Dodaj do ulubionych

Jestem KOCHANKĄ...

08.03.10, 11:49
... i jeśli sądzicie, że nie myślę to tym, jakie to przyniosło
konsekwencje - to jesteście w błędzie. Nie mam poczucia zwycięstwa, gdy
myślę o jego rozbitej rodzinie i tęskniącym synku. Nie mam powodu do
dumy, gdy przypominają mi się błagalne słowa "proszę, niech pani go
rzuci" i gdy czytam o waszej samotności. Ale mimo tego potrafię sobie
spojrzeć prosto w oczy, choć nadal nie znam odpowiedzi na to, czy było
warto.
Obserwuj wątek
    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 12:29
      Ankara,
      już Cię lubię smile

      Może masz i rację, że to już CZAS, by kilka osób na tym forum uświadomić. Ot,
      taki czas zmierzenia się z rzeczywistością-forum wchodzi- przez stadium
      pierwszego kryzysu - w stadium wczesnej dojrzałości.

      Happening też jest pełnoprawną formą wypowiedzi. Jak i MANIFA.
      Obie czasem stosuję))))

      Dawaj....
    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:31
      No, dobra. To ja zacznę (robotę).

      Możesz coś bliżej powiedzieć o tym: "potrafię sobie spojrzeć w oczy"? Ja to
      rozumiem tak, że masz za swoim postępowaniem jakieś racje. Możesz napisać, jakie?

      P.s. Nie byłam nigdy kochanką (to dla jasności). Ale odeszłam do kogoś. Mając za
      sobą pewne racje. Stąd to pytanie.
    • panda_zielona Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:31
      Czy było warto przekonasz się za kilka lat.Byłam w podobnej
      sytuacji,zerwałam znajomość.Po latach okazało się,że nie było
      warto.Obojgu nam małżeństwa się rozpadły,ale nie było już sensu
      powrotu.
        • to.ja.kas Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:37

          Nie pierwsza to kochanka jawna na RICD...chyba mi przypadła ta
          zaszczytna rola wiele lat temu wink
          Przez dośc długi czas byłam kochanką, potem partnerką.
          Czy czuje dumę? Nie.
          Czy mam wyrzuty sumienia? Właściwie tez nie.
          Przerobione mam to na tyle dobrze, że traktuję to jako doświadczenie
          zyciowe które BYŁO.
          Sytuacja z jednej strony była dość skomplikowana by ocenić ją
          jednoznacznie, z drugiej banalna.
          Nie chce mi się opisywać, bo w czasach dawnych sporo na ten temat
          rozmawialiśmy. Klimat ku temu był sprzyjający owego czasu na forum
          by analizy takie poczynić a i mi może to było potrzebne. Teraz
          takiej potrzeby nie czuję, zwłaszcza, że historia sprzed kilku
          dobrych lat.
          Jak jest teraz?
          Teraz jest tak jak powinno byc.
          Nie chciałabym znowu doświadczać tego co doswiadczyłam wtedy. Ale z
          pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że jestem człowiekiem ze
          słabościami i błędami. Od tamtej pory wiem, że pycha chodzi przed
          upadkiem. Bo ja tez byłam kobieta która mówiła "Ja?!?!?!!? JA,
          NIGDY ?!?!?!?!? Tyle razy miałam okazję i zawsze dawałam odpór !"
          Do czasu.
          • mola1971 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 13:59
            Ja też swego czasu byłam kochanką i również na tym forum tego nigdy nie ukrywałam.
            W moim przypadku nie było warto. Czy żałuję? Nie.
            I podobnie jak Kas kiedyś zapierałam się i twierdziłam, że ja to na pewno NIGDY. No to sobie los ze mnie zakpił bo znalazł się taki jeden jedyny na tym świecie, z którym jednak potrafiłam.
            Od tego czasu wiem tylko tyle, że nic nie wiem.

            Każdy przypadek jest inny i należałoby każdy rozpatrywać indywidualnie.
            U mnie nie było warto bo po pierwsze za słabą mam konstrukcję psychiczną i mnie ta relacja zbyt dużo zdrowia psychicznego kosztowała a po drugie to nie był dla mnie odpowiedni mężczyzna.
            Niemniej warto było bo się dużo o sobie dzięki temu nauczyłam.
            M.in. tego, czego w tym życiu na pewno nie chcę.
          • ankara123 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 14:13
            No właśnie... nie oczekuję rozgrzeszenia, ale czy na pewno każdy z was
            może tak rzucić kamieniem? Wyrzuty sumienia... Mam je oczywiście, ale
            kto potrafi przewidzieć cienką granicę między flirtem a miłością? I
            jestem pewna, że nikt nie zdaje sobie sprawy PRZED, na jakiej cienkiej
            granicy balansuje i tak naprawdę, jakie dotkliwe mogą być tego
            konsekwencje.
            • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 14:28
              Ja nie rzucę kamieniem smile

              To, o czym piszesz, to jeden z bardziej zdumiewających "momentów", z jakimi
              przyszło mi się spotkać na tym forum. Mam na myśli ustawienie: najpierw odejdź
              (czyli: bądź wolna/y), a potem pokochaj (czyli wejdź w związek). Zupełnie, jakby
              rzeczywistość nie istniała!

              A przecież nie zawsze miłość WYBIERAMY. Czasem ona przychodzi nawet wbrew nam.
              Czasem nawet udaje się jej nas złamać -z nasza korzyścią lub nie) I nie zawsze
              to, co do nas przychodzi, jest złe/gorsze,...od tego, w czym byliśmy do tej pory.

              Ludzie, którzy pitolą o jakichś kolejnościach, podejrzewam, że NIE DOŚWIADCZYLI
              tego, na temat czego się wypowiadają.

              Kwestią jest ZNALEŹĆ się w tej sytuacji. Wybrać, czyli KOGOŚ/COŚ odrzucić (zabić?).

              Ach Ci moraliści od siedmiu boleści. Kazik w piosence Brechta mówi o tych, co
              nie pokochali choć jeden raz ale robią ewidencję ciąż))))

              Trud zaczyna się TAM, gdzie oni nigdy nie dotarli. Albo- otarli się o dotarcie,
              i spieprzyli z kwikiem przerażenia (zapewne niczego nie rozwiązując i wracając w
              ciepłe załgane kapcie). Gdyby coś KONSTRUKTYWNIE rozwiązali, mówiliby o tym inaczej.

              Ty to widzisz. wiesz, gdzie jesteś.

              Trudno będzie. Ale- mnie się powiodło. Czyli- może się udać. To może mieć sens.
              • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 15:51
                >A przecież nie zawsze miłość WYBIERAMY. Czasem ona przychodzi nawet wbrew nam.

                nie mogę się z tym zgodzić, imo wybieramy zawsze, a fakt że czasami nie
                potrafimy odmówić komuś czy przeważnie sobie, akurat brakiem wyboru nie jest.
                • mola1971 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 15:54
                  Nie wybieramy nie tyle miłości co zakochania. Bo miłość to wybór.
                  Nie mamy wpływu na nasze uczucia, ale mamy wpływ na to co z nimi robimy.
                  Dopada nas zakochanie i możemy w to wejść lub nie i tyle.
                  Żadnej filozofii nie ma sensu do tego dopisywać bo to proste jak budowa cepa jest.
                    • to.ja.kas Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 15:59
                      To ja poproszę o definicję zakochania i miłości. Jakąs obowiązującą.
                      I kiedy jedno zamienia się w drugie.
                      Filozofowie próbowali sobie odpowiedzieć na pytanie czym miłośc jest
                      a czym nie, ale może w końcu odpowiedź poznam.
                      • ekscytujacemaleliterki Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:11
                        Ja Ci nie powiem, gdzie mi tam do filozofów a skoro nawet oni na tym
                        polegli....
                        ale za to powiem, że i owszem. Mamy wybór. Możemy uczucie przyjąc
                        albo odrzucić.
                        Mówicie, że patent polega na tym, czy chcemy?
                        ZAWSZE chcemy! I to jak! Tak, że wszystkie nasze normy i zwyczaje
                        moralne czy społeczne zawieszamy na kołku i o nich nie pamiętamy!
                        Jak to było? Kto? Ja? Nigdy! Przenigdy nie zabiore chłopa innej!
                        A życie, emocje, uczucia pokazują nam zupełnie co innego.
                        Czyż nie?
                        • to.ja.kas Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:22
                          Niezmiernie bawi mnie to "nie zabiore chłopa innej"
                          I tu chyba widać różnicę. Jaką? W przedmiotowym traktowaniu ludzi
                          którzy MUSZĄ być z nami. Chca czy nie.
                          Chłop jak puchar przechodni wydzierany z rąk do rąk. Bezwolny, słaby
                          i nie wiedzący czego chce....chociaż zdarzają się tacy co nie
                          wiedzą. Przyznaję. Miałam to szczęscie nie spotkać takich na swojej
                          drodze.
                          Każdy wybiera sam. Jedni odpuszczają miłość, inni ją potrafia
                          zatłuc, inni stwierdzają, że związek ma sens dopóty dopóki z kimś
                          chce się być. Ma się tego szczere pragnienie.
                          Nie chcę wartościować żadnej z postaw i nie dlatego, że boję się co
                          mi z takiej oceny wyjdzie. Jak sama będe musiała się z nią zmierzyć?
                          Zmierzyłam sie kilka lat temu, dawno to poza mną. I oceny i dylematy.
                          Jednak chroń mnie Panie od postawy "kupione - zaklepane - trofeum na
                          ścianę bo MOJE" gdy idzie o JAKIEGOKOLWIEK człowieka. Czy mężczyznę,
                          czy córkę, czy kogokolwiek innego. I nikomu nie daję prawa do
                          takiego traktowania mnie. Nie jestem czyjaś. Mogę być z kimś.

                          I to tyle zanim wyjdę do domu z pracy.
                      • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:19
                        ale chyba nie ma znaczenia, co się kiedy i w co zamienia albo jak coś tam
                        definiować. przychodzi taki moment, że już możemy siebie nazwać kochanką i
                        trudno jakoś obronić tezę pt. "tak jakoś wyszło".
                      • mola1971 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:21
                        Mogę Ci tylko podać moją definicję wink Zresztą definicje wielkich filozofów zapewne znasz.
                        A moja mówi, że zakochanie to emocja. Podobnie jak strach, złość etc. I jako emocja z czasem mija. I z tej emocji może, choć nie musi powstać miłość.
                        A miłość nie jest emocją tylko wyborem. Nie ma już wielkiej chemii a ja nadal chcę być z tą osobą, chcę z nią dzielić codzienność i jej obecność w moim życiu mnie cieszy.
                        Zakochanie od miłości różni się intensywnością.
                        Wg mnie nie ma miłości, która nie zaczęła się od zakochania, ale nie każde zakochanie zamienia się w miłość. Bywa tak, że gdy chemia minie to zostaje dwoje obcych sobie ludzi.
                      • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:37
                        Kas, no coś Ty)))) To przecież proste: wystarczy ustanowić, i już!!! (wszystko
                        można ustanowić: definicje, znaczenia). I tak żyć, udając że się WIE, co jest czym.

                        Ale posłuchajmy....
                          • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:50
                            aaaa, po TEMsmile
                            a przed TEM nie ma nic?
                            grom z jasnego nieba, tak?
                            pewnie niewykluczone, ale baaaardzo rzadko. raz coś takiego miałam okazję
                            obserwować i ludzie się w try miga zwinęli ze swoich dotychczasowych związków,
                            bo tak nie mogli bez siebie żyć.
                            • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:06
                              No, ale sama piszesz, że nie wykluczone. A z tego, że coś jest rzadkie
                              (występuje rzadko), nie można czynić mniej ważnego (mniej istotnego), prawda?

                              Powiem Ci, że są tacy , których onyż pierun sycylijski trafił, a mimo to NIE
                              ZWINĘLI się migiem ze swoich dotychczasowych związków, tylko zaczął się dla nich
                              i ich związków okres diabelnej walki o dotychczasowy związek (nikomu nie życzę).
                              Zapewne są niemoralni. Bo walczyli. A mogli ciepnąć w kąt, i już, no nie?

                              • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:30
                                prawda, prawda. tylko żeee, jeśli był tzw. grom, a romans trwa i decyzji brak -
                                pan się nie rozwodzi, żona się awanturuje, kochanka nie wiadomo na co liczy, to
                                zasłanianie się tym gromem jest dziwaczne, bo co najmniej dla tego
                                niezdecydowanego pana grom to najwyraźniej nie był.

                                no albo ja nie rozumiem idei romansu z żonatym? ideą jest chyba odbicie pana dla
                                siebie, czy nie?
                                • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:02
                                  Upraszczasz.

                                  Romans trwa, ale i walka trwa. Lepiej, żeby bez walki? No, no...
                                  Nie decyzji brak, tylko decyzja się WYKUWA. Często obłędnie boleśnie dla
                                  wszystkich. Wolałabyś być opuszczona bez walki o związek z Tobą? Przecież
                                  oznaczałoby to, to tego związku de facto nie było. No, ale wtedy oznaczałoby to,
                                  że byłaś w układzie, nie w związku, czyli ni ma problema, co?

                                  Może być grom,a potem długa i straszna walka.

                                  Może być różnie.
                                  • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:13
                                    czyja to jest walka, możesz mi przybliżyć? zakładając, że atak przychodzi z
                                    zewnątrz, czyli zagrożenie stanowi kochanka jako katalizator i mąż jako element
                                    zaktywizowany.

                                    nie mówimy o związkach, w których wszystko się rozłazi w szwach i one ogólnie
                                    słabo się mają, tylko o takich, gdzie żona gromem z jasnego nieba odkrywa romans.

                                    co za walka? kochanki z żoną o tego męża?

                                    masz zacięcie do romantycznego przedstawiania sprawy bez konkretu i
                                    rzeczywistości. bez żon płaczących po nocach, bez dzieci, którym grozi brak
                                    tatusia. no bez niczego dosłownie - tylko ten grom, ta miłość, uczucie, nad
                                    którym nie można zapanować.

                                    >Wolałabyś być opuszczona bez walki o związek z Tobą?
                                    tak właśnie wolałam, bez kretyńskiego darcia włosów i rozpaczliwych akcji po
                                    każdej ze stron. jak coś komuś aż tak kręci, że szuka partnerów seksualnych poza
                                    związkiem, to można sobie w sumie taki związek darować związek, chyba że komuś
                                    akurat na aspekcie więzi seksualnej niespecjalnie zależy.
                                    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 21:17
                                      Six, no co ja Ci na to powiem, że dla Ciebie moje życie to romantyzowanie
                                      beztreści. Jak ktoś nie chce treści zobaczyć, to nie zobaczy.
                                      To by w zasadzie wyczerpywało naszą rozmowę, bo chyba nie będziem gadać
                                      popróżnicy o Werterach i Hamletach...

                                      Groby pobielane...

                                        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 22:46
                                          No, jak to nie. Żalisz sie, że czegos tam nie słychać. Jakiejś zony płaczącej po
                                          nocach, czy coś tam..., a zamiast tego miłość, miłość. A skąd ja Ci żonę cudzą
                                          wezmę??? Moi faceci to kawalerowie byli....

                                          To czego to moje romantyzowanie dotyczyć miało?))))
                                          • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 23:03
                                            nigdzie się nie żalę, stwierdzam tylko, że w trójkącie pomijasz osobę zdradzaną,
                                            co za różnica czy to żona, narzeczona czy dziewczyna czy też mąż, narzeczony
                                            albo chłopaksmile
                                            a romantyzowanie związku pozamałżeńskiego było widoczne w poście o wielkiej,
                                            niespodziewanej, odbierającej rozum i wolność wyboru...
                                            albo coś nie tak zrozumiałam.
                  • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:47
                    > Wybieramy POTEM, jak już się w sytuacji znajdziemy, ale samego przyjścia
                    > miłości- nie.
                    jak już chadzamy z kimś sypiamy albo robimy rzeczy, które ten mąż teoretycznie
                    przynajmniej powinien z żoną robić, to wtedy dopiero wybieramy?

                    przyjście miłości - brzmi nieźle, ale tak sama z siebie to ona chyba nie przychodzi?

                    więc na razie jeszcze różnicy nie widzęsmile

                    warto też przyjrzeć się, kto zostaje kochanką - niezwykle rzadko są to piękne
                    nieznajome spotkane przypadkiem w windzie czy minięte na ulicy. znacznie
                    częściej dłuższe znajomości. więc zwykleeeesmile czas na przeanalizowanie jak
                    najbardziej jest.
                    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:25
                      Skąd wiesz, że miłość nie przychodzi "znikąd"? Skąd zatem, jeśli łaska?

                      Bywa, że z miłością jest jak z nałogiem: dopiero ją dostrzeżesz, jak już JEST
                      (teoria alkoholickeho kopce Jaromira Nohavicy- gorąco polecam)

                      Mój obecny mąż jest niezwykle pięknym nieznajomym spotkanym nieoczekiwanie smile

                      Czasu na przeanalizowanie miłości zanim się pojawiła miałam tak kole zera))). Za
                      to potem dużo. Bo sama go sobie dałam, mimo sprzeciwu obu panów (każdy chciał
                      szybko).
                      • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:35
                        >Skąd zatem, jeśli łaska?
                        z zapatrzenia przeważnie. u tych, co zmysłem wzroku dysponują. z zaczytania - w
                        czasach internetu i tak dalej - ogólnie z zafascynowania.
                        na pewno nie znikądsmile

                        > Czasu na przeanalizowanie miłości zanim się pojawiła miałam tak kole zera))).
                        ale zdążyłaś się dowiedzieć, czy ten piękny nieznajomy nie jest nieletni albo
                        czy jest wolny? czy też kwestie w sumie dość zasadnicze zostały zagłuszone
                        piorunem?smile
                        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:09
                          Czyli: ZEWSZĄD. Wszędzie ma umocowanie. Ma takie same umocowania jak pierwsza
                          miłość, jak każda inna miłość.

                          Tego, czy jest nieletni/letni, zajęty/wolny, włochaty/łysy oraz inne bardzo
                          ważne informacje dotarły do mnie ze dwadzieścia lat naprzod. I co z nich miałam?
                          Nic. Mogły być inne (no, może nieletnim bym się nie zajęła...chyba).

                          Czyli: i tak wszystko było niespodziewane. Wiecej: nie było chciane! Serio.

                          Potrafisz to sobie wyobrazić?
                          • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:33
                            może i miłość jest taka sama, ale warunki już nie. nie ma się wiecznie nastu
                            lat, i coś tam się komuś zdążyło zaślubować, wierność jakąś czy uczciwość, nie
                            pamiętam już jak to leciało. jakieś dzieci się ma czasami, ojcem się jest i
                            wzorem i parę innych drobiazgów.

                            i ta wieeeeeeeeeeeeeeelka miłość nachdodząca zewsząd i niespodziewanie nie
                            zwalnia z uczciwości wobec aktualnego partnera.
                            najwyraźniej gdzieś umyka punkt, że miłość jest już w związku.
                            • to.ja.kas Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:40
                              A jeśli jej w związku nie ma? Jeśli jest tylko hibernacja i próba przetrwania? I
                              jeśli nagle się zjawi miłość własnie?

                              Wszystkim nam życzę by w naszych związkach była miłość.
                              Ideologię nie tylko do miłości kochanków można dorobić. Do każdej się da. I
                              zdarza się, że potrzeba posiadania kucharki, sprzątaczki, matki dzieciom, ojca,
                              bankomatu itd itp brane jest za miłość. Dopóki nie zauważy się różnicy.
                              • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 23:35
                                źle, a nawet fatalnie to wyraziłam.
                                chodziło mi o to, że wybrana miłość (w sensie ukochany/a) już tkwi w związku.
                                nie o uczucia/brak uczuć w związku. dlatego kolejność, którą tak per noga
                                traktujesz, jest jednak ważna - nawet w przypadku tych bardzo nagłego wybuchu
                                uczuć - zdarzyło się? dobra. ale czy to mi daje prawo oszukiwać żonę/męża? nie
                                bardzo.

                                dlatego nie mam niestety wielkiego poważania dla tkwienia w zdradzie,
                                zdradzających i powiązanych czyli kochanek/kochanków. oraz dla zasłaniania się
                                miłością, która służy do prowadzenia życia na dwa fronty.
              • kasiapfk Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:21
                Oooo krezzzz,
                ma ulubienica.
                Otóż ja jestem jedną tych, którzy pitolą o kolejnosci.
                Jestem też (byłam ściślej pisząc) kochanką. Kochanką szczęsliwą.
                Cholera, przyznam się, dwukrotnie, z tym samym panem. Raz żonatym,
                raz już nie żonatym.
                I dalej twierdzę, mam swoje racje, że kolejność: odchodzę - mam
                miłość, jest prawidłowa. dla MNIE!!!.
                Otóz wiem ,że zakładki to szkodzą - zaangażowanym.
                Ale tego doświadczenia to się nabywa z wiekiem i czasem.
                asta...
                • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:47
                  Jak miło być czyjąś ulubienicą))))

                  Jak już mówiłam, nie byłam niczyja kochanką, zatem zapewne nie rozumiem, jak to
                  jest nią być. Wyłuszcz swoje racje (te dotyczące kolejności). Z tym, że z
                  wykazaniem, JAK TO ZROBIĆ.

                  No, wyłuszcz....))))

                  Byłam z facetami "na zakładkę"- znaczy, ja byłam jedna, oni na zakładkę. I, jako
                  żywo, nie wiem, jak usunąć ten drobiazg z rzeczywistości, że TO BYŁA ZAKŁADKA.
                  Miała nie być, a była.
                  Czy Ty aby nie mówisz o tzw. "życzniówce", czyli myśleniu życzeniowym? Że lepiej
                  aby nie było na zakładkę? Bo z tym to się chyba każdy zgodzi....Każdy by sobie
                  pewnie coś tam życzył.

                  Ale my tu chyba mówimy o RZECZYWISTOŚCI. Czy nie? Oczywiście, możemy sobie
                  pouprawiać gdybologię i marzeniologię, ale mam prośbę- BEZ LEKCWAŻENIA
                  RZECZYWISTOŚCI, dobrze?


                  • kasiapfk Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:00
                    Ja nie piszę o życzeniówce.
                    Piszę o swoich doświadczeniach. Mając zakłądkę byłam szczęśliwa,
                    albo lepiej, wmawiałam sobie, że taka jestem. No bo jak to? Mam "dwa
                    w jednym" (dwóch facetów w jednym małżeństwie) i co? mam nie być
                    szczęśliwa z tym drugim?
                    Niezwykle trudna sytuacja, jaka mi się przydarzyła, to było odejście
                    ze związku i dopiero wejście w inny układ. I dopiero w tej sytuacji
                    widze różnicę. Różnicę widzę ogrooomną.
                    Mając czas na przeanalizowanie problemów z poprzedniego związku
                    widzę z dużo większym realizmem to, co sie dzieje w obecnym.
                    Nie uciekłam tym razem przed jednym panem w ramiona drugiego, bo
                    było mi taaaak źle... Już wiedziałam, że samam ze sobą dobrze mi się
                    żyje. Mogła dokonać wyboru: chcę być z nim, czy nie chcę. Wiedząc
                    czego tak naprawdę chcę. Opierać się na tym czego chcę a nie uciekać
                    od tego czego nie chcę. Czujesz różnicę?
                    I teraz czuję się wolna i świadoma i ta miłosć to jest dopiero
                    miłość a nie poprzednie obłędy, zauroczenia, zamroczenia i opętania,
                    które miłościami nie były tylko obłedami, brakiem tchu,
                    zamroczeniami tak emocjonalnymi, że czasami ze "szczęścia" umierałam.
                    Dziękuję, ja już dorosłam. Wolę świadomą piękną równie mocną ale o
                    wiele przyjemniejszą normalną miłość.
                    no i przystojną, co tu dużo mówić...
                    K.
                    dal mnie EOT
                    • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:17
                      No widzisz, Kasiu, a ja, będąc w sytuacji zakładkowej, szczęśliwa nie byłam,
                      zatem niczego nie musiałam sobie wmawiać. Bo widzisz, ja widziałam, cos ie
                      dzieje: że dzieje się coś, czego ze wszech miar bym dla siebie i innych nie
                      chciała. wolałabym NIE.

                      Zatem- nie oszukiwałam się.

                      I wszystko, co piszesz w dalszej części postu, również się do mnie odnosi.

                      Zatem- rzecz w tym, by ZOBACZYĆ CO JEST. Bez okłamywania się. I zadziałać wedle
                      sytuacji.
    • six_a Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 15:46
      > Ale mimo tego potrafię sobie spojrzeć prosto w oczy,

      ja to mam pytanie, czy kochanki mają jakiś inny system wartości niż reszta
      kobiet? pomijam już kwestię kto kogo uwiódł, rozkochał itakdalej.
      załóżmy, chodzi o sam fakt wejścia w czyjeś małżeństwo jako trzecia/trzeci (bo w
      sumie facetów też dotyczy)
      czy jak już zostaniesz jego żoną, czy wtedy też nie będziesz wymagała wierności
      od męża, ew. podejdziesz ze zrozumieniem do kochanki męża, jeśli się taka kiedyś
      pojawi?

      jak to wygląda?
      • kasiapfk Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:27
        Six,
        pamietam ,że mnie w ogóle nie obchodziła jego żona. Zupełnie jakby
        nie istniała. Ja jej wiernosci nie ślubowałam.
        > czy jak już zostaniesz jego żoną, czy wtedy też nie będziesz
        wymagała wierności
        > od męża, ew. podejdziesz ze zrozumieniem do kochanki męża, jeśli
        się taka kiedy
        > ś
        > pojawi?
        >
        Nie chciałam mu ślubną zostać z tego właśnie powodu. Nie żebym się
        bała, ze zdradzi po raz kolejny - tym razem mnie. Ale po prostu nie
        cenię zdradzaczy bez TYCH zasad, czy też niedojrzałych nie-w-pełni z-
        mózgiem żyjących , którzy pozwalaja sobie na takie sterowanie przez
        uczucia. Bliższy mi jest model, który mola opisuje. Na pojawienie
        się uczuć nie mam wpływu (oj, sama wiem, że nie mam), ale już to CO
        Z NIMI ZROBIĘ jest jak najbardziej w mojej mocy.
        I nie twierdzę, że to bezbolesne jest. Boli jak cholera.
        smile
        • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 16:56
          No widzisz, sama wskazałaś różnicę między PRZED i PO. PRZED jest z grubsza takie
          samo: miłość. PO jest już znalezieniem się w sytuacji. I tu mamy pole
          do...problemów.

          Sytuacje są różne. I różne decyzje względem nich. Dobrze jest nie ustawiać się
          pozycji generalizowania.

          Widzisz, mojego obecnego męża mój ówczesny mąż jednak obchodził. Zatem mamy
          pierwszą różnicę. Drugą jest ta, że on mnie ceni, mimo iż jestem "zdradzaczką"
          (fajne określenie))) Może rozumiał moja motywację, i całą resztę, która mną
          powodowała? Trzecia różnica to taka, że nie traktowął mnie, i nie traktuje jako
          istotę nie-w pełni- z mózgiem żyjącą (tez sympatyczne, hm)))0.

          Zobacz, tyle między Tobą i mną różnic. ciekawe, czy świadczą o nas, czy o
          zjawisku jako takim?

          Z jednym się z Tobą zgodzę- BOLI JAK CHOLERA.
          • lampka_witoszowska Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 17:47
            dodam, że z filozoficznego i psychologicznego punktu widzenia to,
            czy boli, to tez kwestia widzenia sprawy - czyli w sumie wyboru

            jak się nei zmienia parametrów, to boli, bo się automatem w ból wpada
            jak się refleksje snuej i widzi sprawę róznie, może nei boleć
            za to może skrzydeł dodawać osobisty, własnoręczny wybór słowa: nie

            a to z kolei bywa trudne smile))
            • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:58
              Lampko, bierzesz pod uwagę, że skrzydeł dodawać może także słowo TAK? Mimo, że
              bywa trudne...

              Nie bardzo rozumiem, dlaczegóż to zmiana parametrów miałaby być możliwa..Toć
              rzeczywistość chyba się nie zmieniła, co?

              Innymi słowy: to nie rzeczywistość ani jej parametry się zmieniają. A nawet nie
              skale ocen (wszak nie jesteśmy relatywistami, co?), ale sytuacje okazują swe
              nieoczywistości. I w tych nieoczywistościach musimy się odnaleźć (no, chyba że
              zwiejemy, czyli zamkniemy oczka i będziemy udawać, że to się nie dzieje).

              Ale, jak już uznamy, że się dzieje, to musimy wziąć byka za rogi.

              Jak dla mnie, tu się rzecz zaczyna.
        • nangaparbat3 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 18:02
          Ale o jakich UCZUCIACH Ty piszesz? Co jest uczuciem, jesli nie obchodzi Cie
          życie drugiej osoby, jej zobowiazania, wiezi?
          Kęcił Cie facet, chcialas się z nim przespac - OK. Ale po co dodawac do tego
          "uczucia"?
          A jeszcze - Nie cenisz zdradzaczy bez zasad, nie zwiażesz się ślubem z takim -
          ale fakt, ze bedąc kochanką meza przyczyniasz sie do rozwalenia rodziny, w ogole
          Cie nie interesuje.
          To jest dopiero moralnosc Kalego.
          • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:33
            Mnie też taka postawa: kochanka/kochanek nie slubowali, więc o co loto....

            Są współuczestniczącymi. Nie ma znaczenia, czy to oni są stroną wolną, czy
            zajętą))) To jedna z większych hipokryzji, jakie spotkałam. Dosłownie: brzydzi mnie.

            Czekałam, aż ktoś mnie zapyta, jakie ma znaczenie to, że nie byłam kochanką,
            skoro sama miałam kogoś. Nie zapytali)))) To też podobny rodzaj hipokryzji (że
            nie zapytali, bo wzięli to chyba za mój plus). Bo przecież nie ma żadnego
            znaczenia- byłam w trójkącie.

            Znaczenie mają FAKTY. Ja nie udawałam, że fakty są względem rzeczywistosci ok.
            Bo NIE BYŁY.

            Ale miały swoje umocowania (powody, przyczyny, były wynikiem, skutkiem, itd). I
            to TAKŻE MIAŁO I MA ZNACZENIE. Ale ten wymiar już jakoś się nie liczy.
            Przynajmniej na tym forum)))
            • to.ja.kas Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:16
              krezzzz100 napisała:


              > Znaczenie mają FAKTY. Ja nie udawałam, że fakty są względem >rzeczywistosci ok.
              > Bo NIE BYŁY.

              > Ale miały swoje umocowania (powody, przyczyny, były wynikiem, >skutkiem, itd).
              I to TAKŻE MIAŁO I MA ZNACZENIE. Ale ten wymiar już >jakoś się nie liczy.
              Przynajmniej na tym forum)))

              Bardzo mądra uwaga. Uffff, powiedziałam to wink
            • nangaparbat3 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 20:39
              To wszystko jest bardzo powikłane. Bo z trzeciej strony, kiedy patrzę na
              staruszkow po 50 latach malżeństwa, ktorzy cale zycie sie kłocili, mieli
              romanse, a teraz troszczą się o siebie, w ogień by za soba poszli, naprawdę nie
              mogą życ jedno bez drugiego, to zastanawiam się - co własciwie ma sens? Moze
              jednak - trwac razem i przetrwac, zeby zapracowac na taką starośc? Ale sa i
              tacy, co po 50 latach wreszcie mordują żonę - albo męża.
              No cholera - po prostu nie wiem. Coraz bardziej nie wiem.
              • krezzzz100 Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 22:15
                Myślę, Nanga, że miłość jest warta przetrzymania sporego zła. Nie wyrokuję,
                jakiego, bo to indywidualne.
                Ja bym walczyła o miłość, jakbym kochała i widziała sens (wiem, tautologia). Ale
                TYLKO wtedy,gdybym widziała sens.
                Czyli, podzielam Twoje "nie wiem".

                Jestem za fundamentalnymi decyzjami. Jak TAK, to TAK.

                Tak, wierzę, że może się udać. Jestem na TAK.
          • kasiapfk Re: Jestem KOCHANKĄ... 08.03.10, 19:09
            Nie. Zupełnie niekoniecznie. Wtedy to sobie jako m.łode dziewczę
            tłumaczyłąm: no pomylił się, nie znał mnie wtedy i takie inne
            wciskanie kitów swojej świadomości, żeby za mocno nie zastanawiać
            się.
            I pewnie dlatego, że zaliczyłam bycie kochanką (i zostawiłam faceta,
            który się rozwodził -jarkoni mnie zje zaraz....) teraz wiem ,ze to
            bez sensu. Dla mnie. Ale wiem, że są kobiety, które inaczej nie
            umieją/chcą itp. Ich wybór. Tylko niech nie dorabiają do tego
            teorii: ja nie chciałam, to miłosć SAMA tak przyszła. To zrzucanie
            odpowiedzialnosci za własne wybory na "miłość".
            Jak już rozwalam małżeństwo, to niech mam odwagę przyznać się do
            tego, że jestm nie ok. bo się wpierniczam w układ kogoś krzywdzący.
            A nie tam "siły wyższe" mi to zrobiły.

    • nangaparbat3 tylko pytania 08.03.10, 17:41
      Przedziwny post. Czytam po raz enty i nie pojmuję, co wlasciwie Autorka chce
      powiedziec - nam tutaj, gdzie wiele jest osób porzuconych dla kochanek/kochanków.
      Dwa pytania najbardziej mnie frapują: W jakim celu, Ankaro, umiescilaś ten post
      na tym forum?
      oraz:
      Od czego będzie zależała odpowiedź na pytanie: czy było warto?

      Niepokój: bo czuję jakas nutę sadyzmu w pisaniu o tęskniacym synku, w
      powtarzaniu tu na forum błagania zdradzanej zony. Ale moze to nie sadyzm, a
      masochizm?

      Zdumienie: dlaczego osoba odpowiedzialna za porzucenie czyta o samotności
      porzuconych?
        • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 17:58
          Nanga, nie zgadzam się z tym.
          I piszę to jako zdradzana żona. Miałam morze żalu do exa za jego zdrady, ale nie obwiniałam za nie jego kochanek. Gdy facet chce zdradzić to zdradzi. Jeśli nie z Zosią bo ta mu się oprze to z Marysią.
          Pomijając fakt, że ex to typ, który generalnie lubi kobiety, dużo kobiet i raczej nigdy i żadnej wierny nie będzie to i tak starałam się z tych jego zdrad wyciągnąć jakieś wnioski dla siebie. I szukałam własnego wkładu w zaistniałą sytuację. Dzięki temu wiem jakie sama błędy popełniłam a zdobytą w ten co prawda trudny i bolesny sposób wiedzę, zamierzam wykorzystać w przyszłości.
          Ale nie zgadzam się z obwinianiem kochanek. Sama kochanka może mieć poczucie winy i wyrzuty sumienia, ale wg mnie nikt nie powinien jej obwiniać o rozpad małżeństwa bo to nie ona żonie pana wierność ślubowała.
          • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 18:15
            E tam.
            Mnie maż nie zdradzal (przynajmniej nic mi nie wiadomo), natomiast miałam
            okazję, jeszcze zanim sama wyszłam za maż, przygladac się kolezance z pracy
            rozwalajacej rodzine kolegi. Ona świetnie wiedziala, że facet ma zone i synka.
            Uwodzila go - czynnie i przemyslnie - i to ewidentnie on zostal uwiedziony.
            Jeśli dwie osoby robia cos razem, to kazda z nich podejmuje decyzje, że w to
            wchodzi. Odpowiedzialnośc kochanki w zaden sposób nie kasuje odpowiedzialnosci
            męża, a nawet jego zony. Kazde z nich ma swoja częśc. I nie widzę żadnego, ale
            to żadnego powodu, zeby z kochanki tę odpowiedzialnośc zdejmowac. Czy z kochanka.
            Jesli wchodzimy w czyjs zwiazek powinnismy wiedziec, że może to doprowadzic do
            jego rozpadu czy go przyspieszyc - przeciez to oczywiste. Któres tam przykazanie
            jest o tym, nie? nawet dwa przykazania! Przez 3 tysiace lat mozna sie bylo nauczyc.
            • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 18:27
              To, że kochanka ma świadomość tego w co wchodzi to na pewno.
              I u mnie mi.in. ta świadomość zdecydowała o wycofaniu się.
              Ale daleka jestem od potępiania innych bo naprawdę różnie bywa. Znam bardzo udane małżeństwo, które od romansu się zaczęło. Byli małżonkowie romansujących też bynajmniej nieźle sobie radzą.
              Przykazania piękna rzecz i ja też staram się żyć w zgodzie z nimi, ale człowiek to taka istota, która błądzi. Grunt tylko by z tego błądzenia wnioski umiał wyciągnąć. I nazwać rzeczy po imieniu. Bo jeśli coś mnie w takich relacjach wkurza to nie to, że istnieją. Jak świat światem zdrady były, są i będą. Wkurza mnie tylko gdy zdradę nie nazywa się zdradą i dopisuje do niej ideologię.
              • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 18:38
                Z tym to sie zgadzam.
                Sama byłam kiedys kochanką, bardzo mloda i głupia jak but z lewej nogi, pan nie
                naszał obraczki, a ja bylam tak naiwna, ze sądziłam, ze skoro mnie podrywa
                jawnie i bez oporow, to jest wolny. Potem sie okazało smile
                Co do Twoich znajomych - podejrzewam, ze gdyby zamiast sie rozwodzic i budowac
                nowe zwiazki posklejali stary, tez byliby szczęśliwi. nawt sie o to zalożę -
                skoro i tak nie ma jak sprawdzic.
                I ja nawet nie domagam się od kazdej kochanki/kochanka, by sie wycofali. Ale by
                nie mowili: to nie moja sprawa. Jesli w to wchodzą, to takze ich sprawa.
                Moze dlatego post Ankary mnie fascynuje, a post Kasi (jego zona dla mnie nie
                istniala, nie ja slubowałam) budzi wścieklośc.
                • kasiapfk Re: tylko pytania 08.03.10, 19:17
                  Nanaga, ależ mnie moja postawa z przeszłosci nie tylko zalewa
                  wstydem.
                  Ja ubolewam nad bezdusznym swym egoizmem. Bo tak to trzeba nazwać po
                  mieniu! I nie znajduję teraz usprawiedliwienia dla ówczesnych swoich
                  poczynań. Tyle dobrego, ze już wiem, że nie można tak. Nawet jak
                  okazja jest i wszechobecny kult EGO się krzewi. I wiem ,że nie mogę
                  zrzucać odpowiedzialnosci za bezeceństwo na bliżej nieokreśłone
                  uczucia, któe mnie opętały. To byłMÓJ wybór i nie próbuję teraz sie
                  wybielać. Biorę na klatę to co zrobiłam. I nie robię tego więcej.
                  Właśnie dlatego, że wiem, żem ułomna. Moralnie.
                  k.
          • kasiamasia Re: tylko pytania 08.03.10, 18:30
            mola
            A czy mialabys zal do Kobiety, ktora by udawala przyjazn do Ciebie
            i Twojej rodziny (dzieci) tylko po to aby spedzac wiecej czasu z
            Twoim mezem? Kobiety, ktora udaje szara myszke zagubiona w swiecie
            zeby przekonac czyjegos meza ze jest Krolewiczem na Bialym Koniu
            (jest to bardzo schebiajace dla meskiego Ego).
            Czy do niej nie mialabys zalu za jej klamstwa i wykorzystywanie
            Cie w procesie dochodzenia do celu po trupach.
            Co do mojego ex, on jak zwykle oczekiwal ze mu ujdzie plazem
            ale to juz jest calkiem inna historia.
            • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:10
              Kasiu, to już jest inna sprawa. Dla mnie babska przyjaźń jest święta a mąż przyjaciółki nietykalny z zasady. I z zasady aseksualny. W moim życiu kilka razy zdarzyło się tak, że mężowie przyjaciółek mówiąc brzydko się do mnie przystawiali i zawsze dostawali kosza.
              Nie, takiego braku lojalności ze strony innej kobiety, której zaufałam nie umiałabym wybaczyć.
              • kasiamasia Re: tylko pytania 08.03.10, 21:13
                Mola,
                Przyjechalo to takie "zagubione do pracy" w delegacje,
                zazyczyla Sobie roznych rzeczy od swojego faceta (10 letni zwiazek)
                co on mial robic kiedy ona zarabiala pieniadze w delegacji.
                W tym czasie udawala przyjaciolke rodziny, wpraszala sie
                (czy chcialam jej w domu czy nie), wszedzie zrobilo jej sie pelno.
                W momencie kiedy ja nabralam podejrzen i powiedzialam jej ze
                przekracza pewne granice, to strzelila mi mowke o wysokich
                standartach moralnych.......I po trupach do celu.....
                Tu mowka ze ja ja smiem posadzac i obrazac "wymyslami"
                a w tym samym czasie granice juz zostaly przekroczone.
                Poznala Nas- jako rodzine w tym samym czasie.
                To nie bylo tak ze biedny nieszczesliwy misiu nie nosil obraczki
                i ze nie wiedziala o zonie i dziecku.
                Jezeli mam zal do NIEJ to o to wpraszanie na sile do mojego Domu,
                udawanie pseudoprzyjazni ....i te wszystkie klamstwa w stosunku do
                mnie, mojego syna i swojego faceta.
                • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 21:19
                  Eee, w takim przypadku to zwykła żmija.
                  Co prawda w żaden sposób to nie zdejmuje odpowiedzialności z Twojego męża bo facet, które nie chce dać się uwieść po prostu się nie da, ale taka baba to zwykła krowa jest. Zero klasy. Bleee...
                  • 3_1415926-nokio Re: tylko pytania 11.03.10, 00:29
                    W tym miejscu pozwolę sobie zacytować to co moja "jeszcze żona"
                    mowiła kilka lat temu kiedy chciała mi dopiec "tak po kobiecemu", a
                    raczej po "babsku", uwaga może Panie poczują się urażone ale jest
                    takie stare, ludowe powiedzenie o o wiele głębszej treści niż to się
                    wydaje na pierwszy "rzut ucha":
                    "Jak suka nie da to pies nie weźmie".
          • six_a Re: tylko pytania 08.03.10, 19:50
            mola, nic z tego nie rozumiem, znalazłaś winę u siebie, chociaż ewidentnie mąż
            był poszukujący, a kochanki chętne?


            > ale wg mnie nikt nie powinien jej obwiniać o rozpad małż
            > eństwa bo to nie ona żonie pana wierność ślubowała
            to jest dość popularny pogląd ostatnio pogląd, taki nowoczesny i cool - żona nie
            ma pretensji do kochanki, dziwaczna solidarność. ale dlaczego ma nie mieć? jak
            nie ma pretensji, to cały ciężar tej winy spada na żonę masochistkę, bo to ona
            nie umiała zatrzymać męża.
            jak można sobie coś takiego robić?

            ona jest tak samo odpowiedzialna: wiedziała, że się bierze za żonatego. ja nie
            wiem, może trzeba oddzielnie i wyraźnie wprowadzić: nie pożądaj męża bliźniej
            swojej, skoro standard nie wystarcza ani nawet trywialne: nie rób drugiemu, co
            tobie niemiłe.
            • sbelatka Re: tylko pytania 08.03.10, 19:58
              six_a napisała:

              > > to jest dość popularny pogląd ostatnio pogląd, taki nowoczesny i
              cool - żona ni
              > e
              > ma pretensji do kochanki, dziwaczna solidarność. ale dlaczego ma nie
              mieć? jak
              > nie ma pretensji, to cały ciężar tej winy spada na żonę masochistkę,
              bo to ona
              > nie umiała zatrzymać męża.
              > jak można sobie coś takiego robić?

              no oczywiście jesli na siłe musi się znaleźć "winę" i ja podzielic
              między żonę i kochankę - to tak, Twoje rozumowanie jest słuszne..

              i skąd pomysł , że mąż służy do tego żeby "go zatrzymywać".. i albo sie
              uda (jest git zona, hurra) albo nie (ona temu winnna)..

              jakby w małżenstwie nie chodzi o "przytrzymywanie"

              JEŚLI tzreba kogoś "przytrzymywać" - to lepiej niech leci w świat..
              ma SIĘ trzymac sam z siebie... z pwoodów miłości, odpowiedzialności,
              wierności zasadom czy jakiegokolwiek innego

              choc jednak - nie jakiegokolwiek innego..
              bo jesli sie tzryma tylko z powodów ekonomicznych na pzrykład - to to
              psu na bude ...takie trzymanie ..




              >
              >
              >
              >
              • six_a Re: tylko pytania 08.03.10, 20:04
                nie za bardzo mnie chyba rozumiesz.

                nie chodzi o zatrzymywanie faktyczne, tylko o tłumaczenie tego sobie potem.
                te wszystkie: jak suka nie da, to pies coś tam. jak mąż się puszcza, to winna
                żona - obiegowe opinie, brane często na siebie i do siebie przez zdradzone żony.
                i do tego też się zalicza nieobwinianie w sensie nie obdzielania
                odpowiedzialnością nikogo oprócz siebie: kochanka nie, bo nie ona ślubowała, mąż
                nie, bo latawiec, więc ja, bo się z nim związałam, bo nie umiałam, bo coś tam...

                mąż nie jest żadną własnością, co nie zmienia faktu, że wziął na siebie razem z
                małżeństwem jakieś zobowiązania i do czasu faktycznego rozpadu związku nie jest
                z nich zwolniony.
                • to.ja.kas Re: tylko pytania 08.03.10, 20:30
                  I masz rację Six.
                  To wspaniałomyślne wybaczanie komuś kto nas skrzywdził, tak po prostu, z marszu,
                  bez refleksji, branie na siebie całej winy i odpowiedzialności jest ostatnio
                  trendy...i moim zdaniem jest okrutne, szkodliwe i...głupie.
                  Dokładnie tak samo jak oczekiwanie, że mamy do kogoś prawo i bez względu na
                  okoliczności (o tym pisała gdzieś wyżej Krezzz) prawo własności już w naszym
                  ręku więc hulaj dusza.

                  Rzeczywistość bardzo często skomplikowana jest bardziej niż nam się na pierwszy
                  a nawet drugi rzut oka wydaje. I boli. Wszystkich.
                  Zaprzeczanie temu jest hipokryzją. Zaprzeczanie, że nie wyrządziło się krzywy
                  również. Czasem stajemy przed wyborem kto zostanie skrzywdzony, my czy ktoś
                  inny. I to nie jest usprawiedliwienie. To próba zrozumienia. Ale bez
                  okoliczności, powodów, motywów, całego anturażu konia z rzędem temu kto dotrze
                  do jądra problemu.

                  O bólu napisała Krezzz. Nie będę powtarzać.
                • sbelatka Re: tylko pytania 08.03.10, 21:02
                  six_a napisała:


                  > te wszystkie: jak suka nie da, to pies coś tam. jak mąż się puszcza,
                  to winna
                  > żona - obiegowe opinie, brane często na siebie i do siebie przez
                  zdradzone żony
                  > .
                  >
                  jasne, jasne - ale obiegowe opinie - to TYLKO obiegowe opinie i czy ktoś
                  je bierze "do siebie" czy nie - to juz on sam zdecyduje

                  JA sie nie czuje winna tego, ze ex mnie zdradził
                  ale dokładnie jak mola (tak pzrynjamniej to zrozumialam z jej postu)
                  widzę swoje błędy i wypaczenia, ktore sa moim udziałem ..

                  ale to ON zdradził i odszedł.
                  Kropka.

                  owszem, laska go wabiła baaaardzo; miała swój plan
                  ale jej plan, jej prawo, jej poczucie winy czy satysfakcji - naprawde
                  jest mi głęboko oboijętne z czym sie zmaga nexia

                  ja dbam o swój dobrostan - psychofizyczny
                  i daltego nie pozwoliłam na zasiedlenie sie w mojej glowie i duszy ANI
                  roli ofiary ANI sprawcy - zdrady i odejścia mojego dorosłego,
                  inteligentnego, zdrowego psychicznie męża..

                  bl - to inna kwestia - pomijamy teraz
            • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:17
              Zauważ, że znalazłam w sobie WKŁAD a nie winę. Bo winna zdrad exa nie jestem, ale wkład swój być może miałam.
              Nie każę każdemu nad tym się zastanawiać, ale mnie osobiście dużo to dało.
              Podobnie z nieobwinianiem kochanki. Wolałam się skupić na niewiernym mężu i jego zdradach a nie jakiejś babie, której nawet w życiu na oczy nie widziałam.
              Ale szczerze dodam, że by zaspokoić babską próżność na małą złośliwość w stosunku do niej sobie pozwoliłam wink Taka malutka zemsta na zimno w postaci baaardzo uprzejmego e-maila informującego panią o tym, że o wszystkim wiedziałam wysłanego gdy mi na własnym małżeństwie już kompletnie zależało a jej romans z exem już dogasał. Nieźle się wystraszyła, że jej męża mogę również poinformować wink Ale tego robić nie zamierzałam. Bo i po co?
              • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:46
                mola1971 napisała:
                > Podobnie z nieobwinianiem kochanki. Wolałam się skupić na niewiernym mężu i
                jego zdradach a nie jakiejś babie, której nawet w życiu na oczy nie widziałam.
                Aaaaa... z tym sie zgodzę. Na poziomie małzeństwa to jest sprawa miedzy mężem a
                zona, i tyle. ale my tak z perspektywy szerszej jakby rozmawiamy -
                • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:54
                  Z szerszej perspektywy to jest problem stary jak świat smile
                  I jak do tej pory nikt nic mądrego i uniwersalnego nie wymyślił smile
                  Ale tak szerzej, ale ciągle z własnego doświadczenia z obu stron"barykady" to tylko mogę powiedzieć, że zdradzanie jest niemal tak samo bolesne jak bycie zdradzanym.
                  Mam nadzieję już nigdy więcej nie doświadczyć ani jednego ani drugiego.
                  • sbelatka Re: tylko pytania 08.03.10, 21:03
                    mola1971 napisała:

                    > że zdradzanie jest niemal tak samo bolesne jak bycie zdra
                    > dzanym.

                    to mysle, ze juz kwestia wrazliwości osobniczej... jednak

                    > Mam nadzieję już nigdy więcej nie doświadczyć ani jednego ani drugiego.

                    pod tym sie podpiszę obię ręki smile
                    • to.ja.kas Re: tylko pytania 08.03.10, 21:09
                      Nie od dziś wiadomo, że lepiej być młodym, pięknym, zdrowym i bogatym oraz
                      szczęśliwie zakochanym. I że lepiej nie być zdradzanym ani zdradzającym.

                      Co boli bardziej? Czy boli tak samo? Ja obstawiam, że boli inaczej. I nie tylko
                      dlatego, że kontekst inny, nasza rola inna, mozliwość wpływania na to co będzie
                      dalej różna. Ale przede wszystkim dlatego, że my dziś to nie my jutro.
                      • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 11:11
                        > Co boli bardziej? Czy boli tak samo? Ja obstawiam, że boli
                        inaczej. I nie tylko
                        > dlatego, że kontekst inny, nasza rola inna, mozliwość wpływania na
                        to co będzie
                        > dalej różna. Ale przede wszystkim dlatego, że my dziś to nie my
                        jutro.
                        >


                        przepraszam, ale idac w tym kierunku zblizamy sie do jakiś
                        pseudofilozoficznych bredni

                        zdradzający stwarza sobie bol na własne zyczenie.

                        jestem z tych co dosyc jasno stawiaja granice. Dlaczego? bo tak
                        łatwiej sie zyje. Nie komplikuje sobie zycia, na ile mogę

                        ale też nie prowokuje sytuacji, w których byłoby mi trudno

                        fakt, ze swoje tez przezyłam i doceniam to co mam- choc czasem, jak
                        to w życiu bywa trudno, cięzko, nudno

                        ale wiem też ( z doswiadczen kolezankismile, że najczęsciej to co nam
                        sie pozornie wydaje takie ekscytujące jest takie tylko na początku,
                        a potem jest szara rzeczywistosc, która czesto jest jeszcze bardziej
                        szara niz z obecnym mężem, wiec warto sie 100 razy zastanowic czy
                        warto
                        • krezzzz100 Re: tylko pytania 09.03.10, 11:23
                          Aneto, to już rzeczywiście filozoficzny wybór: żyć prosto, czy nie. Ale, żeby z
                          tego, że ludzie o coś PYTAJĄ, robić zarzut (pseudofilozoficznych bredni)...??

                          Czasem mam wrażenie, że cudze pytania uważane są za nieprawne tylko dlatego,
                          że...SĄ. Ale, dlaczego? Pytania BOLĄ?
                          • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 11:37
                            napisałam, że takie rozważania zblizają ( ZBLIŻAJĄ) do
                            pseudofilozoficznym bredni-> prowadzące do przelewania z pustego w
                            próżen i zastanawiania się co było pierwsze "jajko czy kura"

                              • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 12:24
                                sedno sprawy to jest kwestia, ile zylismy na zakładkę

                                tydzien, miesiac czy rok

                                zdrada to zdrada, ale jednak jesli trafił człwoieka taki wielki
                                piorun i od razu dazy do rozstania z pierwszym, zeby sprawe
                                naprostowac to wyglada to z deka inaczej niz w sytuacji, gdy przez
                                rok przekonujemy sie do milosci ( radosnie baraszkujac w łózku),a
                                potem drugi rok zbieramy sie do powiedzenia prawdy mezowi/ żonie
                                • krezzzz100 Re: tylko pytania 09.03.10, 14:50
                                  Znasz "Wiarołomnych" Bergmana?

                                  Od kiedy zaczyna się życie na zakładkę? Od pierwszej rozmowy? Pierwszej
                                  tęsknoty? Uświadomienia problemu? Ale- jakiego problemu? Wszak łózko może być
                                  dużo potem....
                                  Dalej: istnieje coś takiego jak konfrontacja obu miłości.
                                  Jeszcze dalej: dlaczego zakładasz, że nie mówi się prawdy zonie/mężowi? Ja
                                  powiedziałam, NATYCHMIAST. I co? uchroniło mnei to przed ciągiem dalszym? Nie....
                                  A może jest tak, że to zona/mąz prosi o czas, o to, żeby go nie opuszczac, żeby
                                  dac szansę itp...

                                  To dużo bardziej skomplikowane.
                        • nangaparbat3 Re: tylko pytania 09.03.10, 11:37
                          >że najczęsciej to co nam
                          >sie pozornie wydaje takie ekscytujące jest takie tylko na początku,
                          >a potem jest szara rzeczywistosc, która czesto jest jeszcze bardziej
                          >szara niz z obecnym mężem, wiec warto sie 100 razy zastanowic czy
                          >warto

                          Właśnie tak.
                  • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:25
                    Trochę wymyśliło, Mola wink No, ale to można w worek romantyzowania upchać...))))

                    Taki Werter to pies??? )))) (pirszy z brzegu...)

                    Mola, nie mogę się opanować...Gdybyś Ty wiedziała smile
                  • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 11:01
                    tak czytam tego tasiemca i rzuciło mi sie w oczy, że mowa tu tylko o
                    zdradzie podszytej ogromna miłością

                    a ile jest sdrad bo "jakos tak wyszło"," bo niezła dupcia i sie łasi
                    to ją grzmotnę", " jakie z niego ciacho, a co raz sie zyje" itd?

                    na wiele par, ktore sie zdradzały- rózne konfiguracje, tylko 2
                    były "miłosciami" i sa teraz jako małzenstwa. Jedno z rozwodem w
                    tle, druga zdrada za czasów paniensko-kawalerskich

                    najczesciej nie ma to nic wspólnego z MIŁOŚCIĄ, jest to po prostu
                    dobra rozrywka, odskocznia, urozmaicenie

                    a ileż to osób prowadzi podwójne zycie i wcale nie rezygnuje z
                    poprzedniego partnera, a wręcz jak się ten dowie, to porzucaja
                    kochankę/ka

                    wy tu mówicie o jakimś mikroskopijnym wycinku problemu zdrad

                    i o ile w tle zdrady jest wielka miłość to mozna to jakos tłumaczyc
                    uczuciem ( choc nadal to wystepek zły) to ja najczeście na forum
                    kochanki natykałam sie na postawę " wole żonatych, bo mi dupy nie
                    zawracają zwiazkiem i wtedy on sie bardziej stara bo chce sie
                    wykazac" itd
                    • krezzzz100 Re: tylko pytania 09.03.10, 11:19
                      Aneto, ten mikroskopijny wycinek to chyba jednak mieści się w "świetle"
                      autorskiej intencji Ankary.Przynajmniej ja tak te intencję zrozumiałam.

                      Ja zaś pisałam o sobie. Moja historia jest właśnie taka )miłość, walka, i nowe
                      małżeństwa). Innej historii NIE POSIADAM.

                      Moja historia wpisuje się częściowo w historię Ankary. To zareagowałam.
              • six_a Re: tylko pytania 08.03.10, 20:55
                OK, wkładsmile
                rozumiem też niechęć do zajmowania się jakąś babą smile

                ale to wszystko nie znaczy, że można sprawę załatwić nowomodnym: kochanka mężowi
                nie ślubowała, więc nie można mieć do niej pretensji.
                nie trzeba mieć, ale można i te pretensje będą jak najbardziej uzasadnione.

                no, "moje" kochanki były wolne, więc portkami nie trzęsły, a jedna jest aktualną
                partnerką. jedną kiedyś zablokowałam na koncie męża w nksmile i to był cały wysiłek
                włożony w ograniczenie pokus. mało skuteczny zdaje się. nie ta, to innasmile
                  • six_a Re: tylko pytania 08.03.10, 22:46
                    tracenie energii na konkretną kobietę jest sprawą indywidualną i wyborem
                    zdradzonej kobiety. a ogólne zastanawianie się nad wkładem kochanek i
                    zdejmowanie przy tym z nich tego wkładu, bo "tak naprawdę winny" jest chłop, to
                    trochę co innego.
                    "tak naprawdę" to wkład się różnie rozkłada, czasami nawet i żona może mieć
                    spory, nie twierdzę, że nie. ale mąż i jego kochanka mają ten wkład z zasady, bo
                    on zdradza, a ona pożąda czyjegoś partnera.

                    no i tylko tyle - bez rzucania kamieniami, proste stwierdzenie faktu.
                    • mola1971 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:51
                      Po prostu każdy przypadek jest inny i dla mnie osobiście największą wartością na forach jest dzielenie się WŁASNYM doświadczeniem i czytanie o doświadczeniach innych ludzi. Bo teorię to sobie można w książkach poczytać wink
                    • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 11:23
                      w sumie jakiej obcji by nie wybrac to zawsze chłop bedzie winny.
                      Bardziej lub mniej

                      i powiedz mi teraz, co mi to da, ze zdejme cześc odpowiedzialnosci z
                      ex męza na jedną z jego kochanek?

                      lżej mi bedzie? jej bedzie gorzej? cos to zmieni?

                      • nangaparbat3 Re: tylko pytania 09.03.10, 11:43
                        Wychodzi na to, że najgorliwiej broni kochanek częśc kobiet, które zostały
                        zdradzone i było to przyczyną rozwodu.
                        To ciekawe.
                        Dla mnie sprawa jest ważna nie w kontekście ewentualnego wyżywania się na
                        kochankach, ale w kontekście odpowiedzialności za nasze uczynki - uważam, ze
                        mamy skłonność do, po pierwsze, zrzucania jej z siebie samych, po drugie do
                        obarczania nią jednej jedynej osoby. A większość spraw - i dobrych, i złych - ma
                        wielu rodziców.
                        Powtarzanie, że kochanka (czy kochanek) nie ślubowali, w związku z czym w ogóle
                        nie interesuje ich, czy osobą z którą się wiążą jest wolna czy nie, to po
                        prpostu przejaw skrajnego egocentryzmu, który najprawdopodobniej nie dotyczy
                        jedynie związków erotycznych. Pół biedy, kiedy to mowi przygodny
                        partner/partnera na jedną noc - gorzej, kiedy osoba, która zaczyna snuć
                        opowieści o wielkim uczuciu -
                        • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 12:19
                          nangaparbat3 napisała:

                          > Wychodzi na to, że najgorliwiej broni kochanek częśc kobiet, które
                          zostały
                          > zdradzone i było to przyczyną rozwodu.
                          > To ciekawe.

                          nie wiem czy z moich słow mozna wyczytać "obronę". raczej nie

                          natomaist znam swojego exa i wiem jaki jest, wiem co opowiadał po
                          tym jak odeszłam od niego, wiec domyslam sie co opowiadał kochankom.
                          on je bałamucił, to on najchetniej bzykałby wszystko co sie rusza

                          nie znam ich, byc moze one tez sie przez niego wycierpiały, moze je
                          okłamywał. Dla mnie to nieistotne.
                          wiem natomiast, ze jakby tamta Kasia czy Asia sie nie zgodziły to on
                          by znalazł inną chętną- a mam winic wszystkie kobiety?smile

                          inna kwestia, zupełnie osobista, ze w sumie dzieki kochankom
                          uwolniłam sie od człowieka, który ma problemy alkoholowe, uwielbia
                          robic długi i generalnie nie jest "przyjacielem" i porzadnym
                          człowiekiem

                          zobaczyłam to dopiero jak wyszły sprawy ze zdradami.

                          w sumie, dzięki kochankom mam teraz super faceta i super rodzinesmile

                          uważam, ze
                          > mamy skłonność do, po pierwsze, zrzucania jej z siebie samych, po
                          drugie do
                          > obarczania nią jednej jedynej osoby. A większość spraw - i
                          dobrych, i złych - m
                          > a
                          > wielu rodziców.


                          jasne, że tak- pytanie jak to sie rozklada procentowo. ja przez
                          chwilke miałam wyrzuty sumienia, do momentu gdy tydzien po rozstaniu
                          on wydzwaniał ze się zabije jak nie wróce, a kolezanka widywała go z
                          sąsiadką, a po tyg ona zamieszkała u niego i wieszała mu pranie. I
                          cały czas zapewniam mnie o swojej miłosci i wielkim żalu

                          > Powtarzanie, że kochanka (czy kochanek) nie ślubowali, w związku z
                          czym w ogóle
                          > nie interesuje ich, czy osobą z którą się wiążą jest wolna czy
                          nie, to po
                          > prpostu przejaw skrajnego egocentryzmu, który najprawdopodobniej
                          nie dotyczy
                          > jedynie związków erotycznych.


                          ogólenie oceniam świat kochanek i kochanków negatywnie. kompletnie
                          nie rozumiem takich relacji, mówie gł. o romansach korporacyjnych
                          czy szukania wrażen w necie, zeby sobie pogruchac dla rozrywki

                          jednak gdy dotknał mnie problem zdrady osobiscie, to czułam żal do
                          niego, nie do tych kobiet
                        • nowel1 Re: tylko pytania 09.03.10, 17:01
                          nangaparbat3 napisała:

                          > Wychodzi na to, że najgorliwiej broni kochanek częśc kobiet, które
                          zostały
                          > zdradzone i było to przyczyną rozwodu.
                          > To ciekawe.

                          Ciekawe to co napisałaś, zatrzymałam się nad tym.
                          Mój mąż mnie zdradzał, odeszłam, rozwiedliśmy się - a jakoś tam
                          pewnie "bronię" czasem jego przyjaciółek.
                          > Dla mnie sprawa jest ważna nie w kontekście ewentualnego wyżywania
                          się na
                          > kochankach, ale w kontekście odpowiedzialności za nasze uczynki -
                          uważam, ze
                          > mamy skłonność do, po pierwsze, zrzucania jej z siebie samych, po
                          drugie do
                          > obarczania nią jednej jedynej osoby. A większość spraw - i dobrych,
                          i złych - m
                          > a
                          > wielu rodziców.
                          > Powtarzanie, że kochanka (czy kochanek) nie ślubowali, w związku z
                          czym w ogóle
                          > nie interesuje ich, czy osobą z którą się wiążą jest wolna czy nie,
                          to po
                          > prpostu przejaw skrajnego egocentryzmu, który najprawdopodobniej
                          nie dotyczy
                          > jedynie związków erotycznych.


                          To prawda; ale ma to znaczenie tylko jeśli rozmawiamy o jakiejś
                          konkretnie kobiecie, z którą mąż zdradzil swoją żonę.
                          Natomiast dla tego rozpadającego się małżeństwa osoba kochanki -
                          paradoksalnie - ma najmniejsze znaczenie.

                          Pół biedy, kiedy to mowi przygodny
                          > partner/partnera na jedną noc - gorzej, kiedy osoba, która zaczyna
                          snuć
                          > opowieści o wielkim uczuciu -


                          Ale ona może czuje /czula to uczucie.. dla mnie, jako dla żony, nie
                          ma to znaczenia.

                          Wiem, że zdradę potrafię wybaczyć. Nie potrafię - kłamstwa,
                          nieliczenia się z moimi uczuciami, "recydywy". Moje małżeństwo
                          rozpadło się nie z powodu kochanek, a z powodu tego wszystkiego co
                          dzialo się/ nie działo się między mną a moim mężem. Tego, czego nam
                          brakowało, czego szukaliśmy gdzie indziej.
            • aneta-skarpeta Re: tylko pytania 09.03.10, 10:40
              > to jest dość popularny pogląd ostatnio pogląd, taki nowoczesny i
              cool - żona ni
              > e
              > ma pretensji do kochanki, dziwaczna solidarność. ale dlaczego ma
              nie mieć? jak
              > nie ma pretensji, to cały ciężar tej winy spada na żonę
              masochistkę, bo to ona
              > nie umiała zatrzymać męża.
              > jak można sobie coś takiego robić?


              powiem od siebie

              jak mnie mąż zdradzał- wypierał sie długo jak żaba błota, a ja
              łykałam kity az szkoda było na to patrzecsmile

              w koncu przelało mi się, gdy zainteresował sie sąsiadką-koleżanką

              odeszłam i zawsze miałam żal do niego- nie miałam pozytywnych czy
              współczujących mysli wzgledem kochanki, ale w sumie to czy ona czy
              inna- jakas by sie znalazła. problem nie był w nich, tylko w NIM

              on zdradzał, on miał ( ma problem), on mnie zranił- na sąsiadke nie
              chciałam patrzec, a wydrapywanie jej oczu na ulicy jest ponizej
              mojej godności, mówienie jej co mi zrobiła tez bez sensu

              on okazał się dupkiem, znając go pewnie im taki makaron na uszy
              nawijał, ze widziały we mnie gadzine.

              nie rozgrzeszam ich, ale co mnie one obchodzą?


      • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 19:49
        Nanga, naprawdę nie rozumiesz, dlaczego? Teraz się zdziwiłam. Serio.

        Po pierwsze: są tu też tacy, którzy porzucili. (Nie załamuj mnie, Nanga)))

        Po drugie: bycie w trójkącie budzi rozmaite konflikty wewnętrzne. Aż do
        konfliktu tragicznego włącznie. Zdolność do odczuwania konfliktu wewnętrznego w
        takim znaczeniu, ze się go nie tłumi, nie "perwersuje", czyli nie obchodzi się
        go bokiem, jest zdolnością POZYTYWNĄ.

        Po trzecie: pisanie o synku i żonie oznacza właśnie nie tłumienie. Ona ich
        bierze pod uwagę, rozumiesz? Więcej: ona ich sytuację uwewnętrznia, czyli czyni
        częścią swojej własnej. To wysoki status, Nanga.

        Po czwarte: czyta o samotności porzuconych, bo ją to BOLI. Boli ja ich ból. A
        jeśli nawet nie boli, to nie jest na niego obojętna.

        Po piąte: prawdopodobnie odpowiedzialni są wszyscy zaangażowani w trójkąt.
        Zapewne w różnej mierze, ale rzeczy naprawdę nie są takie proste, jak się na
        pozór wydają. Nic nie pochodzi ZNIKĄD (ukłon w kierunku Lampki- chyba Lampki...)

        Słowem- przywiodła ją tu chęć zrozumienia czegoś. Choć troszkę połapania się w
        tym tragicznym węźle. Naprawdę bywają ludzie wrażliwi, Nanga.

        Oczywiście, nie jest wykluczona także perwersja ze strony Ankary. Ale na razie
        nie widzę ku temu konkretnych przesłanek. Nie petujmy jej wiec za samą
        ewentualność. Moja osoba jest dowodem na to, że mogą istnieć pozytywne
        przesłanki pisania tutaj (pkt 1-6). No, chyba że my, odchodzący, jesteśmy z
        klucza perwersami, ale wtedy lądujemy w zupełnie innej bajce.
        • kobieta306 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:20
          po co Ty dorabiasz teorie do konkretnego faktu który ma miejsce.
          Poszukujesz usprawiedliwień pewnych zachowań, których usprawiedliwić się
          zwyczajnie nie daje. Sam fakt, że ludzie oględnie podchodzą do tematu "kochanka"
          jest ok. To jest kogoś wybór włąsny (to że ma kochanka/kochankę itd. )ale po co
          dopisywać tu teorie i tworzyć przesłania.
          Ot, równie dobrze można spytać dlaczego dziś do obiadu w co trzecim domu była
          surówka. Fakt bycia / posiadania itd kochanki / kochanka jest zawsze zły.
          Reakcja społeczna oraz przyczyny tego, że ktoś tam ma kochankę / jest kochanką /
          kochankiem to inna para kaloszy.
          Zresztą - po co ja do ciebie gadam? sad

          • nangaparbat3 Re: tylko pytania 08.03.10, 20:51
            Fakt bycia / posiadania itd kochanki / kochanka jest zawsze zły.

            Czy ja wiem, czy zawsze?
            Mam swoja ulubiona postac - kochanke z filmu "Wiarołomni". To postac drugo- czy
            nawet trzecioplanowa. Ale dla mnie - bardzo piekna. Zobacz ten film, warto.
          • krezzzz100 Re: tylko pytania 08.03.10, 22:02
            No wiesz, niektórzy lubią wiedzieć więcej, niż mniej wink Ja do nich należę smile

            Kobieto, obserwować Twój tok myślenia to wdzięczne zajęcie. Mówił Ci to już ktoś?