macie nadzieje na przyszlosc?

14.01.11, 18:04
Szczerze mowiac przestaje wierzyc w te bajki ze mozna komus bezgranicznie zaufac, ze mozna sie zwiazac z odpowiedzialnym facetem i stworzyc zwiazek na stale. Chyba tacy mezczyzni jak moj dziadek wygineli, a przynajmniej tak trudno ich znalesc ze jest to w zasadzie niemozliwe. Zreszta... skad ja tam wiem czy moj dziadek nie zdradzal mojej babci... przeciez to byly inne czasy i odpowiedzialnosc za rodzine byla wazniejsza niz rozwody.

Ostatnio czesto slysze historie o mezach odchodzacych od zon po 20 latach, 16 latach, 25 latach.... bo im "odbilo" i szczescie znalezli u boku akurat duuuuzo mlodszych kobiet. A zony sa zdewastowane bo "maz byl zawsze dobrym czlowiekim" Wyglada to tak jakby strzala Amora w nich trafiala i nic nie widzieli, nic nie slyszeli, tylko jak zahipnotyzowani szli w jednym kierunku. To genetyczne? I wlasnie mnie to dobija ze robia takie rzeczy ci, to niby byli przykladnymi mezami, ojcami itd... I to tak z nienacka - nie mowiac zonie najpierw ze cos zlego sie dzieje.

Nie wiem, ale chyba juz do konca zycia bede zyla ze swiadomoscia ze w kazdej chwili ta bajka moze sie skonczyc. I gdy nastepnym razem facet mnie zostawi, moze tym razem z dziecmi i duzym obciazeniem finansowym - to mu tylko pomacham z usmiechem, bo bede na to przygotowana.
    • mayenna Re: macie nadzieje na przyszlosc? 14.01.11, 18:39
      Mam podobne odczucia. Mam dzieci więc ja tego wyboru dokonałam. Poza tym zawsze chciałam mieć rodzinę. Opcja z ojczymem dla mnie jest nie do przyjęciasmile
      • xciekawax Re: macie nadzieje na przyszlosc? 14.01.11, 18:43
        tzn? zostalas z facetem ktory ciebie zdradzil? Mi sie wydaje ze jednak to prawda ze oprocz jakis tam wyjatkow to wszyscy faceci zdradzaja. I mysle ze w przyszlosci nie bede miala oporow aby sama uzyc sobie zycia przy nadarzajacej sie okazji wink Troche zartuje, ale w sumie czemu nie.
        • mayenna Re: macie nadzieje na przyszlosc? 14.01.11, 19:02
          Nie. Po prostu będę sama.
          Nie jestem w stanie zaufać nikomu na tyle żeby włączyć go do swojej rodziny. Porządnych mężczyzn jest bardzo niewielu. Takich co zdecydowaliby się na kobietę z bagażem - jeszcze mniejsmile Z takim jak mój...żadnegosmileMam plany i widzę przyszłość przed sobą, ale nie z kolejnym mężczyzną.Bardziej brakuje mi grupy przyjaciół, osób z którymi mogłabym spędzać czas.
          Teraz mam to czego nie miałam nigdy, przez całe życie: spokój.
          • xciekawax Re: macie nadzieje na przyszlosc? 14.01.11, 20:17
            a no tak.

            Dzielna jestes i podziwiam to.
            • mayenna Re: macie nadzieje na przyszlosc? 14.01.11, 21:00
              Dziękujęsmile To nie jest dzielność. To konsekwencja tego co wybrałam 20 lat temu plus doświadczenie.
              Jak pamiętam - nie masz dzieci. W takiej sytuacji - ryzykowałabymsmile Tylko z głową. Myślę, że można na tyle poznać druga osobę przed ślubem, żeby mieć pewność, że on będzie z nami do śmierci, że choćby świat się walił i odwrócił od nas, to on będzie trwał z tobą
              W tej chwili wiem, że wyznawane wartości są najistotniejszy bo z nich wypływają wszystkie nasze motywacje i działania. Drugie małżeństwa są o wiele lepsze niż pierwszesmile To też moje obserwacje z życiasmile
              • maheda Re: macie nadzieje na przyszlosc? 14.01.11, 21:25
                Też myślę, że już przed ślubem można z dużym prawdopodobieństwem ocenić, czy jest szansa na związanie się z kimś do końca życia. Z tym, że nie można mieć klapek na oczach ani wszystkiego tłumaczyć, no a to jest niezmiernie trudne, jak wszyscy tutaj wiemy.

                Jak byłam bardzo młoda (naście lat i wczesne dwadzieścia), to uważałam, że najpierw ten Ktoś powinien być zwykłym kolegą, potem przyjacielem, a potem można mówić ewentualnie o urodzeniu się miłości. I wtedy można mieć jakieś nadzieje na przyszłość.
                Szkoda, że sama siebie nie posłuchałam, bo wydaje się, że to niezły sposób.
                Oczywiście o koleżeństwie i przyjaźni myślę takich platonicznych. Wypróbowanych do tego w ciężkich warunkach ekstremalnych, typu piątka osób na Omedze wink czy wędrowanie po górach z plecakami - przez minimum tydzień. I powtarzane kilkakrotnie.
                • maheda Nie na Omedze, tylko na Orionie :-) n/t 14.01.11, 21:26

                  • xciekawax Re: Nie na Omedze, tylko na Orionie :-) n/t 14.01.11, 21:50
                    ja swojego exa studiowalam 10 lat zanim sie pobralismy.

                    Ale to prawda, ze gdybym nie usprawiedliwiala go i gdybym nie miala klapek na oczach to bym go nie wybrala na meza. Wiedzialam ze klamie, ze nie jest szczery do mnie i do innych, a jednak wmawialam sobie ze w sumie jest dobrym czlowiekiem i juz napewno takiego swinstwa to nigdy mi nie zrobi. he!

                    szkola kosztuje.

                    Ale ok, nawet nie mowie o moim przykladzie, gdyz sama sobie zgotowalam to pieklo na wlasne zyczenie, ale co najbardziej mnie przeraza to to, ze bardzo duzo dobrych przykladnych mezow i ojcow - dostaja takiego hopla, czesto w wieku 40+ lat. I nigdy nie wiesz.

                    I teraz: czy przymykac oko, czy samemu poszalec, czy miec otwarty zwiazek, czy w ogole warto jest sie angazowac emocjonalnie jeszcze raz. Statystycznie mowiac sa baaardzo male szanse aby facet nigdy nie zdradzal.

                    Mowia ze facet lepiej sie czuje jak moze sie opiekowac zona, wiecej zarabiac itd.... Ale wez i uzaleznij sie od mezczyzny - gdy mozesz zostac z reka w nocniku w kazdej chwili.
                    • mayenna Re: Nie na Omedze, tylko na Orionie :-) n/t 14.01.11, 22:18
                      xciekawax napisała:

                      >
                      > I teraz: czy przymykac oko, czy samemu poszalec, czy miec otwarty zwiazek, czy
                      > w ogole warto jest sie angazowac emocjonalnie jeszcze raz. Statystycznie mowia
                      > c sa baaardzo male szanse aby facet nigdy nie zdradzal.
                      >
                      Myślisz, że byłabyś szczęśliwa w otwartym związku? Nie każdy zdradza. Bywają gorsze rzeczy...Normalni panowie są w dawkach homeopatycznych. Ktoś jednak w lotto wygrywa. Ja nie zaryzykuję bo nie tylko swoje życie stawiałabym w tej grze, ale uważam że warto ryzykować.Więcej możesz wygrać niż stracić.Tylko rozsądnie i z otwartymi szeroko oczami. Bez usprawiedliwieńsmile

                      • z_mazur Normalni panowie...? 15.01.11, 19:04
                        Jak słyszę hasło "normalni panowie", to nie wiem, czy śmiać się czy płakać.

                        Ja tam się nie uważam za normalnego, jestem wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju, czyli wychodziłoby, że nienormalny. I od kobiety nie oczekuję, że będzie "normalna", a wręcz przeciwnie, powinna być równie wyjątkowa i "nienormalna". smile
                        • ag13ag13 Re: Normalni panowie...? 15.01.11, 19:13
                          O! O! O!
                          Napisales o mnie smile))
                        • mayenna Re: Normalni panowie...? 15.01.11, 20:15
                          Mazur, jakbym zaczęła wymieniać: nie -dziwkarz, nie alkoholik, nie chorobliwy upierdliwiec, pedant, skąpiec, kłamca to zajęło by za dużo miejsca. Hasło ' normalny' oddaje to co chcę powiedzieć. Nie wyklucza wyjątkowości i zwariowaniasmile
                          • z_mazur Re: Normalni panowie...? 17.01.11, 19:04
                            Hasło "normalny" nie oddaje niczego, a wręcz dla mnie zabija wszystko.

                            Jakoś mi się mdło robi jak słyszę, że ktoś chce czegoś "normalnego", bo to nie znaczy nic, a zasadzie znaczy, że ten ktoś sam nie wie czego chce.
                            • xciekawax Re: Normalni panowie...? 17.01.11, 20:08
                              Nie zgadzam sie z Toba. kazdy ma swoja inna definicjie "normalnosci". Dla jednych fakt ze mezczyzna skacze co tydzien ze spadochronem bedzie zaliczalo sie do "normalny", a dla innych nie.

                              Ale ogolnie przez "normalny" ma sie na mysli ze dana kobieta jest w stanie zaakceptowac calosc tego czlowieka czyli jego wady, zalety, osobowosc, itd.... To nie znaczy ze mezczyzna nie moze byc jakis unikalny w jakies tam dziedzinie. To znaczy ze facet po prostu nie ma tych negatywow ktore by go skreslaly jako kandydata.

                              To stwierdzenie jest bardzo universalne i to jedno slowo duzo mowi.
                              • z_mazur Re: Normalni panowie...? 17.01.11, 21:01
                                No właśnie o to mi chodzi. Że stwierdzenie "normalny" niczego nie mówi, a ma niby coś oznaczać.

                                Czyli wychodzi na to, że dla jakiejś kobiety bijący alkoholik może być "normalny", czyli w zasadzie wszyscy faceci są "normalni".
                    • maheda Re: Nie na Omedze, tylko na Orionie :-) n/t 14.01.11, 22:43
                      xciekawax napisała:

                      > Ale ok, nawet nie mowie o moim przykladzie, gdyz sama sobie zgotowalam to piekl
                      > o na wlasne zyczenie, ale co najbardziej mnie przeraza to to, ze bardzo duzo do
                      > brych przykladnych mezow i ojcow - dostaja takiego hopla, czesto w wieku 40+ la
                      > t. I nigdy nie wiesz.

                      Tyle, że mój hipotetyczny target to właśnie 40+ - pozwala to mieć nadzieję, że nie zgłupieją dodatkowo w wieku 50+ lub 60+ wink
                      Chociaż, oczywiście, pewności nie ma.
                      • teuta1 Re: Nie na Omedze, tylko na Orionie :-) n/t 15.01.11, 07:46
                        Ja zaryzykowałam powtórnie. I mam teraz zamiast dwójki trójkę dzieci (maleństwo ma prawie trzy miesiące) wychowywanych samotnie. Pan nie wytrzymał ciśnienia związanego z rodziną rekonstruowaną i zaczął wprowadzać swoje porządki. Spakowałam. Już więcej nie spróbuję!
                        • podroznie ... 15.01.11, 08:23
                          Aga, gratuluję.
                          Dużo spraw do załatwienia na sobote-wybacz za skrótowość.
                          Cóż, Łazienki będą pełne dzieci tej wiosny...

                          trzymaj się serdecznie smile
                      • xciekawax Re: Nie na Omedze, tylko na Orionie :-) n/t 17.01.11, 15:41
                        "oni" tak maja co 10 lat wink lol

                        > Tyle, że mój hipotetyczny target to właśnie 40+ - pozwala to mieć nadzieję, że
                        > nie zgłupieją dodatkowo w wieku 50+ lub 60+ wink
    • tesknotazabija Re: macie nadzieje na przyszlosc? 15.01.11, 10:37
      Myślałam ostatnio dużo o zaufaniu. Tak sobie myślę, że ja już nigdy nikomu nie zaufam tak jak ufałam mojemu mężowi. Ale nie zamykam się również na nowe uczucie, związek. Może kiedyś ktoś bliski memu sercu w moim życiu się pojawi. W tej kwestii nie mówię nie. Natomiast wiem NA PEWNO, że już nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko z kolejnym partnerem. Mam traumę związaną z tym, że zostanę porzucona przed porodem. Dziecko to wielki skarb i cieszę się, że mam synka, ale już drugi raz nie dałabym rady być w ciąży.

      • xciekawax Re: macie nadzieje na przyszlosc? 17.01.11, 15:56
        Dobrze to ujelas.

        Ja w dodatku zaczelam bym troszke wyrachowana. I mysle ze nie jest to zle bo przynajmniej wiem co chce, i nie zchodze z kursu, omijajac "kandydatow" ktorzy wydaja sie byc mili, jednak nie maja wymaganaych kwalifikacji wink Byc moze przez to bede sama do konca zycia, troszke depresyjna wizjia. Ale patrzac na alternatywy: nie az tak fatalna.

        PS: byc moze z odpowiednim partnerem, w przyszlosci, Twoja trauma na temat bycia w ciazy troszke opadnie. Milosc to taki glupi stan, ze rozum zatruwa. wink
    • adam_gsxf Re: macie nadzieje na przyszlosc? 15.01.11, 15:42
      Hej;

      Tak, mam... to ostatnia rzecz która mnie jeszcze trzyma.

      Jak jest źle, zamykam oczy, przywołuję jakiś obrazek pod powieki.

      I to, że jest "życie po" pozwala mi trzymać pion.

      Ten obrazek pod powiekami jest ... symboliczny - ale mówi mi o tym, że po - też da się żyć, mieć jeszcze w życiu miejsce na szczęście.

      A poza tym - ostatnio uczę cieszyć sie tym, co zwyczajne, nie szukając za bardzo wrażeń.
      a.
      • szizumami Re: macie nadzieje na przyszlosc? 15.01.11, 16:06
        -mam
        pomimo 2 nieudanych małżeństw
        mam nadziej na choć częściowe spełnienie sie marzeń
        bez niej to wegetacja
        jak ludie odbudowują swoje domy--po kataklizmach
        tracą cały dorobek swojego życia i bliskich--
        i podnoszą sie
        to my tez możemy

    • ag13ag13 Re: macie nadzieje na przyszlosc? 15.01.11, 17:10
      Nie dosc, ze nadzieje, to wiare. Jestem krotko po rozwodzie, ale nie chce tkwic w dzikiej rozpaczy chociaz na to sie poczatkowo zapowiadalo. Moc jest w moich rekach, to JA decyduje o sobie. Czy chce sie zatracac czy chce cos zmieniac...i zmieniam. Wszystko sie zmienia. Widze jasne strony mocy, widze swiatlo, ktore kiedys bylo czarna dziura. Chce mi sie zyc, nabieram codziennie nowych apetytow, podejmuje wyzwania, realizuje je. Pomalu, ale jednak do przodu smile Pozdrawiam zatem serdecznie, jeszcze nie wiosennie. Byle do przodu!!!!
      • xciekawax Re: macie nadzieje na przyszlosc? 17.01.11, 16:00
        Wiesz, ale ja bardziej pytalam o nadzieje na przyszlosc w stosunku do nowych relacji.

        Pewnie ze mozemy sie podniesc, i wcale nie mowie ze wybieram zyc w zamartwianiu sie. O nie, nie nie.... robie wszystko aby moje zycie bylo pelne i szczesliwe. Chodzi mi bardziej o to, czy nadal wierzymy w te bajki ze poznamy milosc na wieki, w obliczu tego co slyszymy kazdego dnia o rozwalajacych sie zwiazkach, i wyskokach panow, po ktorych nigdy bysmy sie tego nie spodziewali.
        • mayenna Re: macie nadzieje na przyszlosc? 17.01.11, 17:05
          Wierzyć to ja wierzę. Nawet ma kilka przykładów, gdzie wiem, że oni się naprawdę kochają. a mają już staż powyżej 20 lat. Nie bardzo jednak wierze że mnie to spotka teraz, po rozwodzie i z tymi ograniczeniami, które mam. To musi być wypadkowa też tego, że on odpowie uczuciem na twoje zaangażowaniesmile W tę część bajki nie za bardzo wierzęsmile
          • xciekawax Re: macie nadzieje na przyszlosc? 17.01.11, 17:15
            No wlasnie,, 20 lat to duzo, ale czy tak bedzie za nastepne 10?

            Chyba wlasnie o to mi chodzi - ze nie wierze w trwalosc milosci, przynajmniej ze strony mezczyzn. To sie w nich jakos wypala, a potem czuja tylko frustracjie, gdyz sa z osoba z ktora nie chca byc. I wez tu badz madrym.

            • mayenna Re: macie nadzieje na przyszlosc? 17.01.11, 18:17
              Nie wiem. Małżeństwa o których mówię nie rozpadną się. Oni wypracowali sposób bycia z sobą.Żadna z tych kobiet nie powie jak Beata z sąsiedniego wątku: narzeczony/mąż zreflektował sięsmile
              Najbliżej znam dwa małżeństwa. Oni siebie akceptują takimi jakimi są.Maja wspólne wartości i wspólne cele.Zachowują autonomię w związku. Nie ma zależności, podporządkowania którejś ze stron.Konflikty rozwiązują tak, ze nikt nie czuje się urażony. Nie ma klasycznych kłótni. Rozmawiają ze sobą, tworzą wspólny front na zewnątrz.Nie mają nałogów. Mężczyźni w tych małżeństwach przejęli role kobiety w domu. Nie do końca, ale nie mają takiego tradycyjnego podziału obowiązków. Po prostu wszystko co dotyczy rodziny, domu jest wspólne i wykonuje ta osoba, która może.
              • xciekawax Re: macie nadzieje na przyszlosc? 17.01.11, 18:50
                Nic tylko podziwiac.
    • rarely zaczynasz dojrzewać 15.01.11, 17:57
      zaczynasz wkraczac w swiat dorosłych ludzi którzy mysla przewiduja i biora odpowiedzialnosc za swoje decyzje i porazki

Pełna wersja