Czy to moja wina???

10.11.10, 20:46
Lecę w dól ... z dnia na dzień jest coraz gorzej dlatego postanowiłam napisać, bo być może jest ktoś kto przeżywa albo przeżył podobną sytuację do mojej i powie mi jak mam teraz żyć...coś doradzi... wesprze słowem bo czuję się taka samotna, nieszczęśliwa i zagubiona...
Jestem 35-letnią kobietą która we wrześniu 2009 roku wyszła za mąż za , jak mi się wtedy wydawało, cudownego faceta z którym żyłam już 7 lat pod wspólnym dachem dlatego ślub to była tylko formalność. Niestety rok po tym jak już razem mieszkaliśmy zdiagnozowano u mnie genetycznie nieuleczalną chorobę, był to dla nas duży cios jednak nie było mowy o rozstaniu. Mój mąż nie należy do ludzi wylewnych i ciepłych ale zaakceptował moja chorobę i nigdy nie dał mi odczuć że jakoś mu ona przeszkadza. Byliśmy typową parą w której bywały czasem ostre kłótnie ale czy są związki bez kłótni?! Choć życie ze mną, chyba przez te 7 lat, nie było łatwe ponieważ nie pogodziłam się z chorobą, zamknęłam się trochę przed światem i ludźmi, miałam przewlekłą depresję, aż doszło do momentu że poddałam się chorobie i było już mi wszystko jedno co ze mną będzie. To był rok 2008, wylądowałam w szpitalu, narzeczony chcąc mnie zmotywować do walki zaczął poważnie mówić o ślubie. Byłam szczęśliwa, rok później był nasz ślub. Było cudownie i byliśmy bardzo szczęśliwi, do czasu pierwszej kłótni z mojego zresztą powodu, 3 tygodnie po ślubie. I chociaż przeprosiłam to dla niego już nie miało znaczenia oddalał się ode mnie z dnia na dzień coraz bardziej. Nie chciał ze mną nic robić, nigdzie chodzić, chociaż mi ślub dodał skrzydeł i odżyłam na całego. Jednak jego oddalanie się ode mnie spowodowało że pod koniec listopada , dwa miesiące po ślubie zaczęłam wpadać w poważna depresję. I tak on po pracy siedział w pokoju przed telewizorem a ja w łazience płacząc, czasem wybuchały awantury, Zupełnie nie rozumiałam co się dzieje czemu on się tak zmienił, czemu nie chce się ze mną kochać, chodzić do znajomych i na spacer, czemu nie chce spędzać ze mną czasu. 7 lutego zrozumiałam jak znalazłam w jego kurtce drugi telefon o którym istnieniu nie wiedziałam i przeczytałam wszystkie sms jakie z NIĄ pisał. Przeżyłam szok !!! Nigdy nie zapomnę tego wieczoru i bólu jaki wtedy odczułam i jaki towarzyszy mi po dzień dzisiejszy...mimo wszystko nie odeszłam, zaczęłam ratować to małżeństwo. Obwiniłam siebie za to co się stało a on jeszcze tylko to potwierdził, że ostrzegał mnie że jak coś z nim pęknie to bezpowrotnie. Dlatego to wszystko co dla niego robiłam przez kolejne miesiące nie miało dla niego znaczenia. Niby nie był już z tą panią w kontakcie za to dowiedziałam się że jest z inną ale nie wie kto to bo piszą tylko sms ze sobą. był na jakiś portalu randkowym działającym poprzez telefony komórkowe, czyli mój mąż po ślubie stał się playboyem. W sierpniu pojechałam do mamy miałam po dwóch tygodniach wrócić ale już nie mogłam. Mieszkaliśmy przez te 8 lat w mieszkaniu komunalnym w którym głównym najemcą był jego ojciec (jednak on z nami nie mieszkał) , po ślubie nie zameldował mnie tam i gdy chciałam wrócić mój kochany teściu powiedział mi że zajmuje mieszkanie i rzucił słuchawką. Mojemu mężowi było to na rękę nie zawalczył o mnie bo po co, w końcu chciał się mnie pozbyć i pozbył się bo teraz dzieli nas 650km, Jestem cały czas u mamy. Nie mamy prawie wcale ze sobą kontaktu a jak już to są to sms informacyjne. On chce rozwodu i to najlepiej bez orzekania o winie bo jak to pięknie ujął to jedna rozprawa i po krzyku. Ja nawet nie potrafię myśleć o rozwodzie. Mam pierwszy stopień niepełnosprawności, czuję się już bardzo źle, choroba postępuje, jedyny ratunek to przeszczep płuc ale mi się już nie chce walczyć nie mam motywacji. Nie potrafię uwierzyć że on to wszystko mi zrobił, że tak mnie zranił. Starałam się przez te 8 lat wspólnego życia dbać o niego jak najlepiej, nawet jak się źle czułam to mieszkanie było posprzątane, zakupy zrobione, obiad ugotowany, on niczym nie musiał się przejmować bo wychodziłam z założenia że jak ja nie pracuje to nie ważne że jestem chora, powinnam zająć się domem a on niech tylko pracuje. Siebie obwiniam o to wszystko, musiałam bardzo go zranić że on już mnie nie chce i jak ja mam teraz żyć...Odebrał mi wszystko...
    • tesknotazabija Re: Czy to moja wina??? 10.11.10, 21:00
      Boże, jakie smutne to wszystko co piszeszsad Dziewczyno, proszę Cię, przestań się obwiniać. Wiem, że to trudne, ale musisz zapomnieć o swoim mężu, który okazał się typowym tchórzem, przerosły go problemy i postanowił uciec. Tak jest najłatwiej. Przeczytaj mój wątek to zrozumiesz, że wiem o czym mówię.
      Życzę Ci mnóstwo zdrowia i siły do walki o siebie. To Ty jesteś tu najważniejsza. Walcz, walcz i jeszcze raz walcz.

      Zadałaś na początku pytanie czy są związki bez kłótni. Uśmiechnęłam się czytając to pytanie. Są - ja byłam 8 lat z mężem w związku bez kłótni. Przyjaciółka powiedziała mi ostatnio, że byliśmy aż do obrzygania idealni i tak bardzo w sobie zakochani. 8 lat sielanki i nagle mąż się wyprowadza z domu i nie ma co zbierać. Ale to już inny wątek...
      Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę dużo siły, bo na pewno będzie Ci potrzebna,
    • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 10.11.10, 21:09

      > Obwiniłam siebie za to co się stało a on jeszcze tylko to potwierdził, że ostrzegał mnie że jak coś > z nim pęknie to bezpowrotnie.

      Jednym słowem- miałaś się z nim obchodzić jak z jajeczkiem. Ale małżeństwo to nie wytłaczanka, gdzie każde jajko jest chronione, a nawet jeśli tak, to jak widać- trafił Ci się zbuk.
      Jeśli masz SMSy, świadków, to w Twojej sytuacji (opuszczenia Cię w chorobie), orzeczenie o jego wyłącznej winie masz jak w banku.

      O przydatności kobiety jako partnerki, nie świadczy to, że jest służbą.
    • altz Re: Czy to moja wina??? 10.11.10, 21:50
      Dużo napisałaś, a w zasadzie mało. Kobiety to potrafią.
      Mąż walczył, a zaczął myśleć inną głową.
      Prawdopodobnie jest ofiarą ciągłego maglowania w domu rodzinnym typu, że z Tobą nie będzie miał dziecka, że po co mu chora osoba itd. świadczy o tym zachowanie ojca. :-\
      Tym gorzej świadczy to o mężu.

      Może to nie była miłość, tylko zauroczenie? Zauroczenie jedno minęło i zaczęło się nowe.
      • joanna.jm Re: Czy to moja wina??? 10.11.10, 23:10
        Zauroczenie które by trwało 7 lat, trochę mało prawdopodobne zważywszy że psychologowie podają że zauroczenie trwa rok albo dwa lata, dokładnie nie pamiętam. Co do rodziny to mąż mamę stracił 5 lat temu i była to cudowna, ciepła osoba która wiedziała o mojej chorobie i która zadecydowała że lepiej mężowi nie mówić. Szczerze nie podobało mi się to ukrywanie ale uszanowałam decyzję tej pani bo też wydawało mi się, że nie do mnie należy informowanie tego pana tym fakcie. I w ten oto sposób ojciec męża o mojej chorobie dowiedział się od kogoś życzliwego na naszym ślubie. Od razu się zmienił w stosunku do nas bo przestał nas zupełnie odwiedzać i obraził się na męża że ten go nie odwiedza. Tak więc masz racje wielce prawdopodobne jest to iż teściu wziął sprawy w swoje ręce i synkowi wytłumaczył jak to życie sobie przy mnie marnuje. Widocznie takie osoby, w pojęciu tego pana, nie mają prawa do szczęścia i miłości.
    • plujeczka Re: Czy to moja wina??? 11.11.10, 05:24
      o rany dlaczego ty sięo obwiniasz? przestań to robić i to natychmiast jeśi jesteście winni to oboje a on co ? cudowny kochany Piotruś Pan? choroba zony go przerosła? nie ty jedna jesteś chora ale stawianie w ten sposób sprawy i szukanie pocieszenia u innych kobiet to nie jest yjscie z sytuacji to tchórzostwo i wygodnictwo.
      Ciesz się ,że nie macie dzieci i ze dzieli was te 650 km , przeprowadż sprawę o rozwód a SMS nie ch beda dowodem w sprawie ze pan lubił zabawiać się z inymi kobietami, niestety choroby się nie wybiera a tobie moze być potrzebna pomoc finansowa kiedy choroa bedzie się rozwijac wiec nie rezygnuj z orzekania o winie.
      A co to znaczy ze się klóciłaś? no i co z tego? w każdym małżenstwie kłótnie są i są niczym nienormalnym bo małżeństwo to dwie ososbowości, różne charaktery i połączone dwa inne domy wyniesione wzorce zachowania z róznych rodzin,czasami kłótnia jest wyrażniem i buntem przeciwko komuś i czemuś.
      Moim zdaniem przestań rozpaczać i wspominać tego Pana czas działać i zaczać się leczyć i dbać o siebie , choroby nie wybierałaś, fakt zataiłaś w porozumieniu z jego mamą ten fakt to twój minus bo jak widzisz choroba jego i jego tatusia przerosła ale to nie powód do szukania kobiet na portalach randkowych.
      Od dzisiaj przestajesz myslec o tym Panu, koniec z mazajstwem i łazmi stajesz na nogi i normalniesz zujesz pod kontrolą lekarza, nie wykluczone ze kogoś poznasz , kogoś dla którego twoka choroba nie będzie bal;astema kogos kto wesprze cię w trudnych chilach. Zawsze mam na mysli wspaniałego męża Agaty Mróż.................zyczę ci powodznia i....nos do góry.....co było mineło szkoda czasu na rozpamietywanie , zycie toczy się dalej , popatrz juz jesień za chwilę świeta a poźniej przyjdzie cudoena wiosna i zycie zacznie znów się budzić w przyrodzie i w ludzich czy to nie piekne?,,,nie żal ci rozpamietywać czasu minionego, którego nie wskrzesisz i nie wstrzymasz?........
      • joanna.jm Re: Czy to moja wina??? 11.11.10, 12:07
        Wiem że źle zrobiłam że nie wymogłam na mężu żeby przed ślubem poinformował ojca o mojej chorobie bo wolałabym być porzucona przed ślubem niż po. Nigdy bym jednak nie przypuszczała że ojciec będzie miał na niego taki wpływ. Mój mąż to człowiek raczej stanowczy, umiejący bronić własnego zdania nawet przed ojcem, z tego powodu już dwa razy w życiu byli tak pokłóceni że nie odzywali się do siebie przez pół roku. Dwa takie same zatwardziałe charaktery. Wiem że powinnam o nim zapomnieć ale chyba nadal go kocham i dlatego tak trudno mi to zrobić. Do tego jestem jeszcze uwiązana w domu przez chorobę więc jedyny mój kontakt ze światem jest przez internet i dlatego właśnie tu poszukuję pomocy i rady...być może to tchórzostwo i wygodnictwo, nie mi to oceniać... ale dzięki za każde słowo które napisałaś , dziś jakby psychicznie czuję się trochę lepiej.
        • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 15:38

          joanna.jm napisała:

          > Wiem że źle zrobiłam że nie wymogłam na mężu żeby przed ślubem poinformował ojc
          > a o mojej chorobie bo wolałabym być porzucona przed ślubem niż po.

          Nie, nie zrobiłas źle!!! Kto Ci takich bzdur nawciskał?? Z kim brałas ślub- chyba nie z teściem?? Ten, który miał prawo wiedzieć o Tobie wszystko, został poinformowany i świadomie podjął się obowiązków, związanych z ożenkiem z chorą osobą- i to jest sendo sprawy. Nie miałas absolutnie żadnego obowiązku informowania o swoich prywatnych sprawach żadnej innej osoby.


          Nigdy bym je
          > dnak nie przypuszczała że ojciec będzie miał na niego taki wpływ.

          Tu nie chodzi akurat o teścia, o jego wpływ- chodzi o to, że Twój mąż nie jest jednak stanowczy i rzuca słowo na wiatr pod wpływem swojego ojca- zupełnie, jakby nie był dorosły i nie wiedział, że jesli podejmuje się zobowiązań, to są konsekwencje ich niewypełniania. To nie teść jest winny, tylko Twój mąż nawalił jako mąż i jako człowiek najzwyczajniej.
    • podroznie Joasia 11.11.10, 07:51
      Przeczytałem wczoraj co napisałaś. Pomyslałem sobie;
      polem minowym ten Twój wątek; miną Twa choroba,
      trudno pisać nie myśląc o niej.
      Wiedząc że cierpisz, prawie rozwiedziona dodatkowo
      jakoś dobrą minę chciałoby się przywdziać, tą metodą znaleść pocieszenie.
      Ale brakło odwagi pisać nocą by coś nie przekręcić.

      Rilke zapodał kiedyś, że miłość to czuwanie na cudzą samotnością.
      Bardzo pojemna definicja. Jest tam miejsce na wszystko, również na codzienne
      pogaduchy.
      Nie czytałem wszystkiego co napisałaś, nie wnikam w Twoje kłótnie z mężem.
      Ale intuicyjnie czuję, że piszesz o braku heroizmu w swoim wątku, zaniechaniach męża.

      Idzie weekend, bądź zapracowana, bo Twoje schizy przepracują Ciebie.
      Ciepłego Piotrusia Pana obok życzę Asiu smile
      ściskam Ciebie serdecznie smile
      • altz Re: Joasia 11.11.10, 09:15
        Ciężka sprawa, bo przy leczeniu ważne jest samopoczucie, chęć walki o życie. Wsparcie innych osób jest bardzo ważne. Myślę, że sąd nie da mężowi rozwodu, ale cóż z tego, że będziesz mężatką na papierze? :-\
        • joanna.jm Re: Joasia 11.11.10, 12:24
          Właśnie być mężatką na papierze to małe pocieszenie, mąż wyraźnie mi powiedział że nie czuje się już za mnie odpowiedzialny (tak mi napisał w sms) i że do opieki nade mną go nikt nie zmusi, no i miał rację, poza tym nie chciałabym być dla niego kulą u nogi której najchętniej by się pozbył bo w końcu by mnie znienawidził , jeśli już tego nie zrobił.
          • altz Re: Joasia 11.11.10, 12:30
            Nie powinnaś tak mówić, chodzi mi o tę kulę.
            Mąż ma obowiązki, nawet jeśli się zapomniał.
            Gdybyś mogła mieć operację, to powinnaś żądać (wymagać, oczekiwać,...) od niego opieki, a nie prosić. Potem niech sobie idzie, ale teraz ma obowiązki. Warto postawić tak sprawę, w chorobie jest różnie, ale przeważnie pomoc jest konieczna.
            Mnie małżonka pogoniła, ale w razie jej poważnej choroby mam przyjść i się nią opiekować, ja wiem że to jest wygodne z jej strony, ale nie protestuję i uważam to za słuszne i normalne.
            • joanna.jm Re: Joasia 11.11.10, 13:32
              Widocznie ty masz serce i poczucie jakiejś odpowiedzialności a mój mąż nie! Nawet jak sąd nie da mu rozwodu i nakaże mu się mnie opiekować i razem ze mną przejść przez przeszczep płuc to przecież i tak nie zmusi go to do opieki nade mną. Wrócę i może być jeszcze gorzej bo z wściekłości że znowu musiał ze mną zamieszkać umilał by mi za pewne życie na co dzień tak że prędzej z nerwów bym umarła niż doczekała przeszczepu. Nie ma nic na siłę. Tu za nim tęsknie ale przynajmniej mam opiekę ludzi którym na mnie zależy, smutna rzeczywistość...
              • podroznie Joasia 14.11.10, 06:24
                Dzień Dobry
                Przeczytałem jeszcze raz na spokojnie również nowsze Twoje wpisy.
                Twój mąż nie desperuje za Tobą, to jest prawda, szkoda więcej o tym gadać.

                Jest tu parę bzdur napisanych Twoją ręką. Piszesz o krzywdzie męża,
                o wisiłku w funkcjonowanie domu również dla niego zapominasz.

                Na tym forum coraz mniej amatorów prawa.
                Nie jest łaszeniem się do pieniędzy męża skorzystanie z obowiązku alimentacyjnego.
                Jeszcze raz przypomnę Twoje zupki, gotowanie i sprzątanie-zasłużyłaś na lepsze traktowanie.

                Jak się do tego zabrać, ktoś Ci podpowie lub podpowiedź znajdziesz w internecie.
                Nie chodzi o pieniądze, raczej o działanie. Również o psyche Twoich najbliższych.

                pozdrawiam serdecznie


            • zmeczona100 Re: Joasia 14.11.10, 15:47

              altz napisał:

              > Nie powinnaś tak mówić, chodzi mi o tę kulę.

              Wytłumacz mi jak krowie na miedzy, dlaczego nie powinna pisać/ czuć tego, co czuje?

              > Mąż ma obowiązki, nawet jeśli się zapomniał.

              Ta. Ciekawe, jak zmusić do wypełniania tych obowiązków i jaka jest kara za ich niewypełnianie.
    • ekscytujacemaleliterki Nie Twoja! 11.11.10, 12:47
      I mylisz się! Nie odebrał Ci wszystkiego bo masz jeszcze siebie!
      I wiesz, to jest najważniejsze!
      Wiem, że boli, że jest źle!
      Ale masz siebie!
      I przede wszystkim o siebie musisz dbać!!!
    • scindapsus smsy 11.11.10, 13:17
      polecam uwadze

      wyborcza.pl/1,76842,6918215,Kocham_cie__Zabijmy_meza.html
      • altz Re: smsy 11.11.10, 13:39
        Chyba każdy chce się czuć kochany, słuchać komplementów, tylko czemu tylu ludzi daje się nabierać na płatne SMS'y?
        • jarkoni Re: smsy 14.11.10, 10:01
          Mogę za to przez panie zostać zlinczowany, ale jako stary wredny typ zadam pytanie odnośnie pierwszego wpisu autorki wątku:
          Kto Ci pozwolił przeszukiwać kieszenie jego kurtki?
          Może ją szykowałaś do prania, OK rozumiem.
          Znalazłaś telefon, jakim prawem do niego zaglądałaś?
          Nie ma żadnych usprawiedliwień...
          • zmeczona100 Re: smsy 14.11.10, 15:33
            A co było wcześniej- podejrzenia czy SMSy?

            No tak, jarkoni.
            Po co szukać powodu; wystarczy złożyć pozew o rozwód, bo się nie układa. Jakież to męskie.

            Nieważne, że ktoś jest nie fair, bo ważne jest, aby się to nie wydało, tak?

            Jeśli ktoś zaczyna wobec nas łamać zasady, nie ma prawa oczekiwać, że wobec niego te zasady będą zachowane.
            Potępiam sprawdzanie telefonów, maili etc, jeśli nie ma żadnych podstaw- to normalne, jeśli związek oparty jest na zaufaniu. Jeśli jednak pojawia się coś, co zaczyna stawiać to zaufanie pod znakiem zapytania, to uważam, że mam prawo przekonać się, czy mam albo nie mam racji.
          • joanna.jm Re: smsy 15.11.10, 15:43
            Nie popieram sprawdzania telefonów oraz szpiegowania partnera, przez 8 lat bycia razem nigdy tego nie robiłam ! Pewnie i tym razem bym się na to nie zdobyła gdyby nie moja siostra która była już raz zdradzona i zwróciła mi uwagę na to że mój mąż się dziwnie zachowuje, że coś ukrywa, zauważyła to jak była u nas na święta. Ja oczywiście od razu jej odpowiedziałam że jest nie poważna, że jest przewrażliwiona i że wszystko ale mój mąż i dziewczyna, nie nigdy! Zapytałam nawet męża ze dwa razy czy mnie zdradza, powiedział że nie , że jestem jakaś chora i niepoważna. Jednak zachowanie męża było coraz gorsze więc w końcu pękłam no i znalazłam przyczynę przez która mąż się ode mnie oddalał coraz bardziej. I wiesz co wcale nie żałuję tego co zrobiłam.
    • maheda Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 10:28
      Przeczytałam sobie Twój post zaraz, jak go napisałaś, jednak chciałam, żeby mi się to wszystko poukładało, zanim cokolwiek napiszę.
      Nie lubię w sumie wypowiadać się na temat historii naświetlonych tylko z jednej strony, bo zawsze są przekłamane, jednak zdumiewa mnie przeważająca część postów w tonie "jesteś OK, to on jest świnia".

      Przede wszystkim - niewątpliwie część winy za rozpad związku leży po Twojej stronie.
      Niewątpliwie też część tej winy leży po stronie Twojego męża.
      Nie wiem, w jakich proporcjach i nie chcę wiedzieć - nie jestem na szczęście sędzią i nie muszę się nad tym zastanawiać.

      Tak sobie tylko próbuję wyobrażać to wszystko.

      Wydało mu się chyba, że będzie bohaterem, dzięki któremu ożyjesz, wrócisz do zdrowia, zawalczysz o siebie, i wszystko się potem zmieni.
      Wygląda na to, że się przeliczył, nie dał rady, też zjechał w dół. Czy on miał i ma wsparcie psychologa?
      W sumie w takiej sytuacji trudno mi się dziwić decyzji teścia, który w pierwszym rzędzie chce chronić swojego syna, który być może zjeżdża psychicznie.
      Fakt, że "dziecko" dawno jest dorosłe i powinno sobie dawać radę, ale jak wiemy - instynkty macierzyńskie i ojcowskie w wielu wypadkach tak łatwo nie wygasają.

      Depresja, zwłaszcza - jak u Ciebie - trwająca latami, to choroba rodzinna, wspólna. Trzeba leczyć zarówno osobę chorą na depresję, jak i osoby z nią mieszkające - tutaj przez te lata opieką psychologiczną powinien był być objęty również Twój partner czy później mąż.
      Nic nie piszesz o leczeniu Twojej depresji ani o leczeniu w tym zakresie męża.

      Co do kwestii prawnych - rozwodu nie udziela się, o ile wiem (mogę się mylić), gdy pozwany małżonek jest chory i wymaga opieki.
      No i oczywiście należy Ci się opieka alimentacyjna męża, jeśli nie jesteś w stanie zarabiać na siebie.
      • pacio Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 12:59
        Zabrakło wspólnej pracy, chęci podejrzewam były i na tym się skończyło. Jesteś chora, ok tylko dlaczego mamy patrzeć na Ciebie przez pryzmat twojej choroby? Wiem że to wygodne (każdy z nas chce żyć wygodnie) lecz twoja choroba jest twoim problemem. Teraz oczekujesz napiętnowania na Twoim mężu? Po co?
        • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 15:44
          pacio napisał:

          Jesteś
          > chora, ok tylko dlaczego mamy patrzeć na Ciebie przez pryzmat twojej choroby? W
          > iem że to wygodne (każdy z nas chce żyć wygodnie)

          Ile Ty masz lat?? Tam może pisać tylko smarkacz albo pieprzony egoista, którego świat kończy sie na czubku własnego nosa! Poczytaj sobie, czym jest małżeństwo, jakie obowiązki maja małzonkowie, to mądrzej może zaczniesz mysleć i pisać. Wygodniej jest zyc z chorobą?? To weź sobie podłóż nogę pod pociag- tez będziesz miec zapewnioną wygodę!!


          lecz twoja choroba jest twoim
          > problemem. Teraz oczekujesz napiętnowania na Twoim mężu? Po co?

          No jasne, mamy po główce pogłaskac faceta, który porzucił swoją zonę w chorobie!

          Wygodniej to się żyje bez takiego cieżaru, jak chory małżonek, prawda? I to należy popierać!

          Dżizas, gdzie się wychowuje takie dupki?
          • pacio Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 16:20
            Zmęczona, zanim zaczniesz coś pisać zajmij się sobą i daj światu odpocząć od twojego zmęczenia. Jak odpoczniesz czytaj ze zrozumieniem i całą wypowiedź.

            -
            • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 16:41

              No ba. Nie ma to jak sie bronić tym, że ktoś jest zmęczony/ głupszy i dlatego nas nie rozumie. Ot, przejaw stuprocentowej dojrzałości.
              • pacio Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 18:42
                Dlaczego miałbym Ciebie rozumieć, jest jakiś powód?

                Poczytaj
                forum.gazeta.pl/forum/0,62605,1617503.html
                • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 18:58
                  pacio napisał:

                  > Dlaczego miałbym Ciebie rozumieć, jest jakiś powód?

                  Żadnego.

                  >
                  > Poczytaj
                  > forum.gazeta.pl/forum/0,62605,1617503.html


                  Proponuję, abyś tę lekturę uzupełnił DLA SIEBIE o KRiO.
                  • pacio Re: Czy to moja wina??? 15.11.10, 00:08
                    Zmęczona, jesteś najmądrzejsza, co nie oznacza że wypoczęta
                    • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 15.11.10, 17:18
                      Cóż za głębokie przemyślenia.
                      Jeśli powierzchowna znajomość KRiO czyni z ludzi najmądrzejszych, to cieszę się, że jestem w gronie pewnie ponad 95% takich forumowiczów.
                      • pacio Re: Czy to moja wina??? 19.11.10, 13:41
                        Ciesz się sobą i przynależnością.
                        Bywaj
        • joanna.jm Re: Czy to moja wina??? 15.11.10, 16:52
          Absolutnie nie oczekuję napiętnowania na moim mężu, uważam że wina leży po połowie, po obydwu stronach i gdyby mąż myślał tak samo to być może bylibyśmy wciąż razem, wybaczyli sobie to co było i zaczęli jeszcze raz od początku z pomocą fachowców. Jednak mąż uważa że on nie jest niczemu winny że to tylko i wyłącznie moja wina. Nie zakrywam się chorobą, nie chce oceniana przez pryzmat choroby i nie chce litości, napisałam na forum bo chciałam wiedzieć jak inne opuszczone, zakochane kobiety sobie radzą i jak żyć po opuszczeniu, jak sobie poradzić. Mieszkam obecnie w małym miasteczku gdzie nie ma grupy wsparcia do której mogłabym się przyłączyć dlatego zaczęłam szukać wsparcia tutaj. Leczę depresję u psychiatry, raz w tygodniu mam też rozmowę z psychologiem jednak kontakt z osobami które przeszły to co ja jest również pomocny a ja właśnie poszukuję tej pomocy gdzie się da bo walczę o siebie bo chcę żyć. A mam małe możliwości, wiem ze najlepiej byłby wyjść do ludzi, poszukać sobie pracy, jakiegoś zajęcia, mnie jednak ogranicza choroba a jedyna możliwość to internet dlatego z niego korzystam, chyba lepsze to niż spanie, leżenie całymi dniami, poddanie się chorobie i czekanie na śmierć nie uważasz???
      • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 15:50
        maheda napisała:

        > Co do kwestii prawnych - rozwodu nie udziela się, o ile wiem (mogę się mylić),
        > gdy pozwany małżonek jest chory i wymaga opieki.
        > No i oczywiście należy Ci się opieka alimentacyjna męża, jeśli nie jesteś w sta
        > nie zarabiać na siebie.

        To ja dziękuję za takiego męża i jego alimenty. Wolałabym być rozwódką z orzeczoną wina takiego pana, otrzymywać od niego alimenty, za które mogłabym miec zapewniona opiekę na pożądanym poziomie.
        • maheda Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 18:54
          zmeczona100 napisała:


          > To ja dziękuję za takiego męża i jego alimenty. Wolałabym być rozwódką z orzecz
          > oną wina takiego pana, otrzymywać od niego alimenty, za które mogłabym miec zap
          > ewniona opiekę na pożądanym poziomie.

          Alimentów nie zapewnia się na poziomie umożliwiającym pożądany poziom opieki, ale na poziomie takim, żeby został zachowany poprzedni standard życia, w razie gdy następuje gwałtowne pogorszenie standardu po rozwodzie.

          W razie (czego Autorce nie życzę) pogorszenia stanu zdrowia i potrzeb wyższych wydatków, wydaje mi się, że może być problem z podniesieniem wysokości alimentów.
      • joanna.jm Re: Czy to moja wina??? 15.11.10, 16:23
        Absolutnie się z Tobą zgadzam że mój mąż poleciał w "dół". powiedział mi to nawet mój psychiatra na pierwszym spotkaniu i zapytał czy możliwe jest żeby mąż przyszedł do niego na rozmowę. Poszedł ale pomocy nie przyjął, on uważa że żaden psychiatra ani psycholog ani tabletki czy terapia mu nie pomogą . że on sam sobie poradzi jak tylko zniknę z jego życia i będzie miał spokój. Zawsze chciałam żeby jeździł ze mną na szkolenia weekendowe na których spotykają się dorosłe osoby chore na to samo co ja oraz rodzice chorych dzieci, są tam spotkania z lekarzami, psychologami. Wyjazd jest darmowy, są tam wykłady ale też i rozrywka. Udało mi się raz namówić męża na taki wyjazd, jednak mąż zamiast uczestniczyć ze mną na wybranych wykładach to sobie potraktował ten wyjazd jak jedną wielka imprezę gdzie od rana do wieczora chodził z kolegą (chłopak chorej koleżanki) i popijał sobie piwko czyli odpoczywał od pracy i się relaksował za darmo, za pieniądze z fundacji. Było mi przykro i bardzo wstyd bo nie wymagałam żeby siedział ze mną na każdym wykładzie ale chociaż mógł wybrać z programu jakiś jeden czy dwa i się na nim pojawić. To był jeden jedyny taki wyjazd , później chociaż się pytałam czy pojedziemy to pytał się : a po co? , i na tym się kończyło. Takie wspólne wyjazdy były jak grupa wsparcia, tworzymy tam jedna wielką rodzinę i nawzajem się wspieramy. Tak samo jak szpitalu w którym się leczę, tam też jest psycholog który stara się nam i naszym rodziną pomóc jednak mąż zawsze twierdził że on tego nie potrzebuje i jak delikatnie prosiłam żeby porozmawiał chociaż z lekarzem prowadzącym to zawsze spotykałam się ze stanowczą odmową. Cóż więcej mogłam zrobić ? Mąż jest dumny i honorowy i uważa że sam sobie ze wszystkim świetnie poradzi. Ja dobrze wiedziałam że depresja przewlekła odbija się na najbliższych jednak mąż miał inne zdanie na ten temat.
    • woj0706 Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 16:29
      Nie wiem czy Cię to pocieszy ale ja jestem w trakcie rozwodu po 30 latach małżeństwa i wież mi że jest mi bardzo ciężko. Ten pseudo mężczyzna nie jest wart Twoich łez, wież mi,to samolub,sobek który myśli tylko o sobie.Czas uleczy rany skup się na sobie i najbliższej rodzinie - trzymam kciuki.
      • altz Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 16:36
        > skup się na sobie i najbliższej rodzinie - trzymam kciuki.
        Jednym słowem, mąż z rodziny został wykreślony
        • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 16:40

          > Jednym słowem, mąż z rodziny został wykreślony

          Został wykreslony czy sam się wykreslił?
          • altz Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 19:01
            Sugeruje się wykreślenie męża, chociaż ten sam się odseparował.
            • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 14.11.10, 19:05
              A można wykreslić kogoś, kto sam się skreślił?
              • altz Re: Czy to moja wina??? 15.11.10, 16:32
                Można, wtedy, gdy mu się odmieni, to nie ma szans i dzieci też nie mają szans.

                Szkoda, że nie możemy porozmawiać przy herbatce, może byśmy się pozabijali, ale może by nam się trochę poziom wzburzenia się obniżył. wink
                • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 15.11.10, 17:20
                  altz napisał:

                  > Można, wtedy, gdy mu się odmieni, to nie ma szans i dzieci też nie mają szans.

                  To niech wpierw myśli, a dopiero potem działa.


                  >
                  > Szkoda, że nie możemy porozmawiać przy herbatce, może byśmy się pozabijali, ale
                  > może by nam się trochę poziom wzburzenia się obniżył. wink

                  Poziom wzburzenia? U mnie jest to poziom absolutnego zera, więc herbatka byłaby mdła wyjątkowo.
                  • altz Re: Czy to moja wina??? 15.11.10, 19:24
                    > To niech wpierw myśli, a dopiero potem działa.
                    Tak, tylko mąż i dziecko to czasami jedno i może być kara zbiorowa.

                    > Poziom wzburzenia? U mnie jest to poziom absolutnego zera, więc herbatka byłaby
                    > mdła wyjątkowo.
                    Rozumiem, zero absolutne, więc trzeba coś wyjątkowo gorącego. wink
                    • zmeczona100 Re: Czy to moja wina??? 15.11.10, 21:25
                      altz napisał:


                      > Tak, tylko mąż i dziecko to czasami jedno i może być kara zbiorowa.

                      Raczej kobieta i dziecko. Dlatego ojciec dziecka ma prawo nie odwiedzać potomka za kare, że ta go pozwała o alimenty. Albo w ogóle nie ma obowiązku wychowywania dziecka po rozwodzie, bo przecież zaczął nowe życie, bezproblemowe, o które przecież mu chodziło.
                      Czy coś pominęłam, altz?

                      Ale tu już odbieglismy za daleko od problemu Autorki.

                      >

                      > Rozumiem, zero absolutne, więc trzeba coś wyjątkowo gorącego. wink

                      Proponuję ring wink
    • tade-k53 Re: Czy to moja wina??? 15.11.10, 22:50
      Pomyśl o niebie. Niebo jest tylko dla wybranych.
      Prawda o świecie nie jest łatwa do przyjęcia, bo nasza duma ludzka nie pozwala nam przyznać się nawet przed samym sobą do tego, że być może prze całe życie żyliśmy w błędzie.
      Czy wiesz w jakich czasach żyjemy?
      tradycja-2007.blog.onet.pl/
    • serceserce Re: Czy to moja wina??? 17.11.10, 14:54
      droga joasiu choroba jest najgorszą rzeczą jaka może nam się przytrafić a nie mąż który nie POtrafi znależć się w twojej bardzo ciężkiej sytuacji.nie ma tu mowy o żadnej miłości.jedyne co jest pewne że za wyrządzone tobie krzywdy przyjdzie mu kiedyś zapłacić,tak już w życiu jest.walcz o siebie ciesz się drobnostkami a jego i tamte życie zamknij definitywnie
Inne wątki na temat:
Pełna wersja