milunia3003
14.02.10, 12:19
Witam wszystkich.
Czytam to forum od jakiegoś czasu mimo iż nie jestem rozwiedziona, nie jestem
też w trakcie rozwodu. Coraz częściej zastanawiam się jednak czy nie jest to
jedyna możliwa droga w mojej sytuacji.
Nie spodziewam się odpowiedzi na pytanie co zrobić bo decyzję musze podjąć
sama, jednak będę wdzięczna za radę z perspektywy osoby postronnej oraz po
tzw. przejściach.
Jestem mężatką z 13-letnim prawie stażem pracy. Mamy dwoje dzieci. Poznaliśmy
się w wieku 19 lat. Po kilku latach się pobraliśmy. Ja skończyłam w
międzyczasie studia, urodziłam dziecko. Zawsze byłam ambitna więc rozwijałam
się kosztem snu i wolnego czasu. Mąż się zatrzymał w edukacji na etapie szkoły
średniej. Nie poszedł na studia, ja nie nalegałam bo w końcu jeśli nie czuł
takiej potrzeby to nie chciałam mu narzucać. Trochę pracował a potem za namową
jego rodziców zaczął prowadzić wspólnie z ojcem działalność. No i się zaczęło.
Działalność raz przynosiła zyski raz nie. Próbowałam go namówić żeby to rzucił
i poszedł do pracy. To szukał pracy, nie mógł znaleźć, to znów reaktywował
działalność itd. ... Na takiej "szarpaninie" zeszło nam ok 10 lat.
Oprócz stresów, związanych głównie z brakiem kasy mam sporo długów które
spłacam głównie ja bo mąż do tej pory nie ma stałego wynagrodzenia. Teraz
prowadzi nowy biznes z braćmi i znowu to samo. O kasę niemalże muszę się
wykłócać...
Nie ma smykałki do interesów i już...
O studiach nie chce myśleć, ciągle mi obiecuje że będzie lepiej finansowo
itd.... a rachunki i raty ja spłacam...
Ja pracuję, sporo zarabiam ale ledwo nam wystarcza bo i utrzymanie domu i
kredyty na mojej głowie są.
Dodam że on właściwie jest dobrym człowiekiem. Gdyby był zły łatwiej byłoby mi
podjąć decyzję. A tak szarpię się bo nie wiem co zrobić.
Przestała już dawno go szanować. To znaczy nie mówię mu o tym, ale to co czuję
to czuję. Nie rozmawiamy już prawie, bo nie ma o czym. Nie kłócę się z nim, bo
nie chcę robić przykrości dzieciom. Nawet już prawie nie sypiamy ze sobą.
Kompletnie nie wiem co zrobić. Coraz bardziej skłaniam się ku temu żeby odejść
od niego. I tak liczę wyłącznie na siebie w życiu. Do tego mam jeszcze na
plecach dźwigam jego.
To co mnie powstrzymuje to obawa że skrzywdzę dzieci i będą miały do mnie żal.
Ciężko opisać swoją sytuację w kilku zdaniach. To tak z grubsza...