pantalony1974
14.03.10, 15:29
Moje małżeństwo jest chyba w stanie pernamentnego kryzysu i coraz mocniej
zastanawiam się czy nie kopnąć tego wszystkiego w cztery litery...
Po dzisiejszej awanturze dowidziałem się po raz enty że jestem do bani
facetem, że wszyscy inni są lepsi (erotycznie i finansowo, mentalnie), że
nigdy nie zajmowałem się dzieckiem co szczególnie było widać gdy był
niemowlakiem a ona studiowała zaocznie (taa...wtedy tylko piersią nie
karmiłem...), poza tym ZAWSZE słyszę że mnie nie kocha itp.
Mam wrażenie że w jej oczach byle menel jest lepszym.
Z drugiej strony słyszę że powinnienem zdecydować się na drugie dziecko.
Ona będzie je wychowywać, pójdzie na macierzyński i wychowawczy a ja mam
więcej pracować ( moja praca jest nic nie warta jako fizjoterapeuta
zarabiam marnie i muszę dorabiać niejednokrotnie do 20). To ile mam w
końcu pracować, kiedy jej "pomagać w wychowaniu drugiego dziecka? Dlaczego
mam się też w takiej sytuacji decydować na drugie dziecko? Nadmienię że
teraz i ja studiuję... (w sumie to chyba w tym nie jest aż takie
najistotniejsze choć i mi się za to obrywa).
Ja mam dość i chyba faktycznie może czas po prostu walnąć to wszystko w
cholerę?
A nadmienię że kochanki nie mam. Po tym co mam w domu mam serdecznie dość
kobiet i jawią mi się one jako osoby przebiegłe i perfidne.