czy rozwód?

29.06.10, 12:13
20 lat po ślubie, żona pracowała tylko przez pierwsze kilka lat, potem
uznała, że praca nauczycielki jest zbyt stresująca, a zwrot z podatku
tożsamy z jej wynagrodzeniem, więc zajęła się domem.Średnio zresztą, ale
to mi nie przeszkadzało. Mamy dwójkę dzieci-jedno po maturze, drugie w
szkole podstawowej. Żona czas spędza głównie w internecie i na zakupach,
mimo moich namów nie jest zainteresowana podjęciem jakiejkolwiek pracy.
Praktycznie przestaliśmy ze sobą rozmawiać, o współżyciu nie ma mowy, od
jakiegoś roku-sex przestał ją interesować. Mimo konsekwencji związanych z
dziećmi, zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie, chociaż cały czas biję się
z myślami.
    • tautschinsky Re: czy rozwód? 29.06.10, 12:24
      bluemoo napisał:

      > 20 lat po ślubie, żona pracowała tylko przez pierwsze kilka lat, potem
      > uznała, że praca nauczycielki jest zbyt stresująca, a zwrot z podatku
      > tożsamy z jej wynagrodzeniem, więc zajęła się domem.Średnio zresztą. Żona czas spędza głównie w internecie i na zakupach,
      > mimo moich namów nie jest zainteresowana podjęciem jakiejkolwiek pracy.
      > Praktycznie przestaliśmy ze sobą rozmawiać, o współżyciu nie ma mowy, od
      > jakiegoś roku-sex przestał ją interesować.




      Czas działać. Używasz "aparatu gębowego", że powtórzę za jedną z forumowiczek i mówisz swojej żonie, że nie odpowiada ci jej życie na twój koszt. Żona odmawia ci współżycia. Nie rozmawiacie z sobą. Co was wtedy łączy? Dzieci. Ją z tobą twoje zarobki. Standardowo można poradzić psychoterapię małżeńską - może to przemówi do żony, ale też nie zdziwiłbym się, jeśli odmówi uczestniczenia w niej. Na pewno musisz być konsekwentny w swoich oczekiwaniach wobec żony. Absolutnie nie daj sobie wmówić, że skoro jesteś mężczyzną, głową rodziny to twój "psi obowiązek" pracować na żonę. Żona ma konkretne wykształcenie, brakuje jej tylko chęci.

      Na początek poważna rozmowa. Zaproponuj terapię małżeńską jako pośrednictwo rozmowy między wami to dobre rozwiązanie.
      • mayenna Re: czy rozwód? 29.06.10, 13:16

        Nie bardzo wiem co jest problemem: brak pracy żony, brak seksu czy jej sposób na
        spędzanie wolnego czasu?
        terapia małżeńska jest na pewno dobrym rozwiązaniem, ale trzeba wiedzieć
        konkretnie co Ci przeszkadza w małżeństwie.
        Wydaje mi się że Wy macie za mało wspólnych spraw. Za mało jesteście razem.
        • tautschinsky Re: czy rozwód? 29.06.10, 13:39
          mayenna napisała:

          >
          > Nie bardzo wiem co jest problemem: brak pracy żony, brak seksu czy jej sposób n
          > a
          > spędzanie wolnego czasu?


          Wymienił, co jest problemem:

          - że żona nie chce podjąć pracy
          - nie chce się z nim kochać
          - że nie rozmawiają ze sobą
          - a jej czas zdaje się być aż nadto wolny,
          bo widuje ją wciąż przy komputerze...

          ...i bym się nie zdziwił, że za tym nadmiernym
          korzystaniem z netu i niechęcią rozmowy z tobą
          a tym bardziej odrzucanie cię jako mężczyzny
          krył się jakiś netowy znajomy.
          • mayenna Re: czy rozwód? 29.06.10, 17:59
            On najpierw napisał, że w sumie nie wie czy chce żeby ona pracowała, potem ja
            namawia do podjęcia pracy...Dlatego pytam: czego on chce?
            Poza tym wbrew pozorom żona nie tylko siedzi w internecie i chodzi po zakupy.To
            ostatnie też niekoniecznie jest przyjemnością.
            Internet służy także do wielu spraw i nie musi oznaczać romansu. Mężczyźni swój
            wolny czas często spędzają grając w gry i jakoś nikt nie robi z tego takiego
            larum jak tutaj....
            Rozmowy może inicjować także mąż.
            Kobieta ma w domu co robić jeśli tylko jej się chce. Tej pracy z reguły nie
            widać a chłop przychodzi i wydaje mu się że ona cały dzień po sklepach lata.
            Poza tym praca nauczyciela jest specyficzna i jak pani wróci do niej to może być
            gorzej. Możliwe że po całym dniu gadania nie będzie nadal miała ochoty na
            rozmowy, że będzie zmęczona i obowiązki domowe zechce podzielić na pół. O seksie
            się nie wypowiem bo moim zdaniem jak pożycie jest fajne, sprawia radość i
            przyjemność to nikogo do niego nie trzeba namawiać.

            Dlatego dopytuję czego on chce? czego oczekuje? Zanim podejmie decyzję o
            rozwodzie niech się zastanowi nad tym. Wymiana zony może nie rozwiązać problemów.
            • jarkoni Re: czy rozwód? 29.06.10, 18:16
              mayenna napisała:
              Internet służy także do wielu spraw i nie musi oznaczać romansu. Mężczyźni swój
              > wolny czas często spędzają grając w gry i jakoś nikt nie robi z tego takiego
              > larum jak tutaj....

              Nie gram w żadne gry, nigdy, nie bawi mnie to, nie jestem mężczyzną?
              A wspomniane zakupy - pewnie chodziło o dźwiganie kartofli, tylko babskie
              przyjemne kupowanie.
              PS. Ja kupuję i kupowałem zawsze hurtowo do domu: kartofelki na worki, woda
              mineralna czy inne soki na zgrzewki itp. I dźwigam ja.
              • mayenna Re: czy rozwód? 29.06.10, 19:17
                Każdy z nas ma inne doświadczenia. u mnie w małżeństwie robienie zakupów
                wyglądało inaczej. Głownie dlatego że byłam w domu i miałam czas.Do sklepu tez
                nie było daleko...Ale zawsze nazbierało się trochę, Tu rodzina ma 4 osoby: jak
                myślisz, ile tych zakupów trzeba codziennie przynieść?
                Same bułki, chleb, mleko, coś do kanapek, coś na obiad, warzywa...Inne rzeczy
                też trzeba kopić. Chłopak w wieku szkolnym raczej szybko rośnie i niszczy
                ubrania..Wyrasta z nich.Jak swoim kupuję spodnie to czasem pól miasta muszę
                przeszukać bo oni niewymiarowi są.A to można podciągnąć pod "chodzi na zakupy"...

                Jeśli nie rozmawiają ze sobą to on nie wie jak wygląda jej życie. Co ona tak
                naprawdę robi.On nic o niej nie wie, a chce rozwodu. Na dobrą sprawę nie wiadomo
                nawet czemu.
                Dla mnie to klasyczna sytuacja poprzedzająca zdradę mężczyzny. Jest mu źle w
                związku ale nie potrafi określić czemu to życie przestało go satysfakcjonować.
                Nie zmienia niczego, nie próbuje dotrzeć do żony, ale ucieka. Tu w rozwód, a
                inni w romans.

                • tautschinsky Re: czy rozwód? 29.06.10, 19:27
                  mayenna napisała:

                  > Jeśli nie rozmawiają ze sobą to on nie wie jak wygląda jej życie. Co ona tak
                  > naprawdę robi.


                  Nie wszystko wie, nie wszystko by wiedział nawet gdyby rozmawiali, ale wiedzieć jednak może dużo - w końcu mieszkają pod jednym dachem kilkadziesiąt lat i pewnie nie w pałacu, w którym można się nie widywać przez miesiące, bo tyle tam sal i wyjść i wejść różnych smile




                  > Dla mnie to klasyczna sytuacja poprzedzająca zdradę mężczyzny.


                  O zdradę aż się prosi. Oczywiście wina potem będzie pana. Pani ciemiężona w domu przez pana tyrana, co nie pozwolił jej pracować, wychodzić do ludzi, nie chciał jej miesiącami dotykać, no tak - napisze może taka - teraz wiem, dlaczego. Miał inną! smile






                  > Nie zmienia niczego, nie próbuje dotrzeć do żony, ale ucieka.


                  A skąd wiesz, że NIE próbuje?
                  I dlaczego on ma docierać?
                  Pani to jakaś królewna, którą pan ma zdobywać a ona mu
                  fochy może sadzić? Nie, z tego co czytam to pani UCIEKA - w internet. Pan jest ROZGORYCZONY.
                  • mayenna Re: czy rozwód? 29.06.10, 20:08
                    Nie wie z prostej przyczyny: on tego nie musi robić.Przychodzi i w domu
                    codziennie jest tak samo. A że ten ład nie robi się sam to czasem jest odkrycie
                    iście kopernikańskie. T
                    Jakość pracy tez ma znaczenie. Jej systematyczność.
                    proponuję by spojrzeć na problem z wielu stron i bez uprzedzeń.Tylko tylesmile

              • mayenna Re: czy rozwód? 29.06.10, 20:37
                Zastosowanie indukcji w tym wnioskowaniu jest nieuzasadnionesmile
            • tautschinsky Re: czy rozwód? 29.06.10, 19:00
              mayenna napisała:

              > On najpierw napisał, że w sumie nie wie czy chce żeby ona pracowała, potem ja
              > namawia do podjęcia pracy...

              NIE, NIE, NIE. Po co wypisywać takie kłamstwa skoro jego post jest na rzut oka? Nie przykryły go setki odpowiedzi, kiedy już nie wiadomo o co chodzi.

              Przytoczę więc:

              bluemoo napisał:

              > 20 lat po ślubie, żona pracowała tylko przez pierwsze kilka lat, potem
              > uznała, że praca nauczycielki jest zbyt stresująca, a zwrot z podatku
              > tożsamy z jej wynagrodzeniem, więc zajęła się domem.Średnio zresztą, ale
              > to mi nie przeszkadzało.


              A więc co pisze autor?!
              Pisze, że:

              - pracowała przez kilka lat po ślubie
              - potem pracę rzuciła, bo jej się nie opłacało
              pracować - JEJ się nie opłacało i ona rzuciła,
              więc nie była to wspólna deczyja
              - na koniec stwierdza, że średnio mu to przeszkadzało.

              INNYMI SŁOWY: kobieta zrobiła jak chciała a on przeszedł nad tym do porządku dziennego czyli nie ciosał jej kołków na głowie, że kobieta się leni.

              Ale pisze to w czasie PRZESZŁYM.
              Dziś mu przeszkadza. Może dlatego, że, jak pisze
              domem pani zajmuje się byle jak spędzając czas
              przy komputerze. Odmawia mu małżeńskiego łoża.
              Nie rozmawiają z sobą. Wszystko się sypie i on wobec
              tych wszystkich zarzutów, jakie ma względem zastanawia się nad rozwodem. TO ON PISZE. Wie dokładnie, co mu przeszkadza.




              > Poza tym praca nauczyciela jest specyficzna i jak pani wróci do niej to może by
              > ć
              > gorzej.

              No to niech poszuka INNEJ pracy. Ze stażu małżeńskiego można się zorientować, że mamy panią około 40, po 40, czyli jakby dubel pani z innego związku od której pan uciekł do innej. Tamta też siedziała w domu.

              Tu wkrótce pan może mieć dość i zwyczajnie znaleźć sobie inną panią i kto wie, czy opisywana pani od internetu nie zjawi się z żalami i płaczem, że drań ją zostawił a ona całe życie jemu poświęciła smile Widać podobieństwo? Widać aż nadto!


              • mayenna Re: czy rozwód? 29.06.10, 19:24
                Uwazasz ze powrót pani do pracy rozwiąże problem?

                Moim zdaniem to pan nie umie się porozumieć z zona. Nie umie jej powiedzieć
                czego oczekuje. Nie bierze tez pod uwagę, że ona także ma jakąś wizję związku i
                rodziny. tu jest brak porozumienia ewidentny. oni sie powinni nauczyć ze sobą
                rozmawiać i jeszcze wypracowywać porozumienie - wspólnie a nie osobno jak teraz.
                • tautschinsky Re: czy rozwód? 29.06.10, 19:33
                  mayenna napisała:

                  > Uwazasz ze powrót pani do pracy rozwiąże problem?


                  Jej niepracowanie ciąży mu. Całości nie rozwiąże, to jest tylko element, ale bez którego załatwienia nie będzie dobrze. Od początku z rzuceniem pracy to była
                  jej decyzja. Dziś widać coraz mniej mu się podoba taki stan rzeczy.


                  >
                  > Moim zdaniem to pan nie umie się porozumieć z zona. Nie umie jej powiedzieć
                  > czego oczekuje.


                  Ale z czego to wnioskujesz?



                  > Nie bierze tez pod uwagę, że ona także ma jakąś wizję związku i
                  > rodziny.


                  Ona widać TEŻ nie bierze tego pod uwagę. Nie brała od początku. Pracę rzuciła bo mało zarabiała. Gdyby tak on postąpił zostałby zwyczajnie wystawiony za drzwi - szantażem przymuszony do pracy.



                  > oni sie powinni nauczyć ze sobą
                  > rozmawiać i jeszcze wypracowywać porozumienie - wspólnie a nie osobno jak teraz


                  Pani już sporo lat przesiedziała na garnuszku pana.
                  Jest w wieku, kiedy jeszcze realnie może podjąć pracę.
                  Kiedy indziej ma to zrobić? Za dziesięć lat, kiedy będzie po 50?

                  Kompromis to nie znaczy tak jak sobie kobieta chce.
                  Sporo lat byczenia się w domu od pana już dostała.
                  • mayenna Re: czy rozwód? 29.06.10, 19:56
                    jak Twoim zdaniem praca rozwiąże problem tego małżeństwa?Jej nie będzie w domu.
                    Jemu przybędzie obowiązków.

                    Skąd wniosek ze nie umie się porozumieć? To akurat Ty o nim napisałeś.
                    Olał i przeszedł do porządku nad kwestią pracy.Latami to trwało.To teraz mu
                    zaczęło przeszkadzać?
                    Jakby tak postąpiło którekolwiek z małżonków a drugie mogło otrzymać samo
                    rodzinę a to w domu zajęło się domem i dziećmi to było by dobrze. Mogę Cię
                    poznać z takimi panami bo tak sie składa że mam takich przyjaciół. Ale to wymaga
                    od mężczyzny całkowitej zmiany modelu życia.Nie mówiąc o tym ze mentalnie maja
                    problem jak utrzymuje ich kobieta. sekret chyba polega na tym że decyzje muszą
                    być wspólne.Wracamy do porozumieniasmile
              • a1ma Re: czy rozwód? 29.06.10, 19:49
                >
                > > 20 lat po ślubie, żona pracowała tylko przez pierwsze kilka lat, potem
                > > uznała, że praca nauczycielki jest zbyt stresująca, a zwrot z podatku
                > > tożsamy z jej wynagrodzeniem, więc zajęła się domem.Średnio zresztą, ale
                > > to mi nie przeszkadzało.
                >
                >
                > A więc co pisze autor?!
                > Pisze, że:
                >
                > - pracowała przez kilka lat po ślubie
                > - potem pracę rzuciła, bo jej się nie opłacało
                > pracować - JEJ się nie opłacało i ona rzuciła,
                > więc nie była to wspólna deczyja
                > - na koniec stwierdza, że średnio mu to przeszkadzało.

                Ja wyczytałam, że nie przeszkadzał mu fakt, że domem zajmowała się średnio, o
                stosunku do jej niepracowania ani słowa.
                Ale może to ja nie umiem czytać wink
                • z_mazur Re: czy rozwód? 30.06.10, 08:28
                  > Ja wyczytałam, że nie przeszkadzał mu fakt, że domem zajmowała się
                  średnio, o
                  > stosunku do jej niepracowania ani słowa.
                  > Ale może to ja nie umiem czytać wink

                  Ja też tak to odebrałem. smile))))
                  • mayenna Re: czy rozwód? 30.06.10, 09:54
                    Zgadzam się, że średnio odnosiło się do zajmowania domem, ale druga część zdania
                    mogła podsumowywać całość pierwszego, nie tylko ostatnie z jego składowych. Nie
                    przeszkadzało mu w moim odczuciu ani niepracowanie, ani średnie zajmowanie się
                    domem.

                • tricolour Chyba jednak nie umiesz czytać... 30.06.10, 08:34
                  ... piszesz "o stosunku do jej niepracowania ani słowa" tymczasem autor
                  wątku pisze " Żona czas spędza głównie w internecie i na zakupach,
                  mimo moich namów nie jest zainteresowana podjęciem jakiejkolwiek pracy".

                  Wyraźnie pisze "nie jest zainteresowana podjęciem jakiejkolwiek pracy".
                  • z_mazur Re: Chyba jednak nie umiesz czytać... 30.06.10, 08:44
                    Tu masz oczywiście rację. Widać, że niepracowanie żony przeszkadza
                    autorowi, chociaż akurat "średnio" odnosiło się IMHO do oceny
                    zajmowania się przez nią domem. Co dodatkowo podkreśla problem, bo
                    wychodziłoby, że jako gospodyni domowa również jakoś specjalnie nie
                    imponuje.

                    Oczywiście można też założyć, że wymagania autora wobec umiejętności
                    gospodarskich żony są zbyt wygórowane. smile))
                    • tricolour Tak to najczęściej bywa... 01.07.10, 11:42
                      ... że najpierw kobieta zajmująca sie domem podoba się, bo
                      posprzątane. Potem się mniej podoba, bo kucharka i sprzątaczka
                      atrakcyjne nie są z definicji. Potem facet zauważać zaczyna kobiety
                      ambitne, otwarte na nowe wyzwania więc zona-gosposia zaczyna
                      zajmować coraz gorszy status. Gorszy, bo niezmienny więc się cofa
                      gdy reszta idzie naprzód.

                      Poza tym dom codziennie wysprzątany przestaje być atrakcyjny ze
                      względu na monotonię tej lśniącej podłogi. Nuda.
                      • mayenna Re: Tak to najczęściej bywa... 01.07.10, 12:15
                        Oj tamsmile Napisali: jakby seks był to nie było by problemu monotonii lśniącej
                        podłogismile

                        Równie prędko znudziłaby się pracująca żona gdyby tego seksu nie byłosmileBrak
                        obiadu i obowiązki domowe mogą być irytującesmile

                        Jest tez druga strona, o czym panowie zdają się nie pamiętać. Żeby ten seks był,
                        żeby było dobrze to mężczyzna tez coś musi. Samo utrzymanie zony i rodziny nie
                        wystarczy. Kobieta także ma potrzebę szanowania własnego męża. Nie zawsze
                        automatycznie praca zawodowa mężczyzny zapewnia ten szacunek. Tutaj widzę
                        jednostronne podejście: kobieta ma podjąć pracę i to momentalnie poprawi jej
                        relację z mężem. Moim zdaniem tak złożonej sprawy jak wież emocjonalna nie da
                        się naprawić jednostronnie.Ona tez ma jakieś oczekiwania względem męża.
                        W poście gdzie on pisze, że zona zarzuca mu niezajmowanie się domem, nie chodzi
                        chyba o jego pracę w domu, o przejęcie obowiązków. Dla mnie jest to raczej
                        sygnał tego, że kobieta czuje że dom nie jest najważniejszy dla męża, nie jest
                        on nim zainteresowany.
                        Klasyczny brak porozumienia. Mówimy trochę innymi językami i często właśnie nie
                        wiemy co ta druga strona nam tak naprawdę mówi.
                        Potwierdza się to co pisałam wcześniej: on nic o niej nie wie. Nie wie jak
                        wygląda jej życie.najprościej skwitować taki stan rzeczy, że w głowie się babie
                        poprzewracało.Ale człowiek to nie świnia i oprócz dachu i koryta potrzebuje
                        czegoś więcej.


                  • a1ma Re: Chyba jednak nie umiesz czytać... 30.06.10, 08:49
                    Tak, tak - masz rację oczywiście, o stosunku do niepracowania nie było mowy w
                    cytowanym fragmencie.
    • tricolour Gdyby kobieta napisała... 29.06.10, 18:29
      ... że facet nie pracuje, siedzi całymi dniami w Necie, seksu nie ma,
      rozmowy nie ma - to by inne kobiety napisały, by pogonić dziada i
      darmozjada.

      Zastosuj się do mądrych rad kobiet i porozmawiaj z żoną o tym, że ma dwie
      możliwości: być żoną (a nie domowym sprzętem) lub rozwódką. Innej drogi
      zresztą nie ma.
      • mayenna Re: Gdyby kobieta napisała... 29.06.10, 19:35
        Tylko ona niekoniecznie siedzi całymi dniami w necie.
        On nie pisze że dzieci głodne, że nie ma obiadu, że pranie się wysypuje z
        łazienki a podłogi się lepią. Zapytaj pana jak się nazywa najlepszy kolega syna
        i wychowawczyni tego starszego. Ktoś się zajmuje domem i dziećmi - przecież on
        nie piesze ze sam to robi.Ciekawe co było u nich dziś na obiad...

        Moim zdaniem każdy pisze jak uważa i ja nigdy nie napisałam żeby męża gonić -
        poza jednym przypadkiem...Jak Tautschinski pisze gonić babę to jakoś nikt nie
        zauważasmile
        Moim zdaniem małżeństwo to wspólnota i nieważne kto zarabia, a kto myje talerze,
        byle nie było tak, że jedna strona robi wszystko albo większość, a druga nic.

        • tautschinsky Re: Gdyby kobieta napisała... 29.06.10, 23:19
          mayenna napisała:

          > Tylko ona niekoniecznie siedzi całymi dniami w necie.


          Ale generalnie o co ci chodzi? Że skoro pani chce siedzieć to mąż ma potulnie na to przystać i już? smile

          Jemu jej siedzenie w domu, nie zarabianie na dom - ciąży. I to napisał. I chce, żeby kobieta zaczęła w końcu zarabiać. Ot, tyle i widać aż tyle!
          • mayenna Re: Gdyby kobieta napisała... 30.06.10, 01:21
            Chodzi mi o to że on tej żonie jakoś źle komunikuje swoje potrzeby. Mogę się
            założyć, że ona nie ma świadomości że zanosi się na rozwód.
            Ale ja nie wyobrażam sobie siedzenia w Internecie gdy ktoś kogo kocham wraca do
            domu i chce być ze mną, chce wiedzieć jak mi minął dzień, chce się [podzielić
            tym co robił...Może jego zona jest inna, może zawsze była taka ale do tej pory
            znosił ten stan rzeczy tak, jak jej porzucenie pracy...
            Nie wiem jak u nich jest: wiem ze się nie rozumieją wzajemnie.Nad tym muszą
            popracować...
      • enesta Re: Gdyby kobieta napisała... 29.06.10, 19:52
        bluemo, napisałeś
        mimo moich namów nie jest zainteresowana podjęciem jakiejkolwiek
        pracy.
        Praktycznie przestaliśmy ze sobą rozmawiać
        tricolour napisał:
        porozmawiaj z żoną o tym, że ma dwie
        > możliwości: być żoną (a nie domowym sprzętem) lub rozwódką

        Pozostaje mi dodać, byś porozmawiał z żoną o tym co sięz nią dzieje
        i może faktycznie zaproponował terapię małżeńską.
    • the_gust Re: czy rozwód? 29.06.10, 20:06
      W internecie powiadasz? Przetrzep historię z przeglądarki, archiwum gg, telefon
      komórkowy. Zbieraj dowody na wojnę jaką jest rozwód.
      W du.pie jej się poprzewracało, pewnie siedzi teraz na randkach i płacze w rękaw
      każdemu facetowi jakie to jej życie nudne, w małżeństwie wieje chłodem - a tak
      poza tym to ona by odeszła, ale tkwi w małżeństwie ze względu na dzieci i kasę.
      Klasyk.
    • dorata351 Re: czy rozwód? 29.06.10, 20:10
      A ja ukłon dla Pana za to, że próbuje coś robic, bo tak chyba można odczytać ten
      jego post, a nie znalazł sobie wyjście w postaci romansu. mam nadzieję, ze tak
      jest.
      Tak jak wcześniej pisano, rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać, postawić
      warunki: porozumienie albo rozwód. Kobieta pewnie ma swoje racje, ale Pan
      również. Może uda się osiągnąć kompromis. Ja tego życzę, bo rozwód to powinna
      być ostateczność.
      • dorata351 Re: czy rozwód? 29.06.10, 20:11
        A może podsunąć jej do poczytania to forum?
    • rarely czyli gdyby nie seks to 29.06.10, 20:37
      na resztę byś machnął ręką smile
      • z_mazur Re: czyli gdyby nie seks to 30.06.10, 08:29
        Pewnie tak. Potrzeby mężczyzn nie są aż tak skomplikowane. smile)))
        • malgolkab z mazur 06.07.10, 13:11
          z_mazur napisał:

          > Pewnie tak. Potrzeby mężczyzn nie są aż tak skomplikowane. smile)))
          >
          zapamietam jak mi przyjdzie do głowy jeszcze kiedyś wyjść za mążsmile)
          a jak skubany mimo sexu zacznie narzekać to pogonię!!wink
      • mayenna Re: czyli gdyby nie seks to 30.06.10, 09:57
        No jak tylko seks? Jeszcze standard prowadzenia domu musiałaby poprawićsmile
        • bluemoo Re: czyli gdyby nie seks to 30.06.10, 10:22
          Dziękuję wszystkim za zainteresowanie, trudno opisać w poście 20 lat życia
          i wszystkie małe i duże problemy. Zgadzałem się żeby żona nie pracowała,
          bo w domu oczywiście jest dużo pracy i ten układ mi odpowiadał. Niestety
          podczas rozmów o naszych problemach głównym zarzutem wobec mnie jest to,
          że nie zajmuję się sprawami domowymi. Dlatego też zaproponowałem układ, w
          którym funkcjonuje większość normalnych rodzin:oboje pracujemy, oboje
          dzielimy się obowiązkami.Ona nie zgadza się. Niestety kompromis według
          pojmowania mojej żony jest wtedy, gdy jej oczekiwania są spełnione.Nie
          zdradzam żony, bo źle bym się z tym czuł, ale ile można żyć bez seksu?
          Zaczynam się gapić na każdą mini spódniczkęsmileZ drugiej strony pozostają
          dzieci...Wiem, że odpowiedzieć muszę sobie sam, ale jak czytam Wasze posty
          to mi trochę lżej.
          • tautschinsky Re: czyli gdyby nie seks to 30.06.10, 11:40
            bluemoo napisał:

            > Zgadzałem się żeby żona nie pracowała. Niestety
            > podczas rozmów o naszych problemach głównym zarzutem wobec mnie jest to,
            > że nie zajmuję się sprawami domowymi. Dlatego też zaproponowałem układ, w
            > którym funkcjonuje większość normalnych rodzin:oboje pracujemy, oboje
            > dzielimy się obowiązkami.Ona nie zgadza się. Niestety kompromis według
            > pojmowania mojej żony jest wtedy, gdy jej oczekiwania są spełnione.



            Zatem to, co pisałem: pani chce dalej żyć na koszt męża, ale uważa się za "wykorzystywaną" tym, że mąż
            utrzymujący całą rodzinę nie chce wziąć po pracy na barki jeszcze prac domowych smile


            A więc mayenno twój argument upadł, że pani od rana do nocy śmiga ze ścierą po domu i jest happy. Pani chce mieć i rybki i akwarium smile

            Jeśli rozmowy i inne sugestie nie przyniosą rezultatów to tylko rozwód.

            PS. Piszesz, że nie masz innej kobiety. Mądrze by było, żebyś powstrzymał się z szukaniem jej teraz - dlaczego to poczytaj forum: będzie chciała cię żona później obwinić o rozpad małżeństwa. Wybór jest twój. Ale na dłuższą metę pani na boku, żona z fochami w domu to bez sensu. Konkretnie z nią porozmawiaj - terapia małżeńska na początek, potem info do żony, że złożysz wniosek rozwodowy Z JEJ WINY - odmawia podjęcia pracy a więc przyczyniania się do zaspakajania potrzeb rodziny, dwa - odmawia kontaktu seksualnego z tobą - to są solidne podstawy do rozwodu.
            • sbelatka Re: czyli gdyby nie seks to 30.06.10, 12:09
              no tak
              na pierwszy rzut oka wygląda to prosto : rozwód.

              ale drugi i kolejne... takie oczywiste nie są już.. moim zdaniem

              oczywiście tkwienie w niekomfortowym układzie pzrez kolejne 30 lat...
              też nie brzmi szczególnie zachęcająco..

              wniosek? dla mnie taki - że warto podejmowac próby naprawienia tego - co
              az tak beznadziejne może jednak nie jest,...
              a jesli się nie da... będziesz wiedział, ze zrobiłes co mogłeś...
            • mayenna Re: czyli gdyby nie seks to 05.07.10, 00:32
              Zareagowała jak umiała - czuła się oskarżana więc argument o zaniedbywaniu domu
              był najprostszy..
              Przypominam ze za to jaką kobietą jest zona autora ja nie odpowiadam. Sam sobie
              wybrał taka dla której kompromis to realizacja jej zdania. Przez lata tak
              funkcjonowali i było dobrze...

              Rady Errora wydaja mi się najsensowniejsze w tej sytuacji.
          • rarely przyszło mi do głowy 30.06.10, 18:27
            że zamaist sie rozwodzic to może zacznij zone adorowac wkoncu zona
            kiedyś była kobieta smile

            moze zadziała
            chyba ze to menopauza wtedy przeczekaj smile baba w menopauzie to półtora
            komandosa
            • tautschinsky Re: przyszło mi do głowy 01.07.10, 11:48
              rarely napisał:

              > że zamaist sie rozwodzic to może zacznij zone adorowac wkoncu zona
              > kiedyś była kobieta smile


              A on mężczyzną, ale pani nie widzi w nim już mężczyzny odmawiając mu łoża.



              > moze zadziała
              > chyba ze to menopauza wtedy przeczekaj smile baba w menopauzie to półtora
              > komandosa


              A w innym wątku mowa była o andropauzie - co pani zrobiła? Skasowała go: rozwód, alimenty, potem jeszcze większe alimenty mimo iż płaci już więcej niż połowa tego, co zarabia. O kim to? O pani maxowej z wątku o "małozarabiającym".


              Widać, że udzielane rady zależą od tego,
              jakiej płci jest dana osoba smile
              Stara, niezmienna prawda i proza forum.
              • errormix Re: przyszło mi do głowy 02.07.10, 23:58
                bluemo, a kochasz ty jeszcze swoją żonę? Ale tak prawdziwie, mocno? Na tyle
                mocno, by wypracować z nią jakiś kompromis, porozumienie? By podejść, usiąść i
                tak od serca, bez emocji, bez podnoszenia głosu, bez złośliwości, bez wyrzutów
                pod jej adresem, zwyczajnie powiedzieć to co nam tu piszesz.

                Jesteś w o wiele lepszej sytuacji niż zdecydowana większość ludzi tutaj
                obecnych. Mieszkacie razem, pewnie jadacie razem, pewnie odzywacie się do
                siebie, pewnie nie podzieliliście jeszcze półek w lodówce.

                Pewnie wyda ci się to śmieszne, ale spore grono forumowiczów wiele by oddało, by
                być na twoim miejscu, by mieć szansę, by mieć okazję, by mieć choćby nadzieję na
                taką właśnie rozmowę.

                Bo później już takiej okazji nie będzie. Będą osobne półki w lodówce, osobne
                obiady i osobni adwokaci.

                Spróbuj porozmawiać. To nie boli. To nie przyniesie ci ujmy. To nie będzie twoja
                wina, jeśli ona mimo wszystko po tej rozmowie strzeli ci focha i zanim trzaśnie
                drzwiami krzyknie: "Chcesz rozwodu?Proszę bardzo!"

                Czasami człowiek musi po prostu wiedzieć. Dowiedz się więc i ty.

                Później, gdy już spokojnie pomyślisz przez noc, albo dwie, łatwiej ci będzie
                podjąć decyzję.
    • malgolkab Re: czy rozwód? 06.07.10, 13:05
      bluemoo napisał:

      > 20 lat po ślubie, żona pracowała tylko przez pierwsze kilka lat,
      potem
      > uznała, że praca nauczycielki jest zbyt stresująca, a zwrot z
      podatku
      > tożsamy z jej wynagrodzeniem, więc zajęła się domem.Średnio
      zresztą, ale
      > to mi nie przeszkadzało.

      skoro ci to nie przeszkadzało, to nie ma co o tym mówić. rozumiem,
      że rozmawialiście o tym i była to wspólna decyzja?

      Mamy dwójkę dzieci-jedno po maturze, drugie w
      > szkole podstawowej. Żona czas spędza głównie w internecie i na
      zakupach,
      > mimo moich namów nie jest zainteresowana podjęciem jakiejkolwiek
      pracy.
      > Praktycznie przestaliśmy ze sobą rozmawiać, o współżyciu nie ma
      mowy, od
      > jakiegoś roku-sex przestał ją interesować. Mimo konsekwencji
      związanych z
      > dziećmi, zaczynam poważnie myśleć o rozwodzie, chociaż cały czas
      biję się
      > z myślami.
      a jaka atmosfera jest w domu? awantury, nie rozmawiacie w ogóle? i
      co sie stało, ze po tylu latach nagle zaczęło ci przeszkadzać, ze
      nie pracuje? ja się dziwie kobietom, które nie pracują, skoro dzieci
      są juz w miarę samodzielne (w odróznieniu od tych, co sie dziwią, ze
      matka 2 miesięczniaka nie harujesmile, ale skoro u was ten układ
      funkcjonował tyle lat to coś musiało wpłynąć na to, że zaczęło Cię
      to wkurzać.
Pełna wersja