xciekawax
14.01.11, 18:04
Szczerze mowiac przestaje wierzyc w te bajki ze mozna komus bezgranicznie zaufac, ze mozna sie zwiazac z odpowiedzialnym facetem i stworzyc zwiazek na stale. Chyba tacy mezczyzni jak moj dziadek wygineli, a przynajmniej tak trudno ich znalesc ze jest to w zasadzie niemozliwe. Zreszta... skad ja tam wiem czy moj dziadek nie zdradzal mojej babci... przeciez to byly inne czasy i odpowiedzialnosc za rodzine byla wazniejsza niz rozwody.
Ostatnio czesto slysze historie o mezach odchodzacych od zon po 20 latach, 16 latach, 25 latach.... bo im "odbilo" i szczescie znalezli u boku akurat duuuuzo mlodszych kobiet. A zony sa zdewastowane bo "maz byl zawsze dobrym czlowiekim" Wyglada to tak jakby strzala Amora w nich trafiala i nic nie widzieli, nic nie slyszeli, tylko jak zahipnotyzowani szli w jednym kierunku. To genetyczne? I wlasnie mnie to dobija ze robia takie rzeczy ci, to niby byli przykladnymi mezami, ojcami itd... I to tak z nienacka - nie mowiac zonie najpierw ze cos zlego sie dzieje.
Nie wiem, ale chyba juz do konca zycia bede zyla ze swiadomoscia ze w kazdej chwili ta bajka moze sie skonczyc. I gdy nastepnym razem facet mnie zostawi, moze tym razem z dziecmi i duzym obciazeniem finansowym - to mu tylko pomacham z usmiechem, bo bede na to przygotowana.