dusinka1
17.06.10, 10:27
Kobieta poznała w pracy żonatego męzczyznę w którym się zakochala. Wtedy miała
swoje problemy w małżenstwie i szukała pocieszenia (dowiedziała się że mąz ją
zdradza a była przekonana, że on nigdy jej nie zdradzi więc był to szok,mąz w
międzyczasie nie chciał zupełnie zerwac z swoją byłą kochanką i pomagał jej w
różnych problemach co żonę bardzo bolało. Sama go wcześniej krótko
zdradziła,on się o tym nie dowiedział a ona bardzo żałowała, że jej się
zdarzyło i uznała że "nigdy więcej").
Po 2 latach jej związku z kochankiem i gęstniejącej atmosferze w domu,
postanowili z mężem się rozwieść.
Kobieta naciskała na rozwód widząc u kochanka jak inaczej można żyć niż ona z
męzem żyła(kobieta do garów,facet do przyjemności),
mąż uniósł się dumą myśląc, że jak da jej rozwód to ona wtedy zobaczy jaki był
cenny jako mąz i wróci do niego na kolanach. W międzyczasie szantazował ją
odebraniem dzieci, zabójstwem, samobójstwem, finansami, kilka razy ją pobił,
awantury w domu na okrągło, uspokoiło się gdy po wizytach u psychologa zaczęła
stawiać granice i wzywac policję gdy się awanturował.
Jej kochanek ją wspierał, przede wszystkim emocjonalnie i tym że był, że mogli
się spotkać od czasu do czasu. Ale kochanek, mimo wcześniejszego narzekania
na złą żonę i nawet wcześniejszych propozycji żeby zostawili wszystko i
wyjechali we dwoje na stałe za granicę, nie podjął do tej pory kroków
rozwodowych u siebie.
Ona jest już 2 lata po swoim rozwodzie. Znają się z kochankiem i utrzymuja
kontakty emocjonalno-erotyczne od prawie pięciu lat.
Jej sytuacja finansowa jest kiepska, bo exmąz nie płaci regularnie alimentów,
zatruwa życie jej i dzieciom nękaniem, nie zajmuje się wcale dziećmi więc
wszystko jest na jej głowie i utrzymaniu.
Ona cały czas uważa, że kochanek się kiedyś rozwiedzie, że są sobie
przeznaczeni, uważa go za swojego faceta. Nie afiszuja się publicznie ale
spotykają się często, on też dąży do utrzymywania kontaktów.
Sytuacje finansową kochanek ma o wiele lepszą niż kobieta.
Kochanek ma 11letnie dziecko, żonę, z którą podobno od lat się nie dogadują i
której on się boi, ze przy rozwodzie finansowo go pogrąży, że ograniczy mu
kontakt z dzieckiem i że to on będzie tym jedynym złym. Boi się też, ze
będzie musiał utrzymywac dzieci kochanki i się nimi zajmować i że sobie może
z nimi nie poradzić, a jej exmąz już zupełnie przestanie alimenty płacic gdy
zobaczy, że exzona z kimś innym zyje. Kochanek nie chce wychowywać czyichś
dzieci a godzić się, ze jakiś obcy facet który z jego żona by po rozwodzie
zamieszkał będzie wychowywał jego dziecko.
Kobieta uznała, że nie będzie w takim razie fundowac swoim nastolatakom
"nowego tatusia" ale przeczeka w takiej sytuacji jak jest jeszcze kilka lat,
spotykając się poza domem z kochankiem (a kochanek żyjąc w zdradzie) i będą
czekac aż dzieci podrosną i będzie można je same zostawić. A wtedy oni oboje
ze sobą będa żyć już oficjalnie, gdzieś sobie kupią mieszkanie i zamieszkają
we dwoje.
To sytuacja znajomych.
Przyznają, że uczucia co do wyborów i motywacji mam co najmniej mieszane.
Co myslicie o tej sytuacji, czy taki ich plan ma szanse powodzenia i czy jest
dobrym i realnym planem na uporzadkowanie ich zycia w przyszłości, najlepsza
wersja dla nich i dla dzieci.
Pytam tych bardziej doświadczonych, z własnymi dziećmi, którzy potrafią to
ogarnąc całościowo.