Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem?

20.08.10, 21:47
Kiedy się poznaliśmy byłam rozbita, po trudnym rozstaniu, uznałam, że jeżeli
on za mną szaleje i bardzo mnie kocha, to wystarczy. Nigdy się jakoś
specjalnie nie zakochałam, choć chciałam bardzo z nim być i mieć z nim
dziecko. On od początku robił wszystko, co chciałam i tak jak chciałam.
Oczywiście to wspaniałe, ale po pewnym czasie zaczyna irytować, tak jakby nie
miał swojego zdania, nie potrafi postawić na swoim, przez co wydaje mi się
niemęski. Jest wspaniałym mężem i ojcem, ale już nie kochankiem czy
przyjacielem. Rozważam rozwód, ale nie będzie to proste - niewiele pracowałam,
byłam w domu z 2 dzieci. Poza tym, sytuacja jest skomplikowana - ja jestem
Polką, on Szwedem, mieszkamy w Sztokholmie. Poradzę sobie materialnie, z
resztą ja i dzieci jesteśmy zabezpieczeni w intercyzie, bardziej martwi mnie
to, że być może wymyślam. W końcu większość kobiet narzeka, że ich mężczyźni o
nie nie dbają, zawsze stawiają na sowim itd. U mnie jest w drugą stronę,
czasami nawet go prowokuję, wymyślam problemy, kilka razy w roku jadę z
dziećmi na wakacje, kupuję bardzo drogą sukienkę itd. On się nie potrafi na
mnie zdenerwować. Kiedy z nim o tym rozmawiam, zawsze mówi, że jestem jego
księżniczką i mam mieć wszystko, co najlepsze. No i mam, ale mąż, który wydaje
mi się niemęski to nie jest nic dobrego - mam ochotę na romans, flirtuję z
facetami... To nie jest tak, że on mi nie poświęca uwagi i próbuje zastąpić to
pieniędzmi - przeciwnie, bardzo dba o mnie i dzieci, interesuje się nami.
Nie mam pojęcia, co robić.Po rozwodzie pewnie lepiej byłoby mi w PL, ale nie
wiem, jak to wygląda, czy mogę zabrać dzieci. Choć mąż pewnie pozwoli na
wszytsko, byle bym tylko była zadowolona...
    • palya Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 20.08.10, 21:52
      cudownie.. widze nadmiar kasy i poczucia bezpieczeństwa..
      z doświadczenia moge powiedziec, ze deficyt obu tych rzeczy wcale tak fajny nie jest..no niby są emocje, ale nie polecam.
      zatem znam rozwiązanie Twojego problemu: zasponsoruj mi i mojemu partnerowi krótki wyjazd pod namiot, jedź z nami.. tak Cię przeciągniemy po lesie, że będziesz błagać o powrót do bezpiecznego i nudnego gniazdka z mężem wink
      • shosanaaa Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 20.08.10, 22:13
        Nie wiem, czy nadmiar, ale na pewno nie ma z tym problemów. Żyje mi się bardzo
        komfortowo, tylko nie widzę w moim mężu faceta; przez to nie mam ochoty na seks
        z nim, kochamy się bardzo często, ale to nie jest dla mnie satysfakcjonujące.
        Mam wrażenie, że on zaakceptuje każdy, nawet najgłupszy mój pomysł. Zawsze
        pociągali mnie faceci, którzy umieli "uderzyć pięścią w stół", takich wcześniej
        miałam.
        • panda_zielona Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 20.08.10, 22:29
          Zawsze
          > pociągali mnie faceci, którzy umieli "uderzyć pięścią w stół",
          takich wcześniej
          > miałam.
          A może jeszcze jakby przyłożył z liścia czasami?winkUtnij sobie romans
          dla podniesienia adrenalinywink
          kochamy się bardzo często, ale to nie jest dla mnie
          satysfakcjonujące. -brutalnosci w seksie Ci brak?
          Widać,że dobrobyt nie przeklada na satysfakcję ze związku.
          • shosanaaa Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 20.08.10, 22:35
            naprawdę o tym myślałam, mam sporo okazji wink ale nie potrafię, bardzo szanuję
            swojego faceta, jest dla mnie tak dobry, że nie chcę mu tego zrobić. Wiem też,
            że tak wygodnego życia, gdzie mogę robić co chcę i nie jestem właściwie
            ograniczona, mieć już nie będę gdy go zostawię. Więc może próbować coś zmienić
            tylko jak?
            • tom-74 Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 23.08.10, 13:48
              Widzę, że jest Ci (za przeproszeniem) za dobrze. Brakuje ci adrenaliny? - powiedz mu, że się z nim rozwodzisz, bo jest "spolegliwą dupą cebulową".
              Wiem, że z mojej wypowiedzi bije dużo sarkazmu, ale skoro chcesz zobaczyć inne oblicze tego człowieka, zburz jego świat. Tylko pamiętaj, po wszystkim nic już nie będzie tak jak było.
        • gazeta_mi_placi Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 20.08.10, 22:32
          A może zaproponuj swojemu mężowi tzw.eksperymenty?
          • shosanaaa Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 20.08.10, 22:37
            Jeśli chodzi o eksperymenty w łóżku, to jest ok i mamy ten temat opanowany. Tu
            chodzi o to, że on jest taki uległy, spolegliwy, nie ma własnego zdania, ma
            wrażenie, że za jakiś czas dzieci wejdą mu na głowę. Jakkolwiek gupio to brymi,
            jest dla nas ya dobrz i twardo obstaje przy tym, by takim pozostać. A ja chcę
            faceta!!! faceta, nie ciepłe kluchy sad
            • gazeta_mi_placi Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 20.08.10, 22:57
              Może to i dyskusyjne,ale może dyskretny kochanek załatwiłby sprawę?
              Rozwód jak są dzieci to naprawdę ostateczność i raczej w sytuacjach gdy druga
              strona jest nie fair,bije,nie dba o dom,znęca się psychicznie itp.
              Nie ma co komplikować sobie życia dla kilku orgazmów.
              • shosanaaa Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 20.08.10, 23:04
                Wiem, ale czasami naprawdę jest mi ciężko. Drażni mnie, kiedy w towarzystwie
                ktoś podkreśla, że mąż i tak się na coś zgodzi, czasami się śmieją, że jest
                pantoflarzem. Czasami tak patrzę na niego i sobie myślę, że teraz musi pokazać
                jakieś emocje, niech chociaż powie, że mu się nie podoba, ale nie - skoro ja tak
                zrobiłam/postanowila/powiedzialam to jest dobrze.
                W Szwecji bardzo łatwo o rozwód...
                • akacjax Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 20.08.10, 23:13
                  Drażni mnie, kiedy w towarzystwie
                  > ktoś podkreśla, że mąż i tak się na coś zgodzi, czasami się śmieją, że jest
                  > pantoflarzem.

                  Można przyjąć, że on ma swoje zdanie, postanowił być dla Ciebie księciem. Tylko
                  tego nie chcesz dostrzec.
                • palya Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 20.08.10, 23:19
                  Drażni mnie, kiedy w towarzystwie
                  > ktoś podkreśla, że mąż i tak się na coś zgodzi

                  skoro Cię to drażni to może zamiast stawiać na swoim zrób coś po Jego myśli, nie przekonywując. nie wiem jak to jest u was, ale mój to woli dać spokój niż znosić moje fochy..no fakt, dotyczy to tylko porannej kawy, bo w tej kwestii jestem niereformowalną fochowatą jędzą..ale ustępuje. ale w większości spraw tego nie robi, bo ja szanuję jego zdanie a nie wpływam na nie sobie znanymi skutecznymi metodami...zatem mój facet nie jest pantoflarzem bo ja go nim nie zrobiłam..
                  wniosek: najprawdopodobniej to Ty sprawiłaś, że twój facet ma opinię pantoflarza i to Twoje zachowanie wywołuje jego reakcje, więc nie szukaj całej winy w nim, może czas spojrzeć na własne czyny?
                  • anka_cyganka35 Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 23.08.10, 14:10
                    pogadaj z nim o tym, idzcie do poradni dogadajcie się. fuck świat się juz
                    kończy jak ludzie chca rozbijac rodziny bo im nudno. idz kobieto do pracy,
                    zajmij się czymś a nie wypisujesz pierdoły na forum gdie ludzie maja prawdziwe
                    problemy
            • yoma Re: Powód do rozwodu czy wyimaginowany problem? 27.08.10, 14:33
              > kochamy się bardzo często, ale to nie jest dla mnie satysfakcjonujące.
              > Jeśli chodzi o eksperymenty w łóżku, to jest ok i mamy ten temat opanowany.

              No to w końcu OK czy nie OK?
    • tully.makker Pantoflarz? 23.08.10, 16:44
      IMHO facet musi miec wyjatkowe jaja, by rezygnowac z wrodzonej
      facetom potrzeby rywalizacji i stawiania na swoim.

      Zawsze takich facetow szanowalam bardziej niz pseudomacho w rodzaju
      mojego exa, ktory gdybym mu kazala zalozyc spodnie do pracy to
      poszedlby do biura w gaciach, tylko po to, zeby udowodnic, ze ja nie
      bede mu mowic, co ma robic.
      • zmeczona100 Re: Pantoflarz? 23.08.10, 16:49
        tully.makker napisała:

        > IMHO facet musi miec wyjatkowe jaja, by rezygnowac z wrodzonej
        > facetom potrzeby rywalizacji i stawiania na swoim.
        >
        Stawiałabym, że ma raczej wydmuszki, a taka sytuacja jest dla niego po
        prostu wygodna.
        • shosanaaa Re: Pantoflarz? 26.08.10, 21:50
          No właśnie... Ja wiem, że żyję sobie bardzo dobrze. Piszecie, że nie mam
          "prawdziwych problemów" - owszem, mój mąż kocha mnie i dzieci, dba o nas, nie
          jest draniem jak wielu waszych byłych czy obecnych. Ale chyba przyznacie, że
          każda skrajność jest niedobra. Dla mnie jest niemęski. Nie wiem też, jak ta
          sytuacja może być dla niego wygodna - wygodnie mu zawsze się podporządkowywać?
          Ja nie jestem dominująca, wielokrotnie mówię mu wprost: jesteś facetem,
          zdecyduj. A on się pyta, co ja bym chciała. A ja nie wiem, co ja bym chciała,
          nie lubię podejmować decyzji, lubię jak mężczyzna zajmuje się pewnymi tematami i
          jest dominujący. Początkowo udawało mi się to na nim "wymusić", ale teraz to już
          katastrofa.
          • mayenna Re: Pantoflarz? 27.08.10, 08:13
            Zastanawiałam się co Ci napisać.
            Brakuje Ci czegoś w małżeństwie, źle się z tym deficytem czujesz i to już jest
            problem.
            Moim zdaniem warto rozważyć co jest dla Ciebie ważne w życiu: czy pociąg do
            mężczyzny, czy spokojna, poukładana i kochająca się rodzina.Piszesz, że maż
            wydaje Ci się niemęski bo nie stawia na swoim, nie uderza pięścią w stół. On
            inaczej rozwiązuje problemy. To chyba kwestia kultury( Szwed) i osobowości.
            Jedynie przeszczep mózgu go zmieni.Powinnaś więc spróbować zmienić siebie, swoje
            nastawienie do niego.
            Często dopiero pojawienie sie innej amatorki takiego męża pozwala kobiecie
            zrozumieć co może stracić. Romansu nie polecam bo zniszczysz definitywnie
            rodzinę i mężczyznę.

            Stanęła mi w oczach Anna Karenina - polecam lekturęsmile

            • kasper254 Re: Pantoflarz? 27.08.10, 15:03
              No, no! Anna Karenina... Gdyby tego typu rzeczy pisał facet, pewnie
              kobiety orzekłyby, iż przypomina im Jańcia z Pszczyny - tego, co to
              w tartaku pracuje.
              • mayenna Re: Pantoflarz? 27.08.10, 15:12
                Mogłam jeszcze "Madame Bovary" polecić - też o mężatce co jej się z dobrobytu we
                łbie przewróciło - tylko po co dobijać kobietęsmile
                A czytanie, nie tylko forów internetowych, rozwija.Polecam. Na problemy pociągu
                do męża tez można znaleźć odpowiednie lekturysmile

                Jańcia z Pszczyny nie znam, ale edukację w zakresie literatury chłopskiej
                zakończyłam na "Raz do roku w Skiroławkach"
              • melani73 Re: Pantoflarz? 27.08.10, 15:15
                Bez urazy..ale babom naprawdę we łbie się przewrcasad
                wychodzi taka za mąż bo coś tam jej sie wydaje
                bo szuka zapchajdziury
                po czym marudzi że jej się nuszi i chce rozwodu
                ehhhh
                • tiresias Re: Pantoflarz? 28.08.10, 13:21
                  najpierw faceta wykastruje, a potem narzeka, że nie jest 'wystarczająco męski'.
                  zadziwiające, ale typisch, jak mówią Germanie.
                  • shosanaaa Re: Pantoflarz? 29.08.10, 21:35
                    - nie wykastrowalam, nie jestem dominujacym babsztylem,
                    - wiem, ze macie tutaj powazne problemy a mi moze i w glowie sie przewraca,
                    doceniam takze ironiczne komentarze wink przyznaje, ze problem polega na tym, ze
                    mam za dobrze, jest tak slodko bezpiecznie milutko, ze w tym wszstkim nie widze
                    FACETA, mezczyzny, testosteronu, no moze troche w seksie, ale od czasu do czasu.
                    Maz o wszystko sie pyta, co i jak JA chce, czy lubie to czy lubie tamto, wole
                    tak a moze inaczej on mnie nawet pyta co ON ma robic! Pyta mnie np co ma robic w
                    sobote. Mowie, ze ma robic co chce, ja z dziecmi miaam juz plany, on na to ze
                    moze w golfa? Tak, znak zapytania nie jest tu przypadkowo. Generlanie zawsze
                    pyta najpierw co ma robic a pozniej pyta czy moze np pojsc na golfa, bo to
                    zazwyczaj robi w wolnym czasie. Ja tego nie rozumiem, nie wiem czy ja cos robie
                    nie tak, nie wiem jak to zmienic, bo to dla mnie a) niemeskie b) bez sensu.
                    DOdam, ze nigdy nie robilam awantur, scen, fochow o to, ze on gdzies jedzie sam.
                    • mayenna Re: Pantoflarz? 29.08.10, 21:56
                      A czego oczekujesz?
                      Jak chciałabyś żeby to wyglądało? Nie rozumiem w czym problem....Uzgadnia z tobą
                      swoje plany.Naturalna rzecz. U mnie w domu jest zasada, że wiemy co kto robi,
                      gdzie jest i kiedy wraca. Mnie ona też dotyczy.
                      Dziewczyno, ja wiem że kotka można zagłaskać, ale doceń męża.Ale pewnie nasze
                      oczekiwania są rożne. Ja chciałam żeby mój wszystko chciał robić ze mną. ja bym
                      z nim na tego golfa poszła. Dzieci bym tez wlokła żeby razem bo to jest dla mnie
                      sedno rodziny: wspólnota.

                      • shosanaaa Re: Pantoflarz? 29.08.10, 22:00
                        Ok, często chodzimy razem na golfa, ale nie ma żadnego problemu, kiedy ja/ja z
                        dziećmi chcę robić w tym momencie coś innego. Oczywiste jest, że wiemy, gdzie
                        jesteśmy itd. Ale żeby się pytać, co on ma robić? Nawet ostatnio się to
                        nasiliło, choć jak się zastanowić, to od początku mnie o wszystko pytał (Co on
                        ma z czyms zrobic? co on ma teraz zrobic?). Przeiceż ja nie będę mu mówić, co on
                        ma robić w sobotnie przedpołudnie. Niech robi, to na co ma ochotę... Nie mogę mu
                        dyktować planu dnia.
                        • mayenna Re: Pantoflarz? 29.08.10, 22:33
                          A próbowałaś zapytać na co ma ochotę?

                          Może spróbuj zobaczyć jak to było u niego w domu? Może on tak po prostu już ma z
                          domu. Wyniósł taki wzorzec postępowania w związku i nie wie że chciałabyś
                          inaczej. Trudnesmile

Pełna wersja