niebieskachmurka
21.07.10, 11:14
To, że kocham ciebie,
nie daje ci prawa, byś mnie krzywdził,
a mnie nie daje mi prawa do tego,
bym złamał własną przysięgę małżeńską.
Coraz częściej porady poszukają ci małżonkowie, którzy
znajdują się w sytuacji skrajnej. W kontekście małżeństwa i rodziny
sytuacja skrajna ma miejsce wtedy, gdy któremuś z małżonków
przychodzi kochać współmałżonka, który przeżywa poważny kryzys, a w
konsekwencji nie kocha ani innych ludzi, lecz przeciwnie - wyrządza
bolesne krzywdy swoim bliskim. W polskich realiach najczęściej w
takiej sytuacji znajduje się żona, którą mąż dramatycznie krzywdzi,
gdyż nadużywa alkoholu, dopuszcza się zdrady małżeńskiej i stosuje
przemoc.
Rolą każdego doradcy katolickiego jest w takiej sytuacji
uświadomienie cierpiącej żonie tego, iż małżonek nie ma prawa ją
krzywdzić. Również w małżeństwie jedynie miłość jest nieodwołalna.
Wszystko inne można odwołać. Wspólne mieszkanie, wspólne
wychowywanie dzieci, współżycie seksualne, wspólnota majątkowa ma
miejsce pod warunkiem, że także współmałżonek kocha i że nie
krzywdzi członków rodziny. Jeśli jednak ktoś wyrządza okrutne
krzywdy swoim bliskim i nie zmienia swego postępowania mimo ich
roztropnych i stanowczych interwencji, to wtedy ostatecznym
rozwiązaniem jest separacja małżeńska, czyli miłość na odległość.
Separacja trwa dopóty, dopóki błądzący nie uzna swego błędu i dopóki
nie przestanie krzywdzić.[1]
W obliczu poważnego kryzysu małżeństwa i rodziny grożą
dwie błędne postawy. Błąd pierwszy polega na biernym poddawaniu się
krzywdzie i popadaniu w bezradność. Błąd drugi polega na tym, że
krzywdzony małżonek broni wprawdzie siebie i dzieci przez krzywdą,
ale czyni to w błędny sposób, czyli przez rozwód i zawarcie nowego,
cywilnego związku. Jest to postawa błędna dlatego, że w tym
przypadku krzywdzony małżonek łamie własną przysięgę małżeńską i w
konsekwencji oddala się od Boga i od własnego sumienia. Przyjrzyjmy
się bliżej obydwu tym błędnym postawom.
Błąd pierwszy to bierne poddawanie się krzywdzie w
obliczu małżonka, który złamał własną przysięgę małżeńską, gdyż
przestał kochać i stosuje przemoc. W takiej sytuacji dosyć często
krzywdzony małżonek myli miłość z biernością czy z tolerowaniem zła,
czuje się bezradny, a czasem nawet traktuje zaistniałą sytuację jako
wolę Boga. W tego typu sytuacjach zadaniem katolickiego doradcy jest
stanowcze przestrzeganie przed myleniem miłości z naiwnością.
Cierpienie naiwne ma miejsce wtedy, gdy ktoś nas poważnie krzywdzi,
a my nie bronimy się przed tą krzywdą mimo tego, że nasze cierpienie
wcale nie mobilizuje błądzącego do zmiany zachowania. Trwanie w tego
typu cierpieniu nie jest naśladowaniem Chrystusa, lecz jest wyrazem
naiwności czy bezradności. W Ogrójcu Chrystus przyjmuje cierpienie
nie dlatego, że chce cierpieć, lecz dlatego, że jest pewien, iż Jego
cierpienie przemieni wiele osób, które uwierzą w Jego miłość.
Inaczej zachowuje się Jezus wtedy, gdy w czasie przesłuchania przed
arcykapłanami żołnierz uderza Go w twarz. Teraz broni się
stanowczo: „Jeżeli źle powiedziałem, udowodnij, co było złego. A
jeżeli dobrze, to dlaczego mnie bijesz?” (J 18, 23). Czyni tak
dlatego, że w tym przypadku zgoda na krzywdę i cierpienie byłaby
naiwnością. Bijący Jezusa żołnierz nie mógł przecież rozumieć, że
uderza samego Boga i nie był w stanie przemienić się dlatego, że
Jezus cierpiał z jego powodu.
Kościół z całą powagą traktuje cierpienie krzywdzonego
małżonka i dlatego przyznaje mu prawo do obrony skutecznej!
Tymczasem ustawodawca państwowy w obliczu tych, którzy nas krzywdzą,
przyznaje nam jedynie prawo do obrony koniecznej. Obrona skuteczna w
sytuacji skrajnej, czyli obliczu dramatycznych, długotrwałych krzywd
wyrządzanych przez współmałżonka, polega na separacji małżeńskiej.
Separacja oznacza miłość na odległość, podobnie jak na odległość
ojciec z przypowieści Jezusa kochał swego marnotrawnego syna, dopóki
ten nie uznał swego błędu i nie powrócił przemieniony. Separacja
małżeńska trwa dopóty, dopóki krzywdzący małżonek nie uznaje swoich
błędów, nie przeprasza za wyrządzone krzywdy i nie zmienia
radykalnie swego postępowania.
Odpowiedzialny i kompetentny doradca katolicki pomaga
krzywdzonemu małżonkowi podjąć najpierw te kroki, które stwarzają
szansę na poprawę sytuacji małżeńskiej (np. wejście w ruchy
samopomocy w przypadku problemów alkoholowych współmałżonka czy
włączenie się w jakąś grupę formacyjną w parafii, w której można
uczyć się mądrzejszej, czyli „twardszej” miłości wobec błądzącego).
Jeśli wszelkie podjęte kroki nie wpływają na zmianę postępowania
błądzącego współmałżonka i nadal drastycznie krzywdzi on swoich
bliskich, wtedy zadaniem doradcy katolickiego jest udzielenie pomocy
krzywdzonemu, by doprowadzić do separacji małżeńskiej, jeśli okazuje
się to jedyna skuteczna obrona przed dalszą krzywdą. W polskim
ustawodawstwie od kilku lat możliwa jest też separacja cywilna ze
wszystkimi skutkami prawnymi, np. rozdzielność majątkowa, obowiązek
płacenia alimentów, zakaz wstępu do domu, itd.
Kościół nie tylko poważnie traktuje cierpienie
krzywdzonego małżonka, ale równie poważnie traktuje złożoną przez
niego przysięgę małżeńską! Właśnie dlatego Kościół nie uznaje
rozwodów. Mówiąc mocno: Kościół traktuje poważnie człowieka i
składane przez niego ślubowanie. Dany człowiek może wprawdzie kpić
sobie z własnej przysięgi lub o niej „zapomnieć”, ale Kościół, który
kocha człowieka, nie może mu w tym pomagać. Miłość nigdy nie pomaga
w złym! Właśnie dlatego doradca katolicki w żadnej sytuacji nie
proponuje krzywdzonemu małżonkowi rozwodu, gdyż nie wolno
komukolwiek proponować łamania przysięgi złożonej wobec Boga i
człowieka.