Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha

06.09.10, 03:47
Powiedzcie co jest gorsze żyć z osobą kturej się niekocha i siebie krzywdzić czy z krzywdzić Ją i
dziecko pozostawiając ich ?Jak zawsze jako młody chlopak mądrzyłem się że jeżeli niebylbym pewny
związku to zostawił bym dziewczyne tak teraz jest bardziej to zkomplikowane ,masakra mam
depresje z tego powodu trace znajomych ,przyjaciul bo wszysto mnie denerwuje ,myślę że to
przez to że niejestem szczę śliwy w związku ,a czy tak jest naprawde niewiem , myślałem żeby
pujść do psychologa ale co on mi tam powie ,jak pomyśle jak ona będzie cierpić jak ją zostawie to
serce mi się łamie, masakra ,i co ona potem zrobi ? da sobie radę ? dóżo pytań, mało odpowiedzi !
mamy dom, ziemie ,ja bym nic niechciał ,wszysto bym jej zostawił i dla syna ja bym chciał tylko
waliske z moimi prywatnymi żeczami i poszedl bym sobie ale niedaje rady przerasta mnie to ,czasami
myś;le że lepszym rozwiązaniem bylo by klucić się z nią żeby mnie znienawidzila ,ale też tak niemoge
jak się pokłucimy to zaraz mi wybacz ja jej .A ja niemoge rzyć tak jak ona to preferuje Ona :
spokojna ,dba o dom o mnie o dziecko ,oto żeby bylo wszysto ,ale tylko w domu by siedzial a Ja:
wszysto bym dał dla nich ale niemoge usiedzież w domu musze być w ciąglym ruchu restalracje
koncerty, imprezy znajomic,gwar ludzi ,na stare lata chce mieć siwa brode , motor itp. żone kturą
będe kochał gromade dzieci ,ale niemoge przez tą osobe kturą cenie ,szanuje na swuj sposub być
szczęśliwy ,Co Wy na to ?przepraszam za błedy!
    • nangaparbat3 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 04:36
      Jeśli tak bardzo cierpiałbys krzywdzac żonę, to może jednak wciąż ją kochasz? Po
      kilku latach małżeństwa kocha się inaczej niż na początku, przemyśl to.
      Zastanów się też, czy nie warto by było zmienic pracy na taką, która umożliwi Ci
      częstą zmianę miejsca, poznawanie wielu ludzi etc. Moze to zaspokoi Twoje potrzeby?
    • krezzzz100 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 09:27
      Nie ma sensu żyć z kimś, kogo się nie kocha. To, co czujesz teraz, Twoje wahania
      i wyrzuty, które sobie robisz, pokazują Twoją wrażliwość. Nie myl tego jednak z
      miłością do konkretnej osoby. To zwykła przyzwoitość i dobrze o Tobie świadczy.
      Do miłości i dobrego związku trzeba jednak czegoś więcej. Uczucia właśnie.
      Twoja potrzeba "bywania w świecie" i rozwoju osobistego jest naturalna- świat
      jest dla nas a rodzina nie stoi na przeszkodzie. W dobrej rodzinie człowiek
      otrzymuje wsparcie do takiego rozwoju. Prawdopodobnie jesteście niedobrani. To
      się zdarza. Zatem spojrzyj na Wasz związek wnikliwie i zastanów się, co w nim
      jest naprawdę, a potem podejmij decyzję.
    • plujeczka Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 13:56
      moja rada-idzcie razem do posychologa , do poradnii małeńskiej rozmowa z kims obcym, obiektywnym i was nie znajacym może pomóc,Wiele spraw i problemów ujrzysz w innym świetle .A moze jednak warto popracowac nad rodzina. Owszem to wspaniałomyslne co piszesz ,ze chcez zostawić dom itp. ale czy to jest w zyciu wszystko? nie mozecie razem reaklizowac własnych pasji a raczej twoich, zy zabierasz zonę na te swoje wypady? czy aranzujesz wspólne wyjazdy tylko we dwoje? czy naprawde uważasz ,że zona nie ma ci nic do zaoferowania a jej pragnienia? pytałes ją o to? a może to ona dusi sie w tym smutnym zwiazku? czy naprawde wszystko się wypaliło , pamietj zeby był ogień w palenisku trzeba go podsycac a czy ty to robisz?
      Zweryfikuj swoje zycie, wyłap błedy i otwarcie porozmawiaj z zona, powiedz jej co czujesz, wspólnie zastanówcie się co możecie zmienić a nie od razu rozwod, rozwod to ostatecznośc a poza tym rozwód okalecza dwie strony , nie jedna
    • triss_merigold6 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 14:12
      Zrób tej nieszczęsnej kobiecie uprzejmość i rozstań się. Niewiele jest gorszych rzeczy od męża i ojca, mocno dorosłego metrykalnie faceta, z duszą i upodobaniami nastolatka. Chcesz mieć ruch, gwar, bujne życie towarzyskie, koncerty, imprezy etc. to nie marnuj czasu tej spokojnej domatorce, z którą masz dziecko. Ona pocierpi chwilę, a na dłuższą metę bez Ciebie i Twojego lifestyle'u będzie jej lepiej, spokojniej, wygodniej.
      Nie zapomnij o stosownych alimentach.
      • krezzzz100 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 14:29
        Tris, moim zdaniem spłaszczasz. Nie tylko domatorzy mogą mieć mieć udane rodziny. Można mieć "ruch, gwar, bujne życie towarzyskie, koncerty, imprezy" i udane życie rodzinne- zapewniam Cię.
        • pam_71 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 14:56
          krezzzz100 napisała:

          > Tris, moim zdaniem spłaszczasz. Nie tylko domatorzy mogą mieć mieć udane rodzin
          > y. Można mieć "ruch, gwar, bujne życie towarzyskie, koncerty, imprezy" i udane
          > życie rodzinne- zapewniam Cię.

          Zapewne można - tylko kto za to wszystko zapłaci ? Koncerty, imprezy, wypady za miasto podobnie jak pampersy, ubranka, przedszkole cz podręczniki sporo kosztują ... facet musiałby być chyba preziem w znanej korporacji żeby na wszystko starczyło ... ech proza życia przytłacza czasami ....
          • krezzzz100 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 15:23
            Wczoraj i przedwczoraj byliśmy na koncertach pierwszoligowych polskich grup- obu darmowych smile W knajpie czy klubie na upartego można siedzieć i przy jednej kawie/piwie, itd

            Nie, no- nie o tym...Chodzi o pewien temperament, pewną skłonność ciekawości świata (tak sądzę).
            • krezzzz100 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 15:29
              Acha, i motorem/skuterem naprawdę jest tanio. Wiem, bo my motorowi smile
            • triss_merigold6 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 18:30
              A nie chodzi czasem o niedostatek wyszalenia się we właściwym czasie tj. przed założeniem rodziny? Nie tęsknię do pubów i klubów, bo bawiłam się dobre 10 lat, od czasów studenckich do 30-tki. Zdązyłam się nasycić i znużyć balangami, alkoholem, nowymi znajomościami, koncertami etc. Motocyklowa też byłam. Nie mam już potrzeby zaspokajania ciekawości świata w knajpach, wolę się wyspać niż rano leczyć kaca czy odsypiać pół dnia.
              • krezzzz100 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 18:44
                Może i chodzi. A może nie.
                Faktem jest, że nadmierny rozdźwięk w tym wymiarze nie wróży parze dobrze. Można nie wychodzić za wiele z domu, a być "w świecie", można latać po knajpach, a nie wyściubiać nosa poza siebie. Taki ton wyczuwam.
    • kasper254 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 15:26
      Spróbuj, zawsze, wybrać między stoikami a cynikami, dodaj krztę pozytywizmu, ale nie zapomnij przy tym o powiewie werterowskim; zahacz o kartotekę i czekanie na godota, ale weż pod uwagę , że masz prawo do szczęścia, nawet po trupach, choćby dostojewskiego; pamiętaj o kilku kredytach w skok na te koncerty wiśniewskiego choćby, ale pamiętajm, żeby zamówić mu remizę na kilka lat, niech se tam śpiewa, choćby z górniok; wreszcie na porządne restauracje trzeba lepszcych banków; na koniec - zawsze baba będzie Ci przeszkadzała w samorozwoju -zasterzel ją.
      Wczoraj widziałem smutne oczy dziecka, które zostawił gnojek.
      • krezzzz100 Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 15:38
        A ja widziałam w telewizji smutne oczy głodnego Murzynka. Zastrzel wszystkich beneficjentów Zachodniej Wyspy Szczęśliwości- właśnie obiad zjedli.
        • zawsz_e_dzban Re: Co gorsze żyć z osobą kturej się nie kocha 06.09.10, 17:02
          Morze imprezy źle napisałem ale chodzi mi właśnie o poznawanie świata jak to napisała koleżanka ,i właśnie na tym przysłowiowym skuterze ,byle do przodu ,podejście do życia mentalność
          • tricolour A dziecka nie chcesz wychowywać? 06.09.10, 17:11
            Nie chcesz przekazać mu swojej mentalności, ciekawości świata? Nie chcesz być dla niego wzorem?
            • szizumami Re: A dziecka nie chcesz wychowywać? 06.09.10, 18:23
              chciałam ostro ale zaniechałam..za to

              mam znajomych --on amator motorów,,,nie krawaciarz,,zaraził ja ta miłoscią [po części],jezdzą na te swoje zjazdy razem...a w domu--kawałek ziemi,,kozy świnki,teść który pomaga we wszystkim i dwoje dzieci...nieduzych
              fajnie wygladają w tych skórach...
              może tak nic nie rozwalac tylko pogodzić jedno z drugim--może ona zrozumie że -musisz troche poszaleć,ale obiecasz jej że zawsze to bedzie miec ustalone granice i że domu nie zaniedbasz
              wiesz nieszczęśliwy rodzic--jest fatalny--ale jesli odstąpisz od części swych szalonych pragnień i wpasujesz w reszte jej poukładanego życia--może uratujesz 2 a może i wiecej SPEŁNIEN
              a tak ratujesz 1 a zatracasz conajmniej dwa,...dwa za które podjąłeś odpowiedzialność

              • zawsz_e_dzban Re: A dziecka nie chcesz wychowywać? 06.09.10, 23:21
                A dzieci chcesz wychować ?! Mam wspaniałego syna lat 6 ,puściliśmy w tym roku go do 1 klasy muszę powiedzieć że czułem się tak jak to ja bym był tam za niego .Pochodzę z rodziny biednej ,ale nigdy nie narzekałem na to ,ojciec pił dosyć często matka jak to za zwyczaj ciągnęła wszystko a mimo to jestem jaki jestem morze szkól nie z kończyłem ,ale czy jestem gorszy ,nie !.Pracuje, dosyć dobrze zarabiam na moje warunki tak jak wcześniej pisałem mamy dom ziemie wartą ze 1,5 miliona która dostaliśmy ,i tu jest problem jej to starcza a mi nie ja nie chce żyć na tym ani z tego co dostaliśmy ja chce osiągnąć coś TE COŚ sami ,a ONA nie ja wole biedniej ale sam ,a Ona Nie ,ja widząc psa bez pańskiego przygarnąłbym ,a ONA nie dużo jest takich spraw !
                • szizumami Re: A dziecka nie chcesz wychowywać? 07.09.10, 08:31
                  masz czas na dokształcenie sie zaocznie?
                  pójdziesz w gwar,miedzy ludzi--może to
                  ---
                  ziemia przykuwa--ale wiesz jaki mają dylemat ci co nie maja ani kawałaka nawet tego co pod m2--DOCEŃ TO
                  ---
                  z czasem agroturystyka?,,moe zajazd
                  nie bedzie to chyba kolidowało z jezdzeniem na motorze...może z czasem syn podzieli twoje pasje
                  może na jakiś czas wyjedziesz--zarobisz wrócisz z nowymi pomysłami
                  ----
                  skup sie wiecej na tym co was może połączyć a nie co dzieli
                  pies czy jakakolwiek pomoc komuś to moze chwilowa awantura-ucichnie z czasem może i ona pokazę iinna stronę siebie
                  CHODZI MI O TO BYŚ SZUKAŁ ROZWIAZANIA W TYM dla siebie--tego kawałka szczęścia indywidualnego[tylko jak ty to widzisz-twoje wizje--czy one są KONKRETNE,czy ty masz jakiś pomysł?!
                  a NIE ROZWALAŁ POTENCJAŁ KTÓRY MASZ WOKÓŁ SIEBIE

                  nie kazdemu dane jest kochać wielką szaloną miłościa
                  czasem to miłość-przywiazanie,miłość-wierność...miłość---raem przetrwne..
                  miłośc--za dużo nas łaczy...itd
                  jedna płonie super na początku-przygasa z czasem
                  inna---ledwo sie tli na pocz.--z czasem pali sie dużym równym płomieniem

                  masz juz SYNA---on patrzy na ciebie--zwiniesz manatki?
                  twój ojciec topił problem--jaki obraz zapamietałes---może gdyby nie topił--ty szedłbyś inną drogą----zgodniejszą z twoją mentalnością--ALE ON CI W TYM NIE POMÓGŁ
                  a teraz ty o czym myslisz-----BEDZIESZ PRZYGLADAŁ SIE JAKIE MA ZDOLNOŚCI I POMAGAŁ MU JE ROZWIJAC nauczysz go wszystkiego ŻEBY BYŁ SZCZĘŚLIWYM FACETEM--czy bedziesz o tym myslał ....gdzieś tam ...w tłumie ludzi?!?!
                  ---
                  jestes w 1 klasie --przypomnij sobie co chciałeś
                  a czego zabraknie jemu jak ciebie nie bedzie?!?!





                • adaria38 Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 11:57
                  orze szkól nie z kończyłem ,ale czy jestem gorszy ,nie !.Pracuje, dosyć dobrze
                  > zarabiam na moje warunki tak jak wcześniej pisałem mamy dom ziemie wartą ze
                  > 1,5 miliona która dostaliśmy ,i tu jest problem jej to starcza a mi nie ja nie
                  > chce żyć na tym ani z tego co dostaliśmy ja chce osiągnąć coś TE COŚ sami ,a O
                  > NA nie ja wole biedniej ale sam ,a Ona Nie ,ja widząc psa bez pańskiego przyg
                  > arnąłbym ,a ONA nie dużo jest takich spraw !


                  Kto ci zabrania się rozwijać? Dlaczego na żonę zrzucasz, że jest "kulą u nogi" twojego rozwoju? Czekasz, by to ona się zmieniła i ciągnęła cię za sobą?
                  Kto ci zabrania przygarnąć bezpańskiego psa i SAMEMU się nim zająć i opiekować? Bo chyba chętnie byś przygarnął bo to ładnie wygląda i człowiek sobie ego łechce swoją wspaniałością, ale opiekę nad nim byś scedował na żonę i innych domowników bo przeciez sam pójdziesz zapewne do pracy i cię w domu nie będzie...
                  Kto ci zabrania kupić motor, skuter, wspinać się w Himalajach, latać paralotnią, studiować pięć atrakcyjnych kierunków?
                  Kto ci zabrania zabierać syna ze sobą i uczyć go swoich wspaniałych pasji? a z czasem pokazac żonie, że niektóre z nich są fajne i dla niej?
                  Kto ci zabrania odkrywać swoje wielkie talenty w kuchni i być najlepszym organizatorem weekendowego grillowania w całym powiecie?
                  Kto ci zabrania zostać sołtysem, burmistrzem, prezydentem?
                  Kto ci zabrania COŚ OSIĄGAĆ SAMEMU?
                  Żona?
                  Otóż nie.
                  Ty sam i to co jest w twojej głowie.


                  > .Pochodzę z rodziny biednej ,ale nigdy nie narzekałem na to ,ojciec pił dosyć c
                  > zęsto matka jak to za zwyczaj ciągnęła wszystko

                  Czy nie jest tak, że rodzinnym wzorem, zonę obciążasz nużącą organizacją "codziennej prozy życia" a sam byś od niej uciekł w niebieskiego ptaka i adrenalinkę bez odpowiedzialności?
                  • krezzzz100 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 12:12
                    No wiesz, Adario, ja tam lubię jak mój ukochany podziela moje zasadnicze pasje, i może autor wątku też by chciał wspólnoty w tym względzie. Wolę bardziej razem, niż bardziej osobno. Wolę z-wiązek niż roz-wiązek smile Może on też, a "nawet chyba na pewno" smile
                    • kasper254 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 12:35
                      Adaria pewnie proponuje rozwój z akceptacją odpowiedzialności - za rodzinę, za dzieci. Ty, Krez, wolisz związek kosztem odpowiedzialności i bez uwzględniania w rachubie istnienia dzie ci. Widzę tutaj ogromne możiwości rozwoju, a największe w domu starców, w którym pasje jednego destynariusza będzie podzielać ogół. Kwestia dotarcia tam w z-wiązku lub/ roz-wiązku to także delikatna sprawa - można tam dowlec przecież dowlec wielu ukochanych, po oddaniu dzieci do domu roz-wiązków, tfu... no, właśnie - domów dziecka czy starców. Przydaje się trochę znajomości poezji, żeby odróżnić ta jedną osobę od tysięcy.
                      I wracając do początku: iluż ludzi może podzielać pasje zasadnicze, poboczne, dodatkowe, wynikające, końcowe itd. Jeden ukochany? To socrealizm.
                      • krezzzz100 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 12:46
                        No, Kasprze, chyba jednak uprawiam z-wiązek także z dziećmi. Wspieram pasje dzieci, a niektóre wspólnie realizujemy, co naszej rodzinie naprawdę wychodzi na korzyść smile Sądzę, ze nam tego starczy aż do starości.
                        Pochwal się, jak Twoje relacje z dziećmi, z tego co wiem, to chyba nie najlepiej, nie zapowiada się, że odprowadzą Cię do domu starców.
                        Jak się bierzesz za obśmiewanie innych, nie rób tego pod wiatr własnego przykładu)))
                        • krezzzz100 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 13:00
                          Jeszcze coś a propos domu starców- zepsuta Krez, pochodząca z zepsutej rodziny, zajmowała się umierającym ojcem w swoim domu i umierającym ojczymem w jego domu- osobiście. Życzę Ci, byś tak potrafił względem swoich rodziców i byś doświadczył tego od swoich dzieci.
                          • kasper254 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 13:51
                            1.Nie odważyłbym się o tobie powiedziec,że jesteś "zepsuta". Nie kpię z ciebie. Nic mi do oceny twojego życia, Krez. To twoje życie i twoje wartości z wyeksponowaną rolą i rangą własnego "ja". Autor postu ma same prawa i ty swoją filozofia dajesz mu prawo do tych praw. No to gdzie obowiązki: względem partnerki, dziecka, familii?
                            Rzuciłem mu kamienie milowe myśli ludzkiej, od Diogenesa, Zenona, Chryzypa, po Becketta itd. A on nic, nie odrobił ani jednej lekcji, ani jednej łzy nie uronił nad Werterem. Dalej mantruje, że mu się tylko należy i ma prawa. To dzisiaj powszechne. Nowa utopia po ostatnich utopiach XIX-wiecznych: liczę się "ja" i nawet po trupach nabliższych należy mi się wszystko.
                            2. Chcesz mi dowalić pytaniami o moje dzieci. No cóż, można i tak. Mój przyjaciel powiedział, że nie podaliby mi wody i nie poszli na mój grób; nie przepisałem majątku i ożeniłem się powtórnie. Żyję z tym. I tak mocno podkreślam rangę rodziny. Paradoks? Niezupełnie.
                            3. Jestes mądrą babką, Krez i wiesz, że względem swoich bliskich potrafiłem tak, jak ty.
                            • krezzzz100 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 14:24
                              O, jakie ślicznie odwrócony ogonem kot. Szkoda, że podle zahaczył o dom starców inne fajności...
                  • nangaparbat3 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 13:51
                    Wiesz, Adario, niestety są osoby, i zwłaszcza kobiety, które potrafią bardzo skutecznie tego wszystkiego zabronic, skupiają się na codziennej krzątaninie i dbaniu o materialną stronę życia do tego stopnia, że nie da się przy nich oddychac.
                    Nie mam pojęcia, jaka jest żona autora tego wątku - ale że takie się zdarzają, to fakt niezbity.
                    • triss_merigold6 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 14:09
                      Cudnie, tylko, żeby ów rozwój nie kolidował z potrzebami rodziny. Wspinanie się po Himalajach? - super, ale to droga zabawa i jeśli z powodu hobby pana miałoby zabraknąć na rachunki to pan ma gwarantowane moje stanowcze weto. Pięć kierunków studiów? Bardzo pięknie ale również pod warunkiem zapewnienia rodzinie swego czasu i kasy, a przy nieustającym studiowaniu to mało realne. Ja się nie zgadzam na samodzielne ciągnięcie dwóch etatów - zawodowego i domowo-dziecięcego tj. zgadzam się ale wtedy pan może iść w cholerę.
                      • krezzzz100 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 14:23
                        A Sudety i podyplomówka mogą być?))) Tris, autor wątku pisze, że zarabia godnie, także spoko.
                      • adaria38 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 14:57
                        Kto chce się bawić bez zobowiązań całe życie niech nie zakłada rodziny. Pojawia się druga osoba z którą się trzeba liczyć, dziecko, które wymusza odpowiedzialne wychowywanie go. Sztuka, by umieć się z tą rodziną porozumieć i umiejscowić w swoich planach życiowych, uzgodnić częsci wspólne bez wyrzekania się siebie. Nie tylko wymagać by "oni" spelniali moje potrzeby i dopasowywali do mnie ale umieć się dostosowac do ciągle zmieniajacych się okoliczności, także umieć "zagospodarować" dziecko w swoim zyciu jako ważną częsc a nie jako kogoś kto przeszkadza chodzic na imprezy.
                        Chciałabym od autor uzyskać opis, jak on własciwie się angażuje w rodzinne życie. Ile z siebie daje, jakie ma propozycje dla żony i dziecka, ile razy był w tym roku z dzieckiem na koncercie, w teatrze, w górach, itd. Co dla niego znaczy "rozwój i ciekawe życie". Bo jeśli tylko jeżdżenie na skuterach, koncerty i imprezy z kolegami.... to gdzie w ten swój pożądany styl życia chce upchnąć rodzinę? Kiedy zamierza się zajmować wyżywieniem, ubraniem i opraniem, szkołą dziecka? Ktoś to MUSI zrobić. Dlaczego ZAMIERZA TO ZOSTAWIĆ NA GŁOWIE ŻONY A SAM UMYĆ RĘCE i uciec? Nawet mu nie zaświtała w głowie myśl, że to on powinien się dzieckiem zając a nie zostawiac go "z całym majątkiem" żonie na głowie?
                        Jak sobie autor wyobraża wzięcie tego bezdomnego psa do domu(i potępia żonę, że ona nie chce?), jeśli sam pracuje, a marzą mu się imprezy, koncerty, jeżdżenie po świecie, itd - czyli częsta nieobecnośc w domu od rana do nocy albo i kilka dni z rzędu? KTO TYM PSEM SIĘ ZAJMIE? Konkretnie, kiedy i za co autor zamierza go żywić, kąpać, wyprowadzać na spacery? Czy na czas swojego "realizowania się" zamierza nając płatnego opiekuna do psa lub do dziecka? Bo nie wystarczy wziąć z ulicy lub spłodzić, trzeba jeszcze zaopiekowac się, poświęcić czas, pieniądze, uczucia, wychować, angażować się, itd. Scedowanie obowiązkow i zajmowania się domem, dzieckiem i psem na żonę a samemu ucieczka do rozrywek to nie jest rozwiązanie ale destrukcja, siebie i rodziny.
                        A po rozwodzie te wszystkie obowiązki NIE ZNIKNĄ. Dziecko trzeba będzie wziąć z sobą kilka razy w tygodniu i SAMEMU się nim zajmować bez pomocy żony, organizować mu czas i rozrywki. Psa trzeba będzie też wziąć ze sobą, gdyż to autor chciał go mieć, ... i zajmowac się nim samemu, kupić motor z przyczepą żeby go zabierac z sobą na atrakcyjne eskapady. Czy autor jest gotów na rozstanie z PODZIAŁEM OBOWIĄZKÓW? Czy chce tylko ucieczki bez konkretnego pomysłu na życie i chce się pozbyć obowiązków?

                        Filmy a'la "Dzikość serca" czy inne Bonnie and Clyde są fajne do oglądania, ale zdecydowanie nie każdy od związku oczekuje destrukcji, włóczęgi po kraju, braku stabilności, bycia ponad zobowiązaniami, itd. I zdecydowanie jeśli "tyle" ma go być dla tej rodziny co nic, to trzeba by się zastanowić czy niespełnienie wynika z nudy w domu czy z ...własnego lenistwa w domu i..... może z bycia DDA i "przymusu" huśtawek nastroju (kierunek-zacząć od siebie i terapii).
                        Jeśli to depresja - to tym bardziej konieczny psycholog, bo może się okazać, że choroba ma jakieś głębsze podłoże a wynika z czegoś zupełnie innego niż kwestii żony. I wtedy porzucenie rodziny będzie gwoździem do trumny zbudowanej z własnych nawarstwionych problemów emocjonalnych a nie odbiciem się do lepszego życia.

                        ps. Z pięciorga złego, wolę by pan się "realizował" w szkole(i nauczył się chociaż ortografii) niż by się "realizował" w barach z kolegami zapominając o dziecku i przygarniętym psie czekającym w domu, z żoną "przypisaną" do roli kury domowej (bo ktoś to wszystko robić wszak musi? ).
                        ps2. Mojemu znajomemu niezmotoryzowana żona z 2 dzieci nie przeszkadza w posiadaniu motoru, chodzeniu w skórze i posiadaniu znajomych. Właśnie motorem pojechał syna odebrać ze szkoły.
                        • nangaparbat3 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 16:19
                          Co do tego konkretnego pana tu w wątku - miałam ochotę napisac, że podpisuję się pod pierwszym postem Triss. Bo on, który "chciałby byc wolny przede wszystkim - musi żyć życiem towarzyskim", w ogole jakos dziwnie kojarzy mi się wątek z tą piosenką:
                          www.youtube.com/watch?v=dM45CQ6D5Vg
                          Ale potem przeczytałam o psie, i trochę mnie to zaniepokoiło.
                          Bo znam z życia i takie osoby, które potrafią zadręczyc codziennością, dla których zrobienie zdjęcia, na ktorym nie ma nikogo z najbliższej rodziny, jest aktem kompletnie niezrozumiałym, ktore przykładają najwyższą wagę do doskonałości podłogi, rownego zawieszenia firan, planują życie rodziny patrząc na sekundnik i żadnego odstępstwa nie tolerują.
                          Jak już napisałam wcześniej, mam poczucie, że o autorze wątku, a już zwłaszcza o jego żonie nie wiem nic - więc wszystko co piszę raczej teoretyczne.
                          • adaria38 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 16:33
                            Wszyscy piszemy tu teoretycznie, co autor będzie naprawdę z tego chciał wziąć dla siebie by zgłębić i rozwiązać swój problem (z nie uciec od problemu w tematy zastępcze) to już od niego zależy, bo komentarze stąd tylko on może odnieść wprost do swojej sytuacji i rozważyć na ile kto "wstrzelił się" sugestią w problem.

                            Jeśli obecnie ma depresję, która od dłuższego czasu narasta i powoduje wycofanie z życia, to niech idzie na terapię bo to ważne, żeby poprawnie zidentyfikował dlaczego w nią się wpędza(od nas samych wiele zależy,także to w jakie interakcje wchodzimy, jakie myśli kreujemy).
                            Znajoma w ten sposób podjęła fatalną dla siebie decyzję, bo ze strachu przed odpowiedzialnością i z nieumiejętności radzenia sobie z oczekiwaniami innych "uciekła" w stany depresyjne, potem zrezygnowała z czegoś co wydawało jej się, że jest przyczyną choroby, a po kilku miesiącach widzi jaka zrobiła głupotę i szkodę samej sobie - problem był w jej nastawieniu i strachu a nie w tym czymś, co chciała za swoje problemy winnym uczynić. Lecz teraz droga powrotu jest zamknięta.
                            • nangaparbat3 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 17:36
                              Te depresję potraktowałam metaforycznie, ale kto wie - masz rację, że najpierw trzeba wyleczyc. No i najpierw bym zmieniała życie zawodowe - gdybym, jak autor wątku, nie była pewna co do stanu własnych uczuc, za to przekonana, że COŚ trzeba zmienić.
                        • krezzzz100 Re: Kto ci zabrania się rozwijac samemu? 08.09.10, 16:20
                          No, Adario, dołożyłaś do pieca...kołtunerii, niestety. Zażycz sobie od autora wyliczenia szczegółowego, co kiedy gdzie jak i z kim robi- na minuty, metry i złotówki. Wskaż przelicznik.

                          Nie rozumiesz, że motor, koncerty i bezdomny pies to metafory (ale konkretem mogą też się stać, czemu nie)? Się w sumie nie dziwię- w końcu czepnęłaś się i ortografii.

                          Ale Ci wytłumaczę: na koncert można już z małolatem iść, motorem możesz wozić nawet niemowlaka (a jak cudnie śpią!), a pies...cóż, nasz pies jakoś kilka godzin samotnie znosi, a zresztą pracę można mieć nienormowaną.

                          Co za argumenty...Zrozum, że nie każdy będzie w życiu księgowym)))
    • krezzzz100 Pole minowe 07.09.10, 09:44
      Możesz próbować się ograniczyć i może nawet się udać - zależy od rozkładu zrealizowanego/niezrelizowanego. To jednak chodzenie po polu minowym i trzeba być przygotowanym na buuum! Wiem, bo się tam ograniczałam, i do pewnego momentu się udawało. Ale jak walnęło, to fest!
      Ja bym nie chciała, by partner się dla mnie aż tak ograniczał. Poza tym, to nieuchronnie prowadzi - w najlepszym razie- do budowania światów równoległych. Oczywiście, niektórym może to odpowiadać, zależy od koncepcji związku. Ja bym takiego związku już za żadne skarby nie chciała, ale: wedle gustu.
      Czy ona o tym wie, co czujesz? Bo może, gdyby wiedziała, też powiedziałaby: nie?
      • zawsz_e_dzban Re: Pole minowe 07.09.10, 21:27
        krezzzz100 napisała:

        > Możesz próbować się ograniczyć i może nawet się udać - zależy od rozkładu zreal
        > izowanego/niezrelizowanego. To jednak chodzenie po polu minowym i trzeba być pr
        > zygotowanym na buuum! Wiem, bo się tam ograniczałam, i do pewnego momentu się u
        > dawało. Ale jak walnęło, to fest!
        > Ja bym nie chciała, by partner się dla mnie aż tak ograniczał. Poza tym, to nie
        > uchronnie prowadzi - w najlepszym razie- do budowania światów równoległych. Ocz
        > ywiście, niektórym może to odpowiadać, zależy od koncepcji związku. Ja bym taki
        > ego związku już za żadne skarby nie chciała, ale: wedle gustu.
        > Czy ona o tym wie, co czujesz? Bo może, gdyby wiedziała, też powiedziałaby: nie
        > ?
        Ja jej cały czas tłumacze że się dusze że tak dłużej j nie mogę ale zawsze to się końcvzy albo w łóżku albo porostu samo wygasa .


        podoba mi się jak napisała su....... że morze się rozwinie , ale czy warto i czy można czekać tyle ????
        Nie wiem ,.................................................................................. tyle jest znaków zapytania
        • krezzzz100 Re: Pole minowe 07.09.10, 21:37
          W takich sytuacjach zawsze jest mnóstwo pytań. Niestety. Skoro jednak jest na czym oprzeć nadzieję, to może warto spróbować...
    • zawsz_e_dzban Re: Racja 08.09.10, 19:38
      Najbardziej rozumie mnie tu krezzzz100 nadajemy na podobnych falach.
      A co do pytań ,czy zabieram dziecko na koncerty itp. tak ale muszę jeździć na nie sam ,czemu nie wiem ,co bym chciał? nie muszę pisać chyba jak patrze na innych jak się bawią w dwoje myślę sobie jak mi tego brakuje ,a co "depresji " kto wie morze to też jest to ale pytanie czemu ją łapie -przez nią najwyraźniej
      no i ten nieszczęsny pies i reszta to jest taka metafora jak to napisała wam krezzz100
      mimo to mamy psa i uwierzcie ja nim się zajmuje i nie traktuje tego jako obowiązku który muszę wykonać ,tylko jak przyjemność a on ten "pies " odwdzięcza mi się po 100 kroć ,tyn jak mnie wita jak wychodzę z samochodu i mnóstwo jest takich momentów ,fajnie każdy z was pisze i każdy ma w jakimś stopniu racja .
      • szizumami Re: Racja 08.09.10, 20:17
        wiecej w tobie wrażliwości niż agresji
        o której piszesz
        życze ci realizacji pasji i pogodzenia tego z prozą zycia
        ludzie z wielkimi pasjami to potrafisz--ty potrafisz!
      • krezzzz100 Re: Racja 08.09.10, 20:49
        Nie dziwota, bo sama przez to przeszłam. Podobne dylematy, choć- straszne i wieloletnie na dodatek, tyle że zainteresowania mam odrobinę gdzie indziej umiejscowione niż Ty (ale to najmniej ważne akurat). Doszło do tego, że najszczęśliwsza byłam w pociągu, ze słuchawkami na uszach i w ciemnym psychodeliku. Ile można uciekać...Depresję też zaliczyłam.
        Tyle, że u mnie (wreszcie?) tąpnęło. I w wyniku tego tąpnięcia doświadczam tego "we dwoje"- mogę w każdej chwili, w dzień czy o czwartej nad ranem to czuć- a nie odrzucenie, albo w najlepszym razie- obojętność. Jest ktoś, kogo bezdomny pies obchodzi, i kto o szóstej wstaje z uśmiechem na ustach do realnego psa (a mamy psa wariata!) .
        Zrozumiałam też, co za procesy tym rządzą. No, ale to chyba już nie na to forum.
        Nie ma co ukrywać- było strasznie. I faza dylematów i wykonania. Bo, jak wiesz, tu nic nie jest oczywiste. Dramat na tym polega właśnie, że trzeba wybierać spośród nieoczywistości. Mogę Ci tylko powiedzieć, że po czasie (kilka lat) objaśniło się w znacznym stopniu. Ale- dopiero po czasie, wtedy wybierać musiałam we mgle.

Pełna wersja