Ja, on i jego żona

24.06.10, 16:55
Potrzebuję komentarzy "z zewnątrz", bo sama już nie wiem...
Poznaliśmy się, po kilku miesiącach zaczął się romans, bardzo krótki. Jako że ma żonę, zakończyłam to i związałam się z kimś. Ten związek się rozpadł, w tak zwanym międzyczasie zaczęło się psuć w jego małżeństwie. On mówi, że mnie kocha i chce ze mną być. Ja kocham jego.

On wciąż mieszka z żoną, mówi, że "się rozwodzi", ale odkłada to na później, bo żona się na rozwód nie zgadza. Generalnie żona jest w
rozpaczy, mnie obwinia za rozpad małżeństwa (on jej powiedział, że kocha mnie). Doszło nawet do tego, że ona przyszła do mnie i dobijała się dość długo do drzwi (nie otworzyłam).

Ja nigdy na nic nie naciskałam, nie chcę, żeby rozwodził się "dla mnie" , mogę zaczekać i zobaczymy co będzie.

Jestem realistką więc myślę, że nawet jeśli się wyprowadzi z domu, to i tak spędzał będzie tam mnóstwo czasu z dziećmi. Ich rozpacz za tatą, rozpacz jego żony i pewnie też jego tęsknota za "pełną rodziną" zapewne skłonią go do powrotu. Jestem przkeonana, że wróci do domu i nawet jeśli jego małżeństwo jest do bani, to zaciśnie zęby i do niej wróci.

Jednoczesnie od jakiegoś czasu irytuje mnie wsyzstko, co związane z jego żoną, że coś dla nie załatwia, że wymieniają maile, itd. Jestem zazdrosna, zadaję pytania gdzie, z kim był, czy zoną czy nie...

Zastanawiam się też, czy zupełnie zerwać kontakt i jeśli już, niech odezwie się do mnie po tym, jak będzie miał rozwód. Czy nasze spotkania mogą mieć wpływ na sprawę rozwodową? Domyślam się też, że jeśli zamieszkalibyśmy razem, to też negatywnie wpłynęłoby na sprawę...
    • laura_fairlie Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 17:16
      > Ten związek się rozpadł, w tak
      > zwanym międzyczasie zaczęło się psuć w jego małżeństwie
      Mam wrażenie, że popsuło się wcześniej...

      >> On wciąż mieszka z żoną, mówi, że "się rozwodzi", ale odkłada to
      na później, bo
      > żona się na rozwód nie zgadza.
      Hmmm... Wierzysz w to? Przecież - niezależnie od tego, jak bardzo
      żona się nie zgadza - pzowu rozwodowego nikt mu nie broni złożyć...

      >Czy nasze spotkania mogą mieć wpływ na
      > sprawę rozwodową?
      Mogą.
    • nangaparbat3 Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 17:21
      sarahoh napisał:

      >
      > Ja nigdy na nic nie naciskałam, nie chcę, żeby rozwodził się "dla mnie" , mogę
      > zaczekać i zobaczymy co będzie.
      >
      > Jestem realistką więc myślę, że nawet jeśli się wyprowadzi z domu, to i tak spę
      > dzał będzie tam mnóstwo czasu z dziećmi. Ich rozpacz za tatą, rozpacz jego żony
      > i pewnie też jego tęsknota za "pełną rodziną" zapewne skłonią go do powrotu. J
      > estem przkeonana, że wróci do domu i nawet jeśli jego małżeństwo jest do bani,
      > to zaciśnie zęby i do niej wróci.
      >
      > Jednoczesnie od jakiegoś czasu irytuje mnie wsyzstko, co związane z jego żoną,
      > że coś dla nie załatwia, że wymieniają maile, itd. Jestem zazdrosna, zadaję pyt
      > ania gdzie, z kim był, czy zoną czy nie...
      >
      > Zastanawiam się też, czy zupełnie zerwać kontakt i jeśli już, niech odezwie się
      > do mnie po tym, jak będzie miał rozwód. Czy nasze spotkania mogą mieć wpływ na
      > sprawę rozwodową? Domyślam się też, że jeśli zamieszkalibyśmy razem, to też ne
      > gatywnie wpłynęłoby na sprawę...

      NIc tu się kupy nie trzyma i w dodatku piszą, że jestś mężczyzną. To jak?
      • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 17:33
        jestem kobietą
        wiem, że kupy się to nie trzyma, ale to naprawdę tak wygląda - pochrzaniło się strasznie!
        Spotykamy się raz na jakiś czas, dzwonimy o siebie. Chodzi mi o to, że ja nie chcę w żaden sposób przymuszać, naciskać na rozwód. Nie wiem, zostawić tak jak jest, zerwać kontakt czy związąć się z nim, zamieszkać razem... Ostatnie raczej nie wchodzi w grę, bo czeka mnie życie w stresie pt. kiedy on jednak wróci do domu.Jetsem przkeonana, że żona będzie grać na jego emocjach, głównie w kwestii dzieci.
      • ona_zmeczona Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 17:40
        to ze zona sie nie zgadza na rozwod to akurat moze byc duza
        przeszkoda w dostaniu go. on najpierw powninien wyprowadzic sie z
        domu zanim zlozy pozew. inaczej na sprawie dowie sie, ze wciaz
        prowadzi z zona wspolne gospodarstwo domowe co nie kwalifikuje go do
        rozwodu. wiem z autopsji.
        moim zdaniem powinnas ograniczyc kontakty i oswiadczyc, ze kiedy
        wyprowadzi sie z domu moze do Ciebie zadzwonic.
        • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 18:34
          Dzięki
          w tym kierunku właśnie zmierzają moje myśli
          Jestem bardzo młoda, nie mam ochoty na takie historie; żona zrobi z tego rozwodu piekło, on będzie to przeżywał zwłaszcza ze względu na dzieci.
          Może rzeczywiście, jeśli coś ma z tego być, to będzie i przerwa na przeprowadzkę/rozwód i ogarnięcie wszystkich spraw nie przeszkodzi nam w tym, żeby po jakmś czasie być razem.
          Później też pewnie lekko nie będzie - czas dla dzieci, alimenty, nasze dziecko byłoby już jego kolejnym a moim pierwszym, pewnie też kredyt, który z nią ma...
          • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 18:41
            Nie wiem jak bardzo go kochasz. Ale masz zdroworozsądkowe podejscie. Gratuluję.
            Jeśli miałabym Ci coś radzić (ale to tylko MOJA opinia, nie musisz jej
            podzielać)...to daj sobie spokój.
            Zwłaszcza ze jesteś młoda i zycie przed Toba.
            jakby chciał juz by sie wyprowdadził złożył pozew i zaczął zycie z Tobą czy
            zaczął by kłaść jakąś podwalinę pod to Wasze życie.
            Moim zdaniem (ale to tylko moja opinia) facet Cię zwodzi. A jak wróci będzie
            nieszczesliwym misiem z poczuciem winy i rozdarty miedzy jednym domem a drugim.
            Daj sobie spokoj
    • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 17:28
      Szczerze? Zgoda żony nie jest potrzebna by sie wyprowadzić i rozwieść.
      Całą resztę pominę, bo tylko wy wiecie jak było.
      Ale jeśli opowiada Ci takie rzeczy to kłamie.
    • yoma Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:21
      Powiem tak: dama nie domaga się od dżentelmena rozwodu, ponieważ dżentelmen
      załatwia to we własnym zakresie.
      • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:37
        A ja powiem tak: dama to sie za zonatego nie bierze smile
        No ale my z dama tutaj nie mamy chyba do czynienia.
    • fafocle Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:27
      Gdybyś była realistką to byś się zabawiła z nim w łóżku na tyle na ile
      potrzebujesz a potem poszła swoją drogą/ A nie liczyła, że ktoś, kto gada ci że
      cie kocha i zdradza żonę, rodzinę a nie umie się rozwieść nadaje się na super
      męża i będziecie żyć kiedyś jak urocze gołąbki.
    • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:29
      Idealna kochanka.
      I w dodatku z zasadami moralnymi typu "Nie chcę rozbijac jego rodziny",
      "Dzieci ucierpią" etc. Normalnie trza Ci pomnik stawiać.
      • fafocle Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:32
        Zebyś wiedziała, to kandydatka na idealną kochankę. I nią będzie jeszcze długo.
        Chyba ze zmądrzeje. Ale bedzie tylko kochanką, na zonę się tu nie załapie, choc
        jeszcze o tym nie wie.
        • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:43
          BArdzo śmieszne.
          Tak się składa, że nie jestem głupia, nie opieram swojego życia na złudzeniach. Wiem, że dzieci ucierpią na rozwodzie. Zdaję sobie sprawę z tego, że może on się wcale nie rozwiedzie, bo to delikatne sprawy są.
          Potrzebuję, żeby ktoś mną wstrząsnął, bo sama - mimo kilku prób - nie mogę sobie tego człowieka wybić z głowy. Pakowanie się w związek z rozwodnikiem z dziecmi to wielka sprawa i dociera to do mnie.

          Tak samo jak ktoś z Was napisał, uważam, że dama nie każe wybierać, nie naciska na rozwód.

          Wydaje się więc, że nasze drogi powinny się rozejść i ewentualnie zejść po uporządkowaniu wszystkich spraw - głównie po jego stronie.
          • fafocle Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:47
            Same się nie rozejdą to kwestia twojej lub jego decyzji. Ty nie chcesz tej
            decyzji podejmowac więc skończycie związek za jakies dwa lata jak już ci bokiem
            wyjdzie czekanie na Godota i widok jego niezdecydowania i swoich narastajacych
            tym frustracji. Jak masz 2, 3 lata luźnego czasu i brak większych wyżutów
            sumienia to sobie poużywaj, może jest chociaz dobry w łózku, to się nieczęsto
            zdarza.
            • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:50
              I tu sie zgodzę z fafocle. faceci sa prości.
              Albo odchodzą szybko...albo ściemniają i nie odchodzą nigdy.
              Zazwyczaj tak jest.
          • laura_fairlie Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:49
            Zdaj sobie sprawę, że facetowi jest tak po prostu wygodniej. Trzeba
            było jednak porozmawiać z jego żoną - być może jego wersja jest po
            prostu kłamstwem? Wiesz tylko tyle,co on ci mówi.
      • panda_zielona Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:44
        Dziewczyna jest bardzo młoda i ma wątpliwości,czy trzeba od razu tak
        z grubej rury?
        • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:53
          Jak- ma wątpliwości?? Toż już dzieci z nim planuje.
          • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:06
            On nie odchodzi od żony przeze mnie. Nigdzie nie napisałam też, że mam zasady moralne typu nie chcę rozbijać rodziny. W życiu jest różnie, ludzie się spotykają i czasami odbywa się to czyimś kosztem. To cholernie trudna sytuacja, sprowadzanie mojej roli do świetnego materiału na kochankę jest oczywiście najłatwiejsze.
            Tutaj chodzi jednak o coś więcej niż seks (jakkolwiek banalnie by to nie zabrzmiało!)
            • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:13
              Sara. ja to wiem, ze zycie jest skomplikowane. Żadna tajemnica. Byłam kochanką.
              I tez nie chciałam się wtrącac...ale mój partner sam z siebie podjął decyzję o
              rozwodzie, wynajął mieszkanie niedaleko mnie, wziął i poniósł konsekwencje
              swoich decyzji i nigdy nie pozwolił od tamtej pory na jakiekolwiek wątpliwości
              co do tego czy jestem w jego życiu ważna. Ja tego byłam pewna zawsze. Nawet
              kiedy miał kontakty z eks żoną dośc częste co naturalne jak istnieją dzieci.
              Ale napatrzyłam sie na różne układy i wiem, że jak facet opowiada takie rzeczy
              jak Twój to najczęściej nic z tego nie bedzie a on sam sprowadzi Cię tylko i
              wylacznie do roli kochanki.

              jeszcze coś, kiedys powiedziałam mojemu, że jesli jego zona dowie sie gdzie
              mieszkam, jaki mam nr telefonu, kim jestem i bede miec najmniejsze
              nieprzjemnosci to bedzie nasz koniec. On jest facetem i on ma dbac o mój komfort
              a ja nie zycze sobie nachodzenia i wrzasków, bo wezwe wtedy policje, oskarże o
              zakłocanie miru a jego nie bede chciała znac. Jego sprawa JAK to zrobi ale ja
              nie zycze sobie jakiś jazd. I nigdy nie dopuścił do tego by spotkały mnie
              jakiekolwiek nieprzyjemnosci.
              I dlatego ja wiedziałam, że temu męzczyznie mogę ufać.
              Nie musiałam byc zazdrosna czy niepewna. I nie musiałam się zastanawiac czy
              będzie chciał byc ze mną. Bo z chwilą kiedy zaczęłam nad tym myśleć on juz
              mieszkał sam.
              I to jest ta subtelna różnica.
              • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:16
                to.ja.kas napisała:

                > Sara. ja to wiem, ze zycie jest skomplikowane. Żadna tajemnica.
                Byłam kochanką.

                kas, oszalałaś? toż to samobójstwo na tym forumsmile)
                > I tez nie chciałam się wtrącac...ale mój partner sam z siebie
                podjął decyzję o
                > rozwodzie, wynajął mieszkanie niedaleko mnie, wziął i poniósł
                konsekwencje
                > swoich decyzji i nigdy nie pozwolił od tamtej pory na jakiekolwiek
                wątpliwości
                > co do tego czy jestem w jego życiu ważna. Ja tego byłam pewna
                zawsze. Nawet
                > kiedy miał kontakty z eks żoną dośc częste co naturalne jak
                istnieją dzieci.
                > Ale napatrzyłam sie na różne układy i wiem, że jak facet opowiada
                takie rzeczy
                > jak Twój to najczęściej nic z tego nie bedzie a on sam sprowadzi
                Cię tylko i
                > wylacznie do roli kochanki.
                >
                > jeszcze coś, kiedys powiedziałam mojemu, że jesli jego zona dowie
                sie gdzie
                > mieszkam, jaki mam nr telefonu, kim jestem i bede miec najmniejsze
                > nieprzjemnosci to bedzie nasz koniec. On jest facetem i on ma dbac
                o mój komfor
                > t
                > a ja nie zycze sobie nachodzenia i wrzasków, bo wezwe wtedy
                policje, oskarże o
                > zakłocanie miru a jego nie bede chciała znac. Jego sprawa JAK to
                zrobi ale ja
                > nie zycze sobie jakiś jazd. I nigdy nie dopuścił do tego by
                spotkały mnie
                > jakiekolwiek nieprzyjemnosci.
                > I dlatego ja wiedziałam, że temu męzczyznie mogę ufać.
                > Nie musiałam byc zazdrosna czy niepewna. I nie musiałam się
                zastanawiac czy
                > będzie chciał byc ze mną. Bo z chwilą kiedy zaczęłam nad tym
                myśleć on juz
                > mieszkał sam.
                > I to jest ta subtelna różnica.
                >
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:21
                  Małgo, ja pisze tu szesc lat chyba i przyznałam sie do tego od poczatku.
                  Szczerze mówiąc opinia większości ludzi na tym i innych forach jest mi tak
                  obojetna, że o żadnym samobójstwie z tego powodu mowy być nie może wink
              • sbelatka kas 25.06.10, 16:13
                ja tylko w sprawie Twojego warunku : jesli zona cos tam - to faecet won..
                i uważasz, ze to zasługa Twojego faceta..

                może,może..

                ale weź prosze pod uwagę, ze może miał żone daleką od zapędów
                awnturniczych?? tak po prostu?

                ja się nie schańbiłam nawiązywaniem kontaktów z nexią; choc ex nie
                bąknął nawet na ten temat
                i JEGO wola w tej sprawie jest (sorry - była) ostatnim czynnikiem, ktory
                mógłby mnie powstrzymac przed takimi rajdami. GDYBYM tylko miała na to
                ochotę...
            • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:17
              sarahoh napisał:

              > On nie odchodzi od żony przeze mnie.

              Oczywiscie, ze nie smile, on od niej odchodzi, bo pogoda byla kiepska
              w czerwcu.

              Kogo chcesz oszukiwac? Siebie? Wlazlas pomiedzy dwojke ludzi (plus
              dzieci) i rozwalilas rodzine. Ale oczywiscie wyjasnieniem bedzie, ze
              twoj misiaczek byl okropnie nieszczesliwy juz zanim cie spotkal....
              itp itd... oraz i tak chcial od niej odejsc tylko... no wlasnie -
              tylko co?
              • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:22

                >
                > Oczywiscie, ze nie smile, on od niej odchodzi, bo pogoda byla
                kiepska
                > w czerwcu.
                >
                > Kogo chcesz oszukiwac? Siebie? Wlazlas pomiedzy dwojke ludzi (plus
                > dzieci) i rozwalilas rodzine. Ale oczywiscie wyjasnieniem bedzie,
                ze
                > twoj misiaczek byl okropnie nieszczesliwy juz zanim cie
                spotkal....
                > itp itd... oraz i tak chcial od niej odejsc tylko... no wlasnie -
                > tylko co?

                ja Cię proszę - zmusiła biedaka i na siłe wzięłasmile a on takim dobrym
                mężem wcześniej był... jakby grało, to by nie szukał na boku...
                • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:26
                  Ja Cie prosze - jest cos takiego, co sie mozgiem nazywa i jest
                  umieszczone u obydwu plci w glowie, a nie pomiedzy nogami. Mozg nam
                  pomaga, jak spotykamy zakochanego w nas faceta, ktory wpomina, ze
                  jest posiadaczem zony i dzieci (nie bylej zony i dzieci z
                  malzenstwa, ktore zakonczylo sie rozwodem). I wtedy panu dziekujemy -
                  przed romansem a nie po.
                  • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:29
                    i to dopiero jest uproszczenie smile
                    • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:35
                      Nie, to jest kwestia wyboru.
                      • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:39
                        Ale nie tylko jej. Przede wszystkim męża który składał przysięgę. On własnie z
                        tej składanej przysiegi własnoręcznie się wymiksował. Z własnej woli.
                        Każdy w tym trójkącie wie co robi. I mąż i ona i żona krzycząca pod jej drzwiami
                        zamiast wziac za wsiarz chłopa i kazac mu wybierać...ale może ona nie jest pewna
                        jaka podejmie decyzję i wie, że na niego wpływu nie ma?
                        • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:48
                          No to szkoda, bo wydaje mi sie ze autorka wpakowala sie w patowa
                          sytuacje - chyba ze zona goscia wykopie i mu sytuacje wyjasni smile
                          • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:51
                            Moim zdaniem sytuacja jest rzeczywiscie patowa. W takim sensie, że moim zdaniem
                            Miś nie zamierza robić nic i zmieniać nic. I tu sie z Tobą zgodzę. Mam taką sama
                            opinię.
                            tak jak wiem, że żona go nie wykopie. jakby miała to zrobić musiałaby dostrzc
                            winę w męzu, a póki co zamiast przylać męzowi stpi pod drzwiami kochanki.
                          • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 15:52
                            glasscraft napisała:

                            > No to szkoda, bo wydaje mi sie ze autorka wpakowala sie w patowa
                            > sytuacje - chyba ze zona goscia wykopie i mu sytuacje wyjasni smile

                            to swoją drogąsmile
                        • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 15:52
                          to.ja.kas napisała:

                          > Ale nie tylko jej. Przede wszystkim męża który składał przysięgę.
                          On własnie z
                          > tej składanej przysiegi własnoręcznie się wymiksował. Z własnej
                          woli.

                          dokładnie to samo napisałamsmile
                          > Każdy w tym trójkącie wie co robi. I mąż i ona i żona krzycząca
                          pod jej drzwiam
                          > i
                          > zamiast wziac za wsiarz chłopa i kazac mu wybierać...ale może ona
                          nie jest pewn
                          > a
                          > jaka podejmie decyzję i wie, że na niego wpływu nie ma?

                          i pewnie będzie tak wykrzykiwać pod drzwiami każdej
                          kolejnej "koleżanki", która zmusza jej misiaczka do złych rzeczysmile w
                          końcu może któraś ją poda na policję o zakłocanie miru... bo
                          sypianie z cudzym mężem u nas póki co przestępstwem nie jest, a
                          nawet wykroczeniem.
                          a widocznie wygodna jest, bo gdyby naprawdę jej ten romans
                          przeszkadzał to kopnęłaby miśka w d...
              • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:22
                Nie, Misiaczek ją wziął za ręke i zaprosił miedzy siebie i żonę.
                Taka subtelna ale jednak róznica.
                • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:28
                  A pistolet do glowy przystawil w trakcie tego zaproszenia?
                  • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:30
                    A musiał?
                    Ależ ona nie pisze, ze ją zmusił.
                    Ona pisze, ze kocha.
                    Nikt nikogo nie zmuszał. Proste. Ale to miś zwodzi i żonę i ją. Póki co obie
                    skutecznie.
                    • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:37
                      I dlatego tez powinna wyslac go do wszystkich diablow (do zony smile
                      • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:40
                        Nie wiem co powinna. jestem daleka od dawania złotych rad. Ja moge powiedziec co
                        ja bym zrobiła, ale to jeszcze nie jest wyznacznikiem dla nikogo.
            • fafocle Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:20
              Ty nie jesteś realistką tylko idealistką. I chcesz się łudzić na temat tego
              faceta wink. Twój wybór. Że będziesz go żałować to gwarantuję.
            • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:41
              No cóż, nie będę miła,
              wydaje mi się, że boisz się że przegrasz z żoną i dziećmi.. i w
              sumie tego Ci życzę.
              On, jeśli będzie chciał odejść od żony to powinien zrobić to dla
              siebie a nie dla następnej.
              Chyba ktoś Cię źle wychował, nie zabiera się komuś czegoś, a tym
              bardziej kogoś.
              Choćbyś nie wiem jak przekonywała że to nie Twoja wina, to
              zapamiętaj, jeśli facet nosi obrączkę – nie zakochuj się bo nie masz
              prawa. Taka moralno-etyczna blokada, której nie posiadasz a powinnaś.
              • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:47
                Enesta, nie da rady zabrac mnie komus jesli sie upre i nie zechce zostac
                zabrana. Człowiek to nie torebka...nie można go zabrać. Mimo iz wiem, że tak
                łatwiej byłoby usprawiedliwic wiele naszych porażek. Bo my doskonali, parter tez
                a złodziej przyszedł i zabrał.
                Na pojawienie się uczuć mamy niewielki wpływ najczesciej.
                Ostatnio pewien mezczyzna który był taki pewny swojej odpornosci na mężatkę
                zadzwonił do mnie z newsem...zakochał sie. Ona ma meża i dwoje dzieci. Zakochał
                sie nagle i nieprzewidywalnie na wyjezdzie. Gdzie był on, ona i jej...mąż.
                Zajęło im to moment, zanim sie postrzegli już było po zakochaniu a teraz próbują
                z róznym skutkiem wybic sobie z głowy to uczucie.
                A był pewien siebie i swoich zasad.
                Do ludzkich uczuc i do ludzi nie przystaje przykazanie "nie kradnij" smile
                • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:02
                  Nie przekonasz mnie.
                  Tak się po prostu nie robi.
                  Zakochanie zdarza się często i często mija po jakimś czasie. Rodzina
                  jest zniszczona- przez kogoś. Z jakiejkolwiek strony na to spojrzysz-
                  widok ten sam. Mnie to się nie podoba i nie chciałabym tu Ciebie
                  oceniać, ale nie można młodej dziewczynie dawać rad jak ma sobie z
                  tym poradzić by wyszło dla niej korzystnie, tylko trzeba nią dobrze
                  potrząsnąć. Za rok znajdzie następną miłość i może wtedy będzie to
                  pan bez obrączki.
                  • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:08
                    A czytasz ze zrozumieniem, cojej radzimy?
                    czy usatysfakcjonowałyby Cie tylko bluzgi i palenie na stosie?
                    • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:16
                      Chyba jesteś zdenerwowana.


                      • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:22
                        chyba nie jestem . Ale dziekuję za troskę smile
                    • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:16
                      A nie sadzisz, ze mozna uwazac ze pakowanie sie pomiedzy dwoje ludzi
                      w zwiazku (bez wzgledy na to, czy ten zwiazek funkcjonuje, czy nie)
                      jest niekoniecznie cacy i jednoczesnie nie palic kogos na stosie?
                      Chociaz wiem, co mi zaraz przypomnisz smile
                      • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:25
                        Glass, ja uwazam, ze nie ma w tej sytuacji niewinnych. Zwyczajnie nie ma.
                        Najmniej winna najczesciej ale nie zawsze bywa osoba zdradzana. nie zawsze, bo
                        jak moja kolezanka zdradziła chłopa alkoholika, damskiego boksera i skurczybyka
                        przestępce i odeszła to chciałam na msze z radosci dac. Należało mu sie i tyle.
                        Winna jest i ona i mąż który zdradza. Ale żonę zdradza mąż. Ona nie.

                        Mozna rozmawiać bez palenia na stosie. Ja wiem, że można.
                        • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:37
                          Niestety, i nie jestem taka naiwniaczka, zeby nie widziec ze jak sie
                          cos zaczyna walic w zwiazku to obie strony sa winne. Oczywiscie, ze
                          wolalbym powiedziec, ze Twoja kolezanka powinna byla od meza odejsc,
                          a potem sobie nowego faceta znalezc smile
                          Jedna sprawa, z ktorej moze autorka nie zdaje sobie sprawy (chociaz
                          watpie, zeby to byl problem, bo facet nie odejdzie od zony i tak) -
                          jak ukladaly by sie jej stosunki z pasierbami, bo jezeli na juz zona
                          ja nachodzi, to jakos nie widze zeby w sytuacji, jezeli on sie
                          jednak zdecyduje na decyzje smile byla zona nie wpominala, kto im
                          tatusia zabral.
                          • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:42
                            I mysle, ze to jest rzecz która też ich pokona. Ją jak ją....ale na pewno Misia.
                            • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:51
                              A misio albo sie na dzieci wypnie (i moze wtedy nareszcie dziewczyna
                              go wyrzuci na zbity pysk z jej zycia, bo wspolnego dziecka to ja z
                              takim lobuzem bym na pewno nie chciala) albo go sumienie bedzie
                              ruszalo i ona bedzie zawsze na drugim planie (wynocha z wspolnego
                              domu na weekend kiedy dzieci przyjezdzaja ojca odwiedzic, i "musimy
                              poczekac jeszcze troche na nasze wspolne dziecko").
                              • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:00
                                Sądzę, że nie odejdzie od żony i dzieci. I szczerze mówiąć dla autorki wątku to
                                byłoby najlepsze. Po co jej taki ktoś?
                          • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:07
                            glasscraft napisała:

                            > Niestety, i nie jestem taka naiwniaczka, zeby nie widziec ze jak
                            sie
                            > cos zaczyna walic w zwiazku to obie strony sa winne.

                            też to kiedys napisałam i zaraz miałam odpowiedź od kilku pań, że u
                            nich był winny tylko mążsmile)
                            Oczywiscie, ze
                            > wolalbym powiedziec, ze Twoja kolezanka powinna byla od meza
                            odejsc,
                            > a potem sobie nowego faceta znalezc smile

                            tak by było idealnie, ale i tak brawa dla tej panismileP
                            > Jedna sprawa, z ktorej moze autorka nie zdaje sobie sprawy
                            (chociaz
                            > watpie, zeby to byl problem, bo facet nie odejdzie od zony i tak) -

                            > jak ukladaly by sie jej stosunki z pasierbami, bo jezeli na juz
                            zona
                            > ja nachodzi, to jakos nie widze zeby w sytuacji, jezeli on sie
                            > jednak zdecyduje na decyzje smile byla zona nie wpominala, kto im
                            > tatusia zabral.
                            całkiem możliwe, bo kobieta, która nachodzi kogoś i wystaje pod
                            drzwami normalna nie jest na pewno... ale też uważam, że misio żony
                            nie zostawi, więc problem raczej z głowy.
                    • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:26
                      Wracając do tematu, moim zdaniem gdy młoda dziewczyna na forum
                      napisała:
                      "Potrzebuję komentarzy "z zewnątrz", bo sama już nie wiem..."
                      powinna dostać informację(radę)- facet jest zajęty, zostaw go, za
                      chwilę zakochasz się w innym bo takie jest życie i przynajmniej
                      nikomu nie zrobisz krzywdy.
                      A teraz idę spać.
                      • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:33
                        dałas więc złotą radę.
                        smile
                        Dobranoc.
                      • malgolkab enesta 25.06.10, 16:09
                        enesta napisała:

                        > Wracając do tematu, moim zdaniem gdy młoda dziewczyna na forum
                        > napisała:
                        > "Potrzebuję komentarzy "z zewnątrz", bo sama już nie wiem..."
                        > powinna dostać informację(radę)- facet jest zajęty, zostaw go, za
                        > chwilę zakochasz się w innym bo takie jest życie i przynajmniej
                        > nikomu nie zrobisz krzywdy.
                        > A teraz idę spać.

                        niestety, zycie nie jest takie proste. a dziwewczyna choć młoda, to
                        na bank pełnoletnia, ja w wieku 18 lat już wiedziałam, że niestety
                        świat nie jest tak pięknysmile
                  • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:02
                    enesta napisała:

                    > Nie przekonasz mnie.
                    > Tak się po prostu nie robi.
                    > Zakochanie zdarza się często i często mija po jakimś czasie.
                    Rodzina
                    > jest zniszczona- przez kogoś.

                    nie-rodzina jest zniszczona przez małżonków... gdyby naprawdę byli
                    silnym związkiem, kochali się i szanowali to sytuacja nie miałaby
                    miejsca.
                    Z jakiejkolwiek strony na to spojrzysz-
                    > widok ten sam. Mnie to się nie podoba

                    mi akurat też się nie podoba, ale dużo bardziej nie podoba mi się
                    postawa misia
                    i nie chciałabym tu Ciebie
                    > oceniać, ale nie można młodej dziewczynie dawać rad jak ma sobie z
                    > tym poradzić by wyszło dla niej korzystnie

                    , tylko trzeba nią dobrze
                    > potrząsnąć. Za rok znajdzie następną miłość i może wtedy będzie to
                    > pan bez obrączki.
                    może tak, może nie- ja znam wiele osób, które zachochały się będąc w
                    związku małżeńskim i z tą kolejną osobą są kilkanaście,
                    kilkadziesiąt lat i nie szukają już po bokach, bo nie muszą.
              • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 15:57
                enesta napisała:

                > No cóż, nie będę miła,
                > wydaje mi się, że boisz się że przegrasz z żoną i dziećmi.. i w
                > sumie tego Ci życzę.
                > On, jeśli będzie chciał odejść od żony to powinien zrobić to dla
                > siebie a nie dla następnej.
                > Chyba ktoś Cię źle wychował, nie zabiera się komuś czegoś, a tym
                > bardziej kogoś.

                nie nazwałabym tego zabraniemsmile
                nic nie wiesz o osobach, które ją wychowywały, więc tekst jest nie
                na miejscu. może nas wszystkich ktoś źle wychował, że się
                rozwiedliśmy/rozwodzimy?? oprócz tyvh oczywiście co idealni są, ale
                mieli okropną żonę/męża
                > Choćbyś nie wiem jak przekonywała że to nie Twoja wina, to
                > zapamiętaj, jeśli facet nosi obrączkę – nie zakochuj się bo nie
                masz
                > prawa. Taka moralno-etyczna blokada, której nie posiadasz a
                powinnaś.

              • intrygantka1 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 20:51
                enesta napisała:

                > No cóż, nie będę miła,
                > wydaje mi się, że boisz się że przegrasz z żoną i dziećmi..

                przegra? No cóż, jeśli sytuację tę rozpatrywać w kategorii gry. Tylko powiedz,
                cóż żonie po takiej wygranej? Nie wiem, co mnie w życiu czeka, ale nie
                chciałabym być w sytuacji, gdzie mój mąż ma kogoś na boku, a ja muszę o niego
                zagrać. Wolałabym raczej zrezygnować z wygranej.
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 20:59
                  Kogóż to moje oczy widzą smile)))
                  Co Ty tu robisz Intrygantka. Ze sto lat Cię nie widziałam smile
                  • intrygantka1 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:29
                    wzajemnie smile. Też nie widziałam Cię wieki smile. Ostatnio siedzę chwilowo w domu,
                    to i bujam się w ramach wolnego czasu po forach tu i tam. Zazwyczaj wchodzę
                    przez jakiś wątek na głównej, a potem linkuję i widzisz, gdzie mnie przyniosło big_grin
                    Ściskam Cię przy okazji mocno, bo nie wiadomo, kiedy i gdzie znów na siebie
                    wpadniemy
                    • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:32
                      zerknij sobie w moją sygnaturke i wrzuc w ulubione wink

                      Zaglądnij czasem bo dobrze wiedzieć, ze zyjesz wink
            • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:06
              sarahoh napisał:

              > On nie odchodzi od żony przeze mnie.

              "Poznaliśmy się, po kilku miesiącach zaczął się romans, bardzo krótki.
              Jako że ma żonę, zakończyłam to i związałam się z kimś. Ten związek się
              rozpadł, w tak zwanym międzyczasie zaczęło się psuć w jego małżeństwie".

              Jakby na to nie patrzeć, nie popsuło się PRZED Waszym romansem. Jakimś
              dziwnym trafem mężczyźni, znajdujący sobie kochankę, tłumaczą się z tego
              tym, że w ich małżeństwie "to nie to". Jakoś wcześniej nie dostrzegają, że
              im źle, beznadziejnie i w ogóle do dupy- dopiero uświadamia im to związek
              z kochanką. A skoro znalazł sobie kochankę, która go zechciała, to
              samoocena rośnie- po co ma być z kimś takim, jak żona, skoro tyle chętnych
              pań dookoła??

              Ja też byłam wkurzona, kiedy wyszło na jaw, że mąż ma kochankę. Ale broń
              Boże, nie przyszłoby mi do głowy, aby ja nachodzić, straszyć, awanturować
              się itp (chociaż znam adres)- w sumie to jej się należą ode mnie
              podziękowania, bo gdyby nie ona, nadal żyłabym z człowiekiem, którego nie
              znałam. Dzięki niej wiem, co to za człowiek, na co go stać.


              Nigdzie nie napisałam też, że mam zasady m
              > oralne typu nie chcę rozbijać rodziny.

              Wybacz, ale jaki mężczyzna zainteresuje się kobietą bez zasad?? Chyba też
              bez żadnych ograniczeń. Brrrr!

              W życiu jest różnie, ludzie się spotykaj
              > ą i czasami odbywa się to czyimś kosztem.

              Do tego płodzą dzieci, dorabiają się wspólnie, wcześniej przyrzekając
              sobie być aż do śmierci... Ale co tam jakaś odpowiedzialność, zasady,
              przyrzeczenia! Toż to jakieś staromodne! Ot, po prostu- od spotkania już
              poraża miłość i nie ma wyboru!

              To cholernie trudna sytuacja, sprowad
              > zanie mojej roli do świetnego materiału na kochankę jest oczywiście
              najłatwiej
              > sze.

              E nie. Tu chodzi o jego wygodę.

              > Tutaj chodzi jednak o coś więcej niż seks (jakkolwiek banalnie by to nie
              zabrzm
              > iało!)

              Między nim a jego żoną tez pewnie tak było. A potem spotkał Ciebie.
              Kochankę łatwiej się zdradza, niż zonę, więc może za bardzo nie naciskaj w
              sprawie rozwodu, wyprowadzki, a już zupełnie nie wspominaj o dziecku, bo
              poszuka sobie mniej wymagający model.
    • panda_zielona Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 21:58
      Widzisz więc,że piekło już się zaczęło,skoro żona przyszła do
      Ciebie/skąd znała adres?/zapewne żeby zrobić awanturę.Przydybie Cię
      gdzieś na ulicy zwyzywa od najgorszych,może nawet parasolką
      przyłożyć.Po co Ci to?
      • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:18
        panda_zielona napisała:

        > Widzisz więc,że piekło już się zaczęło,skoro żona przyszła do
        > Ciebie/skąd znała adres?/zapewne żeby zrobić awanturę.Przydybie
        Cię
        > gdzieś na ulicy zwyzywa od najgorszych,może nawet parasolką
        > przyłożyć.Po co Ci to?
        inna sprawa, że niektóre kobiety zamiast mieć pretensje do pana,
        który im coś obiecał w kościele czy USC czepiają się obcej osoby...
        jak dla mnie żenada. a co Ci powiedział "zostaw biednego misia i nie
        zmuszaj go do zdradzania mnie?"
        • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:23
          Wiadomo, że Misie sa zmuszane.....oj kiedys w dobrych, dawnych czasach robiłysmy
          tu sobie z tego niezłe jaja. jak wrzucisz w wyszukiwarke miś, młot pneumatyczny,
          podwiązki i stringi to nieźle się ubawisz wink
          • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:13
            to.ja.kas napisała:

            > Wiadomo, że Misie sa zmuszane.....oj kiedys w dobrych, dawnych
            czasach robiłysm
            > y
            > tu sobie z tego niezłe jaja. jak wrzucisz w wyszukiwarke miś, młot
            pneumatyczny
            > ,
            > podwiązki i stringi to nieźle się ubawisz wink

            w wolnym czasie poczytam na pewnosmile) ja zawsze się o to dochodziłam
            na wszelkiego typu imprezach towarzyskich, kiedy właśnie temat
            schodził na takie misie biedne. znam jedną taką, którą miś -
            policjant zdradzał przed ślubem (zadzwoniła do pani, żeby zostawiła
            misia w spokoju, bo on ślub bierze), po ślubie, jak była w 1 ciąży,
            w 2 ciąży, po ciążysmile) jednej nawet dzieciaka zrobił, tylko ciąża
            się nie utrzymała... do niej też dzwoniła i wypisywała, że miś jest
            jej i niech da mu spokój... trwa to 8 lat już, ale na spacerkach
            niedzielnych wyglądają fajnie...
    • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:12
      sarahoh napisał:

      > Potrzebuję komentarzy "z zewnątrz", bo sama już nie wiem...
      > Poznaliśmy się, po kilku miesiącach zaczął się romans, bardzo
      krótki. Jako że
      > ma żonę, zakończyłam to i związałam się z kimś. Ten związek się
      rozpadł, w tak
      > zwanym międzyczasie zaczęło się psuć w jego małżeństwie. On mówi,
      że mnie kocha
      > i chce ze mną być. Ja kocham jego.
      >
      > On wciąż mieszka z żoną, mówi, że "się rozwodzi", ale odkłada to
      na później, bo
      > żona się na rozwód nie zgadza. Generalnie żona jest w
      > rozpaczy, mnie obwinia za rozpad małżeństwa (on jej powiedział, że
      kocha mnie).
      > Doszło nawet do tego, że ona przyszła do mnie i dobijała się dość
      długo do drz
      > wi (nie otworzyłam).
      >
      > Ja nigdy na nic nie naciskałam, nie chcę, żeby rozwodził się "dla
      mnie" , mogę
      > zaczekać i zobaczymy co będzie.
      >
      > Jestem realistką więc myślę, że nawet jeśli się wyprowadzi z domu,
      to i tak spę
      > dzał będzie tam mnóstwo czasu z dziećmi. Ich rozpacz za tatą,
      rozpacz jego żony
      > i pewnie też jego tęsknota za "pełną rodziną" zapewne skłonią go
      do powrotu. J
      > estem przkeonana, że wróci do domu i nawet jeśli jego małżeństwo
      jest do bani,
      > to zaciśnie zęby i do niej wróci.
      >
      > Jednoczesnie od jakiegoś czasu irytuje mnie wsyzstko, co związane
      z jego żoną,
      > że coś dla nie załatwia, że wymieniają maile, itd. Jestem
      zazdrosna, zadaję pyt
      > ania gdzie, z kim był, czy zoną czy nie...
      >
      > Zastanawiam się też, czy zupełnie zerwać kontakt i jeśli już,
      niech odezwie się
      > do mnie po tym, jak będzie miał rozwód. Czy nasze spotkania mogą
      mieć wpływ na
      > sprawę rozwodową? Domyślam się też, że jeśli zamieszkalibyśmy
      razem, to też ne
      > gatywnie wpłynęłoby na sprawę...

      dziewczyno, nie to forumsmile zjedzą Cię tu zaraz...
      bez wyrzutów - gdyby w tym małżeństwie było ok, to by nie było całej
      sprawy, bo Pan by uprawiał sex z żoną, a nie z Tobą.
      2 sprawa - nie licz za bardzo na to, że się rozwiedzie, bo gdyby
      chciał, to juz by dawno coś zrobił...
      • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:18
        Jak twarda jest to jej nie zjedza nawet tu. Mnie nie zjedli, nie dałam się wink
        A co do faceta...niestety moim zdaniem on tez nie zamierza zmieniac swojego zycia.
        • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:23

          > A co do faceta...niestety moim zdaniem on tez nie zamierza
          zmieniac swojego zyc
          > ia.

          też tak myślę...
          • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:32
            twierdzi, ze wyprowadzi sie dopiero kiedy dzieci beda mialy wakacje... Whatever, powinno byc dokladnie tak jak napisala kolezanka - to on jest tu facetem, ma to zalatwic i dbac o moj komfort.
            W ostatnich dniach (glownie przez wizyte zony a takze opoznienie przeprowadzki) moj komfort znacznie sie pogorszyl.
            Mysle, ze forum wybralam dobre - chcialabym pogadac z ludzmi, ktorzy maja jakies doswiadczenia w temacie rozwodow kiedy sa dzieci - bez wzgledu na role, jaka w tych sytuacjach pelnili wink
            • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:35
              Więc na twoim miejscu poczekałabym do wakacji. I ani dnia dłuzej.
              Jesli potem sie okaże, że znowu coś wypadło co uniemożliwia zmiany juz możesz
              być pewna, że one nigdy nie nastąpią.
              • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:46
                > Więc na twoim miejscu poczekałabym do wakacji.

                No nie... Zaraz... Po wakacjach będzie musiał odwozić dzieci do
                przedszkola/szkoły. To może od ferii??
                Po feriach też nie bardzo- wszak to zima, a zimą częściej dzieci chorują.
                No chyba świnią nie będzie, aby wyprowadzać się od chorych dzieci.
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:51
                  Zacytuj cała moją wypowiedz a nie wyrywasz z kontekstu. Proszę.
                  • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:19
                    Kas, chciałam tylko wskazać, że nigdy nie będzie dobrego momentu do
                    wyprowadzki- nawet, jak dzieci się usamodzielnią, to znajdzie się 100
                    argumentów, aby jeszcze tego nie robić. Tzn. dla pewnych typów pana wink
                    • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:26
                      też tak sądzę i jestem niemalże przekonana, że tak będzie.
            • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:16
              sarahoh napisał:

              > twierdzi, ze wyprowadzi sie dopiero kiedy dzieci beda mialy
              wakacje...

              co za pajac...
              Whatever
              > , powinno byc dokladnie tak jak napisala kolezanka - to on jest tu
              facetem, ma
              > to zalatwic i dbac o moj komfort.

              załatwić coś powinien, ale w związku 2 osoby powinny dbać o komfort
              partnera... tylko facet w 2 związkach musiałby zapewnić komfort i
              Tobie i ślubnej, a to już nie takie proste...
              > W ostatnich dniach (glownie przez wizyte zony a takze opoznienie
              przeprowadzki)
              > moj komfort znacznie sie pogorszyl.
              > Mysle, ze forum wybralam dobre - chcialabym pogadac z ludzmi,
              ktorzy maja jakie
              > s doswiadczenia w temacie rozwodow kiedy sa dzieci - bez wzgledu
              na role, jaka
              > w tych sytuacjach pelnili wink
          • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:33
            Przeciez jemu tak wygodniej, a dziewczyna (chociaz caly czas uwazam,
            ze miala wolna wole kopa facetowi z zona dac) bedzie tkwila w
            g...nie bez normalnego zwiazku, rodziny i wymarzonego bebika. Zona
            od czasu do czasu bedzie naloty na k...we robic, a facet bedzie
            plakac, ze nie wie co ma zrobic, zeby dobrze bylo.
            • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:37
              Słuchaj glass, a Ty kim jestes byś miała prawo w stosunku do niej takich
              inwektyw uzywac.
              Trzymaj poziom, bo to forum bardzo rzadko pozwala by taki rynsztok w dyskusji
              występował.
              Nie umiesz kulturalnie to milcz.
              • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:45
                Nie doczytalas albo nie zrozumialas - nie uzywam w stosunku do niej
                inwektyw tylo moge sie zalozyc, ze zona tego pana - skoro juz teraz
                ma jej adres i zalicza wizyte domowa zanim jeszcze sad sie w to
                wlaczyl, ma jedna na nia okreslenie - wlasnie to, ktore Ci sie nie
                podoba... niestety jak sie bawi ogniem, to nalezy sie liczycz z
                poparzeniami.
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:53
                  ja nie wiem jakie okreslenie ma żona, ale wiem jakich uzyłas Ty. I nie sądzę byś
                  miała do tego prawo.
                  mało tego na tym forum raczej nie praktykuje sie takiego zachowania. Swoje
                  obrzydliwe okreslenia zachowaj dla siebie, żółć ulewaj gdzie indziej, nie ona Ci
                  zrobiła krzywdę. Naprawde mozna dyskutowac bez rynsztoka. jeśli tego nie umiesz
                  czas się nauczyc. Ułatwia to życie.
                  • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:03
                    Z zolcia, albo jej brakiem to nie ma nic wspolnego. Przepraszam, ze
                    to napisalam, bo osobicie czywiscie nie mam do dziewczyny nic -
                    tylko ze niestety na to (oraz gorzej) powinna byc przygotowana - na
                    razie miala zone, nawet nie byla, pod drzwiami. Co nastepne - bo
                    chyba nie facet odchodzacy w koncu od zony do niej?
                    • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:12
                      Mnie nigdy nic złego nie spotkało i na nic przygotowana nie byłam i nie
                      zamierzałam znosic wobec siebie zadnej impertynencji czy chamstwa.
                      Jesli ktokolwiek kiedykolwiek bedzie dobijał sie do jej drzwi, groził i wyzywał
                      powinna wezwac policje.

                      Ok, skończmy ten temat prosze.

                      A, że ja też sądze iz facet nie odejdzie i szkoda jej dla niego to inna sprawa.
                      • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:20
                        Konczymy smile zapewniam Cie, ze nie bylo ani chamstwa ani
                        impertynencji w stosunki do Ciebie, czy autorki watku.
                        • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:26
                          dziękuję smile
              • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:46
                Mam 22 lata i cała ta sytuacja jest dla mnie przytłaczająca. Ja rozumiem, że różnie to z boku może wyglądać...
                Nie rozpaczam, wiem, że nikogo zmusić nie można, żeby z kimś był i na pewno nie będę ciągnąć tego przez kilka lat.
                Tylko potrzebuję Waszych opinii, bo tak się składa, że żadnego doświadczenia z rozwodami nie mam. Poza tym studiuję, chciałabym jechać na stypendium - on nie jest całym moim życiem...
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:55
                  Jesteś raptem cztery lata starsza od mojej córki.
                  jestes młodziutka i całe zycie przed Tobą.
                  Jeśli mogę Ci coś poradzić...NIE CZEKAJ. Szkoda twojego zycia. Jeśli chcesz dać
                  mu szanse do tych wakacji. Daj, ale jesli mogę Ci cos poradzic to ani dnia dłuzej.
                  Masz prawo do normalnego związku z wolnym męzczyzną który wie, że to Ty jestes
                  kobieta jego zycia a nie bedzie sie pół wieku zastanawiał przy kim jest jego
                  miejsce.
                  • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:07
                    I o to chodziło. Różne myśli przychodzą do głowy więc warto spojrzeć na sprawy z innej perspektywy. Tak wyszło, ja naprawdę pojęcia nie mam jak się w tym wszystkim odnaleźć. Dobrze nam razem, naprawdę. Oczywiście, że boję się, że koniec końców wybierze dom. W ogóle teraz to już wszystkiego się boję. Żona była tu już drugi raz - za pierwszym razem trafiła na współlokatorkę. Tak więc mam kolejny powód do strachu, bo chyba jest zdeterminowana wink
                    • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:14
                      Nie pozwól sobie na awantury, grozby i broń boże bójki.
                      To nie jest Ci potrzebne.
                      uważaj na siebie i zastanów sie, czy własnie takiej miłosci chcesz?
                      Takiego faceta, który nie umie zadbac o twój komfort?
                      Jesli nie...ewakuuj się.
                    • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:17
                      Jak ona, na milosc boska, zdobyla Twoj adres?
                      • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:27
                        Mieszkamy w tej samej dzielnicy i tak sporej, ale sądzę po prostu, że go... wytropiła winkMoże nas razem widziała. To musiał być zbieg różnych zdarzeń, jeśli już wiedziała, co jest grane to może po prostu za nim poszła/pojechała
                        • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:35
                          Mogło tak byc.
                          tez prawda. Ale co to zmienia?
                          Zastanow się czy tego wlasnie chcesz?
                          Jak on zamierza Cię chronić?
                          ja nie wiem jak P to zrobił. Ja wiem, że NIGDY nie miałam takiej sytuacji, nawet
                          jak juz oficjalnie sie wyprowadził, i musiała jego zona wiedziec gdzie mieszkam
                          bo dzieci przychodziły do niego a czasem przy okazji wpadali do mnie.
                          • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:40
                            Tak sie zastanawiam - a moze on jej nic nie powiedzial, kobieta
                            zobaczyla ich gdzies razem?
                            • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:44
                              Oczywiscie masz racje, mogło tak byc. Widac zbyt dobrej oppinii o facetach nie
                              mam wink
                        • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:44
                          Nie zazdroszcze Ci - i tam mi sie widzi, ze obydwie jestescie na
                          manowce prowadzone.
                      • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:28
                        i to pokazuje, że Misio zachowuje sie jak bezwolna kupka nieszczescia. Pewnie
                        żona kazała dac bo jak nie to *&&%^$%)% i on...dał. Chyba, że detektywa wynajęła.
                        Tn Pan działa bez pomyslunku. Póki co udało mu sie zranic dwie kobiety. A
                        niestety obawiam sie, ze wszystko jeszcze przed nimi.
                        • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:39
                          Nie wiem, w domu mogę nie otwierać drzwi, ale jeśli wtargnie na uczelnię to najem się wstydu...
                          Dzięki to.ja.kas smile nie spodziewałam się, że ktoś się tym na tyle zainteresuje i wesprze, facet jednak nie zachowuje sie jak facet... i z Twoją pomocą dotarło to do mnie
                          • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:48
                            Jeśli dotarło cokolwiek to dobrze. Jestes dorosła i to Twoje życie i Twoje
                            wybory. Ale...naprawdę zasługujesz na szacunek i poczucie bezpieczeństwa. Nie
                            pozwól sobie wmówić, że nie.
                            Nie daj sie zastraszyc i zrobić sobie krzywdę. Ani jemu , ani jego żonie. Jak
                            sama widzisz w tym trójkącie każdy dba o siebie, bierz przykład z pozostałej dwójki.
                            I jesteś zbyt Młoda by dać sobie zmarować zycie. Poczekaj z tym jeszcze kilka
                            lat wink))))
                            To był żart smile
                            • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:56
                              Nie czekaj bo czas na nikogo nie czeka, ale nie marnuj czasu na
                              kogos, kto dba o siebie i wylacznie o siebie. Gryze sie w jezyk, bo
                              nigdy nie myslalam, ze tej trzeciej smile bede zyczyc powodzenia, ale
                              powodzenia - znajdz kogos kto ma uporzadkowane zycie i bedzie Cie
                              traktowac jak odskocznie od nudnego zycia. Nie dbajac o to, jakie
                              dla Ciebie konsekwencje bedzie to nioslo (jedna juz masz - walenie
                              piescia w dzrzwi).
                          • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 20:27

                            sarahoh napisał:

                            > Nie wiem, w domu mogę nie otwierać drzwi, ale jeśli wtargnie na uczelnię
                            to naj
                            > em się wstydu...

                            Czyli masz świadomość, że źle robisz, zadając się z żonato- dzieciatym
                            facetem?
                            Bo przecież wstydzimy się tego, czego robić nie powinniśmy.
                            Nie musi iść za Tobą na uczelnię- wystarczy np. NK i znalezienie Twojego
                            kierunku.

                            Masz 22 lata, a facet jest dzieciaty. Czyli pewnie 30 lat i więcej. Czyli
                            standard- facet szuka młodego ciała. W zamian za...?
                    • malwa200 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 09:37
                      a podczas wizyty co Ci mówiła? pytam bo miałam podobną sytuację
                      • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:28
                        nie rozmawiałam z nią
                    • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:21
                      sarahoh napisał:

                      > I o to chodziło. Różne myśli przychodzą do głowy więc warto
                      spojrzeć na sprawy
                      > z innej perspektywy. Tak wyszło, ja naprawdę pojęcia nie mam jak
                      się w tym wsz
                      > ystkim odnaleźć. Dobrze nam razem, naprawdę. Oczywiście, że boję
                      się, że koniec
                      > końców wybierze dom. W ogóle teraz to już wszystkiego się boję.
                      Żona była tu j
                      > uż drugi raz - za pierwszym razem trafiła na współlokatorkę. Tak
                      więc mam kolej
                      > ny powód do strachu, bo chyba jest zdeterminowana wink

                      następny raz zakomunikuj jej, że zadzwonisz po policję, a jak to nic
                      nie da, to przejdź się na komisariat, nie można kogoś nachodzić i
                      krzyczeć pod drzwiami. może jak ja pouczą to się jej odechce...
                • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:58
                  Masz czas znalezc kogos, kto nie wciagnie Cie w rozgrywki maz-zona-
                  dzieci. Zwlaszcza jezeli te rozgrywki beda sie ciagnac w
                  niesonczonosc...
                • panda_zielona Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:01
                  Poza tym studiuję, chciałabym jechać na stypendium - on nie
                  > jest całym moim życiem...

                  I tego się trzymaj póki co.
              • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:53
                Zawsze optymistyczne, szczęśliwe dziewczyny, dobrze byłoby żebyście
                czasem pomyślały o szczęściu tych pierwszych kobiet, przynajmniej
                dawały jakieś wychowawcze rady młodym dziewczyną i swoim córkom
                potem też. Miło by byłosmile
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:00
                  Daj spokój tym wychowawczym radom. Ano ja sie czuje kompetentna do wychowania
                  kogokolwiek poza córką, ani nie wierzę że moje wychowanie będzie miało wpływ na
                  to, czy córka za lat parę nie spotka na swojej drodze kogoś w związku i nie
                  wybuchnie uczucie. I nie uczę jej, że NIE WOLNO. raczej staram się jej pokazać,
                  że NIE WARTO i nie da jej to szczęscia. Mimo iż ja bardzo długo byłam szczęśliwa
                  bo trafiłam na cudownego i zdecydowanego męzczyznę.
                  • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:13
                    O tę właśnie różnicę mi chodzi między-nie wolno, a nie warto.
                    Tu nie chodzi na co zużyjesz energię, czy to ci się opłaca czy nie,
                    ale o to, że komuś niszczysz życie. Matka ma ogromny wpływ na to
                    według jakich zasad córka będzie postępowała w swoim życiu. Wydaje
                    mi się że wiesz o czym piszę(?)
                    • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:22
                      Mam zasady, ale czasami je łamię - jak każdy. Tak się składa, że moi rodzicerozwiedli się ale wiele lat temu i jakoś bardzo źle się to na mnie nie odbiło. Na pewno nie na tyle, żebym teraz biegała po W-wie i rozbijała małżeństwa...
                      • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:33
                        Już to zrobiłaś.
                        Daj sobie spokój.
                        Znajdziesz fajnego faceta bez obciążeń jakim jest porzucenie własnej
                        rodziny.
                        Ten będzie chciał to sam to zrobi, ale bez Twojego wparcia-bo Twoje
                        oczekiwanie na to że jak odejdzie od żony to Ty z nim zamieszkasz
                        jest już wspieraniem go w podjęciu tej decyzji.
                      • fafocle Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:00

                        > Mam zasady, ale czasami je łamię - jak każdy.


                        masz zasadę, że żonatych nie tykasz, chyba, że ci się spodoba to tykasz bez
                        długiego zastanawiania się.

                        po co się okłamywać, że się jest osobą o wysokim morale, jesli się nie jest.
                        udajesz kogoś =z zasadami= dlatego, nie mówisz wprost żeby się rozwiódł (pozwala
                        to ci mieć złudzenie posiadania zasad) ale z nim sypiasz choć wiesz, że ma rodzinę.
                        okłamujesz sama siebie.
                        pora spojrzeć w lustro i zobaczyć swoją prawdziwą twarz, to porządkuje wiele
                        spraw w życiu.

                        • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:16
                          Wesz fafocle, Piotr sie trzykrotnie zaparł, Jonasz uciekł od misji jaką Bóg mu
                          zaplanował.....ludzie popełniają błedy. Czasem bardzo poważne. Ci co wytykają
                          innym niemoralnośc też.
                          • fafocle Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:29
                            zasady to kręgosłup. mam kręgosłup ale czasem go łamię? ile razy się tak da?
                            może szczerzej przyznać, że moje zasady dopuszczają związki z żonatymi mężczyznami.
                            nie ma co zamydlać sobie samej oczu swoją zafałszowaną wysoką moralnością.
                            tak jest zdrowiej.

                            można też uznać, że =moje zasady nie są jeszcze ukształtowane więc jestem z
                            żonatym facetem (i to z tego samego osiedla co jego żona z dziećmi?! sic! co za
                            durnota...) i nie wiem jeszcze czy tego typu romanse wyznaczą nowy standard
                            mojego życia=.

                            ale nie twierdzić =mam zasady, ale czasem je łamię=.
                            tiaaa... jestem dziewicą ale czasem z kimś się prześpię.

                            • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 00:49
                              Myślę, że nieszczęśliwie dobrała słowa.
                              Ja generalnie nie toleruję przemocy ale moze z dwa razy dałam komus po twarzy a
                              dziecko dostało raz klapsa.
                              Mimo wszystko uważam, że jestem osobą nie stosującą od przemocy. Sytuacja była
                              wyjątkowa.
                              Morderstwo uwazam za zbrodnie....ale potrafie sobie wyobrazic sytuacje kiedy
                              mogłabym zabić.
                              Nie interesują mnie zajęci męzczyzni ale raz kiedys bardzo pokochałam takiego
                              męzczyznę i była to miłośc mojego zycia. Nigdy wczesniej i nigdy pozniej nie
                              związałam sie z zonatym mimo iz miałam kupę okazji by to zrobic, albo chociaż
                              iśc do łóżka.
                              Ale ja nigdy nie pretendowałam do miana ideału, kreatora moralności ani Pana Boga.
                              Jestem tylko człowiekiem który popełnia grzechy, błądzi, czasami ma słabości. I
                              daję prawo do tego osobom które są dookoła mnie.
                              • enesta Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 10:16
                                to.ja.kas napisała:

                                > Ale ja nigdy nie pretendowałam do miana ideału, kreatora
                                moralności ani Pana Boga.
                                > Jestem tylko człowiekiem który popełnia grzechy, błądzi, czasami
                                ma słabości. I daję prawo do tego osobom które są dookoła mnie..

                                Nie jestem katoliczką, nie identyfikuję się z żadną wiarą czy
                                wyznaniem choć zapewne chrześcijanizm jest mi najbliższy z racji
                                tego że urodziłam się w Polsce i gdzieś wierzę w to że człowiek
                                zdolny jest do uczuć wyższych, nie jestem też ateistką, tym bardziej
                                kreatorem moralnoścismile, po prostu przeżyłam więcej lat niż autorka
                                wątku, i doszłam do pewnych wniosków.
                                To o czym napisałaś: „daję prawo innym do popełniania błędów” jest o
                                tyle słuszne, jeśli nie ma w tym przyzwolenia na popełnianie błędów.
                                Bo może być to wykorzystywane wielokrotnie przez daną osobę, z
                                uzasadnieniem- przecież każdy może popełnić błąd.
                                Kiedy dostaje informację że *właśnie popełnił błąd* i to nie jest
                                ani fajne ani dobre, to może to wpłynąć na dalsze koleje życia tej
                                osoby.
                                I tu analogia do spowiadających się ciągle z tych samych grzechówsmile

                                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 10:31
                                  Pomiędzy prawem do błedów a pozwoleniem do krzywdzenia się jest róznica.
                                  też nie jestem katoliczką, czuję się chzescijanką i staram się żyć tak by być z
                                  siebie dumna. raz mi się udaje to lepiej, innym razem gorzej. Różnie jest.
                                  Generalnie jest in plus. Poważne tematy sa dla mnie tematami powaznymi (jakiz
                                  wniosek wink ) a związek to temat poważny, nawet jak partnerzy sa wolni. Więc
                                  wierz mi, że pewne decyzje mimo iz moze tak łatwiej byłoby ocenić, bo mozna
                                  byłoby stwierdzić "ot, bezmyślna kochanka", nie były dla mnie łatwe, proste i
                                  przyjemne. Ale uważam iż i ja i P podjęliśmy jedyną słuszną decyzję w tym co nas
                                  spotkało. Oczywiście można gdybać. Ale to było juz na tyle dawno, że nawet mi
                                  się nie chce o tym pisac.
                                  • enesta Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 11:00
                                    Na pewno Kas jesteś odważną kobietą skoro piszesz na forum o swoim
                                    związku który z góry będzie potępiony przez 90% piszących tu kobiet.
                                    Jeśli chodzi o pokolenia kobiet w rodzinie to ja na przykład widzę
                                    podobieństwo zasad którymi kierowały się moja babcia , mama i ja i
                                    widzę też błędy i z tego też wyciągam wnioski.
                                    Małe dziecko powinno mieć powiedziane co dobre co złe, potem
                                    dorasta, samo dokonuje wyborów, ale te wybory zawsze wypływają z
                                    wychowania i można przez nieuwagę zaniedbać pewne dziedziny. Nawet
                                    przez przekorę dorastające dziecko może zrobić coś na złość
                                    (rodzicom i wyznawanym przez nich zasadom) ale potem z reguły wraca
                                    do punktu wyjścia i czerpie z tego wychowania.
                                    Są też oczywiście wyjątki.

                                    • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 11:13
                                      To nie jest odwaga. To akceptacja dla siebie i własnych wyborów nawet tych
                                      kontrowersyjnych. Wynika z tego, że mało co robie bez przemyslenia (no chyba, ze
                                      są to sprawy mało istotne).
                                      Nigdy nie napisałam, ze jestem dumna ze swojego wyboru. Bo nie jestem. Nie
                                      chciałabym znowu być przyczyną czy katalizatorem rozpadu jakiegokolwiek związku,
                                      nawet nie najlepszego. I dlatego, że uważam iż zdrada sama w sobie jest
                                      zjawiskiem negatywnym a dzieki mnie mogła sie w tym konkretnym przypadku zadziać
                                      w tym momencie i przestrzeni i dlatego, że to bardzo trudna relacja dla
                                      wszystkich i dlatego, że sa skrzywdzeni.
                                      Ale jak zapytasz czy żałuję tego konkretnego związku odpowiem, że nie żałuję ani
                                      jednej minuty, ani jednej sekundy. To była póki co miłość mojego zycia i wiele
                                      lat cudownego bycia razem a teraz mam nadzieje wiele lat dobrej przyjaźni.
                                  • malgolkab kas 25.06.10, 19:06
                                    to.ja.kas napisała:

                                    > Pomiędzy prawem do błedów a pozwoleniem do krzywdzenia się jest
                                    róznica.
                                    > też nie jestem katoliczką, czuję się chzescijanką i staram się żyć
                                    tak by być z
                                    > siebie dumna. raz mi się udaje to lepiej, innym razem gorzej.
                                    Różnie jest.
                                    > Generalnie jest in plus. Poważne tematy sa dla mnie tematami
                                    powaznymi (jakiz
                                    > wniosek wink ) a związek to temat poważny, nawet jak partnerzy sa
                                    wolni. Więc
                                    > wierz mi, że pewne decyzje mimo iz moze tak łatwiej byłoby ocenić,
                                    bo mozna
                                    > byłoby stwierdzić "ot, bezmyślna kochanka", nie były dla mnie
                                    łatwe, proste i
                                    > przyjemne. Ale uważam iż i ja i P podjęliśmy jedyną słuszną
                                    decyzję w tym co na
                                    > s
                                    > spotkało. Oczywiście można gdybać. Ale to było juz na tyle dawno,
                                    że nawet mi
                                    > się nie chce o tym pisac.
                                    pozwolę sobie na prywatę - mądrze piszeszsmile im więcej czytam Twoich
                                    wypowiedzi, tym bardziej się w tym utwierdzam...
                                    • to.ja.kas Re: kas 25.06.10, 20:19
                                      Małgo....dziękuję.
                                      Ale ostrzegam przez częśc pań mam opinię pieniaczki i kłotliwej awanturnicy.
                                      Tym bardziej mi miło wink
                        • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:50
                          wysokie morale to kwestia bardzo dyskusyjna
                          Jestem osobą, która robi to, na co ma ochotę - taka nietzscheańska afirmacja życia w połączeniu z brakiem sumienia smile
                          Wiedziałam, co oznacza znajomość z żonatym mężczyzną. Nie "ukradłam" go, nie "zabrałąm" go sobie. On to robił całkowiecie dobrowolnie, to właściwie on przez kilka miesięcy się o mnie starał. Oboje wiedzieliśmy, co robimy.
                          Więc obecna "patowa" sytuacja była jak najbardziej do przewidzenia - doszłam do takiego momentu, w którym trudno mi sobie cokolwiek racjonalizować dlatego bardzo jestem wdzięczna za każdy komentarz, nawet wszystkich porzuconych i wkurwionych żon.
                          • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:57
                            No i zbierasz chyba owoce tego co robisz z ochota - zwiazalas sie z
                            facetem, ktory robie i Ciebie i zone w balona. Kopnij go z zadek,
                            niech sie kisi we wlanym sosie (z nadzieja, ze jego zona zrobi to
                            samo i dupek zostanie na lodzie).
                    • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:30
                      Nie wiem. Moja mama nie miała nigdy romansu albo ja nic o tym nie wiem.
                      ja wiem, że redzej nie zrobie czegoś co jest dla mnie nieopłacalne niż dlatego,
                      że mi nie wolno.
                      Ale ludzie różnie racjonalizują swoje zachowania.
                      • enesta Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 09:28
                        Źle mnie zrozumiałaś Kas, to nie było z podtekstem. Chodziło mi o to
                        że my –kobiety- matki- powinnyśmy jasno określić własne zasady bez
                        zostawiania marginesu na (może korzystniej, może opłaca się lub nie
                        opłaca) wtedy dziecku *łatwiej* jest rozeznać się w tym co można a
                        co nie.
                        Nie oceniam Ciebie, tylko odnoszę się do tego co napisałaś.
                        • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 09:38
                          Enesta, to jest jasne co piszesz. I oczywista oczywistość, że trza mówić co
                          wolno co nie. Tu mamy podobne zdanie. Ale ja jeszcze mówię DLACZEGO nie nalezy.
                          I tu w tej argumentacji pewnie się róznimy.
                          Ty do takiej sytuacji stosujesz przykazanie "nie kradnij".
                          A ja uważam iż ono w stosunku do uczuć i ludzi nie ma zastosowania.
                          I mówię mojej Młodej....nie rob tego bo po co Ci to, nie warto.
                          Poza tym ja mam wrażenie, że moje dziecko gorączkowało sie, że ktoś komuś
                          "ukradł chłopaka" jak miała lat 14. Teraz już umie myśleć bardziej dojrzale,
                          przewidzieć konsekwencje dla siebie i dla kogoś.
                          Tu się róznimy.
                          I jeszcze coś, jeśli moja córka miałaby związać się z kimś w związku to już nie
                          bedzie dzieckiem i mnie o rade pewnie zapyta proforma a zrobi jak chce. Ona ma
                          swoje rozeznanie i swoją moralność. Myślę, że bardziej sztywną jak moja, a ja
                          mam inną moralność niż moja mama, a moja mama i babcia to dwie różne bajki.
                          A czy to będzie mieć wpływ na jej wybory partnera na tyle by nie zakochać się
                          nigdy w zajętym męzczynie? Życze jej tego. Własnie dlatego, że zyczę jej dobrze
                          i nie sądze by takie doświadczenie było jej potrzebne i by było dla niej
                          korzystne. A czy jeśli dojdzie do zakochania czy będzie umiała i chciala sie
                          wycofać? Nie wiem. Moja mama miała dośc konserwatywne poglądy i mnie nie
                          ustrzegło jak widać.
                          Zbyt często nie doceniamy wpływu na dzieci. Ale czasami wydaje mi się, że zbyt
                          go przeceniamy.
                          taka sytuacja to zbyt skomplikowane zdarzenie by uważać iż matczyne "nie wolno"
                          ma na nią aż taki wpływ.
                  • zmeczona100 Kas, 25.06.10, 20:22
                    to.ja.kas napisała:

                    Ano ja sie czuje kompetentna do wychowania
                    > kogokolwiek poza córką, ani nie wierzę że moje wychowanie będzie miało
                    wpływ na
                    > to, czy córka za lat parę nie spotka na swojej drodze kogoś w związku i
                    nie
                    > wybuchnie uczucie.

                    Trudno wpajać jakieś zasady i po latach oczekiwać, że będą przestrzegane,,
                    skoro samemu je się łamie. Przecież dzieciaki to dostrzegaja- i wybierają
                    wygodniejszą wersje dla siebie.


                    I nie uczę jej, że NIE WOLNO. raczej staram się jej pokazać,
                    > że NIE WARTO i nie da jej to szczęscia.

                    A kraść NIE WOLNO, czy NIE WARTO?
                    • z_mazur Re: Kas, 25.06.10, 20:37
                      > A kraść NIE WOLNO, czy NIE WARTO?

                      Widzisz, w przypadku kradzieży jest tak, że nie wolno i dlatego nie warto. Bo kradzież jest przestępstwem i można za nie beknąć.

                      A romans z żonatym facetem nie jest przestępstem i nie można za to beknąć, ale można odczuwać negatywne konsekwencje. Dlatego przeważnie nie warto. smile
                      • to.ja.kas Re: Kas, 25.06.10, 20:44
                        Dziękuję Mazur.
                        mam wrażenie, że Panie zaczęły gremialnie martwić sie o przyszłośc mojej córki. wink
                        Spokojnie.
                        Wasze dzieci nie powiela przecież Waszych złych wyborów, kto wie jaka świetlana
                        przyszłość czeka moje dziecko.
                        Chciałam przypomnieć, że nie ona jest autorką tego wątku.
                      • malgolkab Re: Kas, 25.06.10, 22:21
                        z_mazur napisał:

                        > > A kraść NIE WOLNO, czy NIE WARTO?
                        >
                        > Widzisz, w przypadku kradzieży jest tak, że nie wolno i dlatego
                        nie warto. Bo k
                        > radzież jest przestępstwem i można za nie beknąć.
                        >
                        > A romans z żonatym facetem nie jest przestępstem i nie można za to
                        beknąć, ale
                        > można odczuwać negatywne konsekwencje. Dlatego przeważnie nie
                        warto. smile
                        >
                        muszę zapamiętać, co by dziecku przekazać jak trochę wyrośnie:smile
                        dokładnie w taki sposób mama mi takie rzeczy tłumaczyła...
                        • zmeczona100 Re: Kas, 25.06.10, 22:36
                          malgolkab napisała:

                          > z_mazur napisał:
                          >
                          >
                          > > A romans z żonatym facetem nie jest przestępstem i nie można za to
                          > beknąć, ale
                          > > można odczuwać negatywne konsekwencje. Dlatego przeważnie nie
                          > warto. smile

                          To zależy, co się kryje pod "beknąć"- beknąć wyrokiem sądu, czy beknąć
                          wyrokiem sumienia. Ostatecznie nie każdy ma wyrzuty sumienia- wystarczy
                          tylko zastosować relatywizm i... sumienie zagłuszone, uspokojone.
                • enesta Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:52
                  -om, przepraszambig_grin
    • vero_nique Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 22:59
      moge Ci zadac trudne pytanie? co takiego ma ten pan czego nie maja: wolni,
      bezdzietni panowie, ktorych zapewne miliony po tym wielkim swiecie chodzi?
      • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 24.06.10, 23:09
        big_grin tez je sobie zadaje
        co mam Ci powiedziec, ze ma "to cos"? ze jest tzw. chemia?
        no dobrze nam razem, uwielbiamy ze soba byc, gadac, smiac sie, kochac
        nie spotkalam do tej pory innego faceta, z ktorym tak swietnie bym sie czula
        • malwa200 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 09:50

          a podczas wizyty co Ci mówiła? pytam bo miałam podobną sytuację
    • fafocle czyli jak to było? 24.06.10, 23:09
      spotykacie się.
      wiesz, że facet ma żonę i dzieci.
      gadka szmatka, podoba ci się, zaczynacie się smyrać, pociąg erotyczny się
      włączył, upojne kilka godzin co jakiś czas bo dłużej się nie da bo żona i dzieci
      czekają, facet mówi, że cię kocha, ty mówisz, że też, że to nie tylko seks.
      super i orgazmicznie.
      ale żona jest więc nie wypada.
      rozstajecie się.
      ty z kimś innym powtórka ale pociągu nie było i nie wyszło.
      ten pierwszy facet cały czas w głowie siedzi.
      i przypomina się, że chce4 jeszcze więcej.
      znowu mówi, że kocha.
      jesli mówi, że kocha, to trzeba z nim być, przeciez jest nieszczęśliwy w
      małżeństwie, różnie się ludziom układa, związki mają prawo się rozpaść, żona
      jest zła, straszna, agresywna jędza, pokazala to dobijaniem się do twoich drzwi.
      pewnie przypadkiem się wygadał i jej pokazał z którą zdradza.
      trzeba faceta z tego uratować.
      bo cierpi.
      i znosi to z silom i godnosciom osobistom a poza tym bardzo dzieci kocha.
      bez ciebie będzie nieszczęśliwy.
      ty mu dasz szczęście.
      gdyby żona zniknęła to by było idealnie.
      ale jej temat jest drażniący.
      nie chce zniknąć.
      franca.
      i jeszcze on ciągle się z rodziną kontaktuje.
      pacan.
      a żona jako ta, której już nikt nie chce, powinna to zrobić sama z siebie a nie
      utrudniać szczęścia jemu i tobie.
      jak masz sobie poradzić z faktem, że ona cię obwinia o wszystko?
      przecież jesteś niewinna, nie mówiłaś mu wprost, żeby się rozwiódł.
      ty tylko miałaś z jej mężem romans.
      i teraz chcesz z nim być, jesli nie będzie za trudno.
      bo to nie tylko seks ale prawdziwe uczucie.
      ale jak będzie za trudno, to właściwie nie chcesz z nim być.
      wolisz zeby nie miał zony.
      i problemów.
      własciwie najlepiej było na etapie romansu.
      teraz wolałabyś żeby od razu wiedzieć czy będzie za trudno czy nie.
      własciwie to już mu nie ufasz, bo wiesz, że facet zdradza i robi co sam ma
      ochotę i wiesz, że ciebie tez puści kantem tak samo.
      ale gdyby nie puścił to byś z nim chciała być.
      bo to miłość.
      ale jak ma puścić, to lepiej to zrobić jako pierwsza.
      niech spada.
      ale trochę szkoda, bo przeciez on twierdzi, że kocha.

      • alinawk Re: czyli jak to było? 25.06.10, 11:42
        Boski komentarz smile
      • zmeczona100 Re: czyli jak to było? 25.06.10, 20:30
        smile)) Super!
        • to.ja.kas Re: czyli jak to było? 25.06.10, 20:47
          tak sie panie cieszycie, że możecie małolacie dokopac, że az palce świerzbia by
          napisać coś co Wam humoru by nie poprawiło.
          Ale w sumie nie chcę zniżać się do poziomu żon które zaczęły używać sobie w tym
          wątku.

          tak tylko sobie myślę, że jeśli takie milusie byłyście dla mężów....
          • glasscraft Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:07
            Badz fair - znajdz mi jedna zona/aktualna partnerke, ktora na slowo
            kochanka nie zacznie ziac ogniem.... zwlaszcza te, ktore
            przetestowaly na wlasnym malzenstwie jak to jest dowiedziec sie, ze
            misio juz nie kocha, bo wymienil na mlodszy model smile
            Ty oceniasz ze strony "malolaty" (zanim znowu zaczniesz na mnie
            krzyczec - stwierdzenie faktu a nie ocena moralna)...
            • to.ja.kas Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:10
              Prosze...na poczekaniu.
              Sonia30.
              Jej mąz nie prowadził się poprawnie, ba prowadził sie wielce niepoprawnie a
              jednak jest rozsądną, sensowna, kulturalną i fajną kobietą.
              Kolejny przykład?
              Sbelatka.
              Dokładnie to samo.
              Wszystko co mówi, nawet jesli nie jest łatwe jest powiedziane tak, że nie można
              przyczepic się do jednego słowa.
              Kolejne?
              Mola1971. Pokaż mi gdzie jechała kiedykolwiek w sposób chamski po kimkolwiek.

              Nie jest prawdą co mówisz. Mozna dyskutowac bez ziania. Chyba, że zianie ma się
              we krwi.
              • glasscraft Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:28
                Mozna bez ziania smile
                tylko, jezeli ktos ma zasade "nie wchodzi sie w zwiazek z osoba,
                ktora jest w zwiazku z inna osoba" to dlaczego mialby kogos, kto
                wlasnie to robi dopieszczac slowenie i dawac razy, jak najlepiej sie
                pozbyc zony/meza...
                Kredyt dla wszystkich kobiet (i facetow), ktore przez zdrade
                przeszly i nie zakwasily sie zupelnie, otrzasnely sie i ulozyly
                sobie zycie. Poczytaj sobie forum macochy (ja z tych macochowych smile
                ile eksi jezdzi po neksiach (ktore nawet nie mialy nic wspolnego z
                rozpadem ich malzenstwa i pojawily sie na horyzoncie dobrze po
                rozwodzie). Pamietam jeden post, gdzie syn do macochy mowi "a moja
                mama to to tobie mowi k..." .
                Teoretycznie masz racje - mozna nietolerowac jakiegos kodeksu
                moralnego i nie nurzac sie w szambie oralnym, tylko - skoro mamy nie
                rzucac kamieniem w nierzadnice smile bo nikt bez grzechy nie jest, to
                moze ziejace ogniem byle zony tez powinny byc rozgrzeszone tongue_out
                • to.ja.kas Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:38
                  Wiesz, ja wychodzę z założenia że w takich sytuacjach widac na co mozna było, na
                  co mozna teraz i na co niestety można będzie liczyć u takich osób w sytuacjach
                  stresowych i trudnych.
                  Wczoraj dziewczyna zapytała "co powinnam zrobić". Doszła wydawałoby się do
                  wniosków które panie powinien zadowolić. Ale tu nie chodzi o nawrócenie
                  grzesznicy, tu chodzi by jej kłaki przerzedzić wink
                  Wiesz, kiedy ktoś w sytuacji mało stresowej, na forum, do niewinnej jemu nic
                  osoby odnosi sie w taki sposób...to jaki był w domu gdy czasami sytuacja
                  człowieka naprawdę potrafi zagotować?
                  Jaka gotowość do rozmowy? Jaki szacunek do rozmówcy? A może to taki nawyk by
                  wszystko na siłe, z agresja i z tupaniem nogami, że ma być na moim?
                  Ta konkretna dziewczyna nie zrobiła im krzywdy, ja tez nie. Ba, żadna z nas nie
                  zamierza czaić się na misia którejkolwiek forumki...ale złośc zalewa paniom oczy
                  i nie mogąc zemścic sie na męzach bo mają ich uczucia i zemsty w nosie mszcza
                  sie na im akurat bogu ducha dziewczynie.
                  Ba, za chwilę okaże sie, ze w czyms zawiniła im moja Młoda...bo NIE TAK z nią
                  rozmawiam i ma zły przykład u mnie.
                  A teraz mi powiedz....chciałabyś zyc z osobami które w taki sposób komunikują
                  swoje racje? Nawet jeśli je mają?
                  • glasscraft Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:47
                    Wszystko przez te misie smile!!!
                    Ktos powinien z nimi zrobic porzadek raz na zawsze...
                    Ty masz racje, ja mam racje... jezeli dostalo sie od zycia po tylku
                    i jeszcie sie z tego na dobre nie otrzasnelo, to chyba latwo jest
                    jechac po kazdym, kto przypomina te sama sytuacje?
                    • to.ja.kas Re: czyli jak to było? 25.06.10, 21:56
                      Jeśli każdy ma robic tylko tak by jemu było łatwo...to o czym mówimy ? wink

                      Nie chcę się kłócić bo ja nie zamierzam zaprzeczać oczywistej oczywistości, że
                      sytuacja gdy w gre wchodzi zdrada jest do doopy.
                      Nie zamierzam nikogo rozgrzeszać ani nikogo oskarzac, ze nie boli tak naprawdę i
                      to tylko przesada.

                      Ja tylko myślę, że warto zastanowic sie nad celem a potem nad tm jak go
                      osiągnąć. W ten sposób co najwyzej można osiagnac robienie sobie na przekór...a
                      tego nie chcemy, nie? wink

                      Z Tobą mi się dobrze gada...masz ozór, ale myslisz i nie jestes zacietrzewiona.
                      ba, potrafisz dostrzec rację drugiej strony. To niezwykle cenne w tak trudnej
                      dyskusji. Zwłaszcza ze net to takie miejsce gdzie nikt nikogo nie przekonał do
                      niczego wink
                      • glasscraft Re: czyli jak to było? 25.06.10, 22:07
                        smile dzieki
                • malgolkab Re: czyli jak to było? 25.06.10, 22:16
                  glasscraft napisała:

                  > Mozna bez ziania smile
                  > tylko, jezeli ktos ma zasade "nie wchodzi sie w zwiazek z osoba,
                  > ktora jest w zwiazku z inna osoba" to dlaczego mialby kogos, kto
                  > wlasnie to robi dopieszczac slowenie i dawac razy, jak najlepiej
                  sie
                  > pozbyc zony/meza...
                  nie musi dopieszczać, ale nie musi też mieszać z błotem... a już
                  kompletnie nie rozumiem tych co się uważają za chrześcijan, a tak
                  robią, bo w Nowym Testamencie nie ma słowa o ty, żeby potępiać tych,
                  którzy żyją inaczej. że przypomnę historię o kamienowaniu
                  cudzołożnicysmile)
                  > Kredyt dla wszystkich kobiet (i facetow), ktore przez zdrade
                  > przeszly i nie zakwasily sie zupelnie, otrzasnely sie i ulozyly
                  > sobie zycie. Poczytaj sobie forum macochy (ja z tych macochowych :-
                  )
                  > ile eksi jezdzi po neksiach (ktore nawet nie mialy nic wspolnego z
                  > rozpadem ich malzenstwa i pojawily sie na horyzoncie dobrze po
                  > rozwodzie). Pamietam jeden post, gdzie syn do macochy mowi "a moja
                  > mama to to tobie mowi k..." .

                  szczególnie ciekawy jest fakt, że robią to panie, które jadą po
                  byłym jak po szmacie... skoro taki straszny był, to chyba lepiej, że
                  się teraz inna kobitka z nim męczysmile
                  > Teoretycznie masz racje - mozna nietolerowac jakiegos kodeksu
                  > moralnego i nie nurzac sie w szambie oralnym, tylko - skoro mamy
                  nie
                  > rzucac kamieniem w nierzadnice smile bo nikt bez grzechy nie jest,
                  to
                  > moze ziejace ogniem byle zony tez powinny byc rozgrzeszone tongue_out
          • malgolkab Re: czyli jak to było? 25.06.10, 22:10

            > tak tylko sobie myślę, że jeśli takie milusie byłyście dla
            mężów....

            no i właśnie, każdy skutek ma swoją przyczynę...smile
    • maly_zlosliwiec Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 06:11
      Przeczytałam. I chyba muszę napisać swoją opinię do autorki.
      Jesteś bardzo młodą osobą. Wpakowałaś się w coś, co powinno Cię omijać.
      Już nie chodzi o względy moralne. Sama wiesz, że coś jest nie tak.

      To jest zaprawiony w bojach damsko - męskich bohater. Normalne że nie jesteś się
      w stanie oprzeć i się zakochałaś. Sztuczki trenowane przez co najmniej dekadę
      przyniosły owoce. Ty na takie życie i poważne dylemanty będziesz gotowa w
      okolicach 30. Masz całą młodość przed sobą. Zobacz w co się pakujesz.
      Musisz zdobyć jakieś życiowe doświadczenie. Posmakować życia. Czy wiesz ilu
      facetów przed Tobą ?

      Nawet książe z bajki nie pojawia się w pojedynczym egzemplarzu.
      Nikt Ci nie doradzi bo sama musisz się z tym zmierzyć. Ja na Twoim miejscu
      zmieniłabym adres i telefon. Uwierz mi że sympatycznych facetów na świecie jest
      mnóstwo.

      Wiem że ciężko się słucha kogoś anonimowego. Podam Ci tylko dwa przykłady.
      Pierwszy to wywiad z pewną aktorką. Pewnie nikt nie czytał ale wywiad był
      świetny. Dawno temu pewnej piosenkarce z dwójką dzieci odbiła męża śliczna
      aktorka. Dwadzieścia lat później życie dopisało swój epilog. Poszukaj i
      poczytaj. Na mnie zrobiło piorunujące wrażenie. Mówię o pani Dudziak i Lilianie
      Komorowskiej.
      Ta druga zrozumiała co zrobiła, kiedy w identycznej sytuacji straciła swojego
      drugiego męża.

      Po prostu młode kobiety nie obarczone dziećmi i obowiązkami nie są w stanie
      zrozumieć żon.
      A moje prywatne zdanie - jest bardzo dużo przystojnych facetów.
      Zakochuję się w sekundzie w jakimś "misiu" przynajmniej raz w roku.
      Ale ponieważ spotkałam najbardziej interesującego faceta w życiu, raczej nigdy
      nie strzeli mi do łba ryzykować tego co mam.

      Nie zmarnuj sobie życia przez nieodpowiedzialnego faceta, zostawiającego swoich
      najbliższych z powodów własnego egoizmu.

      • zielonaorchidea Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 10:34
        Mój mąż odszedł do kochanki jak 2 razy w tygodniu zaczał u niej nocować. Po 2
        miesiącach takiego spędzania czasu wyznał ze jest zakochany. Synom tłumaczył ze
        ciężko pracuje i w gronie znajomych odreagowywuje tak stres. Jak wymusiłam
        rozmowę przyznał się do romansu. Stwierdził, że rozwiedzie sie za półtora roku
        bo nie mozna niszczyć życia synom w ich cięzkim okresie - nowa szkoła, początek
        studiów. W końcu obraził sie na mnie bo nie chciałam zgodzic sie na to aby
        skoro juz wiem co i jak spędzał 3 noce u niej a 3 u mnie weekendy na zmianę. Co
        do jednego dnia noce nie zostały ustalone. Twierdził, że ona jest przyzwoita i
        nie zgadza się aby z nią zamieszkał bez rozwodu. Trochę jak przyznał myślal nad
        próbą ratowania związku ze mna tzn. z żoną ale stwierdził że nie może za mna być
        bo ona by bardzo cierpiała gdyby ja zostawil. Więc żeby dłużej nie cierpiała
        wnioslam sprawe o rozwód. Od tamtej pory - 3 lata mąż widuje synów średnio raz w
        miesiącu a jego towarzyszki im nie przedstawił. Nie wiedzą gdzie ojciec
        mieszka. maja tylko jego numer telefonu. Nie rozumiem tej kobiety, która mogłaby
        być moją córką. mam od dawna jej numer elefonu ale nie skorzystałam choc czasem
        korci aby cos jej napisać. Na razie chyba im dobrze bo maja siebie a ja mam
        synów. Ale żal mi męża bo uważam że wiele stracił. Nie wiem czy nie wypomni jej
        kiedys tego.
        Proponuję rozstać się z nim za wczasu. Nie warto liczyć na takie szczęśliwe
        zakończenie jak mojego ex i jego dziewczyny - koleżanki z pracy. Zamiast
        wspólnego dziecka maja kota i to jest jedyny temat męża i synów na jaki razem
        rozmawiają. A ja codziennie myśle o tej dziewczynie i zaręczam, że nie są to
        miłe myśli. Pamiętam płacz moich synów, rozmowy w szkole z psychologiem. Nie
        daruję mu tego ich cierpienia.
        Pozdrawiam cieplutko i wierzę, że postąpisz mądrze.
        • anka_cyganka35 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 12:04
          nie szkoda mi Ciebie. szkoda mi jego dzieci i żony. dla Ciebie to była zabawa,
          przyjemność, może wyjedziesz na stypendium jak piszesz i kopniesz go w dupę. a
          oni zostaną bez taty i meża. oczywiście głównie wina leży po jego stronie bo to
          on powinien sie umiec zachowac i nie ładować w romans z małolatą. ale małolata
          tez jest winna. wiesz co to, że jego żona przychodzi do ciebie świadczy o jej
          desperacji. i gówno prawda, że było już wczesniej zle. a jeżeli nawet było to
          ona o tym nie miała pewnie bladego pojęcia. ty sie otrzasniesz i pojdziesz
          dalej. złamane serce, zawiedzione nadzieje, nieaktualne wspólne plany zostana za
          drzwiami jego mieszkania.
          • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 12:45
            anka_cyganka35 napisała:

            >... oni zostaną bez taty i meża.

            Chyba tylko wtedy, jak zona dojdzie do wniosku ze lobuzowi nie chce
            wybaczyc i go wykopie. Bo cos mi sie widzi, ze ten pan to nie wie
            czego chce i na razie jest mu w tej niewiedzy wygodnie. A obydwie
            kobiety niech ponosza konsekwencje.
            • teuta1 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 14:27
              Ale czym tu sie przejmować, rybeńko? Żona go rozwiedzie, jeśli ma
              trochę godnosci własnej, bo przecież długo nie wytrzyma komunikatów
              typu "nie wiem, którą z was kocham". Dzieci, no cóż, tylko ze dwa
              lata pobędą nieprzytomne, w końcu nawet do obozu koncentracyjnego
              można sie przyzwyczaić. Potem żona spłaci ex-a, a on zrealizuje z
              Tobą American Dream wieku średniego. Tylko poczekaj, aż żona
              załatwi. W miedzyczasie ślij mu erotyczne smsy, to go przy sobie
              zatrzymasz, misia biednego. To napisałam ja, ex-żona, która tak się
              zachowała i po niemal trzech latach nadal jest wkurwiona na misia i
              jego kochankę. Amen.
              • enesta Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 19:02
                A najgorsze w tym wszystkim jest to , prawdopodobieństwo powtórzenia
                się identycznej sytuacji- autorka w roli głównej i pan któremu
                łatwiej już odejść do innej bo trening czyni mistrza, jest ogromne.
                Autorka po 15 latach zostaje sama z dziećmi, rozumie już że źle
                zrobiła , ale… nikomu nic to nie daje, ani jej, ani tamtej, ani tym
                dzieciom ani tamtym. Może jednak uczyć i tłumaczyć gdy dziecko
                rośnie, może inteligentne i może wrażliwe i coś zrozumie i sobie
                zakoduje. Trudniej będzie mu-jej przełamać barierę etycznego zakazu.
                A to zawsze coś.
          • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 16:29
            anka_cyganka35 napisała:

            > nie szkoda mi Ciebie. szkoda mi jego dzieci i żony. dla Ciebie to
            była zabawa,
            > przyjemność, może wyjedziesz na stypendium jak piszesz i kopniesz
            go w dupę.
            a gdzie to wyczytałaś, napisała, że go kocha... a to, że studiuję i
            nie jest ślepo zapatrzona nie świadczy, że to zabawa... chyba, że
            uważasz, że jak się kogoś kocha i z kimś jest to na stypendia
            naukowe się nie jeździ.... a
            > oni zostaną bez taty i meża. oczywiście głównie wina leży po jego
            stronie bo to
            > on powinien sie umiec zachowac i nie ładować w romans z małolatą.

            kobieta 22 letnia to dorosła osoba. brzmi jakby miał romans z 16
            stka co najmniej... ale małolata
            > tez jest winna. wiesz co to, że jego żona przychodzi do ciebie
            świadczy o jej
            > desperacji. i gówno prawda, że było już wczesniej zle.

            a skąd to wiesz?? znasz ich i wiesz, że byli modelową parą? a jeżeli
            nawet było to
            > ona o tym nie miała pewnie bladego pojęcia.

            jak można przez tak długi czas nie mieć pojęcia, chyba, że się nie
            chce wiedzieć

            ty sie otrzasniesz i pojdziesz
            > dalej. złamane serce, zawiedzione nadzieje, nieaktualne wspólne
            plany zostana z
            > a
            > drzwiami jego mieszkania.

            bardzo upraszczasz...
            • ani_chybi Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 17:41
              > bardzo upraszczasz...

              Zony upraszczają,kochanki komplikują ?
              • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 18:49
                ani_chybi napisała:

                > > bardzo upraszczasz...
                >
                > Zony upraszczają,kochanki komplikują ?

                a gdzie ja to napisałam?? cytuj w całości, a nie fragment wyrwany z
                kontekstusmile i nie dopowiadaj czegoś, co nie jest napisane...
        • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 18:59
          zielonaorchidea napisała:

          > Mój mąż odszedł do kochanki jak 2 razy w tygodniu zaczał u niej
          nocować. Po 2
          > miesiącach takiego spędzania czasu wyznał ze jest zakochany. Synom
          tłumaczył ze
          > ciężko pracuje i w gronie znajomych odreagowywuje tak stres. Jak
          wymusiłam
          > rozmowę przyznał się do romansu. Stwierdził, że rozwiedzie sie za
          półtora roku
          > bo nie mozna niszczyć życia synom w ich cięzkim okresie - nowa
          szkoła, początek
          > studiów.

          ale cwaniak, pewbie przez 1,5 roku chciał się przekonać co z tego
          wyjdzie.
          W końcu obraził sie na mnie bo nie chciałam zgodzic sie na to aby
          > skoro juz wiem co i jak spędzał 3 noce u niej a 3 u mnie weekendy
          na zmianę. Co
          > do jednego dnia noce nie zostały ustalone. Twierdził, że ona jest
          przyzwoita i
          > nie zgadza się aby z nią zamieszkał bez rozwodu. Trochę jak
          przyznał myślal nad
          > próbą ratowania związku ze mna tzn. z żoną ale stwierdził że nie
          może za mna by
          > ć
          > bo ona by bardzo cierpiała gdyby ja zostawil. Więc żeby dłużej nie
          cierpiała
          > wnioslam sprawe o rozwód.

          no i właśnie - rozsądna z Ciebie kobieta. Inne zachowanie w tej
          sytuacji to przyzwolenie...

          Od tamtej pory - 3 lata mąż widuje synów średnio raz
          > w
          > miesiącu a jego towarzyszki im nie przedstawił.

          widocznie nie traktuję jej jako partnerkę na całe życie...
          Nie wiedzą gdzie ojciec
          > mieszka. maja tylko jego numer telefonu.

          to już masakra...
          Nie rozumiem tej kobiety, która mogłab
          > y
          > być moją córką. mam od dawna jej numer elefonu ale nie
          skorzystałam choc czasem
          > korci aby cos jej napisać.

          i dobrze, bo tylko byś się poniżyła, a tak pokazujesz, że jesteś
          ponad to.
          | Na razie chyba im dobrze bo maja siebie a ja mam
          > synów. Ale żal mi męża bo uważam że wiele stracił. Nie wiem czy
          nie wypomni jej
          > kiedys tego.
          pewnie tak- jak znajdzie kolejny egzemplarz do kolekcji.
          > Proponuję rozstać się z nim za wczasu. Nie warto liczyć na takie
          szczęśliwe
          > zakończenie jak mojego ex i jego dziewczyny - koleżanki z pracy.
          Zamiast
          > wspólnego dziecka maja kota i to jest jedyny temat męża i synów na
          jaki razem
          > rozmawiają. A ja codziennie myśle o tej dziewczynie i zaręczam,
          że nie są to
          > miłe myśli. Pamiętam płacz moich synów, rozmowy w szkole z
          psychologiem. Nie
          > daruję mu tego ich cierpienia.
          > Pozdrawiam cieplutko i wierzę, że postąpisz mądrze.
      • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 18:54

        > A moje prywatne zdanie - jest bardzo dużo przystojnych facetów.
        > Zakochuję się w sekundzie w jakimś "misiu" przynajmniej raz w roku.
        > Ale ponieważ spotkałam najbardziej interesującego faceta w życiu,
        raczej nigdy
        > nie strzeli mi do łba ryzykować tego co mam.
        i właśnie o to chodzi - nie szukasz poza związkiem, bo nie musiszsmile
        i wszystko czego ci trzeba masz u siebie...
        > Nie zmarnuj sobie życia przez nieodpowiedzialnego faceta,
        zostawiającego swoich
        > najbliższych z powodów własnego egoizmu.

        to 2 sprawa, już raz się rozstali na jakis czas, gdyby faktycznie
        było to tak silne uczucie z jego strony, to dawno zakończyłby
        małżeństwo. ale po co skoro obie panie zgadzają się być w
        trójkącie...
      • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:40
        Wiem, że facetów jest na świecie mnóstwo. Uczuć nie da się tak racjonalnie wytłumaczyć. Trafiło na niego.
        Prawdą jest, że nie jestem w stanie w 100% zrozumieć jego żony, kobiety starszej ode mnie o 13 lat, z trójką dzieci.
        Nikomu nikogo nie zabieram, pisałam już, że nikogo nie można do niczego zmusić - będzie chciał to się wyprowadzi i złoży pozew, nie to nie.
        Jestem urażona tym, że z jednej strony mówi, że mnie kocha i pragnie ze mną być a z drugiej - nic się nie dzieje, by to urzeczywistnić.
        Biję się z myślami - czy nie za surowo go oceniam, może odejście po 12 latach małżeństwa to straszna sprawa, może rzeczywiście lepiej zrobić to w wakacje, by dzieci nie musiały chodzić do szkoły po informacji o wyprowadzce taty - a z drugiej strony... jest wszystko to, co piszecie.
        • adaria38 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:46
          > Prawdą jest, że nie jestem w stanie w 100% zrozumieć jego żony, kobiety starsze
          > j ode mnie o 13 lat, z trójką dzieci.



          Konkretnie czego nie możesz u niej zrozumieć?



          • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:57
            Budowała swój świat przez ponad 12 lat z nim, ma z nim dzieci, teraz kiedy już coś wspólnie osiągneli to się sypie... W dodatku on mówi jej, że kocha 22 letnią dziewczynę. Tak, wiem, że to straszne, traumatyczne, że to rozpacz i trudno wtedy być ponad to. Ale ja nigdy nie byłam w takiej sytuacji, nie mam dzieci, męża i 12 lat wspólnego życia więc jednak nie do końca mogę postawić się w jej sytuacji.
            • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:04
              Naprawdę wierzysz w to, że prawie 40-letni mężczyzna, ojciec trójki
              dzieci, zechce bawić się z Tobą w pieluchy?? Że bez mrugnięcia okiem
              będzie płacił alimenty na dzieci (i może żonę- jak to dobrze rozegra)i
              jeszcze będzie w stanie życ z Tobą na odpowiednim poziomie? Że zamiast
              stabilizacji, korzystania z tego, co osiągnął do tej pory, wybierze młodą
              dziewczyne, która nie potrafi sama się utrzymac finansowo, widzi go jako
              ojca wspólnych dzieci?? Chyba az taka naiwna nie jesteś??
            • glasscraft Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:12
              Wiem, ale po prostu sprobuj - jezeli zona o Tobie wie (bo naprawde
              do konca nie jestem przekonana, ze on jej powiedzial co i jak; ktos
              tu pisal ze mozliwe ze w przekazach jestes nawiedzona panienka,
              ktora za nim lata i nie daje mu spokoju) to dla niej jestes
              najgorsza zaraza, jaka po tym swiecie chodzi.
              A tak na powaznie - jezeli nie chcesz stawiac sie w jej sytuacji, to
              ja bym sie od tego pana z daleka trzymala (nawet nie dlatego, ze
              skrzywdziliscie obydwoje zone i ich dzieci)...
        • adaria38 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:48
          > Biję się z myślami - czy nie za surowo go oceniam, może odejście po 12 latach m
          > ałżeństwa to straszna sprawa, może rzeczywiście lepiej zrobić to w wakacje, by
          > dzieci nie musiały chodzić do szkoły po informacji o wyprowadzce taty - a z dru
          > giej strony...



          Tak, zdecydowanie za surowo go oceniasz, przecież widać, że bardzo o dzieci dba
          wink. Miną wakacje a dzieci szczęśliwe wrócą do szkoły i nie będzie żadnego
          problemu.
        • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 21:49
          Jest dużo więcej niż piszą dziewczyny.
          Dużo, dużo więcej.
          Jeśli chodzi o dzieci będziesz w komfortowej sytuacji, nie Ty bedziesz ocierac
          ich łzy i patrzec jak płaczą.
          Mogę się złościć na ton dziewczyn, ale nie było im łatwo.
          Było strasznie.
          Ty zastanów się czy chcesz dzwigac na sobie alimenty na 3 dzieci, zobowiązania,
          czyjś żal, pretensję i zyczenia wszytskiego najgorszego.
        • maly_zlosliwiec Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:00
          Zrozum ze to uczucie to fikcja. Daj mi szanse to poudaje interesujacego faceta tak skutecznie ze wszystkie kobitki beda szalec.
          On robi z Toba co chce bo juz sie tego nauczyl.
          Nie dziw sie tez zonie.
          Akurat trafilas na moja rowiesnice.
          Trojka dzieci. Nie zrozumiesz dopoki nie bedziesz miec swojej trojki.
          Co ma ten facet czego inni nie maja ?
          Milioner ? Mam nadzieje ze w dolarach.

          Prezenty, telefony, lisciki to wszystko sprawia ze czujesz sie wyjatkowa. A pan rzeczywiscie kreci. Co takiego Ci zaoferowal ?
          Akurat uczucia to rzecz ktora nie kosztuje finansowo tylko emocjonalnie.
          Wiej gdzie pieprz rosnie.
          Moje damsko - meskie zycie nauczylo mnie tylko ze starsi faceci to egoisci. Facet nie daje Ci szans na rozwoj. Powiedzial Ci jak bedzie wygladalo wasze zycie ? Ty studjujesz a on zarabia. Przyziemne rzeczy typu pieniadze. Alimetny na trojke dzieci. Utrzymanie samego siebie.

          Wycieczki zagraniczne i oplywanie w dostatki raczej wam nie grozi. Nawet jesli jest zamozny. Bo malo kogo stac na utrzymanie dwoch domow na poziomie. Nawet sie nie zastanawiaj.

          • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:07
            To są bardzo mądre słowa do rozważenia.
            • maly_zlosliwiec Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:53
              Jesli do do mnie to droga Kas dziekuje.
              Wkurza mnie to ze kolejna naiwna napatoczyla sie na wyrachowanego egoiste,
              ktoremu zachciewa sie haremu. Moj uniwersytet zycia wygladal troszke inaczej.
              Mialam 17 lat i poznalam 30 latka. Naprawde uroczy facet. Wolny i bez
              zobowiazan. Tyle ze jego oczekiwania bylyby idealne dla rowiesnicy. Mlode
              kobiety tego nie rozumieja ze najwiekszym ich atutem jest wlasnie mlodosc. Ktora
              tez sie kiedys konczy.

              Autorka nie wie jeszcze ze to wszystko o co moze teraz powalczyc -
              zaprzepaszcza. Jesli ma sie apetyt na zycie to trzeba samemu o to zadbac. Pan
              moze za moment miec zrujnowane zycie, wypadek lub chorobe.
              Co wtedy ? Czy nasza bohaterka poradzi sobie sama ? Druga osoba to wielka
              iluzja. Wspolczuje. Ja wyszlam bez szwanku z mojej przygody.
              Ale tylko dlatego ze wiedzialam ze mojego czasu nie zwroci mi nawet najbardziej
              zakochany facet czekajacy na kolacje.
              • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:54
                Do Ciebie.
                Mądrze piszesz. smile
          • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:11
            no w sumie oprocz prezentow, liscikow i telefonow nie zaoferowal niczego
            milionerem nie jest
            faktycznie, masakra
            znam ludzi utrzymujacych dwa domyh na poziomie, ale faktem jest, ze wymagania co do komfortu zycia mam duze
            i zapewne przy utrzymywaniu domu i trojki dzieci (mowi, ze zonie pomagal bedzie zawsze , bo chce zeby jego dzieci mialy dobrze co oznacza, ze bedzie "obslugiwal" dwie kobiety jednoczesnie) to moje potrzeby nie beda realizowane tak jakbym tego sobie zyczyla...
            • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:22
              sarahoh napisał:

              ale faktem jest, ze wymagania c
              > o do komfortu zycia mam duze

              No ale wynagrodzi Ci to swoim uczuciem. Przecież on Cię kocha i będzie
              kochać. Czy to naprawdę Ci nie wystarczy?? Nie bądź taka zachłanna- nie
              musisz mieć chyba wszystkiego na raz?




              A zadbac sama o siebie, o to, aby samej zaspokoic swoje oczekiwania co do
              komfortu życia, to nie łaska? Wielkie oczekiwania- i tylko znaleźć kogoś,
              kto je spełni.
              Nie tak dawno w radio był program o związkach- panowie się skarżyli, że
              mając pozycję, pieniądze i władzę, trudno im znaleźć partnerkę na całe
              życie, bo kobiety tylko patrzą na zawartość portfela. No i maja rację. A
              jesli chcą miec przy sobie kobietę, która nie będzie od nich ciągnąć kasy,
              to muszą szukac na innej półce- na tej z kobietami samodzielnymi, z dobrą,
              ugruntowana pozycją. Ha, tylko jeszcze gdyby młodsze były, co nie?
              • malgolkab Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:45

                >
                > No ale wynagrodzi Ci to swoim uczuciem. Przecież on Cię kocha i
                będzie
                > kochać. Czy to naprawdę Ci nie wystarczy?? Nie bądź taka zachłanna-
                nie
                > musisz mieć chyba wszystkiego na raz?
                >

                i po co ta złośliwość? lepiej Ci?
                >
                >
                >
                > A zadbac sama o siebie, o to, aby samej zaspokoic swoje
                oczekiwania co do
                > komfortu życia, to nie łaska? Wielkie oczekiwania- i tylko znaleźć
                kogoś,
                > kto je spełni.

                ciekawe czy tak też komentujesz kobiety, które tkwią w nieudanych
                związakach tylko dlatego, że mąż dobrze zarabia? albo samotne matki
                mające pretensje do całego świata?
                > Nie tak dawno w radio był program o związkach- panowie się
                skarżyli, że
                > mając pozycję, pieniądze i władzę, trudno im znaleźć partnerkę na
                całe
                > życie, bo kobiety tylko patrzą na zawartość portfela. No i maja
                rację. A
                > jesli chcą miec przy sobie kobietę, która nie będzie od nich
                ciągnąć kasy,
                > to muszą szukac na innej półce- na tej z kobietami samodzielnymi,
                z dobrą,
                > ugruntowana pozycją. Ha, tylko jeszcze gdyby młodsze były, co nie?
                >
                • zmeczona100 Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:52
                  malgolkab napisała:

                  > >
                  >
                  > i po co ta złośliwość? lepiej Ci?

                  Czytam to, co to dziewczę pisze i ... chyba lepiej by było dla syna, gdyby
                  był gejem, niż gdyby na swojej drodze spotkał kiedyś taką kobietę.


                  >
                  > ciekawe czy tak też komentujesz

                  Wyszukiwarka działa, więc możesz sprawdzić.
                  • maly_zlosliwiec Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 23:00
                    Powinnas byc jednak troche lagodniejsza. Moment temu same bylysmy nastolatkami.
                    Napewno pamietasz mnostwo rzeczy z tamtego czasu.

                    Robienie nadziei naiwnym dziewczynom to specjalnosc znudzonych facetow.
                    Ktos kto byl trzymany pod kloszem cale zycie nie ma pojecia o takich
                    rozgrywkach. To jak spotkanie z wytrenowanym lowca na polowaniu.

                    Rozumiem ze inaczej sie ocenia bliznich ale jej mlody wiek duzo tlumaczy.
                    Za to jego juz nic. Bo on swietnie wie co robi. Ona tez jest ofiara.
              • virtual_moth Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 22:58
                zmeczona100 napisała:


                > Nie tak dawno w radio był program o związkach- panowie się skarżyli, że
                > mając pozycję, pieniądze i władzę, trudno im znaleźć partnerkę na całe
                > życie, bo kobiety tylko patrzą na zawartość portfela. No i maja rację. A
                > jesli chcą miec przy sobie kobietę, która nie będzie od nich ciągnąć kasy,
                > to muszą szukac na innej półce- na tej z kobietami samodzielnymi, z dobrą,
                > ugruntowana pozycją. Ha, tylko jeszcze gdyby młodsze były, co nie?

                Czyli muszą szukać na DOLNEJ półcetongue_out Też mam podobne obserwacje. Zauważyłam tez coś takiego i sorry za lekki off top - obecnie rodzina, gdzie matka pracuje zawodowo, jest postrzegana jako będaca nizej w hierarchii społecznej. Nie wiem czy to dobrze, czy źle - w moim otoczeniu obserwuję prawie same niepracujące matki (minius kilka sztuk z kilkunastu), na które pracuje mąż. No i te matki to własnie ta górna półkasmile

                Po co w sumie o tym wspominam - po latach, po motylkach w brzuchu (na rozwój których oczywiście nie ma się wpływu, bo to zawsze jak grom z jasnego nieba, serce nie wybiera itd :p), a więc po latach, a nawet wczesniej, nawet do skrajnej niematerialistki i dziewczyny spędzajacej kazde wakacje za młodu pod namiotem dociera, że KASA JEST ISTOTNA. Niestety kasy jest mało, gdy trzeba alimentowac 3 dzieci + prawdopodobnie exżonę.
                Jednak jakos dziwnym trafem zawsze tacy goscie znajdują chętnesmile))
                • to.ja.kas Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 23:01
                  oooo tak, do wiedzy i uświadomienia sobie, że kasa JEST istotna sie dojrzewa.
                  Pewnego dnia budzimy sie i czujemy, ze nasz idealizm poszedł w pi..u i
                  uświadamiamy sobie, ze istna jest kasa...nie mniej a czasem bardziej niż inne
                  ważne rzeczy w naszym życiu wink
                  • virtual_moth Re: Ja, on i jego żona 25.06.10, 23:44
                    U mnie zbiegło sie to z czasem narodzin córki. Dostałam wtedy niezłego kopa w te klimatytongue_out
                    Moze dla autorki wątku jest nadzieja, jesli facet zarabia naprawdę dobrze. Znam z forum co najmniej 3 panie, które mają facetów z przeszłoscią i dziecmi, ale jst OK, poniewaz faceci zarabiają na luzie na 2 rodziny + spokojne życie. Exia daje popalic tylko przez pierwsze kilka lat (w/g moich skromnych obserwacji). To optymistyczne, prawdawink Częściej obserwuję fiksację ojców na punkcie dzieci, to jest realny macochowy problem. Facet nie radzi sobie z "weekendowym" wychowniem dzieci, często dochodzi do zbytniego pobłażania dzieciom ze względu na poczucie winy (rozwód, kochanka itd) co jest skrajnie desktrukcyjne zarówno dla dzieci, faceta jak i drugiej zony. Często tez po prostu olewa wychowanie dzieci z przemęczenia (w koncu 2 rodziny do utrzymania na głowie), a opiekę nad nimi w dni ojca sprawuje macocha. Problemów na tym punkce jest milion, więc jesli juz autorka watku wybada, ze stac faceta na utrzymanie 2 rodzin powinna zdac sobie sprawę, ze na 90% wystąpią problemy w związku z dziecmi faceta. No ale miłość nie wybierasmile))
    • dusinka1 Przykre ... 26.06.10, 00:57
      sarahoh napisał:

      > wysokie morale to kwestia bardzo dyskusyjna
      > Jestem osobą, która robi to, na co ma ochotę - taka nietzscheańska afirmacja ży
      > cia w połączeniu z brakiem sumienia smile
      > Wiedziałam, co oznacza znajomość z żonatym mężczyzną. Nie "ukradłam" go, nie "z
      > abrałąm" go sobie. On to robił całkowiecie dobrowolnie, to właściwie on przez k
      > ilka miesięcy się o mnie starał. Oboje wiedzieliśmy, co robimy.
      > Więc obecna "patowa" sytuacja była jak najbardziej do przewidzenia - doszłam do
      > takiego momentu, w którym trudno mi sobie cokolwiek racjonalizować dlatego bar
      > dzo jestem wdzięczna za każdy komentarz, nawet wszystkich porzuconych i wkurwio
      > nych żon.


      Czytam ten watek i zwyczajnie jest mi przykro. Ze sa takie puste bezwzgledne
      mlode dziewczyny. Dobrze wie o tym, ze mlodym cialem moze zakrecic zonatemu od
      lat facetowi w glowie. Bo stara zona, obarczona dziecmi i obowiazkami, nie ma
      porownania, nie ma szansy. Facet pobiegnie za seksem, za mlodym cialem ktore
      samo radosnie wpycha mu sie do lozka ... zaslepienie, zauroczenie i ... rodzina
      w gruzach, zona sie dowiaduje, dzieci przezywaja tragedie, bol ktorego autorka
      nie jest sobie w stanie wyobrazic ... Gdyby byla sobie w stanie wyobrazic, to by
      tego nigdy nie zrobila ...
      A ona to zrobila dla zabawy ... bo lubi sie zyciem afirmowac ...
      Czy taka jest dzisiejsza mlodziez ?
      Usmiecha sie, oznajmiajac ze nie ma sumienia ?
      Cieszy ja, ze jest przyczynkiem czyjegos wielkiego cierpienia ?
      Nie robi to na niej wrazenia ...

      Wy osadzacie tego mezczyzne, ze ona jest ofiara a on ten zly, niemoralny stary
      satyr ...
      A jesli on jest zwyklym przecietnym czlowiekiem, ktoremu rozwiazla i wyrachowana
      panienka zakrecila w glowie, dla ktorego to pierwsza zdrada i bedzie jej zalowal
      do konca zycia ? I dlatego przyznal sie zonie bo sam nie wie jak z zauroczeniem
      walczyc majac rodzine, dom i ... kochanke ktora umiejstnie go kusi urokiem
      beztroski i mlodosci ?
      A dla niej to przygoda i obecna wyrachowana kalkulacja rozkapryszonej
      egocentrycznej panienki jak sie wygodnie w zyciu ustawic czyims kosztem ? Nawet
      rozwalajac komus z rozmyslem rodzine gdzie jest troje malych dzieci ?
      Jak mozna byc tak bezmyslnie okrutnym czlowiekiem ?
      Ona go nie kocha, kalkuluje co jej sie oplaci...

      Gatunek ludzki bardzo nisko upadl ...
      • maly_zlosliwiec Re: Przykre ... 26.06.10, 02:01
        No nie moge... Naptrawde biedulek. Dorosly trzydziestokilkuletni facet.
        Ojciec dzieciom, maz zony, wzorwy obywatel. Przyszly radny a moze i burmistrz.
        Tylko jedna mloda zdzira zagiela parol na wzor cnot zeby miec go w domu dla siebie.

        Czy naprawde sadzisz ze ta dziewczyna nie miala nic innego do roboty ?
        Czaic sie tylko gdzie chowaja sie biedne misie z trojka dzieci.
        Ponizej dwojki nie schodzimy bo trojka to nasza sczesliwa liczba...

        Jak to jest do jasnej ... ze zawsze wieszamy psy na ofiarach.
        Latwiej , prawda ?

        Siedzi sobie znudzony facet i obserwuje co mu sie w okolicy kreci.
        Zawsze mlode i atrakcyjne dziewczyny mialy gigantyczne powodzenie.
        Nasza bohaterka jest mloda i glupia. Ale to facet jej glownym winowajca. Nie
        podobala mu sie zona i obowiazki - mogl cos zmienic przy pierwszym dziecku a nie
        organizowac sobie troje.

        A Ty masz u mnie przerabane. Bo sztuka jest wspierac mlode kobiety przez starsze
        i doswiadczone. A nie dokopywac i ponizac. Dziewczyna ma sie czegos nauczyc.
        Dostac rade od bardziej doswiadczonych.

        Nie zegnam.
        • dusinka1 Re: Przykre ... 26.06.10, 09:11
          Wspieram młode kobiety, czyli dzieci(pewnie maja dziewczynkę też) którym autorka
          bez chwili zastanowienia włazi między ojca i matkę i przyczynia się do rozpadu
          ich spokoju dzieciństwa i dorastania.
          Mam wspierać egoistyczne dwudziestokilkulatki o mentalności prostytutki?
          Kalkulujące sobie czy jak facet już pozbędzie się rodziny to im się to opłaci bo
          lubią życie na dobrym poziomie? Daj spokój... Tego typu panienki sobie świetnie
          w zyciu zawsze poradzą.
      • glasscraft Re: Przykre ... 26.06.10, 08:33
        Mysle, ze od kiedy czlowiek istnieje, istnieja osoby (plci obojga),
        ktorym znajdowanie partnera w osobie juz, nazwijmy to "zajetej" nie
        stanowi zadnego problemu i nie wiaze sie z naruszaniem - dla nich
        samych- jakichkolwiek zasad, tabu (jakkolwiek by sie to nazwalo).
        Nie sadze, zeby to byla przywara mlodziezy 21 wieku, teraz po prostu
        jest latwiej dostac rozwod, chyba nie wiaze sie to juz z negatywna
        opinia spoleczna, wiec po prostu slyszy sie o tym czesciej.

        Co do autorki i tego pana - po pierwsze obydwoje sa winni, bo on nie
        powinien latac za kieckami kiedy ma jedna w domu, a ona nie powinna
        ukladac sobie zycia burzac zycie innej kobiety i dzieci. Po drugie -
        facet (akurat ten) jest jescze bardziej winny, bo robi z bardzo zlej
        sytuacji jeszcze gorsza. Rani obydwie kobiety - zonie opowiadajac,
        ze kocha inna ale ciagle siedzac w domu (dajac jej chyba tym
        nadzieje, ze moze mu przejdzie i wszystko bedzie dobrze) oraz
        autorke watku, bo siedzi ciagle w zwiazku, z ktorego chce niby wyjsc
        zeby z nia byc. Pewnie dlatego, ze tak jest wygodniej - zona w domu,
        uprane skarpetki i uprasowane koszule i dziewczyna na boku do
        romantycznych uniesien i wygniecionych przescieradel. Moralnie cala
        sytuacje oceniajac (nie tylko fakt zdrady malzenskiej) facet wyglada
        gorzej niz ona.

        P.S. Skoro zonie sie przyznal (chociaz czy na pewno?) to nie sadze,
        zeby ona dala mu blogoslawienstwo na latanie do kochanki na numerek
        i wracanie do domu na kolacje. Wiec zakladam, ze padly jakies
        obietnice na temat przemyslenia sprawy, zerwania (zgaduje bo wydaje
        mi sie to logiczne) z kochanka... Gdyby z jego strony bylo to
        zakochanie, to nie sadze zeby mial probley z zapakowaniem
        szczoteczki do zebow i wyfruniecia z domu, tylko zeby z nowa milscia
        byc. Bo tak chyba dziala brak rownowago chemicznej w mozgu zwany
        miloscia.
        • dusinka1 Re: Przykre ... 26.06.10, 09:22
          Oczywiscie ze facet jest winny zdrady. Wcale nie musi byc tak jak tu sie
          twierdzi, ze jest wytrawnym zdradzaczem, ktory zdradza na prawo i lewo i gdyby
          nie trafila sie autorka to by zdradzal z jakas inna. Majac troje dzieci wcale
          nie latwo podjac decyzje o ich porzuceniu nawet jak sie ktos zakocha po uszy.
          Autorka chciala tego romansu. Chciala, nikt jej nie zmuszal. Nie przeszkadzalo
          jej, ze jest zona, rodzina, dzieci, zobowiazania. Postanowila sie zabawic, moze
          postanowili sie zabawic oboje.
          Facet jej nie oklamal, nie wciskal kitow ze tej rodziny nie ma. Nie
          zmanipulowal, bo wiedziala w co wchodzi. Dla niej to pikus, ze wskakuje do
          lozka komus kto ma zone, z ktora mieszka, kto ma TROJE MALYCH DZIECI!!! Nie ma
          problemu z wyobrazeniem sobie, ze facet te dzieci zostawia z zona i przenosi sie
          do niej. Przeszkadza jej tylko, ze zona jest nerwowa i sie awanturuje.......
          Glupota i egoizm jest porazajacy.
          • glasscraft Re: Przykre ... 26.06.10, 09:35
            dusinka1 napisała:

            > Majac troje dzieci wcale nie latwo podjac decyzje o ich porzuceniu
            nawet jak sie ktos zakocha po uszy.

            Tu sie nie do konca zgodze - moj znajomy ma czworke dzieci,
            ktore "stracil" w rozwodzie na wlasne zyczenie, bo sie zakochal...
            tyle ze nowa narzeczona jak sie dowiedziala, ze zona podjela za
            niego decyzje, to przestala byc narzeczona bo nie miala ochoty na
            zwiazek (i nie daj Bog macochowanie) tylko na troche rozrywki plus
            oplacone wydatki. Potem zakochal sie jescze raz w pannie o 18 lat
            mlodszej i nie ma czasu na dzieci, bo panna jest wymagajaca
            finansowo i czasowo. Wiec trudno nie bylo, wiem bo mialam to na
            bierzaco i ani razu serce mu nie pekalo z powodu dzieci.
            • dusinka1 Re: Przykre ... 26.06.10, 09:50
              To dowodzi, ze sa rozni ludzie, nie podlegaja jednemu schematowi. Bo jeden
              chetnie by porzucil zone ale nie chce porzucic dzieci wiec woli zostac w tym co
              jest, a inny odejscie od zony traktuje jako rezygnacje z dzieci i odzyskanie
              naleznej mu wolnosci od obowiazkow.
              wracajac jeszcze do tego, ze nie tylko teraz byly zdrady i romanse, tak masz
              racje. Dawniej jednak kochanka znala swoje miejsce, mogla dawac i dostawac
              seks, uczucia, prezenty, ale nie dostawala prestizu spolecznego jakie dawalo
              malzenstwo i nie bylo praktycznie szans zeby ktos dla kochanki rozwodzil sie.
              kiedys malzenstwo, rodzina z dziecmi, miala wartosc nadrzedna, teraz wartosc ma
              zaspakajanie swoich potrzeb niewazne czyim kosztem, samorealizacja, itd. Wiele
              rodzin sie rozpada bo ktos pobiegl za seksem i zludzeniami. A po roku nowego
              zwiazku okazuje sie ze to nic nie bylo warte. Kochanki sypiaja z zonatymi
              mezczyznami i od razu wyobrazaja sobie siebie jako ich przyszle zony, dlatego,
              ze zaliczyly z kims seks.
              • glasscraft Re: Przykre ... 26.06.10, 10:57
                dusinka1 napisała:

                > Dawniej jednak kochanka znala swoje miejsce, mogla dawac i dostawac
                seks, uczucia, prezenty, ale nie dostawala prestizu spolecznego
                jakie dawalo malzenstwo i nie bylo praktycznie szans zeby ktos dla
                kochanki rozwodzil sie. kiedys malzenstwo, rodzina z dziecmi, miala
                wartosc nadrzedna...

                Nie - kiedys wartoscia nadrzedna w takiej sytuacji bylo "co ludzie
                powiedza". I - wybacz - ale dla mnie w sytuacji, kiedy facet mial na
                boku kochanke/ki, to rodziny i malzenstwa juz nie bylo, tylko ich
                parodie, tylko i wylacznie dla zachowania statusu spolecznego.
                • bramstenga Re: Przykre ... 26.06.10, 14:53
                  ale dla mnie w sytuacji, kiedy facet mial na
                  > boku kochanke/ki, to rodziny i malzenstwa juz nie bylo, tylko ich
                  > parodie, tylko i wylacznie dla zachowania statusu spolecznego.

                  Dla Ciebie - owszem. Bo w tej chwili w związkach fetyszyzuje się wierność
                  seksualną. Dawniej w małżeństwie kładło się nacisk na co innego (był to bardziej
                  kontrakt społeczny, niekoniecznie zaspokajający potrzeby emocjonalno-erotyczne).
                  Nie wartościuję, zauważam po prostu.
                  ~bramstenga
          • glasscraft Re: Przykre ... 26.06.10, 09:45
            Nikt tu chyba nie probuje autorki wybielic, bo od faktu ze ma romans
            z zonaty mezczyzna uciec sie nie da. Tez uwazam, ze jej oswiadczenie
            robie co chce i mnie nie obchodzi, kto na tym cierpi jest nie do
            zaakceptowania, ale poniewaz jej doswiadczenie zyciowe jest na razie
            minimalne - wydaje mi sie, ze zycie ja nauczy, ze tak sie nie da na
            dluzsza mete.
            Natomiast jej facet zachowuje sie teraz ("po" zdradzie) jak ostatni
            fiut, za przeproszeniem, chcialoby by sie miec ciasteczko i
            jednoczesnie je zjesc. Zalozmy, ze sie zakochal i chce od zony
            odjesc do autorki - czy powinien kontunuowac oszukiwanie zony i
            dzieci, udawac przed dziecmi, ze wszystko jest w porzadku i maja
            cacy tatusia? Zalozmy, ze sie zakochal ale nie jest w stanie
            zostawic dzieci bez ojca - czy powinien do kochanki latac i pierdoly
            jej opowiadac, jak to ja kocha ale dzieci... Facet ma "best of
            both" - oprane i ugotowane oraz skok na bok. To Twoim zdaniem nie
            jest upadniecie tak nisko, ze trzeba by bylo sie czolgac zeby do
            tego samego poziomu zejsc?
            • dusinka1 Re: Przykre ... 26.06.10, 10:02
              Tu jest pytanie, czy facet by sie rozwiodl, gdyby kochanka nie dala mu sygnalu,
              ze jest gotowa na jego przyjecie jesli tylko bedzie wolny. Uwazam, ze sam z
              siebie by sie nie rozwodzil, moze zwiazek z zona by sie rozpadl w innym
              terminie, a moze przetrwaja chwilowy kryzys i facet sie opamieta a zona wybaczy.
              Dopoki kochanka go neci soba, jest otwarta na niego i swoja dostepnoscia
              zacheca do rzucenia rodziny, zawsze wypachniona, mloda, nie obardczona
              obowiazkami, patrzaca na niego slodko, to facet leci jak mucha do lepu. A
              kochanka sama z siebie nie ma ochoty z niego rezygnowac, choc pod skora zdaje
              sobie sprawe, ze i tak im nie wyjdzie i tego faceta niedlugo rzuci, bo za duzo
              ma zobowiazan. Caly czas pozwala mu ze soba byc i utrzymuje go w przekonaniu,
              ze jak sie rozwiedzie to z nim bedzie. Moze facet wcale nie jest pewny ze
              dziewczyna mu jakiegos numeru nie wytnie wiec zwleka z decyzja, bo jak sie
              zacznie rozwodzic to juz nie bedzie odwrotu, straci rodzine, zyska tylko
              klopoty, a tego typu kochanka go wystawi za drzwi bez sentymentow.

              Co do mlodosci autorki... myslisz, ze dwudziestoparolatka ktora sypia z kim ma
              ochote jest taka niedoswiadczona? Przypuszczam, ze jest doswiadczona w mesko
              damskich sprawach i niuansach o wiele bardziej niz 30latka z poprzedniego
              pokolenia.
              • glasscraft Re: Przykre ... 26.06.10, 10:20
                Nie chodzi mi o doswiadczenie seksualne - na pewno sa 16-latki ktore
                mogly by i mnie i Ciebie niejednej rzeczy nauczyc smile
                Chodzi mi o to, ze w tym wieku wydaje jej sie, ze jest nie do
                ruszenia, ze nie ma znaczenia co robi bo i tak bedzie na topie...
                dlaczego - dlatego, ze ma mloda skore i moze tanczyc przez cala noc
                i rano isc do pracy bez sladu zmeczenia. Z pewna obawa, ze zabrzmie
                jak moja wlasna babka (bo tez do tych mlodych, no dobra
                niekoniecznie bardzo mlodych ale ciagle zywotnych tongue_out sie zaliczam) -
                mlodosc jest pazerna i samolubna. 20 latka nawet nie pomysli o tym,
                ze za 10, 20... lat moze ja dopasc taka sama przypadlosc jaka
                dopadla zone tego pana - czyli wymiana jej na mlodszy model... to
                nie znaczy, ze nalezly wszyskie panny sypiajace z "mezami i ojcami"
                poglaskac po glowce i cmokac ze wspolczuciem, bo sa mlode i nie maja
                doswiadczenia bo w tym wieku ludzie maja just od dluszczego czasu
                zakodowane pojecie dobra i zla.
              • sarahoh Re: Przykre ... 26.06.10, 18:53
                > Tu jest pytanie, czy facet by sie rozwiodl, gdyby kochanka nie dala mu sygnalu,
                > ze jest gotowa na jego przyjecie jesli tylko bedzie wolny.
                Tak, odszedłby od niej - z rozwodem już wiecie jak jest

                Dopoki kochanka go neci soba, jest otwarta na niego i swoja dostepnoscia
                > zacheca do rzucenia rodziny, zawsze wypachniona, mloda, nie obardczona
                > obowiazkami, patrzaca na niego slodko, to facet leci jak mucha do lepu

                Nie jestem "dostępna" - spotykamy się, od dłuższego już czasu nie sypiamy ze sobą. Ja czasami idę na randkę, mam swoje sprawy. Nasze kontakty ograniczają się obecnie do wypicia razem herbaty, wymianie maili.

                • zmeczona100 Re: Przykre ... 27.06.10, 19:38
                  sarahoh napisał:


                  > Nie jestem "dostępna" - spotykamy się, od dłuższego już czasu nie
                  sypiamy ze so
                  > bą. Ja czasami idę na randkę, mam swoje sprawy. Nasze kontakty
                  ograniczają się
                  > obecnie do wypicia razem herbaty, wymianie maili.

                  Nie ściemniaj- gdyby to był ten etap, to nie rozważałabyś, czy będzie mieć
                  czas dla Waszego wspólnego dziecka.
      • mayenna Re: Przykre ... 26.06.10, 10:03
        W zdradzie nie koniecznie chodzi o młode ciało.
        Wydaje mi się ,że raczej o to jak kochanka go postrzega: jest fantastyczny, ona
        go chce i to okazuje.Żona po kilkunastu latach wspólnego życia na pewno takiego
        entuzjazmu odnośnie pana nie ma.Poza tym często ludzie w małżeństwach żyją jak
        przyjaciele lub sąsiedzi.Brakuje więzi, brakuje seksu...
        Nic z tym nie robią, a potem okazuje sie że jest ktos trzeci.

        Rozumiem że można zakochać się bez pamięci i sprzeniewierzyć wszelkie zasady,
        ale rzuca się wtedy wszystko i idzie za głosem serca.
        Tu obie strony świwtnie kalkuluja co im się najbardziej opłaca....
      • enesta Re: Przykre ... 26.06.10, 10:27
        dusinka1 napisała:
        > A dla niej to przygoda i obecna wyrachowana kalkulacja
        rozkapryszonej
        > egocentrycznej panienki jak sie wygodnie w zyciu ustawic czyims
        kosztem ? Nawet
        > rozwalajac komus z rozmyslem rodzine gdzie jest troje malych
        dzieci ?
        > Jak mozna byc tak bezmyslnie okrutnym czlowiekiem ?
        > Ona go nie kocha, kalkuluje co jej sie oplaci...


        I większość Pań wypowiadających się tu akceptuje ten sposób myślenia-
        i to jest upiorne.
        • glasscraft Re: Przykre ... 26.06.10, 10:39
          Jezeli moge - tylko we wlasnym imieniu bo nie mam upowaznienia do
          opowiedzi za kogos innego - nie akceptuje takiego myslenia zupelnie,
          uwazam, ze autorka jest samolubna i jej zachowanie jest moralnie
          naganne, tak samo jak zachowanie tego faceta i kazdej innej osoby,
          ktora wiaze sie albo ma plany w stosunku do kogos pozostajacego w
          zwiazku (i fakt, ze zwiazek ten sie sypie albo jest daleki od
          doskonalosci nie jest dla mnie zadnym usprawiedliwieniem, bo to te
          dwie osoby powinny zadecydowac o jego zakonczeniu albo naprawie - to
          w idealnym swiecie). Doradzanie autorce, zeby z tego szamba
          uciekala nie ma nic wpolnego z akceptowaniem jej zachowania - to
          samo doradzilabym zonie tego faceta, bo jest on dla mnie mega
          zlamasem, samolubnym dupkiem dbajacym o swoja wygode krzywdzacym
          wszystkich w tym chorym ukladzie.
    • kowalka33 Re: Ja, on i jego żona 26.06.10, 13:46
      moja droga Saro-pozwól że tak cię nazwę, facet to nie rower nie mozna go ukraść,
      wrogiem małżeństwa nie jest kochanek czy kochanka a samotność nuda ,
      niedopasowanie ...Naturalnie dotyczy to normalnych osob a nie ludzi
      romansujacych naookoło bo tacy zdradzać będą zawsze.
      Ale człowiek który opuścił swoja rodzinę i dzieci (a współmałzonek nie dał na to
      zgody)jest dla mnie świnią -mozna naturalnie z nim być ale nie można już moim
      zdaniem pokładać nadziei na to że będzie przy nas zawsze, w każdej
      sytuacji.Ludziom wydaje się ze dzieci nie odczuwają braku rodzica bo sa
      alimenty, widzenia(okropne słowo), to mało , zaangazowanie rodzica w rodzinę nr
      2 sprawia automatycznie że nr 1 spada na dalszy plan. Myślę ze to pytanie czy
      warto możesz zadać na forum macochy-tam wiedzą czym są naprawdę alimenty,
      problemy z dziećmi, jak wygladają relacje z teściami(bardzo często wcale nie
      wygladają). Ja chciałabym zwrócić ci uwagę na jeden aspekt który ostatnio
      uwidocznił sie w mojej rodzinie a mianowicie różnicę wieku, z poczatku nic to
      nie znaczy ale z czasem, starzenie się człowieka inne doświadczenia brak
      doswiadczeń wspólnych problemy ze znajomymi, zazdrość to wszytsko co was czeka.
      Saro czy twój tato był i jest obecny w twoim zyciu ?
    • maly_zlosliwiec Re: Ja, on i jego żona 26.06.10, 17:41
      W sumie musze sie z Wami zgodzic we wszystkim. Tyle ze myslenie obydwojga ma pewnie inny tok niz nam sie wydaje.
      Moje rady byly dla dziewczyny. Zupelnie inne bylyby dla zony.
      Ciekawostka jest dla mnie inna rzecz.

      Kiedy bylam nastolatka, wokol bylo mnostwo pieknych mlodych kobiet.
      Bez skrepowania mialy romanse i inne przygody z zonatymi. W pewnymi momencie schematem bylo myslenie ze to ta wredna zona wykancza biedaka, a on jakos tam sie ratuje.
      Widzialam tez schemat podrywania. Zazwyczaj prezenty lub niespodzianki ktore nie przyszlyby do glowy rowiesnikom.
      Poza tym jeszcze jedna rzecz -"prestiz" ze zostalo sie zauwazonym przez kogos starszego, majetniejszego.
      Koncowki zwiazkow byly rozne. Zazwyczaj panowie wracali do zon.
      Po prostu musicie wiedziec ze myslenie o cudzej zonie i dzieciach ktorych sie nie zna to abstrakcja. W tym wieku jeszcze ludzie nie rozumieja wielu rzeczy.

      Z moralnego punktu widzenia to wogole niedpuszczalne i nieakceptowalne. Dlatego dawniej raczej sie z tym kryto a nie obnoszono. Nie wspominalam o ocenie postepowania bo wiedzialam ze zrobi to inni. Latwiej sie steruje kims kompletnie naiwnym ktory nie wie w co sie pakuje. Mam nadzieje ze facet sie opamieta. Zona moze przebaczy choc nie zapomni. Ale bohaterka niech wyciaga wnioski bo jest przegrana na starcie.
      • sarahoh Re: Ja, on i jego żona 26.06.10, 18:38
        Nie jestem głupia,, nie puszczam się. Tak, mam doświdaczenie w sprawach damsko-męskich, oczywiście nie jakieś wielkie, ale mam. Od kilku lat żyję już sama, jestem dojrzałą osobą.
        Choć wielu z Was to ubawi, to naprawdę schemat młoda laska+kryzys wieku średniego do tej sytuacji nie pasuje.
        Rzeczywiście, on chciałby się rozwieść nie raniąc żony, nie chce zostrzać sytuacji z nią, bo boi się, że ona ograniczy jego kontakty z dziećmi.
        Czy kalkuluję? Naprawdę żadna z Was by nie kalkulowała na moim miejscu? Trójka dzieci, awanturnicza żona... On chce od niej odejść, ale jednocześnie nie ranić... No nie kalkulowałybyście?!
        • dorata351 Re: Ja, on i jego żona 26.06.10, 19:44
          Możesz mu spokojnie powiedzieć, ze bardziej niż już to zrobił, jej nie zrani,
          więc niech się tym nie przejmuje. Wiem co piszę, bo zdążyłam to przeżyć.
          A Ty dziewczyno uciekaj z tego bałaganu póki czas. Za to co robisz nie pałam do
          Ciebie sympatią, jesteś mi zupełnie obojętna, chociaż Twoje stwierdzenia na
          temat jego awanturniczej żony mnie wkurzają. Nie pomyślałaś, że Ty miałaś czas
          żeby przemysleć sytuację, a ona mogła się dowiedzieć o jego romansie z
          zaskoczenia, targaja nią być może, a prawie na pewno emocje. Kiedyś pewnie
          będzie sobie miała za złe, że fatygowała się i wrzeszczała na Ciebie, zamiast
          wywalić misia na zbity pysk. Zda sobie sprawę, że atakowanie Ciebie to babranie
          się razem z Wami w rynsztoku.
        • maly_zlosliwiec Re: Ja, on i jego żona 26.06.10, 23:56
          Nie bardzo rozumiem co tutaj jest do kalkulowania.
          Swiat nie konczy sie na jednym facecie, chocby niewiadomo jak cudownym.
          Nie jest Ci szkoda swojej wolnosci ? Nigdy nie bedziesz miec go dla siebie.
          Chcesz sie nim dzielic ? Jestes na to gotowa ?
          • maly_zlosliwiec Re: Ja, on i jego żona 27.06.10, 07:27
            Ja sie juz zegnam. Szkoda mi tylko tylu nieszczesliwych osob.
            Dziewczyno ! Bedziesz wiedziala co dla Ciebie jest najlepsze w okolicach trzydziestego roku zycia. Wtedy pewna dojrzalosc pozwala na inna perspektywe. Wiekszosc moich znajomych wlasnie wtedy sie rozwodzi.
            Bo wreszcie wiedza czego sami chca.
            Razem dochodzi sie do pewnych sukcesow. Razem podejmuje sie pierwsze powazne decyzje. Ciebie to ominie bo partner to wszystko juz przeszedl.
            Tzn ze on wie wszystko lepiej i to on bedzie glownodowodzacym.
            Nie zrobi tez juz oszalamiajacej kariery ani zadnych spektakularnych rzeczy. Powod - brak czasu i dwa domy.
            Kiedys zrozumiesz ze lojalnosc to bardzo porzadana cecha.
            Zycze Ci dobrych decyzji, ktorych sie nigdy nie zaluje.
        • panda_zielona Re: Ja, on i jego żona 27.06.10, 21:38
          Naprawdę żadna z Was by nie kalkulowała na moim miejscu? Trójka
          > dzieci, awanturnicza żona... On chce od niej odejść, ale
          jednocześnie nie ranić
          > ... No nie kalkulowałybyście?!

          Wiedząc,że facet ma trójkę dzieci,jak sobie wyobrażasz odejście bez
          zranienia,no tak głupia to chyba nie jesteś?.
          Po zapłaceniu alimentów na dzieci,a być może i żonę niewiele mu
          zostanie.No chyba że jakiś krezus jest,to rozumiem Twoje
          zaangażowanie.
      • malahitka ? ? 27.06.10, 20:00
        > Kiedy bylam nastolatka, wokol bylo mnostwo pieknych mlodych kobiet.
        > Bez skrepowania mialy romanse i inne przygody z zonatymi.



        Poważnie ? ? To chyba jakies galerianki a nie dziewczyny wychowane w domach na
        poziomie . .
        To ja z innego świata jestem . Kiedy byłam nastolatką , wokoło było mnóstwo
        młodych , pięknych dziewczyn , które miały chłopaków równolatków , zdawały na
        studia , rozwijały sie intelektualnie , najczęsciej na studiach lub zaraz po
        studiach wychodziły za mąż za któregoś z kolegów i zakładaly rodzinę . U mnie w
        akademiku na kilka pięter razy była jedna sławna "puszczalska" o której wszyscy
        wiedzieli że chętnie z jakimiś majątnymi przystojniakami . . dziewczyna bardzo
        ładna i widać było , ze kasy jej nie brakowało . Pozostałe miały stałych
        chłopaków lub już mężów a czasem były same .
        Środowisko w którym młode dziewczyny bez skrępowania romansują z żonatymi
        facetami dla sportu to dla mnie jakaś patologia . . . Dla mnie żonaty facet jest
        aseksualny , musieliby wszyscy wolni wymrzeć żebym pomyślała by tknąć żonatego . .
        • sarahoh Re: ? ? 27.06.10, 20:08
          Tylko że to nie było i nie jest dla sportu, nie nazwałabym tego przygodą. My się naprawdę w sobie zakochaliśmy, kochamy się. Sytuacja jest ciężka i dlatego tak cenne są dla mnie Wasze komentarze.
          Wiem, że wszystkie 'racjonalne' argumenty mówią, żeby się wycofać i dać sobie spokój. Serce mówi co innego. Na tym polega problem. Więc próbuję kalkulować, zniechęcać się, przedstawiliście mi chyba kilkanaście powodów, dla których nie warto. A jednak to nie jest takie proste...
          • panda_zielona Re: ? ? 27.06.10, 21:29
            A mnie się wydaje,że szukasz za wszelką cenę argumentów za i mimo
            cenności komentarzy i tak wpakujesz się w ten związek,a za jakiś
            czas będziesz pisać może na macochach,może tu,że Twój luby za często
            kontaktuje się z dziećmi z pierwszego małżeństwa,za wysokie alimenty
            płaci itd. i itp.Jednak to Twój wybór i sama wypijesz piwo,którego
            nawarzysz.

            • glasscraft Re: ? ? 27.06.10, 21:38
              Ubieglas mnie smile
              • panda_zielona Re: ? ? 27.06.10, 22:24
                glasscraft napisała:

                > Ubieglas mnie smile

                smile
                Widzę,że nie jestem odosobniona w swoim myśleniu smile
          • glasscraft Re: ? ? 27.06.10, 21:37
            Moze sie co do Ciebie myle, ale cos mi sie wydaje, ze i tak bedziesz
            to ciagnac, bez wzgledu na to, co na ten temat uslyszysz. Pewnie
            bedzie c.d. w stylu NM nie ma dla mnie czasu, pasierby nie mnie
            lubia i on nie chce wspolnego dziecka... plus za troche dluzszy
            czas - co mam robic, on ma romans z niania... albo jakies w tym
            stylu smile
            • sarahoh Re: ? ? 29.06.10, 18:35
              Nie wiem co będzie, jak już pisałam, doszłam do takiego momentu, w którym nie jestem w stanie podjąć decyzji. Zazwyczaj nie mam z tym problemyu, teraz mnie to przerasta. Zdecydowałam się na razie na wyjazd na 3 tygodnie, wrócę może nabiorę tzw. dystansu, jego sprawy może też się ruszą (w jedną albo w drugą stronę, nie nastawiam się na nic). Ufam mu, wiem, że mnie kocha, ale nie wiem, czy nie zdecyduje się kontynuować tego małżeństwa, bo dzieci rozpaczają za tatą.
              • dorata351 Re: ? ? 29.06.10, 20:35
                A może żonę też kocha i sie biedak zdecydować nie może. Zawsze możesz mieć
                nadzieję, że kobieta się otrząśnie i wywali pana za drzwi, a wtedy będzie tylko
                Twój. Problem tylko jak znajdzie sobie następną, która również mu mocno zaufa.
                • sarahoh Re: ? ? 29.06.10, 21:24
                  Być może, na pewno o nią dba, mimo że im się nie układa to chce dla niej dobrze - w końcu to matka jego dzieci.
                  • laura_fairlie Re: ? ? 29.06.10, 23:29
                    Albo dba, albo okłamuje was obie. Cały czas wiesz tylko tyle, ile on
                    ci powie. A może żonie powiedział,żeś mu się narzucała i skończył tę
                    krótką przygodę. A tak ogólnie to ma dużo pracy. No i potrzebuje
                    czystych skarpetek.
                    A tobie zapodaje glodne kawałki nt. dlaczego nie może teraz zostawić
                    żony. Argument o rozpaczy dzieci jest jak znalazł. Ma dobre alibi.
    • maly_zlosliwiec Re: Ja, on i jego żona 30.06.10, 01:01
      Dziewczyny mają rację. Jesteś tak "urobiona" psychicznie przez niego że Jesteś
      bezwolna. Miałam sobie już darować ale jedno pytanie mnie gnębi. Co on takiego
      ma w sobie że tak bardzo Jesteś zaangażowana.
      Czy jest przystojny, inteligentny, mądry ? Jaki jest ?
      Wybitny w jakiejś dziedzinie ? Arystokrata ?

      Co ma takiego ojciec trójki dzieci że aż kalkulujesz co Ci da ta znajomość. Bo
      milionerem nie jest jak sama stwierdziłaś. Nie wyjeżdżaj na trzy tygodnie tylko
      na trzy miesiące. Zmien numer telefonu i Zobacz czy on dalej na Ciebie czeka czy
      nie. To nie jest kryzys wieku średniego.

      Na koniec powiem Ci o jednym sekrecie.
      W większości przypadków kariera faceta oznacza wybitną żonę, która ma takie
      pomysły i daje takie wsparcie że nawet przeciętny facet może być fenomenalny.
      Tyle że życie jest brutalne i bez tej żony już tak różowo nie będzie.
      O fantazji facetów już nie wspomnę bo znałam jednego agenta obcego wywiadu z
      czarnym pasem karate i innymi osiągnięciami. Weryfikacjia była bolesno -
      komiczna dla nas obojga.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja