sc28
09.06.10, 22:09
Witam Panów, szczególnie tworzących rodziny rekonstruowane,
Jestem od prawie roku z facetem, który ma syna z poprzedniego związku.
Chłopiec skończy niebawem 8 lat. Co drugi weekend spędzamy wspólnie. Już na
początku znajomości zostałam uprzedzona, że mam się liczyć z tym, że mój
partner będzie "inny" w obecności syna. W praktyce oznaczało to szereg różnych
zachowań, reakcji, lub braku reakcji w przypadku naruszania moich granic przez
dziecko, bo to "przecież dziecko"...
Zapoznałam się z mamą dziecka, była bardzo przyjaźnie nastawiona, nic nie
zapowiadało załamania w relacjach z moim partnerem, jego dzieckiem...
Mieszkamy w innych miastach, spotykamy się w weekendy, a także w tygodniu w
jego mieście, gdyż mam tam wizyty u lekarza i często tam muszę być,
tak się złożyło, że mama chłopca poprosiła jego ojca, by zajął się nim w
tygodniu, bo sama wyjechała i tu powstał problem, który napompował się jak
balon - eskalacja emocji - bo ze skutkiem milczenia po obu stronach...
Mój facet stwierdził, że ma dylemat, ponieważ chciałby mnie odwieźć, ale nie
chce też spowodować sytuacji, że dziecko się nie wyśpi, bo odwożąc mnie z
synem wróciliby do domu przed 23....
Zaskoczyło mnie to, iż raptem zburzony został rytuał cotygodniowy, bo zawsze
wspólnie jeździliśmy, ale bez Młodego.
Wiem, jakie są zwyczaje wychowawcze mojego faceta i wiem, jaki jest lus blus
podczas odwiedzin u niego...
Odebrałam to w taki sposób, że facet nie potrafi pogodzić interesów moich i
syna, bo ja ze swojej strony robię wszystko, by było dobrze, chcę stworzyć
rodzinę i takie ustawki analizuję pod kątem zaangażowania mężczyzny w
przyszłości...jak pogodzi interesy ewentualnych wspólnych dzieci, z tym, że ma
syna, którego kocha najmocniej na świecie. I słusznie.
Rozmowa na temat odwiezienia mnie do domu zakończyła się w taki sposób, że
zapowiedziałam, że wrócę we własnym zakresie, przed wejściem do gabinetu
zamówiłam taksówkę, by szybko po wyjściu dojechać na dworzec autobusowy...
Wychodzę od lekarza, widzę auto, dostaję sms, że facet chce mnie odwieźć te 66
km do mojego miasta. Jestem wkurzona na maksa, bo wiem,
że to godzi w interes dziecka, a wówczas ja wolę się wycofać....
Efekt - jedziemy w końcu tym naszym wspólnym samochodem, milcząc,
na drugi dzień telefon i chłodny ton, zero przywitania, za to tekst, że facet
ma wyrzuty sumienia w stosunku do siebie za ten wyjazd, miał na myśli, to, że
syn się nie wyspał.
Moja reakcja - nie będę burzyć mu spokoju i wzbudzać moralniaków,
życzę miłego tygodnia i rozłączam się...z zamiarem wycofania się z relacji,
strasznie się wrwiłam
Do dzisiaj cisza z jego strony.
Ciekawostka, co rano smsy, że mnie kocha, pozytywne emocje, fajny
klimat...Teraz żyje w przekonaniu, że nie akceptuję jego dziecka,
a w tej sytuacji, on jest najważniejszy i zawsze tak będzie i nie
"wygram" z nim w tej materii ...
Zapytam Was Panowie, czy to "normalna" reakcja faceta z poczuciem winy za
rozpad związku z mamą dziecka, kto ma się wykazać większą wyrozumiałością? Jak
pogodzić interesy naszego trójkąta, gdy jesteśmy razem. Czy pozwolilibyście
swojej kobiecie wracać autobusem w podobnej sytuacji? Mamy wspólny samochód,
spłacamy go wspólnie.
Jest mi bardzo przykro, bo facet idzie na łatwiznę i pewnie celowo chce
interpretować, że problemem dla mnie jest jego syn, a w rzeczywistości
problemem jest on sam, bo nie potrafi otworzyć się na nową rodzinę, już drugie
małżeństwo mu się rozleciało, ja jestem tą trzecią...
Czy kobieta która nie akceptuje dziecka, kupuje mu zabawki, ubrania, słodycze,
bawi się z nim, opiekuje pod nieobecność jego taty, funduje atrakcje????
Właściwie jestem pewna, że nic nie da się uratować,
jestem rozczarowana, przykro mi,że w oczach faceta relacja ze mną krzywdzi
interesy jego syna.
Czy tak myśli odpowiedzialny facet? Może to egoizm? Chore podejście faceta.
Wolę się wycofać, niż przeżywać upokorzenia.
Junior stał się bardzo wrogi. Potrafi mnie również uderzyć, niby w zabawie. Ehhh.