ag13ag13
08.12.10, 18:47
Jestem ponad dwa mies. po rozwodzie , myslalam, ze sam rozwod wyswobodzi mnie z bolu i cierpienia. Nie tak hop. Jest jednak troche lepiej. Zastanawiam sie, jak wracac do normalnosci, by mi sie chcialo, tak bardzo jak mi sie nie chce. Czy sztucznie wpadac w wir zajec, czy tez czekac, nie wiem sama na co. Czuje sie chwilami jak ryba wyjeta z wody, czasami czuje sie dobrze, czuje ze mam sile, ale w wiekszosci czuje sie slaba, obdarta, i taka rozpaczajaca- co mi sie w ogole nie podoba. Pierwsza mysla jaka mi przychodzi do glowy to wykupienie karnetu na fitness, gdy dziecko bedzie u niego, by cos robic- sport= endorfiny itp., korzystac z czasu wolnego a nie siedziec w domu, przegladac net i gapic sie w su
fit lub sprzatac i sprzatac. Macie jakies pomysly na wychodzenie z zaloby rozwodowej? Czas leczy rany, ale mozna jeszcze dodatkowo pomoc sobie...Jakies pomysly, mobilizacje itp.?