Jal żyć?

11.04.10, 18:59
12 lat byłam żoną. Mąż odszedł niespodziewanie ponad 2 miesiące temu
zostawiając mnie samą (nie mam w tym mieście rodziny). Dątąd
wszelkie kontakty towarzyskie utrzymywaliśmy wspólnie z mężem, razem
zaprazaliśmy znajomych razem odwiedzaliśmy ich. Teraz czuję ogromną
pustkę. Najgorsze są weekendy, nie wiem co ze soboą zrobić, błąkam
się z konta w kont (nie mieliśmy dzieci). Weekend to czas dla
rodzin, nie moge wiecznie siedziec na głowie koleżanką, zupełnie
mnie nie cieszą samotne spacery, złapałam sie na tym , że po prostu
wsiadam w samochód i bez celu jeżdżę po mieście. Telewizji oglądać
nie mogę , skupić się nie potrafię. Nie potrafię sobie znaleźć
zajęcia. Ciągle zbiera mi się na płacz. Nawet już książek czytać nie
potrafię. Boję się każdego kolejnego dnia, i kolejnego weekendu. Jak
sobie z tym radzić? Doradźcie proszę, bo ja już sobie ze sobą rady
nie daję
    • esterka8 Re: Jal żyć? 11.04.10, 19:02
      A ci znajomi wspólni to odeszli razem z mężem? I co to znaczy, że byłaś zoną?
      Jakaś praca, zainteresowania?
      2 miesiące to nie jest długi okres, jeśli mąż odszedł nagle. Pozwól sobie na
      rozpaczanie trochę i płakanie, bo to oczyszcza. Ale jeśli czujesz, że jest to
      niebezpieczne, to może jakaś porada psychologa?
    • enesta Re: Jal żyć? 11.04.10, 21:31
      Nie powiem nic odrywczego, masz chyba oznaki depresji, może poproś o
      lek, zobaczysz wtedy rzeczywistość z innej prspektywy,a potem
      spróbujesz stanąć na nogi.
      Uzbroj się w cierpliwość- za rok, pół będzie lepiej.
    • ressel Re: Jal żyć? 12.04.10, 08:20
      > 12 lat byłam żoną.

      Nie chcę Cię dobijać, ale właśnie zbierasz owoce swojej postawy - definiowania
      siebie, własnej tożsamości poprzez męża.

      po prostu
      > wsiadam w samochód i bez celu jeżdżę po mieście.

      Na początek może spróbuj zamienić samochód na rower/buty do biegania - tak żebyś
      do domu wracała na czworakach, nieprzytomna ze zmęczenia. I koniecznie,
      koniecznie umów się w psychologiem.
      ~bramstenga
      • kalpa Re: Jal żyć? 12.04.10, 14:43
        Witaj smile
        jesteś w stanie szoku- dlatego wszystko ci z rak leci.
        Jest ci po prostu strasznie, bo cale twoje życie runelo i teraz chodzisz po
        zgliszczach. I obawiam się, ze ten stan jeszcze potrwa. Zwłaszcza, ze jestes z
        daleka od przyjacioł i rodziny. Ja przeszłam przez podobny stan na emigracji- i
        wiem, jak człowiekowi źle.
        I tez przeszłam i nadal przechodze przez stan pustki- byli przyjaciele nagle
        stali sie inni- a może ja tez miałam dośc dopytywania sie o bylego, jak mu
        idzie, komentarzy itp. Chyba nawet nie miałam siły o tym rozmawiać.
        Potrzebujesz czasu, żeby zasymilowac to, co sie stało- bylby dobrze, gdybyś
        znalazła jakąs chocby najmniejszą grupe wsparcia dla siebie. I tak dopiero za
        jakis czas zacznie docierać do ciebie co naprawde sie stało.
        Duzo siły ci zyczę- nie od razu dobre rady typu: zadbaj o siebie, zrób cos
        konstruktywnego ze soba beda działac. To moze być możliwe dopiero za jakis czas-
        moze się zdarzyc, że teraz nie bedziesz w stanie nawet o sibie zadbac. Bez
        wzgledu na przyczyny - doświadczas jednego z najgorszych dramatów- bycia
        opuszczoną przez bliska osobe.
        Bądź dla siebie dobra, nie obwiniaj się- daj sobie czas, choc to trudne...
        za jakis czas dojrzysz światełko w tunelu, jak kazda z nas...
        pozdriam ciepł
        • fuks.pl Re: Jal żyć? 12.04.10, 18:54
          Zdalam sobie wlasnie sprawe, że prawie pół swojego życia utożsamiłam
          z byciem żoną. Uzależniłam się od swojego męża, tak myślę. Może
          dlatego każdy dzień wydaje mi się pusty, mimo iż późno do domu
          wracał i często wyjeżdżał, to jednak człowiek miał świadomość że
          jest i czekał na Nigo. A teraz nie ma już na kogo ani na co czekać.
          Skorzystałam już z pomocy psychologa i psychiatry, przyjmuję leki,
          choć dają chyba niewiele. Próbowałam spacerów, ale jakoś tak ani sił
          ani chęci nie ma samemu powóczyć nogami. Momentami po przyjściu z
          pracy nawet butów nie chce się zdjąć. Tym trudniej, że w 1 miesiącu
          zakręciło się wokół mnie wiele koleżanek, ale odnoszę wrażenie, że
          większość z nich ściągnęła zwykła ciekawość. I chęci do sprzątania
          domu zabrakło, gdy wszystko Go przypomina. Sprawa rozwodowa jeszcze
          przede mną, a ja już cała popękałam. Boli to co się stało, ale
          najgorse jest chyba to, że nie potrafię tego co się stało zrozumieć
          i uznać jako fakt. Za radą znajomych nie wysyłam już do Niego smsów
          z wyznaniami miłości i błąganiem o powrót. Choć to też jest trudne.
          Stoję przed ogromnymi zmianami, przede mną podział majątku i inne
          tego typu sprawy, a ja w ogóle nie umiem o tym myśleć, choć wiem i
          widzę, że na uczciwość ze strony męża nie mam co liczyć. Jedna z
          koleżanek powiedziała mi wprost, że nie mam co liczyć, na to, że
          znajomi mnie gdzies zabiorą na wyjazd czy imprezę bo nie wszystkim
          kobietom fajnie bawić się ze swoim mężem w towarzystwie
          rozwódki.Złożyłam podania o pracę (aktualnie pracuję w firmie męża),
          żeby się jakoś odciąć bo codzienny kontakt z jego rodziną też boli.
          Życie mi się w ciągu 1 dnia przewróciło do góry nogami, w sobotę
          słyszę że mnie kocha w niedielę że odchodzi. Wiem, że nie mnie
          przypadły w udziale wszystkie krzywdy świata,wiem że inni mają
          równie trudno lub znacznie gorzej ale nic na to nie poradzę, że w
          tym co się stało nie potrafie znaleźć niczego dobrego.
          • nadia3008 Re: Jal żyć? 12.04.10, 21:20
            Wiem jak sie czujesz... Ale nie błagaj go o powrót, zostaw sobie
            troche godności. Ja tez błagałam i płakałam, ale i tak na nic się to
            zdało. Teraz jest Ci bardzo ciężko, dobrze, ze chodzisz do
            psychologa.Mi mój ex tez mówił, że mnie kocha a za pare dni
            stwierdził, że nie może byc ze mną. Ale czy chciałabys całe zycie
            spedzić w niepewnosci, z hustawka nastroju? Wiesz, ze tak by było,
            mną ex bawił się rok, byłam na skraju załamania, gdy odzedł.
            Psycholog i leki napewno pomogły. Ale najwazniejsze byś nie dała się
            wpedzic w poczucie winy. Gdyby faktycznie kochał zrobiłby wszystko,
            aby to jakos skleić. Tak sobie to tłumaczę. Ale niektórzy wolą
            wybrac najprostszą linie oporu i uciekaja jak tchórze. Moze lepiej,
            ze dzieje sie to teraz niz za parę lat, potem napewno byłoby o wiele
            gorzej. Trzymaj sie, bedzie lepiej, tylko daj sobie czas... na te
            złe emocje jak złość i gniew też. Etapy godzenia sie z zaistniała
            sytuacja muszą stopniowo nastepowac po sobie. Wierzę, że Ci sie uda,
            a za pare mies. obudzisz się bez strachu i bez mokrych oczu. U mnie
            minęło ponad pól roku, nadal jest ciężko, bo nadal walczę z
            współuzaleznieniem, ale jestem o wiele silniejsza. Ty tez bedziesz.
            Pozdrawiam ciepło.
          • anka_spiewak Re: Jal żyć? 20.04.10, 22:25
            tak
            sama wiesz co źle zrobiłaś
            wink
            ja mialam tak samo

            życie "poprzez" kogoś

            zniknęłaś

            wiec musisz teraz zaczać "istnieć"

            smile

            jesli sobie zyczysz- napisz na priva.

            jestem swietna w "znajdywaniu Siebie"
            i wiem co mówić, żeby Ci pomóc
            a prawie wymazałam sama siebie gumką myszką... mnie w tym związku nie było...

            to tylko kwestia przekonstruowania myślenia
            i serca

            ale mozna
            smile

            pozdrawiam cieplo

            ania
    • marekrzas Re: Jal żyć? 15.04.10, 18:23
      Witaj Ja 14 lat byłem z żoną no coż każdy wie jak jest inaczej i w
      sktucie
      przyżekam ze cię nie opuszczę aż sie puszczę... Nie potrafiłem sobie
      znależć miejsca nie porafiłem życ po tym co mi zrobiła .13 Kwietnia
      wygrałem . Został orzeczony wyrok z winy mojej małżonki.Obecnie
      staram się zapomniec .Czas jest najlepszym lekarstwem na wszystkie
      bolesne reakcje otoczenia. Jest ....Czas pozdrawiam
    • bursztynula Re: Jal żyć? 15.04.10, 22:04
      z tą pracą w firmie męża to dosyć niefajnie, raczej trudno
      spodziewać się tam wparcia... więc może poszukiwanie nowej pracy to
      dobre zajęcie na początek, chociaż przy tej pracy trzeba się
      skupićwink ale dlaczego miałabyś sobie nie poradzić
      z innej beczki, co do zajęcia sobie czasu czy nie było takich
      rzeczy, na które zawsze tego czasu brakowało?? jakieś pasje,
      fascynacje?? może warto choćby w sieci poszukać
      współzainteresowanych, pogadać, spotkać się
    • jaonty Re: Jal żyć? 17.04.10, 15:54
      fuks.pl napisała:

      > 12 lat byłam żoną. Mąż odszedł niespodziewanie ponad 2 miesiące
      temu
      > zostawiając mnie samą (nie mam w tym mieście rodziny). Dątąd
      > wszelkie kontakty towarzyskie utrzymywaliśmy wspólnie z mężem,
      razem
      > zaprazaliśmy znajomych razem odwiedzaliśmy ich. Teraz czuję
      ogromną
      > pustkę. Najgorsze są weekendy, nie wiem co ze soboą zrobić, błąkam
      > się z konta w kont (nie mieliśmy dzieci). Weekend to czas dla
      > rodzin, nie moge wiecznie siedziec na głowie koleżanką, zupełnie
      > mnie nie cieszą samotne spacery, złapałam sie na tym , że po
      prostu
      > wsiadam w samochód i bez celu jeżdżę po mieście. Telewizji oglądać
      > nie mogę , skupić się nie potrafię. Nie potrafię sobie znaleźć
      > zajęcia. Ciągle zbiera mi się na płacz. Nawet już książek czytać
      nie
      > potrafię. Boję się każdego kolejnego dnia, i kolejnego weekendu.
      Jak
      > sobie z tym radzić? Doradźcie proszę, bo ja już sobie ze sobą rady
      > nie daję

      *

      Jeśli żyć, to najpiekniej, jak się da.
      Niby banał, ale czy warto żyć dla szarości ?

      pozdrawiam
      jar
      • iskia75 Re: Jal żyć? 21.04.10, 09:16
        Kochana strasznie mi przykro..ja tez 11 lat bylam zona...mamy dzieci
        i moze to mnie jeszcze trzyma ...ale nie zmienia to faktu ze czesto
        czuje sie tak jak ty...a moze i gorzej bo do tego dochodzi zal ze
        nie udalo mi sie stworzyc dzieciom takiego domu jaki zawsze
        chcialam..Pewnie kiedys wszystko sie ulozy ,ale poki co trzeba sobie
        poradzic z obecna sytuacja...i mysle ze tutaj poparostu potrzebny
        jest czas...nic innego zadna pasja zainteresowania nic w tej chwili
        nie jest wazne...trzeba jednak poczekac az znowu beda...a taki dzien
        na pewno nadejdzie ...potrzeba jednak czasu..trzymaj sie
        cieplo...Pozdrawiam
Pełna wersja