A dziecko się uparło i nie...!!

07.05.10, 18:25
Niby nic a jednak się zaczynam obawiać. Mój syn - 12 lat - nie chce jeździć do
matki. Dzisiaj kolejny odcinek serialu. A za dwa tygodnie na sali sądowej
znowu usłyszę, że utrudniam kontakty z dzieckiem. Qu...wa!! Czy tak trudno
zrozumieć dwunastolatka z pasją kiedy mówi - "przyjedź jutro"? Albo: "nie chcę
jechać!"
Nie wiem jak rozmawiać z panią mamą - psychologiem dziecięcym....
    • mediator.org ale to nie dziecko decyduje... 07.05.10, 20:21
      Raczej porozmawiaj z dzieckiem, dlaczego nie chce jeździć.
      A nie z jego mamą.
      A potem ewentualnie porozmawiajcie wszyscy razem.
      Mama psycholog dziecięcy chyba rozumie, że rozmowy dużo mogą wyjaśnić...
      To, że dziecko nie chce jeździć do jednego z rodziców czasami jest grą, czasami
      pokazaniem z kim się dziecko solidaryzuje (co nie zawsze oznacza, którego z
      rodziców bardziej kocha, lecz np. którego jest mniej pewne...)
      Przyczyn może być wiele. Ważne aby je namierzyć i w miarę możliwości rozwiązać.
      Bo chyba nie jesteś tak naiwny, aby sądzić, że unikanie kontaktów z
      którymkolwiek z rodziców, na dłuższą metę, jest dla dziecka korzystne... No
      chyba, że macie jakąś patologię, ale to wówczas inna bajka.
      • ef.endir Re: ale to nie dziecko decyduje... 07.05.10, 20:45
        Że dziecko nie decyduje - wiem. I zgadzam się z tymi, którzy każą wysłuchać a
        potem wytłumaczyć. Gra dziecka? Też o tym myślałem Nie wydaje mi się, żeby
        robiło to z taką premedytacją i przez tyle czasu (dwa lata walki, żeby mieszkać
        u mnie, ucieczka z domu matki itp - prawie 2,5 roku) Co się dzieje "tam"? Dużo
        wiem i niestety coraz lepiej go rozumiem, co nie oznacza, że jestem zachwycony
        jego stosunkiem do matki. A z moją prawie byłą rozmawiałem. Jak zwykle. Jak
        grochem o ścianę. Proponowałem inne rozwiązania - przyjazdy poza wyznaczonymi
        terminami, uczestniczenie w zajęciach i pasjach małego, kontakty z wychowawcą i
        psychologiem szkolnym... D...pa. Pani "psycholog" - bo inaczej juz nie można -
        nie rozumie. A ja tylko pedagogiem z wykształcenia, pasji i zawodu jestem....
        • zmeczona100 Re: ale to nie dziecko decyduje... 07.05.10, 21:37
          Pani "psycholog" - bo inaczej juz nie można -
          > nie rozumie. A ja tylko pedagogiem z wykształcenia, pasji i zawodu
          jestem....

          Toście się dobrali wink

          Szewc bez butów chodzi wink
        • tully.makker Re: ale to nie dziecko decyduje... 07.05.10, 21:53
          uczestniczenie w zajęciach i pasjach małego


          Malego? czy mowimy o 12-latku?
          • ef.endir Re: ale to nie dziecko decyduje... 08.05.10, 13:46
            Napisałem "małego" bo wszyscy traktują go jak małego albo - o tym napisałem w
            poście poniżej - jako kogoś niepoczytalnego, nie jak osobę, która czuje,
            rozumie, wymaga, potrzebuje itp tylko jak przedmiot, który się ma albo się nie
            ma. W związku z tym jakakolwiek próba rozmowy o nim jest niemożliwa! bo on nie
            decyduje, on nie wie czego chce itp.
      • morekac Re: ale to nie dziecko decyduje... 08.05.10, 10:25
        A mnie się zdaje, że to przede wszystkim mama powinna porozmawiać z
        dzieckiem, dlaczego nie chce ono jeżdzić do mamy. Albo ktoś - hm,
        bezstronny. 12-latka do bardzo niewielu rzeczy można zmusić...
    • mediator.org konflikt w toku? 08.05.10, 09:35
      "z prawie była"?! To jaka jest Wasza sytuacja na dzień dzisiejszy?
      I - jak zwrócił ktoś uwagę - "w zajęciach MAŁEGO"?...
      Dzieci bardzo chętnie podchwytują możliwość manipulowania rodzicami i sytuacją
      okołorozwodową. I nie robią tego świadomie i dlatego, że są "zepsute", ale
      zwyczajnie dlatego, że sobie nie radzą najczęściej pozostawione same sobie, lub
      "używane" przez dorosłych do rozgrywek.
      I może to trwać latami całymi! W ten sposób kształtuje się powichrowane psychiki
      - spadek nie do przeskoczenia wyniesiony z rodzinnego domu...
      Ważne jest jedno - do konfliktu ZAWSZE potrzebne są dwie strony (no chyba, że
      ktoś ma wyjątkową wyobraźnię i potrafi sam ze sobą wink)
      Dlatego pomyśl szczerze co takiego Ty robisz, co mógłbyś zmienić.
      A dorośli potrafią grać, oj potrafią... Przykładów można mnożyć.
      Szkoda dziecka... A 12 lat to poważna sprawa.
      Mnie zaniepokoiło to Twoje "z prawie byłą". To znaczy, że Wy od tych ponad dwóch
      lat macie niewyjaśnioną sytuację i jesteście w trakcie wojny? To by wyjaśniało
      dlaczego dziecko sobie nie radzi. Np. dlatego, że ma dość. Często dzieci w
      takich sytuacjach wybierają sobie jednego z rodziców, drugiego jakby skreślają i
      wówczas same sobie czynią sytuację bardziej znośną i przejrzystą.
      Jak już pisałam - przyczyn może być wiele.
      Na razie nie napisałeś nic konkretnego o problemach, które stały się
      przyczynkiem do unikania kontaktów z mamą.
      • ef.endir Re: konflikt w toku? 08.05.10, 13:42
        Tak. Niestety, cały konflikt trwa już ponad 2,5 roku. Dlaczego? Nie potrafię
        tego opisać. Sprawa jest długa, skomplikowana i nie do opowiedzenia. A problemy
        z dzieckiem... i dlaczego nie chce jechać do matki:
        1. utrudnianie kontaktów ze mną, kiedy jeszcze nie mieszkaliśmy razem,
        2. kłamstwa, kłamstwa, kłamstwa, które mój syn sam mógł zweryfikować,
        3. wynajdowanie u dziecka chorób - również albo przede wszystkim psychicznych -
        jako powód, który uniemożliwia mieszkanie syna ze mną,
        4. przedstawianie go w oczach rówieśników, rodziny, nauczycieli, znajomych jako
        osoby chorej psychicznie i w związku z tym nie odpowiadającej za to co mówi i
        czego chce!!!
        4. składanie zawiadomień do prokuratury o popełnieniu przestępstwa i
        przekazywaniu informacji dziecku " policja i prokurator już zajmują się ojcem
        przestępcą"
        5. niewywiązywanie się z postanowień sądu - od postanowienia sądu do momentu,
        kiedy dziecko zamieszkało ze mną minęło ponad 3 miesiące. I nikt i nic nie mogło
        tego zmienić!!!!
        6. takie proste sprawy jak: ograniczenie mi wizyt (widywałem się z dzieckiem 4
        -5 razy w tygodniu, matka wniosła do sądu o ustalenie wizyt bo zaniedbuję
        dziecko i nie widuję się z nim wcale!! - sąd ustalił 2 razy w miesiącu, co
        skwapliwie wykorzystywała), zabranie dziecku telefonu jako kara (nie dowiedział
        się za co tak kara a telefon i doładowania były ode mnie - codziennie do siebie
        dzwoniliśmy)
        7. brak zainteresowania pasjami syna - na żadnym koncercie dziecka matka nie
        była, choć trwają już ponad 3 lata!!! raz przyszła, ale właśnie wracaliśmy po
        zakończeniu koncertu do domu... i wczoraj znowu pojechał do kochającej mamusi,
        chociaż dzisiaj o 15.30 znów ma zagrać...
        8. szkoła - 27% nieobecności w poprzednim roku, 7 godz. w tym, kiedy mieszka ze
        mną. Śr. w poprzedniej klasie -3,6, obecnie na półrocze 4,7 i prawdopodobnie
        będzie na koniec wyższa - więc dochodzi samoocena dziecka, poczucie ważności,
        własnych możliwości itp
        9. i mnóstwo innych, mniejszych i większych rzeczy, które się zdarzyły
        A moja wina? nie potrafiłem kolejny raz dostać w pysk i odwrócić się do dziecka
        z uśmiechem na ustach bo właśnie weszło do pokoju....
        A dalej się już potoczyło. Po 2 latach procesu, żona dalej wzywa nowych
        świadków, żąda nowych badań w RODK (2 już były), zmienia adwokatów - teraz
        będzie miała 5!! i cyrk trwa.
        • z_mazur Re: konflikt w toku? 08.05.10, 14:48
          Panie na tym forum i tak Ci nie uwierzą.

          Pewnie to wszystko Twoja wina i tylko się wybielasz. Kobiety jako matki są nieomylne i zawsze wiedzą co jest dla dziecka najlepsze i zawsze robią wszystko dla jego dobra. smile

          Teraz się przygotuj na starcie z paroma Paniami, które Ci będą udowadniały jaki to "be" jesteś. smile
          • sinsi ??? 08.05.10, 15:18
            z_mazur napisał:

            > Panie na tym forum i tak Ci nie uwierzą.
            >
            > Pewnie to wszystko Twoja wina i tylko się wybielasz. Kobiety jako matki są nieo
            > mylne i zawsze wiedzą co jest dla dziecka najlepsze i zawsze robią wszystko dla
            > jego dobra. smile
            >
            > Teraz się przygotuj na starcie z paroma Paniami, które Ci będą udowadniały jaki
            > to "be" jesteś. smile


            czy naprawdę taki prostak tu jest moderatorem??
            człowieku. to że żona cię pogoniła to nie powód do wyżywania się na wszystkich
            kobietach! dorośnij wreszcie.
            • z_mazur Re: ??? 08.05.10, 15:21
              > czy naprawdę taki prostak tu jest moderatorem??

              No masz ci los. Dramat po prostu. smile
              • sinsi Re: ??? 08.05.10, 15:27
                dramat. chodzisz po forum i judzisz "wszystkie baby są złeeee", "wszystkie matki
                tutaj są złeeee a wszyscy ojcowie dobrzyyyy"

                i pokazujesz się własciwie tylko wtedy, jak masz okazję to gdzies napisać.

                zastanów się nad sobą, bo wyraźnie coś z tobą nie halo.
                • z_mazur Re: ??? 08.05.10, 15:45
                  A gdzie ja tak napisałem?

                  Chociaż to fakt, że wiele kobiet NA TYM FORUM ma problem z emocjami i pojawiających się tu facetów traktuje jak obiekty do wyładowania swojej frustracji.

                  A jak się nie pojawi żaden nowy facet, to zawsze jest moderator. smile

                  A rzeczywiście pojawiam się jak mam okazję to napisać. Zawsze liczę na to, że któraś z tych kobiet to zauważy i może to będzie dla niej pierwszy krok do odzyskania równowagi. smile
                  • sinsi Re: ??? 08.05.10, 16:02
                    zacznij od naprawy siebie a nie innych. jak na razie każdy watek gdzie pojawia
                    się facet-ojciec, wykorzystujesz do wylewania swoich frustracji i nienawiści do
                    kobiet. możesz sie zarzekać, ze kobiety w realu lubisz, a z twoich postów
                    widać jasno, że masz z nimi problem i napadasz za nie....za... matkę? zonę? -
                    sam sobie to rozwiąz. "lekarzu lecz się sam", bo twoje tyrady "o złych
                    kobietach" są dość żenujące i na pewno nie pomagają tu autorowi tego wątku w
                    rozwiązaniu jego problemu. to mediator.ka =exżona i matka wzięła się kompleksowo
                    za pomoc a ty przyszedłwś tylko judzić przeciw kobietom. nie załatwiaj swoich
                    spraw, cudzymi, dużo istotniejszymi obecnie problemami!!
                    • z_mazur Re: ??? 08.05.10, 16:14
                      > zacznij od naprawy siebie a nie innych.

                      Jak to mówią, kocioł - garnkowi...

                      Ty możesz wytykać mi moje problemy i to robisz. Jednocześnie odmawiasz mi prawa unanoczniaina innym ich problemów. Ciekawe.

                      Gdybym szedł Twoim tokiem myślenia, pomyślałbym, że masz jakieś problemy, z którymi powinnaś się uporać, zamiast zajmować się moimi. smile

                      I rzeczywiście roszyfrowałaś mnie, tak samo w realu, jak na forum nie lubie sfrustrowanych, mających problemy ze swoimi emocjami kobiet, które zieją niechęcią do facetów. Ale wiesz co? Nie mam zamiaru tego zmieniać, świadomie postanawiam pozostać taki zepsuty. smile
                      • zmeczona100 Re: ??? 08.05.10, 16:22
                        Nie ma to jak wszystkowiedzący Mazurek.

                        Jednocześnie odmawiasz mi prawa
                        > unanoczniaina innym ich problemów

                        Ale wiesz co? Nie mam zamiaru tego zmieniać, świadomie postanawiam
                        > pozostać taki zepsuty. smile

                        Głupiś czy udajesz? Problem nie w tym, że nie lubisz sfrustrowanych
                        kobiet, tylko w tym, że tę cechę przypisujesz wszystkim kobietom!

                        Żenua, moderatorze! Żenua!
                        • z_mazur Re: ??? 08.05.10, 16:31
                          > Głupiś czy udajesz? Problem nie w tym, że nie lubisz sfrustrowanych
                          > kobiet, tylko w tym, że tę cechę przypisujesz wszystkim kobietom!

                          Raczej nie wszystkim, bo jest sporo kobiet które lubię, niektóre nawet bardzo, chociaż akurat Ty do tego grona nie należysz.

                          Mogę się zrewanżować paroma sugestiami dotyczącymi Twojej inteligencji i zwracać się do Ciebie np. per "zmęczoniutka", chociaż osobiście uważam, że to mało grzeczne, ale jeśli lubisz taki styl prowadzenia dyskusji...
                          • zmeczona100 Re: ??? 08.05.10, 16:57
                            prowadzenie dyskusji?/ Wolne żarty! Dyskusja nie polega na tym, że
                            przytakuje się drugiej osobie, tylko przytaczane są argumenty.
                            Od mojej inteligencji Ci wara- przejrzyj swoje wpisy i sam oceń, czy
                            forumowicze są tak głupi, aby nie zauważyć tendencyjności w Twoich
                            wypowiedziach.
                            Nie interesują mnie twoje wypociny na mój temat, bo mnie nie znasz. Nie
                            znasz mnie, więc nie wiesz, że nie daję się zastraszać ("Mogę się
                            zrewanżować paroma sugestiami dotyczącymi Twojej inteligencji"- ojejku,
                            już się boję, co napiszesz, o co ci chodzi, normalnie ze strachu i
                            zdenerwowania chyba paznokcie zjem). Twoje próby manipulacji są po prostu
                            żałosne. I to jest moderator tego forum!

                            > chociaż akurat Ty do tego grona nie należysz.

                            No się zapłaczę z rozpaczy.
                            • z_mazur Re: ??? 08.05.10, 17:22
                              Czyli Twoje przytyki do mnie w stylu "głupiś" są ok, a od Twojej inteligencji mam się trzymać z daleka? smile Ech, nieśmiertelna moralność Kalego.

                              Jeśli rzeczywiście rzeczowa dyskusja miałaby wyglądać tak jak ta wymiana zdań z Tobą, to ludzie chyba nigdy w żadnej sprawie by się nie dogadali.

                              Każde stwierdzenie bierzesz personalnie do siebie i na każde reagujesz emocjonalnie. Jak już napisałem, staram się dystansować od takich osób, więc na tym zakończę tą wymianę zdań.
                              • zmeczona100 Re: ??? 08.05.10, 19:07
                                z_mazur napisał:

                                > Czyli Twoje przytyki do mnie w stylu "głupiś" są ok, a od Twojej
                                inteligencji m
                                > am się trzymać z daleka? smile Ech, nieśmiertelna moralność Kalego.

                                Nie ma to jak czytanie ze zrozumieniem. Ale to nie nowość- nawet na
                                maturze mają z tym problemy.

                                > Jeśli rzeczywiście rzeczowa dyskusja miałaby wyglądać tak jak ta wymiana
                                zdań z
                                > Tobą, to ludzie chyba nigdy w żadnej sprawie by się nie dogadali.

                                Nie chyba, a na pewno. Mnie interesują tylko i wyłącznie fakty, a nie
                                Twoje insynuacje.

                                > Każde stwierdzenie bierzesz personalnie do siebie i na każde reagujesz
                                emocjona
                                > lnie.

                                Jak świetnie, ze (znowu) wiesz lepiej ode mnie, co czuję. I że
                                dostrzegasz, gdzie stwierdzenie "nie wprost do mnie" wzięłam do siebie
                                (cholera, pewnie ze starości wzrok mi poleciał).
                                Otóż dlatego, że mam dystans do siebie, żadnych złośliwości dowcipnych nie
                                traktuję jako ataku na mnie, no i nie biorę na poważnie opinii osób, które
                                mnie nie znają. Natomiast doskonale odróżniam przyjemne złośliwości od
                                ataków ad personam, które czynisz wobec mnie.

                                Dla mnie to też EOT.
          • zmeczona100 Re: konflikt w toku? 08.05.10, 15:39
            z_mazur napisał:

            > Panie na tym forum i tak Ci nie uwierzą.

            Nie wiedziałam, że Ty jesteś kobietą.
            > Teraz się przygotuj na starcie z paroma Paniami, które Ci będą
            udowadniały jaki
            > to "be" jesteś. smile

            Na starcie to wypadałoby Tobie się przygotować. Tylko wiesz, ja Ciebie już
            dawno olałam, a w zasadzie wyobrażenia Twojego pokręconego umysłu, który
            nie dopuszcza myśli, że panie mogą czelność posiadać własne zdanie,
            zdolność logicznego myślenia, doświadczenia i poglądy. I nie sądzę, abym
            była na tym forum jedyna.
            • z_mazur Re: konflikt w toku? 08.05.10, 15:40
              No tak, uderz w stół... smile
              • zmeczona100 Re: konflikt w toku? 08.05.10, 15:43
                Nie pochlebiaj sobie.
        • zmeczona100 Re: konflikt w toku? 08.05.10, 15:42
          Współczuję, ef.endir, sytuacji.
          Czyli jeszcze trochę to potrwa.
          Będę Ci kibicować i śledzić Twoje posty- o ile zechcesz tu pisać, bo mnie
          też czeka batalia na lata... Tyle tylko, że to z powodu braku racjonalnego
          myślenia u mojego jeszcze "męża"...
          • ef.endir Re: konflikt w toku? 08.05.10, 17:18
            Oj, potrwa. Najgorzej, że nie można jakoś od tego wszystkiego się uwolnić.
            Kolejny termin, nowe spostrzeżenia kolejnego adwokata, nowe "fakty"
            przedstawiane przez nowych "świadków". I tak w kółko....
            A ja tylko chciałbym - jeśli nam, razem nie wyszło - to dajmy sobie szansę na
            normalne życie. I temu dzieciakowi, bo on w tym wszystkim najbardziej dostaje po
            uszach.
            • zmeczona100 Re: konflikt w toku? 08.05.10, 19:26
              Widzę podobny scenariusz- też "liczę" na kolejnych świadków i kolejne
              sprawy... Zamiast usiąść, przedyskutować sytuację i jej aspekty prawne i
              rozstać się jak normalni ludzie, to czas gotować się na udowadnianie, że
              nie jest się wielbłądem uncertain
              Ehhh...
              U mnie przynajmniej sprawa jest jasna- dziecko "moje", bo tatuś ma już
              nową rodzinę- nowa dama i jej dzieci, więc nawet nie zwraca na niego
              uwagi. Mój ma 13 lat, dla mnie nadal jest "mały" (mimo prawie 1,90 wink, ale
              nie jest traktowany jako ubezwłasnowolniony- tak go nigdy nie traktowałam.
              Ileż ja bym dała, aby miał normalnego ojca i normalne z nim stosunki...

              A Ty masz adwokata? Co on na taki rozwój wypadków, a w zasadzie na zastój
              w sprawie? Przecież chyba jest jakaś możliwość, aby ten bezsens zakończyć?
              Pytanie retoryczne z cyklu "Pocieszam się".
              • ef.endir Re: konflikt w toku? 08.05.10, 19:37
                Też nie traktuję mojego syna jak ubezwłasnowolnionegosmile chociaż lat ma 12 i
                daleko mu do 1.90m!smile Chciałbym, żeby umiał podejmować decyzje samodzielnie i
                żeby wiedział, że jak coś pójdzie nie po jego myśli, to ojciec pomoże. A poza
                tym - mam do niego zaufanie.
                Adwokat, cóż może się śmiać z kolejnych adwokatów strony przeciwnej, kolejnych
                świadków, wnioskować o zakończenie, ale... jak dotychczas nie przynosi to
                rezultatu. Może za miesiąc? Na razie czekam na powrót mojego "Małego" - to jutro
                wieczorem. Ciekawe co tym razem przyniesie.....
                pzdr.
    • mediator.org poważnie to wygląda 08.05.10, 18:07
      To co napisałeś wygląda mało "ciekawie"... Oczywiście dobrze byłoby znać wersję
      drugiej strony. Co Twoją żonę skłoniło do takich zachowań?
      Szkoda dziecka, bardzo szkoda. Ale skoro syn jest u Ciebie masz szansę budować
      pewną normalność w całej tej nienormalnej sytuacji.
      Przestrzegałabym tu Wszystkich piszących przed ocenianiem i żony i założyciela
      wątku. Sytuacja jest bardzo złożona a naświetla ją tylko jedna ze stron.
      Bardzo mało a właściwie prawie nic nie piszesz o swoich zachowaniach w całej tej
      sytuacji. I nic nie napisałeś o przyczynach zaistnienia Waszego konfliktu te
      trzy lata temu, czy też rozwodu, bo nie wynika jasno czy jesteście w trakcie
      rozwodu, czy czegoś innego?
      I właściwie czego oczekujesz po tym wątku? Rad? Jakich?
      • ef.endir Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 18:32
        Przyczyny konfliktu? Żona złożyła pozew o rozwód. Powód? Bo ją zdradziłem -
        podobno. Oczywiście od tej "zdrady" do złożenia pozwu minęło też sporo czasu - 2
        lata. Sprawa się ciągnie, dowodów moje zdrady nie widać, świadkowie, którzy
        mieli ją potwierdzić nie potwierdzili itd, itp. Oczywiście rozwód miał być z
        orzekaniem wyłącznie z mojej winy. Zaproponowałem bez orzekania, pierwszy
        adwokat się zgodził - po sprawie ale na drugiej sprawie był już inny i od nowa
        wszystko.
        Moje zachowania.... staram się normalnie żyć. Razem z synem. Książki, kino,
        koledzy, rowery, piłka, gitara, kanapki do szkoły, odrabianie lekcji, spacery,
        basen, problemy.... Jakoś nam się udaje. Matka nie dzwoni - dwa tygodnie
        spokoju. A potem przychodzi piątek. i się zaczyna.I tak od kilu miesięcy.
        Tłumaczę, że matka, że babcia z dziadkiem, koledzy ze starej szkoły. Nic Żaden
        argument nie jest w stanie zmienić nastawienia mojego syna. I w końcu, kiedy już
        pojedzie (czasem jeszcze dostanę smsa, że już nie może się doczekać powrotu)
        zaczynam się o niego normalnie bać - akcje ze wzywaniem pogotowie bo miał
        podobno atak histerii też się zdarzały. A potem przyjeżdża. Kilka godzin siedzi
        w swoim pokoju, coś robi i rzuca mi zza progu: podobno jesteś głupi bo...
        podobno sprowadzasz do domu kochanki, bo... (szyderstwo a jednocześnie zdawanie
        relacji z tego co usłyszał, co robił, kogo widział) Dopiero wieczorem, kiedy
        idzie spać, jak zawsze przytula się i mówi normalnym głosem, spokojnie - dobrze,
        że wróciłem.
        Czego oczekuję po tym poście..... chyba już niczego. Wiem, jak wygląda to od
        strony prawnej. Matka ma prawo....
        Mediacje - przerabialiśmy - skończyły się po jednym spotkaniu - żona wyszła bo
        mediator stawał po mojej stronie podobno. Znalazła innego mediatora - podobnie -
        chociaż już miałem nadzieję, że zakończy się to porozumieniem.
        A wcześniej jeszcze terapia małżeńska... razy kilka/kilku terapeutów.
        piszę z bezsilności.
      • mediator.org Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 18:38
        Napiszę jeszcze jedno. Nie dlatego, że sądzę iż Twoja sytuacja może być podobna,
        bo absolutnie jej nie znam, ale aby pokazać, że sprawy na pierwszy rzut oka mogą
        wyglądać inaczej, niż w rzeczywistości się przedstawiają. I... dla wszystkich
        rzeczywistosc jest czyms innym.
        Rodzice podczas rozwodu, córka lat 7. W pewnym momencie przestała chcieć jeździć
        do taty. Tata więc przychodził pod szkołę i zabierał dziewczynkę do siebie.
        Ponieważ kontakty jeszcze nie były ustalone miał takie prawo. Po kilku takich
        akcjach dziecko nie chciało chodzić do szkoły (zaczęły się nieobecności...) Tata
        założył sprawę o utrudnianie kontaktów. W między czasie skutecznie utrudniał
        życie żonie pisząc na nią wszelkiego rodzaju donosy w związku z czym jej firma
        zaczęła gorzej funkcjonować (mała miejscowość, ludzie zauważyli, że coś się
        dzieje nie halo, skoro pani ma ciągłe kontrole, tyle, że nie znali powodu tych
        kontroli...).
        Dziewczynka z uczennicy najlepszej w pierwszej klasie w drugiej już była ledwo
        słabą. Tata wykorzystał to w Sądzie chcąc podkreślić, że mama zaniedbuje
        dziecko. Mama musiała poświęcić całkiem sporo czasu na wyjaśnianie spraw w
        różnych urzędach, co było spowodowane działalnością taty... Po badaniach w RODK,
        które zdaniem taty wypadły zbyt korzystnie dla mamy zażądał ponownych. Ale teraz
        był na tyle "mądry", że najpierw przed kolejnymi badaniami zabrał do siebie
        dziecko (oczywiście ze szkoły...) i przetrzymał przez dwa tygodnie poddając
        dziewczynkę "praniu mózgu". Kolejne badania nie wykazały niczego nowego, jedynie
        to, że dziewczynka łatwo ulega wpływom.
        Tata wykazał się więc większą inwencją i pod szkołą czekał na mamę z kolegą,
        który miał kamerę. Plan mieli taki, aby sprowokować żonę do agresywnego
        zachowania, poszarpać dzieckiem i ogólnie zrobić "zadymę". Efekt był taki, że
        mama nie chciała szarpać się o dziecko i córka poszła do taty. Od taty
        zadzwoniła, że zostaje u niego.
        Po kilku dniach mama zabrała dziewczynkę, która błagała ją, aby nie posyłała jej
        do szkoły... bo znowu przyjdzie tata.
        Teraz zadajcie sobie pytanie jak tę sytuację widział tata?
        Jak mama?
        A jak dziecko...
        Jestem pewna,ze dziecko kochalo oboje rodzicow tak samo...
        Przepraszam za długi tekst.
        • ef.endir Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 18:48
          jestem przeciwko chorym ludziom, którzy posługują się dzieckiem, tylko po to,
          żeby przywalić drugiej stronie.
          Ale, kiedy jeszcze dziecko mieszkało z matką - oczywiście płaciłem alimenty.
          Kiedy zaczęło mieszkać ze mną.... matka złożyła sprawę do komornika o zapłatę
          alimentów. To taka uwaga na marginesie.
          Fakt, nie widzę siebie i swojego zachowania. Nie siedzę cały dzień przed
          lustrem. Ale do cholery.... zdrowy psychicznie jestem. Chociaż pewnie już nie
          długo....
          • mediator.org Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 19:03
            To właściwie teraz konflikt powinien opadać. A dziecko powinno mieć w miarę
            normalnie u Ciebie. Czego więc się boisz?
            Żona może sobie składać kolejne pisma o utrudnianie kontaktów i cóż z tego?.
            Syn nie jest malutkim dzieckiem i sam może się w tej kwestii wypowiedzieć, więc
            o co ten strach?
            • ef.endir Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 19:23
              o co strach....
              o to, że żeby zacząć w końcu! normalnie żyć, trzeba zakończyć pewien etap. A tu
              końca nie widać. Huśtawka emocjonalna nie służy nikomu a na pewno nie dziecku. A
              poza tym..... to jego matka do cholery! To jakiś wzór, osoba, która powinna
              uczyć go kontaktów z kobietami, szacunku, powinna pokazywać mu inny sposób
              widzenia świata, inne emocje od tych naszych, męskich.
              A wypowiadanie się mojego syna.... ktoś oprócz mnie go słucha? Jak mówi
              moja/nasza (i mojej żony) znajoma: aby nie stresować dziecka nikt nie chce go
              "przesłuchać" w tej sprawie. A dziecko co dwa tygodnie przeżywa stres:
              przyjedzie matka czy nie? odwiezie go czy nie?
              O niego się boję.
              • mediator.org Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 19:31
                Jeśli Ty uważasz, że należy wysłuchać syna (przesłuchać)złóż odpowiedni wniosek
                w Sądzie. Jeśli uważasz, że na dłuższą metę znormalizuje to Wasze życie i
                skończy się huśtawka emocjonalna a cała sytuacja się polepszy to zrób to. Po prostu.
              • zmeczona100 Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 19:34
                ef.endir napisał:
                Jak mówi
                > moja/nasza (i mojej żony) znajoma: aby nie stresować dziecka nikt nie
                chce go
                > "przesłuchać" w tej sprawie.

                A wnioskowałeś o to? Przecież takie przesłuchanie nie powinno być bardziej
                traumatyczne, niż szarpanie się z matką.
                Jeśli będzie potrzeba, będę wnioskować o przesłuchanie syna, ale tylko pod
                nieobecność na sali stron i bez możliwości zadawania pytań przez
                pełnomocników. Uważam to za ostateczność, chociaż to wydaje mi się bardzo
                prawdopodobne uncertain
                • ef.endir Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 19:40
                  Wnioskowałem o to. Ale sąd nie widział takiej potrzeby i dalej nie widzi.
                  Ciekawe co powie na złożony wniosek mojej żony o ponowne (TRZECIE!) badanie w RODKu.
                  • zmeczona100 Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 22:10
                    Czy można pytać o uzasadnienie przez stronę takiego wniosku?
                    • ef.endir Re: poważnie to wygląda 09.05.10, 10:26
                      Bez uzasadnienia. Zobaczyłem tylko dziwny wzrok pań zasiadających za sądowym
                      stołem i usłyszałem, że nie ma takiej potrzeby.
      • nangaparbat3 Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 19:44
        mediator.org napisała:

        > Przestrzegałabym tu Wszystkich piszących przed ocenianiem i żony i założyciela
        > wątku. Sytuacja jest bardzo złożona a naświetla ją tylko jedna ze stron.


        To przecież forowa codziennosc, ze "sytuacja jest złozona, a naświetla ja tylko
        jedna ze stron". Dlaczego nagle przestrzegasz przed ocenianiem?
        • mediator.org Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 19:58
          Staram się zawsze na to zwracać uwagę i uczulać a nie "nagle".
          Na tym forum w sposób szczególny piszący ulegają emocjom i może dlatego warto o
          bezstronności i nieocenianiu przypominać.
          • zmeczona100 Re: poważnie to wygląda 08.05.10, 21:54
            mediator.org napisała:

            >
            > Na tym forum w sposób szczególny piszący ulegają emocjom i może dlatego
            warto o
            > bezstronności i nieocenianiu przypominać.

            O raju... Przecież to nie sąd! Tylko ludzie z doświadczeniami i emocjami.

            Przecież gdyby wątkotwórca przyszedł tu po rady typu "Jak załatwić byłą",
            to dostałby opieprz, jak Michszyb czy ten no.. Z Irlandii/ Lublina. A
            facet pisze tylko o tym, co przechodzi, a w zasadzie co ma zrobić, aby
            dziecko zechciało spotykać się ze swoją matką...
            • mediator.org ocenić najłatwiej 08.05.10, 22:33
              Ludzie z doświadczeniami. Tak, ale własnymi.
              Czy "facet" przychodzi tu po to, aby zapytać się co zrobić, aby dziecko
              spotykało się z mamą? Pan zapytany wprost nie wie po co przyszedł...
              Bezstronność i brak ocen to nie jest przywilej Sądów, a ludzi myślących, którzy
              nie dają się ponieść emocjom i dysponują jeszcze innymi cechami. I być może...
              nie kierują się jedynie własnymi doświadczeniami, lecz patrzą szerzej.
              Najłatwiej ocenić. Trudniej wyjść ponad oceny.
              • nangaparbat3 Re: ocenić najłatwiej 08.05.10, 23:20
                mediator.org napisała:
                > Czy "facet" przychodzi tu po to, aby zapytać się co zrobić, aby dziecko
                > spotykało się z mamą? Pan zapytany wprost nie wie po co przyszedł...

                Odgadac się? Wyżalic?
                I gdzie jest powiedziane, ze powinien wiedziec, po co przychodzi?
                • mediator.org Re: ocenić najłatwiej 09.05.10, 00:09
                  Jeśli ktoś pisze: "facet pisze tylko o tym, co przechodzi, a w zasadzie co ma
                  zrobić, aby dziecko zechciało spotykać się ze swoją matką..." To ja jasno
                  zwracam uwagę, że Pan zapytany po prostu nie wie po co przychodzi. Nie
                  rozpatruję tu problemu czy powinien to wiedzieć czy też nie smile
                  To kolejna specyfika forum - nadinterpretacja. Czy Pan gdzieś napisał, że szuka
                  porady CO ZROBIĆ aby dziecko spotykało się ze swoją mamą?... NIE.
                  Wyżalić się - prawdopodobnie tak. I tylko tyle NA RAZIE można wnioskować. A co
                  dalej - zobaczymy.
                  • zmeczona100 Re: ocenić najłatwiej 09.05.10, 00:15
                    mediator.org napisała:

                    > Jeśli ktoś pisze: "facet pisze tylko o tym, co przechodzi, a w zasadzie
                    co ma
                    > zrobić, aby dziecko zechciało spotykać się ze swoją matką..." To ja
                    jasno
                    > zwracam uwagę, że Pan zapytany po prostu nie wie po co przychodzi.

                    A może to twoja nadinterpretacja? Bo ja zrozumiałam, ze konkretnie w TYM
                    wątku nie bardzo wie.


                    > To kolejna specyfika forum - nadinterpretacja. Czy Pan gdzieś napisał,
                    że szuka
                    > porady CO ZROBIĆ aby dziecko spotykało się ze swoją mamą?... NIE.

                    Pisał, pisał:

                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,110253624,,klopoty_z_realizacja_postanowien_sadu.html?v=2


                    >
                    • mediator.org Re: ocenić najłatwiej 09.05.10, 00:26
                      Tak, piszę w TYM wątku i O TYM wątku. To chyba dość oczywiste wink
                      I - co najważniejsze - opieram się na słowach autora wątku: "Czego oczekuję po
                      tym poście..... chyba już niczego". To tak gwoli ścisłości, czarno na białym.
                      • zmeczona100 Re: ocenić najłatwiej 09.05.10, 00:50
                        mediator.org napisała:

                        > Tak, piszę w TYM wątku i O TYM wątku. To chyba dość oczywiste wink

                        A dla mnie nie smile Bo piszę na forum smile
              • zmeczona100 Re: ocenić najłatwiej 08.05.10, 23:36
                mediator.org napisała:

                > Ludzie z doświadczeniami. Tak, ale własnymi.
                I dlatego jest ono lepszą szkołą życia, niż najmądrzejsze teoretyczne
                rozważania najmądrzejszego autora ogólnie dostępnych książek,
                podręczników. Wszak "opinia jest jak dupa- każdy ma swoją", więc warto
                wiedzieć, skąd te opinie się biorą.


                > Czy "facet" przychodzi tu po to, aby zapytać się co zrobić, aby dziecko
                > spotykało się z mamą? Pan zapytany wprost nie wie po co przyszedł...

                Gdybyś mnie zapytała o to samo, odpowiedziałabym dokładnie to samo.


                > Bezstronność i brak ocen to nie jest przywilej Sądów, a ludzi myślących,
                którzy
                > nie dają się ponieść emocjom i dysponują jeszcze innymi cechami. I być
                może...
                > nie kierują się jedynie własnymi doświadczeniami, lecz patrzą szerzej.
                > Najłatwiej ocenić. Trudniej wyjść ponad oceny.

                Gdybyż to Internet był światem realnym...

                A tak BTW, o czym można by pisać na tym forum, gdyby przyjąć Twoje zasady?
                • mediator.org Re: ocenić najłatwiej 09.05.10, 00:19
                  Sądzisz, że nie oceniając i nie ulegając emocjom nie ma o czym pisać?
                  • zmeczona100 Re: ocenić najłatwiej 09.05.10, 00:56
                    Można choćby o wyższości świąt Bożego Narodzenia nad Wielkanocą czy o
                    hodowli różaneczników winkAle czy to byłoby pozbawione emocji i oceny??
                    Aaa, to nie to forum wink

                    Mediator, pewnie, że można pisać jak Ty sugerujesz. Suche pytania i suche
                    odpowiedzi. Tak, jak u prawnika czy na forum prawników.
                    I tak doszlibyśmy do kompromisu- na pytania np. o obniżenie alimentów
                    płaconych na dzieci, odpowiadałaby (bez emocji i oceniania) matka, która
                    walczy w sądzie o podwyższenie alimentów.

                    Utopia w czystej postaci.

                    Spróbuj tak bez emocji, na chłodno, popisać w watkach Michszyba
                    Przypuszczam, że tu ich jeszcze sporo naprodukuje wink
                  • ef.endir Re: ocenić najłatwiej 09.05.10, 10:34
                    Twoim zdaniem..... czego miałbym się spodziewać po założeniu tego wątku? Wywalić
                    żale i obawy chciałem i tyle. Jedyne czego oczekiwałem to jakaś rozmowa z osobą,
                    która rozumie, czuje podobnie jak ja.
                    Nawet nie oceniałem swojej żony! A że fakty są jakie są...
                    Rozumiem, że można nie wierzyć w moją historię, ale ... Wtedy cały sens pisania
                    sprowadzałby się do zabicia czasu stukaniem w klawiaturę, nie? Wiem, moja żona
                    widzi to zupełnie inaczej. I pewnie jej pięciu prawników też. I każdy następny
                    również zobaczy coś, co czego można się czepić. A ostatni zrezygnował bo wyszedł
                    na .... idiotę - ale to już zupełnie inna historia.
                    A na marginesie - życie to emocje. Brak emocji widziałem tylko u adwokatów i
                    mediatorów. Nawet sąd wysoki się kilka razy wqurwiłsmile
                    • mediator.org bez emocji to nie znaczy obojętnie 09.05.10, 10:54
                      Zdaje się, że niektóre osoby mylą "pisanie bez emocji" (co oznacza np.
                      nieocenianie), z obojętnością, co jest czymś innym. Nawet netykieta o tym
                      wspomina i nikt jakoś nie protestuje i nie pisze o utopii, więc nie bardzo
                      rozumiem nad czym ta dyskusja?
                      Rozumiem, że chciałeś się wyżalić, czy pogadać i ok.
                      A fakty są jakie są... dla każdego trochę inne. I nie chodzi tu o to, czy ktoś
                      wierzy w Twoją wersję czy nie, lecz o to, abyś ty mógł zobaczyć swoją sytuacje
                      trochę z innej strony. Bo skoro postępujesz tak a nie inaczej od ponad dwóch lat
                      i sytuacja nadal jest dla Ciebie i syna trudna i niepewna, to chyba znak, że coś
                      należałoby zmienić, tak mi się wydaje. I jeszcze raz powtórzę - do konfliktu,
                      zwłaszcza długotrwałego potrzebne są dwie osoby. Tak, wiem, nie podoba Ci się
                      takie stwierdzenie.
                      Może udaj się do jakiś specjalistów, może do prawnika, który BEZ EMOCJI wink, za
                      to skutecznie Ci pomoże, skoro uważasz, że dobro dziecka jest tak mocno zagrożone.
                      Sądzę, że wartość choćby tego forum polega na tym, że poznajesz jak ktoś inny w
                      podobnej sytuacji czuł i postąpił, czym się kierował i jakie były tego efekty.
                      Patrz na wypowiedź tully. makker dwa posty wyżej.
                      • ef.endir Re: bez emocji to nie znaczy obojętnie 09.05.10, 11:21
                        i właśnie o to chodzi!smile chciałem opinię innych, którzy w podobnej sytuacji się
                        znaleźli. Post tully. makker czytałem i odpowiedziałem na niego. Tego właśnie
                        oczekiwałem.
                        A że do konfliktu potrzebne są dwie osoby...? Tak ale czasem, wiesz o tym pewnie
                        z doświadczenia, jedna strona konfliktu szuka a druga nie, albo jedna strona
                        zgadza się na coś, co będzie wyłącznie i bez żadnych ograniczeń odpowiadało jej
                        stanowisku. I nie mówię tu o mojej sytuacji!!
                        A co można w mojej sytuacji zmienić? Zgodzić się na rozwód z mojej winy, kiedy
                        żona przyznała się do zdrady? (ale wnioskuje o orzeczenie rozwodu tylko z mojej
                        winy) Zgodzić się na to, żeby syn mieszkał u niej dla jego "dobra" a
                        przynajmniej dla życia bez konfliktów w relacjach matka - ojciec? A jak znowu
                        ucieknie z domu i tym razem nie spotka życzliwej znajomej osoby na drodze?
                        Za dużo tych pytań bez odpowiedzi i niepewności.
                        Chciałem tylko powiedzieć, że ciężko mi. Tyle.
                      • nangaparbat3 Re: bez emocji to nie znaczy obojętnie 09.05.10, 11:39
                        > Zdaje się, że niektóre osoby mylą "pisanie bez emocji" (co oznacza np.
                        > nieocenianie), z obojętnością, co jest czymś innym.

                        O! Mogłabys to blizej wyjasnic?
                        Przede wszystkim: co wg Ciebie znaczy "emocje" - bo nie rozumiem.

                        Cos brzydkiego? Niestosownego? Zagrazajacego?
                        • mediator.org ;)) 09.05.10, 11:49
                          Może wobec tego poproszę najpierw "coś", na podstawie czego wnioskujesz, że
                          uważam emocje za "Cos brzydkiego? Niestosownego? Zagrazajacego?" wink))
                          Bo nie zwykłam tłumaczyć się z czegoś, czego nie pisałam, nie mówiłam i nie
                          głosiłam. Zabawne, naprawdę wink)
                          • nangaparbat3 Re: ;)) 09.05.10, 15:40
                            Nie zauwazyłas czterech znakow zapytania?
                            To raz.
                            A dwa:
                            Twoja rola tutaj jest mocno watpliwa. "Fachowy" nick, zero informacji na wlasny
                            temat, pouczanie i wbrew pozorom ocenianie wlasnie.
                            Na forum pisza ludzie, ktorzy maja za soba doswiadczenia okolorozwodowe,
                            rozterki, problemy. Dziela sie nimi, sprzeczają, doradzają, kłócą, awanturują,
                            pocieszają. Normalnie, jak w zyciu.
                            A Ty co tu własciwie robisz?
                            Reklamujesz się?
                            Pełnisz rolę superadminki/admina?
                            Cwiczysz zawodowe umiejetnosci?
                            • sbelatka Nanga 09.05.10, 22:28
                              wróciłam, zajrzałam - i się naprwawdę zastanawiam gdzie widzisz
                              OCENY pzrez miediator stosowane w wpisach na rofum

                              ja mam wrażenie, ze sie wypowiada w sposób bardzo wyważony; zresztą
                              juz o tym pisałam

                              inna sprawa, ze nick "mediator" - i dla mnie jest nieco niezgrabny:-
                              ) ze względu na wzgląd

                              a co robi?
                              moim zdaniem pokazuje inna perspektywę

                              bo naprawdę nie wuażam żeby jedyna słuszna była perspektywa "po
                              przekjściach"
                              choć może nam sie wydawać, ze taaak..

                              inna sprawa, ze jesli ktos po podobnym przejściu ma inaczej niż
                              większość - to znakiem tego cos z nim nie tak...
                              • sinsi Re: Nanga 09.05.10, 22:38
                                > a co robi?
                                > moim zdaniem pokazuje inna perspektywę


                                ? inną? od kogo inną?


                                > bo naprawdę nie wuażam żeby jedyna słuszna była perspektywa "po
                                > przekjściach"
                                > choć może nam sie wydawać, ze taaak..

                                to znaczy? z tego co pamiętam jest "po przejściach"


                                > inna sprawa, ze jesli ktos po podobnym przejściu ma inaczej niż
                                > większość - to znakiem tego cos z nim nie tak...

                                a skąd takie wnioski?
                            • sinsi Re: ;)) 09.05.10, 22:30
                              Fakt. Rozdźwięk.
                      • zmeczona100 Re: bez emocji to nie znaczy obojętnie 09.05.10, 12:51
                        mediator.org napisała:

                        I jeszcze raz powtórzę - do konfliktu,
                        > zwłaszcza długotrwałego potrzebne są dwie osoby.

                        Racja. Taki stan to ewidentna wina ef.endira- wystarczyłoby, aby przyjął
                        na klatę winę za rozpad małżeństwa i nie sprzeciwiał się co do dziecka.
                        W zamian za to uzyskałby szybko spokój i mógł od razu zacząć nowiuteńkie
                        jak z marketu życie.
                        • mediator.org zmeczona100 widzi świat czarno-biały?... 09.05.10, 13:19
                          A dla Ciebie każdy konflikt ma schemat "zero jedynkowy"?.
                          Bo tak wynikałoby z Twoich słów, a nie chcę Cię źle zrozumieć...
                          • zmeczona100 Re: zmeczona100 widzi świat czarno-biały?... 09.05.10, 13:52
                            Nie, tak nie widzę.
                            Ale to chyba jasne, że skoro matka nie odpuszcza (i jak na razie nie
                            widać, aby miało to nastąpić może nawet w kolejnym dziesięcioleciu), to
                            sprawę może przeciąć tylko ef.endir. Tak to odebrałam z tego, co pisałaś.
                            Bo przecież w tej sytuacji nie wystarczy, aby 50% było za normalnym
                            załatwieniem sprawy- musi być 100%, a nie ma co oczekiwać takiego obrotu
                            sprawy.
                            • zmeczona100 Re: zmeczona100 widzi świat czarno-biały?... 09.05.10, 13:54
                              Nie wiem, czy jasno opisałam smile
                              Chodziło mi o to, że sam autor nie da razy w żaden sposób zmienić ich
                              sytuacji, więc czasami jest tak, że to jednak nie obie strony są winne
                              konfliktowi.
              • vero_nique Re: ocenić najłatwiej 20.06.10, 16:54
                mediator.org napisała:

                > Ludzie z doświadczeniami. Tak, ale własnymi.
                > Czy "facet" przychodzi tu po to, aby zapytać się co zrobić, aby dziecko
                > spotykało się z mamą? Pan zapytany wprost nie wie po co przyszedł...
                > Bezstronność i brak ocen to nie jest przywilej Sądów, a ludzi myślących, którzy
                > nie dają się ponieść emocjom i dysponują jeszcze innymi cechami. I być może...
                > nie kierują się jedynie własnymi doświadczeniami, lecz patrzą szerzej.

                Alez Sady jak najbardziej kieruja sie ocenami. Oceniaja material dowodowy,
                przesluchuja swiadkow, rozstrzygaja na podstawie OCENY. Zapoznaja sie z aktami
                sprawy w sposob rozny - czytaj dowolny, czasem w 5 minut, czasem w 2, czasem
                chwile przed rozprawa bo akurat im wpadl tego dnia termin prowadzenia. Poza tym
                niezawislosc nie oznacza nieomylnosc. Zadziwiac mnie bedzie zawsze dawany tak po
                prostu kredyt bezgranicznego zaufania do "osoby sedziego", ktory nie wiadomo tak
                naprawde jakim prywatnie jest czlowiekiem, jakie wartosci i zasady wyznaje, czym
                kieruje sie w zyciu. Bo studia prawnicze mozna przeciez ukonczyc ledwo na 3,
                aplikacje zrobic rowniez /kwestia kasy i poparcia/ i potem decydowac /ach ta
                wladza niezawisla niczym nie kontrolowana i poczucie zadęcia wink i mądrości
                objawionej/. Paradoksalnie takie zdanie o kolegach /kolezankach sedziach po
                fachu - ma moja znajoma, bardzo zacna kobieta Pani Sedzia z 40 letnim
                doswiadczeniem (i juz s.p mezem przemocowcem rowniez Sedzia sadu okregowego) -
                juz odeszla z zawodu, gdyz jak sama stwierdzila "dosc tego k.urwidolka".


                > Najłatwiej ocenić. Trudniej wyjść ponad oceny.
    • tully.makker Jesli moge sie podzielic moja historia 08.05.10, 21:07
      Moj synek , w momencia naszego z Exem rozstania mial 2 lata - i nie
      chcial spedzac czasu z ojcem. Zeby spedzil, przez nastepne 5 lat ja
      musialam ouczestniczyc w ich spotkaniach, a przynajmniej w ich
      poczatku, by zgodzil sie isc z ojcem w domu.

      Przez 5 lat spedzialam czas co druga sobote z facetem, ktory mnie
      skrzywdzil w imie dobra dziecka...
      • mediator.org Re: Jesli moge sie podzielic moja historia 08.05.10, 22:07
        Szacunek, naprawdę...
      • ef.endir Re: Jesli moge sie podzielic moja historia 09.05.10, 10:25
        Podziwiam i rozumiem.
        U mnie jest troszkę inaczej. Jak jeszcze syn mieszkał z matką, nie mogłem
        wchodzić do mieszkania żony - bo ona sobie nie życzy, żeby obca osoba oglądała
        jak ona mieszka(!!!)
        Teraz, dziecko nie chce żeby matka wchodziła do jego pokoju. Boi się
        (rozmawiałem z nim na ten temat) krytyki, pokazywania błędów, wyśmiewania itp.
        Ale rozumiem pomysł. Dzięki. Jakoś może uda mi się wprowadzić go w życie.
        • mediator.org wzmocnić syna 09.05.10, 11:40
          Tak sobie myślę... dużo piszesz o tym, że zdanie syna jest przez większość osób
          go otaczających pomijane, że obawia się, że się wręcz boi mamy i jej krytyki,
          przykrych słów.
          Może warto iść z synem na jakieś zajęcia terapeutyczne, które nauczą go większej
          wiary w siebie i asertywności, jak radzić sobie z krytyką na którą w życiu i tak
          będzie narażony. 12 lat - to już nie jest małe dziecko. W ten sposób też mu
          pomożesz. Nawet jeśli sytuacja nadal będzie trudna.
          • ef.endir Re: wzmocnić syna 09.05.10, 12:02
            To jest pomysł. Myślałem o tym, ale zrezygnowałem. 1. matka chodziła z nim do
            psychiatry - podobno miał/ma zaburzenia osobowości - czego szkoła i stara i nowa
            ani ja nie zauważyliśmy, 2. Nawet próbowałem umówić syna na spotkanie ze
            szkolnym psychologiem, żeby ustalić z bezstronną osobą co dalej, ale.... mamusia
            się dowiedziała, zadzwoniła do szkoły, zabroniła jakichkolwiek spotkań z jej
            dzieckiem, testów psychologicznych itp. Ale już wiem jak ten zakaz obejść, więc
            wkrótce spróbuję raz jeszcze.
            Dzięki.
            • mediator.org Re: wzmocnić syna 09.05.10, 12:31
              Raczej miałam na myśli zajęcia po za szkołą, które można podciągnąć pod
              "rozwijanie zainteresowań" wink Nie żaden typowy psycholog
              (żadne testy!)a już broń Boże psychiatra! Coś, co wzmocniło by poczucie siły i
              skuteczności dziecka. Teraz jest dużo tego typu działań prowadzonych przez
              pedagogów, różnego rodzaju ośrodki "rozwoju", "centra zabaw edukacyjnych" -
              różnie się to nazywa.
              W każdym razie nie popadaj w stan, w którym czułbyś się bezradnym wobec całej
              tej sytuacji, bo są osoby, które przez podobne rzeczy przeszły i żyją w miarę
              spokojnie i normalnie.
              Może odezwaliby się Tatusiowie, którzy sobie poradzili z przeciwnościami i mają
              dziecko przy sobie, mimo problemów jakie robiły Mamy?...
              • zmeczona100 Re: wzmocnić syna 09.05.10, 14:06
                Mediator, ale dlaczego jesteś przeciwna np. psychoterapeutom??
                Mój np. chodził przez ponad 7 miesięcy na taką terapię- chodziło o
                problemy z asertywnością w kontaktach z ojcem. Nie wiem, czy wyrósł i
                nieco dojrzał, czy z powodu jednak terapii, ale teraz radzi sobie- moim
                zdaniem- już OK. Dzieciak m.in. jest w drużynie piłkarskiej od lat (z
                przerwami na gorsze samopoczucie podczas choroby), chodził na dodatkowe
                zajęcia językowe (dwa różne)- poza szkołą, inni koledzy i koleżanki, szło
                mu całkiem dobrze, a mimo to przy ojcu nie potrafił obronić swojej
                pozycji.
                Nie żałuję wydanych pieniędzy i czasu na terapię, ale może dlatego, że
                wybór nie był przypadkowy.
                • nangaparbat3 Re: wzmocnić syna 09.05.10, 15:44
                  Wydaje mi sie, ze w tej akurat sprawie Mediator.org ma racje.
                  Jeśli matka doszukuje sie u syna zaburzeń psychicznych, a jednocześnie nie ma
                  symptomów, ktore by budzily uzasadniony niepokoj, ciaganie dziecka po
                  psychologach/psychiatrach tylko by zaszkodzilo.
                  • zmeczona100 Re: wzmocnić syna 09.05.10, 18:17
                    Co do psychiatry- to pełna zgoda. Jednak w tym przypadku, na miejscu ojca,
                    chciałabym poznać opinię psychologa, aby wiedzieć, jak pomóc dziecku (cały
                    czas chodzi mi tylko i wyłącznie o kontakty z matką, a nie o rzekome
                    choroby/ zaburzenia).
                    • mediator.org dwie strony i rozkład win (nie tych procentowych ; 09.05.10, 19:44
                      Zmęczona, zacznę myśleć, że Twój login coś znaczy wink
                      Nigdzie nie napisałam, że mam coś przeciwko psychoterapii lecz psychiatrze w TYM
                      szczególnym przypadku, bo - jak zauważyła Nangaparbat - dziecko miało już
                      niemiłe przeżycia związane z tym tematem. po za tym, o ile się znam na pewnych
                      przepisach, a troszkę się znam, to rodzice sprawujący wspólną opiekę (a tu chyba
                      żaden z rodziców opieki nie ma ograniczonej) mają obowiązek uzgadniać ze sobą
                      poważniejsze decyzje, a taką jest np. wizyta u specjalisty.
                      Dlatego podsunęłam pomysł z zajęciami, które poniekąd mogą mieć znamiona
                      terapii, ale na tyle ukryte, aby spokojnie w Sądzie powiedzieć, że to zwykłe
                      zajęcia i tyle.
                      Co do konfliktu i dwóch stron oraz rozkładu win...
                      To, jak podchodzimy do konfliktów, jednocześnie warunkuje jak je postrzegamy(i
                      odwrotnie wink).
                      Jeśli uważam siebie za czyjąś ofiarę, czuję, że wciąż spadają na mnie ciosy,
                      które mnie niszczą powodują reakcje obronne, ale... także złość, agresję, lęk,
                      przerażenie, itp, itd.
                      Emocje te i uczucia powodują, że staję w opozycji do "źródła ciosów". Moje
                      zachowanie prawdopodobnie będzie wówczas nastawione NIE NA ROZWIĄZANIE, lecz na
                      OBRONĘ i różnego rodzaju "dziwne ruchy", które z rozwiązaniem samego problemu
                      mają niewiele wspólnego.
                      I to mam na myśli mówiąc i pisząc, że do trwania konfliktu potrzeba dwojga.(
                      Słyszę to często w opowieściach osób, które przychodzą - robią dużo zamieszania,
                      odpowiadają dużo na ruchy drugiej strony "wniosek za wniosek", ona badania w
                      RODK, to ja badania u psychologa szkolnego, on o utrudnianie, to ja o alimenty,
                      itd...bardzo, bardzo łatwo się w tym zagubić po roku, dwóch ).
                      Jeśli natomiast chłodno i dość obiektywnie przeanalizuję sytuację, zacznę myśleć
                      CO ROBIĆ, aby skutecznie zmienić zaistniały stan rzeczy przestaję być "fajnym
                      obiektem" do wszelkiego rodzaju agresywnych zachowań i szczwanych nawet planów
                      strony przeciwnej.
                      To tak z grubsza. Pewnie i tak mało jasno wink


                      Jeśli interesują Cię informacje dotyczące mediacji zapraszam na stronkę.
                      Jednocześnie informuję, że mediuję jedynie w sprawach skierowanych przez Sąd, z
                      którym współpracuję.
                      meeting-point.org
                      • ef.endir Re: dwie strony i rozkład win (nie tych procentow 09.05.10, 20:09
                        Już we wcześniejszym poście odpowiedziałem Ci nt. dwóch stron potrzebnych do
                        konfliktu. I nie bardzo wiem co mam z tym (konfliktem - bo z synem dzięki Tobie
                        i innym,którzy chcieli się wypowiedzieć - chyba wiem i dziękuję!) zrobić....
                        Właśnie dzieciak wrócił do domu. Jak zwykle dopiero późnym wieczorem dowiem się
                        co i jak było. Na razie jest zły... Tylko dlaczego znowu wrócił kilka godzin po
                        czasie?! Już nie pytam. Kiedyś próbowałem, prosiłem, że jeśli coś się wydarzy,
                        że nie może przyjechać o czasie - niech da znać. Nie będzie nerwów. Nie
                        poskutkowało.
                        Inny przykład.... na moje pytanie, (kiedy komornik zajął mi pensję i konto na
                        poczet alimentów na dziecko, które mieszkało ze mną), po co to wszystko, kiedy
                        wycofa wniosek.... nawet wstydzę się powtarzać co usłyszałem. Jedyne co nadaje
                        się do powtórzenia to, że... zmarnowałem jej życie i kara mi się należy.
                        Jasne, moja wina w rozpadzie tego związku jest. Nie mam zamiaru od niej uciekać
                        i przyznaję się do niej. Bo żeby związek chciał trwać potrzebna jest praca
                        dwojga ludzi. I gdzieś mi tego zaangażowania, pracy nad małżeństwem, uwagi na
                        szczegóły pewnie zabrakło. Ale teraz?? Po co mi wojna? Do czego konflikt? Czy
                        nie lepiej byłoby gdyby syn chciał pojechać do matki na wakacje i spędzić z nią
                        miesiąc czasu? I dla niej i dla niego i dla mnie SUPER! A jak bez niej nauczę go
                        czym kobieta różni się od nas? (w sferze psychicznej oczywiściesmile I po
                        rozwodzie, (niech zakończy się jak najszybciej), też i mi i jemu (szczególnie
                        jemu) będzie potrzebna. Więc po co mam prowadzić z niż wojnę??? Tutaj swojej
                        winy nie widzę.
                        • mediator.org Re: dwie strony i rozkład win (nie tych procentow 09.05.10, 20:43
                          ef.endir, moja odp. dotycząca dwóch stron była dla zmęczonej smile
                        • sinsi Re: dwie strony i rozkład win (nie tych procentow 09.05.10, 22:13
                          > A jak bez niej nauczę go
                          > czym kobieta różni się od nas? (w sferze psychicznej oczywiściesmile


                          czy Ty nie demonizujesz? Kobiet wokoło mnóstwo, nie masz siostry, sąsiadki,
                          znajomej, matki-babci, która by była równiez obecna w życiu chłopca? kobiety
                          które są w twoim kręgu przyjacielskim, z których chłopiec może czerpać wzory,
                          przyjaźnić się , rozmawiać, czuć życzliwośc płynącą od "odmiennej płci"?
                          z tego co napisałes wcześniej, przykład jaki daje chłopcu matka jest
                          beznadziejny(?), więc dobrze będzie go uzupełniać/osłabiać działania innymi
                          ludźmi w jego otoczeniu. w otoczeniu gdzie chłopak się poczuje bezpieczny i
                          kochany, a nie osaczony konieczną "misją wychowawczą" i ojca i matki.
                          Syna wspieraj emocjonalnie. mów, ze konflikt jest ale sobie z nim poradzicie.
                          I żeby się nie przejmował i nie stresował, bo przetrwacie te problemy, to nie
                          jest jego wina ze dorośli czasem popełniaja w złych emocjach błędy lub mowią złe
                          rzeczy. Albo sam się przejdź do psychologa dziecięcego by się nauczyć z
                          dzieckiem rozmawiać i znaleźć sposób na jego większe otwarcie na ciebie. Dziecku
                          potrzebne miejsce/osoba gdzie/której może zaufać i do której się wypłakać. Na
                          ten moment mogą to nie być skonfliktowani ze sobą rodzice. Dziecko cierpi gdy
                          widzi rodziców beznadziejnie postępujących w stosunku do niego lub w stosunku do
                          drugiego rodzica. Przeżywa wstyd i ból. Znajdź sposób by zdjąć z dziecka
                          emocjonalny cięzar odpowiedzialności za to co rodzice wyrabiają. Do tego- jak z
                          dzieckiem spędzasz czas? wyjazdy weekendowe, piłka, wspólne gry, rozmowy, pasje,
                          kolonie specjalizowane gdzie się nauczy asertywnych zachowań, grupa
                          rówieśnicza, odwiedziny u rodziny gdzie nikt nie będzie go jak "innego" traktował?
                      • zmeczona100 Re: dwie strony i rozkład win (nie tych procentow 09.05.10, 20:11
                        mediator.org napisała:

                        > Zmęczona, zacznę myśleć, że Twój login coś znaczy wink

                        Przecież loginów nie dobiera się przypadkowo? wink

                        > Nigdzie nie napisałam, że mam coś przeciwko psychoterapii lecz
                        psychiatrze w TY
                        > M
                        > szczególnym przypadku, bo - jak zauważyła Nangaparbat - dziecko miało
                        już
                        > niemiłe przeżycia związane z tym tematem.

                        No dobra- pisałaś o psychologu.

                        rodzice sprawujący wspólną opiekę (a tu chyb
                        > a
                        > żaden z rodziców opieki nie ma ograniczonej) mają obowiązek uzgadniać ze
                        sobą
                        > poważniejsze decyzje, a taką jest np. wizyta u specjalisty.

                        A jakie konsekwencje może ponieść rodzic, który nie ma ograniczonej
                        opieki, ale w czterech literach ma w ogóle sprawy dziecka? Ale to tak BTW.
                        Nie uzgadniałam z ojcem dziecka ani wizyt u lekarzy, ani psychoterapii,
                        ba- nawet wyboru szkoły. Zrobiłam tak, jak zawsze, czyli decyzje podjęłam
                        sama.

                        Pewnie się nie zrozumiałyśmy- w kontekście psychoterapii nie było
                        kolejnego papierka dla sądu- to miało być tylko dla ojca. No chyba, ze
                        takie posunięcia w okresie okołorozwodowym muszą być zawsze opapierkowane.

                        > To, jak podchodzimy do konfliktów, jednocześnie warunkuje jak je
                        postrzegamy(i
                        > odwrotnie wink).

                        Czy dobrze zrozumiałam, że nie mamy wtedy prawa do własnych uczuć i
                        emocji??

                        > Jeśli uważam siebie za czyjąś ofiarę, czuję, że wciąż spadają na mnie
                        ciosy,
                        > które mnie niszczą powodują reakcje obronne, ale... także złość,
                        agresję, lęk,
                        > przerażenie, itp, itd.
                        > Emocje te i uczucia powodują, że staję w opozycji do "źródła ciosów".

                        OK, to może na przykładach z życia, bo jest to mało jasno wink

                        Kobieta z dziećmi, alkoholik, który się awanturuje i ja bije. Wzywa
                        policję- jest reakcja ze strony sprawcy, tj. nasilenie działań.
                        Ostatecznie składa wniosek do prokuratury. Sprawa trwa i trwa. Co jeszcze
                        może zrobić, aby wyjść z konfliktu?? Tylko proszę, nie pisz o domach
                        samotnych matek czy innych tymczasowych rozwiązaniach.



                        > I to mam na myśli mówiąc i pisząc, że do trwania konfliktu potrzeba
                        dwojga.(
                        > Słyszę to często w opowieściach osób, które przychodzą - robią dużo
                        zamieszania

                        Bo masz wypaczenie zawodowe wink

                        Napiszę coś o mojej obecnej sytuacji wink Otóż do tej pory odgradzałam się
                        od emocji i na zimno kalkulowałam, jak mam postąpić, aby jak najszybciej i
                        bezproblemowo zakończyć nasze "małżeństwo"- w końcu ani mi, ani jemu
                        (chyba?)na tym zależało. Oznacza to, że np. odpuściłam fałszywe oskarżenia
                        mnie, złamanie tajemnicy korespondencji (nie przez męża), nie wnosiłam o
                        alimenty na czas trwania rozwodu czy o zabezpieczenie potrzeb rodziny itp,
                        itd.- własnie po to, aby jak najszybciej sprawę zakończyć. Takie moje
                        postępowanie utwierdziło tylko mojego "męża", że na niczym się nie znam,
                        jestem bezradna, wszystko może mi zrobić a ja jemu nic. Efekt? Zapowiada
                        się wojna na lata, bo "mąż" stracił poczucie rzeczywistości (no dobra, mam
                        wątpliwości, czy je kiedykolwiek miał). W związku z tym, aby docenił
                        przeciwnika, w tej chwili czeka mnie machina spraw w sądach, prokuraturach
                        i na policji.
                        Wniosek dla mnie jest jeden- odpowiadaj adekwatnie na atak. Od razu.
                        No ale to wg Ciebie eskaluje konflikty...
                        • mediator.org te same sytuacje jedni rozwiązuja inni nie... 09.05.10, 21:03
                          "Wniosek dla mnie jest jeden- odpowiadaj adekwatnie na atak. Od razu. "
                          I to miałam na myśli pisząc o sensownym odpowiadaniu na konfliktową sytuację!
                          Adekwatnie.
                          Co do uzgadniania z drugim rodziców ważnych kwestii dotyczących dziecka - możesz
                          mieć w czterech literach informowanie go o tego typu decyzjach, ale w ten sposób
                          dajesz drugiej stronie możliwość do eskalowania konfliktu i pretekst w postaci
                          kolejnego wniosku złożonego w Sądzie. Proste.
                          Co do mamy z alkoholikiem i "wychodzenia z konfliktu".
                          Chyba mnie nie do końca zrozumiałaś (nic dziwnego, problem złożony). Nie pisałam
                          o "wychodzeniu z konfliktu" w sensie "złotego środka" co zrobić, aby konflikt
                          zakończyć, lecz co można zrobić, aby obronić siebie, dziecko - zmienić swoją
                          postawę. Myślę, że są tu osoby, które dokładnie wiedzą o co chodzi. Te osoby
                          piszą po prostu co ZROBIŁY w trudnych sytuacjach i są żywym przykładem, że jednak
                          DA SIĘ w takich sytuacjach funkcjonować i krok po kroku dążyć do rozwiązania.
                          Rozwiązanie - to nie znaczy odpuszczenia, darowania, przyznania się do czegoś
                          dla świętego spokoju.
                          W podobnych sytuacjach ludzie reagują inaczej. Prawda trywialna. Jednak chyba
                          każdy myślący człowiek zastanawia się dlaczego pewne zachowania są skuteczne a
                          inne nie. Dlaczego jedna pani żona alkoholika poradziła sobie a inna nie,
                          dlaczego jeden tata, którego "była" chciała "wyciąć" z życia dziecka jednak
                          uczestniczy w życiu swojej pociechy a inny nie...
                          Uff, to tyle w tym temacie smile
                          Ef.ender - to znowu jest do zmeczonej smile
                          • zmeczona100 Re: te same sytuacje jedni rozwiązuja inni nie... 09.05.10, 22:14

                            mediator.org napisała:

                            > "Wniosek dla mnie jest jeden- odpowiadaj adekwatnie na atak. Od razu. "
                            > I to miałam na myśli pisząc o sensownym odpowiadaniu na konfliktową
                            sytuację!
                            > Adekwatnie.

                            Mediatorze, w moim przypadku to akurat konflikty wznieci. Nie robię tego
                            dla zasady, dla zakończenia konfliktu, tylko po to, aby zaczął się liczyć
                            ze swoimi słowami i czynami, co- mam nadzieję- otrzeźwi go, a jego
                            adwokatce uświadomi, z kim ma do czynienia.
        • tully.makker Re: Jesli moge sie podzielic moja historia 10.05.10, 11:03
          bo ona sobie nie życzy, żeby obca osoba oglądała
          > jak ona mieszka(!!!)

          ja tez sobie tego nie zyczylam i nie zycze, tym niemniej moj don
          jest domem mojego syna rowniez i on ma prawo goscic swojego tate.
          Nie zeby specjalnie chcial - ostatnio zawezwalam znowu exa do domu,
          bo syn nie chcial sie z nim spotkac poza domem. Ma prawie 18 lat...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja