Brak rozwodu :(

18.11.10, 16:55
Witam,
W sumie to nie wiem czy trafilam na dobre forum - mam nadzieje, ze ktos jednak bedzie chcial sie podzielic obiektywnym spojrzeniem na sytuacje. Moze jacys adwokaci.

Jestem w zwiazku od 1,5 z mezczyzna, ktory sie nie rozwiodl. Wczoraj mial pierwsza rozprawe w sadzie. Niestety trwala 5 minut, jako ze jego zona (strasznie to dla mnie brzmi) niestety nie stawila sie na rozprawie, niestety tez nie wyznaczyla zadneto pelnomocnika.

Bylam przygotowana w jakis sposob na kazdy scenariusz, czekam juz tak dlugo na to, zebysmy byli odciezi od Jego poprzedniego zycia, jednak nie wiem co teraz dalej sad

Moj partner nie zamierza nic robic w tej sprawie, a mi sie serce rozdziela. Czemu / co oczekuje?

Czekalam tak dlugo na rozprawe, gdyz On probowal ze swoja M. dogadac sie (maja dwojke dzieci, etc.). Zostawil jej cale mieszkanie, samochod, posplacal wszystkie kredyty i zadeklarowal wplate alimentow na dzieci w wysokosci 4 000 PLN. W sumie wyszedl z tego zwiazku bez niczego (dodam, ze to On od niej odszedl do mnie). Dodatkowo dzieci u nas sa przynajmniej 2 razy w tygodniu, zabieramy je na wakacje, takze dzieciom nic nie brakuje. Tej kobiecie tez nie niestety (wiem ze zlosc i zal przeze mnienie przemawia ale mam dosc sad).

Po wczorajszej sytuacji powiedzialam swojemu partnerowi, ze oczekuje jakiejs reakcji Jego na sytuacje, ktora wykreowala Jego M, bo chyba nie moze byc braku konsekwencji w Jego dzialaniu.

Zasugerowalam, ze jedyna rzecz, ktora Jego M. sie boi, to brak kasy od Niego. I że może trzeba sie zastanowic, jak wyegzekwowac od niej "chec" rozwodu.

Prosze, poradzcie cos co moge zrobic w tej sytuacji. Czy widzicie jaskies sposoby, żeby ta Jego zone zmotywowac do rozwodu. Jakich srodkow byscie uzyli?
Co uwazacie o postepowaniu, a w zasadzie braku postepowania mojego partnera?

Ja bardzo go kocham, ale jakos trace szacunek do Niego sad(, jak widze, ze pozwala sobie wodzic sie za nos bylej i czuje sie na drugim miejscu. Jest silna osobowoscia, a dziwie sie ze w stosunku do ex staje sie uleglum gosciem sad Przeciez to normalne, ze laska, ktora dostala wszysko przed rozwodem, ktorej nie zalezy na rozwodzie i tak szanuje wspolne ustalenia, dalej bedzie go tak traktowac.

Zdaje sobie sprawe, ze jest Jej trudno. Zostala porzucona, ma dzieci. Wiem, ze to ciezkie. Tez bylam rzucana. Jednak minelo juz 1,5 roku, przeciez powinna sie potrzasnac, ustawiac wlasne zycie.

Blagam, pomozcie.

Wszelkie opinie mile widziane.





    • altz Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 19:03
      Myślę, że powinniście się dobrze zrozumieć. Pewno żona kocha go, tak jak Ty, być może czeka, aż małżonek się znudzi i wróci do rodziny. Niekoniecznie chodzi o pieniądze.
      Patrz też na to w inny sposób, jeśli by Ciebie zostawił, to na pewno nie zrobi Cię na szaro, bo to porządny człowiek, chociaż porzucił rodzinę. Sprawy będą trwały, żona będzie przeciągać, niektóre takie rozwody mogą trwać nawet 6 lat, a 2 lata, to norma.
      Póki nie macie razem dziecka, to małżonka będzie się łudzić, ale na dziecko nie namawiam, bo trzeba być pewnym, żeby nikomu więcej nie zrobić krzywdy.
      Dziwne jest w tym, że małżonka pozwala na takie kontakty ojca z dziećmi i na wasze wspólne wyjazdy wakacyjne. Może małżonek powinien konkretnie porozmawiać z żoną, o co chodzi?
    • plujeczka Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 19:04
      [b]wybacz ale nic ci niedoradzę bo jesteś kobieta ,która rozbiła rodzinę i jeszcze ma pretensje do zony swojego faceta? dziwczynko czy ci się coś w głowie nie pomyliło, jakim prawem wtracasz się w jedo zycie, rozwód to ich sprawa a nie twoja a jesli uwazasz ,że zabieranie dzieci na wakacje ma im zastapis ojca i rodzinę to sie grubo mylisz.I jeszcze jedno nie nazywaj tej kobiety "laską' twoje słownictwo , kórego uzywasz żle świadczy o tobie i wcale się nie dziwię ,że facet się waha bo też co za poziom sobą reperezentujesz. Skoro tak duzo piszesz o kasie to mam wrażenie ,że chyba tobie też o to chodzi. Nieststey nie znajdziesz w mojej osobie internetowego sprzeymierzeńca bo to co zrobiłam jest świnstwem i podłością a dla takich kobiet nie mam szacunku.A swoją drogą będę kobicowac tej kobiecie, rozwaliłaś jej małżeństwo i jeszcze masz odwagę się tm chwalic? do diabła
      • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 10:46
        Tak jak napisalam, tez bylam rzucana po kilku letnich zwiazkach, mimo ze nie mam dzieci, potrafie zrozumiec cierpienie tej kobiety. Wiem i zdaje sobie sprawe, jak to jest moralnie postrzegane. Nie o to prosilam. Zaufaj mi, dla mnie nie jest to proste, ze zrobilam cos takiego drugiej kobiecie.

        Wytlumacz mi jedno, co zrobic w sytuacji, gdy ten mezczyzna nie chce zyc z Ta kobieta? Zawarli zwiazek malzenski, ale nie byl to dobry zwiazek. Moj partner chce go zakonczyc.

        Wytlumacz mi, dlaczego skoro w zwiazku sa dwie osoby, to jedna w tym momencie decyduje o braku zerwania malzenstwa? Bo ja tego nie rozumiem?

        Przyjmij na chwile, ze mnie nie ma, a on chce od niej i tak odejsc. To jak przepraszam ma to zrobic, jak ta kobieta mu blokuje wyrwanie sie. Naprawde uwazasz, ze jest to w porzadku? Meczenie sie jednej osoby, kosztem drugiej?

        Czemu ten mezczyzna nie moze byc szczesliwy? Czemu dajesz prawo tylko tej kobiecie?

        Sorry, pisalam, ze moim zdaniem kobieta powinna sobie ukladac zycie, bo sila nikogo do milosci nie zmusisz i tyle...
        • garden_party Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 10:56
          malatajka napisała:
          > Wytlumacz mi, dlaczego skoro w zwiazku sa dwie osoby, to jedna w tym momencie d
          > ecyduje o braku zerwania malzenstwa? Bo ja tego nie rozumiem?

          A dlaczego o zerwaniu ma decydować tylko jedna strona? RAZEM to małżeństwo zawarli, RAZEM sobie przysięgali a teraz JEDNA strona ma decydować o końcu? Dlaczego?

          > Przyjmij na chwile, ze mnie nie ma, a on chce od niej i tak odejsc. To jak prze
          > praszam ma to zrobic, jak ta kobieta mu blokuje wyrwanie sie. Naprawde uwazasz,
          > ze jest to w porzadku? Meczenie sie jednej osoby, kosztem drugiej?

          'Blokuje mu wyrwanie się'? Naprawdę uważasz, że jak jedna strona się znudzi to może drugą wyrzucić do kosza jak zużytą zabawkę? I jeszcze należy mu to ułatwiać?

          > Czemu ten mezczyzna nie moze byc szczesliwy? Czemu dajesz prawo tylko tej kobie
          > cie?

          Moim zdaniem nie ona jest problemem dla Ciebie tylko on. Bo to on nic nie robi - wyraźnie JEMU nie zależy na zakończeniu tamtego małżeństwa. Nie jest mu to potrzebne tylko TOBIE. A widocznie Twoje potrzeby nie są na pierwszym miejscu wink
          • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 11:03
            > A dlaczego o zerwaniu ma decydować tylko jedna strona? RAZEM to małżeństwo zawa
            > rli, RAZEM sobie przysięgali a teraz JEDNA strona ma decydować o końcu? Dlaczeg
            > o?

            Bo ta strona byla nieszczesliwa z ta kobieta...

            > 'Blokuje mu wyrwanie się'? Naprawdę uważasz, że jak jedna strona się znudzi to
            > może drugą wyrzucić do kosza jak zużytą zabawkę? I jeszcze należy mu to ułatwia
            > ć?

            Nie uwazam, ze jak ktos sie znudzi to powinien wyrzucac druga osobe. Nigdy czegosc takiego nie powiedzialam. Ten zwiazek trwal 10 lat, to nie byla nuda, moj partner przestal ta kobiete kochac, zycia z nia przestalo byc dla niego wartosciowe, czul ze "umiera" z ta kobieta. Ponadto probowal kilka lat reanimowac ten zwiazek, ale nie to nie dalo. Uwazam, ze trzeba ratowac co sie da, ale jak nie ma co ratowac miedzy ludzmi, to trzeba to rozciac. W dodatku dla dobra dwoch stron. Mam nadzieje, ze sie zgodzisz ze mna, ze nie zmusisz nikogo do milosci.

            > Moim zdaniem nie ona jest problemem dla Ciebie tylko on. Bo to on nic nie robi
            > - wyraźnie JEMU nie zależy na zakończeniu tamtego małżeństwa. Nie jest mu to po
            > trzebne tylko TOBIE. A widocznie Twoje potrzeby nie są na pierwszym miejscu wink

            Mozliwe, ze masz racje niestety.
          • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 11:07
            Napisales/napisalas:
            > Moim zdaniem nie ona jest problemem dla Ciebie tylko on. Bo to on nic nie robi
            > - wyraźnie JEMU nie zależy na zakończeniu tamtego małżeństwa. Nie jest mu to po
            > trzebne tylko TOBIE. A widocznie Twoje potrzeby nie są na pierwszym miejscu wink

            A co Ty bys zrobila/zrobil w takiej sytuacji na jego miejscu (przy zalozeniu ze bylabym na pierwszym miejscu)?
        • timetotime Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 12:01
          malatajka napisała:

          > Tak jak napisalam, tez bylam rzucana po kilku letnich zwiazkach, mimo ze nie ma
          > m dzieci, potrafie zrozumiec cierpienie tej kobiety.

          No właśnie nie bardzo.
          To inna para butów.
          Posiadanie dzieci bądź ich brak bardzo wiele zmienia w tym wypadku.
          • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 12:10
            Na pewno, nie kwestionuje tego. Natomiast tez wiem, co ona moze czuc jako kobieta... To chcialam napisac...
            • maheda Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 12:20
              Problem w tym, że przeważnie nieporównywalnie większym problemem dla zostawianej żony jest fakt, że jest zostawianą matką. Bycie zostawianą kobietą jest naprawdę dużo łatwiejsze - mimo, że też szalenie trudne.
              • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 12:31
                Wierze.
                Dlatego nikt nie zostawia jej samej z opieka nad dziecmi. Moj partner bardzo jej pomaga. Ja raczej z doskoku.

                Wiem, ze to nie to samo co cala normalna rodzina. Ale dziecmi sie opiekujemy, spia u nas 2-3 razy w tygodniu, zyjemy wspolnie, jezdzimy na wakacje. Staramy im sie zbudowac nasz nowy dom. Pewnie dla nich gorszy na razie, ale moze z czasem bedzie im lepiej.
                • garden_party Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 13:02
                  malatajka napisała:
                  > Moj partner bardzo jej pomaga.

                  'Pomaga'???? Kobieto! On wychowuje SWOJE dzieci!
                  • maheda Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 13:25
                    No właśnie to "pomaga" też mnie rozłożyło.

                    Wcześniej: żona i mąż razem w domu (więc dwójka dorosłych), plus dzieci.

                    Teraz:
                    Żona Twojego kochanka, opiekując się swoimi dziećmi, jest z nimi sama.
                    Twój kochanek, opiekując się swoimi dziećmi, nadal przebywa z drugim dorosłym (jak w małżeństwie).

                    Nie do pominięcia jest też, ile się zmieniło z punktu widzenia dzieci.
                    Wcześniej:
                    - mama i tata w domu

                    Teraz:
                    - mama w naszym starym domu
                    - tata w jakimś innym domu, z obcą panią

                    Naprawdę nie widzisz różnicy? Zarówno z punktu widzenia żony Twojego kochanka, jak i dzieci Twojego kochanka?

                    Facetowi się niewiele zmieniło.
                    Tej kobiecie i dzieciom runęło poczucie bezpieczeństwa.
                    • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 14:07
                      Nie wiem, czy Wy nie czytacie tego co pisze, czy jak. Przeciez pisalam, ze zdaje sobie sprawe, ze runelo im zycie i tej kobiecie i dzieciom.

                      Odnioslam sie do wczesniejszego stwierdzenia, ze jej jest byc trudno zostawiona matka. Wiec napisalam w tym znaczeniu, ze moj partner pomaga, ze nie jest zostawiona matka.

                      Mialabys prawo tak pisac, gdyby odszedl i przestal widywac swoje dzieci i je wyhowywac, wtedy bylaby zostawiona matka.

                      Zdaje sobie sprawe, ze wychowuje swoje dzieci - czy pisalam inaczej? Nie wiem czemu naskakujecie na mnie.
                      • zolta_iwulka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 14:39

                        malatajka napisała:
                        > Odnioslam sie do wczesniejszego stwierdzenia, ze jej jest byc trudno zostawiona
                        > matka. Wiec napisalam w tym znaczeniu, ze moj partner pomaga, ze nie jest zost
                        > awiona matka.

                        Oczywiście, że nie zostawił jej samej. Zostawił jej dzieci! Bardzo szlachetne.
                        Ty masz chyba sumienie zakopane pod ziemią. Idź i znajdź je zanim zrujnujesz życie niewinnym dzieciakom!
                      • maheda Nie rozumiesz... 19.11.10, 14:42
                        ... naprawdę nie rozumiesz tego, co piszę.
                        Ale jeszcze raz spróbuję.

                        Nie, to nie jest tak, że jak on jej pomaga, to ona nie jest pozostawiona.
                        Żona Twojego kochanka jest pozostawioną matką tak długo, jak długo będzie mieszkała sama.

                        Gdy dzieci wieczorem zasypiają, ona zostaje całkiem sama ze swoimi lękami, obawami, przeżyciami i emocjami.
                        Jej mąż odszedł do kochanki, a to na pewno nie pomaga radzić sobie z tym wszystkim, gdy już ciemno za oknem, a w pokoju obok nie oddycha nikt, kto do tej pory np. oglądał mecze czy siedział przy kompie do późna.

                        Żona Twojego kochanka kładzie się spać ze świadomością, że jeśli w nocy coś się jej stanie, to w ciągu nocy nikt Jej ani dzieciom nie pomoże, a rano jej ukochane dzieci przeżyłyby dramat, bo nie miałby jej kto pomóc.

                        Tobie być może wydają się takie problemy wydumane, ale uwierz, że rosną wielkie jak góry.
                        I jest to tylko początek tego wszystkiego, co wieczorami (i nie tylko) rośnie w takich sytuacjach jak Himalaje.
                        • malatajka Re: Nie rozumiesz... 19.11.10, 15:47
                          Sluchaj, naprawde potrafie to sobie wyobrazic, ze ta kobieta jest samotna i jako matka i jako kobieta ogolnie...

                          Z pewnosia jest jej bardzo trudno.

                          Dodam tylko, ze moj partner, gdy cos sie dzieje dzieciom w nocy, reaguje i tez pomaga (i prosze nie czepiac sie znowu slow pomaga). Po prostu dba o te dzieci, jak im sie dzieje zle, ale tez i na codzien w normalnych obowiazkach.

                          I jeszcze raz powiem. Zdaje sobie sprawe, ze tej kobiecie jest cholernie trudno. Tym bardziej powinna odciac sie od poprzedniego zycia i znalezc sobie kogos - na pewno zasluguje, zeby ktos ja pokochal z odwzajemnieniem. Na kogos, kto bedzie chcial o nia dbac, kto bedzie do niej podobny.
                          • maheda Re: Nie rozumiesz... 19.11.10, 16:37
                            Myślę, że o ile potrafisz sobie wyobrazić, jak jest jej ciężko z uwagi na bycie samotną kobietą, o tyle całkowicie nie umiesz sobie wyobrazić, jak jest jej ciężko z uwagi na bycie samotną matką.
                            Ale to normalne i to nie jest zarzut. Wiadomo, że wszyscy wiemy i potrafimy sobie wyobrazić tylko tyle, ile sami przeżyliśmy. Wyobrażenia opieramy na naszych doświadczeniach, a Ty nie masz zielonego pojęcia o tym, jak się czuje matka będąca w sytuacji żony Twojego kochanka.
                            Powtarzam - to nie jest zarzut ani oceniająca opinia, ale stwierdzenie.
                            Nie mów zatem, że potrafisz sobie wyobrazić, jak ona czuje się w roli opuszczonej matki.

                            Twój kochanek na dzień dzisiejszy opiekuje się wraz ze swoją żoną ich wspólnymi dziećmi (sorry, ale tak to właśnie jest, niezależnie od tego, jak chciałabyś to widzieć), i jeśli reaguje, to niech się nie spodziewa peanów na swoją cześć - tak po prostu powinno być.

                            Tyle odniesienia się do pierwszej części Twojego postu.

                            Ad drugiej - zastanów się, dziewczyno, zanim napiszesz drugi raz coś podobnego...
                            Czy przyszło Ci do głowy, że żona Twojego kochanka chciała z nim - swoim mężem - się zestarzeć i dożyć śmierci, mimo nieporozumień, które zawsze i w każdym związku przychodzą? Dlaczego ma zmieniać swoje plany, usankcjonowane ślubem, tylko dlatego, że jaśnie panu się (chwilowo?) odwidziało? Dla Twojej wygody?

                            Co byś sobie samej doradziła, gdyby Cię ten Twój obecny kochanek zostawił z dwójką dzieci za kilka lat, bo się wyprowadzi do młodszej? Stwierdziłabyś "Trudno, poszukam innego"???
                            W momencie, gdybyś kochała go po prostu i chciała z nim dożyć późnej starości?
                            Myśląc sobie "OK, mieliśmy parę lat ciężkich, ale przecież obiecywaliśmy sobie, że się nie opuścimy aż do śmierci, że się będziemy wspierać w dobrym i w złym, a temu wystarczyło trochę kłopotów, żeby odejść do innej, młodszej i bez dzieci"???

                            Pewnie sobie pomyślisz "No nie, nas to nie dotyczy, bo to prawdziwa miłość".
                            Nie zdziwiłabym się, gdyby żona Twojego kochanka myślała podobnie kilka lat temu, a przynajmniej wtedy, kiedy zawierali ślub...

                            To tak gwoli przemyśleń i zastanowienia się nad panem, próby spojrzenia na wszystko z jakiegoś dystansu.
                            Spróbuj, to bywa cenne.

                            No i mają rację te osoby, które piszą, że ich rozwód to nie Twoja sprawa.
                            Mimo, że wydaje Ci się pewnie inaczej...
                            • timetotime Re: Nie rozumiesz... 19.11.10, 16:50
                              Maheda, pięknie to wszystko ujęłaś, mnie witki opadły stąd te mdłości w powyższym poście.

                              Nie wierzę Ci malatajko, że współczujesz żone swojego kochanka. Gdybyś chociaż odrobinę rozumiała jej dramat nie byłoby Cię w tym miejscu, w którym w tej chwili jesteś...
        • nangaparbat3 Re: Brak rozwodu :( 21.11.10, 17:00
          > Sorry, pisalam, ze moim zdaniem kobieta powinna sobie ukladac zycie, bo sila ni
          > kogo do milosci nie zmusisz i tyle...

          Ale wiesz, że niektóre układają sobie życie odbijając na powrót własnego męża "tej trzeciej"?
          I to nie jest takie rzadkie?
    • garden_party Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 19:27
      malatajka napisała:
      > Ja bardzo go kocham, ale jakos trace szacunek do Niego sad(

      A to można mieć 'szacunek' do pana, który rzuca żonę z dwójką dzieci dla kochanki? wink Jakiego faceta sobie ustrzeliłaś - takiego masz smile
      • ona_zmeczona Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 20:05
        ej, podwojne standardy gora! bo jak facet chce lepszego zycia, to jest gnojkiem bo zostawia zone i dzieci, a jak zona chce lepszego zycia to jest odwazna babka, ktora wierzy w siebie i ze da sobie rade. ale mniejsza z tym.
        sad wyznaczy nowy termin, druga rozprawa. jesli pozwana znowu sie nie stawi moze dostac kare pieniazna za lekcewazenie sadu. za to on moze wnioskowac o wyrok zaoczny.
        • crazyrabbit Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 00:23
          ona_zmeczona napisała:

          > ej, podwojne standardy gora! bo jak facet chce lepszego zycia, to jest gnojkiem
          > bo zostawia zone i dzieci, a jak zona chce lepszego zycia to jest odwazna babk
          > a, ktora wierzy w siebie i ze da sobie rade. ale mniejsza z tym.

          Najbardziej sensowny post w calym watku.
          Jak sama widzisz, tutaj zrozumienia nie znajdziesz, nie ten target wink
          Moze Twoj facet po prostu nie potrzebuje tego rozwodu, w przeciwienstwie do Ciebie? Moj znajomy rozwiodl sie po 10 latach, bo ani jemu ani bylej zonie, ani ich partnerom formalizacja nie byla do szczescia potrzebna.
          Poza tym pamietaj, ze faceci sa niesamowicie wygodni. Jemu tak dobrze, ma w razie czego zabezpieczony tylek, moze rozlozyc bezradnie rasie i powiedziec: sama widzisz, ja chcialem dobrze.
          A moze jego jeszcze_zona rzeczywiscie oczekuje konkretnej propozycji finansowej. Niektore kobiety tak majawink a skoro "daje" Wam dzieci i nie urzadza cyrkow jak niektore, to wyglada na osobe, z ktora idzie sie dogadac.
          Tylko trzeba POROZMAWIAC.
          • sarlo51 Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 04:49
            Nie buduj stwego szeczescia na kims nie szczesciu.
        • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 10:48
          Dzieki za informacje. Czy uwazasz, ze jest jakas szansa na "zmotywowanie" tej kobiety do checia zerwania tego zwiazku?

          Moze masz jakies doswiadczenie?
          • crazyrabbit Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 23:45
            malatajka napisała:

            > Dzieki za informacje. Czy uwazasz, ze jest jakas szansa na "zmotywowanie" tej k
            > obiety do checia zerwania tego zwiazku?
            >
            > Moze masz jakies doswiadczenie?
            Nie mam doswiadczen w "motywowaniu" malzonek moich ewentualnych kochankow [tu uwaga dla czytajacych i bioracych zbyt doslownie to, co sie pisze: to byl taki zarcik].
            Obawiam sie, ze ta sprawe oni musza rozwiazac we wlasnym zakresie. Kazde Twoje wtracenie sie w rozwod partnera moze byc traktowane jak wrogi, talibski atak.
            Jeszcze raz napisze, moze wystarczy z jeszcze_zona po prostu po ludzku porozmawiac? Pamietaj, ze nie sprzeciwia sie temu, zeby dzieci spedzaly z Wami duzo czasu, nie ma typowych tekstow typu: nie pozwole, zeby moje dzieci widywaly sie z ojcem w towarzystwie tej dziwki... Wiec z jej strony jest duzo dobrej woli a nawet cos w rodzaju zaakceptowania (lub pogodzenia sie) z zaistniala sytuacja.
            Pytanie, na ile nierozwiedziony_pan jest sklonny sie rozwiesc? Na ile jest zdeterminowany?
            Oraz, jak napisal ktos w poscie ponizej, czy jestes pewna, ze pozew zostal wyslany, a rozprawa sie odbyla?
            Przyszla mi do glowy jeszcze jedna rzecz... sa srodowiska, w ktorych dla kobiety wazny jest jej status "mezatki" a "rozwodka" plasuje sie niemal w nizinach. Moze dla jeszcze_zony wazne jest to, zeby jak najdluzej miec w papierach napisane "mezatka"? To nie zart, znam takie sytuacje, gdzie kobieta akceptuje kochanke, wyprowadzke meza, ale rozwodu mu nie da, bo... rozwodka zle sie kojarzywink
            • malatajka Re: Brak rozwodu :( 21.11.10, 13:17
              Po kolei. Zdaje sobie sprawe, ze nie powinnam sie wtracac w te sprawy, i dotad tak robilam, jednak czuje, ze dluzej nie moge... tez jestem czlowiekiem i jakos chce ulozyc sobie zycie...

              Jestem pewna, ze sie sprawa odbyla. Widzialam pozew, widzialam zawiadomienie z sadu, spotykamy sie wspolnie z adwokatem mojego partnera, takze tutaj jestem w 100% pewna.

              To nie jest kwestia rozmowy z jeszcze_zona_niestety. Te rozmowy byly prowadzone przez rok. Jeszcze_zona zgodzila sie na RPW, na powdzial majatku i na konkretne ustalenia. Stad pozew zostal spisany niejako za porozumieniem. Niestety nie przyszla na rozprawe, bo najwyrazniej obrala strategie wydluzania, zrobienia na zlosc, etc. Jak to mowi moj partner: ona sie boi konsekwencji, jest za glupia na to i woli placic grzywne do sadu niz jednak powoli sprawe zalatwic, pogubila sie w tym wszystkim, robi mi na zlosc, nie zalezy jej na swoim nowym zyciu, bo niewiele umie i niebardzo znajdzie sobie nowego mezczyzne, etc.

              Fakt, nie sprzeciwia sie, zeby dzieci spedzaly z nami czas, ja mysle, ze glownie dlatego, ze jest jednak tak wygodniej... (z reszta na poczatku sie sprzeciwiala) Ma odpoczynek - jak juz pisaliscie, ciezko wychowywac dwojke malych dzieci niejako samej. Co do epitetow na moj temat, to nie oszczedza mnie, takze przed dziecmi (jestem dziunia, kochanka, dziecko mi mowi: nie jestes moja matka, etc). Takze moj partner jest oczerniany, ale to niejako taki folklor tej sytuacji niestety...Szkoda dzieci, ale co zrobic jak ktos jest niestety glupi...

              Moj partner wydaje sie zdeterminowany. No ciezko jakos to zbadac, jak bardzo. Pozew zostal zlozony, adwokat jest wynajety, sprawa sie odbyla - pytanie jak bardziej teraz mozna byc zdeterminowanym?



              • morekac Re: Brak rozwodu :( 21.11.10, 18:52
                dziecko mi mowi: nie jestes moja matka, etc
                > ).
                No bo nie jesteś.
                • malatajka Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 10:19
                  No, a czy ja mowilam ze jestem?
                  Hahaha, juz naprwde mnie smieszy to forum smile

                  Opisalam sytuacje i folklor z nia zwiazany, a nie chec bycia matka nieswojego dziecka.

                  Ludzie, mimo swojego calego bolu i zlosci, czytajcie uwaznie posty i badzcie odrobine obiektywni..,.
              • zmeczona100 Re: Brak rozwodu :( 21.11.10, 19:52
                malatajka napisała:

                tez jestem czlowiekiem i jakos
                > chce ulozyc sobie zycie...

                Najprościej i najszybciej, bez niespodzianek, układa się życie z wolnym człowiekiem.

                >
                > Jestem pewna, ze sie sprawa odbyla. Widzialam pozew, widzialam zawiadomienie z
                > sadu, spotykamy sie wspolnie z adwokatem mojego partnera, takze tutaj jestem w
                > 100% pewna.

                I super. W końcu musisz wszystko ogarniać i nad wszystkim czuwać. Przecież wiadomo, że sam sobie nie poradzi.

                >
                > To nie jest kwestia rozmowy z jeszcze_zona_niestety. Te rozmowy byly prowadzone
                > przez rok.


                Prosta piłka- wysokie alimenty na dzieci i nią, podział majątku i to wszystko przed notariuszem, przed I sprawą, a na sprawie wzięcie winy przez męża. Efekt murowany- będziesz miała wolnego misia. A czy skory będzie do układania sobie życia z tobą, to już inna bajka.

                Jak to mowi moj partner: ona sie boi konsekwencji, jest za glupia n
                > a to

                Jeśli on wziął sobie głupią za żonę, to czy on ma aby wszystko z głową w porządku?

                i pogubila
                > sie w tym wszystkim, robi mi na zlosc, nie zalezy jej na swoim nowym zyciu, bo
                > niewiele umie i niebardzo znajdzie sobie nowego mezczyzne, etc.

                No to cóż za barachło brał sobie twój misiu za żonę. Może nie było go stać na kogoś lepszego?

                >
                > Fakt, nie sprzeciwia sie, zeby dzieci spedzaly z nami czas, ja mysle, ze glowni
                > e dlatego, ze jest jednak tak wygodniej...

                Co za coorva... Ręce powinna se urabiać, to by szybko zdanie zmieniła.

                Ma odpoczynek - jak juz pisaliscie, ciezko wychowywac dwojke malych dzieci
                > niejako samej.

                A co, dzieci to półsieroty i ojca nie mają?

                Co do epitetow na moj temat, to nie oszczedza mnie, takze przed
                > dziecmi (jestem dziunia

                A nie jesteś?

                > kochanka,

                A nie jesteś?

                > dziecko mi mowi: nie jestes moja matka,

                Za to powinna iść do pierdla.

                > ). Takze moj partner jest oczerniany, ale to niejako taki folklor tej sytuacji
                > niestety...Szkoda dzieci, ale co zrobic jak ktos jest niestety glupi...

                A no głupi. Zamiast wywiązać się ze swoich zobowiązań, to tatuś poszukał naiwnej panienki. Dzieci szkoda- taki głupi tatus im się trafił.

                >
                > Moj partner wydaje sie zdeterminowany. No ciezko jakos to zbadac, jak bardzo. P
                > ozew zostal zlozony, adwokat jest wynajety, sprawa sie odbyla - pytanie jak bar
                > dziej teraz mozna byc zdeterminowanym?

                Lala, a po co mu rozwód? Czy cos on w jego życiu zmieni oprócz tego, że oficjalnie będzie rozwodnikiem? Bo chyba nie liczysz, że znowu będzie mężem, tyle tylko, że tym razem twoim?
                Pisałaś, że sama przeżyłaś kilkakrotnie porzucenie przez partnerów, więc pewnie masz w sobie to "coś", co z czasem odkryje i ten cudzy mąż.
                • malatajka Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 10:35
                  Wow, widze grubszy kaliber posta wink
                  Po kolei z tymi emocjami Pani zmeczonej100 - jak szkoda.

                  > Najprościej i najszybciej, bez niespodzianek, układa się życie z wolnym człowie
                  > kiem.

                  GRATULUJE SPOSTRZEGAWCZOSCI! WOW!

                  > > Jestem pewna, ze sie sprawa odbyla. Widzialam pozew, widzialam zawiadomie
                  > nie z> > sadu, spotykamy sie wspolnie z adwokatem mojego partnera, takze tutaj jes
                  > tem w 100% pewna.
                  >
                  > I super. W końcu musisz wszystko ogarniać i nad wszystkim czuwać. Przecież wiad
                  > omo, że sam sobie nie poradzi.

                  A CZY JA MOWIE ZE NIE PORADZI? CZYTALAS POSTA NA KTORY TO BYLA ODPOWIEDZ? KTOS SIE PYTAL, CZY SPRAWA SIE ODBYLA. WIEC PISZE, ZE SIE ODBYLA. POKAZUJE FAKTY, OT CO.

                  > Prosta piłka- wysokie alimenty na dzieci i nią, podział majątku i to wszystko
                  > przed notariuszem, przed I sprawą, a na sprawie wzięcie winy przez męża. Efekt
                  > murowany- będziesz miała wolnego misia. A czy skory będzie do układania sobie ż
                  > ycia z tobą, to już inna bajka.

                  JASNE, BO W KONCU FACET OD TEGO JEST ZEBY TYRAC LATAMI NA EX-KOBIETE (A CZESNIEJ NA ZONE BO SAMA O SIEBIE ZADBAC BIEDACTWO NIE UMIALA)... PEWNIE TY TEZ TAKA DLA SWOJEGO BYLAS. MUSIAL CHAROWAC NA CIEBIE, MIEC TYLKO ODPOWIEDZIALNOSC I OBOWIAZKI. ZERO ZYCIA SWOJEGO.

                  > Jak to mowi moj partner: ona sie boi konsekwencji, jest za glupia n
                  > > a to
                  > Jeśli on wziął sobie głupią za żonę, to czy on ma aby wszystko z głową w porząd
                  > ku?

                  NO TO JUZ NAPRAWDE TRZEBA BYC GLUPIM, ZEBY NIE WIEDZIEC, ZE TAKIE SYTUACJE SIE ZDARZAJA. ZE PO JAKIMS CZASIE CZLOWIEK DOCHODZI DO WNIOSKU, ZE TO NIE TO, NEI TA ENERGIA, NIE TA CHEMIA, NIE TE ZAINTERESOWANIA, NIE TEN POZIOM INTELEKTUALNY.
                  TO NORMALNE, BO NAWET JESLI GDY LUDZIE SIE SPOTYKAJA, SA PODOBNI, TO POZNIEJ ZYCIE PLYTNIE, I LUDZIE SIE ZMIENIAJA. NIESTETY TA PANI NIE ZMIENIALA SIE TAK, ZEBY MOJEMU PARNEROWI SIE PODOBALO. ZROBILO SIE Z NIEJ NUDNE, WIELKIE, NIECIEKAWE BABSKO, KTORE ZAJMOWALO SIE TYLKO DOMEM, A MOJEMU PARTNEROWI NIE ZALEZALO TYLKO NA TYM, ZEBY DOM LADNIE WYGLADAL, CHCE OD ZYCIA CZEGOS WIECEJ...

                  TY TEGO NIE ZROZUMIESZ...TY BYC ZAMKNELA PANA, KTORY MOWI TAK NA CALE ZYCIE I NAWET JAK NIE EJST SZCZESLIWY, TO MA BYC... BO KIEDYS POWIEDZIAL: TAK... MASAKRA JAKAS!!!

                  > i pogubila sie w tym wszystkim, robi mi na zlosc, nie zalezy jej na swoim nowym zyci
                  > u, bo niewiele umie i niebardzo znajdzie sobie nowego mezczyzne, etc.
                  > No to cóż za barachło brał sobie twój misiu za żonę. Może nie było go stać na k
                  > ogoś lepszego?

                  MOZE NIE BYLO...

                  > > Fakt, nie sprzeciwia sie, zeby dzieci spedzaly z nami czas, ja mysle, ze
                  > glowni> e dlatego, ze jest jednak tak wygodniej...
                  > Co za coorva... Ręce powinna se urabiać, to by szybko zdanie zmieniła.
                  > Ma odpoczynek - jak juz pisaliscie, ciezko wychowywac dwojke malych dzieci
                  > > niejako samej.
                  > A co, dzieci to półsieroty i ojca nie mają?
                  > Co do epitetow na moj temat, to nie oszczedza mnie, takze przed
                  > > dziecmi (jestem dziunia
                  > A nie jesteś?

                  NIE JESTEM!!!

                  > > kochanka,
                  > A nie jesteś?

                  ZDZIWIE CIEBIE, ALE NIA TEZ NIE JESTEM!!!

                  > > dziecko mi mowi: nie jestes moja matka,
                  > Za to powinna iść do pierdla.

                  PRZYKRO MI, ZE ZOSTALAS SKRZYWDZONA, WIDAC DUZE ZMIANY ZASZLY W TWOJEJ GLOWIE. NIESTETY BEDZIE MIALO TO PIETNO NA CALE TWOJE ZYCIE... CO WIDAC, PO TWOICH POSTACH - W TYM WATKU I INNYCH...

                  > > ). Takze moj partner jest oczerniany, ale to niejako taki folklor tej syt
                  > uacji> niestety...Szkoda dzieci, ale co zrobic jak ktos jest niestety glupi...
                  > A no głupi. Zamiast wywiązać się ze swoich zobowiązań, to tatuś poszukał naiwne
                  > j panienki. Dzieci szkoda- taki głupi tatus im się trafił.

                  NAPRAWDE UWAZASZ, ZE OCZERNIANIE OJCA TO NAJLEPSZE ROZWIAZANIE??
                  WLACZAC DZIECI Z SPRAWY DOROSLYCH?
                  TY MASZ NAPRAWDE NIEROWNO POD SUFITEM! SORRY, ALE INACZEJ TEGO NIE DA SIE WYTLUMACZYC!

                  > Lala, a po co mu rozwód? Czy cos on w jego życiu zmieni oprócz tego, że oficjal
                  > nie będzie rozwodnikiem? Bo chyba nie liczysz, że znowu będzie mężem, tyle tylk
                  > o, że tym razem twoim? Pisałaś, że sama przeżyłaś kilkakrotnie porzucenie przez partnerów, więc pewnie masz w sobie to "coś", co z czasem odkryje i ten cudzy mąż.

                  LALA TO JESTES MOZE TY.

                  NIE WIEM, NA JAKICH PRZESLANKACH OPIERASZ SWOJA WYPOWIEDZ, ZE MOJ PARTNER NIE BEDZIE CHCIAL BYC DRUGI RAZ MEZEM... PEWNIE MASZ SUPER INTUICJE ALBO SZKLANA KULE wink HIHIHI...

                  JA ROZUMIEM, TY MIALAS W CALYM SWOIM ZYCIU JEDNEGO PARTNERA, BO INNI CIEBIE NIE CHCIELI, NO A JAK WIEMY I TEN JEDEN JEDYNY UKOCHANY I NA ZAWSZE TEZ CIEBIE PORZUCIL... NO PIEKNIE... wink

                  ROZBAWILAS MNIE DO LEZ TYM POSTEM O PORANKU...




                  • nangaparbat3 Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 16:20
                    NO TO JUZ NAPRAWDE TRZEBA BYC GLUPIM, ZEBY NIE WIEDZIEC, ZE TAKIE SYTUACJE SIE ZDARZAJA. ZE PO JAKIMS CZASIE CZLOWIEK DOCHODZI DO WNIOSKU, ZE TO NIE TO, NEI TA ENERGIA, NIE TA CHEMIA, NIE TE ZAINTERESOWANIA, NIE TEN POZIOM INTELEKTUALNY.

                    Aż strach pomysleć, co to za indywiduum musiało być - przy założeniu, ze podniósł poziom.
                  • zmeczona100 Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 00:16
                    > JA ROZUMIEM, TY MIALAS W CALYM SWOIM ZYCIU JEDNEGO PARTNERA, BO INNI CIEBIE NIE
                    > CHCIELI, NO A JAK WIEMY I TEN JEDEN JEDYNY UKOCHANY I NA ZAWSZE TEZ CIEBIE POR
                    > ZUCIL... NO PIEKNIE... wink

                    Hm... No cóż, fakt- nie mam tak bogatej przeszłości, jak dziwka w burdelu. Może dlatego, że kierowałam się w swoim życiu tym, co mi podpowiadały szare komórki, a nie nabłonek wielowarstwowy płaski.

                    Nie zostałam porzucona- pozew złożyłam JA.

                    > NO TO JUZ NAPRAWDE TRZEBA BYC GLUPIM, ZEBY NIE WIEDZIEC, ZE TAKIE SYTUACJE SIE
                    > ZDARZAJA.

                    Pisałam kiedyś- same z siebie to się biegunki zdarzają.

                    ZE PO JAKIMS CZASIE CZLOWIEK DOCHODZI DO WNIOSKU, ZE TO NIE TO, NEI T
                    > A ENERGIA, NIE TA CHEMIA, NIE TE ZAINTERESOWANIA, NIE TEN POZIOM INTELEKTUALNY.
                    > TO NORMALNE, BO NAWET JESLI GDY LUDZIE SIE SPOTYKAJA, SA PODOBNI, TO POZNIEJ ZY
                    > CIE PLYTNIE, I LUDZIE SIE ZMIENIAJA.

                    No i GIT! Tylko niech biorą to pod uwagę i nie podpisują żadnych zobowiązań- czy to w kościele, czy w urzędzie. Bo wiadomo, że wszyscy się zmieniają!

                    Na resztę - szkoda mi pary.
                    W każdym razie żona twojego kochanka powinna być ci wdzięczna do końca życia.
                    • z_mazur Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 00:50
                      > Nie zostałam porzucona- pozew złożyłam JA.

                      A co ma pozew do porzucania?

                      Bardzo często strona porzucona składa pozew, bo to częściej jej zależy na uregulowaniu sytuacji, poza tym traktuje to jak formę odwetu.
                      Porzuciłeś? To ja ci teraz pokażę, złożę pozew z orzeczeniem Twojej winy.
                      • zmeczona100 Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 14:33
                        Pozew bywa też przecięciem czyjegoś podwójnego życia, życia kogoś, kto "nie był w stanie" się zdecydować, z którą być powinien.

                        Nie wiem, w jakim kierunku rozwinęłaby się szaleńcza miłość mojego męża i jego kochanki, nie wiem też, ile takich miłości miał przed nią, więc nie do końca wiem, kto tu kogo porzucił i czy na pewno o porzuceniu mowa.
                        • malatajka Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 15:28
                          Podwojne zycie twojego meza juz powoduje moja droga, ze ktos Ciebie porzucil...
                          Przykre, ale prawdziwe...
                          • zmeczona100 Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 16:25

                            malatajko, najpierw nie dowierzałam, potem śmiałam się, czytając twoje wypowiedzi, a wreszcie zrozumiałam, że ty istniejesz naprawdę. Wiem, że nie ogarniasz tego, na co zwracają ci uwagę inni, bo ty kompletnie nie wiesz, że twoje postępowanie jest - uwaga, trudne wyrażenie- moralnie nie do przyjęcia i nie do zaakceptowania. Normalnie z takimi poglądami na temat małżeństwa, obowiązków, konsekwencji założenia rodziny, w kościele katolickim żaden ksiądz nie mógłby ci udzielić sakramentu małżeństwa. Niestety, szkoda, że USC nie dysponuje odpowiednimi narzędziami, aby sprawdzić, czy ten, kto składa przysięgę, wie, o czym mowa i rozumie znaczenie wypowiadanych słów.

                            Na szczęście ty wiesz, że wszystko może się zmienić, że nikt nie jest niewolnikiem, że ważne jest realizowanie się w związku i że różnie się zdarza; w każdym razie nic nienormalnego jest w sytuacji, że ktoś spotyka dzieciatego, żonatego chuopa i wali się z buciorami w życie jego, jego żony i dzieci, więc nie będziesz przysięgać nic swojemu kochankowi, jak już wolność odzyska, bo to kłamstwo będzie. Chyba, że wg ciebie taka przysięga przecież i tak nic nie znaczy, bo to tylko taka ceremonia. Ale wiesz co? Dobrze ci radzę- uprzedź swego kochana o swoich poglądach, bo on może słowa tej przysiegi wziąć na poważnie i będzie klops.

                            "Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuję w związek małżeński z (...) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

                            Sama sobie odpowiedz na pytanie, gdzie w tej przysiędze jest mowa o tym, że małżeństwo jest warunkowe, a przy okazji dowiedz się, co to za prawa i obowiązki wynikaja z wypowiedzenia tej formułki, żebyś nie była zaskoczona, że małżeństwo to nie same cielesne przyjemności.


                            Ty i ja to zupełnie inne dwa światy. Dlatego twoje wypociny na mój temat zupełnie mnie nie wzruszają. Ale powiem ci w tajemnicy, że doskonale dogadałabys sie z kochanką mojego męża; jota w jotę podobne, kupy nietrzymające sie twierdzenia.

                            Specjalnie dla ciebie:
                            www.blogger.com/comment.g?blogID=1343263821320819390&postID=6181148968617264522
                            Drażni mnie twoja niedojrzałośc, wręcz kompletna ignorancja tak waznych zagadnień, jak małżeństwo. Może zamiast wchodzic w sprawy dorosłych, lepiej jednak nie porywac sie z motyką na słońce?
                • malgolkab Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 11:18
                  zmeczona100 napisała:


                  >jestem dziunia
                  >
                  > A nie jesteś?
                  >
                  > > kochanka,
                  >
                  > A nie jesteś?
                  >
                  > > dziecko mi mowi: nie jestes moja matka,
                  wiesz, co, moje dziecko też wie, że dziewczyna taty to nie jego mama, ale mi osobiście by się nie podobało, żeby zwracał się do niej w taki sposób... dla mnie najważniejsze, że ma dodatkową osobę, którą lubi, młody mówi, że to jego dorosła koleżanka, zwraca się do niej po imieniu i ja też tak o niej mówię w rozmowie z nim. co by mi dało, gdyby był dla niej niemiły i określał ją w niewybredny sposób? satysfakcję? poza tym dziecko powinno mieć szacunek do dorosłych osób, z którymi przebywa czy są jego rodzicami czy nie. rozumiem, że pani w przedszkolu też nie musi słuchać, bo nie jest jego mama??
                  > > ). Takze moj partner jest oczerniany, ale to niejako taki folklor tej syt
                  > uacji
                  >
                  > Dzieci szkoda- taki głupi tatus im się trafił.
                  ale dalej jest ojcem i stawianie dzieci w takiej sytuacji jest nienormalne.

                  > Lala, a po co mu rozwód? Czy cos on w jego życiu zmieni oprócz tego, że oficjal
                  > nie będzie rozwodnikiem? Bo chyba nie liczysz, że znowu będzie mężem, tyle tylk
                  > o, że tym razem twoim?
                  zmęczona, daruj sobie takie zwracanie się do ludzi, bo sama sie w tym momencie zachowujesz jak LALAsmile
                  • morekac Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 12:34
                    poza tym dziecko powinno mieć szacunek do dorosłych osób,
                    > z którymi przebywa czy są jego rodzicami czy nie. rozumiem, że pani w przedszk
                    > olu też nie musi słuchać, bo nie jest jego mama??

                    Bycie dorosłym i starszym nie powoduje automatycznego zyskania szacunku u dziecka.Zaś zakładanie bezwarunkowego posłuszeństwa wobec takich osób może być dla dziecka niebezpieczne.
                    Natomiast tekst 'nie jesteś moją mamą' jest standardowym tekstem dzieci nieco starszych wobec opiekujących się nimi osób płci żeńskiej. Zwłaszcza, jeśli nie zamierzają iść spać o zwykłej porze. Nie dorabiałbym akurat do tego nadmiernej ideologii. wink
                    • malgolkab Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 13:01
                      morekac napisała:

                      > poza tym dziecko powinno mieć szacunek do dorosłych osób,
                      > > z którymi przebywa czy są jego rodzicami czy nie. rozumiem, że pani w prz
                      > edszk
                      > > olu też nie musi słuchać, bo nie jest jego mama??
                      >
                      > Bycie dorosłym i starszym nie powoduje automatycznego zyskania szacunku u dziec
                      > ka.Zaś zakładanie bezwarunkowego posłuszeństwa wobec takich osób może być dla d
                      > ziecka niebezpieczne.
                      ok, natomiast - nie powinno sie w taki sposób odnosić, nawet jesli za daną osobą nie przepada. ja w pracy do niektórych też nie mam szacunku, ale odzywam się w sposób kulturalnysmile powiedzmy sobie szczerze- w tym przypadku to matka nakręca dzieci, patrząc przez pryzmat swojej krzywdy. Ja jak chce ponadawać na byłego to umawiam się z przyjaciółką na klachy.
                      > Natomiast tekst 'nie jesteś moją mamą' jest standardowym tekstem dzieci nieco s
                      > tarszych wobec opiekujących się nimi osób płci żeńskiej. Zwłaszcza, jeśli nie z
                      > amierzają iść spać o zwykłej porze. Nie dorabiałbym akurat do tego nadmiernej i
                      > deologii. wink
                      nie wiem, ja osobiście nigdy tak do nikogo nie powiedziałam, mój brat też, a nie byliśmy jakimiś super tgrzecznymi dziećmi. Moje dziecko może jeszcze za małe na takie teksty
                • malgolkab Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 11:21
                  zmeczona100 napisała:

                  >
                  > Jeśli on wziął sobie głupią za żonę, to czy on ma aby wszystko z głową w porząd
                  > ku?
                  hm, zmęczona, pisałaś kiedyś, że Twój ex okazał się niedojrzały do związku. to co, masz coś nie tak z głową, że takiego wzięłaś. sama kiedyś udowadniałaś, że nie zawsze widać wcześniej jaki ktoś jest, jak widać - punkt widzenia zależy od punktu siedzenia...
                  • malatajka Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 15:39
                    Piekne, po prostu piekne... wink
                  • zmeczona100 Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 00:26
                    malgolkab napisała:


                    > hm, zmęczona, pisałaś kiedyś, że Twój ex okazał się niedojrzały do związku. to
                    > co, masz coś nie tak z głową, że takiego wzięłaś.

                    Jeśli nie odróżniasz niedojrzałości od tego, że ktoś jest głupi, to nie mamy o czym dyskutować.
                    • malgolkab Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 09:05
                      zmeczona100 napisała:

                      > malgolkab napisała:
                      >
                      >
                      > > hm, zmęczona, pisałaś kiedyś, że Twój ex okazał się niedojrzały do związk
                      > u. to
                      > > co, masz coś nie tak z głową, że takiego wzięłaś.
                      >
                      > Jeśli nie odróżniasz niedojrzałości od tego, że ktoś jest głupi, to nie mamy o
                      > czym dyskutować.
                      >
                      >
                      i ta niedojrzałość nagle ujawniła się po tylu latach?
                      w sumie masz rację, nie mamy co dyskutować, przede wszystkim ze względu na Twoje słownictwo w tym wątku... bo akurat, że masz inne poglądy to mi nie przeszkadza
                      • zmeczona100 Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 14:38

                        > > malgolkab napisała:

                        > i ta niedojrzałość nagle ujawniła się po tylu latach?

                        Ujawnia się wtedy, gdy okoliczności wymagają dojrzałego zachowania, a ponadto mogą to być tylko pojedyncze symptomy, które wcale nie muszą być jednoznaczne i dopiero powoli tworzy się całość układanki.

                        A język? Jakoś trudno mi się opanować, czytając wynurzenia emocjonalnej małolaty.
                        • malatajka Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 15:55
                          > A język? Jakoś trudno mi się opanować, czytając wynurzenia emocjonalnej małolat
                          > y.

                          Jedyne emocje (glownie toksyczne) jakie ktokolwiek tu pokazuje, piszac: lala, przywolujac definicje dziuni, pokazujac brak obiektywizmu wynikajacy pewnie ze skrzywdzenia przez swojego meza, NIESTETY SA W TWOIM WYKONANIU.

                          I jeszcze sie usprawiedliwiasz...

                • crazyrabbit Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 23:33
                  Wiesz co, Zmeczona?
                  Troche pobylam w tematach rozwodowych, w zyciu niejedno przezylam, widzialam i slyszalam... I wiesz co? Wciaz przerazaja mnie ludzie z takimi pogladami, jak Twoje.
                  Zero refleksji nad wlasnym postepowaniem, jak juz facet ma nowa kobiete, to na pewno jest dziwka, jak odszedl od zony, to szmaciarz. A to nie do konca tak jest, wiesz?
                  Znam swietne, wrazliwe kobiety, bedace "kochankami" i wredne jedze, bedace "zonami" lub bylymi zonami. Znam facetow, ktorzy odeszli donikad, bo z babskiem nie dalo sie zyc.
                  Moj obecny partner tez uciekal do nikad od jedzy, ktora zatruwala mu zycie jeszcze dlugo po rozstaniu. A ja uslyszalam niedawno od jego mamy: jestes pierwsza NORMALNA kobieta mojego syna.

                  Jak czytam wypowiedzi takich kobiet jak Ty, pelne jadu i nienawisci, zaczynam sie zastanawiac, co przez taka postawe mozecie przekazac Waszym dzieciom? I czy na pewno ta druga strona byla jedynie winna rozpadu zwiazku... bo zawsze wtedy zaczynam miec watpliwosci i brakuje mi wypowiedzi drugiej strony... a to mogloby byc ciekawe (pamietam kilka takich forumowych historiii... ta...).

                  Zycze wiecej autorefleksji i bardziej krytycznego spojrzenia na wlasna osobe.
                  Pozdro
                  Krolik
                  • zmeczona100 Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 00:02
                    Wiem, wiem, świat się zmienia i trzeba się dostosować, bo to, że ktoś się żeni, za mąż wychodzi, to już nic nie znaczy- to taka tradycja była i na szczęście już zanika. Przecież własne szczęście jest ważniejsze wszelkich od zobowiązań.

                    Przeraża mnie tylko to, że ludzie tak nagle i szybko się zmieniają. Robią sobie dzieci, budują razem dom, żyją sobie szczęśliwie, a nagle któregoś razu wstają z rana i okazuje się, że żona to potwór, bezdennie głupia cipa o lewych rączkach i na cito, na dziś, na teraz! muszą znaleźć sobie tę, która ich doceni, nie będzie kołków ciosać na głowie, będzie zabiegać o szczęście wiecznie, a przy okazji będzie członkiem Mensy. I tak od razu taki egzemplarz trafia im się zaraz za progiem mieszkania i jak jest fantastycznie, bo można swe żale wylać tej jedynej i być doskonale zrozumianym.

                    Jednego jednak nie jestem w stanie pojąć- po co, do coorvy nędzy te osoby zobowiązują się do wzajemnej wierności, pomocy i lojalności?????????
                    • crazyrabbit Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 08:06
                      Moja droga, to NIGDY nie zmienia sie z dnia na dzien. Tylko nie chcemy zwracac uwagi na pewne sygnaly, bo przeciez jestemy tacy cudowni... no jakzesz tej drugiej stronie mogloby byc z nami zle?
                      I harpia nie wyskakuje nagle pewnego dnia jak diabel z pudelka i odbiera nam partnera.
                      Po prostu nie chcemy widziec...
                      • malatajka Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 12:04
                        Swieta prawda. To sie nigdy nie dzieje z dnia na dzien. A zapewne sie zgodzisz ze mna, ze jeszcze ciezej jest dostrzec to, jak sie ma dzieci. W przypadku mojego partnera tak bylo od 8 lat, czyli po 2 latach malzenstwa.

                        I jasne, ze przysiega swieta rzecz, ale jak czlowiek cos stara sie 8 lat zmieniac, zyc zyciem, ktore mu nie pasuje, to chyba niefajnie. Ja nie rozumiem kobiet, ktore uwazaja, ze mezczyzna powinien byc z nimi za wszelka cene, bo przysiega. Wlasnie takie popdejscie czesto psuje zwiazek.

                        Dla Ciebie byloby fajnie wiedziec, ze facet jest przy tobie TYLKO dlatego, ze jestescie malzenstwem? W moim rozumieniu bylaby to porazka, gdyby ktokolwiek mi tak powiedzial: jestem z Toba bo mamy dzieci i slub. Katastrofa!!! Jak mozna w czyms takim chciec trwac??

                        Jest sie z kims, bo sie chce z nim byc, zyc, dzielic smutki i radosci, pasje zyciowe, rozwijac sie wspolnie, zasypiac i budzic sie o poranku i widziec blysk w oku ukochanej osoby: ZE TO TY!!!!

                        • maheda Wydrukuj sobie to, co napisałaś 23.11.10, 12:22
                          i schowaj sobie.
                          Oby nie było potrzebne!
                          Ale w razie czego za ileś tam lat wyjmij i wbij sobie do głowy.

                          Czy Ty naprawdę uważasz, że są w Polsce wolne kobiety, które wychodząc za mąż myślą inaczej? smile
                          Przecież to oczywiste, że wychodząc za mąż prezentuje się dokładnie takie podejście.
                          Żona Twojego kochanka z dużym prawdopodobieństwem dokładnie to samo myślała i pewnie myśli. Z tym, że trochę inaczej już definiuje pewnie miłość - w miejsce motylków w brzuchu mogło się u niej pojawić poczucie bezpieczeństwa, pewność, że można liczyć na drugiego człowieka.

                          Motylki w dodatku, a zatem i wysoki poziom hormonów zarówno szczęścia, jak i adrenaliny, znikają do dwóch lat.
                          Są tacy, co bez tego wysokiego poziomu hormonów żyć nie chcą. Takie osoby szukają co kilka lat kogoś innego.
                          • malatajka Re: Wydrukuj sobie to, co napisałaś 23.11.10, 12:35
                            Moze Tej kobiecie o to chodzilo: bezpieczenstwo, opieka, jak Ty to mowisz "inna definicja milosci" - super, podejrzewam, ze tak bylo, ale na co ON MOGL LICZYC?

                            Odpowiem Ci - NA NIC, czego potrzebowal do szczescia i zadowolenia ze swojego zycia z Ta kobieta, na nic, co zaspokajalo JEGO definicje milosci!!!! To ma jakies znaczenie? Czy wazne jest, ze ona sie czula bezpieczna?

                            Ludzie, tu nie chodzi o hormony i motylki w brzuchu, tu chodzi o prawdo DWOCH osob do spelnienie sie w danym zwiazku, a nie TYLKO jednej.

                            TYLKO O TO I AZ O TO!!!!!!!
                            • sonia_30 Re: Wydrukuj sobie to, co napisałaś 23.11.10, 12:46
                              Nie mógł liczyć na nic, czego potrzebował do szczęścia i związał się z "Tą kobietą"? Zdecydował się na jedno dziecko.. później na kolejne?
                              • malatajka Re: Wydrukuj sobie to, co napisałaś 23.11.10, 12:58
                                Zwiazal sie z nia, bo ja na pewno kochal kiedys, odpowiadala mu jako kobieta, czul sie z nia dobrze i co tylko jeszcze mozna sobie wyobrazic... Podejrzewam, ze nie byl omamiony i zmuszony do tego wszystkiego o czym piszesz wink Takze w momencie podejmowanai decyzji o dzieciach.

                                Nie przecze, ze nigdy nie byl szczesliwy z Ta kobieta.

                                Mowie, ze w ktoryms momencie przestalo byc dobrze i trwalo to 8 lat. Z probami reanimacji, zmian, rozmow, pewnie i krzykow, etc. Nawet jego wlasni rodzice, rodzenstwo mowilo, ze nie wyglada, zeby bylo miedzy Nimi dobrze...

                                Czy naprawde nie daje to nic do myslenia?
                            • maheda Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 12:56
                              Znowu czytasz, co chcesz. Mówiłam o możliwym przekształceniu jej miłości w czasie trwania małżeństwa, a nie potrzebach identycznych od zawsze - to raz.

                              Dwa - jeśli on nigdy nie mógł na nic liczyć - powstaje caaała masa pytań, prawda?.
                              Pierwsze z brzegu:
                              Dlaczego dorosły człowiek ożenił się z kobietą, której nigdy nie kochał?
                              Dlaczego ma z nią dwójkę dzieci?
                              ...

                              Jeśli nie chciał tego wszystkiego "tak naprawdę", a zaspokojone były potrzeby tylko jego żony (której się wydawało, że on tylko ją naprawdę chce) - jaką masz pewność, że tym razem też tak nie będzie, że i tym razem zaspokojone są/będą wyłącznie Twoje potrzeby (i dla odmiany to Tobie się nie wydaje, że on tylko Ciebie naprawdę chce)?

                              Oczywiście - istnieją podobno (osobiście nie znam) związki, w których mąż wyprowadza się od żony do kochanki i dopiero potem wszczyna kroki rozwodowe, a następnie z tą kochanką się wiąże na stałe, żeniąc się z nią, i tworząc ze swoją drugą żoną szczęśliwy związek.
                              Nie twierdzę, że takie wypadki w przyrodzie się nie zdarzają.

                              Jednak nie rozumiem, jak można bezrefleksyjnie odmawiać innym (w tym wypadku jego żonie) takich samych uczuć, jakie Ty odczuwasz. Nie rozumiem, dlaczego uparcie starasz się myśleć, że ona go chyba nigdy nie kochała, powinna zawrzeć układ biznesowy, skoro jej wciąż-mężowi ona już się znudziła.

                              Cały czas mówię - małżeństwo ani rozwód nie mają w naszej kulturze przeważnie nic wspólnego z układami biznesowymi. Niezależnie od tego, jak bardzo Ci to nie pasuje.
                              • malatajka Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 13:14
                                > Znowu czytasz, co chcesz. Mówiłam o możliwym przekształceniu jej miłości w czas
                                > ie trwania małżeństwa, a nie potrzebach identycznych od zawsze - to raz.

                                Ok, mowie tylko tyle. Jej potrzeby sie zmienialy. Jego tez. Jej byly zaspokajane. Jego nie. TYLE.

                                > Dwa - jeśli on nigdy nie mógł na nic liczyć - powstaje caaała masa pytań, prawd
                                > a?.> Pierwsze z brzegu:
                                > Dlaczego dorosły człowiek ożenił się z kobietą, której nigdy nie kochał?
                                > Dlaczego ma z nią dwójkę dzieci?

                                Nigdy nie mowilam, ze nie byl szczesliwy, ani jej nie kochal. Z pewnoscia i byl szczesliwy i jak kochal. Pewnie dlatego ma tez 2 dzieci, ktore kocha. Trwalo to jakis czas - 10 lat - dosc duzo. Pozniej przyszlo 8 lat "niefajnego" zycia z Nia.

                                > Jeśli nie chciał tego wszystkiego "tak naprawdę", a zaspokojone były potrzeby t
                                > ylko jego żony (której się wydawało, że on tylko ją naprawdę chce) - jaką masz
                                > pewność, że tym razem też tak nie będzie, że i tym razem zaspokojone są/będą wy
                                > łącznie Twoje potrzeby (i dla odmiany to Tobie się nie wydaje, że on tylko Cieb
                                > ie naprawdę chce)?

                                Zadnej pewnosci nie mam, nikt nie ma wchodzac w zwiazek z druga osoba.


                                > Jednak nie rozumiem, jak można bezrefleksyjnie odmawiać innym (w tym wypadku je
                                > go żonie) takich samych uczuć, jakie Ty odczuwasz. Nie rozumiem, dlaczego uparc
                                > ie starasz się myśleć, że ona go chyba nigdy nie kochała, powinna zawrzeć układ
                                > biznesowy, skoro jej wciąż-mężowi ona już się znudziła.

                                Nie odmawiam jej zadnych uczuc. Nie mowie, ze nie kochala, kocha. Moze miec uczucia, jakie chce. Mowie tylko, ze ON takich uczuc nie ma. NIE KOCHA JEJ i nie chodzi o znudzenie.
                                Ludzie, czy uwazacie, ze mezczyzna, ktory ma dwojke dzieci i chce miec szczesliwe zycie odejdzie od partnerki, tylko dlatego, ze mu sie znudzila???

                                > Cały czas mówię - małżeństwo ani rozwód nie mają w naszej kulturze przeważnie n
                                > ic wspólnego z układami biznesowymi. Niezależnie od tego, jak bardzo Ci to nie
                                > pasuje.

                                Po prostu tak jak ktos pisal. Wczesniej czy pozniej rozwod dojdzie do skutku. I w moim rozumieniu, tej kobiecie powinno zalezec teraz na dobrych warunkach, dogadaniu sie z jej jeszcze_mezem i tle. W tym rozumieniu mowie o ukladzie.
                                • maheda Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 13:25
                                  malatajka napisała:

                                  > Ok, mowie tylko tyle. Jej potrzeby sie zmienialy. Jego tez. Jej byly zaspokajan
                                  > e. Jego nie. TYLE.

                                  A skąd wiesz, że jej potrzeby były zaspokajane? Tak z czystej babskiej ciekawości zapytam smile

                                  > Ludzie, czy uwazacie, ze mezczyzna, ktory ma dwojke dzieci i chce miec szczesli
                                  > we zycie odejdzie od partnerki, tylko dlatego, ze mu sie znudzila???

                                  Tak. Bo skoro się znudziła, to nie może być z nią szczęśliwy. Proste jak budowa cepa.
                                  Niektóre kobiety też tak mają.

                                  > Po prostu tak jak ktos pisal. Wczesniej czy pozniej rozwod dojdzie do skutku.

                                  Pewność, to mamy tylko jedną. Że umrzemy.
                                  Reszta jest jedynie z różnym prawdopodobieństwem możliwa.

                                  > w moim rozumieniu, tej kobiecie powinno zalezec teraz na dobrych warunkach, do
                                  > gadaniu sie z jej jeszcze_mezem i tle. W tym rozumieniu mowie o ukladzie.

                                  A w sumie dlaczego powinno jej zależeć? smile Serio pytam smile
                                  Bo ja nie widzę ani jednego punktu, dla którego powinno jej zależeć, ale pewnie czegoś nie zauważam.
                                  • anka_cyganka35 Ile dzieci mają lat z ciekwości pytam 23.11.10, 13:28

                                    • sonia_30 Re: Ile dzieci mają lat z ciekwości pytam 23.11.10, 14:09
                                      W tych 2 pierwszych szczęśliwych latach musiały zostać poczęte wink
                                      • zmeczona100 Re: Ile dzieci mają lat z ciekwości pytam 23.11.10, 14:15
                                        A mnie ciekawi jeszcze to, ile lat ma nowy nabytek pana. Idę o zakład, że okolice 20-stki.
                                        • malatajka Re: Ile dzieci mają lat z ciekwości pytam 23.11.10, 15:47
                                          zmeczona100 napisała:

                                          > A mnie ciekawi jeszcze to, ile lat ma nowy nabytek pana. Idę o zakład, że okoli
                                          > ce 20-stki.

                                          Mylisz sie.
                                          • malatajka Re: Ile dzieci mają lat z ciekwości pytam 23.11.10, 15:48

                                            > Mylisz sie.

                                            Nie pierwszy juz raz...
                                  • malatajka Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 15:43
                                    maheda napisała:
                                    > A skąd wiesz, że jej potrzeby były zaspokajane? Tak z czystej babskiej ciekawoś
                                    > ci zapytam smile

                                    Bo ta pani powiedziala, ze byly.

                                    > > Ludzie, czy uwazacie, ze mezczyzna, ktory ma dwojke dzieci i chce miec sz
                                    > czesli> > we zycie odejdzie od partnerki, tylko dlatego, ze mu sie znudzila???
                                    > Tak. Bo skoro się znudziła, to nie może być z nią szczęśliwy. Proste jak budowa
                                    > cepa. Niektóre kobiety też tak mają.

                                    Do bzdur nie ma co sie odnosic.

                                    > A w sumie dlaczego powinno jej zależeć? smile Serio pytam smile
                                    > Bo ja nie widzę ani jednego punktu, dla którego powinno jej zależeć, ale
                                    > pewnie czegoś nie zauważam.

                                    Jasne, ze nie zauwazasz. Po to, zeby rozpoczac nowe zycie. Przezyc to, co jej jeszcze zostalo.
                                    • maheda Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 16:04
                                      malatajka napisała:

                                      > Bo ta pani powiedziala, ze byly.

                                      Rozumiem. No, to tym bardziej nie ma się co dziwić, że się nie pojawiła na rozprawie, prawda?

                                      > > > Ludzie, czy uwazacie, ze mezczyzna, ktory ma dwojke dzieci i chce m
                                      > iec sz
                                      > > czesli> > we zycie odejdzie od partnerki, tylko dlatego, ze mu si
                                      > e znudzila???
                                      > > Tak. Bo skoro się znudziła, to nie może być z nią szczęśliwy. Proste jak
                                      > budowa
                                      > > cepa. Niektóre kobiety też tak mają.
                                      >
                                      > Do bzdur nie ma co sie odnosic.

                                      Ale do których?
                                      Ludzie owo znudzenie się żoną/mężem nazywają "już się nie rozumiemy, już jej/jego nie kocham". Ale de facto chodzi właśnie o to, że się dany człowiek chemicznie znudził.
                                      Nie budzi uniesień, nie wywołuje motylków i tak dalej.
                                      A niczego nowego, czym można by było się zachwycać, się nie zbudowało.

                                      > > A w sumie dlaczego powinno jej zależeć? smile Serio pytam smile
                                      > > Bo ja nie widzę ani jednego punktu, dla którego powinno jej zależe
                                      > ć, ale
                                      > > pewnie czegoś nie zauważam.
                                      >
                                      > Jasne, ze nie zauwazasz. Po to, zeby rozpoczac nowe zycie. Przezyc to, co jej j
                                      > eszcze zostalo.

                                      A co, jeśli ta pani nie chce rozpoczynać nowego życia, bo swojego męża kocha i woli poczekać, aż jej mężowi przejdzie zauroczenie i do niej wróci?
                                      • malatajka Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 16:41
                                        > A co, jeśli ta pani nie chce rozpoczynać nowego życia, bo swojego męża kocha i
                                        > woli poczekać, aż jej mężowi przejdzie zauroczenie i do niej wróci?

                                        Niech czeka i marnuje sobie zycie dalej, wiedzac ze maz odszedl od niej bo bylo mu zle z nia i mimo ze probowal ratowac zwiazek, niestety nie udalo sie...
                                        Ale zyc nadzieja mozna...

                                        Tak jak Ty czekalas... Tylko sie niedoczekalas...
                                        • zmeczona100 Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 17:08
                                          A ty się doczekasz?
                                          • maheda Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 17:14
                                            Wygląda na to, że dziewczyna przed wejściem na to forum całkiem o tym nie pomyślała, a teraz do niej doszło, że istnieje cień ryzyka.
                                            Zwłaszcza że - jak już gdzieś dziewczyny pisały - wystrzelała się z większej części amunicji i zostało jej raptem tylko zaciążenie.
                                            • maheda Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 17:23
                                              W dodatku w przypadku tego akurat pana - jak widać po obecnej jego żonie - zaciążenie nawet dwukrotne, z efektem w postaci dwójki dzieci, nie gwarantuje trwałości związku.
                                              • zmeczona100 Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 17:27

                                                Ależ, maheda, co Ty za herezje opowiadasz- jaka trwałość związku?
                                                Toż przecież

                                                NO TO JUZ NAPRAWDE TRZEBA BYC GLUPIM, ZEBY NIE WIEDZIEC, ZE TAKIE SYTUACJE SIE ZDARZAJA. ZE PO JAKIMS CZASIE CZLOWIEK DOCHODZI DO WNIOSKU, ZE TO NIE TO, NEI TA ENERGIA, NIE TA CHEMIA, NIE TE ZAINTERESOWANIA, NIE TEN POZIOM INTELEKTUALNY.
                                                TO NORMALNE, BO NAWET JESLI GDY LUDZIE SIE SPOTYKAJA, SA PODOBNI, TO POZNIEJ ZYCIE PLYTNIE, I LUDZIE SIE ZMIENIAJA.

                                                wink
                                                • maheda Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 17:35
                                                  fakt, kajam się!

                                                  tongue_out
                                        • maheda Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 17:12
                                          malatajka napisała:

                                          > Niech czeka i marnuje sobie zycie dalej, wiedzac ze maz odszedl od niej bo bylo
                                          > mu zle z nia i mimo ze probowal ratowac zwiazek, niestety nie udalo sie...
                                          > Ale zyc nadzieja mozna...
                                          >
                                          > Tak jak Ty czekalas... Tylko sie niedoczekalas...

                                          Złość piękności szkodzi - wrzuć na luz. smile

                                          Akurat nie byłam zdradzoną żoną, być może jedną z nielicznych na tym forum.
                                          Nie mam zamiaru Ci dopiec, bo mi wisi równo to, czy ten Twój kochanek do żony wróci, czy też nie wróci - a jeśli nie wróci do żony, to czy zostanie z Tobą, czy też znajdzie sobie kolejną panią.
                                          To naprawdę nie jest moja sprawa, mam własne do pilnowania smile

                                          Lubię natomiast grzebać ludziom w głowach - hobby takie. Lubię wiedzieć, jak co działa, zboczenie zawodowe zapewne, związane z wykształceniem politechnicznym zapewne...

                                          Jak nadmieniłam - akurat Twoja przyszłość mnie całkowicie nie interesuje.
                                          Zdumiewa mnie natomiast totalnie co innego - Twój całkowity brak refleksji.
                                          I próbuję dojść do jego sedna, do Twoich motywów, Twoich poglądów i przemyśleń na temat właśnie małżeństwa, uczuć, związków...
                                          Ale widzę, że gdy zaczynamy się do tych przemyśleń zbliżać, to zaczynasz strzelać - w dodatku akurat w moim przypadku całkiem na ślepo.

                                          Boisz się wniosków wynikających z takich przemyśleń?
                                          Może warto się temu samej przyjrzeć? Bez, oczywiście, tutejszej loży szyderców.
                                        • nangaparbat3 Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 17:39
                                          > Niech czeka i marnuje sobie zycie dalej, wiedzac ze maz odszedl od niej bo bylo
                                          > mu zle z nia i mimo ze probowal ratowac zwiazek, niestety nie udalo sie...
                                          > Ale zyc nadzieja mozna...
                                          >
                                          > Tak jak Ty czekalas... Tylko sie niedoczekalas..

                                          Jedna się nie doczeka, inna na odwrót, już pisałam, że to się zdarza, częsciej niż sie wydaje.
                            • nangaparbat3 Re: Wydrukuj sobie to, co napisałaś 23.11.10, 17:32
                              Bardzo przepraszam, ale problem tej rodziny to nie jest prawo do szczęścia DWÓCH osób, tylko CZTERECH.
                        • zmeczona100 Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 15:29

                          malatajka napisała:

                          > I jasne, ze przysiega swieta rzecz, ale jak czlowiek cos stara sie 8 lat zmieni
                          > ac, zyc zyciem, ktore mu nie pasuje, to chyba niefajnie.

                          Ale niefajnie, bo co?

                          Ja nie rozumiem kobiet
                          > , ktore uwazaja, ze mezczyzna powinien byc z nimi za wszelka cene, bo przysiega

                          A ja nie rozumiem mężczyzn, którzy tkwią przy takich kobietach za wszelką cenę i męczą się z nimi przez tyle lat. Cyżby wygrywał obiadek pod nos i uprasowane koszule w szafie?

                          > Dla Ciebie byloby fajnie wiedziec, ze facet jest przy tobie TYLKO dlatego, ze j
                          > estescie malzenstwem?

                          Byloby cudnie! No ale dla mnie małżeństwo to nie związek biznesowy, którego czytelnym znakiem jest podpis pod papierami w USC.
                          • malatajka Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 15:46
                            zmeczona100 napisała:
                            > > I jasne, ze przysiega swieta rzecz, ale jak czlowiek cos stara sie 8 lat
                            > zmieni ac, zyc zyciem, ktore mu nie pasuje, to chyba niefajnie.
                            >
                            > Ale niefajnie, bo co?

                            Hahaha... Twoje posty mnie zawsze rozbawiaja. Ano to, ze nie jest zakladnikiem kogos.

                            > A ja nie rozumiem mężczyzn, którzy tkwią przy takich kobietach za wszelką cenę
                            > i męczą się z nimi przez tyle lat. Cyżby wygrywał obiadek pod nos i uprasowane
                            > koszule w szafie?

                            Pewnie tak.

                            > > Dla Ciebie byloby fajnie wiedziec, ze facet jest przy tobie TYLKO dlatego
                            > , ze jestescie malzenstwem?
                            >
                            > Byloby cudnie!

                            I wlasnie dlatego Twoj maz znalazl sobie inna kobiete smile) Wcale mu sie nie dziwie smile)
                            Pewnie zaluje, ze tak pozno sie na to zdecydowal smile
                      • zmeczona100 Re: Brak rozwodu :( 23.11.10, 15:23
                        crazyrabbit napisała:

                        > Moja droga, to NIGDY nie zmienia sie z dnia na dzien.

                        I to jest własnie sedno sprawy!

                        Tylko nie chcemy zwracac
                        > uwagi na pewne sygnaly, bo przeciez jestemy tacy cudowni... no jakzesz tej drug
                        > iej stronie mogloby byc z nami zle?

                        Niektórzy są niedomyślni- tak mężczyźni, jak i kobiety. Dlatego wymyślono coś takiego, jak komunikacja małżeńska.

                        > I harpia nie wyskakuje nagle pewnego dnia jak diabel z pudelka i odbiera nam pa
                        > rtnera.

                        Tylko nagle partner spotyka tę jedyną, właściwą, tę cudowną kobietę jego życia, która nawet podoba się jego matce. Szał ciał.

                        > Po prostu nie chcemy widziec...

                        Słaby wzrok lub niedomoga szarych komórek, powiązanych ze wzrokiem nie ma tu nic do rzeczy. Do rzeczy ma natomiast to, że jak coś zaczyna doskwierać, dokuczać, to się o tym mówi i idzie do lekarza, a nie czeka na rozwój sytuacji, bo wiadomo, że to się kończy źle.
                        Druga strona nie ma szklanej, cudownej kuli, którą co wieczór ogląda przed położeniem się do łóżka, czy aby przypadkiem dzisiaj ich partner nie poczuł się dotknięty, nieszczęśliwy czy niekochany. Ale jak się uważa, że to partner ma się domyśleć, ma dowidzieć, że jest mi z nim źle, to można przyjąć Twoją postawę.

                        Ja jednak uważam, że jak jest źle, to się rozmawia i próbuje wspólnie znaleźć rozwiązanie. A jak nie osiąga się porozumienia i satysfakcjonującego nas rozwiązania, to idę po pomoc do fachowca, a jeśli i to nie działa, to po prostu biorę rozwód, aby mieć szansę na spotkanie kogoś, z kim dane mi będzie ułożenie sobie życia tak, jak mi się śni.

                        Jasne, że można być nieszczęśnikiem, który tkwi w takim beznadziejnym dla siebie związku dla "idei" (oficjalnie dla dzieci, a nieoficjalnie z wygody), a potem nagle zapragnąć wyzwolić się z okowów niewolnictwa pod wpływem poznania Ideału, tylko wtedy nie ma co liczyć za bardzo na zrozumienie ze strony beznadziejnej małżonki czy sądu. Jak wskazują choćby historie z tego forum, taki typowy dla małpy sposób przeskakiwania z gałęzi na gałąź zazwyczaj kończy się rozwodem z orzeczeniem wyłącznej winy tejże małpy.

                        Nie mam zamiaru ponosić winy tylko dlatego, że jestem niedomyślna i niedowidząca.

                        A propos mojego nieszczęśliwego męża- w jednym z pism do sądu napisał, że dochodziło między nami do wielu nieporozumień i rozmów z tego powodu i że dlatego nasze małżeństwo się rozpadło. Jasne, że jest to moja wina, bo kiedy syn zachorował, to ja, goopia, wymyśliłam sobie, że to nie jest tylko mój problem, że razem musimy stawić temu czoła; no i dlatego były rozmowy, w których mówiłam wprost, czego oczekuję i co mi się nie podoba. Sprawy by nie było, gdybym po prostu utopiła szczeniaka. Albo dalej tak organizowała życie, żeby mój pan mąż w żaden sposób nie ucierpiał z powodu choroby syna i jego leczenia.

                        Jest jeszcze inny aspekt kochankowo- rozwodowy. Często jest tak, że dochodzi do rozpadu małżeństwa, ale byłaby szansa na posklejanie i uratowanie związku, jednak pod wpływem motyli w brzuchu i kompletnego zaniku racjonalnego myślenia pod ich wpływem wypowiadane są słowa czy podejmowane czyny, które powodują, że więzi i uczucia starej pary zostały zerwane całkowicie, na zawsze i nieodwracalnie. I kiedy jednak po miesiącach motyle w brzuchu się uspokajają, to odkrywa się z przerażeniem, że nowa miłość ma nie tylko swoje własne wady, ale także wady starej małżonki i że ta stara taka zła wcale nie była i że chętnie wymazałoby sie z jej pamięci gorzkie, krzywdzące słowa czy czyny, żeby tylko można było kontynuować z nią życie- może nie tak pełne uniesien, jak z kochanką, za to stabilne, bezpieczne i z poczuciem, że mozna na nią liczyć w potrzebie. Ale powrotu juz nie ma.
          • nangaparbat3 Re: Brak rozwodu :( 21.11.10, 17:06
            malatajka napisała:

            > Czy uwazasz, ze jest jakas szansa na "zmotywowanie" tej k
            > obiety do checia zerwania tego zwiazku?
            >
            > Moze masz jakies doswiadczenie?

            Miałam koleżankę, która notorycznie zakochiwała się w żonatych panach, i w pewnym momencie umawiała z żonami, żeby im wyjaśnić, że mąż już ich nie kocha, tylko ją, i że powinna wreszcie zostawić go w spokoju.
            Wiem o trzech podejściach (to znaczy do 3 panów), mogło byc więcej - za trzecim razem się udało.
            Doświadczenia nabywa się przez działanie.
            • malatajka Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 11:57
              Ciekawy przypadek, nie dla mnie...
              Oczekuje dzialania od swojego partnera - nic wiecej...
              Jesli tego nie bedzie, bede niestety musiala pogodzic sie z tym, ze nasze drogi sie rozchodza, pomimo uczucia... sad(
              • laura_fairlie Re: Brak rozwodu :( 22.11.10, 12:38
                A chociaż wiadomo na pewno,że żona na rozprawę nie przybyła złośliwie? wink
                Bo może to nieobecność usprawiedliwiona była.
                Od ewentualnego dyscyplinowania stron to jest sąd. A jak pan zaprzestanie płacenia alimentów na dzieci, zostanie to wykorzystane przeciwko niemu. Na 100%.
    • adam_gsxf Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 20:07
      W skrócie - forum własciwe jest średnio, tu raczej dominuje opcja "politycznie - moralnie poprawna", z tego co widzę. Stąd - generalnie nie piszę.

      W skrócie - "odcięci" od jego wcześniejszego życia długo nie będziecie. Jeśli kiedykolwiek.
      Bo jest była, która ma prawo do jakiegoś "biernego" oporu. I najważniejsze - dzieci.

      Stąd - jego poprzedni związek i jego konsekwencje będziesz mieć "na karku" następne kilkanaście lat, jak sądzę.... Nie byłaś/ jesteś na to gotowa? Pstryk i byłej nie ma?
      To se ne da. Jest i będzie wbudowana w Wasze życie, jak sądzę. Jako była - jak o stare życie które ma konsekwencje w postaci dzieci. Ich dzieci. Może potem ich i waszych, ich, waszych,jej następnych....

      A sam proces - trochę potrwa,rok, 2, 3?

      Przygotuj sie na to - może lepiej wyłącz myślenie o tym? Może pozostaw to jako "jego sprawa do załatwienia"?

      To może trwać długo.

      Żyjcie oboje własnym życiem. Nie dociskaj - prawo i sądy mają taką ... no .. inercję wbudowaną...

      Wszystko musi iść swoim rytmem i tempem

      A że czujesz że "jest wodzony za nos"? Hmmm.... była żona to nie partner biznesowy po nieudanym kontrakcie....
      Tu są inne relacje.

      ech ...
      • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 10:55
        Dzieki za odpowiedz. Ogolnie sie zgadzam z Twoim spojrzeniem na sytuacje. Zdaje sobie sprawe, ze ex zawsze bedzie i dzieci tym bardziej. Decydujac sie na zwiazek z moim partnerem zdecydowalam sie i na to. Moze ze wszystkiego nie zdajac sobie sprawy, a raczej zycie i tak pokazalo swoje pazurki... Dotychczas uwazam, wiele rzeczy znosilam, czy moze raczej adoptowalam sie do nowej rzeczywistosci.

        Piszesz jednak:
        > A że czujesz że "jest wodzony za nos"? Hmmm.... była żona to nie partner biznes
        > owy po nieudanym kontrakcie....
        > Tu są inne relacje.

        No wlasnie tego nie bardzo rozumiem. Nie chce zrobic krzywdy dzieciom, jedyne czego oczekuje to jednak zakonczenia tej sprawy. Moze nie napisalam tego w ogolnym watku, natomiast oni okolo 8 miesiecy dogadywali sie na te warunki, pisali RPW, dokonali ustalen dotyczacych podzialu majatku, etc.

        Dalczego tej kobiety nie mozna traktowac jak partnera biznesowego? Przepraszam, ze tak pisze, ale to jest jakis konkrakt teraz na zasadzie: ja Ci daje kase, majatek, zgadzam sie na takie decyzje dotyczace dzieci (bo moj partner zgodzil sie zeby dzieci mieszkaly z ex), a ty mi dajesz rozwod, prawda?
        Czemu uwazasz, ze to inna relacja?
        • maheda Jaki kontrakt biznesowy, u licha? 19.11.10, 12:02
          malatajka napisała:

          > Dalczego tej kobiety nie mozna traktowac jak partnera biznesowego? Przepraszam,
          > ze tak pisze, ale to jest jakis konkrakt teraz na zasadzie: ja Ci daje kase, m
          > ajatek, zgadzam sie na takie decyzje dotyczace dzieci (bo moj partner zgodzil s
          > ie zeby dzieci mieszkaly z ex), a ty mi dajesz rozwod, prawda?
          > Czemu uwazasz, ze to inna relacja?

          Bo jego żona (to nie jest ex, jak piszesz, to jest wciąż jego żona, a Ty jesteś kochanką - takie są realia) to człowiek, w dodatku małżeństwo to nie jest w obecnych czasach, w Polsce, kontrakt handlowy, małżeństwo u nas zawiera się przeważnie jednak z miłości.
          Oni byli ze sobą, to masa lat wspólnego życia. Ich dzieci się nie wzięły z kapusty ani z sufitu - są wynikiem przypuszczalnie jednak ich miłości, jakkolwiek teraz starasz się o tym nie myśleć.
          I ta jego żona cały czas żyje pod jednym dachem z dziećmi, które w jakiś sposób są pewnie podobne do Twojego kochanka, a jej męża - co na pewno łatwe nie jest, cały czas przypominając o tym, co było. Jeśli ona kocha swojego męża, lub nawet pamięta o tym, że go kochała i że wzajemnie przysięgli sobie wspólne życie do grobowej deski, a on ją teraz zostawił - to wybacz, ale nie da się tego potraktować jak kontrakt biznesowy.

          Oczywiście, gdyby żona Twojego kochanka nie kochała swojego męża i nic do niego nie czuła - zawarcie kontraktu biznesowego byłoby jak zjedzenie bułki z masłem.
          Ale możliwe, że tak nie jest.
        • adam_gsxf Re: Brak rozwodu :( 21.11.10, 18:27
          Ja (...)... ale się forum poruszyło ...

          Nie ma to jak trochę inna sytuacja i poglądy.

          PS. Mail gazetowy, jak już.
    • timetotime Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 20:40
      malatajka napisała:

      Jednak minelo juz 1,5 roku, przeciez powinna sie
      > potrzasnac, ustawiac wlasne zycie.


      Powinna... Twoje pobożne życzenie ma się nijak do rzeczywistości uncertain.
      Nie masz pojęcia jaki dramat przeżyła ta kobieta, co czują ich dzieci...
      1,5 roku i powinna się otrząsnąć... Czasami i kilka lat nie wystarczy.

      I tak tego nie zrozumiesz...


    • ona_37 Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 22:04
      malatajka napisała :....(dodam, ze to On od niej odszedł do mnie)... i co przez to chcesz powiedzieć ,może to ty deptałaś mu po piętach? .Wynika z tego ,że to ty rozbiłaś związek zabrałaś męża i dzieciom ojca nie wstyd ci....zabrakło ci wyobraźni,rozumu .Moja rada nie wtrącaj się w życie jego rodziny nie masz takiego prawa.Rozsądny człowiek myśli głową a nie kroczem.Jeśli uważasz ,że to on odszedł do ciebie ty nie powinnaś w ogóle w taki układ wchodzić.Najzdrowszy jest czysty układ z zamkniętą przeszłością .Nie mam szacunku do takich osób nie ważne czy to kobieta czy mężczyzna.Za takie błędy w życiu płaci się czasem w przyszłości wysoka cenę....
    • xciekawax Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 22:24
      hahahahaha, najbardziej humorystyczny watek dnia !!!! usmialam sie do lez, dzieki!
      • altz Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 22:33
        A co w tym takiego śmiesznego?

        A swoją drogą, wcale bym się nie zdziwił, gdyby podczas jakieś poważnej choroby czy innych problemów z dziećmi, partner zwinął żagle i wrócił do żony i dzieci. Wbrew pozorom, nie jest to rzadkość, sam znam takie przypadki.
        • zmeczona100 Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 22:41
          altz napisał:

          > A co w tym takiego śmiesznego?
          >

          Bo trafiają się aż takie naiwniary?
          • xciekawax Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 17:51
            No wlasnie. Na poczatku myslalam ze to jakis troll, ale teraz zaczynam myslec ze tacy ludzie naprawde istnieja, wiec mi usmiech zanikl, ale za to oczy sie bardzo szeroko otworzyly, jak u sowy!
    • evela1982 Re: Brak rozwodu :( 18.11.10, 23:59
      Boszeee, widzisz to i nie grzmirz!sadsadsadsadsadsadsadsad

      Na ogól jestem osobą miła i kulturalną, ale "pierdol...nąć" też potrafie, chciałam się powstrzymać przed zbędnym komentarzem, bo "kijem rzeki nie zawróce", ale poprostu ręce same kładą się na klawiaturę:/. Nie zbudujesz szczescia na czyimś nieszczesciu kobieto, zapamietaj to sobie. Jestescie siebie obydwoje warci-ty i ten twoj partner. Zycze Ci, aby wrocil do zony- jesli ta jeszce by takiego chciała. Pisze to nie ze względu na to, ze jestem wrednym, nietorelancyjnym czlowiekiem, ale dlatego w jakiej FORMIE to napisałaś. Jesteś bez serca!

      Matka dwojki dzieci.

      • e-stworek Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 08:21
        Dżizas!!!Ludzie!!!Czy na prawde nie można sie zdobyć na odrobine tolerancji na tym forum???!!!
        Każdy ma swoje racje ,swoją historie i przeżycia,ale do cholery patrzmy na innych jak na ludzi!!!
        Każdy popełnia błędy i niech rzuca kamieniem ten kto jest bez winy!Czy nie tak jest to zapisane???
        • malgolkab stworku 22.11.10, 11:37
          e-stworek napisała:

          > Każdy popełnia błędy i niech rzuca kamieniem ten kto jest bez winy!Czy nie tak
          > jest to zapisane???
          tu większość bez winy jest, wiesz- to ta 2 strona była złasmile
          • e-stworek Re: stworku 23.11.10, 10:07
            To ja jestem też ta zła....
    • mayenna Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 08:11
      Jeżeli pan jest zdecydowany to rozwód wcześniej lub później dostanie.On ne może nic zrobić. To sad prowadzi postępowanie i zadecyduje co dalej. Propozycja żeby wstrzymać wypłatę alimentów jest okropna. To sa pieniądze dzieci, nie żony. Jedyne co możesz zrobić to czekać. Mam wrażenie, że bardzo ci zaleczy na jego rozwodzie, ale wiedziłąs wcześniej że ma rodzinę i uregulowanie tych spraw może trwać. Proponuje zachować więcej spokoju i wspierać pana a nie dodatkowo go obciążać
      • maheda Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 09:46
        > Jeżeli pan jest zdecydowany to rozwód wcześniej lub później dostanie.On ne może
        > nic zrobić.

        Jeśli to pan odszedł od żony do kochanki i wnosi o rozwód, to wcale nie jest takie pewne, że go dostanie, zwłaszcza jeśli żona stwierdzi, że męża kocha i się na rozwód nie zgadza, bo chce ratować małżeństwo.
        • mayenna Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 12:49
          Dostanie w końcu bo sad stwierdzi trwały rozkład pożycia. Potrwa to jednak dłużej: jak słyszałam od pól do roku czasu wystarczy. Nikt nikogo na siłę nie zatrzyma.

          Rozwód jest sprawa pana i trzymałabym się od tego z daleka.


          • maheda Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 12:54
            Moi znajomi rozwodzili się w ten sposób... ponad osiem lat.
            Bo cały czas strona, która się nie chciała rozwieść, wysuwała jakieś apelacje i zastrzeżenia.
            W końcu - w obliczu śmiertelnej choroby jednego z nich - dali sobie spokój z rozwodem.

            Możliwe, że coś się zmieniło od tamtego czasu i trwa to istotnie góra rok.
            • mayenna Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 13:43
              Możliwe, ale to jednak nie jest norma. Może nie być łatwo jednak 8 lat to pewne ekstremum.
          • garden_party Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 12:58
            mayenna napisała:
            > Dostanie w końcu bo sad stwierdzi trwały rozkład pożycia. Potrwa to jednak dłuż
            > ej: jak słyszałam od pól do roku czasu wystarczy. Nikt nikogo na siłę nie zatrz
            > yma.

            Mylisz się. KRiO wyraźnie stanowi że:
            Art 56 § 3. Rozwód nie jest również dopuszczalny, jeżeli żąda go małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia

            Tak więc jeżeli pani się uprze to pan będzie musiał udowodnić przynajmniej współwinę.
            • maheda Czyli dalej tak jest 19.11.10, 13:03
              Dzięki za info.
              Ja już dawno nie siedzę w tych przepisach.
            • mayenna Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 14:45
              garden_party napisała:

              > mayenna napisała:
              > > Dostanie w końcu bo sad stwierdzi trwały rozkład pożycia. Potrwa to jedna
              > k dłuż
              > > ej: jak słyszałam od pól do roku czasu wystarczy. Nikt nikogo na siłę nie
              > zatrz
              > > yma.
              Owszem. Tylko udowodnienie współwiny jest stosunkowo proste. Bo co to jest ta wina rozpadu pożycia?
              Brak seksu, brak stołu, brak zainteresowania, brak wspólnoty?Każda z tych spraw zaistnieje wcześniej czy pózniej. A jak kochanka zajdzie w ciążę to błyskawicznie będzie rozwód.Nie znam tez takiego przypadku by sąd utrzymywał fikcje małżeńską. Nie będą mieszkali razem, dzieci nie ucierpią bo pan zajmuje sie nimi...Rozwód to najwyżej kwestia czasu.
              >
              > Mylisz się. KRiO wyraźnie stanowi że:
              > Art 56 § 3. Rozwód nie jest również dopuszczalny, jeżeli żąda go małżonek wyłąc
              > znie winny rozkładu pożycia
              >
              > Tak więc jeżeli pani się uprze to pan będzie musiał udowodnić przynajmniej wspó
              > łwinę.
              • garden_party Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 14:51
                mayenna napisała:
                > Brak seksu, brak stołu, brak zainteresowania, brak wspólnoty?Każda z tych spraw
                > zaistnieje wcześniej czy pózniej. A jak kochanka zajdzie w ciążę to błyskawicz
                > nie będzie rozwód.Nie znam tez takiego przypadku by sąd utrzymywał fikcje małże
                > ńską. Nie będą mieszkali razem, dzieci nie ucierpią bo pan zajmuje sie nimi...R
                > ozwód to najwyżej kwestia czasu.

                Bardziej kwestia uporu. Bo 'brak zainteresowania, seksu, czy wspólnoty' PO TYM jak pan znalazł sobie kochankę nie daje nic, bo zostanie uznane WINĄ zdradzającego.

                Poza tym - co znaczy, że 'jak kochanka zajdzie w ciążę to rozwód będzie błyskawicznie'? Na podstawie jakiego prawa? Ciąża kochanki może co najwyżej przyspieszyć rozwód z powództwa żony bo jest ewidentnym dowodem zdrady smile
                • sonia_30 Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 15:55
                  To że uda się udowodnić winę panu nie oznacza że żona jest bez winy. Z kolei jak pisze autorka watku - na przyspieszeniu rozwodu żonie najwyraźniej nie zależy. Jeżeli rzeczywiście ma ochotę rzucać kłody pod nogi i utrudniać, bez problemu da radę sprawę rozciągnąć na 2 - 3 lata, biorąc pod uwagę częstotliwość rozpraw w sądzie. W sprawach z orzekaniem o winie zazwyczaj powoływani są świadkowie, często gęsto jeśli są dzieci, sąd kieruje na badania w RODK, to wszystko trwa.
                  • mayenna Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 16:25
                    Owszem, odwlekać można.
                    Jak ktoś lubi wojnę i dobrze się w tym czuje...
                    A deklaracja kochanki o ciąży i gotowość wiarołomcy na bycie z nową wybranka są dla sadu wyraźnym sygnałem że poprzednie małżeństwo definitywnie dobiegło końca.Zona może sobie deklarować wtedy dowolne sprawy, a sąd raczej chyba wiary nie da. Sąd to tez człowiek i kto uwierzy na szansę poprawy jak facet nie chce i ma już de facto nową rodzinę?

                    • maheda Bierny opór to jeszcze nie wojna 19.11.10, 16:44
                      Polecam lekturę:
                      www.polskieustawy.com/norms.php?actid=258&norm=56&lang=48&adate=20090107&head=0

                      Stoi tam jak wół:

                      art. 56
                      § 1. Jeżeli między małżonkami nastąpił zupełny i trwały rozkład pożycia, każdy z małżonków może żądać, ażeby sąd rozwiązał małżeństwo przez rozwód.

                      § 2. Jednakże mimo zupełnego i trwałego rozkładu pożycia rozwód nie jest dopuszczalny, jeżeli wskutek niego miałoby ucierpieć dobro wspólnych małoletnich dzieci małżonków albo jeżeli z innych względów orzeczenie rozwodu byłoby sprzeczne z zasadami współżycia społecznego.

                      § 3. Rozwód nie jest również dopuszczalny, jeżeli żąda go małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, chyba że drugi małżonek wyrazi zgodę na rozwód albo że odmowa jego zgody na rozwód jest w danych okolicznościach sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.

                      Zatem jeśli sąd stwierdzi, że Twój kochanek jest wyłącznie winny rozkładu pożycia, to z rozwodu mogą być nici.
                      Trzeba byłoby udowodnić winę żony. A to już dłuższa sprawa, niż rozwód za obopólną zgodą i porozumieniem stron.
                      Jak pisały dziewczyny - rozwód z orzekaniem o winie trwa baardzo, ale to bardzo długo.
                      Świadkowie, dowody, opinie RODK - to wszystko trwa.
                      • zmeczona100 To nie tak 19.11.10, 22:06

                        maheda napisała:

                        > Zatem jeśli sąd stwierdzi, że Twój kochanek jest wyłącznie winny rozkładu pożyc
                        > ia, to z rozwodu mogą być nici.

                        > § 3. Rozwód nie jest również dopuszczalny, jeżeli żąda go małżonek wyłącznie wi
                        > nny rozkładu pożycia, chyba że drugi małżonek wyrazi zgodę na rozwód albo że od
                        > mowa jego zgody na rozwód jest w danych okolicznościach sprzeczna z zasadami ws
                        > półżycia społecznego.


                        Wyłączna wina małżonka, który żąda rozwodu – również stanowi przesłankę negatywną rozwiązania małżeństwa, jednakże zasada ta znajduje dwa istotne ograniczenia:
                         gdy małżonek wyraża zgodę na rozwód – zgoda musi być wyrażona w sposób jasny i wyraźny, może także być cofnięta przez małżonka, wówczas traktowana jest jakby nie została wyrażona.
                         gdy odmowa zgody jest w świetle okoliczności danej sprawy jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego – odmowa zgody jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego, jeżeli nie znajduje ona uzasadnienia a jest podyktowana np. chęcią utrudnienia lub uniemożliwienia uzyskania rozwodu (Kiedy małżonek niewinny kieruje się motywami zasługującymi na potępienie z punktu widzenia moralnego, w szczególności, jeżeli istnieje podstawa do ustalenia, że małżonek niewinny odmawia zgody na rozwód wyłącznie w zamiarze szykany albo dla zemsty lub z nienawiści do małżonka winnego, uznanie odmowy za sprzeczną z zasadami współżycia społecznego nie budzi wątpliwości - uchwała pełnego składu Izby Cywilnej SN z dnia 16 marca 1968 r. - III CZP 70/66, OSN 1968, poz. 77).
      • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 11:05
        Dzieki za komentarz.

        Myslalam, ze podsuniecie moze jakies porady. Rozumiem, ze w wiekszosci jest to po prostu cierpliwe czekanie i tyle...

        Nie chce byc doa nikogo okropna. Zdaje sobie sprawe, ze obcinanie pieniedzy nie jest czynem fajnym. Rzucilam ten pomysl, bo niestety nie wpadlam na lepszy sad
    • ef.endir Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 11:17
      malatajka napisała
      Moj partner nie zamierza nic robic w tej sprawie, a mi sie serce rozdziela. Cze
      > mu / co oczekuje?



      a co Twoim zdaniem miałby zrobić? Rzucić się na sędziego z płaczem? Rozwód to jednak jakiś tam proces i trwać musi. Decyzja została podjęta, sprawa w toku i już. Trzeba czekać....
    • fikcyjne-konto Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 11:34
      Nie widzę powodu, żeby facetowi miało jakoś specjalnie zależeć na przyśpieszaniu rozwodu. Wszak zaakceptowałaś życie z facetem żonatym, nie przeszkadzał ci jego status gdy się z nim wiązałaś, gdy z nim zamieszkałaś to zamieszkałas z żonatym.
      Wyluzuj. Znajoma rozwiodła się dla swojego nowego ukochanego, który też miał żonę i umierał w związku z zimną żoną. Teraz znajoma od 5 lat jest jego kochanką licząc, że jak on odchowa dzieci to się rozwiedzie i zamieszkają razem, a pan dokładnie liczy, czy jemu się rozwód opłaci nie tylko finansowo. Bo pan jest zbyt wrażliwy by takie "świństwo" jak rozwód robić swojej żonie i dzieciom. I ta znajoma też dużo mówiła, co ta żona jej kochanka "powinna".. licząc, że żeby jej zrobić dobrze -to żona rozwiąże to, co pan ochoty rozwiązywać aż tak bardzo nie ma.
      Niezbadane są drogi prawie-rozwiedzionych smile
      Obawiam się tylko, że jak już w tym momencie czujesz narastajace rozżalenie bo "ty dużo poświęciłaś dla związku z żonatym i dzieciatym panem" biorąc jego nieuregulowane zobowiązania a nie nakładając na niego żadnych swoich bo byłaś wolna i swobodna .... to lepiej poczekaj jeszcze kolejne 2 lata. Nawet jak pan się rozwiedzie, to nie wskakuj od razu w białą sukienkę i formalności - łatwiej się odchodzi niż rozwodzi. wink
    • yoma Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 13:44
      > Moj partner nie zamierza nic robic w tej sprawie, a mi sie serce rozdziela. Cze
      > mu / co oczekuje?

      No, a co ty byś zrobiła na jego miejscu - zaciągnęła żonę do sądu w łańcuchach?
    • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 14:25
      Rozumiem, ze pewnie jestes porzucona kobieta, albo masz jakies inne traumatyczne przezycia.
      Mozesz miec opinie jaka sobie chcesz - nie zycze sobie, zebys nazywala mnie szmata, bo nie znasz mnie i nie wiesz, jakim jestem czlowiekiem.

      Jesli chcesz pisac na forum, to moze raczej argumentami, a nie emocjami, ktore sie w Tobie odzywaja.

      Wszystkiego dobrego.
      • fikcyjne-konto Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 14:33
        smile)))
        Ja przypuszczam, że jesteś miłą, wyrozumiałą, cierpliwą, empatyczną, mądrą, altruistyczną, wyzbytą egoizmu, empatyczną, poświęcającą się, ciepłą kobietą. Kobiety wiążące się z żonatymi i dzieciatymi facetami takie właśnie są wink.

        Ale tak się zaczęłam zastanawiać nad "argumentami" jakie potrzebujesz uzyskać z forum.....
        Wyszło mi, że czekasz, aż potakniemy ci, że powinniście odciąć żonę twojego kochanka od kasy i zaszantażować, że dopóki nie będzie rozwodu to nie dostanie od męża żadnych pieniędzy.
        No to do dzieła dzielna poświęcajaca się kobieto wink.

        • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 14:41
          Jesli bym tego oczekiwala, to bym nawet nie pisala na forum, bo to byl jeden pomysl, ktory mi zaswital w glowie.

          Pytam ludzi an forum, czy maja swoje przemyslenie. Wiele bylo przydatnych, w zasadzie skladaja sie w jedno glowne, zeby cierpliwie czekac i dac sprawie plynac swoim biegiem.

          Nie szukam przyklasku na tym forum, ale takze nie chcialabym, zeby ktos mnie obrazal i wyzywal. Chyba sie ze mna zgodzisz...

          • fikcyjne-konto Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 14:52
            A jak już uwijesz z tym facetem gniazdko, urodzisz bliżniaki, a z a 5 lat młodsza panna się koło niego zakręci wiedząc, że wy tu rodzinę przecież tworzycie.. i on się do niej przeniesie - to miłe słowa ci się będą cisnąć na usta pod jej adresem?
            Oceniaj swoje postępki bardziej realnie, mniej egzaltowanie. Na zdrowie ci to wyjdzie w dłuższej perspektywie. Związek z żonatym i dzieciatym, to nie jest coś czym się człowiek honoru może pochwalić na salonach smilesmile))
            Spieprzyłaś już główne "motywatory" naklaniające faceta do przyśpieszenia rozwodu.
            Czyli 1. łatwa dostępność seksualno-emocjonalna, 2. wspólne zamieszkanie
            Zostało ci ciężkie działo czyli zaciążenie smile))) Ale ty się 10 razy zastanów prze dtym czy chcesz to zrobić z kimś kto już dwójce dzieci rodzinę rozkleił. Niecałe 2 lata waszego układu to etap zauroczenia i nie chcę ciróżowych okularów na siłę ściągać, ale później już nie będzie lepiej, oj nie będzie wink.
            • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 15:36
              Ani nie prosze, zeby mnie ktos chwalil, za to co zrobilam, ani nie chodze na salony z podniesiona glowa, ze jestem z zonatym/dzieciatym mezczyzna. Zdaje sobie sprawe, jak jest to postrzegane moralnie, sama tak uwazam, ze nie jest to moralnie poprawne sad
              Natomiast nie uwazam, ze taki jezyk: szmata, etc, powinien byc na tym forum w stosunku do nikogokolwiek.

              Co do drugiej czesci Twojej wypowiedzi, niestety nie sposob sie z Toba nie zgodzic.
    • timetotime Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 15:50
      Wiesz co, dla takich jak Ty jest odpwiednie forum:
      forum.gazeta.pl/forum/f,30835,Kochanki_.html
      Tam szukaj wsparcia, poklasku i czego tam jeszcze ci trzeba.
      • malatajka Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 16:12
        Jakbys przeczytala czego mi potrzeba, to bys potrafila sie ustosunkowac rzeczowo.

        Nie szukam zadnego poklasku, szukalam opinii ludzi, bo myslalam, ze forum "rozwod i co dalej" sklada sie takze z ludzi niesfrustrowanych, takich, ktorzy sami zdecydowali sie na rozwod, bo tego chcieli.

        Trudno.
        • altz Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 18:33
          Oj, raczej tutaj są sami sfrustrowani, nie ma co liczyć na jakieś ulgowe traktowanie.
          Można by przyspieszyć rozwód, gdyby Twój partner tego chciał.
          Wystarczyłoby, żeby opowiedział o wszystkim w sądzie, sąd zdziwiony spadnie z krzesła, chociaż pewno nie jedno już widział, i w ciągu miesiąca da rozwód z winy małżonka.
          Moja małżonka nie rozumie, że głupie złamanie nogi i inne zwyczajne przypadki są tragedią dla samotnej matki i chce szybkiego rozwodu, małżonka Twojego partnera to doskonale rozumie i nie chce, taka jest różnica.
          • sonia_30 Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 21:45
            To może nie wystarczyć, polecam lekturę przytoczonego przepisu:
            forum.gazeta.pl/forum/w,24087,118871823,118913680,Bierny_opor_to_jeszcze_nie_wojna.html
            W kwestii szybkości zamknięcia sprawy rozwodowej karty rozdaje żona i logika podpowiada że nie należy stawiać spraw na ostrzu noża, bo to proces wydłuży.
        • nangaparbat3 Re: Brak rozwodu :( 21.11.10, 17:17
          Wiesz, ja się bez problemu zdecydowałam na rozwód, dostalismy od ręki, ex mnie nie musiał przekonywać, a jego kolejną kobietą, matką jego dzieci, i nawet z nim samym jestem wręcz zaprzyjaźniona.
          Ale jak przeczytałam, ze panna która zamieszkała z żonatym i dzieciatym facetem ma pomysł, by ograniczając kase zmusić żone do rozwodu, to mnie krew zalała. A najbardziej, kiedy czytałam, jak to Ty rozumiesz jej trudną sytuacje.
          Nic nie rozumiesz.
    • dar.ja Re: Brak rozwodu :( 19.11.10, 23:19

      malatajka możliwe, że to co zaraz napisze będzie bardzo głupie, ale... masz pewność, że wogóle miała miejsce jakakolwiek rozprawa? Czy nie jest to przypadkiem wyssana przez Twojego faceta opowiastka po to abyś dała mu na pewien czas święty spkój? Na zasadzie: sama widzisz, że zrobiłem co mogłem, dalej jestem bezsilny.
    • crazyrabbit Ja tak jeszcze na chwileczke... 20.11.10, 11:34
      ...bo zbieram sie na "babski weekend" smile
      Jestem na forum kilka ladnych lat i widze, ze od czasu do czasu trzeba paniom (bo to o nie glownie chodzi) przypominac, lub uswiadamiac, ze calej winy za rozpad malzenstwa NIE MOZNA przypisywac kochance.

      Mezczyzna to nie jest jakis bezwolny, zidiocialy osobnik, ktorego ta potworna harpia sila zaciagnela do lozka, a nawet spakowala i wyprowadzila z domu, gdzie ow mis prowadzil szczesliwe i rozami uslane zycie rodzinne. Po pierwsze, do tanga trzeba dwojga. Po drugie, jesli zycie rodzinne byloby takie szczesliwe, ze cud, miod i orzeszki, facet nie szukalby nikogo, bo nie mialby takiej potrzeby.

      Wiec zanim zaczniecie znow psy na kims wieszac, pomyslcie o tym, ze kazdy kij ma dwa konce.

      To ja sie zbieram.
      Pozdro
      Krolik
      • zmeczona100 Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 20.11.10, 12:47
        crazyrabbit napisała:

        calej winy za rozp
        > ad malzenstwa NIE MOZNA przypisywac kochance.

        Ale tu chyba nie obwinianie kochanki chodzi, tylko o ocenę jej postępowania- nie jest chyba uznane za normę świadome wchodzenie w związek z żonatym.

        Po drugie, jesli zycie rodzinne byloby takie szczesliwe, ze c
        > ud, miod i orzeszki, facet nie szukalby nikogo, bo nie mialby takiej potrzeby.

        To zależy od tego, jakie sytuacje ktoś odczuwa jako szczęście. Dla jednych będzie to możliwość spędzania ze sobą każdej chwili, picie sobie z dzióbków, 24ha/ dobę z osobą, która daje szczęście (osobiście lub telefonicznie), dla drugich- świadomość, że jest sie z kims, na kogo zawsze mozna liczyć, z kim się doskonale rozumie, a dla jeszcze innych- kiedy ktos dba o czyjeś samopoczucie, o wygodę i zaspokaja potrzeby i zachcianki.

        "Szczęście to nie cel, lecz sposób podróżowania"- ktoś tak pieknie napisał i ja się z tym w zupełności zgadzam.



        >
        > Wiec zanim zaczniecie znow psy na kims wieszac, pomyslcie o tym, ze kazdy kij m
        > a dwa konce.
        >
        > To ja sie zbieram.
        > Pozdro
        > Krolik
      • login.kochanie Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 21.11.10, 16:39
        "Mezczyzna to nie jest jakis bezwolny, zidiocialy osobnik, ktorego ta potworna h
        > arpia sila zaciagnela do lozka, a nawet spakowala i wyprowadzila z domu, gdzie
        > ow mis prowadzil szczesliwe i rozami uslane zycie rodzinne. "

        To zdanie powinno być wprowadzone do nagłówka tego forum, napisane pogubionymi literami lub wyróżnione w jakiś inny sposób aby każdy zanim napisze mógł to zobaczyć i pomysleć , czy to prawda. Zadziwiająco duzo wykształconych kobiet ma mężczyzn za idiotów.
        • nangaparbat3 Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 21.11.10, 17:21
          Zadziwiająco duzo wykształconych kobiet ma mę
          > żczyzn za idiotów.

          Poczynając od autorki tego wątku, która nie wierzy najwyraźniej, że bez jej czynnego udziału chłop się nie rozwiedzie.
          • zmeczona100 Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 21.11.10, 19:56
            nangaparbat3 napisała:

            > Zadziwiająco duzo wykształconych kobiet ma mę
            > > żczyzn za idiotów.
            >
            > Poczynając od autorki tego wątku, która nie wierzy najwyraźniej, że bez jej czy
            > nnego udziału chłop się nie rozwiedzie.


            Może autorka wcale nie z tych wykształconych wink
        • malgolkab jarkoni 22.11.10, 11:49
          login.kochanie napisała:

          > "Mezczyzna to nie jest jakis bezwolny, zidiocialy osobnik, ktorego ta potworna
          > h
          > > arpia sila zaciagnela do lozka, a nawet spakowala i wyprowadzila z domu,
          > gdzie
          > > ow mis prowadzil szczesliwe i rozami uslane zycie rodzinne. "
          >
          > To zdanie powinno być wprowadzone do nagłówka tego forum, napisane pogubionymi
          > literami lub wyróżnione w jakiś inny sposób aby każdy zanim napisze mógł to zob
          > aczyć i pomysleć , czy to prawda. Zadziwiająco duzo wykształconych kobiet ma mę
          > żczyzn za idiotów.
          też jestem za, nie będzie trzeba bedzie powtarzać w co 2 wątkusmile
      • nangaparbat3 Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 21.11.10, 17:19
        Króliczku, wszystko prawda, z tym ze kiedy kochanka aktywnie zabiera się do rozwodzenia pana, to jej odpowiedzialność rośnie wprost proporcjonalnie do zaangażowania (w rozwodzenie).
        • crazyrabbit Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 21.11.10, 19:36
          Nangus, zgadzam sie.
          I zbytnie zaangazowanie moze sie obrocic przeciwko niej.
          • mayenna Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 22.11.10, 11:33
            Jestem ciekawa jak pan znosi to rozwodzenie...
            Ma teraz na karku dwie kobiety zamiast jednejsmile
            • malgolkab Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 22.11.10, 11:50
              mayenna napisała:

              > Jestem ciekawa jak pan znosi to rozwodzenie...
              > Ma teraz na karku dwie kobiety zamiast jednejsmile
              biedaczekwink
              • mayenna Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 22.11.10, 12:07
                Prawda?smile
                Moim zdaniem jak się decydujemy na kochanie pana posiadającego rodzinę to dobrze pomyśleć na różnymi scenariuszami, nawet nad takim że on tej żony jednak nie zostawi.
                Wyrok uprawomocnia się 3 tygodnie, potem jeszcze trzeba czekać miesiąc od złożenia dokumentów w USC...Jak nie patrzeć to jeszcze dużo cierpliwości trzebasmile
                • anka_cyganka35 do autorki 22.11.10, 15:02
                  jesteś bezczelna pisząc, że zona Twojego kochanka powinna juz sobie ułożyć życie. rozstawanie się po kilkuletnich związkach to nie to samo co rozwód gdzie jeszcze są dzieci. taka beznadziejna ta żona ale jakos dwójkę dzieci z nią ma! czyli musiał biedaczek pewnie się bardzo męczyć chodząc z nia do łózka.
                  a nie pomyślałaś, że może ta kobieta psychicznie nie dała rady stawić się na rozprawie rozwodowej? może ma depresję i nie radzi sobie z tym wszystkim? a moze jej mąż daje jej sygnały np. wysyła sms, które dają jej nadzieję na to, że może moga być jeszcze razem. mój mąz mieszka ze swoją 21-letnią kochanką a nie ma tygodnia żebym nie dostała od niego sms np. ostatni w sobotę: moje serce jest z Tobą.
                  ale ja juz na niego nie czekam.
                  • malatajka Re: do autorki 22.11.10, 15:09
                    Przykro mi, ze twoj ex_maz Ciebie zwodzi...
                    • maheda Jeśli rozwodu nie ma na papierze... 22.11.10, 16:36
                      to jeśli (odpukać) coś Twojemu kochankowi by się stało i znalazłby się w szpitalu, w stanie nieprzytomnym, to nie miałabyś prawa uzyskać żadnej informacji ani wejść do jego pokoju, za to jego żona i owszem.

                      Daj sobie spokój zatem z tym "eksem". Póki nie ma rozwodu, i to zatwierdzonego, póty on jest mężem swojej żony, a Twoim jedynie kochankiem i żadne zaklinanie rzeczywistości słowem "partner" tego nie zmienia.

                      Pewnie, że będąc rozwiedzionym, można napisać "stan cywilny: wolny". Jednak równocześnie nie da się napisać "panna", gdy jest się "rozwiedzioną".
                  • nangaparbat3 Re: do autorki 22.11.10, 16:22
                    mój mąz mieszka ze swoją 21-letnią kochanką a nie ma t
                    > ygodnia żebym nie dostała od niego sms np. ostatni w sobotę: moje serce jest z
                    > Tobą.

                    Dobre. Po raz kolejny musze się zgodzić z opinią, że życie pisze najdziwniejsze scenariusze.
                • malatajka Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 22.11.10, 15:05
                  racja, racja...
                  • anka_cyganka35 Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 22.11.10, 15:19
                    nie zwodzi mnie bo nie robi to na mnie już wrażenia. ale na pewno jego obecna partnerka nie wie o tych sms
                    • nangaparbat3 Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 22.11.10, 16:23
                      A mówią, że trudno zrozumieć kobietę wink
                    • malgolkab Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 22.11.10, 16:49
                      Anka, ale to już jej problemsmile podziękować tej Pani, że Ci go zdjęła z głowy...
                      • anka_cyganka35 Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 23.11.10, 08:35
                        wczoraj jak odprowadził młodego do domu dostałam propozycję seksu. no wesoło mam coraz bardziej smile
                        • malgolkab Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 23.11.10, 08:52
                          ja dostałam zaraz po wyjściu ze sprawy rozwodowejsmile mimo, ze miał już wtedy kogoś i wiedział, że ja mam... podziękowałam grzeczniewink
                          • anka_cyganka35 Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 23.11.10, 09:13
                            naprawdę sa świetni smile
                            • e-stworek Re: Ja tak jeszcze na chwileczke... 23.11.10, 10:13
                              Mój tez chciał się na kawy umawiać...Mimo iz mieszka ze swoja obecną partnerką...I wcale nie ukrywał że "to musi pozostać tajemnicą"smile))
                              Zjechałam go porządnie i już więcej niczego nie proponował od tamtej pory.
                              Żal mi sie zrobiło tej kobiety,bo mój eks ma podobno"mnóstow propozycji z każdej strony"...Cóż,wdzięczna jestem jej za to że się nim "zajęła".
                              Pozdrawiam
                              • malgolkab stworek 23.11.10, 10:18
                                mamy wspólnego exa??wink bo mój też zasypywany propozycjami, jak się ze mną rozszedł to wszystkie koleżanki i koleżanki koleżanek podobno się na niego rzuciły...
                                • e-stworek Re: stworek 23.11.10, 10:27
                                  Zastanawia mnie tylko po cholerę oni się tak tym chwalą??
                                  Niech im ziemia lekką będzie!
                                  Amensmile
                                  • anka_cyganka35 Re: stworek 23.11.10, 10:39
                                    krowa, która dużo ryczy......smile
    • zmeczona100 Dziunia 23.11.10, 14:19
      Tak a propos nie- meritum wątku, zaciekawiła mnie definicja dziuni. Sięgnęłam więc do zasobów w necie i znalazłam taki oto opis, bogato ilustrowany materiałem z Naszej Klasy:


      naszaklasa.blox.pl/2008/10/Dziunia-wedlug-slownika.html
      Komentarze pod zdjęciami w profilu- zajebiaszcze.

      D-ekolt Z-ad I U-da N-agie I A-petyczne
    • maheda Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 17:13
      Akurat brak zasad nijak się ma do doczekania (lub nie) rozwodu.
      • dorata351 Re: Hmmm dziwne to, co napisałaś. 23.11.10, 17:17
        To były luźne stwierdzenia. Niezależne od siebie.
Pełna wersja