nie rozumiem...

25.09.10, 23:42
Zaczęło się ponad 2,5 roku temu kiedy nagle usłyszałam, że on chce odejść, bo nie wytrzymuje. Na pytanie czego, odpowiedź brzmiała wszystkiego. Głównie chodziło o dziecko, córka potrafiła nieźle histeryzować. Powiedział dziecku zresztą, że nie wytrzymuje z nią, chodziłam potem z nią do psychologa, ale to inna historia... Twierdził, że nikogo nie ma, ale szybko odkryłam fascynację koleżanka z pracy, chyba nie wykroczyło to poza czułe maile i gadanie przy kawie w pracy. Wiem, że były drogie prezenty, miałam dostęp do jego konta. Potem to się rozwiało i objawiła sie miłość jego zycia, koleżanka z podstawówki. Kobieta z dziećmi, mężem i psem. Dla niej była to odskocznia od znudzonego męża, nie zamierzała od niego odchodzić tylko zabawić się na boku, natomiast mąż się zakochał maksymalnie. Mieszkal z nami jeszczę 8 miesięcy. Nie sposób opisac co ja przeżywałam... Wiedziałam o każdej randce, znajdowałam ślady, których on nawet nie starał się ukrywać. Kiedy mu to wypominałam mówił: po co szukasz, gdybyś nie oglądała moich koszul nic byś nie wiedziała... W końcu kazałam mu się wyprowadzić, nie wytrzymywałam tego choć go kochałam jeszcze. Wyprowadził się, a jego mama zrobiła mi awanturę, jak mogłam go wyrzucić... Ja zarabiam bardzo niewiele, taki był układ, choć mam doskonałe wykształcenie ustaliliśmy już na początku, że on zarabia, a ja mam lekką pracę, małe zarobki, ale za to mam czas zajmować się domem i dzieckiem. Nie mieszka z nami już prawie 2 lata, wynajmuje mieszkanie niedaleko, daje mi pieniądze. Na początku zerwałam wszelkie kontakty, tylko sprawy dotyczące dziecka. Potem on zaczął przychodzić, proponował wyjazdy... Tylko, ze on uważa, że zerwie z kochanką dopiero jak będzie pewien, ze nam się uda!!! Ja nie chciałam się na to zgodzić i powiedziałam, że możemy próbować tylko wtedy jeśli zerwie z nią kontakt. On nie chce i obstaje przy swoim. W tej sytuacji powiedziałam, że tak to nie będzie... On twierdzi, że nie chce rozwodu tylko chce mieszkać sam i zobaczyć co przyniesie czas, może uda nam się porozumieć. Ja mu na to, że nie mam szans na żadne ułożenie się dopóki jest tamta kobieta, dopóki utrzymuje z nią jakikolwiek kontakt. On swoje i tak w kółko Macieju. W tygodniu on jest długo w pracy i pewnie się z nią spotyka, więc właściwie się z nami nie kontaktuje. Natomiast w weekend ma czas bo przecież ona ma rodzinę. Wtedy chce spędzać czas z nami. Dla mnie to jakaś chora sytuacja, weekendowe udawanie rodziny, jakieś podwójne życie. Na propozycję pójścia do psychologa odparł, że nie będzie jakaś obca osoba mówiła mu jak ma żyć... Ja mam już tego dosyć. Mam wrażenie, że to co ja widzę białe on widzi czarne. Pytanie tylko czy to ja mam zaburzone postrzeganie, czy on jest niedojrzały i pozbawiony inteligencji emocjonalnej?
    • blaszany.dzwoneczek Re: nie rozumiem... 25.09.10, 23:56
      pytanie jest takie czego Ty chcesz i czemu tkwisz od 2,5 roku w tym chorym układzie?

    • xciekawax Re: nie rozumiem... 25.09.10, 23:57
      wiesz co? do psychologa to najpierw pojdz ty. Przeciez ten facet cie nie szanuje. Mieszka sobie sam bo wtedy wygodnie mu sie spotykac z kochanka, i nie musi slyszec placzu dziecka, a w weekendy odrobi sobie potrzebe rodziny. A ty oddajesz mu wszystko co najlepsze w Tobie i nie rozpoczynasz wlasnego zycia.

      Sama jestem w kiepskim stanie psychicznym, ale tyle przynajmniej wiem. I tez chodze do psychologa, aby ten manipulator nie mogl mnie zniszczyc.
      • blueasblues Re: nie rozumiem... 26.09.10, 00:10
        może niedokładnie, nie w pełni opisałam sytuację... złożyłam już pozew. Ale wcześniej chyba liczyłam, że zrozumie, będzie się starał, że nie zniszczymy rodziny. Chciałam ratować rodzinę dla córki i dlatego dałam mu szansę. Tylko, że mam wrażenie, ze pomimo, ze on zdradził i odszedł zachowuje się jak ofiara tej sytuacji. On oczekuje, ze to ja będę zabiegała i udowadniała, że warto próbować, a on może łaskawie zerwie wtedy z kochanką. Dla mnie to niedorzeczne... Właśnie to jego bierne podejście, bez podejmowania decyzji. Gdybym go nie wywaliła z domu mieszkałby tu, sam nie złozył pozwu, twierdzi, że to moja decyzja, on umywa ręce od odpowiedzialnosci. Moje pytanie dotyczyło tej, moim zdaniem absurdalnej propozycji: zerwę z kochanką jesli bedę mial pewność, że mam do czego wracać. Ja uwazam, że najpierw zrywa się z kochanką, a potem ewentualnie można probować dogadywać się z żoną....
        • nangaparbat3 a wszystkiemu winna córka 26.09.10, 00:23
          Najpierw ona winna, że mąż sobie znalazł kochanke, a teraz dla niej tkwisz w chorym układzie.
          • blueasblues Re: a wszystkiemu winna córka 26.09.10, 00:34
            przecież ja nie napisałam, że uwazam, że ona jest winna! napisałam, że on tak powiedział, a to różnica... zasadnicza... Moje dziecko jest dla mnie wszystkim, ale fakt, ze potrafiła urzadzać niezłe jazdy. O ile ja uważałam, że trzeba dziecko wychowywać, tłumaczyć, wskazywać wzorce, on zachowywał się jak przedszkolak i sprowadzał dyskusje z nią do pyskówek. Nie umiał z nią rozmawiać. A kiedy już zaczęła się ta sytuacja z rozpadem powiedział jej kiedy była niegrzeczna, że odchodzi przez nią. Jaką to powoduje ruinę w poczuciu własnej wartości córki wiem tylko ja, bo to ja chodziłam do psychologa, bo to ja utulałam ją łkajacą do snu. Próbowalam jej tłumaczyć, że tata ja kocha, tylko nie zawsze umie to okazać. Cóż mogłam innego? Im dłuzej go nie ma tym bardziej córka go idealizuje. Przecież z nim jest kino i zoo, a ze mną lekcje, wymogi, nakazy i tylko czasami w powodzi codziennosci jest rozrywka...
            • nangaparbat3 Re: a wszystkiemu winna córka 26.09.10, 08:33
              blueasblues napisała:

              > przecież ja nie napisałam, że uwazam, że ona jest winna! napisałam, że on tak p
              > owiedział, a to różnica... zasadnicza...
              Nie nie, napisałaś tak:

              >>> Zaczęło się ponad 2,5 roku temu kiedy nagle usłyszałam, że on chce odejść, bo n
              > ie wytrzymuje. Na pytanie czego, odpowiedź brzmiała wszystkiego. Głównie chodzi
              > ło o dziecko, córka potrafiła nieźle histeryzować. Powiedział dziecku zresztą,
              > że nie wytrzymuje z nią, chodziłam potem z nią do psychologa, ale to inna histo
              > ria...

              Bardzo możliwe, że chodziło Ci o coś innego, ale wyszło jak wyszło - nie wprost, ale przyznałaś mu rację.
              Nieźle Ci namieszał w głowie - czas się odciąc.
              • blueasblues Re: a wszystkiemu winna córka 26.09.10, 08:52
                Na pytanie czego, odpowiedź brzmiała wszystkiego. Głównie
                > chodzi
                > > ło o dziecko,
                Zabrakło słowa "mu" po "głównie chodziło". Pisałam to w nocy i mi umknęłosad
        • xciekawax Re: nie rozumiem... 26.09.10, 00:35
          Mysle ze w pewnym sensie to dobrze ze maz daje ci mozliwosc podjecia decyzji - i wykorzystaj to. Co ty jestes? jego lalka? Sorry, ale wez zycie w swoje rece. Nie przejmuj sie, nie mysle co on mysli, mysl tylko o swoim dobru. Tylko o sobie i dziecku (ale nie rob wymowek podtrzymujac sie dzieckiem). A jak juz zaczniesz miec swoje zycie, niezalezne od niego - to on dopiero zacznie sie pojawiac i sie starac - bo bedzie widzial ze cie traci. Tylko wtedy pytanie: czy warto jest wrocic do takiego czlowieka ktory mysli ze wszystko mu przebaczysz??? Zauwaz ze radzisz sobie kompletnie sama, a cierpisz tylko dlatego ze jeszcze jest on w Twoim zyciu, ciagle sie pojawia i nie pozwala Tobie o nim zapomniec. Musisz wyrosnac. Przestac byc ta mala dziwczynka. Wez swoje zycie w swoje rece. Szczerze mowiac - to jedyne co MNIE podtrzymuje, chociaz i tak jestem w kiepskim stanie, ale mam nadzieje na zycie bez niego. Czasami mam ochote wynajac kogos aby go skopal tak mocno aby lerzal w szpitalu przez miesiac - za to jak mnie skrzywdzil, bo wiem ze nie zasluzylam sobie na to. Ale wiesz co? ja mu tak naprawde wspolczuje. bo to glupi glupiek.
          • blueasblues Re: nie rozumiem... 26.09.10, 00:45
            a ja mam pragnienie żeby zrozumiał, że to jemu odbiło, nie mnie... nie pisałam o tym, ale miał wszystkie objawy kryzysu wieku średniego plus alkohol... nie jest menelem leżącym na chodniku, ale odreagowywał stresy związane z pracą (jest dyrektorem w wielkiej firmie) alkoholem. Po alkoholu stawał się okrutny psychicznie i emocjonalnie... on tego problemu nie widzi, przecież "wszyscy na stanowiskach piją"...
            • xciekawax Re: nie rozumiem... 26.09.10, 01:08
              a ja cie zapewniem dziewczyno ze W TEJ SYTUACJI, to ty masz najwiekszy problem. Facet cie nie szanuje, byc moze przez lata tak cie pomalutku zaczol traktowac ze stalas sie dla niego niczym, i ty dla siebie stalas sie niczym.

              Przeczytaj swoj post od poczatku, ale tak jakby to pisala inna kobieta i co bys jej odpisala?

              byc moze Twoja psychika jest zbyt bardzo zjechana abys zauwazyla cos baaaardzo toksycznego w tym zwiazku, a zwiazek toskyczny tworza dwoje toksycznych ludzi. Dlatego zasugerowalam abys wziela bardzo dobrego psychologa, najlepszego w Twoim miescie.

              Nie mozesz kontrolowac poczynan innych ludzi. Mozesz tylko kontrolowac swoje poczynania i zaopiekowac sie soba i swoja corka.

              I dokladnie rozumiem te uczucia ze chcesz swiadomie i podswidomie aby wrocil, aby zaczol kochac jak nalerzy (jezeli jeszcze wiesz jak to jest gdy mezczyzna naprawde kocha). Sama czasami tak mam. Ale bardzo sie zastanow i wybierz decyzjie bardzo swiadomie, bardzo madrze. Bo moze byc tak ze jak wroci - ty bedziesz miala pretensjie o wszystko co Tobie zrobil. A moze zawsze bedziesz zyla w poczuciu bycia ta gorsza, ta na drugim miejscu.

              Naprawde nie wypowiadam sie abys odeszla, czy zostala. Ty znasz najlepiej swoja sytuacjie. Ale tylko boje sie ze moze teraz nie myslisz realistycznie, nie szanujesz sie.... Warto przestudiowac swoje uczucia co cie przy nim trzyma. Bo milosci od niego nie dostajesz, Szacunku tez nie, zaufania w wiernosc na pewno nie masz - wiec co Cie trzyma? Dlaczego jest taki wspanialy ze go nadal chcesz? Ja ci na to nie odpowiem. To jest Twoja decyzjia, i tylko mam nadzieje ze cokolwiek postanowisz bedzie to dobre DLA CIEBIE.

              A pisze to sama bedac bardzo zraniona, wiec nawet nie wiem czy powinnam sie wypowiadac.
    • nangaparbat3 Re: nie rozumiem... 26.09.10, 07:39
      Blues, ten facet jest poważnie zaburzony. Ratuj dziecko i siebie, ograniczaj kontakty do minimum. Idź do psychologa, poważnego, albo jeszcze lepiej - na terapie grupową czy chocby grupe wsparcia dla osób, które doświadczyły przemocy w rodzinie. Bo to co on robi jest przemocą - i Tobie zrobił wodę z mozgu, a co z dzieckiem, to sie pewnie okaże kiedy zaczną się dramaty dorastania.
      Nie czytałam, nie słyszałam jeszcze, żeby ktos powiedział dziecku "przez ciebie odchodzę". Nie słyszałam, żeby ktos powiedział żonie :staraj się, jak spełnisz moje oczekiwania wrócę od kochanki.
      Przyjrzyj się swojemu życiu - piszesz, że masz lekka pracę, ale dziecko do zoo czy do kina chodzi tylko z ojcem. Na Boga, dlaczego? Co Tobie stoi na przeszkodzie bawic się córką, pójsc do teatru, popływac kajakiem, pojeździc na rowerze, robic tysiące rzeczy które otwierają świat, cieszą i bawią?
      Przypuszczam, ze przy jego pomocy pozatrzaskiwałaś przed sobą różne drzwi. Mentalnie.
      Nie wiem, ile lat ma Twoja corka. Ja od rozstania z mężem (córka miała 8), skończyłam drugie studia magisterskie, trzy podyplomówki (w tym dwie w miescie o 250 km od mojego), prawo jazdy, zaczęłam robic zawodowo rzeczy, o których wcześniej nawet nie marzyłam, rozwinęłam 10 razy bardziej niż przez wszystkie poprzednie lata. I w tym wszystkim chodziłam z corką i do kina, i do zoo, i do teatru. I czuję, że żyję.
      Ty masz świetne wykształcenie i chyba niezle alimenty. Córka już nie jest dzidziusiem. Zacznij życ naprawdę - bo na razie, jeśli jest tak jak piszesz, jesteś tylko cieniem tego psychopaty. Bo co najmniej lekki rys psychopatyczny w nim byc musi, jeśli zachowuje się tak jak to opisujesz. Jeśli niczego nie ubarwiasz, mamy człowieka, który nie liczy się z uczuciami najbliższych, jest pozbawiony empatii. Moze tylko niszczyc.
      Zbuduj własne życie, swoje i córki, bez niego. Piszesz, że chyba wciąż go kochasz - to pieknie, ale on zasługuje tylko na na miłosc typu miłosierdzie - jest nieszczęsny w swoim egoizmie i infatylizmie, prawdziwa miłosc do niego może byc głównie litością. Ale na tym nie zbuduje się żadnych relacji, trzeba sie trzymac od niego z daleka, bo zniszczy i Ciebie, i dziecko.
      • blueasblues Re: nie rozumiem... 26.09.10, 08:49
        Licząc w liczbach bezwzględnych to oczywiście ja spędzam z nią więcej czasu na rozrywce. Chodziło mi o udział procentowy, szara codzienność ze mną to ok 90-95 % czasu, rozrywka 5-10%. Naprawdę robimy mnóstwo fajnych rzeczy razem. Po całym tygodniu pracy i szkoły zapełniam jej weekend atrakcjami. Natomiast czas z tatą to 100% atrakcji, nieważne że to obecnie kilka godzin w miesiącu, czasami nawet mniej bo córka ostatnio nie chce się z nim spotykać, a on nie nalega jakoś nadzwyczajnie. Chodziło o to, ze tata do niczego nie zmusza, nie każe lekcji odrabiać, nosić aparatu na zęby, myć głowy, zakładać czapki. Mama owszem.

        Napisałaś: o ile nie ubarwiam.... Nie nie ubarwiam, przeciwnie wielu drastycznych wypowiedzi nie przytaczam bo to zbyt bolesne aby upubliczniać, zresztą to nie naświetli sytuacji. Ogólnie można powiedzieć, że masz w 100% rację o rysie psychopatycznym. Powiedział mi to psycholog jak na bieżąco relacjonowałam mu jego wypowiedzi.

        Tak powiedział córce, że to przez nią. W bardzo nieładny sposób... Nasza córka jest piękną i mądrą dziewczynką. Ludzie zaczepiają mnie na ulicy i mówią jaka jest sliczna, uczy się doskonale. Natomiast miała okres kiedy nie radziła sobie z emocjami, wybuchała, robiła histerie. Obecnie to właściwie nie ma miejsca, czasami pyskuje, jak prawie kazde dziecko. Jest bardzo odpowiedzialna. Ja uważam, że mój mąż nie umiał docenić tego co miał. Sto razy zastanawiałam się za czym poleciał, bo kochanka jest starsza i nieatrakcyjna, niespecjalnie inteligentna więc może przed nią błyszczeć. Myslę, że on po prostu nie chciał mieć rodziny, podświadomie wiedział, że z nią jej nie będzie musiał mieć.

        Ja nie napisałam nigdzie, że jest tak wspaniały, ze marzę o jego powrocie. To nie tak, chodziło mi tę jego niedorzeczną propozycję, o ocenę czy to może ja już straciłam zdolność prawidłowego rozumowania, czy jednak jego warunki są od czapy.




        • nangaparbat3 Re: nie rozumiem... 26.09.10, 15:29
          Jego warunki od czapy. Masz rację. Trzymaj go na dystans i od czasu do czasu poczytaj o psychopatach - tak trudno uwierzyc w możliwosc funkcjonowania bez emocji, ze trzeba sobie co jakiś czas przypomniec.
    • olgucha_3 Re: nie rozumiem... 26.09.10, 08:58
      Blues, goń dziada jak najdalej od siebie. Przytoczę Ci co zrobił mój mąż po powrocie od kochanki. Wszedł do domu i postawił mi warunki: przefarbować włosy (bo przypominałam kurewnę), przestać palić (bo kurewna nie pali) i zacząć chodzić w sukienkach (bo kurewna jest bardzo kobieca). Co zrobiła głupia zakochana żona? Spełniła te warunki a kurewicz i tak po 10 dniach wrócił do kurewny, bo tak ją kochał nad życie. Dziś a jest dokładnie 4 miesiące od jego powrotu do miłości, jestem inną, niezależną kobietą. Spełniam swoje marzenia, których przy nim nie mogłam, bo mnie wyśmiewał. W wieku 42 lat, zapisałam się na zajęcia z tańca klasycznego, który zawsze kochałam, spełniam się we wszystkim, co ograniczał mi pan i władca. Dodam, że zawód jaki wykonuję, wiąże się z tym, że raz mam pracę a raz nie mam. Tak więc z gotówką jest różnie. Mam 19 - letniego syna, na którego ojciec płaci 1000 zł alimentów. Dajemy radę i żyjemy o niebo lepiej niż gdy był z nami. Nie mam długów, rachunki płacone na bieżąco, co przy moim mężu było niemożliwe, bo ciągle miał jakieś swoje wydatki. Otrząśnij się dziewczyno i pokaż swoją godność. Polecam przeczytanie książki Dobsona "Miłość wymaga stanowczości" Jeśli zależy Ci na tym facecie, to Ty postaw twarde warunki powrotu. Trzymaj się i bądź silna. Dla rozjaśnienia, przeczytaj mój post Zdrada, który napisałam dokładnie 4 miesiące temu. Zobaczysz różnicę w patrzeniu na świat i męża. Pozdrawiam
    • dorata351 Re: nie rozumiem... 26.09.10, 16:55
      Jeeeeny, niektórzy ludzie to naprawdę mają kuku, biedny pan, aż mi się go żal zrobiło. Trzymaj się Blueasbluses. Najgorzse jest to, że ta porzucona strona tyle musi przejść. Mam nadzieję, że taka chora miłość jednak mija. pozdrawiam.
Pełna wersja