teuta1
02.09.10, 11:53
Jakiś czas temu dyskutowaliśmy tu o książce J.Wallerstein "Druga szansa. Rodzice i dzieci 10 lat po rozwodzie".
Autorka - psycholożka amerykańska - badała, jak wygląda charakter relacji porozwodowych między rodzicami po
wielu latach. I wnioski nie były zbyt optymistyczne - otóż żalu i bólu doświadczali badani jeszcze długo. Część
drugich związków była szcześliwa, ale poczucie przegranej w kontekście wcześniejszych doświadczeń było
dominujące. I teraz - w związku z rozrastającym sie wątkiem ani1000 mam poczucie, że już dawno przestalismy
jako forumowicze zamieszczać tam merytoryczne posty. Bo duża część z nas nie umie wyjść z porozwodowej
traumy. W tym i ja - mam bardzo dobre relacje z exem, opieka niemal nie szwankuje, alimenty, kwestie
wychowawcze - ok. Ale do czasu - gdy np. moje dzieci dostaną od tamtej pani przechodzone ubranka po jej
dzieciach. Niby nic - od swojej rodziny przyjmuję. Ale od tamtej nie chcę. I cholera mnie bierze. Również wtedy,
gdy ona przepytuje wieczorem starszego z przyrody. Bo to jakaś ingerencja wychowowcza, bo drażni mnie ta
quasi rodzina? Nie wiem, uczciwie raportuję, że coś takiego mnie czasem dopada. A przecież cieszę się, że dzieciaki
są tam lubiane i lubą tam chodzić. I to dowód na to, że jednocześnie mogą nami targać zupełnie sprzeczne uczucia.
Wydaje mi sie, że podobnie reagujemy tu na forum, gdy ktoś OBCY usiłuje ingerować w życie ex - micha -
przekładamy nasze doświadczenia.To jakaś zbiorowa psychoterapia

BTW - nie udzielalam się w tamtym wątku,
bo pewnie też bym była przeciw jakomkolwiek ingerencjom w byłą rodzinę

.