czy to sie moze udac?

15.01.11, 20:40
hej witam was wszystkich,ktorzy sledzili moj watek "jak sobie pomoc" ponownie.W moim zyciu jak wiecie zaistnial ogromny balagan.Maz nie wracal do domu na noc,zmienil sie nie do poznania,mial jakas tam przelotna znajomosc,nic zreszta nie znaczaca w porownaniu z calym jego zachowaniem,brakiem zainteresowania w stosunku do dziecka i do mnie,chociaz wiedzial juz wtedy,ze cierpie na depresje.Mozna by dlug o tym pisac,ale nie w tym rzecz.Poprosilam go o rozwod,powiedzialam,ze nie bede tak dluzej zyc i lepiej nam bedzie bez niego.Stwierdzil ze on nie chce sie rozwodzic i zebysmy sprobowali jeszcze raz.Od tamtej pory zachowuje sie w porzadku,jest w domu,interesuje go co sie w domu dzieje itd.Problem w tym,ze ja jakos nie widze przed soba szczescia,nie ufam mu zupelnie i przez caly czas mysle,ze jesli mu znowu zaufam to on zrani mnie ponownie.Z wyjatkiem tych dwoch miesiecy,kiedy zamienil moje zycie w jeden stres zawsze byl dobrym mezem.To jednak mi nie wystarczy,jezeli po tych wszystkich latach spedzonych razem potrafil mnie tak klamac i ranic,czemu nie mialby tego zrobic ponownie?Czuje jakby cos w moim zyciu sie skonczylo,czego nigdy nie odzyskam a co bylo dla mnie bardzo cenne.Czy bede jeszcze kiedys szczesliwa u jego boku?Czy macie jakies doswiadczenia w tym temacie?Napiszcie prosze jesli komus udalo sie w ten sposob uratowac malzenstwo.W tym momencie czuje sie tak samotna jakbym byla jedyna osoba na ziemi.Brakuje mi mojego "starego "meza ,ale nie jestem w stanie mu uwierzyc ze taki wlasnie bedzie.
    • siostraheli Re: czy to sie moze udac? 15.01.11, 20:58
      Nie udało się. Udaje się na jakiś czas. U mnie to nawet 15 lat. Ale ten problem zawsze wypłynie.
    • tesknotazabija Re: czy to sie moze udac? 16.01.11, 13:30
      Perełko, dużo myślałam nad tym co piszesz. Podobna sytuacja do mojej. Jestem daleka od tego, aby doradzać, mówić, że na pewno się nie uda czy wręcz przeciwnie, że jest szansa.
      Na moim przykładzie: mąż chciał wrócić, naprawiać, pojawiła się iskierka takiej nadziei, ze uda nam się odbudować nasze bardzo dobre małżeństwo. Myślałam, że dam radę. Ale jednak po kilku dniach przebywania z nim, doszłam do wniosku, że niestety nie. To już nie jest ta sama bajka. To już jest inny człowiek. Ja też już jestem po tym co mi zrobił inną osobą. Nie potrafiłabym mu zaufać, a nie chcę sama zatruwać sobie życia. Mam prawo do szczęścia. Wychodzę z założenia, że szczytem samotności jest bycie z niewłaściwym mężczyzną i z nim takim jakim jest teraz właśnie tak by było. Kiedyś już pisałam, że brakuje mi męża takim jakim był kiedyś, bo odbierałam go jako bardzo dobrego człowieka, ale jego już nie ma. Dla mnie umarł.
      W takich sytuacjach każdy sam musi sobie odpowiedzieć czy jest w stanie zacząć jakby nie spojrzeć wszystko od nowa z takim obciążeniem. Są ludzie którzy wybaczają, zapominają. Wierzę nawet, że są małżeństwa, którym po takich przejsciach sie udalo. Ja nie potrafiłam.
      Życzę Ci wszystkiego co najlepsze.
      serdecznie pozdrawiam,
      Tęsknota
      • jarkoni Re: czy to sie moze udac? 16.01.11, 14:11
        Czyli zachowuje się w porządku, mąż, ale już mu nie zaufasz.
        Dlaczego? Bo takie masz widzimisie?
        Jeszcze bardziej w porządku powinien się zachowywać?
        • tesknotazabija Re: czy to sie moze udac? 16.01.11, 14:38
          Nie, nie jest to moje widzimisię. Chodzi o zaufanie, chyba tego tłumaczyć nie muszę. Po drugie dla mnie zdrada jest niewybaczalna. Nie jestem w stanie być z kimś kto potraktował mnie jak rzecz. Mam zbyt duży szacunek do samej siebie.
          Mam wrażenie, że się czepiasz...
Pełna wersja