paulo69
16.08.10, 22:39
Jestem tu nowy i nigdy nie myslalem ze tu kiedykolwiek zajrze, ale do rzeczy.
Pokochalem kobiete ktora jest po rozwodzie i ma cudowna 7-mio letnia coreczke.
Nasza znajosc zaczela sie od lozka, ale z czasem przerodzila sie w wielkie
uczucie. W moim mniemaniu jestesmy razem od okolo roku< ale bliskie relacje
lacza Nas pol roku dluzej. Z poczatku trzymalem sie z daleka od dziecka< lecz
gdy zrozumialem ze kocham, postanowilem sprobowac zblizyc sie do niego.
Zaowocowalo to przepieknym uczuciem, ktorego tak samo ja jak i Martynka nigdy
przedtem nie doswiadczylismy. Jest wspanialym 'tata', robie z nia to co tylko
mozna sobie wyobrazic ze moze robic rodzic:opikuje sie, ucze, bawie sie,
pokazuje, odkrywam swiat, etc. No wlasnie, napisalem 'tata'. Moje malenstwo
nigdy do mnie tak nie powiedzialo-mowi po imieniu. Wim ze uplyw czasu moze to
zmienic. Poki co mama w roznorakich sytuacjach, przypomina mi ze 'tata' z
nazwy to ja nie jestem i nie bede. Przy roznorakich wpadkach slownych,
tlumaczy tez to dziecku. Ja jestem przyjacielem. Przyjacielem to ja tez
jestem. Od zawsze prosilem o rozmowe z dzieckiem, z jej inicjatywy, zeby
dziecko wiedzialo kim i po co tu jestem. W oczach dziecka zjawilem sie z nikad
i po prostu jestem.
Moja partnerka ma bardzo trudny charakter, jak i ja.
Nie wiem co myslec. Spytam wiec wprost? Czy ja kiedykolwiek bede tata? Bo w
moim mniemaniu, nie ojcem jest ten ktory splodzil, tylko ten ktory wychowa
dziecko.
pozdrawiam
PS:Biologiczny ojciec dziecka nie utrzymuje z nim kontaktu. Przed rozpadem
malzenstwa, ten trzymal sie od niego z daleka.