Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE długie

06.01.11, 17:55
Nie wiem co robić,jestem jak w matni,jak ktoś kto się w połowie topi.
Jakiś czas temu w naszym małżeństwie zaczęło się źle dziać (ok.4-5 lat temu).
Mąż każdy wieczór wolał spędzać w internecie,głównie na czatach,sprawiało mu to satysfakcję że może sobie pooglądać inne baby,popisać z nimi,a nawet zdażało się że podszywał się pode mnie i zapraszał do trójkąta i może nie byłoby wielkiego halo ale to były sesje tego typu,że kupował wódkę lub piwa i siedział tak nieżadko do świtu,a rano wstawał przed południem i nie wiedział co ze sobą zrobić bo czaty odpadały (rano prawie nikt się nie rozbiera).Na początku mi to nie przeszkadzało,myślałam że to samo przejdzie,ale potem zaczęłam go dyskretnie obserwować,kiedy on się orientował to mnie wyzywał od szpegów,od suk,kurw a nawet jak prosiłam zeby nie rujnował naszego małżeństwa i gapił komputer i szedł spać to wyganiał mnie z pokoju i zamykał drzwi na klucz.
Moje noce to był koszmar,ogromne nerwy,placz w poduszkę i wyobrażenia co on może tam robić.Nie pomagały rozmowy w dzień,że to zniszczy nasze małżeństwo.W końcu wyniosłam się do pokoju dzieci,"jechałam" w nocy na tanletkach nasennych a w dzień na uspakajacących i do tego trzeba było zająć się rocznym dzieckiem.
Sytuacja była coraz gorsza,do czatów doszło oglądanie filmów porno,zdażyło się nawet (przyłapałam go) że trzymał rękę w majtkach,sikał do butelki żeby tylko nie otwierać pokoju zamkniętego na klucz i zebym czasami się nie obudziła i nie słyszała,a nawet raz tak zapił się że sikał pod ścianął w przedpokoju bo mu się pomyliło z drzewem.(Jak teraz to piszę to jeszcze się trzęsę).
Ja miałam firmę,trzeba było rano wstać,zająć się dziećmi,jechać po towar i ogarnąć wszystkie papiery na pół przytomna od nieprzespanych nocy i łez.Nie momagały tłumaczenia i prośby.
Nie wytrzymałam tego (czatowe noce trwały może 2-3lata),wstałam pewnej nocy tak rozczęsiona,zła,upokorzona i kazałam mu gasić ten pieprzony komputer i dam nam spać.Gadał,że zaraz gasi,a ja czaekałam,nie gasił to zgasiłam go ja.wpadł w złość,szał (był znów wypity),popychał mnie,łapał za szyję,wykręcał ręce (nie pierwszy raz),wyzywał od takich i takich,po czym poiszedł na papierosa a ja zadzwoniłam na policję.Jak mu to powiedziałam,że tak to nie będzie wojował i policja jedzie to znalazł sznurek na balkonie i szciał się powiesić po czym wyszedł z domu i zgarnęła go policja.Zabrali go do wytrzeźwienia,wypuścili na drugi dzień w południe.Przyszedł do mnie pytał co dalej będzie z nami,powiedziałam że co ma być to KONIEC.Płakał,przyznał się,że źle robi,że przestał już to wszystko kontrolować,że wie iż za dużo pije i żebym mu pomogła się leczyć,pójdzie na terapię,do lekarza i gdzie jeszcze trzeba,ale żebym była z nim bo sam już nie da rady.między czasie policja powiadomiła MOPS,też zaczeli przychodzić po czym mąż miał stawiać się u nicha 2 razy w tygodniu.Tługo mnie prosił,żebym nie wnosiła sprawy do sądu,że on to uratuje i udowodni że będzie ok.Dałam mu szansę (czy słusznie nie wiem),poszłam z nim do lekarza,po badaniach okazało się że ma początek marskości wątroby,potem do ośrodka AA chodził sam,do psychologa i jeszcze do tego MOPSu.Brał leki.Nie wypił ani kropli niczego procentowego przez miesiąc,potem sporadycznie wypił piwo,wyniki się poprawiły a on chwalił sobie te terapie i rozmowy z psychologiem (facetem),który jak sam twierdził bardzo dobitnie naświetloł mu problem.
Od tamtego czasu minęło prawie 1,5 roku,wódki napił się dwa razy (chrzciny u brata i impreza z pracy),cztery razy w tygodniu wypije po dwa piwa,Sylwester był przy dwóch piwach i lampce szampana,zero wódki.Zmienił się bardzo,widać że mu zależy na rodzinie,w domu potrafi zrobić wszystko,posprząta,ugotuje,zmywarkę wypakuje i rozpakuje,dzieci zabiera na sanki,spacer,w lecie na piłkę,nad wodę,jeździmy na wakacje.Gdy ja jestem chora robi zakupy,obiad,przynosi herbatę,z dziećmi ma dobre stosunki,pomaga w lekcjach itp.Jest czasami,nerwowy,wybuchowy ale nie padają przykre słowa,pozłości się i mu przechodzi.
Ja...no właśnie ja,we mnie jest teraz problem problem.Obawiam się,że dotarło do mnie że jestem współuzależniona czyli coś w rodzaju DDA.
Kiedy tylko w domu jest piwo (tak jak wspominałam że mąż wypije kilka razy w tygodniu) to ja się boję,dygoczę,robię się nerwowa tak jakbym się bała tego że wszystko wróci,cały zły obraz mam przed oczami.Czepiam się wtedy,wygaduję mu te piwa,kontroluję czy oby nie kupił więcej i nie schował,a kiedy wieczorem siedzi długo na necie bo ogląda mecze i strony sportowe to ja zaraz wyobrażam sobie czaty,przed oczami mam dawny obraz,nie pozwala mi to spać,kiedy mu to mówię to trochę się oburza,że nie wolno mu już nic w tym domu,ani napić się spokojnie piwa ani oglądnąć meczu w necie ani iść późno spać bo mnie wszystko drażni.
Wiele razy mu mówiłam,że prubuję mu zaufać,ale nie potrafię,a on się dziwi żemu mu ni wierzę.Nie wie,że ja mogę mieć syndrom współuzależnionej i stąd te leki i ta potrzeba kontroli wbrew sobie.Czuję,że jak mu powiem to nie zrozumie,powie że przecież nie pije i na czatach nie siedzi.Ja czuję się sobą,czuję się spokojnie i szczęsliwie jak on jest w pracy albo cały dzień albo na nockach bo wtedy się nie trzęsę,nie jej tabletek żeby zasnąć.
Nie wierzę w psychologów,byłam dwa razy i nic mi to nie dało,czuję że potrzebna i jest trapia w ośrodu AA dla współuzależnionych ale jest mi cholernie wstyd,mieszkam w małym mieście,przecież potem mnie zobaczą jak idę z mężem,dziećmi,zapadnę się pod ziemię.
Czy napisać na tym forum zastanawiałam się kilka dni,bo tak nie lubię mówić o swoich problemach i wracać do tego.Co ja mam zrobić,"zapomnie" o tym wszystkim i zacząć normalnie żyć,skoro mąż się tak zmienił,iść na terapię i pokonać wstych czy odejść i się nie miotać?
    • 44bromba Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 19:04
      Długie ale przeczytałam, i powiem tak: jesteś silną kobietą i przede wszystkim wiesz, czego chcesz i masz poukładane w głowie, tylko jesteś przestraszona, że nie dasz rady. Bez terapii pewnie się nie obejdzie, ale ja nie mam doświadczenia w tej kwestii. Może ktoś tutaj pomoże z koleżanek.
      Napisałaś o tych kilku piwach w tygodniu, to raczej problem alkoholowy nie zniknął, jest tylko zaleczony.
      Kurcze, znowu kobitka, która musi za siebie i za chłopa trzymać cały majdan na właściwym miejscu.
      • mps61132 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 19:46
        Dzięki za otuchę.Jak napisałam ten post to zwyczajnie się poryczałam,chyba mi ulżyło że wywaliłam to z siebie.
        • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 19:59
          Po pierwsze, nie ma czegoś takiego jak ośrodki AA. Są ośrodki terapii uzależnień albo meetingi AA, chociaż dla ciebie to Al-Anon (dla współuzależnionych). Poproś grzecznie męża, jak będzie szedł na AA, żeby sprawdził, kiedy są Al-Anony w twoim mieście (jeśli są) i to będzie punkt wyjścia do rozmowy. Powiedz mu to, co tu teraz. Że nie znosisz piwa w domu ani oglądania stron sportowych, bo ci to przypomina złe dawne czasy. Że wobec tego prosisz, żeby nie było piwa w domu, bo się od tego źle czujesz, że cię trzęsie. Zobaczysz, co mąż na to...

          Teraz tak. Przy ośrodkach terapii uzależnień, ale raczej tych prywatnych, rodzina alkoholika może też zasięgnąć porady, co dalej. Nie jestem psychologiem, ale mi to nie wygląda na współuzależnienie, raczej na depresję lękową, nerwicę natręctw, coś w tym stylu. Nie jestem zwolenniczką pchania wszystkich do psychologa przy każdej okazji, ale coś mi się widzi, że przydałby ci się, tylko dobry - sama mówisz, że byłaś i ci to nic nie dało - no i taki, któremu nie będziesz się bała powiedzieć tego, co nam tutaj. Albo rzeczony Al-Anon, może pomóc, a może nie. Jeśli tobie pomaga wywalenie z siebie, to może by ci Al-Anon nie zaszkodził, pójdź raz i zobacz, jak to wygląda. To są zupełnie odrębne grupy niż AA, więc i wstydu nie ma smile

          A jakie małe miasto, jeśli wolno wiedzieć? Pytam, bo mam powód smile
          • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 20:03
            PS.

            > zapomnie" o tym wszystkim i zacząć normalnie żyć,skoro mąż się tak zmienił,iść na terapię i pokonać wstych

            No pewnie. Zrozum, że ten chłop teraz zgłupiał i w ogóle nie rozumie, czego od niego chcesz. Prawie nie pije, chałupę sprząta, z dziećmi lekcje odrabia, a tobie wszystko źle. Naprawdę proponuję najpierw z nim szczerze porozmawiać.
            • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 20:23
              yoma dzięki za mądrą wypowiedź.Już znalazłam w necie telefon i adres do poradni AA w swoim mieście,zadzwonię i spytam czy ja mogę chodzić.O miasto się nie pytaj bo chyba rozumiesz,że to zbyt wiele.Mąż przerwał terapię po ok.2 miesiącach,bo zaczął pracowac po 12h i druga rzecz zmieniła się terapeutka,która jak twierdzi wkurzała go,a nie pomagała.
              Zostałam z tym sama,MOPS "zamilkł" już nie przychodzą,ciocia która o wszystkim wiedziała jest na mnie zła,że o męża nie odeszłam i urwała kontakt,a ja...mnie czasem to nie chce się nic.
              • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 20:31
                Gdy napisałam o tym na innym forum to zostałam wyśmiana,że zachowujemy się jak dzieci,a nawet mnie obwinili za czyny męża.A i jeszcze coś,wydaje mi się że mąż wyniósł podłoże alkoholowe z domu,jego ojciec pił,teraz ogranicza bo go zmusiła cukrzyca,ale wkurzył mnie ostatnio,gdy byliśmy w Nowy Rok wódkę,mąż nie pił bo byliśmy samochodem,mnie polewał wbrew temu co mówiłam ale nabardziej wkurzyło mnie to że powiedział "pić trzeba do bólu i do dna" miałam ochotę mu przywalić,wcale się nie dziwię,że syn się rozpił.
                • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 20:42
                  Wiesz, skoro miał wzorce w domu, że pije się do bólu, to nie wiedział, że można nie pić, a teraz wie smile A nie mogłaś teściowi powiedzieć uprzejmie Tato, Tomek poważnie ograniczył picie i jesteśmy z tym oboje szczęśliwi, czy mógłby tata zabrać tę flaszkę i nie walić takich tekstów?
                  • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 20:55
                    Nawet chciałam coś powiedzieć bo aż mnie język swędział,ale po pierwsze teściowie nie wiedzą nic o policji,terapi i wogóle,więdzą tylko że problem był bo były kłótnie,a po drugie był z nami szwagier z żoną i dziećmi,a oni to już wogóle nie wiedzą nic i lepiej żeby tak zostało.
                    • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 20:56
                      Zwierzać się im nie musisz, ale teścia utemperować mogłaś, bo to może zaszkodzić i mężowi, i tobie.
                      • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:05
                        Powiedziałam mu,że pije się dla przyjemności a nie do bólu skoro tego nie rozumie i teściowa mi przytaknęła,nie chciałam robić awantury w Nowy Rok.Mieli dzisiaj przyjechać,ale wymigałam się,jestem na niego wściekła że tak "szkoli" dzieci i nie chce go widzieć.
                        • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:08
                          No i dobrze. Skoro teściowa po twojej stronie, to może jej powiedz - Mamo, u nas teraz prawie nie ma alkoholu, nie chcę, żeby tata przyjeżdżał i polewał wódką.
                          • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:14
                            Oni przyjeżdżają do nas i nie piją bo nie miałby kto wracać do domu.
                            • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:21
                              No to jak cię mogę, ale jak tak, to nie jeździjcie wy do nich.
              • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 20:40
                Intelka to też ty? smile

                A proszę bardzo, dzięki za komplement smile Pytam o miasto z powodu, że znam niezły ośrodek terapii w małym mieście, ale rozumiem, że nie chcesz. Albo daj na priva. Mąż może mówić prawdę, terapia z terapeutą, do którego się nie ma zaufania, to kit nie terapia.

                No i nie myl poradni z AA. Poradnia to poradnia, psycholog i te rzeczy, a AA to się spotykają sami alkoholicy (albo na Al-Anonie współuzależnieni) i opowiadają, jak było, jak jest i co ich gryzie. Bez terapeuty. Sami. I nie chodzi o to, żeby wysłuchiwać dobrych rad, bo się ich nie udziela, tylko żeby wywalić z siebie swoje i posłuchać innych. Może mąż pochodziłby na AA, skoro przerwał terapię.
                • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:01
                  On twierdzi że ma prawo wypić dwa piwa i nie widzi w tym problemu.
                  Mam w nosie,że głupieje bo nie wie o co mi chodzi,a czy on patrzy na mnie że ja przez jego "smaki"jestem na prochach,boli mnie ciągle głowa,brzuch,nie czuję się bezpiecznie we włanym domu.Skoro dla niego ważniejsze jest picie tego piwa,a nie dobro rodziny to po jaką cholere jest jest ze mną i nie chce mi dać rozwodu.Skoro coś obiecał to niech słowa dotrzyma,ja nie będę przez jego smaki siedziała we własnym domu jak na bombie.
                  • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:06
                    Intelka, ale czy on wie, że przez jego smaki jesteś na prochach? Bo z tego, co ja widzę, to wam normalnej międzyludzkiej komunikacji brakuje...

                    Ja cię rozumiem, że się boisz. I masz do tego prawo. Ale powiedziałaś mu o tym? Chłop to takie stworzenie, co się samo z siebie nie domyśli, trzeba jak krowie na rowie. I to jakoś miło, sympatycznie, uprzejmie, a nie huzia na Józia, bo się zamknie w sobie i zacznie się bronić, a wtedy się na pewno nie dogadacie.
                    • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:13
                      Mówiłam,ale on twierdzi uparcie że nic złego nie robi i ma prawo się napić.Nawet wczoraj mu mówiłam,że przez to jego picie i siedzieni ma necie cała się dygocze a on ma to gdzieś to dzisiaj ze mną nie gada.
                      • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:21
                        Ojejej, i co z wami zrobić?

                        On uważa, że jest bohaterem, bo z dziesięciu piw dziennie zszedł do dwóch, a zła baba się czepia. Bohaterem nie jest, ale jest to jakieś osiągnięcie. Z kolei niedopuszczalne jest, żebyś ty we własnym domu się trzęsła na sam widok piwa, bo masz absolutne prawo się we własnym domu nie trząść.

                        No dobrze, to odwrotnie. Olać na razie chłopa, zacznij od siebie. Trzeba ci na dobry początek wyleczyć te lęki, i to pogrzebaniem w głowie, a nie prochami. Czyli jednak psycholog. Albo może walnij sobie jakieś sanatorium dla nerwowo chorych? W innym otoczeniu się odprężysz i nabierzesz dystansu, a i dzieci z mężem już można, powiadasz, zostawić. W każdym razie nie psychiatra, bo ci to tylko zapisują prochy smile No, a potem nauka porozumiewania się. Z obu stron.

                        Chyba że masz już chłopa ostatecznie dosyć i chcesz rozwodu, ale to tylko ty możesz wiedzieć. A też roztrzęsiona na prochach nie wiesz, czego chcesz.
                        • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:29
                          Byłam u psychologa na dwóch wizytach i nic mi to nie dało bo babka zamiast coś mówić to bylko złuchała i stówa nie moja,u psychiatry też byłam,dostałam leki takie że kieszenie z kasy czyściły i na wadze mi przybyło,a nic poza tym.
                          Mąż chce żebyśmy poszli na trapię małżeńską ale czy ona coś da skoro we mnie tkwi problem strachu a nie dogadania się (to może po trochu).
                          • 44bromba Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:37
                            Jak mąż chce iść na terapię małżeńską to dawaj! Zawsze to coś, na terapii coś się dzieje, rozmawiacie, ustalacie coś.
                            Ja też wywaliłam u psychologa pieniądze i babka tylko słuchała, ale może tak ma być, mnie tez nie bardzo to pasowało, samo słuchanie. Moi znajomi byli na terapii i byli zadowoleni, bo zadawała im prace domowe smile np. list mieli napisać do siebie, umówić się na randkę.
                          • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:54
                            No pewnie, że dawaj! Zwłaszcza że sam chce. Zaprawdę powiadam ci, i strach, i dogadywanie się tu siedzi. Do poradni uzależnień chcesz iść, a na małżeńską nie chcesz?
                            • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 22:00
                              Bo terapia pomoże nam się dogadać a strachu nie nie "ściągnie" i problem nadal będzie.
                              • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 22:05
                                Dobra terapia ściągnie ci i strach, on siedzi ci w głowie i tylko ty się go możesz pozbyć (z niewielką pomocą przyjaciół i fachowców). A mąż zrozumie, że to nie głupia baba gdera, tylko strach bierze nad nią górę. Idźcie, idźcie.

                                Chcesz na prochach siedzieć do końca życia, tak je polubiłaś?
    • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:09
      Kiedyś,zaraz po tym zajściu,koleżanka mi poradziła żebym znalazła sobie faceta który wesprze mnie psychicznie i fizycznie,takiego przyjaciela do rozmowy i będzie mi łatwiej poradzić sobie z tym co mam a potem się rozwieść.Może to nie głupi pomysł,ale gdybym się zdecydowała na rozwód to potem wszystko sprzeciwić się może przeciwko mnie,że mąż się rozpił bo go zdradzałam.
      • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:13
        Ty powiedz sobie szczerze: chcesz tego małżeństwa czy chcesz rozwodu? Bo dopóki sobie nie odpowiesz, to nie ruszysz z miejsca.
        • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:22
          Jszcze dwa miesiące temu to chciałam rozwodu,ale kiedy zobaczyłam że potrafimy się dogadać i potrafi być naprawdę dobrze i śmiejemy się razem to stwierdziłam że chyba warto spróbować to ratować bo chybawarto,ale nie dam rady z "tym bagażem" jak coś nie zrobię.
          A nawet gdybym jednak zdecydowała się na rozwód to czy to coś zmieni....nie bardzo bo mamy wspólne mieszkanie.jako samotna matka mieszkania nie kupię (chyba),na wynajem nie będzie mnie stać,a rodziców nie mam więc zostaje nadal wspólne mieszkanie to co mi da ten rozwód.
          • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:56
            Nic ci nie da, zwłaszcza że chłop, powiadasz, zmienił się na lepsze. Lecz lęki i dogadujcie się smile Powodzenia życzę.

            > kiedy zobaczyłam że potrafimy
            > się dogadać i potrafi być naprawdę dobrze i śmiejemy się razem to stwierdziłam
            > że chyba warto

            Warto smile

            > nie dam rady z "tym bagaż
            > em" jak coś nie zrobię.

            Bardzo słuszna postawa. Zrób smile Rokowania widzę dobre.
      • 44bromba Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:24
        Tak intelka, znajdź sobie faceta w małym mieście, a po tygodniu całe małe miasto będzie o tym huczało. I wleziesz w takie bagno, że się nie pozbierasz, nie tylko, co w sądzie, tylko przed, co mąż może zrobić, jak się dowie. Co powiesz, że sobie gadaliście po przyjacielsku? I uwierzy?
        • 44bromba Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:27
          Dobrze pisze yoma, musisz sama się określić, ale jak na to, co piszesz, to chyba warto powalczyć. Uwierz, rozwód to nie zabawa i to już ostateczność.
          • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:32
            Dlatego dziewczyny pisze że już nie wiem co robić,chce być z nim ale dopuki on nie zrozumie moich lęków i nie odstawi albi piwa albo internetu do pózna (chociaż jednego z tych rzeczy) to ja w tym domu się rozchoruje na nerwice,ciśnienie i chorobę serca,a on mówi że pracuje i ma prawo po pracy piwo wypić chociażby dlatego że jest mecz.
            • 44bromba Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:38
              A może uda się z mężem ustalić, że przy meczu tak, ale w tygodniu nie, albo żeby ograniczył
              A mogę cię o coś zapytać? Ty jesteś pijącą osobą? Tzn, czy w ogóle jakieś piwo czasami, czy absolutnie nic.
              • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:44
                TAK czasami piję,ale piwo,wino wódki nie znoszę,czasami to nawet wypiję żeby zagłuszyć ból i jak zacznę mężowi wytykać piwo to mi mówi że ja to mogę pić a jemu nie wolno,tylko jest różnica taka że ja czy wypiję jedno piwo czy nie wypiję to idę spać normalnie i nie palę przy tym fajek.
            • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:39
              I robi się błędne koło,facet problemu nie widzi,twierdzi i obraża się że alkoholikiem nie jest,a ja boję się tego co może wrócić...WARIACJA.
              • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:48
                Bromba mam czasami takie dni,że i palę i piję (chociaż jestem nie paląca) i tylko dlatego że nie umiem sobie poradzić z tym co było i chyba uciekam w używki,ale to trwa dzień dwa i już myślę trzeźwo.Boję się natomiast że żle skończę jeśli ni znajdę rozwiązania na to wszystko i tego się cholernie boję dlatego tutaj napisałam.
                • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:54
                  Jest jeszcze jeden problem,mąż nie ma silnej woli i dlatego obawiam się że nie ma szans na ostawienie alkoholu jaki on by nie był.Kiedyś obiecał mi że rzuci palenie,przez tych parę razu jak jesteśmy razem to tych obiecanek było tak na poważnie trzy a nadal pali,nawet nie prubując rzucić.Nie mając silnej wol męża nie dziwcie się dziewczyny że się boję bo mam chyba przy tym wszystkim prawo.
                  • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 21:59
                    Palenie to nałóg, a nie uzależnienie smile A alkoholizm to choroba, którą się leczy, a nie brak silnej woli. Możliwe, że chłop wcale nie wpadł w alkoholizm, tylko nadużywał, a teraz ograniczył.

                    Ty się nie martw, co może być kiedyś - ty się martw, co jest teraz i zadbaj o siebie. Silna baba jesteś, dasz radę.

                    Pomogło wyżalenie się? smile
                    • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 22:03
                      PS. Ty weź kartkę w kratkę, podziel na pół i napisz po lewej plusy, a po drugiej minusy tego, co JEST (nie co było ani co będzie). Plusy: picie ograniczone, nie ma netu z gołymi babami, dzieci zadbane, zakupy zrobione, herbatka w chorobie podana, sama wiesz, bo w pierwszym poście napisałaś. Minusy: twoje lęki... i sama wiesz. Taka rozpiska daje trzeźwiejszy ogląd spraw, i nie mówię tu o alkoholu smile
                    • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 22:08
                      yoma wiem,że jestem silna,babka w MOPSie to samo mi powiedziała i dzięki że Ty tymi słowami dodałaś mi otuchy i siły więcej.
                      Facet chyba mnie kocha,to wiem a raczej jestem pewna,wywalłam go z domu a on nie chciał iść,twierdzi że zbyt dużo dla niego znaczę i bezemnie sobie nie poradzi,a wiele razem przeszliśmy.Gdyby to małżeństwo było słabe to już by nie istniało,skoro istnieje to znaczy że jest coś warte i najważniejsze tak jak pisałyście,pomogłyscie mi uwierzyć że WARTO O TO POWALCZYĆ.Dzięki za cenne rady.
                      • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 22:12
                        Warto smile A jak coś jeszcze, to gadaj śmiało. I trzymaj się. Męża ucałuj tam, gdzie lubi... smile
                  • 44bromba Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 22:12
                    No nie każdy ma taką silną wolę, żeby np. palenie tak raz ciach odstawić, to nie taka prosta sprawa, ale się udaje.
                    Widzę, że chcesz go całkowicie wyleczyć ze wszystkich uzależnień, może nie wszystko na raz. Na pewno od razu internet z panienkami, tu nie ma przeproś, alkohol w wyjątkowych sytuacjach, raz na jakiś czas, a palenie to może na potem zostaw, może niech na początek w domu nie pali.
                    Tak myślę, że może jakoś go premiuj za te dobre sprawunki, to na pewno zachęci, chwal, że chce, że się stara. To wymaga czasu, ale warto popracować na tym związkiem. Nie każda żona chłopa, który zagląda do kieliszka ma tak, jak ty, zazwyczaj jest to zero współpracy.

                    Mój jeszcze mąż nie chciał terapii, nawet rozmawiać nie chciał sad

                    A o piwo pytałam, bo często jest tak, że żony niepijące walczą o każdy kieliszek w domu. Picie nie jest czymś złym, ważne jak.
                    Będzie dobrze!
                    • intelka2 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 22:26
                      Wielkie dzięki dziewczyny.
    • zmeczona100 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 06.01.11, 22:53
      Fakty:
      1. Twój mąż jest uzależniony od alkoholu.
      2. Jest uzależniony od internetu
      3. Ma marskość wątroby
      4. Ty jesteś współuzależniona

      I teraz tak:

      1. Uzależnienie polega na tym, że coś staje się niezbędne do życia- jak tego brak, to można zwariować. Poza tym- rośnie tolerancja, tzn., że z czasem trzeba tego czegoś więcej, aby uzyskać poprzedni, przyjemny efekt. Uzależnienie zawsze niszczy rodzinę.
      Twój chłop jest uzależniony od alkoholu, a nie od wódki, dlatego nie ma najmniejszego sensu pisanie o tym, że nie pije wódki, więc jest OK. Tak samo jak i to, że ograniczył piwo- bo to tylko chwilowe.
      2. Uzależnienie od internetu różni się od uzależnień od substancji tylko tym, że nie wprowadza się do organizmu żadnej obcej substancji; pozostałe cechy są identyczne.

      Twój mąż przerwał terapię, jest wkurzony na terapeutkę dlatego, że wyłożyła mu kawę na ławę- rezygnacja dożywotnia z tego, od czego jest uzależniony. To, że dotychczasowa terapia nic, absolutnie nic mu nie dała, jest dla mnie pewne na 100%- skoro uważa, że Ty sie możesz napić, a on nie i tego nie akceptuje.

      Przykro mi, ale musisz ratować siebie i dzieci i to Ty masz podjąć zdecydowane kroki, aby Twój mąż wreszcie miał powody do rozstania się z nałogiem.

      3. Przy marskości wątroby obowiązuje absolutny zakaz spożywania alkoholu, bo to tylko przyspieszy sprawę. Wiesz chyba, że marskość doprowadza do śmierci- wskutek powikłań (np. krwotoki z żylaków) , zrakowacenia czy całkowitej niezdolności wątroby do usuwania toksyn z organizmu? Wiesz, że jedynym ratunkiem jest przeszczep wątroby, a nowotwory tego narządu praktycznie są niewyleczalne, a w dodatku umiera się szybko, lecz z ogromnym bólem?

      4. Współuzależnienie to m.in. przejęcie kontroli nad drugą osobą. Masz to, prawda?
      W Twojej aktualnym położeniu nie masz najmniejszych podstaw do tego, aby ufac swojemu mężowi, a więc brak jest podstaw do tworzenia szczęśliwego związku, w którym można prawidłowo wychować dzieci.
      Twój mąz jest dorosły, więc odpowiada za siebie- nie Ty za niego!
      To, co możesz zrobić, ba! musisz! , to jak najszybsze zgłoszenie się na terapię, abyś wiedziała, co dalej, bo to od Ciebie zależy- tylko i wyłącznie- jak przeżyjesz swoje życie i jakie dzieciństwo zafundujesz swoim dzieciom. Pamietaj o jednym- teraz Twój mąż nie ma żadnej motywacji do rozstania sie z nałogami- bo nie odczuwa żadnych negatywnych ich skutków (nawet ukrywasz problemy przed jego rodziną- typowe dla współuzależnienia...).

      Przykro mi, ale czarno to wszystko widzę.
    • joszka30 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 07.01.11, 00:24
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,120251380,120251380,Juz_nie_mam_sily_.html
      • zmeczona100 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 07.01.11, 08:47
        Pięknie. Kuźwa!
        • plujeczka Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 07.01.11, 10:09
          szkoda ,że autorka postu od poczatku nie napisała prawdy, nie lubię pomagac komuś kto od poczatku wiele faktów ukrywa przed forumowiczami bo nieststey kiedy czyta się wklejony link sytucja jest zgola inna od tej tutaj aktualnie przedstawiona. Jak dlam nie to zadziałało to na zasadzie jak Kuba Bogu tak Bóg Kubie=na temat alkoholizmu mam swoje zdanie bo jestem ex zoną alkoholika, prawie nie do wyleczenia poza nielicznymi przypadkami ( niestety)
          • yoma Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 07.01.11, 11:51
            No to Plujeczka pomogłaś, jak zwykle zresztą...
      • 44bromba Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 07.01.11, 10:06
        No tak, nic dodać nic ująć.

    • perelka0381 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 11.01.11, 17:09
      Twoje zachowanie jest dla mnie zupelnie zrozumiale,przeszlas droge przez pieklo i na dodatek wytrzymywalas to tyle lat.Z tego co piszesz to Twoj maz naprawde sie zmienil,ale nie dziwi mnie ze nie jestes w stanie mu zaufac.On tego nie rozumie,bo jest facetem,oni mysla zupelnie inaczej niz my-kobiety.Wydaje im sie ze nawet jesli zrobia cos bardzo zlego a pozniej przeprosza i obiecaja poprawe,to tak jakby sprawy nie bylo.Mam tak samo z moim mezem.Jezeli chodzi o terapie dla wspoluzaleznionych to nie przejmuj sie gadaniem ludzi tylko idz.Chodzi tu o Twoje zycie,cierpialas tak dlugo ze nalezy Ci sie zebys byla szczesliwa.Jestes bardzo silna kobieta,to ze musisz jechac na tabletkach,to nic zlego w twojej sytuacji.Kiedy u mnie zaczely sie problemy popadlam w depresaje i wciaz biore leki.Trzymaj sie,i naprawde jesli czujesz ze ta terapia jest w stanie Ci pomoc-idz.
      • mps61132 Re: Został strach i co dalej...trapia? POMÓŻCIE d 28.01.11, 08:37
        perelka0381 dzięki za bardzo miłe i krzepiące słowa.
        Miałyście tutaj niektóre racje,mój mąż popija po kryjonu i do tego po kryjomu znowu pisze po nocach na necie.
        Nie mam już siły,dzisiaj idę do jakiegoś prawnika po radę.Nie wiem jaki rozwód będzie lepszy czy z orzekaniem o winie czy bez.Dla mnie lepszy pewnie byłby z orzekaniem bo zbyt wiele krzywd mi wyrządził,ale bez orzekania byłby szybszy.
        Zaproponowałam żeby się wyprowadził to odpowiedział żebym się sama wyprowadziła bo mieszkanie jest jego,a takie jego że w całości zapłacili mi je moi dziadkowie.On się nie wyniesie,ja nie mam za co wynająć mieszkania,obecnie jestem bez pracy,dzieci są małe,tutaj mają szkolę i przedszkole,czemu ja mam się wynosić!!!
        Znienić zamki i wystawić mu walizki przed drzwi jak będzie w pracy????
        Ale czy to nie obruci się przeciwko mnie,w sądzie powie że wracał z pracy zmęczony i trzeźwy a żona go nie wpusciła.Co robić,psychicznie mnie wykańcza????
        Poradźcie coś.

        • mps61132 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 08:57
          Był normalnym,fajnym i ciepłym facetem zanim poszedł do wojska potem to już zachowywałsie tak jakby wypruli mu zerce i pozbawili uczuć.Wiele razy zrywałam nim,ale wracał z winem,przepraszał,przekonywał i wierzyłam,ulgałam jego słowom.
          Dzień przed ślubem mnie uderzył,nie chciałam robić zamieszania odwoływać wszystkiego czy chociażby w kościele powiedzieć NIE.Potem sytuacje się powtarzały,nawet w ciąży jak byłam pił,szydził ze mnie,podnosił rękę,mogłam wtedy odejść,chciałam ale nie miałam odwagi,byłam młoda i głupia albo zbyt naiwna,wierzyłam że rodzina go zmieni itp.a on zawsze mnie tak podchodził że kolejnie razy wierzyłam że będzie lepiej i wybaczałam aż w końcu doszło do tego co napisałam w głównym wątku.
          Teraz chyba dojrzałam do rozwodu,nie dam się wyzywać,obrażać,gnębić psychicznie i poniewierać tylko co z mieszkaniem.W sądzie będzie robiłproblemy,dobrowolnie sam się nie wyprowadzi,a ja...ja nie mam dokąd pójść,nie mam rodziców,rodzeństwa nikogo.W sądzie zrzuci winę na mnie,że go prowokowałam,dołowałam (tak mówi i teraz),a ja mam wylądować pod mostem???

          Tego się obawiam.
          • hwast1 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 09:28
            Ty głęboko współuzależniona. On alkoholik w chronicznej ( czyli ostatniej ) fazie choroby. Dochodzi jeszcze agresja.
            Jeśli chcesz z nim jeszcze być to nie ma półsrodków.
            On : musi osiągnąć przysłowiowe dno, potem detoks ( jesli zachodzi taka potrzeba) , terapia stacjonarna w OTUA, po wyjsciu terapia podtrzymująća, ewentualnie mityngi AA oraz grupa wsparcia.Oczywiscie bezwzględny zakaz spożywania alkoholu do końca życia !!
            Dla alkoholika chcącego nie pić nie istnieje " tylko jedno piwo "....nie ma takiej możliwosci.

            Ty : postaw jasno i kategorycznie jeden jedyny warunek. W naszym domu ani w tobie nie może być najmniejszej ilości alkoholu.
            Odmówi albo się napije : zrób wszystko aby osiągnął dno. Wywal go z domu, nie ukrywaj tego co się pomiędzy wami dzieje przed nikim ( tym bardziej ze i tak wszyscy wiedzą jak jest ), załóż Niebieską Kartę ( agresja),odetnij go od kasy, nie pierz , nie sprzataj po nim, nie gotuj, nie pomagaj, nie kryj go w pracy.
            ZOSTAW GO SAMEMU SOBIE !
            W ostatecznosci po prostu zostaw. Nie przejmuj sie problemami , które mogą z tego wynikać. Z nim ( jesli nie przestanie pić ) może być już tylko gorzej.
            Alkoholizm to choroba postepująca.
            I na koniec. Z calości osób uzależnionych od alkoholu , trwale wychodzi z uzależnienia około 5 procent.
            Z leczonych w sposób profesjonalny pomiedzy 10 a 15.
            Perspektywy nikłe. Czy warto spróbować zależy już tylko od Ciebie. Pzdr.
            • altz Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 09:45
              Hwast,

              chyba nie doczytałeś. On się bardzo zmienił i sam sprząta i zajmuje się dziećmi, więc niesporzątanie po nim nie wchodzi w rachubę, bo sobie daje radę.
              Masz rację co do alkoholu, tego żona i on nie zauważają, co dla mnie jest dziwne, bo powinni choćby ludzie z MOPS wdrukować im to wielkimi literami.
              Nie powinno być w domu ani kropli alkoholu!
              Powinni też pilnować, żeby nikt ze znajomych nie przychodził z alkoholem, nikt nie proponował kategorycznie.
              Dopiero wtedy będzie mogło być normalnie, a teraz mąż się stara trochę z miłości, a trochę ze strachu, żona się boi i słusznie. Zniknie alkohol, mąż się nauczy odmawiać, to znikną też lęki.

              Jak to mówi mój znajomy alkoholik (niepijący od lat!):

              Kieliszek wódki to za dużo,
              a wiadro wódki to za mało.
              • mps61132 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 09:52
                Znajomi nie przychodzą wogóle z alkoholem bo on znajomych nie ma a do mnie przychodzą tylko koleżanki na kawę.
                MOPS mu tłumaczył że nie może pić,lekarz to samo,był nawet straszony że jeśli w domu będzie alkohol i krzyki,kłótnie to mogą nam nawet odebrać dzieci ale też go to nie przekonało no bo pan twierdzi "jak to wogóle mam się nie napić",a więc on pije a ja i dzieci się trzęsiemy ze strachu.Ostatnio wezwałam policję bo był pijany i zrobił awanturę to policja mi powiedziała żebym nie przesadzała bo każdy ma prawo napić się piwa.A dla mojego m... to problemu nie ma.
              • hwast1 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 10:11
                On się bardzo zmienił i sam sprząta i zajmuje się dziećmi, więc niesporzątanie po nim nie wchodzi w rachubę, bo sobie daje radę.

                Fajny z Ciebie facet, ale naiwny wink. Osoby uzaleznione to mistrzowie manipulacji.
                Na krótką metę potrafią zrobić wszystko, aby poprawić doraznie swoj wizerunek jesli dzieki temu mogą coś osiągnąć.
                W tym przypadku odsunąć żoniną decyzję o rozwodzie na przykład.
                Wiem co mówię. Uwierz mi na słowo wink
            • mps61132 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 09:47
              Dzięki za wyczerpującą radę.

              Sęk w tym że on twierdzi że nie jest alkoholikiem,że ma prawo napić się piwa po pracy bo na to pracuje i tak wciska mi ciemnotę w którą już przestałam wierzyć.3-4 razy w tygodniu po dwa piwa "legalnie" a trzecie w ukryciu to według niego ok a ja robię "dym" więc musi pić po kryjomu żeby mnie nie denerwować.To jego teoria.Chodził na mitingi AA czy coś w tym rodzaju ale zrezygnował,lekarz mu mówił że nie wolno mu pić bo ma początek marskości no to nie pił miesiąc a potem od nowa.

              też bym bardzo chciała mu nie prać,nie gotować a już napewno wywalić go z domu,chyba bym krzyczała i skakała ze szczęścia,ale nie wiem czy w ten sposób sobie nie zaszkodze.Ktoś tutaj kiedyś napisał że jeżeli żona nie będzie,w związku który jeszcze istnieje,prała,gotowała,prasowała to w sądzie będzie oskarżona że przyczyniała się do rozpadu tego związku.Babka z MOPSu mi mówiła też że jeżeli przychodzi po pracy trzeźwy to ma prawo wejść do domu bo jak wezwie policję,że żona go do własnego domu nie wpuszcza to niestety ja jestem na przegranej lini.

              Co tutaj robić,nie wiem,ręce mi opadają dlatego dzisiaj ide do prawnika co on mi na to powie,ale już od m.. usłyszałam dzisiaj gdybym ja chciała żeby było dobrze to i on by chciał czyli jak zwykle wszystko moja wina i tak 12 lat.

              • mps61132 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 09:55
                A i jeszcze coś mi się przypomniało,MOPS i policja mówiła-radziła rozmawiać,romawiać i jeszcze raz rozmawiać i rozmawiam,przekonuję,proszę czasami aż się poryczę przy nim a on albo odwraca się na pięcie i wychodzi do innego pokoju albo mówi "no i o co ci chodzi"
                • hwast1 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 10:06
                  A i jeszcze coś mi się przypomniało,MOPS i policja mówiła-radziła rozmawiać,romawiać i jeszcze raz rozmawiać i rozmawiam,przekonuję,proszę
                  Idioci ci radzą. Idioci którzy pieprza głupoty, tylko po to aby ciebie zbyć !!
                  Rozmawiać to ty se mozesz z dzieckiem, zeby nie pociagało nosem przy sniadaniu.
                  Z uzależnionym tylko czyny wchodzą w rachubę.
                  Zresztą, że zapytam. Ile to juz lat z nim rozmawiaszm ? I co . Pomogło ?
                  • altz Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 10:26
                    Hwast,
                    masz świętą rację tylko działanie i won na wycieraczkę. A w tych organizacjach są głupki i tyle, na pewno mieli szkolenie, policja też by się przydało.
                    Ale facet nie jest w ciemię bity, wie dobrze o co chodzi i potrafi się ustawić, o tym pisałem z tym sprzątaniem. Wie, w jakim momencie ma to zrobić, umie, radzi sobie i potrafi się zmienić na tyle, na ile mu potrzeba.

                    MPS,
                    wiesz co, nie masz innego wyjścia tylko być świnią. Może trzeba kupić kilka razy alkohol, doprowadzić do rozróby i wezwać policję? wezwiesz kilka razy policję, założysz niebieską kartę, może dzięki emu uratujesz mu życie. Jak go wyrzucisz z domu, to będziesz miała jakąś możliwość nacisku. Na ten czas dogadać się z rodziną, żeby dziecka nie było. To jest wariant radykalny z "prowokacją".
                    Gdybyś mogła się sama wyprowadzić, to byłoby ekstra i bez kombinowania.
                    Jakiś wstrząs być musi, a masz wszystkie karty rozdane i tak nic nie wskórasz.
                    • mps61132 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 11:50
                      Nawet nie wiecie jaką mi dajecie siłę psychiczną.
                      Właśnie wróciłam od adwokata,MOPSu i policji.Będzie miał założoną separcję z orzeczeniem o winie,tylko z policji i MOPSu muszę dostarczyć zaświadczenia o ich interwencji w domu.
                      Napiszę proszę czy dobrze zrobiłam,dajcie mi siłę.
                      • altz Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 13:26
                        Jasne, że dobrze zrobiłaś.
                        Może "chłopak" się wyprostuje, a dziecko będzie miało ojca.
                        Ten mój znajomy alkoholik normalnie żyje, jak człowiek, i wie, jakie są zagrożenia i że żona go wyciągnęła z bagna. Zawsze to podkreśla, a alkoholu ani naparstka nie tknie.
                      • hwast1 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 14:00
                        Dobrze zrobiłaś. To co teraz najważniejsze to konsekwencja. Skoro raz coś zrobilaś to nie odstępuj, cokolwiek by się nie działo.Powtarzam cokolwiek.
                        To bardzo ważne.
                    • hwast1 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 13:57
                      Może trzeba kupić kilka razy alkohol, doprowadzić do rozróby i wezwać policję
                      Skuteczne i nie raz poprzez partnerki uzależnionych praktykowane.
                      Mozna jeszcze poobcierać sobie nadgarstki, powyrywać trochę włosów z głowy, nabić młotkiem siniaka, potargać garderobę, podetkać pod nos cebulę, aby rzesiste łzy leciały, ...........i takie tam inne. Na MOPSie i pałach zrobi to dobre wrażenie wink Proponuję pogadać o tym z Plujeczką. Ona jako fachowiec od alkoholików czynnie pijących , zna prawdopodobnie wiele innych sposobów wink

                      A tak na powaznie. Altz !! Bój się Boga !! Przecież takie zagrywki to najzwyklejsze w świecie świnstwo.Alkoholik wbrew powszechnej opinii to też czlowiek.
                      • altz Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 14:24
                        To nie była moja metoda moja, tylko babki, która stawiając flaszkę mogła "przejrzeć mężowi portfel", chociaż na trzeźwo dawał pieniądze na życie.

                        Wiem, że to by było świństwo. Ja rozumiem desperację w tej konkretnej sytuacji dlatego uważam, że dobrze, żeby się cokolwiek działo, jakieś przesilenie, ale dobrze, że nie trzeba.
                        Nie sugerowałem wyrywania sobie włosów i obijania, chociaż kuszenie flaszką faktycznie byłoby świństwem, tyle że mniejszego wymiaru.

                        Nie potępiałbym sytuacji, gdyby kobieta powiedziała do męża "albo się leczysz, albo ci zniszczę życie". Też jestem DDA, więc zrozum mnie, ja rozumiem dobrze sytuację żony i dziecka przede wszystkim. W dzieciństwie też dostawałem łabądźki w prezencie.
                        • hwast1 Re: mam potrzebe się wygadać 28.01.11, 14:35
                          Sorry. To wiele zmienia.
                          • mps61132 Re: mam mieszane odczucia 28.01.11, 14:53
                            Wiecie co w tym momencie to jestem zielona.Przedtem byłam na policji ale nie roznawiałam z policjantek który do nas przychodził,a teraz poszłam na rozmowę i co się okazało:
                            -policja nie może adwokatowi wystawić zaświadczenia ile razy była interwencja i w jakim stanie męża zastali bo o taki zwiosek może wystąpić tylko sąd bądź prokuratura to raz
                            -dwa że adwokatka chciała napisać pozew właśnie w oparciu o te interwencje a teraz to nie wiem jak to może wyglądać
                            -trzy-policjant zdołował mnie mówiąć że tak naprawdę 90% takich przypadków jest umarzane,wię kolejne pytanie jakie ja mam szanse
                            -pocieszające jest tylko,że policjant zgodził się zostać świadkiem
                            A MOPS może napisać,że byli i interweniowali ale już w jakiej sprawie itp. to nie mogą i nie można ich powoływać na świadków.
                            Więc teraz moje pytanie czy oby nie ośmieszę się w sądzie,że wnoszę sprawę z orzeczeniem o winie a nie mam ani obdukcji,ani za wiele świadów bo tylko ciocie,policjant mówił ze zezna tylko że przychodził i zastawał męża trzeźwego bo to był dzielnicowy a nie interwencja nocna (tamto to musi powołać sąd),nie mam nagrać,a mąż traz nie robi awantur więc już usłyszałam na posterunku że wolno mu pić skoro nie wstrzyna awantur.Żebym nie wyszła na tym jak zabłocki na mydle,bo się ośmieszę i wpadnę z dszczu pod rynne.
                            • altz Re: mam mieszane odczucia 28.01.11, 15:05
                              Czekaj, jak się będzie działo (a będzie), to wzywaj policję, niech piszą protokół.
                              Rób obdukcję, nagrywaj, zbieraj materiały.
                              Policja nie może takich zaświadczeń wystawiać adwokatowi, ale an prośbę sądu wystawią, spokojnie.
                              Ten Twój adwokat jest jakiś nie bardzo kumaty.

                              Żeby było jasne, ja nie zakładam, że męża przekreślisz. Zrobisz, co będziesz chciała, ale musisz mieć kartę przetargową. Teraz sobie możesz tylko pogadać.
                              Możesz z mężem nawet porozmawiać, powiedzieć, że co czujesz do niego i żądasz leczenia i zero alkoholu w domu, a jak nie, to skończy się rozwodem.
                              Nie bój się spokojnej konfrontacji. Wszystko na zimno, bez nerwów, chociaż jest trudno.
                            • hwast1 Re: mam mieszane odczucia 28.01.11, 15:47
                              Przykro mi, ale w sprawach prawnych Ci nie pomogę. Nie miałem " na żywo" z takim czymś nigdy styczności.
                              Jeśli chcesz się dowiedzieć czegoś więcej od kobiet , które przeżywały i przeżywają to samo co Ty, proponuję wpaśc na inne Forum.
                              Napisz do mnie a podam Ci namiary na naprawdę dobre. Pzdr.
                              • mps61132 Re: mam mieszane odczucia 28.01.11, 16:42
                                Żadna rozmowa z nim nie przynosi skutku bo gdy tylko zacznę mówić to odwraca się i wychodzi,więc ile można prosić i chcieć rozmawiać,albo mówi że się zmieni,skończy pić itp.a dalej robi swoje więc nie pozostawił mi wyboru.Nie pomagały moje interwencje,krzyki,potem spokojna rozmowa,płacz i nawet napisanie listu gdzie wszystko wyjaśniłam więc poszłam za ciosem bo jestem już takim zyciem zmęczona.Tylko co bedzie dalej....
                                • mps61132 Re: mam mieszane odczucia 28.01.11, 16:47
                                  Co do adwokatki to nie wiem,podobno dobra jest chociaż pewnie zależy jaki kto miał przypadek.
                                  Mam iść do niej w pon.i tak się zastanawiam czy wnosić separację z orzeczeniem o winie czy rozwód,podobno tyle samo czasu trwają i tyle samo kosztują.Może coś poradzicie.
                                  • hwast1 Re: mam mieszane odczucia 28.01.11, 16:56
                                    tak się zastanawiam czy wnosić separację z orzeczeniem o winie czy rozwód,podobno tyle samo czasu trwają i tyle samo kosztują
                                    Oj , długa droga jeszcze przed Tobą . Długa wink
                                    • mps61132 Re: mam mieszane odczucia 28.01.11, 16:57
                                      jak się zdecyduję na rozwód to długa droga jak się nie zdecyduję to krótkie życie przy boku kogoś z kim się nie da żyć.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja