malatajka
18.11.10, 16:55
Witam,
W sumie to nie wiem czy trafilam na dobre forum - mam nadzieje, ze ktos jednak bedzie chcial sie podzielic obiektywnym spojrzeniem na sytuacje. Moze jacys adwokaci.
Jestem w zwiazku od 1,5 z mezczyzna, ktory sie nie rozwiodl. Wczoraj mial pierwsza rozprawe w sadzie. Niestety trwala 5 minut, jako ze jego zona (strasznie to dla mnie brzmi) niestety nie stawila sie na rozprawie, niestety tez nie wyznaczyla zadneto pelnomocnika.
Bylam przygotowana w jakis sposob na kazdy scenariusz, czekam juz tak dlugo na to, zebysmy byli odciezi od Jego poprzedniego zycia, jednak nie wiem co teraz dalej
Moj partner nie zamierza nic robic w tej sprawie, a mi sie serce rozdziela. Czemu / co oczekuje?
Czekalam tak dlugo na rozprawe, gdyz On probowal ze swoja M. dogadac sie (maja dwojke dzieci, etc.). Zostawil jej cale mieszkanie, samochod, posplacal wszystkie kredyty i zadeklarowal wplate alimentow na dzieci w wysokosci 4 000 PLN. W sumie wyszedl z tego zwiazku bez niczego (dodam, ze to On od niej odszedl do mnie). Dodatkowo dzieci u nas sa przynajmniej 2 razy w tygodniu, zabieramy je na wakacje, takze dzieciom nic nie brakuje. Tej kobiecie tez nie niestety (wiem ze zlosc i zal przeze mnienie przemawia ale mam dosc

).
Po wczorajszej sytuacji powiedzialam swojemu partnerowi, ze oczekuje jakiejs reakcji Jego na sytuacje, ktora wykreowala Jego M, bo chyba nie moze byc braku konsekwencji w Jego dzialaniu.
Zasugerowalam, ze jedyna rzecz, ktora Jego M. sie boi, to brak kasy od Niego. I że może trzeba sie zastanowic, jak wyegzekwowac od niej "chec" rozwodu.
Prosze, poradzcie cos co moge zrobic w tej sytuacji. Czy widzicie jaskies sposoby, żeby ta Jego zone zmotywowac do rozwodu. Jakich srodkow byscie uzyli?
Co uwazacie o postepowaniu, a w zasadzie braku postepowania mojego partnera?
Ja bardzo go kocham, ale jakos trace szacunek do Niego

(, jak widze, ze pozwala sobie wodzic sie za nos bylej i czuje sie na drugim miejscu. Jest silna osobowoscia, a dziwie sie ze w stosunku do ex staje sie uleglum gosciem

Przeciez to normalne, ze laska, ktora dostala wszysko przed rozwodem, ktorej nie zalezy na rozwodzie i tak szanuje wspolne ustalenia, dalej bedzie go tak traktowac.
Zdaje sobie sprawe, ze jest Jej trudno. Zostala porzucona, ma dzieci. Wiem, ze to ciezkie. Tez bylam rzucana. Jednak minelo juz 1,5 roku, przeciez powinna sie potrzasnac, ustawiac wlasne zycie.
Blagam, pomozcie.
Wszelkie opinie mile widziane.