tylko_tymczasowoonline
22.09.10, 00:59
Witam.
Mysle o rozwodzie, ale obawiam sie jak by to wygladalo z finansowego punktu widzenia. Pracuje, zarabiam ok 4 tys brutto. Moj maz stracil prace w 2008 i od tamtego czasu "dorabia" na fuchach. Tyle, ze coraz rzadziej i wlasciwie nie ma zadnych pieniedzy. Dom mam po babci, meblowany i remontowany 2 lata przed slubem. Samochod jest moj, kupiony tez przed slubem. Malzenstwem jestesmy 3,5 roku. Moj maz bardzo sie po slubie rozleniwil, a kiedy stracil prace, to juz w ogole ma zycie jak w Madrycie. Nie posprzata (bo czysto wedlug niego), nie skosi trawy, nie da jesc dziecku (bo dostaje w przedszkolu), nie zaplaci rachunkow (bo nie ma pieniedzy), nie zrobi zakupow z tego samego powodu (bo nie bedzie sie prosil o kase). Na wszystko znajdzie wymowki.
Pracuje nierzadko po 9-10 godzin, gotuje, sprzatam, prasuje, robie zakupy, mysle o rachunkach, kosze trawnik, zabieram dziecko na basen... i mam dosc, bo przy okazji obsluguje tego pana. Jak jedzie do swojej matki na tydzien, to nagle mi odpada polowa roboty! Jest czysciej, lodowka tak szybko sie nie oproznia, mniej prania i w ogole odpoczywam. Poza tym, po prostu wszystko na mojej glowie. Moj maz jedynie zaprowadza i przyprowadza corke z przedszkola, poza tym spi do poludnia, nic nie robi, gra w jakies glupie strzelanki i tylko wyciaga ode mnie kase na papierosy i raz na 2-3 tyg na piwo z kolegami w pobliskim barze. Nie mam nic z tego malzenstwa poza coraz wieksza zloscia na tego lenia. Poza tym, nie powiem, poznalam kogos i znajomosc staje sie coraz powazniejsza. Moj maz chyba zaczyna cos podejrzewac, w kazdym razie zaczyna zadawac niewygodne pytania, przylapalam go na przeszukiwaniu mojego telefonu.
Obawiam sie tylko jednego. Co z kasa? Czy on moze zadac ode mnie zebym go utrzymywala? W mieszkaniu zameldowalam go tymczasowo na 2 lata ale jeszcze przed slubem. Nie wiem wiec jaka jest jego sytuacja? Czy po rozwodzie moze sie okazac, ze bedzie "po staremu" ze bedzie ze mna mieszkal uprzykszajac mi zycie albo bede musiala mu placic aby mieszkal gdzie indziej? O alimentach na dziecko moge zapomniec bo maz jest goly i wesoly (jak juz mowilam regularnie prosi mnie o kase nawet na papierosy). Acha - domek jest nieduzy. Mamy salon przechodni (bez przedpokoju) polaczony z kuchnia, sypialnie i malutki pokoik dziecka. Nie wyobrazam sobie naszego zycia pod wspolnym dachem w trakcie czy po rozwodzie.
Na razie nie klocimy sie. Czasami tylko, gdy mu powiem ze jest bezuzyteczny, zaczyna sie wsciekac. Poza tym, jest spokojnie, tylze ze zaczyna byc zazdrosny. Zdarza sie, ze zawoze w piatek mala do mojej Mamy i wychodze, wracam z dzieckiem w sobote albo dopiero niedziele. On raz zapytal czy na pewno bylam u Mamy. Nie wiem czy wie.
Nie rozmawiam z nim juz o pracach domowych bo to jak grochem o sciane. Seksu nie ma praktycznie od roku. Kompletnie odseparowalam sie od jego rodziny, nie chce z nim nigdzie chodzic, a do mojej jezdze sama z dzieckiem. On sam nie wystapi o rozwod bo przeciez tak mu wygodnie.
Czy ktos mi moze sensownie doradzic co zrobic? Wynajac adwokata? Ile to moze kosztowac? To nie jest milosc, nie ma czego ratowac. To jest egzystencja na zasadzie dawca - pasozyt.