mau3 Re: nie chce mi się żyć:-( 06.10.10, 12:40 Życie straciło dla Ciebie sens ale czas jest najlepszym doradcą. Może poczekaj Zajrzyj na Byłeżony.pl Tekst linka Na czacie znajdziesz tam grupę wsparcia. Dziewczyny dodadzą Ci otuchy w takim trudnym momencie Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 13.10.10, 16:56 Witajcie to znowu ja Nic ciekawego u mnie się nie dzieje. Ślad po mężu zaginął. Nie mam z nim żadnego kontaktu i wiecie co? Jak nie mam z nim kontaktu to czuję się spokojniejsza-naprawdę. Mój niedojrzały mąż kłamie nadal wszystkich na lewo i prawo. Ostatnio moja mama zadzwoniła do jego matki i wyrzuciła jej wszystko na temat jej syna, że nie interesuje się dzieckiem, że wie, że dziecko jest leczone i nawet nie zadzwoni zapytać się o wyniki, że nie łoży na synka, że musiałam wejść na drogę sądową, aby otrzymać alimenty na dziecko, że wyrzucił nas z domu, w którym nie mieszka, że utrzymuje kochankę itd itp. I wiecie co moja mama usłyszała od mojej teściowej? Mój mąż powiedział im, że opiekuje się synem, że nam pomaga, że jeździ z nami do lekarza, że daje pieniądze. No ręce opadają Zaczynam głęboko wierzyć, że mój mąż jest chory psychicznie, bo nie wiem już jak tłumaczyć jego zachowanie. Moja sprawa o alimenty jest już chyba coraz bliżej - sygnatura już nadana-czekam tylko na termin. Czuję, że usłyszę w sądzie niestworzone rzeczy na mój temat Odpowiedz Link
altz Re: nie chce mi się żyć:-( 13.10.10, 17:08 Tłumaczenia na poziomie dziesięciolatka i pewno psychika podobna. Odpowiedz Link
anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 14.10.10, 08:43 miota się chłop okłamuje wszytskich dookoła aż sie w tym pogubił. mój nawet jak już zamieszkał u swojej kochanki i wszysycy o tym wiedzieli łącznie ze mną to w czasie rozmowy ze mną zaprzeczał. cholera nasi męzowie mają chyba tą samą jednostkę chorobową Odpowiedz Link
to.ja.kas Re: nie chce mi się żyć:-( 14.10.10, 09:47 Ale dobrze, że mamusie dorosłych ludzi potrafią się porozumieć. Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 14.10.10, 15:35 hehehehe, tak sie podsmiewuje bo ja tez czasami mysle ze moj maz jest chory psychicznie. A ty musisz byc teraz bardzo ostrozna, bo jezeli Twoj maz jest takim klamca, to niestety jestem pewna ze siebie bedzie wybielal, a ciebie oczernial. Zbieraj wszystkie dowody, zapisuj daty i okolicznosci kiedy byl, a kiedy nie, cokolwiek mozesz.... zapytaj prawnika. Cos czuje ze bedzie to dla ciebie trudne. Ale trzymaj sie dzielnie. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 14.10.10, 16:43 Wiem, ze musze byc bardzo ostrozna. Moja pani mecenas doradzila mi, abym bardzo uwazala na to co mowie i pisze, bo jak sama stwierdzila-widzi, ze mamy do czynienia z dosc specyficznym czlowiekiem. Powiedziala, ze podejrzewa iz maz moze mnie nagrywac. Spisuje wszystkie informacje zwiazane z nim, wg jej zalecen. Czuje sie totalnie zniesmaczona cala ta sytuacja - moj mąż całe życie brzydził się kłamstwem. Wielokrotnie wypowiadał się na temat innych, którzy dopuścili się kłamstwa czy zdrady w dość niewybredny sposób, twierdził, że brzydzi się takimi osobami. A teraz sam co wyrabia? Żyje w jednym wielkim kłamstwie. Nie mogę tego pojąć. I to czego nie pojmę chyba nigdy to fakt, że w jego firmie wszyscy wiedzieli, że spodziewamy się dziecka. Mąż szalał ze szczęscia. Opijał z kumplami wiadomość o naszej ciąży. Jak urodziłam to wszystkie działy po kolei dawały mu prezenty dla naszego dziecka, a on bez żadnego wstydu te prezenty od nich odbierał, mówił że ma cudownego synka i jednocześnie znalazł sobie 16 lat młodszą kochankę w swojej firmie, przywozi i odwozi ją z pracy. Jak on wygląda w oczach swoich kolegów? Wszyscy wiedzieli, że ja leże w domu, że ciąża jest zagrożona. Wielokrotnie ludzie z jego pracy chcieli mi jakoś pomóc jak byłam w ciąży. Każdy rozumiał, że długo czekaliśmy na dziecko, że wszystko się może zdarzyć, a on bez wstydu pokazywał się z kochanką, jak ja jeszcze leżałam w domu. Nawet jak teraz to piszę to czuję, że wstydzę się za niego Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 14.10.10, 16:59 Absolutnie nie wstydz sie za niego. Tacy ludzie sa odpowiedzialni za swoje czyny. Pozatym, zobacz kim on sie okazal - a ta jego kochanka? hahahaha... swietnie sie dobrali - zupelnie ten sam poziom!!!! W pracy na pewno kazdy ma wyrobiona opinie o nim. I nie jest ona dobra. I wierz mi... odbije sie to na nim. Czesto sie zastanawiam czy tacy ludzie jeszcze cos w zyciu zrozumieja - mysle ze czasami cale zycie przechodza uzywajac innych i nic kompletnie nie rozumieja. A mnie w moim ex dziwi to: ze chociaz jest nalogowym klamca - oklamywal mnie, i teraz oklamuje swoja nowa (tez duzo mlodsza) dziewczyne - to wierzy w kazde moje slowo. Moge powiedziec mu ze widzialam ufoludka a on mi w to uwierzy. Ostatnio wmowilam mu ze on lysieje, lol, hehe, i on z 10 minut stal przy lustrze z dodatkowym lusterkiem i przygladal sie swojej glowie. Myslalam ze padne! I wierzyl ze zyczywiscie chyba cos tam sie dzieje (chociaz wcale nie zanosi sie na to ze bedzie lysial). a co do tego: moj mąż całe życie brzydził > się kłamstwem. Wielokrotnie wypowiadał się na temat innych, którzy dopuścili si > ę kłamstwa czy zdrady w dość niewybredny sposób, twierdził, że brzydzi się tak > imi osobami. A teraz sam co wyrabia? Mi to przypomina jak najwieksze homofoby - co najbardziej, najglosniej wrzeszcza na gejow - sami okazuja sie potem gejami, i swoja nienawisc do siebie za to - transferuja na ta grupe ludzi. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 06.11.10, 15:29 witajcie, mój szanowny mąż postanowił po 6 tygodniach odwiedzić syna. Przyszedł wczoraj. Nie wiedział nawet jak podejść do swojego 4 miesięcznego synka, ale wziął go na ręce i zaczął się z nim bawić. Spędził z nim "aż" 1.5 godziny, w tym czasie zrobił mu zdjęcia, wypytał co dziecko lubi, a czego nie, ile mierzy, ile waży, w jakich kolorach mu ładnie itp itd. Nie został już aby wykąpać małego, bo jak stwierdził nie umie tego robić. Kiedy zaproponowałam mu, że mu pokaże to stwierdził, że innym razem. Oczywiście nie przyniósł dziecku nawet malusieńkiej zabawki, ale stwierdził, że był wczoraj w sklepie ale nie wiedział co mu kupić. Załamka totalna. Wychodząc od nas, kiedy spróbowałam zagadać do niego o alimenty, chrzest i rozliczenie finansowe jego mieszkania (urządzaliśmy je wspólnie i utopiłam tam mnóstwo pieniędzy) usłyszałam, że ja jednak powinnam się iść leczyć i że mówiłam mu, że jestem szczęsliwa, a na taką nie wyglądam. Przywiózł mi kilka rzeczy, które zostawiłam w jego mieszkaniu, dając mi do zrozumienia, że robi porządki i że zamieszkał w jego mieszkaniu z kochanką. Jeszcze kilka takich spotkań i zacznę sobie pluć w twarz za to, że sama, bez żadnego przymusu związałam się z takim cynicznym draniem Odpowiedz Link
podroznie :) Droga T 06.11.10, 17:36 może jednak jakieś imię masz? Będziesz odtąd T Tęsknota już Ciebie nie zabija, raczej zadrwiła, zabawiła się Tobą. Wykreślić swoje lipcowe posty, a się nie da. Pamietasz z dzieciństwa lekcje religii? Mówiło sie tam że zło jest namacalne, dotykalne. Dzieci straszone diabłem, takie tam.. W Twoim popołudniowym poście czuje się taką aurę czystego zła, które próbuje Ciebie wciągnąć w pętle nienawiści nazywania skurwysynem, wyzywania. Sam się łapię że się dałem złąpać Złemu w pułapkę nazywając go czystym. Nadużycie już nie będę tego poprawiał. Chyba pora stracić sentymenty i egzekwować alimenty. Po co tyle zdjęć ? Pokazać w Sądzie? Uważaj na Siebie Droga T. Trzymam kciuki za Ciebie. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: :) Droga T 06.11.10, 17:57 Niech będzie i T Dziękuję za Twój post. Wiesz, tęsknota już dawno minęła. Nie mogę tęsknić za kimś kogo nie ma. Człowiek, który jest ojcem mojego dziecka to nie ten sam człowiek, który był kochającym mnie mężem. Chociaż dzisiaj z perspektywy czasu zaczynam się poważnie zastanawiać czy mąż kiedykolwiek mnie kochał, czy tylko udawał. I to udawanie go wykończyło. Bo nie można tak bardzo kochać i jednocześnie później tak bardzo ranić. Nie wierzę w to. Bronię się strasznie przed wszelkimi złymi myślami, ale momentami nie daję rady. Jak mąż atakuje mnie kolejny raz, znęca się nade mną psychicznie to ja się zaczynam gotować. Na szczęście potrafię szybko sprowadzić się na ziemię i tłumaczę sobie, że nie warto. I wtedy znowu zaczynam się uśmiechać i cieszyć z tego co mam. O sentymentach nie ma już mowy. Sprawę o alimenty założyłam, ale w Warszawie niestety dość długo na wszystko się czeka. Czekam więc cierpliwie. Dziękuję za dobre słowo. Bije od Ciebie takie fajne ciepło Pozdrawiam serdecznie, T Odpowiedz Link
estimata Re: nie chce mi się żyć:-( 07.11.10, 20:50 Tęsknoto, przeczytałam cały Twój wątek i gratuluję Ci przemiany, odwagi, konsekwencji... Naprawdę jesteś silna. Z pewnością wszystko Ci się uda, znajdziesz jeszcze swoje szczęście, niekoniecznie w małżeństwie. Widać, że wiesz czego chcesz, a załamania, które przezywałaś tylko Cię wzmocniły. Zresztą wahania nastrojów, rozbiezność rozumu i uczuć wydaje mi się rzeczą całkiem naturalną, świadcząca o tym , ze jesteś prawdziwym, wrażliwym, zdolnym do miłości człowiekiem. Trzymam za Ciebie kciuki. Mam pytanie - czy byłaś pierwszą zoną swojego męża czy kolejną? Ponieważ wydaje mi się, że to jest człowiek, który działa wg pewnych schamatów, zapewne jego kolejny związek skończy się podobnie przy pierwszych trudnościach (choroba żony, problemy finansowe, dziecko czy inne). Dopóki trwa sielanka wpasowuje się w nią doskonale. Gdy trzeba zejśc na ziemię, zaczyna gubic się, działać chaotycznie, kłamać i szukać milszych rozwiązań, a potem w tym wszystkim gubic się i zapętlac jeszcze bardziej. Ciesz się, że masz dziecko, ono sprawia (prócz nauki, jaką przeszłaś), że lata z nim nie były tak całkiem stracone, poza tym jesteś w wieku, w którym wiele kobiet dopiero zaczyna myslec o zakładaniu rodziny. A co do kontaktów ojca z dzieckiem - to nie bądź taka bezgranicznie lojalna. Owszem, nie gadaj na niego, ale tez go nie wybielaj, z tym zdjęciem tatusia to juz chyba przesada. To ojciec powinien zadbać by byc dla dziecka kimś ważnym, kimś codziennym, kimś na kogo zawsze może liczyć, a nie obrazkiem ze ściany - jak w galerii przodków. Pozdrawiam Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 09.11.10, 17:24 Estimata, bardzo trafnie rozgryzłaś mojego męża. Jestem jego drugą żoną (nie ja byłam powodem rozpadu jego małżeństwa). Z 1-ą żoną był 8 lat i ją zostawił i mnie również zostawił po 8 latach. To co dzisiaj mam sobie do zarzucenia to to, że przez te wszystkie lata byłam karmiona kłamstwami męża, jego rodziny, znajomych na temat jego żony i ich wspólnego życia i w to wszystko wierzyłam. Nigdy nie miałam kontaktu z jego pierwszą żoną. Dzisiaj, kiedy zaczynam analizować, widzę, że mąż zostawił swoją 1-ą żonę w momencie, kiedy potrzebowała jego pomocy. Tak samo było ze mną. Jak skończyła się sielanka w naszym związku, kiedy to ja potrzebowałam jego wsparcia a nie on , zostawił mnie, odmawiając mi wszystkiego. Dosłownie wszystkiego. Strasznie się tego wszystkiego wstydzę. Płonie mi twarz ze wstydu, że kiedy się z nim wiązałam, nie zgłębiłam wiedzy na jego temat. Kochałam tak mocno, że nic nie widziałam. Ale odrobiłam tą bolesną lekcję życia i nie z zemsty, nie z nienawiści ale postanowiłam rozliczyć się z moim mężem. Jestem twardym przeciwnikiem. Mąż to czuje i ucieka się już do przeróżnych sposobów, np wczoraj wysłał mi smsa po przeczytaniu którego usunął mi całą korespondencję z nim. Czuję w jego zachowaniu ogromną desperację. Nie będę kłamać i mówić, że jestem tak twarda, że nawet jedna łza mi z oka nie popłynie, bo to nie prawda. Ale płaczę bardzo rzadko, najczęściej z niemocy. 3 dni temu dowiedziałam się, że kochanka mojego męża wprowadziła się do naszego mieszkania. Popłakałam się na samą myśl, że chodzi po pokoju mojego dziecka - ślicznego pokoju, przygotowanego z wielką radością na dziecko, o które tak długo walczyliśmy. Na domiar złego wczoraj spotkałam męża na światłach. Siedzieli zadowoleni w samochodzie. Zatrąbiłam na niego i im pomachałam. To nie są dla mnie łatwe momenty. Najważniejsze jednak jest to, że dojrzałam do myśli, że dobrze się stało, że mnie zostawił, bo życie z człowiekiem tak niedojrzałym emocjonalnie to jedna wielka katusza. Myślę, że mój syn niestety ojca nie będzie znał. Wszystko sprowadza się do tego, że mąż chce wszystkim wmówić, że to ja utrudniam kontakty z synem. Nie zamierzam się już nikomu z tego tłumaczyć, ja wiem jaka jest prawda. Dla niego wygodnym jest opowiadanie takich bzdur. Ostatnio podczas wizyty u syna mąż wyskoczył do mnie, że znowu go denerwuję i czy chcę aby znowu przyszedł do dziecka dopiero za 6 tygodni. Uśmiechnęłam się z politowaniem i powiedziałam mu, że odbieram to jako szantaż lub straszenie, a mnie to nie rusza, bo największą szkodę zrobi sobie i dziecku. Uodporniłam się już na teksty: nie wyglądasz na szczęśliwą, idź się lecz, bo wiem, że mówi to człowiek, który nie potrafi kochać, który nie posiada głębszych uczuć, dobry aktor i niewolnik samego siebie. Bardzo dziękuję za Twoje ciepłe słowa i za te kciuki. Na pewno się przydadzą. Pozdrawiam bardzo serdecznie, Odpowiedz Link
estimata Re: nie chce mi się żyć:-( 11.11.10, 18:01 Tęsknoto, ja wcale nie jestem dobrym psychologiem, po prostu sama jestem uwikłana w podobną sytuację. Ale Twoja postawa jest godna podziwu, jestes dzielna i chciałabym być Tobą. Mój mąż, którego jestem także drugą żoną, także mi wmawiał, że jego eks to samo zło a ja wierzyłam bo kochałam i nie weryfikowałam jego twierdzeń. Rozwiedli się po 9 latach, u mnie w tym czasie także wszystko się rozleciało, głównie dlatego, że moja wytrzymałość chyba została przekroczona i po prostu odbiłam sie od dna. Ocknęłam się, zwyczajnie, odkryłam, że wokół jest świat, ludzie, którzy mnie lubią (a jego niekoniecznie) i że ja to ja a nie my. Tylko że eks odważyła się na rozwód a ja jeszcze nie. U nas zaczęło się sypać przy pierwszym dziecku, ponieważ w ogóle go nie interesowało nic poza nim samym (wczesniej moja cała miłość skupiona była na nim właśnie). Tyle że ja byłam z tych kochających za bardzo. U mnie nie było sialanki jak u Ciebie, u mnie były krzyki i awantury i poniżanie, dręczenie psychiczne, obwinianie mnie, głównie o brak dostatecznej atencji jego osoby (o jakims poważaniu, szanowaniu, dopieszczaniu mnie mowy nie było). Ale wybaczałam, wierzyłam i tkwiłam. Ba, pojawiły się kolejne dzieci. Przy ostatnim po prostu nie wytrzymałam, wiecznie sama z troskami o dzieci, z obowiązkami domowymi i zawodowymi i z nim - chłopczykiem do podziwiania - jaki mądry, śliczny, światowy itd. Dodam, że mam wykształcenie od niego lepsze, zarabiam tyleż co on (a gdyby nie dzieci i czas z nimi spędzany mogłabym 2 x więcej), mam swoje pasje, potrafię grać na instrumentach, jestem zadbana, ubrana, szczupła i raczej lubiana. Odkrywałam te prawdy o sobie przez jakieś dwa lata, w tym czasie także doszłam do wniosku, że schemat mój i eks był podobny, jego stosunek do dziecka z nią taki jak do naszych. Tyle, że Twój sam odszedł (i dobrze) a mój nie chce. Zbyt mu wygodnie tak jak jest. A ja nie mam jeszcze dośc siły i odwagi by go wystawić. Może ciąży na mnie odpowiedzialność za dzieci (choć nie jestem przekonana, czy by bardzo odczyły jego nieobecność - i tak zajmuje się nimi z doskoku, zmuszony moja nieobecnością). Tym bardziej, że mnie straszył, że mi odbierze syna, że zniszczy mnie nie oglądając się na dobro dzieci, że zniszczy je przy okazji. Tymczasem więc zajęłam się sobą, na ile obowiązki mi pozwalają, staram sie czerpać z życia co mogę (zwykle w towarzystwie dzieci - razem z nimi chodzę na zajęcia sportowe i sama w nich uczestniczę, razem z nimi chodzę do znajomych, z najstarszym do teatru etc). Ale zaczyna czuć, że dojrzałam do dalszych zmian, zycie obok mi nie pasuje. Odchorowuję każdą rozmowe z nim, za każdym razem jestem spięta. On wie, że nasze małżeństwo wisi na włosku i stara się nie zajątrzać, bo chce je utrzymać. Przebyliśmy terapię - i nic. Od paru lat nie sypiamy z sobą. Tyle, że razem mieszkamy i czasem, rzadko, z raz na miesiąc idziemy gdzieś rodziną. Twój małżonek zrobił Ci uprzejmośc zdradzając Cię. Szczerze zazdroszczę. Trzymam kciuki, byś coraz mniej przeżywała spotkania z nim, by zaczął Ci być zupełnie obojętny. Widzisz, że to człowiek sztywno trzymający się schematów, powtarzający je w każdym kolejnym związku, niezaleznie od partnerki. Kiedy kończy się komedia romantycxzna a zaczyna życie, zmienia kanał. A Tobie z pewnością się jeszez ułoży. Masz tylko 1 dziecko (co nie oznacza, że ja żałuję, że mam 3), jesteś młoda, zaradna, dzielna i pewnie piękna. Poza tym życie bez faceta, zwłaszcza nieodpowiedniego, wcale nie musi byc złe. Może być nawet lepsze, Szcżście od nich nie zależy, ono jest chyba w nas. Pozdrawiam Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 11.11.10, 18:14 fajnie sie Ciebie czyta. Pelen szacunek! Wiesz... pomysl sobie jak duzo spokojniejsza bylabys bez niego = czyli bez awantur, upokarzania, aluzji, wmawiania ze nie jestes warta... Mi jest czasami bardzo trudno, ale wiem ze sie uspokoilam. Juz nie mam krzykow w mieszkaniu, robie to co chce- kiedys zawsze moje zycie bylo nastawione pod jego katem. Jest duzo plusow mieszkania samej Mam nadzieje ze znajdziesz sile. ale musi byc to przemyslane, i bez strachu. ale widze ze dojrzewasz do tego. Odpowiedz Link
troskaonline Re: nie chce mi się żyć:-( 14.11.10, 13:03 Tęsknoto! ślędzę Twój wątek i trzymam kciuki, nie pisałam się do tej pory bo tyle tu mądrych osób, które myślą podobnie. Teraz chciałam tylko zwrócić Twoją uwagę na: "Spędził z nim "aż" 1.5 godziny, w tym > czasie zrobił mu zdjęcia, wypytał co dziecko lubi, a czego nie, ile mierzy, il > e waży, w jakich kolorach mu ładnie itp itd. " Może przyszedł celowo by udowodnić w sądzie, że kłamiesz, że nie ma kontaktu z dzieckiem. Przecież wie wszytko o nim, co lubi etc. Uważaj proszę i powodzenia. Odpowiedz Link
troskaonline Re: nie chce mi się żyć:-( 14.11.10, 15:30 "...nie pisałam się do tej pory bo tyle tu mądrych osób, które myślą podobnie..." teraz widzę, że kiepsko wyszło mam nadzieję, że mnie zaraz "życzliwi" za to nie zjedzą pozdrawiam Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 14.11.10, 19:06 troskaonline, dziękuję, że zwróciłaś na to uwagę. Teraz już wiem, że właśnie o to mu chodziło. I to nie tylko, aby przed sądem powiedzieć, że kłamie. Chce również pokazać całej swojej rodzinie, że ja wszystkich okłamuję, iż on nie interesuje się synem. Zwróciła mi na to uwagę jego bratowa. Powiedziała, że wszystkiego się dowiedział, po czym przyjechał do swoich rodziców i opowiadał jakim to świetnym i zorientowanym w temacie jest ojcem, pokazał zdjęcia. Już drugi raz nie dam się tak wypuścić. Jest zakłamanym gnojkiem. Ręce mi opadają, że tak bardzo mogłam się pomylić... Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 14.11.10, 19:46 Nie obwiniaj sie kochanie. Nie widzialas bo swietnie manipulowal otoczeniem. Po prostu bylas jego ofiara - ale to nie Twoja wina. Nie obwiniaj siebie. TO NIE TWOJA WINA!!!!! Odpowiedz Link
marcepanna Re: nie chce mi się żyć:-( 14.11.10, 20:22 Jest jeszcze jeden ciekawy aspekt psychologiczny tej sytuacji który mnie wpadł w oko Otóż Twój małżonek wybiera młodsze od siebie partnerki, nie bez przyczyny Tylko młode kobiety (z reguły) są jak frutti di mare, można je kształtować, pokazywać świat, być mentorem, mistrzem, mecenasem Z dojrzałą kobietą jest to niezwykle trudne Na dodatek kiedy zjawia się dziecko kobiecie zmienia się postrzeganie świata, jest już trudniej bawić się wspólnie życiem a mistrz może runąć z pomnika przy lada okazji On jest szczęśliwy znowu teraz kiedy może jak kiedyś uczyć żyć kolejną młodą kobietkę W końcu któraś kopnie go porządnie w tyłek a dla kolejnych młodych będzie zdecydowanie za stary Poza tym co psycholog o nim powiedział? To ciekawe...Nic o tym nie pisałaś a jakiś jego portret musiał skreślić Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 15.11.10, 17:54 Dużo prawdy w tym co piszesz. Mąż faktycznie na swoje partnerki wybiera dużo młodsze kobiety: 1-a żona młodsza o 6 lat, ja o 11, a obecna kochanka o 16. Pewnie będzie tak jak mówisz, że któraś wreszcie kopnie go w 4 litery i wówczas poczuje jakie to uczucie, a dodam, że mąż jest człowiekiem, który nie potrafi być sam. Pytasz o to co psycholog powiedział na temat mojego męża. Wg psychologa mąż jest człowiekiem wyjątkowo niedojrzałym emocjonalnie i przejawia wszystkie objawy DDA - dorosłe dzieci alkoholików. Ojciec mojego męża jest alkoholikiem. Takie osoby nie są zdolne do zbudowania trwałych związków, choć bardzo pragną mieć szczęśliwy dom i rodzinę, mają bardzo trudne relacje ze swoimi dziećmi, nie potrafią mówić o tym co czują i czego oczekują. Wszystko chowają w sobie, a jak wybuchną to nie ma już co zbierać. Dokładnie tak było w naszym przypadku. Psycholog stwierdzil, ze mój mąż nie poradzi sobie bez terapii. Proponowałam mu ją na samym początku tego koszmaru, ale mnie wyśmiał. Teraz musi radzić sobie sam. Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 15.11.10, 18:08 Hehehehe, dokladny opis mojego meza. Tez mial matke alkoholiczke, tez jest wyjatkowo niedojrzalym emocjonalnie czlowiekiem, i tez nie potrafi nawiazac trwalych, mocnych wiezi, chowa wszystko w sobie, i mowi tylko to co musi, gdy ma powod do powiedzenia tego lub gdy go sie przycisnie do sciany. Dodam rowniez ze jest bardzo egoistyczny. Ale powiem jedno: tacy ludzie maja po prostu dar aby wybierac kobiety takie jak my. Odpowiedz Link
mile-na66 Re: nie chce mi się żyć:-( 15.11.10, 20:28 Tak jak kiedyś pisałam moja historia bardzo podobna do Twojej z tym ,że mąż w międzyczasie rozstał się z kochanką, a ja mam nadzieję, że rozwód z orzekaniem o winie na którym mi zależy kiedyś nastąpi. Narazie początek. Co ciekawe mój mąż też jest dzieckiem alkoholika i dopiero to co napisałaś w poscie uświadomiło mi skąd mógł wziąć się problem. Wszystko się zgadza więc to chyba jakaś prawidłowość. Rzeczywiście chyba Tacy ludzie nie potrafią stworzyć szczęśliwej rodziny i komplikują sobie i innym życie. Pozdrawiam Cię serdecznie. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 15.11.10, 21:50 Jak moj psycholog postawil diagnoze DDA to zaczelam duzo o tym czytac i naprawde moj mąż ma wszystkie objawy. Na poczatku bylo mi go nawet żal. Chciałam mu bardzo pomóc, ale ponieważ moją pomoc odrzucił - poddałam się. Teraz kopie mnie z każdej strony, zachowaniem, słowem, wszystkim i przestałam się już nad nim użalać. 13 stycznia mam sprawe o alimenty. Pozniej zastanowie sie co dalej. Ja rowniez pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i trzymam kciuki, aby wszystko ułożyło się pomyślnie Odpowiedz Link
tade-k53 Re: nie chce mi się żyć:-( 15.11.10, 22:29 Bez Boga ani do proga. Armagedon trwa.Wytrwaj do końca. Niebo to nie to samo co piekło. Dowód czarno na białym. tradycja-2007.blog.onet.pl/ Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 17.11.10, 18:16 Wczoraj mój szanowny małżonek przez telefon walnął mi tekst po którym myślałam, że padnę, a mianowicie: "popatrz do czego nasze zachowanie doprowadziło, doszliśmy do tego, że straciliśmy szacunek do siebie nawzajem". Zaśmiałam się głośno i mówię mu - człowieku, o jakim ty szacunku mówisz! I po ponad 5 miesiącach koszmaru, jaki mi zgotował, usłyszałam, że ma wyrzuty sumienia. A ja już myślałam, że on sumienia nie ma Oczywiście standardowo dowiedziałam się, że to ja powoduję całą tą chorą sytuację i ... uwaga! to moje zachowanie powoduje, że jemu nic się nie chce! Podobno ma dzisiaj przyjść wieczorem, bo chce porozmawiać, ale jak zaznaczył - o teraźniejszości, a nie o tym co się wydarzyło. No więc czekam ... Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 17.11.10, 18:30 ha! pewnie mu cos nie wychodzi z tamta. uwazaj na jego manipulacjie. Mysle ze zwalanie winy na ciebie to jego mechanizm obronny zeby przed soba nie przyznac ze jest sie dnem totalnym. Ciekawo za ile miesiecy moj ex dojdzie to tego ze jednak z ta 20latka to nie prawdziwa milosc, hehehe. Idioci! Odpowiedz Link
mile-na66 Re: nie chce mi się żyć:-( 17.11.10, 20:13 U mnie ten sam schemat Tęsknoto ,jak kochanka odeszła to mąż chce się wprowadzić do domu ale przy tym zero poczucia winy. To ja byłam w 100% winna, że znalazł kochankę zostawiając z dnia na dzień dzieci w tym jedno małe. Na pierwszej rozprawie (sam wniósł pozew) zeznał że nie chce rozwodu ale dalej w rozmowach twierdzi, że jest niewinny tylko żona zła była. Coś w tym jest, że aby zabić swoje poczucie winny trzeba manipulować innymi i to na nich zrzucić winę . Ja nie dam się zmanipulować i nie zrezygnuję z rozwodu . Szkoda czasu dla kogoś tak zakłamanego. Trzymaj się i uważaj. Pozdrawiam Odpowiedz Link
anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 18.11.10, 13:13 no to dołączę słówko o moim: mieszka ze swoją 21 letnią kochanką (on ma 37) od 5 miesięcy, wczesniej zdradzał mnie z nią od roku. i co ostatnio usłyszałam : oni nie są w związku. padłam. Odpowiedz Link
serceserce Re: nie chce mi się żyć:-( 18.11.10, 13:18 jak spytałaś go kiedykolwiek dlaczego znalazł sobie kochankę to jak to argumentował? Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 19.11.10, 18:22 No i doczekałam się ... po prawie 5 miesiącach koszmaru związanego z rozpadem mojego małżeństwa spowodowanego kochanką mojego męża usłyszałam 2 dni temu od męża słowo PRZEPRASZAM-wypowiedziane chyba z 20 razy. Stał przede mną człowiek zbity jak pies. Płacząc mówił, że czuje się strasznie złym człowiekiem i że ma tak ogromne wyrzuty sumienia, że nie jest w stanie żyć. Powiedział mi, że miał dosłownie WSZYSTKO i wszystko zniszczył. Odbiło mu-jak twierdzi. Kochance powiedział, że to koniec, że są na tej ziemi 2 istoty, którymi chciałby się opiekować i które bardzo skrzywdził. Powiedział jej, że on i ona okazali się ogromnymi egoistami i na czymś takim nie da się nic budować. Kochanka urażona, bo nikt jej do tej pory nie rzucił. A ja? Ja nie wierzę w żadne jego słowo, o czym mu powiedziałam. Stwierdził, że wcale go to nie dziwi. Powiedział, że wyrzuty ma już od dawna, ale siła mojego charakteru go przybiła i nie był w stanie nic z tym zrobić... Odpowiedz Link
dorata351 Re: nie chce mi się żyć:-( 19.11.10, 19:25 I co teraz?. Spróbujesz? Ja bym chyba spróbowała wybaczyć. Trzymaj się. Odpowiedz Link
nuna_77 Re: nie chce mi się żyć:-( 19.11.10, 19:34 Tęsknoto pewnie sytuacja jest dla Ciebie teraz jeszcze trudniejsza, miałaś przez jakiś czas pozorny spokój, a teraz znowu rozterki. Znasz tez moja historię i przyznam że nie wiem co bym zrobiła w takiej sytuacji, pewnie przyjęłabym, ale ciągła niepewność tez nie jest dobra. Pozdrawiam Cie serdecznie. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 23.11.10, 21:48 Właśnie ta niepewność... i brak zaufania. Jak to odbudować? Po tym wszystkim? Kiedy dzisiaj zadając pytanie co takiego mu przeszkadzało we mnie, że znalazł sobie kochanke, usłyszałam, że nic, po prostu mu odbiło. Dziewczyna tak bardzo mu się spodobała, że rzucił dla niej wszystko nie mając kompletnie nic do zarzucenia mojej osobie. To też daje do myślenia. Ile takich kobiet może jeszcze stanąć na jego drodze?. Dzisiaj powiedział mi, że nigdy w życiu nie zrobiłby czegoś takiego drugi raz. O 3:30 w nocy wysłał mi wczoraj smsa, że nie może spać, że analizuje czas, który stracił. Wyobraża sobie jak mogło to wszystko wyglądać. Dziwne to wszystko ... Serdecznie pozdrawiam, Odpowiedz Link
blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 23.11.10, 22:19 Tęsknoto, a jaki jest jego pomysł na to, by odbudować to, co między Wami było? To on przychodzi do Ciebie z propozycją. Co na ten temat mówi? Rozmawialiście o wspólnej terapii? Ja nie wierzę w to jego oświadczenie o braku zarzutów w stosunku do Ciebie, tzn. nie wierzę, że z jego punktu widzenia wszystko działało u Was, bo gdyby tak było, to nie szukałby zaspokojenia swoich potrzeb poza Waszym związkiem. Jak już Ci pisałam w tym wątku wcześniej - wydaje mi się on podobny do mojego eks z taką pewnego rodzaju niedojrzałością. Ja sądzę, że masz prawo wymagać, by on znalazł w sobie dla Ciebie odpowiedź dlaczego wtedy Cię zostawił, bo jak dla mnie "odbiło mi" to nie jest odpowiedź. "Nigdy" to jest bardzo niebezpieczne słowo. Myślę, że Twój mąż używa go pochopnie. Odpowiedz Link
blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 23.11.10, 22:23 A, i jeszcze sądzę, że powinniście nazwać problem po imieniu, a nie "odbiło mi, ale wróciłem w worku pokutnym" i pozamiatane. Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 23.11.10, 22:32 Mowisz ze musialo cos byc w autorce albo w ich zwiazku ze facet poszedl na boki, a ja ci powiem ze nie koniecznie. Ze statystyk wynika ze 16% facetow ktorzy zdradzaja robia to BEZ powodu, nawet gdy ich partnerka moze byc perfekcyjna pod kazdym pozorem. Akurat w tym przypadku pan poszedl o wiele dalej. tylko tacy ludzie w sercu nie widza w tym nic zlego, Oni czuja sie zle przez konsekwencjie (zabrane ognisko domowe, spojrzenia znajomych, itd...), a nie przez to co zrobili. Odpowiedz Link
blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 23.11.10, 22:51 No tak, tylko mi chodzi o to, że nawet jeśli ten powód jest w nim, to i tak jak wróci, to będzie go miała z powrotem z całym jego pierdolnikiem w głowie pt. "źle mi na świecie i sam nie wiem czego chcę". Bo takie rozkminy egzystencjalne to pan może mieć i do schyłku swego żywota. I myślę, że nie chodzi o to, że on ma teraz się samobiczować aż do śmierci, bo zostawił żonę, tylko należałoby to jakoś nazwać, przepracować na terapii i iść dalej. Diabelnie trudne, moim zdaniem i chyba nie możliwe bez pomocy specjalisty. Najłatwiej powiedzieć "odbiło mi" bez cienia refleksji i zamieść problem pod dywan. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 27.11.10, 23:11 Dzwoneczku, jak napisalam juz ponizej - pomyslu brak i w efekcie czego mąż już zrezygnował z przychodzenia do nas. Wczoraj zapytany przeze mnie o pomysł na naprawianie, doszedł do wniosku, ze pomyslu nie ma i ze to chyba nie ma sensu. Nie omieszkal zapytac czy moze ja mam jakis pomysl, bo najlepiej by bylo gdybym to ja wszystko za niego rozwiazala. W efekcie dzisiaj juz do nas nie przyszedl .Stwierdzil, ze zmienil plany Probowalam dowiedziec sie jaki byl powod, ze mnie zostawil. W ciagu 2 dni dostalam 2 rozne odpowiedzi. Najpierw powiedzial, ze ta dziewczyna strasznie mu sie spodobala i zagadal do niej i tak sie potoczylo. Potem byl w stosunku do mnie agresywny, bo jak stwierdzil-myslami byl juz gdzie indziej i ja mu przeszkadzalam. Nastepnego dnia zapytany raz jeszcze o to samo, odpowiedzial, ze to przez moja mame (?), ktora na koncowce ciazy przyjechala nam pomoc i on nie czul sie swobodnie w domu i nie chcial juz do niego wracac i tym samym znalazl sobie kochanke i odsunal sie ode mnie. Twierdzil, ze w naszym zwiazku wszystko gralo, ale tak wyszlo. Gdybym dzisiaj zadala raz jeszcze to pytanie to pewnie uslyszalabym kolejna wersje. Zgadzam sie w zupelnosci z Toba, ze moj maz zdecydowanie naduzywa slowa NIGDY. Jak mnie rzucil to powiedzial, ze NIGDY juz nie zwiaze sie z zadna kobieta, potem ze NIGDY nie zamieszka z zadna kobieta w naszym mieszkaniu. Ostatnio jak przepraszal uslyszalam, ze NIGDY juz nas nie zostawi. Jak widac wszystko czego mial nie robic juz NIGDY, zrobil ... Odpowiedz Link
blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 29.11.10, 13:09 Cofnęłam się, Tęsknoto, parę postów w tym wątku, kiedy pisałaś, że maż w przypadku rozwodu chce orzeczenia winy obu stron, czyli i Twojej również. Później twierdził, że nie ma nic Tobie do zarzucenia. Rozmowy, które przytaczasz pokazują, że nie jest gotowy do jakiegokolwiek konstruktywnego działania mającego na celu naprawę waszego małżeństwa. A trzeciego dnia dostałabyś pewnie kolejną, zupełnie inną odpowiedź. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 29.11.10, 21:12 Dzwoneczku, ostatnia wersja sprzed kilku tygodni jest taka, ze chce rozwodu i bierze cala wine na siebie, aby tylko sie ode mnie uwolnic Oj ciezki przypadek mi sie trafil. Pozdrawiam serdecznie, Odpowiedz Link
blaszany.dzwoneczek Re: nie chce mi się żyć:-( 29.11.10, 21:19 Widać jak wiatr zawieje... Jak myślę, że tak naprawdę to on jest - jak to mówią - w czarnej dupie i guzik wie czego chce. Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 19.11.10, 20:28 O matko! co ty tej kobiecie radzisz? jak to sprobowac? on juz jedna zone tak zalatwil, teraz druga, czyli to nie jest jeden numerek, pozatym zobacz w jakim stylu to zrobil. Czyli "do nastepnego razu" kiedy autorke upokorzy, zrani, oklamie.... On pokazal swoj charakter. Autorce zycze wytrwalosci. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 23.11.10, 21:44 Na razie dałam mu możliwość nawiązania bliskości z synem. Nie wiem co będzie dalej. Przeczucia mam, ale uważam, że potrzebuję czasu, bo chcę być pewna swej decyzji na 100%. Serdecznie pozdrawiam, Odpowiedz Link
podroznie T :) 20.11.10, 07:12 Dzień Dobry Wiesz co jest fajne w Tobie, nie tracisz czasu na jakiś plankton, weżmy wątek Babci, Syna i Disneya. Obserwuje jak ten wątek pączkuje. Ciebie tam nie ma. W wielu innych wątkach też. Rozbawiło mnie, że są dwie istoty którymi mąż się chce opiekować i tak dalej jakoś tak to napisałaś. Po tym pół roku nie ma już dwóch. Z klimatu Twóich pierwszych postów pamiętam że mąż sobie gorzej w życiu radził i pewnie nie tylko o zarobki tu chodziło. Nie poważny męża tekst, wiesz. Za chwilę Sw. Mikołaj, Wigilia, Boże Narodzenie - d. 1, Boże Narodzenie - d. 2 To są dobre motywacje do powrotu. Jednak w tle pozostaje klimat Ciebie, nawet psycholog był Tobą zachwycony podejmiesz dobre decyzje i doskonale wiesz że pośpiech nie jest tu najważniejszy. pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: T :) 23.11.10, 21:42 witaj podroznie masz zupełną rację - myślę, że ten moment, który mąż wybrał sobie na te powroty nie jest przypadkowy. Nadchodzą święta, a nasz dom zawsze był wyjątkowo świąteczny i otwarty dla wielu przyjaciół. Dbałam o każdy szczegół i robiłam wszystko, aby każde święta były wyjątkowe. Pośpiech jest złym doradcą, to wiem, dlatego dałam mężowi w tej chwili szanse na to, aby nawiązał jakąś relację i bliskość z naszym synem. Będę mogła przyjrzeć mu się uważnie. Czuję się na tyle silna, że wierzę, że podejmę słuszną decyzję. Pozdrawiam bardzo serdecznie, Odpowiedz Link
plum1234 Re: nie chce mi się żyć:-( 20.11.10, 08:31 Bardzo Ci kibicuje, bylam zszokowana Twoja historia... niejedna osoba nie podnioslaby sie z tego, co stalo sie za sprawa Twojego meza sluchaj intuicji, jak masz metlik w glowie, nie podejmuj decyzji pochopnie, spotkaj sie z psychiologiem, wyslij meza do psychologa - i wysluchaj co ma do powiedzenia specjalista boje sie, ze Twoj maz moze znow chwilowo czuc zal, rozpacz ale po kilku chwilach przy Tobie znow poczucie sie jak wczesniej... i przeprosi, ze jednak nie moze byc z wami, ze jestes nie taka... a Tobie kolejny raz zawali sie swiat... te jego manipulacje w koncu Cie oslabia, bo on dziala destrukcyjnie Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 23.11.10, 21:23 Dziękuję bardzo za każde słowo. Na pewno nie będę działała pochopnie. Obserwuję męża i to bacznie. W tej chwili ma pole do popisu odnośnie syna. Nie ufam mu... Odpowiedz Link
laura_fairlie Re: nie chce mi się żyć:-( 20.11.10, 08:44 Płacząc mó > wił, że czuje się strasznie złym człowiekiem i że ma tak ogromne wyrzuty sumien > ia, że nie jest w stanie żyć. Klasyczny szantażyk. Teraz ty bedziesz ta zła, jeśli nie będziesz chciała, aby cudowny ojciec dziecka zamieszkał wraz z wami i wami się opiekował. Jesteś pewna, że to on rzucił kochankę, a nie ona miała dosyć po kilku miesiącach wspólnego mieszkania? Odpowiedz Link
melani73 Re: I co dalej??? 23.11.10, 21:01 Dla mnie osobiście wygląda to na fak, iż panna go pogoniła z jakiś powodów.. Zbyt dobrze znam tego typu zachowania są bardzo podobne do siebie.Poza tym... on nawet słowem nie wspomniał o miłości, a jedynie coś przebomknął o porzuceniu was, i swoich wyrzutach sumienia. czy to następny panicz, nie potrafiący żyć samodzielnie? nie potrafiącym wziąć odpowiedzialności za swoje czyny? Bo chyba japrościej jest po rozpadzie następnego związku wrócić na "łono" rodziny, i przypiąć sobie łatkę szlachetnego niezły gagatek z owego panicza Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: I co dalej??? 23.11.10, 21:35 Melani73, dokładnie na to samo zwróciłam uwagę - mój mąż nie mówi kompletnie nic o miłości, przynajmniej do mnie. Pojawia się tylko temat wyrzutów sumienia i tego jak bardzo zburzył coś pięknego kompletnie bez żadnych wyjaśnień. Dzisiaj np powiedział mi, że tak naprawdę dopadło go strasznie jak kochanka wprowadziła się do naszego mieszkania. Powiedział mi, że tak bardzo tęskni za widokiem mnie krzątającej się po kuchni, za wszystkimi rzeczami, które robiliśmy razem, za światem, który razem zbudowaliśmy, ale o uczuciu do mnie nie mówi nic ... Twierdzi, że chce spróbować i że zrobi wszystko, aby się udało. Jego wersja co do kochanki jest taka, że to on kazał się jej wyprowadzić z naszego mieszkania i powiedział jej, że chce ratować małżeństwo. Kochanka podobno nie może tego pojąć jak on mógł ją zostawić skoro tak bardzo ją kocha. To jest wersja mojego męża. Jak jest naprawdę - nie wiem. Myślę chwilami, że dobrze, że taki moment przyszedł, bo być może utwierdzę się całkowicie w przekonaniu, że nie jest nam razem po drodze. Na chwilę obecną obserwuję zachowując ogromny dystans. Kolejna wizyta u dziecka podobno jutro... Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: I co dalej??? 23.11.10, 21:25 No i sprawa wygląda tak, że mąż przychodzi do dziecka codziennie po pracy. Prosi, abyśmy spróbowali ratować nasze małżeństwo. Twierdzi, że bardzo tęskni za światem, który razem zbudowaliśmy. Rozmawiamy dużo i bardzo spokojnie. Obserwuję go i na chwilę obecną mu nie wierzę. Zobaczę co będzie dalej ... Odpowiedz Link
melani73 Re: I co dalej??? 23.11.10, 22:10 rozbawiło mnie to jego śmieszne tłumaczenie Cóż za niestabilny i niedojrzały panicz! najpierw zapewnia ciebie o miłości tworzycie rodzinę saracie się o dziecko po czym on sobie brzuchatą" żonę puszcza w trąbe bo coś mu się odwidziało. zapewnia już nową panią o miłości. sprowadza ją do domku. a teraz znów twierdzi że mu się odwidziało. a jeszcze jakieś 2 yg temu był z nia taki szczęśliwy ehh... skąd ty bidulko go wytrzasnęłaś?? osobiście bym wiała od takiego egzemplarza. bo tym razem tego typu rozrywki bedziesz miała nie tylko ty, ale i twoje dziecko. Odpowiedz Link
xciekawax Re: I co dalej??? 23.11.10, 22:26 czyli.... myslisz ze jest szansa abyscie byli razem? czyli nie jest to wszystko z Twojej strony kompletnie skreslone? Jezeli zaczniesz myslec o powrocie to dam ci jedna rade: nie daj sie latwo, bo czym trudniej mu bedzie wrocic tym bardziej bedzie pamietal co mogl stracic. Rowniez naprawde sie zastanow czy potrzebujesz takiego czlowieka w swoim zyciu. I co to za wymowka ze "mu odbilo". I zobacz jak on traktuje kobiety, czyli Ciebie, kochanke... jak smiecie ktore w danej chwili nie sa mu potrzebne. Ludzie mowia ze czasami takie wydarzenia wzmacniaja malzenstwa, nie wiem jak to dziala ale jezeli wrocicie do siebie to mam nadzieje tylko wtedy gdy to sie wlasnie stanie. Bo nie chcesz przez nastepne 10 lat czuc ten bol ktory Ci zadal za kazdym razem gdy na niego spojrzysz. Odpowiedz Link
inx123 Re: I co dalej??? 23.11.10, 23:06 moj mąż wie, że gdyby wykręcił taki numer nie miałabym litości..że z miejsca spakowałabym walizki...nie byłoby ...przeprosin ..kolejnych szans ...jestem zdania, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki a raz zniszczonego zaufania nie a się odbudować....z takimi gadami jest jak (sorry za porównanie) z seryjnymi zabójcami...najgorzej jest za pierwszym razem potem już leci i coraz trudniej sie oprzeć....nie masz pewności, że za rok dwa czy pięć nie zrobi tego samego a pewnie zrobi.....za każdym razem kiedy będzie wracał później do domu będziesz sie zastanawiać gdzie i z kim był ...kiedy przyniesie kwiaty ..co przeskrobał....facet, który kocha nie zdradza a on nie mówi ze kocha.......nawet po tym co zrobił (zostawił cię z maleństwem ludzie).......na Twoim miejscu nie traciłabym czasu życie jest za krótkie......... już nie będzie jak przetem a chyba chcesz byc jeszcze szczęśliwa.. z nim to mało realne......i nie pisze tego bo chce zeby i komuś się związek rozwalił ......jestem męzatką od 6 lat i jak narazie jest ok ...tylko tyle, że u mnie taki typ byłby skreślony.. Odpowiedz Link
xciekawax Re: I co dalej??? 23.11.10, 23:32 > moj mąż wie, że gdyby wykręcił taki numer nie miałabym litości..że z miejsca sp > akowałabym walizki...nie byłoby ...przeprosin ..kolejnych szans ... Nigdy nie mow nigdy, juz nie jedna co to tak najglosniej krzyczala jakby to by pana kopnela w d - miala problem z odejsciem, a czesto nie odchodzila. ...jestem zda > nia, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki Troszke zle rozumiesz to powiedzenie. najgorzej jest za pierwszym razem potem już leci i coraz trudn > iej sie oprzeć... Czesto Prawda!!! nie masz pewności, że za rok dwa czy pięć nie zrobi tego same > go a pewnie zrobi..... No wlasnie - nigdy z NIKIM nie mamy pewnosci. Ty ze swoim mezem tez nie masz pewnosci czy za rok czy za 5 wywinie ci numer. Takie zycie. na Twoim miejscu nie traciła > bym czasu życie jest za krótkie......... już nie będzie jak przetem Prawda, na pewno nie bedzie tak jak przedtem. Ale nie wiemy w ktora strone, choc mozna sie domyslec. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: I co dalej??? 24.11.10, 19:36 inx123, dziękuję za Twoje rady, ale wybacz-osoba, która nie znalazła się w takiej sytuacji jak ja nie jest w stanie wyobrazić sobie jakby się zachowała. Mam koleżankę, która na lewo i prawo głosiła przekonania podobne do Twoich, a kiedy jej facet powiedział, że odchodzi do innej, błagała go aby został-ja na samym początku zrobiłam to samo. Dzisiaj się tego wstydzę. Nie życzę Ci abyś poczuła kiedyś takie poniżenie. Pewności co do zdrady nie ma się nigdy. Jeśli poznam kogoś nowego to też nikt nie da mi gwarancji, że mnie kiedyś nie zdradzi. Życzę Ci długiego i udanego małżeństwa, serdecznie pozdrawiam, Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: I co dalej??? 24.11.10, 19:41 > czyli.... myslisz ze jest szansa abyscie byli razem? czyli nie jest to wszystko > z Twojej strony kompletnie skreslone? nigdzie tego nie napisałam. Obserwuję. Napisałam przed chwilą, że dzisiaj mój mąż został wyrzucony z pracy. Wiem, że został na własne życzenie kompletnie sam i widzę, że zaczyna płacić za to co zrobił. Sam jest tego świadomy. Wyciągnęłam dzisiaj do niego rękę z pomocą. Jest ojcem mojego dziecka. Wiem, że on odmówił mi nawet najmniejszej pomocy, wtedy kiedy najbardziej go potrzebowalam ale ja nie muszę i nie chcę zachowywać się tak samo. Pomogę mu. O powrocie do mnie nie ma w tej chwili mowy. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 24.11.10, 19:32 Problemów ciąg dalszy ... dzisiaj mąż został wyrzucony z pracy. Tak się kończą romanse w korporacjach. Został kompletnie sam, nie ma nawet z kim o tym porozmawiać. Odpowiedz Link
melani73 Re: nie chce mi się żyć:-( 24.11.10, 19:53 to nie romans sprawił że go wyrzucili. z czymś musiał nawalić. wogóle widzę, że ma do tego talent. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 24.11.10, 20:39 Wyleciał za słabe wyniki, a one są efektem zauroczenia kochanką i ich romansu. Przychodził do pracy późno, wychodził wcześnie, bo był prywatnym szoferem tej dziewuchy. Praca poszła na bok i jest tego efekt niestety... Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 24.11.10, 20:20 > dzisiaj mąż został wyrzucony z pracy To juz wiesz jaki byl POWOD dlaczego chcial wrocic do Ciebie. W jaki sposob mu pomagasz? zwariowalas? dopoki ty jestes dla niego w kazdej jego niedoli, zawsze gdy cie potrzebuje - to zawsze bedzie sie czul ze ma cie w garsci, i ze tak naprawde nigdy Cie nie stracil. Teraz musisz myslec TYLKO o sobie i swoim dziecku. Co z nim bedzie to bedzie, ale jego zachowanie jest podejrzane. Moim zdaniem pewnie wiedzial ze zostanie wywalony i pewnie to kochanka go rzucila bo juz jej do niczego nie byl potrzebny (przeciez moralow nie miala). Teraz ma skulony ogon i jeszcze manipuluje i wmawia Ci ze sie zmienil. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 24.11.10, 20:43 Pomagam mu zawodowo - tylko i wyłącznie-na tyle na ile mogę. Z resztą musi sobie poradzić sam. Jest dorosły. Myślę, że nie spodziewał się, że wyleci z pracy. Wyczułabym to. Od kilku dni przychodzi do dziecka codziennie i mówił nawet, że w pracy w miarę ok. Co do kochanki - kto kogo rzucił-nie wiem. Duże jest prawdopodobieństwo, że to ona mu podziękowała. Dzisiaj do dziecka nie przyszedł-napisał mi, że jest mu strasznie wstyd i ze chce pobyc sam. Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 24.11.10, 21:14 > Dzisiaj do dziecka nie przyszedł-napisał mi, że jest mu strasznie wstyd i ze ch > ce pobyc sam. Ciekawa jestem czy to znaczy ze sie godzi z kochanka. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 24.11.10, 21:31 Tego nie wiem. Przed chwila skonczylismy dluga rozmowe telefoniczna na temat jego pracy tylko i wylacznie. Gdyby byl z kochanka to mysle, ze nie dzwonilby teraz do mnie. Dla kochanki to on w tej chwili przestal miec wartosc - tak sadze Odpowiedz Link
inx123 Re: nie chce mi się żyć:-( 24.11.10, 21:50 >napisał mi, że jest mu strasznie wstyd i ze chce pobyc sam. bidulek naprawę......czysta manipulacja..... [kobiety to jednak naiwne są (ogólnie) a faceci umiejętnie to wykorzystują wystarczy, że trochę poskomlą , poudawają nieszczęsliwego złego z wyrzutami sumienia a my zaraz pomagamy , wspieramy i co najgorsze wpuszczamy do domu....] skoro jest dorosły to i zawodowo niech sam sobie radzi..... wszystkiego dobrego tesknota dużo szczęscia dla Ciebie i dziecka (z nim lub bez niego )..pozdrawiam Odpowiedz Link
lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 25.11.10, 11:51 Ha! Jak można to skomentowac. Jest jednak sprawiedliwośc na tym świecie.Trzymaj się! Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 27.11.10, 18:42 No i szanowny małżonek chyba nie ma już pomysłu na ratowanie małżeństwa - w zasadzie to chyba nie miał go od początku Przez ostatnich kilka dni przychodził codziennie po pracy, bawił się z synkiem, karmił, kąpał, usypiał. Wszystko fajnie i cudownie, ale w stosunku do mnie aż wiało chłodem. Zapytałam go wczoraj właśnie o pomysł na odbudowywanie i mój szanowny małżonek powiedział mi, że chyba jednak to nie ma sensu, że tak bardzo się od siebie oddaliliśmy, ze to chyba nie wyjdzie. Między wierszami zrozumiałam, że czuje nadal coś do kochanki. Powiedział mi wprost, że był z nią szczęśliwy, że widział z nią przyszłość, że mieli wspólnych znajomych, że wychodzili często do teatru itp. Pytam się więc: to w takim razie co tu teraz robisz? Mówisz, że tęsknisz za widokiem mnie krzątającej się po kuchni ... A on mi na to, że doszedł do wniosku ze to jednak nie tesknota, ale bardziej wyrzut sumienia (?) Jak stwierdzil - przeprosił mnie i już sumienie ma czyste. Ręce opadają. Usłyszałam też, że jako kobieta nie zajmuje żadnej pozycji w jego życiu. Dodam, że wszystkie te słowa powiedziane były pod wpływem dużego zdenerwowania. Mąż nie radzi sobie z obecną sytuacją-stracił wszystko-rodzinę, pracę. Za kilka tygodni musi oddać samochód i inne gadżety i zostaje kompletnie bez niczego. A 13 stycznia czeka nas sprawa w sądzie o alimenty. I wiecie co? Patrzę tak na człowieka, który na własne życzenie znalazł się w tak kiepskiej sytuacji i odczuwam pewną satysfakcję. Może to straszne, ale naprawdę tak czuję. Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: nie chce mi się żyć:-( 27.11.10, 18:50 Tęsknoto Dorosłość polega własnie na tym, że bierze się pełną odpowiedzialność za swoje decyzje Pan ma wszystko wedle tego, jak zapracował Z moich obserwacji wynika, że niektórym panom ośrodek myślenia tak się przesuwa pod wpływem kochanki, że szybko tracą zdolność do realnej oceny sytuacji i zupełnie nie wybiegają w przyszłość- choćby tylko na tydzień. Żyją dniem dzisiejszym- jak dzieci. Tylko mamusia już nie gasi za nimi pożarów. Przynajmniej wiesz, kogo wyprosiłaś ze swojego życia. Odpowiedz Link
podroznie T :) 27.11.10, 21:40 Emotikon pewnie nie na miejscu, bo do śmiechu chyba nie. Chciałem tylko Ciebie ogrzać przed zaśnieciem, raczej ścięciem pod różnymi myślami. Patrząc z boku, niech piećdziesiąt procent tylko Ty; Ty w realu, Ty na forum to jedna i ta sama osoba; jawisz się jako doskonały menadżer, nie kobieta śliczna, ponętna ale jednak z zagubionym bucikiem- to nie Ty. tak być może w oczach męża. Myślę,że On był szczery w swojej wypowiedzi, w kolejnej kobiecie znalazł coś czego do tej pory nie widział eufemizm ale dobra zostawny tak jak jest. To wszystko wymaga czasu; do męża to wszystko jeszcze nie dotarło. O jego problemie, że się stacza, że starci gadżety, takie tam wiedzą już w Perth, jego neurony jeszcze nie. Żenująca czasem prawda o człowieku. Z Twoim mężem jest trochę tak jak będzie/byłoby z inną trzydziestolatką z AUS gdyby teraz z "wiosny" przyjechała w naszą "zimę". Totalne zagubienie organizmu przez dni kilka-zresztą sama o tym wiesz. Tyle Droga T. Jestes tutaj z innej bajki, choć to może represja uczuć, a masa łez do poduszki. Nie wiem lub się domyślam. spokojnej nocy uwierz że tak jest Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: T :) 27.11.10, 22:32 Podróżnie, do śmiechu mi nie jest, ale do płaczu również nie. Te kilka miesięcy nauczyło mnie, że po mężu mogę spodziewać się wszystkiego. Na płacz sobie pozwolić nie mogę, bo w domu mam malutkie dziecko i nie chcę na niego przenosić złych emocji. Chcę synkowi stworzyć wesoły, bezpieczny świat Ponadto ile można płakać i pytanie za czym, za kim w tej chwili? Wszystko co mój mąż mówi o obecnej kochance słyszałam zawsze pod swoim adresem - że bardzo ładna, ze zaradna, ze ambitna, że lubiana. Nie słyszę niczego innego, czego nie usłyszałabym na swój temat. Jedyne co mu w niej przeszkadza to to, ze nie ma prawa jazdy i musi ją wszędzie wozić. Ze mną tego problemu nie miał. To są dosłownie jego słowa. Wiem, że masz rację - do męża to wszystko jeszcze nie dotarło. Ale dotrze. Kwestia czasu. Pewnie nie jedno jeszcze mnie czeka z jego strony. Święta tuż tuż ... Dopiero się zacznie. Czuję po kościach. Pozdrawiam serdecznie, Odpowiedz Link
doma791 Re: T :) 28.11.10, 18:17 Tęsknota widzisz:tak jak napisała jedna z przedmówczyń-jednak jest sprawiedliwość na tym swiecie.A Twój mąz to widze ze jak trwoga to.....do Ciebie.Proszę Cię nie słuchaj jego manipulacyjnych stwierdzeń, nie wierz mu naiwnie.Mój tez takie zagrywki stosował przed rozwodem(najpierw ze on to mnie w sumie kocha,a potem że to ebz sensu bo on sie nie zmieni i znów bedzie tak samo),a teraz juz po to tez sie gubi w "zeznaniach".Podejrzewam ze jeszcze nieraz Cię beda czekac takie wahania nastroju w stosunku do niego,a i on teraz kiedy juz wszystko stracił to pewnie do jakis w miarę sensowych wniosków dojdzie ,ale proszę pamiętaj wszystko co ci zrobił i pamietaj o tych negatywach a nie o pozytywnych aspektach waszeg związku.Mi to pomagało.Bądź twarda i konsekwentna Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: T :) 28.11.10, 21:43 doma, ale ja mu nie wierzę naiwnie, ja mu już w nic nie wierzę. Tyle kłamstw już od niego usłyszałam na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy, że nie wiem co musiałoby się stać, abym mogła mu uwierzyć raz jeszcze. Podczas ostatniej naszej bardzo spokojnej rozmowy wytłumaczyłam mężowi, że ja już jakiś czas temu męża, którego kochałam szaleńczo pochowałam w myślach. Dla mnie on umarł. Tęsknię za nim, ale wiem, że go nie ma, bo ten człowiek, który teraz ma jego twarz to zupełnie inna osoba. Zaskoczony był bardzo tym co do niego mówię. Jestem twarda i zrobię wszystko, aby konsekwentnie zamknąć ten rozdział życia. Ale nie chcę niczego robić pochopnie. Wszyscy dookoła przygotowują mnie do tego, że on może jeszcze nie jeden raz przychodzić i próbować grać na moich emocjach, manipulować. Moja przyjaciółka powiedziała mi dzisiaj, że on tak naprawdę już wszystko sobie przekalkulował i wie, że jestem dla niego świetną partią, ale tylko do tego, aby żyć na poziomie na jakim żyć lubi. Przykre, ale prawdziwe ... Odpowiedz Link
xciekawax Re: T :) 29.11.10, 01:34 Wiesz.... moze sie myle, ale wydaje mi sie ze ty nadal jestes emocjonalnie przywiazana do niego. I zreszta nie byloby to dziwne, wkoncu macie dziecko razem, tyle lat razem.... cos cie trzyma ciagle blisko do jego osoby.... tylko warto pamietac ze jest to niebezpieczne i zle, i musisz sie calkowicie z tego "wyleczyc". i czym bardziej ulatwiasz mu ten etap zycia, ten etap zmiany tym trudniej mu bedzie zrozumiec ze naprawde nawalil, ze to, co zrobil bylo karygodne. Wydaje mi sie ze on tego jeszcze nie zrozumie. I dodam, ze kobiety czesto biczuja siebie myslac ze to dla wyzszego dobra. Tak naprawde tylko biczuja siebie niepotrzebnie. Juz nie jest wazne co on mysli, czy co czuje. Wazne jest to co TY chcesz, i co TY czujesz. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.12.10, 21:11 No i mnie dopadło Jutro wyjeżdzam z moim synem na święta do mojej rodziny. Poinformowałam meża smsem kiedy wyjezdzamy na wypadek gdyby zechcial zobaczyc sie z synem przed swietami. Niestety nie zechcial sie zobaczyc, nawet nie odpisal. Niech mi ktos wytlumaczy co to dziecko mu zrobilo, ze go tak traktuje? Jest takie bezbronne, na swiat sie samo nie prosilo, tyle o niego walczylismy i ojciec nie ma potrzeby zobaczenia sie z nim przed swietami? A dlaczego? Jak twierdzi przeze mnie. Uslyszalam nie tak dawno, ze nie widuje sie z synem dlatego, ze jak na mnie patrzy to chce mu się rzygać. Ja pogodzilam się z naszym rozstaniem, ale nie potrafie pogodzic sie z tym, ze nasz syn nic dla niego nie znaczy. Pęka mi dziś serce. Czuję, że w wigilię będę wyła równo... Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 21.12.10, 21:30 wiesz co mi pomaga? nie przypisywac swietom takiej wielkiej wagi. Coz, nastepny dzien, tylko ze bardziej uroczysty. Wkoncu celebrujesz narodziny Jezusa, zdaje sie, a nie meza. I rowniez staram sie juz nie myslec "dlaczego", bo na te pytanie nie mamy odpowiedzi. Kazdy ma wolna wole, swoj honor, osobowosc i kazdy wybiera swoje czyny ktore maja potem konsekwencjie. I nie kazdy, ale zdaje mi sie ze mezczyzni roznia sie od kobiet jak podchodza do maluchow. Matki maja instynkt macierzynski, duzo emocji zwiazanych z narodzeniem potomka. Mezczyzni przez to nie przechodzili wiec nie sa tak zwiazani emocjonalnie z malymi dziecmi. Dopiero gdy dzieci zaczynaja rozumiec, mowic, analizowac - wzbudzaja wieksze zainteresowanie ojcow. I dziewczynki bardziej niz chlopczyki. Tak jakos jest biologicznie. Maluch i tak nie bedzie pamietal w przyszlosci czy te swieta ojciec go odwiedzil czy nie, wiec na razie nie powinno byc to tragedia. Aczkolwiek pewnie ty czujesz to odrzucenie i zapewne obwiniasz siebie (tzn nie swiadomie, ale podswiadomie). Chyba po prostu jest jak jest.... trzeba zaakceptowac wybor partnera. I tak nic nie zmienisz. Na pewno bedzie ciezko, ale jestes silna, i pomysl sobie ze w nastepne swieta bedzie juz o niebo lepiej Gorace pozdrowienia. Odpowiedz Link
doma791 Re: nie chce mi się żyć:-( 22.12.10, 00:23 mnie dzis tez podobne odczucia wzięły,kiedy to informując eksa ze dziecko jest chore,i jak każdy normalny rodzic powinien sie ze mną podzielic opieką nad nią,czyli ze np 1 dzień on wolne,a nastrepny ja, to on mi oswiadczył ze daje mi wystarczjaco ful kasy ze powinno byc mnie stac na opiekunkę,i ze on ma taką prace ze nie moze brac wolnego.......cały czas to słyszałam,że wiecznie praca wazniejsza od nas......kuźwa......czyli nic sie nie zmieniło,nadal podobne podejscie do dziecka.Czasami czekam az usłysze z jego ust podobne sotwierdzenie ze "teraz to on zyje".Moim zdaniem Tesknoto powinnas sie upatrywac plusów tej systuacji,tzn tego iz szanowny małzonek z Waszego zycia zniknął w takim a nie innym momencie-ze dziecko przynajmniej nie bedzie wcale taty pameitało.Bo ja sie np obawiam o to że przyjdzie taki dzień kiedy to moja tyle o ile swiadoma całej sytuacji córka odczuje to psychicznie. Odpowiedz Link
lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 22.12.10, 11:38 Głowa do góry, Tęsknoto Wesołych Świąt! Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 22.12.10, 12:52 Cześć Tęsknoto, Twój ex to _tylko_ biologiczny ojciec. Jeśli tak się zachowuje wobec własnego dziecka, to nie zasługuje na żadne inne określenie. Najlepsze co możesz zrobić dla swojego synka a i dla siebie również, to znaleźć mu prawdziwego Tatę. Dojdź do siebie, by nie działać pod wpływem traumy i zacznij się spokojnie rozglądać. Na pewno Ci, a raczej Wam się uda, a wtedy ten żałosny _biologiczny_ tatuś nagle się odnajdzie i to z pretensjami, że ktoś chce go wyślizgać z roli ojca. Smutne, ale prawdziwe. Dobra wiadomość za to, to ta, że Twój synek jest za mały by odczuwać brak taty, a gdy do tego dorośnie będzie już miał prawdziwego, wspaniałego i kochającego. Trzymaj się i Wesołych Świąt Odpowiedz Link
inx123 Re: nie chce mi się żyć:-( 23.12.10, 00:28 ....ja wystąpiłabym do sądu o ograniczenie praw ,,tatusiowi <rotfl>,, w przyszłości może postarałabym się o całkowite pozbawienie go praw o syna..(nie znam się ale jak się da od razu to super)..dziecko małe nie będzie pamietać....macie jeszcze szanse na szczęśliwe życie u boku innego .....nie wiem czemu tak pragniesz kontaktu tego pana z dzieckiem... on na to nie zasługuje zresztą jaki to byłby kontakt?.... jakim ojcem byłby ten pan dla twojego dziecka...kochającym? troskliwym? itp itd? wierz mi ...lepszy brak ojca niz TAKI ojciec a mały nie będzie tęsknił za kimś kogo nie zna.... Odpowiedz Link
brynoll Re: nie chce mi się żyć:-( 23.12.10, 12:02 Ja osobiście uważam, że nie jest to dobre rozwiązanie, żeby pozbywać praw rodzicielskich ojca dziecka. Nawet jeżeli odnajdziecie człowieka, który będzie razem z Wami szedł przez życie, to zawsze będzie on tylko przyjacielem tego dziecka, co oczywiście nie wyklucza okazywania mu pełnej miłości i oddania. Nigdy jednak nie zastąpi mu ojca biologicznego, jakim by nie był złym człowiekiem, wystarczy popatrzeć na podejście dzieci z domów dziecka. Myślę, że oszukiwanie dziecka, że nie ma ojca i okłamywanie go od maleńkości, może w przyszłości mieć fatalne skutki, np. gdy się dowie, że to nie prawda (znam taki przypadek). Jeżeli ludzie są dojrzali i tym samym rozumni, to potrafią stworzyć dziecku taką atmosferę, żeby nie czuło się opuszczone przez żadnego z rodziców, a dodatkowo zyskuje tutaj trzecią równie ważną i bliską osobę (potencjalnego nowego partnera mamy). Taki model rozbija trochę wizję standardowej katolickiej rodziny, ale nie znaczy to, że trzeba od razu spalać wszystkie mosty i zabraniać prawnie dostępu ojcowi do dziecka, tylko dlatego, żeby mu utrzeć nosa. Nie bronię tutaj akurat ojca, bo ten zachowuje się jak nastolatek, a nawet chciałoby się powiedzieć jak debil, ale może to być tylko chwilowe jego zwichrowanie emocjonalne, jeżeli jednak nie, to myślę że dziecko samo dokona oceny po jakimś czasie np. gdy osiągnie dorosłość. Zadaniem "tęsknoty" jest stworzenie dziecku miejsca, w którym nie powinno być negatywnych emocji i pochopnych decyzji podejmowanych pod wpływem chwili. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.12.10, 17:30 na takie decyzje to chyba jeszcze mam czas. Nie chce dzialac pochopnie, to wszystko sa zbyt delikatne sprawy. Pytasz mnie czemu zalezy mi na kontaktach mojego meza z naszym synem? Nie wiem, od urodzenia mojego dziecka mam jakies takie dziwne wrazenie, ze moje dziecko jest gorsze, bo pokrzywdzone i ewidentnie odrzucone przez ojca. Nie potrafie sie z tym pogodzic, bo spedzilismy miesiace w klinice nieplodnosci aby miec dziecko. Udalo sie, byl to dal nas cud i nagle to dziecko dla mojego meza nic nie znaczy. Wiem, ze musze tutaj nad soba popracowac, bo takie myslenie jest bledne, czuje to, ale niestety momentami silniejsze ode mnie. No i caly czas krazy mi w glowie mysl, ze to ja wybralam mojemu dziecku tak beznadziejnego ojca Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 28.12.10, 17:57 Musisz sie przestac obwiniac. To nie Twoja wina. Twoje dziecko nie jest gorsze, duzo jest dzieci ktore zyje w cieniu rozwodu, myslisz ze one tez sa gorsze? nie sa. Takie zycie. Nie perfekcyjne, nieprzewidywalne. W przyszlosci z pewnoscia nauczysz sie patrzec na mezczyzn troche z innego punktu widzenia, bardziej uwaznie przypatrzysz sie rodzinie potencjialnego next, szybciej zobaczysz alarmujace sygnaly ktore beda sygnalizowac powtorke z rozrywki. Bedzie dobrze! A cala sprawa jest jeszcze swieza. Byc moze twoj ex tez potrzebuje troche czasu aby przyzwyczais sie do nowej roli. znam sytuacjie gdzie facet chcial aborcji dziecka, potem byl zly na zone ze urodzila, a potem synek byl oczkiem w glowie i najwiekszym cudem dla niego. Faceci to bestjie! Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.12.10, 21:05 xciekawax, dla mojego męża bycie ojcem to nie jest nowa rola, bo ma dzieci z pierwszego małżeństwa i ma z nimi bardzo dobry kontakt. Dzieci go kochają i uwielbiają. Dla nich ma czas, miłość ... A dla naszego synka nie. I dlatego czuję się jakby to moje dziecko było jakieś gorsze, bo że z jego strony niechciane to już dzisiaj wiem. To że chodził ze mną leczyć się w klinice leczenia niepłodności to wiem, że to była tylko gra pozorów. On tak naprawdę tego dziecka nie chciał i dzisiaj obwinia go moim zdaniem za to, że się pojawiło i że jeszcze będzie przez X lat musiał na niego płacić alimenty. Ja przynajmniej tak to odbieram. Dzisiaj jego brat mi powiedział, że w święta zapytał go jak on to sobie wszystko wyobraża - dwie żony, dzieci, 2 nieudane małżeństwa, młoda kochanka, która może chcieć mieć dzieci. A mój mąż odpowiedział mu, że życie jest jedno, trzeba korzystać z życia, a jak kochanka będzie chciała dziecko to będzie je miała. Że on wie, że jest skur .......m, ale już nic tego nie zmieni. Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 28.12.10, 21:59 Lol, nasi mezowie powinni sie poznac Mysle ze choc teraz zachowuje sie tak a nie inaczej to po prostu jego zlosc. On wyzywa sie teraz na Tobie, bo wie ze w ten sposob najbardziej Cie zrani. Wiec nie daj po sobie poznac ze Ci zalerzy na jego obecnosciu w zyciu dziecka. A ze swoim dzieckiem nie nawiazal jeszcze wiezi, bo malo go widuje, to przyjdzie z czasem, i byc moze juz niedlugo, a moze za pare latek nie bedzie mogl sie doczekac az sobaczy syna. On, chociaz tak sie nie zachowuje napewno wie ze siedzi w czarnej dupie tez. Wie ze jest dupkiem, wie ze zchrzanil sobie cieple gniazdko, wie ze budzi sie teraz sam, i nie ma wlasnie kobiety krzatajacej sie po domu.... On jest po prostu zly, i na siebie, i na Ciebie (moj ex jest bardzo zly na mnie ze odkrylam to wszystko, czesto z wyrzutem do mnie mowil: Po co grzebalam?). Czas pokaze. W najgorszym ukladzie postaraj sie aby syn mial w zyciu meski autorytet, czy to niech bedzie dziadek, czy ktos inny z rodziny. Ale jest jeszcze czas na to. PS: a skad wiesz ze dla tamtych dzieci ma czas? Przeciez dla swojej rodziny tez pewnie wmawia jaki swietny z niego ojciec dla synka! Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.12.10, 16:59 Wróciłam ze świąt i przeżyłam A tak na poważnie to muszę powiedzieć, że jestem z siebie dumna. Zorganizowałam sobie tak święta, że nie było nawet mowy o tym, aby uronić choć jedną łzę. Myślę, że z pomocą moich najbliższych mój synek spędził naprawdę ciepłe, cudowne święta, chociaż wiem, że nic z tego nie będzie pamiętał. Jak podrośnie to zobaczy na zdjęciach z jakimi wypiekami na twarzy otwierał swoje pierwsze prezenty A mój mąż? U dziecka się nie pojawił, nie zadzwonił, nie napisał. Od jego brata wiem, że spędził całe 3 dni u swoich rodziców sam, bez kochanki. Mąż w rozmowie ze swoim bratem powiedział, że zaczyna życie od nowa, że jest po 2 nieudanych małżeństwach, stracił pracę, ale żyć trzeba dalej. Do mnie nie zamierza wrócić. Nie potrafił powiedzieć z jakiego powodu rozpadło się nasze małżeństwo - podobno stwierdził, że nie wie, że może zabrakło mu ostatnio ciepła, seksu. Nie wiem czy się śmiać czy płakać. Na pytanie czy jest z tą kobietą -nie potwierdził, nie zaprzeczył. Usłyszałam dzisiaj od jego brata, że tak cynicznego człowieka jak mój mąż a jego brat nie widział nigdy w życiu. Wiecie co, z taką wielką nadzieją patrzę na nadchodzący nowy rok. Patrzę w górę i proszę o odrobinę szczęscia dla mnie i mojego dziecka, o spokój, o radość i o szczęśliwego zakończenie tego dziwnego etapu mojego życia. Chcę wreszcie przestać wstydzić się, że związałam się z kimś tak bardzo niedojrzałym ... Odpowiedz Link
anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.12.10, 21:36 będzie dobrze fajna babka z Ciebie (haha to jest bez podtekstów) Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 28.12.10, 22:33 Dziękuję Aniu Wiem, że musi być dobrze. Buziaki, Odpowiedz Link
samotna777 Re: nie chce mi się żyć:-( 28.12.10, 21:50 Czy mogłabyś dać mi namiary na tego detektywa? Odpowiedz Link
evi85 Re: nie chce mi się żyć:-( 01.01.11, 12:37 tesknota jak minal Ci sylwester? wczoraj przeczytalam caly Twoj watek jednym tchem i bardzo wspolczuje Ci sytuacji a najbardziej zal mi Twojego synka to bardzo smutne ze dojrzaly facet (przynajmniej wiekiem) tak sie zachowuje samej tez mozna swietnie wychowac dziecko , mysle ze sama (a w przyszlosci z kims) dasz sobie lepiej rade niz gdybys zostala z mezem, niesmak pozostanie i zapalona czerwona lampka czy aby maz znowu kiedys nie odejdzie? moze lepiej ze zrobil to teraz niz kiedy synek mialby pare lat-wiem co mowie nas maz zostawil jak syn mial 4 lata, corka 2 (co prawda po czesci ja go wyrzucilam kazac mu wybierac-no i wybral) i mimo ze maz codziennie byl u dzieci po pracy i przed praca-ZAWSZe (nigdy nie odpuscil nawet jednego dnia) to te pytania i placz syna rozwalay mi serce i rozum(maz nie mieszkal z nami 4 miesiace mysle ze jeszcze miesiac a wyladowalabym w psychiatryku, tak wariowalam na widok lez i pytan syna ze zaczelam meza nienawidziec za to co zrobil), na szczescie doszlismy do zgody z mezem (u nas wszystko zakonczylo sie na zauroczeniu w kolezance (maz niemieszkal nigdy z kolezanka, zreszta ona byla z innego miasta i tezmiala meza)-ale fakt faktem bylo goraco i maz chcial rozowdu) jestes super babka, masz dobra prace, wlasne mieszkanie, nie kazda ma ten luksus na samotnym starcie , ja mialam niedokonczone studia , kredyt hipoteczny na dom i bylam bez pracy bo zajmowalam sie dziecmi nie pamietam czy Twoj maz mial dzieci z poprzedniego malzenstwa? i czy z tamta zona mial slub koscielny ? tez chodzilam do psychologa i powiem Ci z prespektywy czasu ze nie ma nic gorszegop niz skomlenie o milosci , cieply dotyk, mile slowo-ja tez to przeszlam i tak jak Ty pozniej sie tego bardzo wstydzilam , teraz zrobilabym zupelnie inaczej i mysle ze dopiero moja stanowczosc , postawienie warunkow i zasad sprawily ze maz wrocil sama oczywiscie tez musialam sie zmienic, chodzilam do psychologa, pozniej razem z mezem bylam na terapii malzenskiej, wiele sie dowiedzialam, o zalu jaki maz trzymal gleboko w sercu zycze Ci tego czego sama w sercu pragniesz , oby ulozylo Wam sie (Tobie, synkowi) tak jak pragniesz pozdrawiam Odpowiedz Link
altz Re: nie chce mi się żyć:-( 01.01.11, 16:48 A kobiety są niby lepsze od mężczyzn? Nie przesadzajmy. Ja nie widzę tutaj możliwości sklejenia małżenstwa, małżeństwo opiera się na zaufaniu. Jak żyć z wiecznym poczuciem winy? Jak żyć z człowiekiem, któremu się już zupełnie nie ufa? Jak przejść nad kłamstwami? Według mnie, nie da się. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 02.01.11, 17:17 Zgadzam się z Tobą. W moim przypadku nie ma szans na sklejenie małżeństwa. Zbyt dużo kłamstw, kompletny brak zaufania ... Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 02.01.11, 17:15 witaj evi85, Dziękuję za dobre życzenia i szczerze się odwzajemniam. Jeśli chodzi o moją sytuację życiową to mogę z ręką na sercu powiedzieć, że dla mojego jeszcze męża miejsca w moim życiu już nie ma. Myślę, że dorosłam do decyzji, że bycie z takim człowiekiem jak on to najnormalniejsze w życiu upadlanie się. Nie zapomnę oczywiście tych 8 naprawdę cudownych lat, ale biorę poprawkę na to, że przez te 8 lat mąż albo świetnie grał i okłamał wszystkich, albo teraz najnormalniej w życiu zwariował. Ale nie chcę się już w to wgłębiać. Gdzieś tak po cichu mam też nadzieję, że mój mąż zniknie z życia naszego syna - dla jego dobra. Wszystko na chwilę obecną wskazuje na to, że tak będzie. A jeśli kiedyś kochany tatuś pojawi się w życiu naszego dziecka to wierzę, ze wychowam syna na rozsadnego człowieka, który będzie potrafił ocenić mężczyznę, który porzuca kobietę ciężarną na tydzień przed porodem, wyrzuca ją z 5 tygodniowym wcześniakiem z domu, szantażuje, poniża, upokarza i wyzywa. Ale na to trzeba czasu. Pytałaś mnie o to czy mąż był wcześniej żonaty. Tak, był dokładnie 8 lat i ma 2 cudownych dzieci, z którymi ma bardzo dobry i ciepły kontakt. To co zabolało mnie najbardziej przed świętami to to, że dla tamtych dzieci zawsze znajdzie czas, uczucie, zainteresowanie a mój syn nie był wart jego zainteresowania nawet w święta. Ale ja widzę, że mnie są potrzebne takie sytuacje, bo wtedy świetnie się określam gdzie jestem i co mam robić. Teraz wiem, że ojciec mojego dziecka to najnormalniejszy w życiu śmieć, który potrafi tylko krzywdzić. Ja z takim człowiekiem nie chcę mieć nic do czynienia. Co do sylwestra to niestety spędziłam go z chorym synkiem w domu. Przyszła do nas koleżanka z córeczką. Ozdobiłam mieszkanie balonami, dzieciaki się cieszyły a ja z uśmiechem na twarzy żegnałam rok 2010 wierząc, że rok 2011 będzie dla nas bardziej przychylny Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę wszystkiego co najlepsze na Nowy Rok Tęsknota Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 03.01.11, 00:24 Tęsknoto, czytam Twój wątek ze łzami w oczach, tak bardzo ci życzę siły i wytrwania, ...jestem dopiero na listopadzie, ale ...już teraz muszę koniecznie ci napisać. KONIECZNIE kup dobry dyktafon, koniecznie, twój chłop zbiera dowody do sądu (kolory dziecka, co lubi jeśc, żeby nie wyjśc na złego ojca), ty zbieraj swoje, zapytaj mecenas jak to prawnie zrobić. W swoim domu mozesz wszystko, możesz nagrywać na wideo, na dyktafon i zrób to, KAZDA wizyta męża, każde jego słowo, jego manipulacje i poniżanie. Zrób to, błagam cię, zobaczysz, jak się poczujesz pewnie, jak nagrasz taką wizytę. Dyktafon to cena około 200 zł, kup! Odpowiedz Link
evi85 Re: nie chce mi się żyć:-( 03.01.11, 15:33 hej tesknota! ciesze sie ze mimo wszystko potrafilas fajnie i w milym gronie spedzic sylwestra dobrze miec takie kolezanki, a i facet nie jest wart tego zeby spedzic taki dzien oplakujac dawne czasy trzymaj sie, teraz Twij synek potrzebuje silnej i usmiechnietej mamy! pomysl ze mimo wszystko nie jest w najgorszej sytuacji, prace i mieszkanie masz co maja powiedziec kobiety np z 2ka malych dzieci, domem na kredyt i bez pracy? jeszcze w zyciu sie Wam ulozy, moze nie jutro, nie za miesiac ale nadejdzie taki czas Odpowiedz Link
esteraj Re: nie chce mi się żyć:-( 03.01.11, 22:32 Tęsknoto, dlaczego pierwsze małżeństwo Twojego ex się rozpadło? Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 03.01.11, 23:14 Esteraj, wersja w którą wierzyłam przez 8 lat była taka, że pierwsza żona mojego męża była bardzo pazerną osobą, gardziła innymi ludzmi, nie akceptowała rodziny i znajomych męża. Mąż bardzo dobrze zarabiał. Im więcej zarabiał tym jego żona miała większe wymagania. Żona nigdy nie pracowała. Mąż często wyjeżdzał służbowo, mieli wspólne konto bankowe, mąż musiał przynosić żonie rachunki na wszystkie wydatki z konta. Sprawdzała mu telefon, komputer, ubrania. Jak pojawił się kryzys w ich małżeństwie zdecydowali się na drugie dziecko. Niestety pojawienie się dziecka jeszcze bardziej kryzys pogłębił i w rezultacie się rozstali. Z opowiadań rodziny bliższej i dalszej wiem, że kobieta ta potrafiła męża uderzyć przy wszystkich np butelką w głowę. Jak poznałam całą rodzinę mojego męża to słyszałam od wszystkich jak to wszyscy się cieszą, że M. spotkał taką osobę jak ja, że ułożył sobie życie, bo jest tak dobrym człowiekiem, że zasłużył na wszystko co najlepsze. I ja w to wierzyłam. Dzisiaj zaczynam w tą wersję szczerze wątpić. Nigdy co prawda nie poznałam pierwszej żony mojego męża. Zawsze były z nią jakieś problemy, ale ja się w to nie wtrącałam. Uważałam, że powinni je rozwiązywać sami. Mąż rozstając się ze swoją żoną zostawił jej cały majątek. Rozwód był bez orzekania o winie. Jak poznałam mojego męża to uwierzcie mi miał jedną walizkę ubrań i dosłownie nic więcej. Dzieci męża zawsze były zabezpieczone finansowo - płaci gigantyczne alimenty na nie co pozwala im żyć naprawdę na dobrym poziomie. Przez całe nasze małżeństwo mąż zawsze dbał o dzieci, interesował się nimi, odwiedzał je. I tak jest nadal. A w stosunku do mojego dziecka zachowuje się wręcz podle. Ostatnio powiedział mi coś co mnie wręcz ubawiło - zabrałaś ojca dzieciom to teraz zobacz samej jak to jest. Odbieram to jako rodzaj kary w stosunku do mnie, tylko nie wiem za co. Nie byłam powodem rozpadu jego małżeństwa. Tak naprawdę kryzys w naszym małżeństwie datuje na dzień kiedy mąż powiedział swoim dzieciom, że będą miały braciszka. Od tego dnia bardzo dziwnie się zaczął zachowywać i powiedział mi, że musi im teraz zrekompensować krzywdę, że będzie miał dziecko ze mną. Ja już się poddałam i przestałam analizować co mu po głowie chodzi. Wiem, że nigdy tego nie zrozumiem ... Serdecznie pozdrawiam, Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 03.01.11, 23:17 44bromba, dziękuję bardzo za Twoje słowa i rady. Myślałam o dyktafonie, tylko, ze ja naprawdę nie chciałabym posuwać się do takich zachowań. 13 stycznia mam sprawę w sądzie. Zobaczę czym mąż mnie zaskoczy. Ostatnio powiedział mi, że 13-go wszystko sobie ustalimy w sądzie. Nie wiem co miał na myśli. Czuję, że to będzie niezły cyrk. Boję się tego dnia, ale wiem, że dam radę. Pozdrawiam ciepło Odpowiedz Link
kasper254 Re: nie chce mi się żyć:-( 03.01.11, 22:48 Musisz być bardzo fajną babeczką, a twoje dziecko, tęsknoto, pewnie jest piękniejsze od tęczy. W ciągu ostatnich pięciu lat odeszła żona, straciłem wszystkich bliskich. Myślałem ,że się nie podniosę, ale ocalałem z pożogi. Mam dom, z którego każdego z zakątków wygląda ozdoba bożonarodzeniowa, a migające za oknem lampki witają mnie już z daleka, żarzą się, wskazują drogę w ciemności, czekają - jak żona i córeczka. To nie tęsknota zabija, nie choroba, ale my - sami siebie. Gonimy za szczęściem, które jest tylko podmuchem wiatru, za mirażami swoich emocji / namiętności. Ważna jest chwila - na twoja i moja z najbliższymi. Wygrałaś. Pozostałaś sobą. Masz maluszka. Czy trzeba czegoś więcej? Poczekaj-jeszcze przyjdą dobre dni. Takich ludzi, jak ty, jak wielu tutaj na tym forum, nie opuszcza szczęście, choćby było tylko podmuchem wiatru. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 03.01.11, 23:28 Kasper254, dziękuję Wiesz, potrzebowałam troszkę czasu, aby zrozumieć, że ja naprawdę wygrałam. Mam największy skarb na ziemi - synka, który uśmiecha się od ucha do ucha. Za każdy jego uśmieszek dałabym się pokroić. Jest tak pogodnym dzieckiem, ze czasami sobie myślę, że to nagroda dla mnie za to wszystko co przeszłam. A tak bardzo bałam się, że będzie smutnym, nieszczęśliwym dzieckiem. Ech, mogłabym o nim mówić non stop ... Ja głęboko wierzę, że nasze życie jeszcze się ułoży. Ja i tak nie mogę narzekać. Mam wspaniałych przyjaciół, niekoniecznie są blisko, ale są - zawsze kiedy ich potrzebuję. Nawet w środku nocy. Mój dom żyje, jest w nim wesoło, kolorowo, świątecznie. Kilka dni temu przejeżdzałam koło mieszkania mojego męża- mieszkamy bardzo blisko siebie. I co zobaczyłam? Słabe światło świecące się w kuchni, męża stojącego w oknie i taką dziwną pustkę i ciemność. Zawsze razem oświetlaliśmy lampkami taras, bylo tak cudownie, a teraz? Zadnych ozdób, żadnej choinki... Pusto, smutno... To nie moja bajka ... Serdecznie pozdrawiam i życzę wszystkiego co najlepsze Odpowiedz Link
siostraheli Re: nie chce mi się żyć:-( 04.01.11, 00:34 Dziewczyno, jesteś świetna. Gratuluję Ci siły i odwagi, na którą nigdy nie było mnie stać. Wygrałaś. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 04.01.11, 21:19 Dziękuję bardzo za miłe słowa! Siła była we mnie zawsze, odwaga przyszła, gdy poczułam, że znalazłam się na mega zakręcie i zrozumiałam, że nie jestem już sama, że mam dziecko, które potrzebuje szczęśliwej i uśmiechniętej mamy Z serdecznymi pozdrowieniami, Tęsknota Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 04.01.11, 22:36 Nie jestem matka wiec moze tego nie rozumiem, i byc moze bede za to co powiem roztrzelana pod murem, ale co mi tam.... Chcialabym tylko zauwazyc ze ty nie jestes TYLKO matka. Jestes tez czlowiekiem, jestes kobieta przedewszystkim - i nie powinnas o tym zapominac. czasami z Twoich postow (moze blednie) wynosze jakbys kompletnie oddala sie macierzynstwu, swojemu dziecku. Uwazam ze odwage bys nabrala nawet jakbys nie miala dziecka. Moze potrzebujesz w cos wierzyc, ale mysle ze rownie wspaniale bys sobie poradzila z dzieckiem czy bez. Badz szczesliwa dla siebie samej, a nie dla dziecka. Gdy zrobisz to dla siebie to a) dasz wspanialy przyklad synkowi ze kobiety to tez wspaniali indywidualni ludzie i nie sa stworzone aby oddawac sie innym, a b) dziecko i tak bedzie szczesliwe. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 05.01.11, 08:46 xciekawax, jednak troszke blednie odbierasz moje podejscie do macierzynstwa. Jestem matką, ale nigdy nie zapominam, ze przede wszystkim jestem czlowiekiem i kobieta. Nigdy nie bylam typem matki Polki. Pozdrawiam, Odpowiedz Link
argentusa Re: nie chce mi się żyć:-( 05.01.11, 09:04 Witaj Tęsknoto witaj w klubie nie-matek-polek )))) Jakoś nie mam wątliwości, że życie, któe teraz jest będzie dla Ciebie łaskawe ))) to wniosek, który mi się nasunął po przeczytaniu Twojego wątku. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 05.01.11, 22:44 Witaj Argentusa Dziękuję! Oby było tak jak mówisz. Serdecznie pozdrawiam Odpowiedz Link
siostraheli Re: nie chce mi się żyć:-( 06.01.11, 13:04 Myślałam czytając kiedyś Arbuza Marian Keyes, że takie rzeczy się w rzeczywistości nie zdarzają. A jednak. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 06.01.11, 14:10 Jak widać jestem tego żywym przykładem Tylko, że ja jeszcze nie przeszłam depresji i robię wszystko, aby mnie nie dołapała. Odpowiedz Link
44bromba Tylko nie depresja! 06.01.11, 15:09 Tęsknota nie daj się! Ja wiem, że łatwo mówić, sama przeszłam i jeszcze nie wiem, czy nie powtórzy się znowu, jak się zacznie rozwód, ale wiem jedno, że wszystko się blokuje: marzenia, siły, wiarę. Zrób co w twojej mocy, żeby się dać, bo to dziadostwo potrafi zniszczyć. Ja po tym, jak poczytałam Twój wątek, to zaczęłam być innym człowiekiem, zobaczyłam, że się da jakoś powalczyć godnie, bez agresji, że da się ten cholerny żal po zdradzie i poniżaniu jakoś w dobrym kierunku wyprowadzić, chociaż jest bardzo trudno. Niemal każdy to tu przechodził. Jesteś dla mnie niesamowitym przykładem i trzymam za ciebie kciuki z całych sił, bo pamiętam, że za kilka dni masz rozprawę. Dasz radę! Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: Tylko nie depresja! 06.01.11, 16:29 44bromba, bardzo dziękuję za kciuki! Każde wsparcie się przyda, bo tak naprawdę obawiam się bardzo tego spotkania w sądzie.To już za tydzień. Siedzę właśnie, przeglądam notatki i przygotowuję się troszkę do tego dnia. Strasznie to wszystko dla mnie żenujące. Wszystko, włącznie z tym, że będę musiała udowadniać że wydałam na dziecko dokładnie tyle ile podałam, a nie czasem 50 zł mniej. Boję się bardzo, że emocje mi zaszaleją, że zrobią mi psikusa. Tak bardzo boję się, że rozpłaczę się w którymś momencie. Dla mojego męża byłoby to oczywiście tylko potwierdzenie jego podejrzeń, że ja potrzebuję lekarza, bo jestem niezrównoważona emocjonalnie, co jest kompletną bzdurą. Nie będzie to dla mnie łatwy dzień. Tak bardzo chciałabym już go mieć za sobą. Jutro czeka mnie jeszcze rano spotkanie z mężem. O dziwo zgodził się bez problemu na wyrobienie paszportu dziecku. Może liczy, że wyjedziemy i damy mu spokój A depresji się nie dam, bo wiem jak potrafi być niszcząca. Staram się czerpać radość ze wszystkiego co robię. Przed chwilą wpadła do mnie przyjaciółka sprawdzić kontrolnie jak się trzymam i stwierdziła, że nad wyraz dobrze Oby tak dalej. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, Odpowiedz Link
vero_nique Re: Tylko nie depresja! 06.01.11, 18:17 sprawa o alimenty to "pryszcz". naprawde. ja bylam bez adwokata. (honorarium od pani mecenas w Wwie bylo identyczne - moze u tej samej konsultowalam?). Wazne to myslec procesowo (do przodu) i , pozbyc sie na ten czas myslenia normalnego ludzkiego (to rada adowkatow, sprawdzone potwierdzam skutecznosc). Odnosnie depresji/zalu to lepiej zamienic to na zlosc. Wtedy jest zupelnie inna energia w czlowieku. Zlosc powoduje potrzebe dzialania i daje sile do tego - chocby to posprzatania w tempie expresowym . Depresja blokuje i odbiera sile do oddychania niemal. I to nie moj autorski wymysl a psychologow i innych terapeutow. dasz rade dzielna i madra Dziewczyno a malucha tul 100 razy dziennie. Odpowiedz Link
xciekawax Re: Tylko nie depresja! 06.01.11, 19:53 Mysle ze depresjie albo dostaniesz albo nie, bo to choroba, tak samo jak przeziebienie. Niektorych ona omija, a niektorych nie, jakkolwiek zdrowi by byli. A co do sprawy sadowej to nie mysl o tym za duzo. Ja tez bardzo sie balam pojsc podpisac dokumenty, myslalam ze bede ryczala itd..., ale jak juz tam bylam to ogarnol mnie spokoj. Nigdy nie wiemy jak zareagujemy. A nawet jakbys zareagowala krzykiem lub lzami, to co z tego? masz do tego prawo. Odpowiedz Link
doma791 Re: Tylko nie depresja! 06.01.11, 22:47 Tęsknoto dasz napewno radę na rozprawie,wierzę w Ciebie u nas pomimo tego iz rozwód był kulturalny i sama rozprawa bez większych emocji(naprawdę) to mi tez się szklily oczy,więc nie będzie to niczym dziwnym jak zapłaczesz.Wydaje mi sie ze Ty i tak najgorsze masz juz za sobą,synek juz coraz większy,odrobinę mniej cię męczy juz macierzyństwo,a i psychicznie chyba dochodzisz do normy.I zobaczysz ze kiedys spotkasz kogos kto doceni przez co przeszłas-mowie prawde,znam to bo kolezanka została w identyczniej sytuacji jak ty zostawiona,co gorsze przyrodni brat jej synka jest chyba zpól roku młodszy tylko,więc się szybko męzuś z next zabrali do roboty.Nie powiem ze było jej cięzko,ale od samego początku swietnie dawałą sobie radę,zawsze otoczona mnóstwem zyczliwych osób, teraz(prawie 5 lat po tym wszystkim) nie widac po niej ani po jej synku tej całej sytuacji,a co lepsze-niedawno sie zwiazała z facetem który tez sam wychowuje córkę.A takich męzczyzn coraz wiecej,naprawde A co do męza,to mam nadzieję ze jestes juz na takim etapie jak ja czyli ze nie załujesz go jako osoby,tylko cieszysz się ze teraz a nie za naście lat przejrzałas na oczy. Pozdrawiam i kciuczę 13stego Odpowiedz Link
44bromba Re: Tylko nie depresja! 06.01.11, 22:19 Wazne > to myslec procesowo (do przodu) i , pozbyc sie na ten czas myslenia normalnego > ludzkiego (to rada adowkatow, sprawdzone potwierdzam skutecznosc). Proszę, napisz coś więcej o tym. Może jakiś przykład, na pewno się przyda. Odpowiedz Link
vero_nique Re: Tylko nie depresja! 07.01.11, 02:10 przede wszystkim swiadomosc ze sad to zwykly urzad i pracuja tam urzednicy formalisci i idziemy zalatwic sprawe formalna (tak jak do urzedu skarbowego czy innego), w ktorym licza sie suche dowody. Czyli papiery, potwierdzenia, rachunki, wyliczenia, cyfry. Konkrety. Nie ma czasu na sentymenty czy opowiesci pelne emocji. Nie jest to tez miejsce i czas na terapie dla par. Myslenie procesowe polega na wyzbyciu sie (trudne ale da sie) na czas rozprawy - wlasnych sentymentow i westchnien - wzgledem drugiej strony i nauczeniu sie patrzenia na nia przez pryzmat przeciwnika, oraz na fakty czyli dzialania/zaniechania/zaniedbania poparte dowodami, swiadkami. Jesli dochodzi do sprawy w sadzie oznacza to, ze jest to ostatecznosc, gdyz wszystkie proby normalnego dogadania ludzkiego zawiodly. Trzeba tez sie przygotowac na to, ze druga strona moze /i czesto sie to zdarza/ nagle opowiada rzeczy niestworzone, fabrykuje dokumenty na potrzeby sprawy i wlasnej "linii obrony". Wtedy moze byc duuuzy szok (i przy okazji potrzebny nam kubel lodowatej wody- tak tak! co by zludzenia opadly). Spokojne, rzeczowe przedstawienie faktow (najlepiej w formie pisemnej gdyz nie zawsze jest mozliwosc powiedzenia wszystkich istotnych kwestii na rozprawie, poza tym w protokole sa zapisywane tylko odpowiedzi na pytania sedziego - pytan sie nie dyktuje do protokolu, co tez potem prowadzi do bardzo niespojnej tresci czesto wyrwanej z kontekstu - a wylacznie na tej podstawie i zalaczonych dowodow potem zapada wyrok/postanowienie/, bo nikt z sedziow po pol roku nie pamieta przebiegu danej sprawy wiec opiera sie jedynie na dokumentach w aktach. Skladanie formalnie wnioskow dowodowych w formie pisemnej zawsze jest odnotowane w protokole i sedzia musi sie ustosunkowac do tego - ustny wniosek dosc czesto jest oddalany. Tylko tyle lub az tyle. W sadach sedziowie nie bija, nie gryza, ale jednak czasem krzycza . Niestety nie karza za skladanie - jak sie moze okazac pozniej falszywych zeznan. Nie maja czasu na wnikanie zbytnie w kazda historie. A szkoda. w skrocie - istotne w sprawie o alimenty sa daty, cyfry, wyliczenia, konkrety. inne plaszczyzny zwiazku nie beda przez sad w tej sprawie rozpatrywane. Odpowiedz Link
44bromba Re: Tylko nie depresja! 07.01.11, 10:17 Vero_nique bardzo dziękuję!!!! Tak, trzeba na to spojrzeć z innej strony. Dla nas to nasze emocje, bo nasze życie jedno i najważniejsze. Dla sędziego codzienna praca, niemal rutyna. Odpowiedz Link
podroznie ... 12.01.11, 22:22 Mało uśmiechu na Twojej twarzy, a bardzo lubię gdy jesteś optymistyczna. Zatęskniłem za nim przed zaśnięciem. Do słow Weroniki (w jej imieniu juz zwycięstwo zakodowane..szczypta optymizmu dla Ciebie) dodam coś co nie napisała, ale pewnie o tym też myslała; nie patrz jutro w stronę męża. Skup się na składzie orzekającym, jego pytaniach i zachowaniach. spokojnej nocy i nie daj się trzynastemu sciskam serdecznie Odpowiedz Link
podroznie 13 styczeń - Twoje imieniny 13.01.11, 07:33 Wera, przemknął mi neon z Twoim imieniem przed chwilą na czerwono Mała Wiera - oglądałaś ten film? Podobno dużo seksu w nim jak na stosunki radzieckie. Ot takie skojarzenie, choć etymologicznie wiem nie to samo. Przejrzałem Cię rano od stóp do głów , jaka Twoja motywacja do pisania Zdradziłaś tylko raz, że znasz sale sądowe, że się przysłuchujesz, dodalas ze masz adwokota, że mu płacisz za godziny, za czynności z góry nie płacisz a on sie wisila, znajduje motywację do działania Mało informacji; widać nie chcesz się roztkliwiać. W sumie nie wiem czego życzyć? Dwie siódemki w ilosciach wpisów w wątku; jedna dla Tęsknoty, druga dla Ciebie. Pozdrawiam serdecznie Odpowiedz Link
44bromba Re: Tylko nie depresja! 12.01.11, 23:29 Tęsknotko, trzymam kciuki za jutro, życzę powodzenia, ale i tak wiemy, że sobie poradzisz. Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: Tylko nie depresja! 12.01.11, 23:34 Przyłączam się. Może chlapnij głębszego i weź taksówkę, jeśli będziesz się denerwować Odpowiedz Link
szizumami Re: q.w. 13.01.11, 04:47 ... "sezonowy oprysk burzuazyjnych wonności".. fajneto Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: Tylko nie depresja! 13.01.11, 17:50 Moi Drodzy, bardzo dziękuję za pamięć i wsparcie. Przydało się. Niestety wyrok w spawie alimentów dzisiaj nie zapadł, 25 stycznia spotkamy się raz jeszcze. Zacznę od tego, że sama z siebie jestem dumna-naprawdę. Rano wstałam, myślę sobie - kobieto nie będziesz przez jakiegoś kretyna łykać żadnych uspokajaczy. Nie wzięłam nic na uspokojenie, zjadłam spokojnie śniadanie i udałam się do sądu. W trakcie przesłuchania byłam wyjątkowo spokojna, głupie pytania ze strony męża nie były mnie w stanie wyprowadzić z równowagi, a kiedy zeznawał złapałam się nawet kilka razy na tym, że chce mi się z niego śmiać. Sprawa trwała prawie 2 godziny. Sędzina ostra kobitka zadawała konkretne pytania. Mąż próbował się dziwnie bronić, ale wychodziło mu to niezwykle chaotycznie. Najciekawszą rzeczą jaką się dzisiaj dowiedziałam to to, że kochanka (podobno już była-tak zeznał) jest psychologiem. A ja mu ciągle mówiłam, że potrzebuje pomocy psychologa Coż, jestem bogatsza o kolejne doświadczenie życiowe i powiem Wam, że dzisiaj słuchając mojego męża doszłam do wniosku, że powinnam bardzo szybko pomyśleć o założeniu sprawy o rozwód. Moja pani mecenas powiedziała mi, ze tak cynicznego i bezczelnego goscia jak mój mąż to dawno nie widziala. Serdecznie Was pozdrawiam Odpowiedz Link
44bromba Re: Tylko nie depresja! 13.01.11, 18:49 Tęsknotko, to życzę Ci, żeby kolejna była już ostatnia. I też tak myślę, że im wcześniej założysz sprawę rozwodową tym lepiej. Przynajmniej nie będziesz myślała, że ten cyniczny gość to mój mąż, tylko jakiś tam facet. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: Tylko nie depresja! 15.01.11, 10:40 Taką mam nadzieję, że 25 stycznia to będzie już ostatnia sprawa. Jeśli chodzi o rozwód to jedyne co mnie zaczyna martwić to to, że teraz to mój mąż nie chce rozwodu. Nawet ostatnio w sądzie zeznawał, że w listopadzie chciał ratować nasze małżeństwo. Nie wiem o co mu chodzi... Przecież chciał zaczynać życie na nowo... Odpowiedz Link
vero_nique Odpocznij dzis i jutro.... 13.01.11, 18:53 na tyle na ile "mozna" to zrobic bedac mama malucha. Na pocieszenie powiem Ci tyle, ze choc sad nie zawsze bywa sprawiedliwy i obiektywny (bo to wreszcie tylko ludzie i dzialaja w ograniczonych sferach/granicach obowiazujacych prawem)- zycie za to wyrownuje krzywdy. Takie jest prawo ustanowione gdzies tam wyzej nad ziemia . Cieplo pozdrawiam. Odpowiedz Link
xciekawax Re: Odpocznij dzis i jutro.... 13.01.11, 20:17 Tez zycze odpoczynku dla Tesknoty, ale to nie prawda ze zycie wyrownuje krzywdy. Bo jak wytlumaczysz ze dobrym ludziom dzieje sie krzywda a zli przez zycie czasami przechodza nieskalani boska kara? I myslisz ze zostalysmy oszukane, skrzywdzone przez naszych mezow bo bylysmy w jakis sposob zle? kiedy? w poprzednim zyciu? O nie..... Tesknotko, gratuluje, i mowilam ci ze bedzie dobrze. A co do rozwodu, to powiem ci na swoim doswiadczeniu, ze choc rozwod zostal na mnie wymuszony, a ja to zrobilam pod wplywm szoku, i bolu, to strasznie sie ciesze ze to juz za mna. Jezeli nie widzisz juz zycia z tym czlowiekiem to niestety nie ma na co czekac. PS: ja po rozwodzie zaczelam i lepiej sypiac i stalam sie spokojniejsza. Niby nic sie nie zmienilo, ale psychicznie jednkak. Odpowiedz Link
vero_nique Re: Odpocznij dzis i jutro.... 14.01.11, 10:32 Xciekawax wydaje mi sie ze dla kazdego czlowieka "krzywdą" moze byc co innego. Czasem jest tak," ze dane wydarzenie wydaje nam sie tragedia "nie do przezycia". Ale w obliczu np. zagrozenia zycia / tfu tfu..../ wszystko inne to bzdet. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: Odpocznij dzis i jutro.... 15.01.11, 10:42 Vero_nique dziękuję Wiem o czym piszesz i wierzę, że tak jest. Serdecznie pozdrawiam! Odpowiedz Link
podroznie ... 15.01.11, 07:58 Moja Droga; błoto, chłam na butach, lodu nie ma a i tak mozna się poślizgnąć. Ty z wózkiem, pewnie równa męka. Dzień pewnie za krótki, poza weekendem na spacery nie wychodzisz. Byle do wiosny. W maju na pewno nie będę myslał o wojnach gwiezdnych. Cieplego dnia Tęsknota. Czy ty jestes dotykalna? Czy te spacery to na małym skwerku? Czy w Łazienkach. Gdzie będę bez szans by Cię rozpoznać pośród tłumu mam. Pa Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: ... 15.01.11, 10:46 Witaj podróżnie! To prawda, dzień za krótki i czas na spacery z synkiem mam tylko w weekendy. Dzisiaj pogoda zaskoczyła mnie niepozytywnie. Ciepło, ale pada Ale na króciutki spacer na pewno się wybierzemy. Gdzie spacerujemy? Oj różnie, jest kilka cudownych miejsc w Warszawie, które bardzo lubię i tam spacerujemy. Łazienki niekoniecznie, zbyt tłoczno Serdecznie pozdrawiam i życzę miłego weekendu Pa! Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 25.01.11, 18:02 No i sprawę alimentów mam za sobą. Dzisiaj było odczytanie wyroku. Powiem Wam szczerze, że dawno nie czułam się tak zdołowana jak dzisiaj. Od razu dodam, że nie o kwotę alimentów chodzi bo uzyskałam praktycznie to o co zabiegałam, pomimo faktu, że mój małżonek na chwilę obecną jest bezrobotny. Zdołowana jestem bo to nie tak miało wyglądać. My zamiast cieszyć się z bycia rodzicami spotykamy się w jakichś obskurnych sądach i spalamy emocjonalnie. I co najgorsze zadne z nas szczesliwe nie jest. Męża romans zakonczony, nasza rodzina rozwalona, dziecko bez ojca, a my spotykamy się w sądzie i jedyne co potrafimy do siebie powiedzieć to "cześć". Jest jeszcze jedna rzecz, która totalnie mnie rozwaliła. Czekając przed salą rozpraw byłam świadkiem jak wchodziła a później wychodziła z sali 18 letnia dziewczyna i jej ojciec. Ona przeciwko niemu. Za drzwiami czekała matka. Dziewczyna wyszła z sali spłakana, wtuliła się w ramiona matki, a ojciec bez żadnych słów wyszedł zadowolony z sądu ze swoją drugą żoną. Strasznie mnie to rozwaliło. Ten płacz w sumie jeszcze dziecka i ten widok jak tuli się do swojej mamy. Aż zaszkliły mi się oczy ... Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 25.01.11, 18:37 I tego nie potrafię zrozumieć, jak dorośli ludzie mogą to robić swoim dzieciom. Ktoś przestał mnie kochać, ktoś mu w tym pomógł, ktoś utwierdza w przekonaniu, ze nic złego nie robi, że może, ON, zacząć nowe lepsze życie... że dzieci dorosłe...a w domu 20-letni chłopak, który płacze za ojcem. Dorosły wg ojca i przecież rozumie. Nie mam litości. Każdy kto widział płacz swoich dzieci przez drugiego rodzica, chyba już inaczej na to wszystko patrzy. Ja w piątek złożyłam pozew. Pierwszy raz byłam w sądzie, nie wiedziałam, jakie znaczki, gdzie. Zostałam tak potraktowana, ze stałam i ryczałam na korytarzu jak bóbr. Już sobie wyobrażam jak będę traktowana przez obrońcę mojego skrzywdzonego męża. Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 26.01.11, 19:34 Cześć Bromba, Rozumiem, że dużo przeszłaś i jesteś wrażliwą kobietą. Ale teraz zrozum proszę Ty. Czy gdyby ktoś zagroził Twoim dzieciom, skoczyłabyś mu do gardła czy rozpłakała się ? Nie wierzę, że to 2-gie. Dlaczego dałaś się więc sponiewierać w sądzie ? Sam na co dzień jestem do rany przyłóż, przeprowadzam staruszki i karmię sikorki, ale w sytuacjach ekstremalnych reaguję, jak tego wymaga sytuacja i nie rozumiem, jak można się po prostu poddawać, czekając na kolejny cios. Pani w sądzie była chamska ? Bądź jeszcze bardziej, weź jej nazwisko, nazwisko szefa wydziału i zrób taką aferę, żeby następnym razem do łba im nie przyszło Cię prowokować. Powinni się liczyć ze stresem jakim jest wizyta u nich i starać się go nie potęgować. Nikt tam nie będzie się rozczulał Twoimi łzami i trudną sytuacją, a jeśli będą mogli Cię spławić, to to zrobią. Nie rozczulaj się więc również nad nimi i przyj przed siebie póki Ci nie dadzą tego, po co przyszłaś. Powodzenia i głowa do góry ! Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 28.01.11, 18:42 No właśnie, na pocieszeni własne poryczałam się na sam koniec, jak trochę pojechałam po dwóch osobach. No nie daję się, ale czasami...nie udaje się, dzięki za słowa otuchy Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 28.01.11, 20:29 No i zuch ! Małymi kroczkami dojdź do 5-ciu (więcej ich w jednym pokoju rzadko się spotyka) i na sam Twój widok będą się krztusić kanapkami Jak pojechałaś to jaki był sens płakania ?? Niepojęta reakcja dla faceta Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 26.01.11, 19:58 Bromba, głowa do góry! Zrobiłaś już pierwszy krok-pozew złożony. Trzymam za Ciebie bardzo mocno kciuki i proszę nie daj się tak traktować przez osoby pracujące w sądzie. Ja wiem, że cała ta sytuacja przeraża, ale jeśli następnym razem ktoś tak Cię potraktuje to pokaż, że Ci się to nie podoba, zwróć uwagę. Życzę wszystkiego co najlepsze. Pozdrawiam serdecznie, Tęsknota Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 25.01.11, 19:40 strasznie trudno mi czytac takie historie. Ostatnio duzo mysle jak ludzkie uczycia sie zmieniaja. Kochalam szalenczo meza, teraz nie kocham. Moze kiedys bede kochala szalenczo kogos innego.... i on to samo. Niby myslal ze mnie kochal, potem sie odkochal, uwaza ze to normalne. Moze i jest, tylko ja bylam naiwna. Tez mysle ze ludzie czasami znajduja perelke w muszli, wyrzucaja ja myslac ze to jakis piasek, cos niepotrzebnego w ogole sie nie zastanawiajac ze to co wlasnie odkryli to jedno i niepowtarzalne. Inni taka by znalezli i nie wyrzucili, tylko docenili. A taki glupek wyrzuca jak smiecia nie zastanawiajac sie nad tym, nie myslac. Woli sie zadowolic tym slimakiem w muszli, to zezre to wkoncu, jest to namacalne i ma to dla niego wartosc pokarmowa. Mojemu mezowi wszyscy mowili w okolo zeby mnie sie trzymal, zeby nie zpieprzyl tego ze mna bo drugiej takiej nie znajdzie. On mnie nie widzial jako takiej kobiety. On byl takim glupcem ktory wyrzucil cos wartosciowego (nie to ze sie chwale ale z kim on teraz jest? z przyglupem!!! z Galerianka!!! ). Zadowala sie slimakiem. I tez sie zastanawiam ze ludzie ktorzy sa w zwiazku dlugo z czasem przestaja siebie widziec, zauwazac. Juz nie patrza z zafascynowaniem, tylko z nuda.... a przeciez ludzie sa faccynujacy. Czesto sie przygladalam, podgladalam jak ex robi pewne sprawy - tak inaczej odemnie, bylo to ciekawe dla mnie, jak kazdy kombinuje, mysli inaczej. Co on we mnie widzial? robola do pracy, kogos z kim lubial sie pokazywac bo zbieral komplementy. czyli rzecz a nie osobe. I wiem ze juz nigdy sie nie bedziemy na siebie w ten sposob patrzec. jest to skonczone, odlegle. Ale przynajmniej po moich przemysleniach nie czuje juz sie ta odrzucona, tym smieciem niewartym. On po prostu byl za glupi aby docenic, przejrzec... mial inny system wartosci. Nie wiem czy Tobie powyzsze pomoze. Mi pomaga, gdyz godze sie ze tak po prostu jest w glowach niektorych facetow, lub nawet ludzi. Juz nigdy nie bedzie tak samo, sa teraz nowe realie. Przyszlosc i tak przyniesie nam sporo niespodzianek: dobrych i zlych. Badz szczesliwa ze masz zdrowe dziecko (wiele kobiet nawet tego nie ma), na pewno piekne, i ma szanse w zyciu miec inny system wartosci niz tatus jego. A zycie wlasnie takie jest: nie tak mialo to wygladac, ale tak sie stalo. a tylko przyszlosc Ci powie czy bedziesz szczesliwsza, niz gdyby ex Cie wcale nie zdradzil. Takie sytuacjie wiele nam o sobie uswiadamiaja. Ja jestem wdzieczna za to co mi sie przytrafilo. Nie widzialam tego wczesniej ale coraz bardziej to widze. W dodatku zawsze marudzilam "czemu to mi sie nie przytrafilo 5 lat temu!!!, byloby mi latwiej, itd..." ale 5 lat temu nie bylabym chyba na to gotowa. Mysle ze to sie stalo w momencie gdzie tego potrzebowalam. Ale to widzimy tylko z perspektywy czasu. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 26.01.11, 20:06 Xciekawax, dziękuję bardzo za każde Twoje słowo. Dzisiaj czuję się o niebo lepiej. Patrzę teraz na mojego synka tulącego się do podusi i myślę sobie, że to dziecko to jedno wielkie szczęście w całym tym nieszczęściu. Serdecznie pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
mile-na66 Re: nie chce mi się żyć:-( 26.01.11, 19:17 Witaj Tęsknoto, mam podobne odczucia i sytuację z tym ,że przede mną kolejna rozprawa rozwodowa - z orzekaniem o winie w następnym tygodniu. Też kochanka męża odeszła -chodziaż na 100 % pewności nie ma, rozbita rodzina ,dzieci wychowujące się bez ojca i ciąganie się po sądach. A miało być tak pięknie. Cóż czasami los pisze nieprzewidziane historie. Jeszcze rok temu wszystko było w najlepszym porzątku ale jak ktoś powiedział jedyną pewną rzeczą w życiu jest zmiana. Życzę Ci wszystkiego dobrego i pozdrawiam. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 26.01.11, 20:09 Mile, dziękuję i wzajemnie wszystkiego dobrego. Mówisz, że rok temu wszystko było jeszcze w porządku. U mnie podobnie. Ja w ciąży, mąż rysujący mebelki dla dzieci, dopieszczający szczegóły z projektantem, opiekujący się mną troskliwie, a kilka miesięcy później jedno wielkie BUM. I dlatego tu jestem... Serdecznie pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
melani73 Re: nie chce mi się żyć:-( 27.01.11, 21:45 nie rozumiem cię tęsknoto.. pisałaś przecież, że otrzymałaś całą kwotę o którą zabiegałaś-a teraz pisze że ta kwota jest za niska..?? hmm... a czemu wpłacił?? przecież aby wpłacić pieniądze nie trzeba wcale czekać do uprawomocnienia się wyroku. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 27.01.11, 22:15 Już wyjaśniam. W pozwie wnioskowałam oczywiście o dużo wyższą kwotę niż otrzymałam, bo z zasady ustala się kwotę dużo wyższą, aby było co zbijać. Zasada stara jak świat. Wyrok opiewa na taką kwotę jaką przypuszczałam, że dostanę. Mam troszkę rozeznanie w tym temacie i mniej więcej wiedziałam czego mogę się spodziewać i osobiście nie pomyliłam się nawet o złotówkę. W trakcie zeznań mój mąż jednak bardzo się pogrążył, nie chce nawet tutaj pisać, ale chodzi o pieniądze, które mu przelałam na jego konto jak mnie zostawił. Sędzina była wyjątkowo zaskoczona tym na co mój mąż wydał te pieniądze. Na podstawie zeznań mojego męża moja pani mecenas była przekonana, że alimenty będą bliskie kwoty, którą umieściłyśmy w pozwie. Reasumując - ja otrzymałam taką kwotę jaką zakładałam, że otrzymam. Pani mecenas uważa, że ta kwota powinna być dużo wyższa. I dlatego usilnie mnie namawia, abyśmy się odwołały od wyroku. Dziwi mnie, że mąż tak ochoczo wpłacił mi w tempie błyskawicznym wszystkie zaległe alimenty (moim zdaniem nawet o jeden miesiąc za dużo) gdyż do tej pory odmówił nawet złotówki na dziecko. Moim zdaniem mąż tak się pospieszył, aby mnie troszkę przystopować, żebym czasem nie miała pomysłu na odwołanie się. Takie samo zdanie ma pani mecenas. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 27.01.11, 18:25 No i znowu mam problem. We wtorek zapadl wyrok w sprawie alimentow. Mąż dzisiaj ku mojemu wielkiemu zdziwieniu przelal mi cala zaległą kwotę. Wyrok jeszcze nie jest prawomocny, a on juz pieniadze mi przelal na konto. Przed chwila dzwoni do mnie moja pani mecenas i mowi, ze ona chcialaby sie odwolac od tego wyroku, bo jej zdaniem kwota jest za niska. Napisala dzisiaj pismo do sadu z prosba o uzasadnienie. A ja mam tego wszystkiego juz dosc Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 27.01.11, 18:34 Cześć Tęsknoto, Twój mąż najwyraźniej również uznał tą kwotę za niską, wnioskując z jego nerwowo szybkiego przelewu. Odetchnij, oczyść myśli z tego brudu, a potem spokojnie się odwołaj, bo wiele wskazuje na to, że masz podwyżkę w następnej instancji w kieszeni. Nie bądź wspaniałomyślna wobec tego typa, a weź pod uwagę, że kiedyś i Ty możesz (odpukać) stracić pracę i wtedy każda stówa Ci się przyda. Tak jak inni, również Ci kibicuję i jestem pod wrażeniem jak świetnie dajesz radę. Powodzenia ! Odpowiedz Link
mps61132 Re: do tesknotazabija 28.01.11, 19:01 Hej.Czytałam Twój post,Twoje wypowiedzi na początku i na końcu.Ogromna zniana w Twojej psychice zaszła,jak się podniosłać psychicznie i duchowo? Ja dzisia zdecydowałam się napisać pozew o rozwód z orzeczeniem o winie,a właściwie to tak mi poradziła pani adwokat.Jesyt mi ciężko,czuję się jak kamień,ale jednocześnie duuużo lżej ze w końcu po 4 latach zdecydowałam się na ten krok,tylko że nie wiem co dalej,czy wytrzeymam psychicznie,udżwignę ten ciężar.Jak Ty sobie radziłaś? Rodzina jeszcze o niczym nie wie,nawet mój M. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: do tesknotazabija 28.01.11, 22:44 witaj zadałaś mi trudne pytanie... Ja sama nie wiem jak to sie stalo ze tak podnioslam sie psychicznie i duchowo. Ostatnio bardzo duzo o tym mysle, bo wszyscy dookola mnie podziwiaja, wrecz niedowierzaja ze radze sobie tak jak sobie radze. Przychodza do mnie, a ja jestem usmiechnieta, zadbana, nie robie z siebie cierpietnicy. Ostatnio uslyszalam nawet od bliskiej osoby tekst ktory mnie troche zabolal: "Jak tak na Ciebie patrze, jak sobie z tym wszystkich radzisz, to zaczynam watpic czy ty tak naprawde kochalas swojego meza". Zabolalo, bo kochalam go BEZGRANICZNIE. Budzilam sie codziennie rano i patrzac na niego myslalam o tym, jaka jestem szczesciara i wyobrazalam sobie nas razem za X lat w domu z ogrodkiem z dziecmi i wnukami. A tu taka przykra niespodzianka. Pozbieralam sie dosc szybko bo z natury jestem bardzo silna osoba, ale sama tez wiele sobie wytlumaczylam. Przede wszystkim to ze na moim mezu swiat sie nie konczy, ze ja NADAL ZYJE i mam prawo do szczescia. Budze sie rano i dziekuje losowi za to, ze jestem zdrowa, mam cudowne, zdrowe dziecko, kochajaca choc mieszkajaca daleko rodzine oraz naprawde oddanych przyjaciol. To naprawde duzo... Nie zapominam rowniez o tym, ze mam za soba 8 naprawde BARDZO udanych lat z moim mezem. Nie wymazuje tego z pamieci, bylo cudownie, czasami to wspominam, ale sie nie uzalam, bo tego juz nie bedzie. W kazdym badz razie nie z nim. On w najwazniejszym momencie mojego zycia zawiodl na calej linii. Nie spodziewalam sie tego nawet w najczarniejszym snach, bo w moim odczuciu byl bardzo dobrym mezem, a jednak to zrobil. Wracajac do Ciebie... Skoro zlozylas pozew o rozwod to znaczy ze chcesz zakonczyc cos co Cie meczy, nie daje radosci. Staraj sie zapamietac to co bylo w Waszym malzenstwie dobre, nie rozpamietuj tego co zle i z podniesiona glowa przechodz kolejne etapy sprawy rozwodowej, pamietajac o tym, ze za jakis czas bedziesz mogla otworzyc kolejna, niezapisana jeszcze karte w swoim zyciu. Czasami nawet sobie poplacz, dobrze od czasu do czasu oczy przemyc Wszystko mozna psychicznie udzwignac, tylko trzeba znalezc w sobie sile i wiare w to, ze robimy cos po to, aby byc szczesliwym. Ale się rozpisałam Zycze Ci duzo szczescia Serdecznie pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
mps61132 Re: do tesknotazabija 29.01.11, 10:20 Tęsknota dzięki za miłą lekturę.Wiesz zawsze zazdrościłam dziewczynom które znam że są po rozwodzie,nie muszą się nikomu tłumaczyć gdzie były,nie muszą dzielić portfela itp. Wczoraj wieczorem mój mąż dowedział się o planach moich na rozwód,powiedziałam dlatego taka decyzja i dzisiaj rano ku mojemu zaskoczeniu wstał przede mną,chyba koło 8h,zawsze powtarzam zawsze wstawał 10-11h,a tutaj wstał jak jeszcze spałam,zrobił dzieciom śniadanie,poszedł na zakupy-szok!!! Myślisz,że coś zaczyna do niego docierać??? Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: do tesknotazabija 30.01.11, 20:46 Wiesz, trudno jest mi Ci cokolwiek doradzic, bo patrzymy z dwóch różnych stron na taką sytuację. Ty, jako ta, która zdecydowała, że chce zakończyć małżenstwo i odejść od męża. Ja natomiast jako ta, którą mąż porzucił, bez słowa wyjaśnienia. Jako osoba porzucona bardzo chciałabym wiedzieć dlaczego mąż mnie zostawił, wydaje mi się, że 8 lat bycia razem zobowiązuje choćby do szczerej, prawdziwej rozmowy. Nawet jeśli jesteś pewna na 100 % (moim jednak zdaniem nie jesteś jeszcze pewna) swojej decyzji to powiedz mężowi dlaczego chcesz zakończyć ten etap życia. Mówisz, że mąż wstał rano, zrobił śniadanie, poszedł na zakupy. Nie wiem jakie są powody dla których chcesz zostawić męża, ale chyba nie takie że wcześniej nie robił śniadania czy nie chodził na zakupy do sklepu. Rozwód to bardzo ważna decyzja i myślę, że trzeba być w 100% pewnym, że nie ma już czego ratować. Życzę Ci podjęcia takiej decyzji, która spowoduje, że poczujesz się szczęśliwa. Serdecznie pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
mps61132 Re: do tesknotazabija 31.01.11, 09:23 Tak Tęsknota masz rację nie jestem pewna rozwodu na 100%,ale byłam dopuki przypadkowo mężowi o tym nie powiedziałam. Jasne że nie chodzi o to ze nie robi zakupów itp.,ale chodzi o dużo więcej. Mąż gdy się dowiedział o rozwodzie to poprostu chodzi ryczy po kryjomu,twierdzi że kocha,że wszystkiego mu szkoda,że możemy wszystko uratować (byliśmy w kryzysie 4 taka,za dłuuugooo) bo on chce być z nami ( dwie córki) a ja,ja miałam dość takiego życia,chciałam być szczęśliwa,odżyć,stanąć na nogi,znów komuś się podobać itp.ale jestem takim typem człowieka,że mam ogromne i wrażliwe serce i chyba zrobiło mi się go żał. Jestem wściekła za to na siebie bo byłam już u adwokata i nawet on po naszej rozmowie stwierdził że trzeba być konsekwentnym a teraz to jestem "rozbita jak cholera". Już wyobraziłam sobie siebie po rozwodzie,taką uśmiechnięta,decydującą o wszystkim solo,umawiającą się z koleżankami na kawę bez patrzenia że on ma plany itp. a tutaj bum. Co robić,w jakim kierunku iść,nie wiem ale wiem że tak dalej żyć nie potrafię. Może potrafić mi coś poradzić,znasz podobny przypadek. Pozdrawiam Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: do tesknotazabija 01.02.11, 17:37 Mps61132, przeczytałam kilka Twoich wątków i utwierdzam się w przekonaniu, że troszkę błądzisz. Sama nie wiesz czego chcesz. Tak sobie myślę, że rozwód to ostateczność. Może powinnaś odpocząć od męża na chwilę. Może separacja? Nikt tu na forum nie da Ci gotowego rozwiazania, bo Ty sama najlepiej wiesz co czujesz. Wiele tu wątków podobnych, ale nigdy takich samych. Na spokojnie sama zastanów się co dla Ciebie i Twoich dzieci będzie najlepsze. I pamiętaj, że życie ma się tylko jedno. Życzę samych słusznych decyzji. Serdecznie pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
mps61132 Re: do tesknotazabija 01.02.11, 17:42 Tak masz rację błądze,zupełnie głupieję tak jak i Ty przez to co czasami mówił i robił Twój mąż bo też wczoraj miałam lekturę w postaci Twoich wypowiedzi tylko i wyłącznie które tutaj pisałaś,ale wracając do mnie to dlatego zdecydowałam się na terapię u psychologa żebym nie żałowała kiedyś swojej decyzji jaka by ona nie była. Pozdrawiam mps Odpowiedz Link
xciekawax Re: do tesknotazabija 31.01.11, 22:38 Hej, Chcialabym ciebie o cos zapytac: czy z perspektywy czasu naprawde twierdzisz ze Twoj maz byl dobrym mezem? Pytam bo ja widze duzo spraw i sytuacji ktore kiedys byly dla mnie normalne - a teraz uwazam za chore. No i trudno jest uwierzyc ze czlowiek ktory mial jakis standard moralny po prostu zglupial, mial zaciemnienie umyslu itd..... A po drugie, to mysle ze nawet Twoj maz nie jest ci w stanie wytlumaczyc dlaczego Ciebie tak potraktowal. Mysle ze to egoizm, arogancjia i niedojrzalosc emocjonalna razem zmieszane. Niebezpieczna mieszanka. Ja przez miesiace chodzilam i o niczym innym nie myslalam tyllko "Dlaczego?" Juz mnie to rzadko interesuje. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: do tesknotazabija 01.02.11, 17:28 Pewnie wielu tu zaskoczę, ale tak, uważam, że miałam bardzo dobrego męża. Ja doskonale rozumiem, że brzmi to komicznie w świetle tego co mi zrobił, ale całe 8 lat to najpiękniejszy okres w moim życiu. Nadawaliśmy idealnie na tych samych falach. Podobne gusta, wspólne pasje, szacunek, dużo miłości i czułości, partnerstwo, przyjaźń. Tak właśnie wyobrażałam sobie małżeństwo. Czułam się mega szczęściarą. To samo wielokrotnie słyszałam od męża. Dlatego nie pojmę nigdy tego co się stało z naszym małżeństwem. Co wpłynęło na tak wielką zmianę jego zachowania. Jakąś tam swoją teorię do tego mam, ale jaka jest prawda to chyba nie wie nikt. Jest tak jak piszesz - podejrzewam, że mój mąż sam nie byłby mi w stanie wytłumaczyć co się z nim stało. Po prostu się stało .... Odpowiedz Link
mps61132 Re: do tesknotazabija 01.02.11, 17:37 Szkoda,że już nie piszesz tutaj kolejnych etapów swojego życia bez męża.Fajny e-pamiętnik się robił. A może jednak. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: do tesknotazabija 01.02.11, 20:57 Ależ ja piszę, staram się nawet na bieżąco. Lubię ten wątek. Czasami czytam wszystko od początku i widzę jak wielka zmiana we mnie zaszła. Mówisz o kolejnych etapach mojego życia bez męża. Co mogę Ci powiedzieć - żyję każdym dniem i codziennie dziękuję, że jest jak jest. Zawsze mogło być gorzej. Żyję troszkę jak w jakimś transie. Zauważyłam nawet ostatnio, że mam tak wszystko dobrze zaplanowane, że od jakiegoś czasu jak wsiadam do samochodu rano to codziennie widzę godzinę 7:07. Myślałam już, że mi się zegar w aucie zepsuł A tu nic z tego -to ja działam teraz jak zegarek . Praca, po pracy biegiem do domu, zwolnić nianię. Potem zabawa z synkiem, spotkania z przyjaciółmi. Staram się żyć normalnie. W maju zaplanowałam już wakacje. Wyjeżdzam z synkiem w miejsce, które mieliśmy z mężem upatrzone na czasy kiedy zostaniemy rodzicami. I ja planów nie zmieniłam. Jadę tam, z tą różnicą, że nie będziemy tam w trójkę, lecz ja sama z synem i wierzę, że będzie bardzo fajnie. Dla mnie świat się nie skończył Pozdrawiam ciepło, Tęsknota Odpowiedz Link
mps61132 Re: do tesknotazabija 02.02.11, 17:02 tesknota nie przesadzaj z tym,że świat Ci się skończył,masz wspaniałego i zdrowego synka,własne mieszkanie do którego mogłaś wrócić jak miałaś problemy z ex,własny samochód,dobrze płatną pracę,odłożone pieniądze,przyjaciół,rodziców i jak wyczytałam urodę,a skoro masz tak dużo,baaardzo dużo i do tego masz 31 lat to jeszcze na miłość przyjdzie czas,nawet nie będziesz wiedziała kiedy,a ex no cóż widocznie nie był Twoją POŁÓWKĄ JABŁKA. Odpowiedz Link
xciekawax Re: do tesknotazabija 02.02.11, 17:54 ale ona wlasnie napisala ze sie NIE skonczyl. Odpowiedz Link
mps61132 Re: do tesknotazabija 02.02.11, 18:05 kurcze,zerknęłam jeszcze raz i faktycznie xciekawax.A to nic,wzmocniłam ją chociaż swoimi słowami!!!!! Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: do tesknotazabija 06.02.11, 09:23 Mps, świat mi się nie skończył, ale widzę, że xciekawax już wyprowadziła Cię z błędu Ale dziękuję za mocne słowa. Tego nigdy za dużo Masz rację - mam bardzo dużo (przede wszystkim synka, wspaniałą rodzinę i PRAWDZIWYCH przyjaciół) i grzechem byłoby w moim przypadku narzekać. Wstałam dzisiaj z gigantycznym bólem głowy. Krzątam się po domu już od 6:00 rano. Nie widuję męża w realu, więc postanowił mnie nawiedzać w snach. To już drugi dzień. Nie wytrzymam tego Macie jakiś sposób jak pozbyć się takich koszmarów ? Życzę wszystkim miłej niedzieli, Tęsknota Odpowiedz Link
mps61132 Re: do tesknotazabija 06.02.11, 09:31 Podobno jest tak że jak śni się facet to nam go brakuje,nie wiem ile w tym prawdy!!! Tesknota czy Ty korzystałaś z psychologa,jeśli tak to napisz jak długo i czy to Ci coś pomogło. Jutro mam wizytę i tak szczerze to na jedno się baaardzo sieszę a na drugie czy aby napewno to coś da.Różnie słyszę tutaj od dziewczyn,że przez terapię jeszcze bardziej wpadły w doły bo psycholog ocenił pochopnie itp.. Pozdrawiam Cię. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: do tesknotazabija 07.02.11, 20:16 Koszmary na szczescie sie skonczyly Co do Twojego pytania odnosnie psycholga ... Jak mąż mnie zostawił i czułam, że usuwa mi sie grunt pod nogami, namawiana przez wszystkich bliskich poleciałam do psychologa - sprawdzony, polecony, niby dobry. Spotkałam się kilka razy, ale szczerze - ja nie widziałam żadnej pomocy. I dla mnie to wyrzucanie pieniędzy w błoto. Nie chcę nikogo urazić, ale czasami wydaje mi się, że za dużo obiecujemy sobie po wizytach u psychologa. Wydaje nam się, że poda nam gotowa recepte na zycie. A to tak nie dziala. Mysle, ze duzo bardziej w tak trudnych sytuacjach moga sprawdzic sie przyjaciele, bliskie osoby. Ja odbylam mnostwo rozmow z moja najlepsza przyjaciolka oraz z moja siostra. To byly godzinne rozmowy, ktore bardzo mi pomogly. Jestes juz po pierwszej wizycie u psychologa. Jakie wrazenia? Serdecznie pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
xciekawax Re: do tesknotazabija 07.02.11, 15:50 Ha! Przez pewien czas ex mi sie snil czesto, i to w snach erotycznych!!! To bylo dopiero ciezkie. Teraz sni sie sporadycznie. Nie mam sposobu, moze po prostu nie blokuj emocji, albo obsesyjnie nie mysl o tym. Przed snem mysl o czyms innym. Skoncentruj sie na innych myslach. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: do tesknotazabija 07.02.11, 20:18 Nie mysle o nim. Po prostu sam mnie odwiedzil nieproszony w snach Ale na szczescie juz jest ok. Pozdrawiam, Odpowiedz Link
xciekawax Re: do tesknotazabija 01.02.11, 18:06 Moze to jednak prawda ze jak facet ma za dobrze to mu odbija? lol Mi wiele osob mowilo: "Ty go za dobrze traktowalas, on mogl wszystko robic.!!" hehehe, moze cos w tym jest. ALe ja bardziej mysle ze mojego exa przeraza sukces, i podswiadomie wszystko robi aby to zniszczyc predzej czy pozniej. Zreszta, czy to wazne teraz? Odpowiedz Link
mps61132 Re: xciekawax 01.02.11, 18:36 Chyba coś w tym jest co napisałaś wyżej. Znam małżeństwo w którym było dobrze dopuki mąż nie otworzył własnej firmy a raczej dopuki kasa mu nie odbiła,teraz są w trakcie rozwodu. Odpowiedz Link
44bromba Re: xciekawax 01.02.11, 19:24 No to dopisuję się do tego powodu (jednego z powodów). Mój mąż zaczął świrować po kolejnych szybkich awansach. Odpowiedz Link
xciekawax Re: xciekawax 01.02.11, 21:31 mojemu klepki sie poprzestawialy kiedy zakochal sie z swoim przyjacielu, ktory zdradzal zone, jest bardzo zamozny wiec kazdy mu sie klania i nic nie powie, i pewnie chcial byc podobnym "kozakiem" a nie nudnym mezem. Roznica taka ze mnie pieniadze przy mezu nie trzymaja Odpowiedz Link
mps61132 Re: xciekawax 01.02.11, 22:05 xciekawax podjełaś już jakieś kroki,chodzi mi o rozwód,separację itp.??? Odpowiedz Link
xciekawax Re: xciekawax 02.02.11, 18:07 Moj ex i ja podpisalismy pozew rozwodowy poltora miesiaca po tym jak odkrylam jego zdrade (wtedy wiedzialam tylko o jednej), miesiac pozniej mielismy juz rozwod. Czasami mysle jak szokujaco szybko nam to wyszlo. Napewno ani on ani ja nie mielismy czasu aby to przetrawic, przemyslec. Ale w sumie dobrze sie stalo, tylko ja dzialam na odwrot: ludzie zazwyczaj najpierw dojrzewaja do rozwodu, a potem podejmuja dzialania - ja najpierw sie rozwiodlam, a potem godzilam sie z tym. (maz chcial szybkiego rozwodu, a ja wiedzialam ze i tak bym mu nie wybaczyla wiec nie bylo sensu przedluzac agoni) Odpowiedz Link
mps61132 Re: xciekawax 02.02.11, 18:19 kurcze to strasznie szybko Wam poszło w sądzie xciekawax,ja myślałam ze dopiero jesteś na etapie decyzji,ale wydaje mi się że tak do końca nie jesteś pewna czy dobrze zrobiłaś skoro masz swój post pt. "czy któreś z Was żałowało rozwodu"???? Odpowiedz Link
xciekawax Re: xciekawax 02.02.11, 18:46 Nie, nie zaluje, bo to doswiadczenie zmusilo mnie abym dorosla. Ten czlowiek nie byl dla mnie, tylko ja tego nie widzialam (wszyscy inni tak) Dorastanie jest trudnym procesem, nie bede ukrywac i czesto z tego powodu mam doly. A rozwod byl szybki, bo nie mieszkam w PL, i przed zadnymi sadami nie musielismy sie spotykac. Po prostu uzgodnilismy co i jak, rozwod bez orzekania o winie, moja prawniczka to spisala, podpisalismy, i juz. Poczta dostalam oswiadczenie z sadu ze malzenstwo zostalo rozwiazane. Nie chce zabierac miejsca w Tesknotazabija watku, bo to chyba nieladnie mowic nie na temat, wiec jak cos to dopytaj w moim watku albo przeczytaj moje stare - czyli z pazdziernika pewnie Odpowiedz Link
mps61132 Re: xciekawax 02.02.11, 18:56 OK też tak myślę że to nie nasz wątek a zaczynają się nasze pogawędki rozkręcać tutaj. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 18:10 No i mnie dopadło Prawie 8 miesięcy koszmaru, już tak dobrze mi szło, tak dobrze się trzymałam a tu nagle taki dół Od 2 dni mam wrażenie, że się już nie podniosę. Próbowałam nawiązać z moim mężem jakiekolwiek porozumienie w sprawie chrzcin dziecka. Zapytany czy zamierza uczestniczyć w tym dniu odpowiedział, że pewnie tak. Od słowa do słowa usłyszałam, że nie ma już samochodu służbowego, komputera, że na dniach oddaje telefon i konkluzja taka: widzisz, wszystko mi zabrałaś. No i zaczęłam szperać w necie, czując że małżonek kłamie i znalazłam, ale nie to co chciałam Znalazłam stronę www mojego męża a na niej przecudowne zdjęcia swojej kochanki. To co zobaczyłam powaliło mnie totalnie, dobiło tak, że myslałam ze zemdleje. Zobaczyłam nagą, w samych majtkach piękną kobietę pozującą w naszym domu, trzymającą w ręku mój kubek ... (dodam, ze zdjecia sa cudne, nie wulgarne, maz zajmuje sie fotografia) Kolejna sesja - wakacje- domek na Mazurach- dokładnie ten do którego jezdzilismy rok w rok od 8 lat. Ludzie, jak można? Czuje sie jakbym lezala, a on kopal mnie dalej. A on nie widzi w tym nic zlego. Oczywiscie z dat kiedy byly zrobione zdjecia wnioskuje ze sa nadal razem, co potwierdza tylko fakt, ze maz klamal w sadzie. A jakby tego wszystkiego bylo malo dostalam wczoraj smsa od kochanki- cytuje: Wiesz dobrze, ze nie jest mu latwo ... Nikomu nie jest... Co za tupet??? Mam wrażenie, ze tego wszystkiego nie udziwgne... Jeszcze moja pani mecenas ... Wczoraj dostarczyla mi uzasadnienie sadu co do kwoty alimentow i twierdzi ze musimy sie odwolac bo uzasadnienie jest skandaliczne. Przeczytalam i faktycznie mozna rece zalamac. Ja chyba nie dam rady z tym wszystkim ... Musialam sie wygadac ... Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 18:37 Aż mnie z wrażenia zatkało. Tęsknoto, będzie ostro, ale muszę ci to powiedzieć. Zakończ całkowicie kontakty ze swoim mężem. Jakie chrzciny, jacy dziadkowie. Ty chcesz być w porządku, ale ci ludzie to inna bajka. Szkoda twoich nerwów i spokoju dziecka. Pan już wybrał, przedstawił się z każdej możliwej strony. Potraktuj go jak powietrze. Masz dziecko i jest tylko twoje, nie ma tatusia i nigdy nie było. Jemu na was nie zależy, to jakiś ... I zmień numer, jeśli to nie problem i nie kontaktuj się z nim ani z jego rodziną. Po co? Żeby dać powód do psychicznego poniżania cię? I jeszcze ten telefon od kochanki. Cóż za usprawiedliwienie drania, jak to mu ciężko, a jak jest tobie to jej umysł nie ogarnia? Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 18:53 No i jeszcze nie napisałam, że jesteś dla wielu osób, które są w trakcie ogromnym wzorem. Ja nie mam tyle siły Ale Ty tez masz prawo mieć złe, smutne dni. Wiem, co tu boli, to, że na twoim cierpieniu budują swoje szczęście. Ale to runie kiedyś, bo taki dorosły facet się nie zmieni. Pomyśl, ze wszystko to, co Ty przeszłaś, jest przed tą dziewczyną, prawdopodobnie. Ty jesteś już poza tym i tzrymaj się tego i jeszcze raz pokreślę, zakończ wszelkie relacje. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 19:50 Wzorem powiadasz? No nie wiem. To co sobie sama wczoraj zafundowalam moze tylko swiadczyc o tym jak glupia jestem. Czego ja sie spodziewalam? Oni sa lub bywaja szczesliwi, a ja musze to zrozumiec i faktycznie odciac sie we wszystkim od niego. Wiesz co mnie nieziemsko zirytowalo? To, ze ta dziewczyna mnie nie zna ale chetnie mnie ocenia? Co ona moze wiedziec o moim malzenstwie, o naszych relacjach, o poczatkach naszej znajomosci? Jakim prawem wypowiada sie na moj temat? Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 20:08 Ale Ty tego nie zrozumiesz, bo to inny szczep człowieka. Dla nich nie ma czegoś takiego jak zasady moralne, właściwie to mają swój kodeks, czyli robię co mi pasuje, a że ktoś ma przez to tragedię, to jego sprawa. Bo ona nawet nie widzi tego, ze jest z butami w czyimś małżeństwie i żonie kolegi reprymendy prawi. A może przestań być opanowana i delikatna i zadzwoń do tej pani, z krótkim i mało przyjemnym komentarzem. Za kogo ona sie uważa? Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 21:08 Tak mnie wkurzyl ten sms, ze wykrecilam do niej numer, ale smarkula jest takim tchorzem ze nie odebrala. Prowokuje mnie dziewcze, a ja spokojna i delikatna jestem do czasu. Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 21:14 No to jest właśnie taka odwaga życia, jednak jestes górą! Napędziłaś jej niezłego stracha, pomyśl o tym i się uśmiechnij. Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 20:14 To, ze ta dziewczyna mnie nie zna ale chet > nie mnie ocenia? Bo jest glupia siksa, bez klasy na dodatek. Dlatego! Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 18:38 Ale to nie on cie kopie tylko ty sama ogladajac te zdjecia. Ja dlatego odcielam sie od exa emaili. Niech sie glupek nacieszy poki moze. To co on ma to tylko powierzchowne szczescie. Ty masz szczescie namacalne. Plus nie masz juz buraka w zyciu i szanse na poznanie kogos fajnego. On ze swoim buractwem zostanie do konca zycia. Kochanke kiedys wykiwa i jeszcze powie ze przez nia zmarnowal sobie zycie. Taki typ. Daj mi do niej numer to tez sobie do niej poklikam. A co mi tam. Niech sie poglowi troche Wspolczuje ale sprobuj sie uspokoic i popatrzec na to z zarzenowaniem bo on jest zenujacy. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 19:41 Dziewczyny, nawet nie wiecie jakie mam nerwy na samą siebie. Mogłam się spodziewać, że taka strona gdzieś jest z takimi fotkami, bo wczesniej mial inna strone na ktorej byly wystawione moje portrety.. Zmienil strone i charakter zdjec i wcale sie z tym nie ukrywa. Xciekawax masz racje, sama sobie to zafundowalam, a teraz ryczę i zastanawiam się jak on mógł. No głupia jestem nieziemsko. Pierwszy raz zdarzyło mi się jechać samochodem i płakać... Łzy same leciały mi po policzkach chyba z niemocy. Mój mąż czuje się ofiarą, rozumiecie? To jemu jest źle? A ja? Co ze mną? Tak, boli mnie to ze oni buduja szczescie na moim nieszczesciu. Ze robia ze mnie wariatke, sfrutrowana kobietę, a on udaje super tatusia. Dostałam dzisiaj przelew alimentów za luty a w tytule przelewu: alimenty na naszego synka K.... Alez wzruszajace, prawda? Wczesniej w tytule wpisywal: decyzja sadu - oplata za styczen. Wiem, moze czepiam sie teraz juz wszystkiego bo takie mam nerwy. Jutro bede silniejsza. Znam siebie, ale dzisiaj chcialam sie wygadac. Juz tak dawno nie czulam sie tak zle ... Ale dziekuje Wam za Wasze slowa i wsparcie... Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 20:12 Wiesz, nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Przynajmniej wiesz, przynajmniej juz nie moze Ci wmowic ze z niego taki biedny misio. Przynajmniej poznajesz sie na nim. Ja tez przegladalam jego emaile, (ale nie to sekretne konto na ktorym gadal z kochankami wowczas), i tez siebie dobijalam. Ale przynajmniej utwierdzilam sie w przekonaniu ze klamie klamal i bedzie klamac. Tez mi powiedzial ze z next skonczyl, a tego samego dnia wyslal do niej kopie rezerwacji z lotem. Smialam sie z tego. Zrozumialam to co mialam zrozumiec, a potem zdalam sobie sprawe ze juz nie musze wiecej wiedziec. Wiem wystarczajaco. Czasami dobrze jest wiedziec, sie przekonac samej, gdyz Twoj maz jest zwyklym manipulatorem, a ze zna Cie bardzo dobrze, to wie dokladnie co powiedziec, jaka mine zrobic, aby zabawic sie Twoimi uczuciami. Zobacz jak odstawil szopke tuz przed rozprawa - ze z kochanka sie rozstal? I czy ja czuje od Ciebie moze pierwsza kropelke malutkiej zlosci na niego? he? Jezeli tak to wspaniale. Sama mialam dlugi okres bez zlosci, ale jak mnie naszla, to przyblizylo mnie to ku mojemu uzdrowieniu. Teraz znowu nie czuje zlosci, bardziej akceptacjie tego wszystkiego. Twoj maz czuje sie ofiara bo jest emocjonalnie niedojrzaly. On emocjonalnie zatrzymal sie na etapie nastolatka, gdy wszystko jest : ja, ja, ja!!! moje szczescie ponad wszystko! Nie zrozumiesz tego, bo jestes posunieta w rozwoju. To tak jakby sie glowic dlaczego malpka zeszla z drzewa i ukradla Ci banana z siatki! Nie mozna na ta malpke patrzec jak na czlowieka rownego sobie, bo malpka dziala na innych zasadach. I tak, buduja szczescie na Twoim nieszczesciu, ale jakie to szczescie ma fundament??? Pomysl o tym. Zalosne, ot tyle. I tak pewnie polowe czasu spedzaja na rozmowach o Tobie. Oni z tego czerpia energie. A z tymi tytulami na przelewie: on wie co napisac aby ci wkrecic srube, wiec sie nie dawaj. Nie wchodz w jego manipulatorskie pulapki. Bierz kase i juz, i na zakupy . I wiem ze ci trudno, wszyscy mamy takie dni, czasami tygodnie, ale potem jest lepiej i tego jednego mozesz byc pewna. A masz tutaj taki fanklub ze zawsze mozesz sie i wyplakac i wygadac. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 22:33 Xciekawax, powinnas czuc nie mala a WIELKĄ kropelkę złości ode mnie na mojego męża . Ja nie rozczulam się i nie myślę, a dlaczego tak się stało, a mogło być tak cudownie. Jestem na niego mega wściekła, że okazał się takim kretynem, tak strasznie niedojrzałym człowiekiem. Tak, on czuje się ofiarą. I zgadzam się, że emocjonalnie dorasta poziomem nastolatkom. I najwazniejszy jest on. Jak ogladalam zdjecia tej dziewczyny to zastanawialam sie czy on bardziej jest zakochany w tej dziewczynie czy w sobie, w swoich zdjeciach. Pamietam jak wielokrotnie prosil mnie abym moze wymalowala sie jakos mocniej, ubrala tak jakos wyzywajaco i mu pozowala. Odmawialam. Mowilam, ze to nie jest moja bajka, nie lubie czegos takiego. Portrety owszem, ale nic wiecej. No to znalazl sobie lale, co zrzuca doslownie wszystko i wygina smialo cialo przed obiektywem. I teraz realizuje sie jako fotograf, rosnie w oczach od komentarzy pod fotkami jaki to jest wspanialy i jakie cudne foty robi i jaka ma boska modelke. No pusty jak pustak ... Tak mogę powiedzieć o moim jeszcze mężu. Tytuly przelewow na mnie nie dzialaja. Wiem, ze manipuluje. Dziekuje Wam bardzo za wszystkie slowa. Czuje sie duzo lepiej. Pamietam jak pierwszy raz weszlam na to forum, zakladajac ten watek w wielkiej rozpaczy. Nie myslalam nawet ze po tylu miesiacach bede tak mocno zżyta z tym miejscem. Bardzo Wam dziekuje. Wiem, ze jutro wstane z usmiechem na twarzy Odpowiedz Link
dar.ja Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 20:28 tesknotazabija napisała: > Mój mąż czuje się ofiarą, rozumiecie? Wiesz, myśle, że być może Twój mąż jest na tyle spaczony, że w tym wszystkim naprawdę czuje się ofiarą. Ale nie jest też wykluczone, że przerzucając wine na Ciebie sam przynajmniej przez chwile może poczuć sie lepiej. > No głupia jestem nieziemsko. I nie jesteś głupia Masz to szczęście, że jesteś z tych ludzi, którzy czują i mimo wszystko, nie zmieniaj tego. A płacz pomaga. Jutro będzie lepiej, sama zobaczysz. Jeśli sie myle śmiało możesz składać reklamacje Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 20:35 dar.ja, reklamacji składać nie będę Wstałam rano, zobaczyłam słoneczko i z uśmiechem na twarzy pojechałam do pracy. Tak już funkcjonuję, że jak mnie dopadnie to brakuje mi tchu, ale podnoszę się wyjątkowo szybko. Jutro mam urlop, rano spotkanie z przyjaciółką na kawie, potem jakieś zakupy i czas dla mojego maluszka. To będzie fajny weekend Serdecznie pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
dar.ja Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 18:44 Tęsknota Po pierwsze nie jest prawdą, że wszystko mu zabrałaś. Jeśli już to sam siebie wszystkiego pozbawił. Po drugie, ta strona www... Czasami człowiek potrzebuje sie dobić po to żeby później sie odbić. Dasz rade! W każdym razie ja w Ciebie wierzę. Powodzenia. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 19:46 dar.ja, dokladnie tak mu powiedzialam - sam siebie wszystkiego pozbawiles. Ode mnie sie odczep. Zostawilam Ci wszystko. Wyszlam z domu z moja walizka, dzieckiem na reku i jego lozeczkiem. Co do strony www ... Masz racje - chyba bylo mi to potrzebne. Po raz kolejny dotarlo do mnie ze dla niego nie ma swietosci. Dziekuje bardzo za wiarę we mnie. Dziękuję ... Tęsknota Odpowiedz Link
vero_nique Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 00:36 Tęsknoto mam i prośbę i radę? Najpierw prośba: jeśli najdzie Cię kiedyś ochota na korespondencję z substytutem vide panią modelką czy jak ją zwał proszę Cię najpierw usiądź na ręce nawet jak Cię będą palce parzyć od chęci wykręcenia numeru tel/ napisania sms do niej. Teraz rada procesowa (wylaczamy emocje na czas pracy)- zrzuty z ekranu foto z datą, oraz tresci sms-a(ow) od substytutu itp zapisane w folderze w telefonie. Traktuj to /wiem ze trudno jak cholera/ jako potwierdzenie zdarzen z przeszlosci dotyczacych kogos obcego, w sprawie w ktorej jestes swiadkiem, a nie stroną. Po prostu gromadzisz materiał w sprawie urzędowej jaką jest rozwód. Zastanawiam się, co jest gorsze - być zdradzoną z obcą kobietą? czy z teściową kochającą kazirodczo wręcz swojego syna (nie jedynaka) z racji ignorancji męża poświęconego karierze i finansującego wszystkich ubezwłasnowolnionych mentalnie w rodzinie....? Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 20:47 vero_nigue, zrzuty ekranów zrobiłam od razu, razem z datami kiedy były robione zdjęcia. Ciekawych rzeczy się dowiedziałam. Smsy mam pościągane na komputerze. Niestety część ich straciłam, bo jakiś czas temu mąż wysłał mi smsa od siebie po przeczytaniu którego wyczyściło mi dane w telefonie. Dziękuję za wszystkie rady Pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
altz Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 19:51 Niepotrzebnie żyjesz życiem męża, tylko robisz sobie tym krzywdę i "rozdrapujesz rany". Jasne, że boli, gdy ktoś inny korzysta z czegoś, z czym ma się wspomnienia, ale tak to już jest, że wszystko mija. Boli też kłamstwo, ale powinnaś już mieć wyrobione zdanie na jego temat. Mężowi trzeba mówić, że będą chrzciny, czy inna uroczystość i niespecjalnie liczyć na niego. Będzie, to będzie, nic na to nie poradzisz. Dobrze, żeby płacił regularnie alimenty, spotykał się czasami z dzieckiem. Na nic więcej bym nie liczył. Mąż ma swoje życie i Ty masz swoje życie. A dziewczyna piękna nie jest na zawsze, pomyśl, że wszystko przemija, uroda również. Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 20:18 pomyśl, że wszystko przemija, uroda rów > nież. Ja ci dam!!! Odpowiedz Link
argentusa Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 02:01 Ciekawa! Bossska jesteś a ja guuuupia też myślałam, że taka piękna to bedę zawsze. Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 15:26 Bedziemy, bedziemy, bo piekno najjasniej bije ze srodka I jak juz zmarszczki przykryja moja piekna buzke, to beda to najpiekniejsze zmarszczki na swiecie Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 21:03 Altz, faktycznie czytając to co dzisiaj napisalam mozna powiedziec ze zyje jego zyciem. Ale tak nie jest. Cos mnie naszlo a teraz zloszcze sie sama na siebie. Naprawde dobrze sie trzymalam. My bardzo blisko siebie mieszkamy. Codziennie przejezdzam kolo jego domu. Nie rusza mnie to. Jego firma jest doslownie pod moim blokiem. Moglabym go piechota odwiedzac. Tak na marginesie to jak dostalam tego smsa od kochanki to pomyslalam, ze tak blisko mnie pracuje ze chyba ja odwiedze. Szybko jednak wybilam to sobie z glowy. O czym ja z ta dziewucha bede rozmawiac? Ona i tak wie najlepiej - ze to ja bylam ta zla w malzenstwie, to ja go umeczylam i ze ona sie dziwi ze on z kims takim jak ja mogl zdecydowac sie na dziecko. Alimenty bedzie placil regularnie, bo wyjatkowo boi sie wyrokow sadowych i problemow z tym zwiazanych. Na odwiedzanie syna uwazam, ze ani sily ani ochoty nie znajdzie, ale bedzie chodzil i mowil ze to ja mu utrudniam kontakty. Co do urody ... Ona jest naprawde ladna dziewczyna, jest fotomodelka, pieknie pozuje, slicznie sie maluje, lalunia jednym slowem. Tylko ze pusto w glowie. I niech bedzie. Nie zazdroszcze jej urody. Lubie sama siebie jako kobiete i tu kompleksow nie mam. Ale jestem tylko czlowiekiem i zabolalo mnie jak zobaczylam ja nagą w naszym domu... Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 21:11 >Tylko ze pusto w glowie. Jak ja Bogu dziękuję, że mam trochę w tej głowie, nawet na cenę super urody Jak tu gdzieś ktoś napisał o sobie i myślę, że i ja i ty i wiele innych zdradzonych może to powiedzić o sobie "jestem lepsza, bo ja nie rozwaliłam czyjejś rodziny...". I z wielu innych powodów JESTEŚ LEPSZA! Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 23:11 Tęsknoto, Sama wspomniałaś, że na cudzej krzywdzie się szczęścia nie zbuduje i każdy zna przykłady potwierdzające tę regułę. Kwestia czasu. A pierwszy symptom już masz. Stracił robotę. Kolejnej nie widać, bo gdyby było widać, dawno by się tym pochwalił. Jak myślisz, jak to wpływa na wycenę aktywów tego dekla przez lalkę ? Czyste jak łza, że ona go puści w trąbę, nie mogąc liczyć na takie korzyści jak dotąd. Napisałem dekla, bo kim trzeba być, by afiszować się przed światem swoją kobietą w negliżu ? Tylko deklowi może zabraknąć wyobraźni by sobie wyobrazić na jaką śmieszność się naraża wśród znajomych już teraz, a co dopiero, gdy lala go rzuci. Ta zmiana opisu przelewu, to też niezły teatrzyk. A wiesz czemu on moim zdaniem służy ? Przygotowaniu sobie odwrotu na z góry upatrzoną pozycję. U Ciebie. Wszystko mu mówi, że któregoś dnia wróci do pustego mieszkanie i zostanie pożegnalną kartkę przyszpiloną do lodówki. Co dzień czuje, jak jego akcje lecą na łeb. To on ma więc powody do depresji czy paniki, a nie Ty ! Głowa do góry ! Nigdy więcej nie wchodź na tamtą stronę i nie odbieraj telefonów od lalki ani z nieznanych Ci numerów. Wiadomo, że po tak szybkim pozbieraniu się, będą jeszcze jakiś czas nawroty kryzysowe, ale bądź ich świadoma tak jak i tego, że szybko miną. Zapamiętaj proszę, że WYGRAŁAŚ ! A do niego dopiero teraz zaczyna docierać, że przegrał. I nie pozwól sobą manipulować, bo te jego łzawe zagrywki związane z synkiem będą się pewnie nasilać, by Cię złamać emocjonalnym szantażem, byś mu wybaczyła 'dla dobra dziecka'. Będzie dobrze, tylko musisz jeszcze trochę wytrzymać. W każdym razie, czas działa na Twoją korzyść. POWODZENIA ! Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 09.02.11, 23:45 Nie ma pracy to lalki nie utrzyma,a utrzymanie kosztuje bo piszesz że zadbana,umalowana itp. itd.Myślisz,że będzie siedzieć sorry z "dziadem" bez kasy a po kiego diabła!!! Ona jest ładna i to jej imponuje, puki co ,że ma ją kto fotografować i pokazać tą urodę,a on z kolei "podnieca" się że ma niezły obiekt do tego fotografowania. Kolejna "ofiara" jego zabawy.Była pierwsza żona (o ile pamiętam),byłaś Ty,a teraz jest lalka. Tylko jemu wcześniej czy później i lalka się z nudzi bo taki TYP o ile lalka wcześniej biedaka nie rzuci sama. Głowa do góry.PO BURZY PRZYCHODZI SŁOŃCE. Teraz cieszą się oni a potem z ich rozłąki ucieszysz się Ty. mps Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 15:29 > Teraz cieszą się oni a potem z ich rozłąki ucieszysz się Ty. No nie wiem czy to taki powod do cieszenia sie. Jest wszystko po prostu smutne i zenujace ze tacy faceci istnieja. Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 16:52 xciekawax napisała: > > Teraz cieszą się oni a potem z ich rozłąki ucieszysz się Ty. > > No nie wiem czy to taki powod do cieszenia sie. Jest wszystko po prostu smutne > i zenujace ze tacy faceci istnieja. xciekawax no nie przesadzaj,przecież nie będzie wiecznie chodziła i dołowała sie przez niego,szlochała czy rozpaczała.Facet istnieje,jak to ujełaś i musi go definitywnie odciąć z pamięci. Ja bym nie zmieniała numeru tel.tylko zupełnie olewała jak on czy kochanka dzwoni,niech właśnie facet wie że jego tel. są mi obojętne skoro ich nie odbieram i nie dołowałabym się oglądaniem zdjęć i szukaniem ich bo tylko rozgrzebuje to już teraz od nowa przez co przeszła. A tak wogóle skoro Teśknoto już widzisz,że mąż ma tę kochankę tak długo to czemu czekasz z rozwodem???? Złóż pozew i już,będzie Ci ławiej zapomnieć skoro i tak postanowiłaś,o ile pamiętam,że jego powrotu nie ma do Ciebie. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 20:58 Dziewczyny, nr telefonu nie zmienię, bo jest to mój telefon służbowy od lat. Ale nie będę już reagować na zaczepki. Pytasz mnie czemu tak długo czekam z rozwodem... Wiesz, ja niezupełnie rozumiem po co ludziom taki pośpiech aby pójść do sądu po rozwód. Dla mnie to tylko papier. To, że chcę się z nim rozwieść jest niezaprzeczalne. O żadnych powrotach nie ma nawet mowy. Ale chciałam dać sobie czas, przede wszystkim na uspokojenie moich emocji. W ciągu ostatnich ponad 3 lat bardzo dużo przeszłam. Długie leczenie w klinice niepłodności, ten lęk, że nigdy nie będę mamą, że nie usłyszę kiedyś słowa "mamusiu", ciągłe wizyty, operacja w szpitalu i wreszcie upragniona ciąża ... Potem leżenie plackiem od 7 tygodnia ciąży, ciąża bliźniacza. W pewnym momencie jedno dziecko umiera, zaciekła walka o życie drugiego dziecka, tysiące leków, przez całą ciążę musiałam sama codziennie wbijać sobie zastrzyk w brzuch. 7 miesięcy leżenia i na miesiąc przed terminem porodu wykryłam zdradę. A potem już wiecie co się działo. To trochę za dużo jak na jednego człowieka. Nadszarpnęło to moje emocje i dlatego uznałam, że do rozwodu muszę stanąć silna. Dzisiaj taka się czuję. Jestem już po pierwszej wstępnej rozmowie z panią mecenas i na pewno za jakiś czas złożę papiery. Szczerze to miałam nadzieję, że mąż złoży pozew, ale ostatnio powiedział mi, że jemu do rozwodu się nie spieszy, więc chyba nie mam wyjścia i złożę pierwsza. Dzisiaj wiem, że to udźwignę, ale nadal nie ma we mnie pośpiechu. Pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 20:42 Dziękuję gyubal_wahazar Wiesz, obiecałam sobie wczoraj, że już NIGDY nie wejdę na jego stronę. Niech wystawia tam co chce. Zrobiłam szybko zrzuty zdjęć, informacje kiedy były zrobione - przyda się w sądzie, gdy dojdzie do rozwodu. Doskonale czuję, że lalka rzuci go wcześniej czy później. Teraz jeszcze z niego korzysta - on robi jej zdjęcia, ona wystawia je w agencjach modelek. Ma wszystko za darmo. A ze on robi naprawde zdjęcia bajeczne, to lala się cieszy. Pseudo szczęście. Ja czuję jego panikę. Widzę to po przelewach. Jest tak wystraszony, że nawet nie czeka na uprawomocnienie się wyroku. Dzisiaj nerwowo przelal mi pieniadze za zastępstwo prawne. On strasznie boi się, że ja odwołam się od wyroku. Masz rację - WYGRAŁAM pod każdym względem. Dziękuję za Twoje słowa. Serdecznie pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 11.02.11, 01:35 > Dziękuję gyubal_wahazar Drobiazg i nawzajem, bo to trudna, ale piękna historia > Zrobiłam szybko zrzuty zdjęć, Bardzo bystre zagranie, tym bardziej, że w obliczu dużych emocji. Jeśli jednak wg pani mecenas ich wartość dowodowa nie byłaby wystarczająca, to możesz łatwo zrzucić całą stronę i mieć na dysku jej replikę. Służy do tego program Teleport. O ile strona wisi na własnej domenie (własnym adresie), możesz ustalić jej właściciela na www.whois.net > On strasznie boi się, że ja odwołam się od wyroku. Jeśli Ty wyczuwasz jego nerwowość ze strzępów informacji, to wyobrażasz sobie ile razy dziennie lalka musi mu zmieniać pampersy, widząc jak on się trzęsie ? Jako facet, on już blednie w jej oczach, a jak skończą się prezenty, a ona złapie kontrakt, po co będzie miała się trzymać takiej galarety ? Rozjeżdżają mu się burty katamarana, a ptyś kurczowo trzymając się żagla, już zaczyna z nim iść na dno. Jeśli mogę coś zasugerować, to popracuj nad odpornością na nadciągające szantażyki moralne z jego strony, bo już je wyczuwam w powietrzu. I dawaj znać jak Ci idzie, bo masz tu wielu wiernych kibiców Odpowiedz Link
jus.tynka Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 20:19 wiajcie mam 6 miesięczną córkę, 19 stycznia dowiedziałam się że mąż ma od roku inną, 5 lat małżeństwa wcześniej wspólnych 10 lat i nagle czarna dziura, wspólny dom kredyt nie wyprowadził się, mówi że nas kocha i dalej kręci z tamtą nie mam już sił złożyłam pozew o separację, ale dalej kocham nie chcę go kochać jak mam żyć boże nie zdawałam sobie sprawy jakie to trudne jus.tynka Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 20:30 Zaloz oddzielny watek na tym forum. Napewno znajdziesz tu duzo wsparcia Odpowiedz Link
xciekawax Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 20:58 a to tak a propo nowych zwiazkow, czytam wlasnie swoje pierwsze wpisy gdy sie tylko dowiedzialam o zdradzie meza, (na innym forum) i chociaz nie jest to moja ulubiona autorka, to jednak podoba mi sie to: "Do nowego związku trzeba dojrzeć, nauczyć się zaufać ponownie. Żeby zbudować coś nowego na zgliszczach trzeba najpierw uprzątnąć gruz, a nie budować na syfie, ktory nawet przykryty- wciąż tam będzie." Twoj, moj ex buduja zwiazki na syfie, i dlatego ich nowy "domek" bedzie jak z kart! Odpowiedz Link
melani73 Re: nie chce mi się żyć:-( 10.02.11, 22:29 Rany..kobietki... czemu wy aż tak bardzo żyjecie życiem waszych ex?? podczytuję ten wątek niemal od początku, i jedno co w nim uderza to wciąż pojawiające się słowa "on napisał, on zrobił, ona zrobiła, on powiedział, on to, on sramto " Przecież to was tyko nakręca... Im dłużej będzisz moja droga żyć "ich życiem" tym dłużej będziesz cierpieć. A niech sobie układa życie jak chce siermięga jedna-to że kiedyś może płakać to już jego problem To że on buduje sobie zycie na zgliszczach nie oznacza wcale że się rozpadnie-znam akurat przykłąd i to wśró swoich dawnych znajomych, gdzie oboje rozwalili swoje małżeństwa. pobrali się i są razem od bodajże 19 lat. ty ciesz się życiem-jesteś młoda i stać cię chyba na normalnego faceta a nie dupka Powodzenia tęsknotko Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 11.02.11, 17:08 Melani, każda rozłąka, rozstanie ma jakieś etapy, jak ktoś jest długo ze swoim mężem, to nie da się tak po prostu zamknąć rozdziału życia, który trwa kilkanaście lat ( w moim przypadku dwadzieścia parę). Miałam różne etapy, ryczenia dzień i noc, depresji, nienawiści, nadziei, ze on się opamięta, nadziei, ze ja dam radę z tym się uporać. Człowiek to nie komputer. Dlaczego nie możemy przeżywać tego wg indywidualnego planu, ja chcę mieć czas na odnowę i nie wstydzę się bezsilności, w końcu do cholery to mój mąż. A że to boli dłużej, mam czas, nigdzie mi się nie spieszy, nie chcę udawać jakiegoś cyborga, który sobie radzi ze wszystkim od razu. Tak wg mnie. Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 11.02.11, 17:00 Najpierw się ucieszyłam, ze u Tęsknoty wszytko dobrze i taka dzielna (jak zwykle) a teraz twój wpis. Jakie to piękne...bardzo się podbudowałam Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 11.02.11, 17:12 > Najpierw się ucieszyłam, ze u Tęsknoty wszytko dobrze i taka dzielna (jak zwykl > e) a teraz twój wpis. Jakie to piękne...bardzo się podbudowałam Coś się pomieszało, ten wpis to do xciekawx Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 02.03.11, 21:19 To znowu ja Postanowiłam zacząć przygotowywać się do złożenia pozwu o rozwód - z orzekaniem o winie męża, nawet nie próbujcie mnie namawiać, abym zmieniła decyzję. Wina męża jest oczywista i na żadne porozumienie się nie zgodzę. No i tak siedząc i planując krok kroku pomyślałam sobie, że sprawdzę czy mój mąż faktycznie już nie pracuje. Wg jego informacji oraz wypowiedzenia, które widziałam w sądzie zakończył pracę w firmie z dniem 28 lutego. Coś mi jednak wewnętrznie mówiło, że coś mi tu śmierdzi. Zadzwoniłam dzisiaj do firmy X (wielka międzynarodowa korporacja) i poprosiłam o połączenie z działem kadr. Przedstawiłam się jako pracownik banku, który chce potwierdzić zatrudnienie pana Y na dzień dzisiejszy. Jakież było moje zdziwienie, kiedy usłyszałam, że mąż nadal pracuje w tej firmie. Sprawdziłam również czy opłacany jest abonament medyczny za mnie i dziecko i tu kolejne zdziwienie - tak będzie opłacane do końca pazdziernika tego roku. Wniosek nasuwa mi się jeden - mój mąż kłamał w sądzie i mam wrażenie, że przyniósł lewe dokumenty. A koleżanka kochanka najprawdopodobniej pracuje w kadrach. czy to tylko zbieg okoliczności? Z kim ja żyłam przez te 8 lat? Tak sobie myślę, ile razy przez te lata mąż mnie okłamywał? Ja nie jestem załamana, zasmucona czy wściekła. Jestem po prostu tym wszystkim zniesmaczona. Myślę, że czuję się już na tyle silna, aby przejść sprawę rozwodową. Zamknąć ten cholerny rozdział mojego życia i iść dalej do przodu ... z dużą dawką optymizmu . Z pozdrowieniami dla wszystkich, Tęsknota Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: nie chce mi się żyć:-( 02.03.11, 21:53 Ale coś Ty, po co Ci wina. Przecież winne są zawsze obie strony No i fajnie się wyłożył z pracą Masz argument dla sądu, jaki to on jest uczciwy. Ale nie będziesz go o tym wczesniej uprzedzać, niz na sali sądowej? Trzymam za Ciebie kciuki. I w żadnym razie sie nie poddawaj. Ja tam też nie rezygnuję z orzeczenia wyłącznej winy mojego "męża" Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 03.03.11, 19:47 To jestem kolejna do orzekania o winie, trzymam kciuki! Swoją drogą, że też się nie boi odpowiedzialności karnej za fałszywe dowody, a takie preparowanie dowodów = wywalenie z pracy. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 03.03.11, 20:10 Mam wrażenie, że mojemu mężowi jest już wszystko jedno, stąd brak obawy a nawet wyobraźni, że takie kłamanie może się źle skończyć. Jemu teraz wydaje się, że jest szczęśliwy. Ma przy sobie pseudo modelkę w której podobno cała firma się kocha - cytuję męża i myśli, że wszyscy mu zazdroszczą. A ja płonę ze wstydu, że to jest człowiek z którym chciałam spędzić szczęśliwie całe życie. Wiecie, jestem dumna z siebie, że potrafiłam tak szybko stanąć na nogi. Kiedy nachodzą mnie jeszcze takie mniejsze lub większe dołki to mam przed sobą takie 2 obrazy: - pierwszy to dzień kiedy wróciłam do domu ze szpitala z dzieckiem. On podaje mi na talerzu obiad, tylko dla mnie, siada na przeciwko mnie i patrząc mi prosto w oczy mówi: nie kocham Cię już, odchodzę, musisz się wyprowadzić. Tak może zachować się tylko bydle. I drugi obraz: kiedy mnie przepraszał i chciał naprawiać nasze małżeństwo, zapytany przeze mnie dlaczego przed samym porodem był w stosunku do mnie taki agresywny i niemiły. Odpowiedział mi wówczas, że sam już nie wie, ale chyba dlatego, że myślami był już gdzie indziej, a ja mu swoją osobą po prostu przeszkadzałam. Tak sobie myślę, że mój mąż jest bezwględny, cyniczny, ironiczny, chamski i za kimś takim tęsknić się po prostu nie da... Ja już nie potrafię. Teraz chcę się tylko od niego uwolnić i zacząć nowy rozdział życia... Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: nie chce mi się żyć:-( 03.03.11, 20:38 Tęsknoto, nasi "mężowie" to bliźniacy jednojajowi. jak słowo daję. Mój do tego jest kompletnym bezmózgiem, bo to, co wyprawia ostatnio, to w żaden sposób nie dowodzi istnienia u niego choć jednej czynnej szarej komórki. Żal naszych dzieci Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 04.03.11, 20:03 Tak, najbardziej szkoda dzieci. A ja najbardziej boję się tego, że ojciec mojego dziecka pojawi się kiedyś w jego życiu i skrzywdzi go jeszcze bardziej nić robi to teraz. Bardzo się tego boję Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 03.03.11, 20:40 > Ma przy sobie pseudo modelkę w której podobno cała firma się kocha - cytuję męża Po mojemu, to typ o umysłowości kubusia w wieku maturalnym, bo wtedy się szpanuje trofeami romantycznymi. A po drugie, jeśli cała firma się w niej kocha, to tylko kwestia czasu kiedy będzie miał grono grubo młodszych 'szwagrów' > Teraz chcę się tylko od niego uwolnić i zacząć nowy rozdział życia... Rozumiem Cię, ale na Twoim miejscu, nie machałbym na niego ręką. Z tego, co dotychczas pokazał wynika, że jeśli nie poczuje, że stać Cię na zdecydowaną akcję, będzie Cię lekceważył i w przyszłości może chcieć zatruwać Ci życie. Hamulców moralnych nie ma żadnych, więc pewnie jedyny język jaki rozumie to język siły i pieniędzy. Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 02.03.11, 22:43 Cześć Tęsknoto, 28 lutego, to raptem przedwczoraj, pani z kadr mogła Ci odpowiedzieć z rozpędu, nie kojarząc faktu świeżego wygaśnięcia umowy. Po mojemu, potrzebujesz czegoś więcej, by mieć pewność, tym bardziej, że jeżeli jego next tam pracuje, to koleżanka mogła jej napomknąć o telefonie z banku i ex zacznie się lepiej maskować. Przychodzi mi do głowy zrobienie kilku fotek jak wchodzi i wychodzi z firmy i jak wsiada do samochodu służbowego. Prócz tego, znasz na pewno jego firmowego maila, więc zależnie od tego co robi, napisz do niego z jakiegoś fałszywego maila z prośbą o jakąś informację, np cennik czy ofertę. Spróbuj ustalić jego stacjonarny i nagraj kilka sekund rozmowy mówiąc przez sweter i z zatkanym nosem. Wystarczy, że potwierdzi personalia i nazwę firmy Ex mógł wziąć urlop bezpłatny, albo umówić się z dowództwem, że przejdzie na rozliczenie na zasadzie świadczenia usług w oparciu o działalność gospodarczą. Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 02.03.11, 22:52 A poza tym, w pozwie możesz napisać, że ostatnie znane Ci miejsce zatrudnienie męża to ... Nie musisz się bawić w tłumaczenia, że widziałaś jego rozwiązanie umowy, bo nie masz żadnej pewności, że jest autentyczne. Nie wierzę swoją drogą, by zaryzykował przedstawienie fałszywki w sądzie, ryzykując sprawę karną i licząc się z tym, że łatwo możesz to zweryfikować Ponadto wnosisz o ustalenie jego zarobków na podstawie PITa za ostatni rok-dwa który ma przedłożyć sądowi i innych źródeł dochodu, jeśli je ma, ale o tym na pewno wiesz już sama Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 02.03.11, 22:58 Hmmm, nieuważnie czytałem, bo teraz zauważyłem, że on to wypowiedzenie przedłożył w sądzie. W jakiej sprawie, jeśli pozew rozwodowy dopiero zaczynasz pisać ? Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 03.03.11, 19:58 W połowie stycznia miałam sprawę o alimenty bo szanowny tatuś uznał, że nie ma obowiązku łożyć na dziecko bo przecież ja dobrze zarabiam, a on ma TYLE wydatków (czytaj alimenty na dzieci z pierwszego małżeństwa, kredyt itd.) Założyłam więc sprawę o alimenty. Na tej właśnie sprawie mąż przedstawił papier, że została z nim rozwiązana umowa o pracę. Już wtedy coś mi się nie podobało, bo w zestawieniu swoich wydatków miesięcznych mąż wykazał pozycję: bilet miesięczny autobusowy. Zatkało mnie, bo mój mąż od wielu wielu lat nie jeździł komunikacją miejską, bo zawsze miał samochód służbowy. Jak wyszłam z sądu to widziałam, że odjeżdza samochodem służbowym. Już wtedy coś mi nie pasowało, stąd postanowiłam sprawdzić w firmie. Aby potwierdzić czy kadry mają aktualne informacje zadzwoniłam jeszcze wczoraj na recepcję i poprosiłam o połączenie mnie z moim mężem i szczerze, to nie byłam już zdziwiona kiedy usłyszałam po drugiej stronie słuchawki jego głos. Kłamał w sądzie ewidentnie, nie wiem skąd te papiery. Jestem totalnie zniesmaczona całą tą sytuacją. Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 03.03.11, 20:24 Wierzyć się nie chce. On ma skłonności samobójcze czy jest do tego stopnia ograniczony ? Przecież dziecko wie, że taki numer to kryminał : 'Art. 270. § 1. Kto, w celu użycia za autentyczny, podrabia lub przerabia dokument lub takiego dokumentu jako autentycznego używa, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.' W jego przypadku, to nie lewa karta wędkarska, tylko dokument który złożył w sądzie, uprzedzony o odpowiedzialności karnej. Nawet więc, jeśli dotychczas nie był karany i dostanie zawiasy, to nie będzie to ani 3 ani 6 mcy. A to - jeśli się nie mylę - oznacza haka w centralnym rejestrze skazanych przez 5 czy 10 lat, a coraz więcej pracodawców sprawdza tam ludzi zatrudnianych na kierownicze stanowiska. O wchodzeniu do zarządu czy rady nadzorczej nawet nie wspomnę Nie chce mi się wierzyć, by stać go było na taką brawurę (że o głupocie nie wspomnę), nawet jeśli nisko ocenia Twoją zdolność kojarzenia faktów. Bardziej prawdopodobne wydaje mi się, że ma jakiś układ z pracodawcą, dzięki któremu nie ma go na liście płac, tylko figuruje np jako zewn konsultant. Albo chyba, że jest na kierowniczym stanowisku i przeszedł na kontrakt menadżerski w oparciu o działalność gosp. Póki jesteś jeszcze formalnie jego żoną, może w ZUSie mogłabyś sprawdzić jego ciągłość zatrudnienia. Kolejna możliwość, to jeśli choć dzień spóźni się z alimentami. Zgłaszasz wtedy sprawę komornikowi, wycofując ją w ostatniej chwili, jak tylko uzyskasz od niego informację na której Ci zależy. Myślę, że koszt będzie symboliczny. Wiedząc, że masz w ręku dokument świadczący o tym, że przed sądem kłamał, będzie bardzo skłonny do współpracy przy sprawie rozwodowej Odpowiedz Link
pokahontasa Re: nie chce mi się żyć:-( 03.03.11, 23:43 Te zdjęcia, głupie zagrywki (golizna w necie kochanki!), bezsensowne tłumaczenie sie , świadczą tylko o jego bezradności, o tym, że czuje się przegrany, że związek traktował poważnie, że wie ,że sknocił... Jesteś jeszcze od niego emocjonalnie uzależniona. Informacja o zdradzie oi jego postępowaniu nie wywołają jeszcze definitywnego końca. Na koniec trzeba sobie zalsuzyc. trzeba na niego zapracowala. W tej chwili żyjesz z mężem, ktory ma kochankę. Nie zyjesz jako rozwódka czy jako samotna matka. Jesteś mężatka z mężem puszczalskim. Nie jest to ktos obcy, ktos kto byl, a juz go nie ma.. Dlatego te zdjecia bolay... Bo potwierdzily, ze jeszcze mąz, zamiast-hipotetycznie rehabilitować sie, nadal popada w g.. On moze robic jeszcze inne "brzydkie" rzeczy. Dopoki beda wywoywaly bol, dopoty istnieje miedzy wami więź. Pokraczna, ale powodująca perturbacje wewnętrzne, stany leku, kryzysu, napady płaczu.... Widocznie trzeba jeszcze raz dotknąć dna. Facet, który się rozwodzi, który miał juz ordzine... jest zawsze podejrzany. To nie jest ktoś czysty, ktoś niewinny, bez zarzutu.. Symptomy były. Zauważyłaś, nie zauważyłaś.. Odpowiedz Link
errormix Re: nie chce mi się żyć:-( 04.03.11, 04:45 pokahontasa napisała: > Facet, który się rozwodzi, który miał juz ordzine... jest zawsze podejrzany. To > nie jest ktoś czysty, ktoś niewinny, bez zarzutu.. Symptomy były. Zauważyłaś, > nie zauważyłaś.. Idąc tym tokiem myślenia kobieta rozwódka jest równie podejrzana. To nie jest ktoś czysty, ktoś niewinny, bez zarzutu? Słowem, jesteśmy tu wszyscy patologią. Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 04.03.11, 13:38 Dobrze napisane, właśnie boli to, że to wciąż jeszcze mąż. Ja kiedyś spotkałam osobę z pracy swojego męża i dowiedziałam się, ze już od roku mój mąż jest rozwiedziony ze mną(?????). To był ten moment, że powiedziałam sobie koniec. Koniec, nie będę się wstydzić za niego, nasze dzieci też. Życzę powodzenia i wytrwałości. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 04.03.11, 19:49 Te zdjęcia nagiej kochanki bolały nie dlatego, że on jest wciąż moim mężem, tylko dlatego, że zostały zrobione w NASZYM domu, ona trzymała w ręku MOJE rzeczy (kubek, kieliszek itp.) I zabolał czas kiedy były zrobione. Znam dokładnie daty zrobienia tych zdjęć i to mnie zabolało. Ja byłam w szpitalu, oni się bawili. Wróciłam do domu z dzieckiem, oni się bawili. Itd itp... Ja dzisiaj nie czuję się niczyją żoną. na szczęście nie zmieniłam biorąc ślub nazwiska, więc nie rzuca mną gdy się podpisuję czy przedstawiam Nie bardzo rozumiem uwagę, że facet po rozwodzie jest zawsze podejrzany. Errormix dobrze napisał - to znaczy, że wszyscy tutaj jestesmy patologią? Nie bardzo rozumiem, naprawde. Jako bardzo mloda dziewczyna nie rzucilam sie na ten zwiazek z lekkoscia. Dla mnie decyzja byla trudna, bo jednak on mial juz dosc duzy bagaz doswiadczen, ale nauczono mnie w domu, ze nikomu nie odmawia sie drugiej szansy, ze ludzie blądzą i pozwolilam na to, aby to uczucie sie zrodzilo. I to tak trwalo - pieknie i sielankowo przez lat 8. Niestety skonczylo sie jak sie skonczylo. Odpowiedz Link
lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 04.03.11, 11:55 Tęsknoto, jestem w szoku, co Twój "mąż" wyprawia! Myślałam, że mój Ex to dno, ale przy tym, co Ty piszesz, to mój były jawi się jako osoba szlachetna i pełna dobrej woli. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 04.03.11, 19:58 Lejla, wszyscy są w szoku. Wydawałoby się, że to normalny, stabilny, bardzo odpowiedzialny człowiek. Tak był postrzegany przez wszystkich. A teraz odkrywa swoją drugą twarz, która jest niestety przerażająca. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, Tęsknota Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 08.03.11, 18:01 Wiem, że nie na temat, ale musze to napisać - wybaczcie! Wracam dzisiaj do domu z pracy a w dzwiach wita mnie mój malutki szkrab z bukietem kwiatuszkow w swojej malej raczce z okazji Dnia Kobiet. Myślałam, że poryczę się ze wzruszenia! Już tak dawno nikt nie sprawił mi tak wielkiej radości! Pozdrawiam wszystkich serdecznie, Tęsknota Odpowiedz Link
gyubal_wahazar Re: nie chce mi się żyć:-( 08.03.11, 18:10 Masz swojego prawdziwie rycerskiego mężczyznę ! Piękne Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 08.03.11, 19:43 Gdyby nie niania to pewnie tak by się to skończyło Pozdrawiam serdecznie, Odpowiedz Link
lejla81 Re: nie chce mi się żyć:-( 08.03.11, 23:16 Widzisz, Tęsknoto, dziecko jest tysiąc razy więcej warte w życiu kobiety niż mężczyzna Nikt nie dał mi tyle radości, co mój syn. Odpowiedz Link
uszatek-2 Re: nie chce mi się żyć:-( 14.03.11, 14:24 Witaj tesknota Wpadłam kiedyś przypadkowo na Twój wątek (normalnie na to forum nie zaglądam, bo nie jestem ani rozwódką, ani w trakcie rozwodu). Bardzo mi się spodobałaś. Jesteś silna, nie mazgaisz się. Fajnie, że są jeszcze takie kobiety, jak Ty. A co do Twojego jeszcze-męża to szkoda słów. Dupek to mało powiedziane. Musisz koniecznie mieć dowody, że on pracuje w tej firmie, jak ktoś wcześniej napisał - mail, nagrana rozmowa itp Im więcej tym lepiej, bo mam wrażenie, że będzie walczył w sądzie do upadłego i jeszcze niejedną Ci przyszykuje. I jeszcze niejedno kłamstwo wymyśli. Dlatego trzymaj rękę na pulsie, i sprawdzaj jego informacje. Trzymam kciuki i jeszcze jedno- czy on odwiedza dziecko? Jak teraz wygladają jego stosunki z dzieckiem? Interesuje się chociaż trochę? Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 14.03.11, 18:48 Witaj Dziękuję za miłe słowa. Tak jestem silna i głupia jednocześnie. Czasami czytam wszystkie moje wpisy w tym wątku i teraz widzę jak ślepo byłam zakochana w moim jeszcze mężu. Jak przerażona i wręcz załamana, że on - taki wspaniały, dobry i uczynny mógł mnie zostawić. Dzisiaj patrzę na to wszystko zupełnie inaczej - kochałam kłamcę, aktora, człowieka bez kręgosłupa moralnego, drania po prostu ... Dziś z perspektywy czasu mogłabym mu powiedzieć, że zrobił mi OGROMNĄ przysługę porzucając mnie. Nie dawała mi spokoju informacja, że on wciąż pracuje w firmie w której już wg jego zeznań pracować nie powinien. Zadzwoniłam na jego telefon służbowy z nr zastrzeżonego i odebrał. Nawet nie był zaskoczony, że zadzwonię, powiedział mi, że nie pracuje, że nie ma samochodu, komputera a telefon odkupił sobie od firmy. Niestety nie wierzę mu. Szybko też zmienił temat wylatując z tekstem: " no dobra, ustalilas juz co mialas ustalic, porozmawiajmy o naszym synu. chodzi juz? zalatwilas juz chrzciny?". Rece mi opadly. Gosc od 4 miesiecy nie widzial dziecka - a synek obecnie ma 8,5 miesiaca i wylatuje mi jak gdyby nigdy nic co u niego slychac. Dzieckiem sie nie interesuje. Twierdzi, ze chce byc dobrym ojcem, ale ja mu to uniemozliwiam. Utwierdza go w tym kochanka. Na koniec rozmowy wyskoczyl z tekstem: "czy moglbym jutro zadzwonic?". Pytam sie po co, a on mi na to" " no jak to po co? Chocby po to aby ustalic kiedy moge zobaczyc sie z synem". Od tej rozmowy minelo ponad 2 tygodnie. Nie zadzwonil do dzisiaj. Wyslalam mu smsa kilka dni temu, zeby mi juz wiecej nie zawracal glowy ze chce sie widziec z dzieckiem to mi odpisal, cytuje: "nie zmienilem swoich zamiarow. jestem przeziebiony!!! wiec skoncz z wylewnosciami nie na temat". I tak sobie mysle, ze on przeziebiony bedzie teraz przez nastepne X dni, miesiacy, a moze lat Serdecznie pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
44bromba Re: nie chce mi się żyć:-( 14.03.11, 22:49 Tak jak czytam o Twoim mężu i jak widzę, co mój wyprawia, to powiem tylko tak, tacy faceci zawsze znajdą sposób, żeby dopiec i dobrze wiedzą jak to zrobić. Mistrzowie intryg i manipulacji. Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 14.03.11, 23:02 Co za dureń. Tęsknota i te jego teksty jakby łaskę robił,że do dziecka ma przyjść, strach pomyśleć co by mówił gdyby miał przyjść do córki. KURCZE upada wiara ,że na tym ŚWIECIE SĄ JESZCZE FAJNI I NORMALNI FACECI Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 15.03.11, 08:22 Tak dziewczyny, niestety po czymś takim upada wiara, że mogą gdzieś jeszcze być normalni faceci. Naprawdę. Mps, wierz mi, że te teksty które przytoczyłam powyżej to lajcik w porównaniu z tym co już słyszałam od niego wcześniej. Kiedyś zapytany dlaczego nie odwiedza syna (to było kilka miesięcy temu) odpowiedział mi tak-cytuję: " nie bój się, jak nasz syn będzie leżał w szpitalu to wtedy na pewno go odwiedzę". Usłyszałam również, że go zmusiłam do tej ciąży i do tego dziecka. Ja te wszystkie jego głupie teksty i smsy mam spisane. Może kiedyś się przydadzą. Wiem, że już nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć z jego strony. Serdecznie Was pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 15.03.11, 08:30 No to jeszcze lepszy tekst z tym szpitalem. Mnie w sumie nie powinno już dziwić bo też wiele przeszłam ze swoim mężem i wiele słyszałam.Doprowadził mnie do takiego stanu,że teraz muszę korzystać z terapi u psychologa, wczoraj okazało się że mam jeszcze silną depresję i muszę iść po leki i jeszcze powinnam chodzić na drupę wsparcia dla osób współuzależnionych od alkoholu.A potem rozwód. Pozdrawiam Cię mps Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 17:02 Po 4 miesiącach ciszy mój mąż odezwał się. Zadzwonił zapytać czy nie zabrałam mu paszportu, bo jest mu potrzeby w związku ze zmianą pracy. Zapytany gdzie pracuje, odpowiedział, że niepotrzebna mi ta wiedza i ze to nic szczegolnego. W trakcie rozmowy zapytalam go jak moge odebrac sobie z mieszkania moj rower. Zaproponowal mi, ze mi go podrzuci w czwartek i PRZY OKAZJI zobaczy sie z synem. Pytam sie go jak on to sobie wyobraza: przyjedzie po 4 miesiacach do malego dziecka, wejdzie moze na godzine i pewnie znowu zniknie na kilka miesiecy. Zaprotestowal i powiedzial, ze on chce sie widywac z synem, ale ja mu w tym nie pomagam, nie ulatwiam mu tego. Parsknelam wrecz smiechem - mowie - czlowieku, ja nie mam obowiazku ulatwiania ci czegokolwiek. Ale tez nie zamierzalam i zamierzam ci niczego utrudniac. Dziecko porzuciles bo tak ci wygodnie. Tobie i twojej mlodziutkiej kochance. Juz ja widze jak zajmuje sie kilkumiesiecznym obcym dzieckiem. No i tak rozmowa sie toczyla minuta po minucie. Uslyszalam, ze on w listopadzie chcial ratowac malzenstwo, ale to JA WSZYSTKO ZEPSULAM, bo wysylalam mu sprzeczne sygnaly, wykorzystalam przeciwko niemu to co mi wczesniej mowil i usunal sie w cien. Powiedzial mi ze wiele rzeczy do mnie mowil, np to ze ja chcialabym wygladac jak jego kochanka, ale on wie ze to nie prawda. Potwierdzil mi ze ta dziewucha jest wielka egoistka. Nie zaprzeczyl tez, ze jest z nia bo nie potrafi byc sam, a swieta spedzil sam, bo nie chcial ich spedzic z nia. Zapytal mnie czy zlozylam pozew o rozwod. Sklamalam i powiedzialam, ze tak. Zasmuconym glosem zapytal: jestes pewna ze tego chcesz, przemyslalas to? No ludzie, teatrzyk, po prostu teatrzyk. Na co on liczy??? Chyba musze sobie w czwartek łyknąc jakas melise, bo on potrafi doprowadzic mnie do wrzenia. Uslyszalam rowniez, ze podziwia mnie jak ja sobie ze wszystkim radze itp itd. Wzruszajace po prostu ... jak cholera ... Musialam sie wygadac Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 17:55 No i bardzo dobrze tesknota że się wygadałaś. Kurcze co za dranie. Mojemu oświadczyłam,że z nami KONIEC i zeby się wyprowadził bo już nie chce i nie potrafię z nim być to się zgodził, poszedł na trening a po dwóch godzinach wrócił i już się wycofał. Słowem nie chce rozwodu ani się nie wyprowadzi bo on chce mieć rodzine. Późno się ocknął jak już nie ma co ratować. Pozdrawiam mps Odpowiedz Link
argentusa Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 18:14 no to się chłopak wywnętrzył i już. Zapomniał może, że jesteś już-prawie-byłą? Ech, jak ja się uśmiecham czytając takie opowieści. Tęskonto? A cyz czasem któaś nie pisałą, że po paru miesiącach chłopina będzie badał grunt powrotny? Tylko czy Ty byś go z powrotem chciała ? Odpowiedz Link
mamameg Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 19:05 Właśnie Tęsknoto, chciałabyś go z powrotem? Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 19:58 Dziewczyny, jaja sobie robicie? A przepraszam jako kto on miałby teraz do mnie wrócić? Chyba jako pan od sprzątania! Nie Moje Drogie, ten pan szanse już miał. Pisałam już w tym wątku, że żebrałam wręcz o jego powrót, miłość, uczucie. Pogardził mną. To już wystarczy. Tak poniżyć mogłam się raz. Ja bardzo szybko potrafię zorientować się gdzie jest moje miejsce. I dzisiaj bardzo wyraźnie wiem, że na pewno nie u boku tego faceta. Dzisiaj on jest dla mnie zwykłym szmaciarzem i k...rzem. Ludzie, czuję się jak w jakimś brazylijskim serialu. Mój mąż - powiem brzydko - od prawie roku bzyka jakieś suche, zakochane w sobie bzykadło, mieszka z nią i jeszcze się mnie pyta czy ja naprawdę chcę rozwodu! Mój mózg tego nie ogarnia. Ja stanęłam na nogi. Jakoś poskładałam sobie swoje życie. Małymi krokami wracam do robienia tego co kiedyś sprawiało mi ogromną przyjemność. W maju jadę w pierwszą podróż z moim synem. Zaczęłam znowu gotować, piec, bo uwielbiałam to kiedyś robić. I to wszystko zaczyna mnie cieszyć tak jak cieszyło mnie kilka miesięcy temu ... Odpowiedz Link
errormix Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 20:10 >>Mój mąż od prawie roku bzyka jakieś suche, zakochane w sobie bzykadło To też mnie bardzo urzekło. Dziękuję za uśmiech wieczoru. Powodzenia i trzymaj się Odpowiedz Link
anbale Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 21:56 Twoj mąż przede wszystkim wije się jak piskorz, żeby uniknąć konsekwencji swoich czynów. Stąd to obwinianie Ciebie o spowodowanie sytuacji, jaką sam ukręcił- i zawsze tak będzie, zawsze to Ty będziesz winna wszystkiemu. Nie kocha absolutnie nikogo, dąży tylko do zaspokajania swoich popędów i dostarczania sobie przyjemności. Dopóki wszystko dzieje się tak, że jemu to służy i sprawia przyjemność- jest uroczym, przemiłym człowiekiem...Klasyczni psychopaci działają dokładnie wg tego schematu i myślę, że w tym kierunku jest zaburzony. Na psychopatów, socjopatów nie ma żadnego sposobu- jedynie można się trzymać się od nich z dala i nie dawać się wkręcać w ich gierki. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 22.03.11, 21:00 Jest dużo prawdy w tym co napisałaś. Dzisiaj wiem, że mój mąż nie potrafi kochać absolutnie nikogo. Najważniejszy jest on. Szczerze to myślałam, że w miarę upływu czasu on dojrzeje do stwierdzenia, że mojej winy tu nie ma. A tutaj się okazuje, że on rozciąga moją winę dosłownie na wszystko. Nawet na to, że to ja nie pozwoliłam mu w listopadzie na ratowanie małżeństwa. Odpowiedz Link
mamameg Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 22:20 Uff, ulżyło mi różne rzeczy można wybaczyć ale olewanie swojego dziecka nie. (nie mówiąc o tym wszystkim co się działo jak byłaś w ciąży i połogu). A o co chodziło z tym wyglądaniem jak ona? Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 22:29 tesknota a nadal ustajesz za rozwodem z orzeczeniem jego winy??? Facet coraz bardziej próbuje Cię "zagotować" widze. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 22:35 To powodzenia mu życzę Tak, rozwód będzie z orzekaniem jego winy. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Ja mam na to i czas i siłę. Zobaczymy w jakiej formie jest on. Bo udaje wyjątkowo wyluzowanego. Ale jak już mówiłam - grać potrafi perfekcyjnie. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 22:32 Mamameg, wszystko co się działo jak byłam w ciąży i w połogu to też moja wina Już mówię o co chodziło z tym wyglądaniem jak ona. Jak zobaczyłam zdjęcia kochanki zrobione przez detektywa to powiedziałam mężowi, że nisko upadł, że myślałam, że ma lepszy gust. To było zaraz po moim porodzie. Powiedział mi wówczas, że chciałabym wyglądać tak jak ona. Zabolało mnie to wtedy, zwłaszcza, że byłam świeżo po porodzie. I wypomniałam mu to dzisiaj. Powiedział, że wcale tak nie myślał i że wiele rzeczy mi mówił co nie było prawdą, bo go do tego prowokowałam. Czyli mówiąc krótko - to też moja wina Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 22:47 he he tesknota dobre to słowo "twoja wina" i coś mi przypomniało, mój pił, znęcał się psychicznie i fizycznie że policję wzywałam a teraz mi mówi że przze mnie pił itp. Kurcze pewnie Cię nie pocieszę ale jesteś o tyle w dobrej sytuacji że on się sam wyniósł a mój drań nie chce się wynieść, gra mi chyba na nerwach albo na zwłokę? I nie wiem czy mogę go wykopać z domu Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 22.03.11, 20:54 Mps, mój mąż nie wyprowadził się z domu. Zostałam po porodzie z domu wyrzucona razem z dzieckiem. Już w szpitalu jak leżałam przed porodem poinformował mnie, że mam opuścić jego dom, bo mam gdzie mieszkać. Wyprowadziłam się do swojego mieszkania i poczułam ogromną ulgę. Poczułam, że jestem u siebie, że jestem bezpieczna. Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 22.03.11, 22:20 Tak, tak tesknota wiem jak to było z tym mieszkaniem, czytałam Twoje posty, poprostu źle się wyraziłam Odpowiedz Link
anka_cyganka35 Re: nie chce mi się żyć:-( 21.03.11, 19:09 no to możemy chyba większy klub stworzyć z tymi samymi przypadkami klinicznymi mój mieszka ze swoja 20 letnia kochanka a mi gada jak za mna teskni, łzy mu lecą i chciałby wrócić gdybym tylko pozwoliła. nożesz ku.. z jednego gniazdka do drugiego. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 25.03.11, 20:06 Nie ma mojej winy w tym, że rozpadło się nasze małżeństwo. Tak, dokładnie to usłyszałam wczoraj od mojego męża. Po 4 miesiącach przyszedł do dziecka. Jakież było jego zdziwienie, że nasz syn już zaczyna chodzić, że mówi "mama". Kilkakrotnie zostałam zapytana czy naprawdę złożyłam papiery o rozwód, bo jak mi wytłumaczył - on sobie tego nie wyobraża, nie może pojąć, że nie będziemy małżeństwem. Dostałam wykład na temat, że bardzo łatwo jest zburzyć klocki, trudniej je potem poskładać Zaproponował pomoc przy dziecku i prosił o to, abym ułatwiła mu nawiązanie więzi z synem. Jego propozycja na chwilę obecną wygląda tak: 2 razy w tygodniu u dziecka po pracy i w weekendy. Oczywiście wizyty u mnie w domu. Wszystko fajnie, tylko ja ja mam z takim planem normalnie żyć i funkcjonować? Był tak miły i grzeczny, że aż nienaturalny. A ja tak patrzyłam, słuchałam i doszłam do wniosku, że to obcy jest dla mnie człowiek ... Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 25.03.11, 20:42 Tęsknota nie daj się omamić, facet to pies na baby i jak raz zdradził to wczesniej czy później zdrawdzi ponownie Pozdrawiam mps Odpowiedz Link
joszka30 Re: nie chce mi się żyć:-( 25.03.11, 22:59 Jego propozycja na chwilę obecną wygląda tak: 2 razy w tygodniu u dziecka po pr > acy i w weekendy. Oczywiście wizyty u mnie w domu. a Ty, co na to? jak Ty to widzisz? Odpowiedz Link
sekwojadwa Re: nie chce mi się żyć:-( 26.03.11, 01:11 Ooo,to źle dzieje się w jego związku,jeżeli przyszedł do Ciebie,po 4 miesiącach,pod pretekstem odwiedzenia syna. Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 26.03.11, 09:05 ...albo nagle stwierdził że 20-paro letnia pannica to nie to co rozsądna kobieta "Wyszumiał" się (być może) i teraz szuka spokoju. Oj Tęsknota bądź czujna Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 26.03.11, 13:38 Mps, jestem czujna, wierz mi i to chyba ze zdwojoną siłą Nie mam pojęcia o co mu chodzi. Czego on oczekuje. Przekaz jaki mi wysłał brzmi mniej więcej tak: zmieniłem pracę, opuściłem firmę, w której wszyscy śmiali się z mojego romansu biurowego. Jestem w nowym środowisku, nikt nie wie co zrobiłem, zaczynam od nowa. Wiem, że przeprowadził się znowu do naszego mieszkania. Maluje ściany, robi porządki. Nie wiem czy mieszka tam sam czy jest z tą dziewuchą. Nie pytam. Nawet jesli zapytam to i tak mi nie odpowie. Powiedzial mi, ze ma pytanie ktore boi mi sie zadac. Chodzi mu o to czy ja ulozylam sobie z kims zycie. Wczoraj zadzwonil aby umowic sie na wizyte na wtorek, tlumaczac mi sie gesto dlaczego nie moze przyjsc w poniedzialek Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 26.03.11, 13:29 Szczerze, to ja sobie tego nie wyobrażam. Podchodzę jednak z dużą rezerwą braku wiary w to co on mówi, że chce zrobić itp itd. Na chwilę obecną mam jedną jego wizytę za sobą. Kolejna jest umówiona na wtorek. Do wtorku wszystko się może zdarzyć. Może się znowu zakochać Nie wierzę mu, nie ufam, doszukuje się drugiego dna w jego zachowaniu. Na moje wielkie szczęście jego wizyta u mnie nie rozbiła mnie wewnętrznie. Po prostu przyszedł, posiedział i wyszedł, a ja wróciłam spokojnie do swoich zajęć. Prawda jest taka, że jeśli faktycznie będzie chciał odwiedzać dziecko tak jak zaproponował to takie rozwiązanie kompletnie dezorganizuje mi moje życie. Bo jednak ja muszę siedzieć z nimi. Na razie podchodzę do tego ze spokojem... Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 29.03.11, 21:30 Nie wierzyłam, a jednak mąż przyszedł dziś do dziecka. Kolejna wizyta w czwartek. Już wiem skąd zmiana zachowania i wyrzuty. Okazuje się, że mąż ma straszne problemy ze swoim synem z pierwszego malzenstwa. Chlopczyk zamknal sie w sobie, stal sie placzliwy i strasznie teskni za tata. Mąż zaczął chodzić z nim do psychologa i usłyszał tam prawde na swoj temat. Po tym wszystkim poczul takie wyrzuty sumienia w stosunku do naszego dziecka, ze chce wszystko naprawic. A moich problemow ciag dalszy ... Dzieci z pierwszego malzenstwa bardzo chca poznac swojego braciszka, a mojego syna. I mąż poprosil mnie o zgode i pomoc w zorganizowaniu takiego wyjscia. Jego dzieci nie znaja prawdy o tym co stalo sie z naszym malzenstwem. Jak tu nie zwariowac? Musze na spokojnie to wszystko przemyslec, aby nikogo nie zranic. Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 10:21 Kurcze to się pogmatwało u Ciebie Tęsknota Odpowiedz Link
zmeczona100 Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 10:33 Hm... Ale nie zamierzasz udawać przed dziećmi, że jesteście nadal razem???? Oby tatuś wziął sobie do serca zdanie psychologa i z czasem nie wycofał sie z obowiązku, bo do pokiereszowanych emocjonalnie dzieci z poprzedniego związku doszłoby jeszcze Wasze... Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 19:54 Nie, nie zamierzam udawac przed NIKIM, ze jestesmy razem. Odpowiedz Link
malwina654 Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 11:51 tesknotazabija napisała: > Nie wierzyłam, a jednak mąż przyszedł dziś do dziecka. Kolejna wizyta w czwarte > k. > Już wiem skąd zmiana zachowania i wyrzuty. > Okazuje się, że mąż ma straszne problemy ze swoim synem z pierwszego malzenstwa > . Chlopczyk zamknal sie w sobie, stal sie placzliwy i strasznie teskni za tata. > Mąż zaczął chodzić z nim do psychologa i usłyszał tam prawde na swoj temat. > Po tym wszystkim poczul takie wyrzuty sumienia w stosunku do naszego dziecka, z > e chce wszystko naprawic. > A moich problemow ciag dalszy ... > Dzieci z pierwszego malzenstwa bardzo chca poznac swojego braciszka, a mojego s > yna. I mąż poprosil mnie o zgode i pomoc w zorganizowaniu takiego wyjscia. > Jego dzieci nie znaja prawdy o tym co stalo sie z naszym malzenstwem. > Jak tu nie zwariowac? Musze na spokojnie to wszystko przemyslec, aby nikogo nie > zranic. Tęsknoto, im dłużej czytam ten wątek, tym poważniej się zastanawiam w co Ty sama ze sobą grasz? Mąż przez osiem lat idealny, złego słowa nie powiedział, a tu nagle przegonił Cię na cztery wiatry z małym dzieckiem z mieszkania. Dla mnie ta sielankowa wizja jest nieprawdopodobna. Jeżeli w ośmioletnim związku nie dochodzi do żadnych konfliktów to albo ktoś trzyma buzię na kłódkę dla świętego spokoju albo ktoś nie chce widzieć problemów. Ty, na przykład, mogłaś nie chcieć widzieć problemów, ponieważ miałaś plan: dziecko. A potem zaczął się kołowrót z leczeniem niepłodności latami, trudną ciążą i wtedy to już w ogóle się nic nie widzi poza własnymi problemami. (Piszę to z trochę innej perspektywy, bo z punktu widzenia córki, która opiekowała się matką chorującą przez siedem lat na nowotwór. Jedynym tematem rozmów były wyniki badań, terminy wizyt, metody leczenia, mamy depresja). Moim zdaniem pragnienie posiadania dziecka było w Tobie tak silne, że przytłumiło zdrowy ogląd sytuacji. Piszę tak dlatego, że nazywasz młodsze dziecko męża "chłopczykiem". Tak na zdrowy rozum. Jesteście małżeństwem od ośmiu lat. Zakładam, że nie uderzyliście do drzwi urzędu stanu cywilnego w dniu poznania, a więc związek jest dłuższy niż osiem lat. Młodszego syna nazywasz chłopczykiem, piszesz, że płacze i tęskni za ojcem - tak nie zachowuje się nastolatek, a więc dziecko jest naprawdę małe. Tęsknoto, zacznij dodawać dwa do dwóch! Wyszłaś za mąż i zapragnęłaś mieć potomstwo z mężczyzną, który już raz porzucił kobietę z małym dzieckiem, a potem związał się z bezdzietną, młodszą kobietą. Do tej pory utrzymywałaś również, że mąż ma świetny kontakt z dziećmi z pierwszego małżeństwa, tylko z Twoim synem nie bardzo. Teraz się okazuje, że on z żadnymi dziećmi tak naprawę nie ma dobrego kontaktu, a przypomniał sobie o najmłodszym, kiedy go starsze zapytały kiedy będą mogły obejrzeć brata. Zjawił się w Twoich progach, już dwie wizyty się odbyły, na drugiej (nie owija w bawełnę) wyłożył, o co tu idzie, a idzie o to, żebyś się podłożyła się podczas spotkania z dziećmi i pary z gęby nie puściła o tym, że już druga zona tatusia spuszczona na drzewo. Z psychologii to ja jestem noga, ale może tu by się jakaś terapia przydała? Chyba sama odczuwasz dysonans poznawczy, bo raz po raz piszesz na forum: nie wiem za kogo wyszłam za mąż, nie znam tego człowieka itd. Dlaczego Ty wciąż kryjesz swojego męża? W co Ty grasz? A to mu pracę załatwiasz, bo ta sama branża, a to na chrzciny zapraszasz, żeby kontaktu z dzieckiem nie tracił, a to mu mówisz, że złozyłaś pozew, chociaż nie złozyłaś, teraz będziesz rżnęła głupa przed jego dziećmi z pierwszego małżeństwa. Nawiasem mówiąc, jeśli chcesz się pozbyć dyskomfortu psychicznego związanego z wizytami męża w Twoim domu to doprowadź do jak najszybszego spotkania z dziećmi, gwarantuje, że ulotni się jak sen na kilka miesięcy. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 12:25 Rozpędziłaś się trochę w ocenianiu mojej sytuacji i niestety bardzo się mylisz. Syn mojego męża ma 11 lat więc mam prawo mówić o nim człopczyk. Nie wiesz dlaczego rozpadło się pierwsze małżeństwo mojego męża. Z gory zakladasz, ze byla to tylko wina mojego meza. Trudno Ci uwierzyć, ale tak nasze małżeństwo było bardzo udane, co sam podkresla dzisiaj mój mąż. Masz tez zle wyobrazenie o kobietach, ktore pragna miec dziecko. Nie naleze do kobiet, ktore stracily rozum i przy staraniu sie o potomstwo zyja tylko wizytami, wynikami i o niczym innym nie mowia, tak samo jak teraz nie jestem typowa Matka Polką. Malo tego obale tez steretyp o tym ze kobieta w ciazy jest uperdliwa, bo ja nia nie bylam. Zachowywalam sie nad wyraz normalnie. Poza tym, ze musialam lezec, nie zmienilo sie nic. Przez caly nasz zwiazek mąż miał ze swoimi dziecmi bardzo dobry kontakt. Jego syn ma teraz problemy bo jest w trudnym wieku, ze wzgledow zdrowotnych nie moze rowniez uczeszczac na zajecia w-f, co spowodowalo, ze zostal odrzucony przez kolegow. To wszystko spowodowalo, ze dziecko sie w sobie zamknelo. To, ze nie ma taty na co dzien tez niestety na niego wplynelo ujemnie. Nigdzie nie napisalam, ze zamierzam rżnąc głupa i udawac szczesliwa rodzine. Chyba za daleko posunelas sie w interpretacji. Nie napisalam tez ze to spotkanie ma sie odbyc juz, teraz. Nawet moj mąż twierdzi, ze na to potrzeba czasu. Gwarantuje Ci ze w nic nie pogrywam. Znalazlam sie w nad wyraz trudnej sytuacji zyciowej. Runelo naprawde bardzo udane malzenstwo (w co wielu z Was jest trudno uwierzyc), zostalam sama z dzieckiem i musze jakos to ogarnac. Zauwaz tez ze pisze na tym forum od lipca. Moje emocje, podejscie do sytuacji zmienialo sie z uplywem czasu. Tak, gdy stracil prace, chcialam mu pomoc. Moze dzisiaj juz tego bym nie zrobila. Na wszystko potrzeba czasu. Tak jak w lipcu, sierpniu ubieglego roku nie wyobrazalam sobie zycia bez mojego meza, tak dzisiaj nie wyobrazam sobie zycia wlasnie z nim. Doskonale jednak rozrozniam relacje: ja - mąż oraz mąż-nasz syn. Co do terapii to dziekuje za propozycje, ale uwazam, ze jest mi zbedna. Odpowiedz Link
malwina654 Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 13:05 tesknotazabija napisała: > Trudno Ci uwierzyć, ale tak nasze małżeństwo było bardzo udane, co sam podkresl > a dzisiaj mój mąż. Tęsknoto, Twój mąż co miesiąc mówi co innego... >Znalazlam sie w nad wyraz trudnej sytuacji > zyciowej. To prawda i bardzo Ci współczuje. Powodzenia. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 13:18 malwina654 napisała: > Tęsknoto, Twój mąż co miesiąc mówi co innego... Malwina, masz rację. Dlatego w moich oczach mój mąż jest jednym wielkim kłamcą. Jeśli chodzi jednak o nasze małżeństwo to wiem, że on doskonale rozumie, ze nasz zwiazek byl naprawde bardzo udany. Do mnie mowi rozne rzeczy, w nerwach najczesciej wszystko to co moze zabolec najbardziej, ale np swojej rodzinie powiedzial, ze nasze malzenstwo bylo bardzo udane i on po prostu nie wie dlaczego to wszystko zrobil i bardzo tego zaluje. Potrafie ocenic to co sie dzialo w naszym malzenstwie i wierz mi, ze nie bylo zadnego sygnalu ze cos dzieje sie zle. Sytuacja w ktorej jestem jest trudna, ale poradze sobie, wierze w to. Dziekuje i pozdrawiam serdecznie, Odpowiedz Link
malwina654 Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 13:37 tesknotazabija napisała: > Potrafie ocenic to co sie dzialo w naszym malzenstwie i wierz mi, ze nie bylo z > adnego sygnalu ze cos dzieje sie zle. Wierzę. Zagalopowałam się, przepraszam. Pewnie przemówił przeze mnie zwykły ludzki strach przed nieszczęściem, które przychodzi nie wiadomo skąd, kiedy, po co i nie można mu zapobiec, taka klęska żywiołowa. >, ale poradze sobie, wierze w to. Bez dwóch zdań Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 19:56 Maliwna, nie musisz przepraszac. To jest specyfika forum. Ciezko jest wszystko napisac, tak aby oddac prawdziwa sytuacje. Trudno jest też przelać na ekran wszystko co działo się w ciągu 8 lat. Serdecznie Cię pozdrawiam, Tęsknota Odpowiedz Link
mps61132 Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 13:42 A ja myślę,że TY go nadal kochasz. Najpierw interesowałaś się jego stroną ze zdjęciami, teraz znowu jego przeszłym małżeństwem a dokładniej dziećmi z pierwszego małżeństwa. Po co???? Gdybyś go nie kochała to guzik i to dosłownie by Cię obchodziło jakie ma problemy i z kim jest związany a Ty ciągle czegoś się próbujesz dowiedzieć. Tak się nie zachowuje kobieta która przestała kochać. Po drugie, ciekawa jestem co byś zrobiła gdyby mąż kogoś miał i sam się w pewnym momencie nie wyniósł, albo gdybyś TY nie miała fokąd pójść???? On Cię zostawił więc nie miałaś wyboru musiałaś się z tym pogodzić, a gdyby tak nie było,gdybyście żyli nadal razem, Ty opiekująca się dzieckiem 24h a on świadomie zdradzający Cię???? Czy też tak łatwo przeszłabyś do "porządku dziennego"? Twoja sytuacja nie jest łatwa, to fakt ale jest dużo łatwiejsza bo nie ciosaliście sobie kołków na głowie...poprostu zniknął i tyle. Odpowiedz Link
tesknotazabija Re: nie chce mi się żyć:-( 30.03.11, 20:07 Że niby ja nadal kocham męża??? Mylisz się. Wszystkim co zrobił w ciągu ostatnich miesięcy zabił we mnie uczucie do niego. Wiesz, to, że znalazłam jego zdjęcia w internecie to niestety skutek zwykłej ludzkiej, może babskiej ciekawości, za co siebie nie lubię. Jego poprzednim małżeństwem się nie interesuje, nie wiem skąd taki osąd. A to, że martwię się o jego syna z pierwszego małżeństwa to chyba nie jest nienormalne, prawda? To jest dziecko. Na dodatek dziecko z dużymi problemami zdrowotnymi i zawsze był mi jakoś bliski. Napisałaś: > Po drugie, ciekawa jestem co byś zrobiła gdyby mąż kogoś miał i sam się w pewny > m momencie nie wyniósł, albo gdybyś TY nie miała fokąd pójść???? > On Cię zostawił więc nie miałaś wyboru musiałaś się z tym pogodzić, a gdyby tak > nie było,gdybyście żyli nadal razem, Ty opiekująca się dzieckiem 24h a on świa > domie zdradzający Cię???? > Czy też tak łatwo przeszłabyś do "porządku dziennego"? Szczerze, to nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi. czuje tu jakis zarzut pod moim adresem, wrecz pretensje, mam nadzieje, ze sie myle. Nie wiem jakbym sie zachowala w sytuacji o ktorej piszesz. I wole sobie nie wyobrazac, bo wyobraznia to jedno, a zycie to drugie. Tak jak kiedys bedac szczesliwa mezatka myslalam, ze gdyby zdradzil mnie mąż to wywalilabym go od razu na zbity pysk z domu, a zycie mi pokazalo, że mialam zle wyobrazenie. Bo jak zdradzil mnie mąż i się o tym dowiedzialam to pierwsze co robilam to probowalam ratowac nasze malzenstwo, prosilam, wrecz blagalam go o to, abysmy nie niszczyli naszego zwiazku. Gdyby mi ktos wczesniej powiedzial, ze w takiej sytuacji tak sie zachowam, wysmialabym go. A jednak tak sie zachowalam... Odpowiedz Link