Wyjazd z dziećmi do USA

03.12.10, 13:34
Witajcie!
Narazzie chciałam się teoretycznie zahaczyć w temacie, bo decyzji jeszce nie podjelam. Byc moze jest tutaj ktos kto bedzie mi umial podpowiedzieć w tej bardzo skomplikowanej dla mnie sytuacji.

Mam 28 lat, dwojke dzieci w wieku 3 i 5 lat. Obecnie jestem w trakcie rozwodu(czekam na pierwszy termin) z orzekaniem o winie męża. Chciałam ograniczyc mu prawa rodzicielskie jednak w pozwie narazie sie powstrzymałam przed tym, a mam spore dowody i powody by to uczynićuncertain

Do rzeczy:
Z mężem nie mieszkam rok. W tym okresie poznałam kogoś, mieszka jednak w USA, od 18 lat. Ma 35 lat, jest tam lekarzem. Byl tutaj w Polsce kilka miesiecy temu i wtedy wlasnie sie poznalismy, bliski znajomy znajomego. Od tego roku utrzymujemy codzienny kontakt, dzwoni, rozmawiamy a skypie, pomaga mi bardzooo. Powiedział mi, ze mnie kocha, ja tez czuje do niego bardzo pozytywne emocje. Na dzien dzisiejszy moge powiedziec, ze nie wyobrazams obie zycia bez niegosad.

Za dwa tygodnie jade do niego na tydzień(do Nowego Yorku), boję się tego zwiazku, nie chce cierpieć. On mi powiedział, ze chciałby mnie sciagnac z dziecmi do niego...Dla mnie to jakas abstrakcja, niepojeta abstrakcja. Nie wyobrazam sobie tego! Moj maz w ZYCIU sie na to nie zgodzi. To jest narazie gdybanie, prosze nie bierzcie na serio, ze juz postanowilam rzucac wszystko i jechac. Jednak chcialabym sie narazie od strony formalno-prawnej dowiedziec jakby to mialo wygladac. Chodzi oczywiscie o dzieci....
Ufff...

Moje zycie zwariowało, ale ciesze się, bo jestem szczesliwa ze ON jest w moim zyciu...sad
    • tricolour No i masz rację... 03.12.10, 14:09
      ... że gdy mąz sie nie zgodzi na wyjazd dzieci, to nie wyjadą.

      A gdy jakimś cudem dopniesz swego i wyjeziesz, to spodziewaj się (ja bym tak zrobił na miejscu ojca) finansowania podrózy ojca do dzieci. Skoro Twój wyjazd jest utrudnianiem kontaktów, to możesz oczekiwać, że będziesz płaciła za loty ojca do dzieci.

      Ale na razie nie myśl o tym, bo zaoceaniczne deklaracje faceta moge miec tylko wymiar jak z Tobą pójśc do łóżka i koniec. Nie istniej coś takiego jak miłośc przez skypa. Miłość to co innego...
      • tully.makker Re: No i masz rację... 03.12.10, 15:20
        to spodziewaj się (ja bym tak zr
        > obił na miejscu ojca) finansowania podrózy ojca do dzieci.

        Moze moglaby placic za podroze dieci do ojca, ale odwrotnie? raczje watpie.
        • elina82 Re: No i masz rację... 03.12.10, 15:56
          Oczywiscie,zebym oplacała podroze dzieci do ojca, nie utrudniałabym w zaden sposob tego. Nie bardzo rozumiem finansowanie wakacji mojemu mezowi w Stanach, bo tak to wyglądasmile
    • tully.makker Re: Wyjazd z dziećmi do USA 03.12.10, 14:09
      Ja bym radzila nie ekscytowac sie tak, nie znasz tego nowego faceta, nawet jak u niego pobedziesz tydzin, czy dwa, to wcale go nie poznasz. Masz male dzieci, za które jestes odpowiedzialna, masz tez świadomość, ze już raz dokonałaś zlego wyboru.

      Wciśnij hamulec i nie angazuj się tak, to moja rada.
      • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA 03.12.10, 14:30
        Macie rację, tak jak napisałam to jest dla mnie abstrakcja, zaskoczył mnie tą propozycją. Tricolour ja nie utrudniam ojcu kontaktów z dziećmi i ew. wyjazd rowniez nie byłby utrudnianiem konatktów. To ojciec jak dotąd nie wykazuje tejże checi do widywania sie z dziecmi, a mieszka 5 minut drogi samochodem, nie widział ich już 8 miesiecy, na moje prosby o widzenia sie z nimi odpowiada" nie mam przyjemnosci rozmawiania, ani widywania z sie z toba"(czyli ze mna). Za kilka lat gdy juz dzieci beda duze, on bedzie SUPER tatuś, a ja mamusia, która zabraniała, wychowywala, czasami krzyczała na dzieciuncertain To przeciez tak zawsze działa. Dodam,ze nie placi alimentow na mnie i na dzieci od miesięcy. Raz mnie moco uderzył w obecności dziecka, wybił mi szybe w samodchodzie etc., ale sprawy mu nie wytoczyłam, wlasnie przez wzglad na dzieci....
        `
        Ja zdaje sobie sprawę, ze ten moj "związek" z NIM jest nietypowy, ale jak w takim razie nazwac to uczucie, ktore czuje do niego. Mysle,ze to milosc. Tricolour on jest przystojnym, wyksztalconym mezczyzną, zamożnym, czy traciłby czas na rozwodke z dwoja dzieci na drugiej pokluli??...Nie wiem, nie wiem....Potzrebuje go, tyle jestem pewna...

        Uczuc nie da sie kontrolowac, przyhamować, a chciałabym, tak jak piszesz tully maker...

        Wiem...wizja wypadu za granice z dziecmi graniczy z cudemsmile

        Ale na ew. wakacje tam tez musze miec zgode męza, jak to wyglada WTEDY prawnie?

        • tully.makker Re: Wyjazd z dziećmi do USA 03.12.10, 15:19
          Uczuc nie da sie kontrolowac, przyhamować

          Moze gdy cos takiego napisal 3-latek, to bym sie zgodzila, ale u doroslej osoby takie podejscie, zgodzisz sie, jest nieco niepowazne. Bo wlasnie doroslosc miedzy innymi polega na tym, ze kontrolujemy - jesli nie uczucia, to zachowania tymi uczuciami motywowane.

          A co do ojca dzieci - zbieraj dowody, ze sie z nimi nie widuje, a sprawe alimentow oddaj do komornika. Moja kolezanka po kilku latach niewidywania sie ojca z dzieckiem uzyskala zgode sadu na wyjazd z malym do Kanady, teraz to juz stary kon (17 lat).
    • plujeczka Re: Wyjazd z dziećmi do USA 03.12.10, 15:25
      a jakie są relacje ojca z dzieci? piszesz ,że masz powody do ograniczenia praw rodzicielskch to dlazego tego nie zrobisz? wyjazd za ocean to niezbyt dobry pomysł tak naprade nie znasz tego człowieka ,na odległość wszystko wydaje się "bajką"ale codzienne zycie, wspólne finanse i pierwsze kłopoty czasami weryfikują negatywnie najwieksze uczucie. Co innego wyjazd na wakacje, urlop ale na stałe to naprawdę trudna i powazna decyzja. Juz raz dokonałaś niewłaściwego wyboru czy jestes pewna ,ze toi wybów na cale zycie? przez internet?===moim zdaniem to za wcze snie na taka dezycje, najpierw załatw sprawy z rozwodem i powiedz ojcu dziecka ,że masz zamiar wyjechac to w końcu tez jego dzieci czasami fakt ,ze matka ma niewlaście relacje z partnerem nie znaczy ,że dla dzieci ojciec jest mniej wazny.W ten sposób wyrugujesz exa na całe zycie bo raczej trudno uwierzyć ,ze bedzie przylatywał do dzieci, oskonale orientujesz się ,że to straszna odległość i koszty kogo jest na to stać?..troche pochopnie wyciagasz wnioski z tak świezej znajomosci, poczekaj i ostudź swoje zapedy, jesli faktycznie nowy partner cię kocha to pokonanie wszystkie trudnosci i te formalne równiez aby wyjechac a nie "uciekać"
      • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA 03.12.10, 16:04
        Relacje ojca z dziecmi sa njakie, pisałam,ze nie widzial sie z nimi 8 miesiecy. Wczesniejsze kontaktu rowniez były sporadyczne i bardzo ubogie. Widze jednak,ze starszy synek wie,ze ma tatę i serce sie kraja na ta jego nieczulosc, na ktora sobie pozwala w stosunku do nich. Odgrywa sie w ten sposob na mnie, ale komu najbardziej szkodzi???sad. Narazie nie ograniczylam mu praw, wlasnie ze wzgledu na dzieci, bo wiem, ze wtedy jeszce bardziej by sie "mscił" na mnie, a co za tym idzie na dzieciach poprzez olewanie ich calkowite. Mysle jednak,ze na to ni ejest nigdy za pozno i jak cierpliwosc sie skonczy to uczynię...

        Nie wiem czy pochopnie wyciagam wnioski, moze i tak...ale pisze o tym jak sie czuje i co czuję. Rozumiem,ze jestem dorosła i powinnam miec na uwadze przede wszystkim dzieci i tym sie wlasnie kieruje.

        Zaskoczyla mnie ta jego propozycja, ale to nie oznacza,ze musi to byc juz TERAZ! Moze to potrwac kilka lat, a jak Bog da, by nasza relacja sie dalej rozwijjala, to wtedy bede sie martwić. Na wakacje moge do niego jezdzic, kiedys z dziećmi,ale wiem, ze moj maz sie na to nigdy nie zgodzi....

        Więc tak czy siak, TO nie ma sensu:/...
        • yo-anna84 Re: Wyjazd z dziećmi do USA 03.12.10, 17:18
          Jeżeli sąd ustali, że dzieci mają być z Tobą, to ich każdoczesnym miejscem stałego pobytu, będzie stałe miejsce pobytu matki (Twoje). Mąż będzie miał wówczas ograniczoną władzę rodzicielską, a już na pewno nie będzie miał prawa decydować gdzie dzieci zabierasz na urlopy!
          Jeżeli nie będziesz przed mężem kryć, gdzie dzieci mieszkają, to żaden Sąd nie zabroni CI, czy to na wniosek męża, czy z urzędu zmieniać swojego miejsca zamieszkania.
          To nie te czasy.
          Dziś ludzie wędrują po całym globie, a jeśli ojciec zabrania wyjazdu dzieci z matką za granicę (która chce tam układać sobie życie, np. ma nowego partnera i nową rodzinę, pracę oraz swój ośrodek życiowy), to zawsze może występować o opiekę prawną nad dzieckiem.
          Sąd po wypytaniu, dlaczego matka chce wyjechać na stałe za granicę i po poznaniu racjonalnych argumentów - że lepsza praca, lepsze warunki bytowe, tam jest aktualny mąż - nie ma powodu, aby zabronił matce, przy której są dzieci oraz dzieciom wyjechać.

          Co do opłacania przelotów ojcu do dzieci - to wolny żart!
          Średnio zdolny adwokat matki poradzi sobie z tematem bez problemu.

          Także po racjonalnej decyzji cały świat stoi przed Tobą i Twoimi dziećmi otworem.
          Pozdrawiam.
          yo-anna84
        • plujeczka Re: Wyjazd z dziećmi do USA 04.12.10, 06:18
          skoro tak to wyglada to po prostu zacznji od wakacji z dziećmi u nowego "partnera" tak na oswojenie, wystapisz do sądu o zgodę na wyjazd ale................wczesniej skrupulatnie zbieraj dowodu na to ,że ojciec dzieci olew, proponuje nawt forme pisemną do niego skierowana , list w którym po prostu zapytasz go o przyczyne nie widywania się dziećmo bo to ,że tak powiedział w sądzie nic nie znaczy, jak udowodnisz? on powie , ze mu nie otwierałaś drzwi lub ,że cię nie było kiedy przujeżdżał do dzieci......
          Najpierwsz formalnie reguluj sprawy w sądzie bo przecież o paszporty dla dzieci musisz mnieć zgodę ojca lub zgode sądu jesli eż maz się nie zgodzi, działaj dziewczyno skoro ci tak na tym zwiazku zalezy.W koncu nikt nie wie tak naprawde jak mu się zycie potoczy, zycze ci wiecej odwagi, determinacji w działaniu.
          Swoją drogą skąd ja znam odgrywanie się na ex zonie za pośrednictwem dzieci..ech wróciły złe wspomnienia , jak nie mozna dokopać eź zonieto chociaż dowalić dzieciom, utrudnić a n iech tam.............
          • kalpa Re: Wyjazd z dziećmi do USA 04.12.10, 10:55
            Elina, piszę do ciebie jako mamaemigrantka...
            zrobilam krok, za ktory place cenę. Pojechalam za mężem, żeby "poprawic los". nasze małżeństwo sie rozpadło, zostalam sama z dziećmi w obcym kraju, wśrod obcych ludzi. I... nie jest łatwo. ja miezkam w Angli, znacznie bliżej kraju, a mimo to nie mam kasy na czeste odwiedziny. Nie chce pisac, jak mi chwilami ciezko jako samotnej kobiecie, bo ty jedziesz do kogoś. Ale... USA są daleko, nie ludź się, ze bedzie cie stac na bilety - sa drooogie, wiem, bo mam mame w USA i widujemy sie raz na pare lat. Bądź ostrożna, bo w obcym kraju -jeśli jestes zdana tylko na dobrą wole jednego czlowieka- możesz przeżyc koszmar. Odwagi, ale i rozwagi ci życzę
            • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA 04.12.10, 12:49
              Wiem dziewczyny...Wiem, ze USA to inny kontynent, bilety drogie etc, etc. On tam jest lekarzem, onkologiem, nie wiem co JA miałabym tam robić, a na utrzymaniu jego mi sie nie usmiecha być. Nie znioslabym tego..wiadomo jakie sa pocztki Polakow w Ameryce, ktorzy tam nie ukonczyli studiow itp. Jezyk angielski znam dobrze, ale to na poczatek nie wystarczy. Ten wyjazd, ktory jade do niego finalizuje mi ON, dlugo mnie do tego namawiał, zle sie z tym czuje, ale ON mowi,ze to dla niego przyjemnosc....

              Plujeczka dowody zbieram, mam nagranie audio jak slychac, ze mnie opluł(mąż) i uderzył w twarz-słychac to!, przy okazji uzywajac niewybrednych słów w moją stronę, mam równiez 2 notki z policji, która internweniowała na jego awantury przed moim domem. Mam rowniez smsa od niego, w ktorym odpowiedział mi na moją prosbe ustalenia widzen z dziecmi, on mi odpisał cyt" WIDZENIA??? Jakie ku...wa widzenia, chyba cie ojebalo do reszty", nie wiem czy to znaczacy dowod, ale jakis tam jest. Nie wiem jak mialoby wygladac to pismo do niego co proponujesz?, ze ma sie okreslic czemu nie widuje dzieci?...poprostu mi nie odpisze...hmmm

              Narazie czekam na rozprawe o rozwod, zaznaczylam w pozwie,ze miejsce zamieszkania dzieci ma byc u mnie i ,zeby sad uregulował kontakty, bo sie wlasnie nie moge z nim dogadac...

              To dlugi proces, niewiadomo kiedy sie to zakonczy...Bedzie co ma być. Ja naprawde czuje uczucie do tego faceta, ale jak znam zycie czas zweryfikuje i "zabije" wszystko. Zwiazki na odleglosc w dzisiejszych czasach są na wymarciu...

              • aiwlysji Re: Wyjazd z dziećmi do USA 04.12.10, 15:25
                elina82 napisała:


                >Ja naprawde czuje uczucie do tego faceta, ale jak znam zycie czas zweryfikuje i "zabije"
                > wszystko. Zwiazki na odleglosc w dzisiejszych czasach są na wymarciu...

                wiecej optymizmu, czas zweryfikuje ale ....to moze byc wlasnie mezczyzna twojego zycia, trzeba sie cieszyc taka mysla i nie przyciagac negatywnych emocjismile


              • nowel1 Re: Wyjazd z dziećmi do USA 04.12.10, 17:14
                Elina, trzymam kciuki za Ciebie; moja sytuacja jest w kilku punktach podobna do Twojej i kciuki są też w moim własnym interesie wink
                Gdy czyta się taką cudzą historię, łatwo jest nawoływać do kontroli nad własnymi uczuciami i trzymania się zdrowego rozsądku. Co innego, gdy dotyczy to nas samych.
                Ja myślę i czuję, że zdarzają się w takich historiach happy endy, jasne że trzeba być czujnym i ostrożnym, ale kto powiedział, że taka miłość jest niemożliwa? Chyba tylko ten, kto jej nie doświadczył.
    • bupu Re: Wyjazd z dziećmi do USA 04.12.10, 22:03
      Powiem tak: gdyby Elina była sama, to proszę bardzo, niech ryzykuje, niech się rzuca na fale miłości i pędzi do ukochanego na drugi koniec świata. Problem w tym, że ona nie wchodzi w ten układ sama, lecz z dwójką małych dzieci.

      Elino, zastanów się przez chwilę. Znasz tego człowieka od kilku miesięcy, kontaktujecie się głównie przez internet, co oznacza, że tak naprawdę nie wiesz o nim nic. Jeśli wyjedziesz do niego, ty i twoje dzieci będziecie zdani na jego łaskę i niełaskę, bez własnych pieniędzy, w obcym kraju. Pomyśl dobrze, aż tak bardzo potrzeba ci mężczyzny w życiu, że jesteś gotowa ryzykować losem własnych dzieci?

      Może to jest dobry człowiek, ale przez wzgląd na swoje dzieci nie rzucaj się w związek z nim głową naprzód, na oślep. Poczekaj, poznaj go lepiej, sprawdź go. Jeśli cię naprawdę kocha nie będzie miał nic przeciwko temu, zeby trochę zwolnić.
      • kalpa Re: Wyjazd z dziećmi do USA 05.12.10, 10:28
        Elina, nie odrzucaj milości, bez wzgledu jak sie pojawiła. To zawsze jest piekne. Tylko... o ile w EU mozna legalnie pracowac niemal wszędzie, to w USA trzeba miec pozwolenie. Jesli pojedziesz z wizą turystyczną ty i dzieci, to po pol roku jesteś... banitą. Nie piszesz o swoich realiach, byc może masz zieloną kartę i w ten sposob wszystko sie upraszcza, ale.. jak nie masz, to... hm... może byc kiepsko. O ile ty znajdziesz jakies zajęcie na czarno, o tyle twoje dzieci moga miec duże problemy z pójściem do szkoły, wy wszyscy z ubezpieczeniem itd. mam mamę w USA od lat, trochę sie orientuję w realiach. Ja nie dostałam zielonej karty, dlatego moge jeździc do niej w celach odwiedzin, ale zamieszkać tam nie mogę.
        Nie wnikając w szczegóły- przenosiny do USa, zwłaszcza teraz w dobie kryzysu, jest dość ryzykowne, choc jako lekarz onkolog On ma na pewno stabilna i dobra sytuację finansową, co samo w sobie dobrze rokuje.
        Trzymaj się, nie poddawaj, ale sprawdź wszystko dokładnie, bo jeśli byloby cos nie tak, powrót z innego kontynentu do Polski jest po prostu kosztowny, warto żebyś miała rezerwe finansową.
        • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA 05.12.10, 10:55
          Dziekuje Kalpo i innym dziewczynom, równiez trzymam za Was mocno kciuki. Gdybym miała moc, magiczną różdzkę zrobiłabym "cyk", zeby wszystkie same(samodzielne?smile)) mamy były szczesliwesmile...i nie tylko kazdy po przejsciach zasluguje na szczescie!. Czego Wami wszystkim z calego serca zycze!

          Jak bylam mlodsza jezdzilam do Stanów do rodziny na wakacje, wiec znam realia tam panujące. Moja rodzina mieszka w Chicago, on w NY, wiec ten dystans jest ogromny, nawet inna strefa czasowa obowiazuje...
          Ja az tak daleko nie wybiegam myslami, by tam osiasc na stale. Mam dzieci i musze przede wszystkim o nich myslec. Na poczatek moge wlasnie turystycznie go odwiedzać...Jak daelej sie potoczy czas pokaze. Musze najpierw formalnie wszystko pozalatwiac, ew. paszporty dla dzieci etc, etc, eh dlugi i ciezki okres przede mna...

          Wczoraj dlugo rozmawialismy, do 4-ej(w Polsce) nad ranem. Dzisiaj jestem nieprzytomnasmile. To moze zabrzmi dziwnie, ale czuje jakbym go znala cale zycie. Mimo,ze dzieli nas monitor komputera i kamera to jednak da sie poczuc te pozytywne wibracjie. Ma sie to jednak nijak do rzeczywistosci, ale ja jednak je odczuwam...Szkoda,ze nie moge go dotknąć.

          Wczoraj zapytał sie mnie,czy chcialabym kiedys byc jego zoną, zabił mnie tym pytaniem i sie poryczalam...Nie wiem jak sie to wszystko potoczy miedzy nami, ale nie zaluje inigdy nie bede zalowac, choc wiem,ze to nie to samo co zwiazek w relanym swiecie...

          Aha!smile ja mu to powiedzilam,ze mam w swiadomosci,ze to wciaz internet i mnie to blokuje on mi odpowiedział" wystarczy chciec, mnie nie interesuje co inni pomysla, interresujesz mnie TY i tylko Ty, naprawde Cie kocham"...obydwoje rownoczesnie odpowiedzielismy "CUD"smile

          Pozdrawiam Was cieplutko, moze i moje zycie zwariowalo, ale mam to gdzies jak i wiele innych rzeczysmile
          • kalpa Re: Wyjazd z dziećmi do USA 05.12.10, 11:01
            Elina, ciesze sie, ze ci się układa smile to zawsze dodaje mi zapału i energi i energii do życia- bo skoro komuś się udalo, to mnie tez sie uda smile
            Trzymam kciuki, żebyście się szczęśliwie spotkali i poukladali, dobrze, ze USA nie sa dla ciebie obce(ja bardzo lubie ten kraj i zawsze chcialam tam mieszkać), dobre, że masz jakąś rodzine, to ogrooomny plus smile
            trzymaj się, bądź dobrej myśli I powodzenia smile i dużo, dużo szczęścia smile
            oczywiście daj znac jak idzie wink
            • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA 05.12.10, 11:11
              Pewnie, bede pisacsmile. Nie wiadomo jak sie potoczy, ale przynajmniej niech bede kolejnym przykladem i nadzieja,ze kazda kobieta, bez wzgledu na to czy posiada potomstwo, czy nie, czy jest rozwiedziona czy nie, to życie może ja zaskoczyc w pozytywny sposób i ,ze jest to tylko kwestia czasu.
              Trzymam rowniez kciuki za Ciebie inne dziewczynysmile
              • tricolour Prawdopodobny scenariusz... 05.12.10, 13:10
                ... jedziesz do USA i jest świetnie. To łatwe, by przez miesiąc było świetnie. Wracasz, za pół roku ślub i wyjazd, bo przecież "miłość".

                Przeczytaj to:
                forum.gazeta.pl/forum/w,24087,119439717,119439717,Za_kilka_dni_strace_swoje_dzieci_Jugendamt_.html
                W Stanach to się nazywa CPS, A Ty będziesz na łasce męża. Na ŁASCE, no chyba, że coś konkretnego ustalisz przed slubem.
                • elina82 Re: Prawdopodobny scenariusz... 05.12.10, 15:30
                  Nie byłabym taka rozanielona w tej świetności Tricolour o której piszeszsmile. Mam najbardziej na myśłi ten ślub po pół rokusmile. Wyczuwam namiastkę ironii w Twojej wypowiedzi, ale nie przeszkadza mi i doceniam "troskę" i to, ze pokazujesz mi wariant ten najbardziej pesymistyczny.
                  Dzieci są moje(nie jego), nie rozumiem co może im grozić ze strony ew. niepowodzenia. Zawsze moge wrocic do kraju. Ja sie aż tym tak nie"zachłystam", mam furtkę w głowie pt. rozsądek, co nie zmienia faktu, ze chcialabym zyc z tym czlowiekiem. Ocean jest najwieksza przeszkodą.
                  Miłość bywa skomlikowana!- kazda. Czy to jest milosc w codziennym zycu, czy na odleglosc. Mezowie wyjezdzaja "za chlebem", zony zostają itp. itd. Malzenstwa w Polsce- gdzie on mieszka osobno, ona osobno( w innym miescie). Wystarczy chciec, a chciec to móć. Milosc nie ma tutaj nic do rzeczy i nie podwazalabym jej intensywności, czy autentyczności.
                  • bupu Re: Prawdopodobny scenariusz... 05.12.10, 16:54
                    > Dzieci są moje(nie jego), nie rozumiem co może im grozić ze strony ew. niepowod
                    > zenia. Zawsze moge wrocic do kraju.

                    Zwłaszcza, jeśli nie będziesz miała własnych pieniędzy. Tak, jak Kalpa Ci powiedziała, w Stanach trzeba mieć pozwolenie o pracę,. Bez pozwolenia jesteś zdana materialnie na łaskę i niełaskę pana. Rozważałaś to?

                    > Miłość bywa skomlikowana!- kazda. Czy to jest milosc w codziennym zycu, czy na
                    > odleglosc. Mezowie wyjezdzaja "za chlebem", zony zostają itp. itd. Malzenstwa w
                    > Polsce- gdzie on mieszka osobno, ona osobno( w innym miescie). Wystarczy chcie
                    > c, a chciec to móć. Milosc nie ma tutaj nic do rzeczy i nie podwazalabym jej in
                    > tensywności, czy autentyczności.

                    Znacie się od kilku miesięcy, głównie przez internet, a pan deklaruje już, że chciałby cię poślubić. Czy on w ogóle poznał Twoje dzieci?

                    Nie mówię, może to miłość, ale póki wasza znajomość oparta jest na komunikatorze, to wszystko są słowa, słowa i nic więcej. Powiedzieć można wszystko, monitor jest cierpliwy, pamiętaj o tym. I pamiętaj, że masz pod opieką dwoje dzieci, więc zanim wprowadzisz w ich życie mężczyznę poznaj go dobrze i sprawdź, czy jest tego wart.
                  • tricolour Mam inne zdanie i inne doświadczenia... 05.12.10, 16:58
                    ... więc nie zgadzam się, każda miłośc bywa trudna, a w szczególności już na samym początku.

                    Więc jeżeli piszesz "nie zmienia faktu, ze chcialabym zyc z tym czlowiekiem" mając tylko internetowe doświadczenie - czyli ŻADNE doświadczenie - to uważam to albo za skrajną nieodpowiedzialnośc albo za chęć posiadania byle jakich portek. Bo ja zanim doszedłem do wniosku, że chcę ŻYĆ ze swoją żoną, to znałem ją trzy lata wiedząc prawie codziennie, jeżdżąc na wspólne wakacje i spędzając mnóstwo czasu ze sobą w różnych konfiguracjach. Dopiero wtedy wiedziałem że chcę z nią żyć - nie po "rozmowach" na skype.

                    Miłość na początku powinna być esencją piękna, a nie byc podszyta tchórzem przed niewiadomą.
                    • bupu Re: Mam inne zdanie i inne doświadczenia... 05.12.10, 17:03
                      tricolour napisał:

                      > ... więc nie zgadzam się, każda miłośc bywa trudna, a w szczególności już na sa
                      > mym początku.
                      >
                      > Więc jeżeli piszesz "nie zmienia faktu, ze chcialabym zyc z tym czlowiekiem" ma
                      > jąc tylko internetowe doświadczenie - czyli ŻADNE doświadczenie - to uważam to
                      > albo za skrajną nieodpowiedzialnośc albo za chęć posiadania byle jakich portek.
                      > Bo ja zanim doszedłem do wniosku, że chcę ŻYĆ ze swoją żoną, to znałem ją trzy
                      > lata wiedząc prawie codziennie, jeżdżąc na wspólne wakacje i spędzając mnóstwo
                      > czasu ze sobą w różnych konfiguracjach. Dopiero wtedy wiedziałem że chcę z nią
                      > żyć - nie po "rozmowach" na skype.

                      Święte słowa waćpana dobrodzieja, podpisuję się obiema rękami.
                    • elina82 Jeszcze jedno zdanie... 05.12.10, 19:04
                      tricolour napisał:

                      > ... więc nie zgadzam się, każda miłośc bywa trudna, a w szczególności już na sa
                      > mym początku.
                      >
                      > Więc jeżeli piszesz "nie zmienia faktu, ze chcialabym zyc z tym czlowiekiem" ma
                      > jąc tylko internetowe doświadczenie - czyli ŻADNE doświadczenie - to uważam to
                      > albo za skrajną nieodpowiedzialnośc albo za chęć posiadania byle jakich portek.

                      >
                      > Miłość na początku powinna być esencją piękna, a nie byc podszyta tchórzem prze
                      > d niewiadomą.

                      Kolejna próba podważenia autentyczności i intensywności uczuć lub intencji oby stron. Tricolour to jest coś w stylu pt" co autor miał na myśli" .

                      Strasznie spłyciłeś ta moją znajomość od checi posiadania portek w domu, do przewiercenia mojej osoby w łóżku lekarza...

                      Nie mam na to czasu, ON też....

                      • bupu Re: Jeszcze jedno zdanie... 05.12.10, 19:10
                        Dowcip polega na tym, że w romansie via skype możesz być pewna wyłącznie autentyczności własnych uczuć. Napisać można wszakże wszystko i jeszcze trochę, prawda?
                  • tricolour I jeszcze jedno... 05.12.10, 17:01
                    ... poważny związek to partnerstwo, także materialne.

                    Jesteś materialnym partnerem dla amerykańskiego lekarza? To poważna sprawa mieć niezależność przed wejściem w związek.
        • hamerykanka Re: Wyjazd z dziećmi do USA 05.12.10, 17:12
          W tej chwili wyglada to tak, ze po slubie moze zlozyc papiery o zielona karte i tymczasowe zezwolenie na prace-poczeka kilka miesiecy, to nie tragedia. O obywatelstwo moze ubiegac sie po 3 latach malzenstwa (jak rozumiem luby jest Amerykaninem lub Polakiem z amerykanskim obywatelstwem?) lub 5 latach pobytu. Sa pewne ograniczenia co do pobytu poza granicami USA, nie pamietam dokladnie.
          • bupu Re: Wyjazd z dziećmi do USA 05.12.10, 17:37
            Tyle, że ta cała papierkologia wymaga współpracy ze strony męża, to raz. Dwa, przemiana tymczasowej zielonej karty, jaką się dostaje w wypadku trwania małżeństwa mniej niż dwa lata, też wymaga złożenia wspólnej petycji przez małżonków. Niezły bicz na nieposłuszną, c'nie? Nie mówiąc o tym, że przy szybkim małżeństwie z panią z dwojgiem dzieci z poprzedniego związku, Urząd Imigracyjny może patrzeć zezem.

            Poza tym kobiecie z dwojgiem dzieci trudno jest znaleźć pracę w kraju, a na obczyźnie, mam wrażenie nie będzie to wcale łatwiejsze. Nie twierdzę, że powinna pana rzucić, ale odrobina ostrożności o zdrowego rozsądku, ze względu na dzieci by się przydała.
            • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA 05.12.10, 18:16
              Tricolur prosze czytaj ze zrozumieniem wszystkie posty, które napisałam...Ja do tego wszystiego podchodze jak narazie z wielkim dystansem, dla mnie to abstrakcja, która niekoniecznie musi miec odbicie w rzeczywistości. Wyjazd na stałe jak narazie nie wchodzi w grę. Musze pozałatwiac swoje sprawy formalne z jeszcze mężem, moze to potrwac kilka lat, a moja relacja z "partnnerem" zza oceanu może nie przetrwac próby czasu. Wróżka nie jestem, nie wiem co będzie, to narazie takie "gdybanie", bede się tym martwić i poważnie zastanawiać jak sprawy rozwina się dalej.

              Tricolour napisales, ze partnerka przed wstapieniem w zwiazek małżenski musi posiadac niezaleznosc finansową- fajnie by było i popieram, ale to swiadczy o niej,ze jest kims gorszym? i co to znaczy,ze ma być na ŁASCE męża? Czy jak Twoja żona chwilowo ów pracy posiadac nie będzie, bedzie na Twojej łasce? Bedziesz jej robił ŁASKE????? Skąd przeświadczenie, ze jesli owej pracy na poczatku nie posiada, nie posiadac jej bedzie nigdy??? POSAG przedmałżenski? hmmm Ja dosc spory posiadam tu w kraju, więc tak źle nie jest...

              Tricolour a ja znalam swojego męza 4 lata. Wspolne mieszkanie, codzienne sniadania i obiady, codzienny seks, wspolnie kapiele, nawet wspolny bardzo poważny wypadek i myslisz,ze go poznalam??? Rzeczywistosc szybko to zweryfikowala po slubie. Mozna by bylo ksiazke napisac jaki koszmar mi zgotował....

              Co do pracy w Stanach rowniez nie bede sobie tym narazie zaprzatała myśli, gdyby tak sie potoczyc mialy moje losy,ze stane sie zoną lekarza to zdaje się, ze zieloną kartę bede mogła uzyskać...

              Glowe posiadam, rozum tez- wciaz o nim pamietam...
              • bupu Re: Wyjazd z dziećmi do USA 05.12.10, 19:03
                Kobieta która nie pracuje jest finansowo zależna od męża. Jeśli posiada dzieci z wczęsniejszego związku, one również stają się finansowo zależne od jej partnera. W tym również od jego lubów i nielubów, fochów, humorów i innych takich. Rozumiesz teraz?

                Poza tym to, że w poprzednim związku wyszło na jaw, że tak naprawdę nie znasz swojego męża, nie oznacza jeszcze, że rozsądną rzeczą jest angażować się głową naprzód w związek z facetem o którym wiesz dokładnie i tylko tyle, ile sam ci o sobie powiedział, bez wielkich możliwości weryfikacji tego.
                • elina82 bupu 05.12.10, 19:16
                  Zależna finansowo od męża- rozumiem, na ŁASCE już nie.

                  Na łasce ja i moje dzieci nigdy nie będziemy, bo za "ŁASKĄ" nigdy nie wyjdę za mąż za lekarza...

                  Tak jak napisałam czas zweryfikuje wszystko, narazie nikomu nie dzieje się krzywda....

                  • bupu Re: bupu 05.12.10, 19:32
                    No to nadal nie rozumiesz, w takim razie.
                    • elina82 Re: bupu 05.12.10, 19:44
                      Rozumiem. Napisz mi definicję "ŁASKI" to może zrozumiem. Z ŁASKA to można kogoś w d...pocałować(za przeproszeniem).

                      • bupu Re: bupu 05.12.10, 19:51
                        elina82 napisała:

                        > Rozumiem. Napisz mi definicję "ŁASKI" to może zrozumiem. Z ŁASKA to można kogoś
                        > w d...pocałować(za przeproszeniem).
                        >

                        Okej, będę zatem brutalna. Bez pracy, pieniędzy i w obcym kraju byłabyś zdana na łaskę i niełaskę twojego pana i włądcy. Czyli zależałabyś od jego humorów, aktualnego pomysłu na życie i zapatrywania na twoją rolę w związku. Rozumiesz? Gdyby facet okazał się gnidą, mógłby na przykład nie zechcieć ci pomóc w uzyskaniu zielonej karty. Albo grozić wyrzuceniem na bruk, razem z dziatkami, jeśli nie będziesz grzeczna. Teraz rozumiesz co mam na myśli pisząc o łasce, czy powinnam to rozrysować?
                        • elina82 Re: bupu 05.12.10, 19:57
                          Wtedy dzwonie do rodzicow, bukują mi bilety i wracam do kraju.
                          • bupu Re: bupu 05.12.10, 20:09
                            elina82 napisała:

                            > Wtedy dzwonie do rodzicow, bukują mi bilety i wracam do kraju.

                            Tak, jasne. Tyle że twoi rodzice są 600 kilometrów od ciebie, a ty nie masz pieniędzy, żeby do nich dotrzeć, bo kasą dysponuje pan i władca przecież. Taki scenariusz brałaś pod uwagę? Albo taki, że jeśli do nich zadzwonisz, a pan się dowie, to spuści ci łomot, tak, że trzy dni nie wstaniesz?

                            Nie, zebym podejrzewała pana z mety o to, co najgorsze, ale zanim się człowiek rzuci w taki romans na drugi koniec świata, warto chyba rozpatrzyć różne scenariusze, także te najczarniejsze.
                            • elina82 Re: bupu 05.12.10, 20:15
                              Mam rodzinę w Stanach, wtedy dzwonie do kuzynki i po mnie przyjeżdza. Rozumiem wszystko, ale nie kazdy facet to kat i oprawca. Z dziecmi sie tam naraziie nie wybieram, poki co bede jezdzic sama. Staly pobyt tam 9jak pisalam we wczesniejszych postach )graniczy z CUDEM(patrz" mąż) i ew. inne przeszkody.
                              • mozambique Re: bupu 05.12.10, 23:08
                                nie kazdy ?

                                jednego przemocowca juz sobei wczesniej sama do chałupy sprowadziłas i nie "wyczułas" wczesniej
                                mozlwe ze masz syndrom ofiary przemocy domowej

                                po za tym o jakim ukladaniu sobei zycia mówisz ?
                                na razie sytuacja jest taka ze bedąc oficjlanie mężatką (jestes jeszce przed pierwsza sparwa rozwodowa) masz od kilku miesiecy kochanka, specjalnie sie z tym nie kryjesz i teraz do tego kochanka wyjzdzasz zostawiajac dzieci

                                jesli twój mąz ma odrobine sprytu to spokojnie moze to wykorzystac na sprawie , wnosic o twoją winę i walczyc o odebranie ci dzieci przy rozwodzie
                                tego chcesz ?
                                • elina82 Re: bupu 05.12.10, 23:25
                                  Huh mozabiqeu pojechałas po bandzie...Nie mam tegoz syndromu, mój mąż nie znecał sie nade mną fizycznie, co nie zmienia faktu, ze mnie uderzył. Historia mojego"malzenstwa" jest dluga, nie chce mi się jej teraz przytaczac...

                                  Nie mowie o ukladaniu sobie zycia, w kazdym poscie powtarzam,ze najpierw musze formalnie zalatwiac sprawy. ON nie jest moim kochankiem, nie spalam z nim. Nie zdradziłam męza. Z tego co wiem moj maz ma od 3 miesiecy kogoś, wiec on sie specjalnie z tym nie kryje, olejawiac przy tym dzieci na calej linii. Nie widzial ich 8 miesiecy, wiec poki co moze mi "skoczyc", bo to wlasciwie on jest na najlepszej drodze do pozbawienia go praw do dzieci.

                                  Odkad wyjazd na tydzien jest zostawianiem dzieci? Nie zostawiam ich, mieszkam z rodzicami. Wróce...Mama rowniez ma prawo do odpoczynku jakiekokolwiek, nawet o dzieci, jesli z tego powodu mogliby mi odebrac dzieci to rzeczywiscie powiewa grozą...

                                  • nangaparbat3 Re: bupu 05.12.10, 23:32
                                    Ale na wszelki wypadek rozpowiadaj, że jedziesz do kuzynki do Chicago.
                                  • mozambique Re: bupu 05.12.10, 23:39
                                    uderzyl cie , opluł, zniszczyl ci samochód
                                    to przemocowiec , nie widzisz tego ?
                                    skoro nie widzisz to moze u ciebie szwankuje postrzeganie rzeczywistości ?

                                    On nie jest kochankiem ? no cóz , to za 2 tygodnie będzie, a wciąz bedziesz wtedy formlanie męzatką

                                    to kto tu moze komu "skoczyc" to sie okaze w sądzie, i lepiej zebys wtedy sie przykro nie zdziwiła,
                                    ja radze z dobrego serca - wyjazdy do kochanka ( czy "wielkeij milosci" )lepiej organizowac gdy formalnie bedziesz jzu rozwiedziona, tym bardzije ze o tym wyjezdzie to juz wie lub bedzie wiedziec rodizna, znajomi i moze ktos jeszce - to juz jest kilku swiadków

                                    wyjazd na tydzien to jest wyjazd na tydzien - nie sluzbowo, nie z koniecznosci, nie na leczenie jedziesz tylko do kochanka na druga półkule, w sądzie ten temat bedzie tak włąsnei nazwany -

                                    jesli twoj mąz jest taką szują jak go opisujesz to nie bedzie mial skrupułow aby tą wiedzę wykorzystac , naprawde nie rozumiesz tego ?
                                    • elina82 Re: bupu 06.12.10, 00:07
                                      Rozumiem.

                                      Teraz widze, ze to przemocowiec dlatego z nim nie jestem. Nikt poza moja mamą o NIM nie wie, nikt sie nie dowie, a jesli nawet t rozwod bedzie z winy obojga. Nie zalezy mi juz. Mam tle dowodow niekorzystnych na meza,ze na pewno nie bedzie pokrzywdzonym, a ja oprawca w malzenstwie.
                                      • mozambique Re: bupu 06.12.10, 00:26
                                        na pewno wie jeszce ów znajomy który was poznal ze sobą (zakochani lubia caly swiat powiadamiac o swym szczęsciu)
                                        moze jeszce ktos - jego żona czy dziewczyna, ktos jeszce

                                        mzoe sie znalezc zastanawiająco duzo świadkow
                                        • elina82 Re: bupu 06.12.10, 00:31
                                          Ja mieszkam na poludniu kraju. Znajomy nie ma zony, mieszka w W-wie. Nie wie o moim wyjezdzie do niego. Tak jak napisalam nawet jak to sie wyda to nie koniec swiata, trzeba to jeszcze udowodnić, a jak udowodni to tez nie koniec swiata.Przezyje. Mysle jednak,ze dzieci nie zostana mi odebrane z tego powodusmile
                                          • mozambique Re: bupu 06.12.10, 00:43
                                            pozwól tylko ze ci przyczotecze jeden przyklad z mojej rodziny :
                                            rozowdzi sie pani, matka 3 dzieci z mezem alkohiolikiem i damskim boksrem

                                            w trackei owego rozowdu pani mieszka jzu osobno, ma stalego przyjaciela w niemczech, wyjezdza do neigo regularnei na kilkutygidniowe pobyty, dzieci zosatwia z wlasna matka lub siotsra

                                            maz alkoholik nie chce dac rozowodu bo "kocha zone" a picie i agresja t efekt"zdrad zony" na siwadkwo powoluje rodzine - i okazuej sie ze owe wyjazdy to gwozdz do trumny zony - sad rozowdu dac najpierw ni chce , kaze isc na terapie
                                            po kilu mieisacch pani ponownie sklada pozew, znowu siwadkowie, nie sposob ukryc faktu wyjazdu pani, za duzo ludiz o nich wie mi.in jej wlasne dzieci ,zeznaje siostra szwagier, kolezanki z pracy, wychowaczyni dzieci ze szkolu ( !!!) , wyjazdy swiadcze przeciw niej, pani zawiesza pozew, po kilku miesiachc odwiesza, w midzyczasie jej kochanek zrywa, potem wraca, raz obiecuej slub , innym razem wyganai ja z jego neimieckeigo domu itp

                                            rozwod doataja po kilku latach meczarni, 4 pokojowe mmieszkanei przypada mezowi, w krtkimm czasie jest z neigo melina i ruina,
                                            dzieci i pani mieszkają w dziadków, pani jest samotna - kochanek sie wypiął
                                            obecnie pani jest juz babcią, bez wlasnego kąta , mieszka u wlasnej matki

                                            wiadomosc z ostatniej chwilwi - ów kochanek przenióśł sie do POlski , wprowadzil sie do oewj PAni
              • elina82 Jeszcze jedno zdanie... 05.12.10, 19:09
                tricolour napisał:

                > ... więc nie zgadzam się, każda miłośc bywa trudna, a w szczególności już na sa
                > mym początku.
                >
                > Więc jeżeli piszesz "nie zmienia faktu, ze chcialabym zyc z tym czlowiekiem" ma
                > jąc tylko internetowe doświadczenie - czyli ŻADNE doświadczenie - to uważam to
                > albo za skrajną nieodpowiedzialnośc albo za chęć posiadania byle jakich portek.

                >
                > Miłość na początku powinna być esencją piękna, a nie byc podszyta tchórzem prze
                > d niewiadomą.

                Kolejna próba podważenia autentyczności i intensywności uczuć lub intencji oby stron. Tricolour to jest coś w stylu pt" co autor miał na myśli" .

                Strasznie spłyciłeś ta moją znajomość od checi posiadania portek w domu, do przewiercenia mojej osoby w łóżku lekarza...

                Nie mam na to czasu, ON też....
                • elina82 bupu 2 05.12.10, 19:26
                  "Dowcip polega na tym, że w romansie via skype możesz być pewna wyłącznie autentyczności własnych uczuć. Napisać można wszakże wszystko i jeszcze trochę, prawda? "

                  Prawda.

                  Napisac mozna wszystko, a łzy(jego) można przeliterować?.

                  Tak jak napisałam JA i ON nie mamy na to czasu, to poważny czlowiek.

                  Jest jeszce cos takiego jak wiara, wiara w ludzi.

                  Dziekuje Bogu,ze nie stałam się zgorzkniała.
                  • bupu Re: bupu 2 05.12.10, 19:33
                    elina82 napisała:

                    > "Dowcip polega na tym, że w romansie via skype możesz być pewna wyłącznie auten
                    > tyczności własnych uczuć. Napisać można wszakże wszystko i jeszcze trochę, praw
                    > da? "
                    >
                    > Prawda.
                    >
                    > Napisac mozna wszystko, a łzy(jego) można przeliterować?.

                    Nie rozumiem o czym mówisz.

                    > Tak jak napisałam JA i ON nie mamy na to czasu, to poważny czlowiek.

                    Przy czym jedynym dowodem jaki na to posiadasz są jego słowa.

                    > Jest jeszce cos takiego jak wiara, wiara w ludzi.
                    >
                    > Dziekuje Bogu,ze nie stałam się zgorzkniała.

                    Wiara w ludzi to jedno. Ślepa ufność to coś zupełnie innego.
                    • elina82 Re: bupu 2 05.12.10, 19:42
                      bupu napisała:

                      > elina82 napisała:
                      >
                      > > "Dowcip polega na tym, że w romansie via skype możesz być pewna wyłącznie
                      > auten
                      > > tyczności własnych uczuć. Napisać można wszakże wszystko i jeszcze trochę
                      > , praw
                      > > da? "
                      > >
                      > > Prawda.
                      > >
                      > > Napisac mozna wszystko, a łzy(jego) można przeliterować?.
                      >
                      > Nie rozumiem o czym mówisz.

                      Npisales(as?), ze pewna moge byc jedynie swoich uczuc i z tym się zgadzam. On napisać może wszystko, z czym rowniez sie zgadzam(co nie zmienia faktu,ze mu wierze i nie musisz tegoargumentowac ślepą wiarą, bo tego rowniez nie wiesz). Pytam więc o łzy(jego), ktore niejednokrotnie u niego widziałam, czy wg Ciebie są rowniez wyrezyserowane??

                      Jak myslisz?
                      > > Tak jak napisałam JA i ON nie mamy na to czasu, to poważny czlowiek.
                      >
                      > Przy czym jedynym dowodem jaki na to posiadasz są jego słowa.

                      Jego słowa i slucham ich ze zrozumieniem, nasze rozmowy pochłaniają nam dużo czasu. Trzeba rozmawiać.wink

                      > > Jest jeszce cos takiego jak wiara, wiara w ludzi.
                      > >
                      > > Dziekuje Bogu,ze nie stałam się zgorzkniała.
                      >
                      > Wiara w ludzi to jedno. Ślepa ufność to coś zupełnie innego.

                      Czarnowidztwo, ale mam ręke na pulsie. Caly czas piszę, że podchodze do tego z dystansem...
                      • bupu Re: bupu 2 05.12.10, 19:48
                        > Npisales(as?), ze pewna moge byc jedynie swoich uczuc i z tym się zgadzam. On napisać
                        > może wszystko, z czym rowniez sie zgadzam(co nie zmienia faktu,ze mu wierze i nie
                        > musisz tegoargumentowac ślepą wiarą, bo tego rowniez nie wiesz). Pytam więc o
                        > łzy(jego), ktore niejednokrotnie u niego widziałam, czy wg Ciebie są rowniez
                        > wyrezyserowane??

                        Zdziwię cię, być może, ale umiejętność płakania na zawołanie nie jest taka rzadka. Przy czym nigdzie nie napisałam, że pan cię oszukuje. Mówię tylko, że rozsądniej byłoby nie skakać w ten związek radośnie głową naprzód, bo tak naprawdę nie znasz tego człowieka. Fajnie jest kogoś mieć, ale nic pochopnie, bo wprowadzasz go nie tylko w swoje życie, ale i w życie swoich dzieci.

                        > Czarnowidztwo, ale mam ręke na pulsie. Caly czas piszę, że podchodze do tego z
                        > dystansem...

                        Jakoś tego dystansu w twoich postach nie widać, widać za to bezgraniczną wiarę w jego uczciwość i szczerość jego uczuć.
                        • elina82 Re: bupu 2 05.12.10, 20:01
                          Nie skacze radośnie w ten zwiazek, ciesze się poprostu,ze go poznalam i moge z nim porozmawiac, duzo mi pomaga psychicznie i tak jak napisalam wczesniej nie"zachłyskam" sie tym wszystkim...Moze gdybys przeczytala wszystkie moje posty dostrzeglabys ten dystans, chcialam narazie tylko"zahaczyc" sie teoretycznie" w temacie.
                          • bupu Re: bupu 2 05.12.10, 20:09
                            elina82 napisała:

                            > Nie skacze radośnie w ten zwiazek, ciesze się poprostu,ze go poznalam i moge z
                            > nim porozmawiac, duzo mi pomaga psychicznie i tak jak napisalam wczesniej nie"z
                            > achłyskam" sie tym wszystkim...Moze gdybys przeczytala wszystkie moje posty dos
                            > trzeglabys ten dystans, chcialam narazie tylko"zahaczyc" sie teoretycznie" w te
                            > macie.

                            Przeczytałam wszystkie, co do sztuki, wierz mi.
                            • elina82 Re: bupu 2 05.12.10, 20:20
                              Napisałam jak sie czuje i co czuje, nie zamierzam sie tego wstydzić.

                              Caly czas powtarzam, ze to dla mnie niepojeta abstrakcja, troche jak w "bajce". Co w tym zlego, ze chcialabym byc z tym facetem? nie moge go miec na codzień, nie moge go dotknąć, nasze kontakty sa internetowe, ale to wcale nie musi być skazane na szkalowanie. "Romans" moze sie za niedlugo skonczyc i bedzie po wszystkim.
                              • bupu Re: bupu 2 05.12.10, 20:59
                                Nikt ci się nie każe wstydzić, co najwyżej zastanowić się, zanim podejmiesz jakieś radykalne kroki.
                                • elina82 Re: bupu 2 05.12.10, 21:02
                                  Mam to cały czas na uwadze. Uwierz mi. Dziękuje za cenne rady, doceniam każdą sugestię...
                                  smile
                                  • mozambique Re: bupu 2 05.12.10, 22:48

                                    35 latek który po kilkutygodniowej znajomosci chce sie zenic z zamężną kobieta z drugiej pólkuli i do tego sciagnac ją i jej dzieci do siebei na stale .....?

                                    albo nieprzytomnie zakochany wariat albo to grubo smierdzi

                                    autorko - spatrwdzilas ze on naprawde jest tym za kogo sie podaje ? nie tylko nazwisko ale adres , zatrudnieie, wyksztalenie ?
                                    • elina82 Re: bupu 2 05.12.10, 23:15
                                      smile
                                      Sprawdziłamsmile, poznaliśmy się w kraju( w Polsce), jest znajomym mojego znajomego, też lekarza. Często mam go na "kamerce" jak jest w swojej pracy, w swoim gabinecie. "Znamy" się dokładnie od marca b.r. Adres też się zgadza, często robi mi filmiki i wysyła z New York, pokazuje ciekawe zakątkismile. Był tutaj tylko miesiac w kraju, od kwietnia utrzymujemy codzienny, kilkugodzinny kontakt. Gdy dzieci już spią ja zarywam noce, a potem chodze nieprzytomna...

                                      Jeszcze mu sie nie znudziło, tzn. ja mu sie nie znudziłamsmile
                                      • mozambique Re: bupu 2 05.12.10, 23:18
                                        to moze rzeczywiscie zakochany

                                        w kazdym razie ja jeszcze przed rozwodem , gdyby mi zależalo na dzieciach , nie pokazywalabym sie oficjalnie z kochankiem, i tyle ....
                                        • elina82 Re: bupu 2 05.12.10, 23:52
                                          Nie pokazuje sie oficjalnie z "kochankiem". Kochanek oficjalnie przebywa na drugiej półkuli i zalezy mi na dzieciach, nie widze zwiazku. Co najwyzej rozwod bylby z winy obojga nas. I don`t care!

                                          Moj mezus ma kochanke jest to wiec powod do odebrania mu praw do dzieci? Nonsens piszesz!

                                          Tez mam prawo do życia, nie planowalam tego wsszystkiego, zycie samo pisze mi scenariusz.
                                      • tricolour To ten wspaniały facet nie wie... 05.12.10, 23:21
                                        ... że jest róznica czasowa, że zarywasz noce? Nie wpadł na pomysł, by w ramach - tej deklarowanej miłości - zadbać także o Twój spokojny sen?
                                        • nangaparbat3 Re: To ten wspaniały facet nie wie... 05.12.10, 23:27
                                          Też się nad tym zastanawiałam, ale doszłam do wniosku, ze późna pora wynika także z tego, że wtedy dzieci już śpią.
                                        • elina82 Re: To ten wspaniały facet nie wie... 05.12.10, 23:29
                                          Myslisz ,ze mnie zmusza?smile) heh. Poswiecam sie, bo chce. Powiedzmu,ze juz sie przyzwyczailam.
                                      • nangaparbat3 Re: bupu 2 05.12.10, 23:22
                                        A znasz historię jego zycia osobistego? W tym wieku raczej ma się jakąś.
    • tricolour Nie ma o czym gadać... 05.12.10, 23:18
      ... jeśli Ty jesteś przed pierwsza sprawą rozwodową, to tak się nadajesz do poważnego związku jak ja do celebrowania mszy satanistycznej. Mam o niej równie blade pojęcie, co Ty o budowaniu trwałych relacji, bo właśnie wali się to, co miało sie nie walić.

      Ale jedź. Poznaj faceta i kieruj sie głosem serca. Nie można przeciez wykluczyć, że będzie z tego miłość...
      • nangaparbat3 Re: Nie ma o czym gadać... 05.12.10, 23:31
        tricolour napisał:


        > Ale jedź. Poznaj faceta i kieruj sie głosem serca. Nie można przeciez wykluczyć
        > , że będzie z tego miłość...

        Jak mawia moja przyjaciółka, życie pisze najbardziej zdumiewające scenariusze.
        A Hanna Krall histore prawdziwe rozpoznaje po tym, że jest w nich coś absolutnie nieprawdopodobnego smile
        • tricolour I tego właśnie życzę.. 05.12.10, 23:33
          ... żeby było dobrze.

          Tyle, że ja dobrze to sobie lubię organizować...
          • elina82 Re: I tego właśnie życzę.. 05.12.10, 23:38
            Skad wniosek,ze ja nie potrafie organizowac???

            Pisalam, ze najpierw musze uregulowac wszystkie swoje sprawy formalnie, inaczej nie ma mowy o niczym. Moze to trwac latami i mam tego swiadomosc.
      • elina82 Re: Nie ma o czym gadać... 05.12.10, 23:37
        Tricolour zaprzeczyles sobie. Ty juz wykluczyles, bo "nic z tego nie bedzie", wiec nie bedzie z tego milosci, ale dzieki za forumowe "przyzwolenie" na wyjazd do niego, na pewno skorzystam.

        "Mialo sie nie walic, co wlasnie sie wali"- ubolewam nad tym, ze wzgledu na dzieci, ale ten tekst bardziej nadaje sie w kierunku mojego meza... Histroria rozpadu mojego malzenstwa to na inny watek, ale szkoda łamac paznokci...ALE , powstałby z tego niezły film.
        • tricolour To w cudzysłowiu to cytat? 05.12.10, 23:46
          Jakoś nie przypominam sobie, bym pisał, że nic z tego nie będzie. Wręcz odwrotnie: moim zdaniem po wielkiej ajlawce w niujorku zostanie wielki niesmak - tak uważam. Choć oczywiście może sie okazać, że jesteście dla siebie stworzeni i amerykański lekarz będzie czekał w celibacie na Twój rozwód, potem na uregolowanie spraw majątkowych, potem na zgode na wyjazd dzieci na stałe (bo inaczej kryminał za kidnaping - a to w USA kiepska sprawa) - no tak tez może być.

          Tyle, że to mało prawdopodobne. Ale nie niemożliwe.
          • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 00:01
            "Nie ma o czym gadac", rozumiem jako,ze nic z tego nie bedzie. W kazdym razie nie lapmy sie za słowka, pozna pora i moglam zle odczytac intencje.

            Roznie moze byc. Moze byc tak jak piszesz tri....Gdybym była sama nie byloby problemu. Mam swoje skarby i one sa dla mnie najwazniejsze. To wiele zmienia i raczej moj "zwiazek" za oceanem nie ma racji bytu..

            • tricolour No ale pojedź i sie przekonaj... 06.12.10, 00:10
              ... inaczej będziesz miała sobie za złe, że nie pojechałas.

              I jakoś ukryj ten fakt - jeśli w ogóle można - po co tam jedziesz. Bo gdy sie wyjawi, to pogorszy Twoja pozycję procesową.
              • elina82 Re: No ale pojedź i sie przekonaj... 06.12.10, 00:17
                Huh głowa mi pękasad. No pojadę, mysle,ze ten tydzien poza domem nie zrobi ze mnie wyrodnej matki, o ktorą mnie tu podejrzewano.

                Ukryje ten fakt, nikt się nie dowie.

                Pozdrawiam.
                • tricolour Głowa Ci pęka? 06.12.10, 00:29
                  To dobrze, taki był cel żeby pękała, bo podejmujesz poważne decyzje, które będa miały konsekwencje.

                  Ból głowy lepszy od konstatacji, że ręka w nocniku.
                  • elina82 Re: Głowa Ci pęka? 06.12.10, 00:46
                    Tricolour pora żyć...Ostatnie 4 lata mam wyciete z zyciorysu, Musze myslec, podejmowac decyzje, nie siedziec jak"trusia" i czekac z zalozonymi rekami na cokolwiek. W koncu dzialam, zlozylam pozew, sprawy majatkowej nie bedzie(miedzy mna a mezem nie wywiazala sie zadna wiez gospodarcza ani majatkowa). Glowa boli i to bardzo, ale wytaczam ciezkie dziala i naprzod.

                    Bedzie co ma być...
            • mozambique Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 00:18
              nie ma racji bytu mowisz ?

              ale sama widzisz ze juz dajesz sie lapac na lep magicznych słow "ślub" " wspólne zycie" "największa milość świata"

              przeparszam ze zapytam - twoją wycieczke do USA kto finansuje ?
              • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 00:23
                Bo się zakochałam, myślcie co chcecie....Wzruszyłam się na jego słowa, nie lece jak ćma do swiatła. Nie jestem taka osobą.

                On mi finansuje podroz, dlugo mnie namawial, nie chcialam sie zgodzic. Glupio sie z tym czuje, ale przekonał mnie w końcu. Jak pisalam wczesniej nie spalam z nim, sugerujesz,ze przy tym wyjezdzie dojdzie do czegoś...
                Zadziwiajace jest to, ze zapytał mnie czy chce ten czas spedzic u niego, czy w hotelu, bym nie czula sie do czegos zobowazana.smile

                • mozambique Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 00:32
                  elina - nei badz dzieckiem

                  jestescie potwornie sobą zauroczeni ( bo czy to jest milosc to sie jeszce okaze)
                  hormony buzują, pożadanie dyszy zza kazdego węgła, macie ok 30tki a ty pytasz czy do czegos dojdzie ?????
                  i ty jestes matką dwójki dzieci ?

                  oczywiste jest ze z łozka nei wyjdziecie przez tydzień, moze to byc łóżko hotelowe , co za róznica w końcu
                  wynajecie hotelu jest wygodneijsze i dla ciebe( pozory zachowane) i dla niego ( jak w łózku wam nei zagra nei musicie na siebei wpadac rano w kuchni)

                  A propos - pisala ze on ci baaardzo pomaga .
                  Na czym polega ta pomoc ? jakiego jest rodzaju ?
                  • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 00:39
                    Nie zawstydzaj mniesmile. Wiem,ze pewnie sie to stanie, chce tego...Nie bede udawala, ze nie.

                    Ale jego propozycja ew. hotelu jest na miejscu, to tylko świadczy o tym,ze mysli o moim psychicznym komforcie, gdy juz tam bede.

                    Pomaga mi psychicznie. Duzo rozmawia, wiele rzeczy wytlumaczyl. To naprawde madry facet. Dzieki niemu odzyskalam swoja pewnosc siebie, ktora dawno pozostala w tle za mną. Mimo,ze urodzilam dwojke dzieci jestem wciaz atrakcyjna, wiem,ze sie podobam mezczyzną. Widze,ze moj wyglad nie jest dla niego obojetny, ale on tez do brzydkich nie nalezy. Ja myslalam,ze juz bede nieszczesliwa do kona zycia, sfrustrowana matka dwojki maluszkow. Zero perpektyw na cokolwiek. On obrocil moje myslenie o 180 st. Jestem chyba JUZ sczzesliwa sama ze soba. Leczylam sie na depresje ponad 2 lata(leki, psycholog). Ciezko było....

                    • bupu Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 00:42
                      elina82 napisała:

                      > Nie zawstydzaj mniesmile. Wiem,ze pewnie sie to stanie, chce tego...Nie bede udawa
                      > la, ze nie.
                      >
                      > Ale jego propozycja ew. hotelu jest na miejscu, to tylko świadczy o tym,ze mysl
                      > i o moim psychicznym komforcie, gdy juz tam bede.
                      >
                      > Pomaga mi psychicznie. Duzo rozmawia, wiele rzeczy wytlumaczyl. To naprawde mad
                      > ry facet. Dzieki niemu odzyskalam swoja pewnosc siebie, ktora dawno pozostala w
                      > tle za mną. Mimo,ze urodzilam dwojke dzieci jestem wciaz atrakcyjna, wiem,ze s
                      > ie podobam mezczyzną. Widze,ze moj wyglad nie jest dla niego obojetny, ale on t
                      > ez do brzydkich nie nalezy. Ja myslalam,ze juz bede nieszczesliwa do kona zycia
                      > , sfrustrowana matka dwojki maluszkow. Zero perpektyw na cokolwiek. On obrocil
                      > moje myslenie o 180 st. Jestem chyba JUZ sczzesliwa sama ze soba. Leczylam sie
                      > na depresje ponad 2 lata(leki, psycholog). Ciezko było....
                      >

                      Ja przepraszam, ale ty tak serio? Wierzysz, że facet uleczył cię z depresji rozmowami via skype? O_O
                      • mozambique Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 00:48
                        wiesz, skoro sa "psychoterapeuci" on-line , sa telefony zaufanai, to czemu nie kots znajomy ????
                        ja wiem ze rozmowa, wysluchanie, moga b.pomóc,

                        ale tak naparawde liczy sie to co ktos robi dla ciebei, ON na razie slucha , rozmawia
                        czy to wystarczy?
                        moze tzreba sie pzrekonac czy za slowami stoi cos więcej ?
                        • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 00:58
                          Narazie łącza nas tylko słowa, to nasza jedyna forma porozumienia. Napisalam,ze mi sie tak jakby "oświadczył", oplaca mi wyjazd do niego, nie jest narazie nic wiecej w stanie zrobic, bo go fizycznie nie ma. Pomaga mi ni etylko rozmowami, ale tym, ze w ogole jest i moge się z nim posmiac do rozpuchu, rozmiesza mnie nieziemsko i nie wydaje mi sie,ze udaje, czy ma w tym celu jakis szatanski cel. Po co mialaby to robic? Malo ladnych, wolnych, atrakcyjnych kobiet tam?

                          To wszystko brzmi jak z kiepskiego romansu, o malej prawdopodobnosci zakonczenia sukcesemsmile, jestem ciekawa zakończenia.
                          • mozambique Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:06
                            wiesz - nei dziwi mnei ze rozmowami cie "uzdrawia"
                            nawet nei dziw mnie sfinansowanie ci tej wycieczki ( jesli jest zamozny i moze ci tym zrobic przyjemnsoc to czemu nie, mniej samej kiedys ktos pomógl w dosc podpbny sposób) , nei dziwi mnei nawet wasze obopólne zauroczenei

                            ale te oswiadczyny ? męzatce? zdroworozsądkowo myslacego faceta ... no cos nei bardzo
                            • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:09
                              Zapytał, czy"chciałabym kiedys być jego żoną", bo Jego"marzeniem największym jest być ze mną" i musi się "nauczyć na mnie czekać"....

                              Ja sie poryczałam.

                              Moze im mniej bede nad tym sie zastanawiala tym lepiejsmile
                              • mozambique Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:15
                                poryczalas sie ?

                                to chyab nei jestes jeszcze na spokojnych wodach skoro tak reagujesz ?

                                sorry - jesli facet w srednim wieku , z jakimis ( chyab) doswiadczeniami z kobietami , sadzi takei teksty po miesiecznej znajomosci a jescze przed pierwszym seksem to ja bym mu nie uwierzyła ani na jote...
                                • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:23
                                  Znam go od marca, miesiac byl tu w kraju. Wzruszyly mnie jego słowałza poleciała po poliku. Poryczałam to moze złe słowo. Slowa wydawałay się być szczere.Ja nie wiem co mam o tym wszystkim juz myslec. Po co ON wiec to robi?
                                  • mozambique Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:29
                                    bozzz elina , masz 28 lat a piszesz jak 16-latka

                                    zansz faceta miesiac i wierzysz mu w kazdy bzdet kotry ci wciska?
                                    w dodaktu z daleka, nie mozesz go sprawdzic, wpasc bez zapowoedzi, zrobic mu niespodzianki
                                    płaczecz gdy napisze ci cos milego?
                                    wierzysz w oswiadczyny przez GG???

                                    stanowczo powinnas kontynuowac terapie bo widac ze jestes bardzo niestabilna emocjonalnie i calkowicie niepewna siebie

                                    po co on to robi? cisnei mi sie pare odpowiedzi ale na razie jeszce sie wstrzymam, moze sie myle?
                                    • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:42
                                      Nie podchodze do tego w taki sposob, czy mam mu wierzyc, czy nie. Czy mi wciska bzdety, czy nie. Rozmawiamy normalnie jak LUDZIE, DOROŚLI ludzie. Jest jeszce cos takiego jak intuicja i ona mi podpowiada,ze to nie psychopata. Normalny facet z niego i tyle. Troche go jednak poznałam. Czasmi w zwiazkach codziennych, pomimo,ze ludzie ze soba spia i mieszkaja wclae siebie nie znaja, nie rozmawiają. My rozmawiamy, pewnie to zaprowadzi do nikąd, ale i tak nie zaluje.
                                      • bupu Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 02:01
                                        elina82 napisała:

                                        > Nie podchodze do tego w taki sposob, czy mam mu wierzyc, czy nie. Czy mi wciska
                                        > bzdety, czy nie. Rozmawiamy normalnie jak LUDZIE, DOROŚLI ludzie. Jest jeszce
                                        > cos takiego jak intuicja i ona mi podpowiada,ze to nie psychopata. Normalny fac
                                        > et z niego i tyle. Troche go jednak poznałam.

                                        A co twoja intuicja mówiła swego czasu o twoim mężu?
                                        • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 02:11
                                          Wychodząc za mąż za mojego męża wiedziałam, że świętoszkiem nie jest, ale w najgorszych koszmarach nie przyszłoby mi na myśli, że sprawy się potoczą tak jak się potoczyły.

                                          Ciekawa jestem, czy ta Wasza "troska" o uchronienie mnie przed domniemanym psychopatą za oceanem jest przejawem ironii, wycofania, chceci upokorzenia mojej osoby, zanizenia jej iteligencji, zaszkalowania jej, czy rzeczywista chęcią polemizowania na rozpoczety przeze mnie wątek.
                                          • bupu Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 03:11
                                            Szkalować? Obniżać inteligencję? Ale, przepraszam, po co? Poza tym chronić ciebie nie zamierzam, chcesz ryzykować, twoje życie, twój problem. Ale, na litość boską, masz pod opieką dwoje małych dzieci, które oprócz ciebie mają tylko tatusia przemocowca. W takiej sytuacji apel o wykazanie odrobiny zdrowego rozsądku i nie egzaltowanie się wszystkimi pięknymi słówkami pana zza oceanu nie jest chyba taki dziwny?

                                            Skoro jednak w obliczu krytycznych wobec twojej postawy postów, które w tym wątku dominują, zaczynasz przybierać pozę uciśnionej dziewicy, nad którą się tutaj tylko chcą pastwić, to ja już nic nie mówię, bo widzę, że wyraźnie nie przyszłaś tu po radę ani opinię, tylko po to, żeby ktoś cię po pleckach poklepał i powiedział "leć, dziecko za miłością, bo miłość jest najważniejsza!" Tedy ja mówię: leć dziecko za miłością, w końcu to nie moje małpy i nie mój cyrk.
                                            • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 10:47
                                              Nie!, ale powtórze się po raz n-ty dziewczyno, zebys czytała ze zrozumieniem co piszę. Caly czas zaznaczam,ze sie nie egzystuję na zapas. Nie lece jak ćma do świata, jak pszczołka do miodu. Pisze tylko jak wyglada moje zycie teraz, przyszlam tutaj po radę, jakby to mialo wygladac wszystko formalnie. Narazie dla mnie to abstrakcja, ktora ni emusi miec odzwierciedlenia w relanym zyciu, musze pozałatwiac forlmalnie wszystko tutaj. Poza tym Ameryka to nie Sybir, nie pojechałabym tam ew. na wygnanie, zawsze jest mozliwosc powrotu jak "psychopata" zzza oceanu okaże się popaprańcem. Dzieci narazie w tym ukladzie są pomijane, poki co jade tam do niego SAMA.

                                              I caly czas pamietam,ze mam pod opieka dwojke malych dzieci, one sa dla mnie najwazniejsze, dyskucsja na ten temat w ogole nie podlega rozmowie, smiesz podwazac moją odpowiedzialnosc i nawet milosc do nich w imie rzekomego mojego romansu i zachłyśniecia się jak rybka powietrzem.

                                              Pewnie, że"polecę", dlaczego mam nie lecieć...Mam prawo nawet i odpocząc na tydzien od dzieci.
                                              • bupu Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 19:42
                                                Gdyby to była abstrakcja, nie spędzałabyś czasu na forach, pytając o formalności, związane z wyjazdem dzieci. Nieprawdaż?
                                                • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 20:07
                                                  Chcialam sie TEORETYCZNIE obeznac w temacie. Niczego nie zakladam jednak z góry. Interesuje mnie ta wiedza, nie widze nic w tym złego.
                                                  • bupu Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 20:16
                                                    elina82 napisała:

                                                    > Chcialam sie TEORETYCZNIE obeznac w temacie. Niczego nie zakladam jednak z góry
                                                    > . Interesuje mnie ta wiedza, nie widze nic w tym złego.

                                                    Ale po co ci ta teoretyczna wiedza, skoro to dla ciebie abstrakcja i wcale a wcale nie mierzysz w marzeniach białego welonu, oraz nie widzisz się amerykańską doktorową? Huh?
                                                  • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 20:33
                                                    Jest to dla mnie "abstrakcja"(nudzi mi sie juz to słowosmile), bo bardziej wyobrażona w marzeniach, co wcale nie oznacza,ze nie chcialabym by ta abstrakcja się ziściła. Musze jednak myśleć przytomnie, bo mam dzieci. Babska ciekawość obeznania się w temacie wzieła górę na moment nad rozsądkiem. Gdybym była sama(bez moich Aniołkow) sprawy by nie było...
                                • bupu Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:24
                                  mozambique napisała:

                                  > poryczalas sie ?
                                  >
                                  > to chyab nei jestes jeszcze na spokojnych wodach skoro tak reagujesz ?
                                  >
                                  > sorry - jesli facet w srednim wieku , z jakimis ( chyab) doswiadczeniami z kobi
                                  > etami , sadzi takei teksty po miesiecznej znajomosci a jescze przed pierwszym s
                                  > eksem to ja bym mu nie uwierzyła ani na jote...

                                  Uwierzyłabym mu. Na tyle, na ile sama mogę przesunąć fortepian.
                      • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 00:49
                        Nie, on mnie nie wyleczył. Skonczylam brac leki pod koniec 2009. Duzo mi pomogly(leki) i psycholog też. On był tylko dopelnieniem jak juz zaczelam funkcjonować bez prochów. W takiej depresji jaka ja mialam nikt by do mnie nie dotarł, nawet on. Ta choroba nie byla w kontekscie jego osoby, to tylko tak na marginesie do czego doprowadzilo mnie moje malzenstwo.
                        • bupu Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 00:54
                          Aaa, jeśli tak, to zwracam honor i przepraszam.
                          • mozambique Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:00
                            mi to wyglada na to ze ON nie jest wielka miloscia
                            jest plastrem na twoja potworna ranę


                            plaster jest b.uzyteczny- pomaga sie zagoic

                            ale kazdy ci powie ze z plastrem nie nalezy wiazac powaznych planów, w pewnym momencie musisz go zerwac
                            a w nowy związke nalezy wchodzic po calkowitym "wyleczneiu" sei ze starego,

                            a ty jeszce nie rozpoczelas nawet rozwodu, jeszcze najgorsze przed tobą ,
                            nie chce cie straszyc ale kazdy rozowdnik przyzna ze to prawda


                            Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
                            • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:06
                              To jest wlasnie zycie, gdyby tak do wszystkiego podchodzic schematycznie i z ciaglym lękiem czlowiek nic w nim by nie osiagnął. Ryzyk, fizyk.Zycie potrafi zaskakiwac wlasnie w momentach najmniej odpowienich, kiedy sie tego nie spodziewami i to jest jego urok. Ja nie umiem sobie zaplanowac ksiązkowo zycia, nikt nie umie...

                              Mysle,ze ONnie jest plastrem na moja ranę. Męża nie kocham, a wlasnie mąż tą najwieksza raną był, z ktorej sie juz wyleczylam zanim go poznałam. ON sie pojawil na etapie oswajania sie z sytacją, z pogodzeniem się....
                              • mozambique Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:11
                                o plastrze napisalm z wlasnego doswiadczenia, zreszta na pewno psycholog przestzregal cie przed "rzucaniem sie na glowkem na oslep , w pierwszego faceta ktory otoczy cie troska i uwaga" bo w takiej sytaucji mozan wybrac bardzo źle

                                niech zgadne - do swego malzenstwa tez nie podchdozilas schematycznei i nie ksiazkowo? niczego nei chialas planowac i po prostu kochalas i poszlas w spontann ?
                                no i popatrz gdzie wylądowalas ? u psychiatry i na silnych lekach

                                no jesli to jest twój wzór na zycie ....
                                • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:18
                                  Napisałam to w kontekscie tego, ze niby ON jest moim lekarstwem na cale zło..., a nie jako takiego wzoru na zycie..

                                  Trzeba planowac, trzeba rozmawiac z przyszlum mezem itp., ale potem zycie weryfikuje sobie po swojemu. A raczej druga polowka, która zawrocila na swoje meandry i pomysły zyciowe.:/. Nie ma gotowej recepty i regulu na udany zwiazek. Do tanga trzeba dwojga.

                                  Jedyne z czego sie ciesze, ze nie wycofalam sie na facetow i wierze, ze nie kazdy to drań i wierze,ze sa jeszcze poczciwi mezczyzni na tym ziemskim podołku.
                                  • mozambique Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:23
                                    cieszysz sie ze sie nei zablokowalas na facetow

                                    i spokojne rozpoczynasz romans bedac mezatką
                                    a ów poczciwy facet i w ogóle-nie-drań, w kótrego wierzysz, nei ma zadnych oporów zeby bzykac męzatkę

                                    no troche to swiadczy o waszym podejsciu do zasad udanego związku

                                    ale to twoje zycie , twoje decyzje , sama bedziesz ponosic ewentulane konsekwencje
                                    • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:30
                                      Ta mężatka po "bzykaniu" nie wraca do męża i nie bzyka się potem z nim. Sytauacja jest nie do uratowania. Ja do tego podchodze troche w inny sposob, nie w taki świętobliwy i bez skazy.Masz racje to moje zycie i to ja bede podejmowac tego konsekwencje.

                                      Konsekwencja ew. rozwodu z winy obojga mnie nie przeraża.
                                      • mozambique Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:37
                                        ok- widac takei masz zasady zyciowe

                                        ale w swietle ego co piszesz jzu troche mneij jestem sklonan uwierzyc w paskudnosc twojego meza

                                        coraz bardziej skalaniam sie ku zdaniu ze trafil swój na swego
                                        • elina82 Re: To w cudzysłowiu to cytat? 06.12.10, 01:46
                                          Za bardzo filozofujesz. Za duzo rozkminiasz i rozmyslasz o ludziach, ktorych w ogóle nie znasz, nie wpominajac juz o tym, ze nie masz zielonego pojecia co skladalo sie na tresc ich zycia. Wysuwasz wnioski na podstawie kilku zdań, odmiennych zdań, które nie są kompatybilne z Twoimi i na podstawie tychze kilku zdań masz gotową opinie o danym czlowieku.

                                          Mozna i tak, ale ja się pod tym nie podpiszę...
        • mozambique Re: Nie ma o czym gadać... 05.12.10, 23:49
          ja raczej nei wierze w bajki

          i cos nie bardzo chwytam historie o Wszechograniajacej MIlosci przystojengo, wykształconego, pozostajacego bez zobowiązan zamoznego kawalera z Hameryki wykwitłej w tydzien do znękanej , wymęczonej i sfrustrowanej malzenstwem mezatki z dwójka dzieci i Wielkimi Planami Zyciowyi z ta miloscia zwiaznymi

          bardziej wierze w wesolą przygode urlopową amerykanskeigo lekarza w ojczystym kraju


          ale przeceiz moge sie mylić

          w kazdym razie życzę dobrze !
          • kalpa Re: Nie ma o czym gadać... 06.12.10, 00:11
            Elina, jedź, zobacz, spróbuj- tylko po prostu miej kase na bilety powrotne w razie czego. Przeciez to nie jest calkiem nieznany facet!
            ja miałam piekny, goracy romans rok temu, i chociaż skonczył sie szybciutko, to dal mi dużo radości i przyjemności, a przede wszystkim wniosł do mojego życia świezy powiew po tym, jak z exem sie rozstalismy. I cieszę sie, ze tą przygode przezyłam smile było slodko, rózowo i excytująco. I bardzo, bardzo fajnie smile
            mimo, że sie skończylo i nie powtorzylo wink
            • mozambique Re: Nie ma o czym gadać... 06.12.10, 00:20
              KAlpa,oczywsice , tez uwazam ze goracy romans to najlpeszy lek na rozstanei jaki moze byc

              ale PO rozsatniu , a nei przed

              teraz to zbyt ryzkowne po prostu
              • elina82 Re: Nie ma o czym gadać... 06.12.10, 00:24
                Dzieki kalpa, mysle podobnie....wink

                Mozambique nikt się nie dowie.
    • can-on1 Re: Wyjazd z dziećmi do USA 06.12.10, 08:23
      elina82 napisała:

      > Sprawdziłam , poznaliśmy się w kraju( w Polsce), jest znajomym mojego
      > znajomego, też lekarza. Często mam go na "kamerce" jak
      > jest w swojej pracy, w swoim gabinecie


      tylko polski tłuk mogl wpasc na powyzszy pomysl identyfikacji doktora , w USA potencjalni pacjenci maja do tego oficjalne strony rzadowe oraz strony instytucji ( federalnych oraz poszczegolnych stanow ) certyfikujacych lekarzy , moga sprawdzic na nich numer licencji lekarza , instytucje ktora ja wydala , kiedy zostala wydana i jaki jest termin jej wygasniecia , w jakich stanach lekarz prowadzil praktyke .Mozna sprawdzic czy licencja zostala kiedykolwiek zawieszona ( - lub aktualnie jest ) , czy byly podjete (- jakie ) kroki dyscyplinarne wobec lekarza , czy dany lekarz poniosl kiedykolwiek kare i jaka . Mozna nawet sprawdzic wysokosc osiaganych dochodow a te u lekarza-onkologa w Nowym Jorku to nie jakies glupie $200 000 internisty ale $400 000 - 500 000 i wiecej .

      Strona Departamentu Zdrowia stanu Nowy Jork :
      www.health.state.ny.us/
      onkolodzy ktory maja prawo praktykowania w Nowym Jorku :
      www.nydoctorprofile.com/search_results.jsp

      instutucja certyfikujaca :
      www.abim.org/
      ---------------------------------------------------------------------------------------------------------


      P.S. Zalogowalem sie po przeszlo roku nieobecnosci majac zamiar podzielic sie wrazeniami z pobytu z moja kochana zona w Polsce , pierwszy raz po 22-latach . Trafilem na ten watek i zabraklo czasu na dluzsze forumowa sesje .
    • sonia_30 Re: Wyjazd z dziećmi do USA 06.12.10, 09:25
      Skoro to "niepojęta abstrakcja", na jakiej zasadzie pomysł/rozważania jak sprawa wyjazdu z dziećmi wygląda od strony formalno - prawnej?
      35-latek z pozycją, przystojny, bogaty i cały cudowny wyznający miłość na bazie internetowej znajomości rzeczywiście absurdem trąci, a jeszcze większym kobieta po przejściach z nierozpoczętą sprawą rozwodową, zadurzona jak nastolatka, obmyślająca jak można zorganizować wyjazd z dziećmi do USA.
      • mediator.org Re: Wyjazd z dziećmi do USA... 06.12.10, 09:43
        Cały wątek to "niepojęta abstrakcja" i absurd wink wink wink

        Zwłaszcza te rozmowy z pracy pana doktora i kamerka (jako dowód)
        pokazująca gabinet pana doktora wink

        Ubawiłam się - dobry prezent na Mikołajki wink
        • sonia_30 Re: Wyjazd z dziećmi do USA... 06.12.10, 10:06
          Tyle że to niestety nie żart. 28 - letnia kobieta, matka 2 dzieci, zupełnie poważnie sprawę traktuje, wszak ujrzała na monitorze męskie łzy wink Ja pierdziedże!
          • mediator.org Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 10:23
            A mnie się jednak wydaje, że cały ten wątek to czyjaś zabawa.

            po pierwsze - pani ma dwójkę małych dzieci a zadziwiająco dużo czasu poświęciła na pisanie w tym temacie wink
            po drugie - egzaltacja nastolatki aż się wylewa z każdej wypowiedzi.
            po trzecie - pan doktor onkolog, tak strasznie zakochany i nie może przylecieć do ukochanej przez prawie rok?! Kasy ma jak lodu więc cóż za problem? Przynajmniej pani by się wyspała wink
            No i te rozmowy z pracy pana doktora, kamerka... przecież to gimnazjum po prostu (przepraszam gimnazjalistów wink )
            To pachnie harlekinem, którego ktoś się za dużo naczytał.
            Same wypowiedzi pani są niespójne, zaprzecza sobie, właściwie nie wiadomo czego chciała się dowiedzieć zakładając ten wątek.
            Jedyna myśl, jaka przychodzi do głowy - pani chciała popisać o miłości a raczej "miełości" wink
            - romantycznej, naiwnej, egzaltowanej, pełnej westchnień (przez skype wink ).
            O której pewnie marzy gdyż młodą osobą jest smile
            • aiwlysji Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 10:34
              rany...........TAK wrocmy na ziemie drogie sceptyczki, przeciez WSZYSCY wiedza, ze polska "prawie" rozwodka z 2 dzieci jest przegrana zyciowo, powinna jeczec i plakac, ze ciezko, ze kasy prawie nie ma, ze o milosci nawet nie marzy!
              wiara w to, ze LEKARZ z usa moze zakochac sie w kobiecie " po przejsciach" z dziadolandu czytaj: Polska................jest nie mozliwym. super, ze sprowadzacie ja na ziemie, wasza dobroc i wiara w zycie jest porazajaca, jak wy sie o autorke watku troszczycie, jak bardzo nie chcecie, zeby sie poparzyla...chwala wam drogie sceptyczkiwink
              ex moze robic co mu sie zywnie podoba noooo ale matka polka to musi byc powazna i nie bujac w oblokach (w naszym cudnym kraju tylko kolesia wolno sie zabujacwink)

              czlowiek, ktory przestal marzyc i fantazjowac juz dawno umarl!
              • mozambique Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 10:55
                zaraz - jaki ex ? jaki ex?

                jak na razie to jest oficjalnie pan mąz i pani żona w związku małżenskim ,

                i jakis koleś na panią żone napalony
                i ona na niego
                i to chyba by było na tyle ...

                Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
                • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 11:07
                  Dobrze napisałaś- OFICJALNIE.

                  Byc moze źle zrozumialas mojego wczesniejszego posta do Ciebie o ew. mieniu wszystkiego w "świetym powazaniu "odnoscie moich konsekwencji, gdyby"romans" sie wydał.
                  Moj maz juz mnie nie intresuje jako czlowiek i jako mezczyzna, przedadł z kretesem i to nie bedzie zadna zdrada. Najwyzej bede sie tlumaczyc w sadzie jak i on ze swojego romansu i innych poczynań.

                  Nie jestem osobą rozwiązła moralnie i seksualnie jeśli o to chodzi.
                  • tricolour No jak nie jak tak. 06.12.10, 11:57
                    Przecież wyraźnie napisałaś, że pójdziesz do łóżka z facetem, którego znasz ze skype. Nie wmówisz tutaj, że chodzenie do łóżka z nieznajomym wynika zasad moralnych.

                    Po prawidzie, to możesz chodzić z kim chcesz, mnie nic do tego, ale nie pisz, że mężatka (nawet tylko formalnie) idąc do łóżka nie zdradza męża. Owszem, zdradza, bo jest mężatką. Nie zdradza gdy jest rozwdódką, a ten prosty fakt wynika z porządku rzeczy. Rozumiesz? Gdy weźmiesz bez wiedzy, to jest to kradzież nawet gdy później za to zapłacisz.

                    Warto byś zaczynała budowac zycie bez zbędnych manipulacji sobą.
                    • elina82 Re: No jak nie jak tak. 06.12.10, 12:09
                      Nie będzie to zdrada emocjonalna. Bedzie to zdrada z nazewnictwa, z automatu, z urzędu i tylko tyle. Już napisalam,ze w przypadku ew. wydania sie "zdrady" poniosę konsekwencję. Moje małżeństwo można by JUZ teraz nazwać za zakończone, poniewaz upłynął rok, nastapił trwały i zupełny rozkład pożycia małżeńskiego. To tylko formalność.
                      • mozambique Re: No jak nie jak tak. 06.12.10, 12:29
                        to bedziesz mogal powiedziec dopiero po ostatnej rozprawie

                        na razie jeszce nie było pierwszej
                        • elina82 Re: No jak nie jak tak. 06.12.10, 13:02
                          W końcu rozwód dostanę, to kwestia nieprzyjemnych formalnosci i czasu.
                      • tricolour Gotowa jesteś na konsekwencje? 06.12.10, 13:59
                        Także takie, że nie szanuje się łatwej zdobyczy?

                        Może jeszcze nie wiesz, ale większośc facetów ma w głębokim poważaniu łatwe kobiety, bo istotą jest polowanie, a nie świniobicie.

                        A Ty już wręcz oddajesz się zanim dotarłaś na miejsce... dzieciak jeszcze z Ciebie.
                        • elina82 Re: Gotowa jesteś na konsekwencje? 06.12.10, 14:18
                          To nie byłby łatwy seks...

                          Kolejny dowód na traktowanie kobiety jako podgatunek, mniejszość społeczną nie podparta rzeczowymi argumentami. Kobieta- dziwka, suka, kur..wa vs Mężczyzna-ogier, zdobywca, don juan, maczo. Społeczne przyzwolenie na tego typu zachowanie na korzyść mężczyzn. Nic nowego!

                          Chciałabym go dotknąć, pocałować. Cokolwiek zrobię bedzie to z walsnej, nieprzymuszonej woli.
              • elina82 aiwlysji 06.12.10, 11:02
                Dziękuje Ci za tego maila.

                Nie bede sie tutaj dalej rozpisywać, bo widzę, że to nie ma sensu. Moje odpowiedzi są jak najbardziej spójne, a jako,ze zostałam"zaatakowana" nic dziwnego,ze mogą nie mieć odźwięku jaki powinien mieć. Przyszłam tutaj tylko po radę teoretyczną, by miec mniej wiecej rozeznanie w sytuacji, co niczego nie przesądza. Trafiłam na watek "rozwod i co dalej" nie bez przyczyny, jestem w trakcie rozwodu, ale moje zycie sie na tym nie zakończyło i toczy się dalej i mam prawa do niego jak kazdy inny. Mąż w tym temacie jest poza krawędzią. Jetsem jego żona tylko formalnie i moja w tym glowa by to po koliei wszystko pozałatwiać.
                Radze przeczytać wszystkie moje posty, a w przypadku ew. pytań i niezrozumień mnie zapytać, a nie atakować i nie drwić.

                • sonia_30 Re: aiwlysji 06.12.10, 11:18
                  Taaa to mniej więcej tak samo jak zasięgałabym porady nt. tego w co zainwestowac kasę, bo kumulacja się zbliża i pefnie tym razem 25 baniek trafię wink
              • sonia_30 Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 11:12
                To zupełnie nie o to chodzi! Niech sobie buja gdzie chce, ale rozważania nt. przyszłości i tworzenie jakichkolwiek planów to dość odległa przyszłość, jak mgła różowa z oczu spadnie, jak już będzie wiedziała kim pan dr jest i jak jej się z nim żyje. Nie jest sama, ma pod opieką dzieci, dodatkowo rozważa czy by czasem ojcu praw rodzicielskich nie ograniczyć, a nawet pozbawić.
                Marzyć o tym żeby z panem dr tworzyć związek cudowny i wspaniały to jedno, wierzyć w miłość pana dr i być przekonanym o jego szczerości to drugie. I o tym niuansie piszę.
                • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 11:20
                  Teraz przynajmniej nie drwisz i dobrze prawisz. Widac i tak tez można...

                  Dlatego pisze,ze wszystko po kolei, nie spieszy mi się.
                  • sonia_30 Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 11:35
                    Gdybyś rozmawiała ze mną przez skype, zauważyłabyś pewnie że nadal drwię wink
                    • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 11:41
                      W taki razie zostawiam Cie z Ta Twoja żółcią wylewającą się aż na monitor.
                      • mozambique Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 12:32
                        Elina - skorzystalas z podanyj wyzej wątków i sparwdziłas owego pana lekarza w spisach , rejstarch,, nuemrach licencji i prawach do wynywania zawodu ???

                        bo wiesz - ja wiem Dr House i ER to tylko seriale ale ze w HAmeryce lekarz onokolog na dyżuzre w szpitlalu moze godzinami romansowac przez skype's ze sluzbowego kompa i w godzinach pracy to jakos mało wierze ...
                        • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 12:52
                          Jeszcze nie sprawdzalam, usiade do tego na spokojnie, ale to,ze jest lekarzem jestem pewna i dam sobie przestrzelić stopę, odciąg ręke i glowę jak bedzie konieczność. Moj znajomy w Polsce studiuje w W-wie medycyne, bylam z NIM w Warszawie, slyszalam ich rozmowy. Nie mam PODSTAW by sadzic, ze jest inaczej.

                          Rozmawiamy jak jest w domu, ale miejsce jego pracy mi "pokazywal". Ma swoj komputer, swoja kamere. Kazdy kto ktos zna realia jakie sa w Stanach,ze tam praca pochlania wiekszosc czasu, malo jest na cokolwiek czasu bardziej zrozumie to,ze nie moze ON do mnie przyjechać wtedy kiedy mu sie "zachce".
                          • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 13:11
                            Mozambique sprawdzialam, myslalam,ze to bardziej skomplikowane. Wpisalam imie i nazwisko- WYSKOCZYŁ.
                          • mozambique Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 14:25
                            ja jednak mysle ze swobodny zamozny kawaler bez zobowiazan łatwiej moze "wyskoczyc" z USA do POlski na tydzień niz niezamożna mezatka z dwojgiem dzieci , która musi chocby zdobyć wizę
                            • elina82 Re: Wyjazd z dziećmi do USA...ha 06.12.10, 14:33
                              Wizę posiadam, pisałam we wcześniejszych postach,ze odwiedzałam ten kraj niejednokrotnie. Wizę dostałam na 10 lat, jeszcze jest ważna.

                              Finanse zwiazane z podroza on wzial na siebie.

                              Na dzien dzisiejszy sytyacja wyglada tak,ze to ja jade do niego, co nie znaczy,ze nastepnym razem nie przyjedzie on do Polski.
    • nangaparbat3 A może? 06.12.10, 16:40
      Bo uświadomiłam sobie, że przez te wszystkie godziny, kiedy Elina siedzi na skypie, z drugiej strony też jednak KTOŚ siedzi. To jest najprawdziwszy wkład w relację - czas.
      I przypomniałam sobie, jak kiedyś wszyscy, dosłownie wszyscy co najmniej podejrzliwie podchodzili do moich uczuć względem przyszłego męża a aktualnego exa - tylko i wyłącznie dlatego, że on miał 22 lata, a ja 30. Byłam zakochana po uszy i naprawdę głęboką miłością, a on słyszał zewsząd, że to niemożliwe, by trzydziestoletnia kobieta mogła go szczerze kochać.

      Czy naprawdę niemożliwe, żeby przystojny doktor z NY zakochał się w samotnej matce dwojga dzieci?

      Ludzie bardzo nie lubią nietypowych sytuacji, nietypowych zachowań. To wylazło w tym wątku. Pewnie, trzeba sprawdzić, przekonać się, spróbować. Ale też nie zapominać, że serce ma swoje racje.
      • tricolour A i owszem... 06.12.10, 18:31
        ... może sie zakochał z tym jednak, że miłość to nie jest siedzenie przed komputerem i skypowe pogawędki tylko to, co może POZOSTAĆ po netowych pogawędkach, burzliwym seksie na rozpoznanie, długich rozmowach, poznaniu swoich zalet i wad.

        Gdy zaś ktoś pisze, że zamierza spędzić zywot z tym, którego jeszcze dobrze na oczy nie widział, to do miłości jeszcze daleko, że ho ho! Ta nadmiarowa deklaracja wręcz utrudnia miłość.
        • elina82 Re: A i owszem... 06.12.10, 19:03
          Tricolour widziałam go dobrze na oczysmile.

          Z kim ja spędzę żywot to nawet wszyscy Święci nie wiedzą, a jak wiedzą to mi nie powiedzą. To, ze napisałam,ze sobie życia bez niego nie wyobrażam- to sporo w tym prawdy, ciężko by mi było gdyby nagle zniknął w czeluściach internetu.

          Ja Ciebie rozumiem tri.. i zgadzam się też z tym., ale popatrz tez na to z innej strony. Paradoks może polegać właśnie na tym, ze takie zwiazki na odleglosc mogą miec wiecej na wartosci niz takie codzienne, w ktorych jest tylko obecnosc fizyczna, nie podparta rozmową, wzajemnym zrozumieniem itp. Tak jak napisała Twoja poprzedniczka- czas, ktory sobie nawzajem poswiecamy jest dobrym wkladem w te relacje. Dobre i to na poczatek.

          • noname2002 Re: A i owszem... 06.12.10, 21:36
            Nie będę wyrokować czy możliwe żeby lekarz z NY zakochał się w mężatce z dwójką dzieci i spekulować jakie on ma zamiary.
            Wiem natomiast jak się człowiek czuje przed, podczas i po rozwodzie albo po zakończeniu długiego związku i wtedy właśnie wybuchają "wielkie miłości" bo się jest strasznie rozchwianym emocjonalnie, spragnionym jakiegokolwiek uczucia i przede wszystkim bardzo chce się uciec od przygniatającej, ponurej rzeczywistości(zwłaszcza jak się jeszcze miało depresję). A takie "wielkie romantyczne uczucie" jest idealną ucieczką.
            Podejrzewam, że moi poprzednicy to właśnie Ci usiłują wytłumaczyć, że w tej chwili żyjesz piękną iluzją.
            I wierzę, że można kogoś poznać rozmawiając, ale mnie te łzy w oczach i deklaracje, że widzi w Tobie przyszłą żonę to brzmią jakoś niepokojąco.
            • sonia_30 Re: A i owszem... 06.12.10, 22:02
              Ano właśnie.. Można być kimś zauroczonym, klikać noc w noc, ale nie ekscytować się faktem że 35-letni pan na bazie netowych kontaktów miłość wyznaje, tudzież małżeństwo proponuje, bo to jest powód do natychmiastowego zwinięcia żagli.
              • elina82 Re: A i owszem... 06.12.10, 22:37
                Swoją żałobę nad związkiem i mężem przechodziłam jeszcze w związku. W końcu zdecydowałam sie na ten ostateczny, radykalny krok jakim jest rozwod. Upłynęło duzo wody, wypadło dużo włosów i morze łez. Był to długotrwaly proces, ale zakończył sie dla mnie sukcesem. SuKcesem w sensie, ze przestałam kochac męża. Długo problem tkwił we mnie własnie zw względu na to, ze nie umiałam przestać go kochać i zbyt długo "szarpałam" się z tym co w efekcie doprowadziło do ciężkiej depresji. MUSIAŁAM przestać go kochac, jesli juz nie dla siebie- to dla mojej rodziny i paradoksalnie dla dzieci, bo to toksyczny związek był i to toksyczny człowiek jest. ON sie pojawił, gdy juz byłam wolna od tego emocjonalnego uzaleznienia od męża i calkiem dobrze sobie radziłam, mysle, ze w innej sytacji by się mna nawet nie zainteresował.


                Deklaracje ONEGO moga nigdy sie nie pokryc w rzeczywistosci, przytaczam tylko slowa, ktore do mnie kieruje. Ale zdarzaja sie cuda, te internetowe rowniezsmile.

          • z_mazur Re: A i owszem... 06.12.10, 23:48
            > Tak jak napisała Twoja poprzedniczka- czas, ktory sobie nawzajem poswiecamy jest dobrym wkladem w
            > te relacje. Dobre i to na poczatek.

            Ale co to za wkład? Rozmowy? A jakie te rozmowy mają przełożenie na rzeczywistość?
            Przecież on Ci może w tej chwili powiedzieć wszystko. Ba. On, w to wszystko co mówi, może nawet w tej chwili wierzyć (bo bardzo prawdopodobne, że jest tak samo zauroczony jak Ty). Co nie zmienia faktu, że tylko relane życie i przebywanie ze sobą może to zweryfikować.

            On np. może Ci powiedzieć, że przepada za małymi dziećmi i nawet może mu się wydwać że tak jest, ale np. po dwóch nieprzespanych przez dziecięcą chorobę i płacz nocach, może się okazać, że zbyt łatwo wpada w irytację i złość.
            • elina82 Re: A i owszem... 07.12.10, 00:10
              z_mazur napisał:

              > > Tak jak napisała Twoja poprzedniczka- czas, ktory sobie nawzajem poswieca
              > my jest dobrym wkladem w
              > > te relacje. Dobre i to na poczatek.
              >
              > Ale co to za wkład? Rozmowy? A jakie te rozmowy mają przełożenie na rzeczywisto
              > ść?

              Własnie ta rzeczywistość wszystko zweryfikuje, nie od razu"RZYM ZBUDOWANO" i nie od razu musi byc wszystko łatwo, gładko, z górki i przyjemnie. Rczeczywistosc narazie wyglada tak, zeza 10 dni do niego jadę.

              Przecież on Ci może w tej chwili powiedzieć wszystko. Ba. On, w to wszystko co
              > mówi, może nawet w tej chwili wierzyć (bo bardzo prawdopodobne, że jest tak sam
              > o zauroczony jak Ty). Co nie zmienia faktu, że tylko relane życie i przebywanie
              > ze sobą może to zweryfikować.

              > On np. może Ci powiedzieć, że przepada za małymi dziećmi i nawet może mu się wy
              > dwać że tak jest, ale np. po dwóch nieprzespanych przez dziecięcą chorobę i pła
              > cz nocach, może się okazać, że zbyt łatwo wpada w irytację i złość.

              A mnie się wydaje, ze za dużo tego wydawania sięsmile. Wydaje mnie się, ze wiem co się mnie wydajesmile. A co jemu się wydaje predzej czy później wylezie na swiatlo dzienne.

              Narazie nikomu nie dzieje sie krzywda i jest jak jest...moze im mniej będę sie nad tym zastanawiac tym lepiej. Nic nie planuję i niech sie dzieje wola niebios. Nie jestem pod przymusem podejmowania jakichkolwiek decyzji.
            • nangaparbat3 Re: A i owszem... 07.12.10, 00:14
              No dobra - a czym różni się rozmowa w knajpie od rozmowy na skypie?
              NA razie mamy przedbiegi - Elina pojedzie do niego na parę dni, może potem spędzą gdzieś razem wakacje - z dziećmi? A może zresztą nie. Może go będzie wkurzać płącz dziecka (ale czy kilkuletnie dziecko musi w nocy płakać?), a może rozczuli - moja babcia, bardzo mądra kobieta, twierdziła, że prawdziwi mężczyźni są opiekuńczy.
              Chwilami mam wrażenie, że piszący zapominają, że tych dwoje na samym początku się spotkało - może zadziałała chemia, a rozmowy to ciąg dalszy, bardzo rozwijający może być. Że ona sobie roi o wyjeździe z dziećmi? No roi sobie, każdy zakochany sobie roi, o ile pamietam wink Trochę sobie roi, trochę patrzy trzeźwo, na razie jedzie SAMA i NA TYDZIEŃ - może przeżyje, zobaczymy. Póki co ryzykuje niewiele. A Wy kraczecie jak wrony i czyhacie jak sępy.
              • elina82 Re: A i owszem... 07.12.10, 00:18
                NangaNanga I love You.smile Ja nie wiem co mialabym jeszcze dopisac...smile
              • bupu Re: A i owszem... 07.12.10, 02:35
                nangaparbat3 napisała:

                > No dobra - a czym różni się rozmowa w knajpie od rozmowy na skypie?
                > NA razie mamy przedbiegi - Elina pojedzie do niego na parę dni, może potem spęd
                > zą gdzieś razem wakacje - z dziećmi? A może zresztą nie. Może go będzie wkurzać
                > płącz dziecka (ale czy kilkuletnie dziecko musi w nocy płakać?), a może rozczu
                > li - moja babcia, bardzo mądra kobieta, twierdziła, że prawdziwi mężczyźni są o
                > piekuńczy.
                > Chwilami mam wrażenie, że piszący zapominają, że tych dwoje na samym początku s
                > ię spotkało - może zadziałała chemia, a rozmowy to ciąg dalszy, bardzo rozwijaj
                > ący może być. Że ona sobie roi o wyjeździe z dziećmi? No roi sobie, każdy zakoc
                > hany sobie roi, o ile pamietam wink Trochę sobie roi, trochę patrzy trzeźwo, na
                > razie jedzie SAMA i NA TYDZIEŃ - może przeżyje, zobaczymy. Póki co ryzykuje nie
                > wiele. A Wy kraczecie jak wrony i czyhacie jak sępy.

                Ależ ja nie czyham, szczęścia i zdrowia życzę. Jedyne co mówię, to to, że tak naprawdę nie zna tego człowieka, więc odrobina ostrożności i rozsądku byłaby wskazana, w miejsce wyobrażania sobie świetlanej przyszłości z doktorem, oraz nie zawracania sobie głowy myśleniem, bo tak lepiej. Poza tym, jak tu rozsądni ludzie wskazywali, jest w trakcie rozwodu, więc po co dawać mężowi do ręki broń?
                • bupu Re: A i owszem... 07.12.10, 02:39
                  Za szybko, psiakostka, wysłałam. Kończąc zatem moją myśl, mam nadzieję, że się Elinie ułoży i doktorek jest księciem z bajki, ale podejście "nie będę o tym myśleć, może tak jest lepiej" jest cholernie infantylne. Oraz wiedzie prostą drogą do bardzo złych wyborów w kwestiach uczuciowych (sprawdziłam na własnym zadku). Jednakowoż ona postąpi jak chce, to jej bajka i życzę jej i jej dzieciom szczęścia. Serio serio.
              • z_mazur Re: A i owszem... 07.12.10, 09:21
                Czym się różni rozmowa na skypie od rozmowy przy kawie w kawiarni? Mniej więcej tym, co oglądanie ciastek w tej kawiarni przez szybę lodówki, a zamówieniem tego ciastka i spróbowaniem go.

                Człowieka poznajemy dopiero w momencie gdy widzimy go w różnych sytuacjach życiowych. Nawet głupie spotkanie na kawie da nam dodaktowe informacje w porównaniu do rozmowy przez komunikator. Jakie informacje? A choćby takie jaki jest stosunek tego człowieka do obsługi w kawiarni (sposób w jaki zamawia, jak płaci), do innych klientów itp. itd. Nawet takie drobiazgi jak zachowuje się wobec osoby, z którą rozmawia w otoczeniu innym niż kamerka internetowa mogą dać dodatkowe informacje.

                Cała ta historia jest mocno infantylna. Facet wyznający miłość i proponujący małżeństwo, przy znajomości praktycznie wyłącznie wirtualnej i kobieta, która to wszystko bierze za dobrą monetę (tak jest, widać to w każdym poście autorki, mimo że stara się jak może podkreślić swój dystans, którego IMHO w ogóle nie ma), to ogólnie połączenie mocno ryzykowne.

                Nie mówię, że ta historia nie może mieć happy endu, ale na ile znam dynamikę relacji międzyludzkich, to oceniałbym szanse na taki koniec jako mocno teoretyczne.
                • elina82 Re: A i owszem... 07.12.10, 10:59
                  Dziekuje Wam wszystkim za rady, za porady dobre i złe, bo w kazdej jest esenscja wartości. Przyjme rowniez każda sugestię, czy krytykę, ale przekazaną z taktem. Przeczytałam, przemyślałam.

                  Z Mazur, moj mąż zawsze był gentelmenem, w kawiarni, w kinie, kwiatki, cuda na kiju, niewidy. Po ślubie(jakiś miesiąc?) pierwszy raz usłyszałam od niego"spierd...alaj", w nagrode na moja sugestię, by zrobił cos inaczej, a co nie było po jego myśli.

                  Ja wiem,ze takie"zwiazki" na odleglosc maja małe szanse na powodzenie.

                  Jest to mało prawdopodobne, ale nie niemożliwe.

                  Dziekuje raz jeszcze i pozdrawiam wszystkich!
                  • blueberries37 Do Eliny 12.12.10, 09:47
                    Elinko, uwazam ze dobrze robisz. Jedz, pobadz z nim. Nie ma innego wyjscia. Jezeli ma cos z tego byc, to trzeba wyjsc poza skype. Nie uwazam ze jestes infantylna. Trzeba dawac sobie szanse i swojeu szczesciu. Serce, intuicja podpowie. Trzeba tylko sluchac.
                    O byciu ostroznym( zwlaszcza jak sie ma dzieci)nie musze ci powtarzac.
                    Wg mnie nie ma nic dziwnego ze lekarz-Polak z NY chcialby wiazac sie z Polka(co z tego ze rozwodka z dziecmi). Tam rozwody sa na porzadku dziennym. A on pracujac pewnie dlugie godziny, mozliwosci poznania kogos odpowiedniego tez ma mocno ograniczone, druga sprawa:nie koniecznie Amerykanki czy inne nacje moga mu odpowiadac, niekoniecznie lekarki Amerykanki moga nim byc zainteresowane.
                    Zobaczysz jak zyje, jak wam sie razem przebywa, zobaczysz czy pewne rzeczy nie koloryzuje(czasem i tak bywa), pieniadze sa wzgledne. To co u nas moze wydawac sie wielkim majatkiem, dorobkiem, tam okazuje sie ze poza kredytami niewiele zostaje. Nie namawiam na bycie materlialistke, ale... ladujac sie w cos z dziecmi bylabys niepowazna nie majac tego na wzgledzie.
                    Ja zycze Ci szczescia. Odwagi, nie ogladania sie na to co ludzie mowia.
                    Daj znac jak bylo w NY no i jak sie to dalej toczy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja