rozwód z mojej winy...

12.04.10, 10:08
od początku moje małżeństwo było błędem. szukam pomocy. faktem jest że ponoszę
odpowiedzialność za rozpad małżeństwa, ale nie mogę zgodzić się z tym że mój
mąż jej nie ponosi.
przyczyną rozpadu małżeństwa był mój romans, który trwa nadal.
nie powinnam się przed sądem do tego przyznać, ale faktu nie da się ukryć gdyż
spodziewam się dziecka mojego obecnego partnera.
z moim obecnym mężem pobraliśmy się ze względu na dziecko, które od początku
było przyczyną naszych konfliktów. jeszcze przed urodzeniem dziecka i ślubem
awanturował się na temat imienia i miejsca gdzie ma być ochrzczone (jesteśmy
różnych wyznań).
po ślubie były awantury wyzwiska nie raz używanie siły. nigdy nie zgłaszałam
tych faktów na policji, gdyż mąż zawsze przepraszał i błagał o wybaczenie.
broniąc się przed jego agresją jeździłam do rodziców, ale po tym jak obiecywał
poprawę zawsze wracałam. w tej chwili nie mogę nawet tego udowodnić, bo moja
matka jest po stronie mego męża więc cały dramat dobywał się w domu za
zamkniętymi drzwiami.
w styczniu 2009 wyprowadziłam się pierwszy raz gdy dzieci były na feriach
zimowych u dziadków. zanim skończyły się ferie doszłam do porozumienia z mężem
obiecywał dołożyć starań i nie używać wulgarnych zwrotów i przemocy w stosunku
do mnie. obiecywał nie wyganiać mnie z naszego wspólnego domu i mieszkania.
obietnic starczyło na 4 dni i sytuacja wróciła do "normy" z przed wyprowadzki.
obecnego partnera poznałam w lutym 2009 roku. początkowo to były zwykłe
rozmowy i żarty przez "internet".
definitywnie od męża wyprowadziłam się w sierpniu 2009 roku zabierając dzieci,
podałam mu adres by mógł się z nimi spotykać. choć muszę przyznać że i one
padały ofiarami agresji z jego strony. miałam zdjęcia nóg mego syna które od
pośladków po kolana były w sińcach. niestety zdjęcia były zrobione aparatem w
telefonie,a mój mąż usuną je bez moje zgody z mego telefonu.
zaczęła się między nami walka o dzieci. potrafił przyjść po godzinie 22 i
domagać się spotkania z dziećmi robiąc tyle hałasu, że je budził. odbierał je
ze szkoły i nie odprowadzał do mieszkania gdzie mieszkaliśmy. w ostateczności
zabrał je i wyprowadził się do rodziców, gdzie przebywają po dzień dzisiejszy.
obecnie nie mogę zarzucić nic sprawowaniu przez niego opieki nad dziećmi.
jesteśmy współwłaścicielami mieszkania do którego nie mam dostępu, choć on i
dzieci też z niego nie korzystają. mieszkam w różnych miejscach, ale nigdzie
na stałe.
nie mam pracy. to też jest wynikiem jego zachowania, gdyż nachodził mnie w
miejscu pracy, nachodził szefa i opowiadał o naszej sytuacji. w wyniku tego
szef oświadczył mi, że albo skończę balowanie albo mnie zwolni. sama złożyłam
wypowiedzenie obawiając się tzw. dyscyplinarki.
mój mąż złożył pozew do sądu o rozwód z orzeczeniem o winie, alimenty i
podział majątku. niestety miałam problemy z kontaktami z sądem ze względu na
brak miejsca zamieszkania i to że zgubiłam dowód osobisty. dowód już mam nowy
i udało mi się wynająć mieszkanie, ale całkiem nie wiem co robić w obecnej
sytuacji.
czy godzić się na rozwód z orzeczeniem o mojej winie, czy pozwolić na to by
mąż wychowywał dzieci? czy długa sprawa rozwodowa będzie dla nich korzystna
jeśli uda się mi je odzyskać? czy lepiej nic nie zmieniać przecież mają
wszystko pod względem materialnym, a ja nie mogę zapewnić im nawet
podstawowych warunków bytowych?
co robić?
dodam że jesteśmy małżeństwem od 2001 roku i
to jest drugie małżeństwo mego "męża".
    • 8walentynka8 Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 11:15
      czytam czytam czytam
      o ludzkich dramatach problemach samotności bezradności
      to co tu napisałam to tylko fakty z mego życia może niezbyt dokładne.
      nie pisze nic o tym co myśle czuje.
      nie pisze nic o myślach samobójczych o depresji-do których doprowadził mnie mój "mąż" i to na długo przed spotkaniem mego obecnego partnera. wizytach u psychologa o tym jak zostałam przez niego zlekceważona- może nie w bezpośredni sposób ale jednak. razem z "mężem" chodziłam do psychologa. może to był błąd??
      nie pisze o tym jak wyje po nocach- pewnie sąsiedzi myślą że to pies wiec nic nie robią nic... narazie...
      nie pisałam o tym wszystkim bo zrozumienie i pomoc jest ważna,
      ale...
      tak naprawdę wielu z nas kiedyś będzie musiała wyłączyć komputer i wrócić do szarej codzienności...
      będą musieli nadal sami borykać się ze swoim życiem, bólem, upokorzeniem, którego doznali od "najbliższych", samotnością, bezradnością
      zdaje sobie sprawę jak nie którzy z Was mnie określą i decydując się żeby tu napisać liczyłam się z tym...
      sama czasem się tak nazywam w przypływie złości...
      śmiem jednak prosić pomóżcie nie w sprawie uczuć ale w sprawie "faktów"
      proszę....
      • mayenna Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 11:48

        Zapomniałam o najważniejszym: nie ma jednego słowa żeby kogoś określić. Nie
        wiem co ja bym zrobiła na Twoim miejscu. Możliwe że dokładnie to co Ty. Podjęłaś
        decyzje, nawet jeśli uważasz je za nietrafne to czasu nie cofniesz. Nazywanie
        siebie epitetami nic nie pomoże. Oceń co da się zmienić, co da się jeszcze
        uratować i wyprostować i powolutku to rób. Poukładaj jak się to da najlepiej i
        patrz w przyszłość. Mam świadomość że masz trudną sytuację ale ze wszystkiego da
        się wyjść.
    • mayenna Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 11:31
      Nie wiem co robić, bo takie decyzje to jednak podejmujesz sama.Jeśli miałaś
      romans i jesteś w ciąży to trudno będzie dowieść że nie miało to wpływu na
      małżeństwo. Może lepiej się porozumieć z mężem i nie orzekać o winie?Bedzie
      szybciej i mniej stresu oraz problemów a tego chyba powinnaś unikać. Poza tym
      mogą być problemy z ojcostwem tego dziecka, które ma przyjść na świat i jeśli
      nie rozwiążesz tego teraz to czeka cię sprawa z mężem o ustalenie ojcostwa.
      Materialnie twoim dzieciom nic nie brakuje, mają dobre warunki a Ty już de
      facto z nimi nie mieszkasz to może jednak nie należy walczyć o prawo do opieki.
      Może lepiej porozumieć się z mężem abyś mogła jak najwięcej czasu z nimi
      spędzać.Pomyśl co dla dzieci będzie najlepsze w tej sytuacji.
      • 8walentynka8 Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 11:59
        próbowałam się porozumieć z mężem
        doszliśmy do pewnego porozumienia
        ale jak dzieci zaczęły okazywać, że są bardziej związane ze mną "mąż" zerwał
        porozumienie.
        bylam nawet gotowa zgodzić się na rozwód o mojej winie płacić alimenty w miarę
        mich możliwości
        ostatnio siostra powiedzala mi że mąż "wchodził" jej do łóżka "obmacywł"
        "podszczypywał"... było to kilka lat temu gdy miała ona 16 lat.druga siostra to
        potwierdzila a i w mojej pamieci jest rozmowa z moim męzem ze: się pomylił i
        położył się do łóżka w którym ona spala" dowiedziałam sie że ta sytuacja trwała
        3 lata z przerwami do momentu gdy siostra wyjechała za granice??
        młodsza ma dość poważny problem psychiczny na tym tle:śnią się jej ogromne
        pająki które chodzą po jej ciele. jej chłopak opowiada że w czasie koszarów
        zrywa się w nocy i biega po mieszkaniu krzycząc żeby pozabijał te pająki.
        dowiedziałam się o tym tydzień temu i te oskarżenia rzucają cień na to jak
        będzie zajmował się w przyszłości dorastającej córki?
        jest wiele faktów o których tu nie pisałam bo nie wiem jaki i czy maja one
        zwiazek z rozwodem i opkieka nad dziećmi.
        czy to tylko wymysł mojej sióstr? co one zyskają na tym że będą rzucać takie
        oskarżenia?
        co robić??
        pomóżcie...
        jak to wszystko ogarnąć??
        • scindapsus Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 12:15
          pozostaje ci duet-psycholog i psychiatra, aby się wzmocnic i nabrać
          sił do walki.Gdybym miała dzieci, stanęłabym na głowie aby
          przemocowiec nie mógł ich skrzywdzic.
          Sprawdz czy w twoich stronach nie ma organizacji pomocowych dla
          kobiet, i jesli są, udaj się tam z prosbą o pomoc.
          I nie podkładaj się tak bo jak Cię czytam to wydaje mi się że nie
          mówisz swoimi słowami tylko powtarzasz cudze o sobie opinie.
        • mayenna Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 14:18

          No to po tym co napisałaś to chyba już żadnych wątpliwości nie ma?
          Bierz siostry na swiadków i walcz.Ktoś taki nie powinien wychowywać dzieci.
    • evela1982 Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 15:43
      Hmmm myśle że teraz nie powinnas sie stresowac i prowadzić batalii
      sądowej z mężem, ale widać on to ma w głębokim poważaniu.! Nie wiem,
      w którym jestes miesiącu? Na pewno jest Ci przykro, że dzieci nie
      mieszkają z Tobą, małe są???, ale jeśli im niczego nie brakuje i są
      zadowolone to Ciebie tez to powinno uspokoić na jakiś czas. Jeśli to
      co piszesz(siostry) jest prawdą to nad czym się zastanawiasz??? Zrób
      wszystko co możesz, wykorzystaj wszystkie alternatywy i walcz!
      Powodzenia.
      • 8walentynka8 Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 15:49
        tak jak ty nie mam pojęcia czego się spodziewać w sądzie
        do czego się przygotować
        jakich pytań się spodziewać??
        np. jesli pani nie pracuje z czego sie pani utrzy muje??
        co mam powiedzieć?: wysoki sądzie konkubent mnie utrzymuje??
        sama się mam podkopywać?
        a może mam zataić kilka spraw??
        • 8walentynka8 Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 15:57
          dziękuje wszystkim za zainteresowanie moją marną osobą wink tongue_out
          ale proszę wymyślcie jak najwięcej trudnych pytań które może zadać mi sąd
          na które ma odpowiedzieć zgodnie z prawdą szczerze aż do bólu a które
          mogę trochę ubarwić
          np do końca stycznia mieszkałam u siostry
          ale później wynajmowałam mieszkanie
          jestem w 5 mies ciąży ale wcale nic nie widać
          czy mam mówić że mi pomagają siostry bo w istocie częściowo nawet mnie utrzymują
          i nic nie wspominać o moim obecnym partnerze
          czy od razu powiedzieć prawde
          mam tyle pytań
          niepewności
          i żadnej constans
          żadnej odpowiedzi
    • zmeczona100 Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 16:14
      Pomijając agresywne zachowania męża, to Twój przykład jest idealny, aby
      wskazać, jak sobie ludzie na własne życzenie komplikują życie. Małżeństwo
      nieudane? A to chyba należało je zakończyć, a nie szukać romansu. Jakos
      tak dziwnie się plecie, że dopiero po zadurzeniu się w kochanku uznawane
      jest małżeństwo za nieudane.
      Nie chcę Ciebie oceniać, ale cóż mozna napisać więcej? Nie zaczyna się
      kolejnego etapu w życiu bez zamknietych poprzednich. Inaczej same
      problemy, nerwy, strata zdrowia- o cierpieniu dzieci nawet nie
      wspominając.
      Przykro czytać, jednak jesteś dorosła, więc trzeba będzie samemu wypić to
      piwo.
      • 8walentynka8 Re: rozwód z mojej winy... 12.04.10, 16:40
        w dokumentach ma 2 pozwy o rozwód
        pierwszy z 2003 roku drugi z 2005 roku
        żaden nie ujrzał światła dziennego w imię tzw miłości.
        "kochanka" poznałam w lutym 2009 roku i muszę przyznać że się tak w nim nie zadużyłam tak od razu... na początku był on tylko środkiem bezwolnym narzędziem w moich rękach i dopiero jego ciepło i cierpliwość wsparcie również finasowe sprawiło że poczółam coś więcej
        facet czekał prawie 6 miesiecy zanim pozwoliłam sie pocałować. więc to nie jest tak do końca że sie zaduzyłam w nim.
        pierwszy raz wyprowadziłam się od mojego męża w 2002 roku ciekawe bo rok po ślubie
        gdybym wtedy złożyła pozew o rozwód co byście mieli do powiedzenia?
        pewnie że jestem głupią naiwną idiotką
        tyle to wiem
        tylko jak sobie radzą kobiety w podobnej sytuacji
        jak ja mam sobie radzić?
        • morekac Re: rozwód z mojej winy... 13.04.10, 06:08
          Powiem szczerze, że gdybyś była mężczyzną, już dawno nie zostawiono by na tobie
          suchej nitki.
        • zmeczona100 Re: rozwód z mojej winy... 13.04.10, 09:02
          8walentynka8 napisała:

          > w dokumentach ma 2 pozwy o rozwód
          > pierwszy z 2003 roku drugi z 2005 roku
          > żaden nie ujrzał światła dziennego w imię tzw miłości.

          A coś robiłaś miedzy tymi pozwami, czy czekałaś, aż samo się naprawi czy
          rozwiąże? Jak dla mnie, to co napisałaś, świadczy o tym, że sama nie
          wiesz, czego chcesz i jaki ma być w tym Twój udział.


          > "kochanka" poznałam w lutym 2009 roku i muszę przyznać że się tak w nim
          nie zad
          > użyłam tak od razu...

          Ale jakie ma to znaczenie- zadużyłaś się w nim, czy nie. Na razie nie
          doszłaś do żadnego ładu, masz rozpaprane życie, więc skupiasz się z nim na
          tychże problemach i to Was trzyma razem.


          > facet czekał prawie 6 miesiecy zanim pozwoliłam sie pocałować.

          Nieee, noooo. Szacun. Pomnik dla Ciebie czy dla niego się należy?


          > pierwszy raz wyprowadziłam się od mojego męża w 2002 roku ciekawe bo rok
          po ślu
          > bie
          > gdybym wtedy złożyła pozew o rozwód co byście mieli do powiedzenia?
          > pewnie że jestem głupią naiwną idiotką

          Nie. Wtedy pewnie każdy poradziłby Ci, aby uporządkować swoje emocje,
          przyjrzeć się swojemu wyborowi i popracować nad tym, abyś nie powieliła za
          jakiś czas problemu.


          > tylko jak sobie radzą kobiety w podobnej sytuacji
          > jak ja mam sobie radzić?

          Podejść do problemu jak dorosła, odpowiedzialna osoba, a nie jak małolata.
          Przyjąć do wiadomości, że ponosisz konsekwencje swoich wyborów i
          zastanowić się na serio, jak uporządkować teraz wszystko to, co się
          posypało, aby nie tkwić w zawieszeniu. I na pewno kierować się przede
          wszystkim dobrem dzieci.
          • zosia543 Re: rozwód z mojej winy... 13.04.10, 10:23
            Ze swej strony moge Ci poradzic tylko tyle ze musisz dac rade wszystko ulozyc i napewno ulozysz a czytajac opinie np.zmeczonej 100 chce powiedziec ze podziwiam ludzi ktorzy zawsze maja poukladane zycie zawsze wiedza jakie decyzje podejmowac aby byly sluszne zawsze wiedza jak panowac nad emocjami.
            • scindapsus Re: rozwód z mojej winy... 13.04.10, 10:32
              Tutaj nie chodzi o gratulacje bądz nie tylko o normalne ogarnięcie
              się.
              Robieniem nowego dziecka pani założycielka wątku starszym dzieciom
              nie pomoże.
              Ja z tych co uważają że najpierw nalezy zamkąć i posprzatać za
              starym a dopiero później zaczynać nowe.
              Pan znęt w oczach sądu będzie mężem i ojcem idealnym.
              Przecież pani nie ma niebieskiej karty/wezwań i raportów
              policyjnych/obdukcji dzieci.
              Słowo pani w ciązy z kochankiem przeciwko troskliwemu panu który
              poświeca siedla dzieci (tutaj można wpisac dowolną liste ochów i
              achów)
              To będzie wojna
              A założycielka wątku nie ma pomysłu co dalej-ach pomoc dajcie mi
              rodacy.Jednym słowem kanał.
              Więc albo załozycielka watku wytrze nos i przygotuje się do wojny,
              albo będzie dalej karmić siebie i nas łzawymi historiami

              Czy już pisłam że pomoc psychologa by się przydała?
              jak nie to napiszę jeszcze raz
              pomoc psycholog araz raz i to nieustająca
              Kogos mądrego a nie z opisu nangi (brr)


              • 8walentynka8 Re: rozwód z mojej winy... 13.04.10, 12:19
                dziękuję serdecznie za wszystkie opinie
                jestem wdzięczna szczególnie za słowa krytyki one mnie motywują i utwierdzają w tym co już postanowiłam
                zawsze wiedziałam co mam zrobić,tylko zastanawiałam się czy jest jeszcze jakieś alternatywne wyjście
                nie ma.
                dzięki za wszystko
                ciągle oczekuję na Wasze zdanie i opinie na to że podzielicie się podobnymi doświadczeniami
                zazwyczaj panowie znajdują się w podobnej sytuacji wink
                więc panowie do dzieła ulżyjcie sobie wyraźcie opinie
                wszystko przemyśle i wyciągnę konstruktywne wnioski
                dziękuję bardzo
                pozdrawiam
                • mgrania Re: rozwód z mojej winy... 15.04.10, 21:18
                  ...z dala od dzieci, bez rozwodu, mieszkania, pieniędzy i pracy. Za
                  to w kolejnej nieplanowanej ciąży z konkubentem.
                  Byłabym przerażona będąc w takiej sytuacji. Dlatego tak ważne jest
                  kierowanie się rozumem i dobrem dzieci- zwłaszcza tych już
                  urodzonych.
Pełna wersja