widzę 25.01.10, 13:16
              Ale jaka jest Twoja rada dla Michszyba.. hmmm? Bo ponad własne
              schizy to żona powinna się wznieść, ale jak widać nie potrafi.. mam
              nadzieję że jeszcze nie potrafi... a Pan Michszyb machaniem szabelką
              tylko ten proces opóźnia.
      • to.ja.kas Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 12:45
        Ja tez mam wrażenie, że czytam co innego niz Panie tu piszące.

        Mało tego ja mam wrażenie że Panie czytają co innego niż ja piszę.
        Ty się Mazur przypatrz i napisz mi GDZIE ja stanęłam po stronie
        Michszyba naprzeciw Jego zonie?
        Bo nie mogę się dopatrzeć W KTÓRYM MIEJSCU konkretnie wypowiadałam
        się o relacjach małzeńskich w zyciu Michszyba.
        Relacje małżeńskie Michszyba mnie na tyle nie obchodzą, że nawet nie
        chce i się wgłebiac w cała tą sytuację jaką ma. Ja wychodzę z
        założenia, że jak ludzie się rozstają to nie ma co deliberować o tym
        przez rok.
        Trzeba poukładać to co zostało. A została relacja Michszyba z
        dziećmi i jego żony z dziećmi i ich poworzumienia na tej
        płaszczyźnie.
        A kto komu co zrobił, dlaczego, po co, kiedy, czy wcześniej, czy
        pozniej, czy za wczasu czy nie wten czas itd itp NIE MA DLA MNIE
        znaczenia.


        A i Michszyb za radą pań rozumiem złozył plan opieki i idzie z żoną
        na mediacje. Z tego co czytam panie tu gromko go do tego namawiały.
        Wiec chłopak wział się w garsc i reguluje te kontakty oficjalnie. I
        co tak też zle? A może po prostu jakby nie zrobił jest zle?...A nie
        skąd, panie są ponad to big_grin
        • eutherpe Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 12:55
          No chwała Mu za to,ze Chłopina WRESZCIE REGULUJE TO OFICJALNIE!
          • to.ja.kas Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 12:59
            NO I O TYM NAPISAŁ...ale trza było ponad 100 postów by do pań to
            dotarło, że zrobił jak panie radziły big_grin
            • z_mazur Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:03
              Nie no skąd, przecież nadal jest źle.

              Bo chłop się chce dziećmi zająć przez całe dwa dni, a nie jedno
              popołudnie.

              Toż to zgroza. Jeszcze dzieci o matce przez te dwa dni zapomną.
              Jakoś dziwne, że w innych przypadkach o ojcu nie powinny po całym
              tygodniu od popołudnia do popołudnia zapomnieć.
          • michszyb Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:04
            Posłuchaj mnie Palancie.

            Mam pełnie praw rodzicielskich. Mam utrudniane kontakty z dziećmi. I tak chwała
            mi za to że chce się dogadać. Mógłbym zrobić tak jak robi to większość facetów,
            olać sprawę, albo wchodzić do domu z Policją. Ale ja szukam drogi jak się
            dogadać. Dla dobra dzieci.
            A co wg ciebie byloby dobre? Posypać głowę popiołem i stać się jeszcze większym
            pomiotłem niż byłem przed odejściem? Moją wielką motywacją gdy odchodziłem była
            chęć zaprzestania bycia negatywnym wzorcem męża-pomiotła-pantoflarza dla moich
            synów. I odejście było jedyną możliwością. A teraz walczę o to by stac się
            pozytywnym przykłądem. Ale żeby nim być to muszę być z dziećmi. Nie dam sie
            sprowadzić do roli weekendowej zabawki dla dzieci. I mam nadzieje że moja żona w
            końcu to zrozumie i zaakceptuje.
            • mamaadama4 Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:08
              michszyb napisał:

              > Posłuchaj mnie Palancie.
              >
              > Mam pełnie praw rodzicielskich. Mam utrudniane kontakty z dziećmi.
              I tak chwała
              > mi za to że chce się dogadać. Mógłbym zrobić tak jak robi to
              większość facetów,
              > olać sprawę, albo wchodzić do domu z Policją. Ale ja szukam drogi
              jak się
              > dogadać. Dla dobra dzieci.
              > A co wg ciebie byloby dobre? Posypać głowę popiołem i stać się
              jeszcze większy
              > m
              > pomiotłem niż byłem przed odejściem? Moją wielką motywacją gdy
              odchodziłem była
              > chęć zaprzestania bycia negatywnym wzorcem męża-pomiotła-
              pantoflarza dla moich
              > synów. I odejście było jedyną możliwością. A teraz walczę o to by
              stac się
              > pozytywnym przykłądem. Ale żeby nim być to muszę być z dziećmi.
              Nie dam sie
              > sprowadzić do roli weekendowej zabawki dla dzieci. I mam nadzieje
              że moja żona
              > w
              > końcu to zrozumie i zaakceptuje.

              Ja już głupieję, albo noc spędzona nad skięgowością odebrała mi
              wzrok. Michszyb ty tak do z-mazur?
              • michszyb Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:11
                Nieeee, ja do eutherpe bo się sadzi strasznie niekulturalnie
                • mamaadama4 Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:12
                  Bo ci się to pod postem z-mazur'a pojawiło.
                  • zuza145 tu jest kilka wątków 25.01.10, 13:21
                    jeden to dobro dzieci- rozwijany skokowo- bez efektów.
                    drugi- to złe mamuski- co ograniczają
                    trzeci- to kwestia akceptacji kochanka/kochanki w zyciu dzieci przez
                    zdradzonego i zdradzoną
                    czwarty- to sposoby okazywania przez zdradzonych dezaprobaty dla
                    koncepcji odbywania spotkań rodzica w obecności kochanki/kochanka
                    piąty- sposoby komunikacji rodziców
                    szósty to powody- te jawne i ukryte dla któryxch ojcowie się
                    interesują dziecmi


                    itd- jeszcze kilka bym wymieniła.

                    Pytanie- o którym temacie dyskutujemy
                    • to.ja.kas Zuza piszę o tym 25.01.10, 13:24
                      i tylko o tym:
                      "W poprzednim wątku pisałem że deklaruję 50 godzin tyg które moge i
                      chcę
                      poświecić moim chłopaków.

                      Przestałem pisać w tym wątku bo górę wzięły osoby pokroju tri, czy
                      kici, które
                      ochoczo wzięły się do kamienowania i bezczeszczenia zwłok. Nie będę
                      się do tego odnosił, bo juz mi czytanie obelg na tym forum przestało
                      podnosić ciśnienie i8 tylko mi zal osób, które przygryzają swoje
                      zęby jadowe aż do krwi.
                      Jestem w trakcie składania pozwu. W pozwie odnoszę się oczywiście do
                      opieki nad dziećmi.
                      Występuję z wnioskiem o przyznanie mi opieki w wymiarze:
                      - 2 dni w tygodniu od 9.00 do 20.00 dnia następnego.
                      - co drugi weekend od piątku 17.00 do niedzieli 20.00
                      - wakacje - lipiec i sierpień po 2 tyg
                      - święta po połowie.

                      Uwzględniam tu pełna opiekę, z karmieniem, przedszkolem, kapaniem,
                      uczeniem,bawieniem się i wszystkim co potrzeba.

                      Na początku lutego udajemy się z żoną dodatkowo na mediacje."

                      Dla mnie proste, piszemy o tym czy ojciec ma prawo oczekiwac by byc
                      w takim wymiarze obecnym w zyciu swoich dzieci.
                      • zuza145 Re: Zuza piszę o tym 25.01.10, 13:31
                        ano widzę- bo czytałam- tylko sie wątek rozrasta i pączkuje.

                        Odpowiadam- ma ojciec prawo by byc obecnym w takim wymiarze w życiu
                        dzieci- i nawet w wiekszym wymiarze.
                        wymiar tenm zależny jest od:
                        ojca dzieci - sposobu w jaki zorganizuje swoje życie uwzględniając
                        zycie dzieci i zycie matki dzieci- czykli jej potrzeby oraz zalezy od
                        matki dzieci- czy będzie chcętna, czy sobie poradzi z emocjami itd.

                        Generalizując- od sposobu komunikacji między ojcem i matką zalezy
                        ten wymiar, który jest tematem dyskusji.
                        wniosek- niech rodzice popracują nad sobą- każde z osobna lub razem-
                        jak tam chcą- bo bez takiej pracy- czarno to widzę.
                        Zakładając że jedno z rodziców wykazać się zechce taką pracą i
                        podejmie taki wysiłek- to można powiedzieć tak- możliwe są pozytywne
                        dla wszystkich efekty- tylko będzie to wymagało odpowiednio
                        dłuższego czasu, bo pracowac będzie tylko jedna osoba.

                        Jeżeli natomuiast zaraz zacznie się dyskusja nad tym kto winien- to
                        szkoda pisać- będzie jak jest.
                        • mamaadama4 Re: Zuza piszę o tym 25.01.10, 13:37
                          I dlatego ktoś musi na początek odpuścić, choćby minimalnie. Bo
                          zmiany najlepiej zacząć od siebie, najlatwiejsmile I nie oznacza to
                          bycia frajerem tylko osobą myslącą.
                          • to.ja.kas Re: Zuza piszę o tym 25.01.10, 13:40
                            Co to znaczy odpuścić? Czyli ma nie iśc na te mediacje i wycofać
                            wniosek o uregulowanie kontaktów czy z nich zrezygnować?
                            • mamaadama4 Re: Zuza piszę o tym 25.01.10, 13:43
                              Jeszcze raz - odpuścić ma w jednym. narazie wycofać nową panią z
                              kontaktów z dziećmi. W tym jednym.
                              • to.ja.kas Re: Zuza piszę o tym 25.01.10, 13:46
                                A on składając ten pozew napisał coś o nowej Pani, przeczytałam
                                JESZCZE raz wszystkie posty Michszyba w tym watku i NIC nie pisze o
                                nowej pani, za to panie stad pisza o niej w co drugim zdaniu.
                                Ja wyczytałam że:
                                1. Michszyb wynajął mieszkanie dla siebie i mieszka w nim sam, a
                                dzieci mają tam swój pokoj
                                2. Dni z dziecmi zaplanował tak by zajmowac sie z nimi osobiście.
                                • mamaadama4 Re: Zuza piszę o tym 25.01.10, 13:50
                                  O udziale pani pisał w wątku drugim utworzonym tego samego dniasmile
                                  • to.ja.kas Re: Zuza piszę o tym 25.01.10, 13:53
                                    Nie czytałam. Jak pisałam z reguły w watku Michszyba nie odzywam sie
                                    z przyczyn...no własnie ze robi sie taka kaszana w nich jak tutaj.
                                    Bez sensu i nawet jak poczatkowo smieszna to pozniej żenujaca.

                                    Zaraz zerknę. Serio. I najwyzej sie odniose.
                        • to.ja.kas Re: Zuza piszę o tym 25.01.10, 13:38
                          zuza145 napisała:
                          > Jeżeli natomuiast zaraz zacznie się dyskusja nad tym kto winien-
                          >to szkoda pisać- będzie jak jest.

                          ANO właśnie Zuza.
                    • eutherpe Re: tu jest kilka wątków 25.01.10, 13:25
                      Nie czytam już archiwum ale uważam,że do takich maluchów ojciec powinien
                      przyjeżdżać. I tego życzę w mediacji-żona na pewno nie będzie robiła problemów.U
                      dzieci można też twórczo spędzić czas.Na tyle odemnie PALANTA
                      • sonia_30 Re: tu jest kilka wątków 25.01.10, 13:30
                        Jeśli jest traktowany tak jak pisze że jest traktowany przez swoją
                        ex, to zdecydowanie nie powinien.
                    • mamaadama4 Re: tu jest kilka wątków 25.01.10, 13:29
                      I tu lezy jeden z problemów. Michszyb chce odpowiedzi już i
                      natychmiast. jemu się spieszy, chce gotowej recepty. A po drugiej
                      stronie klawiatury jest ileś tam osób, które mają w danym momencie
                      wolny czas i rozbierają probelm na czynniki pierwsze, dorzucając
                      swoje spostrzeżenia, rozwijają temat, przechodzą do nastepnego itd.
                      Michszyb się wścieka, to właściwie zadowoliłoby go tylko "drzewko" z
                      odpowiedziamy "jestem za". No to do tego trzeba zrobić ankietę z
                      dwiema możliwościami do wyboru, bez opcji uzasadniania odpowiedzi.,
                      I tyle. Drugi problem, to fakt, że jeżeli ktoś rozwinie temat,
                      dopisze coś od siebie, to on zamiast przeczytać odbiera to chyba tak
                      jakbyśmy kazali mu odwlec decyzję i rozważyć pier..lion nowych
                      wariantów. I trzeci problem, że nie potrafi zrozumieć, iż nie ocenia
                      się tu jego osoby tylko to co robi. A to już jest różnica
                      zasadnicza.
                      • zuza145 znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 13:56
                        hm- kilka znaczeń jest.
                        na poczatek proponuje uzbroić się w cierpliwośc
                        potem empatii nieco.
                        Bez tego- sorki- czarrrno widzę- będzie szarpanina jak ta lala.

                        A nalezy niezwłocznie znaleźć siłę i sobie odpuścić- skoro można
                        przeczytać że w obecności dzieci dokonuje się słownych przepychanek
                        i ubliżania etc.
                        Fakt że dzieci proszą ojca o zachowanie w tajemnicy przed matką
                        czegoś tam- nieważne czego- dowodzi jasno- oboje rodzice robia
                        ogromną krzywdę dzieciom.Manipulacka śmierdzi na kilometry- a
                        cięzary dorosłych niech dorośli niosą- a nie na dzieci zwalają.
                        Kwestią wtórną jest ocenianie intencji matki- która być może nie
                        umie sobie poradzić z tym co czuje wobec ojca dzieci- który ją
                        zdradził.
                        I taką samą wtórną kwestią jest czy ojciec dzieci może walczyć- bo
                        nie jest to staranie tylko walka w sytuacji gdy każde z rozwiązań
                        jest złe- tylko stopień tego zła jest inny.
                        Czy powinien dobierać pomysły na dany czas a nie dążyć od razu do
                        efektu końcowego- tego ideału który sobie wymyslił sam- bo
                        naprzemienna opieka nie zawsze się sprawdza.

                        Tymczasem starczy poczytać opis- to jest karygodne i powiem tak-
                        małe szanse że dzici o tym zapomną jak rodzice ze soba rozmawiają.
                        one to zapamiętają na całe życie- nawet jak się sytuacja unormuje to
                        pamiętać będą.
                        Mozna starac się zatrzeć ślady po tych dyskusjach.

                        Mądrzejszy lub jak kto woli- osoba posiadająca więcej informacji,
                        chęci i siły - powinna zastanowić się nad sytuacją całościowo a nie
                        tylko ze swojej strony- bo najważniejsza jest strona dzieci.
                        Kiedys czytałam- że naprawia się dwa razy tyle czasu co się psuło.
                        • to.ja.kas Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 14:11
                          No wiec przeczytałam wypowiedzi Michszyba w równoległym watku. I tak:
                          babcie podałabym do sądu i ograniczyła jej możliwosc widywania sie z
                          wnukami.
                          Wezwałabym policje jakby drugi rodzic przy dzieciach zaczął mnie
                          szarpac i wyzywać
                          Nic gorszacego ze strony Michszyba nie wyczytałam.
                          Dzieci rzeczywiscie musza bardzo bac sie matki i jej reakcji skoro
                          juz widzą, że kontakty z ojcem oznaczaja awantury. I już wolą
                          trzymac sztamę z ojcem niż porozmawiac z mamą. Swietny przykład mama
                          daje.

                          A gdyby tata darł sie na mame, szarpał ja, babcie, dzieci,
                          wrzeszczał dlatego ze mama spozni sie 10 minut?

                          Ale panie maja jeden SWIETY argument...niech matka wrzeszczy,
                          szarpie, wyzywa i powoduje u dzieci traume. Najwazniejsze by nie daj
                          boze w mieszkaniu taty dzieci nie zauwazyły jakiejs kobiety która
                          zajmuje sie w tym czasie SWOIMI sprawami

                          Ech mamy mamy ....
                          • zuza145 Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 14:22
                            nie napisałam że matka wrzeszczy- oboje stali kołodzieci- mnie tam
                            nie było to się nie odważę ocenić osobę- ocenić to mogę zaistniałą
                            sytuację.

                            Kas- sprawiedliwośc naświecie jest- jest sprawiedliwa inaczej niż
                            większości się zdaje.
                            Ale jedno pozostajke niezmienne- jeżeli jeden z rodziców popełnia
                            błędy, nie zwalnia to z myslenia drugiego rodzica.
                            Tylko to chciałam przekazać- nie jest wazne kto dał dupy- a jesli
                            już to tylko w kontekście że nie każdy kto doświadczył porzucenia
                            umie sobie z tym poradzić szybko.
                            Są podobno tacy co do końca życia nie dadzą rady ogarnąć tematu- ale
                            nie to jest przedmiotem dyskusji.

                            Przedmiotem dyskucji są starania o spowdowanie pojawienia się
                            efektów głębszych [rzemyśleń a nie słowolejstwa.
                            bo jak zalezy prawdziwie- to nie jest ważne kto komu co powiedział-
                            celem końcowym jest dobro dzieci- małymi krokami w opisywanej
                            sytuacji nalezy do niego dążyć.
                            Bezdyskusyjnym jest jedno- dzieciom trzeba spokoju ( czytałam
                            sąsiedni wątek co to jest dobro).
                            W tej sytuacji proponuję zacząc od dobra cząstkowego- dzieciom
                            nalezy się spokój i poczucie bezpieczeństwa- więc nawet osoba której
                            wymyślają jest winna- że pozwala na taki rozwój sytuacji.
                          • mamaadama4 Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 14:23
                            kas. Ja nie mówię, że matka jest ok, tym bardziej babcia, która jest
                            tu osobą zbędną. Ale jak widać - osoba nowej pani wzbudza największe
                            emocje i zona zawsze to wyciąga. Odpuszczenie w tym zakresie wytrąca
                            z ręki argument drugiej stronie i daje szansę na wyeliminowanie
                            przynajmniej tego tematu w przepychankach z dziećmi.
                            • to.ja.kas Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 14:43
                              Oczywiście. Ale kiedy pan spoznił sie 10 minut bo dziecie sie
                              zesikało i matka dostała histerii chyba nie pani była powodem
                              szarpania i wyzwisk?

                              Jeśłi pani matka miała taki system komunikacji i traktowania dzieci
                              i swojego męża...to ja bym zwiała. Ba...ja zwiałam od chłopa który
                              własnie tak sie zachowywał. I cały czas uwazam, ze wiele lat za
                              pozno.
                              • mamaadama4 Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 14:49
                                kas, wszystko to prawda. Ale zmiana musi się zacząć, choćby od
                                najmniejszej rzeczy. ktoś musi spróbować przerwać to błędne koło,
                                choćby po to, żeby w krytycznej sytuacji móc spokojnie powiedzieć -
                                ja zrobiłem jeden krok, teraz kolej na ciebie. Dzieci nie widują się
                                z panią, to proszę, przestań przy nich krzyczeć. To michszyb zyska
                                argument.
                              • zuza145 sytuacja 25.01.10, 14:50
                                jest nam znana tylko z opisu jednej ze stron.
                                Nawet jak tak było- to nie zwalnia z myslenia drugiej strony- tym
                                bardziej że druga strona wie czego może się spodziewać.
                                aby więc osiągnąc "cel nadrzędny" trzeba zachowywac sie elastycznie.
                                Tylko co jest tym celem nadrzędnym- stały kontakt z dziecmi , za
                                wszelka cenę, w wynajętym mieszkaniu, w obecności lub bez obecności
                                nowej kobiety"?
                                Czy tez celem nadrzędnym jest dobro dzieci?
                                Jak to drugie- to potrzeba będzie więcej pracy i myslenia, i
                                potrzeba będzie wyznaczania sobie cząstkowych celów, tak aby
                                osiągnąc dobro dzieci.
                                a jak tylko mozliwośc odbywania spotkań w wynajętym mieszkaniu, za
                                wszelką cene- to czarrrno widzę.

                                Tymczasem powiem tak: zbliża sie termin mediacji.
                                Jak myslisz czym sie skończą przy takim nastawieniu?
                                Ja myślę że szanse są ale bardzo małe.Bo celem jest spotykanie się z
                                dziecmi bez matki, w wynajętym mieszkaniu- nic nie napisał- że
                                kontakt z dziecmi- tylko konkretnie, w tym wynajętym i żadna inną
                                opcja nie została zaprezentowana.
                                Inteligentna osoba powinna miec plan a, b, c, itd.
                                Bo dobry plan musi byc elastyczny i to widać w tym wypadku.
                                • mamaadama4 Re: sytuacja 25.01.10, 14:56
                                  I o to chodzi co pisze zuza. Byle tylko michszyb wziął sobie to do
                                  serca, ale nie poddawał tego pod dyskusję na forum, tylko
                                  przygotował na spotkanie mediacyjne.
                                  • to.ja.kas Re: sytuacja 25.01.10, 15:09
                                    mamaadama4 napisała:

                                    > I o to chodzi co pisze zuza. Byle tylko michszyb wziął sobie to do
                                    > serca, ale nie poddawał tego pod dyskusję na forum, tylko
                                    > przygotował na spotkanie mediacyjne.

                                    Dokładnie tak, powinien sie mocno przygotować. I na mediacje i na
                                    rozwód i na walke o to by istniec w zyciu własnych synów. Serio!
                                    Jeśłi matka dalej bedzie zachowywac sie nieobliczlnie i jak
                                    przemocowiec czyli bedzie klęła, biła, szarpała, wyzywała...Mój eks
                                    mąż zrobił tak mojej córce raz. Od razu miał ograniczone prawa
                                    rodzicielskie. Sam na sam jak im to frajde sprawia niech ida na ring
                                    i sobie dadzą po razie jak to lubią.
                                    Przy tak małych dzieciach ręce w kieszeń, szkanka wrzatku zamiast
                                    wyzwisk i MYSLENIE. I Michszybowi i Jego zonie tego zyczę !
                                    • mamaadama4 Re: słowa... 25.01.10, 15:14
                                      Nie na "walkę" powinien się przygotować. Powinien przygotować sobie
                                      różne warianty realizacji celu jakim jest współuczestniczenie w
                                      życiu dzieci. I do tego dążyć. Samo używanie tego typu słów
                                      naturalnie podrzewa atmosferę, która i tak jest gorąca. A po co?
                                      Chodzi o stonowanie emocji nie ich wrzenie.
                                      • to.ja.kas Re: słowa... 25.01.10, 15:20
                                        Masz racje uzyłam złego słowa...jednak mysle, ze Michszyb jest na
                                        tyle inteligentny ze wie o czym piszesz. Zgadzam sie z Tobą.
                                • to.ja.kas Re: sytuacja 25.01.10, 15:06
                                  Zuza zgadzam się z Toba. Ale jesli w obecnosci dzieci mama i babcia
                                  wrzeszcza, szarpią, wyzywają to ja uważam, ze nie powinny spotkania
                                  odbywac sie w obecnosci owych pań. Koniec kropka. Jakby nie patrzec
                                  babcia powinna dostac aut z domu który poki co z tego co pamietam
                                  opłaca Michszyb (moi tesciowie zachowali sie tak RAZ jeden wobec
                                  mnie i sąd zabrał im mozliwosc widywania sie z wnuczka oraz
                                  ustanowił kontakty z eksem w obecnosci kuratora i poza domem
                                  dziadków, inna sprawa ze tego ni eegzekwowałam bo nie musiałam ot
                                  dziadkowie wsiąkli jak kamfora po wyroku).

                                  Tak Michszyb najpierw powinien spróbowac dowiedziec się czego zona
                                  sobie nie zyczy. Bo poki co to zona sobie nie zyczy:
                                  - kontaktów z pania (ok, ma prawo)
                                  - spoznien chocby i 10 minutowych
                                  - spotkan dzieci z Michszybem czesciej niz raz na jakis czas na
                                  chwile
                                  - spania dzieci w samochodzie
                                  - swiąt u ojca
                                  - wyjazdów z tatą
                                  - wizyt dzieci u taty
                                  - często pobytów taty u dzieci
                                  - kupowania zabawek przez tatę
                                  - spacerów z tatą na cmentarz z okazji świeta zmarłych
                                  itd itp.
                                  I zona komunikuje swoje chcenia badz niechcenia PRZY DZIECIACH
                                  (!!!!) wyzywając, szarpiąc, wrzeszczac, bijąc !!!!!!
                                  A na takie szopki ja bym wzywała policje i tyle.
                                  Podejrzewam, że taka forma komunikacji z otoczeniem (bo ofiara
                                  agresji sa tez dzieci !) nie pojawiła sie nagle. JEŚLI zona
                                  Michszyba zachowywała sie wten sposob wczesniej...to szczerze jako
                                  była zona przemocowca podziwiam go, ze tak długo wytrzymał (akcent
                                  na jesli)

                                  Wiekszosc z nas zna historie opowiedziane z jednej strony na tym
                                  forum Również Twoją Zuza czy moją. I co z tego? To powód żeby Ci
                                  dokopywac, bo może Twój eks miał powody ale że tu nie pisze to nie
                                  może sie bronić?

                                  Michszyb powinien zmienić spoób komunikacji. Czy uwazam, ze to coś
                                  zmieni? Nie. Niestety tak mysle. Może pomoga mediacje? Oby. Bo
                                  dzieci które boja sie szalonej matki i babci żal.
                                  • zuza145 Re: sytuacja 25.01.10, 15:44
                                    pisząc że znam tylko jedną stronę medalu miałam na mysli jedno- nie
                                    chce oceniać zony.
                                    Zaś zdrady nie uważam za lekarstwo na sytuacje w domu.
                                    Było się wiązać po rozwodzie- tak uważam i nie wszyscy muszą się
                                    zgadzac.
                                    to jest dla mnie różnica. I nalezy uważać z takimi ocenami- bo sąd
                                    spyta- Jak pan starał się zaradzić powstałej sytuacji?
                                    Wtedy, gdy jasnym dla pana stało się że żona się zachowuje w sposób
                                    odbiegający od normy?

                                    Co pan zrobił w celu ratowania związku?


                                    Ale nie o tym chcę napisać.

                                    Uważam że nalezy - samemu lub z pomoca osób, które mogą cos doradzić
                                    profesjonalnie, zastanowic sie czy: wogóle jest mozliwa zmiana
                                    zachowania zony.
                                    Kwestii babci nie poruszę- bo na takie zachowania nalezy mieć
                                    świadków- już pisano o znaczeniu świadków tutaj duzo, nie będę
                                    powatrzać.
                                    Doradzanie dotyczące odseparowania babci uważam za slogan- bo nie
                                    poradzono jak to zrobić.
                                    Otóż nijak niestety- bo potrzeba świadków że babcia się zachowuje w
                                    sposób mający bardzo zły wpływ na dzieci- to znaczy szkodzi dzieciom
                                    i to jest złe.

                                    Więc wracamy do złotej mysli- nalezy opracowac plan.

                                    Moim zdaniem- pierwszym punktem mogłoby być np. wysłanie do zony,
                                    pocztą- listem poleconym propozycji dotyczącej organizacji spotkań-
                                    tak, aby w sądzie- do którego oboje małzonkowie się udać mają
                                    zamiar, posiadać dowód na szczerośc swoich intencji, dowód na
                                    patrzenie dalej niż na swoje interesy, dowód potwierdzający że myśli
                                    się o dzieciach.
                                    Jeżeli w wyniku mediacji nic nie ustalą to nie będzie takiego dowodu-
                                    bo mediatorzy sporządzą raport w którym potwierdzą daty
                                    spotkań,miejsce spotkań oraz na zimno fakt że nie osiągnięto
                                    żadnego porozumienia.
                                    co chcę dac do zrozumienia?
                                    ano to że dowodu że się starał nie będzie miał nijakiego.
                                    Więc jesli pisze że mam myslec wielowątkowo/ wielotorowo jak kto
                                    woli- to mam na mysli jedno- ma pamiętac że cel ma- dobro dzieci-
                                    jesli to jest cel.
                                    Bo jeśli spotykanie w tym wynajętym to sorki- za wczesnie.
                                    I jeśli pisze że wiem że w sądzie się skończy jatką to wiem co pisze.

                                    Jesli uważa się za myślącego- niech steruje sytuacją- dzieki temu
                                    wzmocni argumenty przemawiające za soba.
                                    ale generalnie to instrukcji pisac nie chcę bo zaraz się larum
                                    podniesie że jestem wyrachowana żmija.
                                    nie jestem.
                                    Jestem tylko konsekwentna- dopuszczam szczątkowe "oddawanie pola" bo
                                    przegrana jedna bitwa nie oznacza przegranej wojny.

                                    Np: skoro żona nie dopuszcza do spotkań w obecności osoby trzeciej-
                                    niech jej zagwarantuje że chcę sam się spotykać.
                                    I zobaczy co sie będzie działo dalej.
                                    Jeśli zacznie się ezkalacja żądań- to będzie miał czysty dowód na
                                    manipulowanie.
                                    Inaczej będzie gołosłowny- a dodatkowo nawet dowody czasami nie
                                    starczają- bo matka w początkowym i nie tylko jak wiemy- okresie
                                    życia dzieci jest ważna inaczej dla dziecka.

                                    Reasumując- ja bym na jego miejscu KAS starała się zagwarantowac
                                    sobie prawo- odpuściwszy miejsce egzekwowania tego prawa.
                                    Nie uważasz?
                                    • to.ja.kas Re: sytuacja 25.01.10, 15:50
                                      Zuza UWAZAM i uważam cię za bardzo mądra kobietę, nawet jeśli trochę
                                      inna mam percepcję. ALe to co napisałaś ma sens.

                                      Niestety uważam za mało prawdopodobne by zdało egzamin, ale to
                                      wynika z moich doświadczeń. W końcu moje doświadczenia nie są
                                      jedynym wyznacznikiem tego jak bedzie u Michszyba.

                                      Zgadzam się i do czasu p[ierwszej awantury z wyzwiskami i szarpaniem
                                      przy dzieciach zasugerowałabym nieśmiało by tak spróbował. Przy
                                      wszelkiej przemocy - policja i zgłoszenie do prokuratury. Koniec
                                      kropka.

                                      O tym, czy za wczesnie czy za pozno sie z kims zwiazał nie chce mi
                                      sie rozmawiac bo to nie temat tego watku. Z generalna zasadą sie
                                      zgadzam, ale ja uwazam, ze przemoc w domu NATYCHMIAST rozwiazuje
                                      moja lojalnosc wzgledem przemocowca. Koniec kropka. Ale to moja
                                      opinia.
                                  • aiwlysji Re: sytuacja 25.01.10, 18:06
                                    wiesz kas pieknie zebrane i napisane....ale zanim to sie stalo to tatus spakowal rzeczy i poszedl w swiat....oczywisice to jest niczym w obliczu tego co robi "straszna" matka.

                                    wczesniej napisalas, ze twoj ex mial ograniczone prawa...wyobraz sobie, ze wiele osob mogloby sie oburzyc, ze zabralas dziecku ojca...bo ojciec prawo ma?????
                                    • to.ja.kas Re: sytuacja 25.01.10, 19:03
                                      I miałby dalej...jakby nie był przemocowcem.

                                      Ale ja sie nie obraze na nikogo kto bedzie bronił mojego eksa. Ja mam wewnetrzną
                                      pewnosc, poparta latami obserwacji, ze moja ówczesna decyzja była najlepsza.
                                      • aiwlysji Re: sytuacja 25.01.10, 19:11
                                        to.ja.kas napisała:

                                        > I miałby dalej...jakby nie był przemocowcem.
                                        >
                                        > Ale ja sie nie obraze na nikogo kto bedzie bronił mojego eksa. Ja mam wewnetrzn
                                        > ą
                                        > pewnosc, poparta latami obserwacji, ze moja ówczesna decyzja była najlepsza.

                                        nie podwazam twojej decyzji, mysle tylko, ze gdby to twoj ex pisal na tym forum rzeczy moglyby byc inaczej interpretowane.
                                        wiesz u mnie jest tak, ze zasadniczo jestem za kobietmi, lata obserwacji zycia nauczyly mnie, ze nic sie nie dzieje bez przyczyny. ja jestem kobieta i utozsamiam sie z kobietami. owszem mozna mi zarzucic niesprawiedliwosc....ale popaczmy na meski swiat oni potrafia byc zwarciwink
                              • scarlet.secret.sky Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 15:14
                                Niewątpliwie Kas masz rację z tym szarpaniem i wyzwiskami (jeśli to miało
                                miejsce - porażka dwóch stron), ale ja o czymś innym. Przyznam się, że ja
                                Michszybowi po prostu nie wierzę, zwłaszcza że na początku pisał zupełnie
                                inaczej o prawie byłej żonie - nawet te maile, które nam cytował to były
                                wyważone opinie, a teraz to jakaś zwykła chamka i prostaczka - i mnie to nie
                                przekonuję. On chciał przejąć całodobową opiekę i niemal wysiudać mamę z układu,
                                kilka razy pisał jeden i ten samy post jaka to ona podła, żeby za każdym razem
                                słyszeć, że ma plan opieki ułożyć i tak wkoło Macieju... Raz pisze o tym, że z
                                tą panią mieszka i nie zamierza tego zmienić, zaraz potem coś o wynajętym
                                mieszkaniu...I zaczynam się zastanawiać czy ja naprawdę taka cyniczna jestem, że
                                każde jego słowo dzielę przez 3? Serio pytam, Ty mu wierzysz - w to co o niej
                                pisze? Bo mimo że nie trafiłam na to forum przez przypadek, to jednak daleko mi
                                do Waszych doświadczeń, a jednak nie umiem zaufać Michszybowi. Wydaje mi się, że
                                On tak jak manipuluje żoną, tak manipuluje nami. Jak dla mnie zbyt dużo
                                kombinowania.
                                • to.ja.kas Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 15:27
                                  Czy ja mu wierze? tak jak każdemu z Was którzy tu piszecie. Bardzo
                                  rzadko pozwalam sobie napisac "nie wierze". Zakładam, że tak jak Ty,
                                  ja, Tri, Sbelatka, Moni piszecie subiektywna bo subiektywna ale
                                  prawdę.

                                  Ja przez podobne piekło zycia z kimś komu ZAWSZE był zle przeszłam.
                                  Robiłam jak on chciał - zle. Robiłam inaczej - zle. Nie robiłam -
                                  zle. Komunikowanie się za pomoca wrzasków i wyzwisk oraz rak -
                                  standard. Szesc lat wytrzymałam. I dałam noge zabierajac Młoda i
                                  ograniczajac prawa rodzicielskie chociaz mój eks miał również wiele
                                  zalet. Ale jego skłonnośc do agresji go zdyskwalifikowała. Stąd
                                  wierzę, że sa tacy ludzie.

                                  W jednym z pierwszych watków Michszyb pisał dlaczego odszedł,
                                  dlaczego pojawił sie ktoś inny i dlaczego zdradził. Co było
                                  katalizatorem. I pisał własnie o tym - o awanturach, wrzaskach,
                                  rękoczynach, wyzwiskach. Jak widze NIC sie nie zmieniło. I sądzę ze
                                  sie nie zmieni. Nawet po postanowieniu sądu. Te typy które tak sie
                                  komunikują TAK MAJĄ. ma byc na ich albo policzek, wyzwiska,
                                  szarpanie, emocjonalny szantaz i rzucanie mięsem.
                                  A dzieci rosna, patrza i wola trzymać sztamę z tata i jego nowa
                                  panią niż powiedzieć mamie...ciekawe dlaczego?
                                  • to.ja.kas Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 15:30
                                    I co w tym wszystkim robi babcia wariatka?
                                    Bo ja bym nie zyczyła sobie kontaktu moich dzieci z taka babcia
                                    która przekazuje dzieciom taki wzór.

                                    Generalnie uważam, że dzieci NIE powinny być z osobami które mają
                                    tendencje przemocowe. Koniec kropka. Czy to matka, czy ojciec czy
                                    babka. Nie umiesz powsciagnąc nerwów w stosunku do/przy
                                    dzieciach?...podlecz je a potem pokaż ze potrafisz byc rodzicem.
                                  • scarlet.secret.sky Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 15:31
                                    No dobra, przeczytam te wątki jeszcze raz, bo cynizm faktycznie ze mnie wypływa
                                    jakbym ze sto lat miała, a nie chcę tak. Może doczytam coś co przeoczyłam, albo
                                    źle zinterpretowałam.
                                    Dzięki za odpowiedz Kas smile
                                    • mamaadama4 Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 15:36
                                      Co do reakcji dzieci. A raczej tego co mówią. pewnie za jakiś czas
                                      przestaną mówić o mamie do taty i odwrotnie, bo będą się bały
                                      reakcji obu stron. Swoją drogą jakoś trudno mi uwierzyć, że chłopaki
                                      w tym wieku takie rozmowne są same z siebie, Jak dla mnie to zarówno
                                      matka jak i ojciec wypytują o to co chcą uslyszeć. I z tym też
                                      powinni oboje sobie dać spokój, chociaż z własnego doświadczenia
                                      wiem jakie to trudnesmile))
                                      • to.ja.kas Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 15:43
                                        tez mysle, że dzieci sa odpytywane.

                                        Kiedys dziecie mojego P do swojej siostry w obecnosci mojej i kilku
                                        innych osob na neutralnym spotkaniu powiedział " pamietaj, nie mow
                                        matce gdzie bylismy jak bedzie pytac bo znów sie darła bedzie i
                                        wiecej nas nie pusci".

                                        I tak sobie pomyslałam, że jestem nienajgorsza matka, mimo iz bywam
                                        wścibska.
                                        • mamaadama4 Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 15:52
                                          I dzieje się dlatego, że dzieci w kochają oboje rodziców, starają
                                          sie zadowolic jedną i drugą stronę, albo - w przypadku starszych -
                                          oszczędzić sobie jazd. A przez takie odpytywanie czują się zmuszane
                                          do opowiedzenia po którejś ze stron. Świeżbi język, nawet bardzo. Ja
                                          sama nie raz się powstrzymuję. Tylko, że relacje to on sam zdaje,
                                          czasami z opóźnieniem ale mu się wyrwie. Chyba jednak się mi jakoś
                                          udaje powstrzymać okazywanie niechęci wobec next, bo Mały stwierdził
                                          kiedyś, że ona jest fajna i może byśmy się spotkały na kawie!
                                          Delikatnie dałam mu do zrozumienia, że pomysł co najmniej
                                          niewłaściwy. Żeby była jasność - to ja odpuściłam, bo mój jeszcze
                                          mąż krótko po odejściu z domu wziął dziecko na spotkanie z panią,
                                          mówiąc że mieszka z nią bo ona go lubi i poprosiła go o to. Wrzało
                                          we mnie, oj wrzało. Ex dowiedział się co o tym mkyślę, ale bez
                                          obecności dziecka.
                                          Muszę stwierdzić, że po dwóch dniach aktywnego uczestnictwa w
                                          wątkach michszyba odgłos wojennych tamtamów brzmi w moich uszach na
                                          tyle głośno i wpłynął na moje łągodne nastawienie do świata, że czas
                                          wybrać się na jakieś wyciszenie.
                                          • to.ja.kas Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 16:07
                                            Mi pozostaje napisac tylko "pozdrawiam" i zyczę poedejmowania jak
                                            dotad wielu własciwych, wyważonych i madrych decyzji.

                                            smile
                                    • to.ja.kas Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 15:39
                                      Proszę Scarlet. ja naprawde nie wymagam by sie ze mna zgadzano. Taka
                                      jest moja wizja tego o czym pisze Michszyb.
                                      Bawi mnie natomiast ocenianie mnie czy Moli czy Sbelatki jako
                                      napalonych, niedopieszczonych "dziewczynek" którym majtki spadaja w
                                      dół tylko dlatego, że Michszyb chce zajmowac sie synami.
                                      Naprawde trzeba mi wielu wiecej bodźców by "spadły" mi majtki i
                                      obawiam się, że żaden z panów za pomocą swojej opisanej historii
                                      takiego cuda nie umie uskutecznić.

                                      Bardzo miło mi sie z Tobą rozmawiało. Naprawdę. ja tez jeśli czegos
                                      nie doczytałam, to chetnie jeszcze raz sie wgłębię i moze zmienie
                                      swoją opinie.

                                      Ale ja mam alergie na wszelką przemoc, zwłaszcza jesli uczestnikami
                                      tej przemocy sa dzieci. A tu niestety tak jest. Żona fizycznie i
                                      psychicznie razem z babcia znecaja sie nad swoja rodziną.
                                      I o ile z Michszybem niech sobiepo razie dadza jak lubia o tyle
                                      dzieci powinny byc od przemocy WOLNE.
                                      • scarlet.secret.sky Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 15:48
                                        Ja nie mówię, że się z Tobą zgadzam a priori, tylko że poczytam i przemyślę więc
                                        nie musisz prosić wink)
                                        Przypuszczam, że jeszcze kilka wątków Michszyba się pojawi, więc może kilka
                                        kwestii się rozjaśni.
                                        smile
                                        • to.ja.kas Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 15:52
                                          Mysle ze sie pojawia nowe watki ale tak jak w wiekszosci z nich nie
                                          bedzie mi sie chciało pewnie głosu zabierac ani czytac wink

                                          ten watek wg mnie juz jest dosc...hmm....wyczerpujący.
                                        • ulkar Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 17:26
                                          Proponuję przeczytać kilka wcześniejszych michszybowych wątków i
                                          dopiero na podstawie lektury całości wyrobić sobie zdanie.
                                          • scarlet.secret.sky Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 17:58
                                            A ja proponuję nie tyle czytanie, co czytanie uważne. Nie pisałam,
                                            że nie czytałam tych postów, tylko o tym że mój odbiór ich jest
                                            inny, i skonkudowałam w ten sposób, że przeczytam jeszcze raz i
                                            przemyślę.
                                            • ulkar Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 18:13
                                              Scarlet, to raczej było do Kaś, wydaje mi się że poprzednich watków
                                              michszyba nie czytywała.
                                              • scarlet.secret.sky Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 18:19
                                                Ach to przeprasza Cię. Pewnie źle odczytałam drzewko i myślałam, że
                                                do mnie piszesz, więc i odpowiedziałam. Sorry za pomyłkę.
                                              • to.ja.kas Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 19:06
                                                czytywała Kaś wątki Michszyba. Niektóre. I kaś odróżnia relacje i prob,emy
                                                Michszyba z zoną i jego walkę o kontakty z dziećmi. Kas odrżónia te dwie sprawy
                                                bo ma taka wieloletnią pewność, ze dobro dziecka nie jest tożsame z dobrem żony
                                                czy matki. I jeśli szafuje sie takim stwierdzeniem nalezy oddzielic te dwie
                                                sprawy. Dobro małżonków i dorosłych, ich walki, jazdy, cuda na kiju a ich
                                                relacje z dziećmi.
                                      • zmeczona100 Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 20:52

                                        to.ja.kas napisała:

                                        > Ale ja mam alergie na wszelką przemoc, zwłaszcza jesli uczestnikami
                                        > tej przemocy sa dzieci. A tu niestety tak jest. Żona fizycznie i
                                        > psychicznie razem z babcia znecaja sie nad swoja rodziną.
                                        > I o ile z Michszybem niech sobiepo razie dadza jak lubia o tyle
                                        > dzieci powinny byc od przemocy WOLNE.

                                        Kas, a Ty nie bierzesz pod uwagę tego, że jakoś Michszybowi trudno
                                        znaleźć świadków na to znęcanie?? Nie pochwalił się tym, a przecież
                                        to byłby "gwóźdź programu". Gdybym miała takiego męża i chciałby mi
                                        odebrać dzieci, to pierwsze, co zrobiłabym, to poszukanie osób, które
                                        - z ukrycia- mogłyby potwierdzić moje słowa. Inaczej są to tylko
                                        słowa przeciwko słowu. I choćby z tego względu tę opisywaną tu przez
                                        Michszyba przemoc potraktowałam z niedowierzaniem- ze względu na brak
                                        świadków, a po drugie- ze względu na wyważone maile od żony. Jeśli
                                        jest ktoś agresywny "na żywo", to czemu miałby nie być taki w
                                        mailach, kiedy go się stawia pod ścianą? Z maili Michszyb jawił mi
                                        się jako manipulant, a z żony maili wynikało, że jest to babka
                                        opanowana.

                                        Już zupełnie pomijam to, że był z nią KAWAŁ czasu (nie rok czy pięć
                                        lat), zmajstrowali dwoje dzieci i nagle na Michszyba przyszło
                                        "olśnienie", kiedy spotkał kochankę. Czy przez te 10 lat (chyba?) nie
                                        zauważył w żonie nic niepokojącego? Sorry, ale jak dla mnie "wątek
                                        przemocowy" jest zrobiony pod publiczkę.
                              • zmeczona100 Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 20:36

                                to.ja.kas napisała:

                                > Oczywiście. Ale kiedy pan spoznił sie 10 minut bo dziecie sie
                                > zesikało i matka dostała histerii chyba nie pani była powodem
                                > szarpania i wyzwisk?

                                Kas, Ty tak na serio?
                                Michszyb wyjechał w ostatniej chwili. Teraz przeszkodą do terminowego
                                odwiezienia dzieci było to, że się dzieciak zesikał, ale za moment
                                będą to korki na drodze czy inne plagi egipskie. Zrozumiałabym, gdyby
                                matka dzieci nic innego nie planowała, ale- o ile pamiętam- ona
                                umówiła się do kina z dziećmi i ze znajomymi z dziećmi. Dlatego
                                wkurzenie jej mogę zrozumieć.
                                Nie uważam, że to zbieg okoliczności- zbyt dobrze wiem, ile potrafią
                                się do pracy spóźnić lekarze i dla nich to nigdy nie jest problem.
                          • zmeczona100 Re: znaczenie słowa odpuścić 25.01.10, 20:39
                            to.ja.kas napisała:
                            > Dzieci rzeczywiscie musza bardzo bac sie matki i jej reakcji skoro
                            > juz widzą, że kontakty z ojcem oznaczaja awantury. I już wolą
                            > trzymac sztamę z ojcem niż porozmawiac z mamą.

                            Kas, proszę Cię... Dwulatek ledwie umie wypowiedzieć kilka prostych
                            zdań, czterolatek nieco więcej, ale na pewno zachowuje się
                            naturalnie, a nie zgodnie z intencjami dorosłych.
                • to.ja.kas Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:14
                  To chyba kobita jest...ale ja może też mam problem ze wzrokiem.
                  Więc chyba zbyt po męsku pojechałeś. Ale rozumiem, że w dobie
                  feminizacji wielu akspektów zycia i zniewieścienia męzczyzn mozna
                  sie pomylić. Dobrze, że nie w realu.
                  • michszyb Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:18
                    A jak kobita to przepraszam i całuję rączki szanownej Pani.
                • eutherpe Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:18
                  I nie życzę sobie obrażania!!!!Rozumiesz?????
            • eutherpe Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:14
              Mam pełnie praw rodzicielskich. Mam utrudniane kontakty z dziećmi. I tak chwała
              mi za to że chce się dogadać.

              I mamy odpowiedź.
              Wiesz co, uważam,że Ty wogóle nie wiesz, co tak naprawdę dobre jest dla dzieci.
              Niestety.Ty byłeś pomiotłem i pomiotło z zony zrobiłeś.Poszukałeś baby, bo źle
              było. Najprościej, prawda???Nie mogłeś odejść, pobyć w samotności, dojrzeć do
              nowego związku tylko od razu wskoczyłeś do łózka.I teraz co?Przykładem chcesz
              świecić?ZAŁOSNE!
              • to.ja.kas Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:18
                No i masz...my o słupie, Ty o doopie.
                Zostaw żesz tą zonę i małżeństwo bo wątek NIE O TYM.

                A co wg Ciebie jest dobre dla dzieci w sytuacji Michszyba ai jego
                zony?
            • beata-12345 Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 26.01.10, 15:25
              Za wchodzenie do domu z policją to każdy sąd powinien cię pozbawić praw
              rodzicielskich, bo tylko ostatni palant robi coś takiego swoim dzieciom. Czytam
              ciebie i Bogu dziękuję, że mój eks jest normalnym facetem
        • eutherpe Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:17
          I wcale Ty takim biednym misiem w tym związku nie byłeś, śledząc Twoje
          odpowiedzi i ton zwracania się do niektórych osób, które ośmielą się posiadać
          inne zdanie."Suka", "palant"..Toż Ty taki sam musiałeś w domu być."mam mieć i
          koniec"....ech gościu, gościu,Pokory!
          • dorata351 Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 13:54
            No właśnie, pokory.
            A tak na marginesie, podziwiam Panie, które tyle zrozumienia wykazują dla
            Michszyba, a nie potrafią się postawić w sytuacji jego żony i jej spojrzenia na
            sprawę, tak bardzo nie odpowiadającego Panu. Nie ma kobieta prawa nie zgadzać
            się na to co on sobie wymyśli, powinna wierzyć we wszelkie zapewnienia, wszak
            już raz zawiódł jako mąż, a zapewniał , przysięgał itd, Zaufanie ma ograniczone,
            Michszyb odszedł do innej Pani, wyprowadził się ze wspólnego domu, sam
            zrezygnował z byciem z dziećmi przez 24 godz. na dobę. To chyba były jego
            decyzje, czy nie? Więc może by tak postarał sie trochę spojrzeć na rzecz z
            perspektywy żony? A nie tylko wymagania? Nie wiedział jak odchodził, że sielanki
            nie będzie?
            • alinawk Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 14:44
              Ja nie rozumiem zdziwienia Michszyba, że żona mu zatruwa życie. Ja
              gdybym odeszła od męża i zamieszkała z kochankiem to raczej nie
              spodziewałabym się dowodów miłości ze strony porzuconego i chęci
              ułatwienia mi życia, a wprost przeciwnie, że będzie pluł jadem i
              ział nienawiścią.
              Jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie.
              Michszyb zrobił gigantyczne świństwo żonie i dziwi się teraz:
              Jak ona tak może???
              Ano może, Michszyb, może. Ty mogłeś to i ona może. Ty grałeś nie
              fair, kłamałeś, oszukiwałeś, zdradzałeś i oczekujesz od żony że
              bedzie wobec ciebie w porządku? a na jakiej podstawie?
              • z_mazur Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 14:55
                No tak, w ten sposób można wszystko usprawiedliwić.

                Nie piszemy tu o emocjach żony, tylko o dobru dzieci, które kontaktu
                z ojcem potrzebują.
                Ja potrafię zrozumieć że ktoś kradnie, albo że ktoś zabił, ale to
                nie zmienia faktu, że każdą z tych rzeczy uważam za złą.
                Nikt nie pisze, że matka nie może odczuwać negatywnych emocji w
                stosunku do Michszyba, ale to wcale nie usprawiedliwia jej
                zachowania.

                Jak była żona ma problemy emocjonalne, to wymaga psychoterapii, ale
                to nie temat tego wątku.
                • alinawk Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 15:05
                  > Nikt nie pisze, że matka nie może odczuwać negatywnych emocji w
                  > stosunku do Michszyba, ale to wcale nie usprawiedliwia jej
                  > zachowania.

                  Oczywiście zachowanie Michszyba wobec żony (kochanka itd.)
                  usprawiedliwiamy?
                  • z_mazur Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 15:07
                    Ale nie o tym jest dyskusja. Więc po co pisać na ten temat?

                    Poczułaś się lepiej po tym jak nawrzucałaś Michszybowi o jego
                    niewierności?
                  • to.ja.kas Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 15:12
                    NIE. NIE O TYM JEST WATEK!

                    Wątek jest o prawie uczestniczenia Michszyba w zyciu jego synów.

                    Wy naprawde nie umiecie odróznic o czym pisze Michszyb? Nie umiecie
                    odróznic dzieci od kochanki/kochanka/męża/żony/kota/psa i diabli
                    wiedza co jeszcze?
                    • zabelina Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 15:46
                      to.ja.kas napisała:
                      > Wątek jest o prawie uczestniczenia Michszyba w zyciu jego synów.
                      >
                      > Wy naprawde nie umiecie odróznic o czym pisze Michszyb? Nie
                      umiecie
                      > odróznic dzieci od kochanki/kochanka/męża/żony/kota/psa i diabli
                      > wiedza co jeszcze?

                      To wszystko jest ze sobą niestety mocno powiązane...
                      >
                      • to.ja.kas Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 15:53
                        No ale tak sie składa, ze teraz do obgadania została jedna sprawa
                        która nalezy oddzielic DLA DOBRA DZIECI - ich kontakty z tatą. Tylko
                        tyle.
                        • zabelina Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 15:58
                          Jeśli prawdą jest, że Michszyb złożył w tej sprawie wniosek, za
                          chwilę sprawe kontaktów ustali Sąd. A Michszyb zaŁoży nastepny
                          wątek, jak to jest niezadowolony z wyroku...jakikolwiek by on nie
                          był.
                          • to.ja.kas Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 16:08
                            Może tak być. Mój eks też nie był zadowolony z wyroku sądu.

                            Ale widzę, że Errorowi któremu kibicowałam sie udało.

                            Ok, zmykam i pozdrawiam.
                    • aiwlysji Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 18:21
                      to.ja.kas napisała:

                      > NIE. NIE O TYM JEST WATEK!
                      >
                      > Wątek jest o prawie uczestniczenia Michszyba w zyciu jego synów.
                      >
                      > Wy naprawde nie umiecie odróznic o czym pisze Michszyb? Nie umiecie
                      > odróznic dzieci od kochanki/kochanka/męża/żony/kota/psa i diabli
                      > wiedza co jeszcze?
                      >
                      >
                      a ty rozumiesz, ze zycie nie jest czarno-biale?
                      ze problem ma swoje zrodlo i trudno go rozpatrywac w oderwaniu? czy to takie trudne do zrozumienia?
                      • to.ja.kas Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 19:07
                        Tak trudno mi zrozumiec bym krzywdziła własne dziecko w imie ambicji, zranionych
                        miłosci i złości na JAKIEGOKOLWIEK chłopa.

                        Widać dziwna jestem
                        • aiwlysji Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 19:30
                          to.ja.kas napisała:

                          > Tak trudno mi zrozumiec bym krzywdziła własne dziecko w imie ambicji, zranionyc
                          > h
                          > miłosci i złości na JAKIEGOKOLWIEK chłopa.
                          >
                          > Widać dziwna jestem

                          ok. wiec jestes dojrzala osoba, ktora niewiele w zyciu moze zaskoczyc a juz napewno porzucenie dla innej.
                          ja nigdy nie zostalam porzucona i nie umiem sobie wyobrazic jakbym sie zachowala w takiej sytuacji.
                          • to.ja.kas Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 19:45
                            Odróżniam "ja" od "córka". My nie jestesmy jednym ciałem, mimo iż ja ją
                            rodziłam. jednak jej potrzeby są INNE niż moje.
                            • sbelatka Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 25.01.10, 22:54
                              i pomyśleć, ze prawdopodobnie każdy z nas, którzy wzięliśmy udział w tej
                              dyskusji, często poniżej pewnego poziomu prowadzonej niestety, pozostał
                              przy swoim zdaniu...

                              co z tego wynika?
                              ano nic...

                              a może jednak coś..
                              bo pozwoliło nam to poznać troche siebie nawzajem.. poglądy i sposób w
                              jaki traktuje się innych

                              i może to ostatnie jest najważniejsze...

                              i juz wiem, ze z niektorymi nie poszłabym na wódkę
                              i nie ma dla mnie znaczenia, ze oni ze mna tez nie...
                              • donabate Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 26.01.10, 07:22
                                nie tylko może na wódkę
                              • aiwlysji Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 26.01.10, 09:08
                                sbelatka napisała:

                                > i pomyśleć, ze prawdopodobnie każdy z nas, którzy wzięliśmy udział w tej
                                > dyskusji, często poniżej pewnego poziomu prowadzonej niestety, pozostał
                                > przy swoim zdaniu...
                                >
                                > co z tego wynika?
                                > ano nic...
                                >
                                > a może jednak coś..
                                > bo pozwoliło nam to poznać troche siebie nawzajem.. poglądy i sposób w
                                > jaki traktuje się innych
                                >
                                > i może to ostatnie jest najważniejsze...
                                >
                                > i juz wiem, ze z niektorymi nie poszłabym na wódkę
                                > i nie ma dla mnie znaczenia, ze oni ze mna tez nie...
                                >
                                podczytuje twoje wypowiedzi i zauwazylam, ze uwielbiasz osadzac twierdzac, ze absolutnie tego nie robiszwink
                                rozumiem, ze na wodke nie pojdziesz z "przeciwniczkami" michysmile
                                ciekawe czy rownie zaciekle bronisz kobiet czy tylko mezczyzni sa w ukochanej ojczyznie poszkodowani?

                                • sbelatka Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 26.01.10, 09:58
                                  Ai-
                                  pytam bardzo na poważnie - ciekawa jestem co rozumiesz pod
                                  pojęciem "osadzać"?; bo ono jest niejednoznaczen
                                  wiec nie moge potwierdzic ani zaprzeczyć w odpowiedzi na - jak
                                  rozumiem - zarzut, że top robię

                                  co do dalej..
                                  zastanowiłam sie nad tym co napisalaś ws. z kim bym poszla na wódkę
                                  a z kim nie
                                  zreszta zastanawiałam sie nad tym juz w chwili gdy to pisałam - i
                                  moja odpowiedx brzmi: nie, nie ma znaczenia kto ma jakie poglądy;
                                  a może raczej nie to jest najwazniejszym "kryterium"
                                  a to jaki ma stosunek do ludzi i jak go wyraża

                                  ja zakładam, ze ludzie postepują zgodnie ze SWOIM najlepszym
                                  wyobrażeniam o sprawie - i inaczej nie potrafią

                                  ludzie, którzy się dopatrują złych intencji u innych - i mówia o tym
                                  z jakąs taką zlościa, agresją - są dla mnie faktem
                                  ale o ile jesli nie musze - to nie chodzę z nimi na wódkę

                                  lubię ludzi, którzy lubią innych ludzi

                                  i to jest cała filozofia

                                  aaaaa, napisałas "osądzać"..
                                  czym jest dla Ciebie "osądzanie" innych??

                                  to też warto ustalić, bo w przeciwnym razie nie wiadomo o czym tak
                                  naprawde piszemy

                                  spodziewam się,ze Ci sie nie zechce - ale gdybyś mi zacytował
                                  moją "osądzającą" kogos wypowiedź - to z przyjmnoscią sie walnę w
                                  piersi

                                  bo kiedy mówie, ze NIE nalezy osądzac - to pisze zgodnei ze swoim
                                  pzrekonaniem; co nie zabezpiecza mnie w 100% pzred tego rodzaju
                                  zachowaniami
                                  • very_blondi Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 26.01.10, 10:04
                                    litości kobieto, czy ty wogole rozumiesz co piszesz?
                                    • segregatorwpaski Re: Nadal nie rozumiem ataków niektórych Pań. 26.01.10, 10:45
                                      akurat ona właśnie rozumie reszta nie daje rady - inny poziom
                                      abstrakcji wink
    • beata-12345 Wątek Pani - ważny i ściemnianie Michszyba 26.01.10, 16:14
      Przeczytałam całą dyskusję i nie zgadzam się z tymi, którzy twierdzą, że wątek
      Pani jest nieistotny w sprawie sprawowania opieki nad dziećmi. Michszyb chce je
      zabierać do siebie, a mieszka z tą Panią - niech nie opowiada, że wynajął
      mieszkanie, bo jeszcze dwa dni temu napisał w wątku bok, że mieszka i nie
      zamierza tego zmieniać. Więc bez ściemniania.
      Sąd weźmie to po uwagę, i to naturalne, bo dzieci są małe, Michszyb zafundował
      im terapię szokową, a teraz chce, żeby dzieci część tygodnia spędzały z nim i
      obcą dla nich osobą. Te dzieci już i tak przeżywają niezły szok i dziwne byłoby,
      gdyby sąd zgodził się na takie rozwiązanie.
      I - uprzedzając ataki - nie jestem porzuconą dla kochanki żoną, bo z eksem
      rozstałam się dawno, na własną prośbę i to ja sobie na nowo ułożyłam życie. I
      choć mój syn miał 11 lat, jak poznałam kogoś, z kim teraz jestem, to nigdy w
      życiu nie zdecydowałabym się fundować mu takiej rewolucji z dnia na dzień. Dwa
      lata minęły, zanim mój facet pozwolił sobie nocować u mnie. Dziecko trzeba
      powoli przyzwyczajać do nowej sytuacji. Niestety z tego, co opisuje Michszyb,
      nie wyłania mi się obraz kochającego ojca, który chce maluchom oszczędzić
      cierpień, ale walczącego faceta, który za wszelką cenę chce postawić na swoim.
      W dodatku poważne rozbieżności w tym, co pisze, pozwalają mi podejrzewać, że
      również obraz żony, który nam odmalował, może nie być zgodny ze stanem faktycznym
      • zuza145 Re: Wątek Pani - ważny i ściemnianie Michszyba 26.01.10, 22:49
        A wątek pani jest istotny- bo pani się nie liczy dla dzieci- tylko
        dla Michszyba.
        Jeśli już analizujemy, to nalezy pamiętać że żona nie akceptuje
        faktu spotkań dzieci z ojcem w towarzystwie kochanki- bo jest to
        kochanka i nie brzmi to dumnie.
        Po drugie- no ma prawo kobieta tego nie akceptować- ja też nie
        akceptuję i nic z tego złego nie wynika.
        Bo póki co- ojciec moich dzieci jak spędza czas z dziećmi- to z
        dziećmi, bez pani- kochanki czy jak tam ją zwać.
        Bo czas ten- jaki ojciec spędza z dziećmi, ze względu na fakt
        wyprowadzki ojca z domu jest inny- bo krótki, jesli go porównać z
        faktem mieszkania z dziećmi na codzień i uczestniczeniem z robieniu
        jajecznicy, praniu skarpetek itd.
        Więc skoro ten czas jest tak okrojony " w czasie" to należy go
        wykorzystywać maksymalnie dla dzieci- panią zostawić .
        Spotkanie jest z dziećmi i uwaga powinna być skupiona na dzieciach
        tylko- szczególnie na takich maluchach.
        Nie oszukujmy się- jak maluchy staną się młodzieżą to olewają
        terminy wizyt tatusia- bo zaczynają na swój sposób spędzać swój czas
        i jest to normal- w każdej sytuacji.
        ?Dorastają jak wiem niemiłosiernie szybko, więc mądry rodzić chwyta
        te chwile.

        Dodatkowo zaś powteierdzasm- w takiej pochrzanionej sytuacji
        najważniejsze jest jedno- stabilność- więc można sobie darować walkę
        o spotkania w obecności zastępczyni mamusi- dla dzieci zdrowia.

        One już mają całkiem niezłą jazdę- słuchają kłótni, wyzwisk, widzą
        rozmaślone oczy tatusia- maślaności nie spowodwała mamusia- tylko
        pani.
        A jak zapytają szkraby- dlaczego?
        No to jak Michszyb wytłumaczysz- dlaczego?
        Bo tłumaczyć trzeba w sposób zgodny z wiekiem dziecka- podawać tak
        przygotowane info aby taki szkrab zrozumiał.
        Czas pozwala na uspokojenie emocji.
        Więc owtarzam- proponuję zmianę celu- nie że ty walczysz- tylko ty
        się chłopie starasz osiągnąć satysfakcjonujący i ciebie i matkę,
        która się czuje porzucona i nie umie powściągnąć emocji- bo nie
        każdy umie i nie jej wina ż ją trzęsie- ty masz myśleć teraz tak-
        aby dzieci miały spokój.
        I by żona zobaczyła że nie starasz się zaburzyć istniejącego
        porządku.
        I cierpliwości nieco więcej polecam.
        Spotykaj się u dzieci w domu- a jak nie- to w neutralnym miejscu- bo
        coś , na mój rozum - pierwszym co powoduje takie a nie inne
        zachowania żony- to fakt że nie jest pewna że spotkanie dotyczy
        tylko ciebie i dzieci.
        Nie napidsałeś nic jak walczyłeś z kłopotami małżeńaskimi- więc nie
        wiem czy żony reakcja dotyczy właśnie zdrady.
        I że teraz w związku z taką sytuacją starasz się znaleźć powód
        usprawiedliwiający twoją zdradę- bo ten mechanizm znam.
        Jest wielką sztuką zobaczenie problemu ze strony "wroga"- bo tak
        traktujesz żonę.
        Jak wroga.
        Zobacz człowieka.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja