bozka45
29.11.10, 10:48
Wkurza mnie, gdy kobieta, która aktywnie przyczyniła się do rozpadu naszej rodziny, była kochanką mojego ex, jakby nigdy nic w miłym tonie utrzymuje kontakt telefoniczny i mailowy z córkami (14 i 21 lat). Wczoraj wysłała starszej życzenia ze zdaniem, "abyś była zawsze otoczona ludźmi, których kochasz". Farsa.
Łatwo słodzić na odległość. Ona gratuluje wszystkiego, pozdrawia przesyła papatki, trzyma kciuki i deklaruje, że "tata na pewno się ucieszy i będzie dumny". A we mnie... niepokój i lek rośnie. Skoro sprzątnęła mi męża, to może ujmie tez córki. Moja sytuacja jest inna. Ja jestem z nimi na co dzień, ja mobilizuję do sprzątania po sobie, do nauki, i jak to z nastolatkami bywa, daje odpór buntom, zaś starszej przypominam że dorosłość to branie na siebie odpowiedzialności i obowiązków. Bywa trudno.
Dla mnie czarny scenariusz to next przyjaciółka i powierniczka. Nie ufam ani jej ani ex. Aby uporać się z wyrzutami sumienia uczynili w swoich głowach ze mnie potwora. Czuje się jakby znaczna część świata była przeciwko mnie. Bezpieczniej czułabym sie, gdyby dziewczyny nie miały z nią kontaktów, ale one mówią, że to ona delikatnie, ale skutecznie, krok za krokiem się do nich zbliża. - Nie umiemy być dla niej niesympatyczne, skoro ona jest miła - mówią. Wiem, że jest im trudno. Kochają ojca i nie chcą przez to jemu sie narazić.
Tyle że ja jestem rozedrgana...
Proszę o rady...