(przy)długa historia odtrąconego dziecka po rozwod

20.03.10, 01:26
mam 18 lat i może coś Wam rozwodnikom się wyjaśni a może nie...
mój ojciec był alkoholikiem i bił mnie jak sobie popił.miałam 8 lat gdy umarła
jego matka i zaczął coraz bardziej się staczać(tylko moja babcia potrafiła w
miarę trzymać go w moralnym pionie). pewnego dnia spytałam mamy jaką ojciec
będzie miał następnego dnia zmianę, dzienną czy nocną. mama zdziwiła się po co
mi to wiedzieć, odpowiedziałam "bo nie chcę żeby był w domu jak wrócę ze szkoły"
do około półtora roku po rozwodzie w miarę utrzymywał ze mną kontakt, raz
nawet byłam na Boże Narodzenie u niego i mojej "macochy".gdy miałam 10 mama
poznała mojego ojczyma i wszystko się dość szybko potoczyło : ojczym
wprowadził się, zaczęłam traktować go jako swojego tatę, urodził mi się brat.
i właściwie utworzyliśmy prawdziwą rodzinę. kontaktowałam się jedynie z
dziadkiem i siostra mojego ojca, oni byli zawsze w porządku wobec mnie i mojej
mamy a także brata i ojczyma.
nie wiem czy mój ojczulek uznał ze skoro moja mama kogoś ma to go zwalnia z
wszelkich obowiązków, ale tak właśnie zrobił. z dziadkiem widywałam się. ale
od ojca nawet kartki urodzinowej nie dostawałam.
od 12 roku do teraz (czyli 18) widziałam się z nim może 3,4 razy i zawsze było
to wymuszone (paszport itp).wszelkie alimenty trzeba wyciągać od niego pod
groźbą komornika, a części i tak nie płacił,faktycznie trochę czasu był
bezrobotny i zmniejszył alimenty, a mama myślała że dalej tak jest i jak
przestał płacić nie domagała się ich. ale zaczął pracę na czarno ( o czym dość
późno się dowiedziała) i nieźle zarabiał . jednak nigdy czy to na urodziny czy
boże narodzenie nie dał więcej niż sad mu nakazał ( o ile w ogóle płacił). i
tu nie chodzi mi o te głupie pieniądze ale o to że tak mało dla niego
znaczyłam że nawet nie warto było na mnie płacić i o to by za wszelką cenę
uniknąć odpowiedzialności za to że ma córkę. a od znajomego pracującego z nim
okazało się ze zarabia min. 15 tyś/ miesiąc i żyje dość wystawnie.a alimenty
podstawowe (250 zł)
później sprawy pieniężne się zmieniły, miał już legalną pracę i w związku z
tym że miałam w planach pójście do liceum w innym mieście mama podała go do
sądu o podwyższenie alimentów na co mój ojczulek wynajął adwokata. jednak
podwyższono je i miał nakaz na spłatę zaległych z dwóch lat. właściwie cały
czas utrzymuje mnie ojczym i w pełni zastępuje mi ojca. i oczywiście przez
męską dumę nie zależy mu na alimentach ale skoro mi prawnie przysługują?
chociaż czasami głupio się czuję z powodu tych alimentów, i wolałabym nic od
ojca biologicznego nie brać
aha i ojciec z moją macochą ma dziecko (nigdy go nie widziałam mimo że mieszka
15 km ode mnie, a sama nie będę pchać się gdzie mnie nie chcą).
podczas ostatniego spotkania 1,5 roku temu stwierdził "już się nie gniewamy na
siebie"(!!!) i obiecał zadzwonić (zadzwonił po 9 miesiącach po tym jak dziadek
mu kazał).
można by przypuszczać że to moja matka wyrobiła mi negatywny obraz ojca, ale
ja wciąż pamiętam zbyt wiele np. pewnego dnia (ok 13 lat miałam) przyjechał po
jakieś dokumenty, ja siedziałam przy drzwiach swojego pokoju i podsłuchiwałam
z bijącym sercem co powie i czy powie coś o mnie, czy do mnie wejdzie. a on
pochwalił że mój brat jest duży wziął dokumenty i wyszedł, tyle go widziałam.
ostatnio w sklepie z dziecięcymi zabawkami i ciuchami sprzedawczyni nie mogła
się nachwalić jakim to wspaniałym jest ojcem dla swojego syna i jakie to
wspaniałe prezenty mu kupuje(bo jej wnuk i mój, jakby nie patrzeć, brat bawią
się razem na podwórku). przyjemnie takie rzeczy słyszeć? równie przyjemne było
jak narzekał po mieście że utrzymuje całą moją rodzinę (jednak ostatnio
zapłacił w sierpniu, a na ponaglenia matki tłumaczy że pracuje na umowę o
dzieło, no ok powód dobry a ja nie jestem taka żeby od razu do komornika,
chociaż matka już się powoli denerwuje).
nie mam pewności ale po rozmowach z dziadkiem tak to wygląda że ojciec
skorzystał z sytuacji że dziadek jest ciężko chory i nastawił go przeciwko
mnie (że ja wyrodna córka nie dzwonię do ojca na urodziny). i oczywiście wg
dziadka moja matka nagle zaczęła mu zabraniać ze mną kontaktu (tak bo ja wcale
nie mam 18 lat i nie mam komórki a zresztą jakoś stercząc pod tymi drzwiami
albo podsłuchując jak rozmawia z nim mama nie zauważyłam tego).i ogólnie
dziadek opowiada mi jak ojciec to strasznie przezywa itd (czułam się jakbym to
ja jakąś krzywdę wyrządziła a nie odwrotnie)
i właśnie przez to zaczynam czuć do siebie obrzydzenie, że to faktycznie moja
wina ze nie mieliśmy kontaktu że to ja powinnam zadzwonić i w ogóle, najgorsze
jest to że tak się zastanawiałam i nie wiem czy w razie jego śmierci ja
cokolwiek bym czuła? to znaczy że zamieniam się w jakiegoś bezdusznego
potwora? i za każdym razem żeby siebie nie obwiniać muszę sobie przypominać
jak się czułam ostatnio gdy czekałam jak głupia na jego telefon (przecież
obiecał). dziadek w ogóle próbował mnie zachęcić do wspólnego wyjazdu z ojcem.
jak oni sobie to wyobrażają? że mając ojczyma traktującego mnie jak własną
córkę podczas gdy ojciec kompletnie o mnie zapomniał będę w stanie do
biologicznego mówić tato? (najlepsze jest to że niedługo ojczym będzie mnie
dłużej wychowywał i znał niż biologiczny ojciec). że zapomnę te wszystkie
chwile pełne wyczekiwania a później zawodu? że zapomnę to ze nie potrafię
teraz nikomu zaufać? że zapach piwa budzi we mnie tylko jedno wspomnienie? i
to że nie lubię alkoholu chyba też z jego alkoholizmem jest związane. (teraz
on nie pije od 5 lat podobno). ja nie wiem czy mi na nim zależy,chyba bardziej
zależy mi na poczuciu własnej wartości (które mi odebrał). i czuję do niego
złość nie tylko za to wszystko ale za to że zmusił mnie do takich uczuć wobec
własnego ojca
jak ktoś zechce to wszystko przeczytać to niech napisze swoje zdanie, ale i
tak już mi trochę lepiej
    • woman-in-blue Re: (przy)długa historia odtrąconego dziecka po r 20.03.10, 06:39
      Bardzo Ci wspolczuje. Rozumiem, ze masz do ojca zal i masz do tego
      prawo. Nie daj soba manipulowac i wpedzac sie w poczucie winy. Za to
      jakie sa relacje miedzy rodzicem i dzieckiem odpowiada zawsze
      rodzic. Alkoholik tak naprawde nie potrafi kochac nikogo oprocz
      samego siebie. Dobrze, ze masz wsparcie u mamy i ojczyma. Tak
      naprawde, wazne jest kto kocha, wychowuje, wspiera w ciezkich
      chwilach, a nie kto splodzil. Pozdrawiam serdecznie. Monika
    • scindapsus Re: (przy)długa historia odtrąconego dziecka po r 20.03.10, 10:43
      Artemis posłuchaj, masz prawo do własnych uczuc,
      Nie może byc tak że masz czuc to co wypada czyli miłośc i szacunek
      do biolojca.
      Jesli Ci ciązy sytuacja z dziadkiem to zadzwon do niego i powiedz
      wprost-ze twoj biolojciec alkoholik jest doskonalym manipulantem i
      wlasnie po raz kolejny mu się udalo.

      Co do kontaktow z biolojcem-nic nie musisz.Zapamietaj to sobie
      Nie muszisz dzwonic i zabiegac o uczucia.I wcale przez to nie jestes
      gorsza.
      jestes NORMALNA
      czy rozwazalas terapie dla DDA?
    • enesta Re: (przy)długa historia odtrąconego dziecka po r 20.03.10, 14:53
      Atemis, ja dobrze że mama uchroniła Cię przed gorszymi jeszcze
      obrazkami,które przeszkadzają potem prowadzić normalne dorosłe życie.
      Twój ojciec jest chory, alkoholizm niszczy człowIeka i jego mózg.
      Gdyby miał pełną świadomoć co czujesz i jak się zachował nie dbając
      o wasze kontakty to może by coś zrozumiał.
      Może powinnaś mu to powiedzieć?
      Przygotuj się jednak że może przerzucić odpowiedzialność za to na
      Twoją mamę.
      Ucz się jaki powinien być mężczyzna na przykładzie ojczyma, pamiętaj
      niedługo Ty założysz rodzinę i postaraj się rozsądnie wybrać.
      Myślę że gdybyś miała możliwość terapii to mogłoby Ci to bardzo
      pomóc.
      Niechęć do ojca, którą nosisz w sobie życia Ci nie ułatwi.
      Pamiętaj Ty to Ty, Twoje wartości i cele.
      Twój ojciec jest bardzo słabym człowiekiem, który dopiero powoli
      uczy się jak żyć po ludzku.
      Wszyscy borykamy się z jakimiś problemami w życiu więc nie jesteś
      sama,
      głowa do góry,
      dasz radę,
      pozdrawiam serdeczniesmile

    • anbale Re: (przy)długa historia odtrąconego dziecka po r 21.03.10, 21:44
      Piszesz, że ojciec był, czy też nadal jest niepijącym alkoholikiem- a alkoholicy
      to mistrzowie psychomanipulacji. Psychomanipulacja najczęściej polega na tym, że
      ktoś zrzuca z siebie wszelką winę i odpowiedzialność; wkręcając w poczucie kogoś
      innego, żeby samemu robić nadal to, co mu się żywnie podoba. Wszyscy
      współuzależnieni doskonale wiedzą o co chodzi, być może Twój dziadek i Ty sama
      wpadliście w ten schemat.
      Życie człowieka uzależnionego to jedno wielkie, niekończące się kłamstwo- i
      przypadek Twojego ojca świetnie to ilustruje.
      Być może przydałaby Ci się jakaś psychoterapia, pomyśl o tym.
    • jumanji_7 Re: (przy)długa historia odtrąconego dziecka po r 21.03.10, 22:14
      Manipulacja, perswazja, magia, a może po prostu zwykła codzienność?
      Nie musimy sie zgadzać z tym, ale jesteśmy sterowani niczym marionetki, ktoś
      pociąga za sznurki a my tańczymy, jak nam zagrają.
      I jak tu nagle przestać myśleć o czerwonym, sportowym samochodzie, pięknej
      kobiecie u boku, o wielkich pieniadzach, szczęśliwym zyciu i tym co tylko
      cieszyć powinno ...?
      Dla dobrze przygotowanego psychomanipulanta nie ma rzeczy niemozliwych i nie ma
      takich ludzi, którymi nie dałoby się pokierować, a czy alkoholik jest w stanie,
      bardzo wątpię, to bardzo upiedliwi, uzależnieni i słabi ludkowie ?
      Nawet nie wiem jakich słów pocieszenie użyć, by choć odrobinkę ulżyć
      cierpiewniom tej młodzej otwartej na problem życiowy dziewczynie?
      Smutny jest taki żywot, a jedynym plusem, świadomość czego należy się w życiu
      wystrzegać, napewno bliższych kontaktów z ludzmi co maja ciągoty do alkoholu i
      pędzenia nieodpowiedzialnego żywota, ale czy to wystartczy, tym bardziej że
      bagaż doswiadczeń ciągnie się jak smród za człowiekiem ...
      A może było by wskazane z dwóch wybrać tylko jednego, tego który czynem i
      osobowościa bardziej pasuje i spełnia rolę ojca?
    • zwiatrem Ahtemis 21.03.10, 22:41
      Ahtemis,
      mysle ze ojciec nie zmusil Cie do takich uczuc, one pojawily sie same i zgodnie
      z tokiem Twojego zycia.
      Daj sobie czas na to wszystko, chocby nie wiem jak sie drugiej stronie) palilo.
      Ojczym to czlowiek, ktory poswiecil kawalek siebie dla Ciebie i niech tak zostanie.
      Dziadka nie potepiaj. To czlowiek, ktory doskonale WIE.
      Gdyby nie wiedzial ile szkod sie stalo, nie probowalby chciec tego naprawiac.
      To niestety zrozumiesz z biegiem lat i Dziadke bedzie zal. To jego porazka byc
      rodzicem twojego ojca.
      Sadze, ze nie tyle przymusza Cie, co chce aby doszlo do tego co przez tyle lat
      nie trwalo ani chwili ponad to, co pamietasz.

      Zawsze i wszedzie dbaj o siebie, siebie samej nie rozmien na drobne. Jesli
      odmowisz im konfrontacji, wyjazdow, spotkan, powiedz sobie, ze masz takie
      prawo. Nie wywalczone, masz po prostu.

    • akacjax Re: (przy)długa historia odtrąconego dziecka po r 21.03.10, 23:13
      ahtemis napisała:
      > i właśnie przez to zaczynam czuć do siebie obrzydzenie, że to faktycznie moja
      > wina ze nie mieliśmy kontaktu że to ja powinnam zadzwonić i w ogóle,

      Pamiętaj! To ojciec jako dorosła osoba jest odpowiedzialny za kształtowanie
      relacji. I jest draństwem, gdy przerzuca winę na dziecko-to też dowód, że jego
      uzależnienie jest trwałe, pewnie nieleczone.
      Często tak jest, że wyjątkowo mocno szuka się zauważenia właśnie u nieobecnego
      rodzica, a najgorsze w tym jest to, że ten rodzic umie to wykorzystać dla siebie.
      A przecież trudno jest tak po prostu odciąć się od ojca (czy wyciąć z serca),
      zwłaszcza, gdy dookoła tyle jego śladów, choćby przez rodzinę.


      że zapomnę to ze nie potrafię
      > teraz nikomu zaufać? że zapach piwa budzi we mnie tylko jedno wspomnienie? i
      > to że nie lubię alkoholu chyba też z jego alkoholizmem jest związane.

      Warto poszukać terapii (dla ubezpieczonych w NFZ darmowa w poradniach leczenie
      uzależnień i współuzależnień), wszystko po to, by zrozumieć siebie, ulżyć swoim
      uczuciom, by móc żyć. I by wiedzieć, że to nie alkohol jest winny, ale
      człowiek, który tak ucieka od problemów. I uchronić się przed takimi, którzy na
      pozór trzeźwi-a jednak niszczą i sieją spustoszenie.

      • annam21 Re: (przy)długa historia odtrąconego dziecka po r 22.03.10, 12:29

        bardzo smutna historia...
        moje była podobna a moz eciut gorsza,chociaz sama nie wiem czy mozna
        takie sprawy nazywac" gorszymi" i mniej gorszymi,bo chyba nie da sie
        poronac bolu w sercu dziecka.

        Niektorzy faceci nie zsluguja na to b ymiec dzieci, na to by onich
        pamietali.

        Moj ocjec był narkomane.Majac 9 lat prosiłam mame by sie z nim
        rozwiodła.Gdy pierwszy raz sie wyporwadzila do babci z emna i z
        bratem, po tygodniu zadzwoniła jego matka do mnie, cz ymogłabym z
        bratem przyjsc do niej do pracy, a tam bedzie czekał steskniony
        tata...
        poszlismy. Brat rzucił mu sie w objecia, a ja czekałam az mnie
        zawała... a on nagle wstał i powiedział " co stoisz suko, nienawidze
        ci jak psa!" to co wtedy czułam...chyba nie umiem tego opisac
        zadnymi słowami.Zadnymi. Wybiegłam. Mama jeszcze do niego wtedy
        wrociła, a ja powiedziałam jej o tym majac 17 lat- 7 lat po ich
        rozwodzie.Stałysmy,czekajac na autobus,padał deszcz ,a ja wtedy
        dopiero nabrałam odwagi by powiedziec jej o tym co zrobił, a
        znalezionych strzykawkach pustych i pełnych w domu. O tym jak
        pokazywał mi i brati bron ,jak chwali sie do młodszego jeszcze
        odemnie brata dziwkami opowiadajac ze szczegołami historie seksualne:
        (
        ROdzice rozwiedli sie, ale sad nie zgodził sie na eksmisje
        ojca.przydzielił nam jeden pokoj,jemu drugi. To był koszmar.Ojciej
        przyprowadzał sobie nacpane prostytuki najgorszej jakosci(takie
        stojace na wylotowkach) do tego drugiego pokoju.gdy wychodzilismy do
        szkoły wyciagał od nas pieniadze ,ktore mielismy na
        sniadanie,Alimenty płacil bank alimentacyjny. Był cpunem spiacym po
        klatakch schodowych, zebrajacym po dworcach...
        strasznie sie go wstydziłam. Teraz mam 26 lat.
        2 latat temu zjawił sie, w wigilie, wyleczony, ze swoja druga corka.
        Starałam sie wybaczyc. Dałam mu szanse na bycie dziadkiem,bo ojca
        juz nie potrzebuje. Nie umiem. Widze ,z echodzi mu tylko o kozysci
        materialne, nie umiem wybaczyc minionych lat.

        Jak by umarł...?
        Nie czułabym chyba nic.
Pełna wersja