Opieka wspólna

13.02.10, 13:30
Wątki opieki wspólnej czy naprzemiennej ostatnio przewijały się na forum.
Pogłębiłem dzięki temu swoja wiedzę, korzystając z podawanych informacji.
Wielkie dzięki dla wszystkich którzy się w temacie uaktywnili.

Powiem szczerze. kilka Pań próbowało przemycić kłamstwa na ten temat. Pisały
że od tego się odchodzi, że czyni to takie wielkie straty w rozwoju dzieci.
Przez chwilę w to uwierzyłem co mnie bardzo zmartwiło, bo byłem i jestem
przekonany że ta formaa opieki po rozwodzie moze być najbardziej korzystna dla
rozwoju dzieci.

Teraz się zastanawiam. Po co te czarownice pisały takie rzeczy? Skoro to nie
jest prawda. Załóżmy że jednak mają rację te kraje i ci specjaliści, którzy tą
formę propagują. Czarownice napiszą parę kłamst i przekonają parę osób że to
złe. I te osoby odstapia od takiej opieki. Przecież w ten sposób stracą tylko
na tym dzieci.

Przypomina mi to dyskusję z Kościołem na temat prezerwatyw. Są złe i nie wolno
stosować. Koniec kropka. A że umrzesz na AIDS? Nie wolno.

Nie wiem czy to takie przeświadczenie o własnej nieomylności, które pozwala
nawet kłamać w imię sprawy, czy po prostu zwykłą zła wola.

No tak czy owak mnie to bulwersuje.

    • sbelatka Re: Opieka wspólna 13.02.10, 14:03
      Michu, nie czuję sie ani adresatem ani podmiotem określenia "czarownice"
      w związku z prezentowanym przeze mnie poglądem ws. opieki naprzemiennej

      i uważam, ze sie zagalopowałeś..zarzucając tym, ktorzy mają inną niz Ty
      OPINIĘ! - że czynili to w złej wierze..

      ja w sprawie dyskutowanej - nie mam do końca wyrobionego zdania i
      chociaz biorę pod uwage, ze moze to być DOBRA froma sprawowania opieki
      nad dziećmi po rozwodzie - uważam, ze ma także słabe strony i huurrra
      optymizm jest nieuzasadniony

      osoby, ktore mianujesz czarownicami - mogły przczytać prezentowane
      pzrzez siebie informacje - bo w każdej dyskusji prezentowane są
      najczęsciej odmienne punkty widzenia i jestem przekonana, ze publikacje,
      z ktorych czerpały swoją wiedze w tej sprawie nie są ich wymysłem.

      co do Twojej sytaucji i opieki napzremiennej, ktorej chcesz..
      nie wiem czy będzie dobra dla Twoich dzieci

      głównie daltego, ze w wiekszości prac/artykułów/książek poświęconych
      właśnie takiemu pomyslowi na to co dalej z dziećmi po rozwodzie -
      podkresla sie bliską współprace rodziców

      nie "orzekając" ktore z Was rozklada Waszą współpracę - oglądając sprawę
      z perspektywy jakiej nam udzielasz osobiście wnoszę, iz szans na BLISKĄ
      i konstruktywną u Was - nie ma...

      chyba, ze COS sie zmieni
      co? tego nie wiem - bo mam tylko wycinki Twojej rzeczywistości lub
      Twojego WIDZENIA rzeczywistości do wglądu

      zmierzając do konca wypowiedzi napiszę jeszcze tylko tak..
      Twoje dążenie do zajmownia sie dziećmi w duzym zakresie ja uważam za
      warte tego żeby udzielać Ci wspoarcia i pomocy w realziacji tego celu

      ale obrzucanie kogokolwiek (w SWOJEJ sprawie) uważam za poniżej klasy
      pewnej

      jesli Ci za jakichś powodów zależy na opinii ludzi z forum - to
      pzrekonuj ich do siebie i swoich działań - właśnie działaniami

      dyskutuj na poziomie merytorycznym

      a czerownice pisały "takie rzeczy" po to żeby Ci przedstawić swoją
      wiedzę na ten temat
      możesz uznać, ze ich argumenty do Ciebie nie trafiają, albo, ze nie
      znajdują potwierdzenia w najświeższych badaniach/publikacjach

      zakladanie ich ZŁEJ woli (a to czytam w Twoim tekście) uważam za
      naduzycie
      ktore jeśli jesteś Ty w ten sposób tarktowany - budzi Twoj opór i złość

      Ty zakładasz, ze ONE chcą źle
      tak jak i częśc ludzi tutaj uważa, ze TY chcesz źle - dla swojej żony i
      dzieci

      więc o intencjach cudzych lepiej nie dyskutować - skoro sie nie wie

      ja wierzę, ze Ty chcesz dobrze
      a kobiety (akurat) ktore sie wypowiadalały przeciw opiece naprzemiennej -
      tez chciały dobrze..

      moja mama naprawde w dobrych intencjach sugeruje mi żebym nie jeździła
      samochodem w zimie..
      • michszyb Re: Opieka wspólna 13.02.10, 16:27
        Oj był taki wątek dzisiaj o sabacie rozwiedzionych czarownic i mi się tak
        skojarzyło.

        No nie można się o wszystko obrażać od razu. prawda?
        • sbelatka Re: Opieka wspólna 13.02.10, 16:48
          Michu,
          osobiście uwielbiam Twoje wątki - bo dają mi szansę żeby się z kimś
          zetrzećsmile

          oczywiście w słusznej sprawiesmile

          ale po co Ty prowokujesz ludzi?
          taka ilośc pomyj jaką wylewają tutaj na Twoją głowę można by zalać mały
          pożar
          • michszyb Re: Opieka wspólna 13.02.10, 17:30
            A co to by była za frajda z dyskusji gdyby wszyscy sobie słodzili. A co do
            prowokowania?

            Hmm, chyba już mój nick wystarczy że się pojawię żeby sprowokować.

            Ale tak serio, lekko podkręcona atmosfera chyba jednak sprzyja głębszym
            wypowiedziom. Myślę, że nakręcone emocje sprawiają że ludzie mówią i piszą
            więcej niż powiedzieliby na chłodno.

            A z drugiej strony nie staram się jakoś specjalnie wbijać szpili. Po prostu moja
            i innych panów interakcja z niekturymi paniami zawsze będzie na podwyższonych
            obrotach. Tak, czasem mam wrażenie że robie tu za manekina na treningu psów (jak
            napisze psów w rodzaju żeńskim to mnie znowu zabiją) na agresję.

            Ostatnio do mnie dotarło że to taka moja rozmowa z żoną której nigdy nie
            odbyliśmy i pewnie nie odbędziemy.
            • sbelatka Re: Opieka wspólna 13.02.10, 17:45
              rozmowy - dobra rzecz..

              ja i ex (ktory odszedl do laski) przez jakies dobre pól roku
              rozmawialiśmy...
              w końcu ustaliliśmy rytm stałych rozmów - 2 razy w tygodniu po 90 min.;
              nie zakazywało nam to innych rozmowsmile

              w tym czasie pzregadaliśmy nasze małżeństwo, żale i co tam jeszcze było
              do przegadania..

              mogliśmy sie rozstać ... na każdym poziomie
              także emocjonalnym...

              i tego życzę wszytskim rozowdzącycm się

              może i Ty masz jeszcze czas na takie rozmawianie z zoną?
              a może jest zbyt późno..?
              nie wiem

              ale może spróbuj...
              może warto?

              myśle, ze nie da sie pzrekroczyc bariery żalu czy złośc - bez nazwania
              SWOICH win wobec tej drugiej osoby..

              nieważne - kto był bardziej, kto mniej..

              je jestem winien tego - i z tym przychodzę..

              Mich,
              zawsze to powtarzam - bo bardzo w to wierze
              zmienić moge tylko siebie i swoje zachowanie
              ale moja zmiana - musi ! wywołac zmianę u innych

              bo tak działa prawo akcji i reakcjismile
              • michszyb Re: Opieka wspólna 13.02.10, 18:09
                Oj Sbelatko


                Jesteś niezwykle pozytywnie nastawiona do świata i to na prawdę cudowne.
                Twój świat jest pewnie pozytywny bo takim go dobierasz i tego ci zazdroszczę. Ja
                świat odbieram inaczej. Dominująca emocją jest chyab strach. Ale podoba mi się
                to co mówisz bo z tego wynika że mogę nie tylko zmienić siebie, ale dzięki temu
                i swój sposób oglądu rzeczywistości. A to moze zmieni mój świat.

                Co do rozmów to też zazdroszczę. Ja z żoną od bardzo dawna nadajemy na bardzo
                różnych częstotliwościach. Kiedyś, gdy sytuacja małżeńska do tego zmusiłą
                staraliśmy się rozmawiać. I wiesz co. Było lepiej gdy milczeliśmy. Bo rozmowa
                tylko unaoczniała jak bardzo jesteśmy daleko, jak mało się znamy i rozumiemy. I
                chyba lepiej zeby przykryć to już milczeniem. Wspólnych wniosków już nie będzie
                a różnice prowadziły tylko do frustrujących awantur.
                • sbelatka Re: Opieka wspólna 13.02.10, 22:11
                  a wiesz co jest dominująca emocją Twojej zony?

                  strach....

                  złośc jest ZAWSZE emocją wtórną, najczęsciej dla strachu
                  z ktorym nie chcemy sie spotkac oko w oko - bo umieramy na myśl o tym -
                  ze strachusmile

                  oswojenie strachu jest więc elementarna koniecznością

                  i kiedy mi sie to juz udalo - życie stało sie prostsze
                  kwiaty bardziej kolorowe
                  zapachy bardziej intensywne
                  ludzie bardziej przyjaźni
                  i tak dalej i tak dalej...

                  uwielbiam być pozytywnie nastawiona do światasmile
                  i naprawde bardzo Ci życzę żebyś znalazł nitkę, które poprowadzi Cie do
                  Twojego poztywnego światasmile
    • zielona.wrona Re: Opieka wspólna 13.02.10, 15:25
      Po co te czarownice pisały takie rzeczy? Skoro to nie
      > jest prawda.
      Dlaczego?
      Bo dzieeko przy mamie = alimety, czyli w wiekszosci przypadkow
      reguralna forsa co miesiac. W WIEKSZOSCI powtarzam, nie zawsze. Przy
      opiece wzajemnej ojciec alimentow nie placi i wydatki na dziecko sa
      uzgadniane, bo placone po polowie. Chyba ze, kazdy rodzic kupuje co
      chce.
      Bo dziecko przy matcte to jest atut, ktory zawsze mozna przeciwko
      calemu swiatu wykorzystac: "ja biedna, samotna matka"
      jesli opieke sprawuja oboje rodzicow, to moze ktos z sasiadow
      pomysli, ze ten skurczybyk nie taki znowu zly. Wiec moze mial jednak
      jakis powod, zeby odejsc...
      Bo dziecko przy matce, to czasami gwarancja na mieszkanie, albo, jak
      w Twoim wypadku, wygodny dom za ktory nie trzeba placic,
      Wiec lepiej, na wszelki wypadek, glosno krakac, ze to jest zle,
      paskudne dla dziecka i w ten desen, zeby przypadkiem tatusiowi taki
      pomysl do glowy nie przyszedl, bo nic z tego, co wyzej.
      Czy Ty zostawilbys swojej zonie dom i jeszcze za niego placi, gdyby w
      nim nie mieszlaly Twoje dzieci?
      Juz wiesz?
      Pozrdawiam Cie i trzymam za Ciebie kciuki.
      wrona
      • sbelatka Re: Opieka wspólna 13.02.10, 15:55
        ajajajaj..


        wrony kraczą..
        a Ty chyba nie bez powodu pzryjęłas taki właśnie nick..

        Ty WIESZ co powoduje kobietami...

        z argumentami nie hcce mi sie dyskutowac - bo od dawna wiadomo, ze na
        każdy arguiment można znaleźć kontrargument.

        a Ty jestes ta wrona - płci żeńskiej?
        i właśnie te powody miałaś kiedy chciałaś żeby dzieci zosatły z Tobą??

        ooo, albo raczej ejesteś wroną-narzeczoną jakiegos wrona - ktory
        zostawił dom i płaci alimenty..
        i czujesz ten wypływ gotówki z konta.. i cholerna niesprawiedliwośc bo z
        Toba sie dusi w wynajętym mieszkanku...

        ciekawe czy trafiłam...
        • zielona.wrona Trafilas! 13.02.10, 16:17
          Idz do kacika sie powstydzic za to Twoje trafienie. Szczycic sie nie
          masz czym. My tu nie o mnie rozmawiamy.
      • ulkar Re: Opieka wspólna 13.02.10, 15:59
        Kazdy mierzy SWOJĄ miarą. Widać wrono, że takie są twoje pomysły na
        bycie matką. Tylko dlaczego wkładasz inne kobiety w swoje buty?
        Hm... nieładnie ....
        • zielona.wrona uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 16:15
          w tym przypadku odezwaly sie te "nieczarownice". Czy auto watku
          pytal, jaki jest wzor bycia matka (!!!!), zielonej wrony, czy
          dlaczego tyle kobiet bylo i jest przeciwko opiece
          wzajemnej/naprzemiennej. Nazwij, to jak chcesz.Naskakiwac na mnie
          mozecie ile chcecie.Ale ile z was boi sie, ze wraz z podzieleniem
          opieki bedzie pozbawione doplywu gotowki?
          • michszyb Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 16:32
            Wiesz nawet nie pomyślałem o tym że przy opiece naprzemiennej nie musiałbym
            płacić alimentów. Nawet w pozwie gdzie wnioskuje o opiekę 1`3 dni w miesiącu
            równolegle zaproponowałem alimenty. Ale coś w tym jest bo tak czuję ze gdybym
            napisł alimenty zero to też blisko zera byłaby szansa na zgodę z drugiej strony.

            Zresztą chyba i tak bym chciał dawac kase na dzieci gdybym miał nadwyżkę.
          • ulkar Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 16:33
            Śmieszny jesteś wrono -trolu smile
            • michszyb Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 16:40
              Ulkar.

              Postaraj się proszę dać coś z siebie więcej. Albo pisz bez chowania się za
              fałszywym uśmieszkiem.

              > Śmieszny jesteś wrono -trolu smile
              tak będzie bardziej autentycznie:
              > Śmieszny jesteś wrono -trolu !@#%!&%!
            • zielona.wrona Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 17:01
              ulkar napisała:

              > Śmieszny jesteś wrono -trolu smile
              Zechciej wypowiadac sie na temat. A tematem jest: dlaczego kobiety
              tak boja sie wspolnej opieki nad dzieckiem wraz z ojcem. W twojej
              Twoja wypowiedz ma tyle wspolnego z tematem, co ja z trolem.
              • lampka_witoszowska Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 14.02.10, 01:10
                zielona wrono
                pisałaś więc swój niezwykle merytoryczny post również do mnie -
                czarownicy, która dostaje na dziecko alimenty w wysokości 1/5 swoich
                zarobków sprzed 4ch lat
                która mieszkała zawsze w swoim własnoręcznie kupionym mieszkaniu
                i która uparcie przebywa na urlopie wychowawczym (radząc sobie
                finansowo nadal), by dziecię nei odczuło rozwodu i wszystkich zmian
                z tym związanych - i ku chwale jego lepszego rozwoju, niezależnie od
                obecności chłopa w domu albo nieobecności takowego

                współwychowywania z ojcem dziecka obawiam się z kilku powodów, dla
                których sąd ograniczył mu władzę rodzicielską
                - i paru innych

                aaa, zapomniałam dodać - przy pierwszym swoim dziecku niemój
                wywalczył opiekę naprzeminną
                długo się cieszył tym, że jego pierwsza była żona panicznie bała się
                sądu
                tę opiekę naprzemienną widziałam z bliska przez 4 lata
                nigdy nei zrobiłabym tego swoim dzieciom
                ale już mi się nei chce opisywać szczegółów
                zrobiłam to na forum, jakem czarownica, kilka razy
                za duzo łez widziałam u tak uszczęśliwionego dziecka
                za dużo słyszałam
                i o swoje dziecko zadbam - takiej masakry nie przejdzie, choć
                wcześniej, zanim poznałam "kulisy" byłam zwolenniczką

                reszta niech się bawi uczuciami swoich dzieci
                bo wytłumaczyc się nei da, a dzieciom krzywdę tak czy inaczej zrobią

                ps. przypomniało mi się dzisiaj, jak czytałam "Awanturę o Basię"
                ładna ksiażka smile
                dziecko chciało być i z jednym, i z drugim opiekunem (nie-rodzicami,
                na dodatek!), przez moment służyło w opiece naprzemiennej, więc
                opiekunowie postanowili być razem i zapewne żyli długo i
                szczęśliwie smile i im zakochanie nie mineło smile
          • dorata351 Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 16:38
            Ja się boję. Bo dlaczego mam być pozbawiona dopływu gotówki. Małżeństwo to
            przysięga, ja przysięgi dotrzymałam, mój były nie i dlatego poniesie tego
            konsekwencje. Sąd dał mi rozwód z orzeczeniem o jego winie, na razie z tego nie
            skorzystam, ale gdyby zaistniała taka potrzeba, jak najbardziej. I mało mnie
            obchodzi zdanie byłego, czy jego przyszłych przyjaciółek. On nie miał skrupułów,
            więc dlaczego ja mam je mieć. I nie jest to próba zemszczenia się na biednym,
            nieuczciwym misiu, tylko sprawiedliwość.
            A co do tematu wątku, to na szczęście w polskich sądach jeszcze długo nie będzie
            się dawać większych praw, pani czy panu porzucającemu rodzinę. I Ci
            niezadowoleni mogą się zesr.. Jest jak jest i mam nadzieję, że to się nie
            zmieni. Dzieci to skarb i dla tego skarbu czasem trzeba opanować swoje chuci. I
            od tego chyba należy zacząć.
            • michszyb Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 16:43
              A kto złożył pozew?
              • dorata351 Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 16:52
                Jeśli to pytanie do mnie, to nie widzę związku. jakie to ma znaczenie, liczy się
                werdykt, a on brzmiał, z wyłącznej winy już na szczęście exmęża.
          • sbelatka Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 16:40
            wrono,
            droga wrono
            NAPRAWDE myślisz, ze na alimentach można sie dorobić????

            może sa takie przypadki bo niektorzy ludzie zarabiają jakieś koszmarnie
            wielkie pieniądze - wiec pewnie i alimenty wtedy mogą być
            istotnym "dochodem" dla byłego małżonka..

            w moim zawodzie opieka nad dziećmi, co sprowadza sie do koniecnazości
            bycia z mlodymi na co dzien - w zanczący sposób ogranicze moje dochody
            i żadne alimenty tego nie rekompensują..

            i tak jest pewnie w przypadku jeszcze paru innych kobiet, może nawet
            wielu

            a taka na marginesie
            dlaczegóż to za trafienie - miałabym iśc do kącika ?
            • zielona.wrona Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 16:54
              Pozostanmy przy temacie watku. A wiec jednak... Chodzi o doplyw
              gotowki. Kim moglaby matka byc, gdyby nie dzieci, mozna gdybac do
              konca swiata. Moze nawet miss europy, albo swiata? A tak, urodzila
              dzieci, wiec tej szansy juz nie ma. Moglaby zarabiac krocie, byc
              menagerem, albo czyms takim. Gdyby nie opieka nad dziecmi. Ale oddac
              dzieci pod opieke ojcu i byc tym menagerem? tez nie!! Bo dzieci to
              cud, to skarb, to stala pozycja na koncie w rubryce przyplywy.
              wiec wlasnie.....
              • sbelatka wrono 13.02.10, 17:04
                takich bredni, wrono, to już dawno nie czytałam..

                ale na szczęście one są tak widoczne, ze nie zrobia nikomu krzydy i
                myśle, ze można Cie spokojnie ignorować
                • zielona.wrona Re: sbelatko 13.02.10, 17:52
                  czy ja Cie prosze o rozmowe ze mna? ignoruj, jesli taka masz wole.
                  Przeciez to ty mnie caly czas zaczepiesz, nie ja Ciebie. A wiec
                  ignoruj mnie z czystym sumieniem.
                  • sbelatka Re: sbelatko 13.02.10, 17:55
                    Twoje życzenie jest dla mnie - od teraz - rozkazem...
              • dorata351 Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 17:12
                Oczywiście, że dzieci to cud. Może nie miałaś okazji się o tym przekonać. Ja nie
                mam dzieci, ale mam największy na świecie szacunek dla kobiet, dla których ich
                posiadanie zmniejszyło szanse na realizację swoich marzeń. I nie sprowadzałbym
                tego do rubryki przypływów na koncie. Co to byłaby za matka, która nie dbałaby o
                to żeby jej dziecku gwiazdki z nieba nie zabrakło. To samo tyczy się do ojca. I
                rozumiem złość osób , których małżonkowie w imię nowej wielkiej miłości
                zgotowali dzieciom dramat rozwodu. Wg mnie dobry rodzic to taki, który potrzeby
                dzieci stawia przed swoimi. A nie najpierw ucieka w ramiona innej, lub innego, a
                potem okazuje wobec dzieci swoje wzniosłe uczucia. A jeśli już tak się stało, że
                odchodzi do tej innej lub innego, to niech przynajmniej da tej porzuconej
                stronie czas i szanse na pozbieranie się, a nie rozpoczyna walkę.
              • www-7 Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 17:34
                Witam !
                Zwykle się nie udzielam. Ale padłam ze śmiechu. I chyba muszę wtrącić swoje. Dla informacji wyjątkowo skąpego faceta.
                Postaram się tylko opisać moje życie z pozycji dziecka szczęśliwego.
                Rodzice obydwoje świetnie zarabiali. Obydwoje robili kariery. I teraz dopiero widzę jak bardzo są wyjątkowi i zgrani.

                Moj ojciec zrobił karierę dzięki mojej matce. Jej wsparciu. jej logistycznym poradom i wskazówkom. Ona sama też radziła sobie rewelacyjnie. Z prostej przyczyny nie dorównywała mu zarobkom bo -
                patenty i premie itd w zupełnie innej brażny są nieporównywalne.
                Proste ?
                Wydatki w moim domu były poświęcone w dużej mierze na mnie.
                Do utrzymania spory dom, dwójka dzieci i jeden samochód.
                Wparcie od rodziny żadne.
                Nie będę wspominać o drobiazgach dnia codziennego.
                Rodzice zafundowali mi wszystko na co było ich stać.
                Nie wspominając takich oczywistości jak czas i wsparcie ...
                Miałam nianię, oddzielnie guwernantkę, trzy języki, jazdę konną,
                komputery, książki sprowadzane z zagranicy, programy komputerowe itd.
                Rodzice zrobili wszystko co mogli by zapewnić mi start w życie.

                Nie rozwiedli się, mimo że nie zawsze było dobrze.
                Czy zielona.wrona sądzi że to wszystko dałaby radę zafundować mi moja mama ? To była zbiorowa praca obydwojga. Zapewniam Cię że na ciuchy, fryzjera i inne duperele zarobiłaby sama.
                Pytanie jeszcze co zrobiłby mój ojciec bez mojej matki. Sądzę że żadne z nas nie byłoby w tym miejscu w którym jest teraz.

                żegnam biednych , skąpych i ograniczonych ludzi.
                I to nie chodzi o pięniądze tylko podejście do najbliższych.
                Życzę kontaktu z mądrzejszymi. może to pomoże.....
                • zielona.wrona Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 17:50
                  Gratuluje wspanialego dziecinstwa jezykow i jazdy konnej. Ksiazek,
                  tych sprowadzanych z zagranicy tez. Ale jak to sie ma do tematu
                  watku? Chyba, ze chcialas nam powiedziec, jak wspaniale efekty dala
                  wspolna opieka rodzicow. Dla przypomnienia tylko: my tu rozmawiamy o
                  opiece nad dziecmi ROZWIEDZIONYCH rodzicow, albo takich, ktorzy sa o
                  krok od rozwodu. Dla dzieci ze szczesliwych malzenst sa z cala
                  pewnoscia inne fora. Moze i w innych jezykach? Tu do tematu watku
                  nie wnislas niec nowego. Pomimo zagranicznych ksiazek.
                  • www-7 Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 18:08
                    Chodzi o doplyw
                    gotowki. Kim moglaby matka byc, gdyby nie dzieci, mozna gdybac do
                    konca swiata. Moze nawet miss europy, albo swiata? A tak, urodzila
                    dzieci, wiec tej szansy juz nie ma. Moglaby zarabiac krocie, byc
                    menagerem, albo czyms takim. Gdyby nie opieka nad dziecmi. Ale oddac
                    dzieci pod opieke ojcu i byc tym menagerem? tez nie!! Bo dzieci to
                    cud, to skarb, to stala pozycja na koncie w rubryce przyplywy.
                    wiec wlasnie.

                    To Twój cytat.
                    Rozumiem że "Kasssa" jest zapalnym tematem. I własnie Tobie odpowiadam na TWÓJ tok myślenia.


                    Umknęła Ci najistotniejsza część mojego chwalipięctwa.
                    Inwestowali tylko w ROZWÓJ.

                    Pieniądze równają się rozwojowi. W dzisiejszych czasach szczególnie nauka jest droga. Jeśli Ci szkoda pieniędzy na rozwój własnych dzieci, bo mamusia sobie coś kupi. Czy Wiesz ile kosztuje lekcja korepetycji albo lekcja języka ? Nie Masz pojęcia bo to nie są Twoje obszary.
                    Mało jest ojców zawracających sobie głowy takimi bzdurami, prawda ?
                    Alimenty.... Butelka dobrych perfum kosztuje tyle co te śmieszne alimenty...
                    • michszyb Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 18:16
                      Oj odeszliścioe daleko od tego o co pytałem.

                      OK.

                      Zgódźmy się. Kasa(a właściwie jej brak) może być czynnikiem który zniechęca
                      kobiety do dzielenia się dziećmi.

                      Ktośtam napisła też:

                      Nie dać mu dziećmi, bo to skarb, a on nie umie uszanować. Tak za karę trochę i
                      prewencyjnie z drugiej no bo jaki to dlaa dzieci przykład

                      Dyskusja poszła w tym kierunku.

                      A ja pytałem: dlaczego te wiedźmy piszą kłamstwa? Czy to są kłamstwa?
                      • zielona.wrona Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 18:21
                        Bo chca Ci dokopac.
                        • kasiamasia do zielona.wrona 13.02.10, 18:39
                          do zielona.wrona

                          Cala ta historia nie jest taka prosta.
                          Czytam to forum z doskoku
                          Pierwszy post micha pamietam przez mgle
                          ale brzmial miejwiecej tak:
                          Mam zone i dwojke "bardzo"malenkich dzieci
                          Zona jest okropna i kontrolujaca...........
                          ale ja sie zakochalem i mam kochanke od pewnego czasu
                          (zona nie wie o tamtej).
                          Pytanie do forum:
                          Jak sie wyzbyc z domu wiedzmy/matki moich dzieci?
                          (Dom ladny wspolnie budowany i jest jeszcze pozyczka 1/3-1/4 wartosci).
                          Bo byloby przeciez fantastycznie dla wszystkich
                          jakbym tak zamieszkal z kochanka w tym domu!!
                          I nareszcie byl bym "happy"!!!

                          Bo przeciez Mich chcial tak dobrze!!!
                          Dobrze dla kogo? Zony? Dzieci? Kochanki? Czy tylko siebie??

                          • michszyb Re: do zielona.wrona 13.02.10, 18:54
                            Boszzzzeee

                            Będę się spowiadał z tego do końca życia.

                            Pytałem tylko co ludziska sądzicie że mam zrobić skoro już mam tą żone i
                            kochankę i dzieci i takiego bajzlu narobiłem. A to że chciałem domu nie tracić
                            to chyba normalny kurde odruch. No i jak na razie dzięki bogu i domu nie tracę
                            grzecznie na niego płace i nawet kluczy nie mam.
                      • kasiamasia Prawda i klamstwa 13.02.10, 18:24
                        michszyb przepraszam z gory za wyrazenie ponizej:
                        " Z prawda tak jak i z dupa,
                        kazdy ma wlasna"
                        I z tego punktu widzenia poczucie prawdy
                        i tewgo kto klamie jest bardzo subiektywne!!
                        I takze w twoim przypadku.
                        • kasiamasia Re: Prawda i klamstwa 13.02.10, 18:42
                          michszyb, przepraszam wyslalam zanim przeczytalam co napisalam.

                          Nie oskarzalam Cie ze klamiesz,
                          mowie tylko ze wszystko jest zawsze bardzo subiektywne
                        • michszyb Re: Prawda i klamstwa 13.02.10, 18:51
                          No tak i prawda leży tam gdzie leży, albo tam gdzie poległa i przeszkadza
                          wszystkim bo lezy po środku

                          Ale ja jako lekarz opieram się na czymś takim jak Evidence Based Medicine.
                          Potrzebuje dowodów, badań publikacji.

                          Jak ktoś pisz, ze się tego znowu uczepie "w krajach takich a takich odchodzi się
                          bo są potwierdzone doniesienia że to szkodlwe", to dla mnie jest to pustosłowiem
                          (albo kłamstwem) dopuki ktoś nie popre tego jakimkolwiek źródłem. Cokolwiek.
                    • zielona.wrona Re: uderz w stol a nozyce sie odezwa 13.02.10, 18:19
                      Kobieto o czym Ty mowisz??? Czy autor watku mowi, ze nie chce
                      placic? Z twojego toku myslenia wynika, ze placic ma, czyli
                      inwestowac w rozwoj a reszta niech go nie obchodzi. Idac dalej
                      tokiem Twojego rozumowania, to tylko korepetycje, zagraniczne
                      ksiazki i konna jazda tworza czlowieka? tak? To, dalej idac Twoim
                      rozumowaniem, matki powinny oddawac dzieci czympredzej do zlobka,
                      przedszkola lub innej placowki i zarabiac, zeby inwestowac,
                      inwestowac, inwestowac. W dzieci i ich swietlana przyszlosc. A co
                      z miloscia? autor watko KOCHA swoje dzieci i chce brac czynny
                      udzial w ich wychowaniu po rozwodzie z ich matka. Jakbys miala nie
                      wiedziec.
      • tully.makker ale sie ubawilam 13.02.10, 18:58
        wlasnie wplacilam oplate ze kurs jezykowy dziecka rowna trzykrotnosci
        miesiecznych alimentow ( tez w koncu niemalych) tak sie wlasnie dorobilam na
        moim dziecku.
    • niutka Re: Opieka wspólna 13.02.10, 16:50
      Hmmm... chyba nie czytalam tego watku... albo nic takiego, co piszesz, nie
      "rzucilo mi sie na oczy".
      Napisze wiec, jak bylo u mnie. Na drugiej rozprawie (bo na pierwszej sie prawie
      byly nie zjawil) prawie ex wystapil o konkretne terminy widzen z dziecmi...
      Wtedy to bylo 2/3 czasu moje, 1/3 jego. Zgodzilam sie, bo mieszkamy od siebie 2
      ulice dalej (zeby bylo jasne ja wyprowadzilam sie z chlopcami i wynajelam
      mieszkanie). Ale zauwazylam, ze dzieci sa zaniedbywane pod wzgledem nauki i tez
      opieki. Dlatego tez wnioslam o zmniejszenie kontaktow ojca z dziecmi. Ale
      chodzilo mi o to, aby w ciagu tygodnia u niego nie spali, bo wtedy chlopcy
      spozniali sie do szkoly... Teraz kontakty sa inaczej ustalone, w/g mnie lepiej
      ale na zasadzie 3/4 u mnie 1/4 u niego. Ale on swego czasu wnioskowal, aby
      opieka byla tydzienna tydzien, badz 2 tygodzienie na 2 tygodnie... Sedzina
      sprowadzila go do parteru... co on zamierza zafundowac dzieciom! Bo to ich
      totalnie rozstroi... Musza miec miejsce stalego pobytu, gdzie przewaznie bywaja,
      gdzie jest osoba, ktora bardziej sie o nich troszczy...
      Tyle w tej kwestii...
      • michszyb Re: Opieka wspólna 13.02.10, 17:14
        Sędzina miła rację.

        Dzieci powinny miec miejsce stałego pobytu a nie kontakt z ojcem.

        Idę sobie chyba jescze raz obejrzeć TATO. Ręce opadają.
        • lampka_witoszowska Re: Opieka wspólna 14.02.10, 01:21
          obejrzyj
          poczuj się lindą
          uwierz, że masz żonę wariatkę
          nakręć się bardziej smile
        • aneta-skarpeta Re: Opieka wspólna 15.02.10, 13:33
          ale tutaj to chyba tatus sam sobie zapracował na zmiane zasad
          opieki, prawda?

          zadna zła czarnownica nie maczała w tym paluszków. tatus zawalał
          jako ojciec- dzieci sie spózniały i było z tym wiecej problemów (
          dla dzieci) niz powinno

    • kasiamasia Re: Opieka wspólna 13.02.10, 17:09
      Czy mowimy o opiece wspolnej czy naprzemiennej?
      Opieka naprzemienna byla bardzo popularna w USA(nie wiem ale moze tez byla
      wymyslem tego kraju) w latach 70-90.
      W tym momencie sady zaczynaja sie zastanawiac i podejmowac decyzje co byloby
      lepsze dla dobra dziecka w zaleznosci od jego wieku.
      Opieka naprzemienna oznacza bardzo duzo ograniczen dla obojga rodzicow:
      obowiazek zamieszkiwania w poblizu przedszkola i szkoly do ktorej dzieci maja
      uczeszczac. Ogranicza na nastepne nascie lat gdzie rodzice moga pracowac
      (odleglosc) i kompletnie ogranicza mozliwosci przeprowadzek poza dany dystans
      (ex-malzonkow i ich przyszlych partnerow). I to rodzic ma opiekowac sie
      dzieckiem w tym swoim czasie
      a nie jego nastepny partner. Finansowo wyglada to tak ze jezeli exmalzonkowie
      maja podobne przychody, to nie ma alimentow na dziecko
      natomiast jezeli roznica jest duza, lepiej zarabiajacy ex doplaca pieniadze
      mniej zarabiajacemu EX.
      Mozliwe jest to tylko jezeli jest wola dogadania sie pomiedzy ex.
      Natomiast liczenie i dzielenie majatku:
      robi sie to najczesciej tak ze dzieli sie wspolny dorobek po polowie
      (tak jakby dzieci nie bylo) a potem liczy sie jak zmienia sie warunki zycia po.
      michszyb w twoim przypadku (jezeli dobrze pamietam ty zarabiasz 8000+
      twoja znienawidzona zona 2000). Po rozwodzie z orzeczeniem twojej winy
      (nie byloby to takie trudne po tym jak znalazles sobie kochanke w czasie
      ciazy/pologu i wyprowadziles sie beszposrednio w jej ramiona, moge byc w bledzie
      i nie pamietac dobrze szczegolow w jaki sposob naprawiales swoje malzenstwo).
      W przypadku tak malutkich dzieci szanse na bardzo niewielkie
      na opieke naprzemienna (do czasu kiedy nie pojda do szkoly)
      to alimenty najpierw placilbys na ex-zone zalozmy 2000 (plus jej 2000).
      Ona ma 4000 a ty 6000 (i tak jestes do przodu masz 60% wspolnego przychodu)).
      Jezeli byloby to 1000 zl dla niej to masz 30/70%
      Jezeli utrzymanie dzieci w jednym domy kosztowaloby 3000 zl.
      to ty placilbys na jej rece dodatkowe 1800zl (60% razy 3000zl, ona 40% z tych
      3000).
      Pozniej przy starszych dzieciach i jezeli jeszcze wystarczy Tobie cierpliwosci i
      checi (wiekszosci Tatusiow po pewnym czasie tego brakuje: nastepne partnerki
      traca cierpliwosc( bo tak naprawde chcialy miec misia tylko dla siebie a nie po
      to zeby zajmowac sie czyimis dziecmi i byc ciagle uwiazana), przychodza nastepne
      dzieci, klopoty zawodowe i nie daj Boze zdrowotne, wychodza na wierzch klopoty
      wychowacze zwiazane z dziecmi i trauma po-rozwodowa, ludzie w pelnych zwiazkach
      tez maja klopoty z dziecmi).
      Przy pozniejszej opiece naprzemiennej: liczyloby sie to nastepujaco:
      Przychody za jakies 5 lat:
      Ty (10 000) twoja Ex (4000 podniosla sie po rozwodzie i odbudowala swoja
      kariere) razem 14000 (ty 71% ona 29%)
      Koszty utrzymania dzieci w jednym domu 4000 (opieka naprzemienna 150% tych 4000
      jezeli po dokladnie 50% czasu, czyli 6000).
      Ty ponosisz 71% tych 6000 czyli w dalszym ciagu placibys jej 1700 kazdego
      miesiaca, plus musialbys zajac sie pelna opieka dzieci polowe czasu (wlacznie z
      siedzieniem z chorymi dzieciakami w domu, praniem, wozeniem na zajecia
      dodatkowe, psychologiem, odrabianiem lekcji.....)
      Wbrew pozorom opieka nad dziecmi nie oznacza slodkiego brzdaca przylatujacego w
      czasie weekendu dac buziaka tatusiowi i dajacego sie zabrac na lody, McDonalda.
      wychowywanie dzieci oznacza ciezka prace kazdego dnia ....Wiekszosc Tatusiow
      pakuje dzieciaki w momencie jakichkolwiek objawow chorobowych, a tak miedzy nami
      ile ty zarwales nocy jak dzieci byly chore?......
      Jezeli naprawde tak bardzo zalezalo Tobie na twoich dzieciach, to co robiles
      zostawiajac matke swoich malutkich dzieci sama z dzieciakami a ty szukales
      pocieszenia w innych "opiekunczych" ramionach.
      Najpierw konczy sie jeden zwiazek (ktory byl taki okropny)
      i ustala sie warunki finasowe i jak bedzie sie wychowywalo dzieci wspolnie: daje
      sie dzieciom szanse na przyzwyczajenie do zaistnialej sytuacji.....leczy sie
      rany....... A dopiero potem szuka sie nowej Pani
      ktora wtedy ma wiedziec jakim jestes kochajacym ojcem, ktory przez 50% czasu
      opekuje sie wlasnymi dziecmi i to one sa w tym czasie najwazniejsze.

      Michszyb; chcesz miec nowe zycie pelne pasji i milosci to je sobie miej
      (tylko prosze ie badz bardzo zdziwiony za 5-7 lat ze to nowe zycie jest
      dokladnie takie samo jak to poprzednie)
      michszyb, prosze ponies takze konsekwencje swoich wyborow, dojrzej emocjonalnie
      do nich i przestan ustawiac zycie innych do tego co
      Tobie sie marzy. Inni ludzie maja swoje marzenia/plany i wcale nie musza one
      zbiegac sie z Twoja wizja.
      • sbelatka Re: Opieka wspólna 13.02.10, 17:15
        kasiamisia..
        tak dobrze zaczęłaś..
        tylko po grzyba przeszłas w wątki potępieńcze i moralizatorskie..?
        to juz przerabialiśmy setki razy w wątku Micha..

        natomiast Twoje wyliczenia zrobiły na mnie wrażeniesmile
        • dorata351 Re: Opieka wspólna 13.02.10, 17:19
          przerabiane było, ale czy Michu coś z nich zrozumiał, chyba raczej nie.
          • sbelatka Re: Opieka wspólna 13.02.10, 17:50
            a masz jakis powód żeby tak sądzic?

            chyba nie może wrócić do czasu gdy żona była w pologu? i jej nie
            zdradzić wtedy?

            a zdaje sie, ze ciągle MY do tego wracamy...

            tamtego juz nie ma
            teraz jest TERAZ

            i jak gośc sie o coś nas pyta - to mu odpowiadajmy na pytania;

            i nie ma co zakladac, ze nie rozumie

            a na dodatk jesli nie zrozumial 100 razy - to i 101 też nie..
          • michszyb Re: Opieka wspólna 13.02.10, 17:57
            Ale co mam zrozumieć?

            Że mam założyć pokutny wór, płacić alimenty i widywać się z dziećmi tak jak mi
            żona pozwoli?

            Jeśli to jest dla dobra moich synów, to mogę nawet w tym worze iść na kolanach
            do Częstochowy i już nie wrócić.
            • sbelatka Re: Opieka wspólna 13.02.10, 18:00
              to było ryzykownesmile

              bo zaraz sie okaże, ze tak własnie powinienes zrobić..

              bo zadowolona matka = zadowlone dzieci; i co ważne - to naprawde jest
              prawda
              • michszyb Re: Opieka wspólna 13.02.10, 18:11
                Wiesz czasem mam naprawdę czarne myśli i wtedy to chciałbym odejść jeszcze dalej
                i zdecydowanie permanentnie.
                Ale po tym jak mój Ojciec młodo umarł i jak mu mam to za złe to wiem że chłopaki
                by mi tego nie wybaczyli.
                • sbelatka Re: Opieka wspólna 13.02.10, 22:17
                  no i to by było podłe

                  TO by było porzucenie..

                  ale myślec możesz... każdy ma mysli,z ktorymi się zmaga

                  jak sie zmógł - to lepiej niżby je przed sobą ukrywał.. zdecydowaniesmile
    • triss_merigold6 Re: Opieka wspólna 13.02.10, 17:42
      Abstrahując od faktu, że mój eks nigdy nie wpadł na pomysł opieki
      naprzemiennej, wyjaśnię Ci:
      Opieka naprzemienna zmusza byłych partnerów do niemal nieustannego
      kontaktu i drobiazgowego ustalania każdego szczegółu życia dzieci i
      praktycznie uniemożliwa założenie nowej rodziny z kolejnymi dziećmi.
      Zmusza też do mieszkania blisko siebie, żeby pogodzić całą logistykę
      transportu do przedszkola/szkoły i jest zwyczajnie droższa.
      • zielona.wrona Re: Opieka wspólna 13.02.10, 17:58
        Pierwszy, spokojny i mozliwy do zrozumienia argument. Zgoda. Jesli
        jednak oboje rodzicow wszystkie te warunki swiadomie biora pod
        uwage, to znaczy, ze taka forma opieki jest najlepsza. I wniosek
        jest taki, ze tylko z powodow, ktore wymienilas matki protestuja
        przeciwko. Wniosek: nie o dobro dziecka chodzi, tylko o dobro
        wlasne. Ojcow, ktorzy sie o taka opieke nie staraja, nie bierzemy
        pod uwage.
        • adela38 Re: Opieka wspólna 13.02.10, 18:48
          Mam wrazenie, ze ojcowie starajacy sie o taka opieke - a przynajmniej Michszyb,
          chce miec po prostu nieograniczony dostep do dzieci wtedy jak mu pasuje.Ale taka
          opieka naprawde wiaze sie z ciaglym kontaktem z byla zona i jej ciagla obecnosc
          w jego zyciu. To wszystko bardzo szybko odbije sie na nowym zwiazku.Nowa
          partnerka raczej nie zechce trojkata, a mimo szczerych checi niezadlugo bedzie
          miala dosc faceta ganiajacego za eks i dziecmi, oraz tych dzieci, ktore chocby
          byly najslodsze to sa krwia z krwi eks, jej mlekiem karmione,z jej ciala wyszly,
          do niej sa podobne i przez nia wychowywane, a w zadnym wypadku nie sa dziecmi
          nowej partnerki. Co wiecej podejrzewam ze w praktyce te dzieci beda przeszkoda w
          tym by ta nowa partnerka miala swoje dzieci.Bo Michszyb moze juz nie bedzie
          chcial wiecej, zabraknie kasy albo te sama trzeba bedzie dzielic na dodatkowe
          dzieci...
          Do czego zmierzam- warto sie zastanowic jak ma wygladac przyszle zycie i do
          czego sie dazy.Kazda decyzja pociaga za soba pewne koszta.I nie mowie tu o
          alimentach.
          • michszyb Re: Opieka wspólna 13.02.10, 18:59
            Kolejna wróźka ze swoją szklaną kulą.

            chce miec po prostu nieograniczony dostep do dzieci wtedy jak mu pasuje

            Mylisz się. Zaproponowałem konkretne rozwiązanie z określeniem od-do. Jak na
            razie to nieograniczony dostęp chce i ma moja żona. Ja dzieci widzę tylko wtedy
            kiedy ona jest w pracy i i tak nie byłaby z nimi. Żebym chociaż mógł z nimi być
            zawsze jak jest w pracy.

            Co do przyszłości i partnerki to ona doskonale sobie zdaje sprawę jakiej opieki
            nad dziećmi chce i jeszcze nie uciekła.
            • adela38 Re: Opieka wspólna 13.02.10, 19:41
              Owa partnerka jest od niedawna z toba. Pogadamy po 3-5 latach...
              Ty moze znasz siebie, ale napewno niezbyt znasz sie na kobietach- siebie,
              zreszta znamy tez na tyle na ila nas zycie sprawdzilo. Praktyka w tych sprawach
              naprawde duzo odbiega od szczytnych idealow, a kobiety zwykle w fazie ostrego
              zakochania sa sklonne do niebywalych poswiecen-gdy ta faza opada (a tak sie
              dzieje zawsze- zwykle po 2 latach)nagle zauwazaja, ze daly z siebie wiecej niz
              chcialy a nie dostaly tego o czym marzyly...i zaczynia sie piekielko...
              Masz racje, ze zona chce i ma.A zebys ty tez mial musialaby ciebie wpuscic do
              swojego zycia w bardzo duzym stopniu, na co chyba nie ma ochoty.
        • bramstenga Re: Opieka wspólna 13.02.10, 21:35
          >ze taka forma opieki jest najlepsza.

          Mogłaby być, pod warunkiem, gdyby to nie dziecko musiało się przeprowadzać do
          rodziców, tylko rodzice do niego.

          Wniosek: nie o dobro dziecka chodzi, tylko o dobro
          > wlasne.

          Czynisz błędne założenie. Twoja teza wymaga określenia, ilu ojców wystąpiło
          przed sądem o opiekę naprzemienną i jej nie dostało. Pobrzmiewa mi tu także
          znana teza o eks-żonie fundującej sobie z alimentów (w zawrotnej wysokości 300
          PLN) tipsy i kawior tudzież utrzymującej nowego gacha. A z moich obserwacji
          wynika, że fakt pozostawiania przez sądy dzieci przy matce wynika po prostu z
          tego, że jeśli chodzi o "byłe potomstwo", znakomitej większości ojców absolutnie
          wystarczają kontakty co drugi weekend.
          ~bramstenga
        • aneta-skarpeta Re: Opieka wspólna 15.02.10, 13:39
          problem w tym, ze autor wątku nie potrafi dogadac sie z ex na
          poziomie podstawowym, a co dopiero przy opiece naprzemiennej, która
          wymaga przyjacielskich kontaków
          • michszyb Re: Opieka wspólna 15.02.10, 14:44
            Problem polega na tym ze ex nie potrafi się dogadać z autorem wątku
            • langsam Re: Opieka wspólna 15.02.10, 14:56
              Michszyb, uczciwie wkleiłam ci litanię zastrzeżeń do układu opieki
              naprzemiennej. Zakładam, że angielski znasz i przeczytałes. Jak wół stoi
              napisane, że opieka naprzemienna wymaga bliskiej i bezkonfliktowej współpracy
              między rodzicami. U was się na taką nie zanosi w najmniejszym stopniu. Jeden z
              autorów pisze jasno, i ja się z nim tu zgadzam, że opieka wspólna rodziców może
              być dla dziecka najlepsza - lub najgorsza. Czy bedzie taka czy taka, zależy w
              ogromnym stopniu od układu między eksami. Wasz jest bardzo zły. Zresztą inne
              wady tego typu rozwiązania równiez ci zamieściłam.
              • michszyb Re: Opieka wspólna 15.02.10, 15:04
                No to sprawa jest jasna. Albo nauczymy się współpracować, albo opiekę utraci ta
                osoba która sabotuje możliwość dogadania się.
                • langsam Re: Opieka wspólna 15.02.10, 22:05
                  Nie, to nie tak wygląda.
                  I spójrz jednakowoż na pozostałe wymienione wady opieki naprzemiennej. Choćby
                  informacyjnie.
    • mediator.org Czarownice... 13.02.10, 21:59
      Zdaje się, że to moje pytanie o źródła informacji, co do zgubnych skutków opieki
      naprzemiennej, spowodowało zamilknięcie "czarownic"...
      M.in. na tym polega mediacja - umotywuj KONKRETNIE dlaczego tak myślisz,
      uważasz. Zauważ CO tobą kieruje. Tu akurat chodziło o konkretne informacje na
      dany temat.
      Ludzie często się gubią, tracą grunt pod nogami, gdy z poziomu ogólnego mają
      zejść do konkretów.
      A dlaczego są takie "czarownice" i chcą wprowadzać ludzi w błąd?
      Bo my, ludzie, kochamy mieć rację, nawet, gdy jej nie mamy...
      Jaka na to rada? Michszyb - nie trać sprzed oczu tego, co dla Ciebie najważniejsze.
      • zabelina Re: Czarownice... 13.02.10, 22:19
        Jeśli Ty masz zwyczaj używania takiego nazewnictwa w prowadzonych mediacjach to
        kiepsko jakoś je widzę...
      • kasiamasia Re: Czarownice... Do: mediator.org 13.02.10, 23:02
        Do mediator.org:
        Wiekszosc z tutaj wypowiadajacych ma tam "jakies osobiste doswiadczenie" w
        sprawach rosypujacych sie
        zwiazkow i prob znalezienia mniejszego zla
        w takiej sytuacji.
        Czy ty moglabys sie prosze podzielic z nami roznymi informacjami:
        Np jakie jest Twoje doswiadczenie mediacjach?
        W ilu przypadkach udalo sie Tobie pomoc ludziom ten zloty srodek?
        Na ile mediacji/przypadkow???
        Ile lat ludziom pomagasz rozwiazywac ich problemy?
        Jakie przygotowanie formalne trzeba posiadac bys mogl byc mediatorem
        (do ktorego sad przysyla rozwodzacych sie po pomoc)??
        Jakie Ty masz przygotowanie formalne, ze czujesz sie taka kompetentna osoba do
        pomaganiu innym, czesto w ich najczerniejszym okresie zycia?? kiedy to sie im
        swiat wali na glowe??
        Czy moglabys Ty (soba radzaca innym) wskazac nam jakies publikacje, odnosniki,
        Towarzystwa Pomocy, ksiazki ktore mogly by nas oswiecic
        i pomoc ????
        Bede czekala z niecerpliwoscia na Twoje informacje i Twoja pomoc
        • mediator.org Odpowiedź kasiumasiu :) 13.02.10, 23:40
          Po kolei - tak, mam własne doświadczenia, jak wciśniesz archiwum i wczytasz się,
          to znajdziesz choćby moją wypowiedź odnośnie kontaktów rodzica z dzieckiem w
          sytuacji, gdy rodzic jest za granicą (moje własne życie wink) A więc co za tym
          idzie - jestem także po rozwodzie, ładnych parę lat temu.
          Moje doświadczenie jak mediator - zajmuje się mediacją od trzech lat. Sprawy
          sądowe, co oznacza, że "zasłużyłam sobie" na to, że są one skierowywane do mnie.
          W ilu przypadkach pomogłam? To zależy co uznamy za "pomoc". Jeśli chodzi Ci o to
          ile mediacji przeze mnie prowadzonych zakończyło się ugodami to mam kilka które
          się nimi NIE zakończyły (na ile spraw, nie każ mi liczyć! winkO ostatniej pisałam
          tu na forum całkiem niedawno (odsyłam do archiwum)
          Jakie przygotowanie formalne powinien mieć mediator - zapraszam na stronę, tam
          wszystko jest napisane. I tu powtórzę się kolejny raz - moja stopka to nie jest
          reklama (jak już pisałam biorę sprawy tylko z Sądu i tylko z MOPS-u, gdzie
          pracuje społecznie, reklama jest mi zbędna)Jest to adres, pod którym ktoś
          zainteresowany mediacją znajdzie cała masę informacji właśnie o mediacji
          rodzinnej. A także stronkę dla dzieci, która u nas w Polsce jest, jak na razie,
          ewenementem (pomysł nie mój, ściągnięty z zagranicy)
          Co do publikacji - z tym mają problem sami mediatorzy i korzystają raczej z
          publikacji anglojęzycznych.
          Ale jest kilka i po polsku. Dla laika np. książka, o której już także
          wspomniałam tu na forum: "Rodzice w separacji". I też jak już to pisałam - tytuł
          książki mylący ogromnie, bo jest ona o procesie mediacji.
          Tak, mediator to ktoś, kto ma pomagać w najczarniejszym momencie, gdy świat wali
          się na głowę. A raczej, gdy ktoś uważa, że problemu nie da się rozwiązać. Otóż
          często się da smile I jest to wspaniałą satysfakcją.
          • kasiamasia Do mediator.org - raz jeszcze 14.02.10, 15:09
            Whaa!!! Ale mi sie dostalo (jezeli w tej chwili napisalabym to co naprawde mysle
            to podejrzewam ze zostane wyrzucona z forum za obrazanie ludzi):
            << mam własne doświadczenia, jak wciśniesz archiwum i wczytasz się
            > to znajdziesz choćby moją wypowiedź odnośnie kontaktów rodzica z <<dzieckiem w
            "wciśnielam" i cirpliwie przeczytalam twoja "tworczosc"
            profesjonalno-literacka......i zaluje straty czasu

            <<jak mediator - zajmuje się mediacją od trzech lat
            Tak trzy lata po kursie/przeszkoleniu daja Tobie tak wielkie doswiadczenie
            profesjonalne ze nie mozesz sie powstrzymac aby na kazdym watku tutaj podzielic
            sie swoimi madrosciami
            (i w tej samej sytuacji wprowadzajac czesto lusdzi w blad)
            >>Sprawy sądowe, co oznacza, że "zasłużyłam sobie" na to:
            ???????????(wole tego nie komentowac)

            Pytalam o twoje przygotowanie formalne i jak moglam miec watpliwosci co do
            twojego doswiadczenia.
            Mialam nadzieje ze masz wieloletnie doswiadczenie jako psycholog
            z wieloma dodatkowymi specjalizacjami: Jedyne co znalazlam na temat twojego
            doswiadczenia na twojej stronie to:<Jestem mediatorem rodzinnym. <Odbyłam
            szkolenia z zakresu mediacji rodzinnej podstawowe oraz <zaawansowane i
            doskonalące w Centrum Mediacji Partners Polska w <<Warszawie.
            ???? szkolenie podstawowe i zaawansowane???
            Wha! to nawet nie specjalizacje, certyfikacje, dyplom......szkolenie?
            Co do kompetencji midiatorow i terapetow, mam bardzo mieszane doswiadczonia: sa
            tacy ktorzy potrafia pomoc a sa tacy ktorym sie wydaje ze wiedza wszystko lepiej
            a brakuje im wiedzy, madrosci I doswiadczenia.

            >>> Co do publikacji - z tym mają problem sami mediatorzy i korzystają >>raczej
            z publikacji anglojęzycznych.

            I ty takze oczytalas sie w tej angielskojezyczej literaturze???

            > Ale jest kilka i po polsku. Dla laika np. książka, o której już także
            > wspomniałam tu na forum: "Rodzice w separacji".

            Wyglada ze napewno (chyba) przeczytalas te jedna ksiazke bo podajesz ja w kazdym
            mozliwym miejscu.

            Do warunkow opieki i dzielenia sie obowiazkami rodzicielskimi
            tez masz tak wielkie doswiadzczenie ze pezez 25 lat obserwowalas
            rozne rozwiazania i jak wplynely one na dzieci juz jako doroslych ludzi?
            • sbelatka masia 14.02.10, 15:27
              ciekawa jestem skąd ta napaść na mediator?

              ale mniejsza ot o..
              jak na kogos kto jest taki otrzaskany i zapewne wykształcony - powinnaś
              wiedzieć, ze na pewno - pisze sie na pewno oddzielnie..
              i mozna to przeczytac w lietraturze polskojęzycznej
              wystarczy do tego jedna jedyna ksiązka - słownik ortograficzny

              to taka zlośliwośc po obiedzie..

              acha, mediatorami w tym kraju zostaje się w efekcie ukończenia szkoleń;
              co począć...

              z jednym sie zgodzę - są różni..
              jak lekarze.. nauczyciele.. urzędnicy... sprzątaczki .. i ludzie
              wszystkich zawodów.. łączcie się..
              • kasiamasia Re: masia 14.02.10, 17:15
                sbelatka
                > i mozna to przeczytac w lietraturze polskojęzycznej
                > wystarczy do tego jedna jedyna ksiązka - słownik ortograficzny

                Dziekuje za znalezienie bledow ortograficznych w moim poscie:
                wiem nalezalo mi sie. W koncu wypowiadalam sie na forum i potepialam "jakosc
                jezyka polskiego uzywanego przez mediator"
                Jak smialam "napasc" na mediator!!

                Mam powazny problem z ludzmi "profesjonalistami"(lub reprezetujacymi sie, jakimi
                dobrzy w swej profesji).
                Jezeli "mediator" pisalaby jako inna osoba na forum
                to zostawilabym to w spokoju: ot inny punkt widzenia/wolnosc wypowiedzi.
                Moj problem polegal na tym, ze ona udziela tutaj rad jako mediator
                a nie wypowiada sie jako p. Grazyna z Pultuska.
                Problem bylby mniejszy gdyby udzielala rad madrych i przemyslanych...
                Ludzie czesto w sytuacji rozwodu sa zagubieni i zastraszeni,
                potrzebuja pomocy, ale potrzebuja pomocy prawdziwych profesjonalistow
                a nie ludzi ktorym wydaje sie ze wiedza lepiej i udzielaja rad na prawo i lewo.

                • sbelatka Re: masia 14.02.10, 19:44
                  ja sie nie wczytuję może za dokładnie w to co pisze mediator - ale z
                  grubsza wydaje mi sie, ze wyglasza poglądy wyważone dośc i jęzka używa
                  wolnego od emocji; i to jest ok.

                  nie wiem czy mediator jest dobra w tym co robi czy nie..
                  ale Ty też nie wiesz...
                  więc znowu zostaje kryształowa kula..

                  a co do mówienia o sobie i swoich umiejętnościach dobrze - to jest to
                  jak najbardziej ok.
                  choc poprzednie pokolenia zakodawały nam, a za nimi my wtłaczamy naszym
                  dzieciaczkom, ze nie nalezy za dobrze nie tylko o sobie mówić - ale
                  nawet myśleć

                  ja uważam, ze jesli jestem w czymś dobra - to moge o tym mówic... i
                  już...
                  a nie - nawet pochwalona - krygowac sie i zaprzeczac....
                  że nie... ze tylko mi sie udalo.. albo tylko sie komuś wydawalo, ze
                  zrobilam to czy tamto świetnie...
                • sbelatka Re: masia 14.02.10, 21:00
                  kasiamasia napisała:

                  >> Mam powazny problem z ludzmi "profesjonalistami"

                  no, jakby Ci tu powiedzieć.. zdaje się, ze nam sie zwierzyłaś ze swojego
                  problemu...
                  i znowu niesłusznie sie czepiasz mediator...
                  nieładnie..
            • mediator.org kasiu... 14.02.10, 19:45
              Twoja wypowiedź jest dowodem na to, jak bardzo nie wiesz nawet czego "wymagać"
              od mediatora, ale bardzo chcesz "pokrzyczeć"wink.
              Nie ma czegoś takiego jak studia mediacji, magister mediacji, czy doktor,
              certyfikat, dyplom wink Są JEDYNIE i tylko szkolenia, które ja odbyłam pełne.
              Pewnie nawet nie zajrzałaś i nie sprawdziłaś jakie są zasady "bycia mediatorem"
              i jak nim zostać - Twój wolny wybór dowiedzieć się czegoś, lub "tylko"nie
              wiedzieć dalej .
              Co znaczy, że "zasłużyłam sobie" na sprawy z Sądu? Bardzo proste - mediuję dość
              skutecznie.
              Dobrze, że zdajesz sobie sprawę z tego, że masz problem - to już pierwszy krok
              do zmiany smile
              Książkę podałam dwa razy, nie wiem, czy to każde miejsce?Drugi raz specjalnie
              dla Ciebie smile Mogę podać Ci jeszcze inne pozycje, ale nie wiem czy to tak
              wszystkich interesuje, więc może daj znać na maila gazetowego - dam Ci całą listę.
              A co do wprowadzania w błąd - w żadnej, ale to w żadnej wypowiedzi nie
              wprowadzałam nikogo w błąd.
              Wątpliwości możesz mieć nadal, Twoje prawo. Ale warto czasem zajrzeć i
              dowiedzieć się CZEGO WYMAGAĆ, gdy już chcesz czegoś wymagać. Bo tak to jest
              troszkę śmiesznie smile
              • mediator.org i jeszcze do kasi... 14.02.10, 19:51
                Jesteś rozczarowana, że nie piszę o przygotowaniu psychologicznym czy tez innym
                terapeutycznym. Rozczaruje Cię jeszcze bardziej - wśród mediatorów są ludzie
                przeróżnych zawodów, specjalności, itp. Jedną z zasad mediacji jest nie mieszać
                mediacji ze swoim (jakimkolwiek) zawodem czy profesją. Ale oczywiście tego też
                "szkoda było Ci czasu" czytać wink Byle tylko potupać nóżkami i znaleźć sobie
                pretekst wink)
                To wszystko w tym temacie.
              • kasiamasia Whaaa! do mediator.org 14.02.10, 20:51
                Whaaa! i tylko Whaaa! do mediator.org
                I wlasnie potwierdzilas odpowiedziami swoja zarozumialosc i arogancje.

                Nigdy wczesniej ze mna sie nie zetknelas,
                ale Ty juz WIESZ ze mam problem/problemy,
                ze powinnam sie obczytac, pouczyc i na pweno traktowac
                Ciebie ze znacznie wiekszym szacunkiem.
                Zawsze uwazalam ze na szacunek trzeba zapracowac, a nie go wykrzyczec!

                <<Co znaczy, że "zasłużyłam sobie" na sprawy z Sądu?
                <<Bardzo proste - mediuję dość skutecznie.

                W mojej opini wyrazenie <<"zasłużyłam sobie">> jest obrazliwe dla osoby
                czy sluzylas tam jako piesek a moze sluzaca?
                Moze Sobie zapracowalas...ciezka praca z duza iloscia zadowolonych ludzi ktorym pomoglas? Ale "zasłużyłam sobie"??

                Whaaa! Za twoja rada wracam do mojego malego swiata. Musze poczytac i sie pouczyc, moze pojsc na szkolenie ( bo przeciez magistrow i doktorow nie daja).....
                No i wtedy moze stane sie godnym partnerem do dyskusji z Toba.
                Zycz mi prosze sukcesu w moich zmaganiach. Z gory dziekuje za "oswiecenie mnie" i zwrocenia mojej uwagi na problemy ktore mam.
                • mediator.org kasiu raz jeszcze :) 14.02.10, 21:26
                  "Mam powazny problem z ludzmi "profesjonalistami"(lub reprezetujacymi sie, jakimi
                  dobrzy w swej profesji)." - to twoje słowa, że masz problem smile
                  Nie wiem skąd Twoja złośliwość, zaczepność?
                  Co do szacunku, należy się wszystkim. Tobie także, dlatego cierpliwie wyjaśniam
                  pewne sprawy. Jak widzisz dyskutuję z Tobą, nie wiem skąd Twoje myśli o "małym
                  świecie", itp. Sukcesów życzę i w nie nie wątpię smile Nie znam Cię, ale masz, jak
                  widać smile, pewną zaciętość, co świadczy o jakiejś sile, którą możesz
                  wykorzystywać i pewnie wykorzystujesz w czymś dobrym i korzystnym dla siebie.
                  Pozdrawiam.
                • login.kochanie Re: Whaaa! do mediator.org 14.02.10, 21:32
                  co to znaczy "whaaa" i w jakim języku??
      • mola1971 Re: Czarownice... 14.02.10, 15:12
        mediator.org napisała:
        > Zdaje się, że to moje pytanie o źródła informacji, co do zgubnych skutków opiek
        > i
        > naprzemiennej, spowodowało zamilknięcie "czarownic"...

        Oj, chyba przeceniasz swój wpływ na zachowanie innych ludzi.
        W wątku dotyczącym wad opieki naprzemiennej nie brałam udziału, ale odzywałam się we wcześniejszym wątku Michszyba, więc jestem jedną z tych strasznych czarownic wink
        Co do publikacji - swego czasu sporo na ten temat czytałam, ale nie jestem w stanie teraz podać źródła bo były to jakieś artykuły w prasie i trudno byłoby mi je teraz znaleźć w Necie.
        Niemniej w tej kwestii wystarczy WYOBRAŹNIA i EMPATIA. I zadanie pytania sobie - czy samemu chciałoby się mieć dwa domy? Jeśli nie to w imię czego fundować coś takiego własnym dzieciom?
        Czasami tzw. okoliczności wymuszają taką opiekę i wtedy jest ona po prostu jedyną możliwą natomiast świadome i celowe działanie mające doprowadzić do takiego modelu wychowania dzieci uważam za złe DLA DZIECI. Ale to moje zdanie i ja się z nim zgadzam wink A nikt inny nie musi bo wbrew temu co piszesz nie jestem typem człowieka, który lubi mieć rację. Ba, ja tej racji czasem nie lubię mieć i wcale mnie nie cieszy, gdy okazuje się, że jednak ją miałam.

        Dodam jeszcze, że moje zdanie nie jest oparte na własnych traumach bo z zasady nie przenoszę własnych traum (których zresztą już nie mam) na innych ludzi.
        • mediator.org Prawda co do opieki naprzemiennej... 14.02.10, 19:30
          ... jest tylko jedna - ma ona swoje wady i zalety. A pisanie, że "odchodzi się
          od niej" jest pewnym nadużyciem. To wszystko. smile
          • mola1971 Re: Prawda co do opieki naprzemiennej... 14.02.10, 19:42
            Żałuję, że nie jestem w stanie wyciągnąć tego artykułu bo po prostu nie pamiętam
            gdzie to przeczytałam (prawdopodobnie któryś z miesięczników poświęconych
            psychologii lub wychowaniu dzieci) a czytam dużo więc nie ma takiej możliwości
            bym sobie przypomniała. Pamiętam tylko, że chodziło chyba o Szwecję.
            Nie uważam, że nadużyciem jest napisanie o czymś co się przeczytało. Nawet jeśli
            nie jest się w stanie podać źródła bo z reguły czyta się coś po to zdobyć jakąś
            wiedzę (lub tylko dla własnej przyjemności) a nie po to by potem to gdzieś cytować.
    • burza4 Re: Opieka wspólna 14.02.10, 14:28
      obserwuję taki model w realu i kiepsko się sprawdza. To nieprawda, że zaspokaja
      najlepiej potrzeby dzieci. Dzieci podporządkowują swoje potrzeby grafikowi
      dorosłych, trzeba zgrać ich zajęcia pozalekcyjne, kontakty towarzyskie ustalać
      nie pod kątem chęci, a grafiku.

      Był kiedyś artykuł na ten temat na bazie doświadczeń szwedzkich - skutkiem
      ubocznym takiego modelu jest wyalienowanie dzieci, które przekazuje się jak
      puchar przechodni, w rezultacie nigdzie nie czują się do końca u siebie, mają
      rozchwiany system zasad, osłabione poczucie bezpieczeństwa.

      Jeśli strony się dogadują - nie ma przeszkód żeby na co dzień sobie pomagać w
      sprawach dzieci. Jeśli się nie dogadują (najczęstsza opcja, w końcu z jakiegoś
      powodu się rozwiedli)- opieka naprzemienna jest koszmarem dla dzieci.

      koleżanka miała wieloletni "dojazdowy" związek - nawet dorosłego człowieka życie
      na walizkach wykańcza, a co dopiero dzieci.
    • langsam obcojęzyczne, uprzedzam 14.02.10, 17:01
      1. Children's lives may resemble that of a travelling salesman, never settled in
      any one place. This is particularly true when there are no consistent schedules
      known ahead of time, and children move back and forth at the whim of parental
      needs. It is compounded when each child's developmental, educational, and social
      needs are not considered.

      Children with learning disabilities, for example, will have more trouble
      organizing their schoolwork when they shuttle between 2 homes. When two parents
      keep track of school assignments in different places, gaps easily occur. "I
      thought you were keeping up with his math" is a familiar refrain.

      2. The psychological impact may be a sense of lack of control and chaos in a
      child's life. Predictability and stability help children develop confidence and
      the ability to take reasonable risks.

      Judith Wallerstein studied families who were contesting custody and whose shared
      custody arrangements were, to some extent, involuntary. She reported on her
      concern that the frequent transitions under joint custody can exacerbate the
      divorced child's fear of abandonment. "It's because the child feels safe
      nowhere. Conflict is bad for children, and if you put them more in the middle,
      it's bad. (5)

      3. Expenses are greater in maintaining two full residences. There is duplication
      in need for clothing, furniture, and other necessities. In Wallerstein's study,
      85 % of the kids from intact families headed to college, compared to 50% of
      children in divorced families. This at least partially relates to the long-term
      financial strain. (6)

      4. Fathers are sometimes unprepared for the actual responsibilities of shared
      custody. Despite the influence of the feminist movement, the reality is that
      most women are still the primary caretakers of children, even when they work
      full-time. Some fathers grow easily into an expanded role, others have more
      difficulty.

      5. When parents have unresolved marital issues, joint custody can exacerbate
      family conflict. Today, most of the 34 states with joint-custody laws give
      judges the power to order joint custody (or sole custody) even when there is
      objection by one or both parents. (7)

      This fact is troubling because joint custody requires much more frequent
      discussion between partners, and this contact can compound the conflict and
      animosity already present. When a parent remarries and there are "step"
      children, new loyalty issues need to be sorted out. The new spouse may resent
      the constant presence of the ex-spouse in the fabric of every day life. In
      contrast, some people whose sole custody arrangement requires minimal ex-spouse
      contact, report that this allows them greater freedom to move forward in their
      lives.
    • langsam ocojęzyczne - oponent 14.02.10, 17:10
      Although a child's need for a healthy relationship with BOTH parents can't be
      denied, I believe the extreme turn toward promoting shared custody of children
      is yet another trend with unforeseen consequences to children and families, alike.

      Because of the newer popularity of these arrangements, I know more and more
      families who share custody. Of all the families I know, none are truly satisfied
      and most have an extremely unhealthy family dynamic. I am sure cases exist where
      both parents and all involved children are very satisfied; however I think this
      is the exception rather than the rule unfortunately.

      So what has gone wrong?

      In theory joint custody sounds terrific. The children get the best of both
      worlds, time with both parents. They grow up without any of the trauma
      associated with divorce because they remain in frequent contact with both
      parents who interact as a solid co-parenting unit, just like in an intact family.

      The problem is the reality rarely looks like this. The reality is that many
      parents are simply "settling" for shared custody because they fear the money,
      time and emotional energy they would lose in a full custody fight. Some parents
      consider the way their ex-spouse parented within the marriage to be of little
      consequence and don't foresee any problems with sharing. Many parents consider
      their own needs and the benefits of shared parenting on their own schedules,
      logistically. This can be a huge motivation for newly single parents to share
      custody. Raising kids alone is hard work. Sharing the responsibilities is
      certainly appealing.

      But then reality sets in for many of these parents and their children. Some
      children truly thrive on consistency and often the only type of consistency
      available in a shared custody arrangement is the consistency that nothing will
      be consistent! As children grow, their needs change and they have more and more
      need to develop roots within their community. It can be difficult or impossible
      for a child to feel settled when their physical environment is changing all the
      time. When kids become teens, their social network can become seemingly more
      important than their familial network and being taken away from sports,
      activities and friends to spend equal time in another environment will often not
      work at all. Those are all factors that most parents can't control unless they
      live in the same area as each other.

      But there are problems that even parents who are neighbors often can't avoid. It
      is not unusual for divorced parents to "come out of their shell", to change and
      alter how their parent their children without the influence of another adult to
      take into consideration. Shared parenting situations require that both parents
      continue to take into consideration each other's needs, concerns and opinions
      and work together. When one or both single parents try to "grow into their own"
      as single parents, working together can seem impossible. You might find that
      many of the areas you used to agree on are no longer areas of agreement. You
      might find values and standards that you took for granted within the marriage
      are nothing like you thought they would be. You might find that one parent or
      both are too busy or too tired to enforce the rules or communicate the rules
      between the households. Disciplinary consistency is almost impossible in joint
      custody homes.

      Many of the same conflicts that existed during the marriage and led to divorce
      will be present, often at even higher levels, in the post-divorce relationship.
      How you split expenses and child support can be simple in shared custody
      situations or it can be excruciating.

      When one or both parents remarry, the opportunity for problems grows
      exponentially. Now, not only are you trying to continue to peacefully and
      respectfully co-parent between two parents who could not even get along well
      enough to remain married but add in one or two additional new parents to the mix
      who bring with them their own expectations, values, interests, concerns and
      opinions. Parents who managed to peacefully co-parent before are often taken
      aback completely when the other parent remarries and suddenly changes in many ways.

      Last, but certainly not least, there is the baggage. Like it or not, both women
      and men often carry emotional baggage that they have yet to heal from their
      divorce. This baggage all to often is transferred onto the kids. All of the
      all-too-common mistakes made in Top 12 Divorced Parenting Mistakes still appear
      in shared parenting situations, quite often. And when they do, the consequences
      can be heightened as the opportunity for conflict, alienation, putting children
      in the middle, emotionally inappropriate parenting and lack of discipline grow
      with the frequency of transferring kids between homes.

      Parents should think long and hard about the short and long term challenges of
      shared parenting for their children and themselves. Every relationship is
      different and unique and brings with it challenges that some may be able to work
      through and others simply won't. Shared parenting shouldn't ever be entered into
      as a compromise for parents who both want full custody. Instead it should always
      be entered into as a choice made for the children who both deserve as much time
      as possible with both parents.
    • langsam I trzecie obcojezyczne 14.02.10, 17:16
      I am a big advocate for joint physical custody. But...

      BUT joint physical custody is the best and the worst arrangement for children.
      It's the best when parents can cooperate enough to make joint physical custody
      work for children. It's the worst when joint physical custody leaves children in
      the middle of a war zone. The best research supports this conclusion. In low or
      controlled conflict divorces, children fare better in joint than in sole
      physical custody. In high conflict divorces, children do worse in joint physical
      custody than in other arrangements. Admittedly, existing research is imperfect
      and very hard to do. But this "best and worst" conclusion also is commonly held
      by seasoned practitioners, and it makes good common sense.


      BUT joint physical custody is a lousy compromise for disputing parents. Why?
      Because joint physical custody is the best and worst arrangement for children,
      and it's all but certain to be the worst when parents end up in court (because
      the parents, by definition, aren't working together). For judges, this means
      that joint physical custody may seem like a fair middle ground, but that's an
      illusion that keeps kids trapped in the middle. For parents who want it, this
      means you have to try to work out joint physical custody with your children's
      other parent, because wise judges already know it's a lousy compromise for
      children in high conflict divorces.

      BUT joint physical custody is being used wrongly to lower child support
      payments. In my home state, Virginia, for example, child support schedules
      define joint physical custody as having 90 overnights per year with your child
      (for the purpose of calculating reduced child support payments). It's truly
      amazing how many parents insist that they need 90 overnights with their
      children. (The magic number differs from state to state, and so do many parents'
      demands...) If you really want 90, or more, overnights with your children, let's
      talk. If you really want to pay less child support, well, sorry, but raising
      children is expensive.

      BUT joint physical custody is not necessarily 50/50. When I hear a parent
      insisting on exactly 50/50, I really worry. I worry that the parent is thinking
      about getting his or her half of the pie, not about the children. Sure, 50/50
      can work. So can lots of different schedules. I consider about 25% of overnights
      as being joint physical custody in terms of having enough opportunity to have a
      rich relationship with your children. That might mean a schedule that is a week
      on and a week off, Wednesday through Saturday, every Thursday and Friday over
      night, or dividing the school year and the summers. And there are a million
      other options, many of which I discuss in my book, The Truth about Children and
      Divorce.

      BUT joint physical custody requires a lot of logistical coordination. Kids
      forget stuff. Be prepared to drive soccer cleats or the tuba or the antibiotic
      to your ex's house. Oh yeah, and kids take short cuts. Be prepared to
      communicate regularly with your children's other parent. What about? Not about
      your own stuff. About your kids' stuff. Homework. Weekend plans. Discipline.
      Stuff like that.

      BUT joint physical custody is less stable over time than sole physical custody.
      Several studies show this. And this isn't necessarily a problem. Kids' needs and
      desires change. So do parents' needs and desires. People move. New partners get
      involved. The changes can make a lot of sense, and changes can make things work
      better. So file this concern under "something for parents to consider" not under
      "why you don't want joint physical custody."

      BUT joint physical custody apparently works only for a minority of families. At
      any one point in time, maybe 10% of children from divorced families are actually
      living in joint physical custody. (There really isn't great research here, but
      even the highest estimates I've seen aren't much bigger.) Why is the number
      small compared to the amount of talk about joint physical custody? I think it's
      for all the reasons I've discussed. Joint physical custody is definitely an
      option to consider - it's my preferred option for cooperative parents. But it's
      only one of many options that can work for divorced parents and for children.
    • pyzz Re: Opieka wspólna 14.02.10, 21:26
      Jeżeli chodzi o powody, to wydają mi się w miarę oczywiste: dla bardzo wielu
      kobiet szczytem marzeń jest możliwość pozostania w domu i zajmowania się dziećmi
      (którymi zajmowanie się sprawia PRZYJEMNOŚĆ choć, czemu nie przeczę jest to dużo
      pracy). A idealny mąż to gość, który dostarcza utrzymanie. Obserwuję to
      codziennie, bo sporo moich kolegów i koleżanek ma całkiem małe dzieci. I
      naprawdę mam wrażenie, że to nie kobiety są przy pomocy dzieci wypychane z rynku
      pracy, ale to mężczyźni za pomocą obowiązku wejścia w buty "jedynego żywiciela
      rodziny" są pozbawiani kontaktów z dziećmi.
      Otóż opieka naprzemienna stanowi zagrożenie dla tych kobiet: stanowi konieczność
      dzielenia się kochanym dzieckiem z NIM, godzi we, w tym wypadku antymęski stereotyp.
      Ale to w sumie mało ważne.
      Ważne jest to, że pisanie o kłamstwach tych kobiet (co wykluczałoby możliwość że
      one naprawdę wierzą w to, co piszą, co akurat wydaje mi się zupełnie
      niewykluczone) i nazywanie ich czarownicami jest przynajmniej niegrzeczne i
      wolałbym nie zniżać się do tego poziomu.

      Wydaje mi się, że mam dość wiadomości, a mój osąd, jako nie-rozwodnika jest
      mniej narażony na stronniczość, abym był w stanie dyskutować o meritum, a nie ad
      personam.
      • aneta-skarpeta Re: Opieka wspólna 15.02.10, 14:28
        > Jeżeli chodzi o powody, to wydają mi się w miarę oczywiste: dla
        bardzo wielu
        > kobiet szczytem marzeń jest możliwość pozostania w domu i
        zajmowania się dziećm
        > i

        mam jedno dziecko- 8 letnie

        po roku siedzenia w kupkach i zupkach marzyłam o pracy, o wyjsciu z
        domu- i wiele moich znajomych ma dokladnie tak samo



        a idelany gosc, to taki co ma gruby portfel?

        no wiesz lepiej zeby miał portfel niż żeby go nie miał- ale to
        zdecydowanie za małosmile


        słyszałam kiedys taka mądrość ludową, że kobiety wybieraja sobie
        meżow zaradnych ( zeby mogli zapewnic pewien byt i jej i dzieciom),
        a faceci wybieraja kobiety gospodarne, które rokują jako dobra
        matka, gospodyni, ktora zadba o ognisko domowe

        nawet w czasach gdzie liczy sie partnerstwo takie podejscie sie nie
        staciło na aktualności
      • lampka_witoszowska Re: Opieka wspólna 16.02.10, 03:12
        przerażajace, jak mężczyźni łatwo dostrzegają w dziecku "coś" czym
        można albo nie można się "dzielić"

        poskudnie takie podejście dyskwalifikuje w moich prywatnych oczętach
        takich superrodziców... brrr

        a ja swego czasu, majac wspaniałego ojca, byłam święcie przekonana,
        że rodzice mają równe prawa i umiejętności kochania...
        szok
        • michszyb wiem ze późno było... 16.02.10, 11:03
          ...ale brak tu logiki:
          > przerażajace, jak mężczyźni łatwo dostrzegają w dziecku "coś" czym
          > można albo nie można się "dzielić"

          uważają że:
          Czymś można się dzielić
          Czymś nie mozna sie dzielić.

          Są jeszcze jakieś inne opcje?

          To tak jakbyś napisała:
          To przeraźliwe że są kobiety które znęcają się psychiczne nad męzami i są
          kobiety, które nie znęcają się.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja