joanna.jm
10.11.10, 20:46
Lecę w dól ... z dnia na dzień jest coraz gorzej dlatego postanowiłam napisać, bo być może jest ktoś kto przeżywa albo przeżył podobną sytuację do mojej i powie mi jak mam teraz żyć...coś doradzi... wesprze słowem bo czuję się taka samotna, nieszczęśliwa i zagubiona...
Jestem 35-letnią kobietą która we wrześniu 2009 roku wyszła za mąż za , jak mi się wtedy wydawało, cudownego faceta z którym żyłam już 7 lat pod wspólnym dachem dlatego ślub to była tylko formalność. Niestety rok po tym jak już razem mieszkaliśmy zdiagnozowano u mnie genetycznie nieuleczalną chorobę, był to dla nas duży cios jednak nie było mowy o rozstaniu. Mój mąż nie należy do ludzi wylewnych i ciepłych ale zaakceptował moja chorobę i nigdy nie dał mi odczuć że jakoś mu ona przeszkadza. Byliśmy typową parą w której bywały czasem ostre kłótnie ale czy są związki bez kłótni?! Choć życie ze mną, chyba przez te 7 lat, nie było łatwe ponieważ nie pogodziłam się z chorobą, zamknęłam się trochę przed światem i ludźmi, miałam przewlekłą depresję, aż doszło do momentu że poddałam się chorobie i było już mi wszystko jedno co ze mną będzie. To był rok 2008, wylądowałam w szpitalu, narzeczony chcąc mnie zmotywować do walki zaczął poważnie mówić o ślubie. Byłam szczęśliwa, rok później był nasz ślub. Było cudownie i byliśmy bardzo szczęśliwi, do czasu pierwszej kłótni z mojego zresztą powodu, 3 tygodnie po ślubie. I chociaż przeprosiłam to dla niego już nie miało znaczenia oddalał się ode mnie z dnia na dzień coraz bardziej. Nie chciał ze mną nic robić, nigdzie chodzić, chociaż mi ślub dodał skrzydeł i odżyłam na całego. Jednak jego oddalanie się ode mnie spowodowało że pod koniec listopada , dwa miesiące po ślubie zaczęłam wpadać w poważna depresję. I tak on po pracy siedział w pokoju przed telewizorem a ja w łazience płacząc, czasem wybuchały awantury, Zupełnie nie rozumiałam co się dzieje czemu on się tak zmienił, czemu nie chce się ze mną kochać, chodzić do znajomych i na spacer, czemu nie chce spędzać ze mną czasu. 7 lutego zrozumiałam jak znalazłam w jego kurtce drugi telefon o którym istnieniu nie wiedziałam i przeczytałam wszystkie sms jakie z NIĄ pisał. Przeżyłam szok !!! Nigdy nie zapomnę tego wieczoru i bólu jaki wtedy odczułam i jaki towarzyszy mi po dzień dzisiejszy...mimo wszystko nie odeszłam, zaczęłam ratować to małżeństwo. Obwiniłam siebie za to co się stało a on jeszcze tylko to potwierdził, że ostrzegał mnie że jak coś z nim pęknie to bezpowrotnie. Dlatego to wszystko co dla niego robiłam przez kolejne miesiące nie miało dla niego znaczenia. Niby nie był już z tą panią w kontakcie za to dowiedziałam się że jest z inną ale nie wie kto to bo piszą tylko sms ze sobą. był na jakiś portalu randkowym działającym poprzez telefony komórkowe, czyli mój mąż po ślubie stał się playboyem. W sierpniu pojechałam do mamy miałam po dwóch tygodniach wrócić ale już nie mogłam. Mieszkaliśmy przez te 8 lat w mieszkaniu komunalnym w którym głównym najemcą był jego ojciec (jednak on z nami nie mieszkał) , po ślubie nie zameldował mnie tam i gdy chciałam wrócić mój kochany teściu powiedział mi że zajmuje mieszkanie i rzucił słuchawką. Mojemu mężowi było to na rękę nie zawalczył o mnie bo po co, w końcu chciał się mnie pozbyć i pozbył się bo teraz dzieli nas 650km, Jestem cały czas u mamy. Nie mamy prawie wcale ze sobą kontaktu a jak już to są to sms informacyjne. On chce rozwodu i to najlepiej bez orzekania o winie bo jak to pięknie ujął to jedna rozprawa i po krzyku. Ja nawet nie potrafię myśleć o rozwodzie. Mam pierwszy stopień niepełnosprawności, czuję się już bardzo źle, choroba postępuje, jedyny ratunek to przeszczep płuc ale mi się już nie chce walczyć nie mam motywacji. Nie potrafię uwierzyć że on to wszystko mi zrobił, że tak mnie zranił. Starałam się przez te 8 lat wspólnego życia dbać o niego jak najlepiej, nawet jak się źle czułam to mieszkanie było posprzątane, zakupy zrobione, obiad ugotowany, on niczym nie musiał się przejmować bo wychodziłam z założenia że jak ja nie pracuje to nie ważne że jestem chora, powinnam zająć się domem a on niech tylko pracuje. Siebie obwiniam o to wszystko, musiałam bardzo go zranić że on już mnie nie chce i jak ja mam teraz żyć...Odebrał mi wszystko...