ja - on - jego dziecko

09.06.10, 22:09
Witam Panów, szczególnie tworzących rodziny rekonstruowane,

Jestem od prawie roku z facetem, który ma syna z poprzedniego związku.
Chłopiec skończy niebawem 8 lat. Co drugi weekend spędzamy wspólnie. Już na
początku znajomości zostałam uprzedzona, że mam się liczyć z tym, że mój
partner będzie "inny" w obecności syna. W praktyce oznaczało to szereg różnych
zachowań, reakcji, lub braku reakcji w przypadku naruszania moich granic przez
dziecko, bo to "przecież dziecko"...
Zapoznałam się z mamą dziecka, była bardzo przyjaźnie nastawiona, nic nie
zapowiadało załamania w relacjach z moim partnerem, jego dzieckiem...

Mieszkamy w innych miastach, spotykamy się w weekendy, a także w tygodniu w
jego mieście, gdyż mam tam wizyty u lekarza i często tam muszę być,

tak się złożyło, że mama chłopca poprosiła jego ojca, by zajął się nim w
tygodniu, bo sama wyjechała i tu powstał problem, który napompował się jak
balon - eskalacja emocji - bo ze skutkiem milczenia po obu stronach...

Mój facet stwierdził, że ma dylemat, ponieważ chciałby mnie odwieźć, ale nie
chce też spowodować sytuacji, że dziecko się nie wyśpi, bo odwożąc mnie z
synem wróciliby do domu przed 23....
Zaskoczyło mnie to, iż raptem zburzony został rytuał cotygodniowy, bo zawsze
wspólnie jeździliśmy, ale bez Młodego.
Wiem, jakie są zwyczaje wychowawcze mojego faceta i wiem, jaki jest lus blus
podczas odwiedzin u niego...
Odebrałam to w taki sposób, że facet nie potrafi pogodzić interesów moich i
syna, bo ja ze swojej strony robię wszystko, by było dobrze, chcę stworzyć
rodzinę i takie ustawki analizuję pod kątem zaangażowania mężczyzny w
przyszłości...jak pogodzi interesy ewentualnych wspólnych dzieci, z tym, że ma
syna, którego kocha najmocniej na świecie. I słusznie.

Rozmowa na temat odwiezienia mnie do domu zakończyła się w taki sposób, że
zapowiedziałam, że wrócę we własnym zakresie, przed wejściem do gabinetu
zamówiłam taksówkę, by szybko po wyjściu dojechać na dworzec autobusowy...

Wychodzę od lekarza, widzę auto, dostaję sms, że facet chce mnie odwieźć te 66
km do mojego miasta. Jestem wkurzona na maksa, bo wiem,
że to godzi w interes dziecka, a wówczas ja wolę się wycofać....

Efekt - jedziemy w końcu tym naszym wspólnym samochodem, milcząc,
na drugi dzień telefon i chłodny ton, zero przywitania, za to tekst, że facet
ma wyrzuty sumienia w stosunku do siebie za ten wyjazd, miał na myśli, to, że
syn się nie wyspał.
Moja reakcja - nie będę burzyć mu spokoju i wzbudzać moralniaków,
życzę miłego tygodnia i rozłączam się...z zamiarem wycofania się z relacji,
strasznie się wrwiłam

Do dzisiaj cisza z jego strony.
Ciekawostka, co rano smsy, że mnie kocha, pozytywne emocje, fajny
klimat...Teraz żyje w przekonaniu, że nie akceptuję jego dziecka,
a w tej sytuacji, on jest najważniejszy i zawsze tak będzie i nie
"wygram" z nim w tej materii ...

Zapytam Was Panowie, czy to "normalna" reakcja faceta z poczuciem winy za
rozpad związku z mamą dziecka, kto ma się wykazać większą wyrozumiałością? Jak
pogodzić interesy naszego trójkąta, gdy jesteśmy razem. Czy pozwolilibyście
swojej kobiecie wracać autobusem w podobnej sytuacji? Mamy wspólny samochód,
spłacamy go wspólnie.

Jest mi bardzo przykro, bo facet idzie na łatwiznę i pewnie celowo chce
interpretować, że problemem dla mnie jest jego syn, a w rzeczywistości
problemem jest on sam, bo nie potrafi otworzyć się na nową rodzinę, już drugie
małżeństwo mu się rozleciało, ja jestem tą trzecią...
Czy kobieta która nie akceptuje dziecka, kupuje mu zabawki, ubrania, słodycze,
bawi się z nim, opiekuje pod nieobecność jego taty, funduje atrakcje????

Właściwie jestem pewna, że nic nie da się uratować,
jestem rozczarowana, przykro mi,że w oczach faceta relacja ze mną krzywdzi
interesy jego syna.
Czy tak myśli odpowiedzialny facet? Może to egoizm? Chore podejście faceta.
Wolę się wycofać, niż przeżywać upokorzenia.
Junior stał się bardzo wrogi. Potrafi mnie również uderzyć, niby w zabawie. Ehhh.

    • aneta-skarpeta Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 23:08
      dla mnie problem z niczego
      z jednej strony nic sie nie staje jak 8latek pojdzie spac przed 23
      raz na jakis czas, alboz drzemnie sie w aucie i dospiw domu

      moj tak robi i zyje, ja zostalam tak wychowana i mam sie swietnie.
      oboje niepotrzebnie budujecie granice miedzy całą trojką

      skoro on przemyslał sprawe i chcial cie jednak odwiesc to trzeba
      bylo sie spytac syna co on nat to, czy to nie klopot. jesli dziecko
      podejdzie do tematu entuzjastycznie to luz, jak nie to wsiasc do
      taxi i nie obrazac sie na rzeczywistosc

      z dziecmi- kazdymi- trudno utrzymywac rytualy i moze warto wrzucic
      na luz

      • nangaparbat3 Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 23:26
        Oj, Aneta, osmiolatek nieskończenie bardziej potrzebuje rytualow niz dorosla
        kobieta.
        I naprawdę powinien regularnie kłasc się spac.
        • aneta-skarpeta Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 23:36
          pewnie, ze nie mzna mu takich atrakcji zapewniac co dwa dni, ale raz
          na ruski rok przezyje i moze mu sie nawet spodobac

          oczywiscie jesli jest akurat szkola na rano etc to odpada- ale nie
          popadajmy w skrajnosci ze z 8latkiem to tylko w domu przy kominku
          trzeba siedziec i czytac bajkismile

          i oczywiscie ona niepotrzebnie poczula sie dotknieta ze "przegrala z
          8latkiem", ale skoro on chcial ją zawiesc ( oby nie z litosciwink) to
          mozna bylo to fajniej rozegrac, a nie strzelac fochy na prawo i lewo

          ja tutaj widze porblem w obu osobach- ona bo widzi zagrozenie w
          dziecku-on bo sie robi jakis dziwny i inny przy dziecku

          • nangaparbat3 Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 23:44
            Wychodzi na to, ze się zgadzamy smile
    • nangaparbat3 Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 23:37
      Nie rozumiem zupelnie, dlaczego powrot do domu autobusem mialby byc aż takim
      problemem. Czy w ogóle jakimkolwiek problemem. A jeśli, to czemu ten pan nie
      uzyczyl Ci Waszego wspólnego przeciez samochodu.
      Nie rozumiem tez tego akapitu:
      > Czy kobieta która nie akceptuje dziecka, kupuje mu zabawki, ubrania, słodycze,
      > bawi się z nim, opiekuje pod nieobecność jego taty, funduje atrakcje????


      Jeśli kobieta dziecka nie akceptuje, to po jakie licho to wszystko robi?
      A jesli sie pomyliłas i akceptuje - to trudno nie podejrzewac klasycznej
      Freudian slip.
      Ale moze chodzi o cos jeszcze innego, nie wiem.

      Mysle sobie tak: jestes jego trzecia kobietą, on juz wie, ze kobieta jest, a
      potem jej nie ma. A dziecko jest na cale zycie. Prosta sprawa.

      I jeszcze jedno: powiedzial, ze nie chce Cie odwozic, potem zmienil zdanie, a
      potem byl zły. Pewnie dalas mu do zrozumienia - bardziej lub mniej świadomie -
      ze nieodwiezienie Cie bardzo Cie rani czy zlosci - więc spiąl sie i odwiózl. Ale
      mial poczucie, ze robi to kosztem dziecka.

      Cała ta sprawa z odwozeniem wydaje mi sie wydumana.
      Natomiast gdybym usłyszala od męzczyzny, ze w obecnosci syna bedzie "inny" -
      zapaliloby mi sie czerwone światelko i bylabym bardzo ostrozna (w znaczeniu:
      starałabym sie - o ile to mozliwe - z dystansu spojrzec na moją relacje z tym
      panem). Bicie Cie przez dziecko, nawet w zabawie, jest absolutnie
      niedopuszczalne i tu powinnas bardzo stanowczo postawic granicę.
      Natomiast z powrotu autobusem nie robilabym sprawy.
      • adaria38 Re: ja - on - jego dziecko 09.06.10, 23:53
        > Nie rozumiem tez tego akapitu:
        > > Czy kobieta która nie akceptuje dziecka, kupuje mu zabawki, ubrania, słod
        > ycze,
        > > bawi się z nim, opiekuje pod nieobecność jego taty, funduje atrakcje????

        Facet dał jej do zrozumienia na drugi dzień, ze ma wyrzuty sumienia że ją
        odwiózł, bo dziecko się nie wyspało. A widac w jakiś sposób czuł się przymuszony
        przez nią do tego odwożenia(?) : fakt pojawienia się problemu kto ważniejszy
        kobieta-czy-dziecko zinterpretował na niekorzyśc związku z kobietą i przypisał
        jej niechęc do jego dziecka, której wg autorki w niej nie ma.

        Z igły wyszły widły, bo problem banalny, wspólnym (?) samochodem autorka mogła
        pojechac sama(to teraz czyj on będzie, jesli się rozstaną?), autobus też żaden
        problem.
        Komunikacji w związku poprawnej brak.

        Trzymałabym się z daleka od osobnika, który informuje mnie, ze przy kimś-tam
        będzie się zachowywał "inaczej". To coś popapranego.

        • mola1971 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 00:02
          Zachowywanie się "inaczej" też by mnie bardzo mocno zaniepokoiło, ale to że dziecko jest najważniejsze to świadczy bardzo dobrze o facecie. Tak ma być i dziwne by było gdyby jakaś baba stała się dla faceta ważniejsza niż JEGO dziecko. W każdym razie ja tam bym zwiała od faceta dla którego JEGO dziecko jest ważniejsze ode mnie.
          • mola1971 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 00:03
            Odwrotnie wink Gdybym ja stała się ważniejsza niż JEGO dziecko.
            • adaria38 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 00:36
              To też autorka sugeruje, że ona szanuje fakt, że on dziecko ma i jest ono dla
              niego ważne.
              Tylko, ze co to znaczy "ważniejsze dziecko niż kobieta" ? Czy to, ze pozwala
              dziecku na wszystko, także nieuprzejmości wobec tej kobiety?
              Chyba nie tędy droga. Z drugiej strony nie wiemy, na ile facet i autorka są
              elastyczni wobec faktu "dziecka na głowie", czy potrafią z tego nie robić
              "trójkąta" ale wspólnotę? Autorka ma już rozbudowane plany na przyszłość a tu
              podstawy komunikacji kuleją.
              • aneta-skarpeta Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 01:00
                > Tylko, ze co to znaczy "ważniejsze dziecko niż kobieta" ? Czy to,
                ze pozwala
                > dziecku na wszystko, także nieuprzejmości wobec tej kobiety?

                ja tego tez nie rozumiem. POminmy sytuacje gdy ojciec notorycznie
                olewa dziecko, bo sie zakochał

                ale przeciez wiele rzeczy mozna pogodzic. ja sama mam tak, ze
                dziecko najwazniejsze na swiecie i kocham ponad zycie, ale skoro
                tworzymy jakis uklad patchworkowy to musimy sie szanowac wspolnie i
                nie moge w imie milosci do dziecka robic z chlopa jakiegos
                przydupasawink, ktoremu na kazdym kroku przypominam " synus
                najwazniejszy"

                to jest niezdrowe przede wszystkim dla dziecka
          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 18:21
            mola1971 napisała:

            > Zachowywanie się "inaczej" też by mnie bardzo mocno zaniepokoiło,

            na samym początku nawet nie rozmawiał ze mną przez telefon w obecności chłopca,
            jest dużo rozbieżności w zachowaniu, jak jesteśmy razem, a sami,


            > ale to że dziecko jest najważniejsze to świadczy bardzo dobrze o facecie.

            myślisz, że następne dzieci będą traktowane w identyczny sposób?

            Tak ma być i dziwn
            > e by było gdyby jakaś baba stała się dla faceta ważniejsza niż JEGO dziecko.

            a jak taka baba ma poczuć się bezpiecznie, zdecydować się na wspólne dzieci,
            założyć rodzinę?
            to jakaś patologia - relacja baba a dziecko, to dwie różne relacje,
            mi nie chodzi o dziecko, tylko TOK MYŚLENIA faceta...
            nie zamierzam być zagrożeniem dla chłopca, jego mama już dawno sobie ułożyła
            życie, daje sobie do tego prawo, otworzyła się na nowy związek, jej partner
            wychowuje Juniora, uczestniczy w jego życiu, pomieszkuje, ten przykład pokazuje,
            że można pogodzić wszystko, jak się chce, ja póki co zachowania naruszające moje
            granice zgłaszałam do faceta, on się zajmował rozwiązywaniem tych problemów...

            > każdym razie ja tam bym zwiała od faceta dla którego JEGO dziecko jest ważniejs
            > ze ode mnie.

            a ja bym ukierunkowała, jak może to naprawić
        • nangaparbat3 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 00:09
          Dziekuje za wyjasnienie - chyba juz powinnam isc spac, bo ewidentnie nie kojarzę.
        • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 12:42
          fakt pojawienia się problemu kto ważniejszy
          > kobieta-czy-dziecko zinterpretował na niekorzyśc związku z kobietą i przypisał
          > jej niechęc do jego dziecka, której wg autorki w niej nie ma.
          >

          bingo, właśnie o to mi chodziło,
          tylko chaos myśli utrudnił mi przekaz...

          stwierdził, że go zaszantażowałam, że jestem zaborcza, nietolerancyjna, ja
          natomiast widzę, to tak, że to ja muszę
          się dostosowywać do układu, wszystko wyrwane z kontekstu, brak harmonii,
          przewidywalności...

          Facet rozkochany we mnie, ochy i achy, z żadną mu nie będzie lepiej, niż ze
          mną, bynajmniej jeszcze niedawno przed kryzysem to usłyszałam...bo tak jest, ja
          z tych kobiet, co mają poczucie misji sad nie potrafię inaczej , wchodzę całą sobą

          jasne że będę poruszać się autobusem, to świetny kopniak do reala, tym bardziej,
          że mam agorafobię, to zawsze jakiś rodzaj terapii, on o tym wie i przykro mi, że
          nie pomyślał o tym, bo zawsze był przeciwny temu, żebym wracała autobusem, to
          jak sprawa honoru dla niego...wielokrotnie odwoził mnie z juniorem, ale to było
          w niedzielę i w dzień,

          kwestia samochodu taka, że tworzenie czegoś tam bliżej nie nazwanego zaczęliśmy
          od kupna samochodu, żeby mieć czym się poruszać i być niezależnym, już nie
          chodzi o wkład finansowy, ale wyczucie, spojrzenie na całokształt
          • triss_merigold6 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 17:42
            Tak właśnie. Przy dziecku trudno jest w 100% przewidzieć pewne sytuacje.
            Masz agorafobię to ją lecz zamiast jęczeć. Jesteś dorosła i sama odpowiadasz za
            swoje zdrowie, nie wieszaj się na facecie.
            • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 18:07
              triss_merigold6 napisała:

              > Tak właśnie. Przy dziecku trudno jest w 100% przewidzieć pewne sytuacje.
              > Masz agorafobię to ją lecz zamiast jęczeć. Jesteś dorosła i sama odpowiadasz za
              > swoje zdrowie, nie wieszaj się na facecie.


              w kwestii uwieszania to święta racja, nie chcę, to też mój czuły punkt, myślę,
              że to odrębna kwestia, nie potrzebuję mentalnego tatusia, chcę założyć rodzinę,
              pojawiają się fantazje nt. macierzyństwa, wcześniej nie potrafiłam tak myśleć
              przy innym mężczyźnie, pisałam powyżej, że to rodzaj terapii dla mnie i mojej
              agorafobii,
              nie jęczę, nie odbieram siebie w ten sposób.

              Jesteś dorosła i sama odpowiadasz za
              > swoje zdrowie

              oczywiście, ale podstawą mojego zdrowia jest zdrowa relacja,
              objawy nerwicowe to pierwotne braki z relacji z ojcem - w tym
              przypadku, gdy chodzi o facetów w moim życiu, więc punktem wyjścia jest
              satysfakcjonująca relacja z drugim człowiekiem, jasne, że być może moje
              oczekiwania są nadmiarowe, może tak być...ale brakuje mi świadomości/poczucia,
              że mogę liczyć na tego człowieka w każdej sytuacji życiowej,
              • nangaparbat3 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 20:06
                > oczywiście, ale podstawą mojego zdrowia jest zdrowa relacja,
                > objawy nerwicowe to pierwotne braki z relacji z ojcem - w tym
                > przypadku, gdy chodzi o facetów w moim życiu, więc punktem wyjścia jest
                > satysfakcjonująca relacja z drugim człowiekiem, jasne, że być może moje
                > oczekiwania są nadmiarowe, może tak być...ale brakuje mi świadomości/poczucia,
                > że mogę liczyć na tego człowieka w każdej sytuacji życiowej,

                Satysfakcjonujaca relacja z drugim człowiekiem (a najpierw z samą/samym sobą) to
                raczej PUNKT DOJŚCIA, i to jak sie fart.
      • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 12:31
        > Jeśli kobieta dziecka nie akceptuje, to po jakie licho to wszystko robi?
        > A jesli sie pomyliłas i akceptuje - to trudno nie podejrzewac klasycznej
        > Freudian slip.
        > Ale moze chodzi o cos jeszcze innego, nie wiem.


        Witam,
        to zarzut ze strony faceta, że nie akceptuję jego dziecka,
        a te przykłady to fakty, które zaprzeczają temu, co on mówi,
        o to mi chodziło smile
        • nangaparbat3 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 16:12
          sc28 napisała:

          > Witam,
          > to zarzut ze strony faceta, że nie akceptuję jego dziecka,
          > a te przykłady to fakty, które zaprzeczają temu, co on mówi,
          > o to mi chodziło smile

          Tak tak, przepraszam, bylam juz bardzo zmeczona i nie zrozumialam.
      • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 12:50
        nangaparbat3 napisała:

        > Nie rozumiem zupelnie, dlaczego powrot do domu autobusem mialby byc aż takim
        > problemem. Czy w ogóle jakimkolwiek problemem.

        w moim subiektywnym przekonaniu jest to problem, bo musiałabym czekać sama na
        dworcu wieczorem, gdzie pełno różnych podejrzanych typów, mam napady paniki,
        nerwicy lękowej, agorafobii, stąd ta schiza u mnie,
        miałam wyobrażenie, że skoro facet zna moje problemy, to będzie potrafił się
        wcielić w moją perspektywę i pogodzić wszystko,
        jest mi cholernie przykro, dostałam kolejny raz po ryju za dobre serce
        A jeśli, to czemu ten pan nie
        > uzyczyl Ci Waszego wspólnego przeciez samochodu.
        • sonia_30 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 13:15
          A gdyby nie było faceta, jak byś sobie poradziła?
          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 13:24
            sonia_30 napisała:

            > A gdyby nie było faceta, jak byś sobie poradziła?

            tak, na obecnym etapie już tak
    • adaria38 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 00:00
      A nie jest tak, że masz parcie na zakładanie rodziny i wzięłaś pierwszego z
      brzegu, który się zdarzył i do modelu starasz wcisnąć, choć niespecjalnie do
      siebie pasujecie?
      • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 12:46
        adaria38 napisała:

        > A nie jest tak, że masz parcie na zakładanie rodziny i wzięłaś pierwszego z
        > brzegu, który się zdarzył i do modelu starasz wcisnąć, choć niespecjalnie do
        > siebie pasujecie?

        Nie wiem, wydawało mi się, że on też chciał tego samego...
        jednak rzeczywistość okazała się inna...on ma już dziecko,
        miał żonę, ja po nieudanym związku szukam właśnie trwałości,
        twierdził, że chce mieć dziecko
    • sonia_30 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 01:14
      Hmmm jednego dnia wywiązuje się dyskusja w związku z faktem, że
      facet przedłożył rytm dnia dziecka ponad cotygodniowy rytuał
      odwożenia Ciebie, stwierdzasz że On nie potrafi pogodzić interesów
      Twoich i syna, w związku z czym wrócisz sama, po czym
      piszesz "Wychodzę od lekarza, widzę auto.... Jestem wkurzona na
      maksa, bo wiem, że to godzi w interes dziecka". Czyli wczoraj nie
      godziło a dzisiaj godzi? Jak to jest?
      • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 12:54
        sonia_30 napisała:

        > Hmmm jednego dnia wywiązuje się dyskusja w związku z faktem, że
        > facet przedłożył rytm dnia dziecka ponad cotygodniowy rytuał
        > odwożenia Ciebie, stwierdzasz że On nie potrafi pogodzić interesów
        > Twoich i syna, w związku z czym wrócisz sama, po czym
        > piszesz "Wychodzę od lekarza, widzę auto.... Jestem wkurzona na
        > maksa, bo wiem, że to godzi w interes dziecka". Czyli wczoraj nie
        > godziło a dzisiaj godzi? Jak to jest?

        tak, bo wolałabym przetrawić w sobie złość i rozczarowanie jadąc jednak tą
        taksówką, niż doświadczać tego rozerwania w sobie, tego konfliktu podczas
        wspólnej podróży, przecież oboje byli sfochowani,
        straszne uczucie, czułam się jak intruz
    • fuuuu Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 07:42
      Moim zdaniem-przesadzasz!!!!
      • malgolkab Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 09:11
        a mnie dziwi, ze masz wspólny samochód z facetem, z którym nawet nie
        mieszkasz... ja bym się grubo zastanowiła. chyba głownym problemem
        jest to, że Wasz związek przypomina trochę takie spotykanie się 20-
        latków, weekendy, czasem w tygodniu- odpadają obowiązki związane z
        takim zwykłym codziennym życiem.
        a z odwożeniem to się wcale facetowi nie dziwię, też nie
        zmieniałabym rytmu dnia dziecka z tak błahego powodu. a skoro auto
        jest wspólne to ustalcie zasady korzystania z niego.
      • makarona1 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 09:11
        A ja myślę, że autorka postu szuka porady, czy związek z takim mężczyzną będzie dla niej dobry.
        Miał już 2 kobiety, został ojcem więc doświadczenia ma i wie, czego oczekuje "dla siebie", ale czy tego samego chce dla swojej kobiety?
        Czy związek z kimś, kto szybko przechodzi z jednego związku w następny to nie równia pochyła?
        Co do opiekuńczości wobec dziecka- czy to nie w dużej mierze wyrzuty sumienia?
        • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 12:59
          makarona1 napisała:

          > A ja myślę, że autorka postu szuka porady, czy związek z takim mężczyzną będzie
          > dla niej dobry.
          > Miał już 2 kobiety, został ojcem więc doświadczenia ma i wie, czego oczekuje "d
          > la siebie", ale czy tego samego chce dla swojej kobiety?
          > Czy związek z kimś, kto szybko przechodzi z jednego związku w następny to nie r
          > ównia pochyła?
          > Co do opiekuńczości wobec dziecka- czy to nie w dużej mierze wyrzuty sumienia?

          zgadzam się,
          dodam jeszcze, jak hipotetycznie taki typ mężczyzny odnajdzie się w sytuacji
          nowego potomstwa? skąd mam wiedzieć, czy nie będzie jeszcze bardziej rozerwany
          wewnętrznie? Jestem dzieckiem rozwiedzionych rodziców, chcę sama poczuć się
          bezpiecznie w związku, by potem myśleć o szczęśliwej rodzinie dla mojego
          dziecka, inaczej tego nie widzę, stąd moje daleko idące wnioski, taki błahy
          problem, ale wydaje mi się daje do myślenia
      • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 18:25
        fuuuu napisała:

        > Moim zdaniem-przesadzasz!!!!

        ok
    • plujeczka Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 09:13
      a ty przypadiem nie masz 2 nieswoich dzieci? bo jakoś twój
      wyidealizowany facet na dzieciaka mi wyglada. To ze kocha syna nie
      usprawiedliwia zachownia
      Piotrusia Pana" POMIMO TWOICH ICH WIDZE OGROMNYCH STRAŃ I
      POZYTYWNYCH RELAVJI Z EX ZONĄ AKTUALNEGO PARTNERA CO RACZEJ JEST
      EWENEMENTEM.
      sKORO JESTEŚ Z NIĄ W MAIRĘ DOBRYCH RELACJACH TO RADZE KAWĘ Z BYŁĄ
      ZONĄ I JUŻ BEDZISZ WIEDZIAŁA CO TO ZA Ś.......Z TWOJEGO PARTNERA.
      • malgolkab plujeczka 10.06.10, 09:27
        a gdyby ktoś spotkał sie z Twoim byłym to by sie dowiedział, ze
        jesteś super babka?? pewnie nie. jak dla mnie głupi pomysł...
        • aneta-skarpeta Re: plujeczka 10.06.10, 09:45
          dla mnie tez głupi pomysł

          poza tym, ludzie jednak sa rozni w zaleznosci od partnera, czasem
          sie ucza na błedach, a takie slodkie rozmówki bylej i obecnej o tym
          jak on to sobie lubil porozrzucac skarpetki i nic nie robil w domu
          niczemu nie sluza

          • triss_merigold6 Re: plujeczka 10.06.10, 10:47
            Dla mnie też to idiotyczny pomysł.
            BTW są kobiety i mężczyźni, którzy potrafią wyciągnąć z partnera/ki najgorsze
            cechy i karmić je swoim postępowaniem.
            • malgolkab triss 10.06.10, 11:09
              czasami też mam takie wrażeniesmile
              a mnie by chyba szlag trafił gdyby mój next umawiał się z ex za
              moimi plecami. od tej pory mógłby juz zawsze sie z nim umawiać, bo
              na pewno nie ze mnąsmile)
        • plujeczka Re: plujeczka 10.06.10, 13:16
          a ty wierzysz ,że facet , który pierze własną zonę, wyzywa dziecko w
          wieku "nastu" lat od małych k..i d....każe w...z domu moze się
          zmienic przy innej partnerce? owszem zmieni sie na jakis czas aby
          się na nim nie poznała od razu bo skoro sie "przygruchało" kochankę
          to raczej przy mądrej żonie nie ma dokąd wrócić.
          Pytasz co by się ktoś dowiedział od mojego exa jaka jestem? odpowiem
          Ci..wstrętna, głupia,niepotrzebnie sprzątałam jego rzygowiny (
          sorki) bo mogły miesiącami leżeć na dywanie , niepotrzebnie
          czepiałam się ,ze sika po przepiciu w łóżku i jesZcze jakiegoś
          leczenia biednego misia mi się zachciewało.Oj wstrętna jestem br,br
          wzdrygam się na samą myśl o sobie.....
          • triss_merigold6 Re: plujeczka 10.06.10, 16:08
            Oczywiście. Pozwalałaś mu na to przez lata zamiast pozbyć się przy takiej
            pierwszej akcji. Oddałabyś jemu i sobie przysługę, miałby szansę na leczenie i
            trzeźwienie. Przy mniej wyrozumiałej pani mógłby chodzić jak złoto albo żyć
            samotnie.
          • aneta-skarpeta Re: plujeczka 10.06.10, 17:12
            uważam, ze przeżyłas piekło, jednak przypomniało mi sie jak znałam
            taką parę- on jej generalnie nie szanował, a ona kobieta do rany
            przyłóż. Traktował ją strasznie. jak chciała odejsc to straszył,
            stosował przemoc psychiczną, nie raz pewnie i cos gorszego

            jak sie w koncu rozstali to on poznał jaką babeczkę- razowa z
            charakteru, baba jak brzytwa. ogarneła go w kilka miesiecy. z tamtą
            miał 2 dzieci i zyli z 10 razem a slubu doprosic sie nie mogła, z tą
            wział slub po roku znajomosci. Teraz facet chodzi jak w zegarku, ale
            tak na moje oko to ona szybko pokazała, ze sobie nie da w kaszę
            dmuchac i on wie, ze na pewne rzeczy nie moze sobie pozwolic

            wiec generalnie kobiety są zbyt dobresmile
            • plujeczka Re: plujeczka 10.06.10, 19:58
              owszem zgadzam się ,że może inna kobieta bedzie miodem na skołatane
              alkoholem serce ale w moim przypadku przez wiele lat strachem
              napawała mnie mysl ,że po rozwodzie bedzie z nami mieszkał,
              wielokrotne odgrażanie się ,że zgotuje piekło w domu wcielała zycie
              i choc nie jestem strachliwa i biedna myszką to jednak manipulacja
              zrobiła swoje ale tez nocne awanmtyry, wymyslne metody znecania sie
              psychicznego nade mną i dzieckiem zrobiły swoje. mam 2 kolezanki ,
              kótre po rozwodach wciaz mieszkają z ex mezami alkoholikami nie wiem
              czy w piekle nie jest lepiej...i do tego ten strach aby zostawić
              dziecko ( wówczas mniejsze0 w domu) wielkrotne ucieczki dziecka z
              domu przed przemoca ze strony ojca i słowa dziecka ..mamusia ja do
              domu nie wrócę jak on jest ja się rzucę z balkonu a pietro .."pod
              niebem" i moje jedyne dziecko....więc może się zmieni ale mnie to
              już nie interesuje i wiem też ,że orócz "uczucia" powłączyła ich
              wspólna słabośc do ...alkoholi.....wybranka kilkakrotna rozwódka.
              • triss_merigold6 Re: plujeczka 10.06.10, 20:23
                Nienie. Trzeba go było wykopać z życiorysu te 15 lat temu, rozwód z jego winy,
                sprawa z art. 207, alimenty na Ciebie i dziecko - wtedy pan miałby szansę na
                wytrzeźwienia, a Ty nie użalałabyś się nad sobą i nie zmarnowała dzieciństwa córki.
            • nangaparbat3 Re: plujeczka 10.06.10, 20:08
              To ci wybór: albo przemocowiec, albo zegarek.
              • triss_merigold6 Re: plujeczka 10.06.10, 20:21
                A Ty masz cherie, jakiś wybór? Bo chyba nie za bardzo.
                Z perspektywy dziecka, którego mamusia nie potrafiła odpowiednio szybko i
                sprawnie rozstać się z alkoholikiem i przemocowcem, lepszy jest jednak tatuś
                chodzący jak w zegarku.
                • nangaparbat3 Re: plujeczka 10.06.10, 20:32
                  triss_merigold6 napisała:

                  > A Ty masz cherie, jakiś wybór? Bo chyba nie za bardzo.
                  No wiesz - z wiekiem mozliwosci maleją, wymagania rosną. Święta prawda.
                  Ale z drugiej strony wydaje mi sie, ze masz na moj temat jakies wyobrazenia
                  niekoniecznie przystajace (do rzeczywistosci).

                  > Z perspektywy dziecka, którego mamusia nie potrafiła odpowiednio szybko i
                  > sprawnie rozstać się z alkoholikiem i przemocowcem, lepszy jest jednak tatuś
                  chodzący jak w zegarku.

                  Dla dziecka byc moze, dla mnie jak wybor miedzy dżumą a śpiaczką (afrykańską).
                  • triss_merigold6 Re: plujeczka 10.06.10, 20:49
                    Mam takie wyobrażenie jakie kreujesz via forum - samotna od lat kobieta,
                    kierująca współczucie w stronę mężczyzn.

                    Z perspektywy dziecka podkreślam. Lepszy ułożony, spokojny pantoflarz niż tatuś
                    goniący z siekierą i bluzgami na ustach.
                    • nangaparbat3 Re: plujeczka 10.06.10, 20:53
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Mam takie wyobrażenie jakie kreujesz via forum - samotna od lat kobieta,
                      > kierująca współczucie w stronę mężczyzn.

                      Że samotna od lat, to sie jak najbardziej zgadza. Jednak z tymi mezczyznami
                      przesadzasz, róznym osobom zdarza mi się wspołczuc, i w tej kwestii
                      (ograniczajac moje wspołczucie do meżczyzn) cos juz sobie roisz.
          • malgolkab Re: plujeczka 11.06.10, 10:00
            strasznie wszystko do siebie bierzeszsmile mi nie chodziło o Twoją
            konkretnie sytuację, tylko ogólnie o rozmowy z byłymi. trudno mi
            sobie wyobrazić, że przychodzi do mnie next mojego ex, a ja go
            wychwalam pod niebiosasmile z resztą co dla jednego nie do
            zaakceptowania, drugiemu może odpowiadać.
            wiążąc się z kims kto ma dziecko trzeba sie liczyć z tym, że plany
            moga niespodziewanie ulec zmianie. dziecko w tygodniu chodzi spać o
            określonych porach i tyle.
    • laura_fairlie Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 17:27
      Sytuacja była taka: matka wyjechała, więc opiekę nad dzieckiem
      przejął tata. Całkiem naturalna i normalna sytuacja, wręcz zyciowa,a
      nie zburzenie jakiegoś boskiego rytuału.
      Właściwie facet miał wybór: zostawic dziecko w domu bez opieki na
      pół nocy (moim zdaniem 8-latek może być na to za mały, a
      konsekwencją braku opieki mogą być nieprzyjemne) lub zabrać go ze
      sobą, żeby się młody nie wyspał na następny dzień do szkoły. Bo
      trzeba było odwieźć dorosłą kobietę... Wcale się nie dziwię, że się
      gość nie odzywa.


      >Mój facet stwierdził, że ma dylemat, ponieważ chciałby mnie
      odwieźć, ale nie
      chce też spowodować sytuacji, że dziecko się nie wyśpi, bo odwożąc
      mnie z
      synem wróciliby do domu przed 23....
      Zaskoczyło mnie to, iż raptem zburzony został rytuał cotygodniowy,
      bo zawsze
      wspólnie jeździliśmy, ale bez Młodego.
      Wiem, jakie są zwyczaje wychowawcze mojego faceta i wiem, jaki jest
      lus blus
      podczas odwiedzin u niego...
      Odebrałam to w taki sposób, że facet nie potrafi pogodzić interesów
      moich i
      syna, bo ja ze swojej strony robię wszystko, by było dobrze, chcę
      stworzyć
      rodzinę i takie ustawki analizuję pod kątem zaangażowania mężczyzny w
      przyszłości..
      • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 17:53
        ale ja też się nie odzywam..wink
        do dzisiaj cisza

        ciekawostka: poprzednia partnerka opuszczała ze swoją córką dom na czas
        odwiedzin Juniora u ojca, czyli co drugi weekend nie było jej...

        dla mnie to porażka jakaś, jak można tworzyć relacje w taki sposób?
        dużo rozmawialiśmy na ten temat, że pewnie to też przyczyniło się do rozpadu
        poprzedniego związku, nie zrozumiał najwidoczniej, nie na darmo mówi się, że nie
        warto uciekać z jednego związku do drugiego bez zbadania, co było przyczyną
        problemów, kryzysów

        niech się nie odzywa, dla mnie to już przesądzone, że związek nie ma szans, nie
        jestem uległa, szanuję siebie i znam swoją wartość, chciałam się poświęcać,
        byłam gotowa, czy ja nie mam prawa do podobnych reakcji zwrotnych? cóż złego w
        tym, że pojedziemy razem, a chłopaki wrócą i pójdą spać?

        dotychczas było tak, że Młody zasypiał kiedy chciał, zero ustalonych pór, ojciec
        zasypiał wcześniej, dziecko robiło w tym czasie, co chciało

        • nangaparbat3 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 20:14
          To o czym mowisz mialo miejsce w weekendy, wiec inna sytuacja.
          Szczerze Ci powiem, ze wydajesz mi sie bardzo dziecinna - dojrzali ludzie
          rozwiazują konflikty albo przynajmniej probują. W kazdym razie tak banalne jak
          opisany tu przez Ciebie.
          Wyglada na to, ze po prostu jeszcze za wcześnie na stały związek, dla Was obojga
          za wcześnie.
          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 20:35
            może to co Ci się wydaje, to własna projekcja...?wink
            nie potrafię w sposób dojrzały komunikować, bo napotykam mur
            wg. zaburzonej interpretacji faceta. Brak mi środków. Zwyczajnie
          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 18:37
            nangaparbat3 napisała:

            > To o czym mowisz mialo miejsce w weekendy, wiec inna sytuacja.

            Czekaj....chyba nie zrozumiałaś, bo chodziło mi o to, że eks żona
            opuszczała dom na czas odwiedzin Juniora, zabierała swoją córkę do swojej matki,
            a Junior z ojcem byli wówczas sami - jak można w takich warunkach tworzyć rodzinę?

            > Wyglada na to, ze po prostu jeszcze za wcześnie na stały związek, dla Was obojg
            > a
            > za wcześnie.

            już potrafisz tak zdiagnozować po jednym poście?
        • laura_fairlie Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 09:32
          Dla mnie ta cała sytuacja to wogóle nie byłaby kwestia do skończenia
          związku, bo taka sytuacja zawsze może się zdarzyć (ostatecznie
          człowiek ma poważne zobowiązanie wobec swojego dziecka nie tylko w
          weekendy, poza tym wiele osob uważa, że nie można zostawiać 8-latka
          samego w domu na pół nocy, wręcz jest to nielegalne) - ale była to
          prawdopodobnuie kropla przepełniająca czarę.
          Byłaś zbyt uległa i poświętliwa wcześniej, spodziewałaś się
          docenienia tego i rewanżu?
          • adaria38 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 10:15
            A ja widzę u nich podobny problem: ona "poświęca się, ulega dla niego" (a w
            duszy notuje swoją "krzywdę", że facet nie wynagradza jej tego)
            facet bojąc się jej złości np za zmianę rytuału odwożenia jej do domu "poświęca"
            dziecko i już w trakcie tego "poświęcania" jest na nią wku...ny, że to "musi"
            robić "przez nią" ("to ona robi dziecku krzywdę"..a nie on podjęciem konkretnej
            decyzji..).
            Zrzucanie odpowiedzialności za swoje decyzje na innych i pretensje do innych za
            to, ze samemu nie jest się asertywnym i ma bajzel w życiu.

            Ona mogła powiedzieć jak juz przyjechał "zawieź mnie na dworzec i poczekaj ze
            mną na autobus a potem wrócisz uśpic dziecko", Byłby może wilk syty i owca cała.
            Albo pozwolić się odwieźć ale podziękować mu za to i podkreślić że bardzo
            docenia. A oboje uderzyli w tony "obrazam się, że ta druga osoba nie
            dostosowuje się do mnie, nie odczytuje moich myśli i nie widzi jak JA się
            poświęcam". Facet ma swoje problemy emocjonalne a ona swoim zachowaniem nie
            pomaga mu w ich zmianie, tworzą konflikt zamiast szukać satysfakcjonującego obie
            strony porozumienia. Umówili się na bycie razem a się zupełnie nie znają.

          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 18:33
            jeżeli facet ma wyrzuty sumienia po tym, jak poświęcił się dla mnie, ustawił się
            przeze mnie w sytuacji konfliktowej - to PRZEZE MNIE UCIERPIAŁO JEGO DZIECKO,
            okropne uczucie,
            toksykologia sad
            chyba nie ma sensu obarczać się wzajemnie poczuciem winy,
            albo coś jest problemem, albo nie

            Jeszcze nie teściowa i siostra faceta radzą od siebie, by zostawić taki układ,
            nie brnąć dalej
        • sonia_30 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 11:59
          Chciałaś się poświęcać??? Ja przepraszam, ale mam alergię na to
          słowo. Rozumiem osoby które mają taką misję życiową - poświęcają się
          bo lubią, nic w zamian nie oczekując. A Ty piszesz "czy ja nie mam
          prawa do podobnych reakcji zwrotnych?". Miałabyś gdybyś facetowi
          wyłożyła kawę na ławę - poświęcam się dla ciebie w tej i tej
          kwestii, w zamian oczekuję tego i owego. Wówczas sytuacja jest
          klarowna, facet wie na czym stoi i może zdecydować czy on tych
          poświęceń chce, czy może woli inaczej.
          W tym że pojedziecie razem nie ma nic złego, pod warunkiem że
          uwzględnione są interesy wszystkich stron.
          Niespełna 8-latek, czyli jeszcze pierwszoklasista zazwyczaj chodzi
          spać sporo wcześniej niż po 23, szczególnie w środku tygodnia, bo
          następnego dnia rusza do szkoły. Decyzji ojca się nie dziwię, szkoda
          tylko że nie stoi za swoimi wyborami.
          Ty natomiast zamiast dywagować jak on może tworzyć relacje w taki a
          nie inny sposób, przeanalizuj swoje zachowania.
          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 18:04
            sonia_30 napisała:

            > Chciałaś się poświęcać??? [...]

            tak, chciałam,
            nie jest to przymusem, mam świadomość, że w życiu realizuję się dbając o
            potrzeby faceta, lubię tak, nie oczekuję zapłaty, czy hołdów,
            ustalaliśmy zasady, były rozmowy,
            reakcja zwrotna - w sensie zrozumienia mojej perspektywy,

            wiesz w tym dniu Młody był wyjątkowo niemiły dla mnie, jego
            ojciec nie reagował na uwagi na mój temat - a wynikały one z pewnością z
            przekazu jego mamy, bo znał fakty o mnie, o których
            nie rozmawiałam w jego obecności,

            poświęcenie - wg mojej definicji zawiera się w dbaniu o potrzeby partnerów,
            jeśli są w związku...

            dziwne, bo podczas spotkania z mamą Juniora - ona mnie bardzo chwaliła,
            myślałam, że cieszy się, że jej syn jest bezpieczny w moim towarzystwie, podobno
            miał powiedzieć, że moje kanapki smakują lepiej...może poczuła, że jej pozycja
            jest zagrożona w jakiś sposób,zaczęła buntować chłopca, dla mnie dziecko też
            było najważniejsze podczas naszych trójkątów, aranżowałam wyjścia, miałam różne
            pomysły, opiekowałam się, gdy facet był w pracy, robiłam jedzenie, znosiłam
            krytykę Młodego, że nie kroję bułki, jak trzeba...(jak jego babcia), lubiłam
            spędzać wspólnie czas, potrafiłam spędzić parę godzin na wspólnym rysowaniu,
            nauczyłam się jakoś grać w xboxa...

            poświęcenie czasu, energii, wówczas czułam się potrzebna, a w ten dzień o którym
            piszę - jak intruz, jak ktoś, kto nie pasuje zupełnie do tej układanki...

            > Ty natomiast zamiast dywagować jak on może tworzyć relacje w taki a
            > nie inny sposób, przeanalizuj swoje zachowania.

            nie mam sobie nic o zarzucenia, jeśli chodzi o moje zachowania,
            akceptuję, dbam, jestem empatyczna, ciepła, wrażliwa, chcę dawać, otwieram się,
            a trafiam na typy ucieczkowe...
            owszem, z pewnością reaguję emocjonalnie i mam zaburzone spojrzenie, swoje
            niedostatki i przez ich pryzmat nie potrafię inaczej,

            > Niespełna 8-latek, czyli jeszcze pierwszoklasista zazwyczaj chodzi
            > spać sporo wcześniej niż po 23, szczególnie w środku tygodnia, bo
            > następnego dnia rusza do szkoły.

            oczywiście, zgadzam się, tego się nie da podważyć,
    • enesta Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 20:30
      Wiesz, byłam tą trzecią żoną i On zachowywał się podobnie
      *nadwrażliwie* jeśli chodziło dziecko z poprzedniego związek. Też
      był bardo zakochany we mnie.
      Teraz wi że to świadczyło o jego problemach z samym sobą.
      Rozmowa z jego byłymi żonami wiele by Ci wyjaśniła, tylko czy One
      będą chciały, On na pewno wścieknie się. Ja tego nie zrobiłam, a
      powinnam gdy pojawiły się w mojej głowie wątpliwości.
      Moja rada -nie brnij dalej w ten związek, dużo większe problemy
      pojawią się później.
      • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 20:38
        no tak....
        jakie problemy - dużo większe pojawiły się później?
        • enesta Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 22:29
          Sc, nie wiem czy jest sens bym opisywała Ci co działo się w moim
          związku.
          Musisz sama wiedzieć, widzieć, obserwować i wyciągać wnioski.
          Napisałam Ci wcześniej żebyś nie brnęła dalej, dlaczego?
          Powiedział Ci że w towarzystwie swojego dziecka będzie dla Ciebie
          inny- może wtedy bardziej prawdziwy?
          Jest silnie związany z dzieckiem i dziecko z nim też – znajdziesz
          się w tym?
          Dziecko będzie walczyło o jego uczucia, bo nie jesteś Jego matką- to
          normalne.
          Co z chłodem którego dawkę już dostałaś?
          Jeśli dziecko będzie wrogie w stosunku do Ciebie ślepy z miłości
          tata może pomyśleć że mały nie lubi Ciebie bo jesteś zła.
          Jeśli On ma już problem z racjonalnym rozeznaniem sytuacji- zakładam
          że jesteś dobra dla Jego syna- to co będzie gdy troszkę skrytykujesz
          małego, np. że uderzył Ciebie, lub nieładnie odezwał się jak Tata
          nie widział.
          Wydaje mi się że Twój partner może mieć słabą psychikę i nie radzi
          sobie z poczuciem winy, przy tym jeśli jest egoistą to Twoje uczucia
          zawsze będą mniej ważne.
          Nie wiem jakie podał Ci powody rozwodów, mój powiedział że żony Go
          zdradzałysmile)
          Uśpił więc moją czujność.
          Rozmowa z Jego Ex może coś wyjaśniłaby.
          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 22:32
            dziękuję pięknie,
            chyba sobie wydrukuję smile
            mogę w razie czego skrobnąć na priva, jak coś mnie najdzie?
            • enesta Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 22:46
              Jasne.
              Jeszcze jedno, to co odbierasz jako Jego zakochanie, może by tylko
              silną potrzebą odczuwania szczęścia (miłe uczucie) a Twoje uczucie
              może silną potrzebą posiadania stabilnej odziny.
              Jeśli tak , to zastanów się czy On Ci to jest w stanie dać.
              Moim zdaniem On tego nie ma, więc nie ma czego Ci dać.
              Pozdrawiam i myśl samodzielniewink
              • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 23:07
                Pozdrawiam!
                • malgolkab Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 09:56
                  tak jakoś Tobie tez łatwo przychodzi decyzja o rozstaniu. a auto
                  czyje teraz będzie??smile
                  • triss_merigold6 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 10:03
                    IMo kobieta jest na maksa egzaltowana i przewrażliwiona. Powinna
                    zaliczył długą terapię, a potem zastanawiać się nad wejściem w
                    jakikolwiek związek (wszystko jedno z dzieciatym czy niedzieciatym).
                    Związek nie jest remedium na jej problemy społeczne i emocjonalne,
                    na każdym facecie będzie tak wisieć i domagać się czytania w myślach
                    + nieustającej uwagi. Dziecku można to wybaczyć, dorosłej babie nie.
                    • malgolkab Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 10:08
                      i tu sie muszę z Tobą zgodzić
                    • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 19:07
                      bo problemy emocjonalne, to od razu łata wieszaka?

                      jaką terapię mi proponujesz?

                      > Związek nie jest remedium na jej problemy społeczne i emocjonalne,

                      a mnie się wydaje, że właśnie jest- mam problem z komunikowaniem własnych
                      potrzeb i tłumię złość, jak mam się otworzyć, by się tego nauczyć?

                      > na każdym facecie będzie tak wisieć i domagać się czytania w myślach
                      > + nieustającej uwagi. Dziecku można to wybaczyć, dorosłej babie nie.

                      ja to nazywam wsparciem mężczyzny i wcale nie mus być to chore, czy zaburzone
                      • triss_merigold6 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 23:17
                        Problemy emocjonalne związane z dzieciństwem i toksycznymi związkami załatwia
                        się na sesjach u psychologa.
                        Terapię - psycholog, prozak, ciężka praca, która kanalizuje energię.
                        Przestań być taka bierno-agresywna, dajesz jak nie proszą, a potem nagle
                        wystawiasz rachunek i zdziwiona, że facet jest zirytowany.
                        Zastanów się z czego ta złość wynika? Kolejny ideał puścił Cię w trąbę?
                        Widocznie masz jakiś defekt, faceci mają lepszy niż kobiety shit detector i
                        generalnie unikają tych bardziej niestabilnych.
                        Tak to chore. Nikt nikomu w myślach nie czyta. Nie masz prawa wymagać
                        nadprzyrodzonych umiejętności. Chcesz, żeby następni panowie Cię o tym
                        przekonali po raz n-ty?
                      • nangaparbat3 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 23:26
                        Widzisz, tu wiele osob mowi Ci, ze najpierw trzeba rozwiazac swoje wewnętrzne
                        problemy (przynajmniej te dajace sie uchwycic), potem budowac rodzine. Chlop
                        chlopem, poklócisz sie z jednym, bedzie inny, ale jesli bys miala miec
                        dziecko/dzieci to juz tak nie wolno.

                        > ja to nazywam wsparciem mężczyzny i wcale nie mus być to chore, czy zaburzone


                        Jak to jest kiedy "wsparcie mężczyzny" ma zastępowac psychoterapię pokazał
                        bardzo pieknie Trier w "Antychryscie". Polecam.
                  • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 18:45
                    malgolkab napisała:

                    > tak jakoś Tobie tez łatwo przychodzi decyzja o rozstaniu. a auto
                    > czyje teraz będzie??smile

                    auto będzie sprzedane, dzisiaj zadzwonił, że kolega szuka auta i chce mu
                    sprzedać - ok, z mojej strony ok,

                    potraktowałam to jak komunikat - "chcę wyjść z tego układu i zacznę od odcięcia
                    zależności z samochodem", więc poszła lawina z mojej strony, wylałam się ze
                    wszystkim, co we mnie siedziało,

                    jestem niezależna, mam swoją firmę, jeśli ma tak być, to wolę być sama, bo całe
                    życie radziłam sobie sama
    • pan-kowalski Re: ja - on - jego dziecko 10.06.10, 23:35
      Moim zdaniem to rozmowa na temat odwiezienia Cię do domu skończyła
      się tym, że facet wyczuwając Twoje niezadowolenie migiem zajechał
      z synem pod przychodnię, chociaż nie uśmiechało mu się
      ciągnąć dzieciaka po nocy.

      Jedno jest pewne: Skoro pewne rzeczy przestały Ci pasować, to
      faktycznie lepiej sobie odpuść - z pożytkiem dla siebie i faceta wink
      • malgolkab a tak sobie myślę 11.06.10, 10:02
        że gdyby pan tu jakiś napisał, że o 23 położył dziecko spać, bo
        musiał odwieżć KOCHANKĘ (bo to tendencja forum jest taka, że facet
        forumowiczki to partner lub next, ale kobieta exa to prawie zawsze
        kochanka) to by go większość zrównała z ziemią...
        • adaria38 Re: a tak sobie myślę 11.06.10, 10:19
          Masz jakiś osobisty problem z byciem kochanką?
          Kochanka to ta, która była już w trakcie małżeństwa i przyczyniła się do jego
          rozpadu. Taka subtelna różnica z autorką.
          • malgolkab Re: a tak sobie myślę 11.06.10, 10:48
            a czemu mam miec problem?
            i poczytaj forum to będziesz wiedzieć, że wiele tu obecnych pisze
            kochanka po prostu o partnerce swojego byłegosmile
          • malgolkab Re: a tak sobie myślę 11.06.10, 10:49
            a skąd to określenie "różnica z ....". to po polsku jest?smile
    • kami_hope Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 19:39

      A po piernika mu kobieta - niby dorosła - która nie potrafi zadbać o
      siebie??
      W sumie dziwię się, że facet uległ presji i przyjechał tam po
      Ciebie. Manipulujesz poprzez wzbudzanie poczucia winy, potrafisz to
      zauważyć i zrozumieć?
      Troska o dziecko jest sprawą priorytetową, i tu nie ma nad czym
      dyskutować.
      Przecież Twoje fobie i wszelkie inne dolegliwości nie są jego
      (partnera) autorstwa i żadna w tym jego odpowiedzialność, a jedynie
      w Twoim interesie jest pomóc sobie samej (pomóc, mam na myśli
      sumienną pracę nad sobą, a możliwości jest wiele - od
      profesjonalnalnego wsparcia terapeuty zaczynając).
      Trzeba tylko chcieć! I wymagać od siebie, a nie od innych.
      "Inwestujesz" poświęcając się, by potem uwiesić się jak bluszcz...
      Taki typ (jak Ty tu zaprezentowałaś) Albert Bernstein
      nazwał "wampirem histrionicznym".
      • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 20:14
        przeczytaj uważnie mój przekaz zdanie po zdaniu i odnieś to do tego co
        napisałaś, potrafię zatroszczyć się o siebie, nie manipuluję, tylko przeżywam
        konflikty wewnętrzne, czy kobieta bluszcz finansuje związek....? zaraz się
        zacznie, że wykorzystuję biednego chłopca, który miał już dwie żony, które też
        go wykorzystały, bo się uwiesiły.
        Jestem w terapii, niepotrzebnie pisałam o swoich problemach, bo skierowałam na
        siebie niepotrzebnie ataki, taka cena otwarcia mówienia o słabościach. Nie
        muszę inwestować, stać mnie na bycie ze sobą i fajnie mi z tym
        Bosche, jaka presja? To ja uległam jego presji, mogłam nie wsiadać i nie byłoby
        dylematu, prosiłam, żeby jechał do domu.
        Jestem bardzo wymagająca w stosunku do siebie, nie potrzebuję łaski,
        poczytaj o fobiach i neurotyźmie, to może zrozumiesz, jak ważne jest poczucie
        oparcia w drugiej osobie, całe życie wypierałam potrzebę bliskości z drugim
        człowiekiem, uciekałam, pewnie trafna ta analiza, ale co z tego, że nazwiemy
        mechanizm?

        • kami_hope Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 20:43

          potrafię zatroszczyć się o siebie, nie manipuluję, tylko przeżywam
          > konflikty wewnętrzne, czy kobieta bluszcz finansuje związek....?

          Co to znaczy finansować związek? A dokadniej, w jaki sposób Ty
          finansowałaś związek?
          I moja odpowiedź.
          Ty prezentujesz właśnie w/w typ (pasywno-agresywny), który uwielbia
          dawać. Nie zaprzeczam, że te dary płyną z serca, ale stają się
          doskonałą częścią manipulacji. To takie postępowanie według zasady,
          że jeśli robisz coś dla innych, to oni powinni się Tobie
          odwdzięczyć. Trudność dla innych stanowi to, że owo "odwdzięczyć
          się" nie jest przewidywalne i może przyjść na nie pora (o dziwo!) w
          najmniej stosownym momencie. Tak się stało w Twoim przypadku.
          Wielu ludzi (podobnych do Twojej postawy) wierzy, że im więcej sobie
          odmawia, tym lepszymi są ludźmi. Ty "finansowałaś" związek, wiec
          według Twojej logiki, należy Ci się jak psu buda być na pierwszym
          miejscu. I partner, czymkolwiek by nie był zajety i jakiekolwiek by
          nie miał zobowiązania powinien z entuzjazmem stawić się na pomoc, bo
          przecież byłaś taka szlachetna wobec niego.
          Niestety, podoba Ci się czy nie, zasada wymiany polega na czymś
          innym...
          A to, że postawiłaś się w roli ofiary (zarówno tam jak i tu teraz -
          cyt.: " bo skierowałam na siebie niepotrzebnie ataki, taka cena
          otwarcia mówienia o słabościach" - kon.cyt., to też należy do
          klasycznych zachowań w/w typu histrionicznego.
          Ale nie nie, nie będę się nad Tobą "znęcać". To Cię wręcz nakręci w
          roli ofiary.
          • enesta Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 21:07
            Głupoty piszesz.
            Nie znasz dziewczyny i atakujesz?
            Przecież Ona pisze prosząc o radę a Ty/Wy jak zwykle ocenianie,
            zjechanie, nie wie po co to, żeby sobie ulżyć?
            I zawsze jak pojawia się ktoś nowy.
            Nie przejmuj się Sc, mnie też tu zjechano i żyję.
            Dobrze myślisz, jeśli coś Twom zdaniem nie gra w związku to właśne
            tak jest. Byłam w związku z podobnym Panem i też się wycofał, potem
            była cisza .. i błaganie o powrót bo złe wnioski wyciągnął. Ty bądź
            mądra. Nie wiąż się z facetem nawet po jednym rozwodziesmile
            Powodzenia
            • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 21:39
              enesta napisała:

              > Głupoty piszesz.
              > Nie znasz dziewczyny i atakujesz?
              > Przecież Ona pisze prosząc o radę a Ty/Wy jak zwykle ocenianie,
              > zjechanie, nie wie po co to, żeby sobie ulżyć?
              > I zawsze jak pojawia się ktoś nowy.
              > Nie przejmuj się Sc, mnie też tu zjechano i żyję.
              > Dobrze myślisz, jeśli coś Twom zdaniem nie gra w związku to właśne
              > tak jest. Byłam w związku z podobnym Panem i też się wycofał, potem
              > była cisza .. i błaganie o powrót bo złe wnioski wyciągnął. Ty bądź
              > mądra. Nie wiąż się z facetem nawet po jednym rozwodziesmile
              > Powodzenia

              smile
              wiesz najgorsza jest świadomość braku przewidywalności,
              nie wiem, jak on się zachowa w konkretnej sytuacji, czy będzie potrafił stanąć
              konstruktywnie w mojej obronie, czy skończy się na bełkocie, że on nie może nic
              zrobić, bo syn tylko weekendowy, a w tym czasie nie ma mowy o wychowaniu, bo się
              nie da...
              po ostatnim poniedziałku nawet pomyślałam sobie, że facet byłby w stanie zmienić
              partnerkę, po tym, jak mu syn powie, że jej nie akceptuje...taka schiza mi się
              wkręciła

              dzisiaj pan do mnie zadzwonił, jakby nigdy nic, dla mnie za to bardzo
              emocjonująca rozmowa, pomyślałam głupio, że może myślał, że będzie schemacik, że
              mi przejdzie, pojadę do niego, zaopiekuję się Juniorem, jak pójdzie do pracy, bo
              w soboty też jest w pracy...

              wkręciłam sobie, że być może facet przeżywał od początku konflikty, jak byłam w
              obecności jego syna, kiedyś chciał mnie pocałować, Junior go odsunął ode mnie i
              w 3 osobie: "nie pocałujesz jej" nie używam zaimków osobowych w obecności osoby,
              którą mam na myśli, to dla mnie brak szacunku, umniejszanie kogoś,
              • enesta Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 22:03
                Okazywanie sobie wzajemnie czułości przy dziecku jest rzeczą
                naturalną i tu Tata powinien wytłumaczyć że np. bardzo Cię lubi i
                będzie tak robił, a Jego, bardzo kocha i zawsze będzie kochał.
                Dziecko powinno dostać od Niego czytelny konkretny komunikat że
                jesteś ważna dla Taty. Inaczej ustawianie Ciebie w szeregu i
                nieokazywanie sobie uczuć przy dziecku stanie się rytuałem. Ty
                powinnaś czuć się tak samo ważna dla Pana przy dziecku jak wtedy gdy
                jesteście sami. Jeśli zaczniesz mówić o tym co Ci nie pasuje w Jego
                zachowaniu, co Ciebie rani, a On będzie ucinał rozmowę i powieje
                chłodem to chyba jasne że oczekuje od Ciebie tylko miłych i fajnych
                rzeczy i nie jest gotowy na stworzenie nowego związku. Rozmawiaj z
                Nim o wszystkim, o tych sprawach które Ci przeszkadzają i zobacz czy
                chce w ogóle rozmawiać o problemach.
                • sc28 enesta... 11.06.10, 22:21
                  100% racji,
                  wiesz, że ja myślę, że dziecko dla niego to rodzaj wymówki?
                  on woli zarzucić mi coś tam w związku z synem, że ja taka i owaka,
                  żeby odwrócić uwagę od siebie samego, że to ja mam problem...

                  tak, odkąd zaczęłam komunikować, co mi się nie podoba - zaczęły się schody,

                  dziś mi powiedział, że dziecko będzie zawsze na 1 miejscu,
                  nie wiem, jak mam to odnieść do siebie, może właśnie mam wyłączyć
                  siebie na czas spotkań z synem...nie wiemuncertain

                  tak słowo chłód jak najbardziej adekwatne

                  zdecydowanie nie jest gotowy na stały związek, były wzniosłe plany,
                  od kupna wspólnego domu, po budowę filii oddziału jego firmy w moim mieście,
                  teraz wybrzydza, że grunty pod zabudowę nie są odpowiednie, że szef ich nie
                  zaakceptuje, znalazłoby się w mieście kilka propozycji do przedstawienia dla
                  szefa, ale trzeba tylko chcieć....
                  twierdził, że to on był gotowy zmienić miejsce zamieszkania dla mnie,

                  nie chce rozmawiać o problemach, ewidentnie ucina problem, twierdzi, że skoro
                  rani i jest mi źle, to nie zamierza mnie krzywdzić.
                  Jeden wielki chaos, twierdzi, że mnie nie rozumie, że mówimy o różnych rzeczach..wink

                  > powinnaś czuć się tak samo ważna dla Pana przy dziecku jak wtedy gdy
                  > jesteście sami.

                  wg niego - nie może się tak zachowywać przy dziecku, żeby się nie czuło odrzucone,
                  a ja się czuję jak panna Nikt
                  • triss_merigold6 Daruj sobie związki 11.06.10, 22:53
                    Daruj sobie związki. Jakiekolwiek.
                    Bierz prozak, pal zioło na wyluzowanie, medytuj ale daruj sobie związki. Związek
                    nie jest po to, żeby porządkować Twoje problemy emocjonalne, fobie, projekcje,
                    uprzedzenia czy interpretacje. Pan się ewakuuje, bo widzi Twoją kompletną
                    niestabilność psychiczną, infantylność i postawę bierno-agresywną. Kibicuję
                    facetowi, bo związek z poświęcającą bez zachęty neurotyczką to horror i każdy
                    choć trochę normalny ucieknie z krzykiem.
                    28 lata baba, a brzmisz jak gimnazjalistka, która zbyt dosłownie potraktowała
                    amerykańskie poradniki psychologiczne.
                    Facet być może jest gotowy na związek ale z normalną kobietą, a nie bluszczem,
                    zasłania się synem, bo jest uprzejmy i nie chce Ci centralnie powiedzieć,
                    centralnie powiedzieć, żebyś szybko poszukała psychiatry.
                    Idź na porządną terapię, popracuj nad sobą, opanuj się, potem możesz szukać chłopa.
                    • sc28 Re: Daruj sobie związki 11.06.10, 23:22
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Daruj sobie związki. Jakiekolwiek.
                      > Bierz prozak, pal zioło na wyluzowanie, medytuj ale daruj sobie związki. Związe
                      > k
                      > nie jest po to, żeby porządkować Twoje problemy emocjonalne, fobie, projekcje,
                      > uprzedzenia czy interpretacje. Pan się ewakuuje, bo widzi Twoją kompletną
                      > niestabilność psychiczną, infantylność i postawę bierno-agresywną. Kibicuję
                      > facetowi, bo związek z poświęcającą bez zachęty neurotyczką to horror i każdy
                      > choć trochę normalny ucieknie z krzykiem.
                      > 28 lata baba, a brzmisz jak gimnazjalistka, która zbyt dosłownie potraktowała
                      > amerykańskie poradniki psychologiczne.
                      > Facet być może jest gotowy na związek ale z normalną kobietą, a nie bluszczem,
                      > zasłania się synem, bo jest uprzejmy i nie chce Ci centralnie powiedzieć,
                      > centralnie powiedzieć, żebyś szybko poszukała psychiatry.
                      > Idź na porządną terapię, popracuj nad sobą, opanuj się, potem możesz szukać chł
                      > opa.

                      bądź jeszcze tak dobra i podaj mi jakiś dobry nurt tej terapii, żeby mnie
                      odwampirzyć porządnie...winkpowyżej prosiłam, ponawiam więc ...

                      skoro jestem wg ciebie taka popaprana, nieopanowana, schiza zaburzona, to jak
                      możesz wydawać osądy na temat tego co myśli o mnie ten pan na podstawie moich
                      również zaburzonych osądów? Bardziej ty sama się ośmieszasz - bo widać, jak ci
                      paluszki z nerwów po klawiaturze musiały chodzić, brak ci własnego zdania,
                      podpierasz się wypowiedziami innych forumowiczów, nic nowego nie wniosłaś -
                      zarzucasz mi agresję, a ty w jakim tonie komunikujesz?

                      mam nadzieję, że ci ulżyło






                      • triss_merigold6 Re: Daruj sobie związki 11.06.10, 23:46
                        Ja niemal zawsze mam taki ton.P Organicznie nie znoszę egzaltacji - to dlatego.
                        Od tego, żeby doradzać konkretną terapię są fachowcy, masz neta, znajdziesz. Są
                        nawet fora dla zaburzonych.
                        Qrde nie panujesz nad tym co piszesz? Przecież cytujesz słowa tego gościa. Być
                        może je sobie wymyśliłaś, jeśli tak to cóż... urojenia?

                        O ile dobrze pamiętam to pierwsza Ci napisałam, że jesteś egzaltowana i
                        przewrażliwiona, a określenie bierno-agresywna pasuje idealnie, nie muszę być
                        oryginalna i wymyślać nowego skoro z tym się zgadzam.
                        Idź popłacz sobie, porozpamiętuj swój gniew, żal, upokorzenie czy cokolwiek.
                        Jakbym miała cień podejrzenia, że mój eks związał się z wariatką i ma ona
                        kontakt z moim dzieckiem to bym interweniowała niemiło. Na szczęście eks dość
                        sensownie wybierał kobiety i dba o dobro dziecka.
                        • sc28 Re: Daruj sobie związki 11.06.10, 23:53
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Ja niemal zawsze mam taki ton.P Organicznie nie znoszę egzaltacji - to dlatego
                          > .
                          > Od tego, żeby doradzać konkretną terapię są fachowcy, masz neta, znajdziesz. Są
                          > nawet fora dla zaburzonych.
                          > Qrde nie panujesz nad tym co piszesz? Przecież cytujesz słowa tego gościa. Być
                          > może je sobie wymyśliłaś, jeśli tak to cóż... urojenia?
                          >
                          > O ile dobrze pamiętam to pierwsza Ci napisałam, że jesteś egzaltowana i
                          > przewrażliwiona, a określenie bierno-agresywna pasuje idealnie, nie muszę być
                          > oryginalna i wymyślać nowego skoro z tym się zgadzam.
                          > Idź popłacz sobie, porozpamiętuj swój gniew, żal, upokorzenie czy cokolwiek.
                          > Jakbym miała cień podejrzenia, że mój eks związał się z wariatką i ma ona
                          > kontakt z moim dzieckiem to bym interweniowała niemiło. Na szczęście eks dość
                          > sensownie wybierał kobiety i dba o dobro dziecka.

                          wyśpij się Triss,
                          dziękuję za zaangażowanie dzisiejsze
                          dobranoc
                    • enesta Re: Daruj sobie związki 11.06.10, 23:38
                      tak, kibicuj jeszcze pewnie kilkakrotnie temu samemu facetowi w
                      kolejnych związkach, dwa ma już za sobą i dalej ne wie, mały
                      chłopiec, kim dla niego jest i powinna być kobieta z którą się
                      wiąże.
                      Autorka natomiast potrzebuje stabilnego związku z rozumnym,
                      logcznym, empatycznym facetem, który zdążył sobie *poukładać*
                      bałagan w głowie i jest na tyle dojrzały by dać dziecku poczucie
                      bezpieczeństwa bez odsuwania od siebie partnerki.

                      A Twoje słowa w stronę Autorki:
                      "związek z poświęcającą bez zachęty neurotyczką
                      widzi Twoją kompletną niestabilność psychiczną, infantylność i
                      postawę bierno-agresywną,
                      brzmisz jak gimnazjalistka,
                      z normalną kobietą, a nie bluszczem"
                      są budujące.
                      Wiesz Triss, są ludzie z dużo większą wrażliwością niż Twoja i
                      niekoniecznie muszą zaraz być neurotyczni.
                      A teraz mam jeszcze robotę, więc dobrej nocy życzęsmile
                      • triss_merigold6 Re: Daruj sobie związki 11.06.10, 23:50
                        Niech gość szuka, to wolny kraj. Najwyżej będzie w końcu sam, chociaż wątpię, bo
                        zbawicielek tu dostatek. Każdego przytulą.
                        Autorce kop do psychologa potrzebny, to najcenniejsze wsparcie.
                        Mylisz się, jestem wrażliwa jak lilija, wzruszam się na "Wally".
                      • laura_fairlie Re: Daruj sobie związki 12.06.10, 13:45
                        enesta napisała:

                        > tak, kibicuj jeszcze pewnie kilkakrotnie temu samemu facetowi w
                        > kolejnych związkach, dwa ma już za sobą i dalej ne wie, mały
                        > chłopiec, kim dla niego jest i powinna być kobieta z którą się
                        > wiąże.
                        > Autorka natomiast potrzebuje stabilnego związku z rozumnym,
                        > logcznym, empatycznym facetem, który zdążył sobie *poukładać*
                        > bałagan w głowie i jest na tyle dojrzały by dać dziecku poczucie
                        > bezpieczeństwa bez odsuwania od siebie partnerki.
                        >
                        On -mały chłopczyk, a ona - mała, skrzywdzona dziewczynka... A
                        komunikacja pewnie na poziomie przedszkola...
            • malgolkab Re: ja - on - jego dziecko 14.06.10, 10:07
              enesta napisała:

              > Głupoty piszesz.
              > Nie znasz dziewczyny i atakujesz?
              > Przecież Ona pisze prosząc o radę a Ty/Wy jak zwykle ocenianie,
              > zjechanie, nie wie po co to, żeby sobie ulżyć?

              chyba po to się tu pisze, żeby przeczytać różne opinie, chyba, ze
              ktoś szuka TWAsmile
              > I zawsze jak pojawia się ktoś nowy.
              > Nie przejmuj się Sc, mnie też tu zjechano i żyję.
              > Dobrze myślisz, jeśli coś Twom zdaniem nie gra w związku to właśne
              > tak jest. Byłam w związku z podobnym Panem i też się wycofał,
              potem
              > była cisza .. i błaganie o powrót bo złe wnioski wyciągnął. Ty
              bądź
              > mądra. Nie wiąż się z facetem nawet po jednym rozwodziesmile

              przecież tu sami rozwodnicy lub rozwodzący się są. czyli nikt się z
              żadnym z nas nie powinien związać??
              > Powodzenia
          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 21:08
            to, co finansowałam, było moją inicjatywą, więc nie chcę pisać konkretnie, bo po
            co, zaraz ubierzesz mnie w szablon, że chciałam kupić sobie miłość faceta,

            z pewnością ustawiam się w pozycji ofiary, nie potrafiłam zareagować złością,
            jak Junior kopnął mnie w brzuch, ofiara, uległa,

            rozpatrując według tego schematu - zgadzam się, że można zinterpretować moje
            zachowanie jako manipulację, z pewnością
            pozostają sfrustrowane jakieś moje części, coś w sobie zaspakajam takimi
            zachowaniami, nie sądzę, bym była w stanie dokopać się do moich pierwotnych
            mechanizmów, życia mi nie starczy, póki co cieszę się, że radzę sobie z
            objawami, pozostaje kwestia charakteru, ten trudno zmienić

            I partner, czymkolwiek by nie był zajety i jakiekolwiek by
            > nie miał zobowiązania powinien z entuzjazmem stawić się na pomoc, bo
            > przecież byłaś taka szlachetna wobec niego.

            to on sam mnie poniekąd tego nauczył - jak pisałam, "kiedyś" chciał nawet
            powierzyć Juniora opiece babci, żeby zawieźć mnie do domu, a upierałam się, że
            pojadę autobusem, krytykował mojego Eksa za egoizm i brak wsparcia = <zbudowałam
            sobie wyobrażenie o lepszym modelu>

            rzeczywiście czuję się lepiej jak pomagam,
            dzisiaj chyba dałam się oszukać, bo wydałam kasę na cegiełkę i niekoniecznie
            jestem pewna, czy trafi ona na adres poszkodowanych dzieci...

            • kami_hope Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 21:31
              Dostałaś od życia lekcję. W przyszłości jeśli w cokolwiek
              zainwestujesz, zawiąż uczciwą umowę i wyraź wprost swoje
              oczekiwania. A nie, że ja daję dziś, daję, daję... i przychodzę po
              zwrot i to w formie, która nie była wypowiedziana uprzednio.
              To nie jest zdrowy mechanizm.
              Tu nie chodzi o to czy Ty jezteś zła czy dobra lub on dobry, czy
              zły. Problem w tym, że stworzyliście niezdrowy układ zależnościowy,
              w krórym strony będą zawsze czuły się nieusatysfakcjonowane.

              A i kwestia "finansowania". Chyba zdajesz sobie sprawę, że pewne
              rzeczy kosztują określoną cenę i nie ma nic za darmo. Za paliwo się
              płaci, za jedzenie, rachunki, itd. To jest oczywiste, że skoro z
              czegoś korzystamy to też płacimy. A jeśli mamy gest i możliwości to
              i dajemy prezenty.
              • triss_merigold6 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 23:11
                Pytanie czy ktoś ją o finansowanie w ogóle prosił czy też regularnie wyskakiwała
                przed orkiestrę.
                28-latka więc nie młoda panienka tylko dorosła kobieta, niespełna roczny
                związek, a projekcje jakby już za tydzień stawali na ślubnym kobiercu (te
                rojenia jak problemy z ośmiolatkiem wpłyną na przyszłe potomstwo etc.).
                Być może facet zupełnie świadomie trzymał ją na dystans przy dziecku, bo szybko
                się zorientował, że z tej mąki chleba nie będzie - do łóżka pannę można wziąć
                ale nic bliżej i na stałe.
                • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 23:32
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Pytanie czy ktoś ją o finansowanie w ogóle prosił czy też regularnie wyskakiwał
                  > a
                  > przed orkiestrę.
                  > 28-latka więc nie młoda panienka tylko dorosła kobieta, niespełna roczny
                  > związek, a projekcje jakby już za tydzień stawali na ślubnym kobiercu (te
                  > rojenia jak problemy z ośmiolatkiem wpłyną na przyszłe potomstwo etc.).
                  > Być może facet zupełnie świadomie trzymał ją na dystans przy dziecku, bo szybko
                  > się zorientował, że z tej mąki chleba nie będzie - do łóżka pannę można wziąć
                  > ale nic bliżej i na stałe.

                  brawo, z pewnością trafna analiza - szczególnie na odległość,
                  <czytamy ze zrozumieniem>, nie problemem jest dziecko, lecz tatuś,
                  który nie wiadomo, jak się otworzy na nowe potomstwo,

                  na jakiej podstawie wnosisz, że mam 28 lat?
                  to ciekawe big_grinDDDDD
        • login.kochanie Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 20:56
          Jesteś świadomą siebie kobietą, myślącą i wrażliwą.Chyba szkoda
          Ciebie na wikłanie się w związek z nieudanym facetem, który nie da
          Ci wsparcia, będzie miał fochy.Tu już nie ma co pisać bo Cię zjedzą
          żywcem, jak czytam.
          • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 11.06.10, 23:37
            Dzięki. Pozdrawiam!
            • sbelatka Re: ja - on - jego dziecko 14.06.10, 17:09
              Witaj,
              prześledziłam sobie wątek i nasunęło mi się kilka uwag; podzielę sie
              nimi bo why not...

              otóz.. nie sądzę żebyśmy nie mogli wchodzić w związek i mysleć o
              posiadaniu mlodych dopiero wtedy gdy ktoś (w tym my sami) uznamy się za
              idealnie zdowych/stabilnych emocjonalnie...
              bo to tym, ktorzy spotykają się ze soba mogloby się nigdy nie zdarzyć
              a tym, ktorzy w ogóle nie wiedzą co to znaczy mie wątpliwości - nigdy w
              niczym nic w sobie nie przeszkadzasmile

              po kolejne - wydaje mi się, ze mozna a nawet należy mieć oczekiwania
              wobec opartnera; dokładnie mam na mysli oczekiwanie, ze będziemy
              zaopiekowani, traktowani jako ważne osoby

              pytanie tylko sie pojaiwa - JAKIE zachowanie partnera mogą sprawić, ze
              sie bezpiecznie w relacji czuć nie będę (bezpiecznie w sensie :ważna )

              sytuacja, kt. opisałas - wydaje mi się bardzo dobrym wskaźnikiem tego,
              ze sie nie porozumiewacie i nie jestescie dla siebie bardzo ważnymi
              osobami, ktore potrfaią bez zaciskania zębów i poczcuia krzywdy
              dostosować się PLASTYCZNIE do aktualnej sytuacji.

              Widze u Ciebie dużą gotowośc do wglądu w siebie i swoje reakcje. I
              świadomośc swoich ograniczeń. Uważam to za bardzo pomocne w budowaniu
              dobrych relacji.
              Tylko wydaje mi sie, ze po drugiej sttronie nie masz partnera, ktory
              jest także gotów pzryglądac się sobie.
              Co to sprawi? Prawfopodobnie - wielką kichę.

              Im ktoś ma większy wgląd - tym ma większe wymagania... Bo i słuszniesmile
              Frustracja, ktora jest pochodną bycia w relacji/związku ze "ślepcem"
              jest nieunikniona.

              Ale z drugiej strony.. hm... Uważam osobiście, ze pozwalanie na
              naruszanie swoich tak wyraźnych granic jak fizyczne (kopniak w
              brzuch???), w moim odczuciu (w moim, podkreslam) nadmierne pochylanie
              się na dzieckiem exa (jak ja bym się tak skupiala na moich mlodych jak
              Ty piszesz, ze pochylałas sie nad Juniorem to bym zdechła z wyczerpania)
              pokazuje, ze nie czujesz się (?) pewna.
              Pewna siebie, swojej wartości i pewna swojej pozycji w tym związku.

              Ja uważam, ze jesli gdzies sie człowiek nie czuje PEWNIE i bezpiecznie -
              to może spokojnie spadać z tej relacji. To się naczęściej (nie piszę, ze
              nigdy) nie zmienia na korzyśc.

              zupelnie inna sprawą jednak jest to kto dla tego faceta powinie być
              najwazniejszy.
              Porządek, który wg. Hellingera powinie być szanowany - wskazuje, ze ten
              kto był pierwszy ...
              W Waszym układzie - dzieckosmile

              oczywiście pojawia sie pytanie jak ów porządek ma działać na co dzień.
              Ale to już zupelnie inna sprawa.

              Czy ja wchodziłabym głębiej w ten układ bywszy na twoim miejscu?
              nie mam pojęcia...
              pewnie zależałoby wiele od tego co czułabym do tego faceta...

              Jesli NAPRAWDE czułabym, ze go kocham kocham kocham.. i czułabym się
              kochana - to dążyłabym do ..

              jesli nie...

              ale ja już wiem, ze "letnie" związki .. w trudnych okolicznościach mają
              małe szanse na happy endsmile
              • sc28 Re: ja - on - jego dziecko 15.06.10, 15:02
                Cześć, dziękuję Ci serdecznie za te przesłanie od siebie,
                bardzo wartościowe, myślę, że każdy w tym wątku dał mi coś od siebie i nie
                odrzucam żadnych ocen, chociaż nie wszystkie są dla mnie wygodne, bo burzą moje
                iluzje w jakimś stopniu,

                zrozumiałam jedno, że chcę się bardziej skupić na sobie, swoich obszarach, nie
                wylewać się facetowi, umiarkowany dystans

                odbyliśmy rozmowę, bardzo tęskni, kocha,
                nie wiem, co myśleć, jestem znużona, wymęczona, w dużym stopniu samą sobą,
                chciałabym oddzielić swoje niedostatki i z innej perspektywy spojrzeć na
                związek, chciałabym potrafić jak de Mello...

                pozdrowionka
Pełna wersja