nie daje mi spokoju...

23.08.10, 22:19
...fragment artykułu zalinkowanego przez Akację, do tego stopnia, że zacytuję:

>>>>>>>>>
Shirley Glass i Thomas Wright badali zależność pomiędzy szczęściem małżeńskim,
a kontaktami pozamałżeńskimi (Glass, Wright, 1985). Ku swojemu zdziwieniu
odkryli oni, że stopień satysfakcji z małżeństwa nie wpływa na
prawdopodobieństwo dopuszczenia się zdrady przez mężczyznę. Aż 56% mężów,
którzy mieli romans, oceniało swoje małżeństwo, jako "bardzo szczęśliwe".
Wpływ zdrady na szczęście małżeńskie jest inny dla kobiet i mężczyzn. Istotne
jest też, kiedy w czasie trwania związku pojawia się romans. Na ogół
zadowolenie z małżeństwa wykazuję tendencje spadkową wraz z upływem czasu. Jak
dowiodły badania, jedynym wyjątkiem od reguły, była sytuacja, gdy mężczyzna
nawiązywał kontakty pozamałżeńskie. W przeciwieństwie do innych ci mężczyźni
byli wyjątkowo zadowoleni ze swoich małżeństw przez cały okres ich trwania.
Zależność ta nie występowała jednak wówczas, gdy romans pojawił się na
początku małżeństwa. W takich wypadkach zdrada na ogół sygnalizuje tragedię i
wynika z ogromnego niezadowolenia mężczyzny ze związku. Jednakże wielu
mężczyzn żyjących w szczęśliwych związkach nawiązuje romanse.

U kobiet wygląda to inaczej, większość z tych, które dopuściły się zdrady,
twierdziła, że były nieszczęśliwe w swoich małżeństwach. Ta różnica pomiędzy
płciami wyraźnie wskazuje na to, że romanse spełniają inne funkcje adaptacyjne
u kobiet i mężczyzn. Zdrada mężczyzn jest z natury czysto seksualna natomiast
niewierność kobiet ma podłoże emocjonalne. Jak pokazuje praca Shirley Glass,
44% mężczyzn, którzy dopuścili się zdrady, nie stwierdzało żadnego
emocjonalnego zaangażowania w związek z kochanką, lub określało go, jako
niewielki. W przeciwieństwie do mężczyzn, tylko 11 % kobiet utrzymujących
związki pozamałżeńskie twierdziło, że nie są w nie emocjonalnie zaangażowane,
lub oceniało to zaangażowanie jako niewielkie. <<<<<<<<<<<<<<<<<

I co myślicie?
Bo wiele moich obserwacji niestety zdaje się potwierdzac wyniki tych badań.
    • jol.ka1 Re: nie daje mi spokoju... 23.08.10, 22:29
      Chyba coś w tym jest. Jeżeli tak, to wiele wyjaśnia, przynajmniej
      mnie!smile
    • tully.makker Re: nie daje mi spokoju... 24.08.10, 09:42
      Ale wiesz, ze to sie zmienia. Czytalam ksiazke w ktorej odnotowano -
      w stanach - tendencje wzrostowe jesli chodzi o liczbe kobiet, ktorze
      zdradzaja sportowo-rozrywkowo.

      • anka_cyganka35 Re: nie daje mi spokoju... 24.08.10, 09:52
        w przypadku mojego exa to sie zgadza. chłop zamieszkał z 21 latką, z która od
        roku ma romans ale twierdzi, że jej nie kocha i żadnej rodziny zakładac z nią
        nie będzie za to mnie kocha i kochać bedzie zawsze i takie tam pierdoły
    • a1ma Re: nie daje mi spokoju... 24.08.10, 10:25
      > U kobiet wygląda to inaczej, większość z tych, które dopuściły się zdrady,
      > twierdziła, że były nieszczęśliwe w swoich małżeństwach.

      Naprawdę były, czy tylko tak twierdziły, żeby usprawiedliwić zdradę?
      Kobiety mają częściej tendencję do usprawiedliwiania się przed sobą, więc równie
      dobrze to ich poczucie nieszczęśliwego małżeństwa mogło pojawić się później niż
      sama zdrada.
    • akacjax Re: nie daje mi spokoju... 24.08.10, 11:41
      szczególnie taki fragment:
      Na ogół
      > zadowolenie z małżeństwa wykazuję tendencje spadkową wraz z upływem czasu. Jak
      > dowiodły badania, jedynym wyjątkiem od reguły, była sytuacja, gdy mężczyzna
      > nawiązywał kontakty pozamałżeńskie. W przeciwieństwie do innych ci mężczyźni
      > byli wyjątkowo zadowoleni ze swoich małżeństw przez cały okres ich trwania.


      Bo to co pisze dalej:
      > Zależność ta nie występowała jednak wówczas, gdy romans pojawił się na
      > początku małżeństwa. W takich wypadkach zdrada na ogół sygnalizuje tragedię i
      > wynika z ogromnego niezadowolenia mężczyzny ze związku.

      To jest proste do wytłumaczenia. Ponoć gdy w ciągu pierwszych dwóch lat
      następuje rozwód, czyli jest niezadowolenie ze związku-to jest to źle dobrany z
      założenia związek lub obie(!) strony nie potrafią zadbać o związek.

      A w sumie jest to naukowe wytłumaczenie mężczyzn ze zdrad.
      Dla mnie to raczej zachowania wynikające z atawizmów. Choć może tak jest, tylko
      my ludzie chcielibyśmy i naturę ucywilizować.

      Tylko co zrobić ze zmianami, które następują w kobietach. Mają więcej cech
      przypisywanych dawniej mężczyznom. I jak tu już w postach zaznaczono, zaczynają
      zdradzać "sportowo-rozrywkowo". Czy też dostaną takie wytłumaczenie?
      Czy ta tendencja zmieni w ogóle związki(w dłuższym czasie np. 100 lat...choć 100
      lat dla ewolucji to nic)?
      • nangaparbat3 Re: nie daje mi spokoju... 24.08.10, 13:10
        > Tylko co zrobić ze zmianami, które następują w kobietach. Mają więcej cech
        > przypisywanych dawniej mężczyznom. I jak tu już w postach zaznaczono, zaczynają
        > zdradzać "sportowo-rozrywkowo". Czy też dostaną takie wytłumaczenie?

        Już dostały. W książce którą zalinkowałam w tamtym wątku jest o tym sporo.
        • akacjax Re: nie daje mi spokoju... 24.08.10, 23:19
          A lud kiedy tak przymknie oko na kobiety zdradzające jak na mężczyzn?wink

          Oczywiście ci, których to nie dotyczy, bo gdy kogoś to spotyka (że jest
          zdradzanym) to już tak łatwo nie jest.

          O ile istnieje wiele biologiczno-ewolucyjnych wytłumaczeń takich zachowań, to
          psychika wyewoluowała chyba zbyt szybko i nie przyjmuje usprawiedliwienia zdrady
          tak łatwo.
Pełna wersja