astrodaria
10.03.10, 13:14
Jesteśmy małżeństwem od 10 lat. Od dłuższego czasu nam się układało niezbyt..
często się kłóciliśmy, denerwowało mnie, że on ciągle w pracy, na delegacjach,
dom i młode na mojej głowie bo mąż wracał późno, byłam tym zmęczona, w mojej
pracy też kwasy gdy się zwalniałam wcześniej. Mąż tłumaczył, że przesadzam, że
to okres przejściowy bo teraz ma dobrą pracę więc musi to wykorzystać jak jest
okazja zarobić dobrą kasę. Niecałe dwa miesiące temu po kolejnej kłótni mąż
stwierdził, że jestem beznadziejna i on się wyprowadza, spakował trochę swoich
rzeczy i wyszedł. Przez pierwsze tygodnie przychodził co kilka dni zajrzeć do
dzieci a mnie ignorował. Na pytania gdzie mieszka odburkiwał, że nie moja
sprawa. Czekałam, aż będzie chciał porozmawiać. Przypuszczałam, że coś
wynajął. W weekend zabrał dzieci na narty na ze swoimi znajomymi z pracy.
Dzieci wróciły zadowolone. Emocje powoli opadły, uznałam, że pora szczerze
porozmawiać bo tak dłużej nie można. Myślałam, że on miał czas na osobności na
przemyślenie sprawy, że może musimy iść na terapię, ustalić nowe zasady w
naszym małżeństwie żebyśmy się oboje nie męczyli bo przeciez inaczej też
można... Czekałam aż wróci z dziećmi z kręgli. Gdy je odprowadził
zaproponowałam mu spotkanie na taką rozmowę w najbliższy weekend gdy oboje
mamy czas. Burknął tylko dobrze i poszedł. A dzieci zaczęły opowiadać
wrażenia z kręgli...że była z nimi pani Ania, kupiła im lody i była bardzo
miła, tatuś ją bardzo lubi bo ją czasem obejmował i pocałował i się dużo
śmiali, po kręglach tatuś zawiózł ich do swojego mieszkania gdzie teraz
mieszka, pani Ania zrobiła im kolację i pozwoliła grać na swoim komputerze i
bawić się z psem.
Myślałam, że śnię. Że to się nie dzieje naprawdę. Zaczęłam składać wszystko do
kupy...jakieś sygnały z przeszłości. Położyłam młode spać i zadzwoniłam w
środku nocy do kolegi męza z pracy, z żądaniem wyjaśnień. Nie chciał nic
mówić, nie odpuściłam, więc przyznał, że od 2 lat mój mąż ma romans z
koleżanką z pracy, z domu wyprowadził się prosto do niej i że wszyscy o tym
wiedzeli...dziwi się że ja nie wiedziałam. Kur..........a! I mój mąż, ten
mój mąż, który po godzinach ciążko pracował na nasz!? dobrobyt...i taki
zmęczony z delegacji wracał.. i ja rezygnowałam ze swojej kariery, wolnego
czasu, odpoczynku, żeby on miał czas na pracę dla naszego?! dobra... A on
teraz tak po prostu i nawet bez pożegnania i bez rozmowy, że to koniec, bez
rozmowy o rozwodzie!? przeniósł się z życiem do jakiejś niemoralnej pindy i
jak gdyby nigdy nic nasze dzieci sobie u niej wychowuje.
Kur..............................a. Uszczypnijcie mnie. Nie wierzę że to się
dzieje.