perelka0381
15.01.11, 20:40
hej witam was wszystkich,ktorzy sledzili moj watek "jak sobie pomoc" ponownie.W moim zyciu jak wiecie zaistnial ogromny balagan.Maz nie wracal do domu na noc,zmienil sie nie do poznania,mial jakas tam przelotna znajomosc,nic zreszta nie znaczaca w porownaniu z calym jego zachowaniem,brakiem zainteresowania w stosunku do dziecka i do mnie,chociaz wiedzial juz wtedy,ze cierpie na depresje.Mozna by dlug o tym pisac,ale nie w tym rzecz.Poprosilam go o rozwod,powiedzialam,ze nie bede tak dluzej zyc i lepiej nam bedzie bez niego.Stwierdzil ze on nie chce sie rozwodzic i zebysmy sprobowali jeszcze raz.Od tamtej pory zachowuje sie w porzadku,jest w domu,interesuje go co sie w domu dzieje itd.Problem w tym,ze ja jakos nie widze przed soba szczescia,nie ufam mu zupelnie i przez caly czas mysle,ze jesli mu znowu zaufam to on zrani mnie ponownie.Z wyjatkiem tych dwoch miesiecy,kiedy zamienil moje zycie w jeden stres zawsze byl dobrym mezem.To jednak mi nie wystarczy,jezeli po tych wszystkich latach spedzonych razem potrafil mnie tak klamac i ranic,czemu nie mialby tego zrobic ponownie?Czuje jakby cos w moim zyciu sie skonczylo,czego nigdy nie odzyskam a co bylo dla mnie bardzo cenne.Czy bede jeszcze kiedys szczesliwa u jego boku?Czy macie jakies doswiadczenia w tym temacie?Napiszcie prosze jesli komus udalo sie w ten sposob uratowac malzenstwo.W tym momencie czuje sie tak samotna jakbym byla jedyna osoba na ziemi.Brakuje mi mojego "starego "meza ,ale nie jestem w stanie mu uwierzyc ze taki wlasnie bedzie.