Dodaj do ulubionych

Rodzice 6 latków - poradźcie proszę.

10.01.11, 10:48
Stało sie, decyzja podjęta - rozstajemy się. Spokojnie, bez nerwów i złości. Jeszcze mieszkamy razem ale za chwil kilka Mąż się wyprowadzi. Jak przygotować do tego dziecko? Jak z nim rozmawiać - jest bardzo związany z ojcem. Mąż chce uczestniczyć i często bywać przy synu, odwozić go do szkoły, spędzać popołudnia itp. Jak stworzyć dziecku bezpieczny świat po rozstaniu jego rodziców? Jak odpowiadać na pytania "dlaczego tata nie mieszka z nami?" To jedyna aspekt, który sprawia, że oczy są mokre od łez.
I jeszcze - proszę o radę - docelowo będziemy sprzedawać wspólne mieszkanie (mąż na razie wyprowadza się do wynajętego) - żeby kupić dwa mniejsze mieszkania. Czy lepiej dla dziecka aby na razie został ze mną w "starym" mieszkaniu, a tata sam sie wyprowadzi czy też lepiej robić wielka rewolucje na raz - trochę się obawiam tej drugiej opcji - nowe mieszkanie, otoczenie, szkoła i jeszcze tata mieszkający gdzie inedziej. Będe wdzięczna za porady.
Obserwuj wątek
    • brzydula09 Re: Rodzice 6 latków - poradźcie proszę. 10.01.11, 11:23
      Witaj,
      ja po wizycie u psychologa dowiedziałam się, że należy wytłumaczyć ,że rodzice się nie mogą porozumieć i stąd tata będzie mieszkał oddzielnie a my gdzie indziej. Tak wytłumaczyła mi Pani psycholog i mówiła,że należy mówić prawdę - i ja się zastosowałam i ... nie uniknione jest ból, złość, rozczarowanie i to że moje Dziecko mnie obarcza za to , że się wyprowadziliśmy z domu - nie raz mówi, mamo to ty nie chciałaś mieszkać z tatą... Mija drugi rok jak nie mieszakamy razem i nadal po telefonie od taty potrafi tak właśnie powiedzieć, przytulam Jego wtedy i łzy płyną same, i wraca poczucie, że coś mi w życiu nie wyszło - po co ten rozwód... nie tak miało być - zupełnie nie tak.
      W główce takiego małego człowieka zachodzi ogromnie dużo zmian i powstaje wiele pytań - bez odpowiedzi, wiesz my dorośli nie potrafimy sobie poradzić z emocjami, a co dopiero Dziecko. Ja daję duuużo poczucia bezpieczeństwa, zapewniam o miłości i ... uczę się ciągle.
      Wierz mi ,że będą sytuacje kiedy Dziecko będzie miało różne emocje- są dni dobre ale są i złe i wtedy siły z całego serca życzę.
      Jeżeli chodzi o mieszkanie, to ja myślę,że nie ma większego znaczenia, gdyż Was juz razem w tym mieszkaniu nie będzie - a to się liczy dla Dziecka najbardziej.
      Ja stworzyłam w naszym nowym domu pokój identyczny jak w starym domu i ... płakał i mówił ,że chce wrócić tam i, że chce żebyśmy byli razem...
      Sprawa indywidualna tak naprawdę , ale mnie samej jest ciężko pewne rzeczy zrozumieć, więc nie wymagam od Dziecka żeby było "złote" i mam poczucie ,że to ja coś zepsułam i muszę teraz ze wszystkich sił pomóc Dziecku to przyjąć.
      Życzę pogody ducha i dużo uśmiechu - jest potrzebny.
      Gdybyś miała pytania - zapraszam.
      Pozdrawiam.
    • shelmahh Re: Rodzice 6 latków - poradźcie proszę. 10.01.11, 12:27
      szczerość szczerość i jeszcze raz szczerość..rodzice opowiedzą Ci synku o świecie dorosłych..niestety czasem tak bywa,że się nie dogadują, nie rozumieją, kłócą i postanowili,że nie mogą dłużej mieszkać ze sobą. ale Twój świat, świat dziecka nie ulegnie zmianie. rodzice Cię bardzo kochają i będą z Tobą zawsze..niezależnie od wszystkiego..Tata będzie Cię odwiedzał i zabierał do drugiego mieszkania..ważne by starać się nie okazać zdenerwowania podczas takiej rozmowy..trudne jak diabli ale może się udać..siadacie we troje i rozmawiacie..

      może warto by tata od razu zabrał młodego do wynajętego lokalu, pokazał mu to miejsce itp..

      szczerość tutaj popłaca..dziecko czuje się wtedy bezpiecznie..

      trzymam kciuki..kiedyś nie wyobrażałem sobie takiej rozmowy, emocji ale udało się i ten etap rozstania, rozmowy i nowa rzeczywistość dla dziecka udało mi się przejść prawie bezproblemowo..

      każdy psycholog Ci powie, że kłamstwem można dużo przegrać..
    • kropka_mala77 Re: Rodzice 6 latków - poradźcie proszę. 10.01.11, 13:09
      Dziękuje - przeczytałam Wasze obie odpowiedzi.
      Na razie nie umiem bez emocji o tym nawet pomyśleć, łzy od razu cisną się do oczu ale wiem, że taka rozmowa musi się odbyć. Będe chciała pojechać z synem do nowego mieszkania ojca, zeby widzial, że akceptuje ta sytuacje.
      A jesli moge się dowiedziec - jak wygladaja kontakty Waszych bylych mezow z dziecmi po rozstaniu? Moj maz deklaruje, ze chce byc blisko, widywac sie czesto, zeby syn nie odczul, ze go nagle ma malo ale wiem, ze z roznie moze potem byc.
      Czy taka bliskosc ojca bedzie ulatwieniem dla dziecka? Czy taka mala ale bardzo juz rozuma glowa jest wstanie czuc sie bezpiecznie gdy ojciec co wieczor opuszcza mieszkanie i przyjezdza dopiero rano, zeby zabrac go do szkoly? Do rozstania jeszcze 1,5 miesiaca - ale juz sobie z tym nie radze sad((
      • malgolkab Re: Rodzice 6 latków - poradźcie proszę. 10.01.11, 13:35
        kropka_mala77 napisała:

        > A jesli moge się dowiedziec - jak wygladaja kontakty Waszych bylych mezow z dzi
        > ecmi po rozstaniu? Moj maz deklaruje, ze chce byc blisko, widywac sie czesto, z
        > eby syn nie odczul, ze go nagle ma malo ale wiem, ze z roznie moze potem byc.
        mój też tak deklarował, ale szybko mu przeszłouncertain w tej chwili widuje syna 2 weekendy w miesiącu i to mu wystarcza. W dni powszednie "pracuje" (jego zdaniem inni ludzie posiadający dzieci najwidoczniej są bezrobotnismile Natomiast znam 2 ojców, którzy biorą czynny udział w zyciu dzieci po rozwodzie - spotkania nie tylko w weekendy, udział w wizytach lekarskich, wydarzeniach w przedszkolu, szkole itp. Miejmy nadzieję, że tata Twojego dziecka należy do tej 2 kategorii, bo jest naprawdę wielu takich ojców.
        > Czy taka bliskosc ojca bedzie ulatwieniem dla dziecka? Czy taka mala ale bardzo
        > juz rozuma glowa jest wstanie czuc sie bezpiecznie gdy ojciec co wieczor opusz
        > cza mieszkanie i przyjezdza dopiero rano, zeby zabrac go do szkoly? Do rozstani
        > a jeszcze 1,5 miesiaca - ale juz sobie z tym nie radze sad((
        dzieci są mądrzejsze niż nam się wydaje i wiele rozumieją... rozmowa w 3 to ideał, mój ex po prostu wyprowadził się z domu, więc rozmowy z synem spadły tylko na mnie, ale i tak bardzo dobrze odnalazł się w sytuacji i nie miałam większych problemów.
        dobrze jest też o sytuacji poinformować nauczycieli w szkole/przedszkolu, dziecko spędza tam sporą część dnia i często te osoby moga zaobserwować jakieś nietypowe, nowe zachowania.
        • joasia75-1 Re: Rodzice 6 latków - poradźcie proszę. 10.01.11, 14:10
          Moja młodsza córka w momencie rozstania rodziców była w podobnym wieku,miała prawie 7 lat.To ja tłumaczyłam,że mama i tata się nie kochają,że nie będziemy razem mieszkać,że tata kocha dzieci nadal,że będzie przychodził,zabierał,odwiedzał...Przyjęła to bardzo spokojnie,bez histerii,płaczów i innych różnych historii.Tata też obiecał córkom,że będzie bo kocha,bo są najważniejsze i takie tam brednie a po miesiącu" zapomniał",że ma dzieci.Nie uczestniczy w życiu córek od pięciu lat...a obiecywał.
      • shelmahh do kropki :) głowa do góry 10.01.11, 15:31
        jestem Tatą w trakcie rozwodu. mam dwóch synów: 6 i 8 lat. rozmowa odbyła się w sposób opisany przeze mnie powyżej. Ex małżonka nie za bardzo wiedziała jak się w tym poruszać, nie miała może siły, wyobraźni, więc zostawiła to mi..

        zanim przeprowadziłem taką rozmowę poradziłem się psychologa co robić, jak rozmawiać. i na podstawie podanych przez niego informacji, udało mi się przez to wszystko jako tako przebrnąć.

        jakim jestem Tatą?

        widuję się z dziećmi:
        - w poniedziałki w domu ex => czasem idziemy na spacer, na łyżwy itd ale najczęściej odrabiamy lekcje i się bawimy
        - w środy zabieram ich do siebie po szkole i wracają rano do domu ex (przed szkołą)
        - w piątki zabieram ich do siebie i odwożę w sobotę na noc..

        i tak w kółko

        każde zebranie, występy w szkole to moja akcja..Ex żona nigdy na to czasu nie miała i tak już zostało..

        generalnie dbamy o to by się nie kłócić (był taki moment, że każda rozmowa z ex kończyła się zadymą i wzajemnymi pretensjami), czynnie uczestniczymy we dwoje w wychowaniu, ja staram się być z nimi jak najczęściej ale nie dlatego,że muszę ale dlatego, że ich bardzo kocham smile

        dodam, że mieszkam 25 km od miejsca zamieszkania dzieci i jest troszkę latania tam i z powrotem ale w sumie to nie duża odległość, więc idzie w miarę sprawnie..

        obecnie jestem w nowym związku i tutaj też z pomocą psychologa poradziliśmy sobie z nową sytuacją tak by dzieci od razu weszły w nowy tryb życia..

        i o ile kwestie dzieci poszły dość sprawnie to niestety relacje pomiędzy mną a ex są coraz gorsze..staram się jak mogę ale chęci z drugiej strony brak :\ nie skrzywdziłem ex, wina rozłożyła się po równo jeśli tak to można ująć..myślałem, że uda nam się jednak zachować klasę ale nie udało się..ja stworzyłem nowy związek, Jej się nie udało i teraz nieco się na mnie wyżywa za całe zło, które ją spotyka..
        • m.agdaa Re: do kropki :) głowa do góry 10.01.11, 15:54
          .ja stworzyłem nowy zwi
          > ązek, Jej się nie udało i teraz nieco się na mnie wyżywa za całe zło, które ją
          > spotyka..

          Krew mnie zalewa jak cos takiego czytam. Jej sie nie udalo? a Tobie tak, bo z nia mieszkaja dzieci i trudniej jej stworzyc na pewno cos nowego niz Tobie, moze daj jej wiecej czasu...

          Heh....mi si eudało, a jej nie.uncertain
          • shelmahh Re: do kropki :) głowa do góry 10.01.11, 16:18
            niech Cię krew nie zalewasmile

            ostrzegałem Ją, że zakochanie się w moim koledze doprowadzi do rozwodu, bo nie dam się upokarzać. próbowałem rozmawiać o naprawie ale nie chciała o tym słyszeć bo miłość do kolegi była tą największą na świecie. kolega był lojalny i nie reagował na Jej zaczepki a trwało to 2 lata (sic!). doprowadziła do rozwodu bo to miała być dla Niej furtka do wolności a na poważnie mówiąc liczyła, że jak on się dowie, że już ze mną nie jest, to się nagle do Niej odezwie i będzie kochał aż po grób. Zakończyliśmy związek gdy zobaczyłem jak pisze do niego wyznanie miłosne.

            znajomość z koleżanką rozwódką z pracy, skutkowała wejściem w nowy związek (już po rozstaniu z ex)..trwa on do tej pory. mój kolega jak można domniemywać nie odezwał się do Niej nigdy, więc wszystko co sobie zaplanowała wzięło w łeb - nie ma związku, ma za to nowe miłostki, przygody na 1 noc, sporo wyjść i powrotów "w stanie" nad ranem..

            a tak na poważnie z mojego punktu widzenia zrobiła dużą głupotę w życiu stawiając wszystko na jedną kartę by zdobyć mojego kolegę. nie udało się nawet w 1%. miała stabilne, normalne życie, dwójkę dzieci, dom, kwiaty bez okazji, czułe słówka, prezenty, prezenciki...teraz ma prawie 40 lat, kolesi, którzy chcą tylko jednego a na słowa o dzieciach, dużym domu do utrzymania, kredytach - rzucają Ją śmiejąc się w twarz..to dla mnie bardzo przykra sytuacja bo sama sobie narobiła bigosu a bardzo Ją lubię do tej pory i na pewno źle nie życzę..a należy pamiętać,że w tym wszystkim są nasze dzieci, które nie są niczemu winne, chcemy by wyrosły na fajnych, mądrych ludzi ale muszą żyć w dwóch światach - moim dość stabilnym i Mamy, która jest już prawie 3 lata na zakręcie..

            w sumie to dobra kobieta ale nieco się zagubiła w poszukiwaniu idealnej miłości..

            więc niech Cię krew nie zalewa..nie każdy facet to świnia, kobiety też potrafią narobić zamieszania..mi udało się doprowadzić do w sumie normalnej sytuacji rodzinnej - jest w tym dużo szczęścia bo przecież mogłem nikogo na swojej drodze nie spotkać..psycholog mówi, że mój związek będzie przykładem dla dzieci, więc nowa partnerka ma sporo pracy nad tym by wejść w rolę odpowiedzialnej osoby, która może pełnić funkcję zastępczej mamy, w przypadku gdyby mojej ex nie udało się wyjść na prostą ze swoim życiem..

            to życie napisało tez scenariusz..nie ja..można się oburzać, psy wieszać bo to przecież fajny stereotyp, że faceci to świnie i rzucają swoje żony dla młodszych ale to ja miałem być tym porzuconym dla młodszego, tyle, że nie wyszło..

            Pozdrawiam
            • m.agdaa Re: do kropki :) głowa do góry 10.01.11, 16:33
              Pozostaje mi tylko "pozazdroscic" jej bylego meza(Ciebie), bo ładnie mimo wszystko o niej piszesz. Mam jednak nadzieje,ze nie skreslasz jej na manowce i to zycie na zakrecie w ktorym obecnie sie znajduje naprowadzi ja na prosty tor i spotka faceta, ktory nie bedzie jej"zabijał smiechem".

              Kobietom poprostu trudniej sobie"ulozyc zycie" z kims por ozwodzie, gdy sa mdzieci niz facetowi i to mialam na mysli....Szkoda mi jej. I siebie i wszystkich samotnych mam ....Pozdrawiam.
              • shelmahh Re: do kropki :) głowa do góry 10.01.11, 16:46
                Wiesz Magdasmile to było super 10 lat..wspominam często, morze łez się wylało gdy uświadomiłem sobie,ze to jednak koniec..ze Jej słowa "nie chce już z Tobą być" są zupełnie na poważnie..

                nie bylem idealny, miałem swoje gorsze momenty, których żałuje ale myślę,ze mimo wszystko i tak by nie wyszło.. mój kolega działał jak magnes...

                nie wyszło nam razem ale liczę na to,ze jednak kogoś spotka, kogoś z kim będzie szczęśliwa, kto pomoże nieść Jej ten bagaż, który Jej pozostał tak by Jej życie stało się prostsze

                wiem,że jest sama, że pewnie płacze czasem do poduszki, że jest Jej ciężko bo tata w domu zawsze potrafił zapanować nad dzieciakami a teraz mnie nie ma, chłopaki się buntują, dom bez męskiej ręki też zaczyna upominać się o remonty....patrzę na to i serce mi się kraje ale to już nie mój świat..

                postanowiłem już nie wracać do przeszłości, skupić się bardzo na nowym związku, dzieci mam opanowane na szczęście z pomocą psychologa ale też mojej M, która pomimo braku wcześniej potomstwa, stanęła na wysokości zadania i potrafi mi pomagać w opiece jak najlepiej potrafi smile jest na dodatek czuła, miła i bardzo kochana => również dla dzieci..

                w poprzednim związku szukałem stabilizacji ale się nie udało..w nowym ją znalazłem i dzięki temu jest mi teraz łatwiej..

                ale byłej Żonie życzę jak najlepiej..chciałem żyć z Nią w przyjaźni ale się nie udało...i naprawdę nie mam satysfakcji z tego, że Jej się nie układa..bo są dzieci, które są z Nią i nie widzą szczęśliwej Mamy...

                • kropka_mala77 Re: do kropki :) głowa do góry 11.01.11, 10:06
                  Dziekuje za wszystkie odpowiedzi. Mam nadzieje, ze miedzy mna, a mezem uda sie zachowac normalne relacje - zauwazylismy, ze lepiej nam teraz, gdy emocje opadly, ze calkiem dobrze funckjonujemy na poziomie "kumpli, przyjaciół" niż zwiazku..Zresztą o jakim związku tu mówić - ostatnie lata to stałe oddalanie się od siebie, więcej złego niż dobrego, brak emocji, chęcia spędzania razem czasu. Jako rodzina zdaliśmy egzamin ale jako para kobieta-mężczyzna nawalilśmy na wielu płaszczycznach. Stąd też decyzja o rozstaniu - lepiej życ obok siebie i wspierać się niż pod jednym dachem bez miłości.
                  A syn - no coż - mam wielka nadzieje, ze przyjdzie mu to dużo latwiej niż mi sie wydaje. Jesli maz bedzie tak jak deklaruje - odwoził go do szkoły, spedzal soboty, popoludnia w tygodniu to moze jest szansa, ze dziecko zobaczy, ze choc osobno to wciaz ma dwoje usmiechnietych rodzicow. 3majcie kciuki.
    • zebra12 Re: Rodzice 6 latków - poradźcie proszę. 10.01.11, 16:52
      Cieszę się, że nie miałam tego problemu. Nie miałam go wcale! Moje dzieci mialy wtedy 12, 9 i 2 latka. Nie były związane z ojcem nigdy. Nie chodził z nimi na spacery, nie bawił się, rzadko bywał w domu, na wakacje nie jeździł. Rozwód przyjęły jak informacje o kanapce do szkoły. Teraz eks więcej czasu spędza z dziećmi niż w czasie małżeństwa.
    • takajuzpo Re: Rodzice 6 latków - poradźcie proszę. 10.01.11, 23:36
      7 latka. Płacz, łzy, złość na mnie, bo tata jest kryształowy. Czemu to ona ma tak jak koleżanka z klasy, czemu już się nie kochamy. Przytulać, mówić, że się kocha po grób ale tylko ją. Że coś się skończyło międzu rodzicami ale dziecko kochają najbardziej na świecie. Że jest mądra, kochana, zdolna tylko leniwa bestia ale nadal kochana. Po roku, niejednokrotnie w gniewie słyszałam jaka to jestem zła i chce mieszkać z tatą. Jak to moja wina jest najważniejsza. Zawsze to wtedy kiedy mam pretensje o naukę, złoszczę się, że olewa szkołę, obecnie 12 latka. Tata o nic nie ma pretensji, jest idealny, tata ma prawo być zmęczony, przełożyć wizytę czy zmienić moje plany na rzecz swoich. Tata nie złości się o naukę. Wakacje tylko ze mną bo tata nie ma pieniędzy. Ale zawsze w tym wszystkim najgorsza jestem ja. Tak to u mnie wygląda.
      • kropka_mala77 Re: Rodzice 6 latków - poradźcie proszę. 11.01.11, 10:10
        Jestem ciekawa czy istnieje zależność pomiedzy rekacja dzieci a forma rozstania rodzicow. Czy jesli rodzice rozstaja sie w zgodzie, toleruja swoje towrazystwo, potrafia wyjsc na wspolny obiad w sobote to czy dziecko czuje sie spokojniejsze?
        Syn jest przyzywczajony do czestych wyjazdow ojca, ale gdy ostatnio poplakal sie przed takim wyjazdem, ze bedzie tesknil i zeby tata nas zabral ze soba to łzy same kapaly po mi po policzkach! Życie...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka