tracę wiarę w kobiety

23.06.10, 10:08
Po przeczytaniu takich wątków jak ten:
forum.gazeta.pl/forum/w,571,113250056,113250056,Nagly_powrot_ojcowskich_uczuc.html
Pani życie sobie "poukładała", stary tatuś do obrazka nie pasuje, synek mówi
już "tato" do nowego, więc pytanie - jak się pozbyć na stałe niewygodnego
starego? Może sądy rodzinne mogłyby orzekać o eksterminacji, to byłoby jakieś
rozwiązanie...
    • malwa200 Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 10:32
      ale tam jest napisane, ze ojciec ma nagły przypływ uczuć. takie
      rzeczy nie wpływaja dobrze na dziecko. gdzie ten ojciec był, gdy
      matka dziecka, jak napisała "jakoś się pozbierała" czyli mozna
      wywnioskować, ze pzrezywała rozstanie. wreszcie udało się jej
      stworzyc normalną rodzine, to teraz raptownie ojciec sobie
      przypomniał? za takie błędy płaci sie na własne zyczenie ojca-
      zobojętnieniem lub niechęcią własnego dziecka do takich ojców. co
      innego, gdyby od poczatku interesował się synem, widywał z nim
      często i wypracował więzi
    • eutherpe Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 10:37
      Niedokładnie została w wątku sprecyzowana sytuacja- czy ojciec przez 9 lat miał
      dziecko w nosie i nagle przypomniał sobie o potomku?>Dlaczego dziecko nie chce
      widzieć się z ojcem?
      Trudne...
      Ale ja osobiście straciłam wiarę w mężczyzn.
      • eutherpe Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:23
        Ej,nie piszcie tak oficjalnie bo zaraz obrończynie Panów nazwą was bełkotliwymi
        babami, które mają same ze sobą problemsmile). Tautchinsky gdzie jesteś?>smile)
    • triss_merigold6 Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 10:39
      Para nigdy nie mieszkała razem, kontakty były sporadyczne, a przez
      ostatni rok żadne ergo więzi między dzieckiem, a ojcem nie ma.
      Ojciec jest pozbawiony praw rodzicielskich co też dość wymownie
      świadczy o charakterze relacji.
      Dziecko nie ma ochoty na kontakt z kimś dla niego kompletnie obcym.
      Gdzie tu widzisz problem? Dziecko nie jest zabawką i nie służy do
      realizowania nagłej potrzeby kontaktu obcego typa.
      Autorka wątku może wsytąpić o sądowy zakaz kontaktów ale będzie
      musiała przejść drogę przez mękę w RODK. Zapewne RODK wyda opinię,
      że między dzieckiem, a ojcem nie ma więzi, a takie nachodzenie
      dziecku szkodzi.
    • plujeczka Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:07
      na swoim przykładzie podam ,że utraciłam wiarę w ojców i pewnie
      kilka znajomych Pań z tego forum, ojciec lub matka mają to od
      dziecka na co zasłuzyli swoją postawą , obojętnością wobec niego.
    • lima Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:14
      No oczywiście, ty byś z radością przyjęła do rodziny pana, który np 10 lat temu
      prał cię po mordzie, potem zniknął i zostawił cię samą z dzieckiem bez kasy, sąd
      mu prawa odebrał, a teraz pan uznał, że ma ochotę być super ojcem więc będzie
      się z dzieckiem spotykał czy tobie lub dziecku się podoba czy nie.
      Nalezy taką matkę zdecydowanie potępić, zdzira jedna, kochającemu ojcu dziecka
      nie chce dać jak on przecież plemnik jej kiedyś oddał! Skandal.

      • triss_merigold6 A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 11:18
        forum.gazeta.pl/forum/w,571,104233051,,inny_punkt_widzenia.html?v=2
        • nowel1 Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 11:27
          Jak dla mnie - przesadzilaś.
          Jakie ty masz prawo oceniać, że to jest patologiczny wzorzec?
          Jesteś jakimś wzorcem z Sevres dla braku patologii?
          • triss_merigold6 Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 11:35
            Owszem. Pani ma wdrukowane, że tatuś znikający punkt to norma i nic
            złego. Wpadnie, pogada, spotka się, zniknie, nie da znaku życia
            przez kilka miesięcy, potem znów się pojawi etc.
            Żeby uznać, że jednak tatuś znikający punkt nie jest pożądanym
            wzorcem, musiałaby zanegować wizję swojej idealnej i wyrozumiałej
            matki, ktora nie oceniała takiego postępowania tatusia i nie
            potrafiła powiedzieć dziecku wprost, że taka forma kontaktów nie
            świadczy o poważnym traktowaniu dziecka.

            Kontakty mojego dziecka z jego rodzony ojcem, a moim eksem są
            regularne i bardzo dobre. Na tle forumowych przypadków wręcz
            wzorcowe.
        • a1ma Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 11:32
          Patologiczny wzorze, dobre wink
          Wiem, ile wysiłku kosztowało moją matkę, żeby zawsze umożliwić ojcu spotkanie ze
          mną, nawet jeśli pojawiał się po latach.
          Dziś mam dobry kontakt z obojgiem rodziców, co bardzo sobie cenię i za co jestem
          bardzo jej wdzięczna. Dzięki temu mogłam wyrobić sobie obiektywne spojrzenie na
          sprawę i może między innymi dzięki temu sama mogłam ułożyć sobie życie w
          szczęśliwym małżeństwie - dużo trudniej byłoby mi to osiągnąć, gdybym była
          wychowywana w poczuciu krzywdy z piętnem ojca, który nas opuścił na zawsze.
          • triss_merigold6 Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 11:38
            A nie przyszło Ci do główki, że to tatuś powinien wkładać wysiłek w
            to, żeby spotkać się z rodzonym dzieckiem?
            Skoro żyjesz w szczęśliwym bezdzietnym małżeństwie to co robisz
            regularnie na forach dla rozwodników, samodzielnych matek i ematce?
            Masochizm?
            • a1ma Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 11:43
              triss_merigold6 napisała:

              > A nie przyszło Ci do główki, że to tatuś powinien wkładać wysiłek w
              > to, żeby spotkać się z rodzonym dzieckiem?

              Oczywiście, że powinien.
              Dlatego jak wspomniałam w tym wygrzebanym przez Ciebie wątku - ojciec nigdy nie
              będzie dla mnie "pełnowartościowym" rodzicem. Ale mimo tego - kontakt, jaki mam
              z nim dziś i możliwość wyjaśnienia sobie na spokojnie różnych spraw z
              przeszłości wiele wniosły w moje życie. I to moja decyzja, czy wybaczę mu błędy
              przeszłości, czy też nie, nie mojej matki - i fantastycznie, że ona to umiała
              uszanować.

              > Skoro żyjesz w szczęśliwym bezdzietnym małżeństwie to co robisz
              > regularnie na forach dla rozwodników, samodzielnych matek i ematce?
              > Masochizm?

              Raczej nuda. Niektórzy oglądają Rozmowy w toku, ja czytam fora wink
              • malgolkab Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 12:46
                a1ma napisała:

                > triss_merigold6 napisała:
                >
                > > A nie przyszło Ci do główki, że to tatuś powinien wkładać
                wysiłek w
                > > to, żeby spotkać się z rodzonym dzieckiem?
                >
                > Oczywiście, że powinien.
                > Dlatego jak wspomniałam w tym wygrzebanym przez Ciebie wątku -
                ojciec nigdy nie
                > będzie dla mnie "pełnowartościowym" rodzicem. Ale mimo tego -
                kontakt, jaki mam
                > z nim dziś i możliwość wyjaśnienia sobie na spokojnie różnych
                spraw z
                > przeszłości wiele wniosły w moje życie. I to moja decyzja, czy
                wybaczę mu błędy
                > przeszłości, czy też nie, nie mojej matki - i fantastycznie, że
                ona to umiała
                > uszanować.
                >
                > > Skoro żyjesz w szczęśliwym bezdzietnym małżeństwie to co robisz
                > > regularnie na forach dla rozwodników, samodzielnych matek i
                ematce?
                > > Masochizm?
                >
                > Raczej nuda. Niektórzy oglądają Rozmowy w toku, ja czytam fora wink
                >
                nie tylko czytasz, udzielasz sięsmile) a co lepsze jako szczęśliwa
                mężatka dajesz rady rozwodzącym się, jako bezdzietna - samotnym
                mamom (w sumie mamom w ogóle).

                nudzisz się?? widocznie mało masz obowiązków. ja się nigdy nie nudzę
                i podejrzewam, że większość tu obecnych (obu płci) również, bo po
                prostu nie ma na to czasu...
                • a1ma Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 12:49
                  Faktycznie, nudzę się i do tego mam sporo wolnego czasu.
                  Czy to zbrodnia?
                  • malgolkab Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 12:55
                    zbrodnia nie, najwyżej brak ambicjismile)
                    • a1ma Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 13:00
                      Że co proszę??
                      Teraz mnie rozbawiłaś smile
                      Nie muszę harować od rana do nocy, to Twoim zdaniem równa się brakowi ambicji?
                      Gratuluję wyważonych sądów o cudzym życiu, o którym nie wiesz NIC.
                      • malgolkab Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 13:22
                        czemu harować?? w wolnym czasie oprócz pracy mozna robić różne fajne
                        rzeczy, nie trzeba się nudzićsmile
                        • a1ma Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 13:30
                          Robię wystarczająco dużo rzeczy w wolnym czasie.
                          A czasem, jak teraz, mam czas "pół-wolny", jestem przywiązana do komputera, a
                          jednak trochę się nudzę.

                          To co - mogę wchodzić na fora? Mogę, mogę, mogę? Proooszę!
                          • malgolkab Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 13:33
                            no, widzisz - to juz brzmi inaczejsmile bo tekst mam duzo wolnego czasu
                            i sie nudzę brzmi prawie jak spod budki z piwem...
          • malgolkab Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 11:45
            a czy Twoja mama ułozyła sobie życie z kimś innym?? Czy może jeszcze
            czekała, że tata sie zmieni??
            tu kobiecie udało się stworzyć rodzinę, dziecko traktuje partnera
            mamy jak ojca, bo ojciec się po prostu nim nie interesował. to nie
            jest zastąpienie jednego tatusia drugim, bo mamusia ma nowego faceta
            i każe dziecku mówić do niego tato ( z reszta 9 latek jakby nie
            chciał to by nie mówił).
            • a1ma Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 11:50
              Nie widzę, jak historia mojej mamy ma tu coś do rzeczy, ale tak, ułożyła sobie
              życie, mam siostrę z jej drugiego małżeństwa, wychowywałyśmy się razem.
              • malgolkab Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 11:56
                gdyby nie miała nic do rzeczy, to byś nie dawała na podstawie tej
                historii rad samotnym rodzicomsmile)


                • a1ma Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 11:58
                  Nie na tej podstawie, tylko z pozycji dziecka rozwiedzionych rodziców. To też
                  dość ważna perspektywa, o której walczący rodzice zdają się często zapominać.
                • kasper254 Re: A1ma ma po prostu patologiczny wzorzec 23.06.10, 13:38
                  1.Malgokab, piszesz jak Bartoszewski. Wg niego i ciebie księża nie
                  powinni nauczać, a w tym także lekcji religii,bo przecież nic nie
                  wiedzą o wychowywaniu dzieci, życiu małżeńskim itd. Już widzę, jak
                  papież, arcybiskupi i pozostali pakują walizki.
                  2. Pięknie i mądrze piszesz am. Gratuluję twojej mamie - zrobiła
                  ogromną rzecz, bodaj najcenniejszą - zachowała pamięć rodziny, a w
                  tym nie pozwoliła na zbrukanie twojego ojca. Ileż kobiet to robi!
                  Myślę, że nastraszniejszą zbrodnią jest wyparcie się swoich korzeni,
                  przodków, a najpiękniejszą rzeczą - wybaczanie.
                  3. Myślę też, że ojciec - pijak czy kryminalista - jest dalej ojcem,
                  mimo, iż dziecko komuś innemu mówi "tato". Ale to już odrębny
                  problem - instrumentalizacji poprzez sterowania dzieckiem przez
                  podłą matkę.
      • a1ma Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:27
        Do rodziny? Niby dlaczego?
        Ale ojciec jest ojcem i moim zdaniem matka nie powinna mu kontaktów z dzieckiem
        utrudniać, póki nie robi on krzywdy temu ostatniemu. Ostatecznie to nie wina
        dziecka, że ma takiego ojca, a nie innego.
        • scindapsus Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:32
          Ojciec to nie tylko prawa ale też obowiązki.
          Dla mnie w tym konkretnym przypadku ważniejsze jest dobro dziecka,
          od dobra pana który miał kłopoty z pamięcią.
          Dzieciak nie chce kontaktów, zmuszać go do nich nie należy.
          Pan przespał sprawę-musi się postarac.
          Nachodzenie dzieciaka, przepytywanie nauczycielki to nie jest dobry
          sposób.Swoją drogą jakim prawem ktoś pozbawiony praw przepytuje
          nauczycielkę?

          Jesteś jego adwokatem?
          I wytłumacz mi bo strasznie/okrutnie mnie to męczy-co robi
          szczęsliwa mężatka na forum rozwodowym?

          • a1ma Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:35
            > Jesteś jego adwokatem?
            > I wytłumacz mi bo strasznie/okrutnie mnie to męczy-co robi
            > szczęsliwa mężatka na forum rozwodowym?

            Zdarza mi się również bywać na forum emama, choć dzieci nie mam i nie zamierzam
            mieć - to chyba nie jest zabronione? wink
            • scindapsus Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:40
              To nie jest odpowiedź.

              Oczywiście że to nie jest zabronione,

              Widzę że pozostanę z moją niezaspokojoną ciekawością(dam sobie z tym
              radę, spoko) :
              Co sprawia że osoba pisząca o szczęsliwym związku czuje tak silną
              potrzebę, wręcz parcie na zabieranie głosu na rozwodowym.
              • a1ma Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:45
                Bo nie ma chyba konkretnego powodu.
                Może tylko to, że temat rozwodu jest mi bliski z powodu historii moich rodziców,
                a forum pozwala zrozumieć więcej. Mam nadzieję, że moja obecność tutaj to nie
                problem.
                • scindapsus Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:51
                  Dla mnie nie, ale smiesznie brzmi argument "forum pozwala zrozumieć
                  więcej".
                  Okopałaś się na swojej pozycji.
                  Matkę która Cię okłamywała postawiłaś na postumencie.
                  Wbijasz zęby w inne matki które analizują i wyciągają wnioski i nie
                  godzą się na bylejakość i złe traktowanie własnych dzieci.
                  Zaniedbywanie emocjonalne dziecka przez ojca jest właśnie takim złym
                  traktowaniem.
                  Ale jak to mówią-kropla drązy skałę.
                  • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:54
                    > Matkę która Cię okłamywała

                    A skąd taki wniosek?

                    > Zaniedbywanie emocjonalne dziecka przez ojca jest właśnie takim
                    złym
                    > traktowaniem.

                    A czy a1ma pisała coś innego? Napisała tylko, że postawa matki mimo
                    to pozwoliła jej zachować kontakt z ojcem i pewne sprawy wyjaśnić
                    osobiście.
                    • scindapsus Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:10
                      Analiza tekstu

                      Oczywiście brakuje mi możliwości podkreslenia ważnych wg mnie
                      fragmentów, ale może kiedyś się doczekam że modzi właczą te
                      narzędzia, skoro są dostępne, a są,
                      Wystarczy tylko poklikać w ustawieniach forum.


                      wstęp

                      -Moja mama była taką właśnie jak Wy, samodzielną mamą. Ojca
                      - właściwie nigdy z nami nie było,

                      czyli taty nigdy nie bylo, była matka siłaczka, dziecko i znikający
                      punkt (By TM)

                      - moi rodzice pobrali się z mojego powodu i rozwiedli chwilę
                      -później. On pojawiał się i znikał, jak mu było wygodnie.

                      znowu mamy tatusia który zupełnie nie ogarniał czym jest ojcostwo, i
                      postępował tak, aby to jemu było wygodnie, bez oglądania się na
                      uczucia dziecka.


                      -Bywało, że zabrał mnie na wakacje, a bywało, że nie odzywał się
                      -tygodniami, miesiącami,

                      dla mnie to jest zaniedbywanie emocjonalne dziecka, ale skoro ktos
                      lubi nazywac to inaczej, jego sprawa

                      -w końcu latami.

                      pan się nie odzywał latami, dla przypomnienia, jakby komuś to
                      umknęło.


                      -Żadna patologia, normalny facet,

                      nie no skąd, w końcu tatus ma prawo do nieodzywania się latami do
                      własnego dziecka

                      -który później ożenił się (i to nie raz), ale nie miał innych dzieci
                      - poza mną. A mimo to - jakoś mu nie zależało.

                      -Jestem pełna podziwu dla mojej mamy, że nigdy, przenigdy nie dała
                      - mi do zrozumienia, że potępia zachowanie ojca. Nigdy nie
                      - usłyszałam nic złego na jego temat. Nigdy nie utrudniała kontaktów.

                      a co tutaj utrudniać skoro pan się był na lata wylogował?

                      -Wręcz przeciwnie, często tłumaczyła go, zapewniała mnie o jego
                      - miłości,

                      dla mnie ta pani okłamywała własne dziecko
                      kochający ojciec się odzywa, dba o dziecko
                      taka miłość to żadna miłość
                      Poza tym skąd matka wiedziała że pan dziecko kocha, skoro się nie
                      odzywał?

                      -choć dziś, po latach widzę, jak
                      -bardzo musiało jej być ciężko - kiedy przeczyła oczywistym faktom,
                      - dla mojego dobra. A on powoli znikał z naszego życia na własne
                      -życzenie.

                      Nie rozumiem co znaczy"przeczyła oczywistym faktom dla dobra dziecka
                      to jest takie "lepsiejsze" kłamstwo tak?
                      • a1ma Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:21
                        Z analizy tekstu - pała.
                      • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:23
                        > znowu mamy tatusia który zupełnie nie ogarniał czym jest ojcostwo,
                        i
                        > postępował tak, aby to jemu było wygodnie, bez oglądania się na
                        > uczucia dziecka.

                        Po raz kolejny zapytam, czy a1lma twierdziła coś innego?

                        > dla mnie to jest zaniedbywanie emocjonalne dziecka, ale skoro ktos
                        > lubi nazywac to inaczej, jego sprawa

                        A czy ktoś to nazywał inaczej?

                        > -Żadna patologia, normalny facet,
                        >
                        > nie no skąd, w końcu tatus ma prawo do nieodzywania się latami do
                        > własnego dziecka

                        Zafiksowałaś się i czytasz między wierszami tam gdzie jest napisane
                        wprost. "Normalny facet" w znaczeniu, że nie nałogowiec,
                        przemocowiec itp. A że kiepski ojciec przy okazji, to inna sprawa,
                        która ze stwierdzeniem "normalny facet" w tym momencie ma niewiele
                        wspólnego.

                        > -Jestem pełna podziwu dla mojej mamy, że nigdy, przenigdy nie dała
                        > - mi do zrozumienia, że potępia zachowanie ojca. Nigdy nie
                        > - usłyszałam nic złego na jego temat. Nigdy nie utrudniała
                        kontaktów.
                        >
                        > a co tutaj utrudniać skoro pan się był na lata wylogował?

                        Tak, szczególnie był wylogowany, jak zabierał na wakacje.
                        Wiele matek w sytuacji, gdy ojciec nie pojawia się regularnie, w
                        momencie gdy się jednak pojawi, zaczyna piętrzyć trudności.
                        • malgolkab Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:29
                          z_mazur napisał:

                          > > znowu mamy tatusia który zupełnie nie ogarniał czym jest
                          ojcostwo,
                          > i
                          > > postępował tak, aby to jemu było wygodnie, bez oglądania się na
                          > > uczucia dziecka.
                          >
                          > Po raz kolejny zapytam, czy a1lma twierdziła coś innego?
                          >
                          > > dla mnie to jest zaniedbywanie emocjonalne dziecka, ale skoro
                          ktos
                          > > lubi nazywac to inaczej, jego sprawa
                          >
                          > A czy ktoś to nazywał inaczej?
                          >
                          > > -Żadna patologia, normalny facet,
                          > >
                          > > nie no skąd, w końcu tatus ma prawo do nieodzywania się latami
                          do
                          > > własnego dziecka
                          >
                          > Zafiksowałaś się i czytasz między wierszami tam gdzie jest
                          napisane
                          > wprost. "Normalny facet" w znaczeniu, że nie nałogowiec,
                          > przemocowiec itp. A że kiepski ojciec przy okazji, to inna sprawa,
                          > która ze stwierdzeniem "normalny facet" w tym momencie ma niewiele
                          > wspólnego.

                          co do ojca a1my moze ok (z tego co pisze) - z resztą nie oceniam
                          raczej czyichś rodzicówsmile) co do pana z wątku - za cos mu te prawa
                          odebrali chyba.
                          >
                          > > -Jestem pełna podziwu dla mojej mamy, że nigdy, przenigdy nie
                          dała
                          > > - mi do zrozumienia, że potępia zachowanie ojca. Nigdy nie
                          > > - usłyszałam nic złego na jego temat. Nigdy nie utrudniała
                          > kontaktów.
                          > >
                          > > a co tutaj utrudniać skoro pan się był na lata wylogował?
                          >
                          > Tak, szczególnie był wylogowany, jak zabierał na wakacje.
                          > Wiele matek w sytuacji, gdy ojciec nie pojawia się regularnie, w
                          > momencie gdy się jednak pojawi, zaczyna piętrzyć trudności.
                          >
                          dla dziecka ważny jest regularny kontakt, żaden kilkulatek nie
                          będzie chetnie spotykał się z kims kogo po prostu nie zna...
                        • scindapsus Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 13:14
                          Ty pozostań przy swoim a ja przy swoim.
                          Jak już ktoś inny napisał-dla dziecka ważne są regularne kontakty a
                          nie ojciec pojawiający się raz na parę lat
                          Tem pan oblał egzamin z bycia ojcem.
                          Nie ma co go wybielac.
                          Co do pojawienia się w zyciu dorosłego dziecka- w rodzinie mieliśmy
                          taki przypadek.
                          Pani sobie radośnie przypomniała o córce którą nascie lat wczesniej
                          zabiedbała/zostawiła/zniknęła/zapomniała.
                          Pojawiła się z pozwem o alimenty.
                          To musiała byc miłość.

                          A wracając do tematu-ta pani zapewne nie piętrzyłaby problemów gdyby
                          pan się pojawił.Problem w tym że on zapewne tego nie chciał-pojawiać
                          się.Jeśli pan się na lata wylogował to chyba nie zabierał na wakacje
                          co roku.

                          Dla mnie eot
                          ja po prostu rozumiem panią z zalinkowanego wątku (pierwszy wpis).
                          I wcale nie uważam że jest zła i tak dalej.
                          Po prostu wie co jest dobre dla jej dziecka i tego dziecka nie
                          oszukuje.


                          • triss_merigold6 Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 13:19
                            Shit happens too late. Pan nie realizował swoich obowiązków
                            ojcowskich, powinien być głęboko wdzięczny losowi, że znalazł się
                            mężczyzna, który go zastąpił. Dzięki temu jego dziecko ma szansę
                            obejrzeć pozytywny wzorzec mężczyzny.
                  • a1ma Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:56
                    Mama nie okłamywała mnie nigdy.
                    Zawsze tłumaczyła mi sytuację, ale bez przenoszenia swoich emocji na mnie,
                    spokojnie i rzeczowo.
                    Niewyobrażalne, co? wink
                    • ciociacesia tylko wiesz co? 23.06.10, 12:27
                      to c robil twoj ojciec bylo po prostu zle. i jesli twoja matka ci tego nie
                      mowila to chyba jednak nie mowila ci prawdy -> oklamywala cie
                      • a1ma Re: tylko wiesz co? 23.06.10, 12:32
                        Nie mówiła też, że robi dobrze.
                        Wiedziałam od zawsze, że robi źle i było mi jako dziecku bardzo przykro z tego
                        powodu - miała mi jeszcze dokładać?
                        • triss_merigold6 Jak to nie?! 23.06.10, 12:55
                          Przecież sama napisała, że twoja matka przeczyła oczywistym faktom i
                          zapewniała Cię o miłości ojca.
                          Litości kobieto, są granice w stosowaniu wyparcia.
                          • a1ma Re: Jak to nie?! 23.06.10, 12:59
                            Nie napiszę Ci teraz, co konkretnie mówiła i kiedy.
                            Na przestrzeni dwudziestu kilku lat naprawdę bywało różnie.
                            Dziś mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że ojciec mnie kochał i kocha. I
                            naprawdę nie muszę tłumaczyć Tobie ani komukolwiek innemu, na jakiej podstawie
                            tak uważam, a jeśli wydaje Ci się, że wiesz lepiej, bo widziałaś już tysiąc
                            podobnych historii - to Twoja sprawa.
                            • triss_merigold6 Re: Jak to nie?! 23.06.10, 13:05
                              Ja tylko odwołuję się do Twoich wypowiedzi.
                              Kochał? Bardzo pięknie, tylko szkoda, że w tak niekonwencjonalny
                              sposób. Język jest plastyczny, upośledzonego umysłowo też można
                              nazwać inteligentnym inaczej.
                              Pozwól jednak, żeby matki, które na co dzień opiekują się własnymi
                              dziećmi i zapewniają im stabilność materialną i emocjonalną, miały
                              odmienną wizję miłości rodzicielskiej. Bardziej...ekhem... wymierną
                              niż sporadyczne kontakty z poczętym niegdyś potomstwem.
                            • malgolkab Re: Jak to nie?! 23.06.10, 13:24
                              a1ma napisała:

                              > Nie napiszę Ci teraz, co konkretnie mówiła i kiedy.
                              > Na przestrzeni dwudziestu kilku lat naprawdę bywało różnie.
                              > Dziś mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że ojciec mnie kochał
                              i kocha. I
                              > naprawdę nie muszę tłumaczyć Tobie ani komukolwiek innemu, na
                              jakiej podstawie
                              > tak uważam, a jeśli wydaje Ci się, że wiesz lepiej, bo widziałaś
                              już tysiąc
                              > podobnych historii - to Twoja sprawa.
                              >
                              ale argumentacjasmile skoro nie chcesz tłumaczyć, tylko stwierdzasz -
                              jest tak, bo tak to po co w ogóle jakakowliek dyskusja? chyba, że to
                              monolog miał bycsmile
                              • a1ma Re: Jak to nie?! 23.06.10, 13:33
                                A to jest wątek o moim ojcu?
                                Popatrz, nie zorientowałam się.

                                Pozwolę sobie jednak zamknąć tę dyskusję autorytarnym stwierdzeniem, że to
                                jednak JA wiem najlepiej z wypowiadających się tutaj, czy mój ojciec mnie kocha,
                                czy nie.
                                Ale - cytując innego forumowicza - to jest tylko moje zdanie i do tego się z nim
                                zgadzam. Jeśli ktoś ma inne zdanie - to trudno, aż tak mi się nie nudzi, żeby
                                wyprowadzać go z błędu.
                                • triss_merigold6 Re: Jak to nie?! 23.06.10, 13:43
                                  Pozwól więc, żeby kobieta z linkowanego przez Ciebie wątku z
                                  samotnej matki, sama autorytarnie decydowała co będzie dla jej
                                  dziecka najlepsze. I skoro nie życzy sobie nagłych intensywnych
                                  kontaktów ojca pozbawionego praw rodzicielskich z 9-letnim obecnie
                                  dzieckiem, to najwyraźniej ma ku temu powody, ponieważ swoje dziecko
                                  zna i odpowiada za nie.
                                  • a1ma Re: Jak to nie?! 23.06.10, 13:47
                                    Czy ktoś jej tego zabrania?
                                    Skoro pyta na forum, to chyba po to, żeby usłyszeć różne opinie. A zrobi, jak
                                    będzie uważała za stosowne, nikt jej tego prawa nie odmawia.
                            • lima Re: Jak to nie?! 23.06.10, 13:34
                              > Dziś mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że ojciec mnie kochał i kocha.

                              Filozofia "On kocha! A że olewa/źle traktuje/nie interesuje się to nic. Przecież
                              kocha.Im rzadziej odwiedza tym bardziej kocha." jest dość częsta wśród
                              matkopolkowego wychowania: byle tylko facet był. A jaki?-nieważne.

                              Zamierzasz mieć dzieci?
                              • a1ma Re: Jak to nie?! 23.06.10, 13:39
                                > Zamierzasz mieć dzieci?

                                Nie.
                                I daruj sobie proszę komentarze, że to lepiej, spróbujmy jednak zachować jakiś
                                poziom tej dyskusji i uciąć argumenty ad personam, nie wnoszące NIC.
                                • lima Re: Jak to nie?! 23.06.10, 14:10
                                  Jesteś pewna że nic? Bo nader często, dzieci nie chcą mieć te osoby, którym ich
                                  rodzice zgotowali syf w dzieciństwie, wychowali w chorych emocjach pokazując
                                  jak być złym rodzicem, albo wzór złego związku, od czego dorosłe dzieci które
                                  sobie z traumą nie poradziły, chcą uciec, wyrzekając się np małżeństwa lub
                                  rodzicielstwa.
                                  Sama wiesz, czemu dzieci mieć nie chcesz, Twoja sprawa.

                                  Jak na teraz to znajoma miała historię: stara matka mieszkająca w tej samej
                                  miejscowości, znajoma i jej rodzina latami się nią opiekowali. I jej brat
                                  mieszkający 200km dalej, odwiedzający rodzicielkę raz na rok. Znajoma zalatwiała
                                  opiekunki, lekarzy, zakupy, sama zmieniała matce pieluchy gdy już była leżąca,
                                  organizowała czas, angażowała się w codzienną ciężką opiekę nad coraz gorzej
                                  także psychicznie funkcjonującą staruszką(skleroza, początki alzheimera). Brat
                                  wysyłał kartkę na święta z życzeniami dla kochanej mamusi. Okazało się, że matka
                                  uznała że to właśnie syn ją "tak bardzo kocha i się jej losem przejmuje" więc mu
                                  cały majątek z wdzięczności zapisała. Bo przecież kochał. W przeciwieństwie do
                                  córki.


            • malgolkab Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:38
              zabronione niesmile forum rozwodowe z racji sytuacji Twoich rodziców -
              rozumiem. ale fora o dzieciach, choć deklarujesz, że nie zamierzasz
              ich mieć to co najmniej dziwne...
              • a1ma Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:45
                Najwyraźniej jestem dziwna.
                Czy takie wytłumaczenie wystarcza?

                Czy można interesować się tylko historiami ludzi podobnych do siebie?
                • malgolkab Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:50
                  interesować sie jak najbardziej można, ale Ty ich pouczasz,
                  krytykujesz - pozwoliłam sobie poczytać Twoje wypowiedzi na innych
                  forachsmile) mnie osobiście maksymalnie wkurza jak np. rady odnośnie
                  mojego dziecka, daje mi ktoś kto dzieci nie ma.
                  • a1ma Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:56
                    To zadawaj pytania dzietnym znajomym, zamiast pytać na ogólnodostępnym forum
                    internetowym, gdzie rad może udzielać Ci zarówno bezdzietny emeryt, jak i
                    dwunastolatka - i nigdy nie będziesz wiedziała, od kogo ta rada.
                    • malgolkab Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 13:00
                      tak właśnie robięsmile)
                      • a1ma Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 13:01
                        To chyba nie masz powodów do wkurzenia? smile
                        • malgolkab Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 13:26
                          napisałam tylko co mnie osobiście wkurzasmile i nie chodziło o forum,
                          tylko ogólnie - mam znajomych, którzy mimo, ze dzieci nie mają, to
                          zawsze pouczają tych dzieciatychsmile)
                          • malgolkab Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 13:31
                            i niestety tacy odzywają się niepytanismile) to odnośnie tego, co
                            napisałaś wczesniej, żeby o dzieci pytać dzieciatych...
      • plujeczka Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 13:04
        mylisz się nie przyjełabym takiego faceta z powrotem do domu bo
        własnie od dłuzszego czasu właśnie takiego Pana pozbyłam się z
        domu.Nie oceniaj nikogo pochoponie.
    • malgolkab Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 11:33
      a ja nie tracę ani w kobiety ani w mężczyzn tylko w głupich ludzismile
      a dużo takich jest - tylko niech nikt nie odbiera personalniesmile)
      czemu zawsze musi byc podział i stereotypy?? kobiety i mężczyźni to
      LUDZIE, a ci z definicji bywają mądrzy, głupi, wykształceni,
      niewykształceni, nieprzyjemni, mili, wysocy, niscy etc...wśród
      jednej i drugiej płci są zdrady, nałogi... o czym wiele osób zdaje
      się nie pamietać.

      a co do tej konkretnej sytuacji - praw nie ma sie odebranych bez
      przyczyny. poza tym nie widzę nic dziwnego, ze chłopak, którym przez
      tyle lat ojciec się interesował w stopniu nikłym, jako tatę traktuje
      partnera mamy...
    • tautschinsky Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:09
      Zaliknowałaś temat z innego forum, w którym SAMA możesz przeczytać, o czym piszę w innym wątku o kobietach na co wyraziłaś takie oburzenie. Czy tam wypowiada się jedna kobieta? Ja tak myślących i działających znam i z forów, i z życia bliższego i dalszego od metra. Są przypadki bardziej i mniej ekstremalne, ale jeszcze nie spotkałem - NIGDY - kobiety,która by nie uważała, że mężczyzna, koniec końców - musi ją utrzymywać, bo ona jest kobietą. I dotyczyło to kur domowych, kobiet pracujących na dość pokaźnych stołkach, którym niczego nie brakowało - ale tak "na przyszłość" w ten sposób widziały sprawę i popierały te wszystkie,które żarły się o pieniądze o mężów, partnerów. Dla mnie to myślenie wręcz patologiczne z tych, które należy plenić jak zarazę, która drąży społeczeństwa.
      • a1ma Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:20
        tautschinsky, masz jakąś obsesję.
        Ta matka chce się pozbyć ojca z życia dziecka (do czego MOIM ZDANIEM nie ma
        prawa), nie chce od niego żadnych pieniędzy - po co znów podnosisz temat
        utrzymywania kobiet przez mężczyzn? Przecież to nie ma nic wspólnego z tematem
        tego wątku.

        > Są przypadki bardziej i mniej ekstremalne, ale jes
        > zcze nie spotkałem - NIGDY - kobiety,która by nie uważała, że mężczyzna, koniec
        > końców - musi ją utrzymywać, bo ona jest kobietą.

        To już spotkałeś - ja tak nie uważam.
        Uważam natomiast, że małżonkowie powinni wspierać się nawzajem, również
        finansowo - ale to działa w dwie strony.
        • malgolkab Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 12:27
          a1ma napisała:

          > tautschinsky, masz jakąś obsesję.
          > Ta matka chce się pozbyć ojca z życia dziecka (do czego MOIM
          ZDANIEM nie ma
          > prawa), nie chce od niego żadnych pieniędzy - po co znów podnosisz
          temat
          matka chce się pozbyć?? to tatuś sam się wypisałsmile jeszcze dosyc
          istotne czemu jest pozbawiony praw... dziecko to nie jest zabawka,
          którą na kilka lat odkłada się do kartonu na strychu, a potem znowu
          wyciąga, bo się inne zabawki znudziły...dla tego chłopca ojciec to
          praktycznie obcy człowiek, on go nie zna, znajdż mi 9 latka, który
          tak chetnie spotyka się z obcymi. już 4-5 latki tego nie robią...
          > utrzymywania kobiet przez mężczyzn? Przecież to nie ma nic
          wspólnego z tematem
          > tego wątku.
          >
          > > Są przypadki bardziej i mniej ekstremalne, ale jes
          > > zcze nie spotkałem - NIGDY - kobiety,która by nie uważała, że
          mężczyzna,
          > koniec
          > > końców - musi ją utrzymywać, bo ona jest kobietą.
          >
          > To już spotkałeś - ja tak nie uważam.
          > Uważam natomiast, że małżonkowie powinni wspierać się nawzajem,
          również
          > finansowo - ale to działa w dwie strony.
          >
          ostatnie zdanie popieram jak najbardziejsmile)
        • nowel1 Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 13:03
          A1ma, on MA obsesję i dyskusja z nim mija się z celem. Sprawdzilam
          kilka razy.
          Jego stereotypowe postrzeganie świata pewnie jest dla niego niezbędne,
          żeby ten świat zrozumieć, i dlatego nie dostrzega zjawisk stereotypowi
          przeczących.

    • polnaa a1ma... 23.06.10, 15:01
      Ja dzieki ex straciłam wiarę w mężczyzn...ale czy to znaczy ze nie
      maw normalnych,odpowiedzialnych mężów,ojców? Pewnie gdzies są tylko
      nie miałam szczęścia spotkac takiego na swojej drodze.
      Ja się nie dziwię że nie chce w swoim życiu ojca swojego dziecka,
      dziecko tez nie chce biologicznego ojca.Bo nie ten jest ojcem co
      zrobił a ten co wychował...
    • aiwlysji Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 15:23
      hmm, przyjmujac twoj punkt widzenia w zyciu mozna zrobic kazde swinstwo...a pozniej przerosic.
      rozumiem, ze ojciec, ktorego nie bylo, ma "prawo" teraz byc w zyciu dziecka(jak dlugo zechce oczywicie).
      czy kobieta a1ma ma rowniez takie prawo? moze pojawiac sie i znikac gdy ma taka ochote?

      czy odpowiadamy za wlasne czyny? czy decydujac sie na cos mamy prawo, w kazdym momencie, ingerowac w zycie innych (ex zona)???

      czy jestesmy ludzmi a1ma, czy moze robotami, ktore powinny zawsze "czynic dobrze"?
      czyj punkt widzenia powinno sie przyjac w tej sprawie.. twoj czy kobiety z twojego linka? kto to rozsadzi i czy "jedyny punkt widzenia" bedzie pasowal do kazdego czlowieka na tym globie?
      a moze a1ma sa rzeczy, ktore wykraczaja poza ocene i trudno znalesc najlepsze rozwiazanie?
      • a1ma Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 15:36
        Ano właśnie. Kto ma decydować - to jest cały problem.
        Otóż moim zdaniem wyłącznie sam zainteresowany - czyli w tym przypadku dziecko.
        I tak, wiem, że dziecko nie może podjąć świadomej decyzji, ale moim zdaniem
        matka nie powinna odcinać mu żadnej z możliwości. Nie oczekuję, że matki będą
        zabiegać o kontakty ojca z dzieckiem (choć wiele tak właśnie robi), ale
        zastanawianie się, "jak się go pozbyć z naszego życia" to też przesada. Bo nie
        do matki należy decyzja, żeby pozbyć się ojca z życia dziecka, ono samo (jak
        będzie gotowe) powinno móc podjąć taką decyzję.

        Wybaczenie leży w gestii poszkodowanego, tylko tyle. Kobieta może wybaczyć lub
        nie, że ojciec jej dziecka porzucił ją, dziecko ma takie samo prawo -
        zadecydować o własnej relacji z ojcem. Pod warunkiem, że matka tej relacji nie
        zniszczy. I nie piszcie proszę, że on sam ją zniszczył - owszem, to prawda, ale
        i ona chce dołożyć swoje, odcinając mu możliwość jakiegokolwiek kontaktu z
        dzieckiem.

        Nie wybielam ojców, nie twierdzę, że MOŻNA pojawiać się i znikać dowolnie z
        życia dziecka. Nie można, ale co z tego? Są ojcowie, którzy tak robią i będą
        robić. Alternatywą jest brak ojca w ogóle. Nie twierdzę, że byle jaki ojciec
        lepszy niż żaden. Czasem lepiej nie mieć kontaktu, oczywiście, że tak. Z tym, że
        nie do matki należy taka decyzja. Jeśli dziecko nie będzie chciało, to w
        przyszłości utnie wszelkie kontakty z takim nieodpowiedzialnym rodzicem - ale to
        będzie jego decyzja i ono poniesie konsekwencje.
    • mediator.org ja tylko przypomnę... 23.06.10, 15:41
      ... że nawet rodzic pozbawiony praw rodzicielskich, czy też uchylający się od
      płacenia alimentów MA PRAWO widywać się ze swoim dzieckiem...
      • aneta-skarpeta Re: ja tylko przypomnę... 23.06.10, 16:15
        zadzwia mnie fakt, ze ojciec ktory zostal pozbawiony praw
        rodzicieslich- z jakis powodow- ma jeszcze jakiekolwiek prawa w
        stosunku do dziecka

        generalnie uderza mnie także, ze facet ktory nie odwiedza dziecka,
        nie placi i zapomina o dziecku, nie opiekuje sie nim ma jakiekolwiek
        prawa wobec niego.

        i jak zwykle facet moze robic wszystko, albo nie robic nic a i
        tak "ma prawo" i kazdy ma pomoc, zrozumiec, wesprzec i dawac
        pierdylionową szanse na chwilę, bo ojciec ma taki kaprys na chwile

        a dziecku robi sie wode z mózgu
        • tautschinsky Re: ja tylko przypomnę... 23.06.10, 16:29
          aneta-skarpeta napisała:

          > zadzwia mnie fakt, ze ojciec ktory zostal pozbawiony praw
          > rodzicieslich- z jakis powodow- ma jeszcze jakiekolwiek prawa w
          > stosunku do dziecka


          Bo to działa w dwie strony. Ojciec nie interesujący
          się dzieckiem lub nawet pozbawiony praw rodzicielskich NIE PRZESTAJE być ojcem i dalej jest zobowiązany do alimentowania takiego dziecka.

          Poza tym nie tylko ojciec ma prawo do dziecka. Matka również. A nadto - SAMO DZIECKO ma prawo do obojga
          rodziców i żadne z nich nie ma prawa mu tego ograniczać.

          A wodę z mózgu to niestety zwykle matka robi
          takiemu dziecku bajdurząc, jakim jest potworem
          ów ojciec. I w wyniku tego takie dziecko zwykle
          zostaje okradzione z tak istotnego czynnika w jego
          życiu jak ojciec. To później procentuje w życiu takiego
          człowieka negatywnie.
        • tautschinsky Re: ja tylko przypomnę... 23.06.10, 16:33
          aneta-skarpeta napisała:

          > zadzwia mnie fakt, ze ojciec ktory zostal pozbawiony praw
          > rodzicieslich- z jakis powodow- ma jeszcze jakiekolwiek prawa w
          > stosunku do dziecka



          To działa w obie strony. Ojciec nie interesujący się dzieckiem czy nawet pozbawiony praw rodzicielskich nie przestaje być rodzicem i dalej jest zobowiązany do alimentów na jego rzecz.
    • aneta-skarpeta Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 15:52
      jestem mamą 8 letniego syna

      moj ex sumiennie sobie zapracował na to, że syn nie chce go widziec-
      nigdy nie stosowal wobec niego rpzemocy, ale zaproacował sobie
      innymi rzeczami..wlasnie zapominaniem, olewaniem, klamstwami

      nigdy nie bronilismy kontaktow z synem ( jestemw d rugim zwiazku)
      jednak nie moglismy patrzec na to co sie dzieje z dzieckiem przez te
      cholerne falowe nawroty milosci Powiedzialam dosc, gdy musielismy
      chodzic z dzieckiem a terapie bo nie umialam mu pomoc sama z jego
      bezsennoscią i lękami.

      zreszta nawroty sa tak ulotne, nieczeste- ze wrecz niezauwazalne i
      opierają sie na zdawkowym mailu i obietnicach bez pokrycia

      w tej chwili syn ma prawo decydowac czy chcialby widziec sie z
      ojcem. za zadne skarby nie chce.

      nikt mi nie wmowi, ze to moja/nasza wina- bo wiem jak było

      ojciec sam sobie przez te wszystkie lata zapracowal na taki stosunek

      ja przejelam ( zostalam do tego zmuszona)caly trud rodzicielstwa.
      tatus sie wypiał, ale chcialby spijac smietankę kosztem wszystkich
      naokoło...i to ja jestem zła i powinno sie mnie eksterminowac

      cudne..on sam by tego nie wymysliłbig_grin

    • mediator.org dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 17:43
      ... może jednak widywać dziecko?
      Może dlatego, że bycie rodzicem, choć podlega ocenom, jest także wartością
      bezwzględną?
      Pomijając patologię, z którą nie mam styczności w swojej pracy, powody braku
      kontaktu rodzica z dzieckiem bywają różne. Jedne to ewidentne zaniedbania, inne
      to losowe przypadki (pominę tu, że czasami tworzone specjalnie przez którąś ze
      stron...)
      W wątku, który tu jest opisywany autorka wyraźnie pisze, że tata widywał się z
      dzieckiem wciąż, lecz sporadycznie. Dobrze byłoby wiedzieć dokładnie co to
      znaczy w tym wypadku "sporadycznie".
      Comiesięczne listy nie wskazują na to, że tata ma i miał dziecko w głębokim
      poważaniu. Warto byłoby się dowiedzieć co pisał i dlaczego były listy a nie wizyty?
      • lima Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 18:59

        > W wątku, który tu jest opisywany autorka wyraźnie pisze, że tata widywał się z
        > dzieckiem wciąż, lecz sporadycznie. Dobrze byłoby wiedzieć dokładnie co to
        > znaczy w tym wypadku "sporadycznie".
        > Comiesięczne listy nie wskazują na to, że tata ma i miał dziecko w głębokim
        > poważaniu. Warto byłoby się dowiedzieć co pisał i dlaczego były listy a nie wiz
        > yty?


        Przekręcasz. Autorka napisała:
        "Nigdy razem nie mieszkaliśmy ale kiedyś syn utrzymywał z ojcem sporadyczne
        kontakty. Od roku przysyła mu jeden list w miesiącu + 50zł dołączone do listu."

        Gdzieś tu jest "wciąż utrzymywał kontakty"?
        Autorka napisała także, że syn nie chce się z ojcem widywać, nie chce chodzić
        tam gdzie może go spotkać, itd.
        • mediator.org Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 19:05
          Tak, słowo wciąż zastąpmy po prostu "utrzymywał kontakty".
          Pytania pozostają. Dlaczego przestał (może wyjechał, może zaistniała inna
          okoliczność), dlaczego pisze listy.
          Tak czy inaczej nie można powiedzieć czy napisać, że tata dzieckiem się nie
          interesuje - przysyła listy, do tego REGULARNIE.
          Nie ma słowa o tym dlaczego istnieje taka sytuacja.
        • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 19:06
          Nie każdy sobie radzi z byciem dochodzącym rodzicem, bo to trudna rola.

          Jeśli wysyłam do kogoś list co miesiąc (albo nawet rzadziej), to w normalnych relacjach międzyludzkich powie się, że utrzymujemy stały kontakt.

          Oczywiście jak na relacje dziecko - rodzic, to niewiele, ale wystarczająco, żeby dziecko miało świadomość, że rodzic gdzieś tam jest, co z punktu widzenia dziecka ma niebagatelne znaczenie i nie ma co robić mu wodę z mózgu "nowym tatusiem", bo ojca (niezależnie jaki on jest) dziecko ma jednego.

          Być może dziecko teraz, po zrobieniu mu wody z mózgu z "tatusiami", ma problem z odnalezieniem się w tej sytuacji, ale na to zapracowali oboje rodzice.
          • lima Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 19:24
            Nie wiem jak w przypadku tej historii było, wiem jak miała moja znajoma. Ojciec
            interesował się dzieckiem(ok 10letnim) przez 3 (słownie trzy) miesiące po
            rozwodzie i tyleż czasu na niego alimenty. Potem zaczął olewać, okłamywać
            dziecko, mamić obietnicami i nie dotrzymywac ich. Matka ich kontaktu nie
            utrudniała, ona to ona dziecko to dziecko.
            dziecko miało telefon, mogli się z ojcem umawiać, spotykać i porozumiewać kiedy
            chcieli. W pierwszym roku ojciec kilka razy z dzieckiem się spotkał,
            wielokrotnie olał, więc dziecko przestało mieć chęci z nim się widywać jak
            "akurat miał czas", wolało umówione wcześniej spotkania z kolegami z podwórka.
            W drugim roku ojciec już tylko zadzwonił na święta z zyczeniami, tak samo w
            trzecim. W czwartym matka poznała nowego partnera, który dzieckiem się zajmuje
            jak swoim, dba o nie i utrzymuje je, są dobrze działającą nową rodziną, dziecko
            samo chce mówić do niego w półżartach "tatusiu". A biologiczny ojciec na
            naszej-klasie się chwali jakie ma fajne dziecko. Tylko nie dodaje, że od dawna z
            tym dzieckiem nie mają sobie nic do powiedzenia, stali się sobie obcy, bo z
            kontaktów sam zrezygnował i podtrzymywać ich mu się nie chciało, więc na brak
            bliskości z dzieckiem sam sobie zapracował.
            • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 19:33
              Dziecko to dziecko, może chcieć różne rzeczy (np. jeść ciastka przed snem, po umyciu zębów), a rozsądny dorosły powinien mu wytłumaczyć, że ojciec, to ojciec i tyle, przynajmniej dziecko nie ma mentliku w głowie.
              • lima Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 19:37
                A skąd wiesz, że to dziecko ma problem z identyfikacją kto jest faktycznym
                ojcem? Może ma problem z tym, że biologiczny je źle traktował a po długiej
                przerwie w widzeniach stał mu się obcym napastliwym facetem i dlatego nie chce
                się z nim spotykać.
                • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 19:44
                  No trudno, żeby nie miało, skoro matka z taką radością i satysfakcją pisze, że syn do jej partnera zwraca się "tato", pewnie ku radości matki. Jak się dziecku robi wodę z mózgu, to się potem zbiera tego żniwo.

                  Matka sama pisała, że kontakt wcześniej był. Dziecko ma 9 lat, od roku kontakt jest listowy. Wcześniej był osobisty i jakoś dziecku nie działa się krzywda, dlaczego mam zakładać, że ojciec teraz po to się z nim chce kontaktować, żeby je skrzywdzić.

                  Wybacz, ale w takie teorie spiskowe to ja nie wierzę.

                  Matka ma problem, bo chciałaby, żeby ojciec jej zniknął z horyzontu i nie bruździł w jej nowym idealnym życiu, a skoro ona ma taką postawę, to trudno dziecku się dziwić, że reaguje negatywnie, rozdarte pomiędzy lojalnościami wobec matki, ojca i "taty".
                  • lima Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 19:57
                    A skąd wiesz, że dziecku nie działa się wcześniej krzywda? Może własnie dlatego
                    sąd mu odebrał prawa bo ich krzywdził? I dlatego teraz reagują na jego
                    pojawianie się lękiem? To równie dobra teoria jak twoja, wyczytana w
                    gwiazdach, że matka wcisnęła dziecku innego ojca i ono teraz się stresuje
                    konfliktem lojalności a nie samą osobą i zachowaniem ojca biologicznego.
                    • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 20:03
                      Ja się niczego nie doszukuję, tylko czytam to co napisała autorka. A nie napisała ani jednego słowa o jakimś niewłaściwym zachowaniu ojca.

                      Za to napisała o zwracaniu się do kogoś obcego "tato".

                      Pozwól, że ja nie będę snuł żadnych domysłów, tylko trzymał się tego co jest napisane.

                      Mam dużą rodzinę, z niektórymi jej członkami nie widuję się czasem ponad rok czasu i spotkanie po takim czasie nigdy nie jest problemem, chociaż z różnymi osobami z rodziny spotykam się z różnym stopniem entuzjazmu, ale się spotykam. Może dlatego, że moi rodzice zawsze mi wpajali, że rodzina, to rodzina...?

                      Przez analogię, może wystarczyłoby, żeby matka od czasu do czasu przypomniała dziecku, że "Jurek", to "Jurek", a tata, to tata.
                      • lima Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 20:10
                        Przemawia przez Ciebie strach, ze twoje dziecko komuś innemu tak moze właśnie
                        mówi.
                        Opisałam już przykład jaki jest u znajomej. Dziecko mówi tak jak samo chce, tak
                        jak czuje kto mu jest bliższy i dla niego dobry, kto w rodzinie i wobec dziecka
                        pełni funkcję najważniejszego opiekuna.
                        • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 20:19
                          > Przemawia przez Ciebie strach, ze twoje dziecko komuś innemu tak moze właśnie
                          > mówi.

                          Nie mówi, mimo że moja eks jest od 4 lat w stałym związku i mieszka ze swoim partnerem. Ale moja eks to rozsądna kobieta. Poza tym akurat ja mam stały kontakt ze swoją córką, właśnie parę godzin temu dzwoniła do mnie z życzeniami na dzień ojca. smile

                          > Opisałam już przykład jaki jest u znajomej. Dziecko mówi tak jak samo chce, tak
                          > jak czuje kto mu jest bliższy i dla niego dobry, kto w rodzinie i wobec dziecka
                          > pełni funkcję najważniejszego opiekuna.

                          No to powiedz jej, że popełnia błąd. Nie powinna pozwalać dziecku tak się zwracać, bo opiekun to opiekun, a ojciec to ojciec.
                          • lima Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 20:30
                            Gdybyś olał swoje dziecko, to może ono samo z czasem znalazło by dla siebie
                            drugiego tatusia i chciało go tatą nazywać i być z nowym członkiem rodziny
                            blisko jak powinno z ojcem. I w tym jest sedno. Ojciec zawala relację, to w jego
                            miejsce może wejdzie ktoś inny.
                            Gdy matka porzuca dziecko i ojciec zakłada drugą rodzinę i nowa kobieta jest dla
                            dziecka dobra, to dziecko będzie chciało nazywać ją mamą. I wcale nie uważam,
                            żeby aż do czasu formalnej adopcji należało tego dziecku zabronić.
                            • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 20:34
                              > Gdy matka porzuca dziecko i ojciec zakłada drugą rodzinę i nowa kobieta jest dl
                              > a
                              > dziecka dobra, to dziecko będzie chciało nazywać ją mamą. I wcale nie uważam,
                              > żeby aż do czasu formalnej adopcji należało tego dziecku zabronić.

                              Jeśli tak jak w dyskutowanym przypadku rodzic ciągle podtrzymuje kontakt, to pozwolenie dziecku na zwracanie się do kogoś innego "mamo", czy "tato" jest poważnym błędem i tak uważam, że rozsądny opiekun zarówno rodzic jak i ta osoba, do której dziecko chce się tak zwracać, powinny mu to wyperswadować.
                              • lima Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 20:40
                                Czyli jesli biologiczny raz na rok (a może raz na pięc lat?) wykona telefon do
                                dziecka, to nalezy bezwzględnie zakazać dziecku zwracania się do nowego partnera
                                matki per "tatusiu" mimo, że dzieciak go kocha, lubi tak nazywać i jest z nim
                                zżyty bardziej niż kiedykolwiek był z ojcem, a ten ktoś zajmuje się nim jak
                                rodzonym synem i tak traktuje. Tak?
                                • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 01:30
                                  Nie gdybajmy. W tej konkretnej sytuacji ojciec kontaktował się regularnie i w tej sytuacji pozwolenie przez nowego partnera i matkę, by zwracał się tato do obcego faceta było olbrzymim błędem.

                                  Ostatnio znajomi mieli taką sytuację, że przez pewien czas ich 3- letnią córką bardzo intensywnie opiekowała się babcia, był to okres przejściowy, ale rzeczywiście zajmowała się nią więcej niż matka. W pewnym momencie córeczka parę razy powiedziała do babci "mamo", uważasz, że skoro dziecko tak chciało się zwracać, to babcia i mama nie powinny zareagować?
                                  • malgolkab Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 09:18
                                    osobiście sobie nie wyobrażam, zeby moje dziecko mówiło tato do kogo
                                    innego niż swojego ojca. tylko, ze jego ojciec wczesniej z nim
                                    mieszkał, kontakt mają w mairę regularny, no i przede wszystkim ja,
                                    mimo swojego zdania o byłym (nie bardzo pozytywnegosmile) zawsze mówię
                                    o nim tatuś, dzwonimy do niego w Dzień Ojca, robimy laurki itd.
                                    w sytuacji z tamtego watku jak dla mnie zbyt wiele niewiadomych... i
                                    mi osobiście ciężko ocenić....ale wiem, ze mam kilkoro znajomych w
                                    moim wieku, którzy twierdzą, że tatą jest dla nich ojczym, a nie
                                    ojciec, który się kontaktował kiedy chciał, widywał rzadko,
                                    alimentów nie płacił itd.
                                    • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 09:26
                                      ze mam kilkoro znajomych w
                                      > moim wieku, którzy twierdzą, że tatą jest dla nich ojczym, a nie
                                      > ojciec, który się kontaktował kiedy chciał, widywał rzadko,
                                      > alimentów nie płacił itd.

                                      Mam jednego takiego znajomego i pamiętam w jakie zażenowanie
                                      wprawiały go sytuacje, gdy wychodziło że "tato", to jednak nie tato.

                                      IMHO to robienie dziecku wody z mózgu. Takie sytuacje są uzasadnione
                                      jedynie w sytuacji gdy ojciec jest pozbawiony praw i nie ma go w
                                      ogóle w życiu dziecka, aktualny opiekun jest prawnym opiekunem ze
                                      wszystkimi tego konsekwencjami, a dziecko jest na tyle małe, że nie
                                      ma świadomości kto jest jego biologicznym ojcem.

                                      W każdym innym przypadku to błąd.
                                      • malgolkab Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 09:35
                                        ale tu ojciec jest pozbawiony praw. a ten kontakt listowny cięzko
                                        nazwać stałym kontaktem (gdyby to był 16- latek to co innego może).
                                        no i ważne, dlaczego były to listy, a nie spotkanie - tego nie
                                        wiemy, więc znowu gdybamy. a te 50 zł?? czyli za 100 tego 9 latka
                                        miała matka utzrymać??
                                        moje dziecko ma 4,5 roku i doskonale zdaje sobie sprawę kto jest
                                        jego biologicznym ojcemsmile) nawet ostatnio była rozmowa, bo w
                                        przedszkolu jest wiele rodzin w różnych konfiguracjach i młody mi
                                        mówi "mamo, jak kiedys bedziesz miała jakiegoś męża to ja nie będę
                                        mówił do niego tato, tylko po imieniu, bo przecież tatę każdy ma
                                        jednego"smile
                                        a wiesz, nawet kilka dni temu widziałam się z koleżanką, która
                                        własnie o ojczymie mówi tato i powiedziała, że on dla niej jest
                                        tata, bo był w najważniejszych momentach życia, a ojca nie było,
                                        choć mógł...więc jak widać - rózne są sytuacje...
                                        • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 09:44
                                          Kiedyś ojcowie wyruszali na wyprawy, czy to wojenne, czy to
                                          podróżnicze i często znikali na dłużej z życia dzieci. Tu był stały
                                          kontakt listowy, więc po co było robić dziecku wodę z mózgu?

                                          Jak sama piszesz o swoim 4,5 latku. Tu mamy do czynienia z 9
                                          latkiem, wystarczyło być konsekwentnym i podtrzymywać stanowisko, że
                                          ojciec, to ojciec i tyle. To że nowy partner JEST JAK TATA, to nie
                                          znaczy, że JEST TATĄ. 9 latkowi da się to już bez problemu
                                          wytłumaczyć w trosce o jego psychikę i równowagę emocjonalną.
                                          • ciociacesia Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 09:54
                                            tylko autorka nie wspomina od jak dawna jej nowy partner pełni funkcje ojca
                                            • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 10:01
                                              > tylko autorka nie wspomina od jak dawna jej nowy partner pełni
                                              funkcje ojca

                                              A jakie to ma znaczenie? Ojciec w różnym stopniu, ale przez cały
                                              czas jest obecny w życiu dziecka i dziecko ma świadomość, że gdzieś
                                              tam jest.
                                          • malgolkab Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 09:59
                                            z_mazur napisał:

                                            > Kiedyś ojcowie wyruszali na wyprawy, czy to wojenne, czy to
                                            > podróżnicze i często znikali na dłużej z życia dzieci. Tu był
                                            stały
                                            > kontakt listowy, więc po co było robić dziecku wodę z mózgu?
                                            więc tak jak napisałam to zależy z jakiego powodu były to tylko
                                            listy - tego nie wiemy...
                                            >
                                            > Jak sama piszesz o swoim 4,5 latku. Tu mamy do czynienia z 9
                                            > latkiem, wystarczyło być konsekwentnym i podtrzymywać stanowisko,
                                            że
                                            > ojciec, to ojciec i tyle. To że nowy partner JEST JAK TATA, to nie
                                            > znaczy, że JEST TATĄ. 9 latkowi da się to już bez problemu
                                            > wytłumaczyć w trosce o jego psychikę i równowagę emocjonalną.
                                            >
                                            ja to ja, wychowuję dziecko tak jak mi sie wydaje, ze jest dobrze,
                                            innych nie oceniam (przynajmniej sie staram).
                                            • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 10:08
                                              > więc tak jak napisałam to zależy z jakiego powodu były to tylko
                                              > listy - tego nie wiemy...

                                              IMHO nie jest to aż tak istotne. Ważne że były.

                                              > ja to ja, wychowuję dziecko tak jak mi sie wydaje, ze jest dobrze,
                                              > innych nie oceniam (przynajmniej sie staram).

                                              A ja uważam, że oceniać możemy i w tym przypadku oceniam
                                              postępowanie matki negatywnie. Popełniła kilka błędów, które
                                              spowodowały, że ma aktualnie te problemy, które ma. Może ocena a1my
                                              jest bardziej kategoryczna niż moja, ale w pewnym stopniu się z nią
                                              zgadzam.
                                              • malgolkab Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 10:37
                                                z_mazur napisał:

                                                > > więc tak jak napisałam to zależy z jakiego powodu były to tylko
                                                > > listy - tego nie wiemy...
                                                >
                                                > IMHO nie jest to aż tak istotne. Ważne że były.

                                                wg mnie jest. jeśli mieszka blisko, nie był chory, nie siedział w ZK
                                                lub na oddziale zamkniętym, to powinien sie spotykać, a pisać, albo
                                                i spotykać i pisaćsmile
                                                >
                                                > > ja to ja, wychowuję dziecko tak jak mi sie wydaje, ze jest
                                                dobrze,
                                                > > innych nie oceniam (przynajmniej sie staram).
                                                >
                                                > A ja uważam, że oceniać możemy i w tym przypadku oceniam
                                                > postępowanie matki negatywnie. Popełniła kilka błędów, które
                                                > spowodowały, że ma aktualnie te problemy, które ma. Może ocena
                                                a1my
                                                > jest bardziej kategoryczna niż moja, ale w pewnym stopniu się z
                                                nią
                                                > zgadzam.
                                                >
                      • malgolkab Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 21:41
                        z_mazur napisał:

                        > Ja się niczego nie doszukuję, tylko czytam to co napisała autorka.
                        A nie napisa
                        > ła ani jednego słowa o jakimś niewłaściwym zachowaniu ojca.

                        ale za coś go chyba tych praw pozbawili??
                        >
                        > Za to napisała o zwracaniu się do kogoś obcego "tato".
                        >
                        > Pozwól, że ja nie będę snuł żadnych domysłów, tylko trzymał się
                        tego co jest na
                        > pisane.
                        >
                        > Mam dużą rodzinę, z niektórymi jej członkami nie widuję się czasem
                        ponad rok cz
                        > asu i spotkanie po takim czasie nigdy nie jest problemem, chociaż
                        z różnymi oso
                        > bami z rodziny spotykam się z różnym stopniem entuzjazmu, ale się
                        spotykam. Moż
                        > e dlatego, że moi rodzice zawsze mi wpajali, że rodzina, to
                        rodzina...?

                        jasne, że rodzina to rodzina, ale dzieci są związane z osobami, z
                        którymi mają kontakt regularny.
                        >
                        > Przez analogię, może wystarczyłoby, żeby matka od czasu do czasu
                        przypomniała d
                        > ziecku, że "Jurek", to "Jurek", a tata, to tata.
                        >
                        a nie przyszło ci do głowy, że dzieciak sam chce mówić do Jurka
                        tato? przecież wie, że to nie jego tata.
                        • malgolkab Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 22:00

                          > >
                          > > Przez analogię, może wystarczyłoby, żeby matka od czasu do czasu
                          > przypomniała d
                          > > ziecku, że "Jurek", to "Jurek", a tata, to tata.
                          > >
                          > a nie przyszło ci do głowy, że dzieciak sam chce mówić do Jurka
                          > tato? przecież wie, że to nie jego tata.

                          od razu nadmienię, że to jedna z hipotez. bo zgodzę się z Tobą, że
                          są rodzice, którzy uporczywie próbują zrobić z nowego partnera
                          tatę/mamę... tylko, że autorka wątku na tym forum nie pisała, więc
                          ciężko wyczuć w sumiesmile
                        • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 01:19
                          > ale za coś go chyba tych praw pozbawili??

                          Niekoniecznie. Pisałem już o tym wcześniej

                          > >
                          > a nie przyszło ci do głowy, że dzieciak sam chce mówić do Jurka
                          > tato? przecież wie, że to nie jego tata.

                          Przyszło mi, ale o tym już również pisałem, nie wszystko czego chce dziecko jest dla niego dobre.

                          Że tak użyję dosadnego porównania, jakby dziecko chciało się do Ciebie zwracać "głupia c...po" to powinnaś mu na to pozwolić, bo ono tak chce?
              • malgolkab Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 23.06.10, 21:38
                ale to dziecko wie kto jest jego biologicznym ojcem. z_mazur,
                wyobrażasz sobie utrzymać 9 - latka za 100 zł na miesiąc? (tata daje
                50, mama tyle samo). dziecko mówi do kogoś innego tato, bo samo
                chce - każdy kto ma dzieci lub stały kontakt z nimi, wie, że 9 latka
                się raczej do takiego czegoś nie zmusi.
                dziwne by było, gdyby dziecko mówiło tato do ojczyma w sytuacji gdy
                ojciec jest obecny w jego życiu na stałe (spotyka się i wywiązuje z
                obowiązków rodzicielskich)... choć i takie sytuacje się zdarzają.
                dziwne też by było gdyby dziecko żyło w przekonaniu, że partner mamy
                to jego biologiczny ojciec, a tak nie jest...
                • z_mazur Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 01:26
                  Każdy psycholog dziecięcy Ci powie, że ogromnym błędem jest pozwolenie na zwracanie się do kogoś tato (lub mamo) w momencie gdy biologiczny rodzic jest obecny w życiu (nawet jeśli jest to kontakt sporadyczny).

                  Prosty komunikat: "rodziców się ma jednych i tylko do mnie powinieneś mówić mamo, a do taty, tato, to jest właściwe" i tyle.

                  A tak dziecko zaczyna się zwracać do partnera tato i momentalnie jest postawione w sytuacji konfliktu wewnętrznego, bo zdradza ojca. 9 latek jest już tego świadom, potem gdy ten się pojawia, nie wie jak odbierze, to partner, do którego przecież zwraca się tato. To może lepiej wyprzeć się ojca. I tak robi się dziecku wodę z mózgu.

                  I nic tego nie usprawiedliwia. Bo w tym przypadku i matka i nowy partner dali ciała.
        • mediator.org Doprecyzuję 23.06.10, 19:12
          "utrzymywał sporadyczne kontakty"
          Jest to dosłowny cytat.
          Który nic nie mówi tak czy inaczej. Dla jednych "sporadycznie" to raz w
          miesiącu, dla innych po prostu nieregularnie, dla jeszcze pozostałych raz na
          kwartał, itp...
          Tak czy inaczej tata dziecka nie zniknął z życia syna na długie lata.
          • z_mazur Re: Doprecyzuję 23.06.10, 19:18
            > Tak czy inaczej tata dziecka nie zniknął z życia syna na długie lata.

            Dokładnie, poza tym dziecko nie zostało adoptowane przez nowego partnera matki, a kontakt z ojcem cały czas był. Wystarczyło nie robić dziecku wody z mózgu, że "Jurek", to jego tatuś i prawdopodobnie obyłoby się bez problemów.

            Byłby i "Jurek", jako codzienny wzorzec, i ojciec, nawet jeśli tylko miałby być antywzorcem. Teraz dziecko ma problem z odnalezieniem się w rzeczywistości, ale jak już napisałem do tego w równym stopniu przyczyniła się matka.
            • lima Re: Doprecyzuję 23.06.10, 19:25
              Ten ojciec nie ma praw rodzicielskich wobec dziecka. Pewnie złośliwa matka mu
              odebrała.
              • z_mazur Re: Doprecyzuję 23.06.10, 19:35
                Matka nie pisze o szczegółach, tego ograniczenia praw rodzicielskich. Czasem jeden rodzic świadomie decyduje się na ograniczenie swoich praw, żeby nie utrudniać drugiemu rodzicowi życia na codzień. Nie ma np. wtedy potrzeby przy urzędowych dokumentach składania podpisów obojga rodziców.

                To może nie mieć żadnego związku z jego chęcią bycia ojcem.
                • lima Re: Doprecyzuję 23.06.10, 19:45
                  W jakim zakresie chce być ojcem? W utrzymywaniu dziecka, godziwych alimentach,
                  uzgodnieniu z matką jak bezstresowo dla dziecka może wrócić powoli do jego życia?
                  • z_mazur Re: Doprecyzuję 23.06.10, 19:52
                    Odpowiem Ci cytatem:

                    "Więc przestaliśmy
                    chodzić w ciągu tygodnia bo syn nie chciał się z nim widywać, JA TEŻ."

                    Podkreślenie moje.

                    Myślę, że to jest kwintesencja całego problemu.
                    • lima Re: Doprecyzuję 23.06.10, 20:03
                      > "Więc przestaliśmy
                      > chodzić w ciągu tygodnia bo SYN NIE CHCIAŁ SIĘ Z NIM WIDYWAĆ, ja też"


                      A ja podkreślę tak.
                      Jesli ktoś nie chce się z kimś widywać, a ta druga osoba nachodzi pomimo jasnego
                      "nie", to jest to nękanie.
                      • z_mazur Re: Doprecyzuję 23.06.10, 20:09
                        Rozsądna matka wytłumaczyłaby dziecku, że to jest ojciec i że dobrze by było jakby spędził z nim chwilę czasu. Ale jeśli matce i jej partnerowi to nie wsmak (a pisze o tym trochę dalej w swoim poście), to trudno, żeby przy takim nastawieniu dziecko miało inne podejści.

                        Co 9 latek powie matce, która ma już dla niego nowego tatusia, że on się chce zobaczyć z tym starym? Nawet jeśliby chciał, to na wszelki wypadek powie nie.
                        • lima Re: Doprecyzuję 23.06.10, 20:13
                          Czy jeśli facet ma odebrane prawa bo dziecko źle traktował, to matka ma je
                          wypychać teraz na spotkania gdyz "ojciec chce" więc dziecko musi iść bez względu
                          na swoje chęci ?
                          • z_mazur Re: Doprecyzuję 23.06.10, 20:20
                            A skąd wiesz dlaczego ma odebrane prawa, jak już pisałem równie dobrze mogła to być świadoma decyzja dla ułatwienia pewnych spraw.

                            Dziwne, że wcześniej spotykał się z dzieckiem bez szkody dla niego.
                            • lima Re: Doprecyzuję 23.06.10, 20:31
                              Nie wiem, tak samo jak ty nie wiesz. Tworzę równie wiarygodną historie jak ta Twoja.
                              • z_mazur Re: Doprecyzuję 23.06.10, 20:36
                                Z jednym zastrzeżeniem, ja niczego nie tworzę, odnoszę się jedynie do faktów, które opisała autorka. Za to Ty rzeczywiście tworzysz. smile
                                • lima Re: Doprecyzuję 23.06.10, 20:45
                                  Konkretnie jakich faktów? Czy napisała o tym, że dziecko ma konflikt lojalności
                                  między tatusiami, czy moze jednak napisała, że dziecko nie chce się spotykac z
                                  biologicznym ojcem?

                                  Jak rozumiem, dla Ciebie "fakty" to coś co wymyślisz/zinterpretujesz na
                                  podstawie tekstu, a jesli ktoś inny zinterpretuje ten sam tekst odmmiennie to
                                  już oznacza wymysły/tworzenia, ale nie fakty. tak?
                                  • z_mazur Re: Doprecyzuję 24.06.10, 01:33
                                    Rok wcześniej chciało się spotykać, po roku i po tym jak zaczęło się zwracać tato do nowego partnera, przestało się chcieć spotykać.

                                    Jakoś moja córka z wujkami z którymi nie widywała się czasem przez ponad rok czasu i w międzyczasie nie miała żadnego kontaktu chętnie się spotykała. A tu dziecko mimo comiesięcznych listów, nagle nie chce się widzieć. Co się w tym czasie zmieniło?

                                    Jak się nie chce pewnych faktów dostrzec, to się ich nie będzie dostrzegało.
                                    • tautschinsky Re: Doprecyzuję 24.06.10, 08:57
                                      z_mazur napisał:

                                      > Jakoś moja córka z wujkami z którymi nie widywała się czasem przez ponad rok cz
                                      > asu i w międzyczasie nie miała żadnego kontaktu chętnie się spotykała. A tu dzi
                                      > ecko mimo comiesięcznych listów, nagle nie chce się widzieć. Co się w tym czasi
                                      > e zmieniło?



                                      Przecież sam "problem" autorki dla logicznie myślącego wystarczy, by wiedzieć,
                                      że ojciec dziecka nie ma dobrej prasy w tamtym domu, w którym mieszka jego
                                      dziecko wraz z matką i jej nowym. Wrażliwemu dziecku wystarczy matczyna reakcja
                                      na przychodzący list, który pewnie sama po wyciągnięciu ze skrzynki mu wręcza:
                                      Masz, list od NIEGO - z naciskiem na "niego", tego złego, z którym mamunia nie
                                      chce mieć do czynienia, bo ją skrzywdził itd. 9latek między młotem a kowadłem.
                                      Wewnętrznie może pragnąć mieć dobre relacje ze swoim PRAWDZIWYM ojcem, może
                                      nawet jakieś marzenia, ale w domu jest mamusia, której "usta składają się w
                                      podkówkę" smile i nowy tańcio, co tak go kocha, tyle dla niego i dla mamusi jego
                                      zrobił a teraz co? Teraz ty chcesz do TAMTEGO?
                  • z_mazur Re: Doprecyzuję 23.06.10, 19:56
                    Dodam jeszcze, że matka nie wymieniła niczego odnośnie ojca, co świadczyłoby o tym, że może zrobić dziecku coś niewłaściwego, problemem jest samo to, że jest.
                    • lima Re: Doprecyzuję 23.06.10, 20:04
                      czyżby?

                      forum.gazeta.pl/forum/w,571,113250056,113251664,Re_Nagly_powrot_ojcowskich_uczuc.html
                      • z_mazur Re: Doprecyzuję 23.06.10, 20:12
                        A co z Twojego cytatu wynika? Że matka coś przeżyła. Każdy coś przeżywa, ja przez moją eks też sporo przeżyłem i myślisz, że to się ma jakoś do tego, jaką ona jest matką? smile))))
                • malgolkab Re: Doprecyzuję 23.06.10, 21:43
                  z_mazur napisał:

                  > Matka nie pisze o szczegółach, tego ograniczenia praw
                  rodzicielskich. Czasem je
                  > den rodzic świadomie decyduje się na ograniczenie swoich praw,
                  żeby nie utrudni
                  > ać drugiemu rodzicowi życia na codzień. Nie ma np. wtedy potrzeby
                  przy urzędowy
                  > ch dokumentach składania podpisów obojga rodziców.

                  ograniczenie a pozbawienie to 2 różne sprawy czy się mylę?
                  >
                  > To może nie mieć żadnego związku z jego chęcią bycia ojcem.
                  >
                  • mediator.org pozbawienie - ograniczenie 23.06.10, 22:04
                    Ograniczenie i pozbawienie praw to dwie różne sprawy.
                    Ale pozbawienie praw rodzicielskich nie zawsze wiąże się z patologią (agresją,
                    alkoholizmem)o czym warto pamietać.
                    Czasami rodzice dogadują się (przeważnie za coś...), że jedno z nich zgadza się
                    na pozbawienie praw. Bywa różnie. Wystarczy, że jedno z nich mieszka bardzo
                    daleko np.
                    • malgolkab Re: pozbawienie - ograniczenie 23.06.10, 22:09
                      wiem, chociaż w głowie mi się nie mieści jak można się zgodzić na
                      pozbawienie praw do własnego dziecka w zamian za coś. ograniczenie w
                      sytuacji o jakiej piszesz, gdy np. rodzic mieszka daleko potrafię
                      sobie jakoś wytłumaczyć (ale na pewno nie "za coś")...
                      • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 23.06.10, 22:53
                        malgolkab napisała:

                        > wiem, chociaż w głowie mi się nie mieści jak można się zgodzić na
                        > pozbawienie praw do własnego dziecka w zamian za coś. ograniczenie w
                        > sytuacji o jakiej piszesz, gdy np. rodzic mieszka daleko potrafię
                        > sobie jakoś wytłumaczyć (ale na pewno nie "za coś")...

                        To jest clou całej sprawy, a raczej dyskusji, która bezsensownie rozwinęła sie do sporych rozmiaów tyko i wyłącznie w wyniku nieznajomosci KRiO oraz orzecznictwa.
                        Odebranie włazy rodz. w Polsce jest niezwykle trudne. Trzeba się bardzo dziecku narazić, wręcz ekstremalnie. Ktoś (z_mazur?) wyraził przypuszczenie, że nie wiadomo jak częsty był ten kontakt ojca z dzieckiem, skoro autorka wyraża sie nieprezyzyjnie, a poza tym ojciec pisze regularne listy. TYM GOZEJ dla oceny sytuacji! Oznacza to, że MIMO kontaktu ojciec musiał sobie nieźle nagrabic, tj. RAZĄCO działać na szkodę dziecka. Np sam alkoholizm nie jest podstawą, ale juz molestowanie, katowanie, notoryczne nakłanianie do czynów niezgodnych z prawem (jeden incydent nie wystarczy), skrajne zaniedbywanie przez długi czas. To są poważne sprawy i dziwi mnie, ze na tym dosc powaznym forum robi się z tematu cyrk.

                        Wiele przepisów KRiO jest martwych, w tym ten np. o pozbawieniu władzy przy fizycznej niemoznosci jej wykonywania (odległosc), częsciej się tą władzę zawiesza lub ogranicza, aby NIE ZNIECHĘCAĆ rodzica, który w danej chwili nie ma mozliwosci wykonywania władzy.
                        Argument o tym, iz byc moze pan SAM z siebie się zgodził na odebranie mu władzy uwazam za zenujący na tym forum. Znam owszem takie przypadki, ale TYLKO w sytuacji zerowego kontaktu od kilku lat, faceci po prostu przyjmują na klatę i czesc piesni. Na pewno nie w przypadkach, gdy z dzieckiem mają kontakt, ale są tacy dobrzy, ze chcą coś ułatwic matce dzieckasmile Wolne zartysmile)) Kto uwierzy w takie przypadki? A jesli nawet rodzice po rozstaniu się tak doskonale rozumieją, to istnieją inne, mniej drastyczne środki - na przykład DOGADANIE SIĘ bez sądu czy ograniczenie władzy do konkretnych, dogadanych czynnosci. Jaki facet, który nie jest debilem i psychopatą zgadza się na pozbawienie władzy mimo kontaktu z dzieckiem?

                        Reasumując - pan albo miał kontakt z dzieckiem, ale w rażący sposób działał na szkodę tego dziecka, albo długotrwale nie miał kontaktu z dzieckiem, czyli dobre kilka lat, bo nawet przy sporadycznym kontakcie 2 razy na rok sądy nie odbierają władzy. Albo i on i sąd są debilami, bo on zgoził się na odebranie władzy, a sąd to przyklepał mimo braku podstaw (bo podstawy byc muszą). Podstawowa znajomosc KRiO zmienia całkowice tory tej dyskusji, byc moze w ogóle ta dyskusja nie ma prawa bytu, jako bezsensowna (choc oczywiście mozna w necie pisac bzdury), jako ze najprawdopodobniej okazuje się, że pani ma twarde podstawy i prawne i morlane do tego, by pana trzymac z daleka od dziecka.
                        • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 01:37
                          Albo, co moim zdaniem równie prawdopodobne, jeśli nawet nie bardziej, to po prostu facet ma ograniczone prawa, a autorka napisała, że ma odebrane. Jakoś nie chce mi się wierzyć w te odebranie praw w momencie gdy ojciec przez 8 lat miał kontakt z dzieckiem.
                          • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 07:00
                            z_mazur napisał:

                            > Albo, co moim zdaniem równie prawdopodobne, jeśli nawet nie bardziej, to po pro
                            > stu facet ma ograniczone prawa, a autorka napisała, że ma odebrane. Jakoś nie c
                            > hce mi się wierzyć w te odebranie praw w momencie gdy ojciec przez 8 lat miał k
                            > ontakt z dzieckiem.


                            Hahaha, dawno się z czymś takim nie spotkałam na forumsmile Przedstawione przez autorkę watku fakty nie pasują do teorii, więc autorka na pewno kłamie lub nie odróżnia pozbawienia władzy od ograniczeniasmile Nie no poważnie, szkoda pary na taką dyskusję.
                            • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 07:30
                              Ale do jakiej teorii nie pasują? 3/4 Twojego postu to różnego
                              rodzaju przypuszczenia, a śmiejesz się z moich przypuszczeń.
                              Rzeczywiście szkoda czasu na taką dyskusję. smile

                              Ja nie znam osobiście żadnego przypadku "przymusowego" pozbawienia
                              praw rodzicielkich przez sąd, za to znam jeden w którym ojciec
                              zrezygnował z nich świadomie.

                              cytat z KRO

                              "- wystąpiła trwała przeszkoda uniemożliwiająca należyte sprawowanie
                              władzy rodzicielskiej (np. nieuleczalna choroba psychiczna lub gdy
                              rodzice nie pozostają w stałej styczności z dzieckiem - gdy jedno
                              lub oboje rodziców zaginęło, na stałe wyjechało za granicę
                              całkowicie nie interesując się dzieckiem lub gdy nastąpiło skazanie
                              na długoletnią karę pozbawienia wolności). Jest to przeszkoda, która
                              będzie istniała przez wieloletni okres, nie zawsze dający się
                              przewidzieć."

                              Z postu autorki w żaden sposób nie wynika, że obecność ojca jest w
                              jakikolwiek sposób groźna dla dziecka, poza tym że jej to jego
                              pojawienienie się przeszkadza.

                              Ponadto z postu wynika, że nigdy nie byli małżeństwem, a co najmniej
                              nigdy nie mieszkali razem. Jeśli ojciec często przebywał poza
                              granicami (np. pracował za granicą, co teraz jest dość powszechne),
                              to mogło być podstawą do odebrania praw rodzicielskich. W każdym
                              razie wcale nie musiało to wynikać z jakichś niewłaściwych zachowań
                              ojca wobec dziecka. A skoro matka sama o tym nie pisze i z postu to
                              wcale nie wynika, więc ja się staram trzymać tego co jest napisane.
                              Czyli obecność ojca po prostu przeszkadza matce i to ona ma z tym
                              problem, a swoją postawą dodatkowo spowodowała, że ma te problemy na
                              które się skarży.
                            • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 07:36
                              Aaaaa i jeszcze taki cymesik, skoro już grzebiemy w KRO.

                              "W sytuacji, gdy wymaga tego dobro dziecka, sąd opiekuńczy ma
                              obowiązek wydania z urzędu zakazu rodzicom pozbawionym władzy
                              rodzicielskiej osobistej styczności z dzieckiem (art. 113 § 1
                              k.r.o.). Zakaz taki wyłącza możliwość spotykania się z dzieckiem,
                              możliwość korespondencji, rozmów telefonicznych, a także innych form
                              osobistej styczności."

                              Jeśliby rzeczywiście, ojciec miał taki zły wpływ na dziecko i
                              rzeczywiście ODEBRANE prawa rodzicielskie, a nie tylko ograniczone,
                              z czego tak się śmiałaś, to problemu w świetle powyższego cytatu
                              praktycznie nie ma i pewnie autorka jest tego świadoma (pewnie
                              zostałaby o tym poinformowana przy okazji odbierania praw ojcu,
                              jeśli akurat to byłoby podstawą ich odebrania). Więc coś mi tu
                              zwyczajnie śmierdzi, albo jeśli chodzi o ODEBRANIE praw, albo o zły
                              wpływ ojca.
                          • malgolkab Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 09:26
                            z_mazur napisał:

                            > Albo, co moim zdaniem równie prawdopodobne, jeśli nawet nie
                            bardziej, to po pro
                            > stu facet ma ograniczone prawa, a autorka napisała, że ma
                            odebrane. Jakoś nie c
                            > hce mi się wierzyć w te odebranie praw w momencie gdy ojciec przez
                            8 lat miał k
                            > ontakt z dzieckiem.
                            >
                            ale sam mówiłeś, że mamy nie gdybać. a co ty robisz?? babka
                            napisała, ze ma odebrane, to tego się trzymamy - stąd np. moje
                            komentarze takie lub innesmile
                            • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 09:29
                              Ok, mój błąd, ale później dokładniej uzasadniłem swoje wątpliwości i
                              podstawy gdybania.

                              W każdym razie ojciec nie ma zakazu kontaktowania się dzieckiem,
                              niezależnie od swoich praw rodzicielskich, czyli sąd nie uznał, że
                              jego kontakt z dzieckiem jest dla dziecka szkodliwy.

                              Przypomnę, że jeśliby ten kontakt był szkodliwy, sąd ma OBOWIĄZEK
                              odbierając prawa rodzicielskie zakazać takiego kontaktu.
                              • malgolkab Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 09:39
                                z_mazur napisał:

                                > Ok, mój błąd, ale później dokładniej uzasadniłem swoje wątpliwości
                                i
                                > podstawy gdybania.

                                myślę, że i ja wyjaśniłam we wcześniejszych watchach swój tok
                                myśleniasmile z resztą mimo różnic, w wielu sprawach sie z Tobą
                                zgadzam - na pewno najlepiej i najnaturalniej jest, gdy dziecko do
                                ojczyma/macochy mówi po prostu po imieniu. tylko w tym wątku jak dla
                                mnie jest zbyt wiele niewiadomych i tylesmile
                                >
                                > W każdym razie ojciec nie ma zakazu kontaktowania się dzieckiem,
                                > niezależnie od swoich praw rodzicielskich, czyli sąd nie uznał, że
                                > jego kontakt z dzieckiem jest dla dziecka szkodliwy.
                                >
                                > Przypomnę, że jeśliby ten kontakt był szkodliwy, sąd ma OBOWIĄZEK
                                > odbierając prawa rodzicielskie zakazać takiego kontaktu.
                                >
                                • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 09:49
                                  > myślę, że i ja wyjaśniłam we wcześniejszych watchach swój tok
                                  > myśleniasmile z resztą mimo różnic, w wielu sprawach sie z Tobą
                                  > zgadzam - na pewno najlepiej i najnaturalniej jest, gdy dziecko do
                                  > ojczyma/macochy mówi po prostu po imieniu. tylko w tym wątku jak
                                  dla
                                  > mnie jest zbyt wiele niewiadomych i tylesmile

                                  Trochę za mało momentami na tym forum merytorycznych dyskusji, a za
                                  dużo emocji. smile

                                  A przecież pogadać jest całkiem przyjemnie i wcale nie chodzi o to
                                  żeby kogoś do czegoś koniecznie przekonać. smile

                                  I zgadzam się z Tobą, że za dużo w tym wątku niewiadomych, żeby
                                  wydać jednoznaczny sąd.

                                  Bo zgodzę się, że czasem trzeba radykalnie odciąć biologicznego
                                  rodzica od dziecka, dla jego dobra. Tylko mimo wszystko, dla mnie
                                  akurat w tym konkretnym wątku nie ma do tego przesłanek.
                                  • malgolkab Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 10:18
                                    z_mazur napisał:

                                    > > myślę, że i ja wyjaśniłam we wcześniejszych watchach swój tok
                                    > > myśleniasmile z resztą mimo różnic, w wielu sprawach sie z Tobą
                                    > > zgadzam - na pewno najlepiej i najnaturalniej jest, gdy dziecko
                                    do
                                    > > ojczyma/macochy mówi po prostu po imieniu. tylko w tym wątku jak
                                    > dla
                                    > > mnie jest zbyt wiele niewiadomych i tylesmile
                                    >
                                    > Trochę za mało momentami na tym forum merytorycznych dyskusji, a
                                    za
                                    > dużo emocji. smile
                                    jak dla mnie to za dużo też monologówsmile
                                    >
                                    > A przecież pogadać jest całkiem przyjemnie i wcale nie chodzi o to
                                    > żeby kogoś do czegoś koniecznie przekonać. smile

                                    no, dokładniesmile dorosłego, ukształtowanego człowieka ciężko
                                    przekonać do zmiany zdania, ale forum jest własnie po to, zeby
                                    poznać zdanie innych i podyskutowaćsmile i to, że sie ma inne poglądy
                                    to nie jest nic osobistego... przynajmniej wg mnie.
                                    >
                                    > I zgadzam się z Tobą, że za dużo w tym wątku niewiadomych, żeby
                                    > wydać jednoznaczny sąd.
                                    >
                                    > Bo zgodzę się, że czasem trzeba radykalnie odciąć biologicznego
                                    > rodzica od dziecka, dla jego dobra. Tylko mimo wszystko, dla mnie
                                    > akurat w tym konkretnym wątku nie ma do tego przesłanek.
                                    >
                              • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 09:53
                                z_mazur napisał:


                                > W każdym razie ojciec nie ma zakazu kontaktowania się dzieckiem,
                                > niezależnie od swoich praw rodzicielskich, czyli sąd nie uznał, że
                                > jego kontakt z dzieckiem jest dla dziecka szkodliwy.

                                Jesli zatem nie stanowi zagrozenia dla dziecka, to zostal pozbawiony władzy w wyniku rażącego zaniedbywania obowiązków względem dziecka, czyli kilkuletni brak kontaktu + niepłacenie alimentów. To się kwalifikuje do tego, by trzymac goscia z daleka od dziecka.

                                Oczywiście pan ma prawo wystąpic do sądu o ustalenie kontaktów lub nawet przywrócenie władzy. Matka jednak ma prawo obawiac się o stan psychiczny dziecka w sytuacji nagłego powrotu tatusia marnotrawnego. Inna sprawa, jak sama na to reaguje, bo zamiast chowac się po kątach powinna postawic sprawę jasno.

                                Mozna gdybac, że facet został pozbawiony władzy w wyniku odległosci, ale jesli ta przeszkoda ustała (odległosc lub inna niemoznosc) to pan ma 100% szanse na przywrócenie władzy. Dlaczego więc nie pójdzie do sądu, tylko stosuje jakąś dziwną partyzantkę? Informacji mamy mało i siłą rzeczy gdybamy, ale imho oczywiste jest, ze jesli ktos gra nieczysto to raczej nie jest to matka.
                                • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 09:59
                                  > Jesli zatem nie stanowi zagrozenia dla dziecka, to zostal
                                  pozbawiony władzy w
                                  > wyniku rażącego zaniedbywania obowiązków względem dziecka, czyli
                                  kilkuletni brak
                                  > kontaktu + niepłacenie alimentów. To się kwalifikuje do tego, by
                                  trzymac goscia z daleka od dziecka.

                                  To tylko Twoja opinia nie mająca podstaw prawnych, tym bardziej, że
                                  w tym konkretnym przypadku oparta na kolejnych domysłach, a nie
                                  faktach.

                                  Autorka nic nie pisze o alimentach, ani o ich płaceniu lub
                                  niepłaceniu. 50 zł co miesiąc w liście może nie mieć żadnego związku
                                  ze spełnianiem przez ojca obowiązku alimentacyjnego, może to
                                  kieszonkowe przesyłane poza płaconymi alimentami.


                                  A powiedz mi co zmieni przywrócenie praw?

                                  Prawo do kontaktu ojciec ma mimo pozbawienia praw, więc po co o to
                                  przywrócenie miałby występować?

                                  Utrzymywanie kontaktu z dzieckiem przez pisanie listów nazywasz
                                  partyzantką?
                                  • malgolkab Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 10:22

                                    > Autorka nic nie pisze o alimentach, ani o ich płaceniu lub
                                    > niepłaceniu. 50 zł co miesiąc w liście może nie mieć żadnego
                                    związku
                                    > ze spełnianiem przez ojca obowiązku alimentacyjnego, może to
                                    > kieszonkowe przesyłane poza płaconymi alimentami.
                                    >
                                    no i własnie - kolejna niewiadomauncertain czy to są "alimenty" czy właśnie
                                    coś tajm dodatkowo...
                                    > A powiedz mi co zmieni przywrócenie praw?
                                    >
                                    > Prawo do kontaktu ojciec ma mimo pozbawienia praw, więc po co o to
                                    > przywrócenie miałby występować?

                                    no, ma, ale jesli faktycznie odebrali mu ze względu na odległośc lub
                                    jakieś chwilowe zawirowania to powinien wystapić...
                                    > Utrzymywanie kontaktu z dzieckiem przez pisanie listów nazywasz
                                    > partyzantką?
                                    >
                                    jesli listy sa zamiast, bo np. był gdzieś daleko to ok, tego znowu
                                    nie wiemuuncertain
                                    partyzantka to raczej przychodzenie pod szkołę, kościół itd...
                                  • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 10:23
                                    z_mazur napisał:


                                    > To tylko Twoja opinia nie mająca podstaw prawnych,

                                    Jak to nie mająca podstaw prawnych? Opcje są trzy:
                                    - naduzywanie wladzy, działanie na szkode dziecka, krzywdzenie go (sam to wykluczyłes słusznie zauważając, ze sąd musiałby jednoczesnie wydac postanowienie o zakazie zblizania się)
                                    - rażące zaniedbywanie (z podkreśleniem rażące) obowiązków
                                    - fizyczna niemozność wykonywania władzy
                                    Podstawa:
                                    Art. 111 § 1 "Jeżeli władza rodzicielska nie może być wykonywana
                                    z powodu trwałej przeszkody albo jeżeli rodzice nadużywają władzy rodzicielskiej
                                    lub w sposób rażący zaniedbują swe obowiązki względem dziecka, sąd opiekuńczy
                                    pozbawi rodziców władzy rodzicielskiej. Pozbawienie władzy rodzicielskiej może
                                    być orzeczone także w stosunku do jednego z rodziców"


                                    Teraz zgadywanka - na jakiej podstawie ów pan został pozbawiony władzy i dlaczego dana opcja jest bardziej prawdopodobna?

                                    Co do prawa do kontaktu - prawo do spotykania się z dzieckie ojciec pozbawiony wladzy ma, ale równoczesnie matka MA PRAWO mu ten kontakt uniemozliwic, jako jedyny prawny opiekun dziecka. Pan ma jednak prawo wystąpic do sądu o uregulowanie kontaktów.
                                    Partyzantka - miałam na mysli przychodzenie na biały tydzien do koscioła, wypytywanie o dziecko pani w szkole, wiedząc, ze dziecko sobie tego kontaktu nie zyczy.

                                    Reasumując i przypominając - pani ma prawo odmówic kontaktów, a pan ma prawo o te kontakty do sądu wystąpić.
                                    • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 10:32
                                      > Teraz zgadywanka - na jakiej podstawie ów pan został pozbawiony
                                      władzy i dlacze
                                      > go dana opcja jest bardziej prawdopodobna?

                                      Dlatego, że jeśli kontakt z rodzicem jest szkodliwy dla dziecka to
                                      sąd ma OBOWIĄZEK pozbawiając go praw rodzicielskich, zabronić
                                      jednocześnie wszelkich form kontaktu.

                                      W tym przypadku tego nie było, bo jakby było, to matka nie miałaby
                                      problemu o którym pisze.

                                      > Partyzantka - miałam na mysli przychodzenie na biały tydzien do
                                      koscioła, wypytywanie o dziecko pani w szkole, wiedząc, ze dziecko
                                      sobie tego kontaktu nie zyczy.

                                      No tak, rzeczywiście pojawienie się na ważnej dla dziecka
                                      uroczystości i zapytanie w szkole o wyniki dziecka, no po prostu
                                      masakra, który rodzic tak postępuje?
                                      • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 10:57
                                        z_mazur napisał:


                                        > Dlatego, że jeśli kontakt z rodzicem jest szkodliwy dla dziecka to
                                        > sąd ma OBOWIĄZEK pozbawiając go praw rodzicielskich, zabronić
                                        > jednocześnie wszelkich form kontaktu.

                                        Ależ ja się z Tobą zgadzam. Tę opcję, z trzech, zatem wykluczamy. Zostają dwie mozliwe przyczyny pozbawienia władzy:
                                        - rażące zaniedbywanie obowiązków
                                        - TRWAŁA przeszkoda w wykonywaniu władzy

                                        Zastanawiamy się, przypominam, z jakieog powodu ocju została odebrana wladza. Odpowiedz na to pytanie jest bardzo istotna, bo pozwala na w miarę obiektywną ocenę, czy mamusia robi dobrze, czy zle zakazując kontaktu, a o to cała ta dyskusja.

                                        Pytanie - dlaczego uważasz, że zaszła opcja numer trzy? Opcję dwa rozumiem tez wykluczasz, skoro twierdzisz, za pan się kontaktowal wczesniej. No chyba ze uwazasz, że kilkuletni (realnie powyzej 3-5 lat przy ojcu płacącym alimenty) CAŁKOWITY brak kontaktu z dzieckiem nie jest podstawą dla matki do obawy o zdrowie psychiczne dziecka w przypadku powrotu tatusia.

                                        Ja mogę się zgodzić, ze zaszła opcja numer trzy, czyli np. tysiące kilometrów dzielące ojca i dziecko (500 km nie wystarczy, poza tym musi to byc sytuacja TRWAŁA bez szans na zmianę w przysżłosci), ale cudownym zrządzeniem losu ta przyczyna ustała. Dlaczego jednak tatuś uprawia partyzantkę zamiast po prostu dopełnic formalnosci w sądzie?

                                        Którą opcję wybierasz i dlaczego?
                                        • virtual_moth Mogę jeszcze ułatwic 24.06.10, 11:20
                                          mogę jeszcze ułatwic niektórym obronę ojca podając inne mozliwe przyczyny sytuacji:

                                          1. autorka wątku przez "nie ma praw do dziecka" rozumie to, ze ojciec nie uznal dziecka i ojcostwo nie zostalo ustalone.
                                          Tutaj mamy pole do popisów do gdybania, bo jesli tak było, to mozliwych scenariuszy jest bardzo duzo (łącznie z prawdopodobnym, że mu utrudniała kontakt, nie zgadzała się na uznanie itd)

                                          2. Ojcostwo zostało sądownie ustalone i ojcu nie została nadana władza. Pomijając przyczyny nie nadania władzy (które na pewno musiały byc powazne), ojciec praktycznie od początku był zdredukowany do linijki w akcie urodzenia, ale oczywiście nadal nie wiemy czy bardziej na swoje zyczenie, czy na zyczenie matki dziecka
                                          • z_mazur Re: Mogę jeszcze ułatwic 24.06.10, 11:40
                                            Ale tu nikt nie broni ojca.

                                            Raczej niektórzy negatywnie oceniają zachowanie matki i jego
                                            bezośredni wpływ na zaistniałą sytuację, a niektórzy uparcie próbują
                                            matki bronić. smile))
                                        • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 11:36
                                          Ale co mu zmieni przywrócenie praw rodzicielskich poza utrudnieniem
                                          życia matce?

                                          Powiedzmy, za dwa lata ojciec znowu wyjedzie za granicę, a matka w
                                          międzyczasie będzie chciała wyrobić dziecku paszport.

                                          Co miałoby dać przywrócenie praw, skoro ojciec z dzieckiem i tak
                                          może się kontaktować?
                                          • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 13:39
                                            z_mazur napisał:

                                            > Ale co mu zmieni przywrócenie praw rodzicielskich poza utrudnieniem
                                            > życia matce?

                                            Masz rację, nic mu w sumie to nie daje. Tyle że jako ojciec mający władzę ma szansę na zasądzenie "normalnych" kontaktów, a nie okrojonych, jak to bywa z tymi pozbawionymi władzy. Zakładając, ze mu rzadsze kontakty wystarczą, to rzeczywiście nie ma o co kopii kruszyc. Clou polega na tym, ze o te kontakty moze wystąpic i zadna wielka krzywda mu się nie dzieje, bo to co matka uważa o powrocie tatusia (moze słusznie, moze nie) ma szansę byc zweryfikowane przez sąd.
                                            • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 13:42
                                              Ale tu już odbiegamy mocno od tematu wątku.

                                              A1ma potępiła postępowanie matki w tej sytuacji. Może potępienie to
                                              przesada, ale na pewno matka nie stanęła na wysokości zadania w tej
                                              sytuacji i problemy, które się pojawiły są w pewnym stopniu wynikiem
                                              jej postępowania.
                                              • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 14:18
                                                z_mazur napisał:


                                                > A1ma potępiła postępowanie matki w tej sytuacji. Może potępienie to
                                                > przesada, ale na pewno matka nie stanęła na wysokości zadania w tej
                                                > sytuacji i problemy, które się pojawiły są w pewnym stopniu wynikiem
                                                > jej postępowania.


                                                A1ma ma poważne problemy wynikające z nieobecnosci ojca w rodzinie i nie jest dobrym przykładem dziecka, którym matka dobrze pokierowała. Problemy - dysonans poznawczy (co innego było jej mówione, co innego widziała) i wynikła z tego ciągła chęć zasłuzenia na miłość znikającego ojca, objawiająca się tym, ze jest gotowa kazdym podobnym (olewającym) ojcom dawac kolejną szansę. Chęć usprawiedliwienia matki, która zamydlała sprawę.


                                                Trudno na tej podstawie stwierdzic nie tylko czy autorka wątku o powracającym tatusiu robi źle uniemozliwiając kontakty, ale tez trudno w ogóle stwierdzic, jaki miała udział w wywołaniu niechęci dziecka do "znikającego" ojca. Znamienne jednak, ze w zasadzie bez zadnych podstaw za brak ojca posądzasz oczywiście matkęsmile
                                                • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 14:23
                                                  > Znamienne jednak, ze w zasadzie bez zadnych podstaw za brak ojca
                                                  posądzasz oczywiście matkęsmile

                                                  A skąd ten pomysł? Uwielbiam jak ktoś mi przypisuje tezy których nie
                                                  głosiłem. smile))

                                                  Matka ma problem, ale do powstania tego problemu się przyczyniła i
                                                  tyle i może sporo zrobić, żeby ten problem rozwiązać, ale na pewno
                                                  sposobem na rozwiązanie tego problemu nie jest kombinowanie jak tu
                                                  całkowicie wyautować tatusia z życia dziecka.
                        • mediator.org Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 10:02
                          "> Wiele przepisów KRiO jest martwych, w tym ten np. o pozbawieniu władzy przy
                          fizycznej niemoznosci jej wykonywania (odległosc), częsciej się tą władzę
                          zawiesza lub ogranicza, aby NIE ZNIECHĘCAĆ rodzica, który w danej chwili nie ma
                          mozliwosci wykonywania władzy.
                          Kolejna osoba, która z założenia "wie lepiej" jak było.
                          "Odebranie włazy rodz. w Polsce jest niezwykle trudne" - sprawa oceny, zależna
                          od tego kto pisze... słowa, które tak naprawdę nic nie mówią.
                          "Wiele przepisów KRiO jest martwych, w tym ten np. o pozbawieniu władzy przy
                          fizycznej niemoznosci jej wykonywania (odległosc)"-no, to już zabawne po prostu.
                          Sąd nie kieruje się tym, aby kogoś "zniechęcić" lub nie, lecz dobrem dziecka i
                          motywacją osoby, która wnosi o odebranie praw.
                          " Argument o tym, iz byc moze pan SAM z siebie się zgodził na odebranie mu
                          władzy uwazam za zenujący na tym forum. "- zacytuj mi proszę, gdzie napisałam,
                          że W TYM PRZYPADKU pan być może zrezygnował z władzy sam? Napisałam jedynie, że
                          takie przypadki się zdarzają.
                          "Na pewno nie w przypadkach, gdy z dzieckiem mają kontakt, ale są tacy dobrzy,
                          ze chcą coś ułatwic matce dzieckasmile Wolne zartysmile)) "
                          No to mało widziałaś. Są RODZICE (podkreślam, aby nie być uznaną za stronniczą),
                          którzy są w stanie usunąć się z życia dziecka, w sytuacji, gdy drugi rodzic jest
                          bardzo agresywny i cierpi na tym dziecko - co oznacza, że jeden z rodzciów tak
                          bardzo nie radzi sobie z własnymi emocjami, że drugi rodzic woli zniknąć. A
                          potem może powstać np. taka sytuacja jak w opisanym wątku... Może też być tak (i
                          bywa), że jedno z rodziców, które czuje się winne nie przeciwdziała pozbawieniu
                          go praw, na jakiś czas rezygnuje z kontaktów z dzieckiem, następnie (np po
                          terapii) pragnie zmienić sytuację. Naprawdę sytuacji są setki. A to, że Ty ich
                          sobie nie wyobrażasz...
                          • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 10:32
                            mediator.org napisała:

                            > Naprawdę sytuacji są setki.

                            Setki sytuacji to mozna poobserwowac w domach dziecka u dzieci z nieuregulowaną sytuacją prawną (czytaj - mamusi/tatusiowi nie sposób odebrac władzy w/g standardów polskich sądów).

                            Nie wiemy wiele o tej sytuacji, a jesli juz gdybamy to nie rozumiem, dlaczego bierzemy pod uwagę sytuację owszem, mozliwą, ale najmniej prawdopodobną.
                            Co do biednych zaszczutych przez eksiary żuczków, którzy "osuwają się w cien" i zgadzają na pozbawienie wladzy (brzmi to w Twoim poscie wręcz jak HEROIZM i najwyższe poświęcenie na polu ojcostwa, hehe) to OK, niech będzie. Żaden sąd jednak nie odbierze nikomu wladzy BEZ PODSTAW, a to czy tatus się z tym zgadza, czy nie - to juz najmniej istotne.
                            Oczywiście mozemy pławic się w absurdzie i fantazjowac o tym, kto jest najbardziej pokrzywdzony w tym układzie i dlaczego jest to pan, niesłusznie posądzony o molestowanie tudziez heroicznie sam siebie pozbawiający wladzy (oczywiscie dla dobra dziecka). Ja nie mam w sumie nic przeciwko.
                            • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 10:41
                              > Nie wiemy wiele o tej sytuacji, a jesli juz gdybamy to nie
                              rozumiem, dlaczego
                              > bierzemy pod uwagę sytuację owszem, mozliwą, ale najmniej
                              prawdopodobną.

                              A dlaczego najmniej prawdopodobną? Bo ty tak twierdzisz.

                              Z postu autorki wynika, że kontakt ojca z dzieckiem był stały,
                              chociaż nieregularny. Następnie na rok czasu z jakichś przyczyn (nie
                              znamy tych przyczyn, a mogły być różne, poczynając od konieczności
                              wyjazdu, przez chorobę itp.) ustał, chociaż był podtrzymywany w
                              formie listowej. Jak na razie nie widzę tu żadnej patologii.

                              > Oczywiście mozemy pławic się w absurdzie i fantazjowac o tym, kto
                              jest najbardziej pokrzywdzony w tym układzie i dlaczego jest to pan,
                              niesłusznie posądzony o
                              > molestowanie tudziez heroicznie sam siebie pozbawiający wladzy
                              (oczywiscie dla
                              > dobra dziecka). Ja nie mam w sumie nic przeciwko.

                              A skąd Ty to molestowanie wzięłaś? I zacytuj, kto tu pisał, że pan
                              (BTW ciekawi mnie dlaczego piszesz o ojcu - pan?) jest poszkodowany.
                              Poszkodowane to jest dziecko, któremu matka zrobiła wodę z mózgu i
                              której istnienie biologicznego ojca przeszkadza.
                              • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 11:09
                                z_mazur napisał:


                                > Z postu autorki wynika, że kontakt ojca z dzieckiem był stały,
                                > chociaż nieregularny. Następnie na rok czasu z jakichś przyczyn (nie
                                > znamy tych przyczyn, a mogły być różne, poczynając od konieczności
                                > wyjazdu, przez chorobę itp.) ustał, chociaż był podtrzymywany w
                                > formie listowej. Jak na razie nie widzę tu żadnej patologii.

                                Omg. Z postu autorki nic takieog nie wynika. Pisze ona:
                                "kiedyś syn utrzymywał z ojcem sporadyczne kontakty. Od roku
                                przysyła mu jeden list w miesiącu + 50zł dołączone do listu". GDZIE wyczytałes o tym "stałym, ale nieregularnym kontakcie"?! Nie ma tez nic o tym, ze "na rok" pan zawiesił kontakt, za to stoi jak wół, ze OD ROKU pan pisze listy. Dziecko ma 9 lat, zatem do 8 roku zycia nie wiemy nic o tym, jak ojciec realizował obowiązki poza "kiedys sporadycznymi kontaktami". A przeciez z jakichs przyczyn ojcu władza została odebrana, więc mozna się domyslic, ze to "kiedys" to bylo bardzo dawno temu i była kilkuletnie przerwa w kontaktach. Moze kwalifikowało się to jako rażące zaniedbanie, moze jako niezalezna od ojca przeszkoda, ale KONTAKTU NIE BYŁO, bo inaczej zaden są nie odebrał by mu wladzy. Osobiscie uwazam "niezalezna przeszkode" jako mniej prawdopodobną, bo po prostu pan po ustaniu przyczyny ma 100% szanse na przywrócenie władzy i wlasciwie tematu by nie było, no chyba ze pan srednio swiadomy swoich praw, a powinien byc jako ojciec, któremu podobno zalezy.

                                "Molestowanie" to ironia, pojawiły się tu bowiem sugestie, ze panu została odebrana władza przez złą exiarę, a posądzenie o molestowanie to najczęstrzy z grzechów cieżkich eksiar. Mozliwe zatem, ze został niesłusznie posądzony o molestowaniesmile Choc to małoprawdopodobne, bo dostłaby zakaz kontaktów. No ALE prawdopodobnetongue_out
                                • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 11:39
                                  Równie dobrze "kiedyś" może oznaczać, cały okres sprzed braku
                                  bezpośredniego kontaktu i pisania listów.

                                  Jak dla mnie nic w poście autorki nie wskazuje na to, że miałoby być
                                  inaczej. Czyli przez 8 lat sporadyczne kontakty i potem roczna
                                  przerwa z pisaniem listów.
                                  • only.elvie Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 13:07
                                    z_mazur napisał:
                                    > Równie dobrze "kiedyś" może oznaczać, cały okres sprzed braku
                                    > bezpośredniego kontaktu i pisania listów.
                                    > Jak dla mnie nic w poście autorki nie wskazuje na to, że miałoby być
                                    > inaczej. Czyli przez 8 lat sporadyczne kontakty i potem roczna
                                    > przerwa z pisaniem listów.


                                    Tak więc Twoje posty to tylko INTERPETACJE, nie fakty.
                                  • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 13:28
                                    z_mazur napisał:


                                    > Jak dla mnie nic w poście autorki nie wskazuje na to, że miałoby być
                                    > inaczej. Czyli przez 8 lat sporadyczne kontakty i potem roczna
                                    > przerwa z pisaniem listów.

                                    Dlaczego zatem została mu odebrana władza rodzicielska?
                                    • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 13:38
                                      > Dlaczego zatem została mu odebrana władza rodzicielska?

                                      Nie wiem i pewnie się nie dowiem. Jakoś nie spędza mi to snu z
                                      powiek. smile
                                      • virtual_moth Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 14:06
                                        z_mazur napisał:

                                        > > Dlaczego zatem została mu odebrana władza rodzicielska?
                                        >
                                        > Nie wiem i pewnie się nie dowiem. Jakoś nie spędza mi to snu z
                                        > powiek. smile

                                        Domyślam się, ale ma to kluczowe znaczenie dla toku tej dyskusji. Jesli poznalibysmy prawdę DLACZEGO została mu odebrana władza, to Twoje zdanie na temat zachowania matki jest krzywdzące i niesprawiedliwe. Próbowałam dowieść jednoczesnie, ze dojście do przyczyn pozbawienia władzy jest kwestią dedukcji i logiki, a nie zgadywania. Powtarzam, mamy dwie mozliwe przyczyny pozbawienia władzy ojca, obie wskazują na całkowity brak kontaktu ojca z dzieckiem przez minimum kilka lat (naduzywanie władzy sam wykluczyłeś). Ty nadal uparcie twierdzisz, że ojciec miał "stały" nieregularny kontakt.

                                        Jesli nie miał kontaktu przez kilka lat, to matka ma jak najbardziej prawo do uniemozliwiania kontaktów ojciec-syn, z troski o stan psychiczny dziecka. Ma prawo do własnego w tym temacie zdania. Slusznie tez tu ktoś wspomniał, że dzieci rozumieją więcej niz nam się wydaje i niekoniecznie to matka jest winna temu, ze dziecko nie chce widziec ojca.
                                        • z_mazur Re: pozbawienie - ograniczenie 24.06.10, 14:27
                                          > Ty nadal uparcie twierdzisz, że ojciec miał "stały" nieregularny
                                          kontakt.

                                          To nie ja tak twierdzę, tylko autorka wątku. smile

                                          > Próbowałam dowieść jednoczesnie , ze dojście do przyczyn
                                          pozbawienia władzy jest kwestią dedukcji i logiki, a nie zgadywania.

                                          Dobrze, że napisałaś "próbowałam". smile
                                          Jak dla mnie ze średnim skutkiem.

                                          > Powtarzam, mamy dwie mozliwe przyczyny pozbawienia władzy ojca,
                                          > obie wskazują na całkowity brak kontaktu ojca z dzieckiem przez
                                          minimum kilka
                                          > lat (naduzywanie władzy sam wykluczyłeś).

                                          A Ty wykluczyłaś te prawdopodobne okoliczności (podsuwane zarówno
                                          przeze mnie jak i przez mediator), które dla Ciebie są niewygodne. I
                                          tak możemy sie przerzucać.

                                          Ponieważ dyskusja staje się akademicka, to ją sobie podaruję. smile
          • lima Re: Doprecyzuję 23.06.10, 19:29

            > Tak czy inaczej tata dziecka nie zniknął z życia syna na długie lata.

            Tego nie wiesz.
            Napisane jest ,że kiedyś utrzymywał sporadyczne kontakty a od roku pisze listy.

            Równie dobrze pomiędzy tymi wydarzeniami mogą być "długie lata" przerwy. Ty
            zakładasz z góry na niekorzyść matki. Kolejny raz.
            • z_mazur Re: Doprecyzuję 23.06.10, 19:37
              Nikt nic nie musi zakładać, skoro matka sama pisze o stałym kontakcie (nawet jeśli tylko listowym) ojca z dzieckiem. Nie musi wcale ojca tłumaczyć, dziecko i tak wie, że ojciec jest.

              Nie będę pisał, co Ty robisz kolejny raz. smile)))
              • lima Re: Doprecyzuję 23.06.10, 19:41
                jak na razie mediator.or uprawia manipulację: wstawia "wciąż" tam gdzie go nie
                ma, stwierdza też fakt że "nie było wielu lat przerwy" choć nie ma o tym ani
                słowa ile trwała przerwa w kontaktach.
                Wypada by specjalnie używany nick do czegoś zobowiązywał. Przynajmniej do
                poprawnego czytania jeśli się nie da wykrzesać bezstronności.


                • z_mazur Re: Doprecyzuję 23.06.10, 19:45
                  A Ty przecztałaś chociaż uważnie ten cytowany wątek?
                • mediator.org limo 23.06.10, 21:39
                  Aby uniknąć tego typu zarzutów napisałam swoją wypowiedź pod tytułem
                  DOPRECYZUJĘ. Pomijasz ją, bo nie pasuje do Twojej koncepcji - Twoje prawo, ale
                  wówczas daruj sobie słowa:"jak na razie mediator.or uprawia manipulację:"
                  Zwykle cytuję słowa, do których się odnoszę, dlatego poprawiłam się i napisałam
                  doprecyzowanie.
                  Co do "nie było wielu lat przerwy" - matka o tym nic nie wspomniała, że taka
                  przerwa dłuższa była. po prostu.
                  Wypada czytać ze zrozumieniem i nie tworzyć opowieści dziwnych treści, co
                  czynisz w swoich wypowiedziach.
                  Nawet nie jesteś w stanie zauważyć takich niuansów jak te, że zawsze piszę o
                  prawach RODZICÓW, nie OJCÓW. I tym podobne podkreślenia, które służą właśnie
                  zachowaniu bezstronności.
                  Spróbuj trzymać się faktów w tym wątku i napisać coś rzeczywiście konkretnego
                  ODNOŚNIE informacji, które są tu dane - bez tworzenia historii...
                  • jarkoni Re: limo 24.06.10, 16:54
                    mediator, brawo
                  • lima tzw "mediator"- krótko bo nie mam czasu 24.06.10, 17:20
                    dalej manipulujesz. Wciskasz tekst, że coś ci zarzucam :"bo nie pasuje to do
                    koncepcji"(mojej). Bzdura.

                    Pokazuję ci dokładnie w których miejscach manipulujesz:
                    wstawiasz "wciąż" tam gdzie go nie było (dlaczego? pomyślałaś o tym? tak
                    przypadkiem? czy odruchowo pod swoją teorię?)
                    poprawiasz się, że faktycznie dodałaś to czego nie było i kontynuujesz
                    manipulację podsumowującym twierdzeniem, że ojciec ciągle kontakty utrzymywał i
                    nie było długich lat przerwy.
                    TEGO NIE WIESZ. TWORZYSZ WŁAŚNIE WYMYŚLONA HISTORIĘ KTÓRA CI PASUJE I NIE
                    DOPUSZCZASZ ISTNIENIA INNEJ.
                    Autorka napisała tam jedynie, że kiedyś sporadycznie ojciec się z dzieckiem
                    spotykał a od roku pisze listy. I tyle. Nie wiesz ile lat się nie spotyka, czy
                    jest zagrożeniem dla dziecka albo niej, itd.
                    Ja stawiam pytania -a co jeśli on dziecku jakoś zagraża? . Nie stwierdzam
                    autorytatywnie tak jak m.inn.ty , że przerwy długoletniej na pewno nie było(bo
                    tego nie wiemy!), albo tak jak Zmazur, że dziecko nie chce widzieć ojca
                    biologicznego dlatego ,że matka mu zrobiła wodą z mózgu nowym tatusiem i jest
                    winna-kropka. Wybacz, ale wyciągać tak daleko idące osądy po dwóch krótkich
                    wypowiedziach autorki w tamtym temacie- to zwyczajnie nadużycie, bo może to być
                    zupełnie inna historia niż sobie ją wymyśliliście.

                    Co do twoich wypowiedzi, to zawsze jak się wypowiadasz, nacechowane są niechęcią
                    do kobiet. Nawet jak twierdzisz, że głosisz prawa rodziców a nie ojców. Ot, taka
                    twoja przywara, z której sobie może nie zdajesz sprawy, a nie jestem pierwsza
                    której się to rzuca w oczy. Więc zastanów się skąd to masz i dlaczego.

                    • z_mazur Re: tzw "mediator"- krótko bo nie mam czasu 24.06.10, 17:28
                      Każdy kto wyciąga na podstawie tego jak sama przyznajesz skąpego w informacje tekstu inne wnioski niż Ty to manipulator. smile))))

                      Jeśli ojciec jest pozbawiony praw rodzicielskich, to nie ma sprawy, bo jeśli rzeczywiście kontakt z nim byłby szkodliwy dla dziecka, to sąd ma OBOWIĄZEK zabronić mu wszelkiego kontaktu z dzieckiem. Wystarczy złożyć odpowiedni wniosek.

                      Skoro jednak matka żali się na forum, tzn. że z takim wnioskiem do sądu nie może wystąpić, bo nie ma do tego podstaw.

                      I kto tu tworzy wygodne dla niego historie?
                      • only.elvie Re: tzw "mediator"- krótko bo nie mam czasu 24.06.10, 19:15
                        z_mazur napisał:
                        > Każdy kto wyciąga na podstawie tego jak sama przyznajesz skąpego w informacje t
                        > ekstu inne wnioski niż Ty to manipulator. smile))))

                        Nie - to właśnie Ty przecież traktujesz wszystkich, którzy nie interpretują informacji tak jak ty manipulatorami. To Twoje wszędobylskie 'trzymajmy się faktów' przy czym oczywiście fakty to Twoje interpretacje smile
                        • z_mazur Re: tzw "mediator"- krótko bo nie mam czasu 24.06.10, 19:35
                          Nie, po prostu na czyjeś gdybania odpowiadam równoważnymi gdybaniami, tylko o przeciwstawnym wydźwięku, żeby pokazać bezsens takich gdybań.

                          A potem nawołuję, żeby jednak trzymać się faktów. wink)))
      • nangaparbat3 Re: dlaczego rodzic pozbawiony praw... 24.06.10, 17:52
        mediator.org napisała:

        >
        > Pomijając patologię, z którą nie mam styczności w swojej pracy, powody braku

        >

        A co Ty rozumiesz przez "patologię" - w takim razie?
        • mediator.org nango 24.06.10, 18:05
          ...zasady przeprowadzania mediacji mówią wyraźnie kiedy mediować nie należy -
          zapraszam do zapoznania się z tymi zasadami smile
          To nie boli smile A nawet jest ciekawe.
          To nie JA ustalam co jest patologią.
          Są to ogólne zasady dla mediatorów.
          A wynikają choćby z tego, że np. "czynny" alkoholik nie może być uznany za
          osobę, która weźmie na siebie odpowiedzialność za realizację porozumienia, które
          podpisze.
          • only.elvie Re: nango 24.06.10, 19:15
            mediator.org napisała:
            > To nie JA ustalam co jest patologią.

            Nie ustalasz ale piszesz, że w pracy NIE MASZ z nią do czynienia. Schizofrenia?
            • mediator.org only.elvie 24.06.10, 19:32
              Czy pewne osoby tu są dorosłe czy też kryją się za nickami dzieci?
              Bo zaczynam wątpić, że dyskutuję z dorosłymi...
              Nie ja ustalam CO jest patologią - te słowa są odpowiedzią do nangi, która pyta
              co DLA MNIE jest patologią w mediacji, sugerując, że to JA sobie ustalam, który
              przypadek uznam za patologię, a który nie. Tymczasem ogólna zasada dla
              WSZYSTKICH mediatorów rodzinnych jest taka, że w przypadkach patologii do
              mediacji dojść nie może.
              A co jest patologią w rozumieniu mediatora - poczytaj w tekstach o mediacji.
    • burza4 Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 19:45
      Kwintesencją sprawy jest to, że dziecko nie chce żadnych kontaktów z ojcem. Sama
      myśl o nich go stresuje. Co więc powinna zrobić w tej sytuacji matka, której
      zależy na tym, żeby syn miał pogodne, spokojne dzieciństwo? ja tam nie mam
      wątpliwości.

      Być może kiedyś dzieciak dojrzeje do tego, żeby kontakt z ojcem nawiązać. Ale ta
      decyzja powinna należeć do dziecka, a nie do tatusia. Teraz wymuszone,
      niechciane kontakty dziecku nie posłużą.
      • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 19:47
        Trudno się dziwić dziecku, że nie chce kontaktów z ojcem, skoro matka wykreowała mu wirtualną rzeczywistość i jest wrogo nastawiona do ojca. Wystarczyłoby tylko wcześniej nie popełnić błędu z nowym "tatusiem" i przyjąć w stosunku do ojca postawę neutralną i pewnie nie byłoby problemu.

        A tak, dziecko jest rozdarte i trudno mu się dziwić, że nie jest w stanie się skonfrontować z rzeczywistością, ale czy to aby na pewno tylko wina ojca?
        • burza4 Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 20:14
          z_mazur napisał:

          > Trudno się dziwić dziecku, że nie chce kontaktów z ojcem, skoro matka
          wykreował> a mu wirtualną rzeczywistość i jest wrogo nastawiona do ojca.

          wirtualną? tu raczej tatuś był wirtualny. Wrogie nastawianie to tylko twoja
          projekcja.


          Wystarczyłoby tylko wcześniej nie popełnić błędu z nowym "tatusiem" i przyjąć w
          stosunku do ojca
          > postawę neutralną i pewnie nie byłoby problemu.

          Uważam, że postawa neutralna w przypadku braku kontaktów jest błędem. Bo
          trywializuje odczucia dziecka, przekazując mu zakłamany komunikat, zamiast
          pozwolić mu uzewnętrznić swoje odczucia, i przyznać, że ma prawo być złe,
          rozgoryczone i rozczarowane postawą ojca. Bo to wmawianie dziecku, że można
          kochać i nic z siebie nie dawać i że to normalne. Pogląd szkodliwy społecznie.

          Nie istnieje stosunek neutralny kiedy dziecko pyta, czemu tatuś się nim nie
          interesuje. Mydlenie dziecku oczu nie wychodzi mu na zdrowie tak samo jak
          nastawianie przeciwko.

          Jeśli ojciec byłby ojcem z prawdziwego zdarzenia - to żadne nastawianie nie
          zmieniłoby tego, że dziecko w głębi duszy by za nim tęskniło. Być może zresztą w
          tym przypadku również tak jest - może dziecko chce go na swój sposób ukarać,
          pokazać swoją urazę. I może kiedyś dojrzeje do przebaczenia. Ale nic się nie
          wskóra zmuszając go do spotkań, na które nie ma ochoty.

          równie dobrze może być tak, że dziecko właśnie NIE CHCE być rozdarte, bo od
          zawsze ma w swoim mniemaniu PEŁNĄ rodzinę, w której mu dobrze i nie chce żeby
          obcy facet to zaburzał.

          I tak - taki stan rzeczy jest wyłączną winą ojca. Miał wiele lat, żeby zbudować
          relacje z synem.
          • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 23.06.10, 20:24
            > Uważam, że postawa neutralna w przypadku braku kontaktów jest błędem. Bo
            > trywializuje odczucia dziecka, przekazując mu zakłamany komunikat, zamiast
            > pozwolić mu uzewnętrznić swoje odczucia, i przyznać, że ma prawo być złe,
            > rozgoryczone i rozczarowane postawą ojca. Bo to wmawianie dziecku, że można
            > kochać i nic z siebie nie dawać i że to normalne. Pogląd szkodliwy społecznie.

            Chyba nie rozumiesz na czym polega postawa neutralna.

            > Jeśli ojciec byłby ojcem z prawdziwego zdarzenia - to żadne nastawianie nie
            > zmieniłoby tego, że dziecko w głębi duszy by za nim tęskniło. Być może zresztą
            > w
            > tym przypadku również tak jest - może dziecko chce go na swój sposób ukarać,
            > pokazać swoją urazę. I może kiedyś dojrzeje do przebaczenia. Ale nic się nie
            > wskóra zmuszając go do spotkań, na które nie ma ochoty.

            Z postów autorki wyraźnie widać negatywne nastawienie do ojca, więc to co piszesz nijak ma się do dyskutowanej sytuacji.
        • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 13:06
          z_mazur napisał:
          > Trudno się dziwić dziecku, że nie chce kontaktów z ojcem, skoro matka wykreował
          > a mu wirtualną rzeczywistość i jest wrogo nastawiona do ojca. Wystarczyłoby tyl
          > ko wcześniej nie popełnić błędu z nowym "tatusiem" i przyjąć w stosunku do ojca
          > postawę neutralną i pewnie nie byłoby problemu.

          No nie - FANTAZJUJESZ aż miło. Dzieci nie są ani ślepe ani głupie. Ja w wieku 9 lat doskonale zdawałam sobie sprawę, że ojciec mnie olewa mimo, że matka bardzo starała się go kryć.

          W ogóle w całym tym wątku 90% Twoich wypowiedzi to INTERPRETACJE - a jak ktoś ma inne to się zarzekasz 'trzymajmy się faktów' smile Urocza retoryka smile Kreujesz się na obiektywnego a jedyne co robisz to rzucasz interpretacjami imo podszytymi strachem rozwiedzionego ojca.

          Jeden plemnik daje mężczyźnie wpis w akcie urodzenia, nie czyni go ojcem. Ja od lat we wszelkich dokumentach urzędowych w rubryce 'imię ojca' wpisuję obcego człowieka, zgodnie z aktem urodzenia. Nie uważam go z ojca dlatego, że wredna mamusia zafundowała mi zastępczego tatusia i byłam 'rozdarta' tylko dlatego, że mój biologiczny ojciec sobie na to zapracował.

          Przyjmujesz linię 'ojciec to ojciec' nieważne co. A ja po raz kolejny powtórzę Ci - jeden plemnik ojcem nie czyni. Tak to wygląda z perspektywy DZIECKA.
          • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 13:16
            > No nie - FANTAZJUJESZ aż miło. Dzieci nie są ani ślepe ani głupie.
            Ja w wieku 9
            > lat doskonale zdawałam sobie sprawę, że ojciec mnie olewa mimo, że
            matka bardz
            > o starała się go kryć.

            Hahahahaha. smile

            Tak, a to wszystko co tu napisałaś ma związek z tą konkretną
            dyskusją. smile)))

            > W ogóle w całym tym wątku 90% Twoich wypowiedzi to INTERPRETACJE -
            a jak ktoś m
            > a inne to się zarzekasz 'trzymajmy się faktów' smile Urocza
            retoryka smile Kreujesz s
            > ię na obiektywnego a jedyne co robisz to rzucasz interpretacjami
            imo podszytymi
            > strachem rozwiedzionego ojca.

            ROTFL. Moja córka ma prawie 18 lat i mam z nią doskonały kontakt.
            Może jednak wrócimy do merytorycznej dyskusji? smile))))

            > Jeden plemnik daje mężczyźnie wpis w akcie urodzenia, nie czyni go
            ojcem. Ja od
            > lat we wszelkich dokumentach urzędowych w rubryce 'imię ojca'
            wpisuję obcego c
            > złowieka, zgodnie z aktem urodzenia. Nie uważam go z ojca dlatego,
            że wredna ma
            > musia zafundowała mi zastępczego tatusia i byłam 'rozdarta' tylko
            dlatego, że m
            > ój biologiczny ojciec sobie na to zapracował.

            A jaki to ma związek z tą konkretną sytuacją, która jest zupełnie
            odmienna od Twojej? Ojciec ma stały kontakt z dzieckiem. To Ty
            odnosisz tą sytuację do swojej i na siłę starasz się znaleźć
            podobieństwa, a mnie zarzucasz nieobietywność. smile)))))

            > Przyjmujesz linię 'ojciec to ojciec' nieważne co. A ja po raz
            kolejny powtórzę
            > Ci - jeden plemnik ojcem nie czyni. Tak to wygląda z perspektywy
            DZIECKA.

            Jak bym się bawił w domorosłego psychologa jak Ty to próbujesz robić
            w moim przypadku, to doszukiwałbym się w tym emocjonalnym sposobie w
            jaki piszesz o tym, że mimo, że nie jesteś już dzieckiem, to nadal
            masz z tym problem. smile))))
            • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 13:36
              z_mazur napisał:
              > A jaki to ma związek z tą konkretną sytuacją, która jest zupełnie
              > odmienna od Twojej? Ojciec ma stały kontakt z dzieckiem. To Ty
              > odnosisz tą sytuację do swojej i na siłę starasz się znaleźć
              > podobieństwa, a mnie zarzucasz nieobietywność. smile)))))

              No właśnie 'stały kontakt' to twoja INTERPRETACJA. Wysyłanie listów przez rok wcześniej NIE WIESZ co było ale INTERPRETUJESZ. że było.

              Sytuacja odmienna od mojej? Jasne - ja miałam lepszy 'kontakt' bo przecież mój biologiczny ojciec był codziennie w domu. A mimo to nie starczyło to na wytworzenie więzi. Nie silę się na obiektywność tylko piszę jak do wygląda z perspektywy DZIECKA.

              Ty piszesz, że mamusia robi dziecku wodę z mózgu a ja z perspektywy dziecka piszę, że ono nie jest ani ślepe ani głupie i swoje widzi. W ŻADEN SPOSÓB nie musi się to wiązać z ingerencją matki. Ta ingerencja to TWOJA INTERPRETACJA.

              > Jak bym się bawił w domorosłego psychologa jak Ty to próbujesz robić
              > w moim przypadku, to doszukiwałbym się w tym emocjonalnym sposobie w
              > jaki piszesz o tym, że mimo, że nie jesteś już dzieckiem, to nadal
              > masz z tym problem. smile))))

              Wiesz z czym mam problem? Z takim podejściem (również do mojego przypadku) 'ojciec to ojciec nie ważne co' lub 'kocha na swój sposób'. Myślę, że osoby, które nie znalazły się w takiej sytuacji nie potrafią tego zrozumieć. Ja już się uodporniłam na pełne oburzenia głosy 'przecież to Twój ojciec więc cośtam'. Jeden plemnik ojca nie czyni. Wielu ludzi sądzi, że jak ojciec to coś się 'należy' i że 'ja coś powinnam'. 'Powinnaś się z nim spotkać, porozmawiać, przecież to Twój OJCIEC!'. Nie ojciec - obcy człowiek.

              Dlatego właśnie moim zdaniem o wiele lepiej jestem w stanie wczuć się w odczucia tego 9-latka i rozumiem to, że zamiast w zasadzie obcego, pojawiającego się i znikającego człowieka w roli ojca obsadził wiarygodnego partnera matki. Tak to moja INTERPRETACJA na podstawie własnych doświadczeń. Rozumiem jednak, że Ty nie potrafisz tego zrozumieć, bo nie byłeś w sytuacji takiej właśnie rodzinnego 'pustego miejsca'. Dlatego nie jesteś w stanie pojąć, że takie mówienie 'tato' do partnera matki może się brać z zaufania i uczuć, którym dziecko obdarowuje wiarygodną dla siebie osobę i zwalasz odpowiedzialność na matkę pisząc 'rozsądna matka wytłumaczyłaby dziecku'. Tylko nie pojmujesz, że to dziecko rozumie, że 'ojciec' to tamten a TATO to ten i może samo tak wybrać.
              • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 14:10
                > Wiesz z czym mam problem? Z takim podejściem (również do mojego
                przypadku) 'ojciec to ojciec nie ważne co'

                Dobrze, że sama to piszesz, zauważenie problemu to pierwszy krok do
                jego rozwiązania.

                Może pomyśl nad terapią, żeby uporać się z tym problemem.

                Pokontynuuję moją domorosłą psychoterapię i powiem, że IMHO to masz
                konflikt wewnętrzny w związku z "zaparciem" się swojego
                biologicznego ojca i starasz się wszystkich w koło przekonać, że
                postąpiłaś właściwie. smile)))

                Jak dla mnie to jesteś doskonałym potwierdzeniem tego, że takie
                postępowanie drugiego rodzica, które prowadzi do "zaparcia" się
                biologicznego rodzica, może rodzić właśnie takie konflikty
                wewnętrzne. smile)))
                • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 14:43
                  z_mazur napisał:
                  > Może pomyśl nad terapią, żeby uporać się z tym problemem.

                  Wyobraź sobie, że byłam z tym u psychologa! I wiesz czego się dowiedziałam? Że nie jest prawdą, że 'ojciec to ojciec nieważne co', że moje uczucia są jak najbardziej uzasadnione i absolutnie nie mam powodu się ich wstydzić. W skrócie - wszystko ze mną ok, moje reakcje są prawidłowe i mam się jedynie uodparniać na presję otoczenia smile

                  > Jak dla mnie to jesteś doskonałym potwierdzeniem tego, że takie
                  > postępowanie drugiego rodzica, które prowadzi do "zaparcia" się
                  > biologicznego rodzica, może rodzić właśnie takie konflikty
                  > wewnętrzne. smile)))

                  Że co proszę? Moja matka doprowadziła do mojego 'zaparcia się ojca'????? Dobrze się czujesz czy Tałczyński wodę z mózgu Ci zrobił? Nieważne co się dzieje kobieta zawsze winna? Wyobraź sobie, że on sobie sam na to zapracował (a w zasadzie nie zapracował na co innego). I śmieszy mnie określenie 'zaparcie się' Jak można się zaprzeć czegoś czego nie ma?
                  • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 14:50
                    > I śmieszy mnie określenie 'zaparcie się' Jak moż
                    > na się zaprzeć czegoś czego nie ma?

                    Może w takim razie kościół założymy?
                    Nipokalane poczęcia nie zdarzają się aż tak często. smile

                    Ależ masz prawo do własnych uczuć, do złości na ojca za porzucenie
                    itp. itd., co nie zmienia faktu, że dzięki niemu jesteś kim jesteś.

                    Jeśli przeszłaś psychoterapię, to mało skuteczną skoro tego
                    konfliktu wewnętrznego nie przepracowałaś. smile)
                    • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 15:21
                      z_mazur napisał:
                      > Może w takim razie kościół założymy?
                      > Nipokalane poczęcia nie zdarzają się aż tak często. smile

                      Ależ czy ja gdziekolwiek przeczyłam temu że mam BIOLOGICZNEGO ojca? Tak mam -
                      jak pisałam - wpisuję go w rubryce 'imię ojca' na urzędowych dokumentach.
                      Natomiast WIĘZI między nami nie ma. Nie mam ojca-taty bo ten konkretny człowiek
                      nigdy nie starał się nim być.

                      > Ależ masz prawo do własnych uczuć, do złości na ojca za porzucenie
                      > itp. itd., co nie zmienia faktu, że dzięki niemu jesteś kim jesteś.

                      No tak - ten jeden plemnik to przecież całe moje życie big_grin Lata wychowania przez
                      matkę, rodzinę, wpływ otoczenia to przy tym 'darze' pikuś big_grin big_grin big_grin

                      > Jeśli przeszłaś psychoterapię, to mało skuteczną skoro tego
                      > konfliktu wewnętrznego nie przepracowałaś. smile)

                      No tak - jak fakty przeczą teorii z_mazura to tym gorzej dla faktów big_grin big_grin big_grin
                      Uroczy jesteś.

                      Jeszcze raz powoli - ja NIE MAM ŻADNEGO konfliktu wewnętrznego. Wiem co czuję i
                      wcale nie jest to 'złość na ojca' jak piszesz. Ja w tym miejscu mam po prostu
                      pustkę, ZERO. Żadnych uczuć tu nie ma, bo one nigdy nie powstały. I jest to
                      całkowicie NORMALNE. Latami tak żyłam i dopiero otoczenie starające się mi
                      wmówić, że powinnam coś innego bo 'przecież to Twój ojciec' wywołało konflikt
                      ZEWNĘTRZNY. Konflikt między moimi wewnętrznymi uczuciami a poglądami otoczenia
                      na to jakie powinny być. Konflikt ten pojawił się w okresie nastoletnim właśnie
                      w tedy kiedy młoda osoba zaczyna być podatną na opinię otoczenia. I bez problemu
                      został zażegnany u psychologa, który stwierdził, że moje uczucia są jak
                      najbardziej normalne i mam po prostu uodparniać się na presję otoczenia.

                      W tej chwili - a minęło już wiele lat nikt ani nic nie jest w stanie wmówić mi
                      tak jak Ty 'konfliktu wewnętrznego'. Wiem co czuję i już. To nie podlega
                      dyskusji, tak po prostu JEST. Natomiast takie gadanie 'ojciec to ojciec
                      niezależnie co' jest dla mnie irytujące niczym brzęczenie komara nad uchem bo
                      wiem, że na wrażliwą osobę taka 'presja społeczna' może mieć taki wpływ jak na
                      mnie kiedyś. I być może taka osoba zamiast udać się po radę do specjalisty podda
                      się jej wbrew własnym uczuciom.
                      • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 16:23
                        > No tak - ten jeden plemnik to przecież całe moje życie big_grin Lata wychowania przez
                        > matkę, rodzinę, wpływ otoczenia to przy tym 'darze' pikuś big_grin big_grin big_grin
                        >


                        No tak i w tym momencie lata odkryć genetycznych poszły w p...zdu.
                        smile))))

                        Twoje nastawienie emocjonalne doskonale widać w tym jak za każdym razem podkreślasz "jeden plemnik". Może to będzie brutalne co Ci teraz napiszę, ale ten jeden plemnik, to połowa Ciebie. smile))))

                        > Natomiast takie gadanie 'ojciec to ojciec
                        > niezależnie co' jest dla mnie irytujące

                        Jak to zawsze pisał na tym forum Tricolour i z czym trudno się nie zgodzić, jeśli coś Cię irytuje, tzn. że wywołuje Twoje emocje, a to znaczy, że nie jest to dla Ciebie obojętne.

                        Jak dla mnie EOT.
                        • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 19:06
                          z_mazur napisał:
                          > Jak to zawsze pisał na tym forum Tricolour i z czym trudno się nie zgodzić, jeś
                          > li coś Cię irytuje, tzn. że wywołuje Twoje emocje, a to znaczy, że nie jest to
                          > dla Ciebie obojętne.

                          Owszem - tego typu GADANIE (ja bym to nawet dosadnie nazwała pier...eniem) mnie irytuje, właśnie dlatego, że uważam je za SZKODLIWE. A wiem po sobie, że szkodliwe jest.

                          No ale nie liczę na to, że pan 'się należy' to zrozumie smile
                          • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 19:19
                            Stwierdzenie, że masz biologicznego ojca, który jest Twoim ojcem, uważasz za szkodliwe??????????

                            I Ty uważasz, że nie masz z tym problemu?

                            ROTFL
    • mediator.org Lima 23.06.10, 21:07
      Właśnie dlatego napisałam swoją wypowiedź pod tytułem DOPRECYZUJĘ.
      Oczywiście możesz ją pominąć, bo nie pasuje do Twojej koncepcji...
      W odróżnieniu od choćby Ciebie nie staram się tworzyć historyjek typu:
      "A skąd wiesz, że dziecku nie działa się wcześniej krzywda? Może własnie dlatego
      sąd mu odebrał prawa bo ich krzywdził?" - cytat z Lima wink
      Gdybać można długo.
      A trzymając się faktów to:
      nie wiemy co to znaczy w tym konkretnym przypadku "sporadycznie"
      nie wiemy dlaczego tata pisał listy
      nie wiemy dlaczego te sporadyczne spotkania ustały i na jak długo ustały.
      Za to wiemy, że:
      spotkania były,
      tata pisze do dziecka REGULARNE listy, a teraz pragnie uczestniczyć w jego życiu
      jakoś bardziej (jak pewnie on sam nie wie, a mama dziecka także, bo zakłada, że
      tego uczestnictwa nie życzy sobie.
      A więc nigdy z życia dziecka nie zniknął zupełnie.
      Prawda jest też taka, że dorosła i dojrzała postawa mamy dziecka byłaby taka, że
      spotyka się z tatą dziecka i obgaduje sytuację, a nie przestaje chodzić z
      dzieckiem na biały tydzień, żeby uniknąć spotkań, których nie chce.
      Co do tego, że dziecko też nie chce. Widziałam już wiele dzieci
      "zaprogramowanych" latami starań jednego z rodziców, aby dziecko przestało mieć
      ochotę na spotkania z tym drugim. Przykład kolejny miałam wczoraj - chłopiec 6
      lat, ogromnie się cieszy, gdy jeździ do taty. Niestety za każdym razem gdy wraca
      mama krzyczy. Oczywiście nie na synka wprost, lecz na tatę, że o coś nie zadbał,
      że synek ma stłuczone kolano, bo tata latał z nim po lesie, bo to czy tamto...
      Jak w banku, że syn za czas jakiś przestanie wyrażać chęć i radość związaną z
      wizytami u taty. Dziecko na osobnej rozmowie, bez rodziców mówiło zwyczajnie, że
      chyba mamie się nie podoba to, co robią z tatą.
      Historii są setki.
      I jeszcze co do ograniczenia praw - sprawa mogła być bardzo banalna - tata
      daleko, więc prawa zabrane.
      Oczywiście mogło być też inaczej dlatego nie wiedzę większego sensu
      zastanawiania się nad tym. I dlatego w pierwszej swojej wypowiedzi napisałam po
      prostu, że tak czy inaczej tata MA PRAWO widywać się z dzieckiem.
      Warto byłoby aby dwoje dorosłych ludzi umiało o tym porozmawiać, zamiast pisać
      wątek "bo pani już sobie poukładał życie" i klocek pod tytułem "tata
      biologiczny" nie pasuje do układanki.
    • mediator.org i jeszcze jedno 23.06.10, 21:16
      Nie oceniam, czy rodzice, którzy nieregularnie widują się ze swoimi dziećmi
      robią dobrze czy źle.
      Piszę jedynie, że tata ma prawo do swoich starań o te kontakty.
      A mama w tym opisanym przypadku postępuje mało dorośle.
      Są procedury, które pozwalają wyeliminować z życia dziecka destrukcyjnego
      rodzica, takiego, który szkodzi rozwojowi dziecka.
      Jeśli mama tak uważa - niech działa.
      Ale nie dlatego, że komplikuje JEJ to życie, które sobie poukładał.
      I niech robi to jak dorosły człowiek. A nie dziecko (przykład z białym tygodniem)
    • vero_nique dzieci z domow dziecka najbardziej kochaja 24.06.10, 01:25
      swoich rodzicow, tych rodzicow ktorzy bili, zaniedbywali, a potem o ile smile
      REGULARNIE przysylali listy. To moze tak :
      "docenmy" do cholery ze w ogole pisza, "naciskajmy" pod pretekstem
      znowelizowanego KRIO na wnoszacy zapewne tak wiele dobrego kontakt z owymi
      rodzicami, a potem spowodujmy aby zaczela sie ponowna rodzinna sielanka.
      Mediator.org - jak sadzisz swietny pomysl? Jestes rodzicem w praktyce czy w
      teorii? Mam nadzieje wiesz juz ze swojej pracy zawodowej, iz troszke inaczej
      negocjuje sie warunki zakupu telefonu komorkowego, a inaczej mediuje sie w
      sprawie zywego czlowieka ktory czuje, mysli, ma swoja godnosc - bez wzgledu czy
      ma 1 miesiac, 2 lata czy 15. Mam nadzieje ze wiesz....





      • mediator.org kolejne dziwne historie 24.06.10, 09:33
        Twoja wypowiedź jest tak bardzo nie przystająca do tematu, że aż zadziwia czemu
        ma służyć?
        Napisz mi proszę GDZIE (cytując moje wypowiedzi) napisałam, że należy zmienić
        KRIO, dążyć do kontaktów rodziców, którzy szkodzą dzieciom?
        Nie będę się powtarzać, przeczytaj uważnie (jeśli już silisz się na ocenę wink)
        to, co napisałam. A dopiero POTEM wyciągaj wnioski.
        To co chciałam podkreślić - BEZ OCENIANIA RODZICÓW - to każde z rodziców ma
        prawo do spotkań z dzieckiem nawet gdy jest pozbawione praw rodzicielskich. NIE
        OCENIAM TEGO.
        Mama dziecka, w tym opisanym przypadku, zachowała się dziecinnie (ocena moja) -
        zamiast dać tacie dziecka jasny komunikat w stylu: jesteśmy zaskoczeni twoim
        zainteresowaniem, musimy to wszystko omówić, bo tak nagłe twoje wizyty są
        szokiem dla dziecka - mama po prostu jak dziecko uciekła z białego tygodnia i
        pyta się na forum NIE JAK rozwiązać tę sytuację, lecz JAK POZBYĆ SIĘ
        ZAINTERESOWANIA TATY dziecka.
        A co do tematu Domów Dziecka - źle trafiłaś, temat jest mi bliski, biorę
        regularny udział w spotkaniach rodziców starających się o adopcję w TPD i
        słyszałam nie raz opowieści dorosłych dzieci adoptowanych o tym, jak bardzo jest
        im potrzebny... szacunek do swoich rodziców biologicznych. Pisząc inaczej -
        bardzo źle znoszą OCENIANIE swoich rodziców biologicznych. Dlaczego? Może
        dlatego, że te dzieci (a potem dorośli) zdają sobie sprawę, w sposób szczególny,
        że na ich istnienie składają się konkretne dwie osoby - mama i tata...
        Jak dla mnie w tym temacie to wszystko.
        • malgolkab Re: kolejne dziwne historie 24.06.10, 09:43
          mediator.org napisała:

          > Twoja wypowiedź jest tak bardzo nie przystająca do tematu, że aż
          zadziwia czemu
          > ma służyć?
          > Napisz mi proszę GDZIE (cytując moje wypowiedzi) napisałam, że
          należy zmienić
          > KRIO, dążyć do kontaktów rodziców, którzy szkodzą dzieciom?
          > Nie będę się powtarzać, przeczytaj uważnie (jeśli już silisz się
          na ocenę wink)
          > to, co napisałam. A dopiero POTEM wyciągaj wnioski.
          > To co chciałam podkreślić - BEZ OCENIANIA RODZICÓW - to każde z
          rodziców ma
          > prawo do spotkań z dzieckiem nawet gdy jest pozbawione praw
          rodzicielskich. NIE
          > OCENIAM TEGO.
          > Mama dziecka, w tym opisanym przypadku, zachowała się dziecinnie
          (ocena moja) -
          > zamiast dać tacie dziecka jasny komunikat w stylu: jesteśmy
          zaskoczeni twoim
          > zainteresowaniem, musimy to wszystko omówić, bo tak nagłe twoje
          wizyty są
          > szokiem dla dziecka - mama po prostu jak dziecko uciekła z białego
          tygodnia i
          > pyta się na forum NIE JAK rozwiązać tę sytuację, lecz JAK POZBYĆ
          SIĘ
          > ZAINTERESOWANIA TATY dziecka.
          > A co do tematu Domów Dziecka - źle trafiłaś, temat jest mi bliski,
          biorę
          > regularny udział w spotkaniach rodziców starających się o adopcję
          w TPD i
          > słyszałam nie raz opowieści dorosłych dzieci adoptowanych o tym,
          jak bardzo jes
          > t
          > im potrzebny... szacunek do swoich rodziców biologicznych. Pisząc
          inaczej -
          > bardzo źle znoszą OCENIANIE swoich rodziców biologicznych.
          Dlaczego? Może
          > dlatego, że te dzieci (a potem dorośli) zdają sobie sprawę, w
          sposób szczególny
          > ,
          > że na ich istnienie składają się konkretne dwie osoby - mama i
          tata...
          > Jak dla mnie w tym temacie to wszystko.

          brzmi rozsądnie, tylko, że dla ciebie to praca, którą po prostu
          starasz się dobrze wykonywaćsmile a dla nas to jest codzienne życie...
          • mediator.org To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 10:06

            • jarkoni Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 17:14
              Pani mediator(org.zresztą)
              Dziękuję bardzo za zainteresowanie naszym forum, brakuje nam czasem rzeczowych
              odpowiedzi popartych opinią fachowca.
              Swego czasu mieliśmy tu Majkela(prawnika od rozwodów), z powodów osobistych
              tylko czasami do nas zagląda. Dziękuję że Pani z nami jest i wspiera fachową
              poradą, w ferworze polemik i dyskusji, a czasem i kłótni brakuje czasem chłodnej
              oceny i zdania fachowca, dziękuję i mam nadzieję, że wytrwa Pani długo z nami,
              tu są naprawdę mądrzy ludzie, proszę tylko wybaczyć emocje tym po przejściach..
              Pozdrawiam serdecznie,
              jarkoni
              PS, A co do meritum, nigdzie nie doczytałem się, czy rzeczony ojciec był
              pozbawiony praw, czy tylko miał ograniczone. Po drugie te sporadyczne kontakty
              przez 8 lat, co to znaczy?(dla jednych raz na rok, dla innych wręcz raz na dwa
              tygodnie). Po trzecie nigdzie nie było napisane, że ojciec nie płacił alimentów,
              było tylko o 50 zł w kopercie co miesiąc, a nuż to kieszonkowe extra poza
              alimentami.
              Za dużo tych ale..
              • mediator.org wytrwam-niestety dla niektórych ;) 24.06.10, 17:53
                Bardzo to ważne dla mnie co piszesz Jarkoni - dziękuję.
                Z trudnymi emocjami boryka się większość tu obecnych, ja swego czasu własnymi -
                typowymi przy rozwodzie także smilewięc one mnie nie zniechęcą.
                Choć przyznam szczerze, że pewnego ich poziomu, jaki tu się wylewa nie osiągnęłam wink

                Bardzo przykro mi, że Majkel już nie pisze - można było się czegoś nauczyć smile
                • kasiamasia ?????Re: wytrwam-niestety dla niektórych ;) 24.06.10, 18:43
                  Mediator.org dziwie sie Tobie ze tak tesknisz za Majkelem
                  jeszcze rok temu pouczalas go ze To On niwewie co sie w sadzie dzieje
                  A teraz tak bardzo zmielilas zdanie???
                  Cytuje: mediator.org 13.07.09, 19:24
                  Oczywiście często tego typu porozumienia pisane przez rodziców
                  samodzielnie są oddalane. Rodzi się przez to niesmak, żal, nie
                  wiadomo o co chodzi. tymczasem takie porozumienie musi być dobrze
                  napisane, "językiem prawnym" wink Inaczej Sędzia tego "nie kupi".
                  Warto z napisanym porozumieniem udać się do prawnika -
                  niech rzuci okiem. .........................

                  Odp: szczególowo i rozsądnie a będzie OK
                  majkel01 13.07.09, 22:24 zarchiwizowany
                  chyba niepotrzebnie straszysz oddaleniem.
                  Od tego zacznijmy że do tej pory w sądach nie wiedza dokładnie jak
                  ma wyglądać owo porozumienie. Sprawdzane osobiście.

                  Po drugie przepisy nie wspominają o formie, tylko ogólnie o
                  porozumieniu. Nie ma
                  więc jednego modelu, bo rodzajów porozumień może być kilkadziesiąt,
                  a każde może
                  wyglądać inaczej i być różnie uszczegółowione.
                  Po trzecie biorąc pod uwagę że dziś mamy 13 lipca a nowela weszła w
                  życie miesiąc temu do tej pory w całym kraju mogło się zakończyć
                  góra kilkadziesiąt, no może troszkę więcej spraw wg. nowych
                  przepisów (bo dotyczy to tylko spraw
                  złożonych po tej dacie czyli najwcześniej w poniedziałek 15
                  czerwca). .................. Rocznie
                  spraw o rozwód jest ok. 60-70 tyś. Skoro nowe przepisy obowiązują od
                  miesiąca złożonych mogło być ok 5-6 tyś pozwów, z których z uwagi
                  na konieczność uzupełnienia braków formalnych, wyznaczenia terminu
                  rozprawy z odpowiednim
                  wyprzedzeniem,.... Zdecydowanie nieprawdziwa jest więc teza o
                  częstym oddalaniu porozumień.

                  Wydaje się więc że niepotrzebnie siejesz zamieszanie i nie wiadomo
                  skąd masz dane o tym oddalaniu owych porozumień skoro takich danych
                  nie ma.
                  Nie wiem skąd zatem niesiesz te hiobowe wieści o częstym oddalaniu
                  porozumienia.
                  Dodam jeszcze że owo porozumienie nie jest wcale przez sądy
                  wymagane. Nie musi
                  być przedstawiane. Porozumienie
                  dotyczy tylko sposobu wykonywania władzy rodzicielskiej i
                  kontaktów....
                  Ja rozumiem że mediatorzy powinni na tej nowelizacji zyskać, bowiem
                  sędziowie częściej będa kierować sprawy do mediacji żeby nie musieć
                  rozstrzygać w sprawach
                  gdzie strony porozumienia nie przedstawiły, ale to nie jest jeszcze
                  powód żeby straszyć ludzi "częstym oddalaniem" czy podawać inne,
                  mało konkretne informacje.

                  Cytuje odp szczególowo i rozsądnie a będzie OK
                  mediator.org 14.07.09, 09:18 zarchiwizowany
                  Majkelu, Twoje rozeznanie w pewnych kwestiach jest imponujące. lecz
                  jak widać nie w każdej wink Nie straszę - sam przeczytaj wątki, w
                  których rodzice po napisaniu porozumienia byli zdziwieni i
                  zaskoczeni, że zostało oddalone. A już
                  pisząc iż Sędziowie sami ni wiedzą JAK ma takie porozumienie wyglądać
                  wprowadzasz ludzi w błąd. Po wprowadzonej zmianie przepisów miałam
                  spotkanie z przewodniczącą Sędzią Sądu, w którym mediuję i
                  zapewniam Cię, że wie ona
                  dokładnie o co chodzi. Porozumienie ma dotyczyć kwestii danej
                  sprawy, a więc
                  jeśli jest to sprawa o kontakty, to kontaktów, jeśli kontaktów, jak
                  również
                  alimentów to wszystkiego tego. Szczegółowość jest ważna, gdyż
                  właśnie brak
                  określenia pewnych spraw jest przesłanka do odrzucenia porozumienia.


                  • z_mazur ?????Re: wytrwam-niestety dla niektórych ;) 24.06.10, 18:48
                    I co Twój post ma udowodnić?

                    Że dwoje ludzi potrafi merytorycznie podyskutować?

                    No rzeczywiście, to obniża wartość wypowiedzi zarówno mediator, jak i majkela. smile)))))
                    • only.elvie ?????Re: wytrwam-niestety dla niektórych ;) 24.06.10, 19:17
                      z_mazur napisał:
                      > I co Twój post ma udowodnić?

                      A chociażby to, że mediator.org nie jest tak wspaniałym ekspertem na jakiego się kreuje (a może jest kreowana przez niektóre osoby).

                      Poza tym - interpretuje, choć potem pisze, że tego nie robi, unika odpowiedzi na pytania, zasłaniając się zawodem, sugeruje pewne rzeczy choć potem zawsze jest 'ja tego nie napisałam'.

                      Jak dla mnie wiarygodność tej osoby jest bardzo niska i uważam, że osoby, które czytają powinny być o tym ostrzeżone bo łatwo się nabrać na chwytliwego nica i 'profesjonalny' ton.
                      • z_mazur ?????Re: wytrwam-niestety dla niektórych ;) 24.06.10, 19:33
                        Akurat w cytowanej polemice, to mediator była bardziej przekonująca.

                        > Poza tym - interpretuje, choć potem pisze, że tego nie robi, unika odpowiedzi n
                        > a pytania, zasłaniając się zawodem, sugeruje pewne rzeczy choć potem zawsze jest 'ja tego nie napisałam'.

                        Cóż prostszego jak zacytować i przyłapać na gorącym uczynku?

                        > Jak dla mnie wiarygodność tej osoby jest bardzo niska i uważam, że osoby, które
                        > czytają powinny być o tym ostrzeżone bo łatwo się nabrać na chwytliwego nica i
                        > 'profesjonalny' ton.

                        No to jeszcze dochodzi skłonność do doszukiwania się jakichś niecnych pobudek u każdego. Autentycznie uważam, że Twoja terapia nie zakończyła się sukcesem. smile)))
                        • only.elvie ?????Re: wytrwam-niestety dla niektórych ;) 24.06.10, 19:47
                          z_mazur napisał:
                          > Cóż prostszego jak zacytować i przyłapać na gorącym uczynku?

                          Ponieważ złapana na gorącym uczynku odwraca kota ogonem. Nie każdemu chce się w ten sposób licytować.

                          > No to jeszcze dochodzi skłonność do doszukiwania się jakichś niecnych pobudek u
                          > każdego.

                          A to ja się doszukuję POBUDEK u mediator.org? Skąd to wziąłeś?
                          • z_mazur ?????Re: wytrwam-niestety dla niektórych ;) 24.06.10, 19:57
                            > A to ja się doszukuję POBUDEK u mediator.org? Skąd to wziąłeś?

                            Z tonu Twojej wypowiedzi

                            Podważasz zasadność używania przez mediator.org, "profesjonalnego" nicka. Czyli co, zakładasz że nie jest mediatorem? Czyli podszywa się pod mediatora?

                            A jeśli jest mediatorem, to dlaczego ktoś miałby być przed jej postami OSTRZEGANY? Bo jej rady się Tobie nie podobają?

                            I nadal uważasz, że nie masz problemu? smile))))
                            • only.elvie ?????Re: wytrwam-niestety dla niektórych ;) 24.06.10, 20:15
                              z_mazur napisał:
                              > Z tonu Twojej wypowiedzi

                              A widzisz - więc to Twoja kolejna INTERPRETACJA. Błędna z resztą i całkowicie
                              głupia bo doszukiwanie się POBUDEK jest czymś KONKRETNYM. Nie da się go wyczytać
                              z tonu wypowiedzi. Można np. z zadawania pytań, konstrukcji wypowiedzi. Równie
                              skutecznie z tonu mojej wypowiedzi możesz wnioskować jutrzejsze notowania giełdowe.

                              Ale żeby było jasne - POBUDKI pani mediator.org mnie nie obchodzą.

                              > A jeśli jest mediatorem, to dlaczego ktoś miałby być przed jej postami OSTRZEGA
                              > NY? Bo jej rady się Tobie nie podobają?

                              Nie - dlatego, że mediator (w założeniu profesjonalista) jest na wstępie z
                              tytułu wykonywanego zawodu obdarzony pewną dozą zaufania. Zaufania, na którym
                              można się przejechać. Ja na przykład wolę być ostrzegana przed niekompetentnymi
                              'fachowcami'. Jeżeli pani wychodzi z założenia, że jest bezstronna i tak kreuje
                              swoje wypowiedzi a inne osoby (w tym ja) uważają, że tak nie jest to uważam, że
                              należy o tym mówić głośno.
                              • z_mazur ?????Re: wytrwam-niestety dla niektórych ;) 24.06.10, 20:25
                                > Ja na przykład wolę być ostrzegana przed niekompetentnymi
                                > 'fachowcami'. Jeżeli pani wychodzi z założenia, że jest bezstronna i tak kreuje
                                > swoje wypowiedzi a inne osoby (w tym ja) uważają, że tak nie jest to uważam, że
                                > należy o tym mówić głośno.

                                Ale to Twoje odczucia. Ja i parę innych mamy inne odczucia odnośnie mediator.org. Nie chcę Cię podłamywać, ale nawet w tym wątku tych osób się odezwało całkiem sporo.

                                I co Twoje zdanie jest lepsiejsze...?

                                Zanim kogoś oskarżysz o niekompetencję, to może jakieś przykłady na poparcie tego stwierdzenia.
                  • to.ja.kas Kasiu Masiu 24.06.10, 18:54
                    Kumpluje sie z Majkelem i tez wiecznie za nim tęsknie, co nie znaczy, ze zawsze
                    mamy takie samo zdanie. Ba, mam wrazenie ze te róznice zdań które mamy i o
                    których dyskutujemy własnie spowodoowały, ze tak bardzo Majkiego lubie i czasem
                    za nim tęsknie.
                    Co to ma w ogole do rzeczy?
              • virtual_moth Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 18:05
                jarkoni napisał:

                > Pani mediator(org.zresztą)
                > brakuje nam czasem rzeczowych
                > odpowiedzi popartych opinią fachowca.

                > brakuje czasem chłodnej
                > oceny i zdania fachowca,


                Jarkoni, bez przesady z tym "fachowcem" i chłodną oceną. Mediator dosc mocno przechyla szalę w stronę obrony praw ojców, co oczywiście nie jest złe, ale jak widać w tym wątku - niekoniecznie ZAWSZE słuszne. Z bezstronnością nie ma nic wspólnego np. pomysł, że pan został pozbawiony wladzy w wyniku DOGADANIA się rodziców, a to dlatego, bo autorka wątku jasno napisała, ze "przez" niego ma depresję, teraz zamiast stawic mu czoła ucieka od niego - raczej jest to objaw strachu, zniechęcenia niz skutek "dogadania się". Nie tylko nie jest bezstronnym przypuszczac, ze rodzice kiedykolwiek się dogadywali w kwestii dziecka i władzy rodz., to jest po prostu nielogiczne. A wszystko po to, by udowodnic w dyskusji, ze byc moze ojciec nie jest taki zły, choc wiele wskazuje na to, że ojcem roku (i partnerem) to on nigdy nie był i nie zasługuje na wybielanie. Owszem, nie wiemy wszystkiego, ale ja prędzej uwierzę samej matce, która jest przeciwna kontaktom z ojcem niz "bezstronnej" opinii "fachowca", który ten przypadek kwalifikuje jako "dogadanie się".



                >A co do meritum, nigdzie nie doczytałem się, czy rzeczony ojciec był
                >pozbawiony praw, czy tylko miał ograniczone.

                Jest wyraźnie napisane, że "ojciec nie ma praw rodzicielskich". Myślę, że precyzyjniej juz się nie da. Dlaczego mam wrażenie, że nastapiła tutaj jakaś zbiorowa slepota? Myślenie życzeniowe?

                >Po drugie te sporadyczne kontakty
                >przez 8 lat, co to znaczy?(dla jednych raz na rok, dla innych wręcz >raz na dwa
                >tygodnie)

                Tego nie wiemy, ale skoro pan jest władzy pozbawiony, to widocznie nie za "sporadyczny" kontakt.
                • mediator.org virtual 24.06.10, 18:15
                  ... tworzysz coraz bardziej smile
                  Twój zarzut: "Z bezstronnością nie ma nic wspólnego np. pomysł, że pan został
                  pozbawiony wladzy w wyniku DOGADANIA się rodziców,"
                  I kolejny:
                  "ale ja prędzej uwierzę samej matce, która jest przeciwna kontaktom z ojcem niz
                  "bezstronnej" opinii "fachowca", który ten przypadek kwalifikuje jako "dogadanie
                  się".
                  Zacytuj mi proszę GDZIE napisałam, że W TYM PRZYPADKU ktoś się z kimś
                  dogadywał???Napisałam jedynie, że są takie przypadki.
                  Naprawdę ta dyskusja staje się bezzasadna, bo nawet nie czytasz WSZYSTKICH
                  wypowiedzi, lecz tylko te, które Ci pasują. Inne pomijasz milczeniem.
                  Szczególna obrona praw ojców, zwłaszcza W TYM WĄTKU - proszę o KONKRETNE
                  przykłady moich wypowiedzi świadczące o większej mojej sympatii dla owych "praw
                  ojców" - poczytam z zainteresowaniem, naprawdę wink
                  • virtual_moth Re: virtual 24.06.10, 18:58
                    mediator.org napisała:


                    > Zacytuj mi proszę GDZIE napisałam, że W TYM PRZYPADKU ktoś się z kimś
                    > dogadywał???Napisałam jedynie, że są takie przypadki.

                    Jak rozumiem, napisałaś o istnieniu takich przypadkach ot tak AKURAT w tym watku? Zupełnie bez związku, bo przeciez logika wskazuje, ze akurat ci państwo się niespecjalnie dogadywali? PO CO o tym napisałaś?

                    > proszę o KONKRETNE
                    > przykłady moich wypowiedzi świadczące o większej mojej sympatii dla owych "praw
                    > ojców" - poczytam z zainteresowaniem, naprawdę wink

                    Nieuchwytny całokształt, ale głównie chodzi mi o:
                    1. wspomnienie, ze niektórzy się "doagdują" co do pozbawienia władzy rodz. ojca. Cały czas piszesz "nie oceniam", chcesz byc odbierana jako bezstronna, ale juz sam fakt wspomnienia o tym w tym wątku jest forma oceny, a czasem cos sugeruje. Nie tylko ja tak odbieram Twoje wypowiedzi, takze z_mazur podpiera się twoją opinią (która opinią oczywiście nie jest w Twoim mniemaniu) o tym, ze skoro ISTNIEJĄ przypadki ojców, dobrych zuczków usuwającyh sie w cien i "dogadujących się", to przeciez mozliwe, ze tak było w tym przypadkusmile

                    2. Poddawanie pod wątpliwosc moich słów, ze odebranie władzy jest bardzo trudne, pisanie, ze to "kwestia oceny". I kto to pisze? Osoba, która pisze, ze ma kontakt z dziecmi z domu dziecka. To własnie taka osoba powinna zdawac sobie sprawę z realiów odbierania władzy w Polsce, kiedy dzieci są skazane na spędzenie zycia w dd, bo tatus czy mamusia raz na pół roku cos naobiecują i władzy odebrac nie mozna, ergo nie ma szans na adopcję! No ale na potrzeby wątku kwestia trudnosci odbierania władzy jest kwestią "oceny". Tia. Tez mogę sobie dac nick "bezstronny" i rzucac luzno w przestrzen hasła "a w roku 1987 pilot zrobił błąd i dlatego była katastrofa" przy okazji dyskusji o katastrofie samolotu w 2010. No ale oczywiście nie sugerując, ze w 2010 to pilot popełnił błądsmile

                    3. Szególne rozwinięcie przyczyn pozbawienia władzy, "usprawiedliwiające" zachowania "rodziców". Wrecz racjonalizacja szeregu zachowan doprowadzajacych do pozbawienia władzy, łącznie ze zrzuceniem winy za "usuniecie się w cien" ojca na "agresywną" matkę (piszesz rodzica, ale wiadomo o co chodzi). To jest nie tylko sugestia (bezpodstawna) jak MOGŁO byc w przypadku tytułowego ojca, to jest obrzydliwe relatywizowanie i trywializowanie nagannych zachowan rodzica, któremu odbiera się władzę.
                    • mediator.org Nieuchwytny całokształt, ale głównie chodzi mi o: 24.06.10, 19:47
                      Nieuchwytny całokształt, ale głównie chodzi mi o:.....
                      Otóż to, ŻADNYCH konkretów się nie doszukałąś, bo ich po prostu NIE MA.
                      Wszystko, co tu napisałaś to Twój ODBIÓR moich wypowiedzi.
                      To wszystko smile
                      Może Cie to boli, ale prawdą jest, że:"niektórzy się "doagdują" co do
                      pozbawienia władzy rodz", z_mazur, nie mający klapek na oczach też to wie, jak
                      wiele innych osób. Ameryki to ja w tym stwierdzeniu nie odkryłam, jeśli dla
                      Ciebie jest to nowość (że są tacy rodzice) - to Twoja sprawa.
                      "Poddawanie pod wątpliwosc moich słów, ze odebranie władzy jest bardzo trudne" -
                      boli "poddawanie pod wątpliwość"? Bo chyba nie samo moje stwierdzenie, że czy
                      trudno czy nie zależy to od punktu "siedzenia".
                      "łącznie ze zrzuceniem winy za "usuniecie się w cien" ojca na agresywną" matkę
                      (piszesz rodzica, ale wiadomo o co chodzi)." - ALE WIADOMO O CO CHODZI??? Tak
                      prowadzisz dyskusję???
                      To ja więcej pytań nie mam. Bo jest to żenujące.
                      ZERO KONKRETNEGO podparcia dla Twoich zarzutów względem moich wypowiedzi.
                      Za to dużo "Nieuchwytny całokształt"...
                      • virtual_moth Re: Nieuchwytny całokształt, ale głównie chodzi m 24.06.10, 20:12
                        mediator.org napisała:


                        > Za to dużo "Nieuchwytny całokształt"...
                        Poza "nieuchwytnym całkoształtem" podałam 3 konkretne przykłady Twojej stronniczosci. To NIE JEST tylko mój osobisty odbiór Twoich wypowiedzi, chociaz bardzo starasz się byc bezstronna. Słabo Ci jednak wychodzi, najjaskrawiej to widac w przypadku, gdy poddajesz pod wątpliwość kwestię trudnosci pozbawienia władzy rodzica, mówisz, ze to zalezy od punktu siedzenia. Niestety orzecznictwo jest faktem, nie mozna tego interpretowac. Przekonywac Cię nie muszę, jestem pewna, ze to wiesz, tylko na potrzeby dyskusji się zaparłaś i tak jakos wyszłotongue_out

                        Nie rozumiem dlaczego się tak bronisz przed tą stronniczością, ja tez nie jestem bezstronnasmile Kazdy z nas ma swoje doswiadczenia, wyrobione zdanie itd., to nic złego. Jestes po prostu mediatorem "ukierunkowanym" na potrzeby ojców, tudziez, jak pewnie wolisz, ukierunkowanym na zaspokojenie prawa dziecka do ojca. Ładnie brzmi, prawda, przed czym tu się bronić?smile
                        • mediator.org Re: Nieuchwytny całokształt virtual raz jeszcze 24.06.10, 20:25
                          To, że nie tylko dla Ciebie moje wypowiedzi są jakie są to żadna nowość, bo są
                          tu osoby podobnie... emocjonalne.
                          "najjaskrawiej to widac w przypadku, gdy poddajesz pod wątpliwość kwestię
                          trudnosci pozbawienia władzy rodzica, mówisz, ze to zalezy od punktu siedzenia"
                          Chyba źle zrozumiałaś - chodzi o to, że rodzic, którego pozbawia się praw będzie
                          sądził, że dzieje się to zbyt łatwo, zaś ten drugi, że musiał się strasznie
                          namęczyć, aby pozbawić praw, tego, którego chciał pozbawić.
                          A więc, "nie tak jakoś wyszło" wink
                          A przypomnę, że to Ty pisałaś, że w Polsce jest to BARDZO TRUDNE, "bo Sądy nie
                          chcą ZNIECHĘCAĆ rodziców"... I od tego dyskusja się zaczęła jeśli chodzi o
                          pozbawienie praw.
                          Więc znowu Twój "najjaskrawszy" przykład... jakby nietrafiony smile

                          Bronię się przed zarzutami, które nie mają pokrycia w rzeczywistych moich
                          słowach, a są jedynie wytworem twojej interpretacji, na co dałaś już dowód.
                          Jak dla mnie to wszystko w tym temacie.
                • jarkoni Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 18:50
                  virtual_moth napisała:
                  Jest wyraźnie napisane, że "ojciec nie ma praw rodzicielskich". Myślę, że precy
                  > zyjniej juz się nie da.

                  Nie, kilka osób już pytało czy pozbawiony, czy prawa ograniczone. Autorka wątku
                  pisała na tyle chaotycznie na różne tematy, że ta sprawa nie jest jasna, można
                  tylko domniemywać. Odpowiedzi konkretnej nigdy nie było..

                  Po drugie te sporadyczne kontakty
                  > >przez 8 lat, co to znaczy?(dla jednych raz na rok, dla innych wręcz >r
                  > az na dwa
                  > >tygodnie)
                  >
                  > Tego nie wiemy, ale skoro pan jest władzy pozbawiony, to widocznie nie za "spor
                  > adyczny" kontakt.

                  Dalej nie wiemy co to był za sporadyczny kontakt.
                  Jeśli ojciec mieszkał blisko i widywał się z dzieckiem tylko raz na tydzień albo
                  dwa tygodnie, a mógł codziennie, to też można uznać za sporadyczny kontakt.
                  Autorka wątku tego nie precyzuje.

                  Pkt nr 3. Nie odpowiedziałeś na to. Czy te 50 zł w kopercie co miesiąc to była
                  cała kasa? Czy extra kieszonkowe poza alimentami? Autorka wątku też tego nie
                  precyzuje...

                  Poproszę o rzeczową odpowiedź, bez emocji..
                  • malgolkab Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 19:23
                    jarkoni napisał:

                    > virtual_moth napisała:
                    > Jest wyraźnie napisane, że "ojciec nie ma praw rodzicielskich".
                    Myślę, że precy
                    > > zyjniej juz się nie da.
                    >
                    > Nie, kilka osób już pytało czy pozbawiony, czy prawa ograniczone.
                    Autorka wątku
                    > pisała na tyle chaotycznie na różne tematy, że ta sprawa nie jest
                    jasna, można
                    > tylko domniemywać. Odpowiedzi konkretnej nigdy nie było..
                    >
                    > Po drugie te sporadyczne kontakty
                    > > >przez 8 lat, co to znaczy?(dla jednych raz na rok, dla innych
                    wręcz
                    > >r
                    > > az na dwa
                    > > >tygodnie)
                    > >
                    > > Tego nie wiemy, ale skoro pan jest władzy pozbawiony, to
                    widocznie nie za
                    > "spor
                    > > adyczny" kontakt.
                    >
                    > Dalej nie wiemy co to był za sporadyczny kontakt.
                    > Jeśli ojciec mieszkał blisko i widywał się z dzieckiem tylko raz
                    na tydzień alb
                    > o
                    > dwa tygodnie, a mógł codziennie, to też można uznać za sporadyczny
                    kontakt.
                    > Autorka wątku tego nie precyzuje.
                    >
                    > Pkt nr 3. Nie odpowiedziałeś na to. Czy te 50 zł w kopercie co
                    miesiąc to była
                    > cała kasa? Czy extra kieszonkowe poza alimentami? Autorka wątku
                    też tego nie
                    > precyzuje...
                    >
                    > Poproszę o rzeczową odpowiedź, bez emocji..
                    >
                    >
                    właśnie ja pytałam o to samosmile
                    tylko, że autorki wątku na naszym forum nie ma, więc się nie
                    dowiemysmile no i pozostaje gdybanie lub czytanie między wierszamismile
                  • virtual_moth Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 19:24
                    jarkoni napisał:

                    . Autorka wątku
                    > pisała na tyle chaotycznie na różne tematy, że ta sprawa nie jest jasna, można
                    > tylko domniemywać.

                    Błagam, pwiedz, ze żartujesz... Po co ja się tak spalam i dyskutuję z kims, kto nie ma zielonego pojęcia, o czym dyskutujemy?
                    Jakie "rózne tematy"?! Jakie "chaotycznie"?! Autorka napisała w swoim słynnym już wątku 2 (słownie dwa) posty, w tym tylko jeden - tutułowy opisujący sytuację. Napisała wyrażnie i precyzyjnie - PRAW NIE MA.

                    No ale moze jeszcze podyskutujemy, bo odpaliłam wyszukiwarkę i w innych watkach pisze, że - uwaga - panu nie została nadana władza przy ustaleniu ojcostwa. Off, wreszcie jakies infosmile
                    Co ciekawe wątek powstał na podobny temat w ... 2008 roku:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,571,83111222,,Ojciec_bez_wladzy_rodziciel_czy_moze_zadac_spotkan.html?v=2


                    A tutaj jeszcze jeden wątek rzucający trochę światła:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,571,83075617,83075617,Przyznanie_wladzy_ojcu_ktory_tej_wladzy_nie_mial.html
                    • z_mazur Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 19:43
                      No i całe te Twoje czepianie się, że ojciec w jakiś sposób jest niebezpieczny dla dziecka (BO GO POZBAWIONO PRAW RODZICIELSKICH), nie ma w tej chwili żadnych podstaw.

                      Czyli mamy ojca, który być może ze swojej roli nie wywiązuje się najlepiej, ale jest i matka z problemami emocjonalnymi.

                      Jak dla mnie teraz ta historia wygląda już całkiem inaczej.
                      • virtual_moth Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 20:02
                        z_mazur napisał:


                        > Czyli mamy ojca, który być może ze swojej roli nie wywiązuje się najlepiej, ale
                        > jest i matka z problemami emocjonalnymi.
                        >
                        > Jak dla mnie teraz ta historia wygląda już całkiem inaczej.

                        Jak da mnie wygląda cały czas niejasno, o czym piszę w odpowiedzi na post kowalskiego. Najprawdopodobniej OBOJE mają sporo za uszami. Dlaczego ojciec nie ustalił kontaktów, tak jak się odgrażał 2 lata temu?
                        Imo tak samo prawdopodobne jak utrudnianie przez matkę kontaktów jest to, ze np. matka na poczatku nie utrudniała (stąd dochodziło do spotkan), ale zobaczywszy, że regularne olewanie dziecka (o czym pisze) przez tatusia robi dziecku powazną szkode, zaczęła te spotkania utrudniac. Jedno jest tak samo prawdopodobne jak drugie, choc dziwna niedbałosc ojca w kwestii braku ustalenia kontaktów mówi sporo o jego intencjach...
                        • z_mazur Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 20:16
                          Jedno jest tak samo prawdopodobne j
                          > ak drugie, choc dziwna niedbałosc ojca w kwestii braku ustalenia kontaktów mówi
                          > sporo o jego intencjach...

                          Tak samo jak mnie sporo mówi niechęć matki do czytelnego opisania sytuacji, mimo że parę razy na przestrzeni długiego okresu czasu próbowała uzyskać wsparcie dla swoich pomysłów. Ja np. odbieram to jako niechęć do podania niewygodnych dla siebie faktów.

                          Widząc negatywne nastawienie matki do ojca, zakładam że rysowany przez nią w czarnych barwach jego wizerunek (który nawet mimo tego wcale nie jest jakiś dramatycznie zły), może w rzeczywistości jawić się trochę inaczej.

                          Ale przyznaję, że to tylko gdybania.
                      • mediator.org jakieś konkret 24.06.10, 20:12
                        1.A więc jednak wieloletniej przerwy w kontaktach taty z dzieckiem nie było
                        2. Tata w sposób nieregularny był w życiu dziecka (nie napiszę wciąż, choć
                        ciśnie mi się to pod palcewink)
                        3.Mama dziecka ma kilkuletnie problemy z depresją.
                        4. "Władzy rodzicielskiej nie otrzymał na sprawie o ustalenie ojcostwa. " - a
                        więc NIE ZOSTAŁ JEJ POZBAWIONY - de facto nie możemy twierdzić, że zagraża dziecku.
                        "Czyli mamy ojca, który być może ze swojej roli nie wywiązuje się najlepiej, ale
                        jest i matka z problemami emocjonalnymi." - po prostu tak.
                        5. Moja ocena - mama idzie jednak na łatwiznę chcąc wyrugować tatę z życia
                        dziecka. Nie ma ku temu poważnych przesłanek.
                        Może je oczywiście zdobyć (lu nie) idąc np. z dzieckiem do psychologa i robiąc
                        odpowiednie badania. Ale na pewno nie osiągnie NIC uciekając przed tatą dziecka,
                        jak robi to do tej pory.
                    • panda_zielona Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 20:13
                      virtual_moth napisała:

                      > f, wreszcie jakies infosmile
                      > Co ciekawe wątek powstał na podobny temat w ... 2008 roku:
                      >
                      rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,571,83111222,,Ojciec_bez_wladz
                      y_rodziciel_czy_moze_zadac_spotkan.html?v=2
                      >
                      >
                      > A tutaj jeszcze jeden wątek rzucający trochę światła:
                      >
                      rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,571,83075617,83075617,Przyznan
                      ie_wladzy_ojcu_ktory_tej_wladzy_nie_mial.html

                      Nie bardzo rozumiem stwierdzenie,że ojcu nie została nadana władza
                      rodzicielska przy ustalaniu ojcostwa.Kto występował o ustalenie
                      ojcostwa,tego nie wiemy.Może autorka wątku potraktowała pana
                      wyłącznie jako dawcę.
                      • fafocle Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 20:21
                        A może ojciec jak się dowiedział, że panienka z którą sypiał zaszła w ciążę
                        uznał, ze ciąża to jej problem a on z tym nie chce mieć nic wspólnego. Nie żyli
                        ze sobą jak rodzina nigdy. Otaki niechciany bachor zło konieczne.
                        • z_mazur Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 20:29
                          Tak i potem z tym złem koniecznym przez 9 lat starał się podtrzymywać kontakt. Musi, masochista jakiś. smile
                      • to.ja.kas Panda 24.06.10, 20:21
                        nie można wykluczyc takiego scenariusza. smile
                      • mediator.org to dwie sprawy 24.06.10, 20:28
                        ustalenie ojcostwa i nadanie praw rodzicielskich.
                        I nie daje się praw "z automatu"
                        A dlaczego pan tych praw nie ma - nie wiadomo. chyba, że virtual, bardzo
                        zaangażowana wink znowu coś konkretnego wyszuka. To wychodzi Jej dobrze smileUff wink))
                        • virtual_moth Re: to dwie sprawy 24.06.10, 20:58
                          mediator.org napisała:


                          > A dlaczego pan tych praw nie ma - nie wiadomo. chyba, że virtual, bardzo
                          > zaangażowana wink

                          Mam nadzieję, że to nie jest kpina (oczywiscie zaprzeczysz). Ktos tu wspomniał, ze psychologiem pewnie nie jestes i ja tez wyrazę to przypuszczenie - zresztą nie trzeba byc psychologiem by dostrzec, ze moje zaangazowanie w tym wątku wynika z osobistych doswiadczen. Teraz ruszamy główką - TAK, te doswiadczenia nie są przyjemne, wiążą się z traumą dziecka. No ale to na pewno nie była kpina.

                          Doświadczyłam "powortu uczuc" ojca mojej córki i doskonale wiem czym moze się kierowac matka dążąc do uniemozliwienia tego "powrotu", z tego co widzę nie zrozumie tego nikt, kto nie ma dziecka porzuconego przez niegdys "kochającego" ojca. Kaś - Ty miałaś ten przypadek, ale powrót marnotrawnego przypadł akurat na okres, kiedy córka była (chyba?)trochę starsza. U mnie sprawy nie są do konca zagojone i moja decyzja mogła byc TYLKO jedna. Dlatego tez łatwiej jest mi się wczuc w sytuację autorki watku i obchodzi mnie, gdy ktos ocenia ją nie znając faktów.
                          Koncząc osobisty wtręt dodam dla obronców praw ojca, ze każąc mu isc na drzewo nie za bardzo go skrzywdziłamsmile Przejawił po 5 latach chęć zobaczenia dziecka tylko przy okazji sprawy sądowej, karnej dodam (niealimentacja). Nadal żyje sobie jak pączek w maśle, spokojna głowasmile I to jeszcze nawet lepiej - znowu jest usprawiedliwiony - no bo przeciez mu zakazałamsmile
                          • to.ja.kas Virtual 24.06.10, 21:13
                            Moja sytuacja jest skomplikowana.
                            Zaszłam w ciąże, niemąz jeszcze wtedy wyjechał do Surinamu.
                            Wrócił prze moim rozwiazaniem i stwierdził, że ciążę ma w nosie.
                            Urodziłam córkę, zarejestrowałam jąod własnym nazwiskiem.
                            W dniu porodu zjawił sie w szpitalu wprawdzie i nagle poczułl wenę ojcowską ale
                            jak postanowiłam tak zrobiłam.
                            nagle zakochał sie w dzieciu i we mnie znowu, zyc bez nas nie mógł. Wzielismy
                            slub jak Młoda miała 3 miesiace, zmieniliśmy nazwisko na męża, zarejstrował się
                            jako ojciec i takie tam (moge nie pamietac szczegółów ale jakos tak to było).
                            Przez 7 lat był fatalnym mężem, cudownym ojcem z tendencją do bycia coraz gorszym.
                            Potem rozwód i lęk mojej córki (byłam już wtedy w zwiazku z kimś kogo moja córka
                            uwielbiała). Starałam sie zrobić wszystko by Młoda nie bała sie ojca...ale
                            ojciec zniknął.
                            I przez ten czas aż do czasu jak była w gimnazjum nie dawał znaku zycia. Kiedys
                            raz zadzwonił do mnie i przy okazji rozmawiał z Młodą wyznająć jej miłośc i
                            tesknotę, co Młoda niezmiernie rozbawiło. Potem spotkali się w sądzie.
                            Na żadnym etapie po pierwszej traumie mojej Młodej nie widziałam powodu do tego
                            by jeśli ojciec sie pojawi chronić przed nim Młodą.
                            Moja trauma, moja niechęć do niego, moje złe uczucia to był mój problem.
                            Zawsze stałam na straży poglądu, że jeśli tylko eks zechce znaleźć drogę do
                            córki to ja nigdy mu tego nie uniemożliwię. Nie będę nic za niego robić, ale nie
                            zrobię tez nic co miałoby stanąć na drodzie porozumienia między moją córką a jej
                            ojcem. Bo ja tego męzczyznę wybrałam na ojca mojego dziecka.
                            Nie usprawiedliwiałam go, ale tez nie mówilam o nim xle. Młoda od zawsze
                            wiedziała kto jest jej ojcem, a kto ojcem nie jest i nie mylił się jej mój
                            partner z ojcem.
                            Nigdy nie kazałam mu jako rodzicowi iść na drzewo.
                            Jako męzowi tak. Bo to było moje prawo i moja decyzja. Ale JA NIE MAM PRAWA
                            decydować o tym, by rodzic mojej córki nie miał do niej dostępu i nie zrobi nic
                            by wzbudzić w niej celowa niechęć.
                            Tak, teraz to w ogole mojej głowy nie zaprzata bo Młoda jest dorosła a eks i tak
                            jest niekontaktowy i tak. Ale na każdym etapie życia mojej córki jeśli chciałby
                            mieć kontakt z córka mógłby go mieć i moje uczucia do eksa nie miały z tym nic
                            wspólnego, bo dziada nienawidziłam. teraz mi zwisa.
                            • mediator.org to.ja.kas 24.06.10, 21:35
                              Nawet jeśli opiszesz tu swoje normalne postępowanie w trudnej sytuacji, jaką
                              miałaś i z której, jak piszesz, wyszłaś zwycięsko (nie przenosząc swoich złych
                              emocji do ojca na dziecko) i zrobisz to 10 razy, to mało która Pani to zechce
                              zauważyć i uznać za jakiś dowód, że warto tak postępować jak Ty. Nawet jak jest
                              to niezmiernie trudne, wymaga wysiłku, myślenia nie tylko o sobie...
                              Gratuluję smile
                              • to.ja.kas Re: to.ja.kas 24.06.10, 21:47
                                Mediator, dziekuję smile
                                To miłe co napisałas.
                                Ja nigdy nie traktowałam córki jak swoją własność.
                                Bo ona nigdy nie była i nie jest moją własnością.
                                Zawsze uważałam, że im więcej ludzi ją kocha, im więcej ludzi wokół niej którzy
                                chcą dobrze i dobrze jej życzą tym lepiej dla niej.
                                Opisywałam tu sytuacje z moimi eks tesciami kiedys.
                                Gdy zostałam porzucona w ciązy a teściowie wymienili zamki w mieszkaniu gdzi
                                emieszkałam z niemezem pod moją obecnosc w szpitalu (na podtrzymaniu leżałam)
                                odgrażałam sie ze jak podejda do wózka to kamień wezme i łep rozwalę.
                                Oczywiscie, ze tego nie zrobiłam, mieli szanse byc dziadkami. Kiepskimi byli,
                                ale byli.
                                Jak rozstawalam sie z eksem tez gdzies w duszy mizaswitało, ze teraz to wała a
                                nie Młoda...ale. gdy Młoda miała lat 15 (czyli po 7 latach gdy sie nie odzywali)
                                po moim telefonie do tesciowej (bo tam mieszkał eks) z informacja ze sie
                                przeprowadziłysmy i ze chce podac nowy adres córki ona nagle sie rozpłakała, ze
                                teskni za Paulą i generalnie to ona by chciała ją zobaczyc i takie tam. Młoda
                                własnie jechała do Olsztyna za jakis czas wiec wywołałam Młodej zdjęcia i
                                ubłagałam dosłownie Młoda by poszła do dziadków, bo wprawdzie 7 lat mieli ja
                                gdzies, ale to dziadkowie, a babcia płacze, a może, a zrozum, a sa starsi a nie
                                można sie zaperzać. Młoda z fochem, wzieła zdjęcia i powiedziała "ok, zaniose!"
                                i pojechała. Spotkała sie z dziadkami, z dziadkiem kontaktu nie ma, ale z babcia
                                sporadycznie bo sporadycznie rozmawia kilka razy była.
                                OCZYWISCIE, że mogłabym im wypomniec, ze mówili, ze to nie ich wnuczka i pewnie
                                sie pusciłam, ze zycza nam bysmy zdechły pod mostem z głodu i rózne takie.
                                Mogłabym tym karmic córkę by pamietała jacy sa źli.
                                Tylko po co?
                                Mi córki nie ubędzie ani jak będzie mieć kontakt z ojcem, ani z eks teściami.
                                A za mój osobisty sukces uważam fakt iż wychowałam wesołego, szczęsliwego, nie
                                mającego kompleksów i lęków człowieka.
                      • virtual_moth Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 20:41
                        panda_zielona napisała:


                        > Nie bardzo rozumiem stwierdzenie,że ojcu nie została nadana władza
                        > rodzicielska przy ustalaniu ojcostwa.Kto występował o ustalenie
                        > ojcostwa,tego nie wiemy.Może autorka wątku potraktowała pana
                        > wyłącznie jako dawcę.

                        Wiemy, kto występował, bo wtedy mogła występowac tylko matka. Przy ustaleniu ojcostwa sąd moze:
                        - nadac władzę ojcu
                        - nie nadac tej władzy
                        Podstawa prawna - taka sama ja przy pozbawieniu władzy. Czyli nie nadaje się władzy w przypadku trwałej przeszkody (długie wiezienie, znaczna odległosc), rażacego zaniedbywania obowiazków, naduzywania władzy (choc tu bardziej chodzi o robienie krzywdy dziecku, bo włądzy przeciez nie ma). Najczesciej nie nadaje się władzy ojcu, któreu zostało udowodnione ojcostwo, ale:
                        - nie pomagał finansowo dziecku (choc oczywiscie nie jest do tego prawnie zobowiązany, jako nie-ojciec, ale sporo mówi o jego stosunku do nowonarodzonego)
                        - nie przyznaje się do dziecka, nie chciał go nigdy uznać
                        - nie dąży do kontaktu, w praktyce musi byc to kontakt zerowy

                        Słusznym poniekąd jest stwierdzenie, że sądy bardzo często nie nadają władzy przy ustaleniu ojcostwa, ale bynajmniej nie ze względu na rutynę czy stronniczość. Po prostu chu...ów, którzy zrobili dziecko i umywają rączki jest zdecydowana większosc niz takich, którzy są gotowi poniesc odpowiedzialnosc.

                        Oczywiscie moze byc tez tak, ze pani np. nie mówiła facetowi nic o ciąży po wpadce, chciała go od poczatku wylogowac, bo np. od początku miała innego faceta. Przeczy temu jednak to, ze kontakty póżniej się odbywały, czyli jakas dobra wola pani wystąpiła. Pytanie co tymi dobrymi chęciami zachwiałosmile Równie dobrze moze to byc nowy facet (niestety częste przypadki, nowy tatus itd), ale też strach o dziecko przed znikającym ojcem, który pojawiał się kiedy chcial, by potem robic sobie dłuzsze przerwy.
                        • z_mazur Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 21:04
                          Nie wzięłaś jednej opcji pod uwagę. Nie było kiedyś obowiązku ustalenia ojcostwa.

                          Dopiero teraz sobie uświadomiłem, że mam taką znajomą, której córka nie ma ustalonego ojcostwa, mimo że matka wie kto był ojcem. Nie chciała jednak, żeby on miał jakiekolwiek prawa do dziecka, bo postanowiła sama je wychować. Ojciec o to nie zabiegał. No i sąd się w ogóle w to nie mieszał.

                          Również tutaj mogła być taka sytuacja. Czyli brak praw rodzicielskich nie musi być w żaden sposób związany z tym jakim ojcem dla dziecka był ojciec. Można mieć jedynie zastrzeżenia do faktu, że nie zabiegał o prawa rodzicielskie, ale mogła to być wspólna decyzja rodziców.
                          • to.ja.kas Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 21:16
                            na pewno mozna było nie podac nazwiska ojca...bo ja tak zrobiłam. uznanie Młodej
                            nastąpiło potem. Ale pisze o tym wyzej.
                          • only.elvie Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 21:22
                            z_mazur napisał:
                            > Nie wzięłaś jednej opcji pod uwagę. Nie było kiedyś obowiązku ustalenia ojcostwa.

                            Tak w kwestii formalniej - teraz też nie ma wink
              • only.elvie Re: To nie jest dla mnie tylko praca... 24.06.10, 19:04
                jarkoni napisał:
                > Dziękuję że Pani z nami jest i wspiera fachową poradą,
                > w ferworze polemik i dyskusji, a czasem i kłótni brakuje czasem chłodnej
                > oceny i zdania fachowca
                (...)
                > Za dużo tych ale..

                No tak - za dużo tych 'ale' - każdy je interpretuje jak chce RÓWNIEŻ mediator.org, co został jej wytknięte. Ale ona to przecież 'chłodna ocena fachowca". Jak widać niektórzy mogą więcej smile

                It made my day big_grin big_grin big_grin
                • mediator.org only.elvie 24.06.10, 19:57
                  "każdy je interpretuje jak chce RÓWNIEŻ mediator.org, co został jej wytknięte"
                  Wytykać możemy sobie wszystko, tyle, że wartoby mieć dowody w postaci wypowiedzi
                  (skoro jesteśmy na forum)
                  Jak na razie KONKRETNYCH cytatów z moich wypowiedzi, które dowodziłyby braku
                  mojej bezstronności się nie doczekałam. Prosiłam Pewną osobę, aby zacytowała mi
                  moje własne wypowiedzi będące dowodem na zasadność zarzutów kierowanych w moją
                  stronę - nie doczekałam się.
                  Jedyne co znalazła na poparcie zarzutów w stronę moich wypowiedzi to
                  "Nieuchwytny całokształt" i jej osobiste po prostu, że "ale wiadomo o co
                  chodzi", choć piszę coś innego.
                  Tak-ale jest dużo, np ale dlaczego ludzie wolą czytać miedzy wierszami i sobie
                  dopowiadać? Albo: ale mnie naprawdę nie interesują domysły typu "wiadomo o co
                  chodzi", bo tak dyskutują dzieci.
                  Only.elvie, skoro Ty zarzucasz mi brak bezstronności zabaw się proszę i zacytuj
                  mi słowa, gdzie popełniłam tę straszną zbrodnię.
                  Wiem, nie chce Ci się wink
                  Tak, niektórzy mogą więcej.
                  • virtual_moth Re: only.elvie 24.06.10, 20:25
                    mediator.org napisała:


                    > Jak na razie KONKRETNYCH cytatów z moich wypowiedzi, które dowodziłyby braku
                    > mojej bezstronności się nie doczekałam.

                    Opisałam Twoje słowa, oczywiscie mogłabym cytować wprost, ale po co? Powiedziałam, ze wspomniałaś o tym czy tamtym jakby "przy okazji" tego wątku, tego ze wspomniałaś nie wypierasz się, więc po co konkretne cytaty? Dałam Ci nawet porównanie do pilota i samolotu, zeby dokładnie pokazac Ci jak mogą byc odbierane Twoje wypowiedzi, czyli wtręty o:
                    - o tym, że gdzies tam to nawet rodzice się dogadują w kwestii odebrania władzy
                    - o tym, że odbieranie władzy wcale nie jest "trudne", bo zalezy to od punktu siedzenia
                    - o przypadkach, gdy to - niech Ci będzie - jeden RODZIC jest usprawiedliwony olaniem dziecka bo drugi RODZIC jest agresywny

                    A wszystko to w wątku nie o wyzszosci sera nad szynką, tylko w wątku o między innymi braku władzy rodzicielskiej OJCA (nie rodzica).

                    Wydaje mi się, ze trochę zbyt emocjonalnie podchodzisz do tego, jak ktos interpretuje Twoje posty. Zresztą to nie jest wątek o Tobie, więc chyba niepotrzebnie cała ta dygresja. Ja juz zasygnalizowałam jarkoniemu, że z tą opinią o chłodnej ocenie profesjonalsity niekoniecznie wszyscy się zgadzają i to wystarczy.
                    • mediator.org rozbawiona, choć i zazenowana 24.06.10, 21:08
                      Twoja bezradność w podjęciu rzetelnej dyskusji jest rozbrajająca:
                      "oczywiscie mogłabym cytować wprost, ale po co?"
                      i drugie powalające:
                      " Opisałam Twoje słowa, oczywiscie mogłabym cytować wprost, ale po co?
                      Powiedziałam, ze wspomniałaś o tym czy tamtym jakby "przy okazji" tego wątku,
                      tego ze wsp omniałaś nie wypierasz się"
                      - mam udowadniać, że nie jestem wielbłądem?! Czego mam się wyprzeć skoro NIC
                      KONKRETNEGO nie napisałaś?!
                      I kolejna sugestia TWOJA, że JA gdzieś napisałam, i, że JEST TO MOJE ZDANIE że:
                      "jedn RODZIC jest usprawiedliwony olaniem dziecka bo drugi RODZIC jest agresywny"
                      USPRAWIEDLIWIONY??? Napisałam JEDYNIE że takie przypadki istnieją.
                      Kolejny cymesik Twojej INTERPRETACJI:
                      "- o tym, że odbieranie władzy wcale nie jest "trudne", bo zalezy to od punktu
                      siedze"
                      Wyjaśniłam Ci już co miałam na myśli - odbiór samych zainteresowanych. Napisałam
                      też wcześniej, że Sąd, wbrew temu co TY napisałaś (nie chce zniechęcać rodziców
                      wink) kieruje się DOBREM DZIECKA i argumentami stron.
                      Na każdym kroku dokonujesz przeinaczeń, gdy proszę o KONKRETNE CYTATY z moich
                      wypowiedzi wykręcasz się.
                      To jest po prostu dziecinne.
                      Wątek nie jest o mnie (skąd ten pomysł?), dlatego dyskutuję nie o sobie, jakbyś
                      nie zauważyła, lecz odnoszę się do Twoich wypowiedzi, które mają na celu
                      wmówienie mnie i innym, że piszę coś, czego NIE PISZĘ i NIE TWIERDZĘ. Nie bardzo
                      tylko wiem po co Ci ta zabawa?
                      Zamiast tego może jednak po prostu, jak dorosły człowiek coś jednak
                      zacytuj?...na poparcie swoich argumentów.
                      Lub zwyczajnie skończ bezsensowną przepychankę, skoro argumentów brak.
                  • only.elvie Re: only.elvie 24.06.10, 21:08
                    mediator.org napisała:
                    > Jak na razie KONKRETNYCH cytatów z moich wypowiedzi, które dowodziłyby braku
                    > mojej bezstronności się nie doczekałam.

                    Mediator - był cały wątek, gdzie na głowie wręcz stawałaś pisząc co matka dla
                    dziecka jeszcze powinna (mimo, że i tak opieka w większości spadała na nią) a o
                    ojcu pisałaś per 'dobrze by było, żeby był obecny'. Uważam, że tam całkowicie
                    skompromitowałaś swoją bezstronność.

                    Przykład braku bezstronności w tym przypadku? Bardzo proszę:
                    "Nie oceniam, czy rodzice, którzy nieregularnie widują się ze swoimi dziećmi
                    robią dobrze czy źle.
                    Piszę jedynie, że tata ma prawo do swoich starań o te kontakty.
                    A mama w tym opisanym przypadku postępuje mało dorośle."
                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,113282091,113311557,i_jeszcze_jedno.html
                    No właśnie - kolejny raz krytykujesz matkę podczas gdy 'nie oceniasz' ojca. Za
                    każdym razem gdy coś pada o jego zachowaniu piszesz 'nie wiemy' - przy czym
                    działa u Ciebie domniemanie jego niewinności (nawet wbrew statystyce) - skoro
                    nie wiemy, to nie można zakładać, że tak jest. I ja się z tym domniemaniem
                    niewinności całkowicie zgadzam o ile nie idzie za tym sugestia, że 'nie wiemy' +
                    strzępki informacji = nie jest.

                    I dalej - dopytujesz się DLACZEGO ojciec postępował tak a nie inaczej. Piszesz:
                    "Pytania pozostają. Dlaczego przestał (może wyjechał, może zaistniała inna
                    okoliczność), dlaczego pisze listy."
                    forum.gazeta.pl/forum/w,24087,113282091,113305132,Re_dlaczego_rodzic_pozbawiony_praw_.html
                    a jadnocześnie tak po prostu BEZ PYTAŃ oceniasz matkę:
                    "Mama dziecka, w tym opisanym przypadku, zachowała się dziecinnie (ocena moja)"
                    Czy gdzieś dopytujesz się o MOTYWY jej działania? Czy gdziekolwiek napisałaś
                    'nie wiemy' lub 'mamy za mało informacji o tym dlaczego tak boi się kontaktów'?

                    Podsumowując - jedna ze stron (ojciec) ma u Ciebie przywilej domniemania
                    niewinności - druga (matka) domniemanie winy. Nie pierwszy raz.
                    • z_mazur Re: only.elvie 24.06.10, 21:21
                      > Mediator - był cały wątek, gdzie na głowie wręcz stawałaś pisząc co matka dla
                      > dziecka jeszcze powinna (mimo, że i tak opieka w większości spadała na nią) a o
                      > ojcu pisałaś per 'dobrze by było, żeby był obecny'. Uważam, że tam całkowicie
                      > skompromitowałaś swoją bezstronność.

                      No widzisz, to tylko Twoja ocena. Ja uważam, że zdanie mediator, było wyważone i obiektywne.

                      > Przykład braku bezstronności w tym przypadku? Bardzo proszę:
                      > "Nie oceniam, czy rodzice, którzy nieregularnie widują się ze swoimi dziećmi
                      > robią dobrze czy źle.
                      > Piszę jedynie, że tata ma prawo do swoich starań o te kontakty.
                      > A mama w tym opisanym przypadku postępuje mało dorośle."
                      > rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,24087,113282091,113311557,i_jeszcze_jedno.html
                      > No właśnie - kolejny raz krytykujesz matkę podczas gdy 'nie oceniasz' ojca. Za
                      > każdym razem gdy coś pada o jego zachowaniu piszesz 'nie wiemy' - przy czym
                      > działa u Ciebie domniemanie jego niewinności (nawet wbrew statystyce) - skoro
                      > nie wiemy, to nie można zakładać, że tak jest. I ja się z tym domniemaniem
                      > niewinności całkowicie zgadzam o ile nie idzie za tym sugestia, że 'nie wiemy'
                      > +
                      > strzępki informacji = nie jest.

                      A z tym, to się już nawet polemizować nie chce.
                      Mediator wyjaśniała, że pisząco o prawie do kontaktu pisała to w oderwaniu od oceny konkretnego przypadku i tylko tyle, a Ty się w tym doszukujesz jakiegoś specjalnego traktowania ojców. I Ty komuś zarzucasz brak obiektywizmu... Wolne żarty. Podobnie można się rozprawić z pozostałymi Twoimi argumentami, ale autentycznie jakoś mi się nie chce.

                      Wiem, wiem, to dziecinne z mojej strony. smile
                    • mediator.org Re: only.elvie raz jeszcze 24.06.10, 21:27
                      Jeśli samo "nie wiemy" jest dla Ciebie dowodem, że komuś "daję fory" - Twój wybór.
                      Mamę oceniłam w konkretnym zachowaniu (biały tydzień), bo opisała co zrobiła,
                      jak postąpiła a więc było co oceniać.
                      Domniemanie niewinności... Twoja interpretacja. Starałam się jedynie przekazać,
                      że nie wiemy nic o złym zachowaniu ojca, zgodnie z prawdą. Za to wiemy o mamy.
                      No może i przykre, że wiemy...
                      Z wątków, które zostały wyszukane okazuje się, że jednak praw mu nikt nie
                      ODEBRAŁ, że przerwy jednak długiej nie było.
                      "> I dalej - dopytujesz się DLACZEGO ojciec postępował tak a nie inaczej. Piszesz:
                      "Pytania pozostają. Dlaczego przestał (może wyjechał, może zaistniała inna
                      okoliczność), dlaczego pisze listy."
                      A moje dopytywanie to według Ciebie o czym świadczy, bo nie wiem?
                      "a jadnocześnie tak po prostu BEZ PYTAŃ oceniasz matkę:
                      "Mama dziecka, w tym opisanym przypadku, zachowała się dziecinnie (ocena moja)"
                      A o co się pytać, gdy mama napisała CO zrobiła? O tacie niewiele można było
                      napisać, o mamie tak - to dowód stronniczości?! Ciekawe...
                      I skąd Twoje ciągłe wmawianie "domniemania niewinności"?:
                      " Podsumowując - jedna ze stron (ojciec) ma u Ciebie przywilej domniemania
                      niewinności - druga (matka) domniemanie winy"
                      Zapomniałaś jedynie dodać, że oceniłam jedynie JEDNO zachowanie matki,
                      konkretnie przez nią opisane. Nie samą matkę, że jest wyrodną, złą kobietą.
                      Pisałam jedynie, że tata MA PRAWO WIDYWAĆ SIĘ Z DZIECKIEM a mama robi
                      niewłaściwie kierując się jedynie swoim interesem (poukładała sobie życie na
                      nowo) chcąc tatę wywalić z życia dziecka na amen.
                      Coś jeszcze?...
                      W wątku o którym wspominasz chodziło zupełnie o coś innego, więc "co ma piernik
                      do wiatraka"? Tam szła sprawa o kasę i roszczenia pani względem pana, który
                      płacił regularne alimenty.
                      • only.elvie Mediator - raz jeszcze 24.06.10, 21:41
                        mediator.org napisała:
                        > Jeśli samo "nie wiemy" jest dla Ciebie dowodem, że komuś "daję fory"

                        Czytanie ze zrozumieniem chyba boli smile Nie SAMO 'nie wiemy' tylko odnoszenie
                        'nie wiemy' tylko do JEDNEJ STRONY (konkretnie ojca).

                        > Domniemanie niewinności... Twoja interpretacja. Starałam się jedynie przekazać,
                        > że nie wiemy nic o złym zachowaniu ojca, zgodnie z prawdą. Za to wiemy o mamy.

                        Wiemy czy ZAKŁADAMY? Czy nie znając motywacji matki można ją jednoznacznie
                        ocenić? Ojca nie można bo przecież 'nie wiemy'. Piszesz, że nie wiemy czy ojciec
                        jest dla dziecka niebezpieczny - owszem NIE WIEMY ale czyż nie uważasz, że ta
                        informacja jest dość istotna w kwestii oceny zachowania matki? Nie - o to nie
                        pytasz - Ty ją od razu oceniasz. Mało tego stosujesz świetną figurę retoryczną
                        'wiemy' - nie Twoje założenia NIE SĄ wiedzą powszechną.

                        > A moje dopytywanie to według Ciebie o czym świadczy, bo nie wiem?

                        Tak - dopytywanie się o motywy tylko JEDNEJ strony o czymś świadczy. O braku
                        bezstronności.

                        > A o co się pytać, gdy mama napisała CO zrobiła? O tacie niewiele można było
                        > napisać,

                        Ależ o ojcu też można było napisać co ROBIŁ. Chociażby, że utrzymywał
                        sporadyczny, nieregularny kontakt. Ale dla Ciebie względem ojca to mało - tu
                        przypominasz, że nie wiemy DLACZEGO! O matkę już się nie pytasz. Mało tego -
                        dalej w poście piszesz, żekieruje się tylko swoim interesem! Oceniasz nawet to,
                        czego nie wiesz - oczywiście tylko w stosunku do matki.

                        > Tam szła sprawa o kasę i roszczenia pani względem pana, który
                        > płacił regularne alimenty.

                        I co - chwała i cześć mu za to? Kompromitujesz się kolejny raz. Tam też po
                        prostu nie byłaś bezstronna. Inna sprawa - ten sam schemat.
                        • mediator.org ostatnia moja wypowiedź, bo za dużo już... 24.06.10, 22:06
                          Mamę oceniłam w JEDNYM zachowaniu, gdyż było ono rażące. Motywy jej postępowania
                          mogły być różne, co nie zmienia faktu, że postąpiła niewłaściwie, dziecinnie
                          uciekając z dzieckiem z białego tygodnia.
                          Odnoszenie "nie wiemy" do jednej strony - o mamie coś jednak wiedzieliśmy, o
                          tacie właściwie nic.
                          Sprawa "niebezpiecznego taty" powstała w słowach którejś z pań. Mnie w ogóle do
                          głowy by nie przyszła po opisie mamy, bo gdyby coś takiego istniało mama nie
                          pytałaby na forum jak pozbyc się taty, gdyż argumenty miałaby w dłoni.
                          O motywy ŻADNEJ ZE STRON się nie dopytywałam. Zastanawiałam się jedynie CO SI
                          STAŁO, że tata przestał kontaktować się z dzieckiem.
                          Były też moje wypowiedzi, w których wypunktowałam DOKŁADNIE co wiemy - zostały
                          ZUPEŁNIE POMINIĘTE.Widocznie były za bardzo BEZSTRONNE wink))
                          Twoje słowa:
                          "Wiemy czy ZAKŁADAMY? Czy nie znając motywacji matki można ją jednoznacznie ocenić"
                          NIE MATKĘ, lecz jej KONKRETNE zachowanie. Mała różnica a jednak
                          ogromna...Imputujesz coś, czego nie napisałam.
                          Reasumując - tata ma prawo spotykać się z dzieckiem, nigdy nie zostały mu
                          odebrane prawa (ileż pań to twierdziło! ciekawe, że im się "nie oberwało" jak
                          mnie wink)nie jest niebezpieczny dla dziecka (ciekawe która z pań pierwsza to
                          wymyśliła? wink) mamie nie jest na rękę aby tata zaistniał w życiu dziecka na nowo.
                          Oceniam mamę w jednym zachowaniu, nie w "całokształcie", bo go nie znam.
                          Pisanie, że "pokładałam' sobie życie i taty dziecka sobie nie życzę jest żenujące.
                          • only.elvie Re: ostatnia moja wypowiedź, bo za dużo już... 24.06.10, 22:35
                            mediator.org napisała:
                            > Mamę oceniłam w JEDNYM zachowaniu, gdyż było ono rażące. Motywy jej postępowania
                            > mogły być różne, co nie zmienia faktu, że postąpiła niewłaściwie

                            No ale o ojcu już nie napiszesz 'motywy jego postępowania mogły być różne, co
                            nie zmienia faktu, że postępował niewłaściwie'.

                            > O motywy ŻADNEJ ZE STRON się nie dopytywałam.

                            Owszem - wypominałaś każdemu, że NIE WIEMY nic o motywach ojca. Linkowałam.

                            > NIE MATKĘ, lecz jej KONKRETNE zachowanie. Mała różnica a jednak
                            > ogromna...Imputujesz coś, czego nie napisałam.

                            Wycięłaś fragment mojej wypowiedzi gdzie dalej było "czyż nie uważasz, że ta
                            informacja jest dość istotna w kwestii oceny zachowania matki?" Zwracam uwagę na
                            słowo ZACHOWANIE, którego się uczepiłaś.

                            > mnie wink)nie jest niebezpieczny dla dziecka

                            I masz znów - WIESZ, że nie jest czy wiesz na podstawie domniemania niewinności
                            (bo nigdzie nie napisano, że jest)?

                            > Pisanie, że "pokładałam' sobie życie i taty dziecka sobie nie życzę jest żenują
                            > ce.

                            A to bardzo dobrze, że autorka wątku NIGDZIE tak nie napisała big_grin
                          • virtual_moth Re: ostatnia moja wypowiedź, bo za dużo już... 24.06.10, 22:42
                            mediator.org napisała:


                            > Reasumując - tata ma prawo spotykać się z dzieckiem, nigdy nie zostały mu
                            > odebrane prawa

                            Ciekawe, dlaczego bezstronnie nie zadajesz pytania, dlaczego mu te prawa nie zostały nadane. Po prostu mediatorowi wypadałoby.


                            > nie jest niebezpieczny dla dziecka (ciekawe która z pań pierwsza to
                            > wymyśliła? wink)

                            Ja. Nie wiedzielismy czy panu zostały odebrane prawa, czy nie nadane. Bralismy pod uwagę 1 opcję, ja zwróciłam uwagę, że MÓGŁ działać na szkodę dziecka, bo to WPROST wynika z KRiO. Z_mazur słusznie zauwazyl, ze wtedy prawdopodobnie miałby zakaz kontaktów, wiec wykluczylismy to.
                            Mogłabyś jednak jako mediator zauważyć, że TERAZ, kiedy wiemy, że panu nie została nadana władza 9 lat temu, NIE MOZNA WYKLUCZYĆ, że pan nie dziala na szkodę dziecka. To nie było badane przez sąd od 9 lat. Wypadałoby się nad tym zastanowic, zwłaszcza ze matka pisze o jakichś dziwnych akcjach z nastawianiem dziecka przeciw niej, dziwnym zachowaniu dziecka po kontaktach z ojcem. Oczywiście moze bajdurzyć, tak jak ojcowie niektórzy bajdurzą o "utrudnianiu kontaktów", ale bezstronnej osobie wypadałoby zwrócić uwagę na ten drobny fakt. Ogólnie na fakty, że tak naprawdę nie wiemy teraz NIC.
                            • mediator.org chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 06:17
                              podejścia virtual o only.
                              Dwie Panie, będące jednymi z wielu osób, które wzięły udział w tym wątku
                              ogromnie się "zafiksowały" na udowodnieniu (jednak brak konkretów po za
                              sugestiami i czymś co można nazwać "tak to odebrałam"), że brak moim
                              wypowiedziom obiektywizmu.
                              Na szczęście są osoby, które nie czytają pomiędzy wierszami tego co piszę i
                              twierdzą coś odwrotnego do tezy obu Pań wink)Obie Panie twierdzą też, że mama z
                              owego wątku na 100% ma powody, aby pozbyć się taty dziecka.
                              I chyba odkryłam dlaczego... Dla obu Pań termin "obiektywny" najwyraźniej
                              oznacza "niekrytykujący mamy rozwiedzionej, która ma zawsze rację"
                              Nawet gdy jej nie ma... to ją ma. I dlatego dyskusja jest bezzasadna.
                              Takie kwiatki tego dowodzą:
                              " dlaczego bezstronnie nie zadajesz pytania, dlaczego mu te prawa nie zostały
                              nadane. Po prostu mediatorowi wypadałoby."
                              To dwie różne rzeczy, o czym już też pisałam. A nienadanie praw może wynikać z
                              prostego faktu - pan się o te prawa nigdy nie starał.
                              JAK JUŻ ZDĄŻYŁAŚ ZAUWAŻYĆ, gdyby szkodził dziecku miałby zakaz spotkań. A więc
                              sugerowanie (czy zastanawianie się, co mi zalecasz), że pan nie ma praw, bo
                              szkodził dziecku przeczy Twoim własnym słowom!
                              Sama strzelasz sobie gola, tak bardzo chcesz udowodnić, że masz rację. Właściwie
                              jakbyś dyskutowała sama ze sobą wyszłoby na to samo wink
                              Drugi podobny kwiatek:
                              "Mogłabyś jednak jako mediator zauważyć, że TERAZ, kiedy wiemy, że panu nie
                              została nadana władza 9 lat temu, NIE MOZNA WYKLUCZYĆ, że pan nie działa na
                              szkodę dziecka. To nie było badane przez sąd od 9 lat"
                              - matko kochana, mój były też nie był badany przez Sąd, jak pewnie wielu tu
                              tatusiów, masakra po prostu wink)
                              ( argument z typu "rozpaczliwych"co by tu jeszcze wymyślić, żeby wyszło "na
                              moje".) A wykluczyć to nie można bardzo wielu rzeczy, tyle, że TO ŻADEN ARGUMENT.
                              Za to szkodliwość wpływu taty na dziecko została stwierdzone przez mamę bez
                              żadnych badań.
                              W jednej ze swoich wypowiedzi napisałam, że mama ma prawo i może i powinna
                              postarać się o prawne argumenty, jeśli uważa, że tata szkodzi dziecku. Dla
                              Ciebie oczywiście to za mało obiektywne? wink)

                              "Matka pisze o dziwnych akcjach... "
                              Mama ma depresję... W tym stanie rzeczywistości nie ocenia się obiektywnie i
                              różne rzeczy mogą wydawać się "dziwne".
                              Jeśli mają miejsce "dziwne akcje" może się przed nimi bronić, ale... nie w ten
                              sposób, że ucieka z dzieckiem z "białego tygodnia", bo to po prostu nie
                              rozwiązuje żadnego problemu, a jedynie go nawarstwia.

                              Zastanawia mnie skąd w obu Paniach taka straszna obrona przed uznaniem prostej
                              prawdy, że rozwiedziona mama jednak nie zawsze postępuje właściwie, a tata
                              dziecka ma prawo tak czy inaczej do spotkań z dzieckiem?
                              Sugestie się nasuwają, ale Panie odpowiedzą sobie same...

                              A teraz only:
                              "Owszem - wypominałaś każdemu, że NIE WIEMY nic o motywach ojca. Linkowałam." Z
                              tego co pamiętam pisałam, ze nie wiemy DLACZEGO tata przestał się widywać z
                              dzieckiem, dlaczego pisze jedynie listy. Pytałam o POWODY zmiany zachowania.
                              Możesz to nazywać "motywami", bo tak Ci pasuje smile
                              Zarzut only:
                              "Wycięłaś fragment mojej wypowiedzi gdzie dalej było "czyż nie uważasz, że ta
                              informacja jest dość istotna w kwestii oceny zachowania matki?" Zwracam uwagę na
                              słowo ZACHOWANIE, którego się uczepiłaś.
                              Ty uczepiłaś się, że oceniam MATKĘ, co było nieprawdą (kolejną zresztą).
                              Zarzut only;
                              "nie jest niebezpieczny dla dziecka
                              I masz znów - WIESZ, że nie jest czy wiesz na podstawie domniemania niewinności
                              (bo nigdzie nie napisano, że jest)?"
                              Nie dlatego, że nigdzie nie napisano, lecz dlatego, że staram się myśleć. Gdyby
                              był niebezpieczny mama dziecka nie pisałaby, że nie wie co zrobić, aby się go
                              pozbyć z życia swego i dziecka i co zrobić, aby uniknąć z nim spotkań -argument
                              miałaby w ręku.
                              I jak już zauważyła nawet virtual wink miałby zakaz spotkań.
                              Logiczne, choć boli wink

                              only:
                              "Pisanie, że "pokładałam' sobie życie i taty dziecka sobie nie życzę jest żenujące.
                              A to bardzo dobrze, że autorka wątku NIGDZIE tak nie napisała big_grin "

                              Only, Autorka wątku napisała, cytuje:
                              "Nikt nie ma ochoty się z nim spotykać i go oglądać."
                              Czy trzeba te słowa jeszcze tłumaczyć? Może one oznaczają np.: życzę sobie taty
                              dziecka w życiu swoim i naszego synka? Albo: ale fajnie, że tata synka się
                              pojawił i znowu go widzę?
                              Puść wodze fantazji. smile
                              Bo nie się jakoś nie bardzo chce...
                              • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 07:41
                                mediator.org napisała:


                                No to jedziemy dalejsmile


                                > nienadanie praw może wynikać z
                                > prostego faktu - pan się o te prawa nigdy nie starał.

                                NIE. Sąd orzeka o władzy rodz. na sprawie o ustalenie ojcostwa niezależnie od tego czy tatuś się "stara" o władzę czy nie. Po prostu musi orzec w tej kwestii. Obojętność ojca moze jednak byc jednym z powodów do wydania orzeczenie o nie nadaniu władzy, to jasne. Uwazasz, że obojętność ojca wobec tak istotnego faktu nie ma znaczenia dla oceny całej tej sprawy i jego postawy? Odebranie praw - be, nie nadanie władzy - cacy, tatus kryształowy?

                                No ale zostawmy to, były powody nie nadania władzy, ale to było dawno temu, mogło się wiele rzeczy zmienić, zgoda. Zarówno na korzyść (ojciec mógł się zrehabilitowac) jak i NIEKORZYSĆ I DLATEGO piszę, że TERAZ tatuś moze działać na szkodę dziecka, jest po prostu taka mozliwość, której Ty w ogóle nie bierzesz pod uwagę. Takiej mozliwosci nie wyklucza fakt, iż 9 lat temu nie postanowiono o zakazie kontaktów.


                                >A wykluczyć to nie można bardzo wielu rzeczy, tyle, że TO ŻADEN ARGUMEN
                                > T.

                                Oczywiście, ale nie rozmawiamy w tej chwili o argumentach na korzysc mamy czy taty, ale o tym, że TY nie zauważasz, że tak naprawdę nie wiemy NIC ani o mamie, ani o tacie. Z taką samą łatwością mozemy teraz opowiadac się po stronie matki (moze ma rację, że ojciec działa na szkodę dziecka i próbuje dziecko chronic) jak i ojca (moze to matka utrudniała kontakty i nastąpił przez nią zanik więzi ojca z dziekciem).
                                Ty nie zauważasz, że mogło byc różnie. Bardziej skłaniasz się ku ojcu. Wczesniej byłaś ostrożniejsza, cały czas powtarzałaś "ja nie oceniam", teraz przestałaś się kontrolowaćtongue_out


                                > Zastanawia mnie skąd w obu Paniach taka straszna obrona przed uznaniem prostej
                                > prawdy, że rozwiedziona mama jednak nie zawsze postępuje właściwie, a tata
                                > dziecka ma prawo tak czy inaczej do spotkań z dzieckiem?

                                Ja sama napisałam, że tata ma prawo do uregulowania kontaktów. Tak samo w co drugim poście powtarzam, że mamy mało danych na temat tak i ojca, jak i matki, by jednoznacznie ich oceniac. Oczywiście kazdy z nas ma prawo opowiedziec się po stronie ojca lub matki, bo jestesmy ludzmi, mamy wlasne doswiadzenia. Co innego tzw mediator... kóremu BTW średnio wychodzi mediacja także gdy chodzi o jego własna osobę. Z kazdym postem coraz bardziej sie emocjonujesz, widać, że masz problemy z przyjęciem krytyki. I jesli ktos tutaj strzela wsobie w stope to Ty, bo po tej dygresji na Twój temat i Twojej rekacji na krytykę ja nie muszę juz się wysilac by udowadniac, że "chłodna" ocena nie jest Twoją domeną.
                                • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 09:16
                                  > NIE. Sąd orzeka o władzy rodz. na sprawie o ustalenie ojcostwa
                                  niezależnie od t
                                  > ego czy tatuś się "stara" o władzę czy nie. Po prostu musi orzec w
                                  tej kwestii.
                                  > Obojętność ojca moze jednak byc jednym z powodów do wydania
                                  orzeczenie o nie n
                                  > adaniu władzy, to jasne. Uwazasz, że obojętność ojca wobec tak
                                  istotnego faktu
                                  > nie ma znaczenia dla oceny całej tej sprawy i jego postawy?
                                  Odebranie praw - be
                                  > , nie nadanie władzy - cacy, tatus kryształowy?

                                  Matka może nie chcieć w ogóle ustalać ojcostwa. Pisałem już o
                                  przypadku mojej koleżanki, która tak świadomie zrobiła.

                                  Decyzja o tym, czy ustalać ojcostwo, czy nie należy do matki. Jeśli
                                  ona tego nie chce (a przynajmniej parę lat temu tak było), to ojciec
                                  nawet jeśliby chciał, to nie mógł tego zrobić.
                                  • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 09:22
                                    Doczytałem. Nadal nie można tego zrobić. To matka wskazuje ojca i on
                                    może się jedynie zgodzić z tym, że jest ojcem, lub wnieść o
                                    zaprzeczenie ojcostwa. Jeśli matka nie wskaże ojca, to on nie może
                                    sam z siebie wystąpić o uznanie ojcostwa.
                                    • mediator.org Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 12:29
                                      Święte słowa z_mazur smile
                                      Ale virtual wie lepiej... Nawet lepiej niż przepisy wink
                                      już pisłam,a le mogę napisać raz jeszcze (mnie to nie boli smile), że uznanie
                                      ojcostwa a nadanie władzy rodzicielskiej to DWIE RÓŻNE SPRAWY, choć virtual
                                      chciałaby inaczej. Te Sądy są po prostu nieobiektywne smile)
                                      Co do reszty virtual - skończyła bezsensowną dyskusję.
                                      • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 13:22
                                        mediator.org napisała:


                                        > już pisłam,a le mogę napisać raz jeszcze (mnie to nie boli smile), że uznanie
                                        > ojcostwa a nadanie władzy rodzicielskiej to DWIE RÓŻNE SPRAWY, choć virtual


                                        Ojej, a gdzie ja napisałam, że "uznanie ojcostwa" i nadanie władzy to jest TO SAMO? surprised


                                        Ja mam natomiast wrażenie graniczące z pewnością, że pani mediator z przepisów KRiO to tak nie bałdzo... Ja osobiście zęby zjadłam na wyjasnianiu na forum samodzielna mama tajników KRiO dotyczących własie pochodzenia dziecka i ustalania jego sytuacji prawnej, robię to od przełomu 2004/2005 roku, czyli od momentu kiedy sama przez to przechodziłam.

                                        Przede wszystkim ostatnia nowelizacja KRiO zmieniła "nazewnictwo" i kiedys było uznanie dziecka, teraz jest uznanie ojcostwa, to tak pro forma piszę. Zatem jesli piszemy o sytuacji sprzed 9 lat to lepiej byłoby uzywac okreslenia "uznanie dziecka", zeby juz nie mieszać.

                                        Nie wiem gdzie pomyliłam uznanie dziecka z nadaniem władzy, wiec w sumie nie wiem co mam pisac:o Czy chodzi o to, ze napisałam, że pan mógł uznac dziecko dobrowolnie w USC? No przeciez mógł, chyba ze pani odmawiała, w kazdym razie KRiO przewiduje mozliwość uznania dziecka przez ojca, ba, jest to najczęstsza droga do uregulowania sytuacji prawnej małego dziecka urodzonego z np. konkubinatu. Robi sie to w USC, dobrowolnie. Dziś się "uznaje ojcostwo", ale to to samo.
                                        Jesli tatus lub mamusia się zgadzają na uznanie w USC to nikt do sądu nie chodzi. W razie braku porozumienia dopiero matka (w tamtych czasach tylko ona miała prawo) składała pozew o ustalenie ojcostwa. A i tak na początku sprawy sąd pytał i ojca, i matkę CZY NA PEWNO nie wchodzi w grę dobrowolne uznanie dziecka przez ojca, o zgodę pyta zarówno matkę jak i ojca, bo uznac dziecko mozna takze przed sądem. Jesli zgody ktorejs ze stron nie ma, dochodzi o postępowania majacego ustalic ojcostwo, potem konczy się to zasądzeniem alimentów i orzeczeniem o władzy. Sąd orzekajac o władzy analizuje stosunek ojca do nowonarodzonego.
                                        • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 13:43
                                          virtual_moth napisała:

                                          > uznac dziecko mozna takze pr
                                          > zed sądem. Jesli zgody ktorejs ze stron nie ma, dochodzi o postępowania majaceg
                                          > o ustalic ojcostwo, potem konczy się to zasądzeniem alimentów i orzeczeniem o w
                                          > ładzy. Sąd orzekajac o władzy analizuje stosunek ojca do nowonarodzonego.


                                          Dodam jeszcze, zeby była juz zupełna jasnosc (wiem ze przyswojenie tej częsci KRiO jest dla większosci porównywalne z przyswojeniem matematyki na poziomie studiów technicznych).

                                          Na prawie o ust. ojcostwa sąd pyta matkę i ojca czy zgadzają się na uznanie dziecka, tak jak pisałam.
                                          - jesli się oboje zgadzają nie dochodzi do sprawy o ust. ojcostwa, ojciec otrzymuje władzę rodz., a dziecko nazwisko ojca (dzisiaj jest trochę inaczej z nazwiskiem) - wiemy, ze w omawianym przypadku tak ine było
                                          - jesli matka się zgadza na uznanie, a ojciec nie, to dochodzi do sprawy o ustalenie ocjostwa. Z duzym prawdopodobienstwem ojciec nie dostawał władzy rodz, ze względu na nie przyznawanie się do dziecka (niechęć do uznania dziecka) połączoną z wnioskiem o badanie DNA. I tutaj nie wiemy jak było. Czy ojciec nie miał po prostu pewnosci co do ojcostwa, ale i tak nie dostał władzy (prokobiece sądy), czy po prostu od początku miał dziecko w odwłoku i dlatego nie chciał go uznać. Muszę jeszcze dodać, że sąd, jesli mają wątpliwosc co do intencji ojca pyta jeszcze raz rodziców czy chcą uznac dziecko PO PADANIACH DNA, czyli po tym, jak ojciec uzyska pewnosc co do pochodzenia dziecka. Jesli tak było, to tym gorzej dla oceny tatusia.
                                          - trzeci przypadek, czyli ojciec zgadza się na uznanie dziecka, a matka nie. Dochodzi o sprawy o ust.ojcostwa, na której z duzym prawdopodobienstwem ojciec otrzymuje władzę - na korzysc swiadczy chęć uznania dziecka + dodatkowo ewentualne zapewnienia o miłosci, nawet jesli ojciec bezkontaktowy. Naprawdę nie trzeba wiele by tę władzę ojciec otrzymał.
                                          • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 13:53
                                            - trzeci przypadek, czyli ojciec zgadza się na uznanie dziecka, a
                                            matka nie. Dochodzi o sprawy o ust.ojcostwa, na której z duzym
                                            prawdopodobienstwem ojciec otrzymuje władzę - na korzysc swiadczy
                                            chęć uznania dziecka + dodatkowo ewentualne zapewnienia o miłosci,
                                            nawet jesli ojciec bezkontaktowy. Naprawdę nie trzeba wiele by tę
                                            władzę ojciec otrzymał.

                                            Ta możliwość istnieje dopiero od niedawna.

                                            Czyli ojciec mógł chcieć uznać dziecko, ale matka stwierdziła, że
                                            tego z jakichś przyczyn nie chce.

                                            Skoro ojciec jednak kontakt z dzieckiem miał, to nie musiał do tej
                                            pory formalnie zabiegać o uznanie ojcostwa, skoro wcześniej go nie
                                            miał, bo po co? Dla zasady?

                                            Być może teraz po jazdach jakie wyczynia mamusia, będzie się musiał
                                            o to postarać.
                                            • virtual_moth JUŻ WIEM! 25.06.10, 14:04
                                              z_mazur napisał:


                                              > Ta możliwość istnieje dopiero od niedawna.

                                              Ty po prostu mylisz UZNANIE OJCOSTWA z USTALENIEM ocjostwa smile))))

                                              Gdyby to nie było takie... beznadziejnie, to nawet kamien by mi z serca spadłsmile

                                              A więc od podstaw:
                                              - ustalenie ojcostwa odbywa się w trybie procesowym przed sądem. Do 2004 roku wniesc o ustalenie ojcostwa mogła tylko matka.
                                              - uznanie ojcostwa (kiedys uznanie dziecka) - to ojciec mógł i moze zrobic zawsze, o ile wyrażał taką chęć, potrzebna jest tez goda matki na takie uznanie. Konsekwencje - pełnia władzy dla ojca.
                                              - do ustalenia ojcostwa w sądzie dochodzi, gdy rodzice (oboje lub jedno z nich) nie zgadzają się na uznanie dziecka w USC lub przed sądem (no, to komplikuje sprawę, ale ... dobrowolnie uznac dziecko mozna takze przed sądem, nawet po badaniach DNA, jesli tatus miał wątpliwosci co do pochodzenia dziecka i dlatego nie chciał dobrowolnie uznac)

                                              A wnioski... Znowu straciłam popołudnie na bezproduktywne tłumaczenie fizyki kwantowej. Nadal nikt nic nie rozumie:o O wnioski zatem będzie cieżko.
                                              • z_mazur Re: JUŻ WIEM! 25.06.10, 14:08
                                                Wnioski padły. Poczytałem KRiO z komentarzami. Wcale to nie jest aż
                                                tak skomplikowane.

                                                A wnioski?

                                                Jak się ktoś zafiksuje, to rzeczywiście może nie uwzględnić różnych
                                                aspektów i okoliczności, tylko widzi rzeczywistość taką jaką chce,
                                                żeby była.
                                                • virtual_moth Re: JUŻ WIEM! 25.06.10, 14:23
                                                  z_mazur napisał:

                                                  > Poczytałem KRiO z komentarzami. Wcale to nie jest aż
                                                  > tak skomplikowane.


                                                  Nieeeee, w ogólesmile :

                                                  z_mazur napisał:
                                                  > Jeśli to ojciec wniósł o uznanie ojcostwa,


                                                  O co wniósł i kto? big_grinDD

                                                  A więc nie wniósł, bo nie mógł wnieść (do 2004 roku) i nie o uznanie ojcostwa, tylko ustalenie ojcostwa.
                                                  Czyli czy to prawda,że na Placu Czerwonym rozdają samochody.Radio Erewań odpowiada: nie samochody, tylko rowery, nie na Placu Czerwonym, tylko w okolicach dworca Warszawskiego i nie rozdają, tylko kradną.

                                                  To tyle w temacie tej dysusji big_grin
                                                  • z_mazur Re: JUŻ WIEM! 25.06.10, 14:33
                                                    > Nieeeee, w ogólesmile

                                                    Może dla Ciebie rzeczywiście jest. Skoro już sobie tak podkiwasz, to
                                                    się zrewanżuję.

                                                    > A więc nie wniósł, bo nie mógł wnieść (do 2004 roku)

                                                    Z tego co wiem mamy 2010 rok, czyli miał 6 lat żeby to zrobić.
                                                    Nieeeee, to niemożliwe, bo Ty tak twierdzisz. smile)))
                                        • mediator.org nie bałdzo virtual 25.06.10, 21:07
                                          ". Przy ustaleniu ojcostwa sąd moze:nadac władzę ojcu nie nadac tej władzy"
                                          pierwsza wpadka - są to dwie różne sprawy, o czym już pisałam, Może zamiast
                                          "zjadać zęby" poradź się jakiegoś prawnika? smile
                                          Druga wpadka:
                                          "Sąd orzeka o władzy rodz. na sprawie o ustalenie ojcostwa"
                                          No nie, virtual, po prostu nie. Udowodnienie ojcostwa i nadanie praw
                                          rodzicielskich to DWIE RÓŻNE SPRAWY. Ile razy jeszcze to pisać?...
                                          Kobieto, Ty nie przyjmujesz do wiadomości oczywistych oczywistości!
                                          Zadzwoń do jakiegoś prawnika, wydaj tę złotówkę, czy coś.
                                          • virtual_moth Re: nie bałdzo virtual 25.06.10, 22:30
                                            mediator.org napisała:

                                            > ". Przy ustaleniu ojcostwa sąd moze:nadac władzę ojcu nie nadac tej władzy"
                                            > pierwsza wpadka - są to dwie różne sprawy, o czym już pisałam, Może zamiast
                                            > "zjadać zęby" poradź się jakiegoś prawnika? smile
                                            > Druga wpadka:
                                            > "Sąd orzeka o władzy rodz. na sprawie o ustalenie ojcostwa"
                                            > No nie, virtual, po prostu nie. Udowodnienie ojcostwa i nadanie praw
                                            > rodzicielskich to DWIE RÓŻNE SPRAWY.

                                            Art. 93.
                                            §1. Władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom.
                                            §2. Jednakże w razie sądowego ustalenia ojcostwa władza rodzicielska przysługuje ojcu tylko wtedy, gdy przyzna mu ją sąd w wyroku ustalającym ojcostwo. Sąd opiekuńczy może ojcu przyznać władzę rodzicielską także po ustaleniu ojcostwa.

                                            Myślę, ze ostatnie zdanie z tego artykułu rozwieje wszelkie watpliwości, których nie rozumiem, bo w sumie nie wiem gdzie miałabym popełnic błąd? Moze rozwiniesz?
                                            • mediator.org Re: nie bałdzo virtual 26.06.10, 13:58
                                              Wątek stał się kompletnie nieczytelny, ale postaram się...
                                              Założyłaś błędną teorię (na samym początku), że tata dziecka ma jedynie ustalone
                                              ojcostwo, zaś nie ma praw, gdyż jest (był) niebezpieczny dla dziecka.
                                              Po czym, gdy inni wskazali Ci, że nie jest to jednoznaczne, bo są to DWIE RÓŻNE
                                              RZECZY (ustalenie ojcostwa i nadanie praw rodzicielskich)
                                              i co ja wciąż podkreślam, a czemu Ty nie wiedzieć dlaczego bardzo chcesz
                                              zaprzeczyć (?) - sama w końcu doszłaś do wniosku, że rzeczywiście tak jest,
                                              podałaś nawet sensowne argumenty. A więc po raz kolejny "strzelasz sobie gola" i
                                              good smile
                                              Stawiasz błędnej tezy, następnie (pod wpływem faktów, które świadczą o Twojej
                                              pomyłce) zmieniasz je na inną i udowadniasz.
                                              No, powiedzmy, jest to jakiś sposób na tuszowanie własnych błędów wink)
                                              Aby efekt był jeszcze lepszy - tworzysz tych tez - historyjek jeszcze ileś i
                                              właściwie prawie, że sama ze sobą dyskutując wink "sprawdzasz je". Ogólnie masz
                                              iście ułańską fantazję, jeśli o to chodzi smile

                                              Cieszę się, że ktoś napisał to:
                                              "Dodam tylko, że brak praw rodzicielskich lub ich ograniczenie nie zawsze
                                              świadczy, że dany człowiek jest złym ojcem. U mnie na sprawie rozwodowej, pomimo
                                              że wnosiliśmy o zachowanie pełnych praw dla nas obojga - sędzina wręcz namawiała
                                              moją eks, żeby wystąpiła o ograniczenie - "bo tak Pani będzie łatwiej". Jakbym
                                              miał wredną eks, to pomimo tego, że to ja większość czasu spędzałem z
                                              dzieckiem,latałem po lekarzach gdy ona się realizowała."

                                              Bo gdybym ja napisała, że istnieją takie przypadki znowu napisałabyś, że jestem
                                              nieobiektywna wink

                                              Jeszcze raz Twoje słowa:
                                              ". Przy ustaleniu ojcostwa sąd moze:nadac władzę ojcu nie nadac tej władzy"
                                              napiszę tak już wprost - albo może zrobić to na innej sprawie o nadanie władzy
                                              rodzicielskiej, gdyż ustalenie ojcostwa to jedno a władza rodzicielska drugie.
                                              Dlatego napisałam to:
                                              "już pisłam,a le mogę napisać raz jeszcze (mnie to nie boli smile), że uznanie
                                              ojcostwa a nadanie władzy rodzicielskiej to DWIE RÓŻNE SPRAWY, choć virtual
                                              chciałaby inaczej. Te Sądy są po prostu nieobiektywne smile)"
                                              I, jak już sama doszłaś do tego wniosku, brak przyznania władzy rodzicielskiej
                                              tacie, przy ustaleniu jego ojcostwa nie oznacza, że "złym facetem był i jest".
                                              Próbowałaś wmówić, że jedno=się drugie (brak władzy rodzicielskiej przy
                                              ustalaniu ojcostwa=zły ojciec, że jest to jedna sprawa -jedno wynika z drugiego.
                                              jak ktoś zauważył:
                                              "Matka może nie chcieć w ogóle ustalać ojcostwa. Pisałem już o
                                              przypadku mojej koleżanki, która tak świadomie zrobiła. "
                                              Ojciec też może nie chcieć i praw mieć nie będzie po prostu.
                                              -Kolejny argument przeciwko Twojej tezie, że "złym ojcem był" gdyż nie ma praw
                                              rodzicielskich.
                                              Ogólnie całkiem dobrze idzie Ci dyskusja z własnymi argumentami, zmianą tychże,
                                              obalaniem jednych, budowaniem drugich, więc myślę, że
                                              dalej poradzisz sobie sama.
                                              ja nie mam tyle fantazji wink)
                                              I już gubię się w tym wątku mówiąc szczerze.
                                              • pan-kowalski Re: nie bałdzo virtual 26.06.10, 22:07
                                                mediator.org napisała:

                                                ...
                                                > I już gubię się w tym wątku mówiąc szczerze.

                                                Pozwól, że podejmę się wyjaśnić -
                                                generalnie to chodzi o to, że kilka pierwszoplanowych na Samomamie
                                                pań w tym równoległym, linkowanym wątku już przesądziło o
                                                niegodziwych intencjach faceta, a teraz do krucjaty przyłączają
                                                się kolejni forumowi, dyżurni, wysokiej klasy intelektualiści
                                                z "gazeta_mi_ płaci" na czele.
                                                Jako że pytanie i wypowiedzi samej autorki były w istocie dość mocno
                                                lapidarne, to sztandarowym argumentem postulujących posłanie ojca na
                                                drzewo / na komisariat w celu złożenia szczegółowych wyjaśnień
                                                dotyczących jego obecności w Kościele w trakacie
                                                białego tygodnia / pozostaje tu ten brak władzy rodzicielskiej i
                                                dlatego Virtual_Moth z zaciętością przedstawia swoje coraz bardziej
                                                wydumane implikacje faktu tego braku.
                                                Ten i podobni panowie, którzy z zawinionych i z nie do końca
                                                zawinionych powodów stracili na dłuższy okres kontakt ze swoimi
                                                dziećmi pozostaną dla niej jedynie czarnymi charakterami siejącymi
                                                ferment i czychającymi na spokój matki i dziecka, takich należy
                                                separować, Howgh - daj spokój, bo w konfrontacji z taką determinacją
                                                nie masz żadnych szans.
                                              • virtual_moth Re: nie bałdzo virtual 27.06.10, 00:06
                                                mediator.org napisała:

                                                > są to DWIE RÓŻNE
                                                > RZECZY (ustalenie ojcostwa i nadanie praw rodzicielskich)

                                                > uznanie
                                                > ojcostwa a nadanie władzy rodzicielskiej to DWIE RÓŻNE SPRAWY"

                                                Moze najpierw zdecyduj się czy chodzi Ci o USTALENIE czy UZNANIE ojcostwauncertain Nadal nie otrzymałam odpowiedzi na zadane pytanie, co to znaczy Twoim zdaniem, ze "ustalenie ocjostwa i nadanie władzy to dwie rózne sprawy" i jak to się ma w ogóle do wątkuuncertain Oczywiscie dla wątku nie będzie to miało juz wielkiego znaczenia, ale moze dałoby się np. ustalic kto tu KŁAMIE o czyjejs wiedzy na temat KRiO...

                                                Próbuję sie domyslic o co chodzi, ale nie mam pojęcia nadal co to znaczy ze to "dwie rózne sprawy". Jesli masz na mysli, że ustalenie ojcostwa i nadanie władzy może odbyc się fizycznie "na dwóch róznych sprawach"
                                                - zgodnie z podanym przeze mnie art. KRiO sąd MUSI na sprawie o ustalenie ojcostwa orzec co do władzy rodzicielskiej (nadac lub jej nie nadać). Zatem NIE odbywa się to z dwóch róznych pozwów/wniosków na dwóch róznych sprawach, nawet jesli pozew strony wnoszącej nic nie mówi o orzeczeniu władzy, to sąd i tak ją musi orzec. Reasumując - jesli była sprawa o ustalenie ojcostwa, musiało dojsc do orzeczenia w kwestii władzy rodzicielskiej dla ojca NA TEJ SAMEJ SPRAWIE.
                                                Jesli ojcu nie została nadana władza, to moze on o to wniesć w osobnym wniosku i wtedy jest to juz odrębne postępowanie. Ojciec jak do tej pory z tej mozliwoci nie skorzystał. Nota bene ojciec ma równiez prawo do ustalenia kontaktów nawet nie mając władzy, tez z tego nie skorzystał co ma KLUCZOWE znaczenie dla odbioru jakosci jego ojcostwa, nawet jesli przyjmiemy wszekie gdybania na jego korzysc jako jedyne mozliwe.


                                                Rzeczywiście tez wszystko Ci się pomyliło. Napisałam, że ojciec BYĆ MOŻE działał na szkodę dziecka (krzywdzenie go), kiedy jeszcze nie znalismy wczesniejszych postów autorki, czyli zanim dowiedzielismy się, że władza ojcu nie została ODEBRANA, tylko NIE NADANA. Nadal jednak to nie wyklucza mozliwości, że ojcu nie została nadana władza, bo działał na szkodę dziecka, choć jest to małoprawdopodobne.

                                                W dyskusji z z_mazur, kiedy jeszcze rozprawialismy z jakich to przyczyn ojcu mogła zostac odebrana władza SAMA przytoczyłam 2 inne powody (bo tak wynika z KRiO) tego odebrania władzy, łącznie z niezawinionym (odległosć), nigdy zatem nie upierałam się przy teorii, że ojciec MUSIAŁ NA PEWNO dziecko krzywdzic. Najbardziej prawdopodobnym wydawało mi się "zwyczajne" olanie dziecka, czyli rażące zaniedbanie obowiazków (a dla mnie to tez krzywdzenie), potem wkroczyłaś Ty z "dogadaniem się" rodziców. Ta dyskusja juz jednak nie miała znaczenia, skoro okazało się, ze władzy rodz. nie nadano na sprawie o ustalenie ojcostwa, co troche zmienia postac rzeczy.

                                                Cytowany przez Ciebie fragment, gdzie ktos mówi, że "dogadał się" na ograniczenie władzy - no ja nie wiem jak to w ogóle moze stanowic wartosc w tej dyskusji. OGRANICZENIE władzy to kompletnie co innego niż BRAK władzy, są zupełnie inne skutki i nie ma az tak negatywnego wydzwięku dla rodzica, więc co innego dogadac się na ograniczenie, a co innego na kompletny brak mozliwosci decydowania o dziecku nawet w najdrobniejszej sprawie. Po prostu nie ma czego porównywaćuncertain

                                                Co do mojego "przyznawania racji" to myslę, że własnie po to jest ta dyskusja? Piszemy, żeby się przekonywac, dyskutowac, WYMIENIAC informacjami, a nawet WSPÓLNIE do czegos dojsc, a nie murem okopywac sie na swojej pozycji? No ale z tego co widzę, innej mozliwosci pani mediator nie przewidujesmile Dyskusja z braniem pod uwagę zdania innej osoby (mediacja?), rozwijanie swojego zdania pod wpływem innych osób jest tylko "strzelaniem sobie wgola" smile)) No i last but not least - nie wiem dokładnie gdzie popełniłam tę zbrodnię, czyli gdzie przyznałam komus rację, oprócz kwestii wykluczenia przyczyn "działania na szkodę dziecka" przy ODEBRANIU władzy, jako ze nie było zakazu kontaktów (wspomnę tylko na marginesie, ze zgodziłam się tylko dla uproszczenia sprawy, poniewaz nawet przy działaniu na szkodę dziecka sąd wcale NIE MUSI wydawac postanowienia o zakazie kontaktów, ale pominmy to, bo to raczej mało prawdopodobne).

                                                Przypominajac koncowe tory dyskusji. Na koniec doszło do przypuszczenia, ze ojcostwo zostało ustalone dopiero PO 2004 roku na wniosek ojca (dopiero wtedy prawnie mógł), bo mamusia ZŁA BYŁA i nie zgadzała się ani na uznanie, ani na ustalenie az do tamtej pory. Skomentowałam to tylko opisem pewnej historyjki, ale chyba mało kto zrozumiał aluzjęsmile Dodam zatem na koniec, że ze wszelkich mozliwych teorii majacych wykazać, ze to mamusia jest zła ta mnie rozbawiła najbardziejsmile Facet zatem składa pozew o ustalenie ojcostwa, a w wyroku sąd NIE NADAJE mu władzysmile Totalne kuriozum. Juz za samą inicjatywę ma wielkiego plusa - obchodzi go dziecko i nawet 3 lata nieuregulowanej syt. prawnej nie spowodowały, ze zapomniał o dziecku). Same badania DNA dowodzące ojcostwa są dowodem, ze mamusia była zła, nie zgadzała się na uznanie lub sądowne ustalenie, a ojciec był poszkodowany, jako ten, któremu przeciez zalezało. Wszystko działa na korzysc ojca na takiej sprawie, a tu niby nie dostaje władzysmile))
                                                Ta teoria mnie rozbawiła po prostu. Zamiast wziać najbardziej prawdopodobną wersję wydarzen, forumowicze przescigają się w wymyslaniu coraz to dziwaczniejszych konfiguacji, aby tylko znalezc W MATCE WINĘ. Ja w sumie nie mam nic przeciwko. Na takim forum samodzielna mama trole w argumentację się nie bawią, MATKA ZAWSZE JEST ZŁA z deafultu.

                                                Czepiasz się mojego sposobu prowadzeni dyskusji, tak, ostatnie posty to raczej monologi, nikt nie dyskutuje ze mną merytorycznie, moze oprócz kowalskiego, który zna prawo (no w ostatnim poscie poleciał niemerytorycznie całkiemwink. Od Ciebie wyciagam wrecz wyjsnienia, bez skutku.

                                                Co do Twojego "pogubienia się" obawiam sie, że nastąpiło nie z powodu długości wątku, tylko braku ELEMENTARNEJ wiedzy na temat KRiO w kwestii ustalania ojcostwa, uznania dziecka, władzy rodzicielskiej. Świadczy o tym język jakim się w tych kwestiach posługujesz (mylenie pojęć ustalenie i uznanie ojcostwa, posługiwanie się wyrazeniem "nie posiadanie praw"). Od pewnego momnentu bez tej wiedzy nie sposób ogarnać o co chodzi w tej dyskusji.

                                                Nie czuj się w obowiazku odpowiadac na cały ten post, wyjasnij mi jak krowie na rowie (załóżmy, że wymysliłam sobie, że mam jakiekolwiek pojęcie o KRiO), jak chłopu wioskowemu, co miałas na mysli mówiac "uznanie ojcostwa a nadanie władzy rodzicielskiej to DWIE RÓŻNE SPRAWY" i w kontekscie CZEGO, bo posługujesz się tym jako koronnym argumentem, a ja nawet nie wiem jak z tym dyskutowac.
                                                • z_mazur Re: nie bałdzo virtual 27.06.10, 04:02
                                                  > Nota bene ojciec ma równiez prawo do ustalenia kontaktów nawet nie > mając władzy, tez z tego nie skorzystał co ma KLUCZOWE znaczenie
                                                  > dla odbioru jakosci jego ojcostwa, nawet jesli przyjmiemy wszekie > gdybania na jego korzysc jako jedyne mozliwe.

                                                  A cóż jest w tym takiego KLUCZOWEGO? Skoro ojciec do tej pory widywał się z dzieckiem? Wyobraź sobie, że ja też nie mam ustalonych kontaktów z moją córką. Idąc Twoim torem myślenia jestem fatalnym ojcem. smile))))

                                                  Muszę się jednak zgodzić z opinią Kowalskiego.
                                                  • virtual_moth Re: nie bałdzo virtual 27.06.10, 09:17
                                                    z_mazur napisał:


                                                    > A cóż jest w tym takiego KLUCZOWEGO? Skoro ojciec do tej pory widywał się z dzi
                                                    > eckiem? Wyobraź sobie, że ja też nie mam ustalonych kontaktów z moją córką. Idą
                                                    > c Twoim torem myślenia jestem fatalnym ojcem. smile))))

                                                    No ale Tobie zdaje się matka nie utrudnia spotkań z dzieckiem? Przeciez od tego wszystko się zaczęło: ojciec niekoniecznie zły, bo pewnie matka od poczatku chce go nie dopuscic do dziecka i pewnie tylko taki jest powód jego marnego ojcostwa. To ja się własnie pytam, dlaczego on jeszcze nie ma ustalonych kontaktów? W jednym z postów autorka nawet żali się, że jej groził, ze o takie kontakty wystąpi no i co? Nico. Facet robi jakies dziwne podchody i tyle.

                                                    Ja uwazam, wiele na to wskazuje, że było typowo: sporadyczne kontakty, których matka nie utrudniała (mogła całkowicie je zablokowac lekkim twistem, jednak mamy info, ze jednak jakies się odbywały), zapewne coraz rzadsze lub znikanie ojca na rok/dwa/trzy i powracanie, co odbijało się negatywnie na psychice dziecka. Autorka pisze:
                                                    "nie wiesz co przez niego ja i dziecko przeszło"
                                                    "potrafił przychodzić do dziecka przez pare miesięcy a później znikał zupełnie z jego życia nawet nie dzwoniąc"
                                                    "zaczął nastawiać dziecko przeciwko mnie, po prostu
                                                    mówi mu złe rzeczy o mnie"
                                                    "wydaje mi że coś z nim nie tak, mówi dziecku że pod
                                                    drzwiami jest szpieg"
                                                    "Ojciec mojego dziecka jest trochę nieobliczalny w działaniach"

                                                    Potem juz wiemy - matka nie chce juz tej huśtawki, woli dla dziecka brak ojca niz znikajacego. Uczucia dziecka (niechęć) wcale nie muszą wynikac z tego, ze mamusia je nastawia, dzieci mają swój rozum. Zwykle zaczynają rozumiec o co chodzi, gdy dochodzacy rodzic wiele obiecuje, a potem ulatnia się jak kamfora bez słowa.

                                                    Wymyslanie małoprawdopodobnych wersji wydarzen, byle tylko podkreslic, iz to pewnie matka jest odpowiedzialna za taki stan rzeczy uważam za interesujące i warte dyskusji, jednak są jakies granice absurdu (vide koncepcja, ze to tatus występił po 2004 roku o ustalenie ojcostwa, oczywiscie nie otrzymując władzytongue_out).
                                                  • z_mazur Re: nie bałdzo virtual 27.06.10, 11:05
                                                    > Autorka pisze:
                                                    > "nie wiesz co przez niego ja i dziecko przeszło"

                                                    Tia, no rzeczywiście wiemy tu wszystko.

                                                    > "potrafił przychodzić do dziecka przez pare miesięcy a później znikał zupełnie
                                                    > z jego życia nawet nie dzwoniąc"

                                                    Wiemy na jak długo? Nie padają żadne konkrety.

                                                    > "zaczął nastawiać dziecko przeciwko mnie, po prostu
                                                    > mówi mu złe rzeczy o mnie"
                                                    > "wydaje mi że coś z nim nie tak, mówi dziecku że pod
                                                    > drzwiami jest szpieg"
                                                    > "Ojciec mojego dziecka jest trochę nieobliczalny w działaniach"

                                                    Tiaaaa, a to wszzystko pisze kobieta, która sama przyznaje, że od dłuższego czasu ma depresję. Która w każdej z tych dyskusji przyciśnięta do muru pytaniami o szczegóły unika odpowiedzi. Dla mnie na przykład, to wskazuje, na brak z jej strony konkretnych argumentów, które gdyby były to ojciec już od dawna miałby zakaz konktaktów.

                                                    W całej tej dyskusji chodziło o to, że z tych paru postów autorki nie da się wysnuć niczego ponad to, że ojciec nie jest jakimś specjalnie kryształowym wzorcem, ale też NIE MA bezpośrednich podstaw, żeby uznać, że jego obecność jest w jakiś sposób szkodliwa dla dziecka, co dla Ciebie jest oczywiste i cały czas starasz się to udowodnić.

                                                    A skoro nie ma bezpośrednich podstaw, to nie ma co tego zakładać i tyle. Mnie żaden z Twoich argumentów nie przekonał.

                                                    I dla Ciebie stwierdzenie, że w takiej sytuacji, skoro ojciec nie jest może kryształowy, ale jest, to kombinowanie jak go wyrugować z życia dziecka jest błędem, traktujesz jak jakieś kosmiczne obwinianie matki o cokolwiek. Nikt tu nie mówił, że coś jest winą matki, tylko że postawa którą teraz przyjmuje nie jest dobrym wyjściem z sytuacji i tyle.
                                                  • virtual_moth Re: nie bałdzo virtual 27.06.10, 19:04
                                                    z_mazur napisał:

                                                    > NIE MA bezpośrednich podstaw, żeby uznać, że jego obecność jest w ja
                                                    > kiś sposób szkodliwa dla dziecka,

                                                    A czy jego NIEOBECNOSĆ nie jest szkodliwa? Tak, napiszesz, że "kontakty były"... Imo jesli pojawiła sie u dziecka potrzeba ojca zastępczego to te kontakty albo szkodziły dziecku, albo były zdecydowanie za rzadkie. Nie upieram się tez przy koncepcji, ze ojciec stricte szkodził dziecku - w sensie molestował, bił, nie karmił, wyzywał itd, nie ma większych podstaw poza słowami matki, które az tak źle ojca nie opisują. Uwazam, jednak, że nieobecnosc ojca ma podobnie złe skutki dla dziecka jak to, ze ten ojciec je krzywdzi. O ILE nie ma DOBREGO wzorca ojca w poblizu, przy czym odległy wujek czy ojciec pojawiajacy się 2 razy na rok lub opiekujacy się "skokami" nie spełnia tej roli, to musi byc ktos zyjacy z dzieckiem na co dzien i okazujacy mu UCZUCIE. I naprawdę nie musi to byc chodzacy ideał, wszyscy popełniają błędy.


                                                    > to kombinowanie jak go wyrugować z życia dziecka jest błęde
                                                    > m, traktujesz jak jakieś kosmiczne obwinianie matki o cokolwiek. Nikt tu nie mó
                                                    > wił, że coś jest winą matki, tylko że postawa którą teraz przyjmuje nie jest do
                                                    > brym wyjściem z sytuacji i tyle.

                                                    Dlaczego nie jest dobrym wyjsciem z sytuacji? Ojciec zawalił na tyle, że byle gacha matki dzieciak traktuje jak ojca, więc nie wiem dlaczego ktokolwiek miałby się nad nim litować, zwłaszcza ze dziecku zdaje się krzywda nie dzieje. Nowy tatus pojawił się pewnie w przerwie w kontaktach, z wątków autorki wynika ze jakies 2-3 lata temu, więc dzieciak był na tyle duzy, że spokojnie kojarzy kto jest jego biologicznym ojcem. Obawiam się, że to niestety biologicznemu musi wystarczyc, poki dziecko samo nie będzie chciało z nim kontaktów. A matka niczego nie musi.
                                                  • z_mazur Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 01:12
                                                    > Dlaczego nie jest dobrym wyjsciem z sytuacji? Ojciec zawalił na tyle, że byle
                                                    > gacha matki dzieciak traktuje jak ojca.

                                                    Ech kobiety. smile)))
                                                    Dziecko pewnie boi się, że skoro straciło już ojca, a mamusia jest taka szczęśliwa, że ono traktuje gacha jak ojca, to żeby matki nie rozczarować i też nie stracić, zrobi wszystko, żeby tylko była jeszcze szczęśliwsza, nawet zaprze się ojca.

                                                    Gdyby matka o czym już pisałem wcześniej zachowała neutralność i nie wpadła na pomysł ZASTĘPOWANIA ojca gachem, pewnie nie byłoby problemu z kontaktem z ojcem, a tak teraz dziecko jest rozdarte, ale o tym już pisałem jakieś 300 postów temu. Wystarczyło zachować odpowiednią rolę w życiu dziecka nowego partnera. Może być pozytywnym wzorcem, wcale nie zastępując ojca. 9 latek spokojnie poradziłby już sobie z taką sytuacją. Ja rozumiem, że 4 latkowi trudno byłoby wytłumaczyć że ojciec to ojciec, a "jurek" to "jurek", ale nie w tym przypadku.

                                                    Jakoś mi ten wizerunek fatalnego ojca nie pasuje do sytuacji w której ojciec wie o komuni dziecka i przybywa na nią. Ojcowie którzy mają dziecko w dupie, takie okazje również (a nawet szczególnie) mają w dupie. Na dodatek płacąc alimenty przesyła jeszcze co miesiąc list z dodatkowym kieszonkowym. Na tym forum 50% kobiet skarży się na ojców nie płacących alimentów, a ten jeszcze przejawia własną inicjatywę, rzeczywiście jest beznadziejny.

                                                    Ale Ty już teraz tak się okopałaś na swoim stanowisku, że pewnie się nie porozumiemy.
                                                  • kontopremiumizelkazaglowe Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 10:13
                                                    a gdzie autroka napisala, ze miesiac w miesiac placil alimenty. komunia to zaden argument znam bliski przypadek, ze ojciec sie pojawil na komuni po 5 latach.

                                                    "Dziecko pewnie boi się, że skoro straciło już ojca, a mamusia jest taka szczęśliwa, że ono traktuje gacha jak ojca, to żeby matki nie rozczarować i też nie stracić, zrobi wszystko, żeby tylko była jeszcze szczęśliwsza, nawet zaprze się ojca."

                                                    czlowieku dlaczego ty albo zwalasz zawsze na matke albo na dziecko. oczywiscie jesli dziecko jest szczesliwe w tej sytuacji to zaraz powiesz ze powinno udac sie do psychologa bo tak byc nie moze. tak gdy ojciec pojawia sie i znika, nie odtrzymuje obietnic to dziecko ma prawo tutuowac ojcem kogos kto wszedl w role jego ojca. czy ci sie to podoba czy nie smilesmilesmile pewnie nie daje ci to spac ale tak, bylo jest i bedzie smile i wiele dzieci bedzie szczesiwych w tym ukladzie. naprawde przezabany jestes w tej calej dyskusji jakbys chcial zmienic rzeczywistos nie dociera do ciebie ze twoje projekcje o zlym gachu matce i nieszcesliwym dziecku sa tylko projekcjami. na dodatek porownujesz ta sytuacje do sytuacji rodzin marynarzy czy rybakow co jest wielka obraza dla tych rodzin. w takich rodzinach dziecko doskonale wie ze tata przyjedzie tego i tego dnia i czym jest to spowodowane. nie sadzisz chyba, ze matka tatusi znikacjacego punktu bedzie tlumaczyc ojca jesli sama nie wie co sie z nim dzieje.
                                                    trzeba pokazywac dziecku ze takie 'tatusiowanie' jest zle bo potem samo zalozy rodzine i bedzie myslo ze to jest ok traktowac w ten sposob dziecko a corka za to przyjmie role ofiary, ktora bedzie kochac meza mimo zdrad i innych krzywd. bedzie miala wpojone ze mozna kochac i nieszanowac, znikac bez slowa nie bedzie rozumiala, ze opewne rzeczy sie wykluczaja tylko przyjmie postawe taka jak ty chcialbys zeby wszyscy przyjeli w stosunku do ojca - nie wazne co robi to jest MOJ MAZ.
                                                  • z_mazur Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 10:31
                                                    > Naprawde przezabany jestes w tej calej dyskusji jakbys chcial
                                                    > zmienic rzeczywistos nie dociera do ciebie ze twoje projekcje o
                                                    > zlym gachu matce i nieszcesliwym dziecku sa tylko projekcjami.

                                                    Dla mnie tak samo zabawne (chociaż może to nie najszczęśliwsze słowo
                                                    w kontekście tej sytuacji) jest wysnuwane na podstawie tych nikłych
                                                    przesłanek przekonanie o szkodliwym wpływie ojca na dziecko.

                                                    I nigdzie nie napisałem że gach jest zły, wręcz przeciwnie
                                                    podkreśałem, że być może jest dobrym wzorcem, zastrzeżenia moje
                                                    dotyczą jego przejmowania roli ojca w momencie gdy ojciec jest.

                                                    Te dziecko teraz pozornie szczęśliwe ma gwarantowane w przyszłości
                                                    rozterki, czy nie zdradziło ojca, nie zaparło się, poczucie winy z
                                                    tego powodu i złość na ojca, że dopuścił do takiej sytuacji, czyli
                                                    kupę problemów emocjonalnych. To nie adoptowany kilkulatek, z
                                                    nieobecnym ojcem, który będzie traktował innego faceta jak rodzonego
                                                    ojca, dopóki gdzieś przypadkiem nie dowie się, że to jednak nie jest
                                                    jego rodzony ojciec i przejdzie nad tym do porządku dziennego.

                                                    Przezabawne, to jest przekonanie, że można dziecku wykreować
                                                    wirtualny idealny świat oderwany od rzeczywistości.
                                                  • only.elvie Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 12:23
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > Te dziecko teraz pozornie szczęśliwe ma gwarantowane w przyszłości
                                                    > rozterki, czy nie zdradziło ojca, nie zaparło się, poczucie winy z
                                                    > tego powodu i złość na ojca, że dopuścił do takiej sytuacji, czyli
                                                    > kupę problemów emocjonalnych

                                                    I znów WMAWIANIE problemów emocjonalnych dzieciom. WMAWIANIE i ZMUSZANIE do lojalności wobec człowieka, którego nie ma bo 'biologicznemu ojcu się należy'.

                                                    Otóż rozczaruję Cię. W momencie, gdy ojciec jest nieobecny w życiu dziecka emocjonalnie a tym bardziej dodatkowo fizycznie nie wytwarza się WIĘŹ. Dziecko po prostu emocjonalnie nie ma ojca. Wiem - ciężko Ci to przełknąć ale tak właśnie jest. I dla dziecka jest to NATURALNE.

                                                    Natomiast to co postulujesz - 'konflikt wewnętrzny' NIE WYSTĘPUJE dopóki nie WMÓWI się dziecku, że POWINNO kochać/szanować/wielbić tamtego człowieka, którego nie zna i z którym nie wiążą się ŻADNE EMOCJE. Właśnie tak jak piszesz - kiedy zaczyna się dziecko bombardować informacjami, że 'skoro to jest Twój biologiczny ojciec to powinieneś bo kochać, być lojalnym etc.'. I wtedy jest konflikt wewnętrzny między tym co dziecko czuje a tym co otoczenie takie jak Ty wmawia mu, że POWINNO CZUĆ.
                                                  • z_mazur Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 13:26
                                                    > Natomiast to co postulujesz - 'konflikt wewnętrzny' NIE WYSTĘPUJE
                                                    dopóki nie WM
                                                    > ÓWI się dziecku, że POWINNO kochać/szanować/wielbić tamtego
                                                    człowieka, którego
                                                    > nie zna i z którym nie wiążą się ŻADNE EMOCJE.

                                                    Ale kto tu postuluje jakiekolwiek wmawianie czegokolwiek?
                                                    Ojciec jest jaki jest i nie ma dziecko co oszukiwać, ale jest i
                                                    zawsze nim pozostanie. Niech sobie samo wyrobi opinię na jego temat,
                                                    a nie żyje w przekonaniu, że można zakląć trudną rzeczywistość
                                                    nazywając ją sobie dowolnie. I dziecko właśnie wtedy nie ma
                                                    konfliktów bo widzi, że bycie ojcem nie powoduje jednocześnie, że
                                                    się jest dobrym opiekunem i odwrotnie, że można być dobrym opiekunem
                                                    nie będąc jednocześnie ojcem.

                                                    A tak to Tworzy dziecku wirtualną rzeczywistość, że tatuś musi być
                                                    dobrym człowiekiem. A to nie prawda, bo ojcem można być lepszym,
                                                    albo gorszym, ale trzeba się o to postarać. Takie życzeniowe
                                                    myślenie i kłopoty w dorosłym życiu gotowe.

                                                    Zresztą to widać na Twoim przykładzie. Dla Ciebie ojciec, to musi
                                                    być kryształowa postać, a to bzdura. Ojcowie to są ludzie, są lepsi
                                                    i gorsi, a nie tylko dobrzy. I te rozdwojenie powoduje u Ciebie
                                                    problem z akceptacją, że ojciec to ojciec. Może z tej roli
                                                    wywiązywać się dobrze, może fatalnie, co nie zmienia faktu, że ojcem
                                                    jest. Uszczęśliwianie tego dziecka nowym tatusiem już w tej chwili
                                                    już problemy w kontaktach z ojcem, których jakoś przez kilka lat nie
                                                    było, a w przyszłości pewnie spowoduje takie same problemy z
                                                    akceptacją pewnych faktów, jakie masz Ty.

                                                    Nie dziwię Ci się, że tak uparcie bronisz swojego stanowiska.
                                                    Przyznanie mi racji zmusiłoby Cię do skonfrontowania się ze swoimi
                                                    demonami. Że być może Twój ojciec był kiepskim ojcem, ale nim jest i
                                                    zawsze pozostanie. Możesz czuć do niego złość i żal, ale możesz mu
                                                    to też wybaczyć i pozbyć się tej złości, a nie udawać, że to nie
                                                    jest Twój ojciec, bo nie był wystarczająco dobry.
                                                  • only.elvie Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 13:39
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > Nie dziwię Ci się, że tak uparcie bronisz swojego stanowiska.
                                                    > Przyznanie mi racji zmusiłoby Cię do skonfrontowania się ze swoimi
                                                    > demonami.

                                                    Dlaczego atakujesz AD PERSONAM? Skończyły się argumenty merytoryczne? Tobie wolno? Siebie też zaliczasz do 'równiejszych'? Pan i władca na forum? Dlaczego łamiesz ustalone przez siebie zasady?

                                                    Stać Cię tylko na tyle, żeby osobom o innych poglądach wpierać 'demony'?
                                                  • z_mazur Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 13:43
                                                    > Dlaczego atakujesz AD PERSONAM? Skończyły się argumenty
                                                    merytoryczne? Tobie wol
                                                    > no? Siebie też zaliczasz do 'równiejszych'? Pan i władca na forum?
                                                    Dlaczego łam
                                                    > iesz ustalone przez siebie zasady?
                                                    >
                                                    > Stać Cię tylko na tyle, żeby osobom o innych poglądach
                                                    wpierać 'demony'?

                                                    Posługiwałaś się swoim przykładem w argumentacji, odniosłem sie do
                                                    tego argumentu. Nie miałem zamiaru Cię dotknąć.
                                                  • only.elvie Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 14:20
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > Posługiwałaś się swoim przykładem w argumentacji, odniosłem sie do
                                                    > tego argumentu. Nie miałem zamiaru Cię dotknąć.

                                                    Nie dotknęło mnie raczej rozbawiło, że po raz kolejny nie potrafiąc nic merytorycznego napisać atakujesz personalnie. Do tego atakując chybisz bo akurat specjalista żadnych 'demonów' u mnie nie stwierdził. No ale ten fakt nie pasuje do teorii z_mazur więc tym gorzej dla faktu big_grin big_grin big_grin
                                                  • kontopremiumizelkazaglowe Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 14:24
                                                    nie no co ty. co to za specjalista byl co to obala teorie mazura. mazur jest jak ci katotalibowie z forum frondy. jak sie pojawi nota, ze pigulki antykoncjepcyjne redukuja ryzyko raka trzonu macicy to zaraz sie zaczyna nagonka o tendencyjnych badaniach ale gdy pojawiaja sie doniesienia o slepnieciu od masturbacji ( czy cos rownie naukowego) to autor badan wiarygodny jest bez mrugniecia okiem.
                                                  • kontopremiumizelkazaglowe Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 13:43
                                                    A tak to Tworzy dziecku wirtualną rzeczywistość, że tatuś musi być
                                                    dobrym człowiekiem. A to nie prawda, bo ojcem można być lepszym,
                                                    albo gorszym, ale trzeba się o to postarać."

                                                    hahaha kto ma sie postarac by byl dobrym czlowiekiem ? matka czy syn

                                                    no dobra tylko ze jak jest tym gorszym to mozna go olac bo po co komu taki gorszy ojciec? nie chce gorszego to i sie z nim nie spotyka. meza tez mozna miec gorszego? i co moze tkwic w tym malezenstwie ? w imie czego? widze, ze sytuacja, w ktorej dziecko nie chce ojca elektrona nie miesci ci sie w glowie. no bo jak to tak ojciec moze byc do kitu bawic sie toba ale to jest twoj ojciec i masz go czcic w pamieci. a potem w doroslym zyciu wybaczyc mu i opiekowac sie na starosc bo taki z mazur ma taka wizje. sam boi sie poswiadomie ze dziecko na starosc kopnie go w dupe.
                                                  • z_mazur Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 13:49
                                                    > hahaha kto ma sie postarac by byl dobrym czlowiekiem ? matka czy
                                                    syn

                                                    A czy ja coś takiego napisałem?

                                                    smile)))))))))

                                                    Ależ ja rozumiem, że dziecko może nie chcieć kontaktu z takim ojcem,
                                                    ale nie na zasadzie, bo ma już lepszego tatusia. I tyle.

                                                    A przykład z małżonkiem, jest w sumie dobry, czyli Ci faceci, którzy
                                                    odchodzą do lepszej kobietki, bo ta poprzednia jest gorsza,
                                                    postępują właściwie? smile))))) To o co tu tyle wrzawy na forum przy
                                                    takich okazjach. W sumie to rzeczywiscie fajna rzecywistość, jak
                                                    sobie można ludzi dowolnie zastępować jak nam nie pasują. smile)))
                                                    Rzeczywiscie świetny wzorzec dla dziecka. smile))))))

                                                    Życze powodzenia w takim wychowywaniu dzieci. smile))))))
                                                  • kontopremiumizelkazaglowe Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 14:21
                                                    no ja mowie o takim mezu jak ojcu. czyli takim co sie pojawia i znika nie widomo kiedy i ma wiele innych niezidetyfikowanych zajec lepszych od zony i syna big_grin

                                                    Ależ ja rozumiem, że dziecko może nie chcieć kontaktu z takim ojcem,
                                                    ale nie na zasadzie, bo ma już lepszego tatusia. I tyle."

                                                    dziecko moglo nie chcec ojca zanim poznalo lepszego tatusia. ale zaraz ty masz na to gadke, ze dziecko nie wie co jest dla niego najlepsze i ma sie zmuszac do ojca elektrona. a moze wycofujesz sie z tego : ? i cos tam jeszcze bylo o konsekwencjach w doroslym zyciu czyli poczuciu winy ze sie kopnelo elektrona w dupe big_grinbig_grinbig_grin
                                                  • only.elvie Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 14:46
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > A przykład z małżonkiem, jest w sumie dobry, czyli Ci faceci, którzy
                                                    > odchodzą do lepszej kobietki, bo ta poprzednia jest gorsza,
                                                    > postępują właściwie? smile)))))

                                                    Ja też uważam, że przykład z małżeństwem jest dobry. Wyobraźmy sobie parafrazę wątku:
                                                    'Od 9 lat jestem żonaty. Kontakty z moją żoną są nieregularne - czasem pojawia się na kilka miesięcy potem znika bez słowa. Nie można na niej polegać, robi tylko to co chce. Od roku pisze tylko list raz w miesiącu. Jakiś czas temu poznałem fajną kobietę, rozumiemy się, wspiera mnie. Od jakiegoś czasu żyjemy jak mąż i żona. Chciałbym z nią ułożyć sobie życie. Jednak niedawno znów pojawiła się moja ślubna. Nie wiem czy chce zostać czy nie - znów pojawia się od czasu do czasu.

                                                    No i co poradzić takiemu człowiekowi?
                                                    a) rozwiedź się i ułóż sobie życie
                                                    b) jak w ogóle śmiesz myśleć i innej - jesteś winny lojalność prawowitej żonie 'nie zależnie co'?
                                                  • a1ma Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 15:07
                                                    Problem w tym, że nie istnieje coś takiego jak "ex-ojciec", z tej relacji
                                                    wypisać się nie da.
                                                  • only.elvie Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 15:15
                                                    a1ma napisała:
                                                    > Problem w tym, że nie istnieje coś takiego jak "ex-ojciec", z tej relacji
                                                    > wypisać się nie da.

                                                    Z tej RELACJI wypisać się nie da? Jak to? A człowiek, który w momencie
                                                    dowiedzenia się o ciąży lub później znika raz na zawsze z horyzontu to co? Jest
                                                    'W RELACJI' z dzieckiem?

                                                    Chyba mamy różne pojęcie 'relacji'.
                                                  • zmeczona100 Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 15:40
                                                    Mój jeszczemąż się wypisał. Fakt- syn nawet tego nie zauważył. Aż taka
                                                    relacja ich łączyła.
                                                  • zmeczona100 Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 11:56
                                                    kontopremiumizelkazaglowe napisała:


                                                    > trzeba pokazywac dziecku ze takie 'tatusiowanie' jest zle bo potem samo
                                                    zalozy
                                                    > rodzine i bedzie myslo ze to jest ok traktowac w ten sposob dziecko a
                                                    corka za
                                                    > to przyjmie role ofiary, ktora bedzie kochac meza mimo zdrad i innych
                                                    krzywd. b
                                                    > edzie miala wpojone ze mozna kochac i nieszanowac, znikac bez slowa nie
                                                    bedzie
                                                    > rozumiala, ze opewne rzeczy sie wykluczaja tylko przyjmie postawe taka
                                                    jak ty c
                                                    > hcialbys zeby wszyscy przyjeli w stosunku do ojca - nie wazne co robi to
                                                    jest M
                                                    > OJ MAZ.

                                                    I to powinny sobie wydrukować i przywiesić w widocznym miejscu te
                                                    wszystkie osoby, które uważają, że to rodzic zostający z dzieckiem ma
                                                    zapewniać o miłości rodzica odchodzącego i w ten sposób kształtować
                                                    dziecku obraz (i rolę) ojca/ matki.
                                                    Miłość wyraża się w trosce i zainteresowaniu drugim człowiekiem, a nie w
                                                    słowach- choćby najpiękniejszych.
                                                  • kontopremiumizelkazaglowe Re: nie bałdzo virtual 28.06.10, 12:32
                                                    czlowieku takie dziecko poznalo juz ludzi pokroju ojcow zanikajacych punktow, np kolegow, dla ktorych jest zapchajdziura i koleguja sie z nim wtedy jak nie maja nic ciekawszego do roboty ale jak maja to idzie w odstawke. powiedz mi jeszcze, ze po wielu latach taki chlopak bedzie w wielkiej rozterce bo nie pozwolil sobie byc taka zapchajdziura big_grinbig_grinbig_grin . dzieci takie juz sa( naiwne i idealizujace ojca) jak juz ktos pieknie napsal- dostanie dziecko od ojca tic taki po 2 letniej rozlace i przez nastepne 2 lata to pudelko stoi jak trofeum. taki czlowiek ma potem zalowac ze niedostatecznie kochal tatusia czy tam 'zaparl' sie jak piszesz? powinien sobie pluc w borde, ze idealizowal kogos takiego i nie znal swojej wartosci
                                                • pan-kowalski bardziej merytorycznie 27.06.10, 16:08
                                                  nikt nie dyskutuje ze mną merytorycznie, moze oprócz kowalskiego, któ
                                                  > ry zna prawo (no w ostatnim poscie poleciał niemerytorycznie
                                                  całkiemwink.

                                                  O.k., skoro chciałabyś merytorycznie, to postaram się bardziej
                                                  merytorycznie, pozwól tylko, że odpuszczę sobie przekomarzanki na
                                                  temat "szpiegów za drzwiami" i "nieobliczalności działań tatusia",
                                                  bo dzień jeszcze młody i fajnie byłoby gdzieś wyjść, a
                                                  takich "zarzutów" to ja mam sam w domu z pół szuflady, skupmy się
                                                  więc na konkretach:

                                                  Kilkukrotnie przytaczałaś tutaj zarzut w postaci procesowej
                                                  bierności pana, pytając retorycznie dlaczego nie wystąpił o nadanie
                                                  władzy rodzicielskiej, o kontakty.
                                                  Moja odpowiedź jest następująca: Matce - jak to zazwyczaj w takich
                                                  w(y)padkach bywa dobrzy ludzie poradzili żeby zawarła w pozwie o
                                                  ustalenie ojcostwa wniosek o nienadawanie władzy ojcu - (na necie
                                                  dziwnym trafem chyba każdy wzór pozwu o ustalenie ojcostwa jest od
                                                  razu z takim wnioskiem o nienadawanie władzy /jak myślisz,
                                                  czemu ?/) - to będzie decydowała o wszystkim sama, a ojcu
                                                  z kolei zależało tylko na kontaktach, a do kontaktów to mu w
                                                  zasadzie ta cała władza do szczęścia niepotrzebna była ani kiedyś
                                                  ani teraz:

                                                  Art. 113.[28] § 1. (obowiązujący)
                                                  Niezależnie od władzy rodzicielskiej rodzice oraz ich dziecko mają
                                                  prawo i obowiązek utrzymywania ze sobą kontaktów.

                                                  Potem różnie bywało - jak podaje matka - z ojcem nigdy razem nie
                                                  mieszkali.
                                                  Trochę przychodził, trochę nie, a jej było ganc pomada - przychodzi
                                                  dobrze,
                                                  nie przychodzi jeszcze lepiej. Z czasem dzieciak zaczął nawet
                                                  chodzić do
                                                  ojca : "Teraz od prawie roku jest
                                                  tak że syn do niego chodzi od czasu do czasu, on do niego dzwoni."
                                                  Jednak pewnego dnia pani związała się z nowym gościem (z chronologii
                                                  Waszego
                                                  forum wynika, że koło 2-3 lat temu) i nagle te kontakty dziecka z
                                                  tatą
                                                  zaczęły ją uwierać: "Nie chcę żeby syn utrzymywał z nim kontakt
                                                  (jeszcze z innych
                                                  względów)". Dalej - ojciec wyczuwa co się święci, czuje się
                                                  zagrożony, zastanawia się czy nie powrócić do
                                                  tematu władzy rodzicielskiej, matka odbiera to jako groźby, znowu
                                                  podpytuje dobrych ludzi
                                                  po forach dla samomam, dobrzy ludzie podpowiadają, konflikt
                                                  eskaluje, klasyka gatunku.

                                                  W końcu pani oznajmia, że dziecko ma nowego tatę, a tamta relacja to
                                                  jest jakiś absurdalny nawrót uczuć ojcowskich po 9 latach. Tak - bo
                                                  przecież dziecko go nie zna,
                                                  dwa lata wcześniej zapewne bredziła, pisząc że syn chodzi do ojca.

                                                  "mój partner jest dla dziecka ojcem, razem
                                                  mieszkamy, syn mówi do niego tato." I tym razem to ja się o coś
                                                  retorycznie zapytam: A skoro tak, to dlaczego matka
                                                  nie zadziałała ze swoim partnerem
                                                  w kierunku formalnego wyjaśnienia tej kwestii poprzez
                                                  sprawę o przysposobienie dziecka ? Przecież - jak Wy to nazywacie -
                                                  biologicznemu ojcu -
                                                  nie nadano władzy rodzicielskiej, więc jego zgoda nie była tu
                                                  konieczna:

                                                  Art. 119. § 1. (obowiązujący do czerwca ubiegłego roku):

                                                  Do przysposobienia potrzebna jest zgoda rodziców przysposabianego,
                                                  chyba że zostali oni pozbawieni władzy rodzicielskiej
                                                  lub są nieznani albo porozumienie się z nimi napotyka trudne
                                                  do przezwyciężenia przeszkody. Nie jest też potrzebna zgoda ojca,
                                                  jeżeli jego ojcostwo zostało ustalone przez sąd,
                                                  a władza rodzicielska nie została mu przyznana.

                                                  Czyżby matce pasowała sytuacja, w której jeden nie wtrąca się tylko
                                                  płaci,
                                                  a drugi wychowuje ? Bo kiedy potrzebowała od taty-nietaty
                                                  więcej kasy to jakoś wiedziała gdzie poszukać:

                                                  Forum Samodzielna Mama, kama0111, 19-06-2006
                                                  Chcę wystąpić o podwyżkę alimentów. Jestem z W-wy i potrzebny mi
                                                  dobry i
                                                  niezbyt drogi adwokat także gdybyś była tak miła to proszę o namiary
                                                  na twojego
                                                  adwokata.

                                                  Powoli zbliża się finał - pani znowu popytała dobrych ludzi,
                                                  dobrzy ludzie na samomamie popsioczyli, poradzili, teraz pani znowu
                                                  szuka adwokata - jak wynika z jej
                                                  wczorajszego wpisu (btw, wbrew temu co twierdzisz ja się na prawie
                                                  nie znam,
                                                  ale rozważę czy podać jej namiar na moją dziewczynę -
                                                  trzeba uspokoić ojcowskie zapędy kolejnego gościa, więc sprawa
                                                  prosta jak drut, a kto tu ma rację to
                                                  tak naprawdę wszystko jedno). Wot, i cała historia.
                                                  • virtual_moth Re: bardziej merytorycznie 27.06.10, 17:37
                                                    Czyli piszesz, ze było ok, dopóki na horyzoncie nie pojawił się nowy tatuś?
                                                    Nie sadzę żeby było OK czy nawet dostatecznie, zaden nowy tatus nie staje się nim, bo tak mówi mamusia - musi powstac brak emocjonalny u dziecka wywołany długą nieobecnoscią ojca, zeby do tego doszło: "potrafił przychodzić do dziecka przez pare miesięcy a później znikał zupełnie z jego życia nawet nie dzwoniąc".
                                                    Juz nie mówmy o nazewnictwie, chodzi o traktowanie partnera matki jak ojca. To nie dzieje się z dnia na dzień i MUSI miec swoją przyczynę w tym, że wczesniej tego ojca NIE BYŁO, dziecko potrzebowało go kims zastąpić. Żadne "a teraz mówimy do tego pana tatusiu" nic nie da u dziecka 6-7 letniego. Czyli wbrew pozorom "adopcja" nowego tatusia moze byc argumentem za tym, ze biologiczny po prostu w zadnym stopniu nie spełniał tej roli i nawet sporadyczne kontakty tego nie zmieniały, co więcej, coś musiało byc z tymi kontaktami nie tak (co potwierdzają słowa matki), skoro nie uchroniły dziecka przed brakami emocjonalnymi. A nawet jesli przebiegały w miarę poprawnie, to widocznie tatus znikał za często i na zbyt długi czas nie podajac żadnej przyczyny.

                                                    Matka NIE MA OBOWIĄZKU w takiej sytuacji hamować tworzącej się wiezi między dzieckiem a swoim parnterem. Nie ma pewności, czy biologiczny znowu się pojawi na horyzoncie. Wiele wskazuje na to, że nie utrudniała mu kontaktów z dzieckiem, skoro jakies miały miejsce, więc ojciec SAM powinien byc odpowiedzialny za jakosc swojego ojcostwa. A jak sie jest palantem i traktuje dziecko jak słonia w zoo (raz na jakis czas mozna zobaczyc i zrobic zdjecie) to niestety mozna się nagle obudzic z ręką w nocniku. Matka niczego nie musi, nie ma w tym kraju prawa, że tylko biologiczny ma wyłącznosc na bycie ojcem. A biologiczny to chyba taki pies ogrodnika, sam nie wezmie, a innemu nie da - byc moze dlatego znowu się biedactwo uaktywnił ojcowsko.


                                                    Rzeczywiście, "bierność procesowa" ojca jest tu kluczowym argumentem przeciwko niemu. Nie wiem jak fakt, iż matka mogła wnioskować o nienadanie władzy miałby cos znaczyc. Przeciez to nie sprawia, że sąd nagle jest bardziej skłonny do nienadania tej władzy, liczą się dowody a nie to, że mamusia chce. Moze się tak dogadali, co jest kolejny raz podnoszone tutaj, że brak władzy w zamian za kontakty, ale naprawdę, absurdalna mi się wydaje wizja zaangazowanego ojca "oddającego" władzę rodzicielską w zamian za OBIETNICĘ nie utrudniania kontaktów. Tu by trzeba mówic o "indolencji procesowej". A jesli był na tyle głupi, że nie wiedział czym skutkuje brak władzy, to niech teraz nie będzie zdziwiony, że się go odsuwa - matka do konca zycia w celibacie nie będzie, a jesli sam nie umie wytworzyc wiezi z dzieckiem lepszej niz jakis fagas matki, to takie mamy skutki. I to jest bolesne, ale chyba tylko dla ojca na własne zyczenie - myślę, że dla dziecka sytuacja nie jest zła i to jest najważniejsze.


                                                    Co do "biernosci procesowej" matki w kwestii przysposobienia. Moze nie są jeszcze gotowi na takie kroki, to bardzo powazna decyzja, zwłaszcza dla matki - jeden, i to bioligiczny się wypiął, teraz z partnerem jest fajnie, ale czy tak bedzie zawsze?
                                                    Nie rozumiem tez jak niby fakt, że matka chciała podwyzszyc alimenty miałby świadczyc przeciwko niej? To kolejny absurd. Na szczęscie fakt nie posiadania władzy rodzicielskiej nie wymazuje nagle faktu, ze jest się współodpowiedzialnym za jego spłodzenie. Nowy partner matki nie musi tego dziecka utrzymywac, a matka nie ma MORALNEGO OBOWIĄZKU do przysposobienia dążyć, żeby tatusia zwolnic z płacenia alimentów.
                                                  • pan-kowalski ain't you been smoking grass ? 27.06.10, 23:43
                                                    virtual_moth napisała:

                                                    >... Rzeczywiście, "bierność procesowa" ojca jest tu kluczowym
                                                    >argumentem przeciwko niemu...


                                                    Skoro takie jest Twoje zdanie, to nie mam więcej pytań, a osobiście
                                                    to jestem tu nawet za 'aktywnością procesową' obojga, ważne żeby
                                                    interes się kręcił wink

                                                    Pzdr,
        • vero_nique Re: kolejne dziwne historie 24.06.10, 20:37
          moja wypoiwedz wykracza po prostu poza myslenie "odtad - dotad". Dziwi mnie ze
          jako mediator nie dostrzagasz pewnej obrazowosci. Bardzo wiele kwestii
          dotyczacych porzucenia dziecka w sensie oddania do domu dziecka - ma
          przelozenie/ podobienstwo w zachowaniu wielu rodzicow ktorzy ulatniaja sie i na
          szczescie jednak drugi rodzic opiekuje sie owym dzieckiem.

          Szacunek to "taki dziwny twor" na ktory pracuje sie swoim jestestwem poprzez
          dzialania podejmowane kazdego dnia i w kazdej sekundzie. Nie tylko wtorki i
          piatki smile. I jesli ktos zapomina o szacunku do jestestwa swojego dziecka to
          zasluguje on (ten rodzic) owszem na identyczne potraktowanie.

          Jestes psychologiem? obawiam sie ze nie.
          Znowelizowany KRIO naklada zarowno na rodzicow i dzieci prawo jaki obowiazek
          kontaktowania sie.

          Jednakze zdarzaja sie przypadki gdy sady zakazuja kontaktowania sie rodzica z
          dzieckiem. MEdiator - czyzby wg Twojej teorii milionowych szans dla rodzica -
          sedziowie zidiocieli dokumentnie?

          Co istotne Mediator.org - mysle ze powinnas powiedziec od razu - tak jak
          profesjonalne osrodki mediowe informuja uczciwie - po pierwsze nie ma mediacji
          tam gdzie byla przemoc domowa, poza tym mediacja to suche ustalenie od - do w
          danej konkretnej kwestii - co nie zawsze powinno miec miejsce, jesli sa nie
          rozwiazane problemy wykraczajace poza te kwestie. Problemy ktore sa glebszej
          natury - to nie rola mediatora tylko psychologa. Odnosze wrazenie ze Twoja
          nadgorliwosc moze przyniesc wiecej problemow niz pozytku.

          • z_mazur Re: kolejne dziwne historie 24.06.10, 20:43
            Ło matko, następna.

            Przecież tu się toczy zupełnie wirtualna dyskusja na praktycznie abstrakcyjny temat, w której zainteresowane strony nie biorą udziału.

            Jakie problemy może przynieść taka dyskusja?
            • vero_nique Re: kolejne dziwne historie 24.06.10, 21:09
              a wiesz ze masz racje?

              Totalnie bez sensu ten i inne watki wink na wszystkich forach. W koncu to li
              tylko wirtualne abstrakcje bez udzialu /dialogu 2 stron medalu.

              • z_mazur Re: kolejne dziwne historie 24.06.10, 21:16
                Nie, czym innym jest dyskusja na abstrakcyjny temat, jak w tym przypadku, a czym innym udzielanie rad konkretnej osobie na forum, która zwraca się z jakimś problemem
                • vero_nique Re: kolejne dziwne historie 24.06.10, 21:21
                  no pewnie wink. tylko wiesz pewnie ze kazdy ma wlasne spojrzenie na dany temat.
                  czyli 1000 ludzi i tyle samo rad (to tak jak z byciem 1 z 1000 swiadkow wypadku
                  - kazdy byl ale co innego widzial).Nic tylko wybierac wink.
    • kasiamasia Do a1ma/ Ja tez tracę wiarę w kobiety!!! 24.06.10, 14:07
      a1ma napisała:

      > Po przeczytaniu takich wątków jak ten:
      >
      rel="nofollow">forum.gazeta.pl/forum/w,571,113250056,113250056,Nagly_powrot_ojcowskich_uczuc.html
      > Pani życie sobie "poukładała", stary tatuś do obrazka nie pasuje, synek mówi
      > już "tato" do nowego, więc pytanie - jak się pozbyć na stałe niewygodnego
      > starego? Może sądy rodzinne mogłyby orzekać o eksterminacji, to byłoby jakieś
      > rozwiązanie...
      A1ma, Ja tez tracę wiarę w kobiety!!!
      I jak przyznalas zrobilas to glownie z nudy.
      Wkleilas watek z innego forum, osadzilas juz JA (kama0111),
      pozbylas czci i wiary.
      Dyskusja na orinalnym forum nie pozwolila Tobie osiagnac
      pelnej satysfakcji!!
      Czy nie sadzisz ze robienie tego innym ludziom poza ich plecami
      i bez ich wiedzy i mozliwosci wypowiedzi
      jest zwyklym chamstwem, plotkartwem i moze nawet szkalowaniem
      i pomowieniem.


      • to.ja.kas Re: Do a1ma/ Ja tez tracę wiarę w kobiety!!! 24.06.10, 18:06
        Kasia, nie jest grzechem cytowanie wątku z otwartego (!!!) forum. Tak jak nie
        jest grzechem linkowanie róznych rzeczy które można znaleźć w necie.

        Co do mówienia dziecka "tato", "mamo" do obcych ludzi nawet jesli są "bliscy" wink
        Moja córka ostatni raz widziała swojego ojca 10 lat temu poza 2 razami w sadzie,
        raz w wieku lat 16 na sprawie o odebranie praw rodzicielskich. W miedzyczasie
        byłam w długim, satysfakcjonującym i fajnym związku, gdzie Młoda była i jest
        bardzo związana z tym mezczyzna. Do tej pory spotykamy sie czasem we trójkę,
        piszą do siebie smsy, czasem ida na kawe a czasami dzwonią do siebie.
        Do głowy jej nie przyszlo samo z siebie (a mi tym bardziej), żeby do obcego
        męzczyzny mówiła "tato". Ona ma ojca. Beznadziejnego to fakt, ale jej ojciec
        zyje, istnieje i a nuż się ocknie i nagle zechce sie pojawić ? wink Teraz to juz
        nie mój problem, co wtedy bo Młoda jest dorosła może go zacząć hołubić i wielbic
        albo spuścić na drzewo. Jej wola.
        Ale tak jak ja nie czułabym sie dobrze gdyby dzieci eksa mówiły do mnie "mamo"
        (bo np bardzo sie lubimy a one chca tworzyc ze mną bliska wiez jak w rodzinie)
        tak nie wyobrażam sobie by dziecie moje nagle do P mówić zaczeło "tato". Bo i
        dzieci P i moja córka maja drugiego rodzica. TEN RODZIC ISTNIEJE. Mało tego w
        jakimś wymiarze ojciec z tego wątku chce istnieć. Prawda?
        Ale....znam taka rodzinę, moją koleżanke która do swego ojczyma mówi "tato" i sa
        najprawdziwsza rodziną. Ona dziś juz w moim wieku, dla jej córki owy ojczym jest
        dziadkiem. Jaka róznica? Jej biologicznego ojca nigdy nie było w jej życiu.

        Więc bywa różnie. jak jest lepiej?
        Lepiej jest tak by dziecko nie musiało wybierac miedzy lojalnoscia do jednego
        rodzica a miłoscia i checia bycia z drugim.
        I jesli (!!!) jest cień wątpliwosci, ze dziecko z tego watku jest w takiej
        niekomfortowej sytuacji to matka popełniła duży bład i skrzywdziła swego syna.
        A sądze ze popełniła, bo ona zastanawia sie JAK POZBYC SIE OJCA dziecka z ich życia?
        Ona nie pisze o tym, że ojciec dziecka sam sie wymiksował na amen. Ona pyta "jak
        sie ojca dziecka z tego zycia pozbyc?".
        A to już pokazuje, ze jako matka dała ciała. Znowu JA matki jest wazniejsze niż
        dobro dziecka.
        Szkoda.
        • virtual_moth Re: Do a1ma/ Ja tez tracę wiarę w kobiety!!! 24.06.10, 18:24
          to.ja.kas napisała:


          > I jesli (!!!) jest cień wątpliwosci, ze dziecko z tego watku jest w takiej
          > niekomfortowej sytuacji

          Zaczynam pojmowć specyfikę tego forum. Na forum koneserów sera tez MUSZĄ podkreślić, że istnieje CIEŃ szansy, że ksieżyc jest zrobiony z sera i tak, MAJĄ RACJĘsmile




          > ona zastanawia sie JAK POZBYC SIE OJCA dziecka z ich ż
          > ycia?
          > Ona nie pisze o tym, że ojciec dziecka sam sie wymiksował na amen.

          Ksieżyce prawdopodobnie nie są z sera (choc tak, istnieje cien szansy, ze jako gatunek ludzki mamy zaburzoną percepcję świata), a autorka wątku ZATYTUŁOWAŁA go "Nagły powrót ojcowskich uczuc". Nie wiem jak dla koneserów sera, ale dla mnie to brzmi własnie jak wymiksowanie się ojca i ponowna NAGŁA próba "wmiksowania się". Choc istnieje cień szansy, ze autorce się pomyliły słowa, gdy pisała post.
          • to.ja.kas Re: Do a1ma/ Ja tez tracę wiarę w kobiety!!! 24.06.10, 18:32
            Nie wymiksowal sie skoro pisał i się spotykał. Ja rozumiem co to znaczy
            WYMIKSOWAŁ SIĘ, bo mój eks sie wymiksował. On ani nie pisze, ani nie pojawia sie
            od czasu do czasu ani nie wysyła 50 zł.
            Poza tym nawet jesli by sie teraz pojawił, to ja NIE ROZUMIEM, jaki miałabym cel
            by pozbyc sie go z zycia mojej córki?
          • z_mazur No i strzelasz sobie właśnie samobója... 24.06.10, 18:37
            Cytujesz tytuł wątku, a co w nim?

            "Nagły POWRÓT ojcowskich uczuć"

            Skoro tak literalnie trzymasz się tego co napisała autorka, to musisz chyba przyznać, że w takim razie te ojcowskie uczucia wcześniej już były, tylko z jakichś nie znanych nam bliżej przyczyn na jakiś czas nie mogły być realizowane.

            Jak to przytaczał tu już pan_kowalski, a z czego nie zdawałem sobie sprawy i dopiero teraz sprawdziłem, jeśli matka nie chciała, to ojciec mógł nawet nie nabyć tych praw, nawet jeśliby chciał, jeśli tylko matka mu to uniemożliwiła.

            I jak teraz wygląda cała ta historia?
            • virtual_moth Re: No i strzelasz sobie właśnie samobója... 24.06.10, 19:07
              z_mazur napisał:


              > Jak to przytaczał tu już pan_kowalski, a z czego nie zdawałem sobie sprawy i do
              > piero teraz sprawdziłem, jeśli matka nie chciała, to ojciec mógł nawet nie naby
              > ć tych praw, nawet jeśliby chciał, jeśli tylko matka mu to uniemożliwiła.

              Przeciez sama podsunęłam Ci tą możliwośc:
              forum.gazeta.pl/forum/w,24087,113282091,113332800,Moge_jeszcze_ulatwic.html?wv.x=2
              Wolałam tego jednak nie rozwijać, pozostawiajac pole do popisu Tobie, ale cos nie byłes zainteresowany, pewnie z obawy, ze szykuję jakiegos hakasmile. No ale skoro jakis pan kowalski (w domysle facet i obronca facetów) o tym później wspomina, to cos musi byc na rzeczy, prawdasmile
              Spokojnie, ja nawet uważam, ze taka sytuacja z nie nadaniem władzy tudzien niezgodą na uznanie dziecka jest NAJBARDZIEJ prawdopodobna. Daje tez wielkie pole do domysłów, bo mogło byc naprawdę róznie. Facet mógł byc ostatnim ch..em, albo równie dobrze aniołkiem, a całą winę ponosi matka. Voilasmile
              • z_mazur Re: No i strzelasz sobie właśnie samobója... 24.06.10, 19:15
                Tylko po co snuć jakiekolwiek domysł?

                Czy wątek jest o tym na jakiej podstawie ojciec nie ma praw rodzicielskich?

                Wątek jest o tym, że ojciec, który przez cały czas miał z dzieckiem lepszy lub gorszy kontakt, nagle zaczął matce przeszkadzać i ta postanowiła znaleźć sposób, jak ten problem rozwiązać (w domyśle pozbyć się ojca). Postępowanie te (IMHO słusznie) potępiła założycielka wątku.

                To może podyskutujmy teraz na temat.

                Czy jeśli ojciec jest w życiu dziecka i kontakt z nim sam w sobie nie jest szkodliwy, to czy właściwe jest kreowanie dziecku nowej rzeczywistości z nowym, lepszym "tatusiem", z jednoczesną próbą pozbycia się ojca całkowicie z życia dziecka.
            • virtual_moth Re: No i strzelasz sobie właśnie samobója... 24.06.10, 19:12
              z_mazur napisał:

              > Cytujesz tytuł wątku, a co w nim?
              > ojcowskie uczucia wcześniej już były, tylko z jakich
              > ś nie znanych nam bliżej przyczyn na jakiś czas nie mogły być realizowane.


              Oczywiscie, z "jakichs nieznanych przyczyn", w domysle pan pewnie na 6-letnim kontrakcie w USAtongue_out Opcja, ze się wymiksował na własne zyczenie w grę oczywiście nie wchodzismile
              Ja tam nie wiem jak było, ale nawet jesli tatus raczył był KIEDYS miec jakies ojcowskie uczucia to nie wyklucza to póżniejszego, nawet 8 letniego całkowitego wymiksowania się. Tego nie wiemy, ja tego tez nie wiem, ale skłonna jestem bardziej uwierzyc matce dziecka próbującej nie dopuscic do "powrotu marnotrawnego" niż niektórym forumowiczom, bo w sumie DLACZEGO MAM JEJ NIE WIERZYC? Bo to zła kobieta była?
              • z_mazur Re: No i strzelasz sobie właśnie samobója... 24.06.10, 19:17
                Nie chodzi o to czy masz jej wierzyć, tylko czy jej postępowanie jest właściwe. Moim zdaniem nie.
    • nangaparbat3 jestem w szoku 24.06.10, 18:20
      NIc nie wiemy, jak było. Byc może Kama nastawiła dziecko przeciw ojcu, a ten
      jest kochającym, odpowiedzialnym człowiekiem. Ale mogło też byc zupełnie inaczej
      - ojciec może byc alkoholikiem, przemocowcem, psychicznie chorym, psychopatą
      albo wszystkim razem - albo po prostu okropnym dziwakiem czy nerwicowcem. Ojciec
      (i matka) mogą byc tacy, że dziecko się ich wstydzi, boi, robi co może, by
      unikac kontaktu.
      Pan przez rok ani razu nie widział się z synem, a potem chce się z nim spotykac
      codziennie. Nie daje wytchnienia, nie pozwala się oswoic, nie daje szansy. Nawet
      przy najżyczliwiej nastawionej matce dziecka miałby małe szanse - na własne
      życzenie.
      Z tego co obserwuję, jeśli dziecko odmawia kontaktu z bliskim dorosłym, zawsze
      obwinia się inną dorosłą osobę. W ogóle nie przyjmuje się założenia, że dla
      dziecka kontakt jest na tyle zły, że robi co może, by go uniknąc.
      Kama stworzyła nową rodzinę, bez pana, który nie mógł, czy nie chciał, czy nie
      zasługiwał na to, by z nią tę rodzinę tworzy. Ten pan, przez 9 lat pozostając na
      uboczu, nagle postanowił wkroczyc w życie jej syna na zupełnie innych zasadach
      niż dotąd, w dodatku w sposób spektakularny. Mógł był wcześniej spotkac sie z
      Kamą i wynegocjowac zasady, dogadac się. Nie wygląda, by podjął taką próbę. To
      on zachował się skrajnie niedojrzale - oskarżanie o niedojrzałosc KAmy jest tu
      grubą przesadą.
      Zakładanie specjalnego potępiającego wątku budzi najróżniejsze wątpliwości.
      • jarkoni Re: jestem w szoku 24.06.10, 18:56
        Nango, napisałem o swoich wątpliwościach:

        virtual_moth napisała:
        Jest wyraźnie napisane, że "ojciec nie ma praw rodzicielskich". Myślę, że precy
        > zyjniej juz się nie da.

        Nie, kilka osób już pytało czy pozbawiony, czy prawa ograniczone. Autorka wątku
        pisała na tyle chaotycznie na różne tematy, że ta sprawa nie jest jasna, można
        tylko domniemywać. Odpowiedzi konkretnej nigdy nie było..

        Po drugie te sporadyczne kontakty
        > >przez 8 lat, co to znaczy?(dla jednych raz na rok, dla innych wręcz >r
        > az na dwa
        > >tygodnie)
        >
        > Tego nie wiemy, ale skoro pan jest władzy pozbawiony, to widocznie nie za "spor
        > adyczny" kontakt.

        Dalej nie wiemy co to był za sporadyczny kontakt.
        Jeśli ojciec mieszkał blisko i widywał się z dzieckiem tylko raz na tydzień albo
        dwa tygodnie, a mógł codziennie, to też można uznać za sporadyczny kontakt.
        Autorka wątku tego nie precyzuje.

        Pkt nr 3. Nie odpowiedziałeś na to. Czy te 50 zł w kopercie co miesiąc to była
        cała kasa? Czy extra kieszonkowe poza alimentami? Autorka wątku też tego nie
        precyzuje...
        • nangaparbat3 Re: jestem w szoku 24.06.10, 19:15
          Autorka w ogóle przestała się odzywac. Więc tak naprawdę nie wiemy nic.
          JA natomiast wiem, że w mojej własnej rodzinie były/są 3 osoby, najblizsi krewni
          mojej córki, w tym tylko jedna z jawną patologią (alkohol), z którymi corka
          stanowczo odmówiła kontaktów, bez żadnych z mojej strony nacisków czy
          manipulacji. Ale też nie mozna dzieciom wciąż wmawiac, że czarne jest białe, a
          białe czarne, tylko dlatego że manipulantem, alkoholikiem czy osoba kompletnie
          zaburzoną emocjonalnie (choc świetnie radzącą sobie zawodowo) jest ktos z
          najbliższej rodziny.
    • pan-kowalski Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 18:21
      Brak praw o niczym tu akurat nie świadczy, bo przed 9 laty to
      w tym katolickim kraju sądy nagminnie nie przyznawały ojcom władzy
      rodzicielskiej, uważając taki stan rzeczy za zupełnie naturalny w przypadku
      kiedy ojciec nie żyje z matką:

      Art. 93.
      §1. Władza rodzicielska przysługuje obojgu rodzicom.
      §2. (nieaktualny) Jednakże w razie sądowego ustalenia ojcostwa władza
      rodzicielska przysługuje ojcu tylko wtedy, gdy przyzna mu ją sąd w wyroku
      ustalającym ojcostwo.
      Sąd opiekuńczy może ojcu przyznać władzę rodzicielską także po ustaleniu
      ojcostwa.

      Ponadto do uznania dziecka mogło wówczas dojść tylko za zgodą matki / do
      ustalenia ojcostwa jedynie z jej inicjatywy - ojciec nie miał tu czynnej
      legitymacji, a z relacji autorki nie do końca wynika czy w ogóle
      zdecydowała się prawnie wyjaśnić kwestię ojcostwa, pisze tylko o 9-letnim
      braku zainteresowania.
      • to.ja.kas Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 18:36
        Kiedy postanowiłam zabrac prawa rodzicielskie mojemu eks (córka miała lat 16, a
        eks sie WYMIKSOWAŁ na stałe sam...stąd doskonale wiem jak to jest) to nie
        sprawiło mi to najmniejszego problemu. 15 minut i po sprawie.
        Więc opowiesci, ze to taki problem pozbawić rodzica praw jest mitem.
        Zeznawałam ja i Młoda i finito.
        Oczywiscie, gdyby eks chciał mogł walczyc. W jego sytuacji bez sensu bo i tak 10
        lat go nie było.
        Ale....jak powiedział, ze chce sie z córką widywac to po tych 10 latach ja nie
        powedziałam "goń się" a za pozwoleniem córki podałam nr jej komórki i telefon do
        mnie i zaprosiłam do domu jesli miałby życzenie. Bo ja nie widze interesu mojego
        dziecka w tym bym miała sie zastanawiac JAK POZBYC SIE Z ZYCIA CÓRKI OJCA...
        I tu sie różnimy.
        • nangaparbat3 Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 19:19
          Ale zrobiłaś to ZA ZGODĄ CORKI. I to jest jak najbardziej OK.
          Moja córka nie chciała się za nic spotykac z bliską osobą z rodziny Exa.
          Namawiałam, przekonywałam. Wreszcie wróciła stamtąd i przez godzinę wyła jak
          opętana, nie umiejąc powiedziec , dlaczego płacze. Rano opowiedziała, co śniło
          jej się w nocy: ta osoba goniła ją i mnie, bo chciała nas zabic.
          Czy uważasz, że dalej powinnam była przekonywac corkę do odwiedzania tej osoby?
          • to.ja.kas Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 19:28
            Ale autorka owego watku nie opisuje by jej dziecie było poddane jakimś
            traumatycznym sytuacjom.
            Nie przesadzaj Nanga.
            Moja córka wyraziła zgodę bo wiedziała, że NIGDY nie będę zawiedziona i
            rozczarowana jej ewentualnymi nawet NAJLEPSZYMI kontaktami z ojcem.
            Ona NIGDY nie była przeze mnie postawiona w sytuacji gdy musiała dokonywac wyboru.
            Ja dalej NIE WIDZE sensu ZABRANIANIA kontaktów córki z rodzicem, który może nie
            jest dobrym ojcem, ale nie da sie ukryc JEST OJCEM, bo ja kiedys na ojca go
            wybrałam a ja NIGDY nie miałabym odwago zastanawiać sie JAK POZBYC SIE Z ZYCIA
            CÓRKI jej ojca...jaki by nie był, jesli nie byłby psychopatycznym,
            niebezpiecznym indywiduum.
            Tu nie napisał syn i nie postawił pytania "jak pozbyc sie ojca którego mam w
            nosie" a matka pyta jak pozbawić swego syna kontaktu z ojcem. Ona nie isze ze go
            CHRONI, ona pisze, ze po prostu nie chce go w zyciu swego syna. A ja pytam jaki
            jest tego sens?
            • nangaparbat3 Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 20:34
              Zrozumiałam, że matka pyta, jak ochronic syna przed kontaktem z ojcem. Bo syn
              tych kontaktow nie chce.
              • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 20:40
                Jeśli ojciec nie ma praw rodzicielskich to w przypadku gdy kontakt z nim jest dla dziecka szkodliwy, uzyskanie zakazu kontaktów nie jest dużym problemem.

                Podejrzewam, że w tym przypadku to nie wchodzi w grę i dlatego matka ma "problem", którego nie potrafi rozwiązać. To że problem sobie sama zafundowała, to już inna sprawa.
                • nangaparbat3 Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 20:50
                  "Szkodliwosc" podobnie jak "patologia" to bardzo niejasne terminy, fajnie
                  wyglądają na pismie, gorzej kiedy zderzamy się z nimi w rzeczywistym zyciu.
                  Tyle że częściej ta trudno uchwytna "szkodliwosc" dotyczy kobiet - nam jednak
                  łatwiej wykończyc własne dziecko bezkarnie.
                  W sprawie opisanej przez Kamę najważniejsze wydają mi się dosc proste fakty -
                  najpierw niemal zero kontaktów, potem publiczne zmasowane nachodzenie syna bez
                  jego i jego matki zgody. Po prostu pan wykazuje się interpersonalną i społeczną
                  indolencją, i tyle. Może nawet bardzo kochac dziecko, a byc dla niego przyczyna
                  wstydu i udręki. Znam takie przypadki, nawet w bliskiej rodzinie.
                  • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 20:56
                    Z innych zacytowanych później wątków wynika, że ten kontakt wcale nie był taki sporadyczny, chociaż rzeczywiście nieregularny.

                    Potem na jakiś czas, z nieznanych bliżej przyczyn kontakt ustał i ograniczył się jedynie do listów. W międzyczasie pojawił się nowy partner matki, z którego matka za jego zgodą i aprobatą dziecka postanowiła zrobić nowego, lepszego tatę.

                    Po roku czasu ojciec pojawił się na ważnej dla dziecka uroczystości, jaką była I komunia. Jakoś nie dziwię się, że dziecko miało problem z odnalezieniem się w sytuacji i przy niechęci matki i nowego partnera do ojca, ze względu na bliską relację z nimi postanowiło trzymać ich stronę.

                    Tylko czy za zaistniałą sytuację odpowiedzialny jest tylko ojciec?
                    I czy najlepszym rozwiązaniem w tej sytuacji, jest znalezienie sposobu na całkowite pozbycie się ojca?
                    • to.ja.kas Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 21:00
                      Niestety to "nowe światło" pokazuje, że mama postanowiła zapomnieć, że jest
                      ojciec i spowodować amnezję u dziecka. I to jej najbardziej przeszkadza ojciec
                      biologiczny a tak jak pisałam, dziecie odbija jej uczucia.
                      Smutne.
                      Smutne dla dziecka, smutne dla ojca, smutne dla rodziny.
                    • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 21:28
                      z_mazur napisał:
                      > W międzyczasie pojawił się nowy partner matki, z którego m
                      > atka za jego zgodą i aprobatą dziecka postanowiła zrobić nowego, lepszego tatę.
                      (...)
                      > Jakoś nie dziwię się, że dziecko miało problem z odnalezieniem się w
                      > sytuacji i przy niechęci matki i nowego partnera do ojca, ze względu na bliską
                      > relację z nimi postanowiło trzymać ich stronę.

                      To są Twoje interpretacje. Gdzie hasło 'trzymajmy się faktów'?
                      • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 21:39
                        > > W międzyczasie pojawił się nowy partner matki, z którego m
                        > > atka za jego zgodą i aprobatą dziecka postanowiła zrobić nowego, lepszego
                        > tatę.

                        To jest fakt, o którym pisze matka.

                        > > Jakoś nie dziwię się, że dziecko miało problem z odnalezieniem się w
                        > > sytuacji i przy niechęci matki i nowego partnera do ojca, ze względu na b
                        > liską
                        > > relację z nimi postanowiło trzymać ich stronę.

                        To jest moja interpretacja tego faktu.

                        Zadowolona? smile
                        • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 21:43
                          z_mazur napisał:
                          > To jest fakt, o którym pisze matka.

                          Faktem jest, że matka ułożyła sobie z kimś innym życie, to, że 'postanowiła zrobić z niego nowego lepszego tatę' to już Twoja INTERPRETACJA.
                          • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 21:48
                            No to zacytuję:

                            "Przez ostatnie lata jakoś się pozbierałam
                            i jestem teraz w związku, w którym mój partner jest dla dziecka ojcem, razem
                            mieszkamy, syn mówi do niego tato"

                            MÓJ PARTNER JEST DLA DZIECKA OJCEM. Nie jest, bo nim być nie może, jest opiekunem, być może doskonałym, ale opiekunem, a nie ojcem.

                            Ale pewnie to do Ciebie nie dotrze, bo chyba masz problem z uznaniem tego faktu. Dlatego to dla Ciebie tylko interpretacja.
                            • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 21:54
                              z_mazur napisał:
                              > MÓJ PARTNER JEST DLA DZIECKA OJCEM. Nie jest, bo nim być nie może, jest opiekun
                              > em, być może doskonałym, ale opiekunem, a nie ojcem.


                              "Jest dla dziecka ojcem" nie jest jednoznaczne z "matka postanowiła zrobić z niego nowego lepszego tatusia". Tego nie wiesz tylko interpretujesz.
                              • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 21:59
                                > "Jest dla dziecka ojcem" nie jest jednoznaczne z "matka postanowiła zrobić z ni
                                > ego nowego lepszego tatusia". Tego nie wiesz tylko interpretujesz.

                                Jak to nie? To matka nie była tego świadoma? Nie miała na to żadnego wpływu, choćby przez zaniechanie? A może partner z dzieckiem zrobili to wbrew jej woli?

                                Co tu jest do interpretowania?
                                • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 22:09
                                  z_mazur napisał:
                                  > Jak to nie? To matka nie była tego świadoma? Nie miała na to żadnego wpływu, ch
                                  > oćby przez zaniechanie? A może partner z dzieckiem zrobili to wbrew jej woli?

                                  I raz jeszcze - Twoje słowa 'postanowiła zrobić z niego' to KONKRETNY
                                  ZAMIAR/CZYN. Świadomość, że proces zachodzi nie jest jednoznaczna z byciem
                                  inicjatorem danego procesu.

                                  Owszem - matka mogła mieć PEŁNĄ ŚWIADOMOŚĆ, że jej syn i nowy partner się do
                                  siebie zbliżają. Mało tego - mogła BARDZO SIĘ CIESZYĆ z faktu, że chłopiec ma
                                  opiekuna, na którego może liczyć, który będzie dla niego męskim wzorem i którego
                                  syn obdarza zaufaniem. Według Ciebie miała tego zabraniać w imię ojca, który
                                  przysyła listy? Miała studzić tę relację dla dobra nieobecnego ojca? O jakim
                                  'zaniechaniu' piszesz?
                                  • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 22:15
                                    > Owszem - matka mogła mieć PEŁNĄ ŚWIADOMOŚĆ, że jej syn i nowy partner się do
                                    > siebie zbliżają. Mało tego - mogła BARDZO SIĘ CIESZYĆ z faktu, że chłopiec ma
                                    > opiekuna, na którego może liczyć, który będzie dla niego męskim wzorem i któreg
                                    > o
                                    > syn obdarza zaufaniem. Według Ciebie miała tego zabraniać w imię ojca, który
                                    > przysyła listy? Miała studzić tę relację dla dobra nieobecnego ojca? O jakim
                                    > 'zaniechaniu' piszesz?

                                    O tym, co jest dla Ciebie nie do przyjęcia i nie do przeskoczenia. O uświadomieniu dziecka, że ojciec to jest ojciec, a opiekun to jest opiekun. Taka postawa nie wywołałaby u dziecka problemów w relacji zarówno z opiekunem jak i ojcem.

                                    Więc dopuszczenie do sytuacji w której dziecko zaczęło się zwracać do opiekuna "tato", w momencie gdy miało stały kontakt z ojcem, było błędem. To jest fakt.

                                    BTW, nie odpowiedziałaś mi na pytanie zadane w innym miejscu. Czy gdy 4-letnia córka zaczęła do opiekującej się nią stale babci zwracać się "mamo" (przez pewien czas kontakt z matką był z konieczności trochę ograniczony), to mama i babcia powinny temu przyklasnąć, bo dziecko ma taki doskonały kontakt z babcią?
                                    • z_mazur Tak sobie jeszcze pomyślałem... 24.06.10, 22:27
                                      ...że może do każdej fajnej przedszkolanki, czy wynajętej opiekunki, czy wychowawczyni w przedszkolu, które dziecko polubi niech zacznie się zwracać "mamo", przecież to takie fajne i miłe. I to taki sympatyczny dowód na to, że dziecko się z tą miłą panią tak bardzo zbliżyło. smile

                                      --
                                      Kobieta nie wie czego chce,
                                      ale nie spocznie dopóki nie osiągnie celu.
                                    • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 22:43
                                      z_mazur napisał:
                                      > O tym, co jest dla Ciebie nie do przyjęcia i nie do przeskoczenia. O uświadomie
                                      > niu dziecka, że ojciec to jest ojciec, a opiekun to jest opiekun. Taka postawa
                                      > nie wywołałaby u dziecka problemów w relacji zarówno z opiekunem jak i ojcem

                                      To dla Ciebie nie do przyjęcia jest, że DZIECKO może uważać za ojca (EMOCJONALNIE) kogoś innego niż dawcę spermy. Że dla dziecka ojcem jest osoba, która jest z nim, opiekuje się, odrabia lekcje, czyta bajki a nie koniecznie ta, która widnieje w jego akcie urodzenia. Szczególnie dla dzieci emocje są PONAD papierki.

                                      > Więc dopuszczenie do sytuacji w której dziecko zaczęło się zwracać do opiekuna
                                      > "tato", w momencie gdy miało stały kontakt z ojcem, było błędem. To jest fakt.

                                      A skąd wiesz, że zwracanie się do opiekuna "tato" nastąpiło w okresie "stałego" kontaktu? A może właśnie w okresie ciszy? Kolejna Twoja interpretacja?

                                      > BTW, nie odpowiedziałaś mi na pytanie zadane w innym miejscu. Czy gdy 4-letnia
                                      > córka zaczęła do opiekującej się nią stale babci zwracać się "mamo" (przez pewi
                                      > en czas kontakt z matką był z konieczności trochę ograniczony), to mama i babci
                                      > a powinny temu przyklasnąć, bo dziecko ma taki doskonały kontakt z babcią?

                                      Mam koleżankę, którą wychowała babcia (matka żyje) i ona uważa, że "była dla niej MATKĄ". Czy tytułowała ją w ten sposób? Zapewne nie. Piszesz naiwnie jakby chodziło tylko o słowo "mamo/tato". Formalizm nad emocjami. Czy NAZWANIE jej matką/babcią/latającym potworem spagetti cokolwiek zmienia w relacjach? NIE - to słowa są SKUTKIEM relacji. Koleżanka doskonale wie, kto jest biologicznie jej matką a kto babcią co nie zmienia faktu, że z matką ma relacje chłodne a kontakty sporadyczne, natomiast emocjonalnie rolę matki nadal pełni babcia.
                                      • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 22:57
                                        > To dla Ciebie nie do przyjęcia jest, że DZIECKO może uważać za ojca (EMOCJONALN
                                        > IE) kogoś innego niż dawcę spermy. Że dla dziecka ojcem jest osoba, która jest
                                        > z nim, opiekuje się, odrabia lekcje, czyta bajki a nie koniecznie ta, która wid
                                        > nieje w jego akcie urodzenia. Szczególnie dla dzieci emocje są PONAD papierki.

                                        I rolą rodzica jest odpowiednio pokierować tymi emocjami i pozwolić mu się odnaleźć w sytuacji. Spowodowanie sytuacji, w której na codzień ma do czynienia z dwoma ojcami jest błędem.

                                        > A skąd wiesz, że zwracanie się do opiekuna "tato" nastąpiło w okresie "stałego"
                                        > kontaktu? A może właśnie w okresie ciszy? Kolejna Twoja interpretacja?

                                        Chośby z tego, że jeszcze dwa lata temu matka na tym samym forum pisała, że ojciec zabiera dziecko do siebie. Teraz po dwóch latach napisała, że ojciec od roku nie kontaktuje się bezpośrednio tylko pisze listy. W poprzednim wątku nie było słowa o nowym partnerze. Ergo, partner pojawił się w tym okresie gdy ojciec trochę się oddalił (chociaż cały czas podtrzymywał kontakt, czyli istniał w życiu dziecka).

                                        > Mam koleżankę, którą wychowała babcia (matka żyje) i ona uważa, że "była dla ni
                                        > ej MATKĄ". Czy tytułowała ją w ten sposób? Zapewne nie. Piszesz naiwnie jakby c
                                        > hodziło tylko o słowo "mamo/tato". Formalizm nad emocjami. Czy NAZWANIE jej mat
                                        > ką/babcią/latającym potworem spagetti cokolwiek zmienia w relacjach? NIE - to s
                                        > łowa są SKUTKIEM relacji. Koleżanka doskonale wie, kto jest biologicznie jej ma
                                        > tką a kto babcią co nie zmienia faktu, że z matką ma relacje chłodne a kontakty
                                        > sporadyczne, natomiast emocjonalnie rolę matki nadal pełni babcia.

                                        Ależ to co tu piszesz świadczy o Twojej ignorancji. Słowa pozwalają nam porządkować świat. Są pewne słowa jednoznaczne jak OJCIEC i MATKA i sytuacja gdy małe dziecko nagle w swoim otoczeniu posiada dwie osoby, które aspirują do tego określenia, to wywołuje w dziecku rozdarcie i wewnętrzne konflikty i każdy psycholog dziecięcy powie Ci, że nie powinno się dopuszczać do takiej sytuacji, ale Ty wiesz pewnie lepiej.
                                        • mujer_bonita Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 23:25
                                          z_mazur napisał:
                                          > I rolą rodzica jest odpowiednio pokierować tymi emocjami i pozwolić mu się odna
                                          > leźć w sytuacji. Spowodowanie sytuacji, w której na codzień ma do czynienia z d
                                          > woma ojcami jest błędem.

                                          Tylko, że tutaj biologiczny ojciec nie jest 'na co dzień'. Dziecko stawia na tych, którzy są. Poczucie bezpieczeństwa jest na pierwszym miejscu.

                                          > W poprzednim wątku nie był
                                          > o słowa o nowym partnerze. Ergo, partner pojawił się w tym okresie

                                          Kolejne założenie. Może w poprzednim poście autorka nie napisała nic o partnerze bo nie uznała tego za istotne?

                                          > dziecko nagle w swoim otoczeniu posiada dwie osoby, które aspirują do tego okre
                                          > ślenia, to wywołuje w dziecku rozdarcie i wewnętrzne konflikty i każdy psycholo
                                          > g dziecięcy powie Ci, że nie powinno się dopuszczać do takiej sytuacji, ale Ty
                                          > wiesz pewnie lepiej.

                                          Akurat g... prawda wink Dziecko nazywa ludzi tak jak czuje. 10-letni syn naszych znajomych ostatnio o moim TŻ-cie powiedział 'Twój mąż' - bo tak nas właśnie postrzega - jesteśmy razem długo, mieszkamy razem, na imprezy chodzimy razem. Dla niego jesteśmy małżeństwem bo tak to widzi a kwestie formalne są drugorzędne.

                                          Problemu nie tworzą nazwy tylko emocje. Nazwy nie tworzą emocji tylko emocje nazwy. To nie dziecko ma zwykle problem kto jest kim ale dorośli.

                                          A co do argumentu z psychologiem - zapytam jutro akurat mam znajomą psycholożkę.
                                          • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 23:40
                                            Ło matko, jeszcze Ciebie tu brakowało. smile))))))))))

                                            > Tylko, że tutaj biologiczny ojciec nie jest 'na co dzień'. Dziecko stawia na ty
                                            > ch, którzy są. Poczucie bezpieczeństwa jest na pierwszym miejscu.

                                            Nawet w nierozbitych rodzinach bywają sytuacje, że jeden z rodziców jest nieobecny przez kilkanaście miesięcy (kontrakty, czasowa emigracja, misje wojskowe itp.) i jak to się ma do poczucia bezpieczeństwa dziecka? Tu ojciec cały czas podtrzymywał kontakt, czyli można powiedzieć, że w jakiś sposób był cały czas obecny.

                                            > Akurat g... prawda wink

                                            Szczerze mówiąc to polemika na takim poziomie średni mnie kręci.

                                            > Dziecko nazywa ludzi tak jak czuje. 10-letni syn naszych
                                            > znajomych ostatnio o moim TŻ-cie powiedział 'Twój mąż' - bo tak nas właśnie pos
                                            > trzega - jesteśmy razem długo, mieszkamy razem, na imprezy chodzimy razem. Dla
                                            > niego jesteśmy małżeństwem bo tak to widzi a kwestie formalne są drugorzędne.

                                            I to, że dziecko uważa, że jesteście małżeństwem powoduje, że jesteście małżeństwem. Rzeczywiście emocje tworzą nazwy. Argument nie do zbicia. Wiesz co? Chyba rzeczywiście odechciało mi się polemizować.
                                          • z_mazur Tak gwoli uzupełnienia, cytacik 24.06.10, 23:48
                                            "Nowy partner nie powinien natychmiast próbować wchodzić w jakąś rolę. Nie powinien też nigdy krytykować prawdziwego ojca i rywalizować z nim. Dobrze, jeśli w różnych sytuacjach podkreśli, że nie zamierza zająć jego miejsca."
                                            • only.elvie Re: Tak gwoli uzupełnienia, cytacik 25.06.10, 00:09
                                              z_mazur napisał:
                                              > "Nowy partner nie powinien natychmiast próbować wchodzić w jakąś rolę. Nie powi
                                              > nien też nigdy krytykować prawdziwego ojca i rywalizować z nim. Dobrze, jeśli w
                                              > różnych sytuacjach podkreśli, że nie zamierza zająć jego miejsca."

                                              Czy GDZIEKOLWIEK padło stwierdzenie, że partner matki tak robił?
                                              • z_mazur Re: Tak gwoli uzupełnienia, cytacik 25.06.10, 00:17
                                                No skoro pozwolił do siebie mówić tato, to chyba wszedł w rolę i chyba niewystarczająco podkreślił, że nie chce zajmować miejsca taty.
                                              • panda_zielona Re: Tak gwoli uzupełnienia, cytacik 25.06.10, 00:21
                                                > Czy GDZIEKOLWIEK padło stwierdzenie, że partner matki tak robił?

                                                Nie padło też,że nie robił.hehe
                                      • virtual_moth Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 23:07
                                        Tasmile Tak samo pewnie synowa uważa teściową za mamusię, przeciez tak ją nazywasmile
                                        Tutaj żartuję, wszystko wyjasniła only.elvie w kwestii "nazewnictwa".

                                        Btw ojcowie są szczególnie przewrażliwieni na punkcie owego "nazewnictwa". Wielu z nich z trudem przełyka fakt, ze dziecko do kogos innego mówi "tato", nawet jesli sami z dzieckiem nie mają kontaktu x lat. Ich własna ułomność niesprwdzenia się jako ojciec mniej im dokucza niz wasnie to "tato" do innego faceta. Walczą w sądach o nadanie dziecku ich nazwiska, a potem te dzieci olewają. Tak jakby "obsikiwali" teren. Inni ojcowie walczą jak lwy w obronie takiego, któremu "skradziono" prawo do taty. Nie ma opcji, że na "tatę" nie zasługuje, ze po prostu jest nim tylko w sensie biologicznym. Tatą jest i basta.
                                        • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 23:44
                                          > Tasmile Tak samo pewnie synowa uważa teściową za mamusię, przeciez tak ją nazywasmile
                                          > Tutaj żartuję, wszystko wyjasniła only.elvie w kwestii "nazewnictwa".

                                          Pewnie żartujesz, ale akurat przykład jest celny. Co najmniej połowa moich znajomych ma problem z mówieniem "mamo, tato" do teściów, a to dorośli ludzie. Co musi przeżywać małe dziecko?

                                          > Btw ojcowie są szczególnie przewrażliwieni na punkcie owego "nazewnictwa". Wiel
                                          > u z nich z trudem przełyka fakt, ze dziecko do kogos innego mówi "tato", nawet
                                          > jesli sami z dzieckiem nie mają kontaktu x lat. Ich własna ułomność niesprwdzen
                                          > ia się jako ojciec mniej im dokucza niz wasnie to "tato" do innego faceta. Walc
                                          > zą w sądach o nadanie dziecku ich nazwiska, a potem te dzieci olewają. Tak jakb
                                          > y "obsikiwali" teren. Inni ojcowie walczą jak lwy w obronie takiego, któremu "s
                                          > kradziono" prawo do taty. Nie ma opcji, że na "tatę" nie zasługuje, ze po prost
                                          > u jest nim tylko w sensie biologicznym. Tatą jest i basta.

                                          Pewnie matki gdyby były pozbawione na codzień kontaktu byłyby równie przeczulone, ale nie to jest problemem. Problemem są emocje dziecka.
                                          • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 00:08
                                            z_mazur napisał:
                                            > Pewnie żartujesz, ale akurat przykład jest celny. Co najmniej połowa moich znaj
                                            > omych ma problem z mówieniem "mamo, tato" do teściów, a to dorośli ludzie. Co m
                                            > usi przeżywać małe dziecko?

                                            Co najmniej połowa ma problem to znaczy, że wielu go NIE MA wink A problem bierze
                                            się z 'odgórnego' społecznie mówienia w ten sposób do zwykle OBCEJ EMOCJONALNIE
                                            osoby. Tutaj partner matki taką osobą nie jest.

                                            > Pewnie matki gdyby były pozbawione na codzień kontaktu byłyby równie przeczulon
                                            > e, ale nie to jest problemem. Problemem są emocje dziecka.

                                            No właśnie - EMOCJE dziecka. Nie ego biologicznego ojca. To dziecku należy
                                            uświadamiać, że może czuć co chce a nie musi czuć to co dorośli mu każą. Jeżeli
                                            z własnej woli obdarza zaufaniem partnera matki to ma do tego prawo.
                                            • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 00:24
                                              > No właśnie - EMOCJE dziecka. Nie ego biologicznego ojca. To dziecku należy
                                              > uświadamiać, że może czuć co chce a nie musi czuć to co dorośli mu każą. Jeżeli
                                              > z własnej woli obdarza zaufaniem partnera matki to ma do tego prawo.

                                              Ale jaki związek z zaufaniem ma nazywanie kogoś określeniem, które z tą osobą nie ma nic wspólnego, przybędzie tego zaufania jak będzie tak nazywało, albo ubędzie jak przestanie tak nazywać? Pewne określenia, szczególnie tak jednoznaczne jak "tata", "mama" pozwalają dziecku odnajdywać się w rzeczywistości.

                                              Jeśli rodzice o to odpowiednio zadbają, to przynajmniej dzieci jak dorosną to nie mają problemu ze stwierdzeniem, że "ojciec, to ojciec". Bo jaki można mieć problem ze stwierdzeniem faktu?
                                              • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 00:40
                                                z_mazur napisał:
                                                > Ale jaki związek z zaufaniem ma nazywanie kogoś określeniem, które z tą osobą n
                                                > ie ma nic wspólnego, przybędzie tego zaufania jak będzie tak nazywało, albo ubę
                                                > dzie jak przestanie tak nazywać?

                                                No właśnie - dla mnie ojcem jest mężczyzna, który jest przy dziecku, wychowuje opiekuje się, zajmuje, który tworzy rodzicielskie więzi. I to nie tylko ma wiele wspólnego z byciem ojcem - to CZYNI ojca. Dla Ciebie nie - tylko papierek. A nazywanie w ten sposób to nie kwestia mniejszego czy większego zaufania a określenia przez dziecko miejsca, w którym osobę widzi. Tak jak do bliskiej koleżanki rodziców powie 'ciociu' nawet bez pokrewieństwa. Jak czuje tak mówi - to też korygować?

                                                > Pewne określenia, szczególnie tak jednoznaczne
                                                > jak "tata", "mama" pozwalają dziecku odnajdywać się w rzeczywistości.

                                                I znów po raz kolejny w te dyskusji - dziecko doskonale odnajduje się w rzeczywistości i nazywa tę rzeczywistość tak jak ją odbiera. Emocjami a nie papierkami. Nazwa jest zwykle skutkiem jakiejś sytuacji. To dorośli zwykle mają problem.


                                                Z naszej dyskusji doskonale widać różnice w patrzeniu na rzeczywistość między kobietami a mężczyznami - dla Ciebie świat definiują papierki - dla mnie relacje międzyludzkie.
                                                • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 00:54
                                                  > Z naszej dyskusji doskonale widać różnice w patrzeniu na rzeczywistość między k
                                                  > obietami a mężczyznami - dla Ciebie świat definiują papierki - dla mnie relacje
                                                  > międzyludzkie.

                                                  No tak powalający argument.

                                                  A jeśli weźmiemy pod uwagę, że dzieckiem jest chłopiec (było nie było mężczyzna), to co zrobisz z tym fantem...? smile)))))))

                                                  > No właśnie - dla mnie ojcem jest mężczyzna, który jest przy dziecku, wychowuje
                                                  > opiekuje się, zajmuje, który tworzy rodzicielskie więzi. I to nie tylko ma wiel
                                                  > e wspólnego z byciem ojcem - to CZYNI ojca. Dla Ciebie nie - tylko papierek.

                                                  Ale o jakim wychowaniu mówimy, jak partner jest być może od kilku, kilkunastu miesięcy opiekunem dziecka? Dziecko było na tyle duże gdy się pojawił, żeby mieć pełną świadomość tego kto jest, a kto nie jest ojcem. Ojciec ciągle ma z nim kontakt, to po co mu mieszać w głowie kolejnymi tatusiami? A jak mama za pół roku zwiąże się z kolejnym partnerem, to dziecko będzie miało kolejnego tatusia.

                                                  I nie odpowiedziałaś mi wcześniej na pytanie, czy gdyby Twoje dziecko, do zajmującej się nią stale opiekunki zaczęło się zwracać "mamo", pozostawiłabyś to bez reakcji? Uważasz, że skoro aż tak ją by polubiło, to może się do Ciebie i do niej zwracać "mamo", a w przyszłości być może do innych pań, które polubi?
                                                  • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 01:16
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > No tak powalający argument.

                                                    To nie miał być argument tylko obserwacja.

                                                    > Ale o jakim wychowaniu mówimy, jak partner jest być może od kilku, kilkunastu m
                                                    > iesięcy opiekunem dziecka?

                                                    Już raz pisałam - NIE WIEMY ile jest. Znów przyjmujesz za fakt swoją interpretację postu.

                                                    > I nie odpowiedziałaś mi wcześniej na pytanie, czy gdyby Twoje dziecko, do zajmu
                                                    > jącej się nią stale opiekunki zaczęło się zwracać "mamo", pozostawiłabyś to bez
                                                    > reakcji? Uważasz, że skoro aż tak ją by polubiło, to może się do Ciebie i do n
                                                    > iej zwracać "mamo", a w przyszłości być może do innych pań, które polubi?

                                                    Moją reakcją nie byłoby strofowanie dziecka faktem 'to ja mam papierek na bycie Twoją matką' ale takie zdarzenie skłoniłoby mnie do głębokiej refleksji na temat jakości MOJEJ relacji z dzieckiem. Skoro dziecko tak odbierałoby relacje z opiekunką (i nie udawaj tu, że chodzi o 'lubienie') to znaczy, że coś jest nie tak w relacjach między nami, że popełniłam gdzieś błąd. Może za mało czasu, uwagi? Dla mnie to byłby jedynie sygnał jakiegoś problemu a nie problem sam w sobie.

                                                    > Dziecko było na tyle duże gdy się pojawił, żeby mieć
                                                    > pełną świadomość tego kto jest, a kto nie jest ojcem. Ojciec ciągle ma z nim
                                                    > kontakt, to po co mu mieszać w głowie kolejnymi tatusiami?

                                                    Kończąc dyskusję na temat nazewnictwa, bo późno już - moja koleżanka kupiła kiedyś na dzień ojca kubek z takim mniej więcej napisem:
                                                    demotywatory.pl/70763/Kazdy-moze-zostac-ojcem-
                                                    "Każdy może być ojcem ale tylko ktoś wyjątkowy zostaje TATĄ"

                                                    Być może tak właśnie rozumuje ten chłopiec - jest wystarczająco duży, że WIE kim jest jego OJCIEC a TATUSIEM został kto inny.
                                                  • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 09:10
                                                    > Moją reakcją nie byłoby strofowanie dziecka faktem 'to ja mam
                                                    papierek na bycie
                                                    > Twoją matką' ale takie zdarzenie skłoniłoby mnie do głębokiej
                                                    refleksji na tem
                                                    > at jakości MOJEJ relacji z dzieckiem. Skoro dziecko tak
                                                    odbierałoby relacje z o
                                                    > piekunką (i nie udawaj tu, że chodzi o 'lubienie') to znaczy, że
                                                    coś jest nie t
                                                    > ak w relacjach między nami, że popełniłam gdzieś błąd. Może za
                                                    mało czasu, uwag
                                                    > i? Dla mnie to byłby jedynie sygnał jakiegoś problemu a nie
                                                    problem sam w sobie

                                                    Tak bo masz z dzieckiem kontakt na codzień i dużo łatwiej podjąć Ci
                                                    jakieś reakcje.
                                                    > Kończąc dyskusję na temat nazewnictwa, bo późno już - moja
                                                    koleżanka kupiła kie
                                                    > dyś na dzień ojca kubek z takim mniej więcej napisem:
                                                    > rel="nofollow">demotywatory.pl/70763/Kazdy-moze-zostac-ojcem-
                                                    > "Każdy może być ojcem ale tylko ktoś wyjątkowy zostaje TATĄ"
                                                    >
                                                    > Być może tak właśnie rozumuje ten chłopiec - jest wystarczająco
                                                    duży, że WIE ki
                                                    > m jest jego OJCIEC a TATUSIEM został kto inny.

                                                    Kubek, to kubek, sympatyczny prezent. A jak w tym konkretnym
                                                    duskutowanym przypadku miałoby to wyglądać w praktyce? Do
                                                    biologicznego ojca syn miałby się zwracać "Ojcze", a do partnera
                                                    matki "tato"?

                                                    Czy tak trudno przyjąć, że w ludzkiej świadomości funkcjonuje model
                                                    gdzie ma się jednego ojca i jedną matkę. Pojawienie się na orbicie
                                                    dziecka dwóch osób pretendujących do jednego z tych "tytułuów"
                                                    wywołuje w dziecku różne negatywne emocje.

                                                    Emocje które łatwo uspokoić, krótkim stwierdzeniem "cieszę się, że
                                                    jestem dla ciebie bliską i ważną osobą, ale nie jestem Twoim ojcem,
                                                    przecież o tym wiesz"

                                                    Uważasz, że jeśli Twój rozwiedziony mąż, zaproponował by małemu
                                                    niewiele rozumiejącemu dziecku, że do jego partnerki powinno zwracać
                                                    sie "mamo", bo ona je lubi i jest dla niego dobra, to w takim
                                                    zachowaniu nie byłoby niczego niewłaściwego? Też byś stwierdziła, że
                                                    to normalne i na miejscu?
                                                  • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 11:01
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > Czy tak trudno przyjąć, że w ludzkiej świadomości funkcjonuje model
                                                    > gdzie ma się jednego ojca i jedną matkę. Pojawienie się na orbicie
                                                    > dziecka dwóch osób pretendujących do jednego z tych "tytułuów"
                                                    > wywołuje w dziecku różne negatywne emocje

                                                    Czy tak trudno Ci pojąć, że w ludzkiej świadomości ojcem może być ktoś inny niż dawca plemnika? Czy tak trudno Ci pojąć, że DZIECKO może obrażyć kogoś innego niż dawcę plemnika uczuciem dziecko-tata? Że ten ktoś nie musi 'pretendować'? Dzieci przyjmują świat takim jakim go widzą i czują - dla nich nic nie jest nienormalne dopóki DOROŚLI nie zrobią z tego problemu. To DOROŚLI wytyczają dziecku co jest 'nienormalne' powodując negatywne emocje.

                                                    Twój świat jest bardzo ograniczony i schematyczny. Papierek i papierek. Uczucia? Jeżeli uczucia dziecka nie przystają do papierka to należy te emocje "uspokoić". A ja uważam inaczej. Emocje ważniejsze są od papierków. Nazwy idą za nimi. Świadomość kto jest ojcem nie wynika z papierka tylko z uczuć.

                                                    > Uważasz, że jeśli Twój rozwiedziony mąż, zaproponował by małemu
                                                    > niewiele rozumiejącemu dziecku, że do jego partnerki powinno zwracać
                                                    > sie "mamo", bo ona je lubi i jest dla niego dobra, to w takim
                                                    > zachowaniu nie byłoby niczego niewłaściwego? Też byś stwierdziła, że
                                                    > to normalne i na miejscu?

                                                    Dlaczego mieszasz kwestie? Dlaczego dajesz przykład rodzica, który "zaproponował coś dziecku" skoro NIE WIEMY czy tak było w tym przypadku? Dlaczego dziecko w Twoim przykładzie jest "małe i niewiele rozumiejące"?

                                                    Odpowiem zgodnie z tym o czym jest w wątku - jeżeli nie mogłabym opiekować się moim dzieckiem i ono uczuciami obdarzyłoby swoją macochę mówiąc do niej "mamo" to dla JEGO DOBRA zgodziłabym się na to. Owszem - może serce by mi pękło ale dziecko jest tu najważniejsze. Jeżeli potrzebuje tego typu poczucia bezpieczeństwa od osoby, którą będzie miało na co dzień to dobrze, że taką osobę by miało.
                                                  • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 11:08
                                                    Zawzięcie bronisz swojego stanowiska, bo sama byłaś w takiej
                                                    sytuacji i nie dopuszczasz myśli, że to mogło być niewłaściwe.

                                                    Jak dla mnie EOD.
                                                  • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 11:14
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > Zawzięcie bronisz swojego stanowiska, bo sama byłaś w takiej
                                                    > sytuacji i nie dopuszczasz myśli, że to mogło być niewłaściwe.

                                                    Dla Twojej informacji - NIE BYŁAM w sytuacji nazywania partnera matki "tatą" ani w jakiejkolwiek sposób w sytuacji obdarzania tego typu uczuciami kogokolwiek. Moi rodzice byli małżeństwem całe moje dzieciństwo, mieszkali razem. Rozwiedli się gdy byłam dorosła - mama z nikim się nie związała.

                                                    Natomiast odnosząc się do poruszanej kwestii - była w sytuacji WMAWIANIA mi, że moje uczucia są niewłaściwe. Bo właśnie - nie pasowały do schematu i papierka. Na szczęście specjalista mnie uświadomił, że wszystko jest ok.
                                                  • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 11:20
                                                    > Natomiast odnosząc się do poruszanej kwestii - była w sytuacji
                                                    WMAWIANIA mi, że
                                                    > moje uczucia są niewłaściwe. Bo właśnie - nie pasowały do schematu
                                                    i papierka.
                                                    > Na szczęście specjalista mnie uświadomił, że wszystko jest ok.

                                                    O specjalista? Czyli jak ktoś jest specjalistą (jak np.
                                                    mediator.org), to ma oczywiście zawsze rację? Ciekawe, ciekawe.
                                                    Teraz to się ubawiłem. smile)))))

                                                    I w ogóle teraz to już się pogubiłem. Jakie uczucia miałyby być
                                                    niewłaściwe. Uczucia po prostu są. Pytaniem jest dlaczego sie
                                                    pojawiają. I mnie by interesowało na Twoim miejscu dlaczego
                                                    stwierdzenie, że "ojciec jest ojcem" wywołuje w Tobie jakiekolwiek
                                                    emocje.

                                                    To taka mała sugestia. Możesz z niej skorzystać lub nie. smile)))
                                                  • only.elvie Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 11:31
                                                    z_mazur napisał:
                                                    > O specjalista? Czyli jak ktoś jest specjalistą (jak np.
                                                    > mediator.org), to ma oczywiście zawsze rację? Ciekawe, ciekawe.
                                                    > Teraz to się ubawiłem. smile)))))

                                                    Z widziałeś gdzieś jakiś certyfikat mediator.org? Ja tylko czytałam jej
                                                    niekompetentne wypowiedzi. Natomiast osoba do której chodziła miała i
                                                    certyfikaty, bardzo dobrą opinię i wiele wysoko ocenianych publikacji.

                                                    > pojawiają. I mnie by interesowało na Twoim miejscu dlaczego
                                                    > stwierdzenie, że "ojciec jest ojcem" wywołuje w Tobie jakiekolwiek
                                                    > emocje.

                                                    I znów przeinaczasz. Stwierdzenie "ojciec jest ojcem niezależnie co" wywołuje we
                                                    mnie emocje bo jest stwierdzeniem błędnym i szkodliwym. I tak jak WIELE błędnych
                                                    i szkodliwych stwierdzeń budzi mój SPRZECIW. Proste?

                                                    Uważam, że zastanawiające by był BRAK EMOCJI na tego typu sprawy.
                                                  • z_mazur Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 11:39
                                                    > I znów przeinaczasz. Stwierdzenie "ojciec jest ojcem niezależnie
                                                    co" wywołuje we mnie emocje bo jest stwierdzeniem błędnym i
                                                    szkodliwym.

                                                    No to bawmy się dalej.

                                                    Cytat.

                                                    "Ojciec (tato, tata) – mężczyzna, który jest rodzicem, począł i
                                                    zazwyczaj jednocześnie wychowuje dziecko"

                                                    Funkcja prokreacyjna jest na pierwszym miejscu. Czyli ojciec oznacza
                                                    tego kto spłodził i przeważnie (chociaż z różnych przyczyn nie
                                                    zawsze) wychowuje.

                                                    Co może być błędnego i szkodliwego w stwierdzeniu niepodważalnego
                                                    faktu? Jak stwierdzenie faktu, może być w ogóle same w sobie
                                                    szkodliwe?

                                                    Jeśli stwierdzenie niepodważalnego faktu budzi Twój sprzeciw, to na
                                                    prawdę masz problem. I to jest rzeczywiście proste. smile)))
                                                  • mediator.org zaświadczenie o szkoleniu; certyfikat ;) 25.06.10, 20:41
                                                    Nie potrafię tu, na forum wkleić skanu, jeśli masz pocztę prześlę na maila.
                                                    Jedynie daj znać.
                                                • z_mazur Aaaa i żeby nie było 25.06.10, 01:05
                                                  Nie jestem wcale przeciwny nazywaniu mamą czy tatą innej osoby niż biologiczny rodzic, ale uważam to za dopuszczalne w pewnych określonych warunkach. Najlepiej jeśli dziecko jest adoptowane, lub przysposobione przez przez ojczyma, czy macochę i jest na tyle małe, że nie uświadamia sobie pewnych kwesti związanych z rodzicielstwem, oraz biologiczny rodzic nie utrzymuje z nim żadnego kontaktu.

                                                  W tym dyskutowanym przypadku, żaden z tych warunków nie został spełniony, więc IMHO pozwolenie na to, żeby dziecko zwracało się do tego mężczyzny "tato", było szkodliwym dla dziecka błędem.

                                                  Nie mówię, że został on zrobiony świadomie i z premedytacją, podejrzewam że raczej wynika z problemów emocjonalnych matki.
              • to.ja.kas Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 20:44
                Myślę Nanga, że patrzymy na tą sprawę i to co zostało napisane z różnych
                pozycji. Nie pierwszy raz i w sumie nie ma obowiązku widziec wszystko tak samo.
                Ja uważam, że nie ma nic korzystnego dla dziecka pozbawianie go kontaktu z ojcem
                jeśli ten ojciec nie jest jakąś patologią. Uważam to wręcz za szkodliwe dla
                dziecka. I ja uważam, że moim obowiązkiem jako matki jest stanie na strazy tego
                co dla mojego dziecia najlepsze.
                Autorka owego wątku nie napisała, że ojciec poza tym, że nie jest regularnym w
                kontaktach ma jakies inne wady, jest agresywny, pije, bije, straszy.
                Ja (akcent na "ja") odniosłam wrażenie, że ojciec przeszkadza matce a syn chąc
                być lojalnym wobec matki zachowuje sie zgodnie z jej oczekiwaniami, bądź jest
                odbiciem jej uczuć.
              • panda_zielona Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 21:05
                Pierwsze posty na temat, pani napisała dwa lata temu.Wtedy kontakt
                ojca z dzieckiem był tyle,że nie podobało się iż ojciec rzekomo
                opowiadał dziecku jakieś herezje na temat matki.Postanowiła więc
                odciąć dziecko od ojca,bo tak najprościej.
                • to.ja.kas Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 21:15
                  Panda, dla mnie w tych wątkach intencja matki jest jasna. Szuka sposobu na to by
                  wyautowac ojca. I tyle. I nie cofnie się przed niczym, włacznie ze szkodzeniem
                  swojemu dziecku by ojca sie pozbyc.
                  I ja sie tylko zastanawiam, gdyby odwrócic sytuacje.

                  O wiem !!!!
                  Michszyb dostaje opieke nad swoimi synami, mam nowa partnerkę, dzieci mówią do
                  niej "mamo" a on kombinuje jak pozbawić matkę kontaktu....A jakby sobie taki
                  scenariusz wyobrazic? wink
                  • panda_zielona Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 21:36
                    Dla mnie niestety też.A co do Michszyba i odwrócenia
                    sytuacji,zostałby zeżarty żywcem smile
                    • malgolkab Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 22:10
                      panda_zielona napisała:

                      > Dla mnie niestety też.A co do Michszyba i odwrócenia
                      > sytuacji,zostałby zeżarty żywcem smile
                      to akurat prawdasmile)
                      • to.ja.kas Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 22:15
                        smile))) noooooo
            • nangaparbat3 Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 20:37
              > Ale autorka owego watku nie opisuje by jej dziecie było poddane jakimś
              > traumatycznym sytuacjom.

              Moje dziecko też nie było podddawane traumatycznym sytuacjom - wyłącznie
              manipulacji. Tego z boku czasem nie widac (na przykład moja mama do dziś ma mi
              za złe, że stanęłam po stronie dziecka).
              • to.ja.kas Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 20:46
                Nanga, ale autorka wątku NIE PISZE NIC o straszeniu i nie pisze NIC o
                manipulacji. I nie pisze NIC o Twojej córce ani MOJEJ też nie smile
                • nangaparbat3 Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 20:52
                  Masz rację, o Twojej też nie pisze. Od tego wypadałoby zacząc, adekwatnie do
                  chronologii wątku.
                  • to.ja.kas Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 20:58
                    Napisałam to pierwsza...Ani o mojej ani o Twojej, ani o tym, ze ojciec jest w
                    jakis sposób patologiczny, szkodliwy, budzący traumę.
                    Myślę, że często nasze dzieci sa odbiciem naszych uczuć. I jej syn pewnie nie
                    jest wyjątkiem.
                    Dlatego staram sie mojego dziecka nie zarażać traumami, problemami, niechęciami,
                    strachami.
                    • mediator.org oj oberwie Ci się... 24.06.10, 22:19
                      Za dobrze piszesz o ojcu dziecka. Stajesz się mało bezstronna i nieobiektywna
                      wink)TU tak nie można wink)
                      • to.ja.kas Re: oj oberwie Ci się... 24.06.10, 22:27
                        Może i nie można, ale ja zawsze pod prąd wink

                        Wiesz Mediator co ja mysle, ze w całym tym gównie jakiego doświadczyłam jest
                        moim sukcesem poza wychowaniem fajnego młodego człowieka?
                        Że ja ciągle lubię ludzi i facetów też zaliczam do gatunku ludzkiego i teściów i
                        nawet uważam, że mają prawo do młodych wink
                        To uważam za swój niezaprzeczalny sukces własny.

                        Mogłam ze swoim życiem zrobić wszystko kiedy od eksa odeszłam. POstanowiłam, że
                        będę wielkoduszna, szczęsliwa, życzliwa i mądra.
                        I taka jestem smile)))))))))))

                        I skromna ofkors smile
                    • nangaparbat3 Re: tracę wiarę w kobiety 25.06.10, 10:42
                      to.ja.kas napisała:
                      > Myślę, że często nasze dzieci sa odbiciem naszych uczuć. I jej syn pewnie nie
                      > jest wyjątkiem.
                      > Dlatego staram sie mojego dziecka nie zarażać traumami, problemami, niechęciami
                      > , strachami.
                      >

                      To bardzo dobrze robisz.
                      Natomiast świat mimo wszystko istnieje i nie jest wyłącznie naszym wyobrażeniem.
                      I dziecko ma święte prawo także do własnych strachów i traum.
      • virtual_moth Re: tracę wiarę w kobiety 24.06.10, 19:45
        pan-kowalski napisał:

        > Brak praw o niczym tu akurat nie świadczy, bo przed 9 laty to
        > w tym katolickim kraju sądy nagminnie nie przyznawały ojcom władzy
        > rodzicielskiej, uważając taki stan rzeczy za zupełnie naturalny w przypadku
        > kiedy ojciec nie żyje z matką:


        A to ciekawesmile Przed blisko 5 laty byłam w takiej samej sytuacji - sprawa o ustalenie ojcostwa, wnioskowałam o nie nadanie władzy i moje nazwisko dla dziecka. Wbrew "naturalnemu" stanowi rzeczy ojciec otrzymał pełnię władzy, a dziecko jego nazwisko. No chyba ze 4 lata robią różnicę w kwestii orzecznictwa, nie wiem. W kazdym razie z ojcem dziecka nie żyłam od 1,5 roku w momencie sprawy o ustalenie, od rozstania drastycznie zaniedbał dziecko (spotkania raz na pół roku po godzinie), oczywiście zero alimentów.

        Po lekturze innych wątków pani
        forum.gazeta.pl/forum/w,571,83111222,,Ojciec_bez_wladzy_rodziciel_czy_moze_zadac_spotkan.html?v=2
        forum.gazeta.pl/forum/w,571,83075617,83075617,Przyznanie_wladzy_ojcu_ktory_tej_wladzy_nie_mial.html
        dowiadujemy się, że rzeczywiscie była sprawa o ustalenie ojcostwa i nie nadanie władzy. Wbrew pozorom niczego to nie wyjasnia, bo wcale nie jest takie oczywiste, ze ojcom "z automatu" nie dawało się władzy (vide mój przypadek), mogły byc po prostu powazne przesłanki by tej władzy nie nadać.

        Dochodzą jeszcze inne fakty:
        - pan co jakis czas dązy do spotkan, by potem olac dziecko.
        - nie wiemy czy olewa to dziecko bo jest niezrównowazony emocjonalnie, czy moze macza palce w tym matka
        - sytuacja ta nie jest bez wpływu na dziecko (totalna hustawka, typowy znikajacy ojciec)

        Ja po przeczytaniu tych watków chętniej skłaniam się ku opcji, że matka moze utrudniac ojcu kontakt. Spore watpliwosci budzi jednak kwestia sądownego ustalenia kontaktów i przywrócenia władzy, którym to ojciec "groził" juz matce 2 lata temu, A JEDNAK DO TEGO NIE DOSZŁO. Dlaczego, skoro ojciec co jakis czas się uaktywnia? Przeciez z pozoru mozna by sądzic, że dązy do spotkań? Dlaczego nie chce tego uregulowac prawnie, by miec większą kontrolę? Ciekawe...
    • to.ja.kas Re: only.elvie raz jeszcze 24.06.10, 21:35
      1. Nie wycieli Cię
      2. Cenie Majkela, ba uwielbiam chłopa.
      3. Cenie Mediatora.
      4. Zdarza mi sie nie zgadzac ani z Majkelem ani z Mediatorem ale nei pozwalam
      sobie na takie chamskie opinie jak Twoja.
      5. Jakie masz uprawnienia kto jest fachowcem a kto nie?
    • mediator.org fafocle 24.06.10, 21:41
      "
      Zawężanie wyników
      Wątek

      * Ja, on i jego żona (1)
      * tracę wiarę w kobiety (1)
      * widzicie TO????????? (1)

      Słowa kluczowe

      * niechciany bachor (1)
      * ojciec (1)
      * otaki niechciany (1)
      * panienka (1)
      * praca (1)
      * problem (1)
      * rodzina (1)
      * rodzinę (1)
      * rozwieść (1)
      * super męża (1)

      * sypiał zaszła (1)
      * umie (1)
      * urocze gołąbki (1)
      * widzicie (1)
      * zabawiła (1)
      * zdradza żonę (1)
      * zło konieczne (1)
      * łóżku (1)
      * żona (1)
      * żyli (1)

      10 więcej

      Znaleziono: 3
      Sortowanie wyników: wg trafności wg daty
      Re: To nie jest dla mnie tylko praca...
      "wszystkie moje wypowiedzi są wycinane, tu nie wolno pisać nowym nickom?" Wolno,
      jeśli nie powstają jedynie na użytek "dokopania" i wyżycia swojej frustracji wink))
      Już takie trolliki były wink)
      • malgolkab Re: fafocle 24.06.10, 22:10

        >
        > "wszystkie moje wypowiedzi są wycinane, tu nie wolno pisać nowym
        nickom?" Wolno
        > ,
        > jeśli nie powstają jedynie na użytek "dokopania" i wyżycia swojej
        frustracji wink
        > ))
        > Już takie trolliki były wink)

        a co to ma być?? jakaś prywata? to na maila można pisać chyba...
      • mediator.org ups... 24.06.10, 22:15
        Ups, ale mi się skopiowało wink)
        Przepraszam, miało być jedynie to ostatnie zdanie.
        fafocle napisała: "wszystkie moje wypowiedzi są wycinane, tu nie wolno pisać
        nowym nickom?" Wolno jeśli nie powstają jedynie na użytek "dokopania" i wyżycia
        swojej frustracji wink"
    • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 09:44

      Uhhh, poczytałem.

      Prawo w tym zakresie zostało zmienione po 2004 roku. Do tego czasu
      wniosek o uznanie ojcostwa mogła złożyć matka, albo dziecko (lub
      inny jego pełnomocnik) jeśli żadne z nich tego nie zrobiło, to
      ojciec sam nie mógł wystąpić o uznanie ojcostwa. Nabył te prawo po
      2004 roku.

      Jeśli teraz matka utrudniałaby mu kontakt z dzieckiem, to ojciec
      może wystąpić o ustalenie ojcostwa i o przyznanie zwiazanych z tym
      praw.

      Czyli w tym konkretnym przypadku, brak praw rodzicielskich u ojca,
      nie musi świadczyć o niczym, w konteście oceniania ojca, raczej może
      świadczyć o stosunku matki do ojca.
      • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 10:21
        z_mazur napisał:


        > Czyli w tym konkretnym przypadku, brak praw rodzicielskich u ojca,
        > nie musi świadczyć o niczym, w konteście oceniania ojca, raczej może
        > świadczyć o stosunku matki do ojca.

        Uff, teraz będzie masakra. Nie wiem dlaczego, ale zrozumienie przez ludzi kwestii prawnych związanych z uznaniem dziecka czy ustaleniem ojcostwa jest w zasadzie niemozliwesmile Mimo to spóbuję.

        Tak, ojciec nie mógł wniesc o ustalenie ojcostwa. Zrobiła to matka, bo po prostu chciała ustalic sytuację prawną dziecka + pewnie dostac alimenty. Mogła nie wnieść, wtedy ojciec miałby totalnie związane ręce (sam nie mógł tego zrobic), ale wniosła, uzyskując prawo do alimentów, a ojcu niejako dając szansę na uzyskanie władzy rodzicielskiej. Zaraz się odezwą głosy, że pewnie wniosła bo chciała tylko alimentów, ale nie zmienia to faktu, że ojciec miał swoje 5 minut w sądzie w kwestii wladzy (od razu wyjasniam - nie chodzi o dosłowne 5 minut, sąd dokładnie bada sytuację)

        I teraz, wyobraź sobie, po ustaleniu ojcostwa sąd moze:
        - nadac ojcu władzę rodzicielską
        - nie nadac jej
        W kazdym razie musi orzec w tej kwestii, niezaleznie od tego czego chce ojciec czy matka, choc oboje mogą wyrazic swoje zdanie w pismach procesowych. Orzeka na podstawie zachowania ojca wobec dziecka, tak jak przy pozbawianiu/przywracaniu władzy. JAK NAJBARDZIEJ sąd podejmuje OCENĘ dotychczasowego ojcostwa czy tez stusunku do nowonarodzonego i NA PODSTAWIE tej oceny podejmuje decyzję o przyznaniu wladzy. Nie na podstawie układu gwiazd. DOkonuje się oceny postępowania ojca. To, ze sąd nie dał władzy jednoznacznie wskazuje, ze cos z tym ojcostwem było nie tak.
        Przypomnę, że ojciec mojej córki otrzymał w ten sposób wladze rodzicielską (mimo ze wnosiłam o nie nadanie), a idealnym tatusiem nie był - zero pomocy finansowej, a byłam w trudnej sytuacji (jak to matka niemowlaka bez zadnej pomocy, ze zlikwidowanym stanowiskiem pracy itp), kontakt zdecydowanie sporadyczny - ze 4 razy przez 1,5 roku. I MIMO TO otrzymał on PEŁNIĘ władzy na sprawie o ust. ojcostwa. Nie ograniczoną, ale pełną władze. Zastanawiam się zatem JAK BARDZO juz na początku swego ojcostwa tytułowy ojciec zawalił sprawę. Musialo to byc totalne olanie kwestii nowonarodzonego.
        Choc tak, istnieje CIEŃ szansy, ze sąd pomylił papiery, miał zły dzien itd.
        • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 10:30
          virtual_moth napisała:


          > Choc tak, istnieje CIEŃ szansy, ze sąd pomylił papiery, miał zły dzien itd.


          Ano i że tak "razem ustalili", tatuś miał kontrakt w USA.

          Dodam jeszcze, że ojciec miał szansę na pełnię władzy - mógł PO PROSTU uznac dziecko w USC. Oczywiście matka mogła się nie zgadzac i dlatego doszło do sprawy w sądzie (na uznanie dziecka muszą zgodzic się oboje rodzice), ale TAK SAMO prawdopodobne jest to, że to tatus nie chcial uznac dziecka i dlatego wylądowali w sadzie, a nie otrzymał wladzy, bo się potomka wypierał.
          Nie wiadomo jak było. Mediator nam pewnie zaraz wyjasni co jest bardziej prawdopodobne i dlaczego to mamusia jest "ta zła" smile
        • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 11:01
          No i po co ten sarkazm.

          Jeśli matka nie chciała alimentów od ojca (nie wiemy tutaj czy
          chciała i czy ojciec płaci alimenty), to po prostu nie musiała
          występować o uznanie ojcostwa. I koniec. Ojciec choćby się skichał,
          to dopiero ewentualnie po 2004 roku mógłby chcieć to zrobić we
          własnym zakresie. Wcześniej wbrew woli matki zrobić tego nie mógł.

          Jeśli chcesz szczegółów tej sytuacji prawnej to poczytaj:
          prawoity.pl/wiadomosci/dochodzenie-ojcostwa-art-84-kodeksu-rodzinnego-i-opiekunczego
        • pan-kowalski Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 11:16
          Virtual_Moth,

          to, że akurat ojcu Twojej córki sąd przyznał władzę rodzicielską w żaden
          sposób nie zmienia faktu, że deafaultowo, z mocy obowiązującego prawa ojcom
          w toku postępowania o ustalenie ojcostwa władza rodzicielska nie
          przysługiwała ; mogła jedynie zostać łaskawie przyznana przez miłościwego
          sędziego.

          Nie jest dla mnie do końca jasne czy myślą przewodnią tak skandalicznie
          przez peerelowskiego ustawodawcę skonstruowanych tego i paru innych
          przepisów było ustalenie ojcostwa czy też znalezienie płatnika alimentów.
          Sama wiesz jak bywało - jedna pani sędzia stała na stanowisku, że to w
          końcu ojciec więc można i należy, druga że to matki sprawa co zrobi i w
          żadnym razie nie należy, a obie kombinowały jak tu szybko skończyć, bo w
          domu rosół trzeba nastawić.

          Zresztą przyznajesz powyżej, że sądy bardzo często nie nadawały ojcom
          władzy (tłumacząc to sobie, w a jakże rozbrajająco oczywisty sposób,
          że większość po prostu była ch...mi) - faceci którzy mieli początkowe
          wątpliwości co do pochodzenia dziecka i doprowadzali do badań DNA narażali
          się na prawie pewną zemstę sprawiedliwych w postaci braku praw.

          W związku z tym wybacz, ale sugerowanie że ojciec olał dziecko i zawalił na
          wstępie na podstawie tego, że sąd orzekł jak orzekł jest tu kolejną
          nadinterpretacją.
          • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 12:58
            pan-kowalski napisał:



            > w toku postępowania o ustalenie ojcostwa władza rodzicielska nie
            > przysługiwała ; mogła jedynie zostać łaskawie przyznana przez miłościwego
            > sędziego.

            No to przysługiwała ta władza czy nie, skoro sąd mógł ją nadać? Jesli mógł, to znaczy że ustawodawca przewidział sytuacje, w których tatus okazuje się nie być ostatnim chu...em.

            Co do prlowskiego charakteru przepisów - jakos nie widzę akurat w TYM artykule błędu prawnego. Jesli ojcostwo MUSIALO byc ustalone, znaczy że ojciec nie zgadzał się na dobrowolne uznanie. Takie były czasy wtedy, dodaj do tego wpisywanie NN w akcie urodzenia dziecka. Matkom zalezało na uznaniu dziecka przez ojca, NN w akcie oznaczało, że pani "nie wiedziała z kim poszła do łóżka". Faceci myślę częsciej wzbraniali się przed uznaniem dziecka, stąd ten "deafult" w sprawie nie nadawania władzy, ALE MIMO TYCH CZASÓW ustawodawca przewidział, że tatus, którego trzeba było przyprowadzic przed sąd, wcale nie musi byc ostatnim draniem. Tytułowy ojciec miał więc szansę i myślę, ze nie trzeba byc nie-wiadomo-kim, aby dotrzymac kroku ojcu mojej córki, który lekkim twistem władzę otrzymał. Dodam, ze u mnie nawet było tak, że załozyłam sprawę pól roku po tym, jak znowelizowano KRiO i dano domniemanym ojcom legitymację ptrocesową - ojciec miał więc pół roku na wniesienie pozwu, ale tego nie zrobił. Sąd i tak uznał, że strrraaaasznie mu zalezy na córcesmile

            Nie byłabym zatem taka pewna tego deafultu, zwłaszcza ze 9 lat to nie tak odległe czasy, a podejscie sądow cały czas ewoluuje w kierunku "praw ojca". W praktyce pewnie zwykle wystarczyło, by ojciec NIE WYPIERAŁ się ojcostwa i nie żądał badan DNA choc przyznaję, jest pewien poważny problem - sądy rzeczywiście powinny inaczej traktowac żądania ojców do badan DNA. Przeciez to, iz nie są pewni ojcostwa wcale nie musi świadczyc o tym, ze na to ojcostwo (władzę rodz) nie zasługują. I tutaj mogło byc tak z tym panem, no ale to i tak domysłysmile

            Na marginesie, ta nowelizacja KRiO o legitymacji procesowej dla ojców bardzo ładnie pokazuje przemiany w społeczeństwie. Z biegiem czasu to panie coraz częściej odmawiały uznania dziecka w USC, bo zdawały sobie sprawę, że to da ojcu pełnię praw. Dodatkowo tez nie skladały pozwów o ust. ojcostwa - bo po prostu orzecznictwo tez się zaczęlo zmieniać i sądy coraz częściej dawały władzę rodz. po ustaleniach ojcostwa. Niektóre panie przekładają swój święty spokój (brak władzy rodz. ojca) nad prawo do alimentów dla dziecka, zwłaszcza że nie ma juz w akcie urodzenia okreslenia "ojciec nieznany". Dlatego tez musiano zmienic prawo. Ciekawa jestem natomiast ilu ojców korzysta z tej legitymacji procesowej i składa pozwy o ustalenie ojcostwasmile))

            No i nie zapominajmy, że taki ojciec "sporadycznie kontaktowy" miałby w dzisiejszych czasach spore szanse na nadanie władzy w ograniczonym zakresie, mowa o sytuacji, gdy omawiany ojciec dzis złozyłby taki wniosek, do czego cały czas ma prawo. No i jakos nie składa.
            • pan-kowalski Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 14:48
              Dawniej widocznie przyjmowano za obyczajowy pewnik, że kawaler który zrobił
              dziecko pannie i stroni od ożenku to hultaj i na żadne prawa nie
              zasługuje ; podobnie oczywistym było, że po rozwodzie dzieci mają zostać z
              matką i basta.
              Zmiana prawodawstwa i orzecznictwa na korzyść ojców była i nadal jest
              niezbędna, problem w tym że dokonuje się stanowczo za wolno w stosunku do
              zmian w mentalności. Kiedy z końcem lat 80' znaleźli się pierwsi panowie,
              którzy założyli SOPO i zaczęli domagać się swoich praw do dzieci, sądy
              patrzyły na nich jak na wariatów. Na jakieś zmiany trzeba było czekać
              bardzo długo i przychodziły one z oporem, omwiany tutaj przepis o czynnej
              legitymacji ojca - na podstawie którego możesz teraz zarzucać ojcu swojemu
              dziecka, że nie chciał, bo przecież mógł już od pół roku - omawiany przepis
              też nie wszedł życie sam z siebie. Zdesperowani panowie którzy poczuwali
              się odpowiedzialni, i którym prokuratorzy odmawiali wytaczanie powództw o
              ustalenie ojcostwa doszli z tą sprawą do Trybunału Konstytucyjnego i ten
              przyznał im rację, dlatego zmieniono ten przepis.
      • only.elvie Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 10:48
        z_mazur napisał:
        > ojciec sam nie mógł wystąpić o uznanie ojcostwa. Nabył te prawo po
        > 2004 roku.
        (...)
        > Jeśli teraz matka utrudniałaby mu kontakt z dzieckiem, to ojciec
        > może wystąpić o ustalenie ojcostwa i o przyznanie zwiazanych z tym
        > praw.
        > Czyli w tym konkretnym przypadku, brak praw rodzicielskich u ojca,
        > nie musi świadczyć o niczym, w konteście oceniania ojca, raczej może
        > świadczyć o stosunku matki do ojca.

        Że co proszę???? Przecież ten pan MIAŁ ustalone ojcostwo przed 2004 rokiem i W KAŻDEJ CHWILI MÓGŁ wystąpić o nadanie mu praw. Mieszasz kwestię ustalenia ojcostwa przed 2004 rokiem z nadaniem praw. Owszem w momencie narodzin dziecka nie mógł wystąpić o ustalenie ojcostwa ale zrobiła to matka. Więc BYŁY USTALONE - DRZWI DO NADANIA PRAW OTWARTE.

        A jakie sposób stosunek matki do ojca miałby wpływać na to, że ojciec nie wystąpił o nadanie mu praw, skoro MIAŁ taką możliwość?
        • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 11:06
          > Że co proszę???? Przecież ten pan MIAŁ ustalone ojcostwo przed
          2004 rokiem i W
          > KAŻDEJ CHWILI MÓGŁ wystąpić o nadanie mu praw. Mieszasz kwestię
          ustalenia ojcos
          > twa przed 2004 rokiem z nadaniem praw. Owszem w momencie narodzin
          dziecka nie m
          > ógł wystąpić o ustalenie ojcostwa ale zrobiła to matka. Więc BYŁY
          USTALONE - DR
          > ZWI DO NADANIA PRAW OTWARTE.
          >
          > A jakie sposób stosunek matki do ojca miałby wpływać na to, że
          ojciec nie wystą
          > pił o nadanie mu praw, skoro MIAŁ taką możliwość?


          A skąd ta pewność?

          Matka mogła nie wystąpić o UZNANIE ojcostwa, jeśli nie odczuwała
          takiej potrzeby. I nikt i nic nie było jej w stanie do tego zmusić.

          Jeśli ojciec wbrew woli matki chciałby żeby jego dziecko było jednak
          jego dzieckiem, to przed 2004 rokiem prawnie nie mógł zrobić nic.
          Dopiero po 2004 roku mógł wystąpić do sądu o UZNANIE go ojcem
          dziecka.

          Bez UZNANIA ojcostwa, nie ma w ogóle mowy o PRAWACH RODZICIELSKICH.
          • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 13:05
            z_mazur napisał:


            > Matka mogła nie wystąpić o UZNANIE ojcostwa, jeśli nie odczuwała
            > takiej potrzeby.

            No ale przeciez wystąpiła o to ustalenie ojcostwa, to w czym problem? Kamienowac moglibysmy ją, gdyby nie zgadzała się na uznanie dziecka w USC i dodatkowo nie skladała pozwu o ustalenie ojcostwa - wtedy to rzeczywiście ojciec nie mialby zadnych szans na nic. No ale przeciez złozyła pozew.
            • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 13:47
              > No ale przeciez wystąpiła o to ustalenie ojcostwa, to w czym
              problem?

              A skąd to wiesz? Bo ja czegoś takiego w jej postach nie wyczytałem.
              Autorka napisała jedynie, że ojciec nie ma praw rodzicielskich. Nie
              napisała, czy formalnie jest uznany za ojca czy nie.
              • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 13:55
                z_mazur napisał:

                > > No ale przeciez wystąpiła o to ustalenie ojcostwa, to w czym
                > problem?
                >
                > A skąd to wiesz? Bo ja czegoś takiego w jej postach nie wyczytałem.
                > Autorka napisała jedynie, że ojciec nie ma praw rodzicielskich. Nie
                > napisała, czy formalnie jest uznany za ojca czy nie.


                Napisała w jednym z postów z 2008 roku:
                "Władzy rodzicielskiej nie otrzymał na sprawie o ustalenie ojcostwa."

                forum.gazeta.pl/forum/w,571,83111222,83163423,Re_Ojciec_bez_wladzy_rodziciel_czy_moze_zadac_sp.html
                Ergo - musiała załozyc sprawę o ustalenie ojcostwa, skoro się odbyła i zakonczyła postanowieniem w sprawie wykonywania władzy rodz przez ojca surprised

                Przed dyskusją radzę przeczytac wszystkie posty tej pani, to nie problem, bo na samodzielnej mamie od początku istnenia forum gazety napisała ich tylko 6 (sześć). Linki podawałam, nawet w postach będących odpowiedzią na Twoje posty.

                Coś czuję, że wniosków nie będzie tongue_out
                • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 14:06
                  > Napisała w jednym z postów z 2008 roku:
                  > "Władzy rodzicielskiej nie otrzymał na sprawie o ustalenie
                  ojcostwa."

                  Nie napisała, kto i dlaczego wystąpił o ustalenie ojcostwa.
                  Jak sama doskonale wiesz, przywrócenie praw rodzicielskich (czy w
                  tym przypadku ich nadanie) nie jest wcale taką oczywistą sprawą
                  jeśli rodzic nie jest na codzień z dzieckiem. Sąd nie robi tego w
                  takich przypadkach z autmatu.

                  Jeśli to ojciec wniósł o uznanie ojcostwa, to jeśli jego kontakt z
                  dzieckiem nie był regularny i więzy z dzieckiem nie były bardzo
                  silne, to sąd wcale nie musiał się przychylić do wniosku o nadanie
                  praw rodzicielskich. Co nadal wcale nie wypływa jakoś specjalnie
                  negatywnie na ocenę ojca.

                  Ja po prostu cały czas oponuję przeciwko Twojemu uproszczeniu - Brak
                  praw rodzicielskich = coś z ojcem niehalo. Bo to wcale nie jest
                  takie oczywiste.
                  • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 14:15
                    z_mazur napisał:


                    >
                    > Nie napisała, kto i dlaczego wystąpił o ustalenie ojcostwa.


                    Please, napisz że robisz to specjalniesmile Ja juz nie mam siłysmile Napiszę tylko - pewnie Duch Święty wystąpił o to ustalenie ojcostwasmile)
                    • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 14:19
                      Mógł to zrobić ojciec, po 2004 roku.

                      Nieprawdopodobne? Dlaczego, bo Ty tak twierdzisz?
                      • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 14:44
                        z_mazur napisał:

                        > Mógł to zrobić ojciec, po 2004 roku.
                        >
                        > Nieprawdopodobne? Dlaczego, bo Ty tak twierdzisz?


                        Ojej, rzeczywiście. Na to bym nie wpadłasmile)) Czyli dalej w klimacie fizyki kwantowej iscience fiction - naginamy czasporzestrzensmile
                        Z typowej historii nieporadnego i niedojrzałego ojca robi się hisotię, jak następuje:
                        Pani rodzi dziecko. Nie zgadza się na uznanie go przez ojca, nie występuje do sądu o ustalenie ojcostwa (uwaga, ustalenie, uznanie - trudne slowa). Tatus cierpi w milczeniu, bo nic nie moze zrobic, ale dobry chłop jest. Czasem odwiedza dziecko. Jakim cudem udaje mu się wtargnąć do domu i bez konsekwencji za kazdym razem kneblowac i unieruchamiac matkę - nikt nie wie, ale przeciez sama by go do dziecka nie dopusciła, nie po to przeciez nie zgodziła się na uznanie dziecka. No w kazdym razie swoje sposoby ma. Chłopina wytrwały jest, to i się doczekał w koncu - w 2004 roku, kiedy dziecko miało 3 lata, mógł wystąpic do sądu o ustalenie ojcostwa i sprawic, by dziecko miało wreszcie ojca na papierze! Jakze się to jednak stało, że zmieniono prawo na korzysc ojców, a zapomniano o małym szczególe, zeby pokrzywdzonym ojcom zaangazowanym dawac władzę rodzicielską? No jak to tak, przeciez mówił w sądzie, że chciał uznac dziecko, matka się nie zgadzala? No jak to tak, przeciez odwiedzał mimo czynnego sprzeciwu jego matki?

                        No i chłopina się załamał. Od tej pory pisał tylko listy. Nie ma władzy, to nawet juz mu sie o kontakty starac nie chce. Poszedł tylko na komunię dziecka, bo wypada. Czasem podręczy tę suke, to wszystko przez nią. A dzieciaka kocha nad zycie, szkoda ze sądy myślą inaczej.
                        • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 14:59
                          Sam bym tego lepiej nie opisał. wink)))

                          Widzisz? Jak chcesz to potrafisz, to jednak nie boli. smile)))
                          • virtual_moth Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 15:07
                            Nawet podoba mi się ta historyjkatongue_out
                            • z_mazur A swoją drogą fajna dyskusja 25.06.10, 15:10
                              Gdyby sobie jeszcze czasem przytrzasnąć palce zanim się napisze
                              jakąś sarkastyczną złośliwość...

                              Ale jesteśmy jedynie ludźmi. smile)))
                        • z_mazur I zauważyłem spory progres. 25.06.10, 15:06
                          Teraz Twoim zdaniem brak władzy rodzicielskiej ojca świadczy jedynie
                          o nieporadności ojca, a nie zaraz o zagrożeniu dla dziecka.

                          smile))))
                          • virtual_moth Re: I zauważyłem spory progres. 25.06.10, 15:28
                            z_mazur napisał:

                            > Teraz Twoim zdaniem brak władzy rodzicielskiej ojca świadczy jedynie
                            > o nieporadności ojca, a nie zaraz o zagrożeniu dla dziecka.
                            >
                            > smile))))


                            Ojej, jesli nie wspominam w kazdym poście, że moim zdaniem jest mozliwość iz panu smierdzą stopy to oznacza, ze uważam, iz pachną?

                            Taaaa, cały czas są w tle rózne mozliwości. Łącznie z molestowaniem dziecka, biciem partnerki (dziecko patrzy) i innymi rzeczami, ale juz nie pisze, bo mediator by jeszcze nowu wpadła i zaczęła bezstronnie "a was to Murzynów biją, tak tylko wspominam bez ocenienia" i musiałabym wyjść z siebietongue_out

                            Powstała historyjka to cos w rodzaju pracy zbiorowej większosci forumowiczów RiCD wink
                  • only.elvie Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 19:54
                    z_mazur napisał:
                    > Jeśli to ojciec wniósł o uznanie ojcostwa, to jeśli jego kontakt z
                    > dzieckiem nie był regularny i więzy z dzieckiem nie były bardzo
                    > silne, to sąd wcale nie musiał się przychylić do wniosku o nadanie
                    > praw rodzicielskich. Co nadal wcale nie wypływa jakoś specjalnie
                    > negatywnie na ocenę ojca.

                    Hit tygodnia - nieregularne kontakty i brak więzów z dzieckiem absolutnie nie wpływają negatywnie na ocenę ojca big_grin big_grin big_grin

                    It made my day!
                    • z_mazur Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 20:05
                      > Hit tygodnia - nieregularne kontakty i brak więzów z dzieckiem absolutnie nie w
                      > pływają negatywnie na ocenę ojca big_grin big_grin big_grin

                      Ok, wyraziłem się nieprecyzyjnie. Fakt nie posiadania praw rodzicielskich nie musi dodatkowo negatywnie wpływać na ocenę ojca.

                      Myślę, że teraz jaśniej.

                      A ja cały czas czekam na Twoją odpowiedź w innym wątku. smile
          • only.elvie Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 19:49
            z_mazur napisał:
            > Bez UZNANIA ojcostwa, nie ma w ogóle mowy o PRAWACH RODZICIELSKICH.

            Ja nie wiem ile razy można powtarzać - ON MA UZNANE OJCOSTWO. Może więc wystąpić
            o nadanie praw ale tego nie robi. Stosunek matki nie ma tu nic do rzeczy - to
            nie od niej zależy.
      • kitty-cat Re: chyba odkryałm tajemnicę ;) 25.06.10, 11:43
        Dodam tylko, że brak praw rodzicielskich lub ich ograniczenie nie zawsze
        świadczy, że dany człowiek jest złym ojcem. U mnie na sprawie rozwodowej, pomimo
        że wnosiliśmy o zachowanie pełnych praw dla nas obojga - sędzina wręcz namawiała
        moją eks, żeby wystąpiła o ograniczenie - "bo tak Pani będzie łatwiej". Jakbym
        miał wredną eks, to pomimo tego, że to ja większość czasu spędzałem z dzieckiem,
        latałem po lekarzach gdy ona się realizowała.
Pełna wersja