jak sobie pomoc?

08.01.11, 04:02
nie wiem po co to pisze,bo nawet nie wiem czy ktos to przeczyta i mi odpowie.Chodzi o to ze moje zycie zawalilo sie w gruzy i nie wiem jak sobie z tym radzic.Jeszcze dwa miesiace temu myslalam ze mam idealna rodzine,kochajacego meza,cudowne dziecko,mieszkanie,dobry samochod.Az do momentu gdy moj maz zaczal znikac na cale noce,miec pretensje kiedy probowalam wypytac co sie dzieje i stracil zupelnie zainteresowanie dzieckiem.Potem byla jakas przelotna znajomosc,kiedy odkrylam sms-y w jego telefonie jeszcze okazal jakas skruche,ale dla mnie to bylo za malo.Popadlam w depresje,nie chcialo mi sie zyc,bo i po co skoro cala podstawa mojego swiata czyli moja rodzina sie rozpadla?Blagalam go o pomoc ale jej nie otrzymalam.Dobijalo mnie patrzenie jak moje dziecko patrzy i cierpi.W swieta po prostu nas zostawil,myslalam ze tego nie przezyje,jak mozna zrobic swojej rodzinie cos takiego.Zaczelam powaznie myslec o rozwodzie,gdy poszlam szukac konkretnej porady prawnej moj maz stwierdzil ze chce zeby wszystko bylo tak "jak dawniej".Powiedzial mi ze poznal nowych znajomych ktorzy poradzili mu odpuscic sobie zone i dziecko,ale on tego nie potrafi zrobic,bo jednak mnie kocha i chce btyc z nami.Minelo kilka dni i wiem ze on mnie nie kocha,czuje to bardzo mocno,ze ten caly jego powrot nie byl spowodowany jego miloscia do mnie tylko dla wygody.Jestem strasznie samotna nie wiem co robic dalej,jak zyc bez poczucia bezpieczenstwa i bez zaufania.Wiem ze on juz nigdy nie bedzie tym samym cudownym czlowiekiem ktorego pokochalam,ze ja dla niego nic nie znacze.Jak mam ruszyc z miejsca i pomoc samej sobie?Wiem ze on mnie wciaz oklamuje.
    • mayenna Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 10:13
      Nie bardzo wiem co Ci poradzić.
      Zastanów się czego ty chcesz. Porozmawiaj z mężem. Moim zdaniem przy takiej jego postawie można ratować wasze małżeństwo, tylko jeden warunek: nie zakładaj z góry, że wiesz, że czujesz że on cię nie kocha.To że nie będzie tak jak dawniej nie oznacza, że będzie źle.Można zbudować związek na nowo na innych warunkach. Dom i samochód nie są składową związku. Pomyśl gdzie wy w tym jesteście, gdzie jest to co was łączy, wspólny czas i rozmowy.Można zacząć na nowo ale wymaga to oddzielenia tego co było grubą kreską.Moim zdaniem warto próbować.
      • jarkoni Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 10:24
        Ja bym nie odpuszczał i ratował małżeństwo, jeśli jeszcze można..
        PS. Uwielbiam od lat kobiety, które "przypadkowo" grzebią mężowi po kieszeniach, w portfelu bądź w telefonie.. Wszystko absolutnie PRZYPADKOWO..
        Tak, przypadkowo przechodzilismy, z tragarzami.. Wszystkie Ryśki to porządne chłopy..
        • mayenna Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 11:28
          Prawda?smile
          Mnie zastanawia po co grzebać?
        • nangaparbat3 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 11:31
          Jarkoni, sama nienawidzę grzebania po kieszeniach, w telefonie. Ale kiedy współmałżonek nie wraca na noc po raz kolejny, nie mówi, co sie dzieje - nie zacząłbyś sam grzebać?
          • mayenna Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 11:44
            nangaparbat3 napisała:

            > Jarkoni, sama nienawidzę grzebania po kieszeniach, w telefonie. Ale kiedy współ
            > małżonek nie wraca na noc po raz kolejny, nie mówi, co sie dzieje - nie zacząłb
            > yś sam grzebać?
            Nie zaczęłabym grzebać bo to jest upokarzające dla mnie. Poza tym po co ? Jak nie nocuje to wiadomo mniej więcej że nie jest dobrze. Myślę, że szczerość jest ważna.Jak pojawia się kłamstwo to ja z takiego układu wychodzę. Nie dam rady żyć w kłamstwie i nie chcę stawiać nikogo w upokarzających sytuacjach.
            • nangaparbat3 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 12:12
              Właśnie tak pomyślałam, że dokładnie taki jest wybór: grzebać albo sie wymiksować. Wbrew pozorom grzebanie może świadczyć o nadziei, nadzieja powoduje w sytuacjach ekstremalnych, że postępujemy wbrew własnym zasadom, czasem nawet wbrew wszelkiej etyce. Wydaje mi się, że pisał tak o tym Tadeusz Borowski - że tym co w Oświęcimiu powodowało, że porządni wcześniej ludzie postępowali wbrew wszelkim regułom (eufemizm) była nadzieja, że uda się przeżyć.
              Wyobraź sobie tę sytuację: dobry związek, czujesz sie kochana, bezpieczna. I nagle on nie wraca na noc, [przestaje interesować się dzieckiem, nie chce rozmawiać. Przecież to można zwariować - właśnie z powodu NIEZNAJOMOŚCI WŁASNEJ SYTUACJI. Nie popieram grzebania, profilaktyczne mnie po prostu odrzuca, nie wiem, czy sama kiedykolwiek bym grzebała (dotąd sądziłam, że na pewno nie, ale historia Perełki zachwiała moją pewnością), w sytuacji kiedy jedno z małżonków diametralnie zmienia swoje postępowanie i wszystko wskazuje na to, ze emocjonalnie odszedł od rodziny - rozgrzeszyłabym.
              • mayenna Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 14:14
                nangaparbat3 napisała:

                > Właśnie tak pomyślałam, że dokładnie taki jest wybór: grzebać albo sie wymiksow
                > ać. Wbrew pozorom grzebanie może świadczyć o nadziei, nadzieja powoduje w sytu
                > acjach ekstremalnych, że postępujemy wbrew własnym zasadom, czasem nawet wbrew
                > wszelkiej etyce. Wydaje mi się, że pisał tak o tym Tadeusz Borowski - że tym co
                > w Oświęcimiu powodowało, że porządni wcześniej ludzie postępowali wbrew wszelk
                > im regułom (eufemizm) była nadzieja, że uda się przeżyć.
                >
                To były chore wynaturzone czasy i rodziły chore wynaturzone rozwiązania.Żyjesz w nienormalnej sytuacji i się do niej dostosowujesz po prostu.Mnie bardziej niż Borowski poruszał Imre Kertesz. Ale normalnie to ludzie rozmawiają ze sobą a nie szpiegują się. Nanga, na dobrą sprawę to wiadomo co się kryje za takim zachowaniem. Samo postępowanie jest odpowiedzią.
                W pewnym momencie zachowanie zasad i twarzy dla mnie było najważniejsze.Poza tym każdy ma prawo do swojej przestrzeni osobistej, nawet jeśli kryją się za tym niemoralne zachowania.Nie popieram po prostu metody dochodzenia do tej prawdy czy wiedzy. Równie dobrze można ja zdobyć w inny sposób. Dlatego nie umiem zrozumieć grzebania w rzeczach osobistych. Ale każdy ma swoje własne drogi i zachowania.
                • nangaparbat3 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 14:47
                  Ależ ja też nie popieram, a nawet budzi to we mnie złość i wstręt.
                  A jednak jest jeszcze kontekst: postępowanie tego człowieka powoduje, że wali Ci się świat, a on odmawia wyjaśnień.
                  Tu wiele kobiet pisało o "przypadkowych" telefonicznych odkryciach i zawsze byłam wśród pierwszych, którzy na nie napadali. Ale ta sytuacja sie rózni - tu on "przestał sie interesować dzieckiem", a to nieskończenie wiecej niż skok w bok czy nawet poważny romans.
                  • mayenna Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 16:46
                    nangaparbat3 napisała:

                    > Ależ ja też nie popieram, a nawet budzi to we mnie złość i wstręt.
                    > A jednak jest jeszcze kontekst: postępowanie tego człowieka powoduje, że wali C
                    > i się świat, a on odmawia wyjaśnień.
                    > Tu wiele kobiet pisało o "przypadkowych" telefonicznych odkryciach i zawsze był
                    > am wśród pierwszych, którzy na nie napadali. Ale ta sytuacja sie rózni - tu on
                    > "przestał sie interesować dzieckiem", a to nieskończenie wiecej niż skok w bok
                    > czy nawet poważny romans.

                    Nanga, nie chcę oceniać. dziewczyna postąpiła jak jej serce i rozum dyktowały. Mogę mówić jedynie za siebie i w podobnej sytuacji po prostu poprosiłam o jasne określenie się czy mój eks chce być z rodziną czy tez go już dzieci i ja zupełnie przestaliśmy interesować.Jasno, szczegółowo i spokojnie powiedziałam czego w związku z tym oczekuję.Powroty na noc do domu były jedną z podstawowych spraw. Są rzeczy których po prostu nie zrobię bo potem nie mogłabym szanować samej siebie. Poza tym może brak zainteresowania zmojej strony tym co się kryje za nocowaniem u mamy i tajemniczymi rozmowami telefonicznymi był u mnie reakcją obronną.Jakby powiedział że jednak rodzina to musiałabym z nim żyć, a do tego potrzebowałam go szanować. Jakby tak pisał do niej sms-y w stylu księcia Karola to nie dałabym radysmile
              • tesknotazabija Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 21:02
                Przez 8 lat związku z moim mężem JEDEN JEDYNY RAZ zajrzałam do jego telefonu. Nie było to przypadkowe, było to celowe. Mój kochający mnie mąż zmienił się tak bardzo w stosunku do mnie, że byłam przekonana, że dzieje się coś niedobrego. I nie myliłam się. Jak tylko wzięłam telefon do ręki to uderzyło mnie, że jest gdześ ukryta skrzynka sms, której nie mogłam znaleźć, ale mój mąż jak widać nie doceniał moich możliwości i w kilka minut skrzynkę znalazłam, a w niej mnóstwo smsmów do kochanki, zdjęcia kochanki w bieliźnie w wyjazdu służbowego.
                Dzisiaj nie żałuję, że to zrobiłam. Przynajmniej wiem z jakim człowiekiem byłam i wiem, że dla niego miejsca w moim życiu już nie ma. Nie jestem jednak zwolenniczką grzebania w rzeczach prywatnych. Ja to zrobiłam, bo zachowanie męża było wręcz nienormalne.
          • yoma Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 19:53
            > Ale kiedy współ
            > małżonek nie wraca na noc po raz kolejny, nie mówi, co sie dzieje - nie zacząłb
            > yś sam grzebać?

            Nie.
        • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 18:55
          Jarkoni,ja nie sprawdzilam jego telefonu przypadkowo,ja po prostu chcialam widziec zeby zrozumiec jego zachowanie.Kiedy pytalam go otwarcie czy ktos jest-zaprzeczal.Sam widzisz,ze on tez nie okazal sie na tyle porzadnym facetem zeby mi to powieziec wprost kiedy go pytalam. Co do ratowania malzenstwa,to myslisz ze ja tego nie chce? Problem w tym ze ta panienka to nie byl jego jedyny wybryk,bo kiedy z nia skonczyl zaczal znikac na noce i spedzac je z kolegami poniewaz poczul wowczas ze slub,kredyt mieszkaniowy i dziecko to wszystko wydarzylo sie "za wczesnie"
          • jaksa02 Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 11:35
            ...za wcześnie, to wszystko mnie przerosło.... to słysze od mojego jeszcze męża, który mieszka z kobietą, z którą mnie zdradził, a kiedy walczyliśmy o uratowanie zwiążku to ona była tematem zamkniętym. Teraz okazało sie, że nie przestał jej kochać, chociaż wcześniej zapewniał mnie o swojej miłości, chęci ratowania rodziny ( dwoje dzieciaków ) i chęci bycia ze mną.... Brak szczerości, lęk przed powiedzeniem prawdy doprowadza do rozstroju emocjonalnego u mnie... ciężko jest rozstać sie z kimś ,z kim łączy kilka lat wspólnego życia i dzieci, a brak szczerości nie jest pomocny. Czasem zastanawiam sie, czy on sam wie czego chce....ale boli cholernie...a to dopiero początek
        • ekscytujacemaleliterki Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 11:25
          Jaro,
          jedyne do czego można się "czepiać" to użycie słowa "przypadkowo" grzebałam.

          Mnie nie dziwi.Każdy chce wiedzieć o co chodzi i na czym stoi. Każdy z nas wyczuwa, że coś jest nie tak, niby wie ale musi się przekonać.

          Przy takiej sytuacji też byś grzebał, zakładamy się? wink
          • mayenna Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 13:06
            ekscytujacemaleliterki napisała:

            >
            > Przy takiej sytuacji też byś grzebał, zakładamy się? wink

            Ja się mogę założyćsmile
          • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 20:22
            hej odniescie sie do mojego pierwszego postu,nigdy nie uzylam slowa przypadkowo,bo zrobilam to celowo!!!
      • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 19:11
        Przede wszystkim dziekuje Ci bardzo za odpowiedz.Moze masz racje,ze nie wszystko jeszcze stracone,sama nie wiem.Zyje w ciaglym stresie,boje sie mu zaufac zeby mnie znowu nie zranil.Tak jak wspomnialam lecze sie na depresje,dopadla mnie gdy odkrylam ta jego znajomosc.On szybko to zakonczyl,tego samego dnia gdy przeczytalam jej milosne sms-y,wierze mu ze to nie bylo nic powaznego.Problem w tym ze wciaz nie wracal do domu na noce,wlasciwie zdarzalo mu sie to dosyc czesto przez okres dwoch miesiecy.Na poczatku jego wymowki byly calkiem prawdopodobne,potem przestalam wierzyc,bo jak pechowym trzeba byc zeby zawsze cos ci sie zlego przydarzylo wlasnie w nocy?Jak juz pisalam w swieta zostawil nas zupenie,nie wiedzialam gdzie jest i co sie znim dzieje,nie odbieral telefonu.Ostatnio,gdy sprawa stanela na ostrzu noza wyznal mi ze poznal nowych kolegow,ktorych swobodny tryb zycia mu zaimponowal i ktorzy doradzali mu przyjacielsko odpuscic sobie rodzine.Powiedzial mi ze gdy byl z nimi wydawalo mu sie to ok,ale kiedy wracal do domu,czul ze nie moglby rgo zrobic.Teraz jestesmy znowu"razem",ale ja boje sie uwierzyc,w koncu byl w stanie ranic nas i oszukiwac przez tak dlugi czas.Chce miec moje bezpieczne zycie zpowrotem,ale strasznie sie boje,on nie chce o tym wiecej rozmawiac,mowi ze musimy patrec w przyszlosc,ale malo mnie przytula i nie ma miedzy nami takiej wiezi jaka byla zanim to wszystko sie wydarzylo
        • mayenna Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 20:03
          Ja wiem, że to co powiem jest niepopularne ale ty mu pozwalasz na takie zachowanie.Musisz mu powiedzieć że swoim zachowaniem powoduje w tobie strach, że niszczy rodzinę. Jeśli macie być razem to koniec z nocami poza domem, koniec towarzystwa. Ma ochotę wyjść to idziecie razem. Żonaci mężczyźni nie bywają bez żon i mają obowiązki.Mnie jeszcze pomagała teściowa i rozmawiała z synem. Pomagało dopóki mnie kochał.Jednego mnie to nauczyło: musisz być konsekwentna.Nie można straszyć jeśli nie jest się gotowym groźby wykonać.On powinien zrozumieć co może stracić. Tylko istnieje też opcja że towarzystwo kolegów zwycięży. na to tez powinnaś się wcześniej przygotować.
          Jeśli to kwestia tylko towarzystwa to myślę, że zerwanie z nim pomoże.Gorzej jeśli to z nim coś się dzieje.
          • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 22:24
            Ja jestem gotowa na rozwod,to nie jest tak ze grozbami probuje go zatrzymac.Problem w tym,ze dostaje od meza sprzeczne sygnaly,sama nie wiem co mam myslec.Pewno czas okaze w ktora strone sie to wszystko potoczy i moze wystarczyloby troche cierpliwosci z mojej strony,ale tak dlugo juz zylam w niepewnosci,ze wolalabym zeby po prostu mi powiedzial ze to koniec,albo ze chce byc ze mna zamiast mowic mi zebym sie nie martwila bo wszystko bedzie dobrze podczas gdy nie robi tak naprawde nic zeby mnie o tym przekonac
            • mayenna Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 10:09
              Nie piszesz nic o tym jaką ty podjęłaś decyzję. To 'jestem gotowa na rozwód' mam wrażenie jest obwarowane tym że tego rozwodu to on ma chcieć. Ja cię pytam czego ty chcesz? Stare życie tak prędko nie wróci, może nigdy nie będzie jak dawniej.Nie znaczy że będzie gorzej ale na pewno inaczej.
              Pamiętam jak sama miałam depresję. Poszukaj pomocy u psychologa. Jeśli ten u którego się leczysz ci nie odpowiada to go zmień.
              • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 20:10
                nie pisze,bo po prostu jedzcze jej nie podjelam.Jasne ze wolalabym uniknac rozwodu,nie po to bralam slub w kosciele zeby sie rozwodzic.Moze uznasz to za naiwne albo i staroswieckie ale wg. mnie przysiega malzenska zobowiazuje.Kilka ostatnich dni uplynelo nam spokojnie,jasne ze nie powiem ze juz wierze ze wszystko jest cudownie,ale chce dac nam troche czasu,zanim podejme ostateczne kroki zeby nigdy potem nie zalowowac.Im wiecej czasu mija tym trzezwiej na to patrze i mniej emocjonalnie do tego podchodze.
                • mayenna Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 22:27
                  perelka0381 napisała:

                  > nie pisze,bo po prostu jedzcze jej nie podjelam.Jasne ze wolalabym uniknac rozw
                  > odu,nie po to bralam slub w kosciele zeby sie rozwodzic.Moze uznasz to za naiwn
                  > e albo i staroswieckie ale wg. mnie przysiega malzenska zobowiazuje

                  Ależ ja jestem dokładnie tego samego zdania
                  .Pomyśl spokojnie czego chcesz i jak to może jednak ratować. Chciałam ci tylko powiedzieć że twój mąż jest inny niż ty. Może okazywać skruchę i to że mu zależy inaczej niż ty tego oczekujesz.
            • mayenna Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 11:17
              perelka0381 napisała:

              >
              .Pro
              > blem w tym,ze dostaje od meza sprzeczne sygnaly,sama nie wiem co mam myslec.Pew
              > no czas okaze w ktora strone sie to wszystko potoczy i moze wystarczyloby troch
              > e cierpliwosci z mojej strony,ale tak dlugo juz zylam w niepewnosci,ze wolalaby
              > m zeby po prostu mi powiedzial ze to koniec,albo ze chce byc ze mna zamiast mow
              > ic mi zebym sie nie martwila bo wszystko bedzie dobrze podczas gdy nie robi tak
              > naprawde nic zeby mnie o tym przekonac

              Perełko - robi: mówi że wszystko będzie dobrze. Wg niego to ma cię uspokoić.Nie robi tego czego ty oczekujesz, żeby w tej sytuacji zrobił i co by cie uspokoiło. Może powiedz mu co ma robić, żebyś tego zaufania nabrała, żebyś nie musiała się bać. Powiedz mu spokojnie co czujesz i czego od niego oczekujesz. Zdanie" Nocuj w domu' jest jaśniejsze niż ' Nie wychodź z kolegami'.
    • nangaparbat3 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 11:38
      Tak gwałtowne zmiany raczej się nie zdarzają. Podejrzewam, że ani kiedyś nie był aż taki cudowny, ani teraz nie jest aż takim potworem. Myślę, że dobrze by było rozejrzeć sie wokół siebie, poszukać jakiejś mądrej, najlepiej starszej od Ciebie osoby, która sama niejedno przeszła, jeśli znasz kogos takiego i darzysz zaufaniem, pogadaj o tym, co się dzieje, popatrz na całą sprawę z dystansu.
      Najbardziej w tej historii zaniepokoiło mnie, że przestał się interesować dzieckiem. NApiszesz o tym cos więcej? I ile lat ma dziecko?
      • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 18:46
        dzieki Wam wszystkim za odpowiedzi,widze ze najwiecej zainteresowania wywolal fakt,ze sprawdzilam jego telefon.Mozecie mnie krytykowac,macie prawo,ale zrozumcie,to nie jest proste.Byly takie sytuacje gdy zagladalam do sypialni naszego dziecka gdy wyjatkowo mial czas aby je uspic a on pisal sms-y,albo gdy maluszek rozpakowywal prezent od Mikolaja z taka radosna buzia on nerwowo zerkal na telefon po czym nagle udal sie do toalety,nie chcial nawet takiego momentu z nami dzielic.Myslicie ze nie pytalam?Za kazdym razem konczylo sie tym ze mowil mi ze ma mnie dosyc.A ja MUSIALAM wiedziec zeby moc zrozumiec.Kiedy sie wydalo ,dopiero wtedy wszystko mi powiedzial,sam zdawal sie byc przestraszony bo on myslal ze to bedzie taka odskocznia,az tu ona nagle zaczela mu pisac ze go kocha,teskni za nim i zeby zostawil dla niej zone i dziecko.Jasne ze kazdy ma prawo do prywatnosci,ale czy kobieta,ktora kocha swoja rodzine,dba o nia,gotuje,pierze,prasuje,zajmuje sie dzieckiem,pracuje zawodowo i na dodatek atrakcyjnie wyglada nie ma prawa wiedziec co tak nagle odmienilo jej meza,ze ani ona ani 3-letnie dziecko nie sa w stanie go zatrzymac w domu?
        • mayenna Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 20:21
          perelka0381 napisała:

          >
          .Jasne ze kazdy ma prawo do prywatnosci,ale czy kobieta,ktora kocha swoja rodzine,dba o nia,gotuje,pierze,prasuj
          > e,zajmuje sie dzieckiem,pracuje zawodowo i na dodatek atrakcyjnie wyglada nie m
          > a prawa wiedziec co tak nagle odmienilo jej meza,ze ani ona ani 3-letnie dzieck
          > o nie sa w stanie go zatrzymac w domu?

          Przepraszam ale ubawił mnie ten fragment.
          Po tym co powiedziałaś o jego zachowaniu to sprawa była jasna. Ale jak mówię - zrobiłaś jak ci serce i rozum nakazywał. To że kochasz, pierzesz, gotujesz i wyglądasz nie uprawnia do grzebania. Ale to że kochasz, że on ci przyrzekł wierność i uczciwość daje ci prawo do oczekiwania wyjaśnień. On tych wyjaśnień może odmówić tylko to rodzi konsekwencje w postaci rozwodu bo taki związek jak opisany to dla mnie byłby nie do przyjęcia i zaakceptowania.Mnie wyjaśnienia i opowieści nie interesowały. Chciałam odpowiedzi na pytanie co dalej z nami. Dostałam ją..
          Dorosły, kochający człowiek trzyma się domu sam i sam o niego dba bo to ma dla niego znaczenie. Na pocieszenie powiem, że nie znam przypadku, żeby taki zdradzający pan wymienił zonę na coś lepszego. Tu chyba nie chodzi o jakość żony.
          • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 22:33
            byc moze to brzmi zabawnie,ale takie nie jest gdy dotyczy twojej osoby.Do porzucenia rodziny i zlamania przysiegi malzenskiej tez nic nie daje prawa a jednak ludzie to robia.Nie zaluje ze to zrobilam i zrobilabym to po raz drugi,on wielokrotnie mial szanse powiedziec mi prawde ale tego nie zrobil.Poza tym zanim to wszystko sie wydarzylo wzajemnie mielismy dostep do swoich telefonow,odbieralismy rozmowy,czytalismy sms-y,nie bylo zadnych tajemnic i zadne z nas nie mialo z tym problemu,wiec to nie jest tak ze ja robiac to zlamalam jakies tabu.
            • mayenna Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 10:27
              Rozbawił mnie ten fragment bo pomyślałam że jesteś bardzo młodą osoba. Dorosłego człowieka zewnętrzne starania drugiej osoby nie zatrzymają w domu. Nie ma znaczenia co robisz, jaka jesteś. On cię nie zdradził dlatego że mu nie uprasowałaś na czas koszuli.Skaza jest w nim. On musi sobie z tym problemem radzić. To on się nie odnalazł w życiu jako mąż i ojciec.Tłumaczenie że się coś wydarzyło za wcześnie świadczy o tym że nie dorósł. Dorosła osoba przyjmuje konsekwencje swoich decyzji. Wie co robi. A tu on mówi, że mu się małżeństwo i dziecko wydarzyło... To jego problem

              Odnośnie telefonu: odbieranie za przyzwoleniem drugiej strony to jednak coś innego niż czytanie bez wiedzy i zgody. Ale ja cię nie oceniam.Mówię jedynie o tym że inaczej bym postąpiła w takiej sytuacji. Tylko że jestem po prostu inna niż ty. Zrobiłaś tak jak uważałaś za słuszne i tyle. Ja poprosiłabym o możliwość przeczytania tych sms - ów. Odmowa jest wtedy jednoznaczna. Mnie treść takiej korespondencji mogła całkowicie załamać i nie chciałam wiedzieć co oni sobie tam intymnie wyznają.Interesował mnie fakt co to dla mnie oznacza, dla mojej rodziny i małżeństwa.Do tego nie potrzebowałam czytać sms -ów.
              Moim zdaniem to co piszesz świadczy o twoim wielkim zaangażowaniu i nieumiejętności zauważenia że mąż jest osobny od ciebie, dziecka. Jesteście odrębnymi osobami. U mnie to powoduje że za nic nie wkroczę w intymność drugiej osoby jeśli ona sobie tego nie życzy.
        • tesknotazabija Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 21:18
          Przczytaj sobie mój wątek. Mój mąż też wmawiał mi, że poznał kolegów, że ma nowe towarzystwo. Usłyszałam nawet, że koledzy zapytali się go jak on mógl zdecydować się z taką kobietą jak ja (?) na dziecko. Później tymi kolegami okazała się być 26 letnia dziewczyna i to ona serwowała mu takie dobre rady.
          Ja rozumiem to ze sprawdziłaś telefon. Ja też zrobiłam to jeden jedyny raz i nie żałuję. Szybko zorientowałam się na czym stoję, a że nie lubię jak ktoś robi ze mnie wariatkę, dość szybko określiłam sobie co należy robić dalej.
          Nie popieram sprawdzania telefonu dla zasady - a sprawdzę czy czasem coś tam się nie dzieje, ale kiedy zachowanie partnera zmienia się nie do poznania to dla własnego dobra uważam, że można to zrobić. A że jest to upokarzające? Owszem, ale chyba jeszcze bardziej upokarzające jest to, że wszyscy dookoła wiedzą, że jest się zdradzana, tylko najbardziej zainteresowana osoba o tym nie wie.
          Wszyscy dają tu rady, że trzeba usiąść i porozmawiać z mężem. Ja przed sprawdzeniem telefonu prosiłam, wręcz błagałam męża, aby mi powedział co się dzieje. Mówiłam o swoich obawach, o tym, że mnie to rani, a byłam wówczas na koncowce ciazy. Mąż jakby się zaciął mówił w kółko: nic się nie dzieje, nie wymyślaj, wszystko jest w porzadku, jestem przemeczony.
          • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 22:38
            sprawdzanie telefonu jest upokarzajace,ale zycie z czlowiekiem ktory cie oklamuje juz nie?Dajmy spokoj temu tematowi.Kazdy wie lepiej dopoki to jego samego nie dotyczy.Przypomnijmy tylko co sie okazuje po sprawdzeniu telefonu,czy taka osoba,ktora zdradza bez skrupolow naprawde az tak zasluguje na ochrone swojej"prywatnosci",to ona krzywdzi a nie jest krzywdzona
            • mayenna Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 10:39
              perelka0381 napisała:

              > sprawdzanie telefonu jest upokarzajace,ale zycie z czlowiekiem ktory cie oklamu
              > je juz nie?Dajmy spokoj temu tematowi.Kazdy wie lepiej dopoki to jego samego ni
              > e dotyczy.Przypomnijmy tylko co sie okazuje po sprawdzeniu telefonu,czy taka os
              > oba,ktora zdradza bez skrupolow naprawde az tak zasluguje na ochrone swojej"pry
              > watnosci",to ona krzywdzi a nie jest krzywdzona

              Nie masz wpływu na to że on kłamie, więc życie z kłamcą nie jest dla mnie upokarzające.Mam wpływ jedynie na to co ja robię i jak postępuję.Za męża nie odpowiadam, chociaż zdarzało mi się za niego wstydzićsmile Dlatego właśnie nie czytam cudzej korespondencji.Nie wiem jak ci to wyjaśnić ale mam swoje zasady i żeby móc dobie codziennie patrzeć w twarz muszę się ich trzymać. Są rzeczy o których wiem, że nigdy ich nie zrobię. Od drugiej strony oczekują dokładnie tego samego.
              • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 20:13
                mysle ze kontynuacja watku na temat sprawdzania telefonu jest bezsensowna,dajmy temu juz spokoj.Wiele osob powie ze zrobiloby to samo,wiele osob to krytykuje, a prawda jest taka ze w obecnej chwili to jest dla mnie bez znaczenia
      • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 19:21
        Nasze dziecko ma trzy latka, kiedys bylysmy dla meza calym swiatem,potem jak juz pisalam wszystko sie zmienilo.W naszej ostatniej powaznej rozmowie maz wyznal mi ze poznal nowych ludzi,ktorzy wioda bardzo swobodny tryb zycia,co mu w jakis sposob zaimponowalo.Ci koledzy wplywali na niego starajac sie przekonac go ze nie ma co sie przejmowac zona i dzieckiem.Teraz twierdzi ze to juz jest skonczone i chce zebysmy znowu byli rodzina.A ja sie boje,nie umiem tez zrozumiec ze dla glupiego towarzystwa byl gotow poswiecic nasza rodzine,ze nie mialysmy swiat bo on postanowil zabawic sie w pubie
        • mayenna Re: jak sobie pomoc? 08.01.11, 20:27
          Nie musisz rozumieć. Pytanie raczej czy nadal chcesz z nim być? Ludzie popełniają błędy ale jeśli chcą to mogą je naprawić i zmieniają się. Czego ty tak naprawdę chcesz? Zadręczanie się tym co było i pytaniami czemu nie ma sensu.Teraz najważniejsze pytanie to co dalej z wami? Namawiam do spróbowania i ratowania małżeństwa bo mam wrażenie że on zrozumiał swój błąd.
          • asiara74 Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 18:16
            To nie żadne towarzystswo nowo poznanych kolegów tylko kobieta, która pewnie jest dosyc zdeterminowana aby go zagarnac dla siebie i powoli to robi. Dowiedz się koniecznie kim ona jest, on prawdy ci nie wyzna jeśli nie znajdzie się w sytuacji bez wyjścia. Co do tel. sama kiedyś sprawdziłam i żałuję tylko tego, że tak pózno, tym sobie głowy nie zawracaj. A tak w ogóle to im więcej czytam takie historie to tym bardziej przeraża mnie niedojrzałośc niby dorosłych ludzi.
            • szizumami Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 20:03
              facetom bez serca grzebać w sms i szmyrgnąc telefonem o ścianę ..
              nie szkoda mi intymności takich pad...


              nie miałam twardych dowodów tylko podejrzenia
              i tak padało to mi na moje poczucie wartości

              moge tylko powiedziec
              myślcie tylko o sobie i o dziecku--a nie o tych latawcach

              jak mozna wp...sie swiadomie w małzęństwo z malymi dziećmi
              to gorsze niz płatne usługi
              modliszki p..

              wybaczcie





              • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 20:16
                masz racje to byla modliszka, wiedziala i o mnie i o dziecku.Teraz jestesmy w trakcie ratowania naszego zwiazku i nawet juz nie chce mi sie o niej myslec,jest dla mnie CZYMS nie wartym uwagi.Niestety takie padalce istnieja i potrafia niezle namieszac innym kobietom i ich rodzinom w zyciu
            • perelka0381 Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 20:21
              Mam nadzieje ze sie mylisz Asiara co do tej kobiety,szczerze mowiac gdy sama teraz juz bez emocji na to patrze to mysle ze to jest juz serio skonczone,przynajmiej mam dosyc solidne podstawy tak podejrzewac.Dzieki za Twoja opinie w sprawie telefonu bo zdaje mi sie ze niektorzy ludzie w mojej historii zdaja sie dostrzegac tylko ten fakt i nic wiecej.Zobaczymy jak to sie wszystko potoczy,jestem czujnasmile
              • szizumami Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 20:26
                wiesz--ja podobnie jak nanga
                myśle,że albo wydawał sie wspaniały,lbo sytuacja wykazała ze nie radzi sobie z pewnymi rzeczami,które nie sa błahostka
                to nie jest bałganiarstwo,rozrzutnośc--bo te to pikuś
                tylko to zapomnienie o całym świecie--o dziecku
                życze powodzenia w naprawie
                ale i tez i takiej postawy i spostrzegawczości--by zaradzić innym wpadkom z jego strony

                trzymaj sie mocno
                [i wszystkie które mają tak samo]

            • tymczasowa_online Re: jak sobie pomoc? 09.01.11, 20:24
              mnie tez sie wydaje,ze to nie koledzy,a jakas kobieta...
              Perelko,to Twoje zycie i w tej kwestii nikt nie moze za Ciebie zdecydowac.
              Jesli maz czuje skruche,to powinien bardzo zabiegac o Ciebie,o przebaczenie.Jesli nie mozecie porozumiec sie,to moze pomoc psycholog.No i wreszcie jest separacja.Rozwod moim zdaniem to ostatecznosc.
              Tylko czy Ty faktycznie bedziesz mogla zyc nadal ze swoim mezem? Zycie po zdradzie jest ciezkie,ale mozliwe.

              Powodzenia,obojetne w ktora strone-byle lepiej dla Ciebie i dziecka
Pełna wersja