dlaczego niektórzy ojcowie ....?

30.01.10, 14:48
Proszę w takim razie rozbierzcie moją sytuację na czynniki pierwsze wink
Nie utrudniam kontaktów, zachęcam do nich, nie mam nikogo, ex nie ma nikogo,
ex ma warunki by zabrać dzieci do siebie, mieszkamy w tym samym mieście, ex ma
samochód - czyli wszystkie warunki spełnione aby mógł mieć częsty kontakt z
dziećmi.
Dlaczego zatem, w tak małym stopniu (max 1 - 2 razy w miesiącu jedno
popołudnie) zależy mu na kontaktach z własnymi dziećmi? Oraz pytanie drugie -
co ja mogę w tej sytuacji zrobić? Dzieci nauczyły się już tak bez niego żyć.
Jest to jest, nie ma go, też ok.
Ja natomiast staram się zrozumieć jak można mieć takie podejście do własnych
dzieci. Czym pozornie normalny, statystyczny mężczyzna może się kierować w tej
sytuacji, że odcina się stopniowo coraz bardziej od dzieci? Mam swoją teorię
ale proszę o opinie innych smile
    • sinsi Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 15:12
      Pytanie jest jaki ojcem był przed rozstaniem. Angażującym się w
      dzieci? Zajmującym ich sprawami, problemami, zabawami z nimi,
      lekcjami, wywiadówkami? Jeśli wcześniej z dziećmi był z racji tylko
      zamieszkania pod jednym dachem to mała jest szansa, że po oddzielnym
      zamieszkaniu zacznie być bardziej zaangażowany.
      • phoebe_buffay Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 15:36
        Też nie mogę nijak tego pojąć czemu tak jest. U mnie przed rozstaniem
        kontakt ojca z dzieckiem był dobry. Pełna kontrola nad szkołą, wspólne
        zainteresowania, wspólne pasje. Wydawało mi się, że strasznie będzie
        mu zależało na częstym kontakcie. Teraz to dziecko zabiega o kontakty
        i przeważnie jest zawiedzione, a ja cóż, muszę pocieszać i tłumaczyć,
        że pewnie coś pilnego wypadło...
        Nie umiem do tej pory się z tym pogodzić.
    • mola1971 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 15:15
      Chętnie poczytam bo mam bardzo podobny problem.
      Kontaktów nie utrudniam a nawet zachęcam do nich a ex ma w głębokim poważaniu dzieci. Co prawda mieszka w innym mieście (50km od nas), ale to nie jest przeszkoda bo po pierwsze ja chętnie zawożę do niego dzieci a po drugie dzieci są już na tyle duże, że mogą jeździć do niego same. Niestety brakuje jakiejkolwiek chęci i zainteresowania z jego strony.
      Gdy próbowałam kiedyś dowiedzieć się od niego dlaczego tak się dzieje to odpowiedział mi, że kontakty z dziećmi są dla niego bolesne bo dla niego dzieci są częścią mnie. Nijak tego nie rozumiem i żaden to dla mnie argument, ale nic na to nie poradzę.
      Dla mnie po prostu niedojrzały Piotruś Pan, któremu się wydaje, że znów jest kawalerem i nie ma żadnych zobowiązań.
      • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 15:30
        Mola akurat nie dziwi mnie, że mamy ten sam problem bo Twój i mój ex wydają się
        bardzo podobni wink
        • mola1971 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 15:35
          Obawiam się, że znacznie więcej takich klonów po tym świecie łazi wink
          W sumie to sami sobie krzywdę robią. Nie interesują się dziećmi a potem na starość gdy będą potrzebowali pomocy to będą zdziwieni, że dzieci nie będą zainteresowane nimi. Zasada walizki - co włożą to wyjmą. A mój ex to powinien się poważnie nad tym zastanowić bo jest jedynakiem i na starość może zostać naprawdę sam jak palec bo nawet rodzeństwa nie ma.
          • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 15:38
            Mola - napisz proszę jakim on był ojcem podczas trwania małżeństwa?
            Mój, tak jak trafnie napisała Sinsi, był mało zaangażowany (z własnej woli) już
            podczas trwania małżeństwa.
            • mola1971 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 15:46
              Gdy dzieci były malutkie poświęcał im bardzo dużo czasu. Dwójka urodziła się gdy oboje jeszcze studiowaliśmy, więc na zmianę chodziliśmy na uczelnię i zajmowaliśmy się dziećmi. Po studiach, przed urodzeniem trzeciego dziecka był nawet taki okres (około roku) w którym on zajmował się domem a ja pracowałam. Po urodzeniu najmłodszej to ja siedziałam przez 3 lata w domu a on pracował, ale nadal dużo czasu poświęcał dzieciakom.
              Odnoszę wrażenie, że sam odsunął się od dzieci gdy zaczęły dorastać i mieć własne zdanie. Dopóki były malutkie umiał z nimi rozmawiać i bawić się. Z nastolatkami już nie. Gdzieś się pogubił i chyba go to przerosło.
    • tricolour A jak ma być? 30.01.10, 15:42
      Czy ma być tak jakby nic się nie stało? Może dla kobiet to możliwe,
      że faceta nie ma, ale facet interesuje się dziećmi jakby była
      zwyczajna i pełna rodzina.

      Dla mnie to jest właśnie nienaturalne, bo po rozwodzie rodziny nie
      ma, a dzieci nie są najważniejsze w moim życiu.
      • sonia_30 Re: A jak ma być? 30.01.10, 15:44
        A Kto/co jest najważniejsze w Twoim życiu?
      • phoebe_buffay Re: A jak ma być? 30.01.10, 15:47
        Smiała teza.
        Do pewnego momentu dziecko jest najważniejsze w życiu, a potem nagle
        przestaje.
        Tylko wytłumacz to dziecku.
      • kobieta306 Re: A jak ma być? 30.01.10, 15:48
        tricolour napisał:

        >
        > Dla mnie to jest właśnie nienaturalne, bo po rozwodzie rodziny nie
        > ma, a dzieci nie są najważniejsze w moim życiu.

        szok po prostu, że tak pisze facet na poziomie.
        Rozwiń mi to proszę, bo może ty masz jaką w tym rację której ja nie widzę.
        • kicia031 Re: A jak ma być? 01.02.10, 09:14
          Nie szokuj sie - to tri napisal kiedys, ze jego corka nie jest jego rodzina,
          tylko byla rodzina.
          • zatracony72 Re: A jak ma być? 01.02.10, 17:43
            No ale to jest przecież prawda! Córka jest składową rodziny a nie całą rodziną.
            To tak jakby pokazać na silnik i powiedzieć - o patrz, samochód.
      • mola1971 Re: A jak ma być? 30.01.10, 15:48
        Tri to nie chodzi o udawanie rodziny tylko o to by mężczyzna pamiętał, że choć
        przestał być mężem nadal jest ojcem. I tym ojcem będzie do końca życia.
        • tamaryszek04 Czas 30.01.10, 16:04
          A aj myślę, że dużą rolę odgrywa tu czas. Początkowo po rozwodzie jest ból z
          powodu rozstania, jednak z czasem, wcale nie musi to być z powodu czyjegoś
          zaniedbania, kontakty stają się rzadsze. Trudno przecież całe życie chodzić
          według harmonogramu. Mimochodem więc więzy słabną. I nie ma tu niczyjej winy.
          Mój ex mieszka niedaleko nas, założył nową rodzinę. Nikt nigdy nikomu niczego
          nie bronił, a ojcem był wspaniałym. Gdy moje dziewczyny były małe ojciec miał z
          nimi więcej kontaktów. Jak urosły zaczęły mieć swoje sprawy. To, ze mieszkają ze
          mną powoduje, że widuję je codziennie, ale przecież i ode mnie odsunęły się w
          pewien sposób. Nie chodzi, ze w jakiś zły sposób, po prostu nie jestem już im
          tak potrzebna, jak kiedyś. Pewnie za jakiś czas znów będę (ojciec również) ale
          już w inny sposób. Poza tym, ponieważ ex ma nową rodzinę, jego czas absorbują
          teraz więcej, że się tak brzydko wyrażę, nowe dzieci. To mi się wydaje normalne.
          • mola1971 Re: Czas 30.01.10, 16:18
            Poniekąd masz rację. To naturalna kolej rzeczy jest, że dzieci dorastają, mają
            własne życie etc.
            Tyle tylko, że to nie chodzi o jakieś nie wiadomo jakie poświęcanie czasu tylko
            takie zwykłe, ludzkie zainteresowanie drugim człowiekiem. W dodatku własnym
            dzieckiem.
            Posłużę się przykładem... Ex masę czasu spędza przy kompie (zawodowo i
            prywatnie) i dzieciaki widzą np. że jest na Skypie i z kimś gada, ale do nich
            się nie odzywa, nie zada prostego pytania - co u ciebie? Kolejna rzecz - każde
            ma komórkę i wystarczyłoby gdyby choć raz w tygodniu po prostu zadzwonił i tylko
            dał znać, że pamięta. A on nawet chyba nie ma ich aktualnych numerów telefonów
            bo nie zadał sobie trudu by gdy do niego każde dzwoniło zapisać sobie ich numery
            w kontaktach. Mało tego bywało, że najmłodsza dzwoniła do niego kilka razy a on
            nawet nie zadał sobie trudu by do dziecka oddzwonić.
            Nikt nie wymaga od niego by babki z piasku z nimi lepił bo są na to za duże, ale
            takiego całkowitego odsunięcia się od własnych dzieci nijak pojąć nie umiem.
          • phoebe_buffay Re: Czas 30.01.10, 16:20
            Ja to rozumiem jak więzy słabną, bo dzieci rosną i mają swoje życie. U
            mnie sam początek po rozstaniu to nie było słabnięcie tylko ucięcie na
            ostro. Trudno to dziecku wytłumaczyć i patrzeć jak cierpi, bo w tej
            sytuacji jest się bezradnym.
            • tamaryszek04 Re: Czas 30.01.10, 16:31
              Innego wytłumaczenia nie ma niż zwykły brak uczuć wyższych. Ex mojego obecnego
              męża nie interesuje się dziećmi w ogóle. Nawet, gdy przypadkowo na siebie wpadną
              na ulicy, udaje, ze ich nie widzi. Dzieciaki bardzo przeżywały, gdy były małe,
              teraz niestety widzę, ze to się przerodziło w nienawiść, a ich poczucie własnej
              wartości, przynajmniej gdy były małe, były równe zeru. Chociaż myślę, ze
              odrzucenie zostanie z nimi na zawsze. Ale ona nawet w małżeństwie dziećmi się
              nie interesowała zbytnio, więc nie było mowy o "ucięciu" kontaktów, tylko
              jeszcze większej izolacji. Myślę, że jeżeli ktoś zrywa kontakt z dzieckiem po
              rozstaniu, choć może się z nim widywać to nigdy nie był prawdziwym ojcem, czy
              matką, może tylko grał jakąś rolę.
              • mola1971 Re: Czas 30.01.10, 16:39
                tamaryszek04 napisała:
                Myślę, że jeżeli ktoś zrywa kontakt z dzieckiem po
                > rozstaniu, choć może się z nim widywać to nigdy nie był prawdziwym ojcem, czy
                > matką, może tylko grał jakąś rolę.

                I to prawdopodobnie jest sedno problemu.
              • phoebe_buffay Re: Czas 30.01.10, 16:51
                Jeżeli grał, to bardzo dobrze. Nie można też powiedzieć, że się
                izoluje, tylko, że zawiódł i zawodzi cały czas. W rozmowach zapewnia,
                że jeszcze to i tamto i będzie miał czas. Ja na to nie liczę, a
                dziecko wierzy po raz kolejny. W sumie współczuję byłemu ale
                najbardziej dziecku, ma pecha i jakoś w życiu będzie musiało sobie z
                tym radzić.
                Mimo wszystko nie ma u mnie zgody na takie zachowanie.
      • sinsi Re: A jak ma być? 30.01.10, 16:02
        Nie przesadzaj, da się normalnie i takich przykładów jest sporo.
        Znajomy mając drugie dziecko i drugą rodzinę nie odsunął się od
        dziecka z pierwszego małżeństwa, oczywiście nie był z nim
        codziennie, nikt tego nie wymagał, ale był mu ojcem i przynajmniej
        raz w tygodniu się z dzieckiem widywał albo był w kontakcie
        telefonicznym, spotykał się z dzieckiem zabierał do siebie, spędzali
        połowę ferii, wakacji razem, oczywiście uzgadniając to zależnie od
        sytuacji obu rodzicow, pomagał gdy była tego potrzeba, przychodził
        opiekować się chorym gdy matka nie mogła,itd. I tak funkcjonują już
        10 lat. Dziecko nie mieszkając z ojcem nie miało poczucia, że go
        straciło, bo go nie straciło.
        • sinsi Re: A jak ma być? 30.01.10, 16:12
          Tylko tu muszę przyznać, że mimo rozwodu, byli małżonkowie zachowali
          do siebie przyjazne uczucia i oboje dobrze się dogadywali, nie
          wpadli w kanał niechęci wzajemnej.

          Wydaje mi się, że często ojciec się zwlania z ojcowania, gdy exzony
          z którą są dzieci już nie lubi. Najpierw jest on potem żona potem
          dzieci, dla kobiet częściej jest najpierw dzieci potem mąż. Ale
          mogę się mylić w tym wniosku...
      • makili Re: A jak ma być? 30.01.10, 18:23
        tricolour napisał:

        > Dla mnie to jest właśnie nienaturalne, bo po rozwodzie rodziny nie
        > ma, a dzieci nie są najważniejsze w moim życiu.

        Zawsze czytam twoje posty z zainteresowaniem, co więcej - ale tym
        razem, przyznam się, że mnie zatkałosad
        Wybacz, ale tego nie rozumiem. Zawsze mi się wydawało, że dla
        każdego z rodziców dzieci są najważniejsze, bez względu na ich wiek
        (wspominam owieku, bo moje są dorosłe, ale nie przestały być
        najważniejszesmile), bez względu na byłych, obecnych czy przyszłych
        partnerów... Jakoś sobie nie potrafię wyobrazić, że jeśli kiedyś
        będę z kimś w związku, czego, przecież nie wykluczamsmile,
        to "najważniejszość" moich dzieci zniknie gdzieś w pomrokach
        dziejów...bo ja+partner i ja+dzieci to różne, jakkolwiek
        przecinające się, przestrzenie....
        • mola1971 Re: A jak ma być? 30.01.10, 18:34
          Z całym szacunkiem do Tri, ale tego jego podejścia też nijak zrozumieć nie mogę. Zwłaszcza, że jak sam deklaruje jest Katolikiem a nauczanie Kościoła w kwestii ważności innych ludzi w życiu człowieka jest bardzo proste - najważniejsze są dzieci, potem mąż/żona a po nich rodzice.
          • tricolour Kościół Katolicki nie ma nic do rzeczy... 31.01.10, 11:55
            ... ślepe korzystanie z uproszczonych nauk prowadzi donikąd. Zresztą
            wyznawcy innych religii nie mają już monopolu na słuszność? Mają,
            choć Katolikami nie są.

            Twierdzenie, że dzieci sa najważniejsze stawia pod znakiem zapytania
            jakość samotnego macierzyństwa, bo wskazuje, że model ten jest dla
            dziecka najlepszy. Nie jest.

            Pełna rodzina, matka, ojciec i dziecko - to prawidłowe środowisko do
            wychowania. Brak jednego rodzica powoduje skierowanie całej energii
            emocjonalnej i duchowej na to, co pozostało - na dziecko, które
            stawia się w centrum... czyjego świata? Dlaczego dziecko ma stać w
            centrum czyjegoś (tutaj: matki) świata, a nie mieć własnego świata,
            w którym ono będzie najważniejsze?

            No dlaczego?
            • maza15 Re: Kościół Katolicki nie ma nic do rzeczy... 31.01.10, 12:50
              Decydujac się na dziecko rodzice biorą za nie odpowiedzialność.
              Do czasu usamodzielnienia się dziecka.
              Rozwód nie zwalnia z tej odpowiedzialności.
              Nie można wraz z rozwodem pozostawić dziecka samemu sobie,we własnym
              świecie - ono potrzebuje miłosci,poczucia bezpieczeństwa,opieki i
              wychowania od obojga rodziców.Nawet jeśli nie mieszkają już razem.

              Nigdy nie mogłam pojąć Twojego podejścia do tej kwestii Tri,ale
              niech tak pozostanie,każdy ma prawo mieć swoje zdanie.

              A tak na marginesie...gdy ex z tylko z sobie wiadomych powodów
              zwlekał z wizytą dzieci dzwoniły: "tato,kiedy się
              zobaczymy",działało,zjawiał się tego,lub nastepnego dnia.
            • mola1971 Re: Kościół Katolicki nie ma nic do rzeczy... 31.01.10, 14:11
              Tri, komplikujesz rzeczy proste. I inne religie nie mają tu nic do rzeczy bo ja
              nie rozumiem Twojego podejścia a jesteś Katolikiem. Gdybyś deklarował wyznanie
              innej wiary lub ateizm, nie używałabym tego argumentu.
              A sprawa jest naprawdę prosta. Chodzi o hierarchię ważności a nie o to że coś
              lub ktoś jest JEDYNYM elementem. Dziecko jest ważniejsze od męża/żony a mąż/żona
              jest ważniejszy/a od naszych rodziców. Co NIE ZNACZY, że dzieci są całym naszym
              światem.
            • kobieta306 Re: Kościół Katolicki nie ma nic do rzeczy... 31.01.10, 16:12
              Dlaczego dziecko ma stać w
              > centrum czyjegoś (tutaj: matki) świata, a nie mieć własnego świata,
              > w którym ono będzie najważniejsze?
              >
              > No dlaczego?

              sory Tri ale za przeproszeniem pierd...sz jak potłuczony !!! Jaki swój świat ma
              taki czterolatek?? Zakichanym obowiązkiem ojca jest mu ten świat pokazać!!
              Nauczyć go tego świata!! Obowiązkiem ojca i matki!! Jakim trzeba być bucem żeby
              tego nie rozumieć !!! Jakim trzeba być egoistą żeby myśleć tylko o własnej
              dupie!!! Wszyscy faceci tylko usprawiedliwień szukają. A już jak poniżej jakiś
              tatuś wpisał, że co to za przyjemność czy tam frajda, jak to określił już nie
              kojarzę, zajmować się dzieckiem w weekend. To weź je zostaw!!! Może niech się
              samo sobą zajmie. Niech dom podpali, kolegów sprosi, nie wiem, może sobie sam
              jakoś poradzi. Ludzie czy wy już naprawdę tak zdurnieliście?? Po co było to
              dziecko "robić"?? Z nudów?? Przecież wam się panowie w tych głowach już od tego
              rozwodu tak za przeproszeniem popi....o, że wy już gadacie jak jakieś
              przerobione matoły.
              • tricolour Zadałas pytanie... 31.01.10, 16:57
                ... dostajesz odpowiedzi, które nie sa po Twojej myśli. Reagujesz
                agresją, wyzwiskami. Ja bym za żadne skarby nie chciał mieć nic do
                czynienia z kobietą, która tak się zachowuje. Gdyby była matką
                mojego dziecka, to bym olał oboje - dla własnego i dziecka spokoju.
                Poczekałbym lat kilka, aż dziecko przestanie być pod takim
                toksycznym wpływem matki, tóra nawet odpowiedzi przyjąć nie umie.

                Jaki Ty świat chcesz pokazać czterolatkowi, o który tak sie
                dopominasz i o którym ja też piszę? Dziecko jest w tych wyzwiskach
                naważniejsze? O tym właśnie jest moja odpowiedź: nie masz własnego
                świata, bo nie jesteś dla siebie najważniejsza i nawet prosta
                rozmowa w Necie wyprowadza Cię z równowagi.

                Gdybyś miała swój świat zbudowany wokół siebie, a nie dziecka, to
                miałabyć w głębokim poważaniu czyjeś pomysły na życie. Miałabyś swój.
                • kobieta306 Re: Zadałas pytanie... 31.01.10, 17:10
                  swój pomysł na życie mam i konsekwentnie go realizuję.
                  Tri brylujesz tutaj na forum na faceta z tzw. klasą i wysokolotnymi poglądami na
                  życie. A prawda taka, że z tych drobnych wypowiedzi kreuje się prawdziwe oblicze.

                  Odpowiedzi są jak najbardziej po mojej myśli. Twoja np upewniła mnie że ty
                  wyższych uczuć nie masz, a to pociąga za sobą uogólnienia, że tak ma większość
                  facetów!
                  Ty zdaje się swoje dzieci i żonę olałeś a pewnie żona wyzwisk nie używała.
                  Rozumiem, że kultywujesz rozwój swojego bogatego wnętrza.
                  Pokuszę się o stwierdzenie, że skoro takie masz podejście do dzieci to sobie
                  żadnego związku nie ułożysz.
                  Niektórzy potrafią kopnąć kota. Co to takiego taki kot. Inni napiszą, że dziecko
                  własne nie jest dla nich najważniejsze. No fakt, co to takiego takie dziecko.
                  Tri - czytałam Twoje wypowiedzi i uważałam Cię za faceta na poziomie. Ale czar
                  prysł i słoma wyszła z butów.
                  • tricolour Nie jestem Twoim byłym... 31.01.10, 18:38
                    ... i nawet jeśli na mnie wylejesz wszystkie swoje żale, to twój ex
                    i tak nie zmieni swojego postepowania. Zresztą sama sobie takiego
                    dziecioroba-płodzimierza wybrałaś na męża i ojca więc nie do mnie
                    miej pretensje - raczej do siebie i exa.

                    Zadałaś pytanie - dostałas odpowiedź. Zupełnie Cie przy tym nie
                    zainteresował fakt, jak często ja spotykam się ze swoją 20-letnią
                    córką i kim dla niej jestem. Ze swojego nieszczęścia atakujesz
                    innych.
                    • kobieta306 Re: Nie jestem Twoim byłym... 31.01.10, 18:42
                      Tri - pisząc takie stwierdzenia na forum dajesz takim ojcom dzieciorobom
                      usprawiedliwienie dla ich poczynań - nie widzisz tego???
                      • tricolour Nie daje usprawiediwenia, ale rozumiem... 31.01.10, 18:49
                        ... bo zbudowanie relacji po rozwodzie zajmuje trochę czasu. Mnie
                        zajęło kilka lat więc trudno, bym od innych oczekiwał, że uwiną się
                        znacznie szybciej - może te kilka lat to wcale nie jest tak długi
                        okres jeśli to, co ma powstać ma być prawdziwym uczuciem łączącym
                        dziecko z ojcem.
                        • kobieta306 Re: Nie daje usprawiediwenia, ale rozumiem... 31.01.10, 18:54
                          zaczynasz w końcu pisać rozsądnie.

                          moja agresja była odpowiedzią na twoje, nie wiem ironiczne, czy jakie,
                          potraktowanie tematu.
                          • tricolour Ono nie było ironiczne... 31.01.10, 18:59
                            ... gdy piszę, że moja córka nie jest dla mnie moją rodziną, to tez
                            obrywam za takie twierdzenie choć w rzeczywistości tak czuję: nie
                            mieszkamy razem, mało o sobie wiemy, nie żyjemy swoimi problemami,
                            nie mamy wzajemnego miejsca dla naszych planów. Czuję, że jestem
                            ojcem na odległość i już nic tego nie zmieni. Nie tak wyobrażam
                            sobie rodzinę.

                            Jest więc dla mnie naturalne (choć dla innych nie musi być), że
                            relacje po rozwodzie są fragmentaryczne, słabe lub wręcz
                            powierzchowne. Odbieram to jako cenę za rozwód, a nie tylko czyjąś
                            złą wolę.
                            • kobieta306 Re: Ono nie było ironiczne... 31.01.10, 19:06
                              widzisz, może to jest też kwestia tego, że moje dzieci są malutkie. Zbudowanie z
                              nimi relacji, przy dobrej woli obu stron (a z mojej strony ta wola jest) nie
                              byłoby trudne. One są ufne i gdyby tylko ojciec chciał...
                              Inaczej gdy dzieci są już dorosłe.
                              Sory że tak na Ciebie naskoczyłam.
                              • tricolour Nie przejmuj się, nic mi sie nie stanie... 31.01.10, 19:11
                                ... z relacjami jest tak, jak z alimentami: najpierw facet uważa, że
                                to ex chce wypić ostatnią kroplę krwi. Potem płaci, ale narzeka.
                                Potem płaci, ale już nie narzeka, bo widzi, że także z pieniędzy
                                rośnie mu fajny człowieczek. Potem sam podnosi alimenty, by
                                człowieczkowi niczego nie zabrakło, bo zaczyna czuć, że pieniądze
                                matki i ojcza to JEDYNE pieniądze dziecka.

                                Przeżyłem każdy z tych etapów - ten najgorszy też.
                                smile)
                                • kobieta306 Re: Nie przejmuj się, nic mi sie nie stanie... 31.01.10, 19:21
                                  czas przynosi zmiany.
                                  Ja doszłam do wniosku, że nie mogę nic już zrobić żeby nakłonić ex do budowania
                                  więzi z dziećmi.
                                  Jestem na etapie godzenia się z tym i wiem, że to nastąpi.
                                  Staram się być dobrą matką i nie zgubić swojej osoby w tym wszystkim.
                                  Czasami tylko tak bardzo bardzo żal sad(
                            • michszyb teraz rozumiem 01.02.10, 15:35
                              > ... gdy piszę, że moja córka nie jest dla mnie moją rodziną, to tez
                              > obrywam za takie twierdzenie choć w rzeczywistości tak czuję: nie
                              > mieszkamy razem, mało o sobie wiemy, nie żyjemy swoimi problemami,
                              > nie mamy wzajemnego miejsca dla naszych planów. Czuję, że jestem
                              > ojcem na odległość i już nic tego nie zmieni. Nie tak wyobrażam
                              > sobie rodzinę.

                              Teraz rozumiem, dlaczego mnie atakujesz gdy piszę, że chce mieć dobry kontakt z
                              synami.
                              Bo ty swoje relacje zaniedbałeś, olałeś i zniszczyłeś.

                              A teraz próbujesz dorabiać do tego pieprzoną ideologię.

                              Spójrz prawdzie w oczy. Z własnego wyboru stałeś się gównianym ojcem.

                              Zmarnowałeś to.

                              I to se ne wrati
                              • tricolour Mylisz się, bracie... 01.02.10, 15:40
                                ... moje relacje są poprawne na miarę relacji po rozwodzie. To są
                                relacje z młodą, dwudziestoletnią kobietą.
                                • michszyb Re: Mylisz się, bracie... 01.02.10, 15:55
                                  > ... moje relacje są poprawne na miarę relacji po rozwodzie. To są
                                  > relacje z młodą, dwudziestoletnią kobietą.

                                  Poprawne? Przeczytaj sobie co napisałeś. Takie poprawne stosunki to mogą mieć 2
                                  państwa, a nie ojciec i córka.
                                  • tricolour Pożyjesz, zobaczysz... 01.02.10, 16:03
                                    .. na razie pół roku zajęło ci napisanie jednego pisma do sądu.
                                    Rozwód przed Tobą, podział majątku przed Tobą. To czy kochanka
                                    zostanie przy tobie - sprawa przyszłości i rzecz niepewna.

                                    Na tym gruncie wzrosną także Twoje relacje z synami, oby jak
                                    najbliższe. Życzę Ci jak nalepiej choć Ty mnie wyzywasz od
                                    najgorszych. Mało mnie to dotyka, bo dobrze wiem, że sam sobie
                                    zgotowałeś kiepski los, słabo nad nim panujesz i dlatego wiergasz
                                    gdy ktoś to dostrzega.

                                    Życzę Ci jak nalepiej.
                                    • michszyb Re: Pożyjesz, zobaczysz... 01.02.10, 16:13
                                      Tri ja nie narzekam na swój los. Uczę się panować nad swoim życiem i idzie mi
                                      powolutku coraz lepiej.

                                      Za życzenia dziękuje.
                                      • tricolour No to git... 01.02.10, 16:16
                                        ... zrób więc tak, by dzieci uciepiały jak najmniej, a była żona też
                                        żeby nie płakała po nocach ze zgryzoty.

                                        Jeśli to w ogóle możliwe...
                    • michszyb Dla dobra twojej córki. 01.02.10, 15:31
                      , obyś spotykał ją jak najrzadziej
                      • tricolour Co ty wiesz o dobru dzieci... 01.02.10, 15:36
                        smile
                • bramstenga Re: Zadałas pytanie... 31.01.10, 17:21
                  Gdyby była matką
                  > mojego dziecka, to bym olał oboje - dla własnego i dziecka spokoju.

                  Przerażające podejście. Gdybym ja wiedziała, że moje dziecko jest pod toksycznym
                  wpływem kogokolwiek, stanęłabym na uszach, żeby je spod tego wpływu wyrwać. Za
                  wszelką cenę. Ty nawet nie bierzesz tego pod uwagę, Twoja recepta to: olać.

                  > Poczekałbym lat kilka, aż dziecko przestanie być pod takim
                  > toksycznym wpływem matki,

                  Stać i czekać za założonymi rękami, aż samo z siebie "przestanie być"? A może by
                  tak mu w tym pomóc, hę?
                  ~bramstenga
                  • kobieta306 Re: Zadałas pytanie... 31.01.10, 17:25
                    Tri ceni sobie, jak większość ojców, WŁASNY spokój i kultywuje rozwój WŁASNEGO,
                    wnętrza. Udzielił mi swoimi wypowiedziami wyczerpującej i zadowalającej mnie
                    odpowiedzi na moje pierwotne pytanie. Egoizm, wygodnictwo i brak uczuć wyższych
                    - ot cały sekret sad( żal dzieci tylko.
                    Tri tylko jak zachorujesz na stare lata to nie zawracaj dzieciom głowy swoją
                    egoistyczną osobą. Matka pewnie wychowa ich tak, że pomocy ci nie odmówią ale
                    weź miej chłopie honor sad((
                • michszyb Re: Zadałas pytanie... 01.02.10, 15:29
                  A jak ma nie reagować agresją na ta kie farmazony. Jak ma nie reagować agresją
                  kobieta zrozpaczona patrzeniem jeak ojciec olewa własne dzieci.

                  Piszesz że nei chciałbyś mieć do czynienai z taką kobietą. A ja właśnie bym
                  chciał. Bo to co pisze jest żywe, gorące i autentyczne.

                  W odróżnieniu od twojego sekciarsko spokojnego podejścia. Człowieku! Jak się dom
                  pali to się krzyczy na całe gardło, a udaje Dalajlamę.

                  Jesteś sztuczny.

                  Gdyby była matką
                  > mojego dziecka, to bym olał oboje - dla własnego i dziecka spokoju.


                  Gdybym miał taką władzę to za takie gadanie dostałbyś chłostę, a gdybyś tak
                  zrobił to kazał bym wyrwać ci kochones, żebyś więcej sierot nie robił.
                  • tricolour Ot, mądrości... 01.02.10, 15:37
                    ... jak twój dom sie palił, to znalazłeś sobie kochankę.

                    smile
      • michszyb Re: A jak ma być? 01.02.10, 14:18
        Po tej wypowiedzi masz ZAKAZ kolego wypowiadania się na mój temat.

        Sądziłem że jesteś bucem, ale teraz to mnie zaskoczyłeś..
        • mamaadama4 Re: A jak ma być? 01.02.10, 16:14
          Michszyb, ilością inwektyw dzisiaj na forum osiągnąłes chyba I
          lokatę. Skąd ten poziom irytacji? czyżby jednak nie wszystko szło po
          twojej mysli? panuj nad sobą
          • michszyb Re: A jak ma być? 01.02.10, 16:21
            No nie idzie po mojej myśli.

            Zaproponowałem żonie że zajmę się dziećmi przez całą środę, gdy ona będzie w
            pracy. Wyśmiała mnie i wyzwała od debili i chujów i powiedziała że w sądzie
            dostanę też tylko popołudnie.

            A w czwartek mamy mediacje.

            Zabawne.
            • tricolour Bracie, bądź cierpliwy... 01.02.10, 16:26
              ... dzieci nie zapomną o Tobie nawet przez rok. Daj ex trochę
              wytchnienia, to zacznie reagować po ludzku.

              Mówię Ci to z doświadczenia: spokojnie, powoli i systematycznie
              doprowadzisz sprawę do końca. Na hura będziesz miał tylko wojnę.
              • mamaadama4 Re: Bracie, bądź cierpliwy... 01.02.10, 16:32
                Tri ma rację, cierpliwości. Inaczej nic nie zdziałasz. Rozum ci to
                tylko odbiera. A jak cię ponosi to kup sobie taki worek do
                boksowania, wal w niego albo zrób coś podobnaego, ale opanuj się.
                Tym bardziej, że jak mówisz, zaczynacie mediacje. Zastanów się co
                jest twoim celem (tylko nie mów dobro dzieci( ale tak konkretnie i
                jak chcesz to osiągnąć, w różnych wariantach. I spokój, tylko spokój
                • michszyb Re: Bracie, bądź cierpliwy... 01.02.10, 17:11
                  Ja jestem oazą spokoju smile))

                  A tak szczerze to nie wierzę że czas coś zmieni i uważam że ustępując teraz ( a
                  robię to) tracę tylko czas który mógłbym jej wyrwać siłą. I tak wiem ze to też
                  bez sensu.

                  Dałem więc szanse czasowi, ale Bóg mi świadkiem jak jeszcze raz zobaczę, ze
                  pogarsza to moją więź z synami to siłę argumentu zamienię w argument siły.
                  • lima Re: Bracie, bądź cierpliwy... 01.02.10, 17:28
                    A ty sobie zdajesz sam sprawę, że powinieneś chodzić na terapię, bo jako dziecko
                    z przemocowych rodziców prawdopodobnie powielasz wyuczone w dzieciństwie chore
                    zachowania w relacjach z żoną? Dlatego tak rwiesz się do wyzwisk, używania siły
                    do rozwiązywania problemów,i td? I swoim dzieciom czynisz krzywdę a nie
                    "umacniasz więź"?
                    • michszyb Re: Bracie, bądź cierpliwy... 01.02.10, 18:09
                      Masz absolutnie rację. Chodziłem już na terapię nie raz choć raczej nie dlatego
                      że jestem przemocowcem, tylko z powodu ulegania w związku. Wiesz to ze tutaj
                      pozwalam sobie na ostre traktowanie rozmówców nie oznacza ze czynię to na
                      codzień. Fakt potrafię się wściec. Ale to nie jest jakieś nagminne.
                      A zdrugiej strony cieszę się ze jestem człowiekiem, który "nie daje sobie w
                      kaszę dmuchać", cieszę się ze mam swoje zdanie i potrafię przy nim obstawać. I
                      chcę tego nauczyć synów.
                      Potrafię też słuchać i zdanie zmieniać. I choć wiem ze z moich wypowiedzi to
                      raczej nie wynika to obecność na tym forum wbrew pozorom bardzo zmienia mój
                      sposób oglądu aktualnej sytuacji.
                      Ja staram sie prowadzić też wewnętrzną dyskusję z osobami które po mnie
                      najbardziej jeżdżą. I przyznaje im czasem rację wewnętrznie i to zmienia moje
                      plany i postępowanie.
                      A to że tutaj się nie zgadzam, to chyba lepiej bo to rodzi dyskusję, a czasem
                      nawet pyskówkę. Ale to jest właśnie food for thoughts
                      • lima Re: Bracie, bądź cierpliwy... 01.02.10, 18:21
                        Przypuszczam schemat: uleganie uleganie podporządkowanie bierna agresja
                        kumulacja agresji wybuch wściekłości, wyrzuty sumienia uleganie uleganie
                        podporzadkowanie narastanie cichej agresji wybuch itd.

                        A musisz się nauczyć: spokój rozmowa wnioski konsekwencja uzgodnienie stanowisk
                        wykonanie spokoj konsekwencja

                        Zejdź z sinusoidy bo to zła energia, a wszyscy wokoło się poczują zdrowsi, z
                        Tobą na czele i dzieciakami.
                      • leptis ... 02.02.10, 07:27
                        Zawarles swiat piekny w swoim poscie...
                        Jednak konkretem "poki co" sa male Michszybiki
                        /wybacz, nie znam imion../
                        Ty wiesz, ja sie domyslam-dwa male zywe Chybciki smile
                        Ty wiesz, ja wiem - Zona sama przy sie zarobismile
                        W interesie wszystkich jest bys dogladal synow.

                        pomysl Chlopie dobrze nad tymi mediacjami.
                        Bez mazgajenia sie w kolnierz mediatorki.
                        Warto, naprawde warto nie szafowac emocjami
                        szczegolnie posrod obcych ludzi.

                        Mimo ze dzisiaj Gromnicznej, nie Popielec,
                        to czasem warto poswiecic bitwe w imie..i tak dalej..
                        nie badz detalista po prostu, hurtem zabierz wszystko...

                        W obrzedowosci polskiej to bardzo energetyzujace swieto.
                        Lepiej zejsc z lodzi, nie ma topnienia lodow w najblizszym czasie.

                        Zlap dla Siebie dobry, cieply klimat dzisiejszego swietasmile
                        powodzenia Michszyb


                        • michszyb Re: ... 02.02.10, 07:48
                          Dzięki Leptis

                          Leżę chory i aż się cały posmarkałem smile)

                          Możesz mi wierzyć dam z siebie wszystko na mediacjach, bo te dwa małe Chybciki
                          są dla mnie najważniejsze. Kocham Ich nad życie.
    • plujeczka Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 16:09
      oj temat był "wałkowany" kilkakrotnie na forum. Bomezczyźni kochają
      dziecidopóki kochaja kobiete. Przestaje kochac kobietę lub ona
      odeszła to..no własnie odgrywa sie na dzieciach bo tak jest
      najłatwiej.A ponadto zycie faceta po rozwodzie o ile nie jest
      zajęty "nową zdobyczą" to nareszcie wolnośc czyli luz, odpoczynek od
      domowych obowiazków i nareszcie nie muszą sie martwic i myslec o
      dzieciach.Jedni płaca alimenty , drudzy skupiaja sie nad tym jak by
      tutaj ich nie płacić a jezcze inni 'robią" kolejnego dzidziusia i
      skupiaja sie na nowej rodzinie zapominajac o dotychczasowej.Nie wiem
      po co szukacie odpowiedzi na to pytanie. To pytanie retorycznie i
      dajcie juz spokój z szukaniem odpowiedzi na to pytanie bo ile ojców
      tyle odpowiedzi.
      • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 17:13
        Każdy temat jest po kilka razy "wałkowany" na forum, bo rozwód i sprawy z nim
        związane to jednak dość wąska tematyka wink
    • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 17:20
      W takim razie jaki jest sens przyznawania równych praw takim ojcom którzy tych
      praw w ogóle nie potrafią uszanować? Gdybym teraz chciała np wyjechać na stałe
      za granicę to musiałabym prosić go o zgodę, a on "dla zasady" nie zgodziłby się.
      Absurd polega na tym, że ci co mogą kontaktować się z dziećmi nie robią tego. Ci
      co chcą widywać swoje dzieci, trafiają na oporne matki - och życie sad(
      • mola1971 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 17:30
        Ty możesz wyjeżdżać gdzie chcesz i ex może Cię w nos pocałować wink))
        Natomiast na to by zabrać ze sobą dzieci w ramach krajów UE również zgody ich ojca nie potrzebujesz.
        No i istnieje coś takiego jak pozbawienie praw rodzicielskich. W przypadku kompletnego braku zainteresowania ojca dziećmi nie ma z tym większego problemu.
        • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 17:36
          on raz na miesiąc się zgłasza. Myślę, a wręcz na 100% wiem, że robi fotki, by
          ewentualnie mieć dowody swojego "zainteresowania" dziećmi wink
          tak na wszelki wypadek. Stąd chyba pozbawienie praw rodzicielskich nie będzie
          łatwe smile) póki co nie myślę o tym ale w przyszłości nie wiem jak się życie
          potoczy. Dla mnie to jest dziwne, że tak można do własnych dzieci podchodzić. To
          co napisał Tri, że dzieci nie są dla niego najważniejsze, też jest poza moim
          pojmowaniem.
          Czy ten rozwód to już tak człowiekowi psyche poryje, że później czarne nie jest
          czarne, a białe nie jest białe?
          • mola1971 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 18:03
            To nie rozwód ludziom psychikę ryje tylko przy rozwodzie wychodzi prawdziwa natura każdego człowieka.
          • tamaryszek04 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 20:17
            kobieta306 napisała:

            > on raz na miesiąc się zgłasza. Myślę, a wręcz na 100% wiem, że robi fotki, by
            > ewentualnie mieć dowody swojego "zainteresowania" dziećmi wink
            > tak na wszelki wypadek.
            To dopiero absurd. Robić zdjęcia żeby mieć dowód na interesowanie się dziećmi, z
            którymi unika się kontaktu. Czy to w ogóle można wytłumaczyć?
            • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 20:26
              nie sądzę żeby te fotki robił na pamiątkę dla siebie. Jemu nigdy nie zależało na
              takich pamiątkach. Wszystkie unikatowe zdjęcia dzieci , nasze z przeszłości,
              powiedział żebym wzięła, bo ich nie chce. Wszystkie zdjęcia robiłam i tak zawsze
              tylko ja. A teraz się z niego zrobił fotograf smile tzn zrobił się już w trakcie
              rozwodu. A najbardziej absurdalne dla mnie jest, że w piśmie do sądu udowadniał
              jak bardzo mu na dzieciach zależy i deklarował taaaaaakie częste z nimi
              spotkania sad nie potrafię tego zupełnie pojąć sad(
              • tamaryszek04 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 21:02
                kobieta306 napisała:

                > nie sądzę żeby te fotki robił na pamiątkę dla siebie. Jemu nigdy nie zależało n
                > a
                > takich pamiątkach. Wszystkie unikatowe zdjęcia dzieci , nasze z przeszłości,
                > powiedział żebym wzięła, bo ich nie chce. Wszystkie zdjęcia robiłam i tak zawsz
                > e
                > tylko ja. A teraz się z niego zrobił fotograf smile tzn zrobił się już w trakcie
                > rozwodu. A najbardziej absurdalne dla mnie jest, że w piśmie do sądu udowadniał
                > jak bardzo mu na dzieciach zależy i deklarował taaaaaakie częste z nimi
                > spotkania sad nie potrafię tego zupełnie pojąć sad(
                Toż ja Ciebie nie krytykuję, tylko stwierdzam fakt, że nijak jego logiki nie
                potrafię pojąć. Bo gdyby chciał kontaktów, a Ty byś mu to utrudniała, to
                rozumiem. Ale skoro sam ich unika, to chyba sam nie wie chłopina o co mu chodzi smile
                • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 21:09
                  zastanawiałam się przez chwilę nad tą dojrzałością o której napomknięto poniżej
                  ale to nie jest żadne usprawiedliwienie sad
                  ja jego zachowanie tłumacze wrodzonym lenistwem i egoizmem, a także skąpstwem.
                  • chalsia Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 21:13
                    > zastanawiałam się przez chwilę nad tą dojrzałością o której napomknięto poniżej
                    > ale to nie jest żadne usprawiedliwienie sad
                    > ja jego zachowanie tłumacze wrodzonym lenistwem i egoizmem, a także skąpstwem.

                    to nie jest usprawiedliwienie - to jest powód.
                    • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 21:18
                      Czy z tym mogę coś zrobić, czy tylko pogodzić się z faktem? sad
                      • tamaryszek04 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 30.01.10, 21:22
                        kobieta306 napisała:

                        > Czy z tym mogę coś zrobić, czy tylko pogodzić się z faktem? sad
                        Pewnie musisz się pogodzić.
                      • basia8.93 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 01.02.10, 10:16
                        wyjechac na 3 tyg do sanatorium i oddac dzieci pod opiekę taty (ma przeciez
                        pełną włądzę rodzicielska, a to oznacza, ze ma obowiazki)- brutalne, ale więzi
                        tworzą się i zacieśniają w czasie. nie wiem też dlaczego, ale niektórzy
                        tatusiowie budzą się, jak im się utrudnia kontakty- zaczynają walczyć.
                        Najważniejsze, zeby spedzali razem czas, w innej sytuacji więzi mogą słabnąć-
                        choć i tak nie zawsze jest. Zyczę szczęścia
    • mediator.org dorzucę trzy grosze... 30.01.10, 17:34
      Przyczyn może być wiele, każdy przypadek inny, ale można się pokusić o pewne
      uogólnienia: 1.ważne jest jaki model "bycia ojcem" "były" wynosi z domu, 2. jak
      dotychczas (do rozwodu) uczestniczył w życiu dzieci?(miał zarabiać i tylko tyle,
      czy jednak czasem podcierał pupę dziecka wink,3. czy mężczyzna radzi sobie i JAK z
      własnymi emocjami i uczuciami? Czasem odcięcie się od dzieci jest... reakcją
      obronną na nieradzenie sobie z własną sferą uczuć(czytaj bólu, frustracją po
      odcięciu od codzienności własnych dzieci). 4. jak ktoś już tu napisał ważny jest
      czas! inaczej reagujemy tuż po rozwodzie, inaczej kilka lat później.
      A co możesz zrobić? (super, jeśli w ogóle coś byś chciała zrobić!)
      To zależy właśnie od przyczyny jaką widzisz - dlaczego tata tak postępuje.
      • kobieta306 Re: dorzucę trzy grosze... 30.01.10, 17:38
        w moim przypadku to pkt 1 oraz 2.
        Z tym chyba nie da się nic zrobić sad
        • sinsi Re: dorzucę trzy grosze... 30.01.10, 17:59
          Zastanawiam się, czy mozesz go angażować w ten sposób, by mu zlecać
          zajęcie się dziećmi, twierdząc, że Ty masz coś pilnego do
          załatwienia i on musi Ci pomóc w tym czasie przy dzieciach. I
          faktycznie iść swoje sprawy załatwiać a dzieci zostawić na jego
          głowie. Zadaniowo potraktować. Zostawiony z nimi zapewne się nimi
          zajmie, gdy wie, ze Ty się nie zajmiesz. Tylko to znowu taka
          operacja na dzieciach, bo ich emocje tu bedą wystawione na próbę
          przy testowaniu zaangażowania ojca.
      • mola1971 Re: dorzucę trzy grosze... 30.01.10, 18:07
        No to u mojego exa zdecydowanie jest to pkt 3. Tyle tylko, że on w ogóle ma problem z emocjami i uczuciami, nie tylko w związku z rozwodem.
        A na to ja nic nie poradzę. Sam sobie lub z pomocą specjalisty może tylko pomóc. Tylko najpierw musiałby uświadomić sobie, że ma problem. A na to nikłe szanse są.
      • z_mazur Re: dorzucę trzy grosze... 30.01.10, 18:07
        No właśnie punkt 3.
        Kobieta która zostaje z dzieckiem, a takich tu większość, nie bardzo potrafi zrozumieć jak może być trudne emocjonalnie dla ojca odcięcie od coddzienności dziecka i wskoczenie w rolę weekendowego tatusia.

        Nie wszyscy faceci sobie z tym radzą i jednym z mechanizmów obronnych jest unikanie kontaktu.
        • arkac123 Re: dorzucę trzy grosze... 30.01.10, 18:47
          z_mazur napisał:
          > Nie wszyscy faceci sobie z tym radzą i jednym z mechanizmów obronnych jest unik
          > anie kontaktu.


          Unikanie kontaktu z dzieckiem moim zdaniem w większości przypadków jest skutkiem braku pomysłów, co z tym dzieckiem zrobić (ileż razy można w końcu chodzić do zoo czy do kina???).
          Widzę po swojej córeczce, jak z czasem ten problem narasta - o ile dziecko kilkuletnie łatwiej jest czymś zająć - grą, puzzlami, sankami, to ze starszym dzieckiem już tak łatwo nie jest.
        • chalsia Re: dorzucę trzy grosze... 30.01.10, 18:47
          > Nie wszyscy faceci sobie z tym radzą i jednym z mechanizmów obronnych jest unik
          > anie kontaktu.

          to jedynie oznacza, że taki facet nie jest dojrzały/dorosły, że zatrzymał się na
          poziomie nastolatka/"piotrusia pana".
    • rarely bo takie kontakty sa ogromnie przykre 30.01.10, 21:43
      powoduja mase nieprzyjemnych uczuc niby jestes ojcem ale tak nie do końca bo co to za przyjemnosc widziec dziecko 2 razy w miesiacu przez
      kilka godzin nawet nie bardzowe wiadomo co robic o czym rozmawiac
      ojcostwo rodzicielstwo to bycie na codzien kontakt wiezi wspolne
      zycie pod jednym dachem wspolne spedzanie czasu wyjazdy rozwiazywanie
      problemow posilki zakupy itp jezeli tego nie ma nie ma tez
      rodzicielstwa a dla lepszego zrozumienia proponuje zeby po rozwodzie
      oddac dziecko ojcu i przez kilka lat moc je widywac na raz na dwa
      tygodnie przez kilka godzin u exa w domu zobaczymy po 2 latach jaka
      bedziesz matka zakladam na 99 % ze taka sama jak wiekszosc mezczyzn
      ojcami w tej sytuacji
      • zmeczona100 Re: bo takie kontakty sa ogromnie przykre 31.01.10, 00:13


        powoduja mase nieprzyjemnych uczuc niby jestes ojcem ale tak nie do
        końca bo co
        > to za przyjemnosc widziec dziecko 2 razy w miesiacu przez
        > kilka godzin

        sorry, ale jak to- przyjemność?? A obowiązki rodzicielskie to pies??

        A czy mógłbyś choć na chwilę wyjść poza siebie i poczuć to, co Twoje
        dziecko, pozbawione ojca, który nie chce się spotykać z nim ze
        względu na nieprzyjemne uczucia?

        Cholera, jak to jest, że ojciec opuszcza dziecko i staje się tylko
        okazyjnym towarzyszem w sprawach przyjemnych, zamiast być ojcem??

        Ni w ząb nie pojmuję, jak można być takim egoistą i nie zwracać uwagi
        nawet na dziecko, które powołało się do życia i tym samym zobowiązało
        do jego wychowania!
      • morekac Re: bo takie kontakty sa ogromnie przykre 31.01.10, 08:32
        No patrz ty, eks może swoje dzieci widywać bez ograniczeń, na wyjazdach spędza z
        nimi 3 tygodnie w roku (mógłby więcej, ale przecież ...), są okresy, kiedy ma
        sporo wolnego czasu i... jak nie trzeba dzieci gdzieś zawieść/odebrać - kontakt
        osobisty ma raz na 2 tygodnie przez kilka godzin. Nocowanie u ojca odpadło z
        powodu braku miejsca do spania dla dzieci - biedaczek 'musi posprzątać'. Robi to
        od 1.5 roku mniej więcej. wink
        • labadine Gdakanie.... 31.01.10, 10:44
          Przed paru laty w telewizji francuskiej jeden z psychologow wypowiedzial sie na
          tu obracany temat i mianowicie najlepiej byloby aby oboje rodzice mieli nakaz
          opieki nad dziecmi po rozwodzie.Wg niego i paru innych kazde z rodzicow
          normalnie wchodzi pozniej w inne zwiazki i dlatego najlepiej byloby aby dzieci
          nie mieszkaly ani z matka i ani z ojcem a raczej osobno w pensjonacie pod
          kontrola pedagogow.W ten sposob kazdy z rodzicow bylby zmuszony w wyznaczonych i
          zamiennych porach dnia do zajmowania sie dziecmi.To byla tylko mysl bo w
          prawdzie na podstawie rozmow z kilkunastoma tysiacami dzieci okazuje sie,ze dla
          nich rodzice sa potrzebni ale nie sa najistotniejszymi osobami.Najlepiej bo
          ogromna wiekszosc dzieci ocenila bardzo zle swoich rodzicow,rodzice sa
          smieszni,dzieciecy,nul(0),klamcy,itd.
    • zatracony72 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 12:18
      Może napiszę na swoim przykładzie.
      Zaraz po rozstaniu brakowało mi bardzo córki i żony zresztą też, bo choć jak już
      teraz wiem parę ostatnich lat było dla niej kłamstwem to dla mnie było to
      prawdziwe życie. Na początku była zastosowała sztywne widzenia 2 razy w
      tygodniu, z tym że dziecko mogłem zabierać do domu raz w miesiącu. Chcąc
      załagodzić sprawę bo miałem jednak nadzieję na pogodzenie przystawałem prawie na
      wszystko co "żona" chciała.
      Z czasem złagodziła rygory ale widzenia 2 krotne zostały.
      Spotykając dziecko nawet 2 razy w tygodniu pewne więzi jednak słabną. Dalej
      cieszę się na spotkanie, znów ją zobaczyć, poprzytulać ale jest już jakoś
      inaczej, a to dopiero parę miesięcy.
      No i w takich układach zostaje jeszcze sprawa "byłej", bo przy spotkaniu z
      dziećmi mimowolnie ją się spotyka a to może rozdrapywać stare rany.
      • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 16:15
        Zatracony - ty mi wiarę w człowieka przywracasz. Choć rozsądnie to potrafisz
        jakoś uzasadnić. Nie rezygnuj z tych kontaktów. Bądź ponad to wszytko i utrzymuj
        więź z dzieckiem. Życzę Ci wytrwałości smile i pozdrawiam
      • mamaadama4 do zatraconego 31.01.10, 17:42
        Szczerze napisałeś o osłabianiu więzi. Możesz napisać na czym
        konkretnie ( o ile oczywiście o uczuciach da się tak pisać) to
        polega. W czym zauważasz różnicę? Zdaję sobie sprawę, że tak jest, a
        nawet chyba być musi skoro ojciec nie uczestniczy na codzień w życiu
        dziecka. Ale może jest jakaś rada żeby to skutki były jak
        najmniejsze. Czy da się nad tym jakoś popracować?
        • zatracony72 Re: do zatraconego 31.01.10, 20:30
          Tak jak napisałaś trudno to opisać ale spróbuję. Będąc z dzieckiem codziennie to
          jest tak jakby było z się z cząstką siebie ot zwykłe codzienne zajęcia,
          uśmiechy, chwile dobre i takie o których szybciutko się zapomina. Nawet czas
          spędzony wtedy wyłącznie z dzieckiem nie jest tak bardzo istotny bo dziecko jest
          tuż obok, uśmiechnie się, przytuli, czasami zirytuje... no po prostu to jest
          normalne życie.
          Dziecko spotykane co jakiś czas jest wtedy centrum zainteresowania, robi się
          wszystko żeby było mu dobrze, taki słodki układ najukochańszego tatusia i
          dziecka. I niestety zaczyna brakować właśnie tego zwykłego życia, które łączy
          bardziej niż przykłądowy niedzielny spacer. Siedząc samemu w domu na początku to
          boli bardziej niż otwarte rany ( swoją drogą zrozumiałem trochę mechanizm
          działania ludzi samookaleczających się) jednak stopniowo stan się łagodzi,
          zaczyna się "tylko" tęsknić. Nie wiem co jest dalej ....
          Jeżeli rozpad małżeństwa był burzliwy to z czasem podczas spotkań z dziećmi
          zaczyna się widzieć w nich cechy podobne do zachowań małżonki, no bo w końcu z
          nią przebywa stale i uczy się pewnych nawyków. Myślę, że to też może osłabiać
          więź choć to tylko takie moje dumanie, bo ja tego tak nie odbieram.
          • morekac Re: do zatraconego 31.01.10, 21:01
            Im dziecko starsze, tym mniej rodziców emocjonalnie potrzebuje. Buduje swoje
            relacje społeczne na zewnątrz domu - ma koleżanki, kolegów, swoje
            zainteresowania i te kontakty z 'starszymi' nie są mu już tak do szczęścia
            niezbędne. 10-latki są jeszcze na etapie, że się do matki czy ojca przytulą
            itp... 14-latki uważają to za lekki obciach i żadne czułości nie wchodzą w grę
            - matka i ojciec w tym wieku to zło konieczne. Są wprawdzie niezbędni jako
            dostarczyciele dóbr wszelakich i wypisywacze usprawiedliwień nieobecności w
            placówkach szkolnych, tudzież w roli szofera, ale do kina/na spacer wolą iść z
            kolegami niż z rodzicami.Nastoletnie dzieci wymykają się spod naszych
            opiekuńczych skrzydełek - i to rozluźnianie kontaktu tyczy też rodziców, z
            którymi mieszkają.
            • ulkar Re: do zatraconego 31.01.10, 22:29
              Moje 14letnie jeszcze ciagle lubiło się przytulac a matke traktował
              jako najlepszego doradcę, co nie przeszkadzało mu mieć szeroki krag
              koleżeński. Ale po przyjściu do domu wiele o koleżankach i kolegach
              opowiadał, chociaż wiem, że nie wszystko. Niestety nie mogłam
              sprawdzić jak zachowywałby sie jako np. 16latek.
              Wydaje mi się, że potrzeba lub brak potrzeby kontaktu i charakter
              tych relacji zależy od tego jaki model bliskości wypracowany został
              przez lata wcześniejszego dzieciństwa dziecka.
              • morekac Re: do zatraconego 31.01.10, 23:36
                W dużej mierze też od charakteru dziecka. Starsza ogólnie jest mniej podatna na
                'czułostki' niż młodsza i już jako 10-latka potrzebowała mieć dosyć szeroki
                margines prywatności, tudzież samodzielności. Jej młodsza siostra w tym wieku
                nadal lubi się przytulić.
        • michszyb Re: do zatraconego 01.02.10, 15:47
          Ja też to czułem. Widziałem to w oczach dzieci, takie zawachanie jak wchodziłem
          czy mogą się na mnie rzucić i uściskać. Dopiero po geście z mojej strony to
          czyniły. ale widziałem to i wbiło się to w moje serce jak zatruta drzazga. Teraz
          staje na uszach, żeby spędzać z nini czas intensywnie i blisko. Żeby się mnie
          nie oduczyły.
          Ale żona oskarża mnie że robię im maraton rozrywek.
    • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 16:26
      Po przeczytaniu szczerych wpisów niektórych ojców to aż się wyć chce.
      Wy nie zasługujecie na bycie ojcami.
      Takich nazywa się chyba dzieciorobami.
      Po co odstawiacie takie szopki w sądach i walczycie o dzieci jak później wam się
      "odwiduje" ???
      Słusznie, że sądy przyznają dzieci matkom. Wy panowie się do tego nie nadajecie
      po prostu!!! Jesteście wiecznymi dziećmi, egoistami, niedojrzałymi chłopaczkami.
      Przepraszam niewielką garstkę ojców z prawdziwego zdarzenia ale oni tylko
      potwierdzają regułę.
      A w sądach walki toczą się dlatego, bo kierujecie się instynktem człowieka
      pierwotnego, nie ważne o co, ważne żeby walczyć i wygrać. Rada dla kobiet taka
      żeby odpuścić, bo koniec końców i tak panowie się dziećmi nacieszą jak
      zabaweczkami i rzucą w kąt. A dziecku świat pokaże matka, której takie podejście
      się W GŁOWIE NIE MIEŚCI!!!
      • bramstenga Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 17:25
        > Takich nazywa się chyba dzieciorobami.

        Na zaprzyjaźnionym forum stosowana jest bardzo ładna nazwa płodzimierz.

        > A w sądach walki toczą się dlatego, bo kierujecie się instynktem człowieka
        > pierwotnego, nie ważne o co, ważne żeby walczyć i wygrać.

        Najczęściej chodzi po prostu o poczucie władzy, traktowanie kobiety jak sprzętu
        domowego, który raptem zaczyna fikać, co wielu panów doprowadza do wścieku.
        ~bramstenga
        • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 17:28
          tak właśnie.
          A dziecko cierpi, bo kocha tego płodzimierza dziecioroba jak ojca sad(
        • chalsia Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 22:26
          > Na zaprzyjaźnionym forum stosowana jest bardzo ładna nazwa płodzimierz.

          Skróciłaś. Pełna nazwa brzmi Płodzimierz Fiutosław.
          smile
      • pan-kowalski Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 17:58
        Sugeruję zapytać ojca waszych dzieci czemu nie spotyka się z nimi
        częściej, zamiast na podstawie kilku wypowiedzi ferować karkołomne
        reguły i wyroki co do ojców w ogóle.
        • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 18:02
          Panie Kowalski - spytam pana - czy pan spotyka się ze swoimi dziećmi?
          • pan-kowalski Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 18:27
            A co to ma do rzeczy ? Przecież bez względu na odpowiedź
            i tak znajdziesz potwierdzenie swojej tezy.
            Przykro mi z powodu Twoich dzieci, ale ja nie jestem Twoim byłym.
      • z_mazur Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 19:57
        I co ulżyło Ci?
        Po takich wpisach to już mi po prostu ręce opadają.
        Zadajesz pytanie, a po uzyskaniu szczerej odpowiedzi obrażasz rozmówcę. To się nazywa kulturalna rozmowa.

        Wolałabyś dostać kilka gładkich słówek?

        Po tej ilości niechęci, która się wylewa z postu i braku jakiejkolwiek empatii i próby zrozumienia emocji innej osoby, to jeśli więcej kobiet ma takie nastawienie do mężczyz (w tym ojców ich dzieci), to ja się nie dziwię, że oni się odcinają od kontaktów z takimi kobietami i niestety przy okazji z dziećmi.
        • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 20:18
          > I co ulżyło Ci?

          wiesz, że nawet tak wink
          ulżyło mi i poważnie to mówię.
        • solivago Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 20:21
          Mój ex wyprowadził się sześć lat temu zostawiając mnie z malutkim synem. Do dnia
          dzisiejszego codziennie dzwoni do syna, dwa razy w tygodniu odbiera go ze szkoły
          , zabiera do swojego domu i przywozi wieczorem, co drugi weekend spędzają razem,
          również wakacjami się dzielimy. Nadmienię, że ex mieszka w innej miejscowości i
          ma nową rodzinę. Można...
          • ulkar Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 20:57
            Solivago... tylko że to są absolutne wyjątki jeden na 1000 sad bo
            chyba nawet nie na 100.
            • solivago Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 21:24
              ...toteż doceniałam i doceniam to bardzo...
            • z_mazur Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 31.01.10, 23:46
              No nie wiem, w takim razie obracam się w wyjątkowym towarzystwie, bo wszyscy rozwidzenie ojcowie których znam utrzymują kontakt z dziećmi.
              • labadine Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 01.02.10, 09:30
                • labadine Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 01.02.10, 09:31
                  To napewno musi byc wina kobiet,oczywiscie nie wszystkich
            • mediator.org To nie są wyjątki... 01.02.10, 11:12
              Tyle, że te - jak Ty to nazywasz "wyjątki" pewnie mało zaglądają na tego typu
              fora. A szkoda, bo dałyby świadectwo, że można inaczej. Że zarówno panie, jak i
              panowie, którzy są rodzicami, oczywiście także dzieci, mogą wyjść z takich
              sytuacji jak rozwód - jakoś normalnie. Inaczej niż dotychczas, tworząc, całkiem
              udaną, nową rzeczywistość.
          • michszyb Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 01.02.10, 15:51
            szkoda ze nie jesteś moją ex smile)
    • donabate Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 01.02.10, 17:58
      jego sie spytaj nie nas ... nie ma zadnej odpowiedzi bo nic nie napisalas
    • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 01.02.10, 19:35
      Czy sądowe uregulowanie kontaktów ma większy sens?
      • donabate Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 01.02.10, 21:46
        Nie mają żadnego w sprawach rodzinnych, osoby dorosłe nie powinny używać sądu
        jako argumentu roztrzygającego ich prywatne sprawy. Mediacja ma sens.
        • kobieta306 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 01.02.10, 21:52
          Jak w takim razie przystąpić do tych mediacji? Gdzie? Z kim? Jak to ustalic
          jeśli pojawi się opór?
          • donabate Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 02.02.10, 00:21
            Osrodki mediacyjne znajduja sie w kazdym wiekszym miescie. Mediacja to nie
            psychoterapia. Znajdziesz informacje na ich temat w necie bez liku. Szukaj
            certyfikowanego przez stowrzyszenie madiatorow. Rozwiazanie lepsze, jak sad,
            sami ustalacie wzajemnie z pomoca osob trzecich nie zwiazanych emocjonalnie ze
            sprawa, swoje sprawy. Najlepsze i najtansze rozwiazanie. 80 pln za sesje dwa
            lata temu, platne po 40 od strony. Rozwiazanie mediacyjne mozna zatwierdzic w
            sadzie.
            • sauber1 Re: dlaczego niektórzy ojcowie ....? 02.02.10, 13:42
              Jeszcze nie przeczytałem wszystkiego, ale widzę, że wielu ma tu bardzo dużo
              racji, takie widać jest życie? Trochę się przeraziłem z jaką łatwością można
              trzymać się swego, nawet jak to wszytko odległe od prawdy. Ktoś tu coś o
              mediacjach, ale co one mogą i na jak długo, to tak, jak ciężko przekonać kogoś
              kiedy religia drogowskazem w jego życiu. Szkoda jednak tych dzieci, czemu one
              są winne i dlaczego tak szybko muszą dorastać, szczególnie w świadomości inności
              i najgorsze w tym wszystkim, że moje też ...
              I co ważne, nie ma ojców bez matek ...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja