nie chce mi się żyć:-(

17.07.10, 17:42
Mam 31 lat, w domu 3 tygodniowe dziecko, od konca maja w moim malzenstwie pojawil sie ogromny kryzys. Moj maz wczoraj sie wyprowadzil. Wczesniej bylismy razem 8 lat i bylismy idealnym malzenstwem. Kocham meza bezgranicznie, on tez zawsze okazywal mi najpiekniejsze uczucia. az tu nagle taki kryzys ...
Wiem, ze pojawila sie inna kobieta, bo wynajelam detektywa i dostalam zdjecia meza obejmujacego mloda kobiete.
Nie wiem co robic - rozwod? Wczoraj maz prosil, abym wstrzymala sie jeszcze z rozwodem, bo twierdzi ze dzialam w emocjach. Nie wiem co robic? Zycie stracilo dla mnie senssad
    • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 18:01
      tesknotazabija napisała:

      > Wczesniej bylismy razem
      > 8 lat i bylismy idealnym malzenstwem. Kocham meza bezgranicznie, on tez zawsze
      > okazywal mi najpiekniejsze uczucia.


      Taki kryzys nie pojawia się, kiedy jest idealnie.
      Nawet łatwej okazji jest się mężczyzna bez trudu
      powstrzymać, jeśli w domu ma swój ideał.






      > Nie wiem co robic - rozwod? Wczoraj maz prosil, abym wstrzymala sie jeszcze z r
      > ozwodem, bo twierdzi ze dzialam w emocjach.




      Na pewno nie ma co się spieszyć z rozwodem. Na to zawsze przyjdzie czas i jest
      to ostateczność. Warto się
      zastanowić, co było nie tak, że doszło do czego doszło. Idealnie na pewno nie
      było, jak twierdzisz, na pewno nie jemu.
    • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 18:30

      tesknotazabija napisała:

      od konca maja w moim malzenstwie pojawil sie ogromny kryzys. Moj maz wczoraj sie
      wyprowadzil.

      Mymy polowe lipca, jezeli juz sie wyprowadzil to znyczy, ze trwalo to troche
      dluzej, czegos nie zauwazylas.

      Co robic? nie masz wielkiego wyboru chyba musisz zaakceptowac swoja sytuacje a z
      rozwodem sie nie spiesz zawsze zdazysz. Malzonek powinien zabezpieczyc Was
      finansowo.

      Mysle, ze to malenstwo to dobre zajecie na troski i bol. Odganiaj od siebie
      smutek jak tylko mozesz a milosc.. wiem jak to boli z czasemi bedzie troche lepiej.

      Facet okazal sie draniem , zalozyl rodzine i poszedl w diably. Sama widzisz ile
      byl wart. Osiem lat cieplych slowek nic nie kosztowalo a teraz w obliczu
      obowiazkow okazal sie nikim.
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 20:08
        Mąż nie musi mnie zabezpieczać finansowo, bo bardzo dobrze zarabiam i
        sobie poradzę.
        Nie poradzę sobie natomiast emocjonalniesad Po prostu sobie nie
        poradze. Kocham go tak mocno, ze nie potrafie o niczym innym myslec.
        Brakuje mi go przeogromnie. Czuje wszedzie jego zapach. Mam wrazenie,
        ze zwariujesad


        • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 21:47
          tesknotazabija mam dla Ciebie cos:

          przetwornik.blox.pl/2008/01/jakich-kobiet-sie-nie-zdradza.html
          Ciekawe jest zakonczenie. Wiem co czujesz przechodzilem to poltora roku temu.
          Tez myslalem, ze zwaruje. Masz kase to wyjedz gdzies.

          Trzymanie!
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 22:33
            Może faktycznie powinnam gdzieś na jakiś czas wyjechać? Dom w ktorym
            jestem wzbudza same wspomnienia i emocje. Jestem kompletnie sama z
            malusienkim dzieckiem i nie mam juz sily plakacsad
            Dodam, ze maz wyprowadzil sie tylko na ten okres, kiedy mieszkam w jego
            mieszkaniu. We wrzesniu musze sie przeprowadzic do wlasnego mieszkania,
            bo tego sobie zazyczyl.

            • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 23:11
              zmiana "tapet" bardzo dobrze robi. Wiem jak boli ale najlepsze dla Ciebie jest szybko cos zmienic dla siebie, wyjazd, nowe mieszkanie i tak Cie to nie minie. Powoli wygrzebiesz sie. Ja tez plakalem, chlalem
              i cierpialem ,za dwa tygodnie mamy rozwod i chce aby odbyl sie szybko.

              "Moja" odeszla wraz ze synem wiec cierpialem podwojnie. Wszystko wowczas stracilo dla mnie sens ale powoli podnosze sie.

              Ci ktorzy odchodza chyba wiedza o tym co chca zrobic ci zostawiani na te wiadomosc doznaja szoku zostajemy z nasza zraniona miloscia
              ale kogo to obchodzi. Masz dziecko to najwiekszy skarb i zrodzony z milosci.

              Wietrzylem mmieszkanie bo tez czulem jej zapach perfumu, po roku rozstalem sie z "pamiatkami" po niej resztki niezabranych rzeczy i urzadzam sie powoli po swojemu.

              Ale niestety bolu nikt nie moze Ci odjac musisz przejsc "zalobe" po stracie bliskiej osoby.

              Zycze Ci powodzenia i sil. Mysl duzo o sobie i o dziecku ono czuje Twoj smutek.
              • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 15:08
                Dziękuję za wszystkie słowa. Dzisiaj wyszłam pierwszy raz z domu. Pojechałam z maluszkiem na zakupy. Myslałam, ze poprawie sobie humor, a ja sie tylko zdolowalam. Wszedzie usmiechniete pary, rodziny z dziecmi, a ja sama z moim ukochanym synkiem. I tak juz pewnie bedzie zawszesadn
                Dodam jeszcze ze moj syn jest doslownie mala kopia mojego meza. Wszyscy mi mowia, ze to ironia losusad

                • freeeeee Re: nie chce mi się żyć:-( 29.01.11, 23:15
                  Jakiś rok temu przeżyłam coś podobnego. Tylko, że moja córka miała 16 m-cy. Rozumiem Twój ból i cierpienie. Niestety to będzie jeszcze bardzo długo bolało. Szczególnie, że tak jak w moim przypadku Ty bardzo go kochasz. Co Ci mogę doradzić? Na pewno to, żebyś (choć to b. trudne) skupiła się na swoim dziecku. Może trudno Ci w to teraz uwierzyć, ale ono jest dla Ciebie największym szczęściemsmile Facet naprawdę się nie liczy. Musisz być dla niego silna i ja wierzę w to, że dasz sobie emocjonalnie radę!!! Nie jesteś pierwsza ani ostatnia, która znalazła się w takiej sytuacji (ja takie słowa też usłyszałam) i NA PEWNO DASZ RADĘ!!! UWIERZ W TO!!!
                  • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 30.01.11, 20:58
                    Dziękuję za Twoje słowa. Od czasu kiedy założyłam tutaj swój wątek minęło kilka miesięcy i dzisiaj czuję się zupełnie inaczej. I dzisiaj z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że przeżyć można wszystko. Jak zakładałam ten wątek to naprawdę myślałam, że zwariuję, że ja nie potrafię żyć bez człowieka, którego darzyłam uczuciem wyjątkowym. Myślałam, że oszaleję, a jednak nie zwariowałam, funkcjonuję normalnie. Kocham mojego synka przeogromnie, buduje mu fajny, wesoły, pełen przyjaznych ludzi świat i czekam na to co mi jeszcze los przynesiesmile
                    Serdecznie pozdrawiam,
                    Tęsknota
      • ronald.tusk Ups! Typowe. Facet został właśnie skazany. 18.05.11, 13:54
        Bez przewodu sądowego i bez wyroku. Nikogo nie interesuje co pchnęło go do takiego kroku. Zresztą...czy to ważne. Niech idzie w cholerę, byle zabezpieczył "Was" finansowo. Boże. Chroń nas przed takimi kobietami!
        • tesknotazabija Re: Ups! Typowe. Facet został właśnie skazany. 18.05.11, 14:04
          ? Przepraszam, czy ten post jest do mnie? Nie bardzo rozumiem ...
    • tully.makker Nie cenie Milskiej Wrzosinskiej, ale ja zacytuje: 17.07.10, 19:27
      (...) niewirnosc moze byc wyrazem pewnej osobowosciowej sklonnosci wnoszonej
      przez jednego z partnerrow do zwiazku jako posag. Sa ludzie, ktorrzy zdradziliby
      kazdego partnera w kazdym zwiazku. Mozna wchodzic w relacje pozamalzenskie, by
      utwierdzic sie w swojej atrakcyjnosci, ktorej od zawsze bylo sie nepewnym.
      Niektorzy mezczyzni wyniesli z domu rodzinnego poglad, ze neiwiernosc jest
      wyrazem prawdziwej meskosci. Czasem prowokacyjne zdrady sa wyrazem sklonnosci
      autodestrukcyjnych (jezeli w moim zyciu sie cos uklada, to nie moze ;potrwac
      dlugo i dlatego lepiej samemu to zniszczyc, niz biernie czekac na nieuchronny
      cios). Romans pozamalzenski moze byc testem na uczucia partnera - sprawdzamy,
      czy kocha na tyle, zeby wszystko wytrzymac.

      Jednym slowem - kurwa pozostanie kurwa, niezaleznie od okolicznosci i warto sie
      cieszyc, ze pozbylismy sie kogos takiego z naszego zycia. Choc teraz jest ci
      trudno w to uwierzyc.

      Trzymaj sie i zbadaj sie w kierunku chorob przenoszonych droga plciowa.
      • xxxxxx_1 Re: Nie cenie Milskiej Wrzosinskiej, ale ja zacyt 06.11.10, 16:14
        To wszystko jest takie smutne, że i ja zaczynam płakać.
    • jestem.incognito Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 20:56
      A czy mąż potwierdził zdradę? Przepraszam, że pytam, ale nie wiem co to znaczy
      "zdjęcia męża obejmującego młodą kobietę". Czy to ewidentnie była zdrada, czyli
      obejmowanie kochanki, czy też składał życzenia imieninowe koleżance?

      Nie zadałam tych pytań, żebyś odpowiadała, tylko żebyś się zastanowiła o
      odpowiedziała sobie. Jeżeli naprawdę zdradził to kicha. Praktyka mówi, że jak
      zdradzającemu wybaczysz to zdradzi znów. Ale jeżeli to była nadinterpretacja?
      • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 21:41
        jestem.incognito napisała:

        > A czy mąż potwierdził zdradę? Przepraszam, że pytam, ale nie wiem co to znaczy
        > "zdjęcia męża obejmującego młodą kobietę".


        Warto też zwrócić uwagę na osobowość, jaką
        prezentuje autorka. Nie zastanawiała się długo
        - wynajęła jakiegoś gostka, by śledził jej męża,
        i ten napstrykał jakieś zdjątka - bo inaczej tego
        nazwać nie można. Jednocześnie twierdzi, że szaleńczo
        kocha swojego męża. Ten mąż prosi ją, by to wszystko
        przemyślała. Wiele wskazuje na to, że jest ona osobą
        zdecydowaną, może nawet mającą cechy przywódcze - ale
        miłość do męża ją rozbraja. Za chwilę w miejsce "miłości" może pojawić się chęć
        zemsty.
        • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 22:25
          tautschinsky ! marnujsz sie na tym forum.

          Piszesz o cechach zalozycielki watku , czym ty myslisz? napisz o cechach jej meza.
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 22:27
          Wynajęłam profesjonalnego detektywa, bo chciałam wiedzieć na czym stoję. Od kilku tygodni mąż próbuje mi wmówić,że nie wraca do domu, tylko śpi albo w samochodzie albo gdzieś u znajomych.
          Mam zdjęcia na których mój mąż spaceruje objety z młodą dziewczyną i zdjęcia jak rano wychodzą razem z domu do pracy.
          Mąż wie o tych zdjęciach. Twierdzi, że owszem mieszka u tej dziewczyny, ale z nia nie sypia. No trudno w to uwierzyć.
          Męża faktycznie kocham szaleńczo i się tego nie wstydzę. Zawsze byl dla mnie calym swiatem.
          Mąż z jednej strony prosi mnie, abym przemyslala i wstrzymala sie z rozwodem, a z drugiej strony sie wyprowadza. Nie łapię się już w tym wszystkimsad
          nie odbiera ode mnie telefonow, nie odpisuje na smsy. jestem psychicznie wykonczonasad
          • melani73 Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 22:49
            Trzeba przyznać, że niezły tupet ma twój "cudowny" mązsad
            przecież ten facet jawnie bada nowy grunt! a gdy się okaże że panna go
            pogoni-wówczas spokojnie i łaskawie zechce wrócić na łono ...rodziny sad
            dziwi mnie tylko fakt,że człowieka z takimi cechami tak szaleńczo kochasz,a
            związek z nim uważasz za idealnysad
          • nina-77 Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 22:54
            ... wiem co czujesz, pisząc o tesknocie, o tym że wszystko dookoła
            przywołuje wspomnienie... ja miałam inną sytuację w małżeństwie,
            powód rozstania podobny i mimo że juz pół roku mieszkamy osobno,
            cały czas żyję wspomnieniami a szczególnie gdy patrzę na swoje
            również malutkie dzieci...nawet najmniejszy drobiazg w domu ma swoją
            historię która powraca ... wiem że nie jest łatwo, szczególnie gdy
            mąż ucieka nie odbierając telefonów, i traktując Ciebie jak kogoś
            obcego (sama to przechodzę) ale z czasem będzie trochę lepiej nie od
            razu, wiem że jest dziecko i to poczete z miłosci która nagle
            została zniszczona, wiem że jest zal i plakać się chce, ale musisz
            mieć siłe przede wszystkim do tego aby jeszcze raz porozmawiać z
            mężem szczerze, musisz spróbować zawalczyć o to co miałaś i do czego
            tesknisz, gdy emocje opadną przygotuj się do rozmowy, nie wolno
            tylko zbudować sobie przedwczesnego przekonania że na pewno wróci,
            nie wolno ci zbudowac sobie złudnych nadzieji, bo potem bedzie
            jeszcze gorzej
            • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 17.07.10, 23:36
              Mysle moje drogie panie, ze nawet w tak dramatycznej sytuacji nalezy zachowac
              godnosc.

              Facet, ktory klamie, zdradza i kaze sie zonie zastanowic nad emocjami
              nie zasluguje na zadna rozmowe. Zawalil na calej lini on zdecydowal jak chce
              zyc. Nie prosic, nie dzwonic zadnych sms-ow. Wybral.

              Ja to przerabiam juz poltora roku, nigdy nie prosilem o powrot, dzwonie tylko w
              sprawie syna. Chce godnie przezyc moja porazke zyciowa.

            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 15:15
              nina-77 dziękuję za Twoje słowa.
              Wiem, ze nie moge sobie robic nadziei, bo pozniej moze mi byc jeszcze trudniej. Chce walczyc i bede to robic, ale czuje ze sobie nie radze. Caly czas patrze na telefon czy maz zadzwonil albo czy wyslal smsa, a tu ta cholerna cisza. Bylismy para, ktora nie mogla zyc nie slyszac sie dluzej niz przez 2 godziny. Ciagle do siebie dzwonilismy i wspieralismy sie kazdego dnia, a teraz taka cisza i pustka. Nie radze sobie z tymsad
          • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 10:15
            tesknotazabija napisała:

            >Od kil
            > ku tygodni mąż próbuje mi wmówić,że nie wraca do domu, tylko śpi albo w samocho
            > dzie albo gdzieś u znajomych.
            > Mam zdjęcia na których mój mąż spaceruje objety z młodą dziewczyną i zdjęcia ja
            > k rano wychodzą razem z domu do pracy.
            > Mąż wie o tych zdjęciach. Twierdzi, że owszem mieszka u tej dziewczyny, ale z n
            > ia nie sypia. No trudno w to uwierzyć.
            > Męża faktycznie kocham szaleńczo i się tego nie wstydzę.




            Sytuacja wygląda tragikomicznie. Skoro jest tak jak piszesz to naprawdę chcesz mu wierzyć, choć zdjęcia
            i jego zachowanie przemawia do twojego zdrowego rozsądku, że prawda jest inna. Izolacja i czas powinny ci pomóc podjąć decyzję. Na razie zachowujesz jakbyś była w szoku i pewne oczywistości nie do końca do ciebie docierają.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 15:18
              Bo ja jestem w szoku. Ja i cale moje otoczenie - moi i jego rodzice,
              przyjaciele, znajomi. Mąż dosłownie nosil mnie na rekach, bylismy dla
              siebie wszystkim. Nie klocilismy sie. Mielismy wspolne pasje i
              zainteresowania. Uwielbialismy spedzac ze soba czas. Dlatego tak trudno
              mi uwierzyc w to co sie stalo...
          • blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 13:13
            tesknotazabija napisała:

            > Zawsze byl dla mnie calym swiatem.

            Smutne to, co piszesz.
            A gdzie byłaś Ty w tym związku? Miejsce na Ciebie, Twoje sprawy, zainteresowania, pasje?
            Pytam o to z perspektywy kobiety, która dopiero po rozstaniu uświadomiła sobie jak niewiele w związku było przestrzeni dla niej samej. I choć kochałam i kocham - tak jak Ty piszesz szaleńczo - to teraz cieszę się, że nie był on dla mnie całym światem, bo gdyby był - to nie zostałoby mi nic.

            Ten czas niech będzie czasem dla Ciebie, na zastanowienie się czego Ty chcesz.
            Dobrych d ecyzji.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 15:23
              Chyba zle mnie zrozumialas. Byl dla mnie calym swiatem, bo razem z nim
              realizowalam swoje pasje i zainteresowania. Nadawalismy idelanie na
              tych samych falach, pomimo dosc duzej roznicy wieku. Maz jest starszy
              ode mnie o 11 lat. Nigdy nie ograniczalismy sie wzajemnie.
          • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:19
            jesli go kochasz to nie powinnaś godzić na sytuację w której mieszka
            u koleżanki, która koleżanką nie jest.To idiotycznie i nienormalne a
            twój mąż jest po prostu cyniczny, beszczelny i ma yupet zastanów się
            kogo ty kochasz? o jakiej miłoąci mówisz?
            Skoro dobrze zarabiasz to moja droga idż złóz pozew, po co dajesz
            mu czas a co to nastolatek? masz czekac aż się odkocha i jeszcze
            jedno zrób test na AIDS to ci nie zaszkodzi a oszczedzi ci złudzeń.
            I przestań się mazać, poczytaj na forum w archiwum posty DOSI ,
            która pisała tutaj kilka late temu i ,której maz sotawił ją z 1
            dzieckiem i maluszkiem w ciazy, podniosła się choć też kochała,
            dzisiaj jest szczesliwa ale ....z innym, otrzaśnij się i bierz się w
            garśc bo fajna z ciebie babka ale nie pozwól odbierac sobie rasztki
            godności.Przez wekend jesli masz duże walizki spakuj Pana jesli on
            mieszka u Ciebie a jesli nie to ty sie wyprowadz do swojego
            mieszkania ( bo chyba takie masz) podaj o alimenty i spokój a Pan
            niech dalej tym razem oficjanie niech spi u koleżanki. Ciekawe czy u
            niej cierpi na bezsennośc i z tego powodu boi spać się z własną
            zoną/ do licha to jakaś paranoja a ty się na to godzisz, masz
            malutkie dziecko teraz bedzie ci łatwiej to zrobić niż później
            szkoda zeby dziecko dorastało u boku takiego łajdaka kiedy możesz
            zyć o wiele bardziej komfortowo.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:38
              plujeczka, testy na AIDS mielismy robione i wszystko jest w porzadku. Ja mialam robione przed samym porodem, wiec tym sie nie martwie.
              W tej chwili mieszkam w mieszkaniu meza. Moje mieszkanie wynajmuje i bedzie zwolnione z koncem sierpnia, tak wiec musze tu jakos przezyc ten okres. Mąż sie wyprowadził właśnie na ten okres z domu.
              Piszecie mi tutaj takie rzeczy, ze zaczynam sie wstydzic, ze kogos takiego pokochalamsad Boze, czy ja jestem az taka slepa???
              • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:52
                tesknotazabija napisała:

                > Piszecie mi tutaj takie rzeczy, ze zaczynam sie wstydzic, ze kogos takiego poko
                > chalamsad Boze, czy ja jestem az taka slepa???



                Jeśli na siłę twojej miłości wpływ mają internetowe wpisy osób, które na oczy nie widziały ciebie, twojego męża, osób, których na oczy nie widziałaś - to wątpię, że to miłość. Szafujesz słowem miłość!
              • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 07:30
                oj jesteś slepa twój maz to zwykły drań, tez pamietam histirie Dosi, która maz zostawił kiedy była wiazy z 2 dzieckiem aktualnie ieszy się zyciem i ma nowego partnera.Tobie też się ułozy tylko musisz wywalić gada z serca i domu, wypowadz się bo masz dokąd, wynajmi opiekunke i idź do pracy i natychmiat składaj pozew o rozwód, nie ma na co czekać i nie łudź się na jakąś idiotyczna terapię małżeńską bo na terapii nikt nie oduczy fecata kurestwa a to co zrobił tak własnie się nazywa.Otrząśnij się, i zbierz siły mazanie się nic nie pomożr a zapach meza, który wspominasz to nie zapach a smród skunsa i tchóchrza a to śmierdzi długo i "namietnie" masz wsparcie w rodzinie to wazne .Wiele kobiet było i bedzie w takiej analigicznej sytuacji trzeba się z nią zmierzyć i zchowac godnośc, nie proś, nie becz bo za kilka miesięcy sama o sobie powiesz idiotka ze mnie .Dziecku jest potrzebna silna mama a nie mazagaj bo maluszekk wyczuwa nastrój matki wiec ogarnij sie.Na twoim męzu świat się nie kończy , to skonczony łajdak i drań i przestań go wybielać .I jeszcze jedno jak widac nie mieliscie wspólnych pasji bo zdobywanie panieniek do łóżka nie bylo twoim hobbi a jego owszem.
          • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 07:17
            przepraszam ale powiem otwarcie/////unielbiam takie słodzkie idiotki co to kochają się w mezu na zabój i wierzą slepo ,że maz nie spi u kolezanki z która wychodzi rano do pracy w czułych objeciach.
            Dziewczyno opamietaj sie i weż się w garśc, skoro dobrze finansowo stoisz to kopnij dupka tak mocno jak tylko się da, wynajmi opiekunke i wracaj do pracy , wyprowadż się z domu natychmiast jesli możesz i złóż papiery rozwodowe.|Nioe ma na co czekać, poxniej bedzie jeszcze gorzej, dziecko małe ojca nie bedzie pamietac a i topbie bedzie zdecydowanie łatwiej ułozyc sobie zycie.\I przestań się mazać i czuć jego zapach, nie to zapach to smród gnojka , który zostawił swoją rodzinę i malutkie dziecko. jak dla mnie to po prostu gnojek a ty przestań rczeć i do dzieła=rozwód koniecznie ,alimenty i...spokój
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 09:33
              Nie przepraszaj. Nazywaj mnie jak chcesz. Nigdzie jednak nie napisałam, że wierzę, iż mąż mieszkał z tą dziewczyną i z nią nie sypiał. Aż tak naiwna nie jestem. Przeczytaj moje ostatnie posty i będziesz wiedziała, że już od 1.5 miesiąca mieszkam sama z synkiem. Wynajęłam nianię, złożyłam pozew o alimenty i żyję. Staram się być silna dla dziecka, a to że łapią mnie czasami doły to chyba normalne.
    • anart59 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 10:31
      Nie nazywaj go mezem, to tchórz,egoista , człowiek bez zasad, uciekajacy od
      obowiazków, w najtrudniejszym i najpiękniejszym okresie Waszego zycia znalezc
      sobie kochanke.Na Boga powinien byc przy waszym dziecku i Tobie.
      Dziewczyno obudz sie, tak a jeszcze znacznie gorzej bedzie dalej.
      Nie wierz w bajki.Zal przekuj w złosc, chcesz, zeby Twoje zycie tak
      wygladało,zawalcz o siebie i swoja godnosc.Chcesz całe zycie płakac,szkoda
      zycia, wierz mi.
      • niebieskachmurka Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 12:47
        spokojnie.
        Jeśli tyle lat byliscie dobrym małzeństwem to da się uratowac.

        Porozmawiajcie szczerze o wszystkim.
        Zawsze warto wybaczyc i zacząc od nowa.
        Życie moze byc takie piękne.
        Mąż pewnie uległ propagandzie, ze wolnosc , egoizm - świat podsuwa
        złe wzory.
        Szukajcie szczescia w wybaczeniu , w pokonywaniu kryzysów, w
        wiernosci i ofiarnosci.
        • very_blondi Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 13:44
          Siej dalej, niebieskachmurka, tą swoją katolicką propagandę. Szkoda, że Tobie ta
          propaganda nie pomogła i nie uratowała przed kryzysem.
          Łatwiej uprawiać teorię, gorzej z praktyką.
          • niebieskachmurka Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 14:43
            Kazdy człowiek , niezaleznie od religii, pochodzenia, narodowości
            itd marzy o prawdziwej, pięknej, wiernej, jedynej wspaniałej miłości
            i szczesliwej , dobrej rodzinie.
            To najnormalniejsza rzecz pod słońcem.
            Ale nic nie przychodzi łatwo, co piękne- wiele kosztuje.
        • serceserce Re: nie chce mi się żyć:-( 10.11.10, 15:47
          będzie jej lżej jak wybaczy a i tak nie będzie dobrze,ciągłe podejrzenia,wymówki
      • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:15
        anart59 napisała:

        > Nie nazywaj go mezem, to tchórz,egoista , człowiek bez zasad, uciekajacy od
        > obowiazków, w najtrudniejszym i najpiękniejszym okresie Waszego zycia



        Ani to jej najpiękniejszy okres życia, bo to co się dzieje wszelkie możliwe piękno niweczy, a już na pewnonie jest to dla jej męża najpiękniejszy okres.

        Skąd to głupie uogólnienie, że dla każdego - kobiety i mężczyzny, ten okres jest najpiękniejszy? Niektórzy mający dzieci nigdy ich nie chcieli mieć. Inni, którzy nawet chcieli okres niemowlęctwa wspominają najgorzej.
        Prawdziwy kontakt z dzieckiem zaczyna się mniej więcej kiedy ono osiąga 3 rok życia - zaczyna być czymś więcej niż maszyną pożerającą i wydalającą, zaczyna przypominać stworzenie myślące, z którym zaczyna się nawiązywać ludzki kontakt.





        >Na Boga powinien byc przy waszym dziecku i Tobie.



        Bo co, w biblii tak napisano? big_grin
        • anart59 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 17:41
          Boga to ty tu taut-chinski nie mieszaj
          Jak sie robi dziecko to trzeba je kochac, u normalnych ludzi jest to
          bezwarunkowa miłosc=ty tego nie znasz to co sie wypowiadasz
          Jezeli twoje dziecko łapie lub łapało z toba kontakt w wieku trzech lat, to
          widocznie ma to po tobie
          Nie biblia ale zwykła przyzwoitosc i moralnosc nakazuje normalnemu ,przecietnemu
          człowiekowi byc przy kobiecie w połogu.
          • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:05
            anart59 napisała:

            > Boga to ty tu taut-chinski nie mieszaj


            Akurat boga przywołały dwie różne osoby - nie ja.



            > Jak sie robi dziecko to trzeba je kochac



            Dziecko "zrobić" to można w toalecie na sedesie
            po pijaku, kiedy pęknie guma lub nie założy się
            jej wierząc, że uda się. I to już zobowiązuje do
            miłości?




            > u normalnych ludzi jest to
            > bezwarunkowa miłosc=ty tego nie znasz to co sie wypowiadasz



            A znasz mnie, że tak się wypowiadasz?

            Nie istnieje poza tym coś takiego jak bezwarunkowa
            miłość, która dotyczy wszystkich, którzy doświadczyli
            czegoś podobnego lub tego samego - różnie ludzie reagują i zachowują się.


            > Jezeli twoje dziecko łapie lub łapało z toba kontakt w wieku trzech lat, to
            > widocznie ma to po tobie



            Z inteligentnym 3latkiem/latką można rozmawiać jak z człowiekiem rozumnym - na określonym poziomie - ale otrzymujesz odpowiedzi, dostajesz pytania, widzisz zainteresowanie, jakąś inteligencję. Co roczne dziecko interesuje poza żarciem? I jakie są inne wypowiedzi poza "baba", my-my-my", "da-da" itd.? big_grin



            > Nie biblia ale zwykła przyzwoitosc i moralnosc nakazuje normalnemu ,przecietnem
            > u
            > człowiekowi byc przy kobiecie w połogu.



            Nie przyzwoitość a narzucona społecznie wizja tego,
            kto jak ma się zachowywać.

            Myślisz, że jak kobieta w innych czasach oddalała się, by w samotności urodzić dziecko wynikało to z mężowskiej nienawiści do niej? Nie, taki był zwyczaj, tak był nauczony, tak się zachowywał. Gdyby poszedł taki jej pomóc w porodzie byłby wykluczony ze społeczeństwa, w którym żył jako dziwak i tyle.
            • hanyszka tautschinsky 19.07.10, 10:11
              tautschinsky napisał:

              "Co roczne dziecko interesuje poza żarciem?"


              Wiesz Ty co, mistrzu, wróć Ty lepiej do pisania o złych kobietach,
              co to je trzeba jak mężczyzna krótko za pysk trzymać, ale nie
              pogrążaj się tak idiotycznymi, wynikającymi ze zwyczajnej ignorancji
              wypowiedziami.

              Uwierz (na słowo, bo chyba lepiej byś doświadczenia z dziećmi nie
              miał), że 2-, 3-, 6-miesięczne dziecko, nie mówiąc już o rocznym,
              poznaje świat wszystkimi zmysłami, z taką intensywnością, o jakiej
              Ty nie masz nawet pojęcia ( a "żarcie" jak to elegancko
              określasz,naprawdę nie wyczerpuje jego potrzeb i pragnień). I w
              tenże sam sposób się z tym światem komunikuje.
              • tautschinsky Re: tautschinsky 19.07.10, 11:44
                hanyszka napisała:

                > Wiesz Ty co, mistrzu, wróć Ty lepiej do pisania o złych kobietach

                Mistrzynio big_grin - ale konkretnie, jaki jest kontakt,
                który można by nazwać inteligentnym, z osobnikiem
                rocznym rasy ludzkiej?

                Ja wiem, że matki - sam jedną
                taką widziałem! - potrafią zrobioną kupę przez takie
                cudo wziąć do ręki i biegać wokół stołu wśród gości,
                którzy akurat zawitali na urodziny, i dawać to trofeum
                do powąchania i do podziwiania. Mojej matce - wszyscy
                jej współczuli w tym momencie big_grin ta osoba wciskała to to do ręki, żeby oceniła
                wagę tego klocka. Zatem wierzę, że "kreatywna" matka jest w stanie wykrzesać z
                niczego powód do dumy ze swojego potomka, ale bez przesady...
                • mola1971 Re: tautschinsky 19.07.10, 12:29
                  Wiesz co Panie T? Zaczynam podejrzewać, żeś Ty student na wakacjach. Nudzącą się i szukający wrażeń w Necie.
                  Może kiedyś zostaniesz ojcem, więc poczytaj sobie jak się rozwija dziecko do roku:
                  Rozwój niemowlęcia 0-12 mies
                  To tylko pierwszy z brzegu link, ale i tak jest w nim wystarczająco dużo informacji byś mógł zrozumieć, że niemowlę potrzebuje do rozwoju znacznie więcej niż tylko jedzenie.
                  • tautschinsky Re: tautschinsky 19.07.10, 14:12
                    mola1971 napisała:

                    > byś mógł zrozumieć, że niemowlę potrzebuje do rozwoju znacznie więcej niż
                    > tylko jedzenie.

                    Ale mnie o co innego chodzi, o czym innym pisałem:
                    jaki kontakt sensowny, inteligenty ma człowiek
                    dorosły z czymś, co ma rok? Żaden. Z moich obserwacji
                    jasno wynika, że dopiero tak w wieku 3 lat z dzieckiem
                    daje się nawiązać kontakt jak z człowiekiem. Do tego czasu taki człowiek jest na poziomie takim, że można to porównać z kontaktem jaki się ma z psem. Naukowy eksperyment dowiódł, że dzieci rasy ludzkiej dopiero około 5 roku życia osiągają taki poziom inteligencji, iż mogą konkurować z szympansami o pozycję w grupie - do tego czasu są im zupełnie poddane.
                    • mola1971 Re: tautschinsky 19.07.10, 14:24
                      Bardzo proszę o podanie źródła. Jaki eksperyment? Konkretnie?
                      Natomiast dla dziecka i jego późniejszego rozwoju najważniejszy okres życia to okres gdy jeszcze jest w brzuchu matki i pierwsze 3 mies życia. To są podwaliny późniejszego dorosłego człowieka i jeśli coś się w tym okresie spieprzy to potem w dorosłym życiu lata terapii są potrzebne by to naprawić.

                      A tak swoją drogą to miałeś kiedyś kontakt z tak małym dzieckiem czy opierasz się tylko na wynikach "eksperymentów"? Retoryczne pytanie. Z tego co piszesz jasno wynika, że zielonego pojęcia nie masz o dzieciach. Zapewniam Cię, że INTELIGENTNY kontakt można mieć już z noworodkiem.
                      • tautschinsky Re: tautschinsky 19.07.10, 14:54
                        mola1971 napisała:

                        > Bardzo proszę o podanie źródła. Jaki eksperyment? Konkretnie?

                        Nie jestem osobą, która obsesyjnie zapisuje wszystko, co usłyszy, więc nie podam ci dokładnie o jaki to eksperyment chodziło. Wyglądał on tak, że małżeństwo
                        antropologów dało współwychowywać swoje dziecko grupie szympansów, by sprawdzać między innymi jakie będą zachodziły relacje między nimi - człowieka (tu to dziecko) i szympansami. Eksperyment przerwano, kiedy okazało się, że miast spodziewanego wyższego rozwoju szympansów w wyniku kontaktu z człowiekiem one z tego nie czerpią a jedynie podporządkowują sobie tego ludzika. I to nie one zaczęły przejmować jego rzekomo typowo ludzkie zachowania, ale ono zaczynało zachowywać się jak pozostała grupa złożona z szympansów.



                        > A tak swoją drogą to miałeś kiedyś kontakt z tak małym dzieckiem czy opierasz s
                        > ię tylko na wynikach "eksperymentów"?



                        Miałem big_grin I wyniki są znakomite. Przekładają się
                        na wyniki w relacjach międzyludzkich i edukacyjnych.




                        > Zapewniam Cię, że INTELIG
                        > ENTNY kontakt można mieć już z noworodkiem.


                        Tak inteligenty to można mieć nawet ze szczeniakiem.
                        Mnie nie chodzi o to, że ono coś rozumie czy na coś
                        reaguje, a o kontakt człowieka z człowiekiem. O rozmowę
                        i o czymś więcej niż "tata, jeść!" big_grin
                        • mola1971 Re: tautschinsky 19.07.10, 15:13
                          tautschinsky napisał:
                          Eksperyment przerwano, kiedy okazało się, że miast spodzie
                          > wanego wyższego rozwoju szympansów w wyniku kontaktu z człowiekiem
                          one z tego n
                          > ie czerpią a jedynie podporządkowują sobie tego ludzika. I to nie
                          one zaczęły p
                          > rzejmować jego rzekomo typowo ludzkie zachowania, ale ono zaczynało
                          zachowywać
                          > się jak pozostała grupa złożona z szympansów.

                          I tym samym sam sobie zaprzeczyłeś. Jak dla mnie jest to dowód na to,
                          że dziecko jest istotą myślącą i inteligentną skoro DOPASOWUJE się do
                          otoczenia.
                          O tym właśnie piszę. Jeśli traktuje się malucha jak niemyślącego i
                          nic nieczującego psa czy szympansa to taki właśnie szympans wyrasta i
                          potem zatruwa życie innym ludziom.
                          Jeśli malucha od początku traktuje się jak CZŁOWIEKA i poświęca się
                          mu czas i uwagę to wyrasta na istotę samodzielną i myślącą.

                          Każdy kij ma dwa końce tongue_out
                          • tautschinsky Re: tautschinsky 19.07.10, 17:04
                            mola1971 napisała:


                            > I tym samym sam sobie zaprzeczyłeś. Jak dla mnie jest to dowód na to,
                            > że dziecko jest istotą myślącą i inteligentną skoro DOPASOWUJE się do
                            > otoczenia.



                            Każdy wnioski wysnuwa jakie mu pasują tongue_out


                            Owszem, dzięki temu, że potrafił dostosować się
                            do zmieniających warunków miał przeżyć, kiedy inni
                            zginęli. Ale też dowodzi, że w człowieku nie tkwi
                            żadna siła wyższa (inteligencja, moralność), które
                            mógłby przekazywać dalej - ulega silniejszemu, potocznie zwanego prymitywniejszym. Tak samo dzieje się, kiedy człowiek z jakimś obyciem trafi do środowiska, w którym rządzi prymitywna siła (więzienie)
                            i albo się przystosuje i będzie jak oni albo zginie. Nie będzie mógł być sobą. Na bycie sobą trzeba mieć warunki, które temu sprzyjają. To są oczywiście nieco inne sprawy. Tam dziecko bez wpojonej cywilizacji, tu człowiek dorosły.
                            • mola1971 Re: tautschinsky 19.07.10, 17:11
                              Ale teraz to już zboczyłeś z tematu tongue_out
                              A ja cały czas dążę do tego, że wbrew temu co sądzisz dziecko do lat trzech nie jest niekomunikatywne i mało inteligentne.
                              Ba, w tym okresie najwięcej i najszybciej się uczy.
                              A ja nigdzie nie napisałam, że człowiek rodzi się dobry. Rodzi się prymitywny i WYCHOWANIE go cywilizuje. A jeśli ktoś wychowuje dziecko wg Twojej teorii i traktuje je jak bezmózga, który tylko je, na bank takiego bezmózga wychowa.
    • nangaparbat3 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 14:00
      Przyznam się, że nic nie rozumiem z Twojej historii. Ani tego, jak dla dojrzałej
      juz chyba osoby jeden człowiek - kimkolwiek by nie był (rozpatrywałam
      niepełnosprawne dziecko, ale tez nie) moze byc "całym światem" (pomysl, jakie to
      złe dla wszystkich innych ludzi, którzy tez Cie kochają i potrzebują, i też chcą
      w Twoim swiecie istniec), poprzez zawalenie sie idealnego (?) małżeństwa przy
      końcu pierwszej ciązy, szybka decyzje wynajecia detektywa, aż po żadanie, by
      zona z noworodkiem wyprowadzili sie z domu (chyba że juz masz wlasne lokum i nie
      jest to dla Ciebie żaden problem ani finansowy, ani organizacyjny).
      Jedyne co wydaje mi się oczywiste, to fakt, ze maz jest ojcem Twego dziecka.
      Powinien na nie łożyc (jak nie potrzebujesz, składaj dziecku na przyszlosc,
      nigdy zreszta nie mozesz miec pewnosci, ze zawsze bedziesz zarabiac bardzo
      dobrze) mówiąc mężowi, że "sama sobie poradzisz" wymiksowujesz go z bycia ojcem
      - to jest zrozumiałe ze wzgledu na jego zdradę, oczywiscie, ale dla dziecka
      lepiej, by ojca miało), powinien codziennie dziecko widywac i zajmowac sie nim -
      proponuje, by do jego obowiazków nalezal jeden spacer dziennie i codzienna
      kąpiel. Na pewno będzie dla Ciebie bardzo trudne ogladanie go przy tym, ale dla
      dziecka ważne, by pan poczuł się ojcem juz teraz i dzieckiem zajmował.
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 15:33
        Pragnę bardzo aby moj maz mial kontakt z naszym synem. Mowie mu o tym non stop. Powiedzial, ze oczywiscie tak bedzie, ale niestety widze, ze tak naprawde to nie interesuje sie dzieckiem. Widzial go kilka razy, kilka razy wykąpał. Byl z nami na wizytach u lekarza i to wszystko. A ja chcialabym, aby poszedl wlasnie na spacer, aby go wykapal. Nie jestem w stanie go zmusic, aby sie nim zajal.
        O wyprowadzke poprosil mnie maz. Mam swoje mieszkanie i on wie, ze nie jest to dla mnie zaden problem. Co do lozenia na dziecko to nie mozemy sie dogadac. Na chwile obecna nie dostaje od niego zadnych pieniedzy, ale twierdzi, ze bedzie placil. Ale chyba bede musiala wystapic do sadu o alimenty.
        • szpil1 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:06
          Moim zdaniem, on sobie po prostu przygotowuje grunt jeśli coś mu z tamtą kobietą
          nie wyjdzie. Wtedy wróci, bo Ty ciągle będziesz czekała wierząc, że to tylko
          jego chwilowe wahania. nie daje Ci do myślenia, ze on prawie nie zajmuje się
          dzieckiem, nie dąży do kontaktu z nim, nie chce dokładać się do jego utrzymania?
          To tak mu zależy? Nie bądź naiwna.
    • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 16:56
      Tęsknota,
      gdybym była mężczyzną w dodatku w takim spełnionym związku jak to
      opisujesz,/” Wczesniej bylismy razem 8 lat i bylismy idealnym
      malzenstwem. Kocham meza bezgranicznie, on tez zawsze okazywal mi
      najpiekniejsze uczucia”/ to czekałabym na dziecko z utęsknieniem
      kiedy je wreszcie zobaczę- ten cudowny kawałek siebie. To jego
      oczekiwanie pominęłaś w opisie, a to na każdej kobiecie robi
      wrażenie. Taki mężczyzna nie porzuca 3 tygodniowego dziecka, no
      chyba że nie jest jego. Takie zachowanie u prawie idealnego faceta
      to (moim zdaniem) szok, choroba psychiczna lub podwójne życie-ale
      wtedy to już mówimy o innym człowieku. Nie ma tu logiki..
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 17:56
        Moja ciąża była bardzo trudna. Leżałam plackiem od 7 tc. Wcześniej długo staraliśmy się o dziecko. Cała ciąża bardzo trudna, ciągle lekarze, szpital itp. Wreszcie wcześniejszy poród. Prze 8 miesięcy mąż opiekował się mną cudownie. Ponieważ mogłam wstawać tylko do toalety, wszystkie obowiązki domowe przejął mąż. Dbał o mnie cudownie.
        Na kilka tygodni przed porodem zaczęło się między nami psuć. Mąż odsunął się ode mnie, aż wreszcie nas zostawił.
        Nie wiem czym tłumaczyć jego zachowanie... Wiem, ze trudno Wam uwierzyć, ale on przez 8 lat naprawde byl idealem. Wszyscy nasi znajomi to mowia. Wszystkie kolezanki zawsze mi zazdroscily meza. Az tu nagle taki szok!
        • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:14
          tesknotazabija napisała:

          > Prze 8 miesięcy mąż opiekował się mną cudownie. Poniew
          > aż mogłam wstawać tylko do toalety, wszystkie obowiązki domowe przejął mąż. Dba
          > ł o mnie cudownie.
          > Na kilka tygodni przed porodem zaczęło się między nami psuć. Mąż odsunął się od
          > e mnie, aż wreszcie nas zostawił.
          > Nie wiem czym tłumaczyć jego zachowanie... Wiem, ze trudno Wam uwierzyć, ale on
          > przez 8 lat naprawde byl idealem.




          A nie było tak, że on tylko dawał, dawał
          dawał i jeszcze raz dawał a ty brałaś,
          brałaś, brałaś, brałaś i brałaś i tego
          brania końca nie miało? Może w którymś momencie
          pękło coś w nim. W tym czasie może żalił się
          albo w samotności cisnęło się wszystko w nim
          a ty jak ta księżniczka nie widziałaś niczego
          więcej niż własny czubek nosa, bo to było takie
          fajne - taki idealne...?
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:23
            Na pewno byly rzeczy, ktorych nie zauwazalam, a mąż o nich mi nie mowil, bo z natury jest taki, ze generalnie nie lubi mowic o tym co go boli. Dzisiaj siedze i szukam gdzies w glowie takich sytuacji, w ktorych moze zachowalam sie nie fajnie.
            Ale wiem jedno - kochalam go przeogromnie i pokazywalam to na kazdym kroku. Dbalam o niego. W ciazy chcialam go odciazyc od wszystkich obowiazkow i w tym celu sprowadzilam do pomocy moja mame. Jak sie pozniej okazalo-nie byl z tego zadowolony, ale oczywiscie nic wczesniej nie mowil.
            Na pewno nie jestem typem ksiezniczki.
    • zebra12 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 17:53
      A ja nie rozumiem, jak mozna kogoś takiego kochać. Zrobił ci takie
      świnstwo.
      W takim razie ja nigdy nikogo nie kochałam. Nigdy nie byłam z nikim
      tak związana emocjonalnie, zeby tak rozpaczać i być bliską
      szaleństwa, czy nawet płakać. Gdy mąż mnie zdradził, bylismy juz w
      trakcie rozwodu. Zupełnie mnie to nie ruszyło. Byłam tylko ciekawa
      pikantnych szczegółów... smile Ale ja go już zupełnie nie kocham i nie
      wiem, czy kiedykolwiek w ogóle kochałam.
      Współczuję Ci. Zapomnij o nim. Zacznij zyć i cieszyć się tym, co
      masz.
      Ja znowu mam tylko problemy finansowe, poza tym sobie świetnie
      radzę. Ty masz na odwrót. Każdy ma jakieś bolączki.
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:07
        Można kochać, bo mój mąż dzisiaj to nie ten sam mąż który był przy mnie przez 8 lat. Nawet jego rodzice i rodzeństwo mówią, że to nie on, ze coś się stało. Zastanawiają się jak może się ktoś tak zmienić.
        Ja nie kocham tego człowieka, którym mąż jest dzisiaj, ale tego z którym spędziłam tyle cudownych chwil. W moim małżenstwie nie było kryzysów. Nie mielismy zadnych problemow, poza tym, ze musielismy sie leczyc, aby miec dziecko, ale z tym tez sobie poradzilismy, bo dzisiaj mamy cudownego synka.
        Dlatego gdy wspominam te 8 wspolnych lat to wyje i przestac nie moge. Kazdy zakatek mieszkania budzi we mnie cudowne wspomnienia. I tak codziennie ...
        • mola1971 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:29
          Tęsknota, a jak przez tych 8 lat cudownego związku wyglądało u Was z seksem?
          Czy kochaliście się spontanicznie i często, czy tylko w określone dni w celu prokreacji?
          To bardzo ważne pytanie i odpowiedź na nie może być kluczem do wyjaśnienia tego co się stało.
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:36
            Nigdy nie kochaliśmy się często. Od samego początku naszej znajomości
            nasze kontakty seksualne były rzadkie ale spontaniczne i cudowne. Mamy
            podobne temperamenty. Byliśmy parą, która potrafiła cieszyć się samą
            bliskością drugiej osoby. Jakieś 2 lata temu zaczęliśmy się starać o
            dziecko i niestety faktycznie musieliśmy dostosowywać się do wytycznych
            lekarzy, co niejednokrotnie bardzo nas, a zwlaszcza meza frustrowalo.
            • mola1971 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 18:44
              No to masz odpowiedź co i dlaczego się stało. Mężczyźni już tak są skonstruowani, że seks jest dla nich ważny (jeśli nie najważniejszy) i jeśli nie dostają go tyle ile potrzebują w domu to pytanie nie jest czy zdradzą. Pytanie jest tylko KIEDY zdradzą.
              Dla faceta związek bez seksu to związek bez miłości.
              Od razu wyjaśniam, że nie zamierzam Cię obwiniać i jako kobieta poniekąd rozumiem i wiem, że w przypadku starania się o dziecko i problemów z tym trudno o spontaniczność i radosny seks, ale po prostu chcę byś zrozumiała co Twoim chłopem kierowało i dlaczego stało się to co się stało.
              • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 19:27
                Myślałam też o tym, ale tak jak pisałam wczesniej my nigdy czesto nie uprawialismy seksu. Takie mamy temperamenty. Mysle, ze nawet moj maz ma mniejszy temperament niz ja.
                Ale moze faktycznie cos jest na rzeczysad
                • mola1971 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 19:35
                  Wiesz, jest różnica między małym temperamentem (który zresztą z wiekiem i z okolicznościami potrafi się diametralnie zmienić) a brakiem seksu w ogóle. Domyślam się, że przez całą ciążę ze względów zdrowotnych miałaś zakaz seksu, teraz jesteś w połogu, więc mimo jego małego temperamentu mógł odczuwać brak.
                  Teraz musisz się zastanowić co dalej... Wg mnie na razie nie podejmuj żadnej pochopnej decyzji, odpocznij, nabierz dystansu i zajmij się sobą i maluchem. Jeśli ta pani w jego życiu to tylko chwilowa fascynacja seksualna, która tak zadziałała na wyposzczonego chłopa, że zgłupiał, to prawdopodobnie za jakiś czas rozum mu wróci i będzie chciał do Ciebie i dziecka wrócić. A wtedy Ty na spokojnie zdecydujesz czy nadal go chcesz.
        • jestem.incognito Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 21:36
          To co, kosmici go podmienili? Pogódź się z tym, że to właśnie ten facet. Ten
          sam. Tylko widocznie nie wszystko o nim wiedziałaś, dobrze grał i umiał ukrywać
          swojego Mr Hyda.

          Pozory często mylą, szczególnie mylące mogą być dla osób z zewnątrz. Delikwent,
          który ukrywa zmianę, stara się utrzymać status quo będzie się tak maskował, że
          nawet sam siebie oszuka - chyba, że zaliczy wpadkę, coś się wyda. Jakby się nie
          wydało to zapewne nadal miałabyś męża. Jakby się rozstał z ową panią to pewnie
          wróciłby nawet do bycia ideałem.

          Zakłamane palanty uncertain
    • nangaparbat3 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:21
      Mnie sie wydaje, że mąz Tęsknoty nalezy do tych osob, ktore nie potrafią mowic
      "nie", nie potrafia wyznaczac granic, staraja sie kosztem wlasnego "ja"
      zaspokoic wszystkie oczekiwania drugiej osoby - a frustracja gromadzi sie i
      gromadzi, i kiedy wybuchnie, nie ma czego zbierac.
      Nie tyle drań, co w relacji z zona czlowiek zupelnie nieasertywny.
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:28
        Trafniej nie dalo sie tego opisac.
        To jest dokladnie moj mąż. Ma ogromne problemy z mowieniem "nie" i teraz faktycznie wychodzi na to, ze robil wszystko, aby mnie uszczesliwic, a niejednokrotnie z wieloma sprawami nie czul sie dobrze.
        Tylko na litosc boska ja go do niczego nigdy nie zmuszalam. Robil dla mnie wiele, nigdy na nic nie narzekal a teraz nas zostawil i nawet nie chce rozmawiac. Wyslalam mu smsa czy mozemy sprobowac odbudowac nasz zwiazek na innych zasadach, ale mi nie odpisal.


        • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:38
          tesknotazabija napisała:


          >Wyslalam mu smsa czy mozemy sprobowac odbudowac nasz zwiazek na innych zasadach,
          > ale mi nie odpisal.



          To na pewno nie jest rozmowa na smsy.
          Skontaktuj się z nim i w cztery oczy,
          na spokojnie, porozmawiajcie.
          • mola1971 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:40
            Taa, już widzę jak będzie chciał rozmawiać. Na razie to on ma świeżą, nową panią i żadne rozmowy o przyszłości małżeństwa nie przyniosą skutku.
            On musi najpierw ochłonąć i wrócić na ziemię. A jak już wróci to adres i numer telefonu zna.
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 13:07
            Dzisiaj udało mi się porozmawiać z nim chwileczke przez telefon.
            Umówiliśmy się popołudniu na spacer w parku. Może uda nam się coś
            ustalić.
        • very_blondi Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:43
          Ja też takim mężem byłem, tęsknoto. Minęliśmy się w fazie, jeśli można tak powiedzieć. Teraz każde z nas ma mniej lub bardziej udane życie, dzieci. Coś jednak zostało niedopowiedziane, niedokończone, nierozstrzygnięte. Na wszystko jest swój czas, jak widać, i trzeba umieć z niego korzystać, by nie zastała nas sytuacja, kiedy mówimy sobie: "za późno".
          • kowalka33 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 22:59
            Wiecie ja myślę że on u tej kolezanki to moze tylko spi....jak dla mnie
            klasyczny homo ale lekajacy sie ujawnienia w koncu się zebrało i tyle.Normalny
            facet, funkcjonujacy w rodzinie wsród znajomych , nie porzuca noworodka (nawet
            jak dziciak go nie wzrusza)
            • nangaparbat3 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 23:12
              Kowalko, ludzie są bardzo rózni, to tylko my chcemy przykleic każdemu etykietke,
              bo wtedy łatwiej nam funkcjonowac, odniesc sie, nie trzeba sie wysilac.
              Ja na przyklad kompletnie nie rozumiem, co to znaczy "klasyczny homo" - znam
              kilku homoseksualistow, o ktorych orientacji wiem, i kazdy jest inny. Dwóch z
              nich często mówi, jak marzy o dziecku, myśle, ze byliby najlepszymi na swiecie
              ojcami - w zyciu bym nie przypuszczala, ze brak zainteresowania dzieckiem ma cos
              wspolnego z orientacją, a jeśli - to na odwrót (to znaczy po geju spodziwalabym
              się raczej zainteresowania).
              • kowalka33 Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 09:20
                Droga nango nie chodziło mi o to facet nie zajmuje się dzieckiem, bo choć dla
                dzisiejszych kobiet wychowanych na pismach dla kobiet zajmowanie sie dzieckiem
                przez ojca jest oczywiste to chodzi mi bardziej o fakt sporadycznego seksu. To
                by mnie zastanawiało bardziej...I w tym sensie tekst o tym że się z koleżanką
                nie sypia brzmi całkiem wiarygodnie.
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 13:09
            I ja właśnie nie chcę, aby coś było niedopowiedziane, niedokończone,
            nierozstrzygnięte. Dlatego walczę i robię wszystko, aby usiąść i
            porozmawiać. Może dzisiaj się uda ...
        • nangaparbat3 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.07.10, 23:25
          Troche strzelilam, ale to co o nim napisalas przypomnialo mi mojego Exa -
          łagodnego, ustepujacego, starajacego się, by było dobrze - a potem nagle wybuch.
          Miał tez wielki problem z podejmowaniem decyzji, radzil się, ale tak naprawde
          chcial, bym go utwierdzala w jego wyborach.
          Nie mam pojecia, co Ci radzic - ale na pewno nie smsa. Ewentualnie na maksa
          szczery list, i na papierze.
          Oprocz tego:
          poinformowanie meza, ze nie mozesz dźwigac wanienki z woda i przy kapieli jeste
          niezbedny - a jak juz jest, niech kapie, a Ty najwyzej pomagaj
          propozycja, by okreslił, w jakich godzinach moze pobyc z małym - niech to bedzie
          2 razy w tygodniu, ale z parę godzin, tak zeby musial dziecko przewinac,
          nakarmic, etc.
          I chyba jasno musicie ustalic, ze zajmowanie sie dzieckiem nie ma zwiazku z tym,
          czy Wy bedziecie razem. Decyzje o Waszym związku mozna odlozyc, zajmowania się
          dzieckiem - nie.
          • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 09:52
            coś takiego prawie w 90% jest szokiem dla drugiej strony i nigdy człowiek nie
            jest w stanie przewidziec coś takiego i się przygotowac żeby nie było
            zaskoczeniem. też to przeszłam z dzieckiem trochę starszym bo 2,5 letnim. też
            bylismy wczesniej 9 lat razem i było nam razem bardzo dobrze i nagle bach. jest
            zwykłym skur.wielem jeżeli zostawił Ciebie z maleńkim dzieckiem. zle mu było?
            języka w gębie nie miał? nie można było porozmawiac tylko odrazu sobie kochankę
            znalezc? bardzo Ci współczuję wiem, że potrzebujesz teraz kogoś z kim mogłabys
            pogadac. jezeli jestes zainteresowana to podam Ci moj nr gg
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 13:17
              Bardzo chętnie z kimś porozmawiam, zwlaszcza z osoba ktora przeszla cos
              podobnego. Moze bedzie mi latwiej to wszystko zrozumiec...
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 13:15
            nangaparbat3, dziekuje Ci bardzo za wszystkie slowa. Widze, ze
            faktycznie nasi mezowie to podobne typysmile
            Smsy sa u mnie czasami koniecznoscia, bo wiem, ze je czyta. Telefonow
            nie odbiera, list napisalam juz jakis czas temu, ale twierdzi, ze nie
            przeczytal. Dzisiaj umowilam sie z nim na spacer w parku. Sama jestem
            w szoku ze sie zgodzil. Przez telefon byl wyjatkowo spokojny.
            Musze z nim porozmawiac o dziecku. Musi mi pomoc, bo sama nie dam
            rady, chociaz i tak swietnie sobie radze, co on zauwazyl i chyba jest
            w szoku.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 18:08
              No i po spotkaniu. Mąż powiedział mi ze, powinnismy sie rozwiesc, bo
              on uwaza ze nie umielibysmy juz sobie zaufac i ze za daleko juz to
              wszystko zaszlo i ciezko byloby nam odbudowac relacje z rodzinami i
              przyjaciolmi, ktorzy o tym wiedza.
              Rozmowa byla spokojna. Mialam taka nadzieje, ze podejmie walke o nas.
              A on o rozwodzie...
              Jutro okresli sie kiedy bedzie przychodzil do synka. Jutro lub w
              czwartek ma przyjsc i zabrac go na spacer.
              Swiat mi sie zawalil - widze, ze nie ma szans na ratowanie naszego
              zwiazku.
              • mola1971 Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 23:48
                Wiem, że Ci trudno, ale postaraj się skupić na sobie i dziecku. Masz dla kogo żyć a to najważniejsze smile
                A mąż... On jest teraz pod wpływem dopaminy, endorfin i innej chemii towarzyszącej nowej znajomości i nie myśli racjonalnie. Pewnie, że chce rozwodu bo mu się wydaje, że po tym rozwodzie raj na ziemi go czeka. I może go czeka a może nie bo bardzo różnie to bywa.
                Na razie daj czasowi czas a sama zapewne stwierdzisz, że z kimś kto zostawił Cię z maleńkim, wyczekanym dzieckiem nie chcesz mieć nic wspólnego.

                W każdym razie rozwód (nawet jeśli do niego dojdzie) to nie koniec świata. Masa życia przed Tobą i na tym się skup. Będzie dobrze. Nie ma innej opcji smile
      • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 19.07.10, 11:18
        nangaparbat3 napisała:

        > Nie tyle drań, co w relacji z zona czlowiek zupelnie nieasertywny.

        Nanga, brak asertywności- zgadzam się, ale to jedno.
        Pozostawienie żony z 3tygodniowym dzieckiem dla młodej dziewczyny-
        dla seksu, to drugie dla mnie jednoznaczne w swej wymowie.
        • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 08:34
          tez usłyszałam takie słowa. to jest etap myślenia tylko kutasem. z czasem
          zacznie mu przechodzić. strasznie to przykre. nie powinnas teraz zostawać sama
          może poproś mamę albo jakąś kolezankę o pomoc może by trochę z toba pomieszkały.
          skąd jestes?
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 11:13
            Po wczorajszym spotkaniu obudziłam się dzisiaj jakaś silniejsza.
            Dziwne, prawda? rano byłam z synkiem u lekarza, wysłałam smsa mężowi,
            że jestem po wizycie i od razu oddzwonił. Powiedział też, że jutro
            przyjdzie do naszego synka i ze bedzie tez przychodzil raz w weekend.
            Wczoraj przelal mi pieniadze na dziecko, o co wcale go nie prosilam.
            Ma mi tez pomoc cos przy moim samochodzie. Rozmawialismy ze soba tak
            normalnie. Przyjelam zasade, ze sie nie poddam. Walczyc bede dalej.
            Od wtorku zaczynam terapie u psychologa. Chce mu pokazac, ze swietnie
            sobie radze.

            Nie jestem teraz sama. Przyjechala do mnie mama, ale powiem szczerze,
            jej obecnosc niezupelnie mi pomaga, bo ona chcialaby abym poszla z
            nim na wojne i zemscila sie na nim. A ja nie chce - ja chce jeszcze
            walczyc. Dlatego jej obecnosc i rady strasznie mnie mecza.
            Jestem z Warszawy a Ty?
            • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 11:35
              z Gdańska. moja matka ma niestety tez tak
            • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 11:41
              Witaj,
              Przede wszystkim żadnej wojny. Domagaj się od niego jedynie, aby
              spełniał swoje obowiązki wobec dziecka. Ty ze swojej strony okazuj
              mu możliwie maksymalną obojętnośc. Wiem, że to niełatwe, ale
              wyznaniami, smsami, naciskaniem nic nie wskórasz. Ja taki błąd
              popełniłam wobec eksa (chociaż rozstaliśmy się nie w tak
              dramatycznych okolicznościach), nic z tego nie wyniknęło oprócz
              mojego złego samopoczucia. Powodzenia, trzymam kciuki i uszy do
              góry smile
            • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 12:52
              tesknotazabija napisała:
              Od wtorku zaczynam terapie u psychologa. Chce mu pokazac, ze swietnie
              sobie radze.

              bardzo dobrze, tylko motywacja zła.
              Terapia jest dla Ciebie,
              żebyś zobaczyła to wszystko z innej perspektywy.
              Wtedy zadecydujesz czy chcesz jeszcze walczyć o męża i czy jest o kogo walczyć i
              czy jest (i jaka) w tym wszystkim Twoja wina, bo odnoszę wrażenie że obwiniasz
              siebie.
              Pozdrawiam
              • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 13:09
                Jest coś prawdy w tym co napisałaś. Znajomi też mówią, że widzą, że
                zaczynam się obwiniać za to wszystko, a niesłusznie.
                Mąż mi mówi, że niepotrzebnie wciągnęłam w to rodzinę i znajomych i że
                ciężko byłoby teraz odbudować z nimi relacje i faktycznie zaczynam czuć
                się winna.
                Mam nadzieję, że psycholog pomoże mi to wszystko zrozumieć.
                • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 15:57
                  Ale jak niepotrzebnie, do licha ciężkiego! Zostawił Cię samą z
                  malusieńkim dzieckiem po trudnej ciąży, przecież ktoś musi Ci pomóc
                  w tej sytuacji, skoro on ma wszystko w nosie. Wstyd mu podświadomie
                  za to, co zrobił i najchętniej by chciał, żeby nikt o tym nie
                  wiedział. Porażka.
                  Nie obwiniaj się, nawet jeśli on nie potrafił mówic "nie", jeśli
                  umiał tylko ulegac, to w dalszym ciągu nie jest Twoja wina, tylko
                  słabośc jego charakteru przesądziła o tym, że zmarnował Tobie i
                  sobie kilka lat życia (bo- głowa do góry, po burzy wychodzi słońce).
                  Nie słuchaj tych, co mówią, że poszedł, bo nie miał seksu. Jak się
                  kogoś kocha, to przez jakiś czas można się poświęcic i wytrzymac bez.
                  Byc może jest w tej sytuacji jakaś Twoja wina, ale to, co zrobił
                  Twój jeszcze mąż przekracza wszelkie granice i kompletnie go w moich
                  oczach przekreśla. To jest po prostu jakiś niedojrzały człowiek,
                  takich rzeczy się po prostu nie robi. Uważam, że nawet jeśli z jakiś
                  powodów nie chce z Tobą byc, to powinien zacisnąc zęby i przemęczyc
                  się przez te kilka miesięcy, kiedy dziecko (które zresztą wpólnie
                  planowaliście, bo gdyby to była wpadka, to jeszcze, jeszcze, można
                  by go jakoś odrobinę chociaż usprawiedliwic, że nie był gotowy itp)
                  jest najmniejsze, a Ty najbardziej wrażliwa, bo osłabiona po
                  porodzie i nieoswojona jeszcze z sytuacją macierzyństwa. Nawet mój
                  eks, który ogólnie jest zimnym draniem, kiedy rodziłam, wiął miesiąc
                  urlopu i siedział w domu ze mną i z noworodkiem. Potem wszystko się
                  rozleciało, dzieckiem się mało zajmuje i niechętnie płaci, ale stało
                  się to wtedy, kiedy ja już byłam na tyle silna, żeby zostac sama.
                  • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 20:14
                    lejla81, wlasnie dlatego musze zaczac terapie u psychologa, bo czuje ze mąż chce zdobyc nade mna przewage psychiczna (albo juz zdobyl, bo faktycznie zaczynam szukac winy w sobie).Moi znajomi bija mi do glowy, ze tu nie ma mojej winy.
                    Wiecie co, zawsze myslalam, ze jestem inteligentna babka, ktora nie pozwoli soba pomiatac, a to co ja teraz robie zaczyna mnie po prostu przerazac. Z jednej strony wiem, ze powinnam mu dac kopa w 4 litery, a z drugiej strony zachowuje sie jakbym zebrala o milosc.
                    Nigdy nie myslalam, ze znajde sie w takiej sytuacji. ja jestem po prostu zalosna...

                • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 17:33
                  Zgadzam się z Lejlą, prawda bywa niewygodna, gdybyś wg życzenia męża
                  zdołała ukryć jak postąpił miałabyś szansę na jego rychły powrót i …
                  następny taki numer ale za np. 2 lata.
                  To obwinianie siebie to przesada.
                  Można na to spojrzeć z drugiej strony,
                  Pan 11 lat starszy nie potrafił Ciebie rozbudzić (masz 30 lat-a
                  gdzie seks?) znalazł sobie wygodną przystań rodzinną, ale trochę się
                  umęczył (praca nad spłodzeniem dziecka) co w jego egoistycznym
                  mniemaniu było już zbyt wielkim wysiłkiem. O dziecku- już w ciąży
                  zapomniał, bo nie opisywałaś jego ochów i achów nad brzuszkiem (?).
                  Seksuje się właśnie z młodą, naiwną dziewczyną, gdy Ty borykasz się
                  z trudną, nową sytuacją.
                  To właśnie Twój mąż.
                  Nie ma sensu walczyć z nim, popracuj z psychologiem, nabierz
                  dystansu, zadecyduj po terapii, a teraz wdrażaj go w obowiązki, ale
                  też bez obwiniania go, bo to w niczym nie pomoże, a wręcz
                  przeszkodzi w kontaktach ojciec – dziecko.
                  Stało się..
                  • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 20:20
                    Enesta, ja chyba faktycznie potrzebuje takich mocnych slow jak Twoje
                    i kolezanki wyzej.
                    Jesli chodzi o moja ciaze, to powiem Ci, ze od samego poczatku moj
                    maz byl zachwycony nasza ciaza. Od poczatku puszczal dzieciakowi do
                    brzuszka muzyke powazna dla malucha, codziennie czytal malemu 2 bajki
                    wieczorem. Dbal o nas BARDZO! Poniewaz mialam cukrzyce ciazowa, mąż przyrządzał dla mnie specjalne posilki. No ideal jednym slowem.
                    Wszyscy mowili, ze nie jeden facet juz dawno by zwariowal, a on dawal
                    rade. Biegal po sklepach, kupowal mi ciuchy i przynosil do domu, abym
                    mogla sobie wybrac co chce. Co mi sie nie podobalo to oddawal do
                    sklepu. Urzadzil cudowny pokoik dla synka.
                    Jak wiec widzicie - zachowywal sie cudownie, a na samej koncowce po
                    prostu nas zostawilsad


                    • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 22:24
                      Tęsknota, jeśli to prawda o czym piszesz powyżej, to dla mnie nie ma
                      w Twojej historii logiki.
                      Nie wierzę, to niemożliwe, żeby taki facet zrobił taki numer. Moim
                      zdaniem.
                      Jeśli to prawda, to dobrze się trzymasz, a terapia na pewno wzmocni
                      Ciebie.
                      Pozdrawiam
                      • esteraj Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 23:21
                        Jakaś logika w tym jest. Mąż dbał, żeby zmniejszyć poczucie winy za romans,
                        który już trwał, chciał zrekompensować krzywdę i w jakiś sposób zakamuflować
                        swój grzech.
                        Nie wiem jaką jesteś kobietą Tęsknota, ale może on za bardzo czuł się
                        zdominowany przez Ciebie, bo jak piszesz nie miał w sobie asertywności.
                        Może wynikać to z wychowania, nauczony był posłuszeństwa wobec rodziców.
                        Kobieta, którą spotkał zauważyła w nim inne cechy, nadała pewności, poczuł się
                        mężczyzną atrakcyjnym. To mogło spowodować tak wielką zmianę, bo zobaczył, że
                        można żyć inaczej.
                        Oczywiście to tylko moje przypuszczenia.
                        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 08:07
                          Nie wierze, ze mąż miał kochankę dużo wcześniej. Tak jak pisałam
                          przez całą ciążę skakał koło mnie jak koło jajka.
                          Jestem osobą dominującą, to fakt. Mąż faktycznie z domu nauczony był
                          posłuszeństwa wobec rodziców i niejednokrotnie już jako dorosły facet
                          nie potrafił im np zwrócić uwagi, gdy zachowywali się nie w porządku.
                          Mój mąż nie mógł nie czuć się nieatrakcyjny czy pewny siebie. Na
                          każdym kroku mówiłam mu, że jest świetny, motywowałam go w pracy na
                          każdym kroku, bardzo często mówiłam mu, że go kocham i ze czuję się
                          przy nim tak bardzo bezpieczna, ze stworzył nam cudowny dom. I teraz
                          tak mi się za to odpłacasad
                          Moja mama mowi, ze za bardzo go kochalam i za bardzo to okazywalam...

                      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 08:01
                        Ludzie, nie siedze na tym forum aby pierdoly pociskac. To co pisze to
                        prawda. Dlatego nie moge sie z tym wszystkim pogodzic. Nie tylko ja
                        jestem tak zalamana. Moja i jego rodzina rowniez, bo wszyscy widzieli
                        jak wygladalo nasze malzenstwo i jak bylismy szczesliwi i nikt teraz
                        nie moze w to uwierzyc, ze maz nas zostawil i nie chce ratowac
                        naszego zwiazku.
                        Dzisiaj podejme kolejna probe rozmowy z nim, jak przyjdzie do
                        dziecka.
                        Wstalam dzisiaj rano, rozejrzalam sie po mieszkaniu i zaczelam
                        ryczec. Wszedzie wspomnienia. Wszedzie wisza moje zdjecia, bo maz
                        zajmuje sie min fotografia i uwielbial robic mi portrety-wisza w
                        calym domu. Nie wiem jak ja sie wyprowadze z tego domu. Urzadzalismy
                        nasze gniazdko razem, wszystko projektowalismy wspolnie, bo mamy do
                        tego smykałkę. Kazdy szczegol jest przez nas dopieszczony, a teraz
                        bede musiala sie stad wyniesc... Nie wiem czy jestem w stanie to
                        przezycsad
                        • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:23
                          Tęsknota,
                          Jeśli faktycznie napisałaś o wszystkim co miało miejsce i nie
                          pobiłaś męża, nie dostałaś szału, (depresja poporodowa) to zwrot
                          starań, chęci , uczuć Twojego męża jest nieprawdopodobny.
                          Chciałam Cię jeszcze spytać- czy dużo przytyłaś-ponad 20 kg i jak to
                          teraz wygląda, dla niektórych mężczyzn jest to bardzo ważne.
                          Czy mąż ma dominującą matkę, czy słyszałaś lub zauważyłaś inne
                          preferencje u męża (sporadyczny seks, mieszka u kobiety z którą nie
                          sypia, teraz mieszkanie od kolegi)
                          Poproś o szczerą rozmowę, tu nic nie trzyma się kupy, mężczyzna
                          który biega koło brzucha nie zostawia malutkiego dziecka, chyba że
                          boi się bliskości z Tobą- ale pytanie czemu?
                          Zakładam że jesteś i byłaś jego żoną, a nie kochanką- bo tu zaszłyby
                          inne okoliczności i czyjś mąż niekoniecznie zostawiłby żonę dla
                          dziecka z inną.
                          Więcej pomysłów nie mam.
                          No może jeszcze jeden – filmowy- młoda dziewczyna to jego córka,
                          ukrywał to 8 lat przed Tobąwink
                          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:47
                            Enesta, nie dostalam szalu, nie pobilam meza, nic z tych rzeczy.
                            W ciazy przytylam tylko 5 kg. Wygladalam kwitnaco. Po ciazy rowniez
                            pomimo wszystkich problemow wygladam bardzo dobrze. Waze 54 kg i
                            naprawde czuje sie w swoim ciele swietnie.
                            Maz w ciazy byl mna zachwycony. Zrobil mi cudowna sesje fotograficzna
                            w ciazy, ktora nawet chcial wyslac gdzies na konkurs fotograficzny.
                            Mąż nie ma dominującej matki, raczej uległą.
                            Widzicie teraz, ze to wszystko jest niezrozumiale ...
                    • anbale Re: nie chce mi się żyć:-( 20.07.10, 23:42
                      Hm, jeśli dorosły mężczyzna czytał ciążowemu brzuchowi codziennie 2 bajki, to
                      albo to jest bardzo dziwne, albo wygląda na jakiś niezły teatrzyk... Tym
                      bardziej, że jak się okazało- znowu tak bardzo na to dziecko nie czekał, skoro
                      nie miał najmniejszego problemu z bezwzględnym porzuceniem zaraz po urodzeniu...
                      Albo przemilczasz jakieś fakty, coś się między wami wydarzyło niedobrego o czym
                      nie wspominasz; albo Twoj mąż potrafi robić jedynie bardzo dobre wrażenie i nic
                      poza tym...Z każdego innego punktu widzenia to wszystko jest psychologicznie
                      nieprawdopodobne.
                      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 08:15
                        Czytał bajki do brzucha bo sprawiało mu to przyjemność. Teraz jak
                        przychodzi to synkowi czyta te same bajki. Ja nie widze w tym nic
                        dziwnego.
                        Nic zlego miedzy nami sie nie wydarzylo. Mowisz o dobrym wrazeniu.
                        Nie wiem... Nie wierze, ze przez 8 lat nie zauwazylabym czegos
                        niepokojacego.
                        Widzicie, Wam jest w to ciezko uwierzyc, to teraz pomyslcie sobie co
                        ja czuje. Siedze i próbuje to wszystko zrozumiec.
                        Chodzi mi jeszcze po glowie, aby odwiedzic ta dziewczyne u ktorej
                        mieszka. Chcialabym uslyszec jej wersje wydarzen, bo maz twierdzi, ze
                        mieszka u niej od tygodnia, ale na dniach sie wyprowadza do wolnego
                        mieszkania swojego kolegi z pracy. No i bardzo chcialabym sie
                        dowiedziec czy ona w ogole wie o mnie i o dziecku.



                        • anbale Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:30
                          Ja jednak widze w tym coś dziwnego, bo to tak, jakby czytał te bajki
                          sobie, albo po prostu robił przedstawienie pt. "nie jestem taki zły".
                          No bo opieka i troska nad noworodkiem nie polega na czytaniu mu
                          bajek, wręcz wydaje się to absurdalnym pomysłem- porzucić matkę i
                          dziecię nowonarodzone i wpadać czasem przeczytać mu bajkę...no ale
                          mniejsza z tym.
                          Nachodzenie tej dziewczyny to chyba tez nienajlepszy pomysł. Co
                          własciwie chcesz przez to uzyskać?
                          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:49
                            Ja w czytaniu bajek nie widze nic dziwnego. Sama tez czytalam do
                            brzucha swoja bajke i teraz czytam ja malemu.
                            Z dziewczyna chcialam porozmawiac i ustalic czy ona wie o mnie i
                            odziecku, bo maz twierdzi, ze tak, a mnie sie wydaje, ze ona nie ma o
                            tym zielonego pojecia.
                    • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 08:07
                      [b]wiesz co to tez nie jest normalne zachowanie faceta , puszczanie muzyki dziecku do brzuszka,teraz pewnie puszcza muzyke do innej czesci ciała swojej nowej partnerce i co dalej uważasz ,że to było normalne?
                      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 09:29
                        Plujeczko, akurat w puszczaniu muzyki do brzucha dziecka nie widzę nic nienormalnego. Wielu naszych znajomych tak robiło i później jak dzieciaki się urodziły to np bardzo chętnie zasypiały czy uspakajały się przy muzyce, której słuchały regularnie będąc jeszcze w brzuchu mamy. Ale to już osobny tematsmile Zgadzam się natomiast, że mój mąż nie jest zupełnie normalnysad
    • anka_cyganka35 Re: tautschinsky 19.07.10, 15:01
      no tak to idąc tropem twojego rozumowania żaden ojciec nie jest potrzebny
      dziecku do iluś tam lat zanim nie zacznie być komunikatywny.

      oj skrzywdziła Cie jakas naprawde okrutnie, nie wiem czy masz dzieci (lepiej by
      było żebyś ich nie miał) ale wiesz przypadki chodzą po ludziach jak to sam
      napisałeś można gdzieś tego dzieciaka zrobić nawet w kiblu więc dla dobra
      hipoyetycznie przyszłych dzieci wykastruj się
    • esteraj Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 08:53
      Najgorsza dla Ciebie jest niewiedza, co się właściwie stało. Dobrze by było
      gdyby mąż Ci to wszystko wyjaśnił. Może nie ma odwagi powiedzieć, co się
      właściwie stało i co naprawdę czuje, boi się Twojej reakcji.

      Jaką masz pewność, że to nie zaczęło się wcześniej? Żeby uśpić czyjąś czujność
      naprawdę można się perfekcyjnie kamuflować.

      Czy Twój mąż mógł się czuć ograniczony przez Ciebie?
      Czy obrażałaś się na niego, gdy zrobił coś nie po Twojej myśli?
      Czy zdarzało Ci się podważać jego decyzje?

      Wpojone posłuszeństwo i strach przed zranieniem drugiej osoby są przyczyną braku
      asertywności.
      Zasady i wartości mogą stać się zbyt ograniczające, dlatego następuje ich
      kulminacja i człowiek chce zrzucić ciężar tej całej odpowiedzialności czekając
      na odpowiedni moment (tutaj Twój mąż czekał aż urodzisz dziecko). Może przerosło
      go to wszystko.
      • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:54
        mój mąz dopiero po 1,5 roku dziwnego zachowania, zdradzania, kłamania, awantur
        wykrztusił z siebie co się dzieje. i wtedy wbrew pozorom poczułam się lepiej.
        skończyło sie robienie ze mnie wariatki z urojeniami. nie wierze w żadne
        historie mieszkania u kolegi albo u kolezanki bez bliższych kontaktów. niestety
        ale dla mnie to on teraz myśli kutasem dlatego zachowuje się w tak irracjonalny
        sposób. kiedyś mu przejdzie ale nie masz co liczyć ze bedzie to szybko jeżeli
        jest taki bezwględny.
        • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 09:57
          dziewczyne bym odwiedziła albo bym zadzwoniła niech nie bedzie im tak miło i
          faktycznie moze nie wiedzieć. mój mąż swojej pierwszej kochance tez nie
          powiedział o dziecku
          • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 10:22
            Ja zrobiłabym tak samo - skontaktowałabym się z tą dziewczyną, ale,
            Tęsknoto, wszysto trzeba załatwic bardzo spokojnie. Żadnych przed
            nią łez, awantur, wyrzutów w stylu "oddaj mi męża"... Idź, zadzwoń,
            powiedz rzeczowo o co chodzi, zapytaj jak to z jej punktu widzenia
            wygląda, bo Ty nic nie rozumiesz... Wierzę (może naiwnie) w jakąś
            solidarnośc jajników, jeśli dziewczyna jest normalna, to z pewnością
            rozmowa z nią Ci bardziej pomoże, niż zaszkodzi. Pod warunkiem, że
            się przed nią nie rozkleisz.
            Co do męża - zaczyna mi to wyglądac tak, że on sobie w życiu wysoko
            poprzeczkę stawiał, taki pan perfekcyjny, no i w którymś momencie
            (tym najbardziej krytycznym) po prostu nie dał rady. Nie oznacza to,
            że go usprawiedliwiam, bo zrobił straszne świństwo.
            Jest jeszcze inne wytłumaczenie: on po prostu nie wie, co robi. Tak
            miałam z eksem. Przy jednej z naszych rozmów spytałam go, dlaczego
            tak postępuje, bo ja w żaden sposób nie potrafię jego zachowania
            pojąc. Odpowiedział mi, że nie muszę wszystkiego rozumiec, a po
            chwili namysłu dodał, że on sam tego nie rozumie.
            • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 10:25
              lejla mój tez nie wie dlaczego to zrobił smile dlatego uważam, że nie myśli teraz
              mózgiem
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 11:24
              Lejla81, ja wlasnie mam wrazenie, ze moj maz nie wie co robi. W
              jednej rozmowie najpierw mowi, ze nie wie czy mozemy to uratowac, po
              czym za chwile doslownie mowi, ze jednak nie damy rady, ze chce
              rozwodu i ze to on zlozy papiery. Jak sie go pytam co napisze w
              pozwie, jaki powod rozwodu to mi mowi, ze jeszcze nie wie, bo sie nad
              tym nie zastanawial. No zwariowac mozna!
              Ta dziewczyne faktycznie chyba odwiedze w weekend. Scen robic nie
              bede. Przedstawie sie tylko i zapytam od jak dawna to trwa i czy ona
              w ogole o nas wie.
              • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 22:16
                Blagam, nie rob tego. Ratowac malzenstwo musza dwie strony a przede wszystkim
                ta, ktora zawalila.

                Cos musialo sie zdarzyc, ze go tak odmienilo. Czytals artykul- nie zdradza sie
                tych kobiet, ktore sie kocha. Cos minelo, cos w nim peklo. Nie stwarzaj sobie
                dodatkowego bolu, kiedy cie ponownie odtraci.

                Jestes mloda. Dasz rade, fachowcy ci pomoga. Nie idz do tej baby. Prosze.
                Zostaniesz napewno ponizona i bedziesz sie czula jak ostatnia. Pakuj sie i
                wyprowadzaj. Zachowaj godnosc, on cie juz nie chce musisz sie z tym pogodzic.
              • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 20:35
                Nie rob tego dziewczyno. Odpusc. Zajmij sie swoim zyciem.

                Wiem juz dzisiaj jak to sie skonczy, oszczedz sobie bolu i nie narazaj sie na
                smiesznosc. Co ma wisiec nie utonie. Co Ci to da, ze sie dowiesz jak dlugo to
                trwa, a trwa napewno dluzej jak myslisz. Chcesz na sile zadac sobie wiecej bolu.
                Szanuj siebie.
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 11:18
        No właśnie - niewiedza mnie wykańcza i brak chęci ratowania tego
        związku. No i oczywiście ta dziewczyna. Wyobrażam sobie, że jest dla
        niej taki czuły i kochający jak był dla mnie przez te 8 lat i wyję z
        rozpaczy po prostu.
        Pytasz mnie czy mój mąż mógł się czuć ograniczany przeze mnie. Wydaje
        mi się,że nie. Dawałam mu dużą swobodę. Mógł realizować swoje pasje
        bez zadnych ograniczen, ufalam mu we wszystkim. Jak bylam w ciazy to
        nawet sama go prosilam aby gdzies czasami wyszedl bo mialam wyrzuty
        ze caly czas sie mna zajmuje.
        Nie obrazalam sie na meza. Nie jest to w mojej naturze. Nie
        podwazalam tez jego decyzji. Zawsze decyzje podejmowalismy razem, za
        co bardzo podziwiali nas znajomi.
        Ja po prostu musze to uratowac ...

        • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 11:31
          Twój mąż ma około czterdziestki, jeśli dobrze zrozumiał, a to
          niestety czas na "męskie kryzysy wieku średniego" sad Byc może będzie
          chciał do Ciebie wrócic szybciej, niż się tego spodziewasz. Trzymam
          kciuki, Tęsknoto, żeby wszystko Ci się dobrze w życiu ułożyło.
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 11:38
            tak, mąż ma 42 lata. Może faktycznie to jakis kryzys.
            Dzisiaj sie z nim spotkam, wiec moze uda mi sie z nim jeszcze
            porozmawiac na spokojnie.
            Dziekuje za wszystko. Pozdrawiam serdecznie,
            • panda_zielona Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 12:23
              Tęskontko bardzo Ci współczuję,ale myślę,że Twój mąż już podjął
              decyzję i żadne rozmowy na niewiele się zdadzą.Mnie nasuwa się tylko
              jedno w tej sytuacji-jest gejem.Była tu kiedyś podobna historia,mąż
              zostawił dziewczynę z dzieckiem dwuletnim i drugim w ciąży.W
              najkoszmarnieszych snach nie przypuszczała,że tak może być.A jednak.
              • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 12:40
                Nie, no w to na pewno nie uwierzę, aby mój mąż był gejem!
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 21:22
          No i po spotkaniu i po kolejnej rozmowie. I znowu nic. Slysze, ze
          rozwod, bo nie chce juz byc ze mna.
          Chyba najwyzsza pora sie z tym pogodzic i zaczac ukladac sobie zycie na
          nowo.
          • samumer Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 22:28

            -A czy zapytałaś się dlaczego nie chce już być z Tobą? To znaczy w dzisiejszej
            rozmowie czy się zapytałaś.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 22:46
              tak zapytalam i uslyszalam, ze sie wypalilo. Ze robil zawsze wszystko
              tak jak ja chcialam, pomimo tego, ze mial np inne zdanie. A ze nie
              umial o tym mowic to mu sie nazbieralo i nie ma faktycznie juz co
              zbierac. I teraz wg niego ja jestem wszystkiemu winnasad
              Jak stwierdzil - nie ma dymu bez ognia.



              • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 23:07
                To co napisalem. Boli jeszcze gorzej. A prosilem nie rob tego.

                Zycze Ci powodzenia, glowa do gory. Przy tak radylanych posunieciach jakie
                podiol Twoj maz bylo jasne, ze cos w nim peklo.
                • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 23:19
                  Dziekuje, mam nadzieje, ze uloze sobie jeszcze jakos zycie i mam
                  nadzieje, ze nie trafie juz nigdy na tak slabego czlowieka. Jak mozna
                  nie powiedziec przez tyle lat, ze jest cos co mu nie pasuje, tylko
                  zbierac to w sobie, a potem odstawiac takie sceny i jeszcze teraz
                  obarczac mnie wina.
                  Maz obwinia mnie za rozpad malzenstwa. paranoja, prawda?
              • akswodas Re: nie chce mi się żyć:-( 21.07.10, 23:15
                Mój mąż wyprowadził się 2 miesiące temu... Czytając Twoją historię
                jakbym czytała o sobie i o NAS..O tym,że to wszystko moja wina..o
                tym,że pękł, bo za dużo już się w nim nazbierało..
                Ja go nie poznaję, jest dla mnie jakimś obcym człowiekiem, którego
                momentami nawet zaczynam się bać, np gdy przyjezdza po swoje
                rzeczy.. Nie pokłóciliśmy się, nie zdradziliśmy, po prostu
                stwierdził,ze ma dość, że chce być z kobietą, a nie kimś takim jak
                ja..Pewnie kogoś poznał, nie mam kasy na detektywa sad Wspaniale mu
                odpowiadał nasz układ,że wszystko robisz za niego, płacisz rachunki,
                dbasz o dom, robisz zakupy, dbasz o kolację, pranie itd..oprócz tego
                pracujesz tyle co on i zarabiasz conajmniej podobnie, bo nie wiem
                ile zarabiał, nigdy nie chciał mieć wspólnych pieniędzy..od niego
                nic nie wymagasz, o nic nie prosisz, bo narażasz się na wybuch złego
                humoru i darcie się,że on chce świętego spokoju!! Więc zajmujesz się
                wszystkim dalej, nie mogąc liczyć na pomoc i unikając wymagania od
                niego tylko dlatego , zeby nie przeżywać frustracji, ze czegos znowu
                nie zrobił, zapomniał, czy tez mu się nie chcialo..powoli nie masz
                czasu na własne zainteresowania, poprostu zrobienie czegos tylko dla
                siebie, bo on jest ważniejszy od Ciebie samej, bo Wy jesteście
                ważniejsi od Ciebie samej..Teraz kiedy to się stało zaczynam myśleć
                czego Ja chcę? Co dla mnie jest ważne? Czy to czego pragnę mogę
                dostać od niego? Wiem, że nie, bo ja potrzebuję oparcia, pomocy na
                codzień, poczucia,że mogę na kogoś liczyć, zawsze..a czy mogłabym
                teraz , po tym wszystkim znowu mu zaufac? Polegac? Myśleć, ze zrobi
                dla mnie wszystko w trudnej sytuacji? Nie..i to jest
                najsmutniejsze..Byliśmy ze sobą 13 lat. Jego odejście to był dla
                mnie szok. Z jego strony totalny brak chęci rozmowy, naprawy
                czegokolwiek, bo przecież nikt mu nie zagwarantuje,że będzie lepiej..
                Wiem, ze w środku bardzo boli..chce się płakać gdy usłyszysz
                piosenke w radiu, ktorej sluchaliscie albo gdy wracasz do domu i nie
                masz do kogo ust otworzyć..Ale wiem,że to minie, kiedyś..ale wciąż
                nie mogę się pozbierać..To minie, ale dlaczego musi tak boleć? Wciąż
                kocham go, ale czy chcę z nim być i bać się,że któregoś dnia gdy ja
                znow poczuję się bezpiecznie on mnie zaskoczy, tak jak 2 miesiące
                temu? Może lepiej już teraz to przeżyć do końca? Nie mam mimo
                wszystko odwagi złożyć pozwu..jeszcze nie mam..
                • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 07:37
                  Smutne to wszystko straszniesad
                  Mnie najbardziej boli to ze mąż nie chce nam dać jeszcze jednej szansy.
                  Tak po prostu przekreslil wszystko.
                  No i oczywiscie to obwinianie mnie o to, ze to przeze mnie sie
                  rozpadlo.
                  • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 08:40
                    dołączam się do klubu smile dziewczyny u mnie to samo. właściwie stwierdził, że już
                    dawno było zle że juz przed urodzeniem synka się popsuło. a chciał tego dziecka
                    tak samo jak ja nie zafundowałam mu wpadki bo musiałam mieć zabieg i była to jak
                    najbardziej świadoma nasza decyzja. powiedziałam mu, że jest perfidnym
                    wyrachowanym kłamcą. wypaliło się haha a przy boku dwudziestka to jest to
                    wypalenie. mój maż nigdy mi nie pomagał w domu, nie wiedział jak pralkę włączyć
                    nic. ja pracuję zawodowo, zajmuje sie dzieckiem domem i jeszcze w weekendy
                    pomagałm mu w jego firmie. mam go w dupie. przeszłam depresję, załamanie ale już
                    się podniosłam. już wiem, ze jest człowiekiem , na którego nie mozna liczyć. nie
                    obwiniajcie się! to nie nasza wina. ja w przyszłym miesiącu składam pozew a
                    wyprowadził się w czerwcu po awanturach bo nie bardzo chciał było mu dobrze
                    stukac sobie małolatę na boku ale na noc do wygodnego łóżeczka. jest dla mnie
                    skończony
                  • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 10:06
                    Tęsknoto, co do jednego masz rację, to bardzo słaby człowiek. Nie
                    daj wmówic sobie winy - tak jak już raz napisałam, nikt nie jest
                    ideałem, czasem niewłaściwie postępujemy wobec osób, które kochamy,
                    ale on zostawiając Cię w takiej chwili, przycmił wszystkie Twoje
                    ewentualne przewinienia.
                    Nic się nie martw, minie trochę czasu i ułożysz sobie życie bez
                    niego. Trochę tu na różnych forach jestem, o wielu dramatycznych
                    sytuacjach miałam okazję poczytac... Pamiętam, że była taka jedna
                    dziewczyna, która pod koniec ciąży zorientowała się, że mąż ją
                    zdradza z koleżanką z pracy. Narobili na dodatek (mąż i kochanka)
                    jakiś przekrętów i mężuś wylądował w więzieniu. Straszna,
                    przejmująca historia, jak może najbliższy człowiek nas rozczarowac.
                    Nie wiem, jak dokładnie się to skończyło, czy ma tego starego męża,
                    czy nowego, ale jakiś czas temu widziałam tę dziewczynę na forum dla
                    starających się o dziecko. Cieszyła się, że jest w kolejnej
                    upragnionej ciąży smile Więc głowa do góry - nie będzie łatwo, ale
                    minie rok-dwa i Twoje życie wróci do normy. Znów będziesz szczęśliwa!
    • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 10:07
      Tak siedze i mysle, jak ogarnac swoje zycie.
      Zostalam kompletnie sama z malutkim dzieckiem. Moja rodzina mieszka
      daleko ode mnie. Teraz jest mama, ale nie bedzie tu przeciez non
      stop, bo tez ma swoje zycie. Za kilka dni zostane wiec kompletnie
      sama.
      I troche mnie to przeraza. Zeby wyjsc chocby po chleb do sklepu to
      musze zabierac ze soba dziecko. Nie mam szans, aby wyjsc i spotkac
      sie z kimkolwiek sama, bo nie ma mi kto zostac z dzieckiem. Do
      lekarza z nim sama. Nawet do ginekologa na kontrole po cesarce teraz
      bede musiala zabrac ze soba dziecko.
      Siedze i rycze wlasnie, bo nie wiem jak to ogarnac. Ja naprawde nie
      mam nikogo do pomocy. Mąż zaoferował mi pomoc 2 dni w tygodniu. W
      srode po pracy i w sobote, ale co to za pomoc.
      Nie, ja czuje, ze ja po prostu nie wytrzymam tego wszystkiego ...

      • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 10:34
        jeżeli Cię stać wynajmij kogoś do pomocy. dużą ulga by było gdyby nawet małego
        ktoś Ci na spacer zabrał. może jakaś zaprzyjazniona sąsiadka? eh ja z trojmiasta
        jestem bo tak to bym Ci pomogła
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 10:45
          nie mam zadnej zaprzyjaznionej sasiadki, bo blok nowy i mieszkamy tu od
          niedawna, a ponadto za 1.5 miesiaca musze sie wyprowadzic. Nie
          pozostaje mi chyba nic innego jak wynajac opiekunke i to jak
          najszybciej, bo w przeciwnym razie zwariuje.
          dziekuje bardzo za chec pomocysmile
          fajnie, ze sa jeszcze tacy ludzie.
          • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 10:51
            spróbuj poszukać przez portal niania .pl
            • esteraj Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 13:41
              Ale jak to mąż zaoferował 2 dni w tygodniu? A co, jego dziecko, to nie jego
              obowiązek???????
              To chyba jakiś żart. Może w takim razie Ty Tęsknoto powiedz swojemu mężowi, że
              może zaproponować mu dwa, no trzy (z dobroci serca) dni w tygodniu pomocy.
              Boisz się, że będziesz wyrodną matką? A on co??? Może być wyrodnym tatusiem?!

              To jest JEGO dziecko, a jak mu się coś nie podoba, to niech się zrzeknie praw
              ojcowskich. Weź trochę potrząśnij nim, bo nawet mnie, osobę zupełnie postronną,
              bardzo wkurza.
      • enesta Re: nie chce mi się żyć:-( 22.07.10, 13:44
        tesknotazabija napisała:
        Mąż zaoferował mi pomoc 2 dni w tygodniu
        uff...
        Na Twoim miejscu założyłabym jak najszybciej sprawę o rozwód, by w
        sądzie ustalić że mąż zajmuje się dzieckiem w dniach… i
        godzinach……… nie ma że go to boli..
        Pozdrawiam i życzę siły
    • hanyszka Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 09:31

      Tęsknoto,
      tak czytam sobie to, co napisałaś i nie mogę zrozumieć, jak 42-
      letni, niby dojrzały, niby odpowiedzialny, niby dotąd kochający
      facet może zostawić żonę z noworodkiem i po prostu pójść w diabły,
      nie oferując praktycznie żadnej pomocy przy dziecku.
      Wiesz, jest zlo, które zostawia po sobie rozpacz, złość na tego,
      który to zło uczynił. Ale jest jeszcze taki rodzaj zła, który budzi
      niesmak, politowanie. I wtedy IMHO nie ma już czego zbierać.
      I myślę sobie, że kiedy ktoś mówi "nie mogę już być z Tobą" to w 90
      % przypadków znaczy to tyle co "chcę być z kimś innym i już nawet
      wiem z kim". Wtedy nie ma sensu obwiniać siebie i szukać w sobie
      wyimaginowanych defektów. Amok potrafi radykalnie zmienić zachowanie
      człowieka, tak, że go nie poznajesz: obce oczy w znanej twarzy,jakby
      ktoś wypatroszył mu wnętrze, duszę i do znajomego ciała wstawił
      obcego robota.
      Ściskam Cię naprawdę mocno i trzymam za Ciebie kciuki. Jeszcze
      będzie dobrze, choć zapewne trudno Ci w to teraz uwierzyć.
      ------------------------
      Szczęście poznaje się po hałasie, jaki robi, odchodząc.
      • figurrka Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 17:25
        Moim zdaniem Twój mąż postępuje klasycznie. Widocznie się
        zakochał, zauroczył itd...
        Uważam tez, ze.. wróci. Byc może zrobię Ci nadzieje, ale tak właśnie
        będzie. Zrobi to w przeciągu kilku meisiecu, kiery prozaicznie Ty
        staniesz na nogi, odzwyczaisz się, nauczysz radzić..

        To jest bardzo prosty mechanizm. Tobie jest lepiej, onzaczyna
        teksnic.
        A wiec musisz sie maksymalnie ksupic na sobie.. tyle tylko ze jak
        ogarniesz swoje zycie, to nie bedzie Co go jzu brkaowac, a wtedy
        przyjdziesz.
        Teraz licza sie rzeczy i sprawy praktyczne: kasa, opieka nad
        dzieckiem, dziecko itd. Byc moze kwestia rozwodu i ustalenia winy.
        Nalezy o to zadbac, bo potem sprawy będą sie juz tylko do tego sprowadzałysad
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 19:07
          figurrka, moj maz wczoraj przyznal sie ze faktycznie zauroczyl sie w tej dziewczynie. W sumie nie musial tego potwierdzac, bo mam ich na zdjeciach.
          Powiedzial mi tez wczoraj, ze jego wina jest taka w tym wszystkim, ze nie potrafil w pewnym momencie ratowac naszego malzenstwa i ze byc moze teraz cos go trzyma i bedzie tego niedlugo bardzo zalowal.
          Powiedzial, ze jesli mamy byc razem to i tak bedziemy.
          Wszystko co mowil bolalo mnie bardzo.
          Stwierdzil, ze ladnie wygladam po porodzie i pytal czy mnie nikt nie zaczepia. Jak mu powiedzialam, ze owszem (sama nie wiem po co), to mnie pozniej wypytywal co to za pajac mnie podrywa. Mowil tez, ze widzi, ze bardzo dobrze sobie radze. Prawda jest taka, ze jak mam sie z nim spotkac to wygladam jak lalka, nie chce mu pokazac, ze jestem totalnie zalamana.
          Wiem jedno - musze od niego odpoczac, bo wszelkie kontakty z nim powoduja u mnie mega dołasad
          • szpil1 Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 19:38
            tesknotazabija napisała:

            > figurrka, moj maz wczoraj przyznal sie ze faktycznie zauroczyl sie w tej dziewc
            > zynie. W sumie nie musial tego potwierdzac, bo mam ich na zdjeciach.
            > Powiedzial mi tez wczoraj, ze jego wina jest taka w tym wszystkim, ze nie potra
            > fil w pewnym momencie ratowac naszego malzenstwa i ze byc moze teraz cos go trz
            > yma i bedzie tego niedlugo bardzo zalowal.
            > Powiedzial, ze jesli mamy byc razem to i tak bedziemy.

            Tęsknoto, ja podtrzymuję swoje zdanie: Twój mąż po prostu chce mieć przygotowany
            grunt na wypadek jak mu nie wyjdzie z tamtą laską. Przy tym stara sie wzbudzić w
            Tobie poczucie winy za wszystko, bo jakby chciał wrócić, będzie mu łatwiej. Ty,
            z poczuciem wzbudzonej winy, przyjmiesz go przekonana, że to on robi Ci łaskę. A
            poza tym on robi z siebie bezwolną ofiarę - na zasadzie: to nie jego decyzja,
            żeby odejść, wszystko się dzieje ot tak, a on biedulek nie ma nato wpływu, ani
            na zauroczenie, ani na to, ze Was zostawił. Manipulator i tyle.
          • blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 24.07.10, 19:35
            z podobną historią do Twojej tylko bez dzieci

            lektura obowiązkowa dla Ciebie, Tęsknoto:
            Dan Kiley "Syndrom Piotrusia Pana"
          • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 13:41
            posłuchaj mnie twój maz to naprawde idiota ale zastaniawiam się czy ty aby nie jesteś wiekszą "blondynką" od niego.Dakej mu się spowiadaj, opowiadaj i łudź się nadziej na powrót , czekaj z utesnieniem. spij na wycieraczce przy drzwiach bo jak wróci to a nuz nie usłyszych jego WEJŚCIA do domu, gotuj i podsuwaj pod nos dobre kaski, z kochanką doradzam przyjaźn do grobowej deski, razem pojdziecie do fryzjera, kosmetyczki jak dwie dobrze przyjkaciółki , nauc już dzieci mówić do zdjecia jego "ladki" ciocia to już bedzie im łatwiej kiedy w końcu maz ją z nimi pozna.I jeszcze jedno jak ona bedzie w ciazy z nim co pewnie niewawem od igraszek miłosnych nastapi to ..nie załamuj się, zaoferuj swoją pomoc w opiece nad jej dzieckiem swoje uprzednio zostawiwszy po opieka dobrego ojca i przeciez wczesniej fenomalnego faceta.
            A jak sie już u Was poukłada to pproponuje wspołne zamieszkanie bo nic tak nie scala jak mały metraż i wspólne Wc.Wiesz co słuchać i czytac się nie da tego co piszesz , dorosła baba a naiwna jak 20 latka. Wiesz co chyba faktycznie zacznę rozumieć twojego starego bo w końcu ile mozna zyć z potulna blondynka, która lize wodę ze stóp swojego Pana.Opamietaj się dziewczyno.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 16:24
              Plujeczko, jeszcze raz odsyłam Cię do moich ostatnich postów. Poczytaj co się u mnie teraz dzieje, jakie kroki poczyniłam a dopiero później mnie obrażaj. Mam wrażenie, że wywalasz na mnie jakieś swoje emocje. I przestań powtarzać, abym się opamiętała, bo dawno już to zrobiłam, a że momentami jest mi po prostu źle to chyba w mojej sytuacji normalne.
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 18:59
        Hanyszka, dokladnie tak jest. Widzę przed sobą obcego człowieka. Niby
        ta sama twarz, a jednak jest coś innego.
        Jestem bardzo słaba psychicznie w tej chwili. Myślę, że właśnie
        dlatego tez tak szybko poszukałam pomocy psychologa. Umowilam sie tez
        na spotkania z kandydatkami na nianie. Musi mi ktos pomoc, bo sama
        nie dam rady.
        Trzymajcie za mnie kciuki, abym sobie z tym poradziła. Mam w domu
        takie maleństwo i muszę mieć siłę dla niego żyć.
        Pozdrawiam Was bardzo serdecznie,
        • akswodas Re: nie chce mi się żyć:-( 23.07.10, 22:07
          Co wieczór zaglądam sobie w to miejsce i pomimo,że sprawia mi to ból
          kiedy czytam o sytuacji takij jak moja to wyłączając komputer jest
          mi lepiej...To wszystko jest takie smutne, najbardziej wkurzające
          jest to,że wciąż nie wiem jak można tyle lat spędzonych razem
          przekreślić ot tak..nie chcieć walczyć? Bezsilność wobec tego mnie
          zabijała, ie mogłam nic zrobić, jeśli on nie chce..
          Mija 2 miesiące i myślę o tym wszystkim co się stało już
          jaśniej...nie napływają mi już same łzy do oczu kiedy wspominam
          chwile razem, zaczyna chyba się coś goić w brzuszku..długo na to
          czekałam..
          Teraz ja myślę o detektywie, bo niby jest lepiej,ale jednak nie
          wierzę w takie odejście. Jeśli mogłabym prosić o jakiś namiar? I
          info dotyczące kosztów, bo to też dla mnie ważne..mam teraz kredyt
          na głowie..Jestem a Warszawy
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 24.07.10, 07:27
            akswodas, przykro mi bardzosad doskonale wiem co czujesz.
            Ja kiedy sie budze, a budze sie co 3 godziny, aby nakarmic moje
            malenstwo, widze przed oczami mojego meza. dzisiaj poraz pierwszy
            mialam taki cudowny sen z nim w roli glownej. Wstalam i nie moglam
            uwierzyc, ze to byl tylko sensad
            namiary na detektywa wysle ci na priva. Sa bardzo skuteczni. Ja w
            ciagu 24 godzin od zlozenia zlecenia dostalam zdjecia. Kosztowalo
            mnie to 1600 zl.
            Ja rowniez jestem z Warszawy, jesli chcesz porozmawiac to daj znac,
            moze na gg?
            • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 25.07.10, 10:50
              Witaj
              Tęsknoto jedyne co mogę napisać to głowa do góry. Sam jestem po podobnych wydarzeniach i wiem jak to boli. W styczniu zostawiła mnie dziewczyna dla "przyjaciela" z pracy. U nas też wszystko było idealnie wspólne wyjazdy w góry, granie wieczorami w gry planszowe i nagle ona mi oznajmia ze sie wypaliła i że już mnie nie kocha że zakochała się w koledze z pracy i że chce z nim być. Jak mi to powiedziała to cały świat zawalił mi się na głowę. Wyprowadziła się w ciagu 10min i zostawiła mnie z córką. Jakoś daję sobie radę mimo że to już pół roku minęło. Staram się organizować sobie i małej jakoś czas wolny aby jak najmniej siedzieć w domu bo siedzenie w domu dosłownie zabija. Jeżeli będę mógł jakoś pomóc to daj znać. Wiem jak tego teraz potrzeba!!!
              • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 25.07.10, 19:11
                italian_style, bardzo chetnie z kims porozmawiam bo faktycznie latwo mi
                nie jest. Twoja historia bardzo mnie zasmucila. Widze, ze takich
                przypadkow jest wiecej.
                Jesli bedziesz chcial to napisz do mnie maila.
                Pozdrawia cieplo,
    • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 25.07.10, 19:14
      Mój mąż zadzwonił dzisiaj z życzeniami imieninowymi do naszego małego synka. Bylam zszokowana. Dawno tak spokojny nie byl. Nagle takie zainteresowania naszym dzieckiem? Nie wiem co o tym sadzic.
    • bogdanekb Re: nie chce mi się żyć:-( 25.07.10, 19:54
      tesknotazabija napisała:

      > Mam 31 lat, w domu 3 tygodniowe dziecko, od konca maja w moim malzenstwie pojaw
      > il sie ogromny kryzys. Moj maz wczoraj sie wyprowadzil. Wczesniej bylismy razem
      > 8 lat i bylismy idealnym malzenstwem. Kocham meza bezgranicznie, on tez zawsze
      > okazywal mi najpiekniejsze uczucia. az tu nagle taki kryzys ...
      > Wiem, ze pojawila sie inna kobieta, bo wynajelam detektywa i dostalam zdjecia m
      > eza obejmujacego mloda kobiete.
      > Nie wiem co robic - rozwod? Wczoraj maz prosil, abym wstrzymala sie jeszcze z r
      > ozwodem, bo twierdzi ze dzialam w emocjach. Nie wiem co robic? Zycie stracilo d
      > la mnie senssad
    • bogdanekb Re: nie chce mi się żyć:-( 25.07.10, 19:55
      www.dailymotion.pl/video/x28nyc_leonard-cohen-dance-me-to-the-end-o_music
    • mile-na66 Re: nie chce mi się żyć:-( 25.07.10, 21:14
      Witam
      śledzę twoją historię, gdyż sama znalazłasm się w identycznej
      sytuacji- też zostałam z dnia na dzień sama z małym dzieckiem. Jak
      czytam twoje wpisy to wiem dokładnie co czujesz ,bo ja teraz
      przeżywam to samo. Myślę że pomimo bólu i żalu, który jest będę
      musiała pogodzić się z faktem że trzeba życie zacząć od nowa. Gdybyś
      miała ochotę na kontakt pisz może łatwiej przez to przejdziemy.
      pozdrawiam
    • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 10:05
      No i chyba dojrzałam do tego, aby złożyć pozew o rozwód. Będę chciała chyba dla własnej satysfakcji doprowadzić do rozwodu z winy męża. Wiem, że takie sprawy ciągną się miesiącami czasami nawet latami, ale tego chcę. Bedzie mnie to kosztowało mnóstwo emocji, ale przeżyję.
      Mąż wyjechał się wyciszyć, przemyśleć wszystko, bo chyba zaczął pojmować co zrobił i co stracił, a ja zaczynam rozumieć, że muszę zakończyć ten etap życia i zacząć życie od nowa.

      Zastanawiam się tylko czy poradzę sobie sama w sądzie czy skorzystać z pomocy prawnika?




      • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 10:17
        Witaj
        Proszę nie staraj się walczyć z nim w sądzie. To nie ma najmniejszego sensu.
        Załatw sprawę rozwodową szybko żeby jak najmniej stresu Ciebie to kosztowało a
        jeżeli chcesz się na nim zrewanżować pokaż mu co stracił. Pamiętaj dobrymi
        chęciami piekło jest wybrukowane winkNiech wie co zniszczył i niech tego załuje!!!!
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 11:13
          Czyli radzisz mi abym zgodzila sie na rozwod za porozumieniem stron?
          Nie jestem gotowana na taka decyzje, nie teraz, a dlaczego? dlatego ze
          zabral mi cala radosc macierzynstwa, ze odsunal sie od dziecka, ktore
          tak naprawde bardzo go rozczula, ze zniszczyl mi zycie...
          • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 11:44
            Nie musisz się zgadzać na rozwód za porozumieniem stron. Doprowadź do tego aby
            to było z jego winy ustalcie alimenty, sposoby jego odwiedzin u dziecka ale nie
            trać czasu na bezsensowną wojnę w sądzie. załatw to szybko i zapomnij o nim.
            okazał się gnojkiem i to największego kalibru!!! Naprawdę szkoda Twojego czasu a
            on i tak za jakiś czas zrozumie co zrobił. Dojdzie do niego jaką cudowną kobietę
            stracił i że dziecko widuje od święta.
            Jest mi przykro że tak się Tobie wszystko beznadziejnie ułożyło. Sam to pół roku
            temu przechodziłem sad
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 12:30
              Mój mąż już żałuje. Uciekł teraz gdzieś na Mazury, zaszył się gdzieś i
              myśli, prosząc mnie jednocześnie, abym nie robiła żadnych głupstw i
              dała mu się wyciszyć...
              zaczął odbierać telefony od naszych znajomych. Podobno jest totalnie
              dobity-tak twierdzą znajomi. I dobrze mu tak - miał wszystko-prawdziwy
              dom, kochającą do szaleństwa żonę, świetne relacje z rodziną i co
              najważniejsze zdrowego, kochanego synka i zdecydował się to wszystko
              porzucić. Jego problem ...
              • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 13:25
                I dobrze mu tak!!! Mam nadzieję że będzie go mocno skręcało.
                Powiem Tobie że jak ja decydowałem się założyć rodzinę to byłem świadomy tego że
                nie zawsze będzie różowo ale wiedziałem też że nie poddam się jak będą gorsze
                dni. Czasami mam wrażenie że za bardzo się starałem i dlatego ona odeszła do
                kolegi z pracy. gdzieś w tym wszystkim zapomniałem o sobie i zrezygnowałem ze
                swoich zainteresowań. Na szczęście teraz staję na nogi zwiedzam z małą ciekawe
                miejsca a moja ex podobno żałuje i małą widzi co kilka dni.

                Ostatnio byliśmy w oceanarium w niemczech i wysłałem ex zdjęcia z tej wycieczki
                i niestety zrobiło jej sie przykro jak diabli a my bawiliśmy się świetnie smile

                Ona też miała szczęsliwy dom i na własnie życzenie zniszczyła to wszystko.

                PS
                Napisałem do Ciebie maila w niedzielę. Możesz mi powiedzieć czy doszedł bo
                miałem jakies przygody z kompem przy wysyłaniu go.
                • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 18:40
                  Oj ja tez mam nadzieje, ze go skreci. Wiem, ze zaczyna zalowac, po prostu to czuje. Teraz czekam na sobote, ciekawa jestem czy przyjdzie do dziecka.

                  italian_style, dostalam od Ciebie maila. Odpisze wieczorkiem. Dziekuje za wszystkie slowa. Pozdrawiam serdecznie,
            • blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 14:46
              italian_style napisał:

              > [...] Dojdzie do niego jaką cudowną kobietę stracił [...]

              Dlaczego tak zakładasz?
              Najczęściej jest akurat odwrotnie.
              • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 16:08
                Koleś się waha. Zobacz że nie podjął decyzji na 100% tylko wyjechał żeby to
                przemyśleć. Pewnie wie że źle zrobił i na bank dojdzie do niego że miał fajną
                kobietę tylko nie potrafił tego docenić.
                Moja ex też była taka pewna siebie a tu proszę nagle żałuje tego wszystkiego co
                zrobiła. Usłyszałem to od niej osobiście. I w tym przypadku koleś też będzie
                żałował.
                • blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 17:33
                  Ja w te przemyślenia nie wierzę, bo to najczęściej jest ucieczka od problemów i podejmowania decyzji a nie żadne przemyślenia. Później niby wielkie żale i lamenty - łatwiej tak pleść, niż zmierzyć się z konkretnymi problemami.
                  • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 19:08
                    Najczęsciej jest to ucieczka od problemów ale zawsze też robi się bilans czy
                    warto. Teraz pewnie dociera do niego ile stracił. Zobacz miał solidne fundamenty
                    kochającą żonę, zdrowe dziecko, mieszkanie. Z nową dziewczyną zawsze jest ryzyko
                    że coś może nie wyjść. Na początku jest fajnie poźniej pojawiają się zgrzyty do
                    tego on ma dziecko które tamtej nowej może kiedyś zacząć przeszkadzać. Mówię
                    Tobie że na bank koleś teraz siedzi myśli i to tak intensywnie że aż jajka można
                    mu na głowie smażyć.
                    Ostatnio stwierdzam że ludziom dlatego odwala bo mają za dobrze. Moi dziadkowie
                    po wojnie zaczynali od zera. Wszystkiego się dorabiali i musieli liczyc na
                    siebie. Dziadek pracował a babcia wychowywała trójkę dzieci. Do końca byli ze
                    sobą i naprawdę bardzo się kochali. Teraz jest poprostu za łatwo i dlatego
                    ludzie szukają przygód...
                    • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 20:02
                      Coś w tym jest, że ludziom odwala bo mają za dobrze. Tak było w naszym przypadku - powiem nieskromnie - mieliśmy wszystko, przede wszystkim siebie i zawsze mogliśmy na siebie liczyć, byliśmy dla siebie ogromnym wsparciem (do czasu jak się okazało), wspólne zainteresowania, bardzo dobrze płatne prace, mieszkania, samochody, ciągłe wyjazdy zagraniczne - niczego nam nie brakowało.
                      Mąż miał ogromne wsparcie finansowe z mojej strony. Nie będę ukrywać, że jego stopa życia teraz ulegnie znacznemu pogorszeniu.
                      Wydaje mi się, że mąż teraz siedzi i myśli co stracił. Na pewno przeżywa też fakt, że wszyscy znajomi stoją za mną, nie mogą pojąć tego co zrobił. I on nie moze sobie z tym poradzic, bo zawsze otoczony byl bliskimi ludzmi, ktorzy go uwielbiali, a teraz wszyscy kreca glowa i odsuneli sie od niego.
                      • mile-na66 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 20:25
                        Tak jak już pisałam moja historia jest niemal identyczna jak Twoja
                        też mieliśmy wszystko ale pojawiła się ta trzecia i mąż zdecydował
                        się odejść i zostawić dwójkę dzieci w tym jedno malutkie. Czytam te
                        rady, które tu dostajesz ale ja nigdy nie zgodzę się na rozwód bez
                        orzekania o winie ,chociaż adwokat mówił, że muszę liczyć się z
                        długim rozwodem. Nie poddam się muszę to wywalczyć za to co zrobił
                        dzieciom.pozdrawiam
                        • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 20:54
                          Kurcze dziewczyny ale co wam da ta walka w sądzie. Można starać się
                          dogadać przded sądem i szybko zakończyc sprawę. A tak miesiącami o
                          ile nie latami będziecie ciągać się po sądach. Ja sądzę że to jest
                          zły pomysł bo na dzieciach to także się odbije. Ja dogadałem się z
                          ex i oboje postanowiliśmy dla dobra córki nie toczyć wojen. Wiele
                          osób namawiało mnie do sprawy sądowej ale ja osobiście podjąłem
                          decyzję że nie. Teraz nawet razem chodzimy z mała na spacer i uczymy
                          ją jeździć na rowerze bo oboje wiemy jak ona się wtedy cieszy.
                          PS
                          To mnie z dzieckiem zostawiła dziewczyna
                          • mile-na66 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 21:52
                            No w tym problem ,że mąż uznał że skoro wyprowadził się z domu to
                            mam zniknąć z jego życia a tylko dać mu dzieci na samodzielne
                            widzenia, bo nie ma ochoty mieć ze mną kontaktu. To on ma kochankę
                            on wyprowadził się z domu a teraz ma problem ze chcę razem
                            wychowywać nasze wsólne dzieci. Za to jeszcze mam się zgodzić na
                            rozwód bez orzekania o winie i dawać mu dzieci na wizyty beze
                            mnie?? A za co ta kara? Za to że ktoś trzeci zawrócił mu w głowie i
                            mu tak wygodnie żebym zniknęła???
                      • blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 21:48
                        tesknotazabija napisała:

                        "[...] mieliśmy wszystko, przede wszystkim siebie i zawsze mogliśmy na siebie liczyć, byliśmy dla siebie ogromnym wsparciem (do czasu jak się okazało), wspólne zainteresowania, bardzo dobrze płatne prace, mieszkania, samochody, ciągłe wyjazdy zagraniczne - niczego nam nie brakowało [...]"

                        wiesz, ja myślę, że Twój mąż w tym wszystkim się dusił
                        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 21:56
                          Jeśli się dusił tak jak piszesz, to świetnie się maskowałsad
                          • mile-na66 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 22:05
                            Mój mąż też się podobno dusił ale też słabo okazywał - nic nie
                            zauważyłam , no i luksus był za duży podobno???Teraz tak twierdzi
                            • blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 22:15
                              Bo to ogromnie trudno dostrzec. Siedzi głęboko w człowieku. Ja myślę, że to jest straszna męka nie móc spokojnie oddychać.
                    • blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 21:49
                      Solidne fundamenty dla Piotrusia to to samo co złota klatka.
          • hanyszka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 12:09

            Zdecydowanie skorzystaj z usług prawnika, zwłaszcza jeśli stać Cię
            na to. Nie tylko, że doradzi, wyjaśni i przeprowadzi Cię przez to
            wszystko, ale również wykona brudną robotę - napisze pozew, złozy go
            w sądzie, dopilnuje terminu rozprawy. Oszczędzi Ci to sporo czasu i
            zachodu.
            Natomiast szczerze odradzam rozwód z orzekaniem o winie. Nic Ci to
            nie da, a sprawa może się ciągnąć latami. Ja też rozważałam taką
            formę ale odpuściłam. Sam rozwód jest wystarczająco traumatyczny,
            nie dokładaj sobie pyskówkami w sądzie.
            Ja wczoraj dostałam od swojego adwokata spisane porozumienie stron -
            gdzie jest mowa o wszczętym (przeze mnie) postepowaniu rozwodowym XX
            przeciwko YX. Przecież ja nigdy nie chciałam być przeciwko
            niemu, to tak jakbym była przeciwko własnemu sercu sad(
            To dowód na to, jak bardzo może zaboleć jedno słowo, jedno głupie
            słowo. Więc co tu mówić o publicznym roztrząsaniu intymnych
            bolesnych spraw...
            ------------------------
            Szczęście poznaje się po hałasie, jaki robi, odchodząc.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 13:32
              Nie zgodzę się na rozwód bez orzekania o winie. Wiem, że to będzie
              traumatyczne przeżycie, ale muszę dać radę. Ja jestem silniejsza od
              męża. Myślę, że dla niego to będzie większy koszmar.
              • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 15:04
                jak już wiesz (tak jak ja) życie bywa nieprzewidywalne. ja tez na początku
                chciałam bez orzekania o winie ale zmieniłam zdanie. mam na wychowaniu dziecko i
                musze myśleć o nim. co bedzie jak strace prace?
                • handra Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 21:42
                  Na skladanie pozwu o rozwod-moja rada odcekac rok.

                  Zemsta kosztuje tracisz swoja energie.

                  Mysle, ze Twoj maz ma problem z artykuowaniem swoich potrzeb. Robil co mu
                  kazali, opiekowal sie Toba ale byl chyba juz soba zmeczony. Moza tama dala mu
                  inne poczucie swojej wartosci, moze dala mu wolnosc, ktora wyzwolila w nim
                  odwage mowienia.

                  Ja tez bardzo kochalem swoja zone okazala sie to za malo o jedna osobe.

                  Daj sobie i jemu czas.
                  • blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 21:57
                    handra napisał:

                    [...] Mysle, ze Twoj maz ma problem z artykuowaniem swoich potrzeb. Robil co mu kazali, opiekowal sie Toba ale byl chyba juz soba zmeczony. Moza tama dala mu inne poczucie swojej wartosci, moze dala mu wolnosc, ktora wyzwolila w nim odwage mowienia [...]

                    Zgadzam się. I myślę, że to póki co jest wybór negatywny - nie wiem jeszcze, jak chciałabym, żeby było, ale wiem, czego nie chcę. Inna kobieta to tylko zapalnik.
                  • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 22:06
                    Rok? A na co ja mam czekać. Chcę zamknąć ten etap życia. Im szybciej, tym lepiej - tak mi sie wydaje.

                    Mąż faktycznie ma problem z artykułowaniem swoich potrzeb. Niejednokrotnie musialam sie "gimnastykowac" aby zrozumiec o co mu chodzi.
                    Dziewczyna z ktora mieszka moze faktycznie dala mu wolnosc. Przede wszystkim jak na nich patrze to przypominaja mi sie troszke nasze poczatki. Ona bardzo mlodziutka (25-27 lat), zyjaca skromnie, na poczatku drogi zawodowej. Wszystkiego beda musieli dorabiac sie wspolnie, od poczatku. Dokladnie tak bylo z nami. Nawet sam maz mi powiedzial, ze jest to dosc podobna sytuacja.

                    Sama juz nie wiem co o tym sadzic. Teraz siedze i usypiam mojego synka. Puszczam mu codziennie plyte z muzyka powazna dla niemowlat-prezent od ojca, tyle mojemu synowi po nim zostalosad
                    • blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 22:15
                      Tęsknoto, proszę, przeczytaj książkę, którą Ci w tym wątku polecałam.
                      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 22:18
                        Przeczytam na pewno dzwoneczkusmile
                        Powiedzcie mi prosze, ze jeszcze i do mnie usmiechnie sie los.
                        Czuje sie tak bardzo nieszczesliwasad
                        • armia55 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 22:24

                          Jesli chodzi o rozwód....ja nie czekałabym rok.
                          Z własnego doswiadzcenia majac podobna sytuacje, nie ma na co czekać.
                          Zadbaj o zabezpieczenie prawne siebie i dziecka jak najszybciej.
                          Nie taki diabeł starszny z tym orzekaniem winy. Ja dostałam na pierwszej sprawie
                          rozwód z winy męza. Próbuj i ty.
                          Będzie dobrze....z czasem smile. Ściski.
                        • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 22:32
                          uśmiechnie się. Nawet się nie obejrzysz a będzie wszystko dobrze.
                          Trochę się wycierpisz ale wyjdziesz z tego silniejsza i mądrzejsza.
                          Zobaczysz
                          Głowa do góry
                          • esteraj Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 23:10
                            Pieniądze i wygodne życie to nie wszystko, ważne jest poczucie wartości. Może Ty
                            Tęsknoto "brałaś", co on Ci dawał, a nie wczuwałaś się w jego potrzeby. Uważaj
                            by nie popaść w pychę i zbyt wielką pewność siebie. Czasami potrzebna jest pokora.
                            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 29.07.10, 09:36
                              esteraj, ja już wcześniej pisałam o tym braniu i dawaniu. Nie mam sobie nic do zarzucenia, no chyba właśnie to, że za bardzo skupiałam się na mężu próbując wyczuć czego oczekuje. Dbałam o niego i troszczyłam się aż za bardzo. Szacunek, podziw i miłość okazywałam mu na każdym kroku. Dzisiaj bliscy mówią, że to był mój błąd, bo on doskonale wie jak głebokim uczuciem go darzyłam i dlatego wie czym, jakim słowem czy zachowaniem może sprawić mi największy ból.
                          • samosia75 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.07.10, 23:36
                            Przeczytałam cały wątek, zajęło mi to kilka dni dorywczo i ..musze
                            wtrącić swoje trzy grosze.
                            Tęsknoto- byłam w podobnej sytuacji 8 lat temu, zostałam sama z
                            synkiem. M się ulotnił, po tym jak wyszło na jaw jak bardzo
                            narozrabiał. Nie będę tego teraz opisywać, bo nie ma sensu odgrzewać
                            starych kotletów- dla mnie to zamknięty etap w moim życiu. Były inne
                            kobiety, kłamstwa, niedojrzałość plus długi.
                            Najbardziej zabolała zdrada.
                            Zostałam oszołomiona sama, z maleńkim dzieckiem przy piersi i z
                            ogromną tęsknota za M... bo pomimo, że miałam ochotę dać mu za to co
                            nam zrobił tak po prostu w pysk to kochałam go. Przecież miłość
                            rodzi się i umiera powoli..
                            Po latach uważam, że najlepsze co spotkało mnie w tym całym
                            nieszcześciu to fakt, że M poszedł sobie wtedy cholere - nie miałam
                            nawet możliwości kontaktu z nim gdybym chciała. Nie wiem co byłoby
                            gdyby był blisko. Wiem jak można tęsknić za towarzystwem kogoś z kim
                            spędziło się kilka lat życia i kochało, mimo, że okazał się
                            nieodpowiedzialnym draniem. Do dziś nie lubię samotnych wieczorów uncertain
                            Nie wiem czy nie złamałabym się gdyby on wtedy zupełnie nie
                            odizolował się od nas. Tęskniłam jeszcze wiele miesięcy i było mi
                            smutno, potem coraz mniej, w końcu po kilku latach stał mi się
                            obojętny. Jeżeli masz na tyle siły odizoluj się od niego
                            emocjonalnie, spotykaj i myśl jak najrzadziej. Nie karm uczuć -
                            miłości tudzież nienawiści. Psycholog mojego synka powiedziała mi
                            kiedyś, że miłość i nienawiść to bardzo podobne uczucia- łączy je
                            to, że o ich podmiocie ciągle się myśli. Walka w sądzie nie ma
                            sensu. Ja wiem, masz teraz ogromną ochotę dokopać mu, to normalny
                            odruch, ale wypalisz się emocjonalnie. Swoją drogą ja uzyskałam
                            rozwód z wyłącznej winy pozwanego, tylko u mnie było bez walki -
                            zainteresowanego nie było, był jego kurator w postaci mojego ex-
                            teścia, który zgodził się na takie orzeczenie. Wtedy było to dla
                            mnie ważne, bo zamierzałam się starać o stwierdzenie nieważności
                            małżeństwa w sądzie metropolitalnym a orzeczenie o winie jest w
                            takim przypadku "in plus". Do tej pory nie zebrałam sił, żeby
                            poprowadzić ww sprawę do końca.
                            Myślę,że Twój mąż wyczerpał kredyt zaufania po tym co zrobił.Na
                            szansę nie zasługuje, sytuacja może po jakimś czasie się
                            powtórzyć..a Ty juz nie jesteś sama. Twój synek potrzebuje stabilnej
                            emocjonalnie mamy. Poradzisz sobie w tym momencie sama z dzieckiem,
                            chociaż dla mnie wtedy to też było bardzo trudne. Teraz mająć trójkę
                            stwierdzam, że z jednym to luzik logistycznie smile
                            Wynajmij nianie, do sklepu możesz małego zabrac w chuście- polecam,
                            zaopatrz się w fotelik samochodowy, który można łatwo wpiąć w stelaż-
                            ja najmłodszą córkę wszędzie ze sobą zabieram, bo aktualnie karmie
                            i nie jest to dla mnie obciążeniem. Jak jeszcze sobie coś
                            ułatwiającego życie przypomnę to napisze. Pozdrawiam i trzymam
                            kciuki. Słońce jeszcze zaświeci tylko musisz uwolnić się psychicznie
                            od M...
                            • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 29.07.10, 07:02
                              W związku z tym że z maluchem będziesz musiała się jednak jakoś poruszać polecam
                              nosidełka Firmy Baby Bjorn. Miałem, używałem i mogę powiedzieć że są świetne.
                              Link do strony www.babybjorn.com/en-gb/Eng/Country/Polska/
                            • hanyszka Re: nie chce mi się żyć:-( 29.07.10, 09:20

                              Tęsknoto,zgadzam się z Samosią. Dobrze i mądrze pisze.

                              ------------------------
                              Szczęście poznaje się po hałasie, jaki robi, odchodząc.
                            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 29.07.10, 10:36
                              samosiu, dziękuję za Twoje słowa.
                              Mam nadzieję, że szybko stanę na nogi. Muszę to zrobić dla synka.
                              Nianię już wynajełam. Będzie przychodzić do mnie od poniedziałku na kilka godzin dziennie. Cały sprzęt o którym piszesz mam-zadbał o to już wcześniej mój mążsad
                              Nie wiem jak mam się uwolnić od mojego meza psychicznie. Szukam sposobu ale bezskutecznie. Zakladam, ze moj maz bedzie chcial utrzymywac kontakty z synem a ja nie zamierzam mu tego utrudniac. kazde jego przyjscie do domu bedzie wyrywac mi sercesad

                              pozdrawiam cieplo,
                              • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 29.07.10, 11:21
                                niestety mam to samo w czasie odwiedzin małego także rozumiem Cie doskonale
                                • italian_style Re: nie chce mi się żyć:-( 29.07.10, 12:17
                                  Wiesz, tutaj będziesz musiała sama wypracować jakiś kompromis. Ja na początku po
                                  prostu oddawałem małą i odchodziłem. Spotkanie trwało niezbędne minimum. Dla
                                  mnie to było najlepsze wyjście. Jednak była też druga strona medalu. Mała
                                  płakała jak szedłem i po prostu pewnego dnia stwierdziłem że dla dobra małej
                                  będziemy chodzić na spacery razem. nie jest to wymarzona sytuacja ale jak ma się
                                  dziecko trzeba czasami się poświęcić.
                                  • samosia75 Re: nie chce mi się żyć:-( 29.07.10, 14:46
                                    Oderwiesz myśli jak wrócisz po macierzyńskim do pracy- wtedy czas
                                    biegnie szybko.
                                    Jeżeli chodzi o odwiedziny, nie wiem co doradzić- nie byłam w takiej
                                    sytuacji, M po prostu przepadł. A może nie przebywaj w tym samym
                                    czasie w mieszkaniu, kiedy on przychodzi. A może niech zawsze będzie
                                    niania- zawsze to bardziej oficjalnie?
                                    • esteraj Re: nie chce mi się żyć:-( 29.07.10, 15:31
                                      samosia75 napisała:
                                      A może nie przebywaj w tym samym
                                      > czasie w mieszkaniu, kiedy on przychodzi. A może niech zawsze będzie
                                      > niania- zawsze to bardziej oficjalnie?

                                      Podejrzewam, że podświadomie pragniesz spotkania z nim. Nie ma w tym nic złego,
                                      bo miota Tobą niewiedza. Najgorsze, to chyba właśnie nie poznać przyczyny
                                      takiego zachowania.
                                      Niestety jest wielu takich, co nie rozumieją samych siebie i dopiero dogłębna
                                      psychoanaliza pozwala dojść do sedna sprawy. Duży wpływ na człowieka ma jego
                                      dzieciństwo, wzorce jakimi się kierował, opinie społeczeństwa, pobudzanie strefy
                                      emocjonalnej przez filmy, muzykę i sztukę, środowisko, światopogląd i rodzące
                                      się potrzeby.

                                      Może w życiu Twojego męża pojawiły się problemy, o których Ty nic nie wiesz, bo
                                      nie chciał Ciebie martwić kiedy byłaś w ciąży i tamta kobieta mu pomogła?
                                      Cholera wie...
                              • mmarusia Re: nie chce mi się żyć:-( 04.08.10, 22:57
                                przezywam to samo....
                                Maz odszedl 10 mcy temu,2 mce jestesmy po rozwodzie.Ciagle cierpie....
                                Wiem od innych,ze to jednak mija.Magiczne 2 lata....
                    • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 29.09.10, 12:02
                      puszczajac dziecku płytę od "tatusia" sama się biczujesz i po co z jednej strony grasz silną kobietę, chcesz orzekania o winie a z drugiej strony nawet nie wiesz co cię z tego powodu spotka w sądzie, trauma jakich mało i wywlekanie brudów, smiesznośc i upokorzenie.tO ZASTANÓW SIE jestes silna czy romantyczna i ze łzami w oczach na dżwięk piosenek z płty "tatusia" nie przesadzasz? co ty Matka Teresa z Kalkuty?
                      Zacznij dziecku poszczać inną płytę i przestań marzyć o czymś co bylo, nie przywołuj wspomień
    • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 10.08.10, 16:25
      Witajcie, dawno mnie tutaj nie było.
      U mnie nic dobrego się nie dziejesad
      Sytuacja wygląda tak, że tydzień temu mąż prosił mnie o jeszcze jedną szansę, powiedział, że tyle zła wyrządził i chce to wszystko naprawić, prosił mnie o pomoc. Zgodziłam sięsad Wprowadził się do domu. Tryskał szczęsciem, mówił, że tak bardzo cieszy się, że jest w domu, że on chce normalnie życ, że tęsknił za nami. Synka z rąk nie wypuszczał.
      Trwało to wszystko raptem ... 48 godzin. Wrócił z pracy i stwierdził, że przemyślał wszystko i ze czuje sie moim niewolnikiem i nie chce juz tego ratowac.
      Myślałam, że zwariuje z rozpaczy, ale z pomoca przyjaciolki i psychologa jakos stanelam na nogi. Latwo mi nie jest. Zwlaszcza, ze teraz mieszkamy pod jednym dachem, bo mąż już nie jest z kochanka.
      Nabieram sily na rozwod. Mąż chce, aby wina byla po obu stronach. Ja nie chce sie na to zgodzic, bo nie czuje sie winna rozpadu naszego malzenstwa.
      Trudny czas przede mna. Za kilkanascie dni wyprowadzam sie do mojego mieszkania i mam nadzieje, ze tam troszke odzyjesad

      • esteraj Re: nie chce mi się żyć:-( 10.08.10, 19:22
        Dziwne są te jego wahania. Czy wytłumaczył Ci dlaczego czuje się taki
        stłamszony? Tak naprawdę to on najbardziej potrzebuje pomocy psychologa.
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 10.08.10, 22:49
          cały czas mówię mu o psychologu, ale on nie chce. Czuje się moim niewolnikiem, bo nasze oszczędności są na moim koncie bankowym i on nie czuje sie ich wlascicielem. Teraz cel ma jeden - wydzec ode mnie kase.
          Jego rodzice rozmawiali z nim wczoraj i pytali co on wyrabia. Powiedzial im, ze wie, ze zle robi, ale juz za daleko to zaszlo.
          Mam wrazenie, ze wzielam slub z czlowiekiem niezrownowazonym emocjonalnie i to mnie totalnie dobijasad
          • anbale Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 09:42
            A moze faktycznie coś jest na rzeczy, moze on faktycznie czuje się
            jakiś zniewolony, stłamszony i nie jest w stanie funkcjonować w
            takim układzie?
            Pomijając fakt, że faktycznie jego działanie sprawia wrażenie, jakby
            był człowiekiem niedojrzałym, z emocjonalnymi problemami...Ale ja
            przeżyłam parę lat ze specjalistą od "biernej agresji"; i niby
            wszystko z zewnątrz wyglądało idealnie, momentami pewnie nawet
            sielankowo, bo nie było żadnych otwartych konfliktów- ale wiem, jak
            to wyglądało od wewnątrz: nieustanny cichy sabotaż, stłamszenie i
            lekceważenie wszystkich moich potrzeb. I w końcu psychika
            mi "siadła", zwiałam nie oglądając się za siebie...I też to pewnie w
            oczach innych wygląda jak moja niedojrzałość i emocjonalne
            problemy....
          • panda_zielona Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 12:11
            Czuje się moim niewolnikiem,
            > bo nasze oszczędności są na moim koncie bankowym i on nie czuje
            sie ich wlascic
            > ielem. Teraz cel ma jeden - wydzec ode mnie kase.

            A więc cały ten jego powrót i kajanie się to jedna wielka
            ściema.Okazało się,że chodzi wyłącznie o kasę.Ja bym mu oddała
            połowę tych oszczędności i niech spada.
            • dorata351 Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 12:25
              A ja bym mu tylko powiedziała niech spada.
              • panda_zielona Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 13:03
                dorata351 napisała:

                > A ja bym mu tylko powiedziała niech spada.

                Zgodnie z poglądami Tałczyńskiego,powinna tak zrobić,bo skoro są na
                jej koncie tzn.,że ona je zarobiła i są to jej pieniądze.wink
                • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 13:37
                  panda_zielona napisała:

                  > dorata351 napisała:
                  >
                  > > A ja bym mu tylko powiedziała niech spada.
                  >
                  > Zgodnie z poglądami Tałczyńskiego,powinna tak zrobić,bo skoro są na
                  > jej koncie tzn.,że ona je zarobiła i są to jej pieniądze.wink


                  Nie konto przesądza o własności - tylko to, kto
                  te pieniądze zarobił. Detal a ważny jak diabli.
                  Dla wyjaśnienia: jeśli bank przez pomyłkę przeleje
                  ci nienależne pieniądze one nie stają się twoją
                  własnością smile Jeśli sama je zarobiła - są jej,
                  a wspólne konto to kwestia techniczna. Dziś są
                  na tym koncie, jutro na innym, pojutrze w kieszeni
                  a środę w następnym tygodniu trafiają do kasy sklepu,
                  w którym coś kupiła.
            • panda_zielona Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 13:54
              Jeszcze jedno,piszesz,że Wasze oszczędności są na Twoim koncie
              bankowym tzn.mąż nie ma upoważnienia do tegoż konta.I to go pewnie
              boli,bo gdyby miał nie wahałby się pewnie z niego skorzystać.A wtedy
              Ty prawdopodobnie zostałabyś z ręką w nocniku.Może się mylę.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 15:02
              Zamierzam mu oddac 1/3 naszych oszczednosci, bo teraz jest nas trojka. Zawsze oszczedzalismy z mysla o naszym wspolnym dziecku.
              Mąż nie będzie zadowolony ze to tylko 1/3 - trudno.
              Ku wyjasnieniu - na to konto odkladalismy po rowno, tzn mielismy ustalona kwote, ktora kazdy z nas z pensji przelewal na to konto. Ponadto na tym koncie gromadzilam srodki z wynajmu mojego mieszkania. Z tych srodkow urzadzilismy rowniez CALE mieszkanie meza, z ktorego sie teraz wyprowadzam i do ktorego nie mam zadnych praw. Gdybym tak podliczyla to mogloby sie okazac, ze jego oszczednosci na tym koncie juz nie ma. Ale oddam mu te czesc. Chociaz czuje, ze to nie koniec moich problemow, bo maz teraz przyczepil sie do mojego samochodusad
              • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 12.08.10, 19:26
                tesknotazabija napisała:

                > Zamierzam mu oddac 1/3 naszych oszczednosci, bo teraz jest nas trojka. Zawsze o
                > szczedzalismy z mysla o naszym wspolnym dziecku.



                Zamierzać to sobie możesz big_grin

                Dziecko nie wchodzi do podziału czegokolwiek.

                A wniosek z tego i podobnych historii jest taki:

                Nawet jeśli żyjesz z nią jak w raju, odkładaj ile się
                da na ukryte konto - rób to z głową. Jeśli nie dojdzie
                do rozpadu związku pieniądze będą. A jeśli jednak -
                nie będziesz totalnym cipcem.


                Zawsze chodzi o pieniądze.

                Zdrada przy pieniądzach to nic.
                • panda_zielona Re: nie chce mi się żyć:-( 12.08.10, 20:10
                  > Zamierzać to sobie możesz big_grin
                  >
                  > Dziecko nie wchodzi do podziału czegokolwiek.

                  O tym autorka wątku już wie,zresztą jak byś poczytał to większość
                  była za tym żeby oddać połowę oszczędności i mieć święty spokój.
                  Na szczęście dla niej pieniądze są na jej koncie/mądra dziewczynka/

                  >
                  > A wniosek z tego i podobnych historii jest taki:
                  >
                  > Nawet jeśli żyjesz z nią jak w raju, odkładaj ile się
                  > da na ukryte konto - rób to z głową. Jeśli nie dojdzie
                  > do rozpadu związku pieniądze będą. A jeśli jednak -
                  > nie będziesz totalnym cipcem.

                  Albo nie będziesz totalną cipąsmileBo jak rozumiem dla kobiet.y masz tę
                  samą radę
                  • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 12.08.10, 20:27
                    panda_zielona napisała:

                    > > Zamierzać to sobie możesz big_grin
                    > >
                    > > Dziecko nie wchodzi do podziału czegokolwiek.
                    >
                    > O tym autorka wątku już wie,zresztą jak byś poczytał to większość
                    > była za tym żeby oddać połowę oszczędności i mieć święty spokój.



                    Ale samo takie myślenie - takie "chitre". Przecież
                    to nie ona pierwsza. Była tu już nie jedna co dom
                    chciała dzielić wedle głów w domu (wliczając w to
                    22letnią córkę, he, he) i mąż miałby dostać 1/4.
                    Dobre sobie. Myślenie zdradza wiele.



                    > Albo nie będziesz totalną cipąsmileBo jak rozumiem dla kobiet.y masz tę
                    > samą radę


                    No niestety. Żeby związek miał szansę przetrwania
                    oboje muszą zarabiać (a zatem wnosić) tyle samo.
                    Jedno wspólne konto: każde daje dokładnie tyle samo
                    na dom, na rodzinę. Reszta jest własnością tego, kto
                    zarabia. Intercyza też nie jest głupim rozwiązaniem.
                    A jak się nie da tak uczciwie - to zostaje "ciche konto".
                    • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 12.08.10, 20:58
                      tautschinsky, zejdz ze mnie, ok? Przeczytaj dokladnie moja historie,
                      to zauwazysz, ze ani chytra, ani pazerna nie jestem. Zarabiamy z
                      mezem podobnie, w ostatnim okresie to nawet ja wiecej niz mąż. Tak
                      naprawde moglabym od meza zadac zwrotu roznych srodkow, min
                      dotyczacych wyprawki dziecka, opieki w szpitalu itp, a ja mu oddaje
                      jeszcze pieniadze. Podliczylam dzisiaj jego wplaty i srodki ktore
                      poszly z mojego konta na urzadzenie jego mieszkania i wychodzi na to,
                      ze to on jeszcze powinien mi zwrocic kase.
                      1/3 srodkow uwazam za sluszna kwote, w czym utwierdzila mnie rowniez
                      pani mecenas.
                      • tautschinsky Re: nie chce mi się żyć:-( 13.08.10, 00:56
                        tesknotazabija napisała:

                        > 1/3 srodkow uwazam za sluszna kwote, w czym utwierdzila mnie rowniez
                        > pani mecenas.



                        A adwokat twojego męża utwierdzi go w przekonaniu,
                        że chcesz go skubnąć. To jest oczywiste, że twoja
                        papuga będzie - a przynajmniej powinna - broniła
                        twoich interesów.


                        Naprawdę odechciewa się żyć i mieć cokolwiek wspólnego
                        z kobietami jak czyta się takie historie na
                        tym forum - taka refleksja - smutne i brudne to wszystko.
                        • zabelina Re: nie chce mi się żyć:-( 13.08.10, 10:33
                          tautschinsky napisał:
                          > Naprawdę odechciewa się żyć i mieć cokolwiek wspólnego
                          > z kobietami jak czyta się takie historie na
                          > tym forum - taka refleksja - smutne i brudne to wszystko.
                          >

                          big_grinbig_grinbig_grin
                        • dorata351 Re: nie chce mi się żyć:-( 13.08.10, 11:14
                          Smutne i brudne to jest to, ze pan romansuje mając żonę, w dodatku ciężarną,
                          zostawia ją z 3 tygodniowym maluszkiem. Tu przekracza wszelkie granice i nawet
                          nie zasługuje, żeby go nazywać człowiekiem.
                          • tade-k53 Re: nie chce mi się żyć:-( 15.11.10, 22:30
                            Gdyby wiedział czym jest piekło...
                            Armagedon trwa. Masz do wyboru niebo albo piekło.
                            Dowód czarno na białym.
                            tradycja-2007.blog.onet.pl/
                • dorata351 Re: nie chce mi się żyć:-( 12.08.10, 20:10
                  Mylisz się.Ja, za przeproszeniem w dupie mam to wszystko co mój łaskawy ex oddał
                  mi po rozwodzie, w przypływie wyrzutów sumienia. Wyprowadził się z jedną
                  walizką, nie dlatego, że ja tak chciałam, tylko sam zadecydował. I dlatego nasze
                  stosunki teraz są sporadyczne, ale spokojne, nawet czasem potrafimy pogadać o
                  głupotach. Jestem mu za to wdzięczna, ale i tak nigdy nie zapomnę, ze mnie
                  oszukiwał i poniżył. Z przyjemnością oddałabym mu wszystko, gdyby mogła było za
                  to dostać wewnętrzny spokój i zniwelować ten ból, który już chyba zawsze we mnie
                  pozostanie.
                  Panie T. kasa nie jest w zyciu najwazniejsza, najważniejsze to mieć do kogoś
                  pełne zaufanie.
      • panda_zielona Re: nie chce mi się żyć:-( 10.08.10, 20:10
        > Trwało to wszystko raptem ... 48 godzin. Wrócił z pracy i
        stwierdził, że przemy
        > ślał wszystko i ze czuje sie moim niewolnikiem i nie chce juz tego
        ratowac.

        Kochanka go prawdopodobnie puściła w trąbę,potem mu obiecała,że być
        może do niego wróci,ale nie chce z nim mieszkać.A on bidny chce
        przeczekać u Ciebie.Ja zgodziłabym się na rozwód,ale bez orzekania o
        winie,byle szybciej się uwolnić.Inaczej będzie Cię trzymał w szchu
        robiąc złudne nadzieje.
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 10.08.10, 22:52
          Nie zgodze sie na rozwod bez orzekania, niestety. Przezyje koszmar, ale winny bedzie mąż-za ten koszmar w jakim zyje od kilku tygodni. Za to ze odarl mnie ze wszystkiego.
          Nie licze na jego powrot, bo go juz nie chce. Chce zamieszkac u siebie i zasypiac spokojnie, wiedzac, ze nie wroci w nocy.
          • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 08:50
            no taki sam pojeb jak mój. trzymam za Ciebie kciuki musisz być dzielna
            • dorata351 Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 10:50
              I mój. Koszmar, skąd się biorą takie elementy?
              Zrównoważony psychicznie, czy nie, w życiu tego nie zrozumiem, z resztą jakie to
              ma znaczenie.
              Trzymaj się Autorko wątku, dasz radę, tylko niech minie trochę czasu.
              Pozdrawiam.
          • lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 11:02
            Tęsknoto, po pierwsze oddaj mu te jego oszczędności - niech się nimi
            wypcha. Po drugie - nie pozwól już nigdy mu wrócic. Raz ok - miał
            szansę i jej nie wykorzystał, więc niech spada.
            I poza tym co to za facet, co się czuje niewolnikiem własnej żony.
            Jakoś tego nie potrafię pojąc. Nie znam Cię, ale z postów nie
            wyglądasz mi na heterę, czy on naprawdę ma aż tak słaby charakter?
            Może należy się wręcz cieszyc, że się od niego uwolniłaś.
            Dla mnie to on ma jakieś poważne problemy sam ze sobą.
            Moc pozdrowień dla Ciebie.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 15:06
              lejla81, tak jak napisalam wyzej - oddam mu 1/3 tych oszczednosci. Na zaden powrot szans nie ma. Ja juz mam go serdecznie dosc. Nie jestem hetera. Bylam bezgranicznie w nim zakochana. Nadskakiwalam, pomagalam, wspieralam wieloktornie w roznych sprawach i zyciowych i zawodowych.
              Mąż ma BARDZO slaby charakter.
              Dzisiaj mam umowiona wizyte z pania mecenas. Zabieram sie za przygotowania do rozwodu.
              Trzymajcie kciuki!
              • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 15:17
                trzymam!
              • panda_zielona Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 17:37
                tesknotazabija napisała:
                > Trzymajcie kciuki!
                Trzymam więc.smileNie daj się zastraszyć.Napisz co poradzila Ci mecenas.
                • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 21:37
                  No i po wizycie u pani mecenas.
                  Uslyszalam, ze za wczesnie na decyzje o rozwodzie, ze za duzo emocji, ze jestem jeszcze w pologu, a ze maz ewidentnie sie miota i wg niej trzeba odczekac. Mowi, ze nie takie przypadki miala.
                  Zalecenia w naszym przypadku: obojetność i atrakcyjnośćsmile

                  Jedyne co poleciła to założenie sprawy o alimenty, przy czym podkreslila, ze nie mam co liczyc na wysoka kwote ze wzgledu na moje zarobki. Im szybciej tym lepiej, gdyz w moim przypadku nie zadzialalaby zasada, ze mozna dochodzic alimentow wstecz.
                  Pomimo rozdzielnosci faktycznie srodki pieniezne na moim koncie sa rowniez mojego meza w kwocie ktora wplacil. Moge udowadniac, ze urzadzilismy z nich jego mieszkanie, ale trzeba miec dowody w postaci faktur, ktorych ja nie mam.
                  Dla zainteresowanych usluga takiej Pani przy samej sprawie alimentacyjnej niemała, bo bagatela 3000 zl+VAT.
                  No i o tyle jestes dzisiaj madrzejszasad


                  • melani73 Re: nie chce mi się żyć:-( 11.08.10, 22:35
                    czyli co? pani mecenas zaleca czekanie,aż szanownemu niezdecydowanemu i jakby nie było-nie wartemu zaufnia oszustowi znow cos nie wyjkdzie, i zapragnie wrócić?
                    hmm...
                    dziwna pani mecenas....
                  • morekac Re: nie chce mi się żyć:-( 12.08.10, 09:51
                    Moge udowadniac, ze urzadzilismy z nich jego mieszkanie, ale trzeba
                    miec dowody w postaci faktur, ktorych ja nie mam.

                    koleżanka udowodniła swój wkład w wyposażenie mieszkania za pomocą
                    wyciągów z kart, też nie miała rachunków.
      • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 29.09.10, 12:57
        oj to nie chodzi o synusia ani o Ciebie tylko okase Boże nie dośc ,ze łajdak do tego cwaniak-a ty dalej podziwiaj go i wspominaj minione"fobre czasy' Kobieto czy ty nie widzisz ,że ma jeszcze ciebie zamiar okraśc, z forsy, no cóz panienka po zawodowóce to kosztowna inwestycja i dlugofalow wiec chłop |przycichł" na kilka godzin, wlazł do swojego cieplutkiego mieszkania i...po kase a kasa na twoim koncie a to pech.Wiesz co on wymaga leczenia ale ty mymagasz pomocy "slusazrza' co by dobrze zabezpieczył twoje konto .mam nadzieje ,że ni nie jesteś "blondynką" i dowód miłości nie oddasz mu kasy wszak maluszek pieniedzy potrzebuje nie mniej niż twojego meza kochanka a może się mylę???
    • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 12.08.10, 14:45
      Jak to jest, że jednego dnia mogłabym góry przenosić, a drugiego nie mam siły wstaćsad
      Jestem skołowana po wczorajszej wizycie u pani mecenas. Przeraża mnie rozwód, ciąganie się po sądach, dosłownie wszystko.
      Na dodatek w poniedziałek się wyprowadzam. Mąż nie ma o tym zielonego pojęcia. Chcę się wyprowadzić podczas jego nieobecności - wróci wieczorem w poniedziałek, a tu po mnie i naszym synku ani śladu ... Ciekawe co poczuje, gdy zobaczy pustkę w pokoju dziecka?
      Poniedziałek będzie dla mnie strasznie trudnym dniem.
      Czuję,że usiądę w swoim mieszkaniu i będę ryczeć ...


      • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 12.08.10, 15:15
        strasznie mi przykro tym bardziej, że jesteś z takim maleństwem. te hustawki
        nastrojów to wszyscy przechodzą i powiem Ci, że z czasem słabną. kilka miesięcy
        temu wylądowałamu psychiatry a pozniej u psycholga na terapii to wiem o czym mówię.
      • mile-na66 Re: nie chce mi się żyć:-( 13.08.10, 15:43
        Ja mam tak samo jak Ty ,a jak już pisałam wcześniej jestem w
        identycznej sytuacji i mam wrażenie że o mnie piszesz. Dziecko tylko
        trochę większe ale też małe no i zostałam tam gdzie mieszkaliśmy mąż
        się wyprowadził. Też jednego dnia wiem że dam radę a za chwilę
        straszny dół i przerażająca wizja ciągania się po sądach i niepewnej
        przyszłości. Wiem doskonale co czujesz - czekam kiedy to minie.
        Można zwariować ale są dzieci.
      • plujeczka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 13:53
        co poczuje jak wa nie zobaczy odpowiem Ci ==ULGĘ bo wy to dla niego kłopot i tyle ...a swoją drogą skad wyskrobałaś tak drogą Panią adwokat, wymień ja na lepszy model, na forum dziewczyny poleca kogoś dobrego i sprawdzonego z \warszawy, poszukaj na archiwum naszego forum i do dzieła kobieto.
    • baabcia Re: nie chce mi się żyć:-( 17.08.10, 20:55
      dacie radę!
      lepiej lub gorzej ale dacie radę!
      trzeba zrobić wszystko zeby lepiej;
      nie zaleznie od tego co sie jeszcze wydarzy
      nie wojujcie przeciw
      nie myslcie o zemscie - to zabija wszystko i nic nie daje oprócz zalamnai chorób
      i samotności;
      walczcie o siebie
      i o szczescie dzieci
      jesli nie uda Wam sie wychować szczesliwych dzieci to poniesiecie kleskę
      nieporównywalna z nagłym odejsciem wspaniałego meza
      mozna powiedzieć ze dobry mąz nie odchodzi ale mozna i popatrzeć tak - zdarza się
      i ważne jest to ze martwi sie jak odejść i nie rani wiecej niz samym odejściem;
      wiem że odejście zabija
      ale widziałam facetów podle odchodzących i wiem o czym mówie
      Trzeba jakoś się skaladać w całosć i zyć - na początek dzień po dniu - w końcu
      jesli mezczyzna miałby wrócić to warto być normalną smile tego liczenia na powrót
      nie zrozumie ktoś kto nie miał fajnego małzeństwa smile

      Co do dziecka - zdziwił mnie fragment o tym kiedy nasze dziecko staje się
      człowiekiem
      spróbuj popatrzeć jak się z Tobą porozumiewa dziecko - jak patrzy w Twoje oczy i
      co próbuje powiedzieć - zdziwisz się z czasem jak bardzo to jest ważne - nie
      mówię ze ludzkie bo pies też rozmawia z człowiekiem jesli człowiek dorasta do tego;
      I pamietaj, że Twoje emocje nieprawdopodobnie wpływaja na Twoje dziecko;
      Jeszcze nie jedno Cię zdziwi jesli bedziesz miała otwarte sece i dziecko nie
      będzie tym czym jest kasa i kariera - czasem matki się gubia i nigdy nie czują
      macierzyństwa do końca a to wspaniałe uczucie.

      Rozmowa z partnerka nie ma sensu - nie daj boze zeby pani go porzuciła przez
      Ciebie - wtedy on nie wróci dla Ciebie tylko przez Ciebie i to byłaby chyba
      totalna klapa;
      Staraj się wyciszać bo jestes w okresie kiedy takie przezycia mogą w psychice
      wywołać nieodwracalne zmiany


    • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 26.09.10, 18:05
      Witajcie, dawno nie pisałam co się u mnie dzieje.
      Od 1.5 miesiąca mieszkam sama z synkiem. Wyprowadziliśmy się od męża pod jego nieobecność. Był zaskoczony, że nas nie ma. Teraz twierdzi, że on nas z domu nie wyrzucał i tak naprawdę nie chciał abyśmy się wyprowadzili.
      w ciągu 1.5 miesiąca mąż odwiedził synka raptem 2 razy. Za każdym razem okazując ogrom uczuć do niego. Każde spotkanie kończyło się ostrą wymianą zdań.
      Półtora tygodnia temu mąż zadzwonił do mnie w nocy-trzeźwy od razu dodam i powiedział mi, że chciałby się spotkać i porozmawiać o wszystkim. Usłyszałam jaki jest ze mnie dumny,że ze wszystkim sobie tak świetnie radzę. Zapytał czy jest szansa abyśmy to wszystko odbudowali. Powiedziałam, że to nie jest rozmowa na telefon. No i spotkaliśmy się wczoraj. Zaczęliśmy rozmawiać bardzo spokojnie. Zapytałam go czy jest z tą dziewczyną. Nie potwierdził, nie zaprzeczył. Emocje mi puściły i zaczęłam wyzywać tą dziewczynę równo a i jemu się dostało. Mąż starał się mnie uspokoić i zaczął tłumaczyć, że naprawde ma dobre zamiary i ze ja mu niczego nie ułatwiam. Mówił, że chce odbudować relacje między nami. Jak zapytałam o co mu dokładnie chodzi to mi odpowiedział, że chciałby mieć z dzieckiem nieograniczony kontakt i chciałby abysmy zapomnieli o przeszlosci i skupili sie na tym co teraz i w przyszlosci. Mowi ze chcialby abysmy przestali na siebie warczec. I powiem Wam ze poczułam się jak idiotka, bo z jego telefonu 1.5 tygodnia wczesniej zrozumialam, ze chcialby odbudowac nasz zwiazek, a na spotkaniu odwrocil kota ogonem. Jestem wykonczona psychicznie ... i naiwna do kwadratusad Nie rozumiem jego zachowania. Niech mi to ktoś wytłumaczy bo zwariujęsad
      • dorata351 Re: nie chce mi się żyć:-( 26.09.10, 18:14
        Tego się chyba nie da wytłumaczyć. U mnie było podobnie, niby płakał, żałował, tesknił, a jak przyszło co do czego to odwracał kota ogonem i wycofywał się. Takie typy widać tak mają. Najgorsze jest to, że człowiek dalej się łudzi, ma nadzieję, że może jednak, a potem czuje się po raz kolejny jak idiota. Najlepsze wyjscie to chyba nie brać takich chwilowych deklaracji poważnie, nawet nie wiem czy u mnie to były deklaracje, chyba nie, bardziej ja to tak odbierałam.
        Trzymaj się.
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 26.09.10, 18:20
          Dokładnie jest tak jak piszesz - czuję się idiotką, która uwierzyła w jego słowa, bo jak mogłam inaczej je zinterpretować, jeśli nie tak, że chce ratować nasze małżeństwo. Dla mnie to było jednoznaczne.
          Teraz ja znowu szaleję z emocji a on mi ze stoickim spokojem mówi, że widzi, że jednak ja potrzebuję czasu, aby emocje opadły. No załamka totalnasad
          Czasami to myślę, że to ja kompletnie zwariowałam.
          • dorata351 Re: nie chce mi się żyć:-( 26.09.10, 19:35
            Nie zwariowałaś. Ta sytuacja nie jest normalna, więc trudno o zdrowe emocje. Ja jestem juz po wszystkim, a ciągle zdarza mi się łapać na tego typu złudzeniach. Ludzie na tym forum twierdzą, ze na to potrzeba czasu, ja im wierzę i mam nadzieję, że pewnego dnia obudzę się i pomyślę o tym wszystkim jak o zbitym w wieku 5 lat kolanie, wtedy bolało jak cholera, a dzisiaj tylko pamiętam, że bolało, ale już nie czuję.
            Wytrzymaj, nie tylko dla swojego malucha, ale przede wszystkim dla siebie, może jeszcze kiedyś będziemy się śmiały oczami.
            Nie rób nic na siłę, ja próbowałam i to naprawdę nie przynosi rezultatów, co ma być to bedzie. ja mam nadzieję, że Twój mąż jeszcze kiedyś szczerze i z pełnym zaangażowaniem będzie Cię prosił o szansę, a czy mu ją dasz, to będzie zależało od Ciebie. Tego Ci życzę.
          • xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 26.09.10, 19:51
            wiem co czujesz, i sie nawet usmiecham ze tak samo faceci dzialaja, tak samo postepuja. I tez zauwazylam ze faceci tych roztan nie przezywaja tak jak my - oni sobie szukaja kochanek na pocieszenie, zyja dniem dzisiejszym, szybko godza sie z sytuacjia i ida na przod. Ja bym chciala aby moj maz cierpial przez to co sie stalo - ale wiem ze nie bedzie cierpial nawet jedna setna tak jak ja cierpie. Dlatego chce jak najszybciej przez ta zalobe zwiazku przbrnac, i ulozyc sobie zycie.

            Nie jest to latwe.

            Ale poczytaj sobie Twoje pierwsze posty, i zobacz roznica jaka w Tobie zaszla - jaka jestes silna kobieta, jak duzo w Tobie wiary. Ludzie mowia ze dobrze ze nie mamy dzieci - ale ja bym chciala dla kogos wstawac, miec cel w zyciu - a teraz nie mam. Jestem kompletnie sama, opuszczona, upokorzona, zranona lize swoje rany.

            Ja uwazam ze wyjdziesz z tego, i pewnego dnia sie usmiechniesz na mysl ze chcialas do niego wrocic. On nie jest wart. Zobacz jak w ogole nie ma szacunku do Twojego zycia, do Ciebie. Jak mysli tylko o sobie..... Jak manipuluje, aby nadal zobaczyc czy masz jakies emocjie - bo dopoki masz to ma awaryjne miekkie ladowanie u Ciebie. Sugeruje tylko abys przy rozmowach z nim sie nie emocjonowala - abys byla zimna i spokojna. Bo inaczek oddajesz swoja moc, swoja sile w jego rece. Ja swoja zaslone pewnej nocy odslonilam placzac do telefonu nikontrolowanie, i teraz tego zaluje. Bo on mysli ze trzyma paleczke w rekach, ze ma taka kontrole nademna, ze moze mnie kompletnie rozkleic. I pewnie przez to czuje sie mocniejszy, ze taki z niego super gosc, ze taka ladna laska nadal za nim teskni, ze musial byc naprawde super.

            Nawet mial tyle bezczelnosci, ze powiedzial mi ze jak bede miala potrzeby seksualne, to on mi pomoze!!!!! ze powinnismy byc przyjaciolmi - i to tak szybko po rozpadzie.

            Faceci nie sa wart naszych lez. Na serio. Oni nie placza za nami. Oni tylko biora nastepna, tak samo sie ciesza. Jestesmy na tym swiecie dla nich. To nadal meski swiat! Nie traktuja nas na rowni - to bajka. Mamy swoje prawa ale to tylko dla zamydlenia oczow. Oni nadal czuja sie wazniejsi, ze moga wiecej. Moj maz by mi zdrady nigdy nie wybaczyl. (chociaz cos wspomnial ze jak kiedys bede miala romans to po jego zdradzie - teraz mi by wybaczyl - ale wiem ze nie wybaczylby). A sam poszedl na boki i jeszcze jest zly na mnie ze odkrylam, bo jego zdaniem bylo to nic nie liczace sie zajscie.

            Silna jestes. Widze jak bardzo sie zmienilas od pierwszych postow. I to w tak krotkim czasie. Inspirujesz mnie. Wiem ze nie jest latwo i nie bedzie, ale zbyt duzo czytalam postow ze moze byc lepiej aby teraz myslec o powrocie. Zaczynam to akceptowac. Boli, ale trzba to przejsc.
            • mile-na66 Re: nie chce mi się żyć:-( 26.09.10, 20:00
              Witam,
              U mnie podobnie. Nawet piękne kwiaty i deklaracja chęcia powrotu męża do domu.
              ( wyprowadził się dla kochanki, zostawił małe dziecko) Po czym w nastepnym zdaniu prośba o wycofanie pozwu z orzekaniem o winie. Jak stanowczo odmówiłam tego kroku to oczywiście zapał mężą opadł i nie łudzę się , że intencje były szczere. Ja nauczyłam się przyjmować wszystko ze stoickim spokojem i mam nadzieję , że ten spokój będzie trwał na sali sądowej. Czego sobie i wszystkim na tym forum życzę.
              • xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 26.09.10, 20:24
                Mnie najbardziej boli ze nadal jestem naiwna. Nawet teraz zastanawiam sie czy rozwiesc sie bez orzekania o winie, chociaz naprawde niczym sobie nie zasluzylam na takie potraktowanie. Nie wiem czy po prostu mi sie oplaca w tym babrac, czy dla swietego spokoju pojsc za najlatwiejsza wersjia. nie wiem.
                • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 27.09.10, 08:52
                  taa tez skąś znam taką sytuację. też chciałby żeby było dobrze midzy nami ale wcale mu w tym nie przeszkadza, ze mieszka z kochanką. no debile i jeszcze raz debile.
            • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 27.09.10, 15:39
              Wszyscy dookoła mi mówią, że jestem silna, bardzo silna. Nawet psycholog do którego chodziłam twierdził, że jestem nieziemsko silna kobieta, że rzadko ma takich pacjentów i że mu to wręcz imponuje.
              A ja tej siły nie czuję...
              Jedno spotkanie z mężem po miesiącu czasu a ja znowu popadam w dół. Znowu czuję się zawiedziona, rozczarowana.
              Moja przyjaciółka powiedziała mi wczoraj, że najgorsze w tym wszystkim jest to, że mój mąż ciągle czuje się Panem sytuacji. Wypuszcza moje emocje na próbę. Sprawdza czy jeszcze coś czuję, czy szaleje z emocji, a potem spokojnie milczy i robi swoje.
              Nie mogę sobie na to pozwolić. Kurcze, jestem dojrzałą kobietą i pozwalam sobie na to, aby taki drań pomiatał mną na lewo i prawo. Muszę się szybko otrząsnąć i zawalczyć, ale tym razem o siebie.
              • xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 27.09.10, 15:49
                > Nie mogę sobie na to pozwolić. Kurcze, jestem dojrzałą kobietą i pozwalam sobie
                > na to, aby taki drań pomiatał mną na lewo i prawo. Muszę się szybko otrząsnąć
                > i zawalczyć, ale tym razem o siebie.

                I w tym Twoja sila moja droga. Ja tez na spotkaniu z mezem zachowalam sie tak ze bylam z siebie dumna, ale juz nastepnego dnia na telefonie plakalam. I wiesz co? czulam ze to, ze placze, to ze mam jeszcze uczucia i jestem nieszczesliwa - zrobilo mu przyjemnosc!!!! Jakbym dala mu komplement.

                A Twoja przyjaciolka ma racjie.

                Oj, od tamtej pory puknelam sie w glowe, omijam spotkania, aby siebie nie dreczyc.

                I racjoinalnie, musisz dac sobie wiecej czasu. Nie jestes supermanem i Twoje emocjie sa naturalne. Grunt zeby on ich nie widzial.
                • dorata351 Re: nie chce mi się żyć:-( 27.09.10, 20:01
                  A ja doszłam do wniosku, ze mam w nosie to, czy on widzi moje łzy czy nie. Nie muszę mu nic udawadniać. To on zawiódł, zdradził, jesli moje łzy sprawiaja mu przyjemność to ch.. mu w d... . Ja muszę sobie poradzić sama ze sobą.
                  • sisley8 Re: nie chce mi się żyć:-( 27.09.10, 20:49
                    Doskonale rozumiem o czym piszesz. Ja przeżyłam to samo.. Minął ponad rok odkąd nie jestem ze tą gorszą połową smile, a pół roku był rozwód. Jest cięzko, bardzo... U mnie źle działo się w związku kilka miesięcy, mimo, iz bylismy wzorowym małzeństwem. On był dla mnie wszystkim, dbałam o niego, ale również on o mnie. Dzięki niemu czułam że jestem bezpieczna, no cóż to dużo pisać... Bajka przez 10 lat. Urodziła się cudowna córcia, on- wzorowy, cudowny ojciec. Dziękowałam Bogu za niego. Nagle zaczyna cos sie dziać, dochodzę, że jest inna kobieta (ktora znam bardzo dobrze). Wali mi się swiat pod nogami, nie robie karczemnych awantur. Widzę, że sie stara, jest w dalszym ciągu idealnym ojcem i męzem. Proszę go, żeby żeby to zakonczył, stara sie, jest dobrze, pozniej znow to wraca. Daje drugą szanse, myslac ze sie pogubił i w pore sie obudzi. Rozmawiam, tłumaczę. Jest niby ok. ale widzę, ze ucieka myslami gdzies w innym kierunku- jej... Ale on sie stara. Rzucam obraczką, chce odejsc, on płacze, że kocha mnie. Nie daje rady... Za trzecim razem, siadam z nim w twarza w twarz- do tej pory czuję tą rozmowe. Moja bezsilność, spokój z niej wynikający, mimo, ze płyna łzy.. wielkie jak grochy... Bo nie wiem co mam robić- siadam, mowie wszystko co wiem, gdzie, jak i co.. On juz spokojniejszy pyta- co teraz. Ja- no co... Pakuje Cię bo mam dosyć... Płaczemy... Idziemy spac do łozka, między nami nasze dziecko. Wczesniej pyta się, czy moze mnie jeszcze przytulić. Pozwalam. Nie wiem czemu.. Jestem w amoku, a jednoczesnie swiadoma, ze TO KONIEC. Rano jak jego nie ma pakuje ubrania, garnitur ślubny, beczę aż się zanosze. Rozmawiamy przez telefon. Powtarza, ze zawsze bedzie kochał,że bedzie dobrze, a z drugiej strony czuje ze on juz nie chce walczyc z miłoscią do niej.. Serce mi pęka, nie wiem jak zyje, jak pracuje. Mysle, tesknie i płacze ( szlocham!), chudne przez miesiąc 10 kg. Zyje wspomnieniami. Czasem przebłyski, ze dam rade. Znow wraca dołek. Widujemy sie czesto. On jest dobrym czlowiekiem. Przychodzą Swięta. Jedząc pierogi dławie się łzami. Suchając kolęd i patrza na moje dziecko, nie mogę sie uspokoić. Moja mama widząc to płacze razem ze mną. Przyjezdza po dziecko, ledwo widzę na oczy. Dobrze, że jest ciemno... To jest jak załoba. To trzeba przezyć. Tego się nie da ominąć. Jestem osobą twardo stapajacą po ziemi, ale nawet mnie to ruszyło. Niebywałe, fatalne uczucie. Pozniej jest zle, ale lepiej niż było. W miedzy czasie kłocimy sie, ale nam to nie wychodzi. Widząc go coraz czesciej, jest mi coraz lzej. Czuje, po kilku miesiacach, że sie uwalniam. Przepraszam, ze piszę w taki sposob, ale specjalnie właczyłam Młode Wilki, które mi sie kojarza z tamtym okresem w życiu. Zebym mogła chociaż troche to poczuć, pisząc to wszystko. Czuje emocje- ale obojętne. Po ponad roku jestem już WOLNA od tych uczuć, miłość wygasa, jak drewno w kominku. Wypala się jak ogien zapałki. Tylko to jest kwestia czasu. Musisz przejsc załobe i koniec.
                    • sisley8 Re: nie chce mi się żyć:-( 27.09.10, 21:12
                      Teraz jest między nami chłodno, ale szanujemy sie. Ze wzgledu na dziecko. Bo on kocha córke a ona jego. I to jest najwazniejsze. Corka ma 5 lat. Musiałam wiele jej wyjasniać. On jest z ta kobieta. Podejrzewam, ze to wielka miłosc. Nie wnikam, bo mnie juz to nie interesuje. Przez rok nie widziała (mimo iż Ja zna) mojej córki. Boją sie jak jak ja zareaguje jak sie dowiem. Jeszce troche czasu minie nim na to pozwole. On dokładnie o tym wie. Każda inna, nie ona. Chyba, ze corka bedzie kiedys chciała. Teraz kategorycznie nie. Moze kiedyś. Podsumowując moje zimne wypociny- nie skreslilam tych lat z nim bo były dobre, mam z nim cudowne dziecko. Ale sama zrobiłam sobie rachunek sumienia- ustabilizowało sie wszystko, moja corka ma dobry kontakt z tata, a ja zaczełam od nowa życ. Bałam sie cholernie. Zaczełam bdac o siebie, poszlam do szkoły, dbam o moje dziecko 2 razy bardziej ( zostaje poczucie, ze dziecko cierpi). Przez rok spotykałam sie z dwoma facetami. Z pierwszym sie rozstałam bo nie chciałam go krzywdzić mimo, ze swietny facet. Zył w cieniu męza. Dzieki drugiemu smiałam sie do łez, nauczyłam sie od nowa dbania, przytulania, BLISKOSCI. Mimo, że z Nim nie jestem, zadzięczam mu wiele. Jego optymizm, ciepło. Zrozumiałam, ze moj mąz nie był tym jedynym i wiem, ze gdyby nawet chciał wrócić, nie ma szans, bo teraz on by zył w cieniu tego drugiego smile. Zawiła sytuacja smile. Wiem jedno- COS SIE KONCZY, DAJĄC POCZĄTEK CZEMUŚ NOWEMU. Ciekawe co tym razem mnie czeka big_grin. BEDZIE DOBRZE smile.
                      Jeszcze jedno- gdyby ta moja slubna gorsza eks połowa zachowywała sie tak jak Twój mąż, nie byłoby ze mną tak łatwo. Nie pozwól robić z siebie ofiary. Dbaj o siebie i Twoje dziecko. To Wy jesteście teraz ważni. Pokaż, że swietnie sobie radzisz. Poczuj to sama. A wszystko się ułoży. On nie jest wart Ciebie. Ty jestes warta- SZCZESCIA. Ale nie z nim, bo on już nie bedzie potrafił Ci tego szcescia dać. Bo jestes juz o WIELE mądrzejsza i bogatsza o doswiadczenia. smile. Trzymaj się ciepło, trzymam kciuki za Ciebie bardzo bardzo mocno smile. SCISKAM kisssmile
                      • xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 27.09.10, 21:45
                        Jestes bardzo silna kobieta i podziwiam Ciebie. Twoja historia daje mi sily i wiare w lepsze jutro. Dziekuje Ci za to.

                        Ale wlasnie tak jak powiedzialas, Twoj facet jest dobrym czlowiekiem. Moj, i wiele innych okazali sie baardzo, ale to bardzo duzymi prostakami. Nie maja charakteru widac. I to jest roznica w postepowaniu. Kazdy musi przejsc przez ten bol inaczej. Tez pracuje nad swoim rachunkiem sumienia, tylko boje sie popasc w zniszczenie. Np teraz naduzywam alkoholu, po prostu latwiej mi wtedy. Daje sobie czas, potem musze to niestety wyeliminowac. Chyba jak ma sie dzieci to traci sie ten egoizm, mysli sie dobrem dziecka i nie w glowie uzywki dla poprawienia bolu.
                        • sisley8 Re: nie chce mi się żyć:-( 27.09.10, 22:05
                          Nie można popadać w skrajności, nie można uciekać od problemu, naduzywajac alkoholu... To w niczym nie pomoże, pogrązy dalej. Trzeba spojrzec przed siebie i zobaczyć lepsze perspektywy. Nie macie dziecka. Zacznij mysleć, że to przed Tobą "druga młodość", niezaleznie ile masz lat. Teraz możesz swoje życie ułozyć od nowa nie popełniajac wczesniejszych błedów. Przeczekać załobę, swiadomie czuć, bo wtedy sama- swoja siła- zrozumiesz i przestaniesz czuć ból. Zrób coś pozytywnego dla siebie. Idz sama na romantyczna komedię, szlochaj tak, ze każdy Cie usłyszy. Wypłacz, wyrzuć i zrob postanowienie- że zaczniesz zyć dla siebie. Bo Ty jestes najwazniejsza! Pamietaj o tym smile. Nie uciekaj w alkohol, on moze na chwilę stłamsi ból, ale pomoc mozesz sobie tylo TY SAMA. Dasz radę smile. Ja dałam i gwarantuje, że przyjdzie taki dzien, ze nawet o nim nie pomyslisz, bo zaczniesz zyc od nowa i to zycie bedzie o niebo ciekawsze smile. Pozdrawiam smile.
                      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 27.09.10, 22:26
                        sisley8, przeczytałam Twój post i poryczałam się, ale dziękuję Ci za to co napisałaś. Podziwiam Cię. Jesteś bardzo silną kobietą. Dałaś mi również wiele nadziei za co dziękuję.
                        Wiesz, jak pojawił się na świecie mój synek powiedziałam: Skarbie Mój największy zrobię dla Ciebie wszystko i obiecuję Ci, że Twoja mama będzie szczęśliwa i uśmiechnięta niezależnie od tego co mnie jeszcze spotka. Obiecałam sobie również, że nigdy nie powiem przy dziecku złego słowa na jego ojca, choćby mnie skręcało. Powiesiłam nawet w jego pokoju zdjęcie jego taty, aby wiedział, że tata jest i że go kocha. Wierzę, że z czasem uda nam się dogadać z mężem w kwestii dziecka i że faktycznie maluszek poczuje ojcowską miłość. Nie będzie to dla mnie łatwe, ale nie chcę aby moje dziecko czuło się gorsze.
                        Powiem Ci, że ja tak gdzieś głęboko czuję, że mój mąż nie zasłużył na mnie. Sponiewierał mnie na maxa w teoretycznie jednym z najważniejszych momentów życia każdej kobiety, odarł z marzeń, ze wszystkiego. Dlatego robię wszystko, aby fajnie czuć się sama ze sobą. Bardzo o siebie dbam, mam wspaniałych przyjaciół, nie zamknęłam się w domu - po prostu ŻYJĘ! Wychodzę, uśmiecham się, a to że czasami łapią mnie doły to chyba normalne, jestem tylko człowiekiem. Ale nigdy nie płaczę przy dziecku.
                        Wierzę, że za jakiś czas wejdę na to forum i założę zupełnie nowy wątek, w którym napiszę, że odżyłam, że dałam radę i że jestem szczęśliwasmile To może trwać, ale wierzę, że się stanie.
                        Jeszcze raz dziękuję i serdecznie pozdrawiam,

                        • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 09:12
                          Dziewczyny tego Wam zyczę (i sobie również) żebyśmy odnalazły swoje szczęście na nowo. Bo ona gdzieś jest na pewno.
                          Mój jeszcze mąż mieszka ze swoja kochanką. Zaraz miną 4 miesiace jak sie wyprowadził. Wczoraj jak odwiózł młodego znowu zaczął rozmowę. On mnie kocha i bardzo za mną tęskni. Tamto to on nie wie jak nazwać. Ale jest na mnie zły za to co kiedys powiedziałam i do domu nie wróci chociażby chciał. No może kiedyś. I wiecie co przezywałam jeszcze niedawno coś takiego bardzo teraz juz mnie to coraz mniej rusza.. I nie będę ukrywać, że po tym co przeszłam tym całym upodleniu związanym z ta całą sytuacją odczuwam lekką satysfakcję, że to co mu tak robiło okazało się nic nie warte.
                    • kukuja Re: nie chce mi się żyć:-( 01.10.10, 20:50
                      sisley8 napisała:
                      > Czuje, po kilku miesiacach, że sie uwalniam. Przepraszam, ze piszę w taki spos
                      > ob, ale specjalnie właczyłam Młode Wilki, które mi sie kojarza z tamtym okresem
                      > w życiu. Zebym mogła chociaż troche to poczuć, pisząc to wszystko. Czuje emocj
                      > e- ale obojętne. Po ponad roku jestem już WOLNA od tych uczuć, miłość wygasa, j
                      > ak drewno w kominku. Wypala się jak ogien zapałki. Tylko to jest kwestia czasu.
                      > Musisz przejsc załobe i koniec.

                      dziękuję!!! Jest dla mnie nadzieja.
            • altz Re: nie chce mi się żyć:-( 10.11.10, 17:31
              > wiem co czujesz, i sie nawet usmiecham ze tak samo faceci dzialaja, tak samo po
              > stepuja. I tez zauwazylam ze faceci tych roztan nie przezywaja tak jak my - on
              > i sobie szukaja kochanek na pocieszenie, zyja dniem dzisiejszym, szybko godza s
              > ie z sytuacjia i ida na przod.

              Kobiety są przereklamowane, mężczyźni niedoszacowani. smile
              To wszystko to są potoczne poglądy, niewiele mające wspólnego z mężczyznami w tych czasach.
              Może kiedyś tak było, gdy mężczyzna pracował na roli, albo polował, żeby utrzymać rodzinę.
    • olgucha_3 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 09:07
      Dziewczyno, ogarnij się. Mój mąż odszedł 4 miesiące temu. No i krzyżyk na drogę i życzę szczęścia. Nie będę się z Tobą licytowała, która z nas ma lepiej a która gorzej. Ty jesteś młoda ja mam 42 lata i dużo mniejsze szanse na ułożenie sobie życia na nowo u boku jakiegoś innego mężczyzny. Ty masz malutkiego synka, który tak na prawdę nie rozumie o co chodzi. Ja mam 19-letniego syna, który rozumie wszystko i przeżywa to bardzo. Zerwał kontakt z ojcem bo mimo, że go bardzo kocha, to nie akceptuje jego wyczynów. Jasne ciężko było i będzie, ale właśnie dlatego, że mam syna, muszę być silna, by nie dołować go bardziej swoją rozpaczą. Miewam nadal huśtawki nastrojów, ale to normalne. Są dni kiedy bardzo tęsknię za moim mężem a są dni, kiedy budzą się we mnie negatywne emocje, ale żyję dalej, bo co mi to da, że będę wyła za nim jak dzika? Ja w przeciwieństwie do mojego męża wspominam tylko cudowne chwile, nie karmię się przykrościami, które mi zrobił. Kocham go nadal, ale już inną miłością, bo wiem, że co było już nie wróci, bo ja tego już nie chcę. Nie wyobrażam sobie, życia ze zdrajcą a przede wszystkim tak zupełnie po ludzku, brzydzę się go i za nic w świecie nie poszłabym z nim do łóżka, więc ratowanie tego związku nie ma sensu. Weź się w garść i idź do przodu.
      • hanyszka Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 12:46
        Ty Olgucha nie rób za żelazną damę, bo sama swego czasu biadolilaś i zawodzilaś na forum, nie tylko tym zresztą.
        Wypadało by więc dać prawo do rozpaczy także innym. Właśnie takiej, jakiej potrzebują i trwającej tyle ile trzeba.
        Twój syn ma 19 lat, więc jest dorosły. Jego relacje z ojcem są JEGO i głównie jego sprawą, Twoja odpowiedzialność w tej kwestii jest znikoma. Synek Tęsknoty ma kilka miesięcy i przed nią wiele lat układania sobie i dziecku relacji z Exem. Tęsknota została sama w szczególnej chwili, duzo bardziej szczegolnej niż większość z nas - w ciąży/połogu, kiedy psychika kobiety i tak jest mocno nadwerężona. Podziwiam ją i nie przyszłoby mi do głowy radzić jej, by się "ogarnęła".
        A 42 lata to jeszcze nie wiek, by kłaść się do trumny. Dziecko masz odchowane, a zadbana 42latka potrafi wyglądać lepiej od niejednej trzydziestokilkulatki.



        olgucha_3 napisała:

        > Dziewczyno, ogarnij się. Mój mąż odszedł 4 miesiące temu. No i krzyżyk na drogę
        > i życzę szczęścia. Nie będę się z Tobą licytowała, która z nas ma lepiej a kt
        > óra gorzej. Ty jesteś młoda ja mam 42 lata i dużo mniejsze szanse na ułożenie s
        > obie życia na nowo u boku jakiegoś innego mężczyzny. Ty masz malutkiego synka,
        > który tak na prawdę nie rozumie o co chodzi. Ja mam 19-letniego syna, który roz
        > umie wszystko i przeżywa to bardzo. Zerwał kontakt z ojcem bo mimo, że go bardz
        > o kocha, to nie akceptuje jego wyczynów. Jasne ciężko było i będzie, ale właśni
        > e dlatego, że mam syna, muszę być silna, by nie dołować go bardziej swoją rozpa
        > czą. Miewam nadal huśtawki nastrojów, ale to normalne. Są dni kiedy bardzo tęsk
        > nię za moim mężem a są dni, kiedy budzą się we mnie negatywne emocje, ale żyję
        > dalej, bo co mi to da, że będę wyła za nim jak dzika? Ja w przeciwieństwie do m
        > ojego męża wspominam tylko cudowne chwile, nie karmię się przykrościami, które
        > mi zrobił. Kocham go nadal, ale już inną miłością, bo wiem, że co było już nie
        > wróci, bo ja tego już nie chcę. Nie wyobrażam sobie, życia ze zdrajcą a przede
        > wszystkim tak zupełnie po ludzku, brzydzę się go i za nic w świecie nie poszłab
        > ym z nim do łóżka, więc ratowanie tego związku nie ma sensu. Weź się w garść i
        > idź do przodu.
        • olgucha_3 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 13:11
          Tak pamiętam to jak wyłam, ale w końcu przyszło opamiętanie, że to nic nie da. Nie naskakuję na dziewczynę a jedynie pokazuję, że da się to przeżyć a im szybciej się otrząśnie tym lepiej. Na własnej skórze przećwiczyłam etap wiecznego głaskania mnie po głowie i litowania się nade mną i za cholerę nie było mi lepiej. Nie miałam w zamiarze jej atakować bo nie tędy droga, a takie użalanie się nad nią i drapanie ran do niczego dobrego nie prowadzi.
          • xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 15:05
            Wiesz... to czego potrzebuja ludzie teraz to mowienia im ze musza zadbac i zaopiekowac sie soba. Rowniez warto im przypomniec ze ten bol trzeba przejsc ale ze bedzie latwiej, lepiej w przyszlosci. Trzeba dawac im troche empatji, i wiary w lepsze jutro.

            Wiem, bo sama to przechodze i tylko tym slowom jestem w stanie jakos tam funkcjonowac, choc roznie to bywa.

            Tez sie zastanawiam czy pewnego dnia po prostu postanowilas sobie zwinac swoje emocjie i bol pod dywanik w swoim sercu. Mysle ze to byloby najgorsze rozwiazanie, bo choc teraz jestes z siebie dumna i wlasnie taka "zelazna" to na dluzsza mete przestaniesz byc soba. Dlatego wazne jest aby emocjie same sie wyciszyly i wypalily.

            Wczoraj puscilam sobie Guns n' Roses "November Rain" i plakalam. I wiesz co? dobrze mi bylo potem.

            Oczywiscie uzalanie sie nad soba jest czyms zupelnie innym, ale autorka watku ani wiekszosc tu kobiet tego nie robi.
      • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 17:13
        olgucha, dziękuję za rady. Wierz mi, że ogarnęłam się na tyle na ile można w ciągu 3 miesięcy po porodzie i niespełna 4 miesiące od momentu kiedy dowiedziałam się o zdradzie.
        Nie chcę się licytować, Ty tego również nie chciałaś, ale wydaję mi się mimo wszystko, że jestem w dużo gorszej sytuacji niż Ty. Twój syn to już dorosły człowiek. Przez całe dzieciństwo miał ojca. Moje dziecko ma 3 miesiące i praktycznie ojca nie zna. Przede mną trudne wyzwania, bo mimo wszystko chciałabym aby syn miał dobre relacje ze swoim tatą. To będzie trudne dla mnie, ale jakże ważne dla dziecka.
        Tak na marginesie - moja pani ginekolog ma 41 lat i w lutym urodziła dzieckosmile Wyszła drugi raz za mąż i jest bardzo szczęśliwą kobietą. Pierwszy mąż porzucił ją dokładnie w roczek dziecka. Jak więc widzisz Twój wiek nie dyskwalifikuje Cię do bycia jeszcze bardzo szczęśliwą i zakochaną kobietą, czego szczerze Ci życzęsmile
        • olgucha_3 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 19:04
          Tęsknoto. Cieszę się, że nie odebrałaś mojego wpisu jako atak na Ciebie. Chciałam, żeby to był taki lekki kopniak, jaki i ja tu dostałam swego czasu, ale nie kopniak by powalić na kolana, ale by z tych kolan podnieść. Taki przyjacielski, kumplowski. Wszystkie tu jesteśmy w podobnych sytuacjach, ale każda z nas inaczej reaguje na to co ją spotyka. Uwierz mi, kiedy siedziałam i płakałam i wszyscy głaskali mnie po łbie, było mi co raz gorzej. Przyjechała w końcu moja przyjaciółka z innego miasta, rozdarła na mnie pysk, wsadziła pod prysznic, ubrała, umalowała i wywlokła za kłaki na ulicę. Przysięgam Ci, że się na nią obraziłam jak się darła na mnie, ale kiedy wyszłyśmy na ulicę, jakoś mi lekko ulżyło. Do tego momentu myślałam, że mam na czole napisane "Porzucił mnie mąż, bo jestem gówno warta". Dupa tam, jestem wiele warta a ten gnój nie jest wart ani jednej mojej łzy. Tak samo ten Twój troll nie jest wart Twojej rozpaczy. Jeśli chodzi o mojego syna, to jest problem. Tatuś na odchodne powiedział, że nigdy nie czuł się ojcem, bo za wcześnie nim został a teraz bardzo chce mieć nowe dziecko, bo wie że będzie umiał i że chce je kochać. Młody uznał, że ojciec go nie kocha. Zamknął się w sobie i trzeba było skorzystać z pomocy psychiatry. Faktem jest, że ojciec go nawet nie przewijał, bo się brzydził. Ojciec bywał w domu, ale gdyby to był inny mężczyzna, myślę, że młodemu nie zrobiłoby to wielkiej różnicy. Wszystkie sekrety młodego znam ja, ale mimo to, odejście ojca trząchnęło nim zdrowo. W to że ułożę sobie życie już nie wierze, ale i nie dziękuję Ci za te życzenia, bo może fartem się spełnią. Trzymaj się a o swojego młodego się nie martw, jak dobrze nim pokierujesz, będzie fajnym i mądrym facetem w przyszłosci.
          • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 21:29
            Olgucha, przykre bardzo to co napisałaś o mężu i o tym co powiedział synowi. Faceci nie mają kompletnie wyczucia.
            • olgucha_3 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.09.10, 21:35
              wysłałam Ci wiadomość na priv
    • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 01.10.10, 17:56
      Przed chwilą zadzwoniła do mnie nasza znajoma, która rozmawiała dzisiaj z moim mężem. Powiedziała mu, że nie wtrąca się w to co się między nami dzieje itd, ale martwi się o mnie, ze zostałam kompletnie sama po porodzie z dzieckiem i że wg niej ja potrzebuję jakiejśc pomocy przy dziecku, jakiegoś wsparcia. A mój mąż do niej na to, że ja jestem świetną aktorką i wszystkich oszukuję i że ja żadnej pomocy nie potrzebuję, że wyglądam i radzę sobie świetnie i on nie zamierza już rozmawiać z nikim na ten temat a tak w ogóle to on uklada sobie zycie na nowo i nie interesuje go moja osoba.
      Zagotowalam się w jednej sekundzie. jak mozna byc tak bezwzglednym? Jezu, jak ja moglam byc tak slepa!
      • kukuja Re: nie chce mi się żyć:-( 01.10.10, 21:19
        Nie karm się donosami. Nie myśl o tym co on do kogo o tobie powiedział. Przecież on sam się skreślił. Teraz jesteś na świeżo, ale tak za 3 lata, gdy nagle uświadomisz sobie, ze juz nie tylko maz, nie tylko partner, ale ojciec dziecka zostawia swoje dziecko, bo sie zakochał, zdasz sobie sprawę, ze jednak dobrze, dobrze sie stało ze go juz nie ma. Zycie? kołem sie toczy. Ale dobrze jest sie tak doprowadzic do wrzenia, dobrze jest poprzezywać takie sytuacje, zeby potem ich nie musiec przezywać. Zeby potem takie docinki meza, eks-meza Cie nie ruszaly. Musi sie teraz wybolec. Wypalić. By potem ten plomien na nowo rozblysl, ale juz jasno, bez iskier.
        Uwazam tez, ze malo ktora z nas ma szanse, po 10, 15 latach wspolnego zycia, nagle zdac sobie sprawe że jest az tak bardzo zle, ze maz, partenr chcą nas opuścic. uwazam, ze mozna sie zkaochac, mozna sie komus podobac, ale przede wszystkim trzeba probowac nad tym zapanowac-brzmi irracjonalnie, ale trzeba sie zmusić. Tak jak nam przechodzi zlaoba po nich, tak im powinno przejsc uczucie do tej nowej.. Tylko ze oni nie chcą tego zwlaczyc, przeciwnie podstycaja ten chwiejacy sie plomiec, wyprowadzaja z domu..
        • tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 02.10.10, 15:38
          Nie karmię się donosami. Ja już nawet chyba nie cierpię z tego powodu, że mąż przestał mnie kochać. Chociaż patrząc na jego nieudane próby naprawiania naszego małżeństwa, jak np telefon w nocy, teksty typu jaki jestem z Ciebie dumny itp itd, można w to wątpić.
          Najbardziej boli mnie to, że powiedział, iż ja nie potrzebuję żadnej pomocy bo świetnie sobie radzę i tak naprawdę jeśli mówię, ze potrzebuję wsparcia to jest to gra z mojej strony. Jak można kompletnie nie czuć w jak trudnej jestem sytuacji? Sama przed porodem, sama w szpitalu, sama po powrocie do domu. Kurcze, ja przecież zajmuję się, wychowuję JEGO dziecko, a nie kogoś innego. Nie mieści mi się to w głowie.
          Z jednej strony mówi, że chce być ojcem z prawdziwego zdarzenia, że kocha synka i za nim tęskni, z drugiej odmawia jakiejkolwiek pomocy przy nim. Moje dziecko ma ojca kretyna i to ja mu to zafundowałam wybierając go na swojego męża i ojca mojego dziecka. Jak mogłam nie zauważyć jakim on jest człowiekiem? Nie wybaczę sobie tego nigdysad
          • malgolkab Re: nie chce mi się żyć:-( 04.10.10, 10:26
            tesknotazabija napisała:

            > Nie karmię się donosami. Ja już nawet chyba nie cierpię z tego powodu, że mąż p
            > rzestał mnie kochać. Chociaż patrząc na jego nieudane próby naprawiania naszego
            > małżeństwa, jak np telefon w nocy, teksty typu jaki jestem z Ciebie dumny itp
            > itd, można w to wątpić.
            > Najbardziej boli mnie to, że powiedział, iż ja nie potrzebuję żadnej pomocy bo
            > świetnie sobie radzę i tak naprawdę jeśli mówię, ze potrzebuję wsparcia to jest
            > to gra z mojej strony. Jak można kompletnie nie czuć w jak trudnej jestem sytu
            > acji? Sama przed porodem, sama w szpitalu, sama po powrocie do domu. Kurcze, ja
            > przecież zajmuję się, wychowuję JEGO dziecko, a nie kogoś innego. Nie mieści m
            > i się to w głowie.
            tak mu wygodnie po prostu, znalazł sobie wytłumaczenie, że Ty świetnie zawsze sobie radzisz, więc nie musi mieć wyrzutów sumienia.
            > Z jednej strony mówi, że chce być ojcem z prawdziwego zdarzenia, że kocha synka
            > i za nim tęskni, z drugiej odmawia jakiejkolwiek pomocy przy nim.
            gadać potrafi każdy, gorzej z wykonawstwem właśnieuncertain

            Moje dziecko
            > ma ojca kretyna i to ja mu to zafundowałam wybierając go na swojego męża i ojc
            > a mojego dziecka. Jak mogłam nie zauważyć jakim on jest człowiekiem? Nie wybacz
            > ę sobie tego nigdysad

            nie wyrzucaj sobie tego, ważne, że doszłaś sama do takich wniosków. Pewnych rzeczy człowiek po prostu czasem nie chce widzieć... będzie dobrze, dasz radę. powodzeniasmile
      • xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 01.10.10, 22:17
        Moj maz postepuje podobnie - bezwzglednie, A to dlatego ze jak kon ma teraz klapki na oczach i widzi tylko dupsko tamtej i cel uswieca srodki - wiec idzie po trupach. Faceci chyba maja taka prymitywna sztuke przetrwania - ze sie blokuja na wszelkie uczucia, bo z uczuciami sobie nie radza. My kobiety, jestesmy inne, bardziej rozwinelysmy sfere uczuciowa, i nie zamiatamy ich pod dywanik - tylko znosimy te cierpienie - czasami lepiej czasami gorzej.

        Moj maz juz sie opamietywuje, powoli. Zaczyna rozumiec ze z nowa dziewczyna jest mala szansa na udany zwiazek, przez brak pieniedzy z jego strony i przez dystans ich dzielacy. My jako kobiety pewnie o tym bysmy wiedzialy od razu, ale taki facet glupi jak moj - dopiero musi z czasem, z doswiadczeniem sie przekonac.

        Dlatego probuje nie brac juz tego tak do siebie. Ja wiem ze on jeszcze zacierpi - moze nie teraz, moze za rok, moze za 10, ale zycie mu udowodni ze zachowal sie po prostu jak szczeniak, a czasami mysle ze w jakis sposob juz cierpi. Na razie wmawia sobie ze bylo miedzy nami tak strasznie fatalnie, ze cierpial, ze awantury byly dzien w dzien (jakis glupi, w ogole tak nie bylo) i bla bla bla.... Nie mowil mi ze bylo mu zle, nie mowil tego gdy sie kochalismy, ani gdy wyznawal mi milosc i robilismy plany na przyszlosc.

        Rowniez mysle ze powodem zachowania u takiego czlowieka jest jego niedoroslosc, i braki w dojrzewaniu emocjonalnym. Przeciez nie kazdy facet tak sie zachowuje, - tylko ci ktorzy sa w jakims stopniu ciagle malymi nastolatkami. Po prostu nie dojrzeli.

        A co do Ciebie:

        Pare tu osob powiedzialo ze pewnego dnia sie obudzisz i poczujesz ze swiat jest piekny itd.... To nieprawda. To wymaga TWOJEJ pracy, duzo pracy. To wymaga dzialan z Twojej strony. Ale owoce moga byc cudowne. Wierze w to. I czym wiecej bedziesz nad tym pracowala tym szybciej te owoce dojrzeja. Ja do tego dochodze mentalnie, teraz musze jeszcze miec jakis plan aby to wtoczyc w zycie i brac w nim udzial.

        Tak wiec musisz zaczac byc aktywna, postanowic zmiany jakie TY chcesz, i to zrobic. Wiek lub sytuacjia tak strasznie nie limituje jak jestesmy przyzwyczajone myslec. Dasz rade!!!

        ps: rozmawialam ostatnio ze swoim psychologiem ze ludzi wiekszosc wyborow zyciowych jest podswiadoma, a swiadomosc spelnia bardzo maly procent. Po czym zaczelismy sie zastanawiac dlaczego na partnera wybralam takiego czlowieka, o takich cechach charakteru. Baaaaardzooooo ciekawe byly konkluzje, dajace mi wglad w moja podswiadomosc, w siebie, i kim jestem. daje mi to szanse aby to zanalizowac, zebym nie zakochala sie w nastepnym takim pacjiencie w przyszlosci.

        • anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 04.10.10, 09:40
          moja teściowa powiedziała mi kiedyś, że wybrała głupiego ojca dla swoich dzieci. w obecnej sytuacji podpisuję się pod tymi słowami.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja