2 strony medalu - a'propo mich i innych

26.01.10, 11:40
Przeczytałam sobie dziś wszystko co się ostatnio na tym forum pisze,
jak sie broni i atakuje, jak ocenia.

Mam prośbę, przeczytajcie tę historię bo jest autentyczna i może
zastanówcie się troszkę jak to jest z tymi 2 stronami medalu każdej
histori.

Sąd ustalił zgodnie z życzeniem męża codzienne kontakty na co drugi
weekend od piątku popołudnia do niedzieli wieczora i każdą środę.
Dokładnie tak wnioskował mąż.
Rzeczywistość wyglądała tak, że weekendów się mw. trzymali, środy
były zawsze, często noc w tygodniu, inne dni tygodnia na zasadzie
telefonu: wezmę córkę do kina, pojedziemy tam i tam, odbiorę i
przywiozę itp - słowem dużo więcej niż to co wynikało z wyroku.

Problem pojawił się jak żona zaczęła układać sobie życie, a mężowi
skończyło się to co miało być piękne i trwać wiecznie.

Zaczęły się schody-mąż dzwonił do żony i mowił, że weźmie córkę do
kina we wtorek ale żona odpowiedziała, że idą do lekarza i może w
poniedziałek albo w czwartek, wtedy usłyszała po raz pierwszy,
że...utrudnia kontakty.
Była zdziwiona ale w 'jej' weekend jak wtedy gdy nigdzie z dzieckiem
nie wyjeżdzała zadzwoniła, że Mała ma wolne popołudnie i może coś
razem wymyślą trafiła na reakcję: nie będziesz mi czasu i życia
układała...
Następna reakcja na propozycję dodatkowego czasu z dzieckiem
spotkała się z zarzutem, że chce się dziecka pozbyć bo w 'amorach'
przeszkadza. Odbyło sie to przy córce...

No i tak mąż wychował sobie żonę, zraził córkę - matka nie
proponowała sama dodatkowego czasu, niefajnie jest słuchać przy
dziecku, że się jest wyrodną matką i się chce dziecka pozbyć, córka
coraz mniej chciała wybrać się gdzieś z tatą.

Kolejny ruch to telefon męża: biorę córkę wtedy i wtedy - ale trafił
z datą w ważne plany mamy i córki (dla jasności dodam, że chodziło o
czas 'mamy').
Było 'nie' i natychmiastowa reakcja: pozew męża o rozszeżenie
kontaktów. Zdziwiona matka poszła na ugodę, pozew nie obejmował
nawet całego czasu jaki tata spędza z córką.
Kolejny pozew o rozszeżenie kontaktów był reakcją na prośbę matki o
podjęcie rozmów o podwyższeniu kwoty alimentów. Żądania z pozwu
nijak się miały do rzeczywistości, realne kontakty jakby żyły
własnym życiem, a pozew wydawał sią być bronią wytoczoną przeciw
matce, a nie dążeniem do szerszych kontaktów.
Na te coraz bardziej brakowało chęci, czy czasu, no i niestety pwoli
chęci dziecka - dość miało słuchania od ojca jaka ta matka jest
wredna, jak mu utrudnia życie itp.
Do tego dziecko wyczuło, że przestaje być ważne - córka dzwoniła do
taty, że jutro jest coś tak fajnego i czy ją zabierze ale nie miał
czasu, pracował. Spotkali się w tym dniu przypadkiem - w kawiarni
tata 'pracował' nad kolejnym związkiem.
Córka mocno to przeżyła.
Coraz częściej chce się 'wymigać' od nawet tych zasądzonych
kontaktów...
Ojciec straszy policją, córka się boi, ogólnie - nieciekawie.
Sąd chcąc zakończyć sprawę skierował ich na mediacje. Oczywiście
bezskuteczne bowiem nie da się mediować jak się chce 'wygrać walkę'
i już.
Sprawa się ciągnie już 2 rok.
Teraz czeka ich RODK.

Po co o tym piszę:
Bo z pkt widzenia ojca wygląda to tak:
1.kontakty ustalono mi sztywno (nieważne że na własny wniosek)
2.kontakty mi utrudniano
3.matka nastawiała negatywnie dziecko by nie chciało się ze mna
spotykać
4. matka nie była 'elastyczna', nie dbała o więzi pomiędzy ojcem i
dzieckiem
5.nawet mediacje nic nie dały
6.muszę więc walczyć o swoje
7.i nadal będe walczył i jak tu wpadnę i o tym napiszę wielu mnie
poprze i będzie kibicowało.

Tylko tyle chciałam napisać - przepraszam, że tak długo ale chciałam
najlepiej opisać przykład na to, że zawsze są dwie strony medalu,
dwa pkt widzenia. I proszę mnie źle nie zrozumieć - to nie atak na
kogokolwiek - zwykłe przedstawienie zwykłej historii.

Trzymajcie się ciepło!
    • sbelatka Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 11:48
      rzecz w tym - że żadna z opowiedzianych prawidziwych jak najbardziej
      historii - niczego NIE wnosi do sprawy...konkretnego Micha, Errora
      czy kogokolwiek innego

      ale owszem - STATYSTYCZNIE są jakies prawdy...

      i na każdą historię - można opowiedzieć "kontr-historię"...
      chocby historie mojego exa- ktory sobie wyznaczyl co mu tam pasowało
      i się tego trzyma do minutysmile

      mimo upływu lat...
      • yazaman Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 11:58
        No właśnie nie ma 'prawd statystycznych'!
        Jak niebezpieczne jest to narzędzie wiedzą ci którzy na codzień
        pracują ze statystyką.
        Statystycznie mediacja, którą opisałam 'wchodzi' w te 90% o jakich
        pisze tu na forum Mediator.

        O to właśnie mi chodzi.
        Nie chodzi o historię - jedną z wielu.
        Ale o pkt widzenia, względność.

        O bezwzględne osądy, zacięte stanowiska, niefajne epitety
        dotyczące...bytu być może zupełnie nierzeczywistego.
    • plujeczka Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 11:54
      coz mozna napisac poza jednym wielu ojców najpierw walczy o kontakty
      z dzieckiem jak przysłowiowy lew w momencie kiedy okazuje się ,ze ex
      zona nie robi z tego tytułu problemu to zaczyna sie...pusta i nie ma
      o co walczyć a przeciez jest tak fajnie jak mozna ex zonie dokuczyc
      po rozwodzie i niewazne ,ze poprzez dziecko jednoczesnie wyrzadzajac
      mu ogromna krzywde kładac na szalę swój ojcowski autorytet.Inna
      sprawa jest to ,ze kiedy ex zona lub mąz zaczyna układac sobie nowe
      zycie a ma przeciez do tego prawo to w rozwiedzionym małzonku odzywa
      się poniownie chęć walki i pokazania kto tutaj rzadzi.bardzo smutna
      twoja opowieśc bo pokazuje ,ze społeczenstwo dzieli się na "ludzi'
      i "taborety" i zdaje się ,ze nikt nie bedzie miał problemu z
      zakwalifikowaniem tego Pana.A gdzie dobro dziecka/ no własnie
      Panowie gdzie?
      • yazaman Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 12:02
        Plujeczko - właśnie, że wielu będzie miało jak piszesz 'kłopoty z
        zakwalifikowaniem' tego pana!
        Manipulacja, kreowanie wizerunku, automarketing zrobią swoje...
        I tych osób apele będą wyglądały zgoła inaczej: no właśnie Panie,
        gdzie dobro dziecka, gdzie?
        • plujeczka Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 12:13
          posłuchaj mój ex maz w sadzie o dziwo robi dobre wrazenie na
          sedziach i mnie osobiscie dziwi jedno dlaczego sedziowe z kolei nie
          dziwia się ,ze zona leczyła się u psychiatry 4 lata z powodu
          alkoholizmu meza a dziecko odbyło terapię dla DDA bo chyba nikt nie
          sadzi ,ze zona to chimeryczka a dziecko chodziło na zajęcia dla DDA
          bo innych pozalekcyjnych w szkole nie było. Własnie to jest
          kreowanie wizerunku a prawda zawiera się w 4 ścianach mieszkania ,
          na sali sadowej nie wszystko dadza powiedziec , nie o wszystko
          sedzia zapyta i nie wszystkim chce się zainteresowac.I to własnie
          jest kreowanie wizerunku, szalnie trudne dla normalnego człowieka
          natomast łatwo przycgodzi alkoholikom i nnym "dewiantom" , którzy sa
          świetnymi manipulatorami.
      • z_mazur Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 12:16
        Jak to już ktoś napisał w wątku Michszyba, żeby była walka, to muszą
        walczyć obie strony.

        Przypuszczam, że w większości przypadków, w których ojciec domaga
        się jakichś ustalonych zasad widzenia się z dzieckiem, to gdyby one
        nie były jakoś specjalnie wydumane (a moim zdaniem przeważnie nie
        są) i matka po prostu by się na nie godziła, to obywałoby się bez
        walki.

        Rzeczywistość szybko zweryfikowałaby te ustalone warunki i tyle.
        Obywałoby by cię bez RODK'ów, mediacji itp.
        • yazaman Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 12:37
          "gdyby one nie były jakos specjalnie wydumane"
          A jak są?
          W opisanym przeze mnie przypadku są: ojciec chce co drugiego
          weekendu, i w tygodniu czasu od wtorku do czwartku. Łatwo sobie
          obliczyć, że w weekendy kiedy dziecko idzie do ojca, dziecko jest z
          matką w poniedziałek i piątek do 16tej. Piątek odpada -matka pracuje
          do 16tej więc się nie widzą ani minuty. Poniedziałek? Od 16 dziecko
          ma trening i język obcy - jest w domu o 20. Dodam, że ojciec
          kategorycznie nie życzy sobie zapisywania dziecka na zajęcia
          dodatkowe w dniu kiedy ma ustalone kontakty - nazywa to utrudnianiem
          kontaktu nie zważając, że córka ma pretensję, bo zależało jej na
          tańcach, a mają nieszczęście być w środę.

          Jeżeli by jeszcze szło tu o ten czas wspólnie spędzony z tatą ale
          coraz częściej zdażało się podrzucanie do babci, innej rodziny lub
          zwykłe nieporzychodzenie.

          Twoim zdaniem matka powinna zgodzić się za propozycje ojca? A zdanie
          dziecka? (Dziecko już dawno olało cały ten prawno-sądowy system i
          miga się jak może od spotkań z tatą.)

          Widzisz tu chęć walki matki?
          Naprawdę?
          A w którym aspekcie tej sprawy?

          Rzeczywistość owszem szybko weryfikuje ustalone warunki ale
          pozostają pozwy, rozprawy, ROKD'i, mediacje, tony papieru - chęć
          postawienia na swoim, automarketing pozwalający wykreować postać
          wzorowego ojca walczącego, o którego niebywale chętnie zatroszczą
          się potencjalne nowe nex i chęć dokopania komuś kto śmie żyć
          szczęśliwie pomimo rozwiązania malżeństwa z takim ojcem.


          • yazaman Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 12:43
            Oki Z_mazur, widzę jednak chęc walki ze strony tej matki.
            Ale walki o godność osobistą, a nie o posiadanie racji lub nie.
            Wręcz uważam, że powinna walczyć - w końcu w skutek nie jej wyborów
            jej życie ulożyło się tak a nie inaczej i dlaczego miałab działać do
            jego końca w sposób w jaki życzy sobie ex?
            Nie walczy tu dzieckiem - ono ma już swoje zdanie i na słowa mamy:
            tata pewnie się troszę zasiedział w pracy i dlatego nie ma go już 2
            godzinę i nie odbiera telefonow dziecka, odpowiada: "daj spokój
            mama, nie mam 5 lat, niech on sam za siebie ściemnia"...
          • z_mazur Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 12:49
            Jeśli mam się odnieść do tej konkretnej sytuacji (we wcześniejszym
            poście pisałem stwierdzenie natury bardziej ogólnej), to nie wiem
            ile córka ma lat. Jeśli to nastolatka, to w sądzie będzie brane pod
            uwagę jej zdanie i ono tu jest najistotniejsze.

            Skoro zachowanie ojca wygląda tak jak wygląda, to życie szybko
            zweryfikuje jego podejście do kwestii opieki. Pewnie nie będzie mu
            się chciało na złość żonie brać dziecka, jeśli już to raczej nie
            będzie go brał na złość żonie.

            Przy przyjęciu takiej postawy można uniknąć w wielu przypadkach ton
            papieru kolejnych rozpraw itp.
          • sbelatka Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 12:57
            ale nie całkiem wiem do czego chcesz nas pzrekonać?

            że tamten Pan - walczył i potem mu sie odmieniło,i ma absurdalne
            pomysły i zachcianki i na doatek robi to na złość zonie?

            jesli tak - ok, przekonałas mnie

            ale tamten Pan - to TAMTEN Pan...

            i póki co - nie jest Michem..
            który może być jak tamten Pan - ale może byc inny,....

            i zakładanie, ze Mich TAK JAK tamten pan - narazie nie ma podstaw...

            bo zdrada zony w ciązy - nie musi być wyznacznikiem tego jakim ktos
            bedzie ojcem

            i ja sie o to spieram...

            i o to czasem troche - że wiele z nas, kobiet, nie potrfai spojrzec
            na OBCYCH facetów NIE porównując ich do swojego niedanego
            egzemplarza. nieudanego egzempalrza koleżanki i te de...

            ok, ja może mam skażenie - bo mój ex - akurat to dośc udany
            egzempalrz ojca, nie żeby zaraz ideał..

            ale ja dałam mu przestrzeń i JA się dostosowałam

            przy czym rozmiem, ze mam już na tyle duże dzieci, ze nie musze ich
            odbierać "z ręki do ręki" więc sprawy spóżnien, ponapinanych
            terminów i te de - mnie po prostu nie dotyczą

            ale ja akurat znam więcej takich ojców jak ojciec moich dzieci..
            ktorzy sie wywiązują..

            i nie widzę powodu żeby rzygać na każdego, ktory sie tu pojawi

            i naprawde myslicie, ze jak juz sie ludzie rozwioda to
            najwazniejszym motorem ich działania jest relacja z ex?
            a celem - dowalenie ex?

            nie o tym nie wiem - i to nie będe pisac o sobie żeby nie wyszlo że
            ja to jakas świeta jestem - ale o współplemieńcach, ktorych znam..

            suę zajmują własnym życiem...
            i mozlwie, ze właśnie z tego powodu nie skupiają sie na tym jak cos
            tam odbierze matka/ojciec dziecka...

            gorzej - jesli ta druga strona ciagle odczytuje to przez pryzmat "on
            mi to na złośc.. bo nie może znieśc...)


            ale żeby już nie toczyc sporów - moge przyznac, ze faceci to świnie;
            ja co prawda jakoś bliżej nie znam ani jednego takiego egzempalrza -
            ale może zyje w innym świecie
            albo naiwna jestem niesłychanie

            i - niech tak zostanie
            • yazaman Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 13:07
              Nie wiem dlaczego potraktowałaś ten wątek jako chęć przekonania
              akurat Ciebie o czymkolwiek?
              Gdzie, w którym miejscu wyczulaś zarzut pod swoim adresem?
              Czy moja prywatna, całkowicie subiektywna refleksja o względności
              tego co komentujemy i czym się emocjonujemy w jakikolwiek sposób Cię
              dotyka?

              • sbelatka Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 16:33
                czytam, wyrabiam sobie jakies zdanie i opowiadam

                za siebie - więc w 1.os. l.poj.
                jednym słowem w komunikacie "JA"

                co jak wiadomo wszem i wobec - sprawia, ze biore odpowiedzialnośc za to
                co piszę, za poglądy jakie gloszę ite..

                i nA PEWNO chroni mnie to od feroewania wyroków a nawet ocen, bo język
                na to nie pozwala

                tak mówi teoria i praktyka kimunikacji interoersonalnej
                howgh

                a czy mnie to dotyka
                nie
                czy mnie to porusza?
                tak , w jakims sensie
                pewnie tak jak wielu innych tutaj - gdy stajemy na przeciw absurdowi

                inna sprawa, ze zapewen różnie rozkłada sie rozumienie tego co jest a co
                nie ejst absurdem..

                ot i wszytsko
        • plujeczka Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 12:41
          szkoda ,ze bada się tylko małe dzieci w RDOK , powinno się badac
          ojców i matki czy sa zdolni do kontaków z dzieckiem po rozwodzie bo
          jakoś mi tu pachnie " głupota' ojca o podłozu psychomaniakalnym.
          • yazaman Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 12:51

            Plujeczko - tylko nie głupotą!
            Ludzie głupi nie potrafią manipulować.

            RODK w tym przypadku będzie - może trafią na mądrych psychologów,
            kto wie, wiele się czyta o RODK i nie nastawiałabym się zbyt
            optymistycznie do tej kwestii ; )

            Ale w sumie co to da.
            Zawszemożna złożyć kolejny pozew.
            Oskarżyć o cokolwiek.
            Zarzucić wszystko.

            Walka dla walki może stać się celem samym w sobie - tu na to się
            zanosi.

            Ale z drugiej strony widzi się zaangażowanie, życie 'pod górkę' z
            wredną, utrudniającą kontakty ex małżonką i ...czesto trzyma się
            kciuki.
        • chalsia Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 13:48
          > Przypuszczam, że w większości przypadków, w których ojciec domaga
          > się jakichś ustalonych zasad widzenia się z dzieckiem, to gdyby one
          > nie były jakoś specjalnie wydumane (a moim zdaniem przeważnie nie
          > są) i matka po prostu by się na nie godziła, to obywałoby się bez
          > walki.
          >
          > Rzeczywistość szybko zweryfikowałaby te ustalone warunki i tyle.
          > Obywałoby by cię bez RODK'ów, mediacji itp.

          I tak i jednoczesnie - nie.
          Dziecko miało mniej niż rok. Ustaliliśmy między sobą, ze ojciec będzie zajmował
          się dzieckiem w moim domu w każdą sobotę od 13 do 19 oraz we wtorki i czwartki
          17-19.30.
          Ustalone zasady? Tak. Niewydumane? Tak. Zgodzilam się? Tak.
          Baaaa, by nie tworzyć sztywnej atmosfery, tak planowałam swoją pracę czy inne
          sprawy, by nie być obecną w trakcie wizyt ojca u dziecka - w większości wypadków
          widywaliśmy się przez 10-15 minut może (praktycznie mijając się w drzwiach).

          Rzeczywistość dość szybko zweryfikowała te ustalone warunki np. we wtorek o
          16.30 dostawałam sms, że "dziś nie mogę, będę jutro" albo w ogóle go nie było -
          bez poinformowania (oczywiście słyszałam często o "utrudnianiu kontaktów" gdy
          nie godziłam się na to "jutro będę"), w weekend dziecko chore - ojciec w sobotę
          nie przyjeżdżał. I często - gdy jednak byłam w domu w czasie wizyty ojca,
          dochodziło z jego strony do niekulturalnych wobec mnie zachowań przy dziecku.

          Prosiłam, przekonywałam etc, żeby uprzedzał mnie o nieobecności wcześniej,
          żebyśmy wspólnie ustalali termin "w zamian", etc itd, że to nie jest z mojej
          strony ograniczanie kontaktów a jedynie kwestia logistyki mojego z dzieckiem
          życia (a także prawa do tego, by nie żyć z dnia na dzień pod dyktando obcego już
          bądź co bądź dla mnie człowieka) .
          Skutek zerowy.

          No i niestety nie dało się bez pomocy sądu i RODK. Pomogło. Oczywiście nie
          całkowicie, ale jednak było lepiej.
          • eutherpe Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 14:21
            No, tak to już bywa,że rzadko kiedy dobro dziecka jest najważniejsze. Liczą się
            prawa, autorytet albo wola rodziny, bo akurat tatuś musi zabierać dziecko
            maleńkie do całej rodziny-wszak samodzielny jest i zna jego potrzeby.Tatuś
            kochający dziecko czuje się skrepowany,kiedy matka prosi aby odwiedzał malucha w
            domu matki.Ma zabierać, jest ojcem, ma prawo-to jedyna argumentacja....I tak to
            wszystko wygląda...
            • eutherpe Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 26.01.10, 14:24
              mój mąż orzekł ostatnio,że dodatkowej pracy wziąć nie może, bo ma ustalone
              wizyty u dziecka........więc nie wiem, czy Dzieko mu utrudnia czy to ja już
              "chora" jestem, bo nijak się rozumiemy....
    • mediator.org medal zawsze ma 2 strony i...jeszcze coś pomiędzy 27.01.10, 11:53
      Problem w tej sytuacji i podobnych może wynikać z prostej rzeczy - nietrzymania
      się ustaleń.
      Wraz ze zmieniającą się sytuacją obojga rodziców, emocje im towarzyszące także
      się zmieniają. Pięknie to opisałaś i uchwyciłaś moment, w którym problemy się
      zaczęły.
      Być może uniknęłabyś ich, gdybyście oboje z byłym mężem trzymali się ustaleń.
      Być może nie uniknęłabyś problemów, bo masz "taki egzemplarz".
      jednak z opisanej tu sytuacji wynika, że - przepraszam, ale oboje sobie
      dodajecie problemów.Tak jak ktoś tu napisał, do walki potrzeba dwojga.
      Gdzieś popełniliście OBOJE błąd.
      Tak, to bardzo ładnie brzmi, że kiedy tylko były dzwonił, to miał czas z córką.
      Tylko zapomniałaś, lub nie chciałaś widzieć jednego, że tak czy inaczej to TY
      byłaś osobą decydującą o tym dodatkowym czasie. I takie sytuacje dają o sobie
      znać i mszczą się, gdy emocje sięgają zenitu.(bo np. "była" pierwsza znalazła
      nowego partnera, jak w tym przypadku).
      Medal zawsze ma dwie strony, lecz pomiędzy tymi dwiema stronami zawsze jest
      jeszcze jakieś tło sytuacji. A to tło czasem jest mało widoczne dla uczestników.
      • yazaman Re: medal zawsze ma 2 strony i...jeszcze coś pomi 27.01.10, 13:46
        mediator.org napisała:

        > Tak, to bardzo ładnie brzmi, że kiedy tylko były dzwonił, to miał
        czas z córką.
        > Tylko zapomniałaś, lub nie chciałaś widzieć jednego, że tak czy
        inaczej to TY
        > byłaś osobą decydującą o tym dodatkowym czasie. I takie sytuacje
        dają o sobie
        > znać i mszczą się, gdy emocje sięgają zenitu.(bo np. "była"
        pierwsza znalazła
        > nowego partnera, jak w tym przypadku).


        Pudło.
        W podanym przeze mnie przykładzie ojciec nie dzwonił do matki
        z 'pytaniem' czy może zabrać gdzieś córkę. W najlepszym przypadku
        jak już w ogóle kontaktował się z matką (najczęściej uzgadniał to
        bezpośrednio z dzieckiem), to jedynie po to by poinformować o
        fakcie, a nie uzyskać zgodę.
        Matka ten stan tolerowała dla dobra dziecka, dla świętego spokoju i
        tolerowałaby dalej gdyby nie fakt, że z czasem już nie ma czego
        tolerować. Dodatkowo wychodziła sama z pomysłami/propozycjami
        spędzania czasu ojca z dzieckiem.

        A'propo partenra. Partner pierwszy pojawił się w życiu ojca, w
        zasadzie partnerka, w zasadzie wiele partnerek, w końcu partnerka
        idealna, która 'zwieńczyła' rozstanie. Jak się pojawiła tak
        zniknęła - znienacka, a w życiu matki pojawił się ktoś. Ale
        pretensje i złość ojca na matkę zaczęła się wcześniej - nie dała ona
        rady sprostać wyzwaniu - trwać przy nim 'pomimo' coraz liczniejszej
        konkurencji i 'rozbiła rodzinę'.
        I tu ta druga strona medalu: ojciec twierdzi (sama słyszałam): ona
        mnie zostawiła, ona mi skomplikowała życie, ona niszczy nasze biedne
        dziecko.
        No i co tu jest pomiędzy?
        • mediator.org Re: medal zawsze ma 2 strony i...jeszcze coś pomi 27.01.10, 22:12
          "były zawsze, często noc w tygodniu, inne dni tygodnia na zasadzie
          telefonu: wezmę córkę do kina, pojedziemy tam i tam, odbiorę i
          przywiozę itp - słowem dużo więcej niż to co wynikało z wyroku."
          Przeczysz sama sobie - to "były" dzwonił czy nie? ty się zgadzałaś czy też nie?
          Ktoś kogoś uprzedzał, że weźmie dziecko, ktoś się godził...
          OBOJE nie trzymaliście się ustaleń i to się teraz kłania...
          • yazaman Re: medal zawsze ma 2 strony i...jeszcze coś pomi 27.01.10, 22:40
            mediator.org napisała:

            > "były zawsze, często noc w tygodniu, inne dni tygodnia na zasadzie
            > telefonu: wezmę córkę do kina, pojedziemy tam i tam, odbiorę i
            > przywiozę itp - słowem dużo więcej niż to co wynikało z wyroku."
            > Przeczysz sama sobie - to "były" dzwonił czy nie? ty się zgadzałaś
            czy też nie?
            > Ktoś kogoś uprzedzał, że weźmie dziecko, ktoś się godził...
            > OBOJE nie trzymaliście się ustaleń i to się teraz kłania...


            Mam wątpliwości czy czytamy ten sam tekst.

            W zacytowanej mojej wypowiedzi widzisz gdzieś, że piszę o zgodzie
            matki???
            Piszę wyraźnie: jak całe swoje życie małżeństkie tak i w tej
            sytuacji kontaktów ojca z dzieckiem matka po prostu była informowana
            o decyzjach ojca.
            Napisałam też w jednej z kolejnych wypowiedzi, że matka tolerowała
            taki stan rzeczy by kontakt ojca z dzieckiem po prostu był, miała
            świadomośc tego że to ważne dla dziecka, nie roiła z tego problemu.

            Proszę teraz o wskazanie tej sprzeczności.

            > Ktoś kogoś uprzedzał, że weźmie dziecko, ktoś się godził...
            > OBOJE nie trzymaliście się ustaleń i to się teraz kłania...

            To znaczy, że co - stawiasz zarzut nietrzymania się sztywno wyroku
            sądowego obu stronom w tym przypadku?

            Mówisz poważnie???

            Prowadzone przez Ciebie mediacje temu właśnie służą?
            Ustaleniu ram, poza które nawet dla dobra dziecka wyjść nie można?

            Zarzucenie matce z opisywanej przeze mnie historii, że 'nie trzymała
            sie ustaleń' - to znaczy nie sprzeciwiała się dodatkowym spotkaniom
            dziecka z ojcem jest dla mnie co najmniej DZIWNE!

            Tymbardziej, że jako mediator oceniając tę sytuację winnaś racje
            stron komentować pod kątem dobra dziecka.

            Jestem delikatnie mówiąc zszokowana takim podejściem mediatora
            rodzinnego do kwestii bezproblemowego umożliwiania przez
            matkę 'dodatkowych' spotkań z ojcem...

            Wiesz, sama miałam okazję uczestniczenia w mediacji. Porażka na
            całej linii, kompletny brak profesjonalizmu u mediatora - szkoda
            wspominać, strata czasu i pieniędzy.
            Jednak miałam wrażenie, że po prostu trafił mi się wyjątek w regule
            i po prostu źle trafiłam.

            Ale teraz to już nie wiem...
            • dziad47 Re: medal zawsze ma 2 strony i...jeszcze coś pomi 27.01.10, 23:24
              Smutne jest w rozwodach to że nieistotne lub mało istotne problemy, fakty,
              zdarzenia. Po rozwodzie urastają do rangi najważniejszego sporu.
              Coś w opisanych tu sytuacjach jest z polityki. Nagle dwoje ludzi będących w
              związku staje po przeciwnych stronach i można tylko zagrać DZIECKIEM. Sam
              podałem się regułom tą walki (wstyd mi za siebie).
              Widzę że, w sporach rodzinnych wszystkie chwyty dozwolone. Napisałaś Yazaman o
              informowaniu o decyzji ojca, może był świadom że, przychylności nie uzyska.
              Przecier\ wszyscy wiemy o nieuniknionym końcu wielu spraw a mimo to walczymy.
              Dzieci kiedyś dorosną, "spieszmy się kochać ludzi" o tym warto pamiętać.
              Zadowolenia z siebie życzę.
              • lima Re: medal zawsze ma 2 strony i...jeszcze coś pomi 28.01.10, 09:02
                Ja tu widzę to, co czasem niestety się dzieje, gdy byli się nie
                szanują . Jednej stronie po rozwodzie się nie układa to stara się
                wisieć emocjonalnie nadal na exmałżonku , w tym celu potrzebne jest
                wywołanie sytuacji konfliktowej -dzieci są tu bardzo dobrym punktem
                do którego się można odnieść. Do tego, wcześniej ojciec robił co
                chciał w kwestii kontaktów z dzieckiem, gdyby "nie dzisiaj" matki
                (gdy ojciec bierze dziecko bez uzgodnienia) padło zaraz po rozwodzie
                to zaraz po rozwodzie byłby konflikt. Teraz dodatkowo jest
                wściekłość, że on jest sam a ona ma kogoś (niektórzy tego przeżyc
                nie mogą). A gdyby matka chciała egzekwować ustalenia sądowe
                wcześniej, to też wylądowali by na mediacjach gdzie to ojciec by
                płakał, że mu wizyty u dzieci ogranicza. Bo ojciec chce dzieci jak
                ma ochotę a nie jak jest ustalone. I o to się sprawa rozbija. A z
                niektórymi osobnikami po prostu się nie da inaczej jak twardymi od-
                do., jeśli idziesz im na rękę to ani nie docenią ani nie będą
                szanować a jeszcze awanturę dostaniesz. Niestety. Tylko, że matce
                może się nie chce już ojca po rozwodzie wychowywać i kłócić o
                15minut spóźnienia by się nauczył reguł?, dopiero by jatka była i
                stek wyzwisk pod jej adresem. I tak taki exmąż jej nie wybaczy, że
                jest bez niego szczesliwa,
                i tak ich przypadek trafi do statystyk jako "ojciec, zgłaszający że
                matka kontakt z dzieckiem mu ogranicza", a że dobrem dziecka nikt
                się nie zajął...
            • mediator.org komu tak naprawdę służyło to rozwiązanie 28.01.10, 14:57
              Po każdym Twoim wpisie widać, jak bardzo emocjonalnie podchodzisz do sprawy.
              Zgoda matki musiała być - milcząca - gdyż jednak dawała dziecko ojcu. Ojciec
              siłą córki nie zabierał, tak?
              Piszesz, że tata dzwonił do dziecka i matka w ten sposób była informowana o
              ustaleniach.
              Karygodny błąd, iż przy pierwszej tego typu sytuacji nie zaprotestowała i OBOJE
              rodzice uczynili z dziecka "posłańca" - nic dziwnego, że dziecko ma teraz dość.
              Jeśli całe małżeństwo matka dziecka była jedynie "informowana" o decyzjach ojca
              i godziła się z tym - wynika z tego, że była osoba dość bezwolną mówiąc
              delikatnie. Nic dziwnego, że podobny schemat postępowania obrała w problemie
              spotkań taty z dzieckiem.
              "Napisałam też w jednej z kolejnych wypowiedzi, że matka tolerowała
              taki stan rzeczy by kontakt ojca z dzieckiem po prostu był, miała
              świadomośc tego że to ważne dla dziecka, nie roiła z tego problemu."
              Matka nie musi niczego "tolerować". Wystarczy jasno i konkretnie się umówić.
              Wówczas żadna ze stron nie czuje, że musi coś "tolerować" lub o coś zabiegać.
              Tak, jestem za trzymaniem się ustaleń a przykład o którym piszesz jest
              najlepszym odzwierciedleniem, że są one potrzebne.
              Jestem też za tym, aby nie pozwalać problemom narastać.
              W opisanym przez Ciebie przypadku zabrakło rozsądku i przewidywalności.
              jeszcze co do ustaleń - jednym są potrzebne dosłownie co do minuty, dnia, itp,
              łącznie z rozpisanym kalendarzem na pół roku (tak, tak!)
              Innym luźniejsze. Różnie bywa.
              Tu, jak widać, przydałyby się ustalone, rozszerzone kontakty. Nie byłoby całego
              problemu.
              "Tymbardziej, że jako mediator oceniając tę sytuację winnaś racje
              stron komentować pod kątem dobra dziecka." - tak, właśnie to uderza mnie w
              całej sytuacji najbardziej - oboje rodzice nie zrobili nic, aby 1. dziecko miało
              ustalony rytm spotkań (co daje poczucie przewidywalności, bezpieczeństwa)Tata
              brał kiedy chciał, mama godziła się, bo "tak było przez całe małżeństwo, że tata
              stawiał ją przed decyzjami" 2. posłużyli się dzieckiem jako posłańcem, czemu
              mama nie zapobiegła (napisałaś, że tata informował mamę o swoich planach PRZEZ
              córkę).
              Odpowiedz sama - komu tak naprawdę miała służyć cała ta sytuacja?
              • yazaman Re: komu tak naprawdę służyło to rozwiązanie 28.01.10, 23:46
                Sam fakt, że komentuję sprawę, zajmuję nią siebie samą i poprzez
                wpisy tutaj rownież innych świadczy o emocjonalnym do niej stosunku.
                Gdyby tak nie było - nie było by wątku.

                Moje emocje wzrosły jednakże dość znacznie w momencie, kiedy właśnie
                Ty skomentowałaś/eś tę sytuację.

                Zapytam może tak:
                Piszesz, że "...karygodny błąd, iż przy pierwszej tego typu sytuacji
                nie zaprotestowała..." - chodzi o matkę.
                No to wyobraźmy sobie, że owszem zaprotestowała.
                On dzwoni i mowi: biorę, ona odpowiada: nie, bo to nie twój czas
                tylko mój i dajmy na to jedzie z dzieckiem do babci.
                albo inaczej - on mówi dziecku, że zabiera go jutro do kina, a mama
                dzieco informuje, nie pojedziesz nigdzie bowiem to 'mój' czas z Tobą
                i do kina na pewno nie pójdziemy, ewentualnie informuje o tym
                tatusia, który nie omieszka powiedzieć dziecku jak to bardzo chciał
                go uszczęśliwić kinem ale ta matka-wariatka znów strzela focha i nam
                na złość mowi 'nie'.
                Przypomina Ci to czyjąś opisywana tu na forum sytuację?
                Wiesz kim się w tym momencie matka staje?
                Nikim innym tylko 'żoną Michszyba'.
                Przecież jej postawa jest na tym forum ostro krytykowana.
                Zatem jakie jest rozwiązanie w tej sytuacji?
                Skoro i to złe i to niedobre czy jest jakiekolwiek rozwiązanie, w
                którym matka była by oceniona pozytywnie, a co najważniejsze w
                którym najlepiej czuło by się dziecko?

                Zarzucasz matce, że skoro tak działa obecnie to najwyraźniej przez
                cały okres małżeństwa była jak to określasz "osobą dość bezwolną
                mówiąc delikatnie".
                A mówiąc 'nie delikatnie' to znaczy się jaką?
                A może taką 'bezwolność' podpowiadał po prostu instynkt
                samozachowawczy?

                Piszesz, że matka nie musi niczego 'tolerować' i że wystarczy jasno
                i konkretnie się umowić.
                Gdyby jasne i konkretne umówienie się byłoby tak jasne i proste i
                łatwe w egzekwowaniu jak w przedstawianej przez ciebie teorii to
                byłby sens istnienia instytucji takiej jak mediator???

                Już zupełnie rozwaliłaś moje, Twoim zdaniem zbyt zaangażowane w
                sprawę, emocje gdy przeczytałam te słowa:
                "Tu, jak widać, przydałyby się ustalone, rozszerzone kontakty. Nie
                byłoby całego problemu."
                ?
                Heeeloooł, kontakty były pięknie ustalone, bardzo rozszerzone. I co?
                I nico. Problem był i będzie, bo zawsze z jakiegokolwiek rozwiązania
                które funkacjonowało zawsze niezadowolony był ojciec.
                Taki 'urok' tego człowieka.

                Twoim zdaniem:
                "oboje rodzice nie zrobili nic, aby 1. dziecko miało ustalony rytm
                spotkań (co daje poczucie przewidywalności, bezpieczeństwa)
                2.posłużyli się dzieckiem jako posłańcem, czemu mama nie zapobiegła"

                Proszę w takim razie o prostą, realną do wykonaia radę-pomysł na to,
                jak ma postąpić matka gdy ojciec zaprasza 11 letnie dziecko do kina
                w dniu, który 'należy do matki' i mówi to bezpośrednio dziecku. Taki
                typowy 'mediatorski' key - z dodatkowych informacji proszę o
                uwzględnienie w odpowiedzi dobra dziecka przede wszystkim
                oraz "Jasnego, konkretnego, ściśle określonego planu 'widzeń'", a
                także tego by żadna ze stron nie mogła mieć podstaw do pretensji o
                utrudnianie kontaktu oraz poczucia, że cos toleruje lub o coś
                zabiega.

                Tylko mam wielką prośbę: proszę Cię o wyłącznie konkrety dotyczące
                tej sytuacji, bez omawiania zasad i istoty mediacji.

                Pytasz:
                "Odpowiedz sama - komu tak naprawdę miała służyć cała ta sytuacja?"
                Nie jestem w stanie odpowiedzieć choć chciałabym zaspokoić Twoją
                ciekawość. Nie wiem bowiem o co pytasz, komu miała służyć jaka
                sytuacja? Że oboje byli małżeństwem, że mieli dziecko, że się
                rozwiedli, że ojciec zabierał dziecko, że nie w 'swoim' czasie, że
                matka nie szarpała się z nim wyrywając sobie dziecko w przedpokoju,
                że ojciec walczy dalej o czas, z którego nie korzysta?
                Sprecyzuj proszę bo pytanie jest dla mnie nieczytelne i nie wiem
                czemu służy.




                • mediator.org Zapraszam do dalszej dyskusji na pocztę prywatną 30.01.10, 16:23
                  Yazaman - jeśli masz ochotę podyskutować o tym przypadku, to zapraszam na pocztę
                  prywatną, bo zdaje się, że oprócz Ciebie ten temat już nikogo nie interesuje a
                  nie chcę być posądzona, że specjalnie "podbijam temat".
                  Widać, że sprawa Cię bardzo nurtuje - jestem otwarta do każdej dyskusji, o ile
                  może ci to w czymś pomóc. smile
      • pan-kowalski Re: medal zawsze ma 2 strony i...jeszcze coś pomi 27.01.10, 15:37
        Do mediator.org: Równie dobrze mogłaś włożyć kij w mrowisko.
      • kicia031 Re: medal zawsze ma 2 strony i...jeszcze coś pomi 27.01.10, 16:35
        Tak, to bardzo ładnie brzmi, że kiedy tylko były dzwonił, to miał
        czas z córką.
        > Tylko zapomniałaś, lub nie chciałaś widzieć jednego, że tak czy
        inaczej to TY
        > byłaś osobą decydującą o tym dodatkowym czasie.

        Tak samo gdyby ONA chcial skorzstac z czasu ojca, to musialaby
        uzyskac jego zgode, proste nie? W tym przypadku zadecydowal sad, a
        nie zadne z rodzicow. Tyle ze jedno sie do ustalen sadu nie
        stosowalo, a drugie dawalo z siebie wiecej, niz minimum ustalone
        przez sad.

        Nie wieszcze kariery w mediacji jesli nie ma sie umiejetnosci
        widzenia podstawowych faktow.
    • dziad47 Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 27.01.10, 14:16
      Mysle że jesteś kolejnym przypadkiem kobiety która, chce zebysmy my
      mężczyzni uwierzyli że prze x tat zyłas w raju. I nie wiesz że zycie
      to ustawiczna rywalizacja. Rywalizacja o dobre biurko, o super kawe.
      O wieksza wypłatę o lepszy rabat, o więcej telewizora dla siebie.
      Nieluczne sztuki ludzi, są uprzejme, taktowne i rozśądne. Czy ty
      jesteś uprzejma, zaradna, dyspozycyjna?
      Mamy takich partnerów, w jakim kraju i rzeczywistości żyjemy.
      Więc mamy takie problemy jakie stwrzamy. Jeżeli jest atak twego ex
      ty reagujesz, i zgodnie z prawem fizyki jest pęd i reakcja.
      Według mnie sami robimy sobie piekło za życia, skoro chcemy nie być
      krzywdzeni to nie krzywdzmy. Pozdrawiam
      • lima Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 27.01.10, 14:35
        Dostajemy to, na co innym pozwolimy. Jeśli przez x lat, nie stawiając żadnych
        granic, lub ciągle godząc się na łamanie ustaleń, zgadzamy się na wszystko co
        druga strona sobie życzy, to nie dziwmy się, że gdy nagle powiemy "nie", to
        druga strona nie zaakceptuje tego radośnie tylko awanturą. Łatwiej jest kogoś
        "rozpuścić" niż potem utemperować by wrócić do punktu zerowego jaki był na
        początku poznania. Najlepiej od początku ustawić współpracę "coś za coś".
        Kompensacyjnie. Choć to tylko nieliczne sztuki potrafią, większośc testuje na
        błędach smile

      • scarlet.secret.sky Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 27.01.10, 14:40
        "Jeżeli jest atak twego ex
        > ty reagujesz, i zgodnie z prawem fizyki jest pęd i reakcja." - A jak nie
        reagować na ataki? Jak takie niereagowanie ma się do rywalizacji, o której piszesz?

        "Według mnie sami robimy sobie piekło za życia, skoro chcemy nie być
        > krzywdzeni to nie krzywdzmy." - W jaki sposób autorka wątku krzywdzi ex męża?
        • yazaman Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 27.01.10, 16:25

          Może ja odpowiem, choć nie do mnie było skierowane pytanie:
          - niereagowanie ma się do rywalizacji nijak.

          A jeżeli chodzi o 2 pytanie to odpowiem tak:
          - kobieta, o której piszę krzywdzi ex męża tak jak niereagowanie ma
          sie do rywalizacji, czyli nijak smile
          Albo zgoła odwrotnie - krzywdzi ogromnie tym, że ...jest.

          Kobieta w opisanym przypadku nie jest zdziwiona obrotem sprawy, nie
          robi z tego tragedii, stara się myśleć o dziecku i o sobie nie
          zawracając sobie głowy pierdołami. I wcale nie żyła latami w raju i
          nie przeżywa teraz rozczarowania.

          Jej odczucia nie mają tu nic do rzeczy.

          Kobieta ta służy jedynie do pokazania przykładu sytuacji takiej, że
          w mniemaniu wielu jest zołzą niepozwalającą na kontakty ojca z
          dzieckiem, żyjącą chęcią zemsty za odejście męża do kochanki,
          walczacą dzieckiem i nie potrafiącą oddzielią bycia matką i bycia
          żoną...

          Ot i tyle.

          A tak na marginesie - czemu na tym forum ten mój cholerny 'suwaczek'
          nie funkcjonuje, a na innych nie daje ciała? Hm...
          • pan-kowalski Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 28.01.10, 00:53
            • pan-kowalski Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 28.01.10, 00:55
              Bo na tym forum jest wyłączony BBcode, napisz sobie sygnaturkę w
              htmlu:

              <a href="www.suwaczek.pl" target="_blank"><IMG
              SRC="www.suwaczek.pl/cache/8e4733e854.png"</a>
              • pan-kowalski Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 28.01.10, 01:23
                Wcięło protokół, "HTTP://" pisane małymi literami "wcina" i robi
                automatycznego linka (podświetlonego na niebiesko):

                <a href="HTTP://www.suwaczek.pl" target="_blank"><IMG
                SRC="HTTP://www.suwaczek.pl/cache/8e4733e854.png"</a>
                • pan-kowalski Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 28.01.10, 10:12
                  Widziałem Twoje próby, po przeklejeniu kodu do treści posta
                  po prostu zamień w obu linkach HTTP na małe litery (na "http") i
                  będzie dobrze.
                  Żeby przetestować wygląd posta nie musisz wysyłać wiadomości na
                  forum, wystarczy kliknąć przycisk "Podgląd" (obok "Wyślij").

                  powodzenia wink
                  • yazaman Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 28.01.10, 11:55
                    Panie Kowalski - szacuneczek za cierpliwość smile
                    Proponuję napisanie skryptu: suwaczki dla opornych, ew. suwaczki w
                    weekend wink
                    • pan-kowalski Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 28.01.10, 12:41
                      Nie było opornie i cieszę się, że pomogłem.
          • lampka_witoszowska Re: 2 strony medalu - a'propo mich i innych 28.01.10, 01:04
            bo założyciel albo moderatorzy czegoś nie zakliknęli czy gdzies
            kliknęli

            czy jakoś tak smile
            od ustawień forum to zależy, o ile wiem
Pełna wersja