Dodaj do ulubionych

proporcje w alimentach

26.08.10, 14:01
przyszło mi do głowy takie coś
skoro nigdzie nie jest zapisane, że 50/50, a uwzględnia się też
wkład osobisty, to czy można wnioskować o zmianę proporcji udziału w
kosztach finansowych na okoliczność zerowego zaangażowania
osobistego ojca?
żeby przesunąć granicę z 1/2 na 2/3 na jego część

czy tylko trzeba wnosić o podwyższenie argumentując zwiększonymi
kosztami (co i tak nastapiło)
Obserwuj wątek
    • tricolour Możesz o to wnioskować.. 26.08.10, 15:05
      ... tyle, że Twój ex to marynarz i raczej trudno, by zajmował sie
      dzieckiem gdy jego praca zawodowa (o czym wiedziałaś od początku
      małżeństwa i godziłas się na to) polega na byciu na morzu, z dala od domu.

      Jeśli ojcec miałby angażować się w wychowanie, to musi przestać pracować w
      zawodzie, co trudno byłoby wymagać gdy się żąda alimentów i powołuje na
      możliwości zarobkowe ojca.

      Ale oczywiście wnosić możesz tylko warto to sensownie uzasadnić.
      • tully.makker Re: Możesz o to wnioskować.. 26.08.10, 15:09
        Ale przeciez nikt nie mowi, ze to exa wina, ze sie nie zajmuje
        dzieckiem. Ale skoro praca mu to uniemoszliwia, to powinien lozyc w
        wiekszym zakresie, niz polowe.

        Twoj argument o tym co bylo kiedys, jest bez sensu. To,. ze
        zakochana ososba godzina sie wypelniac pewne obowiazki za ukochanego
        nie oznacza, ze przez cale zycie ma obowiazek to robic. Uwazasz, ze
        ja powinnam nadal obszywac mojego exa, bo on nie umie i wiedzialam o
        tym odkad go poznalam?

        --
        It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be
        made less by baldness.
        ~ Cicero
        • tricolour Obszywać nie... 26.08.10, 15:16
          ... bo można żyć w ogóle bez obszywania czegokolwiek.

          Natomiast fakt, że mąż jest marynarzem oznacza także zgode na to, że
          msiesiącami będzie poza domem i wszystkie obowiązki w tym czasie, związane
          z domem (poza finansami), spadną na kobietę. Także wychowawcze.
      • pokopanka Re: Możesz o to wnioskować.. 27.08.10, 10:10
        wiem, że taki charakter pracy powoduje ograniczenia,ale on też ma
        wolne
        np w zeszłym roku był w kraju 3 miesiące, z czego poświęcił młodej
        3,5h, podczas ostatniego kontraktu 10mcznego nie pofatygował się o
        ani jedno połączenie telefoniczne, teraz też już jest w kraju od
        jakiegoś czasu i z młoda się nie widział...
        w zeszłym roku zarzucił mi, że kupiłam książki do szkoły i
        wyprawiłam jej urodziny i nie skonsultowaam tych wydatków z nią
        już nie wspomnę o tym, że ani nie organizuje jej wakacji ani ich nie
        dofinansowuje, sam z siebie nie daje nic (nie mówiąc o prezentach
        okolicznościowych)...

        Tri, a jakie miałbyś zdanie nt wystąpienia o wyznaczenie kontaktów
        przez marynarza?
      • wojtekp67 Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 10:44
        wkład osobisty.... większe zaangażowanie to powinno sie ponosić
        mniejsze koszty.......koszty...koszty....
        dziwne...taki handelek... jak o zwierzątkach a nie dzieciach, do
        tego własnych...
        chyba kazdy rodzic powinien być szczęsliwy, ze ma dzecko/dzieci a
        nie wyliczać swoje zaangazowanie i przeliczać je na pieniądze....

        • tully.makker Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 12:15
          > chyba kazdy rodzic powinien być szczęsliwy, ze ma dzecko/dzieci a
          > nie wyliczać swoje zaangazowanie i przeliczać je na pieniądze....

          Ano wlasnie, tak powinno byc. Ale wychowywanie dziec to tez multum
          obowiazkow nie zwiazanych bezposrednio z przyjemnym przebywaniem z
          dzieckiem, jak np:

          zebrania przedszkolne i szkolne
          zalatwianie lekarzy, odbieranie wynikow badan
          sprawy urzedowe
          zakupy

          Uwazasz, ze to nie problem, ze jeden rodzic lata z wywieszonym
          ozorem zalatwiajac rto wszystko, a drugi ma wolne?


          --
          It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be
          made less by baldness.
          ~ Cicero
          • wojtekp67 Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 12:30
            Oczywiscie, ze nie problem. Bo to... moje dziecko . Idę na zebranie
            w szkole bo to jest dla mnie ważne co się dzieje w szkole, jakie ma
            wyniki etc.., do lekarza bo.. chce wiedzieć i porozmawiać o dziecku,
            zakupy też robie... i nie przeliczam mojego czasu na kase, bo
            uważam ten czas za pożytecznie spędzony. smile
            a co ma powiedzieć wdowa? zażalenie do Pana Boga?
            • menk.a Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 13:33
              wojtekp67 napisał:

              > a co ma powiedzieć wdowa? zażalenie do Pana Boga?

              Wdowa i alimenty?wink

              Tak, czas pożytecznie spędzony. Nie ulega wątpliwości. O ile oboje rodzice tak
              do tego podchodzą, a nie jedno z nich traktuje obowiązki wobec własnego dziecka,
              z którym nie mieszka, jako garb.
              --
              opieram się wszystkiemu, oprócz pokusy /O.W.
            • tully.makker Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 16:35
              > Oczywiscie, ze nie problem. Bo to... moje dziecko . Idę na
              zebranie
              > w szkole bo to jest dla mnie ważne co się dzieje w szkole, jakie
              ma
              > wyniki etc.., do lekarza bo.. chce wiedzieć i porozmawiać o
              dziecku,
              > zakupy też robie... i nie przeliczam mojego czasu na kase, bo
              > uważam ten czas za pożytecznie spędzony. smile

              A ja nie widze nic pozytecznego w siedzeniu na wywiadowce i
              wyschuchiwaniu, jak wychowawczyni bredzi to samo co miesiac temu i
              jeszce miesiac temu. Nie widze nic przyjemnego w jechaniu przez
              zatloczone miasto, by odebrac wyniki morfologii, wolabym ten czas
              spedzic z dziecmi na rowerze.

              A jesli ktos nie che spedzac tego czasu ani na zalatwieniu spraw
              urzedowych, ani na jezdzeniu z dziecmi na rowerze, to niestety, musi
              w inny sposob srekompensowac nieproporcjonalnie duzy wklad 2 rodzica.

              --
              It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be
              made less by baldness.
              ~ Cicero
              • lidaxa Re: proporcje w alimentach 28.08.10, 22:37
                Chyba jestem z innej bajki...
                Nie wierzę w to, co czytam sad
                przykre jak rodzic nie widzi nic dobrego w wywiadówce, to może czas się
                zainteresować dzieckiem, zapisać je na jakieś kółko, może wtedy wychowawczyni
                mówiłaby o czymś nowym, a może czas porozmawiać z innymi nauczycielami, może
                któryś z nich widzi w dziecku jakiś ukryty talent, którego "zalatany" rodzic nie
                ma czasu zauważyć?
                Nie rozumiem jak można mówić, że opieka nad dzieckiem i jego wychowanie to jego
                "nakłady"... no proszę Cię!!!
                To może trzeba wycenić też pomoc przy odrabianiu lekcji, wiązaniu
                butów,policzmy, stawka godzinowa 10zł/h wychowania dziecka... dzisiaj stałam w
                kolejce dłużej 30 sekund bo przez kasę przechodziło nie tylko moje jedzenie ale
                dodatkowo 3 Danonki i Kubuś... Porażające!!!
                • chalsia Re: proporcje w alimentach 31.08.10, 23:14
                  > To może trzeba wycenić też pomoc przy odrabianiu lekcji, wiązaniu
                  > butów,policzmy, stawka godzinowa 10zł/h wychowania dziecka..

                  ale to już zostało policzone - stawka godzinowa dla opiekunki w Warszawie jest
                  sporo wyższa niż 10 zł/h
                  --
                  Są tacy co lubią gady, ja nie.
            • laura_fairlie Re: proporcje w alimentach 29.08.10, 09:19
              Idę na zebranie
              > w szkole bo to jest dla mnie ważne co się dzieje w szkole, jakie
              ma
              > wyniki
              Ja np. nie cierpię zebrań w szkole. Połowę czasu zajmuje
              wysłuchiwanie narzekań wychowawczyni na siamto, owamto, klasę i
              trudności obiektywne. A i tak zero można się dowiedzieć o własnym
              dziecku. Żaden czas pożytecznie spędzony, niestety.Wychodzi człowiek
              znużony 2 bezsensownie spędzonymi godzinami.
              Niestety, dosyć rzadko udaje mi się wrobić w to eksa. ;-(
          • tautschinsky Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 12:54
            tully.makker napisała:

            > Ano wlasnie, tak powinno byc. Ale wychowywanie dziec to tez multum
            > obowiazkow nie zwiazanych bezposrednio z przyjemnym przebywaniem z
            > dzieckiem, jak np:
            >
            > zebrania przedszkolne i szkolne
            > zalatwianie lekarzy, odbieranie wynikow badan
            > sprawy urzedowe
            > zakupy
            >
            > Uwazasz, ze to nie problem, ze jeden rodzic lata z wywieszonym
            > ozorem zalatwiajac rto wszystko, a drugi ma wolne?





            To takie sprawy są dla ciebie poświęceniem?
            Odwiedziny w szkole na wywiadówce? Nie daj boże
            dziecko jeszcze się angażuje w życie szkoły i
            bierze udział w różnych przedstawieniach i zawodach
            sportowych - to musi być dopiero dramat - bo to takie
            męczące, nudne i głupie?

            Ciebie po prostu własne dzieci męczą, są ciężarem
            same w sobie. Dla mnie przyjemnością są akademie
            szkolne, w których biorą udział moje dzieci i odbierają
            różne nagrody z racji swoich wyników.

            Co do zakupów - dla siebie też bym je robił, ty chyba
            też, więc sama ta czynność aż takiej różnicy nie
            robi: wybrać, wrzucić do kosza, dojechać z tym do samochodu, wypakować.

            A lekarz potrzebny dziecku to chyba przede wszystkim
            niepokój o jego zdrowie a nie "męczarnia" rejestrowania
            własnego dziecka i jazda do przychodni.



            --
            https://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
            '...bo tak mówi prawo...'
            https://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
            • menk.a Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 13:39
              A nie uważasz, że zaangażowanie w wywiadówki, oglądanie przedstawień, odwożenie
              na koloni, bieganie po lekarzach, martwienie się gorączką, złamanym sercem czy
              pryszczem na nosie powinno być dzielone na oboje rodziców? I może nie bez powodu
              prawo stanowi, że łożenie na dziecko to zarówno pieniądze, ale i czas, i że
              skoro brakuje czasu (a nie o czas a o zaangażowanie często chodzi) to należy
              nadrabiać środkami finansowymi.wink
              --
              Elokwencja u kobiety to rozwiązłość umysłu. Rozwiązły umysł prowadzi do
              rozwiązłości ciała.
                • menk.a Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 14:53
                  scibor3 napisał:

                  > A nie uważasz, że skoro przebywanie z dziećmi to przyjemność, a za przyjemności
                  > należy płacić. Ergo: kto więcej przebywa z dziećmi powinien dawać większy wkład
                  > finansowy. wink))))

                  Znaczy należy płacić dziecku za przyjemność przebywania z nim?tongue_out Trzeba
                  zastanowić się nad pobieraniem opłat za nasz czas. Znaczy ja za swój. Jeno wtedy
                  to się inaczej nazywa.big_grin
                  --
                  Czasem kończy mi się cierpliwość do ludzkiej głupoty, a nie mam gdzie uzupełnić.
                  • scibor3 Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 15:34
                    > Znaczy należy płacić dziecku za przyjemność przebywania z nim?tongue_out

                    Czemu nie? Jak idziesz do teatru czy na koncert to nie płacisz?

                    Trzeba
                    > zastanowić się nad pobieraniem opłat za nasz czas. Znaczy ja za swój. Jeno wted
                    > y
                    > to się inaczej nazywa.big_grin

                    A czy ta nazwa, nie obejmuje czegoś więcej, niż li tylko towarzystwa, bo chyba
                    nie myślisz o fordanserstwie, hostessach i tym podobnych bezeceństwach? wink
            • only.elvie Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 14:59
              tautschinsky napisał:
              > To takie sprawy są dla ciebie poświęceniem?

              Poproszę o konkretną odpowiedź na pytanie:
              Skoro kwestie te są dla Ciebie takim banałem - dlaczego ojcowie tak rzadko się w
              nie angażują?
              • tautschinsky Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 15:29
                only.elvie napisała:

                > tautschinsky napisał:
                > > To takie sprawy są dla ciebie poświęceniem?
                >
                > Poproszę o konkretną odpowiedź na pytanie:
                > Skoro kwestie te są dla Ciebie takim banałem - dlaczego ojcowie tak rzadko się
                > w
                > nie angażują?



                W rodzinach - bo są od brudnej roboty, czyli
                zapierniczania na dom i nie stać ich na pracę za płacę
                w wysokości ich żon, muszą zarabiać WIELOKROTNOŚĆ
                tego, co one.


                Po rozwodzie - bo dzieci są zawłaszczane przez matki,
                które chcą pieniędzy, profitów z tego, że mają
                zakładnika jakim dla nich jest dziecko. Realny udział
                ojca w życiu dziecka jest dla takich matek bólem nie
                do zniesienia - dziecko ojca ma nienawidzić.
                Ma patrzeć na niego jak jego matka, ma chcieć wbić mu nóż
                w oko a nie biec z radością na jego widok.

                Dlatego!




                --
                https://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
                '...bo tak mówi prawo...'
                https://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
                • only.elvie Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 15:39
                  tautschinsky napisał:
                  > W rodzinach - bo są od brudnej roboty, czyli
                  > zapierniczania na dom i nie stać ich na pracę za płacę
                  > w wysokości ich żon, muszą zarabiać WIELOKROTNOŚĆ
                  > tego, co one.

                  Czyżbyś zaczynał dostrzegać, że aktywne angażowanie się w wychowanie dziecka, poświęcanie mu czasu stoi niejako w sprzeczności z karierą zawodową? Bo gdyby panowie mieli zajmować się swoimi dziećmi to musieliby pracować 'za płacę w wysokości ich żon'?

                  > Po rozwodzie - bo dzieci są zawłaszczane przez matki,

                  Masz tutaj przeczący przypadek. Pan ma czas, może uczestniczyć w życiu córki i... jakoś z tego nie korzysta. Dlaczego?
                • velluto Re: proporcje w alimentach 02.09.10, 21:22
                  tautschinsky napisał:


                  > W rodzinach - bo są od brudnej roboty, czyli
                  > zapierniczania na dom i nie stać ich na pracę za płacę
                  > w wysokości ich żon, muszą zarabiać WIELOKROTNOŚĆ
                  > tego, co one.

                  Paczpan, a mój stary do tej pory nie osiągnął poziomu moich zarobków z 1994
                  roku... specjalnie się nie rwał do płacenia rachunków - ani wtedy ani teraz.


                  > Realny udział
                  > ojca w życiu dziecka jest dla takich matek bólem nie
                  > do zniesienia - dziecko ojca ma nienawidzić.

                  Na realny udział ojca w życiu dziecka nie doczekałam się dotąd. Przez 13 lat od
                  rozwodu na wywiadówce był 2 razy, i może ze 2 razy zawiózł młodą do ortodonty
                  (płaciłam ja, a jakże)

                  > Ma patrzeć na niego jak jego matka, ma chcieć wbić mu nóż
                  > w oko a nie biec z radością na jego widok.

                  taaaa, dziecko biegło zawsze do taty z radością w oczach, póki się samo na
                  własnej skórze nie przekonało, że tatuś to koncertowy dupek i gość, który nie
                  widzi nic poza czubkiem własnego nosa. Naturalnie on też nie rozumie gdzie dał
                  ciała, choć jeszcze niedawno robił mi wykłady jak powinno pracować się nad tym,
                  żeby mieć dobre relacje z nastolatką. Tylko jakoś mu praktyka nie wyszła.

                  Najłatwiej swoje błędy usprawiedliwić wrednym charakterem eksżony, albo innymi
                  czynnikami. Np. globalnym ociepleniem klimatu.

            • tully.makker Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 16:37
              > Co do zakupów - dla siebie też bym je robił, ty chyba
              > też, więc sama ta czynność aż takiej różnicy nie
              > robi: wybrać, wrzucić do kosza, dojechać z tym do samochodu,
              wypakować.


              Kupujesz dla siebie majtki dzieciece i zeszyty?

              --
              It is foolish to tear one's hair in grief, as though sorrow would be
              made less by baldness.
              ~ Cicero
              • tautschinsky Re: proporcje w alimentach 27.08.10, 18:10
                tully.makker napisała:

                > > Co do zakupów - dla siebie też bym je robił, ty chyba
                > > też, więc sama ta czynność aż takiej różnicy nie
                > > robi: wybrać, wrzucić do kosza, dojechać z tym do samochodu,
                > wypakować.
                >
                >
                > Kupujesz dla siebie majtki dzieciece i zeszyty?



                Zeszyty generalnie kupuje się raz do roku - właśnie
                teraz. I jeśli już to kupowanie książek kosztuje
                więcej czasu i pieniędzy, ale bez przesady. A co za
                problem w podejściu na stoisko z dziecięcą bielizną
                i kupienie majtek czy czegoś, co ono nie ja potrzebuję?




                --
                https://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
                '...bo tak mówi prawo...'
                https://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
                • velluto Re: proporcje w alimentach 02.09.10, 22:10
                  wiesz co, mój ukochany też nie rozumie, czemu np. robienie zakupów to jakiś
                  problem. Tak jakby zrobienie paru kilometrów po realu, wyładowanie całego wózka
                  przed kasą, załadowanie z powrotem, wytarganie ważących tonę siat do samochodu i
                  wytarganie ich przed domem było czystą przyjemnością.

                  "przecież podjeżdżasz wózkiem do auta, wrzucasz i wysiadasz pod domem". Taa,
                  jasne. Dla usprawnienia zaproponował mi robienie zakupów codziennie, "będzie mi
                  wygodniej". Bo mi się kurna nudzi, i będę codziennie tracić czas na dojazd,
                  parkowanie, wycieczkę do sklepu.

                  to taka dygresja.

                  Ubrań ani gaci dziecinnych nie kupowałam w hipermarkecie, więc przy okazji tego
                  nie załatwiałam. Zresztą są bardziej problematyczne zakupy, takie na przykład
                  kupno butów oznaczało latanie po całym mieście i odwiedzanie co najmniej
                  parunastu sklepów. Był taki czas, kiedy zakupy ubraniowe były koszmarem, dziecko
                  było nieproporcjonalne - nie sposób było znaleźć rozmiaru i na odpowiednie
                  spodnie polowało się długo. Skompletowanie podręczników oznaczało dla mnie
                  tydzień latania po całym mieście. Albo i dłużej.
            • velluto Re: proporcje w alimentach 01.09.10, 13:14
              tautschinsky, a jak często bywasz na zebraniach w szkole? gdzie przez
              połowę czasu wysłuchuje się czytanego obwieszczenia MEN w jakiejś tam
              sprawie, albo bzdur że szkoła nie ma na kredę, papier do xero, że
              dzieci się spóźniają, a pani szatniarka złożyła wypowiedzenie?
              jak często zwalniasz się z pracy, żeby jechać z dzieckiem na badania,
              jak często sam załatwiasz wizyty w przychodni, jak często użerasz się
              u dentysty, żeby otworzyło paszczę? byłeś kiedyś jako opiekun na
              szkolnej wycieczce? chodziłeś na kurs przygotowujący do komunii
              (godzina upiornej indoktrynacji raz w tygodniu + obowiązkowa msza)?
              czysta przyjemność, zaiste.

              łatwo błysnąć na akademii raz do roku i rżnąć tatusia roku.
              • tautschinsky Re: proporcje w alimentach 01.09.10, 14:10
                velluto napisała:

                > tautschinsky, a jak często bywasz na zebraniach w szkole?


                Generalnie 3 razy w roku u każdego dziecka: na początku, przed końcem I semestru i na koniec.
                Mógłbym wcale nie chodzić, bo dzieci nie sprawiają
                żadnych kłopotów: najlepsze w klasie (jedno w całej
                szkole i regionie smile), pomocne innym, nieagresywne.



                > jak często zwalniasz się z pracy, żeby jechać z dzieckiem na badania,
                > jak często sam załatwiasz wizyty w przychodni, jak często użerasz się
                > u dentysty, żeby otworzyło paszczę?



                Też bardzo mało chorowały. Średnio raz do roku.
                Oczywiście szczepienia wymagały określonych wizyt
                w przychodni, ale ile tego? Jeśli rozłożyć na lata
                to tyle co nic.


                Do dentysty niewiele trzeba było chodzić. Do dzisiaj
                nie mają ani jednej dziurki - nie wiem jakim cudem -
                mimo że lat mają już dzisiaj tyle, że same chadzają
                w takie miejsca jak dentysta.



                > chodziłeś na kurs przygotowujący do komunii
                > (godzina upiornej indoktrynacji raz w tygodniu + obowiązkowa msza)?


                Nie, moje dzieci miały i mają do dziś wybór - w każdym momencie, o czym im przypominam kiedy narzekają na religię - że mogę podpisać odpowiedni papierek i będą miały choć jedną głupotę z głowy. Na msze żadne nie chodziłem ani nikt inny z dorosłych. Bo i dlaczego? Byłem raz (w przypadku każdego dziecka) na zebraniu w kościele, które okazało się zbyteczne, a potem oczywiście na samej imprezie.



                > łatwo błysnąć na akademii raz do roku i rżnąć tatusia roku.


                No to nie zgrywam tatusia raz do roku, bo chodzę tylko ja na wywiadówki. Kiedy coś się dzieje dzwonię lub do mnie dzwonią ze szkoły albo jadę porozmawiać - fakt, rzadko, bo nie ma potrzeby, ale te sprawy są tylko na mojej głowie od wielu lat i wiem, że to żadna afera.


                --
                https://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
                '...bo tak mówi prawo...'
                https://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
                • velluto Re: proporcje w alimentach 02.09.10, 21:56
                  tautschinsky napisał:

                  > Generalnie 3 razy w roku u każdego dziecka: na początku, przed końcem I semestr
                  > u i na koniec.
                  > Mógłbym wcale nie chodzić, bo dzieci nie sprawiają
                  > żadnych kłopotów: najlepsze w klasie (jedno w całej
                  > szkole i regionie smile), pomocne innym, nieagresywne.


                  No to dobrze mniemałam, że się specjalnie nie przemęczałeś, niemiłe obowiązki
                  rodzicielskie ograniczając do minimum.

                  Mimo że moje dziecko problemów nie sprawiało, na zebrania chodziłam, żeby mieć
                  rękę na pulsie, jeśli chodzi o całokształt, i mieć wpływ na szkolne sprawy. No i
                  poza tym inne dzieci wiedziały, którzy rodzice nie bywają na zebraniach i nie
                  chciałam żeby córka odczuła to tak, że mam w nosie jej sprawy. Taką pretensję
                  zgłosiła do ojca, który miał podobne podejście do twojego.

                  U mnie przygotowanie do komunii trwało 2 lata - raz w miesiącu obowiązkowe
                  zebranie (z listą obecności), brak uczestnictwa skutkował niedopuszczeniem
                  dziecka do komunii. Mi to wisiało, córka nie chciała odstawać. Tatuś nie
                  zaprowadził jej ani razu na obowiązkową dla dziecka mszę, mimo że dziecko
                  ryczało że nie dopuszczą jej do komunii, a do kościoła od tatusia było może 300
                  metrów. Zajęty był. Grą na kompie.

                  co do zdrowia - masz po prostu duży fart, co jest raczej wyjątkiem, niż regułą.
                  Zresztą chyba nie bez powodu ominąłeś odpowiedź na pytanie ile razy ty się tym
                  zajmowałeś.

                  U mnie dentysta był grany często (zęby mamy rodzinnie słabe), naturalnie
                  prywatnie, odkamienianie, plomby, do tego mała alergia plus problemy
                  dermatologiczne, rehabilitacja związana ze skrzywieniem kręgosłupa, okulista,
                  kardiolog, 1,5 roczne leczenie ortodontyczne, z wizytami kontrolnymi co parę
                  tygodni. Nazbierałoby się sporo - a mówimy o zasadniczo zdrowym dziecku. Dla
                  porównania - dwójka dzieci mojej koleżanki z pracy choruje na zmianę, dzieci ma
                  małe - ale od urodzenia nie było jeszcze takiego miesiąca, kiedy żadne nie było
                  chore. A choroba to min.2 wizyty, jeśli dzieciak choruje częściej - to robi się
                  całe serie badań. Zresztą co ja będę tłumaczyć laikowi.
                  • tautschinsky Re: proporcje w alimentach 02.09.10, 22:19
                    velluto napisała:

                    > tautschinsky napisał:

                    > No to dobrze mniemałam, że się specjalnie nie przemęczałeś, niemiłe obowiązki
                    > rodzicielskie ograniczając do minimum.



                    Według ciebie chyba rodzic powinien siedzieć razem z dzieckiem
                    w szkole - wtedy by docenił jego trud big_grin Poza tym to twoja opinia,
                    że taki obowiązek jest czymś niemiłym. Może być, jeśli dziecko tępe
                    albo agresywne i wtedy człek się nasłucha. Ja jestem raczony tylko
                    komplementami i to jest powód do mojego zadowolenia a nie powód
                    do wstydu.



                    > Mimo że moje dziecko problemów nie sprawiało, na zebrania chodziłam, żeby mieć
                    > rękę na pulsie, jeśli chodzi o całokształt, i mieć wpływ na szkolne sprawy.



                    Czyli na co? Czego jeszcze więcej można się dowiedzieć chodząc do szkoły poza wyznaczonymi spotkaniami? Wszystko, co było i jest ważne dowiaduje się codziennie od dzieci czyli z pierwszej ręki.



                    No
                    > i
                    > poza tym inne dzieci wiedziały, którzy rodzice nie bywają na zebraniach i nie
                    > chciałam żeby córka odczuła to tak, że mam w nosie jej sprawy. Taką pretensję
                    > zgłosiła do ojca, który miał podobne podejście do twojego.




                    Twoje dziecko chciałoby mieć tak zainteresowanego jego sprawami
                    ojca, jakim ja jestem big_grin Jakiś ból cię ściska najwyraźniej. To do mnie
                    przychodziły i przychodzą z informacjami, co w szkole, co u koleżanek,
                    kolegów, co je trapi. Zawsze potrafię znaleźć na to czas. I tak było od
                    zawsze - od ich urodzenia i jest po dziś.



                    > U mnie przygotowanie do komunii trwało 2 lata - raz w miesiącu obowiązkowe
                    > zebranie (z listą obecności), brak uczestnictwa skutkował niedopuszczeniem
                    > dziecka do komunii.



                    To, że w twojej parafii księdzem jest jakiś mały tyran to nie mój problem.
                    U mnie to wyglądało tak a nie inaczej. Gdyby ode mnie klecha wymagał obowiązkowego chodzenia na zebrania i groziłby, że w innym razie odegra się na dzieciach, poszedłbym go takiej łajzy na rozmowę. Nie ja, tylko dzieci miały przystępować do tego czary-mary. I one uczestniczyły we wszystkim co było wymagane.






                    > A choroba to min.2 wizyty, jeśli dzieciak choruje częściej - to robi się
                    > całe serie badań. Zresztą co ja będę tłumaczyć laikowi.



                    No, mój fart, że żadne kalectwo mi się nie trafiło czy jakieś chorowite big_grin



                    --
                    https://emotikona.pl/emotikony/pic/04icon_rotfl.gif
                    '...bo tak mówi prawo...'
                    https://emotikona.pl/emotikony/pic/2smiech.gif
        • laura_fairlie Re: proporcje w alimentach 29.08.10, 09:13
          > chyba kazdy rodzic powinien być szczęsliwy, ze ma dzecko/dzieci a
          > nie wyliczać swoje zaangazowanie i przeliczać je na pieniądze....

          Ciekawe, że takie teksty z reguły są propagowane przez panów...
          Przypadek? Czy nie?
    • pokopanka Re: proporcje w alimentach 30.08.10, 15:13
      szczerze to nie za zbytnio mi pomogliście
      oprócz 1 z życia wziętej sytuacji, że tak można
      nie uważam swoich obowiązków za nadbagaż życiowy, chętnie i aktywnie
      uczestniczę w życiu szkolnym córki (jestem i w trójce i w RR, i nie
      zabiera mi to nie wiem jak wiele czasu), każdy weekend
      spędzamy "gdzieś", a po pracy jestem do jej dyspozycji do wieczora
      póki co, ponieważ odeszałm OD, a nie DO, taki układ funkcjonuje
      w związku z moim zaangażowaniem i osobistym i finansowym oraz chorym
      PR ojca corki uważam swoje podejście do jego współ... czegokolwiek
      za zasadne
      a ponieważ jego stać na większy wydatek, to moze nim celować w
      córke, o której na sprawie powiedział, że ubrań nie potrzebuje, bo
      mi koleżanki przynoszą (też po iej innym oddaję, bo ie niszczy, a
      rośnie) i że na wyżywienie prawie cukrzyka to 200/mc to styka, bo w
      pajacyku za złotówkę karmią dzieci
      to są słowa, które mi się echem kołaczą w głowie, bola bo były
      głównie wycelowane we mnie i własnie tak, żeby zabolało.
      Dowodzą jego zerowego zorientowania w terenie zwanym kosztami zw.z
      utrzymaniem dziecka, zresztą z życiem w ogóle...
      • f.l.y Re: proporcje w alimentach 31.08.10, 12:29
        jeśli ojciec dziecka może płacić więcej, to wnieś sprawę o
        podniesienie alimentów..

        sędziowie to przecież nie idioci i argumentów ojca dziecka chyba
        nie potraktują poważnie..


        a ci, którzy uważają, że wkład osobisty rodzica w życie dziecka
        można i należy wycenić...to może nie powinni mieć wogóle dzieci?



        --
        ..nie lubię być zmuszana..
    • velluto Re: proporcje w alimentach 01.09.10, 13:18
      Prawo prawem, a życie życiem. Próbować warto, choćby z tego względu, że
      zwiększone nakłady na opiekę uniemożliwiają dorabianie i ograniczają
      możliwości zawodowe.

      Ale trzeba zdawać sobie sprawę, że przeciętne alimenty w tym kraju nie
      stanowią nawet połowy kosztów utrzymania dziecka, a osoby, które
      dostają choć te 50% należą do nielicznych.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka