Dylematy kobiety po recyclingu..:)

25.05.10, 11:59
Witam serdecznie jako "nowa"smile
Jestem 4 lata po rozwodzie. Bywali jacys faceci, ale zaden nie
poznal mojego dziecka, bo czulam, ze to nic powaznego. Teraz doszlam
do etapu, kiedy juz chyba dojrzalam do tego, zeby znowu wpuscic do
domu jakiegos mezczyzne na stale, ale pojawia sie z kolei teraz
zupelnie inny problem. Otoz nie wiem czy chcesmile Czy nie za bardzo
przyzwyczailam sie do swojej samotnosci, oswoilam sie z nia i
oswoilam ja. Czy nie przyzwyczailam sie do tego, ze robie co chce
kiedy chce i jak chce. Czy aby na pewno chce znajdowac przyslowiowe
skarpetki na podlodze...
I teraz to jest tak, ze chce ale wlasciwie niekonieczniesmile)
Mieliscie/mialyscie taki odczucia?
Moze inaczej byloby gdyby trafil sie taki ON, przez ktorego
poczulabym motyle w brzuchu i inne pierdolysmile Ale tu tez jest
problem, bo jakos graniczy z cudem znalezienie fajnego normalnego i
WOLNEGO faceta po 30tcesmile Zreszta... z wiekiem robie sie coraz
bardziej wybrednasmile
Wlasciwie to chyba czekam. Na cud?smile A moze myslicie ze powinno sie
jakos jednak szczesciu dopomocsmile
Pozdrawiam serdecznie
    • malgolkab Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 25.05.10, 12:22
      ja bym chyba czekała na tego ONEGO z "motylami w brzuchu"(tzn. jak
      chodzi o przedstawienie dziecku i przyprowadzenie do domu). i sama
      znam fajnych, wolnych ok.30-stki, a nawet 40, więc na pewno sie
      zjawismile) z 2 strony samotna mama nie ma za duzo czasu wolnego, więc
      przecież znajomi moga przychodzić do domu, po prostu przychodzi
      kolega czy koleżanka mamy...
      • aneta-skarpeta Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 25.05.10, 12:38
        Ja własnie jako samotna mama czesto mialam gosci w domu. czasem
        ciezko bylo sie wyrwac i czesto ktos do nas wpadał na kawe, na
        piwko, winko. jak dziecko jest przyzwyczajone ze miewa sie gosci w
        domu to mozna to wykorzystac i zapraszac kolegę. nie okazywac sobie
        czulosci itd, po prostu normalne rozmowy itd
        • nnika5 Ale nie o to loto:) 25.05.10, 12:43
          Dziewczyny.. ja sie chyba niejasno wyrazilamsmile Znajomi przychodza.
          Plci obojga.
          Sedno sprawy polega na tym, ze dojrzalam do tego zeby sie z kims
          zwiazavc ale nie jestem pewna czy chce rezygnowac z przyzwyczajen
          wtornej starej pannysmile)
          • bozka45 Re: Ale nie o to loto:) 25.05.10, 13:07

            Na To pytanie i tak tylko Ty znasz odpowiedź. Możecie spróbować.
            Zwyczajnie, jak młodzi, którzy mieszkaja ze sobą bez slubu. Otwarty
            związek, konkubinat bez zbytnich zobowiązań. Póki jest fascynacja,
            póki jest dobrze... Bez podejmowania na siłę ważnych decyzji. Jak
            nie czujesz, to wrzuć na luz, łap chwilę, ale tylko chwilę. Sztuka
            szczesliwego zycia to skupienie się na tu i teraz. Jest dobrze, to
            cudownie, jest żle, psuje sie - nie mamy nic do siebie. A dziecko
            też chce mieć szczesliwą mamę. Co z tego, że bedzie miała faceta na
            jakis czas. Oby fajnego, który Cie bedzie wspierał w jego
            wychowaniu. W takiim układzie jest moja przyjaciółka. wychodzi i jej
            12-letni syn ma sie dobrze.
            • niutka Re: Ale nie o to loto:) 26.05.10, 19:48
              bozka45 napisała:

              > Sztuka
              > szczesliwego zycia to skupienie się na tu i teraz. Jest dobrze, to
              > cudownie, jest żle, psuje sie - nie mamy nic do siebie. A dziecko
              > też chce mieć szczesliwą mamę. Co z tego, że bedzie miała faceta na
              > jakis czas. Oby fajnego, który Cie bedzie wspierał w jego
              > wychowaniu. W takiim układzie jest moja przyjaciółka. wychodzi i jej
              > 12-letni syn ma sie dobrze.

              No przepraszam ale ja, jako matka dwoch synow w wieku 12 i 14 lat, tak nie
              uwazam. Nie zamierzam poznawac moich dzieci z kolejnymi facetami (zeby bylo
              jasne nie ma ich ale gdyby byli to tez nie). Poznalam ich tylko z jednym
              znaczacym dla mnie mezczyzna.
              Ale wydaje sie mnie, ze faceci twojej przyjaciolki sa z zalozenia tylko "na
              chwile" (ja bynajmniej szukam czegos innego...).
          • malgolkab Re: Ale nie o to loto:) 25.05.10, 13:07
            aaaaaaa, no to to sie da sprawdzic tylko w praktycesmile)
          • kajda28 Re: Ale nie o to loto:) 25.05.10, 13:52
            > Sedno sprawy polega na tym, ze dojrzalam do tego zeby sie z kims
            > zwiazavc ale nie jestem pewna czy chce rezygnowac z przyzwyczajen
            > wtornej starej pannysmile)

            To poczekaj jeszcze trochę, może miesiąc, a może pół roku czy rok.
            Dlaczego to ma być już teraz? W tej chwili zaczełaś o tym myśleć,
            ok, i niech na myśleniu zostanie. Miałam podobny okres, i w sumie
            nawe teraz, kiedy już prawie rok wiem że kocham i jestem kochana nie
            wiem czy chciałabym/powinnam się do niego przeprowadzić. Dużo
            łatwiej było jak to on u mnie zamieszkiwał, ale każdy miał swoje
            pieniądze, problemy.
          • niutka Re: Ale nie o to loto:) 26.05.10, 19:33
            Generalnie chcialam odpisac juz na Twoj pierwszy post ale postanowilam najpierw
            przeczytac nastepne w watku.
            Wlasciwie to mam podobna zagwostke do Twojej... Facet jest, jestesmy razem (ale
            oczywiscie nie mieszkamy wspolnie). W tej chwili wynajmuje mieszkanie, w ktorym
            nie ma miejsca dla dodatkowej osoby... Ale od sierpnia bedziemy (ja z dziecmi)
            mieszkac w mieszkaniu wiekszym o 20 m2. I chce zaproponowac TEMU facetowi, ze
            moglby zamieszkac z niami. Ale tez nie jestem pewna, ze obecnosc innej doroslej
            osoby, nie bedzie mi przeszkadzac. Bo teraz jestem pania sobie...
    • tully.makker Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 25.05.10, 14:13
      Przyznam szczerze, ze czytam I nie do konca rozumiem o co chodzi.
      Chcesz się związać z kimkolwiek,bo dojrzałaś do tego? Chyba nie,
      wiec co? Jak dla mnie, rada jest prosta – kontynuuj poznawanie
      ludzi, w tym mężczyzn, chodz na randki i czekaj, az z kims zaiskrzy
      na tyle, by rozważać powazny związek. Co może się zdarzyc jutro,
      albo za 10 lat.
      • phoebe_buffay Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 25.05.10, 14:53
        A ja chyba rozumiem o co chodzi. O wolność, którą się ma, a którą może ktoś ograniczyć. Nie mam aż takiego długiego stażu bycia wtórną panną ale już wiem, co można stracić. Na razie się tym cieszę, tą samodzielnością i bycia sobie samej panią, może przyjdzie czas, że będzie to mierzić, wtedy będę się zastanawiać.
        • tully.makker Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 25.05.10, 16:19
          O wolność, którą się ma, a którą może ktoś ogr
          > aniczyć. Nie mam aż takiego długiego stażu bycia wtórną panną ale
          już wiem, co
          > można stracić. Na razie się tym cieszę, tą samodzielnością i bycia
          sobie samej
          > panią, może przyjdzie czas, że będzie to mierzić, wtedy będę się
          zastanawiać.

          Ale dobry zwiazek nie ogranicza wolnosci, to my ja sobie ograniczamy.
          • triss_merigold6 Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 25.05.10, 16:37
            Mam porównanie okresów mieszkania z facetami i singlowskich.
            Ogranicza. Trzeba dzielić przestrzeń, codzienne obowiązki, negocjować w
            kwestiach budżetu domowego i wydatków, liczyć się z planami/potrzebami/
            chęciami i brakiem chęci drugiej osoby, z nawykami, przyzwyczajeniami.
            Aktualnego uwielbiam, ale dopóki nie zaczęłam chcieć drugiego dziecka to wcale
            mi się nie spieszyło do mieszkania razem.
            • tully.makker Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 26.05.10, 10:48
              No ja tez mam porownanie, triss. I po prawie 10 latach nowego
              zwiazku stwierdzam, ze tak naprawde to moja decyzja, czy bede
              ograniczona, czy nie.

              Pierwsze kwestia to odpowiedziec samej sobie na pytanie, jakie zycia
              chce prowadzic. Ja akurat rodzinna jestem, i kreca mnie przyjemnosci
              natury rodzinnej, ale jesli ktos ma potrzeby balowania a domu przy
              glosnej muzyce od czwartku do niedzieli, to faktycznie jest
              ograniczenie.

              Wazniejsze jednak jest to, zeby sie nie dostosowywac wbrew sobie,
              tylko uczciwie samej sobie sie pzryznac, ile jest sie gotowym dac i
              nie przkraczac tego limitu. Liczac sie oczywiscie z tym, ze drugiej
              stronie bedzie za malo i pojdzie w cholere.

              Czego sie wlasnie teraz ucze, a co wazniejsze, ucze chlopa.
              • nangaparbat3 Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 27.05.10, 19:27
                tully.makker napisała:


                > Pierwsze kwestia to odpowiedziec samej sobie na pytanie, jakie zycia
                > chce prowadzic.

                Zgadzam się, to bardzo wazne, i częśto mam wrażenie, że większość ludzi w ogóle
                go sobie nie zadaje. Przynajmniej do pierwszego rozwodu wink


                Ja akurat rodzinna jestem, i kreca mnie przyjemnosci
                > natury rodzinnej, ale jesli ktos ma potrzeby balowania a domu przy
                > glosnej muzyce od czwartku do niedzieli, to faktycznie jest
                > ograniczenie.

                Oprócz potrzeb rodzinnych i balowania jest jeszcze cała masa różnych innych,
                które zwłaszcza kobietom może byc trudno z rodzinnym zyciem pogodzić.
          • phoebe_buffay Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 25.05.10, 19:10
            Oczywiście, że sami sobie ją ograniczamy, bo jesteśmy z kimś i już nie
            możemy myśleć tylko i wyłącznie o sobie. Po latach myślenia MY
            przyszedł czas na myślenie JA. Czas, który można wartościowo dla
            siebie wykorzystać.
            • aneta-skarpeta Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 26.05.10, 19:51
              to jest tak, ze nawet w okresie singlostwa myslimy tez o innych. o chorej matce,
              dziecku przyjaciolce etc

              i teraz wszystko zlaezy od naszych potrzeb i dopasowania

              mi w drugom zwiazku nie brakuje wolnosci, on akceptuje i rozumie moje potrzeby,
              a ja jego i wychodzi to naturalnie

              w poprzednim zwiazku sie dusilam

              za to mimo pozronej wolnosci w okresie siglowania czulam ze jestem "zmuszona" do
              bycia samej, do smaotnego picia kawy rano, do tego ze tak naprawde kazdy ma
              swoje zycie i nie wponnam nikomu wisiec u szyi, bo kazdy ma swoje sprawy, a
              chcialoby sie z kim pogadac wieczorem, rpzytulic do kogos, moc zadzwonic i sie
              pozalic itd

              zalezy jak sie na to spojrzy

              niemniej jednak dobry zwiazek nie ogranicza, a wrecz stwarza nowe mozliwosci wg mnie
              • phoebe_buffay Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 26.05.10, 20:29
                To był taki skrót myślowy, że myślę tylko o sobie, myślę o dziecku
                rodzinie itd. Resztę przestrzeni wypełniam teraz swoimi zajęciami,
                spełniam marzenia i zamierzenia. Kiedyś dzieliłam jeszcze ten czas z
                kimś, nie dlatego, że musiałam tylko chciałam.
                Samotność, tak jak bycie z kimś ma swoje wady i zalety, wiadomo. Ja
                traktuję to jak cenne doświadczenie i staram się czuć ze sobą
                dobrze, nawet przy samotnej porannej kawie.
                Rozumiem autorkę wątku, bo jakoś sobie nie wyobrażam aktualnie, że
                mogłabym z kimś zamieszkać, no i moje dziecko.
                Natomiast wydaje mi się, że gdyby to było TO, to raczej nie miałabym
                dylematów.
                • aneta-skarpeta Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 28.05.10, 08:13
                  chyba wlasnie chodzi o to TOsmile

                  ja tez mialam obawy, dystans etc, ale jak trafil swoj na swego to wszsytko
                  nagle sie pozmienialo
    • yoma Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 26.05.10, 10:59
      Powiem tak: być razem nie musi znaczyć mieszkać razem, i to jeszcze u ciebie.
      Chłop w chałupie to jak wrzód na d... smile
      • kalpa Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 28.05.10, 00:55
        A mnie własnie ktoś powiedzial, że mnie bardziej niż lubi...i, że chciałby ze
        mną zamieszkać. I, że lubi moje dzieci...
        a ja... popatrzyłam bardzo materialistycznie i co widzę:
        -on nie ma pracy, bo ja stracił na skutek wypadku i nie wiadomo kiedy do niej
        pojdzie
        -ma koszmarne zadłuzenie na karcie kredytowej i zero oszczędnosci-
        a ja...
        -nie czuje motyli w brzuchu
        -nie ufam mu w sferze finansów z powodów powyzszych
        i naprawde poczułam się idiotycznie, że ktos mi wyznaje miłość, a ja jak
        ksiegowa skanje go przez pryzmat finansów
        ale cóż... chce zamieszkac u mnie- i nie wiem z czego by mi płacił, bo karta już
        mu pada
        jest mało zaradny zyciowo, w konsekwencji jestw takich opałach jakich jest
        i nie czuję inspiracji mimo, że mi tak pieknie powiedział, ze mnie kocha... i,
        że chce byc ze mna...
        materialistka, cóż...
        rachunki płaciłabym niestety ja...
        obawiam sie, ze całą miłosc diabli by wzieli...
        tak sobie pomyslalam, że kobieta tęskini do miłosci, chce to slowo usłyszeć
        ale brutalnie mwiąc chce czuc finansowe wsparcie i kazde inne też
        • z_mazur Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 28.05.10, 01:06
          W pewnym wieku to chyba normalne, że w szerszym kontekście, niż tylko poryw serca, oceniamy sytuację. smile

          Miałem trochę podobną sytuację, tylko w moim przypadku chodziło nie o pieniądze, tylko o to, że potencjalna partnerka była jeszcze bardzo młoda i jak sobie pomyślałem, że ona pewnie będzie chciała mieć dzieci, to jakoś też mnie przerosła ta świadomość.
        • lotus.g Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 28.05.10, 01:23
          To nie materializm ale zdrowy rozsądek.
          Uważajcie kobiety, bo wielu takich facetów chętnych do uwieszenia się na
          kobiecie jest. Obyczaje się zmieniają, dawniej bogaty pan kupował sobie kobietę
          do seksu i gospodarowania domem, teraz całe mnóstwo męskich leni, zadłużonych
          nałogowców, sierot zyciowych o lewych rączkach a kwiecistym języku szukajacych
          kobiety, która ich będzie utrzymywać.
          Znajdują robotną, zdeterminowaną kobietę z dzieckiem i wskakują na tapczan do
          jej mieszkania na jej wikt i opierunek. Płacą..... na początku romantycznymi
          wyznaniami a potem pretensjami, szantażem, kłamstwami, kradzieżami.
          Moja znajoma trafiła na Biznesmena....podobno miał wielki dom i super firmę za
          granicą - pożyczał od niej kasę i nie oddawał, cudze mieszkanie pokazywał jako
          swoje i Bardzo Ją Kochał.
          Kolejny wprowadził się do niej i przez dwa lata nie chciało mu się iśc do żadnej
          pracy. Utrzymywała ich ona sama tyrając na dwóch etatach. On czasem odkurzył w
          domu, masował jej stopy i mówił jak ją kocha.
          Kolejnego rzuciła żona, wpadł w ramiona dziewczyny świeżo po rozstaniu.
          Dziewczyna wzięła się za pocieszanie skrzywdzonego przez złą żonę, opiekowała
          się jego dziećmi, nawet do jego żony je zawoziła 100km dalej gdy on czasu nie
          miał. Samochodem go woziła bo on bez prawa jazdy, obiady robiła, rozrywki
          organizowała. Po miesiącu twierdził, że ja kocha, że chce z nią być na stałe, a
          żona wredna była. Tylko, że nigdy dziewczynie nic nie kupił, za paliwo nie
          zwracał, za jedzenie nie oddawał... okłamywał, że opłacił coś a okazywało się że
          wazny termin przepadł bo on nie wpłacił 50zł zaliczki. Ponoć dobrze zarabiał a
          nie miał ciągle kasy. Bo ponoć długi ma spore, do których się przyznać nie
          chciał...

          Mnie się tacy boją, zarabiam dobrze i jeśli już to trafiam na samodzielne
          finansowo jednostki, bardziej szukają emocjonalnego wsparcia u mnie. A ta
          koleżanka ma taka matczyną naturę, każdego bidoka do serca przytuli, nie wymaga
          za duzo od nich, zadowoli się byle ochłapem, każdego Stara Się Zrozumieć....
          tylko , że robi to swoim kosztem i kończy tak samo , on się obraża ze ona się
          już dłużej nie daje mu wykorzystywać, a on przecież ją kocha!
        • aneta-skarpeta Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 28.05.10, 08:20
          milosc miloscia, ale rozsadek trzeba miec

          spijaniem z dziubkow szybko sie skonczy, a sama sie biedna zatyrasz

          skoro ma dlugi na karcie, a sama przeczuwasz ze to "taki typ" to nie ma sensu
          ladowac sie w cos wiecej
        • kajda28 Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 28.05.10, 08:22

          I bardzo dobrze, i nie zakochasz się w takim co nawet na siebie nie
          umie zarobić. A bez miłości to kiepsko życie układać. Ja też patrzę
          na takie rzeczy, i eliminuje tych którzy nie pracują, a także tych
          którzy chcą mieć jeszcze dzieci- bo ja już rodzić nie zamierzam.
          A to że on ciebie lubi, to nie znaczy że i ty masz go polubić. Jeden
          kiedyś mi proponował że się do mnie wprowadzi- po ok. miesiącu
          znajomości, wyśmiałam go. Jemu byłoby to na rękę, w domu u mamy miał
          nieciekawą sytuację, oczywiście pomimo że pracował to najchętniej
          ode mnie pożyczał pieniądze

          Bardzo dobrze że patrzysz na takie rzeczy, zaradność życiowa jest
          bardzo ważna, nie miej wyrzutów sumienia, jest to bardzo zdrowy
          materializm. Zawsze powtarzam że ja jestem materialnie samodzielna i
          oczekuje tego samego od mojego partnera i tego się trzymam.
        • triss_merigold6 Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 28.05.10, 08:54
          To zdrowy rozsądek, a nie materialistyczne podejście.
          Słowa mogą być bardzo piękne ale czynszu i przedszkola tym nie
          opłacisz. Pan musi być przynajmniej samowystarczalny i nie generować
          kosztów dodatkowych. Bardzo pięknie jest wspierać potrzebujących ale
          nie kosztem swoim i dzieci.
          • bozka45 Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 28.05.10, 14:59

            .... motyle w brzuchu! O rany zapomniałam już, co to! Przez lata w
            moim małżeństwie tego nie było. Od dawna, o ile nie od zawsze,
            zagłuszałam grorycz i poczucie nie kochania, nie akceptowania.
            Przeraża mnie, bo mam w sobie taaaaaaaki głod miłości, nie nawet nie
            miłości, ale normalności, odczucia, że ktoś mnie sznuje, nie olewa,
            nie przypiera do muru, nie wywiera na mnie nacisku, nie walczy ze
            mną, nie rani. Tak, tak zwłaszcza nie rani.
            Czy zaznam normalności, troski w tym zyciu? Tak mało
            przewidywalnych, spokojnych facetów, tak dużo kobiet niespełnionych,
            samotnych, wyjących wieczorami do poduszki...
            I tak trudno odpędzić myśl, że mój prawie były znalazł szczęście
            z inną, że dla innej teraz być może góry przenosi. Wiem, wiem....
            znam mechanizmy u facetów w kryzysie wieku średniego. Wiem, że
            świeżyzna, młoda nowa partnerka daje im wigoru i sprawia, że
            resetują życie bez mrugnięcia okiem.
            Smutno mi coś dziś. Jutro będzie lepiej! Ciesze sie z
            tego "smutku" z tego, że czuję głód miłości i bliskości z facetem w
            sobie. To znak, że się odblokowuję.... Odkrywam w sobie znów kobietę
            w pełni... Yes!
        • malgolkab kalpa:) 28.05.10, 09:14
          a tam materialistka od razusmile ja jako mama już z jakimś
          doświadczeniem też nie mam wizji, że życie polega na patrzeniu sobie
          w oczy, nawet jak jecie 5 dzień z rzędu chlebek z masełkiemsmile)a bez
          motyli w brzuchu, to w ogóle nie da rady...
    • evenjo Re: Dylematy kobiety po recyclingu..:) 29.05.10, 10:59
      Jestem 5 lat po rozwodzie. Miałam kilku kochanków. Nigdy nie myślałam, by poznawać z nim(-i) moich synów. Nie szukam nowego ojca dla dzieci, nie szukam dla siebie nowego męża. Od męzczyzny potrzebuję wyłącznie dobrego seksu-zaangażowanego i namiętnego. Nie wyobrażam sobie mieszkania z męzczyzną. Już chyba szybciej-z kobietą, najbliższą przyjaciółką, z którą znamy się od podstawówki. A i to za wiele lat. Jak osłabnie moje libido, to, myślę sobie, w ogóle przestanę mieć kontakty z mężczyznami.
Pełna wersja