Nie radzę sobie, pomóżcie

12.11.10, 16:16
witam, myślę że to właściwe miejsce na zadanie pytań, z którymi sam sobie nie radzę...jesteście w trakcie albo po, ja jeszcze przed.
Moje małżeństwo było zawarte z miłości, tak sądzę, a na pewno z mojej strony z wielkiej miłości. Żona zaszła w ciążę. Na ślub nalegałem ja, ona od początku była niezadowolona ale....potem zaczęliśmy małżeńską sielankę. Powiedzmy że sielankę. Zona stawiała mi wysoko poprzeczkę. Pracowałem bardzo ciężko aby spełnić jej zachcianki. Po kilku latach zaczęliśmy się kłócic duzo częściej. Ona miała coraz więcej wymagań i fochów a ja je spełniałem i tolerowałem. Biegałem za nią i adorowałem, starałem się aby była zadowolona. Nie była. Seks też wydzielała, jak czułość. Jakimś cudem zaszła drugi raz w ciążę. Złoty strzał, sam do siebie się śmiałem. Urodził się syn, byłem dumny. Ale żona mimo , że cieszyła się z ciązy i dziecka, jeszcze bardziej mnie odstawiła. Harałem i mnożyłem majątek, który żona wydawała na swoje zachcianki w dużej części. Nadal była najczęsciej niezadowolona, ale miała marzenie - dom. Kupiłem w końcu dom, który miał dać upragniony spokój , zadowolenie i szczęście. Nie dał, nigdy w nim nie zamieszkaliśmy. Zaraz po kupnie żona wybrała się do niego z teściami. Kiedy tam zajechałem, powiedziano mi ile mam dać pieniędzy na remont. Chciałem wyrazićswoje poglądy na temat remontu, jakbym co widział, wyrzucono mnie z posesji, dosłownie. Od tamtego momentu nasze małzeństwo całkiem się rozpadło. Żona prowokowała kłotnie, nagle byłem podłym mężem i ojcem, który nie daje na utrzymanie. Kłociliśmy się, a żona coraz częsciej podnosiła na mnie rękę, raz nawet teściowa. Byłem załamany. Ale okazało się , że może być gorzej. Pewnego dnia żona skaleczyła się o poplamiła krwią. Pobiegła na policję skłądając skargę, że ją biję a to slady po skaleczeniu jakie jej zadałem. Wtedy przeżyłem załamanie. Nie chciało mi się żyć. Nie wiedziałem jak sobie poradzę dalej bo w domu... nie miałem domu. Dzieci wpadały w histerie słysząc kłotnie nasze, a potem zamknęły sięw swoim świecie. Wyciągałem je na wyjazdy do kina, na basen, na zakupy, na kort, na wycieczki i wypady wakacyjne. Od la bez żony, bo nie chciała nigdy z nami się wybrać. Nigdy nie zastanawiałem się, czemu i do dziś nie wiem.... Z czasem było ze mną coraz gorzej. Szukałem , przyznaję wsparcia, poznałem kobietę, przespałem się z nią ale kiedy chciała byc ze mną uciekłem. Potem poznałem A. Była ciepła i inna od innych. Zatrzymała mnie w pędzie na dno, sprawiła że przestałem myśleć o śmierci, dała mi wiarę w siebie. Spotykałem się z nią regularnie. Ona coraz częsciej pytała o moje rozwiązanie mojego małżeństwa, bo kiedy zacząłem się z nią spotykać, skłamałem że jestem w separacji, że będzie rozwód. Tak, skłamałem, bo myślałem, że tak będzie. Ale nie umiałem się na ten krok zdecydować mimo , że moje małżenstwo przestało istnieć. Żona mi nie gotowała, nie prała, ja utrzymywałem ją, dom i dzieci, do dziś tak jest. A. jest ze mną ale widzę jak więdnie, tym bardziej teraz kiedy wszystko się skomplikowało. Był czas, że powiedziałem sobie, muszę być jeszcze szczęsliwy. Bywałem z A. tu i tam. Było mi z nią zawsze dobrze, chociaż różnimy się w wielu kwestiach. Ona pytała co dalej a ja bywałem, bo tak było wygodnie, miałem alibi dla niej i siebie - dzieci. jak one zniosa rozwód, znienawidzą mnie przez to itp. Co czuję do A. ? Nie wiem, zależy mi na niej i bardzo ją lubię ale czy kocham, nie wiem.
Kilka tyogdni temu żona złozyła pozew o zabezpieczenie powództwa oraz pozew o rozwód z mojej winy. Od teog czasu sam siebie nie poznaję. Nie potrafię funkcjonować a wobec A. zachowuję się nie fair. Nie radzę sobie z myślami jak to będzie, co potem ze mną, z dziećmi. Z naszym majątkiem na któym najbardziej zależy żonie, czego zresztą nie ukrywa. Nie ma racji w oskareniach innych niż zdrada ale boli mnie to, czuję się przegrany i załamany. A. zapytała czy nadal kocham żonę, skor tak boli mnie ten pozew. Nie, nie kocham żony ale......stracilem stabilizację , poczucie bezpieczeństwa, o ironio!
Boję się, że wszystko stracę i źle skończę. A. nie radzi sobie z sytuacją, głownie dlatego że jestem dla niej oschły i nie umiem inaczej. Wiem, że mówię pewnie rzezy ,które ją ranią. Czemu? Nie wiem. Sam siebie nie rozumiem.
Skupiam się na szukaniu dowodów na swoja obronę w zarzutach żony o bycie bestialskim mężem i złym ojcem, mam na to same konragrumenty. Skupiam się na sobie a do A. jadę na seks. Bo rozmawiac teraz nie jest łatwo chyba że o moim rozwodzie. Ona pyta o przyszłość a ja mówię : nie wiem jak będzie. Ona płacze a ja uciekam.
Rozwalam życie. Dzieci nad wyraz spokojnie podesły, starsze sto i murem za matką , młodsze murem za mną. Myślałem przez chwilę, że z młodszym zamieszkamy u A. Ale teraz nie widzę tego. A tego chce , ale......nie wiem czego ja chcę.
Czy wszyscy macie takie emocje, skrajne nastroje, poczucie klęski, straty i rozdarcia, wyrzuty sumienia i brak wizji przyszłości ?
Boję się tego że podczas rozwodu mnie zniszczą i powiedzą, że jestem śmieciem, jak to żona zawsze powtarzała....
    • altz Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 16:39
      Nie jesteś wyjątkiem w swoim myśleniu i kłopotach.
      Zastanów się, co chcesz robić i z kim zostać.
      Zrobiłeś duży błąd zostając z żoną, która Cię nie kocha, a tylko kocha pieniądze.
      Niestety, wciągnąłeś inną kobietę w związek dwojga i nie potrafiłeś tego przerwać.
      Wiadomo było, że to się wyda w końcu.
      Ratuj nowy związek, zakręciłeś się, ale trudno, masz dwie ręce i myślę, że się jeszcze dorobicie, a uczucie jest najważniejsze. Gdyby się udało wziąć opiekę nad dziećmi, to byłoby super. Obawiam się jednak, że teraz żona poczuje się matką i będzie walczyć do upadłego.
      Może masz świadków? Zdjęcia ze wspólnych wyjazdów? Paragony z zakupów? Zbieraj to wszystko. Masz szansę dobrą opinię w RODK, jeśli dzieci są za Tobą, chociaż na pierwszy rzut oka jesteś niewiarygodny. Ale walcz, masz wsparcie i miłość dzieci, więc warto.
      • harryispolka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 17:42
        Dziękuję za odpowiedź. Zastanowiło i zmartwiło mnie, dlaczego nie wyglądam wiarygodnie na pierwszy rzut oka, mógłbyś to rozwinąć?
        Syn chce być ze mną, tak deklaruje. Żona , istotnie, w tej chwili nawet zalatwia dentystę dzieciom i robi śniadania. Tak było lata temu. Chce mnie teraz pozbawić praw rodzicielskich! Paragony, zdjęcia, to wszystko mam, zbieram od lat, ponieważ spodziewałem się, że kiedyś się przydadzą, jak widać słusznie. Tylko, że czuję się z tym jak idiota, bo udawadniać mam w sądzie oczywiste rzeczy.
        Tamtą kobietę wciagnąłem w chory układ, była mi potrzebna. Teraz też jest. Ale bezwiednie oceniam ją w tym momencie jak żonę, która podobno też mnie kochała. Nie powinienem, a jednak boję się kolejne porażki, chociaż spotykamy się ponad dwa lata. Wydawało mi się, że jej ufam....i udam, a jednak boję się mimo że nie zawiodła mnie dotad....
        W zasadzie boję się wszystkiego. I nie mam jeszcze terminu rozprawy, a chciałbym już wiedzieć. I mieć za sobą.
    • xciekawax Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 17:54
      nie szanujesz pania A bo nie zasluguje na szacunek - wkoncu pieprzy sie z zonatym facetem.

      A ty nie jestes wcale lepszy i nie zaslugujesz na wspolczucie - manipulujesz wszyskimi, a z siebie robisz biednego misia. Tutaj nas tez chcesz zmanipulowac aby dostac wspolczucie.
      • harryispolka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 18:09
        Masz zdecydowane prawo do oceny, ponieważ jej się tutaj poddałem. Co do osoby, którą wciagnałem w sprawę, to proszę bez ocen, nie o nią a o mnie tu chodzi. Nie masz racji, że zamierzam kimkolwiek manipulować, nie oczekuję również współczucia. Oczekuję opinii, odpowiedzi na pytania które dotyczą strachu i zmiennych nastorojów. Ty napisałaś co ja rzekomo chcę, a ja Ci odpowiadam, że nie masz racji, nie mniej dziekuję za wypowiedź.
    • xciekawax Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 18:33
      "Czy wszyscy macie takie emocje, skrajne nastroje, poczucie klęski, straty i rozdarcia, wyrzuty sumienia i brak wizji przyszłości ? "

      Tak, tak, tak, tak i tak. Brak wyrzutow sumienia bo nie zdradzalam i nie rozwalilam swojego zwiazku, Wizja przyszlosci jest ale trzeba mocno nad soba popracowac.

      Boję się tego że podczas rozwodu mnie zniszczą i powiedzą, że jestem śmieciem, jak to żona zawsze powtarzała....

      Jezeli nie jestes smieciem to co Cie obchodzi co ktos powie? Jezeli zona i tak ciagle tak na Ciebie mowila to co ci zalerzy jeszcze pare razy? Sad Ciebie smieciem nie nazwie, tam uzywa sie kulturalnego slownictwa.

      Rowniez mowiles ze chcialbys zamieszkac z mlodszym dzieckiem U kochanki! chyba zartujesz!!!! Czy ty w ogole myslisz?

      A co do tych awantur co rujnuja wasze dzieci - do tego trzeba dwojga. Jak ja nie chcialam sie klocic to albo wychodzilam z domu, albo ogladalam TV i nie reagowalam. Ex podobnie.

      Ty mowisz ze tylko pracowales, wszystko robiles dla rodziny a zona tylko ble, i zla, i chciwa i bla bla bal.... jest to scenariusz nieprawdopodobny. Gdzie byla Twoja wina?

      Oczywiscie zona byla rowniez taka zla ze PRZEZ NIA wzieles sobie biedny kochanke. Oj, jaki z ciebie biedaczek.

      Sugeruje ci abys przeszedl sie do psychologa, podjol polroczna sesjie, poukladal sobie wszystko w glowie, a dopiero potem podjol jakiekolwiek decyzjie. Tak bedzie najlepiej i dla kochanki, i dla zony, i dla Ciebie, a przedewszyskim dla Twoich dzieci.
      • harryispolka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 18:58
        Ok, masz swoje zdanie, miej.Tylko po co tyle złości w tym co piszesz????
      • altz Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 20:45
        Dlaczego jesteś niewiarygodny? Bo ciągniesz dwa związki od dwóch lat!
        Babki w RODK cię za to zjedzą.

        Do tego nie masz dziwne podejście do drugiej kobiety, ja rozumiem, że się nie układa w jednym związku, ale się mścić czy chociaż wyzłośliwiać w drugim, nawet z powodu stresu, tego już nie rozumiem.

        Najbardziej mnie zmartwiło, że masz te paragony za zakupy, tak jakbyś wszystko planował od dawna i czekał, aż się wszystko wyda, albo rozleci, a bał się podjąć jakąkolwiek decyzję.

        Jeśli zajmowałeś się dziećmi, to kiedy tak solidnie pracowałeś na dom i kiedy bywałeś u "sympatii"? wink
        To mi nie pasuje, chociaż wierzę, że się dziećmi zajmowałeś.
        Jeśli faktycznie jesteś najważniejszy dla dzieci, to warto walczyć o opiekę, ale będzie to trudne, bo przy tych wszystkich faktach na początku będziesz miał mocno pod górkę, a i tak nie jest lekko facetowi w sądzie rodzinnym, a na pewno gorzej, niż kobiecie.
        Gdyby się udało, to może się okazać, że zamieszkacie sami, bez pani A., bo nie wiesz, jak to przyjmie. Zajmowanie się dziećmi małżonka z poprzedniego związku jest trudne, nie ze względu na dzieci, bo z nimi się można jakoś porozumieć, ale ze względu na rodzinę dzieci, która ma przecież prawo do wizyt.

        Co mówi żona (pierwsza smile na całą sprawę?
        Wiesz, jaka jest kara za bigamię? Dwie teściowe! big_grin
        • nangaparbat3 Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 21:29
          > Do tego nie masz dziwne podejście do drugiej kobiety, ja rozumiem, że się nie u
          > kłada w jednym związku, ale się mścić czy chociaż wyzłośliwiać w drugim, nawet
          > z powodu stresu, tego już nie rozumiem.

          Ja rozumiem. W stresie odreagowujemy na tym/przy tym, z kim czujemy się naprawdę bezpiecznie.
    • zmeczona100 Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 21:16
      Wszystko dobrze się skończy- spokojnie. Znajdziesz jeszcze swoją prawdziwą miłość, która Cię doceni, tj. będzie Ci prała, sprzątała i gotowała. Toż to marzenie każdej nadzwyczajnej kobiety.
      • tully.makker Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 21:32
        Zmeczona, kocham cie...
      • noboru_terao Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 21:40
        Kobiety nie wiedza ze sa faceci ktorzy swietnie sprzataja, piora i radza sobie w kuchni. I dziela sie domowymi obowiazkami bez problemu. Wybieracie takich jaki wybieracie, to takich macie.
        • zmeczona100 Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 22:23
          noboru_terao napisał:

          > Kobiety nie wiedza ze sa faceci ktorzy swietnie sprzataja, piora i radza sobie
          > w kuchni. I dziela sie domowymi obowiazkami bez problemu.

          jak się to ma do mojego postu, na który odpowiedziałes?


          Wybieracie takich jak
          > i wybieracie, to takich macie.

          Nie. Wybieramy takich, którzy tworzą sobie dobry PR.
          Dopiero po zakupie okazuje się, że to bubel z dobrze ukrytym felerem.
          • noboru_terao Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 22:27
            > jak się to ma do mojego postu, na który odpowiedziałes?

            Bylas glupio zlosliwa wiec ci pokazalem ze to nie norma

            > Nie. Wybieramy takich, którzy tworzą sobie dobry PR.
            > Dopiero po zakupie okazuje się, że to bubel z dobrze ukrytym felerem

            Poznaj tego kogo wybierasz a nie patrzysz na PR.
            • zmeczona100 Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 22:32
              > Bylas glupio zlosliwa wiec ci pokazalem ze to nie norma

              Norma? Czyli co?


              Głupio złosliwa? Co przez to rozumiesz?

              > Poznaj tego kogo wybierasz a nie patrzysz na PR.

              PR to nie tylko słowa, prawda?
    • noboru_terao Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 21:34
      Rozumiem Cie, bo do pewnego etapu moje story wyglada podobnie uncertain Tez slub z milosci, chcielismy oboje. Tak mi sie wydawalo. Bardzo szybko po slubie zona zaszla w ciaze, zwariowalem ze szczescia i bylem dumny. Mieszkanie, potem drugie wieksze. A zona odstawila mnie na tor boczny i stalem sie wspollokatorem. Po prostu obcy facet. Wiem, wtedy to ja powinienem postawic ultimatum, a potem zwyczajnie odejsc. Ale tkwilem w tym i sie ludzilem. Juz mi sie nawet nie chce wymieniac numerkow zony, z ktorych polowa obrocila sie przeciw mnie. Wiem ze tu jest 99% kobiet i mnie zjedza, ale kobiety potrafia fantastycznie manipulowac i skonczyc czlowieka psychicznie. Potem wychodzi ze jestes cham, burak, zero totalne i czlowiek zamyka sie w swojej muszli. A na koniec sama mnie zostawila bo sie jej wszystko znudzlio. Ja jak idiota prosilem, blagalem, plakalem, namawialem na pomoc specjalistow. Niewazne. Teraz musze znosic fochy wlascicielki dziecka, bo doslownie za taka sie uwaza.
      Masz i tak fart ze kogos poznales, ja pomimo tego ze ex mnie odstawila to nawet sie za innymi nie ogladalem, taki ze mnie frajer. Masz szanse wszystko ulozyc na nowo, tylko sie staraj. Ja sie pogodzilem ze nie wyszlo i jestem sam. Dbam o kontakt z dzieckiem i wiem, ze kiedys przyjdzie pora kiedy bede mogl porozmawiac z dzieckiem powaznie i kiedys wszystko spokojnie wytlumacze.
      • altz Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 22:01
        > ...kobiety potrafia fantastycznie manipulowac i skoncz
        > yc czlowieka psychicznie. Potem wychodzi ze jestes cham, burak, zero totalne i
        > czlowiek zamyka sie w swojej muszli. A na koniec sama mnie zostawila bo sie jej
        > wszystko znudzlio.
        Święta racja. Najlepsze jest ich wytłumaczenie, potrafią sobie wszystko wytłumaczyć i to jest boskie. smile Jakby nie było, co by się nie działo, to kobieta się utwierdza w swoim zdaniu.
        Facet nie przeprasza, to jednak cham, przeprasza, to jest fałszywy i się płaszczy.
        Zajmuje się dziećmi, to brak mu jaj, nie zajmuje się, to nie interesuje się rodziną.
        Siedzi w domu, to nieudacznik i nie potrafi utrzymać rodziny, pracuje sporo, to nie interesuje się swoją panią i pewno jej nie kocha.
        itd. itp.
        • harryispolka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 23:17
          Sam bym lepiej tego nie ujął, tak reagowała zawsze moja żona.
      • harryispolka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 23:16
        Dziękuję. Bardzo kochałem żonę, ona to wykorzystała przeciw mnie. Nie jestem w porządku ze względu na tę drugą kobietę, ale ona naprawdę powstrzymała mnie od samobójstwa. Dzieki niej żyję. A jednak i tak przegrywa z dziećmi....
    • nangaparbat3 Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 21:39
      Trudno się rozeznać.
      Nie będę rzucać kamieniem, że związałeś się z inną kobietą, przyjmuję to co piszesz za dobrą monetę: żona nie kochała Cię, odrzucała, poniżała - szukałeś wsparcia.
      Jednocześnie jednak mam wrażenie, że Twoja opowieść jest dziwnie papierowa. Brakuje konkretów:
      Czy żona pracowała/pracuje zawodowo?
      Co się dzieje z domem, który kupiłeś? Czyją jest wlasnością, czy ktoś w nim mieszka?
      Ile lat mają dzieci?
      Czy starsze dziecko jest dziewczynką? Czy byłeś z niej dumny, kiedy się urodziła? Czy ją kochasz?
      CZy zajmowałeś się dziećmi, kiedy były małe?
      • harryispolka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 23:14
        Już Ci odpowiadam. Związałem się z inną kobietą, bo czułem się samotny. Choć nie powinienem , bo jej robię krzywdę i dzieciom, kiedy się rozejdę bo o to bedzie złość w nich do mnie. Żona wiedziała, że się z kimś spotykam i długo , bo prawie rok nie robiło jej to, miałem tylko nie wchodzić zonie w drogę i płacić rachunki oraz dbać o dzieci. Argumentem było tzw. dobro dzieci. Bez sensu, bo nadal się kłóciliśmy. Decyzja żony o rozwodzie pojawiła się teraz nagle, zmieniła pracę i domniemuję, że może kogoś poznała. Nie mam o to żalu z oczywistych względów chociaż nie ukrywam, że mnie zaskoczyła tym krokiem.
        Zona początkow zajmowała sie tylko dziecmi. Potem pracowała tu i tam, zawsze krótko bo nie podobało jej się. Kończyła kursy i rozpoczynała działalnośc, znów na krótko, bo nie podobało się jej to co robi - za nudno, za ciężko itp. Potem przestałem inwestować w te bezsensowne biznesy. Powiedziałem, że albo pracuje u mnie w firmie albo niech na kolejny biznes zarobi sama. Długo była obrażona. Dwa lata temu podjęła pracę, zaczęła sie edukować i trwa , o dziwo, w tym nadal.
        Dziećmi zajmowałem się w weekendy, a i po pracy. Z A. nie spotykałem się co dnia, tylko w te kiedy dzieci miały swoje zajęcia pozalekcyjne. I wtedy kiedy z żoną jechały do teściów na cały dzień.
        W domu nikt nie mieszka, stoi pusty, zona nie zgodziła się wynająć. Niestety. Na złość mnie.
        Dzieci kocham oboje, starsza jest córka, z matką się kłóci ale woli tolerancję żony niż moje zasady. Przykład - zona pozwala wracac nad ranem, ja do 23.00.
        Nie wiem, czy to Ci jakos obrazuje odpowiedzi na wątpliwości. Czułem , że kiedyś to pęknie ale w mojej rodzinie nie było rozwodów, czuję się z tym zle. Z tym że spotykam się z kimś innym tym bardziej. Ale nie umiałem życ tylko krzykiem, pretensjami i żądaniami. Chcialem by rodzina była pełna, choćby pozornie.
        • zmeczona100 Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 23:36
          Czułem , że kiedy
          > ś to pęknie ale w mojej rodzinie nie było rozwodów, czuję się z tym zle. Z tym
          > że spotykam się z kimś innym tym bardziej. Ale nie umiałem życ tylko krzykiem,
          > pretensjami i żądaniami. Chcialem by rodzina była pełna, choćby pozornie.

          Całe szczęście, że dzisiaj kobiety coraz rzadziej godzą się na takie pozory (a w zasadzie na takie upokorzenia).
          • nangaparbat3 Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 14.11.10, 21:55
            zmeczona100 napisała:


            > Całe szczęście, że dzisiaj kobiety coraz rzadziej godzą się na takie pozory (a
            > w zasadzie na takie upokorzenia).
            Nie przesadzaj z tymi upokorzeniami. Bo moze on pisze prawdę?

            >>>>>>>>>>>Biegałem za nią i adorowałem, starałem się aby była zadowolona. Nie była. Seks też wydzielała, jak czułość. Jakimś cudem zaszła drugi raz w ciążę. Złoty strzał, sam do siebie się śmiałem. Urodził się syn, byłem dumny. Ale żona mimo , że cieszyła się z ciązy i >>>>>>>>>dziecka, jeszcze bardziej mnie odstawiła.
            Myślę, że jeśli nawet nie jest to pełna prawda dotyczaca faktów, to na pewno czuł co pisze.
    • hrabia-montechristo Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 12.11.10, 23:48
      Żona, częściowo inspirowana opinią teściów, już dawno podjęła decyzję o rozstaniu, a jej zachowania (w stylu wizyty na policji po skaleczeniu) od dłuższego czasu były ukierunkowane na rozwód i na to, żeby osiągnąć ten rozwód na możliwie korszystnych warunkach.
      Nie oczekuj z jej strony zasadniczej zmiany frontu i nie emocjonuj się jej zarzutami pod Twoim adresem, bo zarzuty o bestalstwie męża są tu konsekwencją jej materialnych pobudek i elementem okołorozwodowej rozgrywki, co nie znaczy że rozwód z Twojej wyłącznej winy jest tu przesądzony (nie mówiąc o pozbawieniu Cię władzy rodzicielskiej nad dziećmi, co jest totalną fikcją).
      Dzieci najwyraźniej zdążyły się przywyczaić że rodzice nie żyją w zgodzie, czy że raczej praktycznie wcale ze sobą nie żyją, więc nie dziw się także, że nie są zaskoczone waszym rozwodem, który będzie w tym przypadku pożądanym aktem formalizacji faktycznego stanu rzeczy.
      Nie ma sensu tego dłużej przeciągać, bo na ratowanie małżeństwa jest już za późno (i nie ma tu czego ratować, co oczywiście jest moim subiektywnym punktem widzenia), a ponieważ sam jesteś ewidentnie zbyt rozbity żeby podejść do tematu rozwodu w sposób racjonalny, to sugeruję sięgnąć po tymczasowe wsparcie psychologa oraz po poradę adwokata.
      W końcu masz dla kogo stanąć na nogi - są dzieci i jest kobieta, która Cię kocha, skoro płacze i ją boli, że nie potrafisz się określić.
      • superemka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 13.11.10, 00:21
        zgadzam się, dla dzieci warto stanąć na nogi, "ogarnąć się" psychicznie.
        Jeśli chodzi o A. to skoro jej nie kocha, tak przynajmniej wynikało z jego wypowiedzi, to lepiej jakby dał jej spokój.
      • harryispolka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 17.11.10, 12:59
        Dziękuję, masz rację że żona wszystko dawno przemyślała i tylko ja żyłem iluzją, którą i sam tworzyłem. Dzieci robią się cwane i wykorzystują sytuację, wygląda to jak licytacja, kto lepszy. To ja i żona ją tworzymy. Uciekam w pracę, miotam się emocjonalnie i układam w myślach wszystko na nowo. A. jest nerwowa ale poprosiłem ją o wyrozumiałość i cierpliwość. W domu czuję się koszmarnie. Na razie nie wyprowadzę się, tzn, do rozprawy. Dzieci zostałyby tam i miałbym je nastawione niegatywnie do siebie przez żonę. Byłem u adwokata, czekam na termin rozprawy. Nie mniej boję się tego co ona za sobą niesie.
    • superemka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 13.11.10, 00:14
      po pierwsze pewnie większość ludzi na zakrętach życia czuje strach, ból, niepewność, złość, żal, smutek, często w takich sytuacjach ludzie zachowują się irracjonalnie, poza tym w stresie człowiek zawsze się inaczej zachowuje. Nie martw się, że masz takie wahania nastroju, że nie jesteś wstanie zebrać myśli (co mogliśmy zobaczyć na przykładzie twojego postuwink

      po drugie - załamałam się jak to przeczytałam, czy ty przeczytałeś to co napisałeś?? Nie wiem, czy wszyscy mężczyźni są tacy sami (pytanie retorycznewink, ale z moich obserwacji wynika, że mężczyźni nie są wstanie podjąć decyzji i ponieść konsekwencji tejże decyzji. Czekają, aż ktoś podejmie ją za nich, bo wtedy będzie odpowiedzialność będzie można zwalić na drugą osobę. Po co do mnie mają dzieci mieć pretensję o rozpad małżeństwa, niech żona złoży pozew to będzie na nią. A jak już złoży to zapala się czerwone światełko i pojawia się pytanie Co teraz ze mną będzie? Co ludzie będą o mnie myśleli? Na pewno powiedzą, że to ja jestem winny? itd. To jest oczywiście bardzo przerysowana sytuacja, ale chyba do tego się wszystko sprowadzasad
      Skoro było/ jest ci źle w związku, znalazłeś sobie inną kobietę (która - o dziwo - wygląda na to, że cię kocha) to dlaczego nie rozwiodłeś się i nie stworzyłeś związku z nią. A może było ci tak wygodniej? Zgrana rodzinka na pokaz, dla ludzi, żona jaka jest taka jest, ale jest, urodziła ci dzieci, jest częścią małżeństwa, które daje jakieś poczucie stabilizacji, a na boku kochanka i do tego nie musiałeś mieć wyrzutów sumienia, no bo przecież żona taka beznadziejna. Zrezygnować z tej pozornej stabilizacji? - nie, nigdy nie wiadomo co byłoby z inną kobietą, może jeszcze gorzej? Swoją bierną postawą zniszczyłeś życie sobie, żonie, A. i dzieciom.

      Kurcze, co jest z tymi facetami??

      Mój mąż (męczymy się ze sobą od ponad 4 lat) jak postawiłam ultimatum, że albo idziemy do poradni rodzinnej albo się rozstajemy to powiedział, że się rozstajemy. Przez prawie rok próbowałam go jednak namówić na poradnie (poszedł raz), ale w końcu (po wielu przemyśleniach, psychologach itd.) postanowiłam złożyć pozew. Chciałam z nim jeszcze porozmawiać i co i się dowiedziałam, że rozpad małżeństwa to moja wina bo ja złożyłam pozew (pozew jest o separację)?!?! Dowiedziałam się też, że to moja wina, że w ogóle zostaliśmy małżeństwem, bo ja go przecież poderwałam?!?!

      Mam nadzieję, że uda mi się ułożyć życie z kimś innym, ale ta nadzieja maleje...

      Z góry przepraszam wszystkich panów, którym daleko do wyłaniającego się z mojego wpisu obrazu mężczyzny wink

      ale się rozpisałam...
      • altz Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 13.11.10, 09:37
        Superemka, zgadzam się z Tobą na 100%, co jest u mnie wyjątkowe.
        Brak decyzji, to najgorsza decyzja.
        Ten Twój mąż to niezły egzemplarz. smile

        Do Harrego:
        Nie przejmuj się tak tym, co powiedzą ludzie, jak będziesz wyglądał w oczach innych: żony, dzieci, teściów, w firmie... Zupa się wylała i to jest fakt, który trzeba zaakceptować.
        Myślę, że większość osób już dawno wiedziała, co się u Was w domu dzieje, komentarze i plotki dochodziły do żony i sprawiały jej ból. Myślę też, że trochę "nie doszacowałeś" żony, przecież zajmowała się dziećmi, gdy Ty pracowałeś, a ciężko żyć bez uznania.
        Dzieci nie stracisz, uwierz w nie, są już dość duże i potrafią same myśleć. Trudno jest "zepsuć" dzieci, jak je się normalnie traktuje, a one też się już przyzwyczaiły do takiej dziwnej rodziny i niewiele je już zdziwi.
        Idź na kilka godzin choćby na ryby, przemyśl to w samotności i podejmij jakąś decyzję, a nie pozwól się nieść prądowi. wink
        • mayenna Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 13.11.10, 09:53
          Nie zaskakuje mnie że pan nie umiał podjąć decyzji. Mój eks tez nie podjąłby jej.
          Chyba tak jesteśmy skonstruowani, że lepsze jest znane piekło niż nieznany raj.
        • superemka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 13.11.10, 23:21
          > Ten Twój mąż to niezły egzemplarz. smile

          mam nadzieję, że już za kilka dni to będzie mój były mąż big_grin
    • mayenna Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 13.11.10, 08:52
      Moim zdaniem musisz usiąść i zastanowić się nad wszystkim spokojnie:czego chcesz? Jak ma wyglądać podział majątku? Jaka opieka nad dziećmi? Wyznacz sobie cele i je realizuj.
      Nie przejmuj się tak innymi. Udowodnienie w sądzie czegoś co nie miało miejsca jest dość trudne.Pozbawienie całego majątku także nie jest za bardzo prawdopodobne.
      Emocje są duże na początku. Potem człowiek przywyka i jest łatwiej. Zona tez trochę sie uspokoi, zobaczy że nie jest łatwo w sądzie.Poszukaj świadków.
      To co usłyszysz na swój temat w sądzie to nie jest obiektywna prawda. jaki jesteś i kim jesteś wiesz najlepiej sam. Oczekiwanie, że w trakcie rozwodu strona przeciwna powie że byliśmy ideałami jest nierealne.Przygotuj się na oskarżenia i nie przejmuj sie nimi za bardzo.
      Moim zdaniem jeśli w domu ciągle burza, brak seksu, brak emocjonalnej więzi to pojawienie się kochanki jest kwestią czasu. Jeden doprowadzi w tym czasie do rozwodu a drugi zapętli się...
      • harryispolka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 17.11.10, 12:59
        Dziękuję, to cenne co napisałaś. Zdecydowanie muszę sobie określić cele.
    • nangaparbat3 Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 14.11.10, 22:07
      Nigdy dotąd nie radziłam nikomu wynajmowania detektywa, ale myślę że w Twojej sytuacji byłoby to nie od rzeczy - moze żona rzeczywiście ma kogoś, zdradza Cię, i wtedy macie bardziej wyrównane szanse podczas rozwodu.
      Bo skoro tak źle Ci z zoną, a ona chce rozwodu, to nie ma co się zastanawiać. Natomiast trzeba dobrze przemysleć konkrety - Mayenna o tym pisze - i zacząć negocjować z żoną.
      No i może idź do psychologa, lepiej się u niego wygadać niż wyżywać na kobiecie, którą oszukałeś i która najwyraźniej Cię kocha.
      • harryispolka Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 17.11.10, 13:01
        Negocjacje z żoną odpadają. Jej słowa: będę miała wszystko i cię zniszczę, bo jesteś nikim.
        Jak widać trudno o prowadzenie dialogu z kimś o takim nastawieniu. Nie mniej podjałem koki. Byłem u adwokata.
        • serceserce Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 17.11.10, 14:26
          bardzo wzruszyła mnie twoja historia.po pierwsze wielką radość i siłę ciągnij z dzieci z czasem starsze dziecko zobaczy jakim jesteś wporządku tatusiem a jak pogrywa sobie mamusia bo prawda zawsze zwycięża nawet żeby to trwało jakiś czas.po drugie nie krzywdz innych osób skończ znajomość z a bo wyrzuty sumienia cię zjedzą a po trzecie skup się i dobrze rozegraj sprawę żony.musisz odzyskać godność i dumę którą ci odebrała.idż do dobrego adwokata przeprowadz rozwód z klasą doprowadż do tego że sama nie będzie mogła patrzeć na siebie w lustrze.nie miej wyrzutów z tego co piszesz nie sworzyła ciepła domowego interesują ją tulko pieniądze i to musi być twoja linia obrony.a czas jest po twojej stronie pozbierasz się i będziesz szczęśliwy ale zamknij tamte drzwi i spal za nią wszystkie mosty.zrób sobie porządek w głowie poukładaj wszystko i nie daj się z obranej drogi zepchnąć
          • mag231 Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 17.11.10, 14:43
            serceserce ma rację. Najlepiej skończyć znajomość z A. Skoro nie wiesz czy ją kochasz to jej nie krzywdź.
            • serceserce Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 17.11.10, 15:12
              dziękuje za poparcie w końcu chcemy żeby było dobrze a nie jeszcze gorzej,tumbardziej że wyrządzone krzywdy jakoś zawsze do nas wracają
        • nangaparbat3 Re: Nie radzę sobie, pomóżcie 17.11.10, 14:39
          Wiesz, takich deklaracji najlepiej nie przyjmować poważnie.
Pełna wersja