estimata
10.01.11, 20:45
Składam pozew. Mam dowody winy męża oraz świadków (zaniedbywanie rodziny, zdrada, przemoc psychiczna). Mogę iśc na wojnę, ale w takim przypadku bedziemy się pewnie długo szarpać. Będę także musiała zmienić mieszkanie, z dziećmi, bedzie po prostu piekło. W zamian za nieorzekanie o winie/separację mąż oferuje mi akceptowalmny układ finansowo-mieszkaniowy (akceptowalny nie znaczy zupełnie dobry, dla mnie dość kosztowny ale mniej bolesny dla dzieci). Ale chce także gwarantowanych dość częstych i długich (kilkudniowych) kontaktów z dziećmi. Ja jestem za częstymi kontaktami (w tym udziałem w codziennych obowiązkach, a nie tylko w weekendowych atrakcjach), proszę bardzo. Ale boję się dawac mu je na dłużej, ponieważ całe zycie zajmował się nimi raczej sporadycznie, niekiedy ryczą na jego widok. Po prostu boję sie o nie. A jak bedzie taki wyrok i sama sie pod nim podpisze, to umrę z niepokoju, czy nie płaczą u niego, a co 2 tygodnie będę musiała jakoś je przekonywać by bez ryku poszły do tatusia. To jest oczywiści czarny scenariusz, ale nie wyssałam go z palca, tylko oparłam o wczesniejsze doświadczenia związane z jego ojcostwem. Iść na taką "ugodę" czy nie?