czy sąd jest zobligowany terminami?

10.01.11, 10:45
jeśli chodzi o wydanie postanowienia dot. powołania biegłego...
ostatnia sprawa dot. podziału była 6 pazdz., czyli 3 mce temu, sąd postanowił powołać biegłego do wyceny mieszkania, pomimo operatu złożonego do wniosku, a ze względu na zakwestionowanie wartości przez drugą stronę
w sądzie powiedziano mi, że sędzia nie wydała jeszcze postanowienia w tej kwestii.
pytanie więc, czy to moze trwać "wieczność", czy sąd jest jednak zobligowany odgórnie terminami do wydania postanowienia
dzkb
    • fragile66 Re: czy sąd jest zobligowany terminami? 10.01.11, 11:06
      Sędzia nie ma zakreślonego terminu, w którym ma wydać postanowienie.
      U mnie w takim przypadku poprosiłem panią adwokat, żeby spotkała się z sędzią i poprosiła o przyspieszenie procedowania, no i już w tydzień później postanowienie zostało wydane i rozesłane.
      Ale rzeczywiście postanowienie wydane pod koniec marca, a rozprawa na której taką decyzję zapowiedziała, było na początku grudnia. Czyli prawie cztery miesiące z "ponagleniem" - niestety.
      • pokopanka Re: czy sąd jest zobligowany terminami? 10.01.11, 13:02
        trudno się potem dziwić, że są tacy zasypani, jak 3 mce wzwyż trwa napisanie kilu zdań...
        brak słów
        a od postanowienia do daty rozprawy następnej to jeszcze daleka droga, bo najpierw je wyda, potem doreczy, potem biegły się skontaktuje z moja mec, potem umówi się na oględziny mieszkania, a potem musi popełnić wycenę i ją złożyć w sądzie, a sąd musi mieć jeszcze czas na nowy termin, czyli jeszcze daleeeeeka droga

        z drugiej strony to dziwne, że nie musi w czasie jakimś konkretnym przepisowym czegoś zrobić...a inni i owszem
        ale logika sądowa ma się nijak do ludzkiej

        tak na marginesie moja wycena do wniosku była z marca 2010, ciekawe jaka wyjdzie różnica, bo w tym zamęcie na rynku, to nie wiem, jakie realne zmainy zaszły na wtórnym w przypadku wartościowania ich
        • fragile66 Re: czy sąd jest zobligowany terminami? 10.01.11, 16:23
          Niestety wobec wymiaru sprawiedliwości jesteśmy petentami, bo trudno nas nazwać klientami (choć za sprawę o podział majątku wpłaciłem przecież całe 1000 złotych, no ale to w końcu jakieś 15% miesięcznej pensji samego sędziego, a co dopiero mówić o utrzymaniu budynków, kosztach funkcjonowania, korespondencji, sekretariatów itp.)

          Skoro płacimy ryczałtem zgodnie z ustawami, to też sędzia nie zrobi niczego, co wykracza poza obowiązki określone w ustawie. A skoro kpc nie zakreśla terminu na wydanie postanowienia, to nic się nie da sędziemu zrobić.

          Czytałem ostatnio wywiad z p. Jakubasem, który skierował do sądu sprawę przeciwko maklerowi, co to go naraził na 150 mln zł strat przy instrumentach pochodnych. Też się biedak skarżył, że amerykański sąd już zdążył w podobnej sprawie skazać Madoffa na paręset lat więzienia, a polska prokuratura jeszcze nie sformułowała aktu oskarżenia, tylko wciąż prowadzi śledztwo.

          Jakoś jeszcze w sprawie o rozwód byłem zadowolony, bo sędzia prowadziła sprawę maksymalnie sprawnie zważywszy stopień zawikłania i zapieczenia stron konfliktu. Może dlatego, że to sąd okręgowy, to i poziom orzekania chyba wyższy.
          Niestety o sądzie rejonowym nie mogę zbyt wiele dobrego powiedzieć - i administracja, i sędziowie przeciągają sprawy ponad wszelką cierpliwość.
Pełna wersja