a jednak boli...

19.03.10, 21:54
Myślałam, że nie będzie to mnie bolało, zrobiłam w moim przekonaniu wszystko
po to, aby zapomnieć...a jednak mnie to boli...niby rozwód w toku,niby nowe
znajomości, niby wszystko przemyślane...a myśl o tym, że moim "ex" interesuje
się inna kobieta zabolało i ubodło.Czy to normalne? Jak sobie z tym poradzić?
    • armia55 Re: a jednak boli... 19.03.10, 22:07
      Pytasz czy normalne?
      Mnie boli jeszcze czasami mimo ze upłyneło 3 lata.
      Myśle , ze to dobrze ze czujesz ból.
      To znaczy ze masz uczucia.
      Ja sobie z tym poradzic ?
      To jest proces, odżałowania straty, trwa róznie.
      Trzeba do ludzi wyjść , nie zamykac sie w samotności, bo w samotności budzą sie
      lęki.
      Przezyć to i nadejdzie spokój.


      • blackglass Re: a jednak boli... 19.03.10, 23:33
        Czas leczy rany.
    • anka_spiewak Re: a jednak boli... 20.03.10, 22:02
      powiem Ci, jak ja sobie z tym radze, byc może juz poradziłam:

      mnie było najłatwiej, bo "mąż" jest złym czlowiekiem.
      nie dostrzegałam tego z poczatku, zaczarował mnie.


      Myślałam: "To nie moj problem, z kim on sie kocha. To JEGO problem. Dlaczego mnie ma to bolec, skoro ja juz nie mam z nim nic wspólnego? nie śpimy z soba od dawna, jaki niby mialoby miec to na mnie wpływ? Przebadałam sie i Hiv-a nie mam, wiec trzeba wyrzucic to z siebie, te myśl, niech mnie nie zaśmieca.... Czemu mam wartosciowac sie poprzez czyjes czyny? Moja wartość jest niezmiennna, jestem swietna kobieta, wspaniała partnerka, swietna i aktywną kochanką, osoba zajmującą, wrazliwą i różnobarwną , piekną, madrą, zabawną, monogamiczna... jestem zmysłowa i doprawdy trzeba byc głupcem, by chciec ode mnie odchodzić.
      smile
      ale zawsze masz taki wybór. trudno, Twoja strata, kochanie. Panie eks-mezu. Nie dbałes o mnie to i seks nam sie psuł. Twoja wina, bo przeciez nie moja.... Jak pomajstrowanie chwile przy mnie swoimi szacownymi kończynami przyprawiało Cie o strużki potu - widac to jakis ogromny wysiłek był, może powinieneś załatwic sobie już rencinę jakąs, bejbe - to nic dziwnego że nie było seksu. Łatwiej wiec znaleźć sobie nową panią, taka z mniejszymi oczekiwaniami, zakochaną w Tobie (bo wdziek masz, oj! - choć nasz pies nigdy sie na Ciebie nie nabierał i zawsze Cie gryzł) - wiec i niespecjalnie musisz przy niej majstrować bo ona sama z siebie juz "chodzi", gdy Cie tylko zobaczy. Do czasu. Potem i jej ciało bedzie potrzebować jakiejś zachęty. bo my wszystkie zawsze na początku mamy kisiel w majteczkach jak widzimy naszego ukochanego, ale mezczyznami nie jestesmy i zawsze jednak potrzebujemy tego "nakrecenia", "obudzenia". czasem wystarczy tak niewiele.... wystarczy chwile pogłówkować, pokombinowac i kobieta już wariuje.

      Polecialam...

      ale takie monologi wyrzucalam z siebie eksowi, gdy bylam juz sama w domu i nie potrafilam sobie poradzić z myslami, które opetały moja głowe.
      Poradzilam jednak.
      smile
      To naprawde nie moj problem, co on wyczynia.
      nie mam na to wpływu, ale MAM WPŁYW NA TO, JAK JA NA TO REAGUJE.
      niech to mnie nie tyka, nie pozwole na to.
      Facet nie jest wart, bym odczuwała przez niego jakis ból.
      Wołał inną? Inne? Bo gupi jest i leniwy. Bo nie potrafi kochac, a ja potrafie.
      co mnie obchodzi kogo dotyka pacjent, nie przedstawiający soba żadnej wartości?
      bleee.... nie chce jego dotyku.
      Czuje sie ze sobą swietnie, lubie siebie i nie zamierzam porównywać. On juz nie nalezy do mnie, ale też i nigdy nie był moja własnościa, wiec czemu tak mnie to wkurza. Każdy, nawet najcudowniejszy męzczyzna ma prawo ode mnie odejśc. To tylko moje Ego, macha łapkami, tupie nózkami i krzyczy: "On jest moj, zdziiirroooo....!!!!"
      Nie Anuś, nie jest Twoj. Ma prawo wybrac. I dzieki Bogu wybrał inne, idź do nich z kwiatami i podziekuj, że Cie od niego uwolniły. A więc: dziekuje paniu Gosiu, pani Aleksandro, pani Izo, pani X, Y, Z.
      niech Wam Bozia w dzieciach wynagrodzi
      smile

      mnie łatwiej tak mysleć, bo nie byłam przez niego kochana.
      Nie potrafie sobie wyobrazic natomiast, jak moze poradzić sobie kobieta, która kochała i była kochana - z taka sytuacja. Tu moje rady sa chyba nieskuteczne, bo czy taki ból mozna jakos ptrzetłumacztc, przekuć na cos, zniwelować?
      wiec może nie powinnam sie wypowiadać i Ci radzić, bo nie wiem co czujesz.

      ale może Ci to jakos pomoże....
      albo komus innemu....
    • kalpa Re: a jednak boli... 20.03.10, 23:56
      Boli, nawet bardzo...
      my sie rozstalismy w zgodzie, myslalam, że wszelki zal mam za soba. A
      ostatnio... pojawil się smutek za tym, co odeszlo wraz z nim- to cale
      dobre..tyle tego bylo...
      wiem, ze to nawraca falami... i chyba jest normalne.
      Nie narzekam na brak męskiego zainteresowania, adoracji itp, ale... to był fajny
      facet, kochalam go.. i chyba zawsze jakas cząstka mojej duszy, ta, ktora kochala
      najmocniej bedzie czasem tesknić. Nie buntuje sie, po prostu zrobilam temu
      miejsce w sercu....
      • anka_spiewak Re: a jednak boli... 21.03.10, 00:16
        ... staram sie przygotowywac siebie na przyszłe związki.
        Często mówie sobie:
        Anka, nikogo przy sobie nie zatrzymasz- na całe zycie. Małe szanse, niekoniecznie TY wygrasz w tego zyciowego Totka.
        wiem, ze jesli będzie to ktos cudowny, to bedzie bolało. Zwłaszcza jak odejdzie do innej.
        ale ja wciąz tu jestem, i chce pozwolić, by ktos inny obdarował mnie uczuciem.


        Kiedys ktoś, stara miłość, odszedł....


        Ale powtarzam sobie i mniej wtedy boli, ze:

        Miłość jest wieczna.
        zmieniają sie tylko partnerzy.
        • annakatarzyna.online Re: a jednak boli... 21.03.10, 12:00
          Dziękuję Wam wszystkim za wypowiedzismile To ja złożyłam pozew o rozwód, ale nie
          potrafię znienawidzić człowieka z którym byłam...może wtedy byłoby mi łatwiej,
          ale nie umiem...jest mi szalenie szkoda tego, że tak się potoczyło moje
          życie...że nie potrafiliśmy się w danym momencie dogadać, że nie umieliśmy sobie
          nawzajem wybaczyć i zacząć z tzw. nową kartą...spróbuję tej
          racjonalizacji...może mi ulży...pozdrawiam
Inne wątki na temat:
Pełna wersja