prośba o konkretną radę

28.04.10, 19:48
Witam wszystkich.

Chcę się rozwieść. Właściwie chcemy. Dwa lata temu wzięliśmy kredyt
mieszkaniowy na 100% wartości we frankach, który faktycznie spłaca, póki co
dobrze zarabiający, mój mąż. Ja zarabiam na ratę. Mamy dwóch synów: 5 i 7.
Przed zakupem mieszkania w Warszawie sprzedałam mieszkanie w mniejszym
mieście, nieporównywalnie tańsze, które było w części kredytowane, a w części
sfinansowane przez moją matkę. Kasa po sprzedaży została więc przeznaczona
głównie na spłatę długów i na urządzanie nowego mieszkania. Osobiście jestem
więc goła i niekoniecznie wesoła. Mąż proponuje, żebym po rozwodzie pozostała
wraz z dziećmi w obecnym, wspólnym mieszkaniu, które deklaruje nadal spłacać.
Problem polega na tym, że mój mąż jest alkoholikiem i już dwa razy poważnie
nawalił w pracy. Po ostatnim razie poszedł na terapię, którą obecnie przerwał,
więc istnieje ryzyko, że w końcu straci pracę. Z tego, co wiem, oszczędności
nie posiada. Nie bardzo wiem, jak ten problem rozwiązać. Nie chcę wracać pod
matczyny dach, tym bardziej, że tam, skąd pochodzę niełatwo o pracę, więc
prawdopodobnie ja i dzieci bylibyśmy na jej utrzymaniu. Jeśli ktoś z Was miał
podobny problem, proszę o radę. Ewentualnie, do kogo mogę o rade się zwrócić:
do adwokata? radcy prawnego? Kompletnie nie wiem, jak to wszystko działa.
Zostać w mieszkaniu i prosić o wysokie alimenty, żebym mogła płacić raty?
Wprowadzić rozdzielność i oddać mu to mieszkanie? Wtedy jak w nim mieszkać?
Pomóżcie, proszę.
    • zmeczona100 Re: prośba o konkretną radę 28.04.10, 19:56
      Niekoniecznie goła- matka zrobiła na Ciebie darowiznę, więc nie weszły
      pieniądze jako Wasze, a tylko jako Twoje do Waszego wspólnego majątku- one
      nadal są Twoje. Wg mnie ważny jest udział procentowy tejże darowizny w
      ostatecznym koszcie mieszkania- teraz powinnaś odzyskać taki sam %. Plus
      połowę Waszego wspólnego majątku. Na Twoim miejscu poradziłabym się
      dobrego prawnika.
      • sophie75 Re: prośba o konkretną radę 28.04.10, 20:02
        Pewnie źle się wyraziłam. Napisałam "sfinansowała", ale faktycznie dała kasę,
        gdy kupowaliśmy mieszkanie, a ja jej oddałam po sprzedaży. Większość. Bo kredyt
        tez brała wówczas ona. Jak by nie patrzeć - jestem goła.
        • zmeczona100 Re: prośba o konkretną radę 28.04.10, 20:16
          Faktycznie, raczej goła zostałaś.
          Można, oczywiście, sprzedać mieszkanie i podzielić się po połowie. Ale
          obawiam się, że do spłaty po uregulowaniu kredytu, nic nie zostanie, a
          raczej będzie na minus uncertain
          • wiciu.zip Re: prośba o konkretną radę 28.04.10, 22:56
            zmeczona100 napisała:

            > Faktycznie, raczej goła zostałaś.
            > Można, oczywiście, sprzedać mieszkanie i podzielić się po połowie. Ale
            > obawiam się, że do spłaty po uregulowaniu kredytu, nic nie zostanie, a
            > raczej będzie na minus uncertain

            Naprawdę nie ma większego zmartwienie ?
            Przecież póki co opłaca i pozwala im w nim mieszkać.
            Myślisz, że je kiedyś wyrzuci ?
            Nie sądzę. Tak nisko oceniacie mężczyzn...

            zdar
            wiciu

    • wiciu.zip Re: prośba o konkretną radę 28.04.10, 20:23
      sophie75 napisała:

      > Witam wszystkich.
      >
      > Chcę się rozwieść. Właściwie chcemy.

      Ale właściwie dlaczego ?
      Jeśli Cię kocha, a tak pewnie jest,
      zostawi Ci to mieszkanie, to pewne.

      Porzucasz go przez alkohol ?
      Nie rób tego, jeśli go kochasz.

      zdar
      wiciu
      • sophie75 Re: prośba o konkretną radę 28.04.10, 20:30
        Te decyzję powinnam była podjąć dużo wcześniej. Alkohol, panienki i co kilka
        miesięcy zastanawianie się: "A może ja nie potrafię kochać... " Poza tym on sam
        tego chce. Gdyby kochał, to by powalczył... Ze sobą też. Ale nie chce. Wczoraj
        powiedział, że "nasze małżeństwo nie działa smile wink" i że "gdyby nie dzieci nie
        miałby wątpliwości". A ja chcę spokoju. Byłam, trwałam, wybaczałam, kochałam.
        Jestem bankrutem nie tylko finansowym, ale i emocjonalnym. Wiesz, Wiciu, to
        przykre gdy znajdujesz skrupulatnie zapisaną karteczkę z numerami telefonów do
        prostytutek, plus wymiary, wiek i upodobania. tej karteczce poświęcił więcej
        czasu niż mnie i dzieciom w ciągu pół roku. Tak chce żyć, muszę to zaakceptować.
        Tylko z tym mieszkaniem problem niemały. I z poczuciem totalnej życiowej klęski.
        • wiciu.zip Re: prośba o konkretną radę 28.04.10, 21:49
          sophie75 napisała:

          > Te decyzję powinnam była podjąć dużo wcześniej. Alkohol, panienki i co kilka
          > miesięcy zastanawianie się: "A może ja nie potrafię kochać... " Poza tym on sam
          > tego chce. Gdyby kochał, to by powalczył... Ze sobą też. Ale nie chce.


          Tego to nie wiesz, a nawet jest pewne, że chce.



          Wczoraj
          > powiedział, że "nasze małżeństwo nie działa smile wink" i że "gdyby nie dzieci nie
          > miałby wątpliwości".


          A jednak was kocha.


          >A ja chcę spokoju. Byłam, trwałam, wybaczałam, kochałam.
          > Jestem bankrutem nie tylko finansowym, ale i emocjonalnym.

          I ja też, to nic nadzwyczajnego,
          mam też sporo takich znajomych :o)


          >Wiesz, Wiciu, to
          > przykre gdy znajdujesz skrupulatnie zapisaną karteczkę z numerami telefonów do
          > prostytutek,

          Tym bym się akurat specjalnie nie martwił.


          > plus wymiary, wiek i upodobania. tej karteczce poświęcił więcej
          > czasu niż mnie i dzieciom w ciągu pół roku. Tak chce żyć, muszę to zaakceptować


          No cóż, wygląda na to, że go coś pociągnęło w inną stronę.


          > Tylko z tym mieszkaniem problem niemały. I z poczuciem totalnej
          > życiowej klęski.

          Nie tylko Ty, to nie koniec życia.
          Poza tym masz dzieci, a to nie klęska,
          wręcz przeciwnie.

          3M sie ! :o)
          zdar
          wiciu
          • sophie75 Re: prośba o konkretną radę 28.04.10, 21:59
            wiciu.zip napisał:

            > sophie75 napisała:
            >
            > > Te decyzję powinnam była podjąć dużo wcześniej. Alkohol, panienki i co ki
            > lka
            > > miesięcy zastanawianie się: "A może ja nie potrafię kochać... " Poza tym
            > on sam
            > > tego chce. Gdyby kochał, to by powalczył... Ze sobą też. Ale nie chce.
            >
            >
            > Tego to nie wiesz, a nawet jest pewne, że chce.
            Wiem. Bardzo długo się łudziłam. fakty mówią za siebie. A są jakie są.
            >
            >
            >
            > Wczoraj
            > > powiedział, że "nasze małżeństwo nie działa smile wink" i że "gdyby nie dzieci
            > nie
            > > miałby wątpliwości".
            >
            >
            > A jednak was kocha.

            Nie mam pojęcia, dlaczego tak twierdzisz... Dla mnie to jest jednoznaczna
            informacja. Poprosiłam o konkrety i dostałam.
            >
            >
            > >A ja chcę spokoju. Byłam, trwałam, wybaczałam, kochałam.
            > > Jestem bankrutem nie tylko finansowym, ale i emocjonalnym.
            >
            > I ja też, to nic nadzwyczajnego,
            > mam też sporo takich znajomych :o)

            Dla mnie to jest nadzwyczajne o tyle, że przez to straciłam cały szacunek do
            siebie. I poczucie wartości jest równe 0.
            >
            >
            > >Wiesz, Wiciu, to
            > > przykre gdy znajdujesz skrupulatnie zapisaną karteczkę z numerami telefon
            > ów do
            > > prostytutek,
            >
            > Tym bym się akurat specjalnie nie martwił.

            Rozwiniesz? Gdy spytałam, o co chodzi powiedział, że to nie ma nic wspólnego ze
            mną. czyżby?
            >
            >
            > > plus wymiary, wiek i upodobania. tej karteczce poświęcił więcej
            > > czasu niż mnie i dzieciom w ciągu pół roku. Tak chce żyć, muszę to zaakce
            > ptować
            >
            >
            > No cóż, wygląda na to, że go coś pociągnęło w inną stronę.

            Nie cierpię na ból głowy. Raczej nie należę do pruderyjnych, jeśli komuś ufam.
            Lubię seks. Z nim szczególnie, bo lata praktyki robią swoje. Myję się regularnie
            i wyglądam przyzwoicie. Choć nie będę "długonogą kowbojką"...
            >
            >
            > > Tylko z tym mieszkaniem problem niemały. I z poczuciem totalnej
            > > życiowej klęski.
            >
            > Nie tylko Ty, to nie koniec życia.
            > Poza tym masz dzieci, a to nie klęska,
            > wręcz przeciwnie.

            Na razie klęska. Gdy czytam wypowiedzi, mam nadzieję, że za rok będzie lepiej.
            Ale to dopiero za rok.

            Pozdrawia i dzięki za odzew.
            >
            > 3M sie ! :o)
            > zdar
            > wiciu
            • wiciu.zip Re: prośba o konkretną radę 28.04.10, 22:30
              sophie75 napisała:

              > >. Gdyby kochał, to by powalczył... Ze sobą też. Ale nie ch
              > ce.
              > >
              >
              > > Tego to nie wiesz, a nawet jest pewne, że chce.

              > Wiem. Bardzo długo się łudziłam. fakty mówią za siebie. A są jakie są.

              Fakty mówią, ze nie daje rady,
              a nie że nie chce.



              > > Wczoraj
              > > > powiedział, że "nasze małżeństwo nie działa smile wink" i że "gdyby nie
              > dzieci
              > > nie
              > > > miałby wątpliwości".
              > >
              > >
              > > A jednak was kocha.
              >
              > Nie mam pojęcia, dlaczego tak twierdzisz... Dla mnie to jest jednoznaczna
              > informacja. Poprosiłam o konkrety i dostałam.

              Wymusiłaś je, może powiedział to, czego wcale nie chciał.
              A nawet jeśli, to kocha dzieci, więc kocha i Ciebie,
              to oczywiste.

              Chyba że mu ich tylko żal, a le wtedy Ciebie też
              mu żal. Zostawi Ci to mieszkanie, to jest chyba
              ważny gest, tak ?

              Jeśli się boisz, ze nie da sobie rady,
              to mu pomóż, to przecież w najgorszym wypadku
              ojciec Twoich dzieci.


              > > >A ja chcę spokoju. Byłam, trwałam, wybaczałam, kochałam.
              > > > Jestem bankrutem nie tylko finansowym, ale i emocjonalnym.
              > >
              > > I ja też, to nic nadzwyczajnego,
              > > mam też sporo takich znajomych :o)
              >
              > Dla mnie to jest nadzwyczajne o tyle, że przez to straciłam cały szacunek do
              > siebie. I poczucie wartości jest równe 0.

              Przecież Ci mówię, że to normalna rzecz,
              też przez to przechodzę.



              > > >Wiesz, Wiciu, to
              > > > przykre gdy znajdujesz skrupulatnie zapisaną karteczkę z numerami t
              > elefon
              > > ów do
              > > > prostytutek,
              > >
              > > Tym bym się akurat specjalnie nie martwił.
              >
              > Rozwiniesz? Gdy spytałam, o co chodzi powiedział, że to nie ma nic wspólnego ze
              > mną. czyżby?

              To oczywiste, że te dziewczyny dają mu coś,
              czego Ty nie chciałaś lub nie byłaś w stanie mu dać.


              > > > plus wymiary, wiek i upodobania. tej karteczce poświęcił więcej
              > > > czasu niż mnie i dzieciom w ciągu pół roku. Tak chce żyć, muszę to
              > zaakce
              > > ptować
              > >
              > >
              > > No cóż, wygląda na to, że go coś pociągnęło w inną stronę.
              >
              > Nie cierpię na ból głowy. Raczej nie należę do pruderyjnych, jeśli komuś ufam.
              > Lubię seks. Z nim szczególnie, bo lata praktyki robią swoje. Myję się regularni
              > e
              > i wyglądam przyzwoicie. Choć nie będę "długonogą kowbojką"...

              Hmm..., a nie mogłaś go zapytać, co mu nie pasuje ?
              Bo wyraźnie coś mu nie pasowało.



              > > > Tylko z tym mieszkaniem problem niemały. I z poczuciem totalnej
              > > > życiowej klęski.
              > >
              > > Nie tylko Ty, to nie koniec życia.
              > > Poza tym masz dzieci, a to nie klęska,
              > > wręcz przeciwnie.
              >
              > Na razie klęska. Gdy czytam wypowiedzi, mam nadzieję, że za rok będzie lepiej.
              > Ale to dopiero za rok.

              Jak to za rok ?
              Kto tak mówi ? Jakiś psycholog ?

              > Pozdrawia i dzięki za odzew.

              Cóż, chyba na nic się nie przydałem,
              ale rozmawia się fajnie z kimś, kto coś
              w życiu przeżył konkretnego...

              zdar
              wiciu

Pełna wersja