kasia.kul
18.11.10, 22:54
Opowiem po rótce, w styczniu minie 8 lat jak jesteśmy po ślubi, 2 lata temu zaczęłam podejrzewać, że mój mąż mnie zdradza ze swoją koleżanką z pracy nie potrafił się z tym kryć, ale ja tylko podejrzewałam. W marcu tego roku było już strasznie doszło do tego, że się wyprowadzilam z córką do rodziców. We wrzesniu mąż chciał żebyśmy wróciły, tak wróciłyśmy ale tylko na tydzien, przez ten tydzień wykończył mnie psychicznie. We wrzesniu złożyłam też pozew o rozwód. Mąż kiedy dostał pozew stwerdzil, ze nie wyobraża sobie życia bez nas, bezemnie i córki...błagał, pisał setki smsów w dzień i w nocy...tydzień przed sprawa kochanka mojeo męża opowiedziała mi o wszytskim, pisal te same smsy do mnie i do niej, byli ze sobą wiele miesięcy przynajmniej ze 2 lata, siedziałam i słuchałam z kamienna twarzą wyszłam i wyłam na środku ulicy, wyłam z bólu. Na sprawie mój mąz blagal, przysięgał, prosił sprawa została zwieszona, wyrzymał nie całe 2 tygodnie. Telefony znowu zablokowane, wyciszone , poczta blokada, w chwili szczerości powiedział mi, że postara się o niej zapomnieć , że walczy sam ze sobą bo myśli o nie bo to długo trwało wiele miesięcy...na moje pytanie czy chce być ze mna czy z nią? czy kocha mnie czy ją odpowiedział ' sam nie wiem". Teraz obwinia mnie o wszystko, że to ja jestem winna, ona napisała kiedyś do mnie , że jestem złym człowiekiem pozbawionym wszelkich dobrych uczuć bo krzywdzę ją, jej rodzinę, moją córkę mojego męża a co oni zrobili mnie i mojej córce? Boże dlaczego to tak bardzo boli? A boli jak nie wiem, nawet nie mogę znależć porownania, boli mnie każdy kawałek mojego ciala, rozrywa mi serce, mózg, płuca z bólu brakuje mi powietrza ale wiem , że muszę być silna dla córki. I dzisiaj już wiem, co powinnam zrobić, 27 stycznia odwieszam sprawę i kończę ten chory układ, jestem dobrym wartościowym czkowiekiem mój mąż nie zasługuje na tak wielkie uczucie z mojej strony, dopóki nie dowiedziałam się o jego drugim życiu, część ludzi się odemnie odwróciła mój mąż opowiadał, że jestem kłamcą, fałszywa, zła, tak to ja zostałam ta najgorszą która tak bardzo go skrzywdziła, zostali pawdziwi przyjaciele którzy wierzyli mnie. Na sprawe poszłam z nagraniami, stenogramami, nie miał możliwości żeby tym razem się wyłgać przyznał się.
I co? Miałam nadzieję, że zrozumiał ale widzę że jednak nie. W tym miejscu wkleję list do mojego męża. Przepraszam, że to jest takie długie alemusze to wyrzucić.
Tyle chciałabym ci powiedzieć…powiedzieć, co czuję. Chciałabym zrozumieć i ciebie siebie. Oddaliliśmy się bardzo od siebie i oddalamy się jeszcze bardziej. Tak jak w tym artykule dzisiaj czytałam ból fizyczny rozrywa mnie całą na kawałeczki. Myśli rozrywają mi głowę, rozrywają mój mózg, ból rozrywa moje serce, czuję prawdziwy fizyczny ból który rozrywa mnie od środka, rozrywa mi płuca brak jest mi powietrza, duszę się…ciągle zadaję sobie pytanie dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego? I niestety nie słyszę odpowiedzi na tak postawione pytanie. Nie słyszę jej od ciebie ani od nikogo innego. Byłeś miłością mojego życia, miałam nadzieje na to, że razem zestarzejemy się, że kiedyś nasza córka wyjdzie za mąż a my zostaniemy razem. Zawsze bałam się tego, że mógłbyś umrzeć pierwszy, że nie mogłabym już się do Ciebie przytulić, ten strach paraliżował mnie zawsze od środka. A teraz? Teraz właśnie czuję się tak jakbym ciebie pochowała i czuje w sobie coś jakbym przeżywała żałobę po stracie najukochańszej osoby. Nawet ubieram się na czarno, nie potrafię sobie z tym poradzić. Może gdybyś chciał mi pomóc szybciej bym doszła do siebie ale ty niestety nie ułatwiasz mi tego tylko jeszcze utrudniasz. Pamiętasz, kiedyś napisałam do ciebie @, pisałam ci wtedy, że byliśmy tak bardzo szczęśliwi, widziałam siebie w twoich oczach, byłam taka szczęśliwa…Kiedyś razem słuchaliśmy piosenki Eleni „ za 10 lat tez będę z tobą, choć gorzkie dni zdarzyć się mogą…” nie sądziłam, że będą to aż tak gorzkie dni…tak bardzo chce by miłość nie zawiodła mnie…a jednak zawiodła. Dzisiaj już wiem, że nigdy nikogo nie będę kochała, nie chce już kochać nikogo. Boję się, że mogę zostać znowu skrzywdzona, zraniona i upokorzona znowu tak samo. Drugi raz już bym chyba tego nie przeżyła. Teraz czuję, że powoli umieram…tyle słów które zabiły mnie od środka, zabiły moją duszę i zabijają moje ciało, umysł, serce zaczyna bić mi coraz wolniej…kiedy widzę twój smutek, tęsknotę jest mi ciężko, jednak wolałabym wiedzieć, znać prawdę. Wolałabym żebyś po prostu powiedział mi prawdę, jeżeli faktycznie jesteś w niej zakochany ciągle, wolałabym żebyś mi powiedział „ tak zakochałem się, nie dam rady być już z Toba tylko ze względu na dziecko. nie kocham cię” Na tym etapie na jakim jestem teraz chyba łatwiej byłoby mi oswoić się z tą myślą. Teraz kiedy tęsknisz i kochasz inną kobietę ta sytuacja która jest teraz jest o wiele trudniejsza dla mnie, ty rozzłoszczony, stęskniony wylewasz na mnie swoją całą złość raniąc mnie jeszcze bardziej, ty ranisz mnie ja odgrywam się na tobie, boli mnie każdy kawałek mojego ciała…Nasze plany, marzenia, wszystko legło w gruzach 19 października, potem pojawiła się iskierka nadziei, po co były wielkie słowa budowane z kłamstw? Zagrałeś w podły sposób, zabawiłeś się moimi uczuciami, obiecując przysięgając, że już nigdy mnie nie skrzywdzisz? Tak ty wybrałeś, twoja sprawa nie wiem tylko jak miałabym zrozumieć moje serce które tak bardzo ciebie kocha? Wpadam ze skrajności w skrajność…Teraz już wiem, że czas zakończyć ten chory układ, chory związek i tą moją chora miłość, bo wiem że chyba już nigdy nie będziemy szczęśliwi razem. Kiedyś myślałam, że będziemy iść razem przez życie, dzisiaj już wiem nasze drogi się rozeszły…nie, nie będę prosić ciebie żebyś był ze mną, nie będę przekonywać ciebie ze mamy dziecko i takie tam pierdoły. Wiem to wszystko nie ma najmniejszego sensu. Już nie. Pozostaje mi tylko życzyć Ci szczęścia i obyś nie żałował swojej decyzji a wiem, że będziesz, będziesz żałował kiedy motyle w brzuchu przestaną łaskotać na jej widok, kiedy przyjdzie codzienne życie, zwykła szarość dnia codziennego…
Przeczytaj sobie na koniec jeszcze tekst piosenki…
„ Tyle razy już pisałem o miłości ile dala smutku i ile radości
niektórzy cale życie dla niej poświęcają i są tez tacy którzy jej nie doceniają
wiem ze miłości łatwo jest zarzucić: wędrowny motyw zaślepionych ze sobą ludzi
ale pomysł co będzie gdy wiek Cie dogoni nagle się przestraszysz roztrzęsionych dłoni
a wtedy okazuje się ze wszystko już minęło to czego unikałeś unika Cie samego
za późno już by szukać miłosnych uniesień gdy przed tobą pozostała tylko długa jesień
dlaczego człowiek cale życie milczy na temat ważnych spraw, czasem śmiejąc się z innych a gdy czas ukończy kreacje osobowości , tęskni za tym co odrzucił w młodości…” Powodzenia