kalpa
04.09.10, 01:23
jak w temacie...
zostalam sama z dwójka dzieci, Ex wyniosl sie baaardzo daleko a
niespodziewanie dla mnie i żeby dodac pikanterii padł mi samochód. Sluzyl
wiernie, najukochańszy i niezawodny, ale wiek zrobil swoje i... cóż, szukam
nowego auta, bo bez tego nie mam jak ogarnąć żywota...
I prosze panów i pań... okazuje sie, ze to nie takie wcale hop-siup...!
Kochani panowie, kobieta nie jest na ogol techniczna...
malo kuma w kwestii silnikow, paskow rozrzadu i wszelkich innych cudactw
(chyba, że jestem niechlubnym wyjatkiem..)
panowie mechanicy puszczają mnie przodem, usmiechaja sie czrujaco i... robia w
balona czasem...
sa zirytowani, że nie kumam, zadaje klopotliwe pytania i wogole...
kto mi pomoze znaleźć samochód????
najpierw sie uroczo usmiechalam, wierząc-o naiwna, że to nastawi panów
mechanikow/sprzedawcow pozytywnie... owszem nastroilo- randka/kawa
jaknajbardziej, są chętni... ale ja nie na randke, tylko po samochód przyszlam...
potem sie wsciekalam, wydzieralam, że mnie robią w bambusa- uzyskalam efekt,
że mnie wystawili do wiatru, bo znająi sie na rzeczy lepiej niz ja..
teraz siedzę i beczę w swojej bezradności i ignorancji kwestii silnikowo-
biegowej itp...
czy jest jakis miły kolega, który mi pomoże kupic sensowne auto, a nie wcisnie
bulszita????
zdesperowana kalpa