Mamy z dwójką dzieci...

25.02.10, 09:32
Witam!
Nie wiem jak mam to ująć...Naprawdę ciężko mi napisać cokolwiek w obecnej
sytuacji,tak żeby wyszło to w miarę zrozumiałe dla osób postronnych...
Nie będę też sie tu rozpisywać jak do tego wszystkiego doszło,bo na tą chwilę
to nie ma moim zdaniem żadnego znaczenia...
chcę tylko sie dowiedzieć czy są tu osoby,przede wszystkim mamy z dwójka
dzieci które sie rozwiodły????
Jak sobie poradziłyście ???Czy w ogóle można sobie dać rade będąc samej z
dwójka dzieci,kiedy trzeba będzie sprzedać mieszkanie,i utrzymać się z marnej
pensji????
Przeraża mnie to wszystko....
Wpadam w jakąś czarną dziurę...a widzę...wiem ze odwrotu już nie ma...
Jak mam im powiedzieć że za parę miesięcy nie będą miały już swojego pokoiku???
......................
    • limonka69 Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 09:40
      Ja także jestem mama z dwójką malutkich dzieci w trakcie rozwodu.
      Nie powiem bywa ciężko nawet bardzo tym bardziej że nie mam nikogo
      do pomocy ale daje sobie rade. Myślę że i Ty sobie poradzisz głowa
      do góry najważniejsze to sie nie poddawać i pchać to wszystko do
      przodu
      • redstiletto Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 09:50
        Nie wiem...nie widzę tego wcale...
        najgorsze jest to obezwładniające poczucie winy ze rozpieprzam życie moim dzieciom...one tak bardzo kochają swojego tatę......
        Boje się,naprawdę boję się że nie wytrzymam tego wszystkiego psychicznie...że moje własne dzieci mnie znienawidzą..........
        • kacprus Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 10:16
          Nie wiń sie bo to nie o to chodzi, nawet jesli wina jest twoja.
          Okazuj na kazdym kroku ze bardzo kochasz dzieci, daj im miłość i poczucie
          bezpieczenstwa a napewno nie stanie sie tak jak piszesz.

          Powiem ci ze jest strasznie ciezko z dwojka dzieci. Fajnie jest do momentu gdy
          pracujesz w godzinach urzedowania przedszkola/szkoły i zdarzysz zaprowadzic i
          odebrac maluchy. a jak zaczna chorowac...
          Moze uda ci sie porozumiec co do kontaktów z dziecmi i bedziesz mogła czasami
          odpoczac.
          zalezy jakim tatus bedzie tatusiem.
          moje dzieci tez bardzo były za ojcem, zabieral, widywał,teraz po roku stal sie w
          stosunku do nich strasznie opryskliwy, nie dotrzymuje obietnic. Zadziwia mnie
          mój syn czasami, który swiata poza ojcem nie widzial, bo teraz jak pytam czy
          chce pojechac do taty to odpowiada ze woli zostac w domu...
          na wszystko trzeba czasu, dzieci i ludzie sie zmieniaja. niestety trzeba
          zasłuzyc sobie na szacunek dzieci.
          sadze ze dasz rade. tylko uwazaj na fraglesy i nie rób im krzywdy.
          a jak cos bedziesz potrzebowac pisz smialo do nas lub do kazdego z osobna.
          pozdrawiam
          • frazeska Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 10:35
            Witam. Ja jestem mamą dwójki. Wychowuje je smaortnie. Parka.

            Jeśli masz jeszcze "chwile" do rozwodu/odejścia z dzieci,
            wykorzystaj ten czas na przygotowania.
            Może zmeinisz przedskzole, moze inaczej rozlozysz godziny w pracy,
            wdrożysz nowy grafik, przyzwyczaisz sie do wstawanie pól godziny
            wczesniej, a może utniesz wydatki, żeby nazbierac do momentu zero.
            Mma tu na mysli, cokolwiek co mozesz zorbic teraz, zeby nie orbic
            tego później, albo żeby w jakiś sposób sie do czegoś przyzwyczaić,
            odciążyć.

            Ja np. zalożyłam taki mały interesik. Przychody 150zl misięcznie,
            ale trwalo ok. 2 tygodni zanim nabral sowje tempa. Śmieszne to może,
            ale na dobry początek.

            Bardzo ważna jest organizacja. Rytm dnia. Istotna jest też pomoc
            taty dzieci. Korzystaj z niej nawet jeśli będzie nieregularna, a sam
            tatyuś będzie niedzielny, bądz niesystematycznie dochodzący.
            Wykorzystuj babcie, prababcie, rodziców, rób sobie przerwy, gotuj
            obiady na cały tydzień, smaż placki na 2 tygodnie... Rób pranie w
            sobotę i niedzile, tak by w todniu wsyzstko bylo od razu gotowe.
            • frazeska Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 10:37
              Przepraszam, nie jestem mama dwojki dzieci. Nie wiem dlaczego to
              napisałam. Chcialam Ci odac odwagi. Jestem studentką.
              • teuta1 Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 10:55
                Dwa lata temu bałam sie tak jak Ty. I na moje pytanie czy dam radę
                kumpel odpowiedział pytamiem: A masz inne wyjście? Dość bezwzględnie
                to zabrzmiało, ale taka była prawda. Pierwsze miesiące są bardzo
                trudne. Padasz na twarz i dodatkowo jesteś przybita z powodu
                wyrzutów sumienia, że przeciaż nie takie życie chciałaś dzieciom
                zafundować. Ale dzieci rosną i powoli w Twoje życie wkradnie się
                rutyna - ta dobra. I powoli okrzepniecie. Da sie przeżyć i da sie
                utrzymać, choć na początku jest ciężko. Pozdrawiam - mama dwóch
                synów.
          • maza15 Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 10:58
            Jestem mamą dwójki dzieci.
            Od rozwodu minęło już sporo czasu.
            Wiem jak na początku wszystko wydaje się być straszne i trudne.
            Z czasem jest łatwiej.
            Ja poczułam ulgę,gdy przestałam czegokolwiek oczekiwać od ex...gdy nauczyłam się
            nie myśleć "on powinien" itp,itd.
            Moment,kiedy zrozumiałam,że muszę liczyć tylko na siebie i jestem odpowiedzialna
            za dzieci,był przełomowy.
            Nie musiałam sprzedawać mieszkania,ale musiałam zacząć zarabiać pieniądze na
            utrzymanie siebie,dzieci,domu.To co zarabiałam okazało się niewystarczające.
            Pamiętam jak rozpaczałam myśląc,że o rozwodzie muszę poinformować
            dzieci...płakały,ja z nimi,a potem byłam zdziwiona jak mądrze i rozsądnie
            zrozumiały sytuację.Ze swoim ojcem pozostały w dobrych relacjach.
            Na wszystko potrzeba czasu.
            Szukaj wsparcia w najbliższych,rozmawiaj o swoich problemach.
            Dasz radę.Powodzenia.
            • karolina33331 Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 13:39
              maza 15 nAPISAŁA:
              > Ja poczułam ulgę,gdy przestałam czegokolwiek oczekiwać od ex...gdy
              nauczyłam si
              > ę
              > nie myśleć "on powinien" itp,itd.
              ja to samo smile
    • kajda28 Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 11:31
      I ja mam dwójeczkę wink. Jak odeszłam od ich taty miały 2 i 4 lata,
      dwa dni po ur młodszego, a za miesiąc były najsmutniejsze urodziny
      córki- ale świeczki dmuchała smile, pomimo że jedynym gościem był
      dziadek u którego wówczas mieszkaliśmy. Młoda dopiero po dwóch tyg
      od wyprowadzki po raz pierwszy powiedziała "mama", a tak był tylko
      tata i tata- książkowa , ciut nawet przerysowana córka tatusia. Nie
      kłamałam, nie utrudniałam widzeń, za każdym razem jak chciała
      zadzwonić do taty dawałam jej tel, temat tata nie był tabu,
      wspominaliśmy go, co razem robili, gdzie byli, co będę robić.
      Jeszcze przez rok nie było dnia aby kilka razy dziennie nie wymówiła
      słowo "tata".
      Jak odchodziłam miałam wychowawczy i rodzinny, czyli 500 zł, z
      małego biznesu drugie tyle, ze 300 zł dostawałam z MOPS. Na poczatek
      zero alimentów, bo eks miał wstrzymaną rentę, więc (jak wtedy
      sądziłam ) to normalne że nie płacił. Mieszkam w najmniejszym
      mieszkaniu jakie może być, ciut powyżej 20 m, w dodatku połowa
      należy do mojego eks. Dzieci nie pozwoliły mi popaść w depresje,
      dawały tak dużo powodów do radości, uśmiechu. Jest strasznie ciężko,
      to fakt, ale do przeżycia. Teraz mam marną pensję, marne alimenty i
      dalej daje sobie radę wink
      • redstiletto Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 12:41
        Dziękuję Wam kobietki że sie odezwałyście...
        Dla mnie po prostu to koniec świata...wiedziałam że ten czas
        nadejdzie...odsuwany z tygodnia na tydzień,miesiąca na miesiąc...
        Faktycznie do tej pory w dużej mierze polegałam na swoim mężu...W pewnych
        kwestiach usamodzielniłam sie już jakiś czas temu,jestem w miarę
        zorganizowana...Jednak wizja wyprowadzki, mieszkania na walizkach,możliwych, a
        może nawet pewnych, kłopotów finansowych,całkowita i wyłączna odpowiedzialność
        za dzieci i siebie.....to wszystko mnie blokuje....to ze tak naprawdę
        odpowiedzialność??wina?? spadnie na mnie...Już mam przed oczami wizję
        zapłakanych córek,wołających co wieczór tatę...
        • lu_zak Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 14:00
          ... nie dramatyzuj, znam kobiety co zostały z 3 dzieci i jedno z
          nich miało na tamten czas 8 miesięcy. Zapewniam Cię ze dała sobie
          radę sama...
          • redstiletto Re:właśnie że.. 25.02.10, 16:41
            mam zamiar dramatyzować...Od tego jest chyba to forum poniekąd??
            Gdybym była pewna tego ze sobie poradzę, że bez problemu utrzymam siebie i dzieci,że mimo wszystko będzie w miarę spokojnie...to nie pojawiłabym sie tu wcale...
            Pewnie można zostać samej z piątką dzieci jeśli tylko ma sie zabezpieczony byt materialny..
            Mimo wszystko,dziękuję za słowa otuchy.
            • kajda28 Re:właśnie że.. 25.02.10, 16:59
              > Pewnie można zostać samej z piątką dzieci jeśli tylko ma sie
              zabezpieczony byt
              > materialny..

              To nie tak. To nie o byt materialny chodzi, a raczej nie tylko o
              niego. To o spokój i normalne życie się walczy odchodząc od
              człowieka którego się kochało/kocha.
      • michszyb tato jako choroba 25.02.10, 12:53
        > Jeszcze przez rok nie było dnia aby kilka razy dziennie nie wymówiła
        > słowo "tata".

        A potem jej przeszło? I co dumna z tego jesteś że "wyleczyłaś" dziecko z taty.

        Gratulacje
        • kajda28 Re: tato jako choroba 25.02.10, 15:51
          > > Jeszcze przez rok nie było dnia aby kilka razy dziennie nie
          wymówiła
          > > słowo "tata".
          >
          > A potem jej przeszło? I co dumna z tego jesteś że "wyleczyłaś"
          dziecko z taty.
          >
          > Gratulacje


          Michszyb, a ty umiesz czytać, czy tylko wybiórczo to robisz, jak Ci
          pasuje?
          Przez pierwszy rok po rozwodzie moje dzieci widziały tatę ok 3
          miesiące, w tym przed 2 z nami mieszkał.Później było trochę lepiej.
          Dwa , trzy miesiące codzienne spotkania a później przez 4-5 miesiące
          NIC. To on "zadecydował" że nie uczestniczy w życiu sowich dzieci,
          ostatnio widziały go w czerwcu 2009. Wiesz jak trudno mówić dzieciom
          że tata je kocha, kiedy ja to wiem, ale nie mam żadnych dowodów na
          to, kiedy on potrafi przejść koło nich bez słowa. One dalej go
          kochają, i jest to głównie moja zasługa, dalej myślą i tęsknią za
          nim. Płaczą jak czytam im listy od niego- ale nie mają już potrzeby
          aby codziennie o nim mówić, w tej chwili "tata" to bardziej miłe i
          fajne wspomnienie niż konkretna osoba. Ostatnio młoda mi powiedziała
          że nie pamięta jak on wygląda.
        • sbelatka Michu 25.02.10, 23:17
          michszyb napisał:

          > > Jeszcze przez rok nie było dnia aby kilka razy dziennie nie wymówiła
          > > słowo "tata".
          >
          > A potem jej przeszło? I co dumna z tego jesteś że "wyleczyłaś" dziecko
          z taty.
          >
          > Gratulacje


          Michu,
          TUTAJ nie o TO chodzi

          w tej sprawie sie nawet lepiej nie wypowiadaj - bo szczęsliwie NIGDY nie
          będziesz sie zastanawiał jak wyżyc ze swoimi dziećmi i jak zabezpieczyć
          im PODSTAWOWE potrzeby

          więc zamilcz, proszę
    • kasiapfk Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 13:58
      Jestem samodzielną mamą trójki dzieci (najmłodsze miało kilkanaście
      miesięcy, gdy rozstaliśmy się z ich tatą- wyprowadził się.
      Od tego czasu minęło wiele miesięcy. Bywa bardzo cięzko, ale też
      bywa bardzo dobrze!!!
      Dalczego uważasz, ze sama będzieszm usiałą utrzymywać dzieci/ Nie
      możesz liczyć na alimenty na dzieci?
      Zawsze na początku jest trudno, bo musiz nauczyć się żyć INACZEJ niż
      do tej pory. A dzieci posiadają cudowną umiejętność przystosowywania
      się do nowych warunków.
      Życzę powodzernia smile
    • dinusia.0 Re: Mamy z dwójką dzieci... 25.02.10, 21:02
      Ja osobiście mam trójkę małych dzieci , jestem sama,może nie zawsze jest różowo
      , ale można wszystko wystarczy chcieć.
      • jogaj Re: Mamy z dwójką dzieci... 26.02.10, 06:58
        zostalam sama jak moi synkowie mieli 1,5 i 3,5 roku, nie mialam
        pracy, mieszkalam w wynajmowanym mieszkaniu, poczatkowo nie
        dostawalam alimentow, znalazlam w sobie sile!
        Teraz 3 lata po rozstaniu, juz po rozwodzie, nadal wynajmuje
        mieszkanie, pracuje, poukladalam sobie wszystko. Tez bylam
        przerazona, tez balam sie jak to wszytsko poskladam, jak utrzymam
        dzieci i siebie i mieszkanie, prawda jest,ze w sumie nie masz
        wyjscia i jak badziesz chciala to tez sobie poradzisz.
        Mi jest teraz zdecydowanie lepiej niz bylo kiedys, wiadomo,ze
        momentami jest ciezko, bo wszystko na mojej glowie, czasem
        rozwiazania logistyczne bardzo trudne,ale naprawde da sie.
        Zycze Ci sil i wiary,ze sie uda, grunt to patrzec na te male rzeczy
        do zrobienia,a nie na wszystko co musisz zrobic, po woli do przodu i
        bedzie dobrze.
        Pozdrawiam
        Jola
        • redstiletto dobra... 26.02.10, 23:48
          Trochę się pozbierałam psychicznie przez te dwa dni...
          z lekkim wspomaganiem nervosolu...
          chociaż wiem że nie raz jeszcze będę wyć do księżyca..
          Ale powolutku,może trochę tez dzięki tym wszystkim wpisom,zaczynam układać
          jakiś plan....I już na starcie wiem ze będzie cholernie trudno ale wierzę że na
          bruku nie wyląduję a moje dzieci głodne chodzić nie będą...To tez jakiś plus??
          Mam nadzieję że to moje optymistyczne spojrzenie wystarczy jeszcze na parę dni...??
          sad

          • sbelatka Re: dobra... 27.02.10, 00:20
            ja też jestem mama dwójki; troszkę już większej

            chcę Ci jednak powiedzieć, ze lęk przed zmianami jest naturalny i jak
            dzisiaj pamiętam, ze gdy ja zaczynałam swoją samotną drogę natknęłam sie
            na post "suma wszystkich strachów", ktory dokładnie oddawał mój ówczesny
            stosunek do świata

            a on był taki: boję sie, ze zdarzy sie WSZYSTKo złe ktore sie zdarzyć
            może
            i nowotwora dostane i nie bede miala za co zyc i..
            a najpiękniejsze jest to, ze dzisiaj juz nawet nie moge sobie
            pzrypomnieć czego sie bałam,,
            a lista byla długa na pól stronysmile

            mój strach okazał sie dmuchanym wężem - ktory tylko z daleka wyglądał
            groźniesmile
            teraz?
            teraz jest wielkim kudłatym psem, ktory sie na mnie gapi przyjaznymi
            oczami i szura ogonem po podłodze; i daje slowo, ze usmiecha sie do
            mniesmile

            więc spokojnie..
            spójrz w oczy temu czego sie boisz - a okaże sie, ze TO chcialo Cie
            tylko nastraszyćsmile

            i nie zakladaj, ze będzie cholernie trudno;
            ja tam jestem z tych, ktorzy wierza, ze jest tak jak oczekujemy, z
            będzie..
            więc raczej skupiam sie na tym żeby oczekiwać, ze będzie
            dobrze..dobrze..coraz lepiej...

            i mysle, ze cos w tym jest..
            • kajda28 Re: dobra... 27.02.10, 00:56
              > i nie zakladaj, ze będzie cholernie trudno;
              > ja tam jestem z tych, ktorzy wierza, ze jest tak jak oczekujemy, z
              > będzie..
              > więc raczej skupiam sie na tym żeby oczekiwać, ze będzie
              > dobrze..dobrze..coraz lepiej...
              >
              > i mysle, ze cos w tym jest..
              >

              I wg mnie w tym coś jest. Zawsze bardziej koncetrowałam się tylko
              na dobrych stronach każdej sytuacji. Fakt że wymyślałam najgorsze
              scenariusze (chociaż czytając teraz m.in. to forum, to moje
              najgorsze scenariusze nie były nawet w połowie tak złe jak mają
              inni), a więc wymyślałam co może się w danej sytuacji zdarzyć
              najgorszego i myślałam jak wtedy wybrnę z tej sytuacji. Byłam
              przygotowana na wszystko, nic mnie nie mogło zaskoczyć. I jak ja to
              wtedy nazywałam "płynełam z prądem", jak powiedziałam A to nie
              mogłam się już wycofać, i dalej samo szło. I przede wszystkim
              robiłam wszystko zgodnie z moim sumieniem- to daje cholernie dużo
              siły aby nie załamać się po drodze, aby dobrnąć do końca.
              • dsz27 Re: dobra... 27.02.10, 15:24
                Witaj,

                Tez mam dwójkę. Papiery rozwodowe złożyłam jak Kasia miała miesiąc. Wszystko
                jest na pewno trudniejsze. Nie tylko tematy finansowe ale także te codziennie.
                Ja dałam radę i wiem, że się da. Zorganizuj sobie jakąś pomoc. Mi pomagają moi
                Rodzice. Jak pracuję, a sporo niestety, młodymi zajmuje się Babcia, bez niej
                sobie tego wszystkiego nie wyobrażam.

                Dlatego pomimo siły wewnętrznej zorganizuj sobie jaką pomoc.

                pozdrawiam
                Dominika
                • titta4 Re: dobra... 28.02.10, 10:56
                  Ja też mam dwójkę, właśnie sprzedaję mieszkanie, nie mam żadnej pomocy ze strony
                  rodziny....I wiesz co- mimo wszystko jestem szczęśliwasmileMam mnóstwo
                  przyjaciół(których "odkryłam" dopiero po rozstaniu), oprócz etetu założyłam małą
                  działalnośc,z której na razie nie mam dochodów- ale będą-musząwink, wierzę,że
                  najlepsze jeszcze przede mną. acha, alimentów tez nie dostaję, własnie sie do
                  komornika wybieram.Uszy do góry, zobaczysz będzie dobrze!
                  • redstiletto Re: dobra... 28.02.10, 17:08
                    Właśnie tego obawiam się chyba najbardziej....sprzedaży mieszkania:///
                    Zastanawiam się nad zawieszeniem spłaty kredytu na jakiś rok dopóki nie stanę
                    na nogi, ale nie ma z drugiej strony żadnej gwarancji że coś sie u mnie
                    poprawi...jednak jeszcze rok mieszkania tutaj, daje moim dzieciom jako taką
                    namiastkę poczucia bezpieczeństwa..tylko co dalej???
                    Czasami myślę sobie jaką to ja jestem idiotką żeby pozwolić takiemu facetowi jak
                    mój mąż ot tak odejść....Sama skomplikowałam sobie życie,na własne żądanie,teraz
                    płacę ,ba!! jeszcze pewnie dopiero zapłacę za to cenę...

                    Szukam rozwiązań i widzę..no właśnie niewiele..
                    sad

                    Pozdrawiam wszystkie samotne mamy...
                    • kajda28 Re: dobra... 28.02.10, 18:59
                      jednak jeszcze rok mieszkania tutaj, daje moim dzieciom jako taką
                      > namiastkę poczucia bezpieczeństwa..tylko co dalej???

                      To ty im dajesz bezpieczeństwo, nie mieszkanie. Myśl przede
                      wszystkim o sobie, jak tobie będzie dobrze to i dzieciom będzie.
                      Wiem, to strasznie banalne, ale prawdziwe. Za często zasłaniasz się
                      dziećmi, ich potrzebami.

                      > Czasami myślę sobie jaką to ja jestem idiotką żeby pozwolić
                      takiemu facetowi ja
                      > k
                      > mój mąż ot tak odejść....Sama skomplikowałam sobie życie,na własne
                      żądanie,tera
                      > z
                      > płacę ,ba!! jeszcze pewnie dopiero zapłacę za to cenę...

                      Jeżeli chodzi o uczucia to nie mogłaś nic zrobić aby został, może
                      jedynie parę miesięcy dłużej, ale uwierz nie czułabyś się wtedy
                      dobrze. I ostatnie zdanie mnie mrozi sad Czy aby sama to wymyśliłaś,
                      czy może ktoś Ci podsunął taką myśl?

                      >jeszcze pewnie dopiero zapłacę za to cenę...



                      > Pozdrawiam wszystkie samotne mamy...

                      Może to nie dorzeczne ale samotne rodzicielstwo to jedna z
                      najlepszych rzeczy jaka mogła mnie spotkać w życiu. Choć wkurzam się
                      że inni dorabiają się we dwójkę, a ja muszę sama, że nie są skazani
                      tylko na siebie- ale jak posłucham jak koleżanki narzekają na mężów
                      jestem zadowolona ze swojego stanu cywilnego. Choć bardzo chętnie go
                      niedługo zmienię, oczywiście nie wierzę ze to już na całe życie, ale
                      dopóki będę kochać i będzie mi dobrze.
                      • redstiletto Re: dobra... 01.03.10, 19:45
                        kajda28 napisała:

                        > jednak jeszcze rok mieszkania tutaj, daje moim dzieciom jako taką
                        > > namiastkę poczucia bezpieczeństwa..tylko co dalej???
                        >
                        > To ty im dajesz bezpieczeństwo, nie mieszkanie. Myśl przede
                        > wszystkim o sobie, jak tobie będzie dobrze to i dzieciom będzie.
                        > Wiem, to strasznie banalne, ale prawdziwe. Za często zasłaniasz się
                        > dziećmi, ich potrzebami.
                        >
                        > > Czasami myślę sobie jaką to ja jestem idiotką żeby pozwolić
                        > takiemu facetowi ja
                        > > k
                        > > mój mąż ot tak odejść....Sama skomplikowałam sobie życie,na własne
                        > żądanie,tera
                        > > z
                        > > płacę ,ba!! jeszcze pewnie dopiero zapłacę za to cenę...
                        >
                        > Jeżeli chodzi o uczucia to nie mogłaś nic zrobić aby został, może
                        > jedynie parę miesięcy dłużej, ale uwierz nie czułabyś się wtedy
                        > dobrze. I ostatnie zdanie mnie mrozi sad Czy aby sama to wymyśliłaś,
                        > czy może ktoś Ci podsunął taką myśl?
                        >
                        > >jeszcze pewnie dopiero zapłacę za to cenę...
                        >
                        >
                        >
                        > > Pozdrawiam wszystkie samotne mamy...
                        >
                        > Może to nie dorzeczne ale samotne rodzicielstwo to jedna z
                        > najlepszych rzeczy jaka mogła mnie spotkać w życiu. Choć wkurzam się
                        > że inni dorabiają się we dwójkę, a ja muszę sama, że nie są skazani
                        > tylko na siebie- ale jak posłucham jak koleżanki narzekają na mężów
                        > jestem zadowolona ze swojego stanu cywilnego. Choć bardzo chętnie go
                        > niedługo zmienię, oczywiście nie wierzę ze to już na całe życie, ale
                        > dopóki będę kochać i będzie mi dobrze.

                        Kajdo...
                        Ja nie odchodzę...ja pozwalam odejść...bo tak muszę....
                        nie mogę kogoś trzymać przy sobie tylko dlatego że sama nie dałam do tej pory
                        rady podjąć takiej decyzji...
                        Czy mogłam coś zmienić???
                        Owszem mogłam...po prostu mogłam nauczyć się go kochać ale nie potrafiłam,nie
                        chciałam,nie widziałam w tym sensu...


                        Pozdrawiam...
                        • enesta Re: dobra... 02.03.10, 09:30
                          Z tego co napiałaś, twój mąż jest fajnym, odpowiedzialnym facetem,
                          więc może dogadajcie się na wspólne sprawowanie opieki np. on pn-
                          piątek a ty piątek-poniedz. Jeśli dodatkowo ma lepsze warunki
                          lokalowe i finansowe i dziewczyny go kochają oraz spodoba im się ta
                          koncepcja, to czemu nie?
                          Ty możesz wziąć 1,5 etatu i stanąć mocno na nogi. Będzieci łatwiej,
                          a on utrzyma silną więź z dzieciakami.
                          Pytanie czy mu to odpowiada.
                          No i oczywiście twoje uczucia - kilkudniowa rozłąka z dziećmi.
                          Nie wiem w jakim wieku są dziewczyny, jeśli już 9-15 to może oswoić
                          je najpierw z separacją a rozwód odłożyć na czs gdy wam będzie
                          niezbędny do ułożenia sobie życia z nowym partnerem/ką.
                          • redstiletto Enesto 05.03.10, 18:36
                            Mój mąż jest fajnym i odpowiedzialnym facetem,zapewne..Jednak ja nie umiałam
                            tego docenić i teraz biorę swoją zapłatę...
                            Warunki oboje mamy na razie takie same bo menżu po zapewnieniach o wyprowadzce
                            podjął zgoła odmienną decyzję,ale fakt,on start będzie miał łatwiejszysad
                            Dla mnie jedynym najsensowniejszym rozwiązaniem byłaby lepiej płatna
                            praca,której nie widu ni słychu,ale cieszę się że mam jakąkolwiek...
                            Dziewczyny są młodsze...i z tego co uzgodniliśmy z mężem to separacja nie
                            wchodzi w grę..tylko ostre cięcie..


                            Pozdrawiam
                        • kajda28 Re: dobra... 02.03.10, 16:22
                          > Owszem mogłam...po prostu mogłam nauczyć się go kochać ale nie
                          potrafiłam,nie
                          > chciałam,nie widziałam w tym sensu...

                          Nie potrafiłaś, bo nikt nie potrafi się w kimś zakochać tylko
                          dlatego ze tak byłoby łatwiej, bo tak trzeba. To nie Twoja wina, nie
                          możesz się o to oskarżać.

                          Jeszcze tyle lat życia przed tobą, bardziej koncentruj się nad nimi
                          a nie nad tym co było.
                    • enesta Re: dobra... 28.02.10, 20:16
                      • enesta Re: dobra... 28.02.10, 20:19
                        sorry,
                        mój internet znów mnie zawiódł,
                        napiszę późniejsmile
                    • enesta Re: dobra... 28.02.10, 23:36
                      redstiletto napisała:

                      > Właśnie tego obawiam się chyba najbardziej....sprzedaży
                      mieszkania:///Zastanawiam się nad zawieszeniem spłaty kredytu na
                      jakiś rok dopóki nie stanę na nogi, ale nie ma z drugiej strony
                      żadnej gwarancji że coś sie u mnie poprawi...

                      Wydaje mi się że dobrze myślisz:
                      zawiesić spłatę kredytu, jak się uda to najlepiej na rok, niech
                      córki na spokojnie zaakceptują nową sytuację, a przez rok staniesz
                      mocno na nogi i przeanalizujesz najlepsze wyjście z problemu
                      mieszkaniowego.
                      Córkom daj możliwość jak największego kontaktu z mężem, one będą
                      szczęśliwe a ty spokojna. (wychodzę z założenia że nie jest
                      patologicznym facetem). Jeśli będą widziały że z tobą emocjonalnie
                      jest ok, to i one będą spokojniejsze. Najważniejsze żeby miały
                      swojego kochanego tatę tak dużo i tak często jak tylko to możliwe.
                      Pisałaś że boisz się ich płaczu za tatą, ja miałam to samo, gdy
                      okazało się nie ma innej drogi tylko rozwód, musiałam być silna i
                      spokojna. Ze zdziwieniem zobaczyłam że córka przestała rozpaczać i
                      teraz gdy codziennie pyta o tatę, to wie że tata będzie, przyjedzie
                      do niej.
                      Nie wiem jakie były wasze powody rozstania, jeśli to była,
                      powiedzmy, jednorazowa zdrada, to uważam że to nie jest
                      wystarczajacy powód do rozwodu. Każdy może popełnić błąd i chociaż
                      to drugą osobę bardzo rani, to przecież można to potraktować jako
                      lekcję życia.
                      Namawiam więc do rozmów, ale może po jakimś czasie bycia osobno (i
                      tu zawieszenie kredytu też ma sens).
                      Jeśli się nie uda z rozmowami, to ważne by spojrzeć trzeźwo na nową
                      sytuację, bez rozpaczania, nie winić się,stanąć mocno na ziemi,
                      potraktować to jako nowe życie.
                      Rozwód to często same straty, ale przy tym można odkryć w sobie duże
                      pokłady uśpionych możliwości, przeistoczyć się z nieporadnej osoby w
                      energiczną, zaradną i pewną siebie kobietę.
                      Ja po rozwodzie nauczyłam się wielu rzeczy, a spokój, harmonia i
                      śmiech po jakimś czasie stały się czymś oczywistym w moim życiu.
                      I gdyby nie ta iracjonalna potrzeba bliskości z drugim człowiekiem,
                      to bym sobie tak żyła i żyła i żyłasmile
                      Dasz radęwink

                      • titta4 Re: dobra... 01.03.10, 00:13
                        w temacie kredytu- ja wnioskowałam o karencję w spłacie- czyli zawieszenie, nie
                        dostałam bo musi byc zdolnośc kredytowa a tu kryteria się zmieniły, ale warto
                        próbować..
                        W pozostałych tematach- polecam psychoterapeutę- mi pomógł bardzo, uwierzyłam że
                        nie krzywdzę rozstaniem swoich dzieci, wprost przeciwniesmile
              • evela1982 Re: dobra... 11.04.10, 14:11
                Podpisze się pod tym, jezeli lubisz czytać przeczytaj
                książkę "Potęga podświadomości" Josepha Murphy. Mi ona strasznie
                pomogła, strasznie.
                "Cokolwiek wpoisz podświadomości, pojawi się to na ekranie czasu i
                przestrzeni jako sytuacja zewnętrzna, stan albo wydarzenie. Dlatego
                musisz starannie sprawdzać, czy twoje mysli i wyobrazenia maja
                pozytywną czy negatywna treść"

                " Rozczarowanie to nic innego jak skutek niezaspokojonej tęsknoty.
                Jeśli twoje myśli będa stale krążyć wokól jakiegoś problemu,
                podświadomość zareaguje odpowiednio do tego. W ten sposób tylko
                zniszczysz własne szczęście.

                Mama 2 dziecismile
    • edik70 Re: Mamy z dwójką dzieci... 02.03.10, 07:55
      Czytając Wasze posty naprawdę się pocieszyłam.Do tej chwili wydawało
      mi się,że tylko ja tak mam.
      Rozwiodłam się dwa lata temu po 13 latach małżeństwa.Mam 15 letniego
      syna i 12 letnią córkę.Mam dobrą pracę,ale przeraża mnie brak
      własnego mieszkania.Za niewielką sumę wynajmuję domek od
      znajomych,którzy pracują za granicą.Nie ma dnia,żebym nie myslała co
      dalej będzie jak wrócą?Z byłym mężem mieszkałam w domu,który razem
      budowalśmy.Po rozwodzie nie otrzymałam nic,ponieważ prawnie dom
      należał do teścia,był rozbudową Jego domu,ze mnie to dopiero idiotka!
      Nie stać mnie na wzięcie kredytu mieszkaniowego,sama nie dam rady go
      spłacać.Często płaczę,bo ciężka zima,bo w piecu nie pali sie tak jak
      powinno.Siedzę sobie w tej piwnicy,pilnuje pieca i płaczę.Po chwili
      jednak myślę:miałaś inne wyjście,chciałabyś być znów z
      psychopatą,który gnębił dzieci,spał z kluczykami od
      samochodu,czyścił wspólne konto?NIE!!!Podobnie jak napisała któraś z
      Was,mój były nie utrzymuje w ogóle kontaktów z dziećmi (a tak mnie
      straszył,że mi Je zabierze,jak sie rozwiodę)Wiem jedno,że pomimo
      problemów życiowych,finansowych,nie żałuję,że zdecydowałam sie na
      rozwód.
      • redstiletto Re: Mamy z dwójką dzieci... 05.03.10, 18:47
        edik70 napisała:

        > Wiem jedno,że pomimo
        > problemów życiowych,finansowych,nie żałuję,że zdecydowałam sie na
        > rozwód.

        I ja mam taką nadzieję,,,,że nie będę żałowała...choć też często płaczę...

        • sasanka35 dasz radę 05.03.10, 22:28
          Jestem samotna mamą dwójki dziewczynek 13 i 8 letniej. Mąż nas
          zostawił ponad rok temu co zmusiło mnie do samodzielności
          finansowej, emocjonalnej, życiowej. Byłam załamana i przerażona.
          Dziś po roku samodzielności wiem, że nie jest to niemozliwe.
          Wszystko spada na Twoją głowę, ale z czasem układasz sobie schematy
          ułatwiające życie. Najtrudniej samej zarobić na 3. No czasem
          autorytetu ojca brak. Choć jestem samotną porzuconą matką, to jestem
          szczęśliwsza niż w związku. Trzymam kciuki za Ciebie.
    • mam_szczescie Re: Mamy z dwójką dzieci... 06.03.10, 10:53
      Witajcie,

      Tez jestem samotną mamą i mam dwoje dzieci. Sprawa rozwodowa przede mną -termin
      mam kolo Wielkanocy, ale mieszkamy we trójkę już prawie dwa lata.
      Jak każda z nas martwiłam się, jak sobie poradzę. Nie tylko finansowo, ale
      wiadomo, bez chlebka nie da się żyć.

      U mnie z samym rozstaniem było o tyle spokojnie dla dzieci, ze mąż bardzo się
      awanturował, więc pierwsze tygodnie ciszy w domu zadziałały jak bufor. Za to
      mnie było chyba najtrudniej, momentalnie dopadło mnie przemęczenie, poczucie
      przytłoczenia obowiązkami, walczyłam z depresją, problemami finansowymi.
      Z pracy musialam zrezygnować jeszcze przed wyprowadzka męża, ze względu na
      potrzeby dzieciaków. I jakoś mimo wszystko udaje się miesiąc w miesiąc zamknąć.
      Mąż raz płaci mniej raz więcej, musialam skorzystać z innej pomocy, czasem uda
      się trochę dorobić. To wszystko jest niczym z faktem, ze codziennie budzimy się
      z uśmiechem na ustach, że jest cicho (no wiadomo jak to przy dzieciakach bywa
      wink ), spokojnie, awantury rzadkie, co najwyżej pomiędzy dziećmi głownie. wink
      Ograniczyłam wszystkie wydatki jakie tylko mogłam, uczę się nadal tak
      gospodarować, aby z cytrynki tylko pestki zostały.

      Nie jest łatwo odbudować swoje życie, mówią że pierwsze dwa lata to okres, który
      trzeba odchorować. Coś w tym jest. Niemniej trzeba wierzyć, że się sobie
      poradzi, ja wierzę. Nasze życie stało szczęśliwsze, więc i następne rozwiązania
      przyjdą. Nadal bywają trudne chwile, nadal nie mogę liczyć na tatusia moich
      dzieci, a i one mają świadomość że na jego wsparcie nie mają szans. Wszystkie
      ich sprawy załatwiam sama, papiery i orzeczenia po wizyty u dentysty.
      Mnie bardzo dużo dało, że też liczę na siebie, nie marnuję energii na pretensje,
      choć czasami żale muszę gdzieś dyskretnie z siebie wylać. Ot, tyle by odreagować
      i przy dzieciach nimi nie epatować. Nie nastawiam dzieci przeciwko ojcu, ale
      przestałam już namawiać na wizyty u niego. Chcą idą, nie chcą (głównie syn) -
      zostają ze mną. A różnie bywa, bo tata ich co w sobie nosił to nadal ma.

      Ważne jest zadbać o siebie, o swoje siły, odpoczynek, relaks. Były takie
      momenty, ze dzieci szły do ojca a ja padałam i wstawałam przed ich powrotem po
      dwóch dniach. Obiady można przygotować i pomrozić z dużym zapasem, bulion można
      ugotować raz na tydzień, zabutelkować i robić potem nawet co rusz inna zupę.
      Pomysły przychodzą i rozwiązania.

      Pozdrawiam Serdecznie - Aggia


      • grave_digger Re: Mamy z dwójką dzieci... 06.03.10, 11:28
        nie wiem w jakiej jesteś sytuacji, ale mieszkanie było moje, więc w nim zostałam
        z dziećmi. alimenty płacił 600 teraz 800 i jakoś żyję plus moja pensja. życie
        jest sto razy lepsze odkąd nie ma w nim tego trutnia.
        oszczędzam co m-c od roku więc wiem, że nigdy nie będę na zero.
        dzieci... za małe by się przywiązać do ojca. życie dla nich biegnie dalej. dla
        mnie zaczęło się W KOŃCU od nowa.
        jestem szczęśliwa!
        • juliianna jak tam mamy dajecie sobie radę? 10.04.10, 23:03
          wykopałam wątek - dla mnie bardzo pomocny, zbieram się w sobie żeby
          opisać swoją historię, mam półroczną córkę i 4 letniego syna, czeka
          nas rozwód, w praktyce juz od dawna z wieloma kwestiami radziłam
          sobie sama, nawet jesli chodzi o kwestie finansowe. Najbardziej bolą
          mnie pytania starszaka o tatę - boję się jak uda mi się wychować
          syna bez pozytywnego wzoru ojca?dziękuję za wasze wypowiedzi pełne
          siły
          • wagulek Re: jak tam mamy dajecie sobie radę? 15.04.10, 18:37
            Witajcie
            Ja również jestem mamą dwójki dzieci-chłopcy mają 3 i 6 lat......miesiąc temu
            mąż się wyprowadził,nie podjęliśmy jeszcze ostatecznej decyzji o rozwodzie, ale
            chyba też innej nie będzie. Jest mi ciężko,dopadają mnie demony pt-że dzieci
            mnie za to znienawidzą, ze pozbawiam ich pełnej rodziny , ze nie mam prawa
            myśleć o sobie, nawet jak jestem nieszczęśliwa, że je tym
            unieszczęsliwiam itd....boję się każdego dnia-to takie momenty silnego strachu
            ściskające w środku..... ale mam też w sobie tyle siły
            i determinacji , że sama siebie o to nie podejrzewałam.
            Na szczęście mam dobrą
            pracę, nawet jesli mąż do czasu rozwodu i ustalenia alimentów nie będzie płacił
            na dzieci, wiem, ze jakoś sobie poradzę, jak będzie płacił-tym bardziej.
            Mieszkanie mamy wspólne, na kredyt, ktory ja przejmuję, bo nie chcę sprzedawać
            mieszkania i wyprowadzać się stąd, puki co w tym temacie się
            dogadujemy-zobaczymy co dalej.

            Obawiam się że "dopiero się zacznie"-ale jestem
            gotowa na wszystko-emocjonalna huśtawka mojego męża jest wykańczająca (raz chce
            dobrych relacji i oferuje pomoc, a za chwile zmiana frontu i atak ) -wiec
            spodziewam się
            wszystkiego dosłownie.
            Na rodzinę nie bardzo mogę liczyć,są daleko i jakoś tak niby się przejęli, ale
            mają swoje sprawy.

            Rodzina męża za to uprawia nagonkę na mnie-obwiniając o
            wszystko, szukając mi na siłę kochanka (bo przecież gdyby kogoś nie miała w
            życiu nie rozstałaby się z nim), do tego teściowa pracuje w tej samej korporacji
            i cała firma wrze na temat moich problemow i potencjalnych kochankow, ktorych
            teściowa wyszukiwala ........jak nie znaleźli kochanka, to teraz zwalają na
            pracę-(zrezygnowala ze "szczęścia" rodziny dla kariery-a ta moja praca, dzieki
            temu ze stabilna w przeciwienstwie do zajęć mojego męża ratowala nas ciągle od
            poważnych konsekwencji
            jego niefortunnych decyzji finansowych)i ogólnie jest bardzo
            nieprzyjemnie-nakręcają mojego męża że przyjeżdzając do dzieci "jest na moje
            zawolanie", przyklada się do mojej kariery, ze powinien mi pokazac jak to jest
            być samotną matką-skoro chcialam to mam-wg nich nie powinien przyjeżdzac(a
            przecież tu chodzi o dzieci, co za ciemnogród) -oj, dużo, dużo tego co kładą mi
            pod nogi........najlepsze w tym wszystkim jest to-ze im bardziej "mnie kopią"
            tym jestem silniejsza.......a takze to, ze pomoc oferują osoby, ktorych bym o to
            nie podejrzewała-dają wsparcie, dobre słowo - coś niesamowitego. Najtrudniejsze
            są chwile, kiedy musze wyjechać sluzbowo (szkolenia , praca w projektach, musze
            utrzymać się w pracy zaangażowaniem-firma w fazie zmian, ogromne wymagania-ale
            tez na szczęscie wyrozumiale szefostwo) -puki co, mąż zajmuje
            sie wtedy dziećmi, ale grozi, ze to ostatni raz , bo "skoro się chcę rozwijać to
            mam sobie radzić sama"....i wiem, ze sobie poradzę-powtarzam tą myśl jak mantrę,
            trzymam się jej kurczowo i z calą pewnością zakładam, że nie ma innej
            opcji-jestem silna, dam sobie radę.
            Jestem wlasnie na etapie szukania doraźnej opiekunki do dzieci,abym mogla czasem
            coś zalatwić, zostac w pracy, nie stresować się ze nie zdąże ich odebrać z
            przedszkola i żlobka, bo coś
            mi wypadło.Finansowo stoję średnio,pensja niby calakiem znośna, ale masa dołkow
            do załatania, mąz narobił długów, probujemy z nich wyjśc
            od dawna, są nasze wspólne jakby nie było...więc tu glowny problem, ale na
            szczęście mam stabilna pracę i wiem, ze pilnując sama od a do z moich finansow
            będę wreszcie wiedziala gdzie sa pieniądze i mam nawet poczucie, ze owszem,
            lekko nie będzie, ale moze nawet uda mi się conieco odlozyc, zaciskając pasa,
            robiąc sobie małą górkę na nieprzewidziane wypadki.
            Myślę że będzie dobrze-inaczej być nie moze i tego się trzymam.
            Czasami wymiękam,płaczę, łapię dołki-ale to w chwilach bezsilności, kiedy
            kiedy zostaje uderzona poniżej pasa -mąż wyprowadzil
            sie ok 100 km od nas......dla mnie to niepojęte, mogl zostac w naszym
            miescie, byc blisko dzieci -ale nie chcial, a teraz argumentuje mi, ze "nie
            będzie na moje
            zawolanie" ze kazdy przyjazd do dzieci kosztuje go stówę.....ręce opadają....mam
            ochotę mu powiedzieć"to moze będę oddawać ci ta stówę za każdy przyjazd, byle
            tylko dzieci mialy ciebie więcej"-nie mieści mi się w glowie, ze dobry przecież
            ojciec moze myślec takimi kategoriami.......dzieci strasznie tęsknią, pytaja o
            niego,starszy synek
            chyba wie o wiele wiecej niż nam sie wydaje, jest smutny, zwlaszcza wieczorami,
            przybity-zaczynam szukac pomocy psychologicznej i dla niego i dla siebie-zeby
            ktos pomogl mi w razie gorszych dni przejśc to wszystko i dobrze przeprowadzić
            przez te trudne chwile dzieci.......oj...cięzkie to życie czasem -ale wiecie co? mam
            nadzieje i to wielką i widzę światełko w tunelu-ze mimo to, ze być moze "matki z
            dwojką dzieci nikt nie zechce" to spotkam miłość, ktora doda mi skrzydel zamiast
            je podcinać, kogoś kto będzie mnie akceptowal taką jaka jestem i szanował, bo na
            to zasługuję.
            I nie nastawiam się już na nic-nie licze na nikogo na wszelki wypadek, zeby nie
            czuć rozczarowania i aby grunt pod nogami mi się nie rozjechał.To
            podstawa-liczyć na siebie, starac się znaleźć dla siebie jakąs odskocznie (wiem,
            cieżko i nie ma kiedy, gdy jestesmy uwiązane łańcuchem niemalze i latamy z
            jęzorem na brodzie miedzy domem, żlobkiem, przedszkolem i pracą) mieć kogos,
            komu mozna sie wyplakac, wygadac i zadzwonic w kazdej chwili kryzysu (ja mam -to
            wielkie szczęście i nieoceniona pomoc psychiczna-kolezanka ktora tez sie wlasnie
            rozwiodla )i pozytywnie myśleć.Ja
            napisalam sobie kartkę w kuchni , przykleilam na kalendarzu i czytam ją
            codziennie kilka razy: "
            TRUDNE CHWILE SZYBKO MIAJĄ POD WARUNKIEM, ŻE NIE PRZESTAJEMY DĄŻYĆ DO TEGO O
            CZYM MARZYMY. I tym optymistycznym akcentem zakonczę moje chaotyczne pisanie i
            życzę wam mamusie w tych trudnych momentach jak najwięcej wiary w siebie i w
            lepsze jutrowink Pozdrawiam
            • juliianna Re: jak tam mamy dajecie sobie radę? 16.04.10, 09:36
              Wagulek, trzymam kciuki żebyś była dzielna, mój mąż sie wyprowadził
              juz prawie 2 tyg temu,pisałam troche wyżej i w osobnym wątku.
              Właśnie o dzieci najbardziej się martwię synek ma prawie 4 lata i
              strasznie przeżywa wszystko, codziennie pyta o tatę , wymyślam
              jakieś cuda o pracy itp. Tata na razie był u niego 2 razy, też
              zauwaza zmianę u dziecka, przestało być takie beztroskie. Czuję się
              z tym strasznie, jakbym pozbawiała dziecka dziecinstwa. Też mam
              wsparcie przyjaciólki, siostry, rodziców. Ale wiem ze to ja
              decyduję, ja bede odpowiedzialna za decyzje. Z drugiej strony jest
              też ojciec który też powinien być odpowiedzialny, niby kocha dzieci,
              przezywa, a niepotrafi zrobić małego gestu, żeby udowodnić ze mu na
              nas zależy. Jeśli sie rozstaniemy to z góry zakłada ze więź z
              dziecmi się rozluźni, bo on na pewno gdzies wyjedzie być może
              zagranicę....Brak mi słów i jestem totalnie zdołowowana
              • evela1982 Re: jak tam mamy dajecie sobie radę? 16.04.10, 11:00
                Tez jestem strasznie zdołowana, bo mimo iz moje dzieci są małe, nie
                przyzwyczaiły się az tak bardzo do ojca, bo praktycznie caly czas
                mieszkam u rodziców, ale i tak widze w starszym synku(3 lata) smutek
                w oczkach, tak jakby chcial zapytac o tatę, ale się boicrying Nie
                wytzrymam dluzej... a "tatus" teraz sie nie odzywa, wykorzystuje
                dzieci jako "karte przetargowa", by wzbudzic we mnie poczucie winy
                itp...Dzisiaj mam strasznego doła, szkoda mi mojego synciasad W ogole
                mam dosc, nic mi sie nie chce, a jeszce pare dni temu byłam pełna
                zapału....sad
    • ajrisz33 Re: Mamy z dwójką dzieci... 16.04.10, 16:22
      co prawda nie mam dwójki ale jedno dziecko ale w kontekscie twoich
      obaw akurat to ma mniejsze znaczenie.Przeciez są alimenty, no chyba
      ze ex nie dojrzał do tego.W kazdym razie u mnie jakoś to zgodnie
      zostało załatwione a dzieci zrozumieją sytuację ale zależy w jakim
      są wieku.
      Pozdrawiam i zyczę dużo sił i wielu przyjaciół
      www.poprzejsciach.pl
Pełna wersja