kontakty z dziećmi a sąd

09.03.10, 11:37
Mam pytanie. Będę się starał o zwiększenie kontaktów z dziećmi które limituje
mi teraz żona. Wnioskuje min o noclegi u mnie. Do tej pory dzieci nigdy u mnie
nie pały bo żona kategorycznie się sprzeciwiała.

Pytanie jest takie. jak będzie patrzył na to sąd. No bo jeśli dzieci u mnie
nie spały, to może mi na tym nie zależy,a może one nie chcą a moze są na to za
małe, itd, itp..

Czy byłoby lepiej gdyby przed rozprawą choć raz u mnie zostały?
    • tully.makker Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 11:42
      Nie, nie byloby lepiej.

      Przejdziecie badania w RODKu, gdzie psycholog oceni, czy dzieci sa
      wystarczajaco dojrzale na nocowanie poza domem.
      • sbelatka Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 11:49
        ja tez mysle, ze sam "fakt" noicowniania nie jest znaczący

        ważne natomiast może być - czy chciałeś żeby nocowały..i z jakiego
        powodu tak nie bylo

        no i jak to udowodnisz - o ile żona będzie twierdzić inaczej

        w każdym razie ja sugeruje Ci jak najmniej zarzutów formulować pod
        adresem zony
        raczej przestawiaj fakty; ocenę zostawiając wysokiemu sądowi
        • michszyb Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 12:03
          A jeśli żona powie że ja nie starałem się o to żeby u mnie były częściej to jak
          udowodnie że było inaczej. Chyba jedynym twardym dowodem byłaby wizyta żony u
          mnie z Policją w celu odebrania pociech.
          Wiem że to harcore, ale teraz zastanawiam sie tylko nad "materiałem dowodowym"
          nie rozpatrując innych konsekwencji.
          • sonia_30 Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 12:16
            To może jednak rozpatrz i zastanów się jak wpłynie na dzieci jazda
            policją.. pomyśl z czym będzie im się kojarzyło (o ile już się nie
            kojarzy) spotkanie z tatą. A akcja będzie dowodziła przede wszystkim
            tego, że nie respektujesz poczynionych z żoną ustaleń odnośnie
            pobytu u Ciebie, a nie wskazywała na to jak Ty niezmiernie o ten
            kontakt zabiegasz.
            Cytowałeś kiedyś korespondencję z żoną, jeśli masz w ten sposób
            potwierdzone inne próby ustalenia kontaktów - OK.. jeżeli masz
            świadków - jeszcze lepiej.
        • krezzzz100 Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 12:48
          Michszyb, coś Ci opowiem. Może też innym się przyda.
          Moja historia- znaczy mnie jako dziecka.

          Moi rodzice sądownie się procesowali o opiekę nad nami (bratem i mną). Sąd,
          rzecz jasna, przydzielił opiekę matce- wiadomo. Oboje wydolni wychowawczo, żadna
          patologia, no, słowem- ojciec nie miał ŻADNYCH szans. Ale trzykrotnie zakładał
          sprawę przeciw matce. Nie wiem, czy był naiwny, czy coś innego rozgrywał-
          niewiem. Oczywiście, przegrywał za każdym razem. Ale był uparty. Codziennie był
          przy nas, jak tylko było można. A nie zawsze można było, i o tym poniżej.

          Ja byłam z ojcem związana ogromnie. Byłam jego królewną, i te wszystkie cuda,
          zachwyty- niektórzy pewnie znają. Brat mniej- bardziej był "mamowy"- ale też
          spora więź). Uciekałam (dosłownie) jak tylko się dało, do niego. Z przedszkola,
          szkoły, jak tylko matka otworzyła drzwi- wio! W nogi, jak pies, i siedziałam pod
          jego drzwiami i czekałam. Na szczęście mieszkał ulicę dalej. Albo wychodziłam po
          niego na dworzec (pracował w innym mieście).

          Moi starzy, żeby było dowcipnie (żartuję ?) kradli nas sobie w naszym wczesnym
          dziecięctwie. Znaczy-uprowadzali. Wywozili do swoich rodziców (czyli naszych
          dziadków), i tam nas "wychowywali" za ich pomocą. Tak na kilka miesięcy. Po
          równo- i ojciec, i matka. Szajba kompletna.
          Tak to się wlokło z kilka lat.

          Potem to się zmieniło. Albo coś zrozumieli, albo się dogadali (nas nie
          wtajemniczali w te sprawy), w każdym razie- odpuścili. Od tej pory- luuuz.
          Spałam, gdzie chciałam, byłam tam, gdzie spałam. Brat też. Super. Okazało się,
          że MOŻNA. Więcej- że to funkcjonuje. W każdym wymiarze (edukacja, wyjazdy,
          finanse). Bywali też u siebie, wspólne imprezy, moja mama opiekowała się razem
          ze mną ojcem, gdy umierał na raka(mimo, że miała już nowego męża)-ojciec
          mieszkał u mnie w czasie choroby.
          Znaczy się tak: ojciec, mama i jej nowy mąż (cudny facet), no i my wszyscy
          (czyli cała reszta), spotykaliśmy się często. I BEZKONFLIKTOWO.

          Jakie z tego wnioski.
          1. Ludzie NIEPOTRZEBNIE wojują w tym względzie. A przecież, to są siły, którym I
          TAK SIĘ NIE PORADZI. Mam na myśli instynkt rodzicielski. Ci, którzy sądzą, że
          można go przemilczeć, przekierunkować, czy cokolwiek innego względem niego
          zadekretować, są chyba ZUPEŁNYMI FANTASTAMI. Historia moich rodziców pokazuje,
          że się najpierw poważyli podnieść na ten instynkt rękę, ale potem zrozumieli, że
          byli IDIOTAMI. To i tak wybije- ta siła. Z reguły jakąś patologią. A chyba jest
          jakaś granica idiotyzmu (zapiekłości?)- i to moim zdaniem oni zrozumieli.

          2. Istnieje także coś takiego jak miłość dzieci do rodziców. Ona jest również
          siłą biologiczną, której nie wolno lekceważyć. Moja osoba jest na to dowodem- że
          sobie moja mama mogła dekretować cokolwiek tam idiotycznego zechciała, a ja I
          TAK jej zwiałam. I tak ojciec był the best, i już (bo był!). Dla mojego brata z
          kolei mama była the best, i zapewne wszelkie idiotyzmy ojca w tej materii
          (ograniczania mu kontaktu z mamą) nic by nie pomogły (na szczęście na nie nie
          wpadł).
          I tak się WYKONAŁO. A i tak by się wykonało, nawet gdyby walczyli ze sobą do
          końca. Tyle, że - ze szkodami. Nas (DZIECI) i ich (rodziców).
          Moim rodzicom udało się te szkody przynajmniej ograniczyć.

          Ludzie, to jest BIOLOGIA!

          Wracając do Twojej sprawy, Michszyb - Twoja zona jest "opętana". Nie wiem, jakim
          kluczem docierać do ludzi w ten sposób "opętanych". Rozumiem, że to jest także-
          z ich strony- jakaś biologiczna siła (ten opór), ale, na litość boską, czy
          ludzie się na historii ludzkości nie potrafią uczyć???!!!

          Mich, zobacz, co wynika z mojej historii. Wynika to, że ŻADNE FORMALNE
          ustanowienia nie zlikwidują Twojego usytuowania jako rodzica. Rozumiesz? ŻADNE.
          Cokolwiek by chciała ustanowić Twoja żona, cokolwiek by nawet orzekł sąd (a nie
          orzeknie, na szczęście czasy mamy już inne). Mój ojciec dał radę, a był w
          gorszej sytuacji (sądowej) niż, zatem i Ty dasz radę.

          Spokojnie składaj swoją propozycję planu wychowawczego. Bez agresji, bez
          uszczuplania jej praw jako matki. Ale i bez uszczuplania swoich.
          Z tym noclegiem, to najmniej istotne. Jedne dzieci dobrze śpią poza swoim
          łóżkiem, inne gorzej. Mój starszy syn był "powsinogą"- mógł spać wszędzie, mój
          młodszy- tylko w swoim łóżku, w swojej ukochanej pościeli, itp. Wszystko jest
          indywidualne. Jeżeli Twoje dzieci lepiej śpią w swoim łóżeczku, które jest w jej
          domu, zostaw im to. Bądź z nimi w dzień. W planie wychowawczym zawrzyj PO PROSTU
          KONKRETY (że chcesz z dziećmi np. na basen, na boisko sportowe, do zoo w
          niedzielę, na zakupy- no wszystko to, co się na każdy dzień składa).

          Przestań się bać o swoją pozycję. Nikt i nic jej nie zakwestionuje. Jak będziesz
          dobrym tatą, to chłopaki polecą za Tobą jak w dym smile Znajdą cię, zwłaszcza jak
          dasz się znaleźć)))To jest priorytetem- TWOJE BYCIE W GOTOWOŚCI. I w konkrecie
          typu: jestem za ich zawołanie/potrzeby.

          Żona to osobna broszka. Zaczynam wątpić, czytając to forum, w możliwość
          pokonania takich postaw. Pozostaje Ci chyba, jak mówi Sbelatka, pracować nad
          samym sobą, bo na nią nie masz wpływu. Kiedyś jej będzie wstyd (mam nadzieję).
          Parcuj nad swoja pewnością siebie jako ojca. To DUŻO.

          W sądzie wyraź gotowość bycia jak najlepszym tatą. Ją zostaw jej samej.

          Trzymaj się.



          • michszyb Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 13:33
            Wielkie dzięki za to co napisałaś.

            Jak to czytałem to wyobraziłem sobie moich synów. CZęsto się zastanawiam jak to
            będzie jak będą więksi i będą mogli sami robić różne rzeczy. Bardzo sie boję że
            nie będą mnie potrzebować. CZasem jak patrzę na starszego jak sie zamyśli to
            zachodzę w głowę co tam w tej majej główce sobie myśli. I czasem nawet głupio
            dopytuje, a on wtedy mnie kompletnie rozśmiesza, bo on sobie przecież myśli o
            jakichś swoich dziecinnych zabawach i historiach. A jak jak on jest taki
            zamyślony to boję się że jest smutny. Że to moja wina. A najgorsze jak się tak
            zamyśli jak odwożę ich do mamy i on nie chce powiedzeć o czym myśli. Wariuje
            potem że mu smutno.
            • krezzzz100 Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 14:36
              Napiszę jeszcze, że jak się moi rodzice rozstawali, to byliśmy naprawdę mali: ja
              miałam 3,5, brat 1 rok. Czyli chyba mniej, niż Twoi chłopcy. I nie zapomnieliśmy
              ojca, oj nie smile

              Czy bywało smutno? Pewnie tak, ale nie pamiętam tego. Może jednak, jeśli byłam
              smutna, to uznawałam to za stan naturalny, i dlatego nie pamiętam...w każdym
              razie, niczego szczególnego w tej materii nie pamiętam. A to chyba nie jest źle.
              Bardziej pamiętam tęsknotę i radość, jak się z ojcem spotykałam. To jest
              wyraźne. Moim zdaniem, dzieci zapamiętają czas, który z nimi spędzasz, i sposób,
              w jaki się razem bawicie. Ale rozumiem, że człowiek w głowę dostaje ze strachu....

              Jeszcze coś zdradzę, choć to będzie kontrowersyjne, i pewnie dostanę "zjebuszkę"
              od co poniektórych)) Otóż, tak to już jest, że dziecko bardziej tęskni za tym
              rodzicem, z którym jest rzadziej, albo - z którym ma ograniczone kontakty.
              Wiesz, mieszanka przekory, braku, czyli wyższe notowania z tytułu: "im towar
              rzadszy i trudniej dostępny, tym bardziej cenniejszy"). TO DZIAŁA!!! Pamiętam,
              jak, pardon, kwiczałam z radości, gdy mój ojciec na śniadanie
              zaserwował....jajka na twardo, chleb z masłem i herbatę miętową. Uważałam to za
              szczyt wykwintu... pełen zachwyt! Dziś wiem, że on niczego za bardzo innego
              przygotowac nie umiał, hehehe, ale długo, oj długo kojarzyło się to z cudem
              kulinarnym i świętem))))) Mama takich szans nie miało, no nie...co robić.
              Rozumiesz? Moim zdaniem,dużym błędem wychowawczym jest wpuścić dziecko w taką
              tęsknotę, która prowadzi do idealizacji drugiego rodzica. Szkodą dla rodzica
              wpuszczającego, nie- dziecka (nie mówimy o patologii, rzecz jasna). Zatem,
              jeżeli tylko nie popełnisz jakiegoś grubego błędu, i dzieciaki będą Cie lubić,
              to będzie - przynajmniej w jakimś zakresie- na pozycji uprzywilejowanej.
              U mnie to się dzieje teraz. Mój eks próbował (delikatnie, ale zawsze) ograniczyć
              bytność młodszego syna u mnie, i efekt jest taki, że mały w sumie całkiem się do
              mnie przeprowadził - u ojca śpi może raz/dwa razy na miesiąc, idzie tam też na
              zaledwie
              godzinę/dwie w tygodniu. Ja zaś, ponieważ o tym mechanizmie wiem, to go sama
              staram co jakiś czas pytać o to, czyli co najmniej raz dzienne, czy by jednak
              nie poszedł do taty. Wypycham go tam, a nie- zatrzymuję u mnie. Ale on i tak
              wraca po godzinie do mnie. Starszy jest już prawie pełnoletni, i se chodzi,
              gdzie chce smile Czyli różnie

              Pamiętaj: delikatny "balans"-)))) i będzie dobrze. Wiem, że to niskie pobudki,
              ale czasem nie mamy innego wyjścia, niż się tym pocieszyć. Ważne, że działa smile


              • to.ja.kas Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 15:50
                Dokładnie taki sam mechanizm zauwazyłam u moich znajomych.
                Michszyb ZADBAJ o to by czas jaki spędzasz z dzieciakami był dla
                nich MEGA przyjemny. Tyle możesz napewno. A to będzie procentowac.
                • tricolour To jest manipulacja... 09.03.10, 15:56
                  ... podzielić czas dzieci na megaprzyjemny czas u ojca oraz zwykly
                  czas u mamy, na który złoży się szarośc dnia, a w niej rzeczy zwykłe
                  i nieprzyjemne.

                  Jak chcesz uniknąc przekupstwa, które jest (wiem z doświadczenia)
                  prościutkie jak banknot z portfela, miły czas za miastem itp?
                  • to.ja.kas Re: To jest manipulacja... 09.03.10, 16:01
                    Jaka manipulacja? Michszyb nie ma wpływu na to jak spędza czas z
                    dziećmi ich matka. Ma za to wpływ na to jak dzieci czują sie u niego.
                    Jesli nie bedzie zarażał ich lękami, stresował, stawiał przed
                    wyborami, nie bedzie kojarzył sie ze zrzędzeniem, będzie słuchał,
                    organizował miło czas, bedzie wyczulony na ich potrzeby, bedzie
                    wspierał to dzieci napewno będa same z siebie chciały z nim miec
                    kontakt.
                    Każdy z nas sam jest odpowiedzialny za to jaki kontakt ma ze swoimi
                    dziecmi.
                    A co ma Michszyb robic? Wrzeszczec na synów i stresowac by mamusia
                    dla kontrastu nie wypadła gorzej?
                    • tricolour Teraz to wszystko jasne... 09.03.10, 16:09
                      ... gdy piszesz "nie bedzie zarażał ich lękami, stresował, stawiał
                      przed wyborami, nie bedzie kojarzył sie ze zrzędzeniem, będzie
                      słuchał, organizował miło czas, bedzie wyczulony na ich potrzeby,
                      bedzie wspierał".

                      Tyle, że mnie nie skoajarzyło się to gdy pisałaś o MEGA
                      przyjemności, którą bardziej kojarzę z beztroską zabawą niż
                      niezarażaniem lękami.
                      • to.ja.kas Re: Teraz to wszystko jasne... 09.03.10, 16:13
                        Tez. Bo madry rodzic gdy ma małe dzieci stwarza tez im szanse na
                        beztroską zabawę. Starszym też.
                        Dlatego tak czesto miło wspominamy naszych dziadków jesli takowych
                        mamy. Bo czas z nimi taki własnie był: beztroski.
                        Zabawa w dzieciństwie jest niezbędna, a jak jest do tego beztroska
                        to tylko nalezy cenic rodzica który dzieciom to umozliwia.
                        na wszystko w zyciu przychodzi czas. Natroski, obowiązki i stresy
                        tez.
                        • tricolour Nie o tym pisalem... 09.03.10, 16:20
                          ... tylko o tym, do czego też przyznaje się Krez, że to niskie
                          pobudki podzielić czas dziecka dla swoich celów.
                          • to.ja.kas Re: Nie o tym pisalem... 09.03.10, 17:07
                            Jeśli niską pobudką jest chęć utrzymanie kontaktu z dzieckiem, jak
                            najlepszych z nim relacji i zapewnienie ze swojej strony wszystkiego
                            co najlepsze...to tak...to są niskie pobudki.
                            • tricolour Poziom naszego niezrozumienia... 09.03.10, 18:12
                              ... osiągnął takie natężenie, że nie ma sensu dalej rozmawiać.
                              Wkładasz w moje usta rzeczy, których nie napisałem (a napisał kto
                              inny) i polemizujesz z tym czego nie twierdzę dochodząc do wniosku,
                              że nie mam racji w tym, czego nie powiedziałem.

                              Ciekawe, który moment doprowadził do takiego absurdu. Masz jakiś
                              pomysł?
                              • to.ja.kas Nic Ci nie wkładam w usta ;) 09.03.10, 18:23
                                Boże broń.
                                Pisze o tym jak ja rozumiem to co napisała Krezzz.
                                Ty widzisz w tym manipulację. Ja nie.
                                • tricolour To, że ja widzę manipulację, to pikuś... 10.03.10, 09:53
                                  ... przy tym, że autorka słów o niskich pobudkach też ją widzi i
                                  stosuje, by wygrać dzieci. Jej słowa.
                              • lampka_witoszowska Re: Poziom naszego niezrozumienia... 10.03.10, 01:12
                                równiez uważam taką manipulację za niepotrzebną

                                jesli mama nei pozwala wybiegać na ulicę, a tatuś w takim momencie
                                gratuouje dzieciom samodzielności i obraca sprawę w żart
                                podkreślając, jakie dziecię ma świetne, zabawne pomysły - to jest
                                niepotrzebne i cholernie miesza
                                matce właśnie, bo jak tu uczyć czegoś zasadniczego, skoro wprowadza
                                się relatywizm w podstawowe zasady...

                                tak rozumiem wypowiedź Tri, podpierając się wdzięcznie przykładem smile
                                nei faktem przejechanego w końcu dziecięcia... gwoli ścisłości
                                • tricolour Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 09:43
                                  ... to walka od "początku".

                                  I zawsze - żeby było sprawiedliwie - relatywizm przegrywa
                                  długofalowo. Możemy zatem spać spokojnie nawet jeśli ceną za porażkę
                                  relatywizmu będzie ten nieszczęsny przejechany.
                                  • lampka_witoszowska Re: Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 10:17
                                    i manipulacja tez mi się wydaje "od korzeni"
                                    i to, rownież moim zdaniem, przegrywa na dłuższą metę, bo i samo
                                    dziecko rozumuje (jeśli je ktoś tego uczy - a to uczenie z kolei
                                    działa automatem, przez przykład)

                                    tylko w przypadku manipulacji szkoda tego przejechanego... bo co
                                    zostanie na ostatek? przekonywanie, że to wina innych? czy zeżrą
                                    wyrzuty sumienia? paskudnie słaby wybór...

                                    więc zawczasu stawiać na szeroko pojmowane dobro dziecka
                                    nie udowadnianie, nei pokazywanie zbędnego luzu i wiecznie dobrej
                                    zabawy jako celu nadrzędnego - zycie nei składa się tylko z tego
                                    (choćby kultura masowa nei wiem jak była przekonujaca wink)

                                    luz - tak, dobra zabawa - tak, ale są granice, których oboje rodzice
                                    mają uczyć, o ile dobrze rozumiem rolę rodzica
                                    • michszyb Re: Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 11:10
                                      > luz - tak, dobra zabawa - tak, ale są granice, których oboje rodzice
                                      > mają uczyć, o ile dobrze rozumiem rolę rodzica


                                      A co można zaproponowac dzieciom oprócz zabawy jeśli widzenie trwa kilka godzin.
                                      Jasne że je dyscyplinuje jak sie biją, albo nie chcą umyć rączek, ale to tak
                                      jakby uczyć jazdy na rowerze kursem korespondencyjnym.
                                      • krezzzz100 Re: Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 12:09
                                        A bo to o to chodzi, Michszyb, by się "ograniczyć"- najlepiej dobrowolnie !- we
                                        wszelakich wymiarach.

                                        Taka redukcja pro publico bono ))))

                                        Bp widzisz, niektórzy "dobro" widzą jako "sumę zerową"- "wziąłeś" w kochance,
                                        "oddaj" w dzieciach.

                                        Jak zaś już "weźmiesz" (a nie powinieneś brać w ogóle!) w dobrej relacji z
                                        dziećmi, toś gnój...Proste, nie? Bo przeca powinieneś "oddać" w złej relacji.
                                        Powinieneś "źle" być z dziećmi, boś winny to żonie...

                                        No, co robić, biologia jest jednak niegłupia. Sara się jakoś wyrównywać szkody.
                                        Nie zawsze się uda do końca, ale zawsze coś...Opisałam jeden z mechanizmów
                                        wyrównawczych, i znowu źle! O, paskudna Krezzzz!!! Nazwała na głos, coś, co było
                                        starannie ukrywane))))

                                        Naprawdę to wiedza tajna, że im się jednego rodzica bardziej odsuwa od
                                        codzienności rodzicielskiej, tym bardziej skazuje się (wbrew jego intencjom) na
                                        bycie "upragnionym", co tym samym podwyższa jego akcje rodzicielskie w oczach
                                        dziecka?
                                        Naprawdę nie widzi się, że otwiera się tym niebezpieczny obszar rzeczywistych
                                        "wyrównań": że taki rodzic będzie bardziej "robi za wzór", i będzie mógł
                                        zwyczajnie "spijać śmietankę"?

                                        I czy warto, zabijać posłańców (tu: wiedzy, czyli opisujących mechanizmy)????
                                        Może lepiej- pomyśleć z innej (szerszej perspektywy)?

                                        [ No, nie odmówię sobie: przepraszam niektórych za insynuowanie im, że mogliby
                                        pomyśleć]



                                        • michszyb Re: Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 12:37
                                          Krezzzz100, ty sie tak nie przejmuj i nie tłumacz.

                                          To nic nie da bo taliby i mocherowe berety żebyś miała rację popartą
                                          certyfikatem że to racja jest to w najlepszym wypadku cię obśmieją a w
                                          najgorszym zagryzą.
                                          • krezzzz100 Re: Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 12:48
                                            A bo czasem się daję ponieść wierze w potencjał rozumowy człowieka wink

                                            A przecież i tak jestem ateistką w tym względzie smile

                                      • lampka_witoszowska Re: Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 12:25
                                        moim zdaniem to wcale nei jest tak, jak na kursie korespondencyjnym,
                                        nie piszesz im tego i nei mówisz przez telefon, tylko na zywo, na
                                        tyle, na ile sytuacja pozwala
                                        i to jest przeciez chyba najlepsze z Twojej strony, kiedy tylko masz
                                        kontakt z dziećmi
                                        - zawsze przy proteście co do mycia rak można się pokusić o bycie
                                        tym superrodzicem, co pozwala nei myć

                                        kiedyś dzieciom chyba zaproponujesz zadania z matmy, jak będzie
                                        problem z rozumieniem sposobu rozwiązania
                                        albo wyjaśnienie czegoś z tematow szkolnych
                                        albo dyktanda, jak ortografia będzie kulała

                                        - rozmowy podczas zabawy już teraz macie

                                        a wiesz, gdyby sie chciało uczestniczyć w życiu codziennym, to masz
                                        do wyboru walczyć, by przejąć opiekę albo zostać w domu, bo nawet
                                        przy opiece naprzemiennej traci się połowę czasu... i to naprawdę
                                        traci - widziałam, wiem - ale to moje zdanie

                                        na post krezzz nie odpiszę, na razie nie rozumiem, do czego pije
                                        • michszyb Re: Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 12:49
                                          Absolutnie się zgadzam.

                                          Chodzi mi jedynie o wymiar tego co mogę im przekazać w sytuacji kilku godzin
                                          widzenia versus wymiar czasu przy opiece naprzemiennej.
                                          Jasne że najwięcej mógłym gdybym mieszkał z nimi na stałe, albo przeją opiekę
                                          pełną. A le pierwsze się nie wydaży a drugie byłoby dla nich krzywdzące bo z
                                          kolei zabrakłoby kontaktu z matką.

                                          Przy tylko widzeniach mogę im pokazać tylko bardzo limitowaną naukę. Bo nauka
                                          wynika z obserwacji. a tu ta obserwacja jest krótka, a po drugie siłą rzeczy
                                          nieco sztuczna. Sztuczna bo przez kilka godzin można zrobić pewne zaplanowane
                                          aktywności (głównie zabawę) a umyka już zupełnie aspekt tzw normalnego życia. I
                                          przez to moi synowie są pozbawieni możliwości obcowania ze mną i przez to
                                          wychowywania sie w sytuacji bardziej naturalnej ( i prze to uważam ze bardziej
                                          korzystnej) niz tylko kawałek dobrej zabawy.

                                          Co więcej moja żona zarzuca mi (pisała to nawet poprzez swojego prawnika) że
                                          urządzam im "maraton atrakcji". A co innego można zrobić przez kila godzin? Tu
                                          już nic innego się nie wciśnie.

                                          A potem za kilka lat będzie miała problem o którym pisze krezzz, ze tata jest
                                          fajny a mama tylko krzyczy i zrzędzi. A ja wcale tego nie chce a ni nie potrzebuje.
                                          • lampka_witoszowska Re: Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 15:25
                                            na dłuższą metę wychodzi zawsze, z kim dziecko ma lepsza więź -
                                            choćby sie nie wiem jak wariowało (poza sytuacjami, gdy rodzic znika
                                            z życia dziecka - ale i wtedy dziecko poszukuje kontaktu)

                                            a lepsza więź, przeczuwam, może zalezeć od szczerości i wewnętrznego
                                            poukładania, co z kolei przychodzi czasem dopiero z czasem po
                                            rozwodzie
                                          • tully.makker Re: Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 16:28
                                            > A potem za kilka lat będzie miała problem o którym pisze krezzz,
                                            ze tata jest
                                            > fajny a mama tylko krzyczy i zrzędzi.

                                            Za pare lat ty bedziesz mial problem, ze dzieci traktuja cie jak
                                            bankomat dostarczajacy atrakcji. Z przykroscia obserwuje, jak moj
                                            starzy syn tak wlasnie traktuje swojego ojca. Podczas gdy owa
                                            stawiajaca wymagania matka jest najwazniejsza osoba w zyciu
                                            dziecka. nad czym ubolewam, bo zawsze staralam sie, by syn mial
                                            dobry kontakt z ojcem. Ale to niestety nie ode mnie zalezy.
                                            • krezzzz100 Re: Zasady vs relatywizm... 10.03.10, 19:08
                                              To zależy od obojga, Tully. Ale, wszczynając procedurę karania przez separację
                                              od dziecka, uskutecznia się pewne wymiary. Mój eks sam mi o tym wymiarze
                                              przypomniał. A mógł nie przypominać)))) Czy ja z tego skorzystam, to inna rzecz
                                              (dla uspokojenia- staram się nie korzystać- z wielu względów, raczej oczywistych)

                                              Wychowawczy efekt końcowy i tak zależy od charakteru, świadomości i jeszcze
                                              wielu innych rzeczy...Ja jestem bardziej wymagająca w jednych wymiarach, mój eks
                                              w drugich. wychodzi nie aż tak źle (chyba ) smile
                    • aneta-skarpeta Re: To jest manipulacja... 11.03.10, 12:17
                      to.ja.kas napisała:


                      > A co ma Michszyb robic? Wrzeszczec na synów i stresowac by mamusia
                      > dla kontrastu nie wypadła gorzej?
                      >

                      powiem od siebie

                      moj ex zeby zaskarbic sobie milosc syna pozwalał mu na wszystko,
                      dodatkowo dawał sie naciagnac na super zakupy, dawał sie
                      manipulowac, zeby nie jest obiadów itd

                      a ja byłam jak gestapowink

                      bo żeby nasze codzienne zycie jakos funkcjonowało to niemogłam
                      pozwolic na weiczny "balet" w postaci robimy co chcemy i jest fun

                      trzeba zjesc warzywa, nie ma marudzenia, trzeba isc spac o 20stej bo
                      rano do przedszkola

                      "ale u taty chodziłem spac o ktorej chce!"
                      "ale u taty mogłem jesc slodycze"

                      no i ja tłumacząc mu sprawy dentystą, brzuszkiem, niewyspaniem, albo
                      tym ze ja musze isc do pracy byłam tą złą rurąwink

                      poza tym tata zabierał go JAK MIAł CZAS i wszystko kreciło sie wokól
                      syna

                      a w życiu codziennym jest troszku inaczej
                      • krezzzz100 Re: To jest manipulacja... 11.03.10, 13:08
                        No właśnie, Aneto. Warto by tę wiedzę i świadomość rzeczy rozpowszechnić, no nie?

                        Wniosek: rodzic tym mniej świąteczny, im bardziej powszechny.

                        Postulat: róbcie tak, by wyrównać proporcje.
                        • krezzzz100 Re: To jest manipulacja... 11.03.10, 13:09
                          no dobra...powszedni
                        • aneta-skarpeta Re: To jest manipulacja... 11.03.10, 13:46
                          jak najbardziej.

                          u mnie nie ma takiej opcji z powodu postawy ojca- ale jest jak jest

                          u Micha nie widze az takiego ograniczania
                          2 razy w tyg po 3 h i pol soboty to nie tak mało i jest to
                          juz "zycie codzienne dzieci"

                          W tej sytuacji uderzające sa porady- rob tak zeby dzieci miały przy
                          tobie bajkę, to wtedy bedzie super, a co robi matka to niewazne,
                          niech wezmie udziałw tym poscigu " najlepszy rodzic na swiecie" i
                          sie przescigajcie gdzie dzieci beda miały fajniej, jesli nie chce
                          byc " gorsza"

                          a to juz z absurd

                          • krezzzz100 Re: To jest manipulacja... 11.03.10, 14:14
                            Aneto, Michszyb prosi o każdą chwilę z dzieckiem. A chyba nie powinien, co?
                            • morekac Re: To jest manipulacja... 11.03.10, 16:36
                              Z drugiej strony powinno byc to tak ustalone, żeby nie było to
                              nazbyt upierdliwe dla eksżony. Bo dla Michszyba nieograniczony
                              kontakt jest (może był) jak karmienie niemowlaka piersią - ,na
                              żądanie'... Każde wyjście pani z dziećmi w czasie, kiedy pan ma
                              ochotę/czas na kontakt (czasem z minimalnym wyprzedzeniem) =
                              utrudnianie konatktów.
                              Mama też ma prawo spędzić z dziećmi czas, prawda?
                              A że nie potrafią się (jedno lub oboje) po ludzku dogadać w kwestii
                              w miarę sprawiedliwej czy sensownej opieki nad dziećmi - pozostaje
                              sąd.
                              • aneta-skarpeta Re: To jest manipulacja... 11.03.10, 19:36
                                tutaj jest problem w tym, ze Mich zapragnał wymiksowac się z rodziny ( poprzez
                                rozwód) a chciałby zeby z dziecmi było jak przed rozwodem, a tak sie nie da
                                • krezzzz100 Re: To jest manipulacja... 11.03.10, 20:46
                                  Aneto, jesteś nie do pokonania.
                                  Zapamiętaj sobie:

                                  DZIECI NIE SĄ WALUTĄ PŁATNICZĄ

                                  Wiem, naiwna jestem.

                                  • aneta-skarpeta Re: To jest manipulacja... 12.03.10, 09:21
                                    matko- czy specjalnie przekręcasz moje slowa, czy ja niezrozumiale
                                    piszę?

                                    ZAPAMIETAJ SOBIE MOJE ZDANIE

                                    DZIECI NIE SĄ WALUTĄ PŁATNICZĄ,ALE ODCHODZAĆ OD RODZINY KONTAKT Z
                                    DZIECMI MAMY OGRANICZONY Z CZYSTO LOGISTYCZNO, ORGANIZACYJNYCH
                                    POWODÓW

                                    nie widzimy dzieci codziennie, nie usypiamy codziennie, nie kapiemy,
                                    BO RAZEM NIE MIESZKAMY

                                    Jesli sie rozwodzimy to idiotyzmem jest mysleć, że w relacjach z
                                    dziećmi NIC SIĘ NIE ZMIENI

                                    ZMIENI SIĘ WSZYSTKO, bo juz nie mieszkamy razem jako rodzice

                                    nawet przy opiece naprzemiennej, dzieci nie maja rodziców tak jak
                                    wcześniej
                                    • nowel1 Re: To jest manipulacja... 12.03.10, 09:27
                                      A jak się to ma do sytuacji Michszyba? Reglamentacji i awantur o 30 min
                                      spóźnienie?
                                      • aneta-skarpeta Re: To jest manipulacja... 12.03.10, 10:26
                                        nowel1 napisała:

                                        > A jak się to ma do sytuacji Michszyba? Reglamentacji i awantur o
                                        30 min
                                        > spóźnienie?

                                        z tego co pisał to ma 3 razy w tyg kontakt z dziecmi- to całkiem
                                        sporo- i nie sa to spotkania "na 15 min"

                                        a ze sie kobita awanturuje? nie wiemy jak zacowuje sie mich w
                                        kontaktach z zoną- moze on robi dokładnie to samo

                                        co do spoznien- mieszkają tak blisko siebie, ze naprawde mozna
                                        spoznienia ograniczyc do naprawde ekstremalnych sytuacji, ale
                                        uprzedzic wczensiej, ze mozemy sie 30 min spoznic, bo wracamy z kina
                                        itd

                                        z tego co on pisze, to spoznia sie non stop, nigdy nie przeczytałam,
                                        zeby przejmował sie planami zony. Za to przeczytałam złosliwosci ze
                                        sobie zaplanowała kino z dziecmi po mojej wizycie i sie głupia
                                        denerwuje ze sie spozniłem, bo teraz do kina sie spoznią

                                        ja bym tak nie demonizowała tej zony, zwarzywszy jaki Mich potrafi
                                        byc milutki dla obcych, to wyobrazam sobie jaki milutki jest dla
                                        swojej exsuspicious
                                        a jak sobie posłał, tak sobie teraz śpi

                  • to.ja.kas Re: To jest manipulacja... 09.03.10, 16:04
                    I jeszcze coś...jak mama chce by ojciec zajmował sie codziennymi
                    sprawami i był codzienny a nie świateczno - weekendowy niech mu to
                    umozliwi.
                    Jakby miała rozumu chociaz troche własnie tak by zrobiła i ojciec
                    byłby tak samo powszedni jak ona.
                    Póki co przez reglamentowanie widzeń z ojcem sama powoduje, że jak
                    juz do nich dochodzi traktowane sa jak chwila wyjatkowa.
                    A jak do tego w domu beda dzieciaki mieć zrzedzenie na codzień a
                    ojca usmiechnietego od czasu do czasu to zrozumiałe jak beda tą
                    sytuację odbierac.
                • aneta-skarpeta Re: kontakty z dziećmi a sąd 11.03.10, 12:07
                  mam tutaj uwagę, żeby zwrócic uwage na jedną rzecz

                  łatwo popaśc w sytuacje, gdy tata robi wszystko co najlepsze i z
                  tata jest super, a mama nie zawsze i z mama juz nie jest tak super

                  jest to prawdopodobne w sytuacji gdy tata traktuje spotkania z
                  dzieckiem np weekendowe jako "spełnianie marzeń dzieci"

                  mama niestety nawet jesli tez spełnia marzenia dzieci to czasem
                  krzyknie, wymaga, zabrania, czasem jest zmeczona i nie zawsze ma
                  czas i ochote na wygłupy- bo jest z nimi na codzien i "zawsze"

                  dobrze by było jakby rodzice ustalili jakis wspólny front działań,
                  bo prześciganie sie "z kim jest ciekawiej" jest bez sensu i jest
                  sztuczne, bo wiadomo, ze jakby tata mieszkał z nimi to codziennie
                  nie byłoby walki na poduszki, jedzenia frytek itd i nie byloby
                  wiecznych wakacji
            • sbelatka Michu 09.03.10, 15:41
              ja w sprawie smutku dzieci

              jest tak, ze często rodzice uważaja, ze dzieci nie mogą/nie powinny być
              PRZEZ CHWILE smutne...

              a to naturalny stan jest

              czy Ty, gdy żegansz sie z ukochana osobą bo wyjeżdzasz na tydzien nie
              odczuwasz lekkiego smutku lub smuteczku?
              czy to źle?
              czy oczekujesz, ze ktoś od razu rozweseli cię opowiadając dowcip na
              pzrykład?

              dziecięce smuteczki przychodza i odchodzą jak majowy deszczyk..
              wręcz powinny uczcyć sie, ze przeżywanie WSZYSTKICH emocji jest ok..

              zresztą ludzie (a dzeici to ludziesmile ) bardzo często okazują jakąs
              emocję PO TO żeby ktoś ważny TO zauważył..
              i wystarczy ZROZUMIEC - mówiąc o tym - żeby człowiek (dziecko) poczuł
              sie rozumiany i jakby z automatu "odpada" od neigo ta emocja..

              spróbuj kiedyś...

              kiedy dziecko będzie płakało bo sie na przykład przewróci ale nie
              uszkodzi jakoś boleśnie (bo ból to ból i odryczeć trza) to pzrytul
              takiego malgo i mu powiedz...oooo, widze sie cie musi boleć...

              i jak ręka odjął... łzy obsychają.. cel dziecka (nieuświadomiony
              oczywiście) bycia zrozumianym - zosatje osiągnięty

              więc gdy sie domyslasz, ze dziecko jest smutne nie wypytuj..
              raczej powiedz...oooo, widzę, ze jesteś smutny..; mnie też jest żal sie
              z toba rozstawac na 3 dni.

              nie ma co umierać ze strachu gdy dziecko COS czuje...
              oczywiścei nie mowimy o patologii...
              • to.ja.kas Re: Michu 09.03.10, 15:53
                Mądre. Wokół nas kwitnie kultura szczęscia, uśmiechu i wszelkiej
                radości. każdy smutek jest dramatem, w mediach musi byc wesoło,
                nawet doniesienia o ofiarach podawane sa z usmiechem na ustach. A
                smutek to jedno z odczuc. Czasem konieczne, czasem miłe gdy tęsknimy
                za czyms co lubimy i czekamy na więcej.
                Są smutne? Przytul i pociesz jak madrze napisała Sbelatka, ale nie
                pokazuj ze zaraz skończy sie swiat i zawali niebo. Bo wtedy rodza
                sie lęki. A to już niezdrowe.

                pozdrawiam
          • rene15 Re: kontakty z dziećmi a sąd 10.03.10, 10:08
            > Wracając do Twojej sprawy, Michszyb - Twoja zona jest "opętana".
            Nie wiem, jaki
            > m
            > kluczem docierać do ludzi w ten sposób "opętanych". Rozumiem, że
            to jest także-
            > z ich strony- jakaś biologiczna siła (ten opór), ale, na litość
            boską, czy
            > ludzie się na historii ludzkości nie potrafią uczyć???!!!

            Czytając takie słowa to ja myślę, że to być może Ty jesteś opętana.
            A napewno za grosz nie masz szacunku do innych ludzi.
            Wystawiłaś sama sobie świadectwo.
            • ravny Re: kontakty z dziećmi a sąd 10.03.10, 11:51
              rene15 napisała:

              > > Wracając do Twojej sprawy, Michszyb - Twoja zona jest "opętana".
              > Nie wiem, jaki
              > > m
              > > kluczem docierać do ludzi w ten sposób "opętanych". Rozumiem, że
              > to jest także-
              > > z ich strony- jakaś biologiczna siła (ten opór), ale, na litość
              > boską, czy
              > > ludzie się na historii ludzkości nie potrafią uczyć???!!!
              >
              > Czytając takie słowa to ja myślę, że to być może Ty jesteś opętana.
              > A napewno za grosz nie masz szacunku do innych ludzi.
              > Wystawiłaś sama sobie świadectwo.


              smile)) słusznie
              historia głosi np że dla dupy jakiejś Heleny, cudzej zony, 10 lat trwała
              bratobójcza wojna, ginęli ludzie, upadały miasta.
              tej nauki historii nikt nie zauważa, bo tak wygodniej? historię jak widać
              stosują niektórzy bardzo wybiórczo i tylko do zaspokojenia swoich celów smile))

              • michszyb Re: kontakty z dziećmi a sąd 10.03.10, 12:26
                co ma Helena (piernik) do wiatraka?
              • krezzzz100 Re: kontakty z dziećmi a sąd 10.03.10, 12:53
                Jak to nie widzą, kiedy widzą ))))

                Poematy to pies??)))

                Zasłużone miejsce Heleny w kulturze to pies (znaczy:suka)))???
      • michszyb Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 12:05
        Na RODK czeka sie pół roku. W tym czasie to dzieci się odemnie zdązą odzwyczić
        przy tej ilości kontaktów.
        • sonia_30 Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 12:17
          Jeżeli były z Tobą związane to się nie odzwyczają, tym bardziej że
          kontakt jednak masz.
        • tricolour Nieprawda... 09.03.10, 13:52
          ... ja na córkę "czekałem" z sześć lat mając kontakt raz na pół
          roku. Nikt z nas niczego nie zapomniał, choć przyznam, że trzeba
          było sie nauczyć tego, co ominęło. Przyjemna to była nauka.
          • michszyb Re: Nieprawda... 09.03.10, 14:40
            6 lat, co pół roku?


            GrrWrr!!#@$%$%%$!! Obiecałem nie przeklinać, ale......
            • tricolour Tak, co miałem robić? 09.03.10, 14:53
              Wyprowadziła sie z dzieckiem "w bliżej nieokreślonym kierunku".
              Mogłem je znaleźć chocby z Policją, ale co dalej? Tym bardziej, że
              wyraźnie mówiła żebym zniknął z jej oczu i więcej sie nie pokazał
              nie patrząc na to, że zniknę jednocześnie z zycia córki.

              Doszedłem do wniosku (i nawet wyraźnie zapowiedziałem) że mam czas.
              Mnóstwo czasu do śmierci, by rzecz załatwić spokojnie, po kolei nie
              zważając na przeciwności losu. Po prostu BYŁEM (pisałem o tym przed
              laty kiedy Ciebie tu nie było) - ten sam numer telefonu, adres
              mailowy, by dziecko (coraz wieksze) czuło i wiedziało, że gdyby co,
              to ojciec jest. Gdzieś, ale jest i to rzecz stabilna.

              Potem po latach wróciłem do omówienia starych spraw. Omówienia,
              które jeszcze sie nie skończyło i może nigdy nie skończy...
          • tully.makker Re: Nieprawda... 09.03.10, 14:42
            Moj partner przez 2 lata walczyl o widywanie corki, kontakty byly
            wowczas nieregularne, co nie zaszkodzilo ich wiezi, choc mala byla
            wtedy 2 latka.
    • tricolour Dwa łóżeczka do spania... 09.03.10, 11:59
      ... dla dwójki dzieci, pościel, piżamy, przytulanki do spania,
      zabawki, bajki do czytania, przybory do mycia, lampki nocne do
      odstraszania sennych zmorów, własne miejsce (pokój) itp.

      To jest podstawa. Nie fakt jednkokrotnego przespania się u taty.
      • michszyb Re: Dwa łóżeczka do spania... 09.03.10, 12:06
        To wszystko jest.

        Jak dzieci u mnie są to się bawią w "śpimy u tatusia" i nie pozwalają żebym
        skłądał ich łóżeczek i chował pościeli, poduś itp.
        • tricolour To bardzo dobrze... 09.03.10, 12:10
          ... bo oznacza, że myslisz do przodu. To ważna rzecz, że jestes
          gotów do przyjęcia dzieci do siebie na noc - podnieś ten argument
          podczas RODK czy też w sądzie. Inna rzecz, co sąd z tym zrobi.

          I jedna rzecz NAJWAŻNIEJSZA, bo jesteś zapalczywy: trzymaj nerwy na
          wodzy. Gdybym chciał zrobić Ci w sądzie kuku, to bym Cię wyprowadził
          z równowagi, a potem przyglądał jak padasz.

          Przyjmij to jako dobrą radę starego forumowicza.
    • peoplecanfly Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 12:39
      Zbieraj dowody! Wysyłaj SMSy z prośbą o zgodę na nocowanie dzieci u Ciebie. Pisz
      maile. Wyślij list polecony do odbioru za potwierdzeniem, nagrywaj rozmowy.
      Zachowuj wszystkie odpowiedzi. Będziesz miał czarno na białym, że troszczysz się
      o dzieci i chcesz aktywnie uczestniczyć w ich życiu i wychowaniu.

      Piszesz, że Twoje dzieci mają u Ciebie swój pokoik. To świetnie! Widać, że
      jesteś dobrze przygotowany do wychowywania swoich chłopaków.

      Trzymam kciuki i życzę powodzenia.
      • handra Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 17:44
        Normalnie masz prawo do co drugiego weekendu od piatku 15-16 godz. do niedzieli
        18 godz. z nocowaniem i warto sie o to ubiegac ja mam jeszcze srode do czwartku
        rana rowniez z noclegiem. Zona moze sobie wiele zyczyc i zabraniac, dzieci nie
        sa jej wlasnoscia i rowniez nie spia poza domem jak to ktos napisal, Twoj dom
        jest rowniez dzieci domem.
        • to.ja.kas Taka wizja. 09.03.10, 17:52
          To jest bardzo dobre przypomnienie, że dom ojca jest też domem
          dzieci.
          A teraz przykład z kosmosu:
          Michszyb żeni się po raz drugi, rodzą mu sie kolejne dzieci z nowego
          związku. Za jakiś czas, jak każdy z nas umiera (sorry Michszyb za
          usmiercenie wink ). Jako, że pierwsza żona Michszyba ograniczyła mu
          kontakt z dziećmi do minimum lub uniemożliwiła Michszyb zapisuje w
          testamencie cały dobytek po sobie swojej drugiej żonie i dzieciom z
          drugiego związku pomijając dzieci z pierwszego małżeństwa bo jego
          dom to NIE JEST dom jego dzieci, one nie mogą/nie mogły tam
          przebywać bo tam jest ta druga, nie moga tam spać, nie mogą spędzać
          świąt itd.
          Czy w takiej sytuacji Michszyb miałby rację pomijając dzieci z
          pierwszego małzeństwa w testamencie czy nie?
          Czy panie które uniemożliwiają kontakt dzieci z ojcami nie puszczaja
          dzieci do domu ich ojców bo to "obcy teren" zgodzą się z tym, że w
          związku z tym te domy/mieszkania nigdy nie będa ich dzieci? Zostaną
          w całosci przekazane drugim zonom i ich potomstwu?

          A tak sobie gdybam...chyba czas do domu ? wink
          • morekac Re: Taka wizja. 09.03.10, 20:14
            A czemu od razu zakładasz, że to mieszkanie Michszyba będzie?
            • to.ja.kas Re: Taka wizja. 09.03.10, 20:53
              Zakładam, że Michszyb sobie jakies mieszkanie kupi, zakładam że umrze, że sie
              ożeni i bedzie miał dzieci z drugiego związku.
              Cały ten post to jedna HIPOTETYCZNA sytuacja jakbys nie zrozumiał.
              • morekac Re: Taka wizja. 09.03.10, 21:26
                Bardzo materialistycznie podeszłaś do tematu, a i michszyba, biedaka,
                uśmierciłaś. ;-(
                W praktyce do tego czasu emocje zapewne opadną, a i wiele lat zapewne upłynie...
                • to.ja.kas Re: Taka wizja. 09.03.10, 21:36
                  Widze, ze nie czaisz o co pytam.
          • kobieta306 Re: Taka wizja. 09.03.10, 22:27
            to jest bardzo trafne co napisałaś.
            Wtedy z pewnością dom michszyba miałby być domem również dzieci wink
            Niestety taka ludzka natura jest, że duchowych spraw się nie ceni (mam na myśli
            szeroko pojęte dobro dziecka te niematerialne), a o majątek walczy się zacięcie.
            Choć sama przyznam, że ja też nie odpuściłabym tej kwestii materialnej wink ale
            też o kontakty dobre z ojcem staram się dbać. Tylko u mnie akurat ojciec nie za
            bardzo tym jest zainteresowany sad
            • morekac Re: Taka wizja. 09.03.10, 23:42

              Nikogo sumienie nie będzie gryzło z tego powodu - im kto wredniejszy, tym mniej
              mu ta przypadłość dokucza. Jeśli ktoś czuje skrupuły - nie pcha się w takie
              historie...
              Jak michszyb zemrze (a życzę mu długiego życia) jego eks może już być nieco
              zdzieciniałą staruszką i nie sądzę, aby ją to aż tak ruszało. To dzieci - w
              wieku być może 50+ będą sobie skakały do gardeł wink. Niejeden prawnik dorobił
              się majątku na sporach spadkowych - i to pomiędzy rodzeństwem rodzonym, nie
              tylko przyrodnim.
              • to.ja.kas Re: Taka wizja. 09.03.10, 23:45
                Morekac...przeczytaj raz jeszcze co napisałam i moje pytanie do tego. Bo póki co
                zupełnie nie rozumiesz o co pytam i o czym piszę. ZALÓZMY, ze Michszyb zemrze
                zanim eks sie zestarzeje. Powiedzmy za cztery lata. Teraz łatwiej sobie to
                wyobrazic?
                • lampka_witoszowska Re: Taka wizja. 10.03.10, 01:27
                  możliwe też, że żona Michszyba całkowicie nei jest łasa na dobra
                  materialne i tylko odetchnie z ulgą, że dzieci nei przeżywają traumy
                  związanej ze śmiercią ukochanego taty, który trwał przy pierwszej
                  żonie, a ich mamie

                  w ten hipotetyczny sposób dojdziemy do wniosku, że małżonek
                  odchodzący z domu i umierający nei daj Bóg przedwczesnie czyni
                  dzieciom nieziemską przysługę

                  - a nei o to chodzi, tylko by być, zachować kontakt bez jakiś
                  masakrycznych walk i oszczędzajac dzieci

                  (mam nadzieję smile)

                  Mich, co ja Ci nowego mogę? jak dl amnei dzieci - szczególnei
                  młodsze - są za małe na noclegowanie w sytuacji, gdy rozdwaja im się
                  rodzina
                  Ciebie parę lat nie zbawi, przy zachowaniu normalnych,
                  systematycznych spotkań z dziećmi, a im - moim zdaniem - możesz w
                  chwili obecnej oszczędzić dodatkowych zmian
                  przy założeniu, że podkreślana przez psychologów systematyczność i
                  powtarzalność dla małych dzieci jest ważna
                  • morekac Re: Taka wizja. 10.03.10, 07:06
                    lampka_witoszowska napisała:
                    Mich, co ja Ci nowego mogę? jak dl amnei dzieci - szczególnei
                    młodsze - są za małe na noclegowanie w sytuacji, gdy rozdwaja im się
                    rodzina
                    Ciebie parę lat nie zbawi, przy zachowaniu normalnych,
                    systematycznych spotkań z dziećmi, a im - moim zdaniem - możesz w
                    chwili obecnej oszczędzić dodatkowych zmian
                    przy założeniu, że podkreślana przez psychologów systematyczność i
                    powtarzalność dla małych dzieci jest ważna

                    Bez przesady z tą systematycznością i powtarzalnością. Zresztą
                    regularne nocowanie też jest systematyczne i powtarzalne.
                    Michszyb, jakie argumenty podaje żona, kiedy nie chce dawać dzieci
                    na nocowanie? Czy pytałeś, jakie warunki musiałbyś ty spełnić, żeby
                    nocowanie było możliwe?
                    • lampka_witoszowska Re: Taka wizja. 10.03.10, 09:45
                      morekac napisała:

                      >
                      > Bez przesady z tą systematycznością i powtarzalnością. Zresztą
                      > regularne nocowanie też jest systematyczne i powtarzalne.

                      tak
                      podobnie jak np. systematyczne awantury smile

                      mamy różne zdanie nt. powtarzalnosci i potrzeb małego dziecka
                      sąd podczas mojej sprawy rozwodowej potrzeby niespełna 2latki
                      szczęśliwie uwzględnił
                      • nowel1 Re: Taka wizja. 10.03.10, 12:54
                        Nie rozumiem ciągłego podnoszenia "powtarzalności potrzeb" u dziecka.
                        Wiele małych dzieci nocuje kilka x w tygodniu u dziadków i nie wydaje
                        mi się, żeby to w jakiś sposób zaburzało ich poczucie bezpieczeństwa.
                        • lampka_witoszowska Re: Taka wizja. 10.03.10, 15:32
                          a jak mam to wytłumaczyc, żebyś zrozumiał/a?

                          wiele dzieci ma nianię od 5go mieisąca życia
                          wiele dzieci jest żłobkowych
                          wiele dzieci dobrze wychowano klapsami

                          u dziadków noclegi są u dziadków, u rozwiedzionych wprowadza się już
                          element "dwóch domów"
                          nei rozumiem, dlaczego przy małych dzieciach trzeba wywojować
                          noclegi już, od razu, na huuuurrrra, bo tak
                          tak dla zasady?

                          przeciez to kwestia poczekania, aż burza rozwodu minie, dziecię
                          nieco urośnie, oswoi nową sytuację, gdy jedno z rodziców zniknęło z
                          codziennego życia

                          problem w tęsknocie rodzica?
                          rozumiem
                          ale to nei jest najwazniejsze podczas rozwodu dotykającego dziecko i
                          nie domaga się załatwienia w pierwszym rzędzie
                          • michszyb Re: Taka wizja. 11.03.10, 11:10
                            > problem w tęsknocie rodzica?

                            Tęsknota rodzica to problem dorosłego. W zasadzie nie istotny.

                            A co z tęsknotą dziecka. Mój starszy syn zawsze jak odwożę ich do domu w drodze
                            powrotnej milknie, jest zamyślony i smutny. No bo te parę godzin minęło naprawdę
                            szybko. A młodszy wczoraj nie wytrzymał i zaczął płakać że chce dziś spać u
                            tatusia. Obiecałem że kiedyś tak będzie, mówiłem jak fajnie że zaraz pójdzie
                            lulu u mamusi i trzymałem za rączkę. Zasnął w samochodzie.

                            Potem była znowu awantura, bo odwiozłem dzieci (fakt) pół godziny za późno.
                            Próbowałem wytłumaczyć że spali godzinę w ciągu dnia no i byliśmy w miescie i
                            zabawa byłą super. Ale nic tam. Potem szybkie przesłuchanie dzieci, walenie
                            pięścią w stół, no i krzyki na mnie.
                            Ja już nie wiem.
                            • krezzzz100 Re: Taka wizja. 11.03.10, 13:04
                              Michszyb, i tu się kłania tzw. "naga rzeczywistość". Pokazuje się, czyje
                              interesy są ważne. Twoja żona ma gdzieś tęsknotę dziecka, idzie na "racje
                              ogólne" (on mnie zostawił). No i masz...

                              Racje naskórkowe, rzecz jasna.

                              Mich, to trudna strasznie sytuacja. Tęsknotę ja niestety pamiętam, i to DOBRZE.
                              smutek - nie,a le tęsknotę- tak. Ale pamiętaj: nie jest Ale, skoro tęsknota nie
                              skomponuje się ze smutkiem. Mnie się wydaje, że do tego droga spora, i że to, co
                              robisz, temu zapobiega.

                              Zostaw ją, Mich. Ona siebie na razie nie przekroczy. To amok. Spirala się
                              nakręciła, Ty jej do rozumu nie przemówisz. Uświadom sobie, że Twój głos jest
                              dla niej jak przysłowiowa "płachta" na byka: więcej punktów ujemnych, niż
                              możliwych plusowych.

                              Nic teraz nie zrobisz. Działaj SĄDOWNIE.
                              • krezzzz100 Re: Taka wizja. 11.03.10, 13:05
                                ło rety, pardon za nieskładne pisanie. odpisuję na kilka listów naraz, no pardon...
                            • lampka_witoszowska Re: Taka wizja. 13.03.10, 01:30
                              no, ok

                              młodszy ma teraz ile? dwa latka czy dwa i pół?
                              dzieic w tym czasie chcą - i z apół godziny może Ci się rozpłakać,
                              ze już nei chce, że chce do mamy
                              i to jest normalne, taki etap rozwojowy - moja córka ma 3 lata i
                              chce spotkań z tatą, naprawde się cieszy na te spotkania, po czym
                              mówi, żeby tata jednak do domu przychodził do niej - tu, gdzie jest
                              mama
                              dlatego jak dla mnei taka opinia jest wiarygodna, lepiej poczekać -
                              niz dziekco uspokajac, przekonywać, że będzie super rano zjeść razem
                              śniadanko czy odwozić w środku nocy do domu (co z kolei ciężko
                              niektórym przychodzi - dla niemojego to była porażka, gdy jego córka
                              płakała pół godziny po rozstaniu z mamą na kolejny tydzień i
                              ostatnią rzeczą by wtedy było odwieźc ją do mamy)

                              a co do spóxnien - juz Ci radziłam - uprzedzaj
                              mama została najbliższym opiekunem dzieic w tym momencie, ma prawo
                              wiedzieć, ile czasu sie spóźnisz i ma prawo o tym zdecydować, czy to
                              będzie ok
                              (jak każdy, dla kogo Twoje spóźnienie ma jakeiś znaczenie...)
                    • michszyb Re: Taka wizja. 10.03.10, 10:57
                      > Michszyb, jakie argumenty podaje żona, kiedy nie chce dawać dzieci
                      > na nocowanie? Czy pytałeś, jakie warunki musiałbyś ty spełnić, żeby
                      > nocowanie było możliwe?

                      - nie bo nie
                      - po moim trupie
                      - dzieci mają jeden dom, a ty sie wyprowadziłeś
                      - masz kochankę (która w nocy się pewnie ucieszy jak spędzę noc na podłodze z
                      małymi zamiast z nią)
                      - dzieci potrzebują matki ( jak sądze w domyśle nie ojca)
                      - nie jestem pełnoprawnym rodzicem i nie mam do nich praw takich jakie ona posiada
                      - nie bo nie
                      - buhahaha
                      • ravny o co biega 10.03.10, 11:32
                        > - masz kochankę (która w nocy się pewnie ucieszy jak spędzę noc na >podłodze z
                        małymi zamiast z nią)


                        1. wielokrotnie byłes o to pytany ale chyba jeszcze nie udzieliłes wyraźnej
                        odpowiedzi - mieszkasz na co dzień z kochanką?

                        2. twierdzisz, że masz dla dzieci pokój, łóżeczka i wszystko gotowe
                        równocześnie powyższą wypowiedzia udowadniasz, że dla dzieci masz w ofercie
                        spanie na podłodze

                        więc co jest prawdą?
                        • michszyb Re: o co biega 10.03.10, 11:59
                          Tak mieszkam z moją nową partnerką.

                          Co do spania na podłodze to jak jeszcze mieszkałem z zoną to często się zdarzało
                          ze któryś bąbel płakał w nocy a ja szedłem do niego (żeby nie uczyć go spania z
                          rodzicami). No i tam lulałem do snu, trzymałem za rączkę....a po dwóch godzinach
                          budziłem się na podłodze obok łóżeczko w którym mały spał sobie w najlepsze.
                          Potem to już sobie kocyk kładłem pod nereczki bo zimno było strasznie.
                          • ravny Re: o co biega 10.03.10, 12:06
                            co robi partnerka gdy zabierasz dzieci do siebie i z nimi spędzasz czas?
                            • michszyb Re: o co biega 10.03.10, 12:35
                              No jak to co? Zamienia się w macochę, stara się im wmówić że jest lepszą nową
                              mamą i zajmuje sie nimi cały czas a ja popijam piwo, palę papierosy i oglądam
                              telewizję.*

                              Po co pytasz skoro i tak znasz odpowiedź.

                              *ponieważ wypowiedź ta moze byc potraktowana jako dowód w sprawię spieszę
                              wyjaśnić że przemawia przeze mnie sarkazm
                              • ravny Re: o co biega 10.03.10, 13:27
                                raczej nie wychodzi ze swojego domu i nie błąka się po ulicach czekając aż
                                dzieci z domu znikną?
                                więc Twoje twierdzenia, że dzieci od kochanki trzymasz z daleka są bzdurą.

                                cała awantura z żona jest o to, że na pierwszym miejscu masz kochankę i
                                przerzucaniem się dziećmi starasz się udowodnić żonie, że ta czy inna kochanka
                                ma prawo być z waszymi dziećmi i będzie je z Tobą wychowywać jak tylko taką
                                będziesz miał ochotę, na pohybel żonie.
                                • michszyb No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wycieli 10.03.10, 13:37
                                  Do moderatorów: prosze o wycinanie moich wypowiedzi bo ja się jednak nie umiem
                                  powstrzymać albo wycinanie takich zaczepek kretyńskich.


                                  No widzisz ravny, tak jak pisałem ty wszystko i tak już wiesz.

                                  Dyskusja z toba przypomina odbijanie piłeczki od ściany z tymże odbijanie
                                  piłeczki od ściany przynajmniej wyrabia refleks a dyskusja z tobą jest po prostu
                                  nudna.

                                  Tak, na pierwszym miejscu mam kochankę, a o dzieci walcze tylko po to żeby
                                  zrobic zonie na złość, no i żeby ta kochanka mogla się nimi pobawić.

                                  Ravny załóż taki wątek:

                                  Czy kochanka może wychowywać dzieci swojego partnera i dlaczego koorwa nie, tak
                                  mi dopomóż Bóg.

                                  Nie pisz już, BŁAGAM
                                  • ravny Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 10.03.10, 13:56
                                    od dawna wszyscy na forum ci mówią, żebyś nie śpieszył się z poznawaniem dzieci
                                    z kochanką, najpierw się rozwiedź, posprzątaj po małżeństwie.
                                    wiele osób na forum czekało długo i było bardzo uważne zanim poznało dzieci z
                                    nowym partnerem, by nie fundowac dziecku długiego pocztu kolejnych wujków i cioć.
                                    Ty udajesz, że tak robisz, żeby zyskać przychylność opinii forumowej i żeby
                                    wszyscy uznali Cię za pokrzywdzonego ojca przede wszystkim myślącego o dzieciach.
                                    ale co rusz okazuje się, że przemycasz kłamstwo za kłamstwem, tylko jako
                                    krótkonogie ciągle wyłazi na wierzch.
                                    dzieci z kochanką poznałeś dawno temu, prawda?, zapewne jeszcze zanim żona
                                    wiedziała z kim ją zdradzasz,
                                    mieszkacie razem i odwiedziny, noclegi u ciebie, znaczą też "u kochanki", nie
                                    obchodzi Cię co matka dzieci czuje.
                                    (twierdziłeś niedawno, że nie mieszkasz z kochanką. kłamałeś.)
                                    na wakacje chcesz jechać z kochanką i dziećmi i masz gdzieś, że żona nie chce
                                    dzieci puścić z Tobą z powodu kochanki, a bez problemu by puściła gdybyś
                                    pojechał sam z dziećmi. Ty sam z dziećmi nie masz ochoty jechać.

                                    itd itp

                                    co tu więcej dodawać?

                                    • michszyb Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 10.03.10, 14:18
                                      kłamstwo za kłamstwem to wymyślasz ty tylko nie wiem po jaką cholerę.

                                      > dzieci z kochanką poznałeś dawno temu, prawda?, zapewne jeszcze zanim żona
                                      > wiedziała z kim ją zdradzasz,

                                      Mieszkała wtedy w innym województwie

                                      > (twierdziłeś niedawno, że nie mieszkasz z kochanką. kłamałeś.)

                                      Przytocz mi proszę tą wypowiedź.

                                      I błagam NIE PISZ JUZ

                                      a otrzyj pianę z kącika ust
                                    • langsam Michszyb - fakty 13.03.10, 08:00
                                      Michszyb raczej nie kłamie na forum. Za to stosuje dość skutecznie
                                      przemilczenia. Dlatego osoby czytające teksty pobieżnie udaje mu się
                                      ładnie zmanipulować.
                                      Michszyb nie mówił, że nie mieszka z kochanką. On zaprzeczył, jakoby
                                      do kochanki się wprowadził, z urazą sprostował, że zaraz po
                                      wyprowadzce z domu wynajął mieszkanie. Zapewne jest to prawda, tyle
                                      że nie dodał, że kochankę ściągnął do owego mieszkanie w trymiga i
                                      zamieszkują tam obecnie razem. Formalnie Michszyb chce więc nocować
                                      dzieci "u siebie" faktycznie zaś chce, by dzieci od razu wkomponować
                                      w nową rodzinę z kochanką.
                                      Zapewne jest to przynajmniej częściowo źródłem oporu żony.
                                      Michszyb rozważając rozmaite metody przełamania tego oporu (w tym -
                                      policyjne najzdy), ani razu nie podjął dyskusji w temacie
                                      wyprowadzki kochanki do innego lokum. Co zapewne ułatwiłoby
                                      porozumienie z żoną. Podobnie jak skrzętnie pominął milczeniem
                                      porady, by dzieci na urlop zabrał sam, bez towarzystwa kochanki. Ani
                                      słowa w temacie.
                                      Tak dla jasności piszę.
                                      • malamana Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 08:50
                                        Metoda straszna by udupić i wykorzystać inne osoby.
                                        Kiedyś spotykałam się z facetem, na rękach mnie nosił, wyznawał miłość,
                                        wspominał o małżeństwie i dzieciach... byłam pewna, że spotkała mnie wielka
                                        miłość i szczęście tak wspaniałym partnerem.
                                        Po kilku miesiącach gdy już żyliśmy razem i on dopytywał się, co myślę o
                                        wspólnym zamieszkaniu a nawet proponował mi wspólne prowadzenie biznesu, okazało
                                        się, że facet ma żonę i dzieci i na stałe oficjalnie z nimi mieszka...
                                        Dla mnie to był szok.
                                        Facet zaś stwierdził, że nigdy nie zapytałam czy ma żonę, więc to nie jego wina,
                                        że o niej nie powiedział... i że tym samym on mnie nie okłamał!!
                                        Mówił wcześniej, że nie ma żadnych zobowiązań... pamiętam, że po chwili dodał
                                        "finansowych" ... I znowu nie da się go do odpowiedzialności pociagnąć za słowa.
                                        Straszna manipulacja.
                                        Perfidne wykorzystywanie innych ludzi i wzruszanie potem ramionami, ze sami
                                        sobie są winni a on nie kłamie, jest szczery, to inni są winni.
                                        Ale kto przesłuchuje kochajacego partnera jak prokurator? Podchwytliwymi
                                        pytaniami by wyłapać niezgodności?
                                        Nie ktoś sam szczery, kto ma zaufanie do ludzi...

                                        Dla mnie taka manipulacja to podłość. Tak postępują ludzie podli.
                                        • langsam Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 09:10
                                          No, zgodzę się, że nie świadczy to ładnie o manipulatorze.
                                          Michszyb stosuje tę samą metodę także w innych kwestiach swoich
                                          opowieści.
                                          Nie pamiętam już, czy na forum, czy w zamkniętym obecnie, a niegdyś
                                          otwartym dla publiczności blogu, który wspólnie z kochanką
                                          prowadził, opisał dokładnie jak to się przy jakiejś zawodowej okazji
                                          za kochankę złapał. Ot tak, alkohol, hotel, dama pociągnięta do
                                          pokoju bez specjalnego oporu. Wyjasnił też jasno, że zwycznajnie
                                          brakowało mu seksu z żoną. Potem, w miarę upływu czasu, okazało się
                                          jednak, że Michszyb porzucił żonę, bo wrzeszczała i była dominująca.
                                          • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 10:02
                                            Ach ten Michszyb...Manipulator wredny... Sytuacja była bardziej złożona niż
                                            odcinek narysowany od linijki...I nie powiedział wszystkiego od razu... podły i
                                            niedopowiedzialny- nie szanuje forumowiczów, żądnych wiedzy nieskomplikowanej i
                                            natychmiastowej.

                                            Ja np. nie znam numeru jego buta oraz jego partnerki-mogę co najwyżej zgadywać:
                                            jego 43, jej 38)))) Ostrzegam, że długo bez tej wiedzy już nie wydolę))))

                                            Michszyb, popraw się)))

                                            Ludzie, wiem, że forum to miejsce, hmm...prostej komunikacji...Ale ja Was
                                            proszę...OPANUJTA SIĘ W SWEJ PROSTOCIE!!
                                            • langsam Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 10:13
                                              Wiesz, krezz, co?
                                              Jeżeli pozwolisz, to ja się opanowywać w swej prostocie nie będę.
                                              Zostane sobie prostą babą bo mi z tym dobrze.
                                              Fakt, każda historia, także Michszyba, rozwija się z czasem. Ale
                                              jeżeli przez n-wątków Michszyb relacjonuje postawę żony w sprawie
                                              noclegów dzieci jako wredne "nie-bo nie", a jednoczesnie tylnią
                                              łapką zagrzebuje w pisku fakt, że mieszka z kochanką, to forumowicze
                                              są wprowadzani w błąd, nieprawdaż?
                                              • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 10:23
                                                No w tym akurat aspekcie to ja też pozostanę prostą babą, albowiem fakty są
                                                proste: NIE UKRYWAŁ TEGO. Po prostu.

                                                Już tłumaczę, co tu oznacza "po prostu". PO PROSTU nie napisał o tym wprost.
                                                Albowiem- i tu pewnie dla co poniektórych będzie to wiedza nadmiernie
                                                skomplikowana- wnioskować należy także pośrednio. I uspokojenie: to naprawdę nie
                                                oznacza manipulacji.
                                                • langsam Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 10:55
                                                  Jeżeli pozwolisz, to pominę twoje niewprost wyrażane opinie co do
                                                  tępoty mojej czy innych uczestników forum. Tu polemiki nie będzie,
                                                  proszę uprzejmie, mogę dla ciebie być smętnym przygłupem o ilorazie
                                                  góra 60.
                                                  Wnioskowanie pośrednie jest bardzo w porządku, chyba że ktoś prosi
                                                  publicznie o porady w ważkiej sprawie, a kluczowe elementy konfliktu
                                                  maskuje. Nie zaprzecza, kiedy opiniodawcy, wszystko jedno czy z
                                                  powodu tępoty, czy nieuważnej lektury (osobiście przychylam się do
                                                  tej ostatniej opcji) ich nie dostrzegają.
                                                  Przy czym, aby cię uspokić, moim celem zasadniczo nie jest ocena
                                                  Michszyba w kategorii uczciwości edytorskiej czy etyki postępowania.
                                                  Zauważyłam zwyczajnie, że przemilczenia stosowane przez gwiazdę
                                                  forum wprowadzają w błąd czytelników. Toteż zwróciłam na nie uwagę.
                                                  Tyle.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 12:51
                                                    No cieszę się, że chwytasz, o co chodzi. Tak, to jest apel o UWAŻNE czytanie.
                                                    Inaczej mamy dyskusję o ...Maryni...Ale także o czytanie UCZCIWE.

                                                    Wyznam Ci, że żywo mnie interesuje ta różnica w czytaniu- czemu ja wyczytuję
                                                    coś, co on napisał, więcej- uważam, że to JASNO wynika z tego, co napisał, a
                                                    inni tego nie wyczytują, i jak się tak różnica OBJAWIA. [Wyznam jak na
                                                    spowiedzi, że już TYLKO to mnie na tym forum trzyma]

                                                    No i w sumie jest to proste. Moja teza o frakcjach się kłania. Więcej- w poście
                                                    do Airam.
                                                  • langsam Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 15:21
                                                    Zupełnie na marginesie: czy uważasz, że przyjmowanie
                                                    protekcjonalnego tonu czyni cię bardziej przekonywującą?
                                                    Co do meritum: twoja teoria frakcji jest banalna i w znacznej mierze
                                                    słuszna. W moim przypadku - nie. [Zawodowo zajmowałam się czytaniem
                                                    tekstów wystarczająco długo, by zwracac uwagę na celowe (IMHO)
                                                    przemilczenia, rozmyślne (IMHO) niedopowiedzenia, znaczący dobr
                                                    słów. Więc jeżeli już w moim przypadku należałoby mi przypisać
                                                    frakcję, to raczej zawodową, nie życiową]. Skądinąd ciekawe, czemu
                                                    przytoczenie faktów sprowokowało cię do uszczypliwości, dlaczego w
                                                    ogóle zareagowałaś?
                                                    Apel o uważne czytanie, zwłaszcza na forum jest, wybacz, naiwnością.
                                                    Zwłaszcza w odniesieniu do autorów piszących od dłuższego czasu.
                                                    Większości osób nie będzie chciało się przepuszczać każdego z nicków
                                                    przez przeglądarkę.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 15:38
                                                    Też czytam teksty zawodowo))))Ostatnio pracuję nad tekstową formułą BRAKU
                                                    (struktura braku, funkcja braku), a także szerzej: nad problemem kształtowania
                                                    tożsamości przez brak- serio))).

                                                    Mówi Ci coś obserwacja n-stopnia?)) Naprawdę mnie to forum jako zjawisko
                                                    interesuje. Nic na to nie poradzę )))A nawet nie chcę (poradzić).

                                                    Co do uważnego czytania-zauważyłaś, że połączyłam to z jeszcze jedną
                                                    kategorią,mianowicie uczciwego czytania? To połączenie działa m.w. tak, że jak
                                                    już nie czytam UWAŻNIE, to się nie wypowiadam tak, jakbym znała sprawę. Bo nie znam.

                                                    Prawda, że wchodzimy wtedy w inną płaszczyznę interpretacyjną?

                                                    I jeszcze drobiazg- powiedziałam coś o zbliżaniu się do konkludowania. To
                                                    pocieszające, prawda?
                                                  • airam.as Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 15:59
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    >
                                                    > Mówi Ci coś obserwacja n-stopnia?)) Naprawdę mnie to forum jako zjawisko
                                                    interesuje.

                                                    Krez, umiejscawiając siebie jako obserwatora - stosujesz prawdopodobieństwo
                                                    subiektywne. Więc?

                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 16:00
                                                    Nie istnieje takie cudo jak obserwacja obiektywna.
                                                  • airam.as Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 16:25
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > Nie istnieje takie cudo jak obserwacja obiektywna.

                                                    Ależ ja tego nie kwestionuję.

                                                    Jeśli jesteś obserwatorem, i wiadomo z gruntu - subiektywnym, - więc pod jakąś
                                                    frakcję podlegasz. Więc? wink
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 17:24
                                                    No toż to już zostało opisane daaawno. Frakcja opuszczających.
                                                    Więc?
                                                  • airam.as Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 19:00
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > No toż to już zostało opisane daaawno. Frakcja opuszczających.
                                                    > Więc?

                                                    Więc, cytując:
                                                    "Nie istnieje takie cudo jak obserwacja obiektywna. "

                                                    Ale istnieje, oprócz subiektywizmu, takie cudo, fakt że nie wszystkim jest znane, ale - jest - jak: refleksja, poczucie winy, empatia...

                                                    ps. Krez, nie dobijaj mnie. Bo zwątpię.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 19:18
                                                    Teraz ja nie rozumiem, Airam.
                                                    Przeca pisałam o potrzebie refleksji, empatii i poczuciu winy. Rzekłabym-
                                                    dobijałam się o to.
                                                  • airam.as Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 19:38
                                                    ok. Być może zapętlenie.

                                                    Ale wyczuwam, że bardziej domagalabyś się tych cech ot żony Micha, niż od niego.
                                                    (kurde, sorki Mich - służysz teraz za przykład - z własnej woli zresztą).
                                                    Gdzie upatrujesz punkt równowagi zatem, Krez?
                                                    Że może wymiksować się z małżeństwa, może zabrać dzieci matce i może zabrać dom?
                                                    Tu jest ta równowaga?


                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 19:55
                                                    1. Wymiksować się z małżeństwa można (choć bardzo mi to określenie nie
                                                    odpowiada). Mamy prawo do nowych związków.
                                                    2. Dzieci zabrać nie można. Kiedyś do tego cholerstwa zmuszało w Polsce prawo
                                                    ("przypisując" dzieci jednej ze stron). Dziećmi należy opiekować się wspólnie. I
                                                    o to Michszybowi chodzi.
                                                    3. Nic nie wiem o tym, by Michszyb chciał zabrać żonie dom. Majątek należy
                                                    podzielić po równo.

                                                    Zatem, gdzie tu punkt równowagi? Najpierw wskażę punkt nierównowagi- jak narazie
                                                    widzę go po stronie żony Michszyba, która go karze za odejście od niej. Punkt
                                                    równowagi zaistnieje wtedy, gdy żona Michszyba uzna jego odejście i przestanie
                                                    go karać.

                                                    Oczywiście, Michszyb mógłby opanować impulsywność. Ale i ona też. Oboje są chyba
                                                    po jednych pieniądzach w tym względzie ((((

                                                    Podtrzymuję, że punktem kontrowersji jest SAMO ODEJŚCIE. To jest mroczna strona
                                                    tego forum- mniej lub bardziej tajemna.

                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 20:02
                                                    Jeszcze krócej, i to już finito z mojej strony:
                                                    1. Odejść można.
                                                    2. Dzieci wspólnie.
                                                    3. Majątek po pół.

                                                    Punkt równowagi osiągnie się wtedy, gdy strony się zgodzą się rozpadu związku.
                                                    Wtedy i dzieci i majątek nie będą problemem.

                                                    To forum jest tragiczną ilustracją punktu pierwszego.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 20:03
                                                    ...gdy strony się zgodzą CO DO rozpadu związku
                                                  • airam.as Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 20:10
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    >
                                                    > Podtrzymuję, że punktem kontrowersji jest SAMO ODEJŚCIE. To jest mroczna
                                                    stron a tego forum- mniej lub bardziej tajemna.
                                                    >

                                                    Dla mnie - jednak, sposób odejścia.

                                                    Mich, jesli w ogóle czytasz. Jeśli Twoja rzeczywistą motywacją jest dobro dzieci
                                                    - to zanim cokolwiek zrobisz, pomyśl o ich matce. Póki dzieci są małe - to jest
                                                    to symbioza. Natury nie zmienisz. Ani za pomocą chamstwa, ani za pomocą sądów
                                                    żadnych.
                                                  • morekac Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 23:04
                                                    Już narozrabiał i nie myślał. Zachował się (moim zdaniem, chociaż pewnie nie
                                                    Michszyba) bardzo nie fair wobec żony - ale czasu się nie cofnie i nie może tego
                                                    poprawić, ani zmienić.
                                                    To mam pytanie - czy w związku z tym, że zdradzał żonę, przestał być tatą
                                                    swoich dzieci? I żeby jej teraz osłodzić sytuację powinien nie widywać się z
                                                    dziećmi? To, w jaki sposób odszedł - nie powinno mieć wpływu na kontakty z
                                                    dziećmi...
                                                  • airam.as Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 23:46
                                                    morekac napisała:

                                                    > Już narozrabiał i nie myślał. Zachował się (moim zdaniem, chociaż pewnie nie
                                                    > Michszyba) bardzo nie fair wobec żony - ale czasu się nie cofnie i nie może teg
                                                    > o
                                                    > poprawić, ani zmienić.

                                                    Zmienić - nie, ale poprawić - owszem.

                                                    > To mam pytanie - czy w związku z tym, że zdradzał żonę, przestał być tatą
                                                    > swoich dzieci?

                                                    Nie przestał. I nikt tego nie podważa.


                                                    I żeby jej teraz osłodzić sytuację powinien nie widywać się z
                                                    > dziećmi?

                                                    Przecież się widuje. więc w czym problem?


                                                    To, w jaki sposób odszedł - nie powinno mieć wpływu na kontakty z
                                                    > dziećmi...


                                                    Ale może mieć. I jak widać - ma. Warto zastanowić się - dlaczego.

                                                    Nawiasem mówiąc, jakby mój chłop tak się zachowywał w realu, jak Mich tu na forum, - to na oczy by dziecka nie ujrzał. Z mojej strony by była.... krótka piłka.

                                                    A że był mądrzejszy - to ma teraz pod swoją kuratelą nastoletniego chłopca i obydwaj cieszą się, że są razem. Ja też się cieszę - kiedy dziecię przyjeżdża do mnie czy kiedy ja jadę do niego. I choć widzimy sie tylko w weekendy - to zapewniam, że w naszych relacjach, moich i dziecka, nie mamy "białych plam".
                                                    Pod rozwagę.
                                                  • kasiamasia Re: Michszyb - fakty w oczach krezzzz100 13.03.10, 22:16
                                                    krezzzz100 napisała:
                                                    Pisalas (i pouczalas innych) ze czytasz dokladnie i ze glebokim zrozumieniem,
                                                    ale to chyba tylko Twoja subiektywna opinia a nie fakt.
                                                    > 1. Wymiksować się z małżeństwa można (choć bardzo mi to określenie nie>
                                                    odpowiada). Mamy prawo do nowych związków.
                                                    Czy uwazasz ze to wymiksowanie powinno odbyc sie bezbolesnie dla
                                                    "wymiksowujacego" i z calym bolem i sprzataniem balaganu dla tych od ktorych sie
                                                    wymiksowalismy?
                                                    > 2. Dzieci zabrać nie można. Kiedyś do tego cholerstwa zmuszało w Polsce prawo>
                                                    ("przypisując" dzieci jednej ze stron). Dziećmi należy opiekować się wspólnie.>
                                                    I> o to Michszybowi chodzi.
                                                    Nie tak do konca:
                                                    michszyb 10.08.09,
                                                    Jasne opieka naprzemienna nie jest dobra. Bo dzieci mają tatusia za dużo.
                                                    Głosuję więc za opieką przyznaną tatusiowi, a mamusia będzie czasem wpadać.
                                                    michszyb 07.08.09,
                                                    Bo ona zostaje z 2 małych
                                                    dzieci. A jakie ja mam szansę na zatrzymanie dzieci. Kocham ich do granic
                                                    mozliwości i gdybym tylko miał na to szansę to chciałbym żeby zostały przy mnie.
                                                    Ale tu się dopiero podniesie wretes. Nie dość że chce odejść, zabrać dom to i
                                                    dzieci.
                                                    michszyb 06.08.09,
                                                    Wpadłem na taki pomysł, żeby pozostać samemu w domu a żonie wynająć, albo kupić
                                                    mieszkanie. Ona raczej nie będzie tym zachwycona i się nie zgodzi.

                                                    > 3. Nic nie wiem o tym, by Michszyb chciał zabrać żonie dom. Majątek należy>
                                                    podzielić po równo.

                                                    Patrz wyzej wypowiedzi michszyba na temat opieki nad dziecmi i losu domu rodzinnego:
                                                    michszyb 06.08.09,
                                                    Sprzedać dom i kupić 2 mieszkania to jest jakieś rozwiązania. Ale ja rozważam to
                                                    bardziej wygodnickie dla siebie. Nie ukrywam tego. Dlaczego mam tracić dom,
                                                    który kosztował mnie tyle wysiłku i mógłby byc w przyszłości dla dzieci w imię
                                                    jakiejś sprawiedliwości. Ona go nie utrzyma. Mnie nie stać żeby go sponsorować
                                                    dla niej przez wiele lat. Ja dałbym radę. I chciałbym tam mieszkać z dziećmi
                                                    wtedy gdy będą przypisane do mnie

                                                    michszyb 07.08.09,
                                                    Zbudowałem dom, no ok ona miała w tym swój duży udział. Dlazcego to ciągnołem?
                                                    Bo nie widziałem innego wyjścia. Myslałem że tak musi byc. No i bałem sie być sam.

                                                    Zona Michszyba probuje przetrwac: Pan Maz (michszyb) poszedl do pracy
                                                    i z zachukanego "prawiczka" (przedtem byl tylko z zona, ktory niczego nie
                                                    wiedzial i myslal ze tak musi byc) przemienil sie Kogo?
                                                    Kim jest Michszyb? zaliczajacy Swiat i romansujacy poza domem żigolak?
                                                    Bo chyba nie byl fantastycznem mezem zdradzajacym zone na prawo i lewo w
                                                    okresie kiedy zonie jest najciezej (2 ciazy i 2 pologi) i pewnie jej bedacej
                                                    najczesciej samej w domu z dzieciakami a Michszyb udajacy ze jest w pracy a tak
                                                    naprawde kto to wie.
                                                    Zmienily im sie potrzeby, rozeszly drogi! A gdzie w tym wszystkim byl Michszyb?
                                                    W ramionach pocieszycielek szukal rozwiazania problemow komunikacyjnych w swoim
                                                    malzenstwie?

                                                    Tak Zona Michszyba tez popelnila bledy: ale z jej punktu widzenia
                                                    wlazla do tego zwiazku gleboko i najprawdopodobniej w dobrej wierze:
                                                    wyszla za niego za maz, budowala z nim przyszlosc przez wiele lat,
                                                    zbudowala z nim dom i urodzila dwojke dzieci (teraz malutkich i pewnie znaczie
                                                    ograniczajacych jej mozliwosci zawodowe)....
                                                    I co teraz ona ma zrobic? Jej SWIAT sie zawali!!!!!
                                                    Michszyb mieszka z nowa Pania!
                                                    A co z planami, marzeniami, uczuciami jego zony??
                                                    Czy ONA ma w 3-6 miesiecy przekreslic przeszlosc i zrobic to bez gniewu i checi
                                                    zemsty, czucia bolu....?
                                                    Michszyb "walczy" albo chociaz krzyczy ze walczy o czas z dziecmi!
                                                    Jezeli tak bardzo zalezy mu na tych dzieciach, dlaczego od pierwszego dnia
                                                    wmiksowuje do tego wszystkiego nowa Pania?
                                                    Czy oskarzanie zony Michszyba ze ograniczanie jego kontaktow z dziecmi
                                                    (2 razy 3 godziny popoludniu i sobotnie popoludnie/wieczor)??
                                                    A jej jest co? 3 popoludnia i niedziela??
                                                    Ile czasu powinna mu dac z tak malutkimi dziecmi?
                                                    Czy powinna mu dac tak zwany otwarty dostep do domu
                                                    kiedy chce zeby mogl przychodzic (i takze sie awanturowac)
                                                    a potem Michszyb moze isc na noc do upojnych ramion kochanki?
                                                    Czy nie uwazasz ze Ona powinna miec czas dla Siebie, wymyslec "co dalej z jej
                                                    zyciem"?? Na na gruzach trgo wszystkiego zbudowac nowe zycie dla Siebie z proba
                                                    zrobienia najmiejszej krzywdy dziecom?
                                                    Dla mnie oskarzanie jej jest po prostu swinstwem!
                                                    Czy ona teraz (bo Michszybowi sie odwidziala z Nia zabawa w malzenstwo) ma sie
                                                    wyprowadzic ze wspolnego domu z jedna walizka, zostawic dzieci (Bo Michszybowi
                                                    wydaje sie ze nowa Pani bedzie nowa fantastyczna opiekunka)i matka od czasu do
                                                    czasu ma sie z nimi widziec?
                                                    I w imie czego? Czy Ona juz nie ma zadnych praw do jej sie maz chcial wymiksowac
                                                    z malzenstwa? Czy ona nie ma prawa czuc sie oszukana, wykorzystana?? Czy ona
                                                    nie ma prawa czuc gniewu, zagubienia
                                                    frustracji, przerazenia......niepenosci co jutro z Nia i z dziecmi!
                                                    Michszyb juz ma plan: ON z kochanka i dziecmi i w ich wspolnym domu...
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty w oczach krezzzz100 13.03.10, 22:38
                                                    Dobra, jeszcze ten raz odpowiem.

                                                    Ad1. Nigdzie nie pisałam o bezbelesnym odchodzeniu. Raczej odwrotnie. Ile razy
                                                    mam to powtarzać (pytanie retoryczne).

                                                    Ad2. (opieka napzremienna). Ironia. Trop *cytat z Michszyba": "Bo dzieci mają
                                                    tatusia za dużo". Chciałby być z nimi na okoliczność panującej w Najjasniejszej
                                                    prawa (że dziecko MUSI być przypisane).

                                                    Ad.3. Dom. Ta uwaga była na okoliczność kredytu. Który spłaca ON, a na który
                                                    żony nie stać. Potem od tego rozwiązania odstąpił, mimo ze kredyt NADAL spłaca,
                                                    i to ON SIĘ WYPROWADZIŁ.

                                                    Mam nadzieję, ze wyjaśniłam. Żegnam, jestem zmęczona tą rozmową.


                                                    Ad.3.
                                                  • kasiamasia Re: Michszyb - fakty w oczach krezzzz100 13.03.10, 23:16
                                                    Retorycznie i za zrozumieniem??

                                                    Najezdzasz na Zone Michszyba ze brakuje jej dystansu i kieruje sie emocjami.
                                                    A kiedy mala tego dystansu nabrac i ochlonac ze swoich emocji??

                                                    Tak kredyt jeszcze placi. A co laske robi-
                                                    to jego zoobowiazanie wobec banku.
                                                    Myslisz ze woli oddac dom bankowi
                                                    (ktory gdzies w swoim mozgu mialby ochote posiasc na wylacznosc)?
                                                    Wyprowadzil sie do nowego zycia i nie posprzatal po starym:
                                                    Czy uwazasz ze jego wyprowadzka zwalnia go z placenia kredytu?
                                                    Formalnie pomimino wyprowadzki to on placi ten kredyt z pieniedzy
                                                    "wspolnych". Dopoki sie formalnie nie rozwiodl, nie rozseparowal,
                                                    nie podzieli majatku to oni sa malzenstwem i maja wspolnosc majatkowa.
                                                    Czy ja moze cos przegapilam z punktu widzenia formalnego???

                                                    krezzzz100
                                                    <Dobra, jeszcze ten raz odpowiem.
                                                    Odpowiadasz i odpowiadasz nawet na swoje wlasne posty.
                                                    popatrz sobie jak wyglada drzewko:
                                                    jeden post kogos innego i z 2-4 twoje posty po kolei.
                                                    Wyglada prawie jakbys rozmawiala w niektorych miejscach sama ze soba i ze soba i
                                                    jeszcze raz ze soba.......

                                                    Twierdzisz takze ze jestes tylko obiektywnym obserwatorem,
                                                    a nim nie jestes (nawet jezeli tak sie Tobie wydaje).

                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > Dobra, jeszcze ten raz odpowiem.
                                                    >
                                                    > Ad1. Nigdzie nie pisałam o bezbelesnym odchodzeniu. Raczej odwrotnie. Ile razy
                                                    > mam to powtarzać (pytanie retoryczne).
                                                    >
                                                    > Ad2. (opieka napzremienna). Ironia. Trop *cytat z Michszyba": "Bo dzieci mają
                                                    > tatusia za dużo". Chciałby być z nimi na okoliczność panującej w Najjasniejsze
                                                    > j
                                                    > prawa (że dziecko MUSI być przypisane).
                                                    >
                                                    > Ad.3. Dom. Ta uwaga była na okoliczność kredytu. Który spłaca ON, a na który
                                                    > żony nie stać. Potem od tego rozwiązania odstąpił, mimo ze kredyt NADAL spłaca,
                                                    > i to ON SIĘ WYPROWADZIŁ.
                                                    >
                                                    > Mam nadzieję, ze wyjaśniłam. Żegnam, jestem zmęczona tą rozmową.
                                                    >
                                                    >
                                                    > Ad.3.
                                                  • langsam Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 16:23
                                                    Ależ ja cię z forum nie wyganiam bez względu na powody, dla których
                                                    w nim uczestniczysz.
                                                    Uważam że nadmiernie się skupiasz na świadomości odbioru tekstu.
                                                    Większości wydaje się, że czyta uważnie. A jednak tak nie jest: skąd
                                                    inaczej brałyby się błędy w prasowych tytułach? Ty też nie zawsze
                                                    uważnie czytasz, zapewniam cię. I ja z pewnością też.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 17:32
                                                    Och, to jasne, że nie zawsze czytamy uważnie. Ale chyba powinniśmy umieć
                                                    dostosować nasze sądy do tejże nieuwagi, prawdaż? To drugie jest interesujące.
                                                    Materiał na forum przebogaty. To korzystam.

                                                    Nie czuję się wyganiana z forum smile Po prostu, formuły się wyczerpują- materiał
                                                    zebrany, wnioski powoli dochodzą... No wiesz, wszystko ma swój koniec wink
                                                • airam.as Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 12:03
                                                  Krez, ale o co chodzi. Przejrzałam ostatnie watki Michszyba i jego wypowiedzi sa jednoznaczne. Nie ukrywa - ale co to zmienia?
                                                  Zona to sucz, a on chce tylo dobrze. Czy zona naprawdę taka jest jak on opisuje - nie wiemy.
                                                  Za to wiemy - że M się zachowuje za przeproszeniem jak sadysta - mało że żonę "przewrócił" (jej świat), to jeszcze bezlitośnie kopie, aż ta ducha wyzionie... No nie mozna tak!
                                                  Moim zdaniem prowokuje ją, bezmyślnie albo celowo i sadystycznie - nieważne - ale to jest parszywa manipulacja. Wiecw tym przypadku postawa jego zony jakakolwiek by była, jak dla mnie, jest całkowicie zrozumiała i usprawiedliwiona.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 13:08
                                                    Czas już mi konkludować, Airam. Jak napisałam powyżej, i jak Ty to potwierdzasz-
                                                    chodzi jednak o frakcje (opuszczonych i opuszczających). Michszyb zostawił żonę.
                                                    Można oczywiście kontrargumentować, że o nie o frakcje, ale o STYL idzie,
                                                    niemniej i na to sie kontrkotragrument: różnice w ocenie tegoż styl odsyłają nas
                                                    do...frakcji.

                                                    Moim zdaniem on jej nie prowokuje, nie jest sadystą,itd. Jej reakcja nie jest
                                                    moim zdaniem usprawieliwiona, itd. Tak naprawdę to mamy "w garści" trzy kwestie:
                                                    1. punkt wyjścia, którym jest rozstanie się Micha z zoną(nie nasza sprawa, i nie
                                                    nam to oceniac), 2. problem, z którym przyszedł (reglamentacja w kwestii widzeń
                                                    z dziećmi, którego źródłem jest żona Michszyba), i 3. ...nasze usytuowania
                                                    (których, jak widać, przekroczenie jest diabelnie trudne). Uwaga forum skupiona
                                                    jest nie na tym, co trzeba, czyli punkt 2 (bo z tym się Michszyb do forumowiczów
                                                    zwrócił, o tylko do tego nam dał prawo), tylko na 1 (do czego nam prawa nie
                                                    dał). A źródłem tego magla jest pkt.3 9czyli nasze usytuowania frakcyjne).

                                                    To ostatnie jest rzeczywistym problemem tego forum. Z którejkolwiek strony by na
                                                    to spojrzeć, fascynujące poznawczo, acz wnioskowo - dojmująco ponure zjawisko.
                                                  • airam.as Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 14:58
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    >> Tak naprawdę to mamy "w garści" trzy kwestie:
                                                    1. punkt wyjścia, którym jest rozstanie się Micha z zoną(nie nasza sprawa, i nie nam to oceniac),

                                                    To pomijam. Bo mamy sytuacje zastaną. Jakie tego były powody - że odszedł - to nieważne TU.


                                                    >>2. problem, z którym przyszedł (reglamentacja w kwestii widzeń
                                                    z dziećmi, którego źródłem jest żona Michszyba),


                                                    To tez pomijam. Bo to nie żona jest źrodełm reglamentacji. Pomijam powody - bo to nieważne TU.


                                                    >>3. ...nasze usytuowania


                                                    Nie - NASZE. Micha - usytuowanie. Z którego on nie chce zdać sobie sprawy.
                                                    Mówiłaś o konflikcie wewnętrznym. Otóż , Mich - NIE MA i nie odczuwa, jak widać, żadnego konfliktu wewnętrznego. Stąd - nie jest w stanie zrozumieć swojej żony. A nawet nie próbuje.

                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 15:30
                                                    Kiedy odczuwa- i wielokroć o tym wspominał- jako punkcie wyjścia (że jest taka
                                                    sytuacja). To jest treść pkt 1. jego pktu 1. On nie musi nam szerzej o tym
                                                    mówić. Zresztą, gdyby mówił, to by mu pewnie powiedzieli, joko i mi powiedzieli,
                                                    że "romantyzuję" lub uprawiam "pseudofilozofę" (obie figury świetne). I inne takie.
                                                    Moim zdaniem, tu w grę wchodzi pkt 3. w wydaniu forumowych, nie- Michszyba.

                                                    Żona Michszyba jest do zrozumienia- znaczy jej stan (na tyle, na ile mamy dane
                                                    ku temu). Ale jej działanie- już nie.
                                                  • airam.as Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 15:46
                                                    krezzzz100 napisała:

                                                    > Kiedy odczuwa- i wielokroć o tym wspominał- jako punkcie wyjścia (że jest taka
                                                    > sytuacja).

                                                    Z jego sposobu rozumowania i po reakcji wypowiedzi - ja tak nie wnioskuję.


                                                    > Żona Michszyba jest do zrozumienia- znaczy jej stan (na tyle, na ile mamy dane
                                                    ku temu). Ale jej działanie- już nie.

                                                    Jej działania wynikają z jej stanu. A jej stan jest pochodną zachowań Micha.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 15:55
                                                    I tu stawiam weto. Dorośli ludzie nie rozwiązują swoich stanów emocjonalnych
                                                    reglamentacją opieki nad dziećmi. Powtarzam po raz kolejny: dzieci nie są waluta
                                                    płatniczą (lub: odpłatniczą). cokolwiek by Michszyb zonie zrobił lub ona jemu.

                                                    I z tym się tu Michszyb zwrócił.
                                                  • langsam Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 16:31
                                                    O żonie Michszyba się nie będę wypowiadać, bo nie uczestniczy w
                                                    forum. Więc namawianie jej do takiego czy innego postępowania byłoby
                                                    klasycznym gadaniem do obrazu.
                                                  • ravny Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 15:03
                                                    "to nic że Ziutek wczoraj zabił ci męża, jeśli dziś cię pyta za ile sprzedasz
                                                    mieszkanie w związku z tym że cię nie stać teraz na utrzymanie tak dużego, to
                                                    powinnaś mu grzecznie odpowiedzieć na to o co pyta a nie z nerwem. grzeczniej
                                                    tam, grzeczniej!" smile))))


                                                    to jest forum, nie płatna porada prawna. nikt nie daje "praw" do wypowiedzi
                                                    od-do i ani grama więcej.



                                                  • airam.as Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 15:15
                                                    Dam bezpłatną poradę prawną.
                                                    ------------------------------------

                                                    michszyb napisał:

                                                    Pytanie jest takie. jak będzie patrzył na to sąd. No bo jeśli dzieci u mnie
                                                    nie spały, to może mi na tym nie zależy,a może one nie chcą a moze są na to za
                                                    małe, itd, itp..

                                                    Czy byłoby lepiej gdyby przed rozprawą choć raz u mnie zostały?
                                                    ----------------------------------------

                                                    1. Dzieci są na to za małe, a ojciec niedojrzały.
                                                    2. Jak zostaną u ojca choć raz - nic to nie zmieni w odbiorze sądu.
                                                    3. Vide: p.1.

                                                    Mich może kombinować dalej, byle by pamiętał, że - obróci się to przeciwko jego
                                                    dzieciom.
                                                  • langsam Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 15:59
                                                    A, i tu się wyraźnie nie zgadzamy w ocenie.
                                                    Każdy piszący na forum poddaje się ocenie czytających. Dlatego też
                                                    mnie nie dziwią komentarze na temat sposobu, w jaki Michszyb rozstał
                                                    się ze swoim poprzednim zyciem. Więc o ile twój pkt 1 faktycznie z
                                                    pewnością nie jest moją sprawą, o tyle oceniać go mogę swobodnie.
                                                    Doprawdy, nikt tu nie potrzebuje zgody Michszyba. Ani zresztą mojej,
                                                    twojej, czy czyjejkolwiek innej.
                                                    Co zaś do pkt 2, to o ile generalnie zgodziłabym się z tezą, że
                                                    kobieta porzucona przez męża nie powinna stawać okoniem w kwestii
                                                    przebywania dzieci z tatą w jego nowym domu, o tyle za całkowicie
                                                    usprawiedliwione (dobrem dzieci zresztą) uważam oczekiwania, by
                                                    dzieci miały podczas takich spotkań tatę tylko dla siebie i by nie
                                                    ogłuszać ich dodatkowo faktem, że tatuś mieszka nie dość, że poza
                                                    domem, to w dodatku z jakąś obcą kobietą.
                                                    I poniekąd tu leży sedno sprawy. Primo dlatego, że dotychczas nie
                                                    zauważyłam u Michszyba cienia empatii dla postawy niemal byłej żony
                                                    i zrozumienia jej argumentów. Secundo zaś dlatego, że kiedy piszący
                                                    doradzają Michszybowi bez świadomości faktów doradzają mu
                                                    niekoniecznie sensownie. Również dlatego, że sąd może inaczej
                                                    potraktować tatusia walczącego o kontakty z dziećmi, niż tatusia
                                                    walczącego o kontakty dzieci z kochanką.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 16:03
                                                    No i nie masz racji, albowiem dla sądu to, czy któraś ze stron jest w nowym
                                                    związku nie ma znaczenia.
                                                    Gdyby było inaczej, po wstąpieniu którejś ze stron w nowy związek sad musiałby
                                                    sprawę rozpatrywać od nowa. A nie rozpatruje.
                                                  • langsam Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 16:18
                                                    Fakt, że Michszyb zdradził żonę nie ma wpływu na to, że dzieci
                                                    potrzebują kontaktu z ojcem, jasne.
                                                    Ale fakt, że Michszyb dąży z kopa do wprowadzania w zycie dzieci
                                                    kochanki w pełnym zakresie (wspólne mieszkanie, wspólny wyjazd) sąd
                                                    może ocenić inaczej niż ty. Jeżeli sąd uzna takie zachowanie za
                                                    niekorzystne dla dzieci, może na przykład żałośnie okroić czas
                                                    Michszyba z dziećmi lub narzucić formę spotkań: tylko w domu matki,
                                                    tylko bez osób trzecich itd.
                                                  • krezzzz100 Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 17:26
                                                    Nie sądzę, żeby sąd czynił nowy związek podstaw do ogranczenia kontaktów. Mnie
                                                    nie uczynił w zadnym razie. A wiedział. Znaczy- sąd wiedział.
                                                  • morekac Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 20:04
                                                    Ogólnie dyskusja przypomina biadolenie nad rozlanym mlekiem... Bo
                                                    fakty są (chyba) takie: gość mieszka z nową panią i dzieci ją już
                                                    znają... Nie odstrzeli jej przecież teraz, nie wystawi za drzwi, a
                                                    chociaż jest denerwujący jak rzadko (specjalnie się żonie nie
                                                    dziwię, że tak reaguje na jego widokwink) - nie pozbawia go to prawa
                                                    do widywania dzieci czy zabierania ich na wakacje czy na noc.
                                          • malamana Re: Michszyb - fakty 13.03.10, 15:56
                                            Ha, mój żonaty kochanek do mnie mówił jak bardzo mnie kocha, a naprawdę szukał
                                            seksu i rozrywki od nudy w domu, opowiadał tylko część prawdy o sobie,
                                            opowiedział o poprzedniej kobiecie, która go wykorzystała finansowo i
                                            porzuciła... okazało się, że była to poprzednia kochanka i tak było, tylko, że
                                            ani słowem nie wspomniał, że cały czas ma rodzinę... Na podstawie tego co mówił
                                            pozwolił bym zbudowała sobie zupełnie fałszywy jego obraz, jako człowieka
                                            skrzywdzonego przez kobiety, a mimo to starającego się żyć z nimi w zgodzie,
                                            wybaczającego, niewinnego, o dobrym charakterze...Bawiło go to i lubił to
                                            poczucie, że mną kieruje. Bo sączył mi do uszu tylko to, co stawiało go w moich
                                            oczach na dobrej pozycji. Wiedział, że z żonatym bym się nie zadawała, a
                                            zachciało mu się seksu i szczerych uczuć ode mnie więc manipulował prawdą tak,
                                            by jak najdłużej mnie zatrzymać. Gdy się prawda wydała, zrzucił winę na mnie ,
                                            że nie zapytałam...
                                            Jeśli facet mówi, że szuka kogoś na stałe bo chciałby kochać i stworzyć dobry
                                            związek, że jest samotny, rzuciła go kobieta.... To miałam pytać "a żony aby
                                            nie masz?" ? Z jego słów wynikało jasno, ze jest sam. Zona i dzieci w domu to
                                            widać nie żaden związek o którym trzeba by wspominać...
                                            Tym co zrobił wyrządził mi wiele zła. Powiem tylko tyle, że "przed nim" czułam
                                            się na 20 lat, młoda, radosna, wiosenna. A "po nim" , po ponad roku czasu z nim
                                            i wylaniu się wszystkich perfidnych manipulacji, czuję się starą 50letnią babą.
                                            Otworzył przede mną puszkę pandory wszelkich brudów związku, syfu swojego
                                            małżeństwa i syfu w jaki wpadłam wierząc mu na słowa. Obrzydliwość. Obrzydliwie,
                                            że tacy ludzie są i zatruwają życie tych których spotkaja na swojej drodze. Jak
                                            zaraza.
                                  • zmeczona100 Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 11.03.10, 22:28
                                    > Czy kochanka może wychowywać dzieci swojego partnera i dlaczego koorwa
                                    nie, tak
                                    > mi dopomóż Bóg.

                                    Bo to rodzice są od wychowania swoich dzieci.
                                    • krezzzz100 Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 11.03.10, 23:33
                                      No co Ty nie powiesz, Zmęczona...
                                      My wychowujemy moje dzieci we trójkę.

                                      I ja też byłam wychowywana przez troje osób: ojca, mamę i jej męża. I moje
                                      dzieci miały TRZECH dziadków. A najlepsze jest to, że nie interesowało ich to,
                                      który z nich jest rodzonym, a który przyszywanym.
                                      • zmeczona100 Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 12.03.10, 10:27
                                        A my we trójkę śpimy, zabijamy, uprawiamy seks.
                                        • kasiapfk Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 12.03.10, 11:53
                                          Ale wszyscy już dorośli? wink
                                        • michszyb Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 12.03.10, 13:10
                                          Wow to brzmi jak Larry Flynt.
                                          • aneta-skarpeta Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 12.03.10, 13:32
                                            mi sie bardziej skojarzyło z Thelmą i Luisewink
                                      • kasiapfk Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 12.03.10, 11:52
                                        Przeprą PAństwa, ale się nie powstrzymam smile

                                        Jak moje dziecię nie ma argumentu to zawsze mówi: bo ja tak mam!

                                        hihihi, niezmiernie mnie śmieszy takie podejście. Jak ja tak mam to
                                        to jest normalne hhihihihi
                                        tylko nie dla wszystkich.

                                        Dla mnie wychowywanie dzieci przez 3 "rodziców" jest patologią. Czym
                                        innym jest jednak życie w rodzinie a czym innym wyxhowywanie przez
                                        obcego człowieka. W najbliższym otoczeniu: córę wychowują mama i
                                        dochodzący tata. PArtner mamy nie wtrąca się, bawi z mała, ale
                                        jedyne i decydujące zdanie mają rodzice. I dziecko wie, że to nie
                                        tata jest, tylko A. Co nie przeszkadza jej być miłą dziewczynką dla
                                        partnera mamy. Do czasu, ja k pokazuje historia. W wieku nastoletnim
                                        róóóżnie moze być. I tego na ogół nowi partnerzy rodziców (zwłąszcza
                                        gdy nie mają jeszcze własnych dzieci) nie biorą pod uwagę.
                                        smile
                                        Bywa różnie, jak to u ludzi smile
                                        • aneta-skarpeta Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 12.03.10, 12:34
                                          no to powiem jak jest u mnie

                                          ojciec sam z siebie postawił sie w roli "tatus-wujek", czyli nie
                                          rozpieszcza dziecka wizytami, a tymbardziej kontaktami telefonicznymi


                                          syn ma sredni kontakt z ojcem- jakies 2 lata temu miał super, choc
                                          to nadal była pozycja "wujka"

                                          nie interesuje sie szkoła, rpzedszkolem, chorobami, obowiązkami-
                                          wpadnie pobawic sie, pograc na playstation itd

                                          4 lata temu pojawił sie facet w moim zyciu- juz po rozwodzie

                                          po jakims roku spotykania poznał syna. dosc szybko nasze relacje sie
                                          zaciesniły. on bardzo dojrzale podszedł do tematu mojego syna, ze
                                          zrozumieniem itd

                                          jak juz zamieszkalismy razem to wiadomo było, że nie może
                                          byc "przydupasem mamusi". Sam wychowywał sie w domu, gdzie drugi mąż
                                          jego mamy (a jego ojciec) nie miał nic do gadania w sprawie starszej
                                          córki ( ktora nie byla jego córką). Dawał na jej utrzymanie i było
                                          jak w normalnej rodzinie, ale wszystkie baby dookoła wiedziały
                                          najlepie co i jak trzeba robic w sprawach córki- on nie miał nic do
                                          gadania- bo przeciez to nie ojciec. A kochał jak własne

                                          po takich doświadczeniach moj partner powiedział- chce zebysmy byli
                                          razem na powaznie, ale zeby nam sie dobrze zyło to musze miec tez
                                          jakąs funkcje rodzicielską w tej rodzinie bo tez bede go wychowywał

                                          syn nie mowi do niego "tato", choc do kolegów tak mówi " musze taty
                                          spytac itd"

                                          wypracował sobie relacje przyjacieloopiekuna

                                          sama kłade duzy nacisk, zeby moj partner miał prawo głosu w sprawach
                                          syna- bo realnie go wychowuje, zajmuje sie nim

                                          sama tez podkreslam w rozmowach z synem, ze to co powie D. jest
                                          wiążące i jakby co to niech nie lata do mnie ugadywac mnie ( bo może
                                          ja zmiekne) tylko negocjowac musi z nim

                                          trzymamy wspólny front i nie do pomyslenia jest zeby zaistniała
                                          sytaucja, ze on karze synowi cos zrobic, a ja mówie- przestac, to
                                          moje dziecko i nie bedzie tego robił

                                          ale też widze, ze nie robi krzywdy synowi i bardzo go kocha

                                          synowi bardzo zaciesniła sie relacja z moim partnerem jak poszedł do
                                          szkoły- czyli poł roku temu

                                          zaczał rozumieć, że jego tata nie jest w porządku, skoro zapomina o
                                          nim na parę miesiecy,a potem zgrywa super tatusia. wtedy tez, zeby
                                          sobie to jakos uporzadkowac w swojej głowie i wobec kolegów zaczął
                                          mianować D. tatą

                                          a ze mamy najblizszych przyjaciół z adoptowanymi dziećmi, które
                                          wiedzą, że są adoptowane to w prosty sposób sobie przełozył to na
                                          nasza sytuację, że D. to taki przyszywany tata

                                          ale wszystko wypłyneło w trakcie i troche samoistnie i ( tu pokłony
                                          wobec D.) dzieki dojrzałemu podejściu D. do sprawy, który niczego
                                          nie oczekiwał od syna
                                          • ravny Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 12.03.10, 12:52
                                            > synowi bardzo zaciesniła sie relacja z moim partnerem jak poszedł do
                                            > szkoły- czyli poł roku temu
                                            >
                                            > zaczał rozumieć, że jego tata nie jest w porządku, skoro zapomina o
                                            > nim na parę miesiecy,a potem zgrywa super tatusia. wtedy tez, zeby
                                            > sobie to jakos uporzadkowac w swojej głowie i wobec kolegów zaczął
                                            > mianować D. tatą


                                            I tu jest sedno, Tak się dzieje gdy któryś rodzic olewa dziecko.
                                            jesli rodzic nie spełnia się w swojej funkcji wobec dziecka to dziecko tych
                                            relacji jakie wiązać powinny z tym rodzicem szuka i lokuje w nowym partnerze
                                            drugiego rodzica. Gdy rodzic jest obecny często w życiu dziecka i angażujący
                                            się w jego problemy, to dziecko nie musi szukać sobie innych ojców lub matek.
                                            Nowi partnerzy biorą udział w wychowywaniu z racji wspólnego mieszkania, ale
                                            jasno jest określone kto jest ojcem, matką i kto najistotniejsze decyzje
                                            odnośnie dziecka ma podejmować.
                                            • kasiapfk Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 12.03.10, 14:34
                                              Aneta, ale u Ciebie to jest ZASTĘPCZY tata, bo biologiczny nie pełni
                                              funkcji ojca. To jest zupełnie inna historia.
                                              Co do adoptowanych dzieci -mam sama smile jedno (środkowe) i doskonale
                                              wiem, że różnicy między biol i ado nie ma smile.
                                        • krezzzz100 Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 13.03.10, 09:37
                                          No ładnie, patologią.....

                                          Zapewne wiele zależy to od konkretu sytuacyjnego, ale żeby wszystko, co odstaje
                                          od kasinego konkretu nazywać patologią...))))No no...

                                          Załamię Cię pewnie, Kasiu. U nas normalność polega na tym, że w procesie
                                          wychowawczym uczestniczą wszyscy dorośli z racji nie tylko zamieszkiwania
                                          wspólnego, czy widywania się, ale (uważaj) RODZAJU NAWIĄZANEJ RELACJI. Moje
                                          dzieci mówią: mamy trzech rodziców (wiem, wiem, niegramotnie))). Oczywiście,
                                          tylko do rodzonego ojca mówią "tato". Niemniej: POZWALAJĄ się wychowywywać przez
                                          wszystkich zainteresowanych. Powiedziałabym więcej: napraszają się.

                                          Co do Twoich ponurych wieszczeń proroczych: otóż ja też doskonale rozróżniałam
                                          miedzy moim rodzonym ojcem a mężem mojej mamy, a jednak nie przeszkadzało mi to
                                          w przyjaźni z "OBU TATAMI". I pozwoliłam się wychowywać "OBU TATOM".

                                          Nie, żebym uważała te model za obowiązujący. Jednakże jest on MOŻLIWY, Czego
                                          wszystkim życzę, jak już osiągną wspomniana przez Kasię DOJRZAŁOŚĆ. Oczekiwanie,
                                          żeby było "gorzej niż lepiej", czyli żeby z przyszywani członkami rodziny było
                                          "na dystans" jest wyrazem dyszenia zemstą, a to droga do piekła.
                                          • zabelina Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 13.03.10, 15:36
                                            A może dla jasności trzeba by rozdzielić kwestie wychowywania dzieci od
                                            decydowania w ich sprawach. Dla mnie wychowuje (czy tez działa wychowawczo)
                                            zarówno nauczyciel w szkole, trener siatkówki, w która dziecię gra, sąsiadka,
                                            która zwróci dziecku uwagę na jakieś "aspołeczne" zachowanie. Wychowawczo może
                                            zadziałać starszy kolega, każda inna "ciocia-klocia" czy kochanka(ek)
                                            współmałżonka(i). DECYDUJĄ w ważnych sprawach dziecka tylko rodzice.
                                            • krezzzz100 Re: No tu sie nie da pisać żeby człowieka nie wyc 13.03.10, 15:43
                                              A to jasne- rodzice mają ostatnie słowo (co do decyzji). Ino że pozostają w
                                              "porozumieniu" ze swoimi partnerami i z nimi konsultują swe decyzje. I nie ma co
                                              udawać, że jest inaczej.

                                              Pozór rzeczy- to jest fascynujące...
                      • morekac Re: Taka wizja. 10.03.10, 11:56
                        To nie są żadne argumenty - moim zdaniem również dla sądu nie
                        powinny być specjalnie istotne. Byłabym w stanie zrozumiec, gdyby
                        twierdziła, że boi się, że nie będą spali/jedli/odpowiednio się
                        zachowywali po pobycie u ciebie i to ona będzie miała z nimi
                        problem. Wtedy jest punkt do zaczepienia w dyskusji i można ustalić
                        zasady 'do przestrzegania', wiek, od kiedy będzie dawała ich na
                        nocowanie (bo może uważa, że jeszcze są za mali/ty się nimi
                        odpowiednio nie zajmiesz, a oni o siebie nie zadbają) itp.
                        Da się zaproponować, żebyś wziął chłopców wyjątkowo na jedną, jedyną
                        noc - na próbę?
                        Jeśli chodzi o sąd - to jego zadniem chłopcy mogą być po prostu za
                        mali (zwłaszcza młodszy) na nocowanie poza domem, niemniej - bez
                        przesady... Trzylatki są nader często wysyłane z dziadkami na
                        wakacje itp - i nikt nie doznaje straszliwych szkód w psychice.
                        Czy dzieci przed wyprowadzką z domu zostawały czasem pod twoją
                        wyłączną opieką na noc?
                        • lampka_witoszowska Re: Taka wizja. 10.03.10, 12:28
                          własciwe pytanie powinno brzmieć: czy dzieci spędzają noce bez mamy
                          w jakimkolwiek innym miejscu niż swój dom?
                        • michszyb Re: Taka wizja. 10.03.10, 12:32
                          > Da się zaproponować, żebyś wziął chłopców wyjątkowo na jedną, jedyną
                          > noc - na próbę?

                          Nie da się. Na próbę to mogę ich co najwyżej nie oddać na noc. Ale na bank
                          skończy sie to awanturą, Policją, a karą w postaci przeprowadzki do mamusi.

                          > Czy dzieci przed wyprowadzką z domu zostawały czasem pod twoją
                          > wyłączną opieką na noc?

                          Na ca nic, ale regularnie jak ona pracowała/pracuje do 21 dawałem kolację,
                          kąpałem i usypiałem. I nadal to robię raz w tygodniu u niej a chłopaki
                          uwielbiają jak ich usypiam.
                • morekac Re: Taka wizja. 10.03.10, 06:59
                  4 lata? Znacznie bardziej prawdopodobne jest to, że mieszkanie
                  będzie obciążone hipoteką (i faktycznym właścielem będzie bank) i że
                  spadkodawca zejdzie bez testamentu, bo młody jeszcze.
                  O ile zdąży się rozwieść do tego czasu...
                  Potem poczytaj sobie o dziedziczeniu, dziedziczeniu ustawowym,
                  zachowkach itp...
                  Taka akademicka dyskusja się z tego zrobiła.
                  • michszyb Re: Taka wizja. 10.03.10, 10:51
                    gdybym teraz zmarł to kredyt na dom sie automatycznie spłaca (ubezpieczenie).
                    Ponad pół bańki.
                    Zawsze uważałem się za wartościowego człowieka smile


                    No muszę się nad tym zastanowić smile)
                    • morekac Re: Taka wizja. 10.03.10, 11:30
                      Cóż, rozsądne - ale czy masz realną szansę kupic jeszcze jeden
                      dom/mieszkanie (bo o tym gdybano) w ciagu lat 4, kiedy to
                      przeniesiesz się ewentualnie na lepszy ze światów?
                      Z tym ubepieczeniem trzeba uważać - ostatnio zdarzały się przypadki,
                      że pomimo to spadkobiercy są wzywani do spłaty zadłużenia...
                      • michszyb Re: Taka wizja. 10.03.10, 12:03
                        Co do ubezpieczenia to faktycznie czytałem o tym i to już jest koorestwo, trupa
                        za przeproszeniem w d.. walić. A właściwie zazwyczaj spadkobierców, którzy
                        często nie mają dochodów na dlaszą obsługę kredytu, no bo to ten ubezpieczony
                        był ich głównym płatnikiem.

                        Nie pamiętam szczegółów, ale słyszałem że uokik się za to zabrał/zabierze.

                        A czy mam szansę kupić mieszkanie/dom to zależy od kilku czynników i na razie
                        nie wiem.


                • morekac Re: Taka wizja. 10.03.10, 07:07
                  Jeśli Michszyb zemrze za 4 lata, to - wybacz - bardziej prawdopodobne są inne opcje:
                  - jeśli kupi mieszkanie - będzie ono obarczone potężną hipoteką. Na razie
                  mieszkanie kupione z eksżoną jest niespłacone i sprawy majątkowe nieuregulowane.
                  - nie zostawi testamentu wcale
                  Na razie faceta uśmiercił
                  • nowel1 Re: Taka wizja. 10.03.10, 09:01
                    Dyskutujesz zupełnie o czym innym, niż Kas zapytala.
                    Ona zapytała : Czy matka, która w swojej złości/poczuciu zranienia
                    utrudnia ojcu kontakt z dziećmi, akceptuje fakt, że to może skutkować w
                    przyszłości brakiem spadku po ojcu.
                    • bramstenga Re: Taka wizja. 10.03.10, 12:18
                      Czy matka, która w swojej złości/poczuciu zranienia
                      > utrudnia ojcu kontakt z dziećmi, akceptuje fakt, że to może skutkować w
                      > przyszłości brakiem spadku po ojcu.

                      Dyskusja jest czysto akademicka, ponieważ dzieci z mocy przepisów są uprawnione
                      do zachowku. Niezależnie od postawy matki.
                      ~bramstenga
                      • nowel1 Re: Taka wizja. 10.03.10, 12:59
                        Oczywiście że tak. Od początku i z założenia była akademicka.
                        A "zachowek" to 1/2 należnego spadku.
                        • to.ja.kas Dzieki Nowel 10.03.10, 13:16
                          Czyli DA się zrozumiec.
                          To się KONSEKWENCJA nazywa.
                          Oytam o konsekwencje. Czy mama która uważa że dom ojca nie jest
                          domem ojca ich dzieci KONSEKWETNIE bedzie tak uważać w przypadku
                          spadku?
                          • bramstenga Re: Dzieki Nowel 10.03.10, 13:31
                            Czy mama która uważa że dom ojca nie jest
                            > domem ojca ich dzieci KONSEKWETNIE bedzie tak uważać w przypadku
                            > spadku?

                            Ale przecież to nie była żona, ale dzieci dziedziczą. Nie wiem zatem, o jakiej
                            konsekwencji może być mowa. To są rzeczy rozdzielne: z jednej strony matka
                            uniemożliwiająca widzenia z ojcem, z drugiej - dzieci uprawnione do spadku.
                            ~bramstenga
                            • michszyb Re: Dzieki Nowel 10.03.10, 13:43
                              Ja mam taką prośbę.

                              Bo jakoś tak na moim wątku toczy się ta dyskusja o dziedziczeniu i właściwie to
                              już dawno odeszła od pierwotnego pytania.

                              Nie chciałbym żeby ktoś napisał póżniej że michszyb tyo nie chce żeby jego
                              synowie po nim dziedziczyli. Bo czytałem już że np nakłaniam dzieci zeby mówiły
                              do kochanki per mama, i inne takie. A efekt jest taki ze taka jedna koleżanka
                              żony śledzi te wpisy i potem po przyjacielsku donosi takie kwiatki i ja mam
                              extra prze-ebane.

                              Więc żeby było jasne.
                              Wszystkei moje obecne i przyszłe dzieci będą po mnie po równo dziedziczyć.
                              Chyba ze jakaś czarna owca się ojca wyprze po trzykroc albo wyda kase na drugi.
                              Już teraz choć z kasą nie jest mi lekko zacząłem tworzyć fundusze na poczet
                              przyszłości pociech mych.
                              • to.ja.kas Re: Dzieki Nowel 10.03.10, 13:58
                                Michszyb..zamieńmy twój login na moj...moge robic za faceta.
                                Ja Ci serdecznie chłopie wspólczuję. SERIO.
                                To już obsesja. Bycie sledzonym przez koleżanki zony.

                                Więc DROGA KOLEZANKO ZONY...
                                to pytanie było z mojej strony CZYSTYM teoretyzowaniem. Nie znam
                                Michszyba i nie podejrzewam go o chec wydziedziczenia swoich synów.
                                To mój może niezbyt szczęsliwy pomysł by bohatera mojej historyjki
                                nazwac Michszybem i bardzo prosze bys zechciała w miejsce gdzie
                                wstawiłam nick męza twojej kolezanki wtawić np XYZ lub ABC, lub Jan
                                Kowalski (nie mam żadnego konkretnego na mysli).

                                Jak widac Panie tu piszące i tak nie widzą pytania. Czy jako matki
                                małoletnich dzieci których nie chciałyby puszczac do domów ojca bo
                                to nie ich dom wyciagnęłyby ręce w imieniu swoich dzieci po ten NIE
                                ICH DOM gdyby ojcu sie zeszło?
                                Widac pytanie zbyt trudne. Albo obnażające.
                                Co? Może hipokryzje? Że kasa sie należy jak psu zupa a czas ojca i
                                miłośc ojca juz niekoniecznie az tak bardzo.

                                Także koleżanko żony Michszyba, przekonaj swoją przyjaciólkę, że mój
                                post nie miał nic wspólnego z zamierzeniami naszego forumowego
                                znajomego (znajomego tylko z forum ofkors).

                                Śpiesze tez donieśc, że nie jestem partnerka Michszyba która stara
                                sie o spadek po nim , nie mam w planach uwiedzenia go, ani nawet
                                zaproszenia na piwo.
                                Możecie spac spokojnie.

                                Z poważaniem
                                Kaś

                                Hahahahahaahah....sorry Michszyb, nie mogłam sie opanowac big_grin
                                • bramstenga Re: Dzieki Nowel 10.03.10, 14:09
                                  Czy jako matki
                                  > małoletnich dzieci których nie chciałyby puszczac do domów ojca bo
                                  > to nie ich dom wyciagnęłyby ręce w imieniu swoich dzieci po ten NIE
                                  > ICH DOM gdyby ojcu sie zeszło?
                                  > Widac pytanie zbyt trudne. Albo obnażające.

                                  Może lepiej zamiast snuć podobne wizje, zorientuj się, jakie matka ma w tym
                                  względzie możliwości prawne. I czy w ogóle może zrzec się zachowku, który
                                  przecież przysługuje nie jej, ale dziecku. (Bo jak rozumiem, to według Ciebie
                                  byłaby konsekwencja).
                                  ~bramstenga
                                  • michszyb Re: Dzieki Nowel 10.03.10, 14:22
                                    Zachowek nie należy się z automatu. Trzeba o niego wystąpić na drodze sądowej.
                                    Więc jeśli się tego nie uczyni to w sumie się go zrzeka.
                                    • bramstenga Re: Dzieki Nowel 10.03.10, 14:39
                                      Rodzic nie ma pełnej władzy w rozporządzaniu majątkiem dziecka. Nadzoruje to sąd
                                      i nie sądzę, by pozwolił matce tak po prostu zrzec się zachowku.
                                      ~bramstenga
                                      • michszyb Re: Dzieki Nowel 10.03.10, 14:50
                                        Nie jestem prawnikeim i nie wiem jaka jest praktyka ale wątpie żeby sąd dbał o
                                        interesy tak sam z siebie spadkobierców.

                                        No bo spadkami nie zajmują się sądy rodzinne i opiekuńcze.
                                        • bramstenga Re: Dzieki Nowel 10.03.10, 14:57
                                          Owszem, w przypadku dzieci się zajmują. Władza rodzica nad dzieckiem nie jest
                                          nieograniczona. Dotyczy to także jego majątku. Wiele dzieci to osoby bardzo
                                          zamożne (w wyniku choćby otrzymania spadku czy darowizny), z WŁASNYM majątkiem,
                                          którym rodzice nie mogą zarządzać w sposób absolutnie dowolny.
                                          ~bramstenga
                                  • airam.as Re: Dzieki Nowel 10.03.10, 15:08
                                    bramstenga napisała:
                                    I czy w ogóle może zrzec się zachowku, który
                                    > przecież przysługuje nie jej, ale dziecku.


                                    Zrzec się można spadku, a nie zachowku. Prawo do zachowku to prawo do ROSZCZEŃ, czyli aby go otrzymać, trzeba o niego najpierw się postarać. czyt: wystąpić z roszczeniem. Może to zrobić dziecko (dorosłe), może to zrobić matka dziecka - jako opiekun prawny. Może być tak - że nikt, ani dziecko uprawnione do zachowku, ani matka w imieniu dziecka - nie wystąpią o zachowek. W odróżnieniu od spadku - gdzie dziecko musi się określić: przyjmuje - albo nie.
                                    Dylemat, rozumiem, był taki: że matka to cwaniara, że dziecka ojcu nie daje, ale jakby ten ojciec zszedł, to zapewne rączki po zachowek dla dziecka (w imieniu swojego dziecka) - wystąpi.
                                    Bywa i tak. Jeśli ojciec cwaniaczek pozbawia żonę i dziecko dotychczasowego dorobku i zostawia ich, po czym na starym dorobku buduje swoje nowe szczęście. Po czym schodzi - wydziedziczając dziecko z pierwszego małżeństwa. Nie widzę powodu, aby matka - w tej sytuacji - miała nie skorzystać z prawa do zachowku swojego dziecka. A wręcz byłby to jej rodzicielski obowiązek wobec dziecka, w tym przypadku.
                                • michszyb Re: Dzieki Nowel 10.03.10, 14:20
                                  Śpiesze tez donieśc, że nie jestem partnerka Michszyba która stara
                                  sie o spadek po nim , nie mam w planach uwiedzenia go, ani nawet
                                  zaproszenia na piwo.


                                  Jak na piwo to ja się zgadzam bo już dawno na piwie nie bylem smile)
          • tully.makker Re: Taka wizja. 10.03.10, 10:35
            dziedziczenie po ojcu nalezy sie wszystkim dzieciom jak psu zupa,
            niezaleznie od tego, czy u niego bywaly, czy tez nie. Ojciec moze
            pisac 1500 testamentow, wystawiajac przy okazji swiadectwo swoich
            uczuc ojcowskich, ale dzieciom i tak nalezy sie zachowek.

            Dura lex, sed lex.
            • to.ja.kas Re: Taka wizja. 10.03.10, 13:21
              Aaaaaaa czyli dzieciom nalezy się kasa....jak psu zupa.
              czaję.
              Kontakt z ojcem juz nie.
              Teraz dla mnie to jest jasne big_grin
          • michszyb Re: Taka wizja. 10.03.10, 10:43
            Zapewniam że gdybym miał jeszce siedemnaście żon i czterdzieścioro pięcioro
            dzieci to o żadnym w testamencie nie zapomne choć spadek podzielony na taką
            ilość będzie symboliczny smile

            Poza tym istniej takie coś jak zachowek: (by wiki)

            Zachowek - forma ochrony interesów osób najbliższych spadkodawcy, którym
            przysługuje roszczenie względem spadkobierców powołanych do dziedziczenia o
            zapłatę określonej sumy pieniężnej zwanej zachowkiem. Obowiązek ten powstaje w
            chwili śmierci spadkodawcy i należy do długów spadkowych. Ratio legis polega tu
            na wyjściu z założenia, że każdy człowiek w razie śmierci ma moralny obowiązek
            pozostawienia choćby części majątku swym najbliższym, a może się zdarzyć, że
            spadkodawca sporządzając testament pominie takie osoby. Zachowek zabezpiecza
            interesy osób najbliższych pominiętych przez spadkodawcę w testamencie.
    • pan-kowalski Re: kontakty z dziećmi a sąd 09.03.10, 22:53
      Z tym zbieraniem dowodów to nie ma co szarżować, bo wyjdzie na to,
      że Ty za wszelką cenę chcesz "udowodnić" mailami, listami poleconymi
      do żony, policyjnymi notatkami.
      Nie rozgrywaj tego w ten sposób, bo wyjdziesz przed sądem na
      człowieka konfliktowego, natarczywego, roszczeniowego.
      Tymczasem Twoje racje są tu oczywiste i nie wymagają "haków"
      na żonę. Ostatecznie ważniejsza będzie opinia kuratora w aktach
      (powinien Cię takowy na polecenie sądu odwiedzić), ważna będzie
      opinia RODK, przyda się świadek, który potwierdzi że zajmowałeś się
      dziećmi, gdyby żona temu zaprzeczała.
      Być może warto przemyśleć czy o noclegi nie starać się dopiero
      w końcowym wyroku, a na razie - ze względu na kategoryczny
      sprzeciw matki - na początkowym etapie wnioskować o wydanie przez
      sąd orzeczenia zabezpieczającego kontakty na czas sprawy bez
      noclegów.
      • peoplecanfly Re: kontakty z dziećmi a sąd 10.03.10, 10:25
        Oczywiście że nie należy szarżować, ale dowody mogą się przydać. To, że będzie
        Michszyb miał maile, SMS'y i nagrane rozmowy, z których wynika, że w sposób
        spokojny i wyważony oczekuje tego co jego dzieciom i jemu prawnie przysługuje to
        tylko podziała na plus. Jeśli tego zabraknie to jego żona zawsze może
        zmanipulowac biegłych, ze jej mąż nie zabiega o uczestnictwo w życiu i
        wychowaniu dzieci. Dowody zawsze się przydają. A już na pewno świadkowie takich
        zdarzeń. Najlepiej gdy będą niespokrewnieni z Michem. Wtedy jest na dobrym plusie.

        Oczywiście ocena z RODK o relacji dzieci z ojcem jest najważniejsza w tym temacie.
        • pan-kowalski Re: kontakty z dziećmi a sąd 10.03.10, 11:40
          Ja uważam, że posłużenie się w sądzie nagraniami z rozmów, wyciągami sms,
          fragmentami korespondencji z żoną niekoniecznie przysłuży się sprawie, a na
          pewno podgrzeje konflikt i wystawi nienajlepsze świadectwo o klasie faceta.
          Umówmy się, że i tak nie pomaga mu fakt, że to on odszedł, chociaż ten stan
          rzeczy niby nie powinien mieć znaczenia na rozstrzygnięcia w kwestii władzy
          rodzicielskiej i kontaktów. Żona z pewnością będzie na każdym kroku
          podnosić, że mąż odszedł nie bacząc na uczucia dzieci, że są one jeszcze
          małe, że nie godzi się ona na dodatkowe naruszanie ich poczucia
          bezpieczeństwa poprzez zabieranie ich na dłużej i wprowadzanie w ich świat
          kolejnych partnerek męża itd. itp., - sama pewnie nie będzie ukrywała
          swojej niechęci do kontaktów dzieci z ojcem w szerszym wymiarze i poza ich
          miejscem zamieszkania.
          • sonia_30 Re: kontakty z dziećmi a sąd 10.03.10, 12:16
            Niekoniecznie musi te dowody na stół wyłożyć. Zrobi to wówczas gdy
            żona będzie twierdziła iż wcześniej o kontakt z dziećmi nie
            zabiegał.
            • peoplecanfly Re: kontakty z dziećmi a sąd 10.03.10, 13:01
              Dokładnie! Przezorny zawsze ubezpieczony smile
    • tully.makker Chcialam sie z wami podzielic swoim doswiadczeniem 10.03.10, 12:32
      Jestem w 2 zwiazku z czlowiekiem, ktory jest swietnym ojcem. Dlatego
      zreszta go wybralam na partnera. Rozum mowi mi, ze on sie swietnie
      zajmie naszym maluchem, widze tego przyklady na codzien.
      A mimo tego zajelo mi 3 lata przepracowanie mysli, ze mlody moglby
      pojechac z tata np do dziadkow - beze mnie.
      Wszystko we mnie sie rozrywalo na mysl o takiej mozliwosci,
      niezaleznie od rozumowych argumentow.
      Jest kilka badan potwierdzajcych zwiekszona smiertelnosc dzieci,
      zwlaszcza w dawnych czasach, ktore byly wychowywane przez ojca i
      macoche.

      To, co kaze zonie michszyba bronic dzieci przed ojcem, to
      atawistyczny instynkt, ktory kiedys ratowal dzieciom zycie. dzieci
      matek, ktore nie mialy takiego instynktu, nie doczekaly przekazania
      swoich genow.

      Ja nie mowie, ze mamy isc za instynktem. Ja tylko mowie, zeby
      zrozumiec. Bo kiedy sie zrozumie przyczyny, to mozna nad nimi
      pracowac.

      Tak jak ja pracuje i ostatnio Wscieklak pojechal z tata na weekend
      do dziadkow.
      • krezzzz100 Re: Chcialam sie z wami podzielic swoim doswiadcz 10.03.10, 12:42
        Dzięki za normalny głos, Tully (przywracasz mi nadzieję smile

        Zapewne to jeden z atawizmów, i nie jestem skłonna go lekceważyć. Skłonnam
        jednak założyć, że istnieją także inne atawizmy: że dla matek dzieci są
        INTERESEM (ustalają jej status: na starość, pozycji we wspólnocie, itp.) Kto
        wie, które interesy są silniejsze. Pewnie wszystkie są silne, ino jedne
        silniejsze...wink

        Czytałam gdzieś, że największa grupa krzywdzicieli rekrutuje się spośród
        najbliższej rodziny. Do rodziny zalicza się nie tylko ojca, wujków i kuzynów,
        ale także MATKĘ.

        Mnie się wydaje że to, o czym dyskutujemy ma wiele wspólnego z tzw. "małpią
        miłością"- we mnie akurat budzącą autentyczny wstręt. I wydaje mi się, że mój
        wstręt jest atawistyczny. Poważnie.



      • michszyb Re: Chcialam sie z wami podzielic swoim doswiadcz 10.03.10, 13:04
        > Jest kilka badan potwierdzajcych zwiekszona smiertelnosc dzieci,
        > zwlaszcza w dawnych czasach, ktore byly wychowywane przez ojca i
        > macoche.


        Wiesz, co nie obraź się, ale takiej głupoty już dawno nie czytałem. Może te
        badania to z XIX wieku?
        No bo wymień mi jakieś czynniki mogące zwiększyć śmiertelność? Koklusz, suchoty,
        niedożywienie, wpadnięcie pod bryczke?
        • nowel1 Re: Chcialam sie z wami podzielic swoim doswiadcz 10.03.10, 13:45
          Też czytałam o tym badaniu.
          Nie obruszaj się tak wink
        • tully.makker Re: Chcialam sie z wami podzielic swoim doswiadcz 10.03.10, 16:25
          Michszyb, nie ma sie co obrazac. Ja sama jestem macocha.
          Badania przeprowadzono w Niemczech i dotyczyly o ile pamietam
          wlasnie XiX i poczatkow XX wieku, czyli czasow wzglednie
          cywilizowanych. Strach pomyslec, co bylo wczesniej.
          Dodam jeszcze, ze z badan wynikalo, ze szanse na przedwczesna smierc
          dzieci rosly, gdy ojciec mial z macocha nowe dzieci.

          A przyczyny - wtedy nikt ich tak szczegolowo nie badal. Najpewniej
          mieszanina niedozywienia, zaniedbania i chorob zakaznych.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja