"Ta trzecia", nasze córki, moje emocje...

29.11.10, 10:48
Wkurza mnie, gdy kobieta, która aktywnie przyczyniła się do rozpadu naszej rodziny, była kochanką mojego ex, jakby nigdy nic w miłym tonie utrzymuje kontakt telefoniczny i mailowy z córkami (14 i 21 lat). Wczoraj wysłała starszej życzenia ze zdaniem, "abyś była zawsze otoczona ludźmi, których kochasz". Farsa.
Łatwo słodzić na odległość. Ona gratuluje wszystkiego, pozdrawia przesyła papatki, trzyma kciuki i deklaruje, że "tata na pewno się ucieszy i będzie dumny". A we mnie... niepokój i lek rośnie. Skoro sprzątnęła mi męża, to może ujmie tez córki. Moja sytuacja jest inna. Ja jestem z nimi na co dzień, ja mobilizuję do sprzątania po sobie, do nauki, i jak to z nastolatkami bywa, daje odpór buntom, zaś starszej przypominam że dorosłość to branie na siebie odpowiedzialności i obowiązków. Bywa trudno.
Dla mnie czarny scenariusz to next przyjaciółka i powierniczka. Nie ufam ani jej ani ex. Aby uporać się z wyrzutami sumienia uczynili w swoich głowach ze mnie potwora. Czuje się jakby znaczna część świata była przeciwko mnie. Bezpieczniej czułabym sie, gdyby dziewczyny nie miały z nią kontaktów, ale one mówią, że to ona delikatnie, ale skutecznie, krok za krokiem się do nich zbliża. - Nie umiemy być dla niej niesympatyczne, skoro ona jest miła - mówią. Wiem, że jest im trudno. Kochają ojca i nie chcą przez to jemu sie narazić.
Tyle że ja jestem rozedrgana...
Proszę o rady...
    • plujeczka Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 10:57
      jako kobiecie bardzo ci wspołczuje bo podejrzewam ,że też zle się byym czuła w takiej sytuacji-poniewaz nie mam takiego problemu wiec nawet nie podejme się skomentowania tej sytuacji czy tez podania swojego punku widzenia.Sądzę ,że odezwą się inne osoby, które przezyły analogiczną sytuacje.Póki co staraj się rozmawiac z córkami o tej sytuacji, mysle ,że jak podrosną to "PANI" nie bedzie taka atrakcyjna bo same dojdą do wniosku ,że to miedzy innymi jej zawdzieczaja rozbita i niepełną rodzinę.narazie sa w wieku bunku, kryzysu stad nie sa wstanie prawidlowo ocenic sytuacje ale kiedy beda starsze inaczej popatrza na całą sytuacje bo jednak miec pełna rodzinę i tatę w domu na codzień a nie na odległość to zupełnie "inna bajka" Tobie zyczę wytrwałości i jestem pełna podziwu dla twojej postawy.Chylę czoło.
      • amoniak2 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 04.12.10, 21:59
        Córki 14 i 21 lata - trudno powiedzieć, żeby osoby w tym wieku nie potrafiły samodzielnie ocenić rzeczywistości. Bozka twoje stosunki z panią męża i stosunki z nią córek to dwie oddzielne sprawy, warto żebyś o tym pamiętała. Dziewczynki poszły dalej swoją ścieżką i zaakceptowały stan faktyczny - dlaczego oczekujesz że powinny stworzyć wraz z Tobą front jedności?
        • ryszard_mis_ochodzki to wiele tłumaczy dlaczego maz ci dał kopa w dupe 04.12.10, 22:11
          nieufnosc posunieta do granic absurdu

          czego ty sie obawiasz? ze twoje wlasne corki cie zostawia dla nowego materaca ojca?

          wspolczuje facetowi ze sie musial z toba uzerac, na szczescie widac przed smiercia dane mu jest zaznac troche szczescia w ramionach innej
          • wejsunek11 od takiej baby ucieczka to fart... 05.12.10, 08:15
            miał facet szczęście.... jak kobieta zaczyna olewać faceta to idzie do innej....
        • bszalacha Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 15.12.10, 01:41
          Dziewczyno,dlaczego się nie wkurzysz na córki!
          Od Ciebie teraz zależy,czy zdobędziesz ich szacunek,czy też odwrócą się,bo nie potrafisz zatrzasnąć drzwi debice i dajesz przyzwolenie,by z Was drwiła.
          Idż do dobrego terapeuty.Uporządkuj emocje,wykrzycz je,wypłacz,a potem zacznij od nowa,jak silna,mądra kobieta,która wie co uważa za własciwe,a co za niedopuszczalne
          WE WŁASNYM DOMU.
          Od takiej postawy córki poczują się mocniejsze,bo uwierzą,że dasz sobie rady.

          Jezeli nie -niech wyprowadzą się do ojca.Przezyjesz,zapewniam Cię.
          Ocalisz jednak szacunek do samej siebie.
    • bozka45 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:07
      Dzięki plujeczko za wsparcie i zrozumienie.
      Może twardogłowa ze mnie osoba, ale nie umiem po amerykańsku stwierdzić, że kochanka - partnerka męża z czasem stanie się dla moich córek rodziną.
      • anka_cyganka35 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:20
        coś czuję, że zaraz polecą tu posty o Twojej małości....

        Zrobiłam tyle głupich rzeczy odnośnie kochanki mojego męża, że oceniac Cie nie mam zamiaru. Trzyma za Ciebie kciuku żebyś sobie poradziła z tą sytuacją.
    • zolza38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:25
      Pani chce być miła po prostu. Nie sądzę, aby zależało jej na odebraniu Ci córek, bo nie są one jej do niczego potrzebne. Lepiej się ciesz, że pani nie jest konfliktowa.
      Rodziny z pewnością NIGDY nie stworzycie, to udaje się TYLKO na amerykańskich filmach.
      Czas i tak wszystko zmieni.

      Kiedyś wychodziłam ze skóry, aby być miłą dla córki mojego męża i nawet nieźle mi się udawało stwarzać sympatyczną atmosferę do czasu, aż eks zaczęło przeszkadzać to, że jej dziecko dobrze czuje się w nowym domu ojca.
      Zrobiła więc WSZYSTKO, aby nasze życie zamienić w koszmar.
      Córka dała się po paru latach zmanipulować matce, zaczęła zachowywać się tak, jak radziła jej mamusia, było coraz gorzej, nawet chciałam odejść przez nią od męża.
      Dziś mam ją w nosie. Jest dla mnie obca.
      Nawet się cieszę, że nie mam w stosunku do niej ŻADNYCH zobowiązań, nie muszę być miła, nie muszę jej przyjmować u siebie, nie muszę jej pamagać.
      Sama teraz musi sobie radzić ze swoim nieślubnym dzieckiem i facetem, który nie chce się z nią żenić i ciągle od niej odchodzi. Cyrk.
      Ale nie mój smile

      A z mężem będziemy niedługo obchodzić srebrne wesele smile
      Bez niej OCZYWIŚCIE smile

      • tully.makker Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:31
        > A z mężem będziemy niedługo obchodzić srebrne wesele smile
        > Bez niej OCZYWIŚCIE smile

        I powiedz, jak sie zyje tyle lat z facetem, ktory dla dupy zapomina o wlasnej corce?
        • zolza38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:38
          Kicia (czy tak jakoś). Weź się stuknij w głowę kobieto.
          Mój mąż utrzymuje ze swoją córką dobry kontakt, spotykają się, rozmawiają przez telefon, piszą do sibie maile. Dzieli ich ponad 600 km - to sporo, nie sądzisz?
          Jego córka udaje, że mnie w ogóle nie ma, a mnie to odpowiada.
          Myślisz, że powinnam ją zaprosić na przyjęcie?
          Z tym jej dzieciakiem i faciem, co ją ciągle rzuca?
          Chyba śnisz.
          Ależ jesteś zabawna smile
          • malgolkab Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 13:01
            zolza38 napisała:

            > > Mój mąż utrzymuje ze swoją córką dobry kontakt, spotykają się, rozmawiają przez
            > telefon, piszą do sibie maile. Dzieli ich ponad 600 km - to sporo, nie sądzisz
            Skoro mąż utrzymuje z córką dobry kontakt, to jego zadaniem jest wyprostowanie pewnych rzeczy...
            > Jego córka udaje, że mnie w ogóle nie ma, a mnie to odpowiada.
            też spotkałam się, że dorosłe dziecko nie akceptuje partnera rodzica, mimo, że nie miał nic wspólnego z rozejściem rodziców (tak jak w waszym przypadku) i osobiście tego nie rozumiem
            > Myślisz, że powinnam ją zaprosić na przyjęcie?
            > Z tym jej dzieciakiem i faciem, co ją ciągle rzuca?
            Ty nie, ale Twój mąż powinien zaprosić córkę i wnuka na pewno.
            • gazeta_mi_placi Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 13:23
              Srebrne wesele to ich wspólne święto i oboje powinni mieć prawo do decydowania o tym kogo zaproszą a kogo nie.
              Jeżeli córka męża jej nie lubi i nie akceptuje po co ją mają zapraszać na ich wspólne święto, nie związane kompletnie z córką? Dla stworzenia pozorów? To dopiero byłaby hipokryzja.
              Trzymaj się Zołza, dobrze prawisz.
              • zolza38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 14:18
                Dzięki Gazeto smile

                WNUCZKA mojego męża ma parę miesiący. Nie da się jej zaprosić.
                Karmiąca matka to nie jest akurat to, co jest mile widziane na MOICH imprezach smile


                N
                • sunflower03 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 04.12.10, 19:42
                  "Karmiąca matka to nie jest akurat to, co jest mile widziane na MOICH imprezach "

                  litosci, troche kultury kobieto......pisanie o kims per "COS" swiadczy tylko o Twoim załosnym poziomie....
                  • lia.13 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 04.12.10, 23:20
                    "to" a "coś" to nie to samo. cofnij się do lekcji języka polskiego z podstawówki.
                • kkokos Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 05.12.10, 08:55
                  > Karmiąca matka to nie jest akurat to, co jest mile widziane na MOICH imprezach
                  > smile

                  no proszę, jak można jednym zdaniem umieć potwierdzić obiegową (jakże często niesłuszną - ale chyba nie w tym przypadku) opinię, że next to zdzira.

                  niezależnie od tego, jak byś była milutka, córka MA PRAWO nie akceptować kolejnej żony swojego ojca. jeśli tego nie rozumiesz, toś durna, a empatia jest ci doskonale obca. zaś twoja schadenfreude, że dziewczyna ma kłopoty z ułożeniem swojego życia, twoja pogarda dla niej zaświadczają tylko o twojej małoduszności, małostkowości i wrednym charakterzer. jak widać, czasem jednak next to zdzira.
                  • gazeta_mi_placi Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 05.12.10, 17:00
                    Niezależnie od tego czy jest karmiącą matką czy nie po co ma zapraszać na SWOJE święto osobę, która jej nie lubi i nie żyją w dobrych kontaktach????
                    To byłaby hipokryzja, taka sama jak zapraszanie na wesele nielubianej ciotki Heli bo to przecież rodzina albo nielubianej kuzynki.
        • madzior87 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 04.12.10, 19:32
          tully.makker napisała:
          > I powiedz, jak sie zyje tyle lat z facetem, ktory dla dupy zapomina o wlasnej c
          > orce?
          >

          Piękne big_grin
        • jacek226315 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 05.12.10, 07:56
          a gdzie napisala,ze ojciec zapomnial o corce? Ludzie gdziescie sie uczyli czytac ,bo nawet za stodola lepiej by rozumieli
          • zolza38 Może by tak mózgu użyć? 06.12.10, 11:01
            Jeśli oczywiście coś takiego posiadacie.
            To do tych, które mnie tu z błotem mieszają i od "zdzir" wyzywają, a nawet ze zrozumieniem nie potrafią przeczytać łatwego, potocznego tekstu.

            Guzik mnie to obchodzi, co o mnie mówią bezmózgowce i pierwotniaki.

            Ty, kicia, lepiej siedź cicho, bo nie będzie mnie pouczać facetka, co ma chyba ze czwórkę dzieci i każde z kimś innym. Tylko tobie się wydaje, że jesteś mądra, dla wielu dnem totalym jest twoje pokręcone życie. Nawet mnie nie dziwi, że jesteś gorącą zwolenniczką chrzanienia sobie życia przez szerokie rzesze idiotek. Co masz być taka osamotniona w swoim piekle?!

            Nazywanie mnie "zdzirą" ubawiło mnie setnie smile
            Daaawno mnie tak nikt nie nazwał - ostatnio wybitnie paskudna eksia mojego męża smile
            Uśmiałam się smile

            Co ma do rzeczy moja sytuacja, skoro rozmawiamy o pani mającej problemy emocjonalne związane ze swoimi obawami, że nowa żona jej byłego męża odbierze jej dorosłe córki?!

            P.S.
            Nie zapraszam karmiących matek na moje eleganckie imprezy dla dorosłych.
            Nie zapraszam na imprezy osób, które mnie lekceważą. Za te imprezy ja płacę i za swoje pieniądze chcę mieć miłą atmosferę, otoczenie kulturalnych i potrafiących wytwornie zachować się ludzi.
            Guzik mnie obchodzi 30-letnia córka mojego męża i jej nieślubne dziecko oraz jej facet, który ją ciągle rzuca, ale za to nie oddaje jej "pożyczonych" na "swój interes" kasy smile
            Każdy SAM odpowiada za swoje życie.
            A matki, głupio wtrącające się w życie swoich byłych mężów i nastawiające swoje dzieci przeciwko ojcom - mogą być spokojne.
            NIKT im tych dzieci nie odbierze, bo nikomu nie są one potrzebne. Każda kobieta ma swoje problemy, dodatkowych z cudzymi dziećmi nie potrzebuje.
            A, że te nastawiane przeciwko ojcu dzieci mają w dorosłym życiu problemy z własnymi złymi wyborami, NIE MOGĄ liczyć na żonę ojca (bo się ją obrażało i traktowało jak powietrze) oraz na kasę ojca (bo to kasa wspólna MAŁŻONKÓW) - to już chyba nawet ameba zrozumie.

    • plujeczka Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:29
      widzisz to ,że dzieci mają dobry kontakt z kochanka to dla mnie jakby"furtka" do rozgrzeszenia twojego exa ( oczywiscie w jego oczach) facet ma poczucie dobrze spełnionej misji bo....rozwalił rodzinę no ale on tego tak nie odczuwa , on sie po prostu zakochał a to juz zupełnie coś innego a do tego mimo wszystko ma kontakt dobry z córkami co..napełnia go dumą ,ze jednak rowalił rodzinę ale dzieci ma na kazde zawołanie, odchowane, miłe, grzeczne dobrze wychowane ............cholera to musi boleć jak diabli i tylko ty sama wiesz ile to cię kosztuje zdrowia, nie chciałabym byc w twoje sytuacji i nie mam zrozumienia dla amerykańskiej mentalnosci o której pisałam ,ze heppi ex zona, kochanka, ex maz i dzieci.....
      • zolza38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:39
        P.S.
        Mojego męża pozałam 5 lat PO JEGO ROZWODZIE.
        • plujeczka Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:57
          ja napisłam nie do twojego postu tylko jakoś żle wkleiłam .Twoja sytuacja jest inna bo poznałaś faceta 5 lat po rozwodzie cztki nie byłaś przyczyna trozwodu ale u autorki postu jest inaczej.i ma pełne prawo boleć bo napewno tak jest.
          • zolza38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:12
            Plujeczko, nie gniewam się na Ciebie smile

            To, że poznałam mojego męża dużo po jego rozwodzie nie miało żadnego wpływu na mnie, na jego córkę, ale na jego byłą i owszem. Pewnie miała nadzieję, że on zawsze będzie sam, opuszczony i czekający na sygnał od córki.

            Tak nie jest.
            Mężczyzna to też człowiek i należy mu się druga szansa, szczęście i szacunek.

            To, kto kogo zostawił, też nie ma zbytniego znaczenia, wierz mi.
            Zostawiłam mojego ówczesnego męża dla mojego obecnego i NIGDY tego nie żałowałam, choć był dobrym meżem, tylko - nijakim. Wyszłam za niego w chwili załamania i takie małżeństwo nie przetrwało próby czasu.

            W życiu NIC nie jest albo czarne, albo białe.

            A dla dzieci z poprzednich małżeństw jest LEPIEJ, jak WSZYSCY starają się być w stosunku do siebie przynajmniej życzliwie obojetni , otwarta wrogość jest po prostu mało opłacalna smile

          • jacek226315 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 05.12.10, 08:03
            plujeczka napisała:

            > ja napisłam nie do twojego postu tylko jakoś żle wkleiłam .Twoja sytuacja jest
            > inna bo poznałaś faceta 5 lat po rozwodzie cztki nie byłaś przyczyna trozwodu a
            > le u autorki postu jest inaczej.i ma pełne prawo boleć bo napewno tak jest.
            To co mieli sie meczyc ze soba mimo,ze jedno juz przestalo kochac?.Ja mam w rodzinie takie wujostwo ktore bylo ze soba dla "dobra dwu corek" li tylko,a zniesc siebie nawzajem nie mogli.Kiedy cory dorosly wyszly za maz ,wyprowadzily sie i nie chca znac ani matki ani ojca za pieklo jakiego byli swiadkami pomiedzy rodzicami. Ciagniecie malzenstwa dla dobra dzieci to najglupsza rzecz jaka moga starzy zafundowac potomstwu
      • z_mazur Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:44
        Nie no, oczywiście lepsza jest polska mentalność - ja jestem nieszczęśliwa(y), to wszyscy muszą być nieszczęśliwi.

        To tylko potwierdza tezę, że wybaczenie najbardziej potrzebne jest osobie wybaczającej. Bez tego wybaczenia, ciągle będzie się tkwiło w takiej cierpiętniczej postawie, oskarżając o własne cierpienie jakieś inne osoby.
    • tully.makker Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:38
      Wiesz co - jestem macocha od 10 lat. Nie przyczynilam sie do rozpadu zwiazku, poznalam chlopa 4 lata po jego rozwodzie. Moje relacje z jego corka byly zawsze cieple i serdeczne, do tego stopnie, ze przez jakis czas mowila do mnie mamusiu (wbrew mojej woli).

      Tym niemniej - obie mamy swiadomosc, ze jakkolwiek bysmy sie nie bawily dobrze razem, to ona nie zastapi i corki, a ja jej matki.

      Podobnie wyglada sytuacja z moim Babelkiem i jego macocha - zona mojego Exa ( chyba juz byla, nie wiem, czy juz zfinalizowali rozwod). Next byla dla niego zyczliwa, on ja lubil, a ja sie cieszylam, ze ma kogos bliskiego i cieplego, gdy jedzie do ojca.
      Nie przyszlo mi nawet na chwile do glowuy, ze moglaby zastapic mnie w jego sercu.

      Oczywiscie, my bylismy w innej sytuacji - nezt ani ja nie mialysmy zadnego dzialu w rozpadzie malzenstw, zawarcie znajomosci nastapilo lata po rozstaniu. na pewno bylabym niezadowolona, gdyby osoba, ktora nie ma oporow przed sypianiem z osoba zonata lub zamezna, miala codzienny, blidski, rodzinny kontakt z moimi dziecmi, poniewaz nie sa to zasady, jakie staram sie im wpoic.
      Ale sadze, ze twoje corki nie sa glupie i na dluzsza mete nie da sie ich zwiesc.
    • lejla81 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 11:43
      Możesz się wewnętrznie wkurzac, ale dla dobra córek najlepiej byc ponad to. Nie sądzę, żeby ona była w ich oczach dla Ciebie konkurencją. Zawsze Ty będziesz mamą, one wybrały Ciebie i z Tobą chciały zostac po rozwodzie (a nie jest to wcale takie oczywiste wbrew pozorom). Jestem zdania, że skoro już doszło do takiej sytuacji jak rozwód i związek męża z kochanką, to dla dzieci korzystniej jest, żeby nowa partnerka odnosiła się do nich przyjaźnie, a nie wrogo. Zawsze to kolejna osoba, której zależy, która najprawdopodobniej zadba w razie czego, pomoże, będzie wspierac... Eksia mojego obecnego odeszła do kochanka, dzieci chciały zostac z nim. Widzę, że te dzieci mają dobry kontakt z nowym partnerem mamy. Nigdy nie słyszałam, żeby mój obecny mówił na niego coś złego, chociaż mógłby przecież. Wiem, że też jest trochę zazdrosny, ale widzę, że te uczucia bardzo mocno trzyma w ryzach. I kiedy raz zdarzyła się z dziecmi sytuacja bardzo kryzysowa, to właśnie ten nowy mąż zdołał ją rozwiązac. Oczywiście Twoje uczucia są naturalne, tylko nie ma sensu nastawiac córek przeciwko tej trzeciej.
      Aha - oni też robili z mojego potwora, włącznie z tym, że bił eksię (w co absolutnie nie wierzę).
    • zolza38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:02
      Najbardziej śmieszą mnie pańcie, które są zwolenniczkami włażenia w cztery litery przez nowe żony ich meżów wszystkim dzieciakom, nawet tym głupim i bezczelnym oraz tym, które dziś mają po 30 lat i same mają pogmatwane życie oraz własne dzieci.

      Według tych głupich pańć "nowa" żona ma przez CAŁE SWOJE ŻYCIE przepraszać, że wyszła za pana mającego własne dziecko, że dała mu szczęście, że jest dla niego WSZYSTKIM, że się bardzo, bardzo kochają, że są nieprzytomnie szczęśliwi, że jest dla niego oparciem i podporą w KAŻDEJ sytuacji, że pielęgnuje go w chorobie, że mają WŁĄSNE życie i zainteresowania oraz znajomych, a nawet za to w ogóle żyje smile

      Krótko mówiąc, pan, który rozwódł się kiedyś z żoną - obowiązkowo ZOSTAWIŁ dzieci i ma być przeklęty do końca swoich dni i OCZYWIŚCIE powinien ZDECHNAĆ POD PŁOTEM.

      Kicia, psychiatra jest tu wskazany i to szybko!
      • plujeczka Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:09
        opamietaj się kobieto nikyt tak nie twierdzi , piszemy o tym ,ze taka sytuacja jest bardzo trudna zwłaszcza dla osoby, która pozostała z dziećmi bo własnie znalazła się 'ta druga"
        Po co sie tak denerwujesz czyzbyc była ta "drugą" bez wyrzutów sumienia?
        • zolza38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:17
          Daj spokój Plujeczko, wcale się nie denerwuję smile
          Mam ekspresyjny sposób wyrażania swoich myśli smile
          Kwestia temperamentu smile

          Po prostu nasunęła mi refleksja po wpisie Z Mazur smile

          I z całą pewnością NIE MAM wyrzutów sumienia, że jestem drugą żoną swojego męża smile
          No chyba, że mój mąż ma jakieś kompleksy, bo jest moim TRZECIM mężem smile
      • tully.makker Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:18
        > Kicia, psychiatra jest tu wskazany i to szybko!


        Dziekuje ci bardzo za dobra rade, od lat lecze depresje i regularnie bywam u psychiatry, ktora uwaza, ze dzieki lekom jestem calkowicie w normie.

        Tobie tez poolecalabym taka wizyte, bo sadzac po bredniach, jakie wypisujesz i jadowi, jakim ociekasz, pomoc bardzo ci sie przyda.

        PS Moja pasierbica mieszka prawie 500km od nas.
      • nowel1 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:35
        Wiesz co, chwilkę temu jeszcze byłam gotowa Cię poprzeć, ale poziom agresji w Twoim poście jakoś mnie do Ciebie zniechęcił.
        Dodam tylko, że te wzniosłe hasła o "byciu dla kogoś wszystkim", "nieprzytomnym szczęściu", "dawaniu szczęścia" są trochę jakby... hm...niedojrzałe wink
        • zolza38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:56
          Wiem, wiem, Nowe.
          Wielka miłość ZAWSZE budzi WIELKIE emocje.
          A wielka CUDZA miłość budzi - nienawiść smile
          Mam to w nosie.

          Sama jesteś niedojrzała, bo nie rozumiesz, że życie i tak toczy się dalej, a dla każdego człowieka najważniejsze jest to, czy potrafi sam sibie uczynic szczęśliwym.

          Kicia, JA NIGDY NIE LECZYŁAM DEPRESJI smile
          Nigdy nie musiałam brać leków smile
          To przeze mnie brano leki na depresję, jak mój biedny drugi mąż, kiedy go rzuciłam smile
          Przez ZAŁAMANIE rozumiem chwilowe kłopoty finansowe. Byłm w dołku finansowym, kiedy za niego wychodziała i on o tym dobrze wiedział. Nie przeszkadzało mu to, bo jak powiedział: "Ty masz urodę i wykształcenie, jak mam pieniądze, będziemy bardzo udanym małżeństwem".
          No i nie byliśmy.

          W rezultacie i tak wybrałam pana ślicznego i z wykształceniem smile
          • nowel1 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 13:11
            Cudza miłość budzi nienawiść? Naprawdę tak uważasz? To jest przykre, że doznajesz takich emocji.
            Chociaż - może zrozumiałe, jeśli dążenie do własnego szczęścia okupujesz - świadomie - cierpieniem innych.
            Ludzie różne rzeczy w życiu robią, ja także raniłam innych, ale pierwszy raz widzę, że ktoś pisze o spowodowanej przez siebie u kogoś depresji opatrując to na końcu uśmieszkiem- emotikonem.
            Mało co mnie szokuje; to mnie zszokowało.
            • zolza38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 14:20
              Nowe.
              Nie martw się o mojego byłego. Z jego kasą stać go było na prywatnego psychiatrę z Austrii smile
              A co mnie obchodzi jego cierpienie, albo Twój szok?
              • nowel1 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 16:34
                zolza38 napisała:


                > A co mnie obchodzi jego cierpienie, albo Twój szok?

                Wiem, że cię nie obchodzi.
                Dało się zauważyć kilkanaście twoich postów wcześniej, co jest dla ciebie ważne, a co nie.
                EOT.
              • malgolkab Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 09:29
                trollsmile
              • akne57 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 16:52
                zolza38 napisała:
                > A co mnie obchodzi jego cierpienie,
                He, he. Dobry masz nick uncertain
              • zmeczona100 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 01.12.10, 17:41
                zolza38 napisała:


                > A co mnie obchodzi jego cierpienie

                To, co uczyniliśmy innym, wraca do nas w dwójnasób.

                I to dobre, i to złe.

                Tyle teorii. Z praktyki mogę powiedzieć, że w moim przypadku się sprawdza. Odwleczone, bo odwleczone, ale wraca.
          • wyrwana.z.kontekstu Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 04.12.10, 23:39
            Zołza, w twoich postach jest tyle niepotrzebnej agresji i infantylnej egzaltacji, że z góry współczuję aktualnemu wybrankowi momentu, kiedy hormony mu opadną i przytomnie przyjrzy się osobie, z którą dzieli życie.
            • jacek226315 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 05.12.10, 08:13
              wyrwana.z.kontekstu napisała:

              > Zołza, w twoich postach jest tyle niepotrzebnej agresji i infantylnej egzaltacj
              > i, że z góry współczuję aktualnemu wybrankowi momentu, kiedy hormony mu opadną
              > i przytomnie przyjrzy się osobie, z którą dzieli życie.

              To znajdzie sobie czwaretego frajera.,pewnie chce pobic rekord L.Tylor i wpisac sie w ksiege Guinessa
            • zolza38 Ależ my jesteśmy ze sobą już 24 lata! 06.12.10, 11:05
              Nam hormony już opadły smile
              Agresja w moich wypowiedziach? Żarujesz?
              To nie agresja, to szczerość.
              A, że moje szczere opinie nie podobają się innym, to już ich problem, nie mój smile
      • sunflower03 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 04.12.10, 19:46
        kicia...surprisedsurprised

        kobieto jestes tak beznadziejna,ze wszelka dyskusja z toba wydaje sie bezsensowna....

        swoja droga jak wielkie kompleksy musisz leczyc lejac jad na forum...surprised

    • bozka45 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:18
      Jeszcze raz dzięki. Pomogliście mi choć trochę... złapać dystans. Staram się trzymać emocje w sobie.
      A propos wybaczenia. Nie jest łatwo zrobić to w pełni, jeśli po drugiej stronie nie ma skruchy, zrozumienia i żalu za wyrządzony stres. Nie jest łatwo wybaczyć osobie, która murem odcina się od tego, co nazywamy wyrzutami sumienia... która patrzy spode łba.
      Oczywiście lepsza życzliwa i być może dobrotliwa kobitka, która nieszczęśliwie zakochała się w żonatym i popłynęła...
      Tylko jak negować i nie wpuszczać do życia zła, jeśli zdrada jest skutecznie zamiatana pod dywan, jeśli uważa się, że to, co złe minęło, a teraz to bądźmy happy, mili, amerykańscy... Bo tak jest trendy...
      Czy jestem małym człowiekiem? Pewnie tak, bo nie umiem być ponad tym wszystkim. Otwarcie przyznaję, że mnie to boli... Jeszcze boli...
      • plujeczka Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:28
        mysle ,ze bedzie ci ciezko wiele lat bo tak łatwo się nie zapomina i nie wybacza, to boli jak diabli a wszelkie posty od "macoch" złosliwe nie maja sensu.Jesli ktoś wkracza w cudze zycie i je zmienia w sposób bezpardonowy to musi sie liczyc z krytyką.Jesli bedziemy jako społeczeństwo powierac takie postawy to za chwilę nie bedzie wazne "kto z kim" i dlaczego, bedziemy musieli zaprobowac łamanie zasad, norm i wartosci a to mi się nie podoba. Każdy chciałby mieć normalna , kochqajacą się rodzine czyć nie tak? ...nikt nie ma prawa włazić w czyjeś zycie z butami a dobrymi relacjami z dziećmi kobiety , której zycie się zrujnowało zagłuszac ( o ile są) wyrzuty sumienia i udawc ,ze nic się nie stało.
        Powtarzam dla mnie jestes wielka bo cierpisz w spokoju i milczaco zgadzasz się na taki układ choć wiele nas nie byłoby stac na taki gest wiec jesteś kobieta z klasą.Pozdrawiam Cie serdecznie i mozna miec tylko nadzieje ,że czas w jakoś sposób ci to wszystko wynagrodzi..
      • tully.makker Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 13:01
        Ja uwazam, ze nie ma potrzeby wybaczania, zwlaszcza gdy nie ma wspolpracy w tym procesie ze strony drugiej osoby. Alice miller, ktora wprawdzie specjalizuje sie w terapii ofiar przemocy z dziecinstwa, uwaza, ze zmuszanie, czy nawet oczekiwanie przebaczenia przez ofiatre moze byc dla niej zrodlem dodatkowej traumy.

        Przepracowanie tego, co sie wydarzylo, dojcie do porozumienia z sama soba, zaprzestanie obwiniania siebie i gdybania, zobaczenia spraw takimi, jakie naprawde sa (to skurwiel bez zasad, ktory sie puscil, zaniast - [i]to moj ukochany misiaczek, ktorego ta zdzira uwiodla[i]) - to jest to, nad czym powinnas pracowac, sama, badz na terapii..
        • z_mazur Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 14:27
          Mówisz o różnych rzeczach.

          Wybaczanie jest potrzebne nam, gdy czujemy do kogoś żal i mamy poczucie skrzywdzenia.
          Z jednej strony musimy sobie dać przyzwolenie na negatywne uczucia, które w związku ze zranieniem jakiego doznaliśmy, odczuwamy, a z drugiej dla własnego dobra powinniśmy się starać pozbyć negatywnych emocji, które odczuwamy do osoby która nas skrzywdziła, ten proces to właśnie wybaczanie.

          I ta druga osoba wcale nie musi chcieć żebyśmy jej wybaczali, nawet nie musi o tym wiedzieć (często ma nasze wybaczenie w nosie), dlatego właśnie wybaczenie jest potrzebne osobie wybaczającej. Tylko w ten sposób możemy się uwolnić od poczucia skrzywdzenia.
          • tully.makker Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 14:48
            Tylko w ten sposób możemy się uwolnić od poc
            > zucia skrzywdzenia.

            Moze podasz jakas literature, z ktiorej czerpiesz tak stanowcze wnioski? Bo dla mnie to sorry, ale jakas brednia.
            • z_mazur Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 15:38
              Gdyby taką opinię wygłosił ktoś inny, to może bym się przejął.

              Literatury na ten temat jest sporo, polecam choćby "Radykalne wybaczanie".
      • lee-aa Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 05.12.10, 08:48
        Bożka,
        Z tego co czytam wynika, że masz ogromny żal do nowej partnerki swojego eks. Piszesz, ze 'być może dobrotliwa kobitka, która nieszczęśliwie zakochała się w żonatym i popłynęła'. Ja tak sobie myślę, że gdyby twój ówczesny maż nie chciał i nie odwzajemniał jej uczuć, nawet jej największa miłość nie doprowadziłyby do rozpadu Waszego małżeństwa. Nie chcę nikomu dokopywać, ale jeśli w związku wszystko gra, nie szuka się atrakcji poza nim. Bardzo upraszczając, gdyby nie ta, byłaby inna. Przeważnie po jakimś czasie od rozstania zaczyna się zauważać też swój udział w rozstaniu (nie chodzi mi o obwinianie się pod tytułem, bo gdybym częściej robiła ogórkową lub miala baleyage zamiast pasemek). Z czasem widzi się, że partner narozrabiał lub odszedł, bo dostał na to pozwolenie lub zgodę drugiego partnera.
        To nie next rozbiła Wasze małżeństwo - rozwaliliście je sami. Next jest skutkiem, nie przyczyną.
    • blaszany.dzwoneczek Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:56
      Córki są już duże, może pozwól im samodzielnie kształtować te kontakty? One chyba nie przywiązują do tej standardowej kurtuazji aż takiego znaczenia jak Ty.
      Poza tym życie toczy się zadziwiająco, nigdy nie wiesz, czy Ty lub Twoje córki nie będziecie jej kiedyś potrzebowały.
      Zaufaj córkom, że potrafią sobie dobierać przyjaciół i powierników - przecież nie uchronisz je przed ich własnym życiem.
    • malgolkab Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:56
      Zazwyczaj rodzic, który jest z dzieckiem na codzień jest też kojarzony z mało przyjemnymi rzeczami. Mój syn to jeszcze przedszkolak, ale też kilka razy powiedział, że u taty jest lepiej, bo ....... (i tu różne rzeczy- nie trzeba chodzić spać wcześniej, nie trzeba się kąpać, tata nie każe mu chodzić do dentysty, na badania, nie każe mu brać lekarstw, nie każe wstawać rano)- u taty jest średnio 4-6 dni w miesiącu w sumie (2 razy). Ex chce być kojarzony z fajnymi rzeczami, a nie wizytami u lekarza czy prowadzeniem do przedszkola. Mi nie raz jest trochę przykro, ale wiem, że syn jak będzie dorosły to zrozumie, że to było dla jego dobra i tyle. Znam wielu ojców, którzy po rozwodzie i wyprowadzce dalej wykonują obowiązki ojcowskie, mój woli iść z dzieckiem do kina- trudno...

      co do 2 kwestii- ja się osobiście cieszę, że dziecko zaakceptowało dziewczynę taty, osobiście jej nie znam, ale uważam, że jest dobrze, jeśli dziecko i nowy partner rodzica się akceptują - wręcz innej sytuacji sobie nie wyobrażam... tylko u mnie sytuacja jest inna niż u Ciebie, bo ex związał się z tą panią po rozstaniu ze mną (przynajmniej mi taką wersję przedstawił).

      Myślę, że Twoje córki są na tyle dorosłe, że im powinnaś zostawić decyzję co do relacji z partnerką ojca. Nie bój się, na pewno nie zastąpi Ciebie.
      • tully.makker Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 14:51
        > Zazwyczaj rodzic, który jest z dzieckiem na codzień jest też kojarzony z mało p
        > rzyjemnymi rzeczami. Mój syn to jeszcze przedszkolak, ale też kilka razy powied
        > ział, że u taty jest lepiej, bo ....... (i tu różne rzeczy- nie trzeba chodzić
        > spać wcześniej, nie trzeba się kąpać, tata nie każe mu chodzić do dentysty, na
        > badania, nie każe mu brać lekarstw, nie każe wstawać rano)- u taty jest średnio
        > 4-6 dni w miesiącu w sumie (2 razy). Ex chce być kojarzony z fajnymi rzeczami,
        > a nie wizytami u lekarza czy prowadzeniem do przedszkola. Mi nie raz jest troc
        > hę przykro, ale wiem, że syn jak będzie dorosły to zrozumie, że to było dla jeg
        > o dobra i tyle.

        Nie trzeba zekac, az dziecko dorosnie. Moj starszy syn wspomnial kiedys,gdy kazalam mu cos zrobic w domu, ze on sie w takim razie wyprowadza do taty. Pol godziny pozniej, gdy wreczalam mu spakowana walizke, byl zupelnie innego zdania. Wolal jednak zostac ze mna.
    • blaszany.dzwoneczek Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 12:58
      A, i jeszcze jedno, Bozko, Twój mąż sprzątnął się sam.
    • ajeje Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 13:09
      Jeśli prosisz o rady to ja radzę byś sobie wyobraziła, że ex odszedł do kobiety która jest chorobliwie zazdrosna o jego przeszłość, chce nie tylko Ciebie ale i jego dzieci wykorzenić z pamięci, teraz już swojego, męża. Twoje córki spotykają się ze swoim ojcem ukradkiem, bo on musi ukrywać że o nich pamięta, albo nie ukradkiem (gdy facet potrafi się postawić) ale w domu jest nieprzyjemnie i nieprzyjaźnie i one czują się tam źle. Wyobraź sobie wszystko co najgorsze co mogłaby zrobić (a uwierz, niektóre maja inwencję) i zastanów się czy dla nich samych nie jest lepiej tak jak jest...
    • bozka45 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 13:13
      Sprzątnął się sam i nie sam... Do romansu trzeba dwojga. Stare porzekadło mówi, że jak suka nie da, to pies nie weźmie... Wiem, że to on powinien być wierny, lojalny, zaś po rozstaniu ojcowsko odpowiedzialny. Wiem, że dał się poznać z małej, gorszej strony. Tak, tak, tak... Ale ONA też nie jest bez winy... A tak się zachowuje w relacjach z córkami.
      Boże uchwaj, abyśmy kiedykolwiek potrzebowały jej pomocy...
      Moja koleżanka powiedziała, że zrobili kupę w salonie, nic nie robią, aby posprzatać, a teraz udają, że nie śmierdzi...
      • gazeta_mi_placi Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 13:26
        >Ale ONA też nie jest bez winy... A tak si
        > ę zachowuje w relacjach z córkami.

        To co ma robić? Zamiast miło pogadać na neutralne tematy ma cały czas bić się w piersi
        i non-stop przepraszać Twoje córki?
        Jak ma się Twoim zdaniem zachowywać względem Twoich córek ta osoba?
        Tekstu o suce nie skomentuję, bo szkoda mojej i tak przechodzonej klawiatury.
        Czy o Twojej córce też byś się wyraziła suka? W końcu też albo już to robi, albo niedługo zacznie robić...
      • plujeczka Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 13:27
        oj strasznie spodobało mi sie powiedzenie twojej kolezanki takie wrafainowane w swojej tresci.Oddaje wiernie cała sytuacje, co do córek niemartw się dzieci dorastarją i czesto potrafią bardziej analizowac sytuację niż nam się wydaje, same dojda do odpowiednich wniosków jak przyjdzie czas. Kochanka chce w ten sposób pokazac ...no własnie co? ..swoją dobroć? głupotę..pokazać tobie ale co?.....no własnie .
        A co do meza =wiesz w zyciu przycgodzi coś takiego jak starośc wówczas zbiera się "plony od dzieci" co sam zasial to i zbierze.Moja babcia miala takie fajne powiedzonko..pamietak jak dziad odzyje to Cie torbą zabije".....
      • blaszany.dzwoneczek Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 14:59
        Bozko, a ja obawiam się, że cokolwiek by ta kobieta nie zrobiła, to i tak nie byłoby to dla Ciebie zadowalające. Jej historia jest inna, nie powinnaś oczekiwać, że ubierze teraz wór pokutny i zamknie się w pustelni.
    • bozka45 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 13:35
      gazeta mi płaci - pamiętam Cię! wg mnie jesteś forumowym trolem. Szkoda mi czasu na polemizowanie z Tobą. Nie biorę zanenty, a "suka" to nie ode mnie tylko z ludowego porzekadła. Pozdrawiam
      • adaria38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 15:16
        tkwiąc w ludowym porzekadle dajesz "psu" prawo do "brania" na prawo i lewo a odpowiedzialność zostawiasz na "suce". tradycyjne branie się kobiet za kudły w walce o byle-jakiego chłopa.
        to droga donikąd.
        uwierz w siebie, że dzieci są Twoje i gdy je będziesz kochać i sprawiedliwie traktować to nie wymienią Cię na nowszy model, rodzicielstwo-to nie takie relacje jak mąż-żona... nie pozwól by zazdrość o kochankę ich ojca niszczyła i zatruwała Ci więzi z dziećmi. nie analizuj ich kontaktów. żyj do przodu. wyznacz granice, które nie mogą zostać naruszone- np zakaz jej wstępu na Twoje podwórko itp. jeśli kochanka jest fałszywa w swoich działaniach to szybko "pęknie". a jeśli jest życzliwa dzieciom, to chyba lepiej niż gdyby robiła wszystko by dostęp do ojca im zamknąć, trzeba wykorzystać trochę jej starania się wink
        Nie wartościuj się jej zachowaniem, ani swojej kobiecości ani macierzyństwa. Bądź sobą niezależnie od zachowań exa i exi. Strachem przegrasz, wyluzuj. Choć na tym etapie czujesz niesmak i złe emocje.
        Dzieci dorastają i odchodzą , do własnych wyborów. Nie zostają pod pantoflem i nadzorem mamusi na zawsze. Jeśli zostaną-to nie jest dobre. Trzeba ich nauczyć, że mają prawo pójść na własną życiową drogę, mają prawo wybierać same, byle z odpowiedzialnością i świdomością. Im wcześniej zaczną same wybierać tym szybciej zaliczą niezbędne porażki i dojrzeją.
        Nie bój się kochanki. Nech się dziećmi pozajmuje a Ty zyskasz czas na rozejrzenie się za nowym partnerem.smile

        • lastsenses dzięki Adaria-właśnie pisałam prawie to samo;-) 29.11.10, 15:34
          mam lepsze stosunki z next mojej mamy niż z własnym tatą(dobre ale z tamtym lepszewink
          lubię next mojego taty.
          i najbardziej mnie wkurzało jak próbowali mnie wciągnąć w swoje rozgrywki - rzadko ale się zdarzało.
          podjęliście decyzję o rozwodzie - dzieci i tak mają trudno. nie obciążajcie ich dodatkowo. jeśli lubią next - cokolwiek zrobiła Twoim zdaniem to dobrze.
          zajmij się sobą.
          tamto już nie jest ważne.
        • basia8.93 jestem przekonana... 05.12.10, 09:38
          i uważam za istotną różnicę - dzieci jadą Do OJCA, ojciec je wychowuje, zwraca uwagę, dzwoni, pisze maile, gotuje, rozmawia, sprawdza lekcje, idzie do lekarza, nauczyciela, ma dla nich czas... ojciec, a nie nowa Pani; łaskawa albo niechętna (tu znowu ojciec - to jego sprawa, co ona na to, że ma dzieci. niech sobie sam to załatwia). to wiele zmienia, moim zdaniem.
    • ciociacesia Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 15:21
      trudne to. i rozumiem ze ci ciezko. ale ja mysle ze nie masz czego sie bac. twoje corki sa juz duze, wiedza o co chodzi i wiesz - jestem pewna ze im tez jest ciezko - bo czuja sie zle majac dobre stosunki z wlasnym ojcem (i jego babolem). one tak czy siak musza funkcjonowac w podwojnej rzeczywistosci
      • bozka45 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 20:59
        Na rozum wiem, że jestem matką i skoro ojca - choć odszedł i zachowuje się jak wujek - kochają bezwarunkowo, to pewnie i w stosunku do mnie też noszą podobne uczucie...
        Ach ten diabelny lęk przed odrzuceniem. Został mi po zdradzie i rozpadzie ponad 20-letniego związku. Irracjonalnie boje się, zwłaszcza, że jest jakąś tam relacja między tą samą kobietą a znów najbliższymi mi osobami. Nasila się on, gdy leci mi poczucie wartości, gdy dopadaja jakies niepowodzenia, porażki, stres...
        Zostałam z dziewczynami, bo tak wybrały. Ojciec zresztą nie dał im specjalnie wyboru. Wyprowadził sie na drugi koniec Polski do miejscowości nex, nie dbając o kontakty z córkami, o to, aby być blisko nich. Nie wiem, czy nadużyję ich swobody, gdy powiem, że nie jestem gotowa emocjonalnie na ich kontakty z nex. Zostawię im oczywiście wybór. Czy nie lepsze takie postawienie sprawy niż zdenerwowanie, którego nie potrafię całkiem ukryć.
        • blaszany.dzwoneczek Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 21:14
          bozka45 napisała:

          > [...] Nie wiem, czy nadużyję ich swobody, gdy powiem, że nie jestem gotowa emocjonalnie na ich kontakty z next.

          Ale dlaczego chcesz je obciążać swoimi emocjami? Ja myślę, że im i bez tego jest cholernie trudno.
        • nangaparbat3 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 21:22
          To córki mają być gotowe na "emocjonalne kontakty z next" a nie Ty. To ich kontakty i one mają prawo kontaktowac się z kim zechcą.
          A dobry kontakt z next umożliwia im dobry kontakt z ojcem - więc dla nich sama korzyść. Jesli będziesz robiła problemy, rzeczywiście mogą sprzymierzyć się z ojcem i next przeciwko Tobie.
          Pomysł, że next "odbierze Ci córki", tak jak odebrała męża, wydaje się czystą fantazją. Ale ta fantazja wpływa na Twoje zachowanie i może bardzo poważnie popsuć Twoje relacje z corkami.
          Rozumiem, że nie znosisz tej pani, też bym nie znosiła. Ale nie wciągaj w to córek - nic dobrego z tego nie wyniknie, ani dla nich, ani dla Ciebie.
    • xciekawax Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 21:34
      Milosc do matki jest bardzo mocna i watpie aby mogla cokolwiek uczynic aby ja "bardziej" lubily. To ty zawsze bedziesz ich matka. A ona niech bedzie ich kolezanka, co tam, po co maja sie meczyc i czuc sie winne ze lubia tamta tez? Ciebie kochaja, a ja tylko lubia.

      Jezeli corki sa dla ciebie wazne to zaakceptujesz ich zwiazek z tamta. Nie drecz sie, ona matka ich nigdy nie zostanie. A moze nawet wzbogacic je przez dobre slowa i motywacjie. Ty z nia rywalizowalas jako kobieta, ale jako matka nie musisz bo ona nigdy nia dla Twoich dzieci nie zostanie. Mogla zostac zona dla Twojego meza, ale nie dla dzieci.
      • kalpa Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 29.11.10, 22:56
        Bozka, nie trudno zrozumiec Twoje emocje- jesteś zraniona, porzucona- to straszne przeżycie....
        Trudno sie dziwic, że nawet myślenie o next boli. Jednak to, że twoje corki maja dobry kontakt z nexia i ją lubią to szczęście, bo... lepiej, żeby znalazły w niej przyjaciela, niz wroga. Jako dobrze im życzaca "ciocia" może dac im wiele- serio. Mimo, ze dla ciebie to podła baba. Ale jesli beda mieć z nia dobry kontakt, to z tata tez będą miały dobre stosunki. Na pewno ci ich nie odbierze- nie ma chyba takiej mozliwosci- dzieci zawsze kochają mame najbardziej na świecie, nawet jak sa do niej chwilowo krytyczne. Ale z własnego doświadczenia wiem, ze dobre stosunki z next oznaczaja życzliwy dzieciom dom- dlatego ja moich chlopców nastawiam do nexi bardzo dobrze i wydaje się, ze wszyscy na tym korzystają, przede wszystkim własnie oni.
        Ale wiem, ze ciebie to wszystko strasznie boli... może z czasem bedzie lepiej.
        Trzymaj sie jakoś...
    • maniasza Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 00:05
      Uzbroj się w cierpliwość, aż Twojemu ex urodzą się dzieci, lub dziecko. I bądź dla tych dzieci dobrą ciocią. Ani się obejrzysz, jak szybko wszystko stanie na swoje miejsce.

      A teraz bardziej serio. Nie masz czego się obawiać. Zrozum, że ona nie robi podchodów do Twoich córek z powodu tych córek. Ona to robi dla swojego faceta. Żeby jemu się przypodobać. Bo jęsli ona stanie okoniem przeciwko jego dzieciom, to istniej ryzyko, że go straci.
      Ona tego nie chce, więc podlizuje się do Twoich i jego dzieci jak tylko może. Tworząc u faceta iluzję, jakoby w zasadzie nic się nie zmieniło. Kontakt z dziecmi jest, nowa żona jest i wszystko git i majonez. Tylko Ty wiesz, że nie jest git. I masz rację.
      Poradzić mogę tylko jedno: walcz jej bronią. Bądź dobrą ciocią dla jego i jej dzieci.
      Dzięki temu ona szybciutko zajmie się swoim własnym zyciem i równie szybko zapomni o Twoich córkach. A o swoje macierzyństwo i stosunek Twoich córek do Ciebie jako matki nie martw się.
      • argentusa Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 13:30
        Nie zgadzam się zupełnie z przedmówczynią.
        O ile autorce wątku mogę współczuć, i trzymać kciuki za to by z WŁASNYMI problemami poradziła sobie, nie włączając w to córek, to zupełnie nie zgadzam się z Maniaszą.
        Sama mam dzieci, któe bardzo lubią mojego mężczyznę, a on lubi chłopaków. Lubię też jego córę, bo to b. miła i fajna dziewczyna. Nie ma znaczenia, że to Jego córka - lubię równie mocno niektóre koleżanki moich synów - są tak samo fajne i miłe. Różnica jest taka, że mój Eks -wiedząc, jak chłopaki lubią mojego Mężczyznę nie boi się, ze przestanie być tatą. Cieszy się, ze Jego synowie mają kolejną życzliwą osobę przy sobie.
        No i gwóźdź na koniec: gdy mój syn powiedział, że dziewczyna taty piecze LEPSZEGO czekoladowca niż ja -ucieszyłam się i jeszcze poprosiłam o przepis.
      • sonia_30 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 13:53
        "Poradzić mogę tylko jedno: walcz jej bronią. Bądź dobrą ciocią dla jego i jej dzieci".

        Pomijając fakt że ex Bozki może się na dziecko z nową panią nie zdecydować, jakoś nie widzę uzasadnienia dla którego Bozka miałaby mieć kontakt z dzieckiem jego i next, a tym samym mieć okazję do bycia dobrą ciocią.
    • z_mazur Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 14:12
      Robisz z igły widły. Moja córka od paru lat mieszka ze swoją matką i jej aktualnym partnerem i jakoś nie czuję, że miałbym utracić z nią kontakt i przestać być jej ojcem.
      Dodam, że kontakt bezpośredni mamy ostatnio dość rzadko, bo córka właśnie kończy 18 lat i jest dosyć zabieganą nastolatką, więc nie zawsze ma czas na spotkania z ojcem. Nijak się to ma jednak do naszych relacji, które są bliskie i serdeczne.

      Ciekawe, czy o chłopaków swoich córek też jesteś zazdrosna?
      • bozka45 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 16:27
        Dziękuję jeszcze raz za odpowiedzi. Chciałabym być bardziej stabilna i emocjonalnie zdystansowana do EX i jego kochanki, a obecnej partnerki, w przyszłości - zony. Tylko nie jestem na dziś!
        Zazdroszczę cholernie wszystkim, którym lekko przychodzi zdobienie "phii", olanie tego, co było...
        We mnie ból wypala się powoli i nijak nie mogę tego przyspieszyć lub przerwać. Jakbym nie była panią samej siebie. Wielomiesięczna terapia, psychoterapia grupowa, książki poszerzające świadomość. Na rozum jestem mądra, że hoho, a na emocje i uczucia - bezradne dziecko.
        Czuje, że byłoby łatwiej, gdybyśmy wyczyścili relację, porozmawiali z mężem ... Bezsutecznie o to zabiegałam. On oszalał z nienawiści do mnie, choć to ja zostałam zdradzona, oszukana, zostawiona w chorobie sama na spalonym polu... I ja i dziewczyny były wyzywane od najgorszych przez jego ojca - alkoholika.
        Nie mam zgody, aby to, co niezasłużenie nam zgotowano ot tak zmieniło sie w ciepłe relacje. Prosiłam exa, aby nie zapominał o dzieciach, im przypominam o jego urodzinach i imieninach o telefonach w świeta. Przed 2 laty tonizowałam je, mówiąc, że przez lata był dobrym ojcem, który siedział po nocach w szpitalu, który zbudował dom dla naszej byłej rodziny... Mówiłam, że się pogubił, że nic nie jest wyłącznie białe i czarne, że warto, aby pozwoliły mu czynic dobro.... I co się teraz ze mną dzieje???????
        Długo czekałam, a gdy to dobro przyszło: gul mi staje! Jestem pełna mocnych uczuć. Znów. W gardle mam gorzkie słowa prawdy, opowieść o cierpieniu mojej młodszej córki. Gdy czyta się jej wiersze, to ma się wrażenie, że to słowa dorosłej mocno doświadczonej kobiety.
        • kalpa Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 19:47
          Bożka, dużo zalezy od tego, jakie było rozstanie. Myślę, że im gorsze razy i cięgi towarzyszyły rozstaniu, tym jest trudniej.
          Wiele wycierpałas, nie dziwie sie, że masz ich dosyć. Ale mimo to nadal uważam, ze lepiej żeby twoje dziewczyny miały dobrre stosunki z nexią. W zyciu bywa róznie...
          mialam 14 lat jak niespodziewanie strsaciłam mame- z dnia na dzień zostalam sama. I co? do siebie zabrała mnie żona mojego tay- pierwsza zorganizowała dla mnie pomoc. I była dobra. mam dla niej wiele wdzięczności , bo pomogła mi sie pozzbierać, dbała o mnie. Zaskakujace może, ale tak wlasnie było...
          • armia55 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 21:20


            >W zyciu bywa ró znie...
            > mialam 14 lat jak niespodziewanie strsaciłam mame- z dnia na dzień zostalam sa
            > ma. I co? do siebie zabrała mnie żona mojego tay- pierwsza zorganizowała dla mn
            > ie pomoc. I była dobra. mam dla niej wiele wdzięczności , bo pomogła mi sie poz
            > zbierać, dbała o mnie. Zaskakujace może, ale tak wlasnie było...

            Niepodoba mi sie to co napisałaś .
            To chyba nie jest najlepszy czas na takie teksty do autorki ..
            • ichi51e Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 05.12.10, 12:05
              no pewnie - lepiej miec nadzieje ze nasze dzieci po smierci beda koczowac kolo grobu placzac a jeszcze lepiej popelnia harakiri z rozpaczy.
              Mamajest tylko jedna, nie zgadzam sie ze zawsze sie ja kocha (to roznie bywa) bo to mama. jest i tyle i nikt inny nia nie bedzie. Czy twoje corki moga bardziej lubic nexie od ciebie? teoretycznie tak, tak samo jak moga bardziej lubic swoja kolezanke, sasiadke z bloku. Musisz sie pogodzic z tym ze nie bedziesz calezycie najwazniejsza osoba w ich zyciu - zakochaja sie beda miec przeciez kiedys wlasne rodziny - to w niczym nie umniejsza ich milosci do ciebie.
              A okazywanie im swojej niecheci do obecnej to tylko wywieranie na nich presji. Ty mozesz jej sobie nienawidzic ile chcesz - w koncu nie musisz sie z nia spotykac. Ale one MUSZA jesli chca sie spotykac z ojcem. Wyobraz sobie ze przychodza i sa dla niej chamskie... albo ze ona jest chamska dla nich... tak sie zyc nie da. Rozumiem twoj bol i poczucie zdrady - bo chyba w sumie o to chodzi, ze powinny "byc po twojej stronie" ale los je postawil w srodku i one nie moga sie jednoznacznie opowiedziec za toba!
        • armia55 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 21:29
          bozka45 napisała:

          > Chciałabym być bardziej stabilna i emocjona
          > lnie zdystansowana do EX i jego kochanki, a obecnej partnerki, w przyszłości -
          > zony. Tylko nie jestem na dziś!

          Nie musisz.
          Na dzis jest tak jak jest i nie ma co sie popychac do przodu.




          • nutrisse Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 30.11.10, 22:55
            Bozka, wiem jak jest Ci ciężko, pamiętam jak mojej mamie było ciężko..
            moja mama też była taka zazdrosna, ale uwierz mi, że nie miała żadnego powodu. Przecież nagle nie zostanie moją mamą nowa żona taty, bez przesady wink
            Wydaje mi sie, ze jestes po prostu zraniona i nie do konca wyleczylas sie z tej milosci, no rozumiem, ciezko po tylu latach.

            Moja mama poznala faceta, teraz juz swojego meza, mam z nim dobry kontakt, zreszta z zona ojca tez mam bardzo dobry kontakt - dzwonimy do siebie, widujemy sie, zostawiam z nia naszego synka, uwazam ją za moja rodzine i meza mamy rowniez. A co najsmieszniejsze to teraz jak z ojcem rozmawiam to zazdrosny mowi "O i fajnie bylo u ojczyma na imieninach?tongue_out"

            Sama teraz jestem macocha i naprawde nie mam potrzeby odbierania Ex mojego meza synka, tymbardziej, ze mamy swoje dziecko. Lubimy sie, spedzamy razem fajnie czas, ale gdy rozmawia moj maz z nim przez tel. to ja sie nie odzywam, pomimo tego, ze nie bylam przyczyna rozpadu malzenstwa, wiem, ze byla zona moglaby byc zazdrosna i moglaby zaczac nastawiac mlodego przeciwko mnie, a tego nie chce. No coz. Ciezko jest.

            Powinnas pogodzic sie z tym, ze ten zwiazek sie skonczyl i zaczac zyc!


            • bozka45 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 01.12.10, 09:24
              Dzięki za posty. Dość mam tego rozdarcia, a czas biegnie tak wolno... Wydaje mi się, że wszyscy się jakoś poogarniali, tylko ja taka sierota. I na to tez zgody nie mam. I wiem, że mąż wszystko będzie naginał do swojej wygody, bo tak mu się porobiło...
              Ale jest ze mną lepiej, coraz lepiej... Źródłem mojej zazdrości jest to, że istotnie nie pożegnałam marzenia o szczęśliwej rodzinie. Tej tzw. rekonstruowanej jakoś nie czuję... Mam wrażenie, że to coś "zamiast".
              Nic nie będzie już tak proste jak było... choć to sielanką trudno nazwać. Och, zycie!
        • adaria38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 01.12.10, 11:28
          > płe relacje. Prosiłam exa, aby nie zapominał o dzieciach, im przypominam o jego
          > urodzinach i imieninach o telefonach w świeta. Przed 2 laty tonizowałam je, mó
          > wiąc, że przez lata był dobrym ojcem, który siedział po nocach w szpitalu, któr
          > y zbudował dom dla naszej byłej rodziny... Mówiłam, że się pogubił, że nic nie
          > jest wyłącznie białe i czarne, że warto, aby pozwoliły mu czynic dobro.... I co
          > się teraz ze mną dzieje???????

          A może Ty zwyczajnie niepotrzebnie robiłaś dobrą minę do złej gry, zamiast się wtedy wykrzyczeć, wyzlościć, wyrzygać złe emocje i brud zdrady i nieudanego związku i oszustw,
          to naciągałaś i zakłamywałaś rzeczywistość by ładniej wyglądała i by też samej sobie wydać się szlachetną i bohaterską?
          Masz prawo do złych uczuć. One, nazbierane przez lata wydarzeń, utkwiły w Tobie i teraz się pchają na zewnątrz nie uwolnione wcześniej. Jeśli ex zachowuje się źle w stosunku do Ciebie to nazwij to po imieniu. Nie zabiegaj o kontakty z kimś kto Cię źle traktuje bo to masochizm. Można robić dobrą minę do złej gry,ale jak długo, kiedyś się pęka, gdy ma się słabszy okres i trudno to poczucie wewnętrznego syfu, brudu kłamstw, niedocenienia, krzywdy,..opanować w ryzach.
          Ojciec alkoholik powinien być nazwany alkoholikiem i potraktowany twardo, zostawienie Cię w chorobie i zdrada to dokładnie jest zostawienie Cię w chorobie i zdrada a nie "pogubienie się" porządnego exa.
          Zdejm z siebie "obowiązek" dbania o dobre relacje dzieci z ojcem, niech sami sobie relacje wzajemne wypracują. Zdejm z siebie obowiązek proszenia go o pamiętanie o dzieciach, chęć "rozmowy z nim po której wszystko by było lepiej", chęć śledzenia ich życia, tą funkcję nadzorczą i tworzącą ułudę dalszej waszej wspólnoty pomimo jego odejścia- niech ojciec sam się stara by jakieś kontakty mieć. Ty zajmij się swoim życiem i nie pozwól mu więcej się źle traktować. Wymagaj od niego dobrego traktowania Cię, albo pokazuj drzwi, i rób to sama słowem i gestem a nie pośrednio rękami córek.
          Chyba dociera do Ciebie teraz, gdy emocje ostygły po wielu miesiącach, że już was nic nie łączy i z opóźnieniem pojawia się poczucie bycia naprawdę samej, naprawdę opuszczonej przez męża, pojawia się wściekłość na kochankę, teraz za jej kontakty z dziećmi(a na męża??) - > współuzależnienie nasuwa Ci myśli o kochance, bo to ostatni łącznik na którym jeszcze rosnąć mogą Twoje emocje łączące Cię ze starym życiem i starym układem.. i mocno odczuwasz teraz poczucie utraty.
          Odpuść im. Przypuszczam, że nie "wyczyścicie" relacji jeśli ex nie chce, zresztą...to Twoje życzeniowe myślenie, pragnienie by ex był dla Ciebie nadal miły a nie wredny.
          I musisz się nauczyć, że nie wszystko można wyczyścić, z wieloma rzeczami wystarczy się pogodzić, że się nie zmienią. Niektórzy są podli, robią innym źle i wcale nie żałują, bo dla nich te dzialania przynoszą zyski. I żadna rozmowa nie zmieni ich świadomości, bo mają inną moralność, inne zasady, inne granice. Dla Ciebie, wystarczy, byś zbudowała swoje granice takie- w których będziesz się dobrze czuła i spokojnie w nich poruszała, umiała ich obronić i nie pozwolisz ich deptać innym. Wtedy żadna, piąta czy dziesiąta żona exa nie jest w stanie naruszyć Twojego poczucia własnej wartości bo jest Ci obojętny jej inny świat.
          Rozejrzyj się wokoło, za swoim nowym życiem, zajmij się czymś intensywnie, wychodź do ludzi, poznawaj nowych ludzi, zacznij żyć przyszłością a nie przeszłością i kochaj siebie.
          A dzieciom nie narzucaj co mają czuć, ale też nazywaj rzeczy wobec nich spokojnie i po imieniu, podłość to podłość, zdrada to zdrada. Lepiej chyba powiedzieć "ja tej kochanki nie lubię bo wg mnie zrobiła mi świństwo razem z waszym ojcem ktory zrobił jeszcze większe świństwo, ale to moje uczucia, a wy sobie układajcie relacje z nią tak jak chcecie, może dla was będzie się starała być lepsza niż dla mnie bo to inne relacje", lub coś w tym rodzaju, niż wpajac dzieciom, że ojciec jest super tylko zagubiony a z kochanką nie wolno się kontaktować bo to zdzira i mama będzie płakać jak odpiszą na smsa...
          Wyznacz swoje granice, nie musisz się "podkładać" innym i spełniać ich potrzeby ale też i nie trać sił na konkurowanie z kochanką i na porównywanie się z nią, to nie jest potrzebne a zabiera Ci energię.
          • bozka45 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 01.12.10, 12:00
            Adaria38!

            Wspaniale mnie rozgryzłaś! Jakbyśmy znały się od lat lub były siostrami! Dziękuję za spojrzenie z boku. Trafne.
            Czuję potrzebę wyznaczenia wokół siebie dużej sfery bezpieczeństwa. Zawsze potrzebowałam silnych i jasnych granic. Taki mam wrodzony styl. ale on nie ułatwia życia, bo wiele osób woli zacierane granice, niedopowiedzenia. Córki negacją reagują na moje konsekwentne oczekiwania i czymś obcym jest dla nich, gdy oczekuję zdrowej troski, współdziałania i współodpowiedzialności za porządek w domu...

            Wiele w mojej postawie ze współuzaleznienia. Potrzeba kontroli innych jest trudna do przepracowania i wciąż wyłazi... Boli mnie, nie mam wpływu na to jak ułoży się miedzy ex a córkami. Starsza ma ciągoty do konformizmu... Młodsza powiedziała: Mamo nam będzie łatwiej, jak będziemy miały z "nią" poprawne relacje.
            A we mnie nie ma zgody na amerykański styl i to jest bardzo silne... I rozum, racjonalnosć nie ucisza emocji i kotłuje się we mnie...
            Nie wkładać energii w naprawę relacji miedzy córkami a ojcem. Gdy odszedł w amoku i zył jak upiór - kontaktu prawie nie było. Zawalczyłam o wakacje, choć mówił że nie ma możliwości i po 2 tyg. razem - córka jest bliższa jemu. choć na krótko miała poczucie, że jest ważna w jego nowym życiu. Mimo ogromnego wysiłku energetyczno - emocjonalnego zrobiłabym to po raz drugi. Dziewczyny innego ojca nie mają.
            • adaria38 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 01.12.10, 13:15
              Ale Ty wiesz, że gdyby teraz Twoją głowę zaprzątywał inny mężczyzna albo współorganizowany właśnie Twój życiowy plan wyjazdu do Tybetu, albo kolejna imprezka u fajnych znajomych - to zachowanie kochanki i exa by spowodowało co najwyżej Twoje wzruszenie ramion i pokiwanie z politowaniem głową? oraz rzeczową kalkulację, czy-jesli dzieci ich oboje lubią- to by im dzieci na tydzień nie podrzucić byś miała czas dla siebie na wyjazd?

              Pora odpiąć się od nich. Pora na naprawdę Twoje życie.
              Gdy zaczniesz realizować własne pragnienia, znajdziesz nowy cel w życiu, wypełnisz swoje życie sobą a nie nadzorem nad innymi(=ucieczka od siebie) to znajdziesz właściwy dystans.
              Granice tak, byle nie tak sztywne, że uniemożliwiające sobie samej spokojny byt, i byle nie "moje granice koniecznie mają mieć inni na ich podwórku bo ja inaczej się denerwuję"... bo tego nigdy nie będzie... Ludzie są różni, popełniają błędy, mówią różnymi językami, nie są idealni, nie są tacy jak my chcemy-to nie znaczy, że trzeba ich negować.
              Jedyne co możemy, to byc tolerancyjni do odmienności która nie jest szkodliwa, nie spinać się by "hurtem naprawiać świat" a wybierać sobie znajomych wg własnych kryteriów na swoim malym podwórku i na nim trzymać swój porządek, który mnie samej nie ogranicza...
              Córy dorosną i będą chciały żyć swoim życiem, wyjść z domu, wybierać po swojemu. Nie zawsze zgodnie z Twoimi oczekiwaniami i wyobrażeniami. Nie zabronisz im tego. Gdy zaczniesz zabraniać już dorosłym- to je stracisz i zranisz, je i siebie. A dla Ciebie samej będzie lepiej gdy wypowiadając swoje zdanie na dany temat pozwolisz im jednak podjąć inną decyzję. (nie dotyczy to sprzątania w Twoim domu wink )

              Jeśli kusi Cię, by myśleć o exie i kochance, by zastanawiac się po raz setny co i dlaczego robią i denerwować się że powinni inaczej, by załatwiać sprawy dorosłych córek za nie, by rozwiązywać kłopoty sąsiadek którym się nie chce.... to powtarzaj sobie, że czas tu jest krótki i teraz tylko masz czas dla siebie i obowiązek wobec siebie sobą się zająć. Próbuj, szukaj czegoś co będzie Twoim nowym niezależnym od innych życiem, jako pełnej osoby, nie tylko matki dzieci(czyjej?) czy żony męża(czyjej?). Bądź "własna" i stwórz swój indywidualny świat wrażeń, wypełniony nowymi postaciami, zainteresowaniami innymi niż bycie wychowawcą córek czy nadzorcą męża..

              Moja 70letnia znajoma ma żal do swoich doroslych dzieci, że.... utrzymują przyzwoite stosunki z jej bratem, z ktorym się ona przed laty mocno kłóciła.... Chciałaby, żeby kolejne pokolenia rodziny kultywowały nienawiść do rodziny jej brata, dlatego, że sama w odpowiednim czasie nie rozliczyła się ze swoimi emocjami i nagromadziła do niego nienawiść oraz nie cierpiała z wzajemnością pazernej bratowej. Złe emocje ich zżerają wzajemnie, nie przynosząc nic dobrego, zatruwając stosunki z dziećmi, kontakty towarzyskie i własne emocje. Wdziałam je ostatnio obie 1.listopada nad wspólnymi grobami przodków. Obie tak podobne do siebie. Obie stare, zmęczone życiem, schorowane i.... z zapiekłą niechęcią do siebie powodującą, że omijają się dużym łukiem na ulicy albo odwracają głowę. Ich wlasne ograniczenia emocjonalne nie pozwalają odpuścić drugiej osobie win sprzed wielu wielu lat by móc się cieszyć życiem...wolą się trzymać tych złych uczuć na siłę, wybrały bycie "ofiarą". To był przeraźliwie smutny obrazek ludzi którzy chcą kultywować złe emocje i nie umieją wybaczać ani odpuszczać. Nikt już nie pamięta o co im poszło, ale za wszelką cenę obie chcą przekazać dzieciom i wnukom kod nienawiści do drugiej gałęzi rodziny. Czy daje komuś to coś dobrego? Nie.
              Nie pozwól sobie, żeby to zło zostało w Tobie, niech się przeleje i odejdzie. Zajmij się nowym życiem, zbuduj go, na to potrzebujesz sił, więc kreuj myślenie w nowym kierunku już teraz.
              • vfib Punkt widzenia córki... 04.12.10, 21:37
                Ja chciałabym coś dodać z punktu widzenia córki rozwiedzionych rodziców. Gdy się rozwodzili byłyśmy z siostrą w podobnym wieku, jak Twoje córki. Sytuacja była dość podobna. Upłynęło wiele lat, sama już jestem mamą. Z moją macochą jestem w przyjaznych, miłych stosunkach-nie jest to klisza z "amerykańskich filmów" smile)), ale ją lubię, fajnie mi się z nią rozmawia, czasem opiekuje się moimi maluchami. Moja siostra też ją lubi. To nijak nie zmieniło relacji z mamą. Chociaż na początku bywało różnie. Ale przede wszystkim ojciec chciał ciągle mieć kontakt z nami, a my z nim. Macocha też chciała mieć z nami jakiś kontakt-nie narzucała się, ale zapraszała, starała się. Dziś jestem jej za to wdzięczna. Nie widzę tego jako próby uwalniania się od poczucia winy, "podkradania" córek, tylko jako próbę wspierania ojca w tym, żeby na tyle ile to możliwe był w naszym życiu. Dla mnie ten rozwód był jak cios obuchem, byłam w końcu w wieku burzy i naporu z własnymi nastoletnimi problemami i świadomość tego, że ojciec rozwiódł się z mamą, ale nie z nami była czymś bardzo ważnym. Moja mama nie lubiła tych kontaktów i wizyt. Ja to rozumiałam, ale mam też do niej trochę żalu. Nie dała mi szansy wyjaśnić, że to nie jest tak, że ja nagle będę miała drugą "mamusię" tylko po prostu kocham mojego ojca. I potrzebuję z nim kontaktu. A że jest przy nim kobieta, która na mnie nie patrzy z nienawiścią w oku, to tylko z mojego punktu widzenia dobrze. Bo w końcu rozwód moich rodziców to była ich dorosła decyzja. Mnie o zdanie nie pytali. A skoro nie pytali to na litość niech się nie dziwią, że ja chciałam to sobie poukładać.
                Przepraszam za długi i trochę chaotyczny wywód, ale pomyślałam, że może Twoje córki myślą i czują podobnie i warto spojrzeć na sprawę także z ich punktu widzenia. I nie bój się, nie wierzę, żeby dały się "ukraść". Nawet jeśli to Ty pilnujesz odrobionych lekcji, zdanych egzaminów, posprzątania pokoju czy jakkolwiek. A może właśnie dlatego smile
                Pozdrawiam
    • racheela Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 04.12.10, 21:30
      dla Ciebie zabrzmi to jak paradoks, ale masz bardzo dobrze wychowane córki. I mimo, iż rozumiem, ze Ci ciężko......gratulujęsmile
    • tangerka przesadzasz 04.12.10, 23:28
      czy wolałabyś, aby twoje córki miały otwartą wojnę z tą panią, z ojcem widywały się tylko poza domem a ona jeszcze ustawiała go przeciwko nim i tobie? bo taka jest zazwyczaj alternatywa - albo miłe, słodkie i niekonfliktowe współistnienie i nierozdrapywanie ran przeszłości albo wykopanie topora wojennego i najeżdżanie na siebie zbrojnie aż po obu stronach poleje się krew i popłyną łzy. wiele porzuconych kobiet wybiera tą drugą opcję z czystej zemsty na partnerze i wykorzystuje dzieci do rozwalania od środka nowego związku ojca, ba - często dzieci same z siebie to robią, bo nie akceptują nowej sytuacji i walczą z tą "obcą" panią, która zajęła miejsce matki, ale na takiej sytuacji obie strony tylko tracą. dzieci tracą dobry kontakt z ojcem, bo ta obca też się zaczyna odgrywać, manipulować, spiskować przeciw dzieciom i ich matce, wyolbrzymia problemy, szuka urojonych win, piętrzy przeszkody w kontaktach a ojcowie często temu ulegają, ostatecznie nowa dupa, dla której zostawili rodzinę, potrafi być dla niego przekonująca, prawda? tracisz ty, bo zamiast mieć wsparcie w ex i jego nowym domu zyskujesz wroga, z którym i tak musisz żyć, kontaktować się, który nie rozpłynie się w powietrzu, a jak nawet się rozpłynie, to pewnie znajdzie się nowy, kto wie czy nie gorszy? traci ojciec dzieci, bo staje się obiektem walki dwóch kobiet, więc obrywa rykoszetem i z jednej i z drugiej strony i często miota się w tej sytuacji popełniając wiele błędów wobec dzieci, których normalnie by nie popełnił. Dla wszystkich jest po prostu lepiej kiedy panuje nawet udawana zgoda niż otwarta niechęć a próba szukania porozumienia ze strony next jest lepsza niż obojętność, wrogość, izolacja. Rozumiem, że dla ciebie to trudne widzieć jak kobieta, która zabrała ci męża szczebiocze radośnie z twoimi córkami, ale zracjonalizuj to - bo dla nich to cenne, zyskują jeszcze jedną życzliwą im osobę zamiast wroga, nawet jeżeli to jest tylko pozorne, naskórkowe, może z czasem będzie bardziej szczere? Ty nie musisz się z nią przyjaźnić, a nawet kontaktować, skoro cię to boli, ale nie zabraniaj dzieciom i nie wysyłaj w ich stronę komunikatu: ja jej nienawidzę, wy też musicie. Pozwól im na stworzenie własnej relacji, a nie obciążaj ich swoją, może uda im się polubić, może nie, ale to wyjdzie od nich a nie będzie narzucone przez ciebie. Twoje obawy o "uwiedzenie" córek są mocno przesadzone - ona prawdopodobnie wolałaby aby ich wogóle nie było, aby znikły z ich życia, a jeżeli się dla nich stara, to tylko dlatego że chce tego ich ojciec a jej partner - dla niego to robi, nie dla nich. I zawsze będzie tą "trzecią", kobietą, która odebrała ojca matce, nawet wtedy, gdy będą lubiły przebywać w jej towarzystwie, bo okaże się sympatyczna, takich rzeczy się raczej nie zapomina, ale też nie muszą one być rozdrapywane przy każdej wizycie, prawda?
      • iaguasu Re: przesadzasz 05.12.10, 01:10
        łatwo powiedzieć, trudniej wykonać ...
        ogólnie masz rację, dla dobra dzieci dorośli powinni zakopywać topór wojenny i stwarzać pozory dobrych kontaktów, bo zawsze jest lepiej gdy jest zachowany kontakt ojca (nawet złego) z dziećmi niż gdy go nie ma w ogóle ...
        ale uważam, że masz prawo do własnych emocji, do nazywania rzeczy po imieniu i nie udawania, że ex i next są twoimi przyjaciółmi, że tak naprawdę nic się nie stało, że żyjemy sobie jak jedna wielka rodzina i będziemy się nawzajem zapraszać na święta! jeżeli zostałaś przez nich skrzywdzona, to nazywaj to po imieniu, jeżeli kontakty z nimi cię bolą, to ich nie utrzymuj, jeżeli uważasz ich za szubrawców i szkodników to nie wahaj się tak głośno powiedzieć! jestem przeciw zamiataniu pod dywan prawdziwych emocji i zastępowanie ich udawaną przyjaźnią, bo to chore, ból i krzywdę trzeba nazywać bólem i krzywdą i masz prawo mówić o tym do swoich córek! nie oznacza to, że one muszą razem z tobą nienawidzić swego ojca i next, że mają zrywać z nimi kontakty, ale powinny mieć świadomość kto w tym układzie jest po stronie aniołów a kto był z piekła rodem - takie jest moje zdanie.
    • urszak Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 04.12.10, 23:28
      smieszne ze watek sie znalazl na glownej.
      Ja mam wlasnie dokladnie dowrotny problem, corki mojego partnera, sztuk dwie, lepia sie do mnie i srednio mi to odpowiada. Pewnie ze wzieam chlopa z dobrodziejstwem inwentarza, ale dwojka przedszkolnych dzieci to za duzo szczescia. A eksa mojego M, prawie juz formalnie eksa, sie gryzie w jezyk bo chodzi jej o kase. To znaczy, utopila by mnie w lyzeczce wody, ale sie boi ze $$ nie dostanie jak sie moj M wkurzy.
      Do autorki watku: ciesz sie ze sie baba chce zajac Twoimi dziecmi, wez wolne.
      • malgolkab Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 06.12.10, 10:17
        urszak napisała:

        > smieszne ze watek sie znalazl na glownej.
        > Ja mam wlasnie dokladnie dowrotny problem, corki mojego partnera, sztuk dwie, l
        > epia sie do mnie i srednio mi to odpowiada. Pewnie ze wzieam chlopa z dobrodzie
        > jstwem inwentarza, ale dwojka przedszkolnych dzieci to za duzo szczescia.
        to co, nie było w zasięgu kogoś bez dzieci lub tylko z 1 (skoro 2 Cię przerasta) czy tylko ten Cię chciał?wink) jak ci średnio odpowiada to sobie zmień chłopa- proste.
    • golfstrom Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 05.12.10, 00:44
      A co robisz dla siebie? Masz jakies hobby? Spiewasz? Filmy ogladasz? Rysujesz?
      Bo ja doskonale rozumiem, ze po takim sponiewieraniu czlowiek sie dlugo zbiera a nieufnosci pozbyc sie nie da. Ale on juz odszedl, juz nie wroci.To jest wylacznie ojciec Twoich dzieci. Zaden eks, byly czy pies.
      Nie musisz go kochac, nie musisz go lubic. Musisz sie jedynie pogodzic z jego istnieniem.

      Przestan zyc JEGO zyciem, przestan mu przypominac o urodzinach i swietach (przeciez nie jestes ani jego zona, ani matka), przestan sie interesowac tym, czy on zaluje. Przestan o sobie caly czas myslec w kategorii "byla zona".

      Zamiast poswiecac czas na fantazje o czyms, co sie nigdy nie wydarzy (skrucha ojca Twoich dzieci), spedz ten czas z corkami na czyms przyjemnym. Bedziesz miec pewnosc, ze slowo "mama" nie bedzie im sie kojarzyc wylacznie ze sprzataniem.
      • kinkygirl Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 05.12.10, 06:01
        tyle juz tu bylo rozsadnych wypowiedzi, ze nie sposob nic dodac.
        reasumujac:
        1) moglo byc 1000 razy gorzej - wojna podjazdowa, odciecie kontaktow...
        2) twoja relacja z dziecmi, to nie jest jedyna relacja w ich zyciu - musisz pogodzic sie z tym, ze sa tez inne, w tym relacja z kobieta, ktora jest partnerka twojego bylego meza, ktora prawdopodobnie po prostu stara sie wpasowac w zycie swojego mezczyzny i wcale jej specjalnie nie interesuja czyjes dzieci...
        3) nie ma powrotu do przeszlosci - zyj swoim zyciem
        4) daj swoim corkom cos ponad wizyt u dentysty i poganiania do sprzatania
        • basia8.93 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 05.12.10, 09:44
          >moglo byc 1000 razy gorzej - wojna podjazdowa, odciecie kontaktow...
          z Pania- ok, a nawet dobrze, a Tata odpowiada za siebie. dlaczego wciąż traktujemy mężczyzn jak sterowalne kukły?
          • zolza38 Dlaczego kukłą? 06.12.10, 11:27
            Skoro pan w nowym związku ma:
            - ładniejszą i milszą panią,
            - panią lepiej zarabiającą od tej dawnej żony,
            - miłą atmosferę w dostatnim domu,
            - posprzątane, pysznie ugotowane, podane pod nos,
            - uprane, wykrochmalone, uprasowane, podsunięte pod nos,
            - wyczyszczone, wypucowane buty,
            - zero obowiązków domowych,
            - zero wyrzutów, że znów się zasiedział w klubie z kolegami,
            - zero wyrzutów, że znowu eksia podała go o podwyższenie alimentów,
            - zero wyrzutów, że za mało zarabia,
            - zero problemów z dziećmi nowej pani i ich alimentami (bo pani nie ma dzieci).
            Ale za to pan ma:
            - wyluzowaną pracę, super garderobę, wczasy, fryzjera, możliwość realizowania swoich zainteresowań. Krótko mówiąc. Kiedy pan ma wygodne i dostanie życie, to DLACZEGO ma to WSZYSTKO ryzykować z powodu kaprysów lub rozchwiania emocjonalnego swojej byłej żony?!

            Ależ pan ZAWSZE wybierze swoje nowe, wygodne życie.
            I zadba o to, aby żadne fochy byłej rodziny nie odebrały mu tego, co sobie właśnie zdobył!
            Pan nie jest sterowalną kukłą, pan ma nieźle rozwinięty instynkt zachowawczy smile
            Na szczęście dla pana smile
            • malgolkab Re: Dlaczego kukłą? 06.12.10, 11:43
              zolza38 napisała:

              > Skoro pan w nowym związku ma:
              > - ładniejszą i milszą panią,
              to akurat kwestia gustu chybasmile
              > - panią lepiej zarabiającą od tej dawnej żony,
              > - miłą atmosferę w dostatnim domu,
              > - posprzątane, pysznie ugotowane, podane pod nos,
              > - uprane, wykrochmalone, uprasowane, podsunięte pod nos,
              > - wyczyszczone, wypucowane buty,
              > - zero obowiązków domowych,
              > - zero wyrzutów, że znów się zasiedział w klubie z kolegami,
              > - zero wyrzutów, że znowu eksia podała go o podwyższenie alimentów,
              > - zero wyrzutów, że za mało zarabia,
              > - zero problemów z dziećmi nowej pani i ich alimentami (bo pani nie ma dzieci).
              to z tego wynika, że Pan ma służącą, a nie żonęsmile ale może Pani tak lubi... czyli podsumowując- Pan nie robi w domu nic, a Pani wszystko plus jeszcze pracuje i super zarabia? a, chyba, że mają gosposię...
              > Ależ pan ZAWSZE wybierze swoje nowe, wygodne życie.
              > I zadba o to, aby żadne fochy byłej rodziny nie odebrały mu tego, co sobie właś
              > nie zdobył!
              a kto to jest była rodzina? dzieci też są byłe (ex dzieci?)?
              • zolza38 Re: Dlaczego kukłą? 06.12.10, 13:14
                Była rodzina to była żona, rodzeństwo i rodzice byłej żony, jej krewni oraz kuzyni.
                Byłe dzieci?!
                A co to takiego?!
    • alinawk Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 06.12.10, 12:55
      Ja się przyznam, ze w ogóle tego nie rozumiem. Jak można utrzymywać przyjazne stosunki z kimś, kto skrzywdził najbliższą nam osobę? Pod tym pojeciem rozumiem ojca, mamę, swoje dzieci. Nie jestem sobie w stanie wyobrazić, że ktoś np. krzywdzi moje dziecko, ja patrzę spokojnie na rozpacz i łzy mojego dziecka, a potem utrzymuję z krzywdzicielem przyjazne stosunki. No nie mieści mi się to w głowie.

      Gdyby mój ojciec wdał się w romans i opuścił moją mamę, ja bym patrzyła na jej rozpacz z tego powodu, to babsko by sie stało z automatu moim wrogiem numer jeden. Ojcu moze bym z czasem wybaczyła, bo to ojciec, ale obcej babie która się wdarła z buciorami w życie naszej rodziny nigdy.
      • fikcyjne-konto Krzywda - z dystansu 06.12.10, 13:29
        Małżeństwo, dzieci. Żona rządzi w domu, wydaje rozkazy i decyduje autorytatywnie co jest dobre i złe, wywiera presję awanturami od progu, albo emocjonalnym szantażem i stawianiem się w pozycji ofiary nieudanego męża "taka jestem nieszczęśliwa przez ciebie! patrzcie dzieci mamusia płacze przez ojca!", albo wiecznie sfrustrowaną miną i wypominkami co znowu źle mąż zrobił. Więzi słabną. Mąż mając wracać do domu gdzie w progu wita go zrzędząca albo wiecznie skrzywiona żona znajduje sobie odskocznię. I oto inna kobieta go akceptuje, nie wrzeszczy na niego, nie wytyka ciągle błędów, chce go całego mimo jego wad i zobowiązań i potrafi się do niego uśmiechać. Zdradza, odchodzi, rozwodzi się.
        żona zostaje w poczuciu skrzywdzenia. Ale czy słusznie uważa się za osobę skrzywdzoną przez męża? Ćzy sama wcześniej nie krzywdziła siebie wieczną złością i zgorzknieniem, brakiem pracy nad związkiem by bliskość z mężem nie zaniknęła, czy nie krzywdziła męża odpychaniem go i krytyką, czy nie krzywdziła dzieci pokazywaniem im związku bez ciepła i czułości wzajemnej małżonków?
        Czy nie skrzywdziła siebie wyborem roli "gosposi i zarządcy" rezygnując z bycia partnerem dla współmałżonka?
        Gdyby przez lata starała się być partnerem i posiadła komunikację z mężem, teraz by była silna i świadoma ewoluowania tego związku. I nie żałowała by tego, co już niewiele warte było od dawna. Nie szukała innych winnych kochanek, bo widziala by swoją współodpowiedzialność za swoje życie i swój związek i swoje wybory życiowych ról.

        Gdzie jest krzywda, kto kogo skrzywdził, jeśli się głębiej zastanowić?
        • bszalacha Re: Krzywda - z dystansu 15.12.10, 01:53
          Nie filozofuj "FIKCYJNE-KONTO",bo aż zęby bolą!
          Jeśli matka taka niedobra,dlaczego ten ukochany tatuś nie zabrał córek do nowej mamusi?
          Każdy sąd gwarantuje dobro dzieciom,więc gdyby była nieodpowiednia,tatuś dostałby prawa.
          Ta niunia tatusiowa jest po prostu infantylna i bardzo,bardzo zepsuta. W dodatku pewnie bliższa wiekiem córkom,co dodtkowo świadczy o tatusiu-idiocie,którego honor córki próbują ratować wbrew własnym uczuciom.Pół biedy 21-latka,ale ta druga ma gwarantowane zaburzenie osobowości i serie w poradni zdrowia psychicznego.
          Nawet nie masz pojęcia,co ten idiota zrobił z psychiką dzieci.
          • fikcyjne-konto Re: Krzywda - z dystansu 15.12.10, 11:06
            A do cholery kto córki nauczył tej pozy ofiary, że teraz "ratują honor ojca wbrew własnym uczuciom"? Matki furiatki lub cierpiętnice, ojcowie jebaczkowie lub idioci - nie dający dzieciom prawa do posiadania zdania ani do posiadania odmiennych od dorosłych uczuć -
            - ktoś wam kazał płodzić dzieci z takim partnerem/ką , kodować maluchy domową patologią emocji a potem wisieć latami emocjonalnie na dzieciach sugestią "tak się dla was poświęcałam/em macie się odwdzięczać i być posłuszne!".
            Niedobrze się robi.
            Rodzic słaby psychicznie i emocjonalnie nie wychowa silnych dzieci. Najłatwiej jest całą winę za to co prezentuje dziecko zwalić na "tego drugiego złego" i umyć ręce z własnego udziału w ich wychowaniu.
      • jacek226315 Re: "Ta trzecia", nasze córki, moje emocje... 06.12.10, 15:56
        a gdyby twoja matka wdala sie w romans i opuscila twego ojca to co?
        To do "alinawk"
Pełna wersja